Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marionen

    marionen

    Użytkownik forum


    • Punkty

      13

    • Liczba zawartości

      4 615


  2. Spiochu

    Spiochu

    Użytkownik forum


    • Punkty

      13

    • Liczba zawartości

      2 038


  3. Adam ..Duch

    Adam ..Duch

    Użytkownik forum


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      169


  4. cyniczny

    cyniczny

    Użytkownik forum


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      551


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 07.05.2021 w Odpowiedzi

  1. No cóż, my to się chyba nigdy nie dogadamy. Niby obaj mamy pasję do nart, jednak zdecydowanie więcej nas różni w podejściu do białego sportu. Dla Ciebie skitury to nudy, no chyba że puch. Ja się tak teraz zastanawiam i wydaje mi się, że na skiturach nigdy nie jeździłem w puchu. Przetestowałem wszystkie rodzaje śniegu i lodu. Dwa rodzaje śniegu szczególnie mi utkwiły w pamięci bardzo negatywnie i wolałbym więcej ich nie spotkać. W Szwajcarii w Saas Fee i w Austrii w Ischgl miałem wątpliwą przyjemność zjeżdżać po starym, zmrożonym lawinisku, było mega niekomfortowo, prawie nieprzejezdnie. Sporo mnie to nauczyło. Drugi przykład, przeważnie w Polsce (lecz nie tylko) jazda po lodoszreni łamliwej. Moim zdaniem o wiele cięższe obciążenie jak jazda na tyczkach. Za to na skiturach zjechałem najciekawsze "trasy, żleby" trudnością (wystromienie, szerokość i inne przeszkody) nieporównywalnie trudniejsze od najtrudniejszych zawodów czy treningów na tyczkach. I cenię te zjazdy dużo bardziej od największych pucharów jakie zdobyłem na zawodach. W czasach gdy dużo trenowałem, wyniki miałem na przyzwoitym poziomie. Na mecie potrafiłem padać zmęczony po 40 sekundowych przejazdach, a w treningach też nigdy się nie oszczędzałem, czasami kończyło się zażywaniem tramalu, by móc na drugi dzień dalej trenować. Jednak zjazdy pozatrasowe w wielu miejscach, to zupełnie inna bajka, zdecydowanie trudniejsza. Co do jazdy w puchu, to tak jak poranna jazda po wyratrakowanym stoku, zjedzie prawie każdy lekko ogarniający narciarz. W puchu jeżdżę tylko praktycznie freeride, korzystając z wyciągów, bo na skiturach szkoda marnować czas, jak można się najeździć przy wykorzystaniu wyciągów. Poza tym podchodzenie na turach w puchu jest mocno (zwłaszcza na stromym) męczące i dość niebezpieczne. I jeszcze fotka części mojej kolekcji, nie żeby się chwalić (bo jak jest praca, to są i wyniki) tylko by pokazać, że trochę czasu, potu i siniaków zostawiłem na slalomowych i gigantowych trasach podczas treningów oraz zawodach. I pojęcie o jeździe na tyczkach posiadam. Pozdrawiam.
    4 punkty
  2. Jestem zwolennikiem budowania ścieżek rowerowych, w taki sposób, aby jak najbardziej odseparować je od ruchu pieszych, a zbliżyć do ruchu samochodowego - zwłaszcza te ścieżki, które powiedzmy pełnią funkcję głównie transportową/komunikacyjną, czyli wzdłuż ruchliwych arterii. Moje zdanie w tej materii nie zmieniło się od lat, a w dobie rosnącej liczby wszelakich urządzeń transportowych, od jednokółek, przez hulajnogi skończywszy na elektrykach mogących cisnąć po 40 km/h i więcej, nawet się zaostrzyło:-) Ścieżka będąca częścią pasa ruchu powoduje, że rowerzyści są mocno skupieni na jeździe i liczba głupich zachowań IMHO jest znacznie mniejsza niż gdy ścieżka jest mocno odseparowana. Z drugiej strony kierowcy samochodów też znacznie częściej zauważają takich uczestników ruchu. Za przykład podam ulicę Puławską i ścieżkę rowerową wzdłuż niej od Piaseczna do dolinki Służewieckiej. Gdy nie było ścieżki zawsze poruszałem się tam jezdnią i mimo ogromnego ruchu liczbę niebezpiecznych zdarzeń miałem znikomą. Szerokie pasy pozwalały na naprawdę swobodną jazdę. Niestety po wybudowaniu ścieżki liczba niebezpiecznych sytuacji jaką zacząłem mieć znacznie wzrosła, głównie z uwagi na to, że wielu kierowców skręcających w prawo na skrzyżowaniach zauważa mnie w ostatniej chwili lub wcale. Nie zawsze jest to do końca wina kierowcy, czasem układ ścieżki jest tak idiotyczny, że wypada się jak przysłowiowy filip z konopii np. zza ekranu, tak jest właśnie w okolicy przecięcia Puławskiej z obwodnicą. Mimo zielonego zwalniam tam na maksa, bo kierowca ma małe szanse zareagować. A dodam, że wzdłuż Puławskiej na tym odcinku ruch pieszych jest bardzo ograniczony i piesi rzadko wchodzą w paradę. Kiedyś jeździłem przez Ursynów ul KEN, ale ilość incydentów z pieszymi mocno mnie zniechęcił do jazdy tamtędy. A żeby trochę w temacie to z rowerami elektrycznymi widzę taki problem, że bardzo wiele z nich ma albo pozdejmowane blokady albo nie miało ich wcale, bo prędkości 35-40 to wcale nie rzadkość. Na zwykłym rowerze, żeby jeździć z takimi prędkościami to już trzeba trochę pojeździć, a nakręcane kilometry wzbogacają doświadczenie, zwiększa się umiejętność przewidywania ruchów innych uczestników itp, itd. Na elektryku spore prędkości są dostępne od razu, również dla osób, które prawie wcale nie poruszały się rowerem po mieście, a to jest dość specyficzna jazda. Uff coś długo wyszło:-)
