Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
28.03.2017 - 28.03.2017
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 28.03.2017 uwzględniając wszystkie działy
-
Przełęcz Okraj - Puchar Kowar Trochę nie w temacie miejsce, ale tylko 150 m. Można zostawić auto po polskiej stronie i dojść pieszo do wyciągu po czeskiej stronie Malej Upy. Ale organizatorami są Polacy i zawody dotyczą w tytule Kowar, więc wstawiam relację tutaj. To ostatnie w obecnym sezonie moje zawody. W ON SKiMU w Mala Upa jestem w niedzielę po 7. Wygląda pięknie, sztruks, twardo, równo, słoneczna lampa i poranny mróz (taki warun lubię na zawodach) Interesuje mnie ta część po prawej stronie... Puchar Kowar gromadzi na starcie zawsze czołówkę narciarzy i niezwykle ciężko przebić się do podium. Przyjeżdżają medaliści mistrzostw Polski, zawodnicy kadry polskiej (oczywiście dawnej, nieaktualnej). Są narciarze, którzy odnoszą spore sukcesy w Pucharze Świata Mastersów. Dodatkowo w tym sezonie pojawili się nieliczni, ale mocni Czesi. Głównym organizatorem zawodów jest firma Juro-Trans, a w zasadzie jej właściciel Jurek Gadomski (mój rywal z wielu zawodów, ale też dobry kolega, kiedyś wspólnie trenowaliśmy). Pomagają również prywatni sponsorzy, Gmina Kowary i Starostwo Jeleniogórskie. Organizacyjnie też bardzo dobrze. Pora rozpocząć zawody. Start po 10 i trasy szybko miękną. Jak to wyglądało... najlepszych nie sfociłem bo startowali zaraz po mnie i nie ogarniałem czasowo, ale mocnych było sporo np... Tak wyglądała walka w pierwszym przejeździe. Na stoku nie brakło skitourowców, może szli na Śnieżkę? Jak mi poszło w pierwszym przejeździe? Miałem narty 18 m (nieprzygotowane - rezerwowe) i >25 m (przygotowane - planowane) Patrząc jak mięknie trasa, mięknę i ja. Startuję jednak na 18 i po kilku skrętach na górnej (stromszej) części giganta żałuję zmiany decyzji. Odsłoniło się twardsze podłoże i można było cisnąć na maksa na sztywniejszych nartach. Do tego dokładam błąd techniczny. Cztery bramki przed metą jest tyczka na garbie, w prawym skręcie i jadę jak laik. Pamiętałem o tej bramce, ale zmęczenie na końcówce lub brak koncentracji i stało się. Zamiast pojechać wyżej i docisnąć zewnętrzną przed bramką, dociskam na buli, jestem spóźniony, nie utrzymuje toru, spadam za nisko i prawie bokiem wpadam na niebieską bramkę. Tam jest już płasko, wytracam prędkość i pierwszy przejazd mam pozamiatany. Ale cóż walczymy dalej, jeszcze jeden przejazd. Kombinuję co zmienić, by się przesunąć do przodu (jestem w grupie 5-6). Na pudło ciężko będzie się dostać. Myślę sobie tak - będzie miękko, dokopię się do twardego podłoża wezmę przygotowane >25 m i albo pójdę do przodu, albo popłynę. Drugi przejazd oglądam (przy okazji równamy trasę) w doborowym towarzystwie: Jurka Gadomskiego (organizator zawodów) i wielokrotnego medalisty zawodów Pucharu Świata Mastersów Stanisława B. Obaj zawodnicy z mojej grupy. I tutaj świeża anegdota. Stanisław obiecał Jurkowi, że w przerwie posmaruje Mu narty swoim super mydełkiem. Jurka nie było bo zajmował się w przerwie między przejazdami sprawami organizacyjnymi, Staszek nasmarował swoje narty, następnie to samo zrobił z nartami Jurka. Później narty wyszczotkował. Po chwili podszedł do Czecha Roberta Zaboja (wielokrotnego medalisty Mistrzostw Czech Instruktorów i Trenerów, w młodości zawodnika) i pożyczył cyklinę. Wycyklinował jedną swoją nartę i po chwili stwierdził, że to nie ma sensu. Dyskutujemy o tym i zastanawiamy się jak będzie Jemu się jechało i stwierdzamy, że jedna narta będzie szybsza i będzie musiał ją gonić. W pierwszy przejeździe ma jeden z najlepszym wyników i walczy o najlepszy czas zawodów. Ja i Jurek jesteśmy na mecie i czekamy na Stanisława. Góra szybko i dynamicznie będzie dobry czas i w połowie trasy... nagle wzbija się tuman flurry of snow i Stanisław leży, wstaje i dojeżdża do mety, ale zawody pozamiatane. A ja w swoim CV mogę wpisać, że pokonałem medalistę MŚ Mastersów (choć to tylko przypadek, ale jednak) Dyskutujemy na mecie czy to przez cyklinowanie jednej narty? Dochodzimy do innej konkluzji, MŚ Mastersów odbywają się na łatwiejszych trasach niż Puchar Kowar i dlatego Mistrz sobie nie poradził! Generalnie warunki w drugim przejeździe zaczynały przypominać te z Family Cup w Czarnej Górze. Po zawodach... A mój drugi przejazd? Niby poprawny, ale zmiana nart chybiona. Nic twardego się nie pokazało, ciapa do samego końca, a w drugim przejeździe miałem ponad 4 sekundy gorszy czas od pierwszego. Wystarczyło odwrotnie dobrać narty, sztywne w pierwszym i łatwiejsze w drugim. Szansa na pudło była. Pierwszy w mojej grupie był Czech Zdenek Skoda. Z podium w ostatnie chwili zwalił mnie (w pierwszym przejeździe prowadziłem z Nim o 0.28 sek) Jacek B. trener z Wrocławia. Skończyłem na 4 miejscu, a mogło być dużo lepiej. Zwycięzcą całych zawodów został Robert Zaboj z Pragi. Czesi tym razem górą, ale kiedyś się zrewanżujemy. Najsilniejsza grupa 40-50 latków: 1.Robert Z.Praga 2.Marek M.Wałbrzych 3.Dariusz T.Nowa Ruda Najlepsi zawodnicy z Kowar 1. Jerzy Gadomski Moja grupa: 1. Zdenek S. Jablonec 2.Cezary Z. Piechowice 3. Jacek B. Wrocław Medaliści grupowo... Ale i ja mogłem być zadowolony. Dyrektor sportowy zawodów Jerzy Gadomski docenił i mnie... Salomony BBR 7.9 od wczoraj są moje A i mojemu kotu też pasują... Pozdrawiam serdecznie. Tak dużo pisałem, żeby zachęcić jak najwięcej narciarzy do udziału w amatorskich zawodach. Nie od razu trzeba zwyciężać. Powoli stopniowo wspinać się na wyższy poziom, krok po kroku. Im więcej będzie narciarzy startować tym więcej będzie zawodów... Nagrody czekają na wszystkich! Zachęcam do treningów i za rok...18 punktów
