Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 22.02.2017 w Odpowiedzi
-
Dzisiejszy poranek był piękny i nie zapowiadał tego co stanie się później. Już w trakcie jazdy na Strugi, mocny wiatr zapowiadał zmianę pogody. Po wjeździe na Miziową, przywitała mnie śnieżyca. Widoczność drastycznie spadł,a w ciągu 2 h dosypało około 5-10 cm śniegu. W połączeniu z silnym wiatrem i nawiewaniem śniegu, miejscami było go naprawdę sporo. Wyciąg na szczyt około dziesiątej wyłączyli więc większość jeździła na Miziowej. na rozbójniku świetne warunki, mało ludzi, a zjazd na czerwoną trasę z Pilska to strzał w 10kę - równa trasa z poerzynką nietkniętego świeżego puszku;) Od Miziowej w dół śnieg mokry, poniżej Szczawin i Buczyny deszcz. Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk7 punktów
-
6 punktów
-
Cześć Nie masz racji. Waga nart nie ma żadnego znaczenia bo narty leżą, jadą po śniegu. Nie musimy ich trzymać jak stalową rurkę. Ciężka narta to lepsza technologia - to już pisali koledzy. Ciężka narta to również większa masa, która pomaga w tłumieniu drgań i przebijaniu się przez np. nierówny stok. Nie widziałem nigdy dobrych lekkich nart, nigdy. Fizyka jazdy na nartach nie ma nic wspólnego z machaniem rurką - chyba, ze ktoś nie umie zupełnie jeździć i podnosi narty by zmienić kierunek. Pozdrowienia6 punktów
-
Wczoraj w czasie jazdy u naszych południowych sąsiadów knedylków w Severce lokalny goprowiec dał mi namiar jak to określił do nie fungowatego już ośrodka narciarskiego Prelać,tuż przy granicy z Słowacją,który cechują duże opady naturalnego śniegu a co za tym idzie fajne warunki na tury. Dziś to sprawdziłem z samego ranka. Sam dojazd z Cieszyna ok 1 godzinki. Jakieś 5 min przed dojazdem na miejsce klimat zmienia się na bardziej zimowy,dużo więcej śniegu,niższa temperatura. Zimowo,zdecydowanie zimowo Samo wejście na szczyt bez napinki zajmuje ok 45min,zależy od wariantu jaki wybierzemy Ja raz turawałem centralnie pod wyciągiem,zjazd na sam dół,następnie wejście bardziej z lewej strony Pogoda z rana na minusie,ładnie ale jak wyjeżdżałem zaczęło się dziać. Śnieżyca na maksa5 punktów
-
Witajcie, dziś czwarty dzień jazdy, ale zupełnie niezgodny z planem. Mieliśmy jechać do Wagrain ale za późno wstaliśmy, chyba poprzednie dni dały nam w kość. Rano rzut oka na kamery gdzie najlepiej, bo za oknem była totalna mgła i szybka decyzja że wracamy do Sportgastein. Im bliżej byliśmy kompleksu tym bardziej byliśmy pewni że to była dobra decyzja, pogoda tym razem dopisała. Była prawie lampa, z jednym ale - było ciepło, za ciepło. Ruszyliśmy około dziewiątej i już na górze puszczało i były muldy. Nie wiem co prawda skąd, bo jak byliśmy w poniedziałek to wyciąg ruszył właśnie o dziewiątej - chyba dziś puścili wcześniej bo jadąc do góry widzieliśmy że już na dole jeżdżą. Start niebieską nie należał do najlepszych, śnieg bardzo ciężki, mokry, za dużo go było, w nocy musiało mocno padać i ratraki nie dały rady tego ubić. Poza tym mocno na plusie więc siłą rzeczy śnieg nie mógł być dobry. Drugi zjazd czerwoną która w poniedziałek była bajkowa - dziś mordęga, na ściankach muldy po kolana. Pojeździliśmy do dwunastej i decyzja że zjeżdżamy do samochodu na posiłek i zastanowić się co dalej. Nie powiem że to była jazda zupełnie do bani, na bardziej płaskich odcinkach dało się całkiem fajnie pojechać, na ściankach niestety mega muldy. Poza tym dziś chyba wszyscy stwierdzili że warto jechać właśnie do Sportgastein bo był tłum ludzi. No i te zapierające dech w piersiach widoki Alp po horyzont - po prostu bezcenne. Mimo tego zdecydowaliśmy się zjechać, zanim zaczną nas zwozić śmigłowcem. Cdn. Tapnięte Tapatalkiem z Androida.5 punktów
-
Dzisiaj miałem okazję pojeździć chwilę (ok 3 godz) w Kluszkowcach. Wszystkie trasy otwarte, ludzi niewiele. Warunki do jazdy słabe. Mokry lepki śnieg, miejscami wystający lód do tego deszcz. Wysłane z mojego E2003 przy użyciu Tapatalka5 punktów
-
Po odwiedzeniu wszystkich tras, jedziemy do SON-u. Na trasie – łączniku 3, robi się już tępo – Słońce skutecznie rozpuszcza trasy (na Skrzycznem też już zaczęło puszczać). Jedziemy do Czyrnej na 3, potem 5 i na końcu 1. Na Bieńkuli już spore przetarcia na górze, ale niżej jest lepiej – niestety trochę za twardo (na Bieńkulę nie dochodzą promienie Słońca). „Jedynkę” żegnamy jako dobrze przygotowaną oprócz trzech ścianek – początek Młaków, za Migdalską i ta ostatnia (więcej było tam przetarć niż śniegu), ale nie ma co się dziwić – trasa jest oficjalnie zamknięta. Na koniec wciągamy się na Małe Skrzyczne jednym z ostatnich kursów – za nami zamykali już bramki, była 15:58. Na górze trochę za twardo (tak jak lekko zielonkawe jajko po ponad 5 minutach gotowania), ale to jest ostatnia rzecz, o której myślę. Przecież jest tam tak pięknie… Spokojnie zjeżdżamy 2 do Hali Skrzyczeńskiej. Tam kilka pożegnalnych fotek i jedziemy 6 na dół. Za odbiciem na Czyrną czekał na nas piękny sztruksik! Jeździmy do końca. Na początku na Suchym – 7 i 4. Muldy nie przeszkadzają – cieszymy się każdym zjazdem. Przy okazji zatrzymaliśmy się w barze, którym kiedyś (może teraz też) kierował S.Richter. Po zjedzeniu pyszności, jedziemy pożegnalnym zjazdem na Solisko i przerzucamy się na Golgotę. Tam twardo z muldami (takie jajko na śliwkę, skoro jesteśmy przy temacie jedzenia na stoku). Jeździmy do końca – ostatnie przejście przez bramki o 19:58. Jako ostatni stajemy na górze i jedziemy w dół. Czego żałuję? Że nie mogę wycisnąć wszystkiego na tej trasie, że nie mogę podziękować jej za te wszystkie udane zjazdy, że mój organizm nie jest w stanie rozjeździć Golgoty jak należy. Trzeba z pokorą i dostojnością zjechać na dół. Właśnie. Dostojnie – tak żegnam SON wieczorową porą. Robię ostatnie zdjęcia wyciągu i mówię w myślach „do zobaczenia w innej szacie”, bo już niedługo będzie tu wielki plac budowy. Postaram się napisać podsumowanie tego tygodnia, bo warto – dodam też trochę niepublikowanych zdjęć (taki fajny zwrot – brzmi trochę jak zdanie w brukowcu). Pozdrawiam narciarsko z kanapy Marcin ~leitner5 punktów
-
3 dzień zacząłem od Aloch. To jest konkretny ośrodek: jedna czarna i czerwona. Wszystko wydzielone siatką, idealnie przygotowana do trenowania, ale często właśnie niedostępna ponieważ ustawione są 4 trasy obok siebie (2 giganty i 2 slalomy specjalne), ponieważ dwie różne szkoły trenują. Ja miałem to szczęście, że jedna część była wyodrębniona dla szkoły córki, więc też aktywnie trenowałem. W porównaniu do trasy Tomby, o której później znacznie bardziej twardo, po 2 godzinach wymaga b. ostrych krawędzi, ale daje świetne możliwości do treningu. Jest jeden kłopot - stary wyciąg o prędkości 8 km/h (zarejestrowany na nast. zdj.). W porównaniu do krzesła, które biegnie wzdłuż Tomby 16 km/h. Potem trzeba przejść około 300 m lekko pod górę do Buffaure (fajna pierwsza czarna, ale bardzo długa i kończy się na samym dnie, gdzie pod koniec dnia robi się już ciepło, reszta do zapomnienia), skąd można przejechać na Ciampak (słynna długa czarna trasa, która jest bardziej czerwona, za długa, za malo konkretna), a dalej na Belvedere (ogrom tras w jednej dolinie, a la lodowiec, ale otoczona charakterystycznymi dla Dolomitów skałami, z czego jedna tylko czarna, ale ciekawa - ładnie, ale bez szału), a stamtąd można objechać całą Selle Rondę, poczynając od Arraby. Ja się powstrzymałem na Arrabie ponieważ uwielbiam ten ośrodek - wszystkie trasy o słusznym nachyleniu, obsługiwane przez bardzo szybkie wyciągi. Oczywiście przejechanie całej Sella Rondy od Buffaure to już bardzo duży wyczyn. Do Arraby i z powrotem zajęło mi 87 km (z czego na Aloch-u minimum 10 i Arrabie 25-30). 4 dnia odwiedziłem Catinaccio i to jest jedno z lepszych miejsc jakich byłem. Ośrodek bardzo mały, ponieważ poza czarna trasą i dwoma czerwonymi, nie ma za wiele do zwiedzania. Natomiast ośrodek daje niesamowite możliwości do trenowania. Ludzi praktycznie brak, więc trasy utrzymują się w stanie idealnym do końca dnia, chociaż nigdy do końca tego nie sprawdziłem, ponieważ w połowie nie miałem już sił i jechałem odwiedzić inne ośrodki, aby pozwiedzać, odpocząć. Bardzo dużo trenerów jeździ, bez problemu można ich zatrudnić od ręki. Ja szkolę się sam, ale obserwacja ich z wyciągu, jak się bawią na stoku, albo jak szkolą bardzo dużo mi dawała i motywowała. Bez problemu można też było ich zagadać. Trasa