-
Dziś poniedziałek, drugi dzień na Chopoku, znowu piękna pogoda, zero wiatru (nawet na górze nie wiało), warunki idealne, sztruks o 11 jeszcze można było spotkać gdzieniegdzie, kolejek do wyciągów brak, jednym słowem dzień marzenie Aż szkoda, że trzeba było wracać i jeżdżenie zakończyć przed 13 po 33km i prawie 6000m w pionie, Od dzisiaj nie chodzą już Lucky, tak że parkujemy na dolnym parkingu pod Bela Put, wspinaczka po schodach jednych i drugich na górę i wbijamy się gondolą na Otupne. Po drodze niefajna niespodzianka, bo nie chodzi krzesełko B5 na Lukovą, tak że zjeżdżamy na dół, narty w ręce i maszerujemy trochę do Bela Put No a potem powolne krzesło B3 do Jasnej i krzesłem B4 wjeżdżamy na Lukovą. Bartek ma tam swoją ulubioną od wczoraj trasę, czarną 7 "Majstrovską", którą chce ciągle jeździć. No a że warunki są idealne, twardo, równo, pusto, no to jeździmy nią kilka razy. Bajka, choć po jakimś czasie zaczął wychodzić lód, ale ciągle równo, szybko i twardo. W końcu przenosimy się na czerwone 1a, 1b i 1c. Tu już nie jest tak twardo, ale dalej równo i bez lodu. Warun marzenie . Następnie zjeżdżamy na południe. Czarna 33a super, lekko miękko, ale równo i bardzo przyjemnie. Podobnie dalej czerwona 33, choć od Zadnych Deresi jest już miękko, robią się lekkie odsypy, ale nadal w niczym to nie przeszkadza. Tam też mamy dzisiaj mały wypadek, na szczęście z jedynymi konsekwencjami w postaci wygiętego w literę "C" kijka Bartka, który po naprostowaniu pod butem jest niemal jak kij zjazdowy. Bartek jechał pierwszy, dałem mu się oddalić na jakieś 200 metrów, żeby pojechać sobie trochę szybciej. No i pojechałem. Bartek zatrzymał się sporo niżej, a ja sobie radośnie grzałem, z tymże w pewnym momencie zajechał mi drogę jakiś gość, który zasuwał ostro na full gaz z góry. Instynktownie gwałtownie przyhamowałem, ale obróciło mnie, upadłem na plecy, narty wypięły się i na plecach zsuwając się głową w dół grzałem ostro w dół. Pech chciał, że wpadłem tak w czekającego na mnie Bartka przewracając go i zatrzymując się po kilkunastu metrach. Dobrzy ludzie zwieźli mi narty, zatrzymali się też przy Bartku pomagając mu wstać. Na szczęście przy uderzeniu wypięły mu się narty i skończyło się na strachu i wygiętym kijku. W sumie tak na plecach przejechałem w dół jakieś 70 metrów. Niefajne uczucie, bo nawet nie widziałem gdzie jadę i kiedy się zatrzymam. Po tym zjechaliśmy na Kupovą, gondolami na górę i dalej na 1c, 1b, 1a i 2, która była chyba dzisiaj najlepszą z najlepszych. Równo, twardo, bez lodu. Nie jechaliśmy w ogóle na Zahradki, bo krzesło B2 na Prehybę też już nie chodziło, a do tego też nie chodziło krzesło 2-os. z Rovnej Holi . Tak, że znowu kilka razy czarna 7 i niestety trzeba było się zbierać. Mimo tego nieprzyjemnego zdarzenia i krótszego jeżdżenia, to był chyba najlepszy dzień na nartach w tym sezonie A wiosenny Chopok jeszcze żyje i ma się naprawdę dobrze15 punktów
-
Zapowiadali full lampę, + 18 st. a Nowa Osada zakończenie sezonu. Nie było co się zastanawiać, tylko szybko gnać do Wisły! Tym bardziej, że od 10.00 do 14.00 (godz. zamknięcia) miała być darmoszka. No jakby mi czytali w myślach! Załatwiłem wolne, zawiozłem Żonkę do pracy, a samemu ruszyłem na narty. Celowałem oczywiście tak, żeby być na stoku o równej 10.00, bo nie chciałem jeździć po zmrożonym. Narty do zadań specjalnych lubią przede wszystkim zadania specjalne. Po za tym, wolę od razu wyjść w odpowiednim stroju. Jak sobie wymyśliłem, tak też wykonałem. Godzina punkt 10.00 wchodzę na stok. Wszystkie oczy na mnie! O co im chodzi? A, no tak. Krótkie gacie i podkoszulek to standardowy strój narciarza. Patrze jeszcze czy faktycznie otwarli bramki i ruszam. Upał niemiłosierny! Już o tej porze w życiu nie ubrałbym kurtki! Jak przyjechałem, miałem na sobie cienkie, długie spodnie, ale już na parkingu zaczęły się kleić. Jak ci ludzie znosili taki upał? Ale najlepsze jest to, że stok o tej porze wyglądał znakomicie! Widać, że rano musiało być twardo i nawet trochę lodowo. Mimo upału stok mięknął powoli - niesamowite! Mogę tylko chwalić. Zacząłem nawijać i oczywiście kręcić filmik. Zabawy było sporo. Roboty też zapewne będzie... Stok powoli puszczał, ale to dla mnie bez znaczenia. Dopiero gdzieś pod koniec, jak pokazały się kałuże i w jedną trafiłem, lekko mnie zachwiało. Gleba była blisko... Przy okazji spojrzałem na Siglany, które już nie działają, ale śniegu tam nie brakuję! Pewnie brak frekwencji... Podobnie wyglądał Soszów z daleka, więc może ruszy na weekend? Zobaczymy po opadach... Na takie dni zawsze czekam niecierpliwie! Niestety są to pojedyncze przypadki,a chciało by się tak cały tydzień. Choć teraz jestem tak spalony, że nie wiem jakbym to wytrzymał. Niestety stok mi zamknęli już o 14.00 i mam mały niedosyt. Tak choć do 16 by mogli... Ale zbliża się weekend i "Bikini Day" na BSA! Stoki pozamykane więc ruszyłem na rower. Tłuste 70 km mnie ostatecznie zadowoliło. Baaardzo udany dzień! Pozdrawiam, Johnny.14 punktów
-
13 punktów
-
Wczoraj ostatni dzien w Zillertalu i wybor padl na Arene. Ani chwili nie zaluje tej decyzji. Trasy na gorze byly bdb az do 14.00. Nocny przymrozek zrobil swoje. Rano w Mayrhofen szron na autach, poczym okolo 15:00 20 stopni w miescie Oczywiscie nizej bylo miekko, ale mala frekwencja i nietkniete trasy uczynily jazde mega przyjemna. Jedynie zjazd do Gerlos byl dosc rozjechany ze wzgledu na duza ilosc szkolek. A tak to wygladalo.11 punktów
-
I mi jakoś żal się zrobiło, że wszyscy gdzieś śmigaj, a ja w pracy... Postanowiłem więc zacząć dzisiaj nieco później pracę i wybrałem się (po raz pierwszy!) na Beskid Sport Arenę. O samym ośrodku pisać nie będę, bo chyba wszystko już zostało napisane . Chwała im za to, że kiedy praktycznie wszyscy się "zamykają", oni nadal działają i do tego z całkiem fajnymi warunkami. Przyjechałem o 8 i pierwsze zjazdy jeździłem jeszcze po "twardym", nawet bardzo twardym, za czym szczerze mówiąc nie przepadam. Cała frajda zaczęła się (przynajmniej jak dla mnie), kiedy zaczęło "puszczać". Jazda po praktycznie pustym stoku. Oczywiście w takiej temperaturze, po 10 już było gorzej, śnieg zrobił się bardzo ciężki i mokry, ale bez tragedii. Były ze 2 miejsca, gdzie zaczęły pojawiać się minerały i przetopienia, ale w zasadzie bez większego trudu można było je wyminąć. Jedyny moim zdaniem minus to...ratrakowanie. Niestety "ratrakowy" nie jest mistrzem świata i - szczególnie z rana - trasa wyglądała jakby była podzielona miedzami i przejazd po takiej miedzy (szczególnie zmrożonej) dawał się mocno we znaki moim kolanom. Gdyby trasa była lepiej (równiej) wyratrakowana, to uznałbym że było idealnie. Ale nie ma co wybrzydzać, było fajnie .11 punktów
-
Po wczorajszej wizycie po drodze w Tatrzańskiej Łomnicy, dzisiaj od rana Chopok. Niby miało być troszkę chłodniej niż w sobotę, ale po niezbyt fajnym doświadczeniu z Łomnicą i relacji z Chopoka od osób mieszkających pokój obok miałem sporo obaw co do warunków i przyjemności z jazdy. Jak okazało się zupełnie niesłusznych. Dziś na Chopoku było przeważnie super. Co prawda niebieska na Lucky, Czerwona 11 Fis na Zahradky i 1 od Priehyby na Zahradky była w miarę twarda i zmrożona może max. do 10, bo potem miękko, muldy i sniego-ciapa, to wszystkie trasy powyżej to dosłownie miód, no prawie, bo jednak było trochę lodu, pod warstewką śniegu, ale to i tak lepsze niż ciapa i muldy. Piękne, twarde przez cały dzień były czerwone 11a Pekna Vyhliadka, 1a i 1b ze szczytu do Priehyby, czyli wzdłuż całej trasy Funitela. Do tego w świetnym stanie była czerwona 2 i cała trasa na Otupne. A na poludniu, twarda czarna 33a, czerwona 33, która dopiero na ostatnim fragmencie przed dolną stacją gondolki zrobiła się miękka, ciapowata i zamuldzona. Czerwona 31 super, ale na ściance przed Srdieckiem miękka, zmuldzona i niestety sporo kamieni na tej ściance było. A na dół wzdłuż orczyka czerwona 31a idealna. Muszę wspomnieć, że Bartek pierwszy raz dzisiaj jeździł na czarnych trasach, a 7 z Lukovej tak mu się spodobała, że jechaliśmy nią ze 4 razy. Narciarski świr mi rośnie. W sumie dzisiaj zrobiliśmy 58km, a w pionie ponad 8100m. A on chciał jeszcze I na koniec jak zwykle trochę fotek.9 punktów
-
Czy wiecie, że krzesełko na Skrzyczne było pierwszym takim w Polsce? Czy wiecie, że stare pojedyncze krzesło z 1958 r. cały czas istnieje? Zobaczcie ten świetny film. Klimat z 1959 r. przechodzi powoli do czasów współczesnych. Wsłuchajcie się też w słowa piosenki, bo idealnie pasują do filmu. Zachęcam do obejrzenia całego https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=1377007182355692&id=297779683611786 Polecam też komentarze pod filmem - historia krzesełka w skrócie i kilkanaście zdjęć najstarszej kolei krzesełkowej w Polsce!7 punktów
-
Fajnie wiosenne narty, jest twardo[emoji3] Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka7 punktów
-