TOMBA jest bajeczna stroma od początku, a dodatkowe 2 przegrabienia dają złudzenie pionu. Ciężko opisać warunki śniegowe. Jest twardo, ale jednocześnie na tyle plastycznie, że idealnie zapada się krawędź. Z tego samego wyciągu można pojechać czerwoną. Mają idealną długość, gdzie nie trzeba się zatrzymywać, a pod wyciągiem uda pieczą. IDEAŁ. Generalnie wspaniałe miejsce, do którego wracałem na kilka godzin, aby skupić się na technice, ale i świetnie bawić. Drugą część dnia spędziłem w Alpe Lusia. Ośrodek wyraźnie podzielony na dwie strony, z których ta na którą dopiero trzeba przejechać znacznie bardziej uczęszczana. Dość nudna z jedną czarną i tylko na fragmencie, zacieśnioną przez wyodrębniony oblegany slalom gigant, a z drugiej strony punkt pomiaru prędkości (można się rozpędzić). Jest wysoko (jeździ się na wysokości 2 000 - 2 500), ale wszystkie trasy nasłonecznione, klimat lodowca - nie to co lubię. Druga strona, a raczej pierwsza, od której się rozpoczyna zwiedzanie znacznie ciekawsza. Szczególnie trasa Piavac. Bardzo fajna czarna z 3-ema ściankami, szkoda, że są poprzecinane wypłaszczeniami czerwono-niebieskimi. Trochę przez to za długa, ale tu zatrzymałem się na około 2 godziny. Niestety nie zrobiłem tam zdjęć, ale stok na prawdę godny uwagi. 5 dzień to największe rozczarowanie, ponieważ wybrałem się najpierw do Predazzo i Obereggen, a później do Cavaleze, na którą co roku wspina się Justyna Kowalczyk z koleżankami po fachu. Pierwszy ośrodek na prawdę duży, ale jaki nudny... Nawet czarne przerywane niebieskimi łącznikami, trasy skomunikowane w sposób mało czytelny... ciężko opisać, ale ten ośrodek w ogóle nie zrobił na mnie wrażenia, a wyjeżdżałem z poczuciem zmarnowania 1/2 dnia. Liczyłem, że odbije sobie to w Cavalese, ale ten ośrodek mimo, że bardzo czytelny, to dla osoby, która przede wszystkim slalom kocha trochę ma za mało stromych tras. Dużym plusem jest mała frekwencja i szybkie wyciągi, więc się wyjeździłem. Zdjęć z tych miejsc nie mam, ponieważ nie bardzo się było czym zachwycać, poza: Pogoda iście wiosenna, więc dalsza część dnia upływa pod znakiem kąpieli słonecznych, a po dotarciu do hotelu przelałem sobie kawę na świeżym powietrzu, a na koniec sauna. I tak dzień okazał się udany. Ostatni dzień narciarski to już powtórka Tomby, Aloch i na koniec zwiedzanie Belevedere z córką. Na koniec zaplanowałem jeszcze zwiedzanie Wenecji przed wylotem i 7:30 przejeżdżałem koło San Pellegrino. Z mapy wynikało, że czarne 2 i w tym jedna zamknięta i odpuściłem. Z parkingu ośrodek bardzo fajnie się prezentował i trochę żałowałem, że tam się nie wybrałem wcześniej.5 punktów
-
4 punkty
-
Dokładnie o czymś takim myślałem, chociaż można się zastanowić nad wcześniejszym uniesieniem piętki Mam kumpla, który uważa, że każdy nowy sezon narciarski zanim się wjedzie na tyki, należy zacząć od abecadła i jazdy pługiem Niezależnie od tego jak wielkim narciarskim kozakiem jesteś.4 punkty
-
Myślę, że jakby lekkie narty z nowoczesnych materiałów dawały jakąkolwiek przewagę zawodnikom Pucharu Świata, to jeździliby na nich, mimo wysokiej ceny.4 punkty
-
Narty skiturowe w większości przypadków to paździerze, szroty w porównaniu z nartami zjazdowymi z ciężkim drewnem i metalem I to pisze osoba która kocha skitury. Mam nartę skitur ze wstawkami carbonowymi ale jeździ to znacznie gorzej niż tańsza narta zjazdowa z wyższej półki. Sądzę że nawet narty z pełną warstwą carbonu, kevlaru itp (np. Volkl BMT, Majesty Warewolf CLT) przegrają rywalizację z porządną deską freeride która zamiast lekkiej paulowni ma jesion czy topole, a zamiast carbonu - płytę titanal.4 punkty
-
Mitek tutaj się z Tobą nie zgodzę, dlaczego nie ma się porównywać z Hirscherem? Jak ktoś podchodzi do jazdy sportowej poważnie to nie powinien tylko porównywać się z Hirscherem, On powinien chcieć być lepszy od niego!!!!!!!!!!!!!!!! Jak myślicie jak podchodzi do tego Marcel czy Ted? Bez takiego myślenia się nie wygrywa, cel trzeba sobie wyobrazić i dążyć do niego bez kompleksów, czego Tobie FerraEnzo życzę. Drugi jest pierwszym przegranym. Poza tym, może się mylę ale za bardzo się skupiasz na estetyce jazdy, a Ty masz być szybki, nie ważne jak to będzie wyglądać.3 punkty
-
3 punkty
-
Pytania turystów do Punktu Informacji Turystycznej Tatrzańskiego Parku Narodowego. Przed przeczytaniem proszę usiąść (można się przewrócić). Ekolog martwiący się o niedźwiedzia dla mnie number one! http://turystyka.wp.pl/czy-niedzwiedz-zdazy-omyc-pysk-w-strumieniu-najlepsze-teksty-turystow-w-tatrach-6093532800681089a3 punkty
-
Po raz kolejny udało mi się odwiedzić Dolomity i poniżej przedstawiam moje spostrzeżenia dotyczące innych ośrodków dostępnych w ramach skipass-u Dolomiti Superski. Tym razem okolice Val di Fassa! 11-18.02.2017. Warunki, w których przystało mi jeździć: Mieszkałem i wszystkie podróże rozpoczynałem z Vigo di Fassa. Przez cały okres towarzyszyła słoneczna pogoda. Podczas pierwszego dnia mróz był cały dzień, drugiego po południu już okolice zera i na słońcu powyżej. Następne dni rozpoczynały się niewielkim mrozem, a w ciągu dnia temperatura w cieniu dochodziła do 7 stopni, a na słońcu można było chodzić w podkoszulku. Średnio przejeżdżałem miedzy 70, a 85 km (licząc z wyciągami). Mimo mało zimowej aury, warunki na trasach bardzo dobre, bardzo mało cukru, który się kojarzy ze sztucznym śniegiem, praktycznie bez muld. Są tego 2 przyczyny: po pierwsze około 2 tygodnie przed wyjazdem spadło jakieś 30 cm śniegu, który bardzo dobrze się połączył się ze sztucznym oraz mała frekwencja w ośrodkach Val di Fassa. Takie miejsca jak Catinaccio w Vigo, czy Carezza, albo Cavalese wyglądają niemalże na nieopłacalne interesy. Nie ma mowy o kolejkach, a nawet na niektórych trasach jeździ się osamotnionym. Tu jazda na większości tras do samego końca była idealna. Belveder, Buffaure, Ciampak, które są połączone z Sella Rondą już mają większą frekwencję i po południu trasy ulegały zniszczeniu, ale ciężko mówić o muldach, ale zmrożonych przetarciach, odsypach i tego typu sprawach, już tak, co dość skutecznie przeszkadzało w intensywnej jeździe na krawędziach. Większym zainteresowaniem cieszy się także Alpe Lusia i Predazzo/Oberegge. Ale po kolei: 2 pierwsze dni spędziłem w Carezza, trochę za sprawą tego, że moja córka (wraz ze Sporteum) tam trenowała, ale i dlatego, że to świetny ośrodek i warunki tam są bez wątpienia jedna z najlepszych, w jakich kiedykolwiek przyszło mi jeździć. Dużo czarnych tras (6), ciekawe czerwone i sporo łączników, ale z szybkimi wyciągani. Ludzi jak na lekarstwo. Ten ośrodek ma początek w Passo Costalunga i większość nie dojeżdża na koniec ośrodka, a tam 2 piękne czarne trasy. Bez ściemy, na trasach jest idealne od 8:30 do 15:00, a myślę, że i jeszcze dłużej ale tego nie sprawdziłem. Drugiego dnia zrobiło się trochę cieplej, więc niektóre nasłonecznione łączniki robiły się miękkie, ale wszędzie i tak można idealnie na krawędziach jechać. Śnieg na trasach wygląda jakby był w 100% naturalny. Całkowity brak cukru i tam gdzie jest twardo i tam gdzie zrobiło się ciepło. Wiadomo, że koło 13:00 trasy robią się twardsze, bo znika sztruks (tu bardzo późno), ale to miód na moje slalomki - można wycinać co się chce. Nie ma mowy o lodzie, niewielkie muldy tylko na jednej trasie (łączniku).3 punkty
-
Albo odwrotnie (czego najwidoczniej nie dopuszczasz) - być może waga ma duże znaczenie i akurat w Pucharze Świata używają nart o masie optymalnej??3 punkty
-
Jestem na górze na Skrzyczne. Tu u góry śnieg, wiatr i mgła. Niżej deszcz [emoji299] Górne krzesło nie chodzi. Gdyby nie zła pogoda to całkiem fajna jazda Head Rally - Probably the best ski in the world [emoji6]3 punkty
-
Nie ma to jak do jednego worka wrzucać narty zjazdowe, turowe, nowe i używane. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze biegówek i nart dla skoczków... Porównanie zaiste miarodajne i godne pracy doktorskiej.3 punkty
-
3 punkty
-
Firma Lajkonik od 15 lutego uruchomiła stałe połączenia z Krakowa przez Tychy do Szczyrki i Wisły. Szczegóły znajdziecie w dziale Stacje2 punkty
-
.... sposób na dziecko aby jeździło całe 4 godziny :d:D:d - trzeba mu zapewnić atrakcje i wyzwania2 punkty
-
2 punkty
-