Ostatnio ze skitourowcami siedząc w Chacie Zamkovskeho dyskutowaliśmy o relacjach z nart i dochodziłem do wniosku, że to nie ma sensu, już mi się nie chce. Tyle czasu potrzeba by to przygotować, próbować coś kreatywnego napisać. Pilnować aparat przed zniszczeniem, zgubieniem, szukać miejsc do fot, być z przodu grupy, bądź z tyłu. Ściąganie rękawiczek, kijków. Niby proste funkcje, ale na wysokościach, stromiznach, przy silnym wietrze, mrozie nie jest to wcale takie proste. Do tego na tourach ja wiecznie w niedoczasie. Bez zdjęć nie "nadanżam". W schronisku zamiast spokojnie zdychać to zgrywanie i wybieranie zdjęć, czasami jeszcze obróbka by to jakoś wyglądało. Zarwane noce lub poranki. W imię czego?... I pisze taki Piotr_67 posta i jak tu nie pisać. Czasami warto pisać dla jednej osoby i nie żal już straconego czasu i odrobiny wysiłku. Dzięki Piotr, chyba znów będę musiał coś napisać, atoli nie jest to oczywiste! Patrz jw. A Salomony to stajnia niczego sobie! Na ciapie lubię się pociapać, to fakt!6 punktów
-
#18 Przełęcz pod Kozią Strażnicą Ostatni dzień, niedziela, tym razem w pełni zmotywowani widząc, że za oknem jest słońce mamy w planach Wysoką, zabieramy potrzebny sprzęt aby wejść z przełączki na szczyt. Przy okazji zerkamy na Żłobisty i Wschodnie Żelazne Wrota Dochodząc do głazu gdzie dzień wcześniej zawróciliśmy znowu wzmaga się mocny wiatr eh! proponuję dojście na Siarkańską, ale reszta ekipy decyduje o odwrocie, zjeżdżamy na próg Lodowej Dolinki i decydujemy się podejść do Żelaznej Kotlinki i zerknąć na Wschodnie Żelazne Wrota i Przęłęcz pod KoziąStrażnicą którą można zjechać na dwie strony i do Rumanowej i Żelaznej Kotlinki. Od strony Rumanowej wygląda tak - przełęcz po prawej By po chwili zrobić zdjęcie z drugiej strony Niestety zjazd na stronę Żelaznej Kotlinki to zmrożona szreń, do przyjemnych to nie należało :P. Robię jeszcze na przyszłość zdjęcie Zachodnim Żelaznym Wrotom Zjazd wygląda całkiem fajnie To tyle z całego przedłużonego weekendu Pozdr Tomek6 punktów
-
5 punktów
-
Wreszcie odkrywam prawdziwe (właściwe) skitoury. Czekałem,czekałem i się doczekałem. Termin naszej penetracji Wysokich Tatr 09-12 marca. Skład rozszerzył nam się do 8 osób. Niestety ze Skionline nikt się nie dołączył (może miałbym wtedy łatwiej). A tak byłem ja i 7 kozaków (w zasadzie 6 kozaków i jedna kozaczka). Grupa wrocławska: Kamil, MarioJ, Wujot i ja; grupa małopolska: MajorSki i znani z licznych relacji Tomka, jego przyjaciele z KW Lidka, Sławek i Piotr. Po drodze okazuje się, że Tomek z Piotrem dotrą dzień później (obowiązki służbowe). Docieramy do Starego Smokowca bez problemów przed 10. Po drodze zmieniamy się za kółkiem (jedynie Wiesiek zwolniony z obowiązków, dopiero co wrócił z Alp). Na dodatek drażnił mnie fotami z freeridu (bardzo udanego niestety). Parkujemy przy Grand Hotelu, szybka przebiórka, przepakowanie plecaków, a ja dodatkowo wzbogacony o gadżety przez Kamila. Dostaje detektor lawinowy, łopatę, sondę, raki koszykowe (chyba) i solidną dziabę. Okazuje się, że nie mieszczę się do plecaka, mam za dużo elektroniki (na górze i tak brak internetu) i ładuję się do dwóch plecaków. foto. MarioJ Dla zaoszczędzenia czasu (i moich możliwości) wciągamy się za 8 euro (od łba) szynową lanowką (przypominającą kolejkę na Gubałówkę) i po chwili docieramy na Hrebienok 1285m foto. MarioJ Dalej idziemy czerwonym szlakiem w stronę naszej bazy wypadowej czyli Chata Zamkovskeho (wys. 1475m) Wreszcie docieramy do bazy...obok nas wchodzi dziwny gość - tragarz-noszowy Schronisko malutkie, ale przytulne, mi osobiście pasuje. W chacie prąd jest z agregatu. Wszystko (napoje, piwo, jedzenie) wnoszone jest ze Smokowca na plecach tragarzy, byłem w lekkim szoku. Tak są zaopatrywane wszystkie okoliczne schroniska (nawet te położone powyżej 2000m). Kolejne krótkie przepakowanie i idziemy dalej w stronę Chaty Teryho (wys. 2015 m) Ponownie siłacz na trasie Temu było mało to przysiady ćwiczy... Do Tery'go idziemy Doliną Małej Zimnej Wody (Studena Dolina). Wzdłuż naszej drogi wije się Maly Studeny Potok... Docieramy w końcu do bardziej stromego odcinka prowadzącego w pobliże Żółtej Ściany (Zlta Stena 2182 m), to ta po lewej, częściowo we mgle, wreszcie pierwszy raz w życiu korzystam z harszli i na zakosach próbuje poprawnych zwrotów (ze słabym skutkiem) Kolejny stromy odcinek I wreszcie docieramy do Chaty Teryho Odpoczynek, jakiś posiłek, spotykamy Lidkę i Sławka. Ja już wykończony (zwłaszcza mój kręgosłup). Kozaki jednak chcą iść dalej. Chyba plan był na Baranią Przełęcz (ale nie jestem pewny). Koło Chaty Teryho idziemy przez Dolinę Pięciu Stawów Spiskich. O tej porze trudno je dostrzec, ale wiemy, że na wypłaszczeniach po nich idziemy. Na pewno szliśmy po Pośrednim i Wielkim Stawie. Jest jednak późno, wyższe partie gór spowija mgła i po krótkiej naradzie postanawiamy zawrócić. Warunki cały czas dość trudne, twardo i lodowo. Podczas odwrotu do pokonania mamy trudniejszy fragment, trawersując w okolicy nawisu śnieżnego, posuwamy się pojedynczo co kilkanaście metrów... Od dołu poprawia się widoczność. Teraz widać Kotlinę Pięciu Stawów Spiskich, Chatę Terje'go, a po prawej Prostredny Hrot (Pośrednia Grań 2441 m). Za ganią po drugiej stronie, jeśli się nie mylę wspaniały zjazdowy żleb. Wydaje mi się, że wspominał o nim Tomek (chyba najdłuższy w Tatrach). Mogłem coś poplątać i pewnie Tomek to skoryguje. Wreszcie to na co czekałem cały ciężki dzień, zjazd do bazy, a po drodze piękne widoki... na Dolinę Studena Żółta Ściana, tym razem z innej perspektywy Super zjazd, choć było twardo Jeszcze raz widok na wymienione wcześniej góry, które tym razem ukazały się nam w pięknej krasie... Wyczerpany, ale szczęśliwy docieram do "naszej chaty". Jeszcze pyszna obiado-kolacja i w końcu brzuchem do góry na swoim koju. Jedyny problem to mój kręgosłup i telefon który został w samochodzie. I muszę po niego wrócić. Dziś nie dałem rady. A pisząc ten felietonik czuję jak znowu bolą mnie plecy4 punkty