FerraEnzo nie rozumiem Ciebie. Masz trenera i On Cię prowadzi. Jeśli mu ufasz to robisz co Ci każe, wie najlepiej jakie masz braki i w jakiej kolejności należy je eliminować. Czasami trzeba zrobić krok wstecz, żeby później skoczyć do przodu. Wszystkich błędów nie wyeliminujesz od razu, trzeba pojedynczo systematycznie krok po kroku (no chyba, że jesteś narciarskim geniuszem) i od tego jest dobry trener. On ogarnia całość i wie czego w danym momencie potrzebujesz. Wszystko się zmienia kiedy mu nie ufasz, wtedy najlepiej zmień na innego, bo tracisz tylko jego i swój czas (i swoje pieniądze). Słuchając 5 czy 10 trenerów (instruktorów) niczego nie poprawisz, zrobią Ci tylko mętlik w głowie, a wszystkiego i tak nie ogarniesz. Każdy z nich pojedynczo może być świetny, ale nie wszyscy naraz. Wybierz jednego i z nim pracuj, tak jest najprościej i najszybciej osiągniesz satysfakcjonujące Cię postępy. No chyba, że masz trenera od głowy, motoryki, siły, techniki itp. To możesz mieć ich wielu. Widzę, że chcesz wszystko poprawić od razu, tak się nie da. Spokojnie, wszystko ogarniesz, tylko stopniowo, nie na jeden strzał, to nie boks. To oczywiście tylko moje subiektywne zdanie i mogę się mylić. Jeśli chodzi o tytuł wątku, to w 21 wieku w narciarstwie zjazdowym nie ma pojęcia górna i dolna narta. Zjeżdżamy trawersami, wjeżdżamy na przeciwstoki i są tylko narty zewnętrzne i wewnętrzne skrętu. Górne i dolne narty skończyły się w wieku 20. Sorrki, że się wtrąciłem do wątku, ale ta pogoda... i śnieg w górach się powoli kończy, a ja bym chciał jeszcze na narty, to i zrzędzić zaczynam. Życzę technicznych postępów. Pozdrawiam serdecznie.2 punkty
-
Poprawić towarzystwo. Na narty wybierać się z miłą panią aby po nartach się nie nudzić i czerpać przyjemność uzupełniającą.2 punkty
-
http://www.skionline.pl/pogoda/polska-beskid-maly-miedzybrodzie-zywieckie-gora-zar,osrodek,15.html foto helipoland.com2 punkty
-
Sam zasadziłem na swojej działce i sam mogę wyciąć i nic do temu urzędnikowi, czyli normalnie. Szkoda że ustawa nie weszła wcześniej, bo w tamtym roku profilaktycznie wyciąłem w ogrodzie kilka 10 letnich drzew, aby w przyszłości nie mieć kłopotów z biurokracją, czyli każdy kij ma dwa końce, a moje drzewa dalej by rosły. Pytanie ilu było takich jak ja? Stacje narciarskie nie skorzystają bo to działalność gospodarcza. W dalszym ciągu potrzebne zezwolenie na ścięcie drzewa o obwodzie pnia pow.50cm(było25cm). Temat sztucznie rozdmuchany przez ekoterorystów i media.2 punkty
-
2 punkty
-
Na stronie zamieściłem galerię zdjęć z pobytu w ośrodkach HInterstroder - Wurzeralm Galeria Hinterstoder Galeria Wurzeralm2 punkty
-
Witajcie Jeśli cenicie mało zatłoczone miejsca to polecam CingeTorri krzesłem na przełęcz Falzarego a nastepnie kolejką na szczyt Rifugio Lagazuoi -chyba nie ma ładniejszego widoku na Dolomity z tarasu tej "górki" a wszystko "rzut beretem" z Cortiny . Ludzi zero a widoki !!! , niestety jest trochę starej infrastruktury ale wcześniejsze zalety całej okolicy w całości je rekompensują Skoro będziecie w Cortinie to polecam : Moso, Sesto, Monte Elmo, słowem Alta Pusteria To wspaniały nowy kompleks najnowsza infrastruktura i w przeciwieństwie do : - Canazei: Belvedere + Sassalungo czy Kronplatzu zdecydowanie mniej ludzi a trasy świetne idealnie przygotowane i widoki również nie do "podrobienia". pozdrawiam jasiek2 punkty
-
Cześć W kwestii "ukochanych klocy" to na pierwszym zdjęciu jest po prostu Langkofel czyli Sasso Lungo (dokładnie jest to prawy wierzchołek masywu). Nie widać tego dobrze na zdjęciu ale patrząc na nie na prawą (szerszą) przełączkę prowadzi wyciąg krzesełkowy (nie wiem czy on jeszcze działa) działający tylko w lecie. Doprowadza pod schornisko, które znajduje się na przełęczy. Jest to wyciąg starszy od całej infrastruktury naciarskiej rejonu Campitello, Canazei. Langkofel widać również na zdjęciu opisanym jako Canazei a przedstawiającym rejon Belvedere. Z kolei ukochany kloc to chyba Sass Pordoi, które okala Sella Ronda z Piz Boe jako najwyższym punktem. Z Passo Pordoi jeździ wagon na Sass Pordoi i można stamtąd zjechać na nartach. Zjazd jest nietrudny (choć miejscami przepaścisty i bez śladów trzeba się dobrze orientować) i serdecznie go Wam polecam. Zorientujcie się najpierw w warunkach bo może być słabo ze śniegiem o tej porze ale we Włoszech czasami lubi popadać znienacka nawet późną wiosną. Życzę super wrażeń.2 punkty
-
Relacja z czwartku 16.02 – ostatniego szczyrkowskiego narciarskiego dnia pobytu. Po środowych przeżyciach wstajemy ok. 9:00. Wszystko robimy na pełnym luzie tak, aby niczego już nie zgubić i nie stracić zdrowia. Nie mając najmniejszego wyboru, do 12:30 siedzimy w domu. Gdyby nie osłabienie, to chyba by mnie rozniosło – jak można tracić dzień w Szczyrku siedząc na kanapie! I bynajmniej nie jest to kanapa podwieszona na linie. Kiedy zapasowe klucze do samochodu dojechały do Szczyrku (w szpitalu nie miałem nawet butów – wychodziłem w butach narciarskich a tata w klapkach – nasze buty leżały zatrzaśnięte w samochodzie pod COS-em), w końcu mogliśmy pojechać na narty. Szczerze to myślałem, że ten wyjazd mam już zakończony (nawet były już plany wcześniejszego powrotu), ale słowa Pani Doktor napełniły mnie optymizmem. Także tak jak pisałem wcześniej, udaliśmy się do kolei na Jaworzynę. Na dole było trochę ludzi, ale wejście było na bieżąco. Jako, że to nasz ostatni dzień w Szczyrku, zaliczamy po kolei wszystkie trasy – Ondraszek, FIS, Kaskadę i Doliny. Zaczynamy od Ondraszka – ludzi niestety już się trochę pojawiło. Na dodatek jadę bardzo wolno i asekuracyjnie, żeby serce wypoczywało a nie się przemęczało. FIS był już trochę zjechany, ale powolutku i bezpiecznie dałem radę zjechać. Ktoś powie, że, jadąc tak wolno, nie da się czerpać przyjemności z jazdy. Odpowiem tak – większa jest frajda z powolnej jazdy niż z leżenia w łóżku i dumanie nad tym, co się dzieje na stokach. Na Kaskadzie świetnie, ale ściankę pokonywałem dość długo – podczas zjazdu serducho dawało znać, że to trochę za dużo, więc większość się zsunąłem. Całe szczęście warun nie był taki zły. Kolejka do kanapy – do 3 minut, do talerzyka – 5 minut, do orczyka – do minuty. Na Skrzycznem działał wyciąg przy schronisku.2 punkty
-
#14 Starorobociański Wierch 2176m Stary bocian mocno śpi, stary bocian mocno śpi! My się go... no cóż nazwa tego szczytu (słow. Klin) jest chyba najczęściej myloną nazwą w naszych Tatrach , a polska nazwa pochodzi od dawnej Hali Stara Robota, a nie starego bociana . Jest to najwyższy szczyt leżący w polskich Tatrach Zachodnich. Startujemy u wylotu Wąskiej Doliny, by po chwili odbić na Doliny Raczkowej, tak podejście jest nie od polskiej tylko słowackiej strony W połowie Doliny Raczkowej na polanie ukazuje nam się już cel! chociaż w tym momencie jeszcze nie wiemy, że to będzie nasz cel dzisiejszego dnia! Dlaczego? bo wstępny plan był Bystra & Błyszcz, ale po dotarciu do koliby Zmieniamy plany na południowo-zachodnie zbocza Starorobociańskiego :), chociaż siedząc przy ławeczce w słońcu, ciężko ruszyć się w dalszą drogę! Przy okazji inny wariant wejścia, prosto centralnym żlebem wybiera jeden ze Słowaków! Trochę wyżej wyłania się Kończysty Wierch i grań między nim a Jarząbczym, trochę słonko przygrzało. Jest i nasz cel podejścia i zjazdu Spotykamy stadko kozic Ktoś rozpoznaje? Oczywiście zdjęcie szczytowe musi być! Niestety góra do sporo kamieni, od polskiej strony nie da się zjechać ani w stronę Zwornika, ani Kończystego, my schodzimy ok 50m w dół i zakładamy narty Zjazd... bajka! idealnie w tempo, śnieg odpuścił a na dole cień jeszcze nie zdążył zabetonować Wszystkie zdjęcia: fot. Szymon Rochowiak Pozdr Tomek2 punkty
-
2 punkty
-
Witamy wszystkich zainteresowanych!Chcielbysmy podzielic sie ze wszystkimi swoimi spostrzezeniami i dzieki temu pomoc w podjeciu decyzji odnosnie wyjazdu do Bukoveli. • Po pierwsze: granicaZ racji, ze jechalismy z Bialorusi, granica nie sprawila zanych problemow. 30minut i po sprawie.• Po drugie: drogiDrogi sa kiepskie (dziura na dziurze), jednak zawieszenie mocno nie ucierpialo, ale wymagalo to ostroznej jazdy. Srednia predkosc 65km/h. Nalezy uwazac na kierowcow ukrainskich-zero kultury jazdy. Nalezy zaopatrzyc sie we wlasny prowiant i termos z kawa poniewaz brakuje przydroznych barow i dobrych stacji. Jezeli chcecie tankowac to stacja WOG i Lukoil-tam kawka jest:smile:.