-
Soszów: dużo śniegu, bardzo dobre „wiosenne” warunki, a jednak kończą sezon - ponoć przestraszyły ich zapowiadane na najbliższe dni „upały”. Można się było dzisiaj mega wyjeździć przy alpejskiej pogodzie i dodatkowo za free (promocja od 11 do 15). Te cztery godziny jazdy, muszę niestety (niestety, bo co niektórzy postawili już krzyżyk na beskidzkich stokach) ponownie uznać za jedne z lepszych w tym sezonie. Takie małe światełko w tunelu: Soszów rozważa uruchomienie stacji na weekend, w zależności od warunków.4 punkty
-
Drugi dzień skitourów, zaczynam nietypowo dla mnie, bez nart. Rano dociera do nas Tomek z Piotrkiem. Kozacy szykują się na wejście na przełęcze, a ja w drugą stronę zejście do Smokowca do auta po telefon (żyć bez niego nie mogę). O 10 ruszam w dół, ale nie czerwonym szlakiem, jak przy podchodzeniu. Wybieram zejście drogą tragarzy, krótszą i bardziej stromą. Od schroniska idę wzdłuż Maly Studeny Potok, aż do Obrovsky Vodopad gdzie wchodzę na czerwony i zielony szlak prowadzący na Hrebienok. Mijam Staroleśny Potok i dochodzę do Razcestie nad Rainerovou Chatou Do Smokovca z Hrebienoka schodzę szlakiem przy kolejce Przy dolnej stacji kolejki mijam uroczy kościół i jestem na parkingu Łyk jakiegoś płynu (nie, nie piwa) i droga powrotna do bazy. Buty Dynafita do turystyki górskiej idealne, wygodne, lekkie, nic nie uwierają, krótko mówiąc mega wypas. Gdzieś tam poniżej chmur jest nasza baza. Po 13 startuję już jak przystało na skitourowca na nartach w stronę Chaty Teryho. Trzymam swoje tempo i powoli sunę w górę. Przy moich umiejętnościach lepiej (bezstresowo) się czuję sam. Nie muszę nikogo gonić i nikt na mnie nie musi czekać. Jest super, pogoda dopisuje, choć trochę wieje. Ponownie jestem w Dolinie Małej Zimnej Wody. Nie sprawdzam czy jest zimna, wystarczyła mi ta z Fugen, ale tamta nie była zimna tylko jakaś podgrzewana chyba. Po płaskim odcinku pora potrenować zakosy i zwroty. Wczoraj podglądałem kozaków, ale nie wychodziły mi zwroty najlepiej. Dzisiaj jak jestem sam od razu załapałem o co chodzi. Przed stromizną założyłem harszle i w górę. Od dołu kolejny raz podziwiam Żółtą Ścianę i Pośrednią Grań... Za plecami widzę już Studeną Dolinę z góry Wczoraj mieliśmy tu piękny zjazd, rozpoznaję chyba nasze ślady (taki indianin ze mnie) Ostatni stromy odcinek przed chatą Na podejściu mijam się ze zjeżdżającym Tomkiem z ekipą KW . Pokazuję moim wilczkom jaki odcinek pokonaliśmy... A sam ustawiam się pod Żółtą Ścianą i Pośrednią Granią, żeby nie było, że mnie tu nie było! Posilam się w Teryho i idę zdobywać jakąś przełęcz ( wszystko jedno jaką, byle do góry), a czasu mam coraz mniej. Widoki mam cudowne... Gdzieś pode mną stawy spisskie... Próbuję iść w stronę Śnieżnej Przełęczy. Dostrzegam na górze po prawej trawersujących kozaków z Wrocławia. Są gdzieś w okolicy śnieżnego nawisu. Wydaje mi się, że pierwszy idzie Wujot. Kamil z Mario czekają na swoją kolej. Po chwili rusza chyba Kamil i na końcu MarioJ (tak myślę) Zaraz za nimi podążają chmury, czy to coś zmieni. Za chwilę się przekonam...3 punkty
-
Te dzikie tłumy - jak Ty to wytrzymałeś! Po kierunku światła widać, ze to popołudnie (a nie jak ktoś by mógł myśleć pierwsze poranne szusy) Pozdro Wiesiek3 punkty
-
3 punkty
-
#15 Dolina Złomisk Miało być wyjście na Wysoką, ale od rana wiedzieliśmy, że raczej nie będzie to możliwe, dlatego w planach była Siarkańska Przełęcz, była bo i na nią nie dotarliśmy .. Startujemy, By po chwili na podejściu zrobiło się tak Dochodzimy głazu, miejsca gdzie wszyscy zawracają, robiąc szybki przepak i dół. Wiatr wieje bardzo mocno, myślę, że ok 80km/h momentami problem jest ustać, widoczność słaba. Problemem jest zrobić przepak, wszystko fruwa w powietrzu, ciężko się ubrać - włożyć rękę do rękawa. Zjeżdżamy jak najniżej, żeby tylko przestało wiać! przejeżdżamy przez jeden próg, drugi próg i jesteśmy pod Tępą przy sektorze Drytoolowym tam wypatrujemy taki o to stok i żleb Stok jest przy sektorze DT i wylocie żlebu Dubiel - Weincziller (IV) 3h. droga nr 11, nie jest może długi ale wyszło ponad 150mH i nachylenie ok 40st podchodzimy pod wylot żlebu w miejsce początku kropek, dalej się nie pchamy na stoku było trochę nawianego śniegu, a w żlebie ze stromych ścian może być jednak dużo więcej odłożone. Oczywiście skład Podchodzimy jeszcze do Lodowej Kotlinki i zerkamy na próg Żelaznej Kotlinki Dużo gorzej niż wyśnieżenie w tamtym roku gdy byliśmy z Wujotem, Kamilem i MarioJ Z Lodowej Kotlinki są 3 możliwości zjazdu, mocno wprawo do łagodnego stoku (droga podejścia), w lewo pod skały (czasami wybierana droga podejścia), lub do stromego i wąskiego żlebiku który się niżej rozszerza, podjeżdżają 2 snowboardzistów próbują zjechać tym żlebikiem zsuwają się 5m, aż w końcu odpinają deski i wychodzą do góry. Zjazd był wąski i stromy 40-42st na ok 30m, ale potem mocno się rozszerza Pozdr Tomek3 punkty