• Po trzecie: zakwaterowanieMy skorzystalismy z wariantu tanszego i wynajelismy dom (bylismy 13-osobowa grupa znajomych) w miejscowosci Tatariv to 12 km od bukovieli. Co wymagalo chociaz jednego trzezwego kierowcy poniewaz sa przeprowadzane kontrole trzezwosci na trasie do/z Bukovieli.Dojazd zajmowal nam okolo 20minut codziennie. Samo zakwaterowanie znalezlismy przez strone internetowa: http://www.karpaty.info/ru/uk/if/jr/tatariv/ wymagalo to znajomosci jezyka rosyjskiego jednak istnieje mozliwosc dogadania sie po polsku. Cena to w naszym przypadku: 60zl os/doba. Jednak mozna znalesc i taniej. • Po czwarte: wynajecie sprzetuByly z nami osoby, ktore wynajmowaly sprzet kosztowalo ich to 400 hru za 5dni (narty, buty, kijki, okulary i obowiazkowy kask). Wypozyczac jest najlepiej dalej od Bukovieli-logiczne im blizej Bukovieli tym drozej. • Po piate: wyciagi i stokiPieciodniowy karnet na wyciagi dzienne (8:30-16:30) kosztowal 1026hru. Przy zakupie poproscie o mapke tras. Daja ja bezplatnie. Istnieje mozliwosc jezdzenia noca na wybranych trasach za dodatkowa oplata. Niektorzy nasi znajomi kupowali na ilosc podciagow 26hru za jeden.Same trasy przygotowane dosc dobrze (porownujemy z Austria). Ilosc tras zadawalajaca-uparty narciarz przejedzie je wszystkie przez jeden dzien, chociaz jezdzac na nich przez tydzien nie mozna sie nudzic. Minusem jest to, ze ratrak nie jezdzi codziennie co wplywa tez na jakosc tras. Poziom tras jest zroznicowany, no najwiecej jest czerwonych, ale na niektorych spokojnie poradza sobie zwolennicy niebieskich. Minusem moze byc tez to, ze laczenie niektorych wyciagow wymaga silnej pracy rak-poziome mostki o dlugosciach srednio 50metrow:smile:.• Po szoste: jedzenie na stokachNa stokach zlokalizowane sa mini karczmy w ktorych mozna zjesc smaczny obiad koszt okolo 120hru/os. Wersja tansza „gorski fast-food” kanapki na cieplo lub kielbaska z kawa/herbata/bulionem i oczywiscie wszedzie grzane wino.• Po siodme: jedzenie poza stokamiSmaczne domowe obiadki/kolacje. Polecamy kartoszke po domasznemu, szaszlyk (kawalki miesa bez patyczka:smile:) oraz barsz ukrainski. Z alkoholi koniecznie koniak zakarpacki-hit wyjazdu! Glowa na nastepny dzien nie boli:smile:Podsumowujac: Wyjazd ten porownujemy do zeszlorocznych Apl austriackich i nalezy stwierdzic, ze widoki w Austrii sa niezapomniane jedak przyjemnosc z jazdy jest taka sama, a ceny w obu tych krajach sa nieporownywalne. To sa nasze osobiste odczucia.INFORMACJE DODATKOWE: Nasz pobyt 12.02-18.02.2012 (w innych terminach ceny moga roznic sie) Obowiazkowe kaski Kurs waluty ~1hru=0,4pln Polacy wjazd bezwizowy do Ukrainy Na wymienionych przez nas stacjach benzynowych oraz placenie za karnety mozliwe jest za pomoca karty http://bukovel.com/ .. i kilka zdjec dla zachety1 punkt
-
1 punkt
-
Mario dzięki za posta, a nie przepraszasz! Masz 100% rację. Za szybko chcę wszystko zmienić / poprawić. To nie jest tak, że nie ufam trenerowi. Wiem pisałem tak kilka stron wcześniej, ale źle to ubrałem w słowa. Podziwiam jego jazdę, traktuję go jak autorytet, ale cały czas szukam (szukałem) dziury w całym. Widzę jak jeździ, widzę jacy narciarze przyjeżdżają do niego na treningi, jestem w szoku jak zrobi czasami wykład wplątując jakieś elementy psychologiczne. Wiem, że to porządny nauczyciel, ale trochę się podłamałem jak nie zauważyłem na filmie postępów a wręcz IMO regres...Co innego mówi trener, twierdzi że widzi progres. To w połączeniu z masą filmów z YT prezentujących zgoła inną mechanikę (inicjacja skrętu z górnej narty, brak nacisku w fazie inicjacji, wkładanie kostki i kolana narty górnej i inne wynalazki pana Haralda) narobiły mi bajzlu w głowie. Dodatkowo gadałem ze znajomym i mówię mu jak wygląda nauka w Polsce, a jak na amerykańskich filmikach. Stwierdził, że słuchałby filmików na YT i sam ćwiczył bo gdzie jest USA, a gdzie Polska jeśli chodzi o narciarstwo alpejskie. Stąd wzięły się te wszystkie wątpliwości. Wybrałem i będę cisnął, czas pokaże. Chce się jeszcze wybrać na jakiś obóz, ale w tym sezonie finanse już nie pozwolą, zobaczymy za rok. Ps. Cała ta sytuacja nauczyła mnie trochę pokory. Jaki ze mnie sportowiec, skoro po kilku treningach mam pretensje do całego świata? Pycha do kieszeni, zęby zacisnąć i jazda! Oby sezon trwał jak najdłużej!1 punkt
-
Moim zdaniem (całkowicie prywatnym ;-) ) to podane punkty 3 i 4 wystarcza na tydzień każdy a 1 z bocznymi odnogami na 2 tygodnie. Przypomina to nieco japonskie 'Europa w weekend'. Kwaterujecie w Badia- Same okolice La Villa wystarczyły na kilka dni fajnej jazdy. Wybieracie się jakbyście juz nie mieli tam wrócić. .. ;-). No sle to Wasz wybor. A z ciekawostek będąc na Marmoladzie polecam wąwóz sottoguda. Zdecydowanie warto poświęcić te 2-3 godz.1 punkt
-
1 punkt
-
Tak jeszcze patrzę na powyższe dwa zdjęcia... I nasuwa mi się wniosek, że musisz poćwiczyć inicjowanie zakrętów z dostawianiem wewnętrznej narty - powinno to wyeliminować stanie na górnej narcie, co widać na zdjęciach powyżej.1 punkt
-
Ferra, specjalnie napisałem Ci byś stanął na stoku w poprzek i pokombinował z pozycjami i sam w praktyce zobaczył jak się rozkład zmienia. Na załączonych zdjęciach wyraźnie widać, że jedziesz na górnej, a w najlepszym wypadku obie masz obciążone po równo. Zwróć uwagę na ułożenie górnej ręki oraz głowy. Tak jak pisałem, jedziesz w wysokiej pozycji, a rękę wewnętrzną ciągniesz w dół, tak jakbyś asekurował się przed upadkiem - automatycznie idzie Ci ciężar na wewnętrzną narte. Podobnie z głową - nie wiem na ile to wina zdjęcia i kaptura, ale mam wrażenie, że głowę ciągniesz również mozno do środka skrętu. Popatrz na zdjęcie Teda i ułożenie jego głowy. Zresztą skręt spróbuj zrobić, wykorzystująć tzw odpadnie od stoku - czyli inicjujesz go ruchem glowy na zewnatrz, następnie idzie ręka z kijem, która celuje daleko w dół, dopiero potem NW lub kompensacja. Poza treningami dużo próbuj jazdy samemu, eksperymentuj, sprawdzaj co się zmienia, a następnie konsultuj z trenerem i nigdy się nie poddawaj Ja w Twoim wypadku spróbowałbym jazdy agresywnej bez kijów, bez żadynch krakowiaków - ręce za plecy lub na samolot. Przy agresywnej, szybkiej jeździe, wymusi Ci to obniżenie sylwetki.1 punkt
-
Uważam ,że prawie wszyscy Tutaj wypowiadający się maja spore doświadczenie , wiedzę i umiejętności narciarskie. Wiedza przydatna dla każdego Forumowicza :narciarza amatora i sportowca. Można na stoku próbować z podanych Tutaj wskazówek skorzystać.Trudno jednak samemu skorygować błędy w jeździe. No i w moim przypadku zacząłem przygodę z narciarstwem przynajmniej 30 lat za późno.Oby Bozia dała dobre zdrowie... @FerraEnzo masz zacięcie .Tak trzymaj , a uwagi Wszystkich tutaj są cenne.1 punkt
-
Na SON przenosimy się później. Na łączniku – trasie nr. 3 fajnie, szybko i jak wcześniej, cudowne widoki. Na górze Bieńkuli pojawiły się przetarcia do ziemi, które spokojnie da się ominąć. Czekała mnie jedna niespodzianka – sztruks na „jedynce”. Po prostu miodzio! Na 3 świetnie poza drogą – trzeba przejechać powoli i ostrożnie, żeby nie zniszczyć nart. Na 2 z Małego Skrzycznego do Bobuli twardo i równo. Na 4 i 7 też świetnie. Na 7 bawię się z Maćkiem (bratem) poza trasą – jeździmy na skocznie przytrasowe. Później dołączył się do nas tata. Bawimy się tak do zamknięcia wyciągów. Na końcu zjeżdżamy 6 i 7. Na tym kończymy środowe nartowanie (mimo innych planów – zamiast koleją na Beskid pojechałem karetką do BB ). Relacja z ostatniego szczyrkowskiego dnia - czwartku, będzie jutro Pozdro1 punkt
-
http://korbielow.net/pilsko-kamera-online/index.php nowa kamerka na Pilsku, póki co zdjęcia aktualizowane co 5 min, ale już nie długo ma być obraz online.1 punkt
-
Bukovel Bukovel zaliczony po wtóry raz i na pewno nie ostatni!! Z Lublina tylko 480 km i jest się w narciarskim prawie że raju. Pięciodniowy karnet na 52 km tras i 15 wyciągów krzesełkowych to wydatek dla seniora +60 ze zniżką około 295 PLN. Wyjazd autokarem wraz ze spaniem w niezłych warunkach oraz dowozem do stoków 480 PLN(w tym noc i zwiedzanie Lwowa). Śniadania we własnym zakresie, natomiast obiadokolacje po bardzo przystępnych cenach(ok. 20 PLN w tym lampka dobrego czerwonego wina lub piwo). Stoki różnorodne świetnie przygotowane. Żyć nie umierać!! Przy tych samych odległościach do naszych polskich czy też słowackich pseudo ośrodków narciarskich wybieram BUKOVEL. Dla niedowiarków zdjęcia z ostatniego weekendu. http://photo.bukovel.com/thumbnails.php?album=2621 punkt