-
3 punkty
-
Weekend był bardzo intensywny, ale nie do końca narciarsko. Od piątku do niedzieli gościłem w Krynicy. W piątek ciepło, prawdopodobnie w nocy nie było mrozu. 9-11:00 Jaworzyna Krynicka i 18-20:00 Słotwiny. W obu ośrodkach śniegu ilości minimalne. Na Jaworzynie od samego początku śnieg mokry, ale z uwagi na to, że narciarzy korzystało między 20-30 osób trasy dawały trochę radości, choć dłuższy przejazd na krawędzi niósł za sobą groźbę, że się wejdzie za głęboko pod śnieg (jazda ostrożna). Na Słotwinach śniegu jeszcze trochę mniej, otwarta była tylko trasa przy wyciągu i nie na całej jej szerokości można było bezpiecznie zjechać. Ratrak co prawda wyjechał w przerwie 16-18:00, ale nie na całej szerokości i delikatnie, więc nie było zbyt równo + temp. dodatnia - miękko. Naliczyłem 5 osób obsługi, narciarzy było 4 osoby (w tym 2 osoby na Skki Trikke - ciekawe urządzenie na 3-ech nartach, świetnie się wcina krawędziami, gdyby nie to, że nie mógłbym żyć bez nart, chętnie bym się i w to wciągnął). Słotwiny nie definitywnie zakończyły sezon, przynajmniej do weekendu. Sobota na Jaworzynie. 4 godziny. Pierwsza godzina bardzo przyjemna - twardo na górze i już od środka rozmiękało. Później już wiosennie, ale ludzi nadal bardzo mało, więc można było trochę potrenować. Niedziela również Jaworzynie, ale już po spory mrozie w nocy i utrzymującym się na górze przez cały dzień, a na dole przynajmniej do południa, a może dłużej. Było na prawdę twardo, więc wreszcie jazda w 100% na krawędziach, ale niestety po 4 godzinach musiałem wrócić do rodziny. Na trasie nr 6 sztruks do końca dnia - podglądałem z hotelu. Tamtędy prawie nikt nie jeździł z uwagi na początek trasy (widoczny na zdj.), który był wytarty i pozostawiony dość wąski przejazd. Bardzo przyjemne zakończenie sezonu. Pewnie lepiej jest na Pilsku, Kasprowym, Czorsztynie, ale jeśli jest ktoś w okolicy to nadal można na Jaworzynie zrobić sobie niezły trening. Już nie sypią armatkami, ale mają sporo zgromadzonego śniegu, który dostarczają ratrakami. Z uwagi na przemieszczanie gondolą i dużą intensywność - pogodzenie nart i potrzeb rodziny, nie zrobiłem dużo zdjęć (jedno stopklatka z wideo), ale oba pokazują miejsca, gdzie śniegu najbardziej brakuje.3 punkty
-
Dokładnie charakterystyczna rysa najczęściej widziana z Czarnego Stawu albo okolic Szpiglasowej wygląda trochę inaczej niż z tej perspektywy Przy okazji mała anegdota :). Będąc już na Nižná Hincova priehyba, oglądając ryse i delektując się promieniami słońca i widokami nagle przychodzi na myśl, że z tej okolicy (Wołowego Grzbietu), gdzieś musi wychodzić "Zachód Grońskiego" :), wychylam się na polską stronę, rozglądam prawo lewo, ale wszędzie przepaść stwierdzam, że to na pewno nie tutaj :), po powrocie do domu szukam dalej informacji... Okazuje się, że to jednak tam to była ta przepaść :P, zjazd startuje ze szczerbinki obok, kilka metrów z Zapadna Volia strbina (Mała Wołowa Szczerbinka) w Wołowych Rogach. Od strony słowackiej wygląda to tak: A zbliżenie od strony polskiej, na start zachodu grońskiego Start czyli Zapadna jest schowana u góry lekko w lewo, Niżna na której stałem to ta na wprost minimalnie powyżej i na prawo od narciarza Przy okazji warto wspomnieć, ze jest to jeden z najtrudniejszych zjazdów tatrzańskich nasze TR6, a Miro Peto wycenił to na S4+/E3!! Pozdrawiam Tomek3 punkty
-
3 punkty
-
Trochę spóźniona relacja z piątku. Wziąłem wolne i wyskoczyłem na BSA. Miałem tam pojechać na rowerze, ale marna pogoda mnie zniechęciła. Miało być + 20 i słońce, a było może kilka stopni i nawet coś tam popadało. Na miejsce dotarłem przed 10 rano. Wcześniej nie miałem szans. Dla mnie to dobrze, bo wziąłem narty do zadań specjalnych - 122 pod butem... Tak jak się spodziewałem, na stoku dość miękko, ale nie wszędzie! Warunki w sumie takie jak lubię. Śniegu pod dostatkiem, choć gdzieniegdzie stok zawężony. Równie fajna była frekwencja, przynajmniej z mojego punktu widzenia... Na soku jeździło łącznie może 10 osób. Jedyne co przeszkadzało to mgła w górnej części stoku. Tragedii nie było, ale czasem trochę musiałem zwolnić. Dzisiejszego dnia była też delegacja od producenta wyciągu krzesełkowego. Chyba ze 30 osób zwiedzało i jeździło góra - dół niemal do końca działania ośrodka. Jeden nawet mnie zagadnął i dopytywał o warunki narciarskie, ale nie planował spróbować. Później towarzystwo przeniosło się do restauracji, ale nie zajęli wszystkich stolików. Mimo nieco ponurej pogody, jeździło się wyśmienicie! Uwielbiam wiosnę! Kilka fotek i filmik na koniec. Hałda śniegu w zapasie... Jeszcze filmik Nieoficjalnie zdradzę, że może za tydzień będzie tu fajna impreza... Szykujcie dechy i.... Pozdrawiam, Johnny2 punkty
-
Trochę historii tego pierwszego krzesła w Polsce Pierwsze plany budowy kolei krzesełkowej na Skrzyczne pojawiły się już w 1948 r., czyli rok po uruchomieniu pierwszej kolei krzesełkowej w Europie! Powstał wstępny projekt firmy von Roll. Niestety przez sytuację polityczną zrezygnowano z tej budowy. Za to już w 1954 r. powrócono do pomysłu, czego owocem było postawienie jednoosobowego krzesełka. Pierwszy odcinek Szczyrk – Jaworzyna został otwarty już w listopadzie #1957 r. , a drugi Jaworzyna – Skrzyczne pół roku później. Kolej kosztowała prawie 14 mln złotych – niemal dwa razy tyle, co planowano na początku Urządzenia kolei dostarczyła firma VEB Schwermaschinenbau (dawny Bleichert – pionier kolei linowych na świecie), liny dostarczyła Fabryka Lin i Drutów z Zabrza, a budową zajęło się Bielskie Przemysłowe Zjednoczenie Budowlane Warto jeszcze dodać, że jednym z inicjatorów budowy kolei na Skrzyczne był Zbigniew Schneigert – ówczesny prezes PKL-u. Mało kto wie, że w tamtych czasach planowano też budowę kolei krzesełkowej Szczyrk – Magura (później zdecydowano się na Klimczok). Miał to być środkowy odcinek połączenia Bielska ze Skrzycznem – gondola na Szyndzielnię, krzesło do Szczyrku i krzesło na Skrzyczne. Niestety środkowego odcinka nie zrealizowano przez opieszałość urzędów. Co ciekawe projekt kolei linowo-terenowej w tamtym miejscu powstał jeszcze przed II wojną światową Jeszcze trzy zdjęcia - wspominki Pawła "Mostostala" z pojedynczego krzesła w Szczyrku. Rok 19862 punkty
-
Dzięki za tę relację Nie zniechęcaj się do pisania. Czasami jest sporo trudności (o których pisałeś), ale ja to traktuję też jako ćwiczenie silnej woli i niepoddawanie się lenistwu, które po całym dniu na nartach paraliżuje mnie. Wysiłek jest i tak pewnie mniejszy od takich zawodów lub skitourów, ale mimo wszystko nie zawsze jest łatwo zebrać się i posiedzieć 1-2h na pisanie relacji. Czy ma to sens? Nie wiem Poza tym piszesz ciekawie a zdjęcia świetnie pokazują warunki - po co z tego rezygnować?2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Pisz, pisz, żadnego lenienia się po schroniskach z piwskiem . Ja też czytam i podziwiam Twoje zacięcie sportowe. No to już są przynajmniej trzy osoby2 punkty
-
Ja tam takie relacje chłonę bez mrugnięcia okiem, wyraz daję zwykle łapkami [emoji41] Nawet sam się ostatnio pokusiłem na coś podobnego [emoji6] Tapnięte Tapatalkiem z Androida.2 punkty
-
Byle jakie bo znów połamiesz albo Ci ukradną a jak Ci nie szkoda kasy to Leki albo Komperdell bedziesz jak Pucharze Swiata śmigał2 punkty
-
2 punkty
-
Cześć Tomek. Nie marnowałeś czasu jak widać. Ciekawe na co jeszcze wleziesz i z czego zjeździesz w tym sezonie?2 punkty
-
Nostalgia mnie dopadła. Super sprawa. Ja już wspominam te orczyki, chociaż jazda nimi sprawiała mi coraz większy kłopot i prawdziwy ból. Dzięki chłopaki ( @MOSTOSTAL, @leitner, @johnny_narciarz ) za te wspominki. Pozdrawiam2 punkty
-
Dzięki Marcin Pierwszy o naszej jeździe napisałeś Wciąż się uczymy... A wracając do warunków - część ujęć kręcona była po godzinie 15stej... tam, przy większych wysokościach, bądź przy mniej uczęszczanych trasach, dobre warunki utrzymują się długo. I żadnej wskazówki co do montażu? ehhh przestanę się rozwijać Dzięki Marcinie - słowo fachowca jest dla mnie bardzo ważne. Thx Mario. Dolomity powinny być na Twojej liście priorytetem - i bardzo ważne: taki wyjazd należy dobrze zaplanować by tak jak my - szybko ogarnąć zatłoczone, "komercyjne" miejscówki i poeksplorować mniej uczęszczane i znane miejsca. Pojedziecie, zobaczycie i zmienicie o 180 stopni spojrzenie na narciarstwo Ja oczywiście polecam. Tak - na wszystkich wymienionych urządzeniach, które były użyte do kręcenia klipu były ustawienia full HD 1080p60 z superview. Moim zdaniem nie warto kręcić w 4K dopóki nie ma się odbiornika, który odtwarza w tej technologii. A wracając do urządzeń - @Piotr_67 mam wrażenie, że GoPro Hero 3+ Black nie poradziła sobie za bardzo w cieniu i pod światło Spójrz na ujęcia z Val Gardeny i Twoje ujęcie w Cortinie pod słońce - kompletnie nie widać Twojej twarzy Pewnie to tylko kwestia ustawień...ale, kto by na to miał czas na stoku?... Doskonale wiesz - że kompania niecierpliwa zawsze i goni kamerzystę po stoku jak ten chce coś fajnego zrobić... Dzięki Mario. Drugiej części nie będzie - postanowiłem, że zrobię jeden klip z najlepszego materiału...a to co mi zostało niewykorzystane kiedyś urzyję do takiego mega klipu z różnych stron świata i różnych sportów... ...a ten powstanie jak jużbędę miał odpowiednią ilość materiału a przede wszystkim wenę Pozdrawiam serdecznie...i szkoda, że nie udało mi się Was z Anią namówić na ten wyjazd Do zobaczenia na szlaku! PS. Wstępnie w maju, czerwcu planujemy z Paulą wyprawę na najwyższy szczyt (po polskiej stronie) Tatr Zachodnich2 punkty
-
Marionen, dzięki. Twoje teksty mają na mnie doskonały wpływ. Zawsze przy ich czytaniu pojawia się na mojej twarzy szczery i niewymuszony uśmiech. Proszę o więcej. Pozdrawiam2 punkty
-
Jakiś dziwny jest, bo lubi muldy, a na jakiś kopcach czy odsypach, to wjeżdża na nie i stara się wyskoczyć, choć wczoraj tak się zapędził, że ładną glebę wyrżnął po takiej serii wyskoków Mariusz ja to się dziwię, że nie skusiłeś się do tej pory, w końcu z Radomia to max. 5 godzin drogi. Musicie w końcu zaliczyć trójcę Chopok, Łomnicę i Strbskie Pleso. Piotr ja nie umiem mniej, to jakieś chore uzależnienie i jedynym lekarstwem jest zabranie mi wszystkiego czym można robić zdjęcia Janek, bo jeżdżę z nim bez przerwy i często jak robię zdjęcie na którym on jest, to nie chce mi się już robić zdjęcia bez niego. Ale oprócz niego widać też trochę warunki, widoczki i jak jest.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Pierwszy filmik z naszego Retro Day... PS. Skoro już tak to GoPro się rzuca w oczy, to niech będzie filmik z tejże kamery...2 punkty
-
W sumie szkoda, że zamknęli bo miałbym wieczorami gdzie jeszcze z moimi córkami pojeździć a śniegu mają naprawdę dosyć jak na tą porę. Niestety przy tej ilości ludzi jaka była ostatnio rozumiem, że im się po prostu nie opłaca.... W zeszłym sezonie nieukrywam hejtowałem ich za kłamstwa za rzekome dobre warunki kiedy na stoku było "kartoflisko". Obawiam się, że w kolejnym sezonie wykończy ich TMR i nie tylko ich.... Wisła się rozwinęła ostatnio w czasie "nieobecności" Szczyrku ale widać po frekwencji na nowych stacjach , że wszystkie te inwestycje mogą szybko upaść (skolnity, poniwiec, kiczera). I oby nie była to samospełniająca się prognoza1 punkt
-
Bardzo przyjemna fotorelacja. Wszyscy chwalą "młodego", jeździ pewnie ale uważam, że za bardzo na tyłach.1 punkt
-
Chyba tańszą opcją byłoby się przesiąść w Teheranie na krajowe loty Teheran - Shiraz. Kiedy ja tam byłem w 2015 roku, nie było możliwości zakupu biletu przez internet na krajowe kursy. Bilety można było kupić tylko w Iranie, lub w biurach linii poza Iranem. Ceny krajowych połączeń lotniczych w Iranie są zawsze takie same, a samoloty mają raczej bardzo duże obłożenie. Przeciętna cena za bilet to 200-300 zł. Pociągi (wagony sypialne) i autobusy są o połowę tańsze. Ale tak się złożyło, że nieco przy okazji, będąc we Wiedniu, wstąpiłem do biura państwowych irańskich linii lotniczych "Iran Air", i tam kupiłem papierowy bilet ;-) leciałem z Shiraz do Bandar Abbas w Zatoce Perskiej - stary samolot MD80 :-) Samo kupowanie biletu w tym biurze pozwalało się przenieść jedną stopą już tam. Wiem że chyba mieli jakąś możliwość telefonicznej rezerwacji. Można do nich napisać. Kiedy pytałem w okolicach Isfahanu o śnieg w górach, powiedzieli że utrzymuje się ok 2 miesiące. Elbrus jest bardziej na północ, i tam klimat jest dużo bardziej chłodny niż w Zagrosie. Z Teheranu na południe można jechać pociągiem/autobusem, transport naziemny jest wygodny. Pociągi też punktualne i wygodne. Sziraz (Shiraz) jest pięknym starym zabytkowym miastem.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Oczywiście Mariusz może być inaczej,ale... Trzeba samemu organizować pewne wyjazdy,te że tak napisze dalekobieżne Andora.hmmm,za 3 koła spokojnie,choć są okazje za 1500 ze wszystkim w cenie oczywiście A i w okresie wakacyjnym można polecieć zdecydowanie dalej za przyzwoite pieniążki (choć wiem że to tylko dla małej grupy narciarzy) ale można Tego wszystkim życzę1 punkt
-
Wiele godzin siedzenia, wiele zmian, poprawek, koncepcji i jest Ten jeden, jedyny z Dolomitów filmik... ...Dolomity wołały do mnie już jakiś czas: "Przyjedź, pojeździj, nakręć, zachwyć się!" No i pojechałem do krainy brązowych skał - do narciarskiego raju. Klip został nakręcony: kamerami GoPro Hero 4 Silver, GoPro Hero 3+ Black, aparatem Sony DSC - HX80. Do niektórych scen (dzięki Piotrowi) użyto Gimbala 3-osiowego Feiyu-tech typ WG. Program do montażu MAGIX Video Delux 2014 Pro. Zapraszam do obejrzenia (ustawienia 1080p60 HD) i komentarzy:1 punkt
-
Nowa Osada… tego się nie spodziewałem, podejrzewałem, że może być dobrze, ale… w nocy przymroziło, do tego doszła zmiana czasu i w konsekwencji praktycznie do godziny 10 twardo, równo jakby to był środek sezonu. Od 11 stok wyraźnie zaczyna puszczać i robi się prawdziwy wiosenny „fun” - dla mnie, który lubi takie warunki to jeden z najlepszych narciarsko i pogodowo dni w tym sezonie .1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
A to akurat jest bardzo proste Jeśli pracujesz od do w korporacji i musisz planować sobie urlop wczesniej to jakie masz wyjscie : Olać wyjazd bo pogaoda jest do bani :1 punkt