    4 punkty
  3. Cześć Co to znaczy Twoim zdaniem "szybki dojazd do pracy"? Mieszkam w dużym mieście i transport jest naprawdę OK. Do pracy mam w zależności od wariantu drogi około 20km i niezależnie od środka transportu dojazd jest porównywalny. Rowerem 45minut, samochodem 30 min (jadąc zgodnie z przepisami i bez korków), publiczny 45-50 minut - rzadko jeżdżę więc słabo z danymi. Natomiast już w godzinach szczytu rower zaczyna być górą bo czas jazdy praktycznie się nie zmienia, podobnie publiczny. Samochód jest najmniej przewidywalny i czasami czas może być razy 3. Teraz opcje elektryków: Zakładając, że ktoś ma elektryka zgodnego z przepisami to będzie ode mnie wolniejszy, natomiast gdyby był to pojazd bez ograniczeń ale z obowiązkiem jazdy po jezdni to koleś robi tą drogę dwa razy szybciej i korki praktycznie na niego nie wpływają. Opcja silnikowego transportu jednośladami po drogach jezdnych wygrywa zdecydowanie ale... musisz się orientować - Tobie by się Piotrek podobało. Natomiast co do ograniczeń to jest to Piotrze czysta fikcja. Nikt tego nie sprawdza i nikt nie respektuje. Swego czasu jechałem za gościem, który miał jakiś e-rower przez jakieś 10 km. Jechał wzorowo! W każdym miejscu kolizyjnym zwalniał rozglądał się, widać, że wszystko kontrolował, przepisy respektował w 100% (tylko dzięki temu się za nim utrzymywałem bo trzymały go światła) natomiast na pustej drodze odkręcał tak, że byłem w szoku. W końcu gdzieś go tak zatrzymało, że miałem okazje zagadnąć i okazało się, że sprzęt bez problemu idzie 70km/h. O czym my więc mówimy w sensie po ścieżkach czy po drogach. Gdybym miał pewność, że na elektrykach będą jeździć sami tacy goście jak ten Pan to zapraszam wszędzie ale On był szczytnym wyjątkiem. Klasyka natomiast to młody!, napięty koleś lub koleżanka, który wyciska wszystko ze sprzętu, zachowuje się jakby był absolutnie sam na drodze tylko na zakrętach ma szalone kłopoty bo... nie umie jeździć na jednośladzie. To jest dramat, który trzeba zwalczać jak plagę szarańczy i dlatego uważam, że lepszym rozwiązaniem jest skierowanie silników na jezdnie bo tam naturalna selekcja zrobi swoje. Pozdrowienia
    4 punkty
  4. Odbiegacie mocno od problemów elektryków. To już jest albo inaczej mleko się rozlało. Dyskutujecie na poziomie wiedzy z przed 5 lat. To co dziś jest największym problemem to jak w najbliższej przyszłości pogodzić wszystko na tych zatłoczonych szlakach. Raczej to będzie kłopotem a nie definiowanie co jest rowerem a co nie. Wielu patrzy na elektryki przez pryzmat prostackiej jazdy wszędzie na max. A wiele elektryków dziś poprzez również wybór samego użytkownika w zasadzie wspomaga na tyle by zniwelować różnicę w masie. Sam sprzęt jako taki to tylko narzędzie jak zwykły młotek. Co z nim zrobimy to już osobny temat. Natomiast zapędzanie się w osądach jakie to złe czy wręcz używanie słów by z tym walczyć to już powoli zaczyna być jakaś jednostka chorobowa. Tym gorzej, że wielu jak widzę nawet nie wie czym te elektryki się je. Nie jechali ale się powypowiadali.
    4 punkty
  5. Masz całkowitą rację, być może się troszkę zagalopowałem w swoich porównaniach. Natomiast niewątpliwie należy rozgraniczyć sport od rekreacji. Zdecydowana większość wątków narciarskich na forum dotyczy rekreacji ruchowej jaką jest narciarstwo a podpinanie niektórej zaawansowanej aktywności pod sport jest nieuprawnione. Ktoś pewnie zarzuci że równam w dół - nie jest to prawdą (sam szkoląc stawiam tyczki nawet dla osób w technikach kątowych). Polecam i jeszcze uraz polecam wszelkiego rodzaju szkolenia na tyczkach ale Panie i Panowie to nie jest wymiernik - ktoś kto nie jeździ na tyczkach nie jest gorszy.
    3 punkty
  6. Chodziło mi o "kowalskiego" - to zawsze będzie wyzwanie. Nie nie prowadzi - prowadzi wtedy kiedy naszym zamiarem jest udział w zawodach lub przynajmniej w przyjacielskiej rywalizacji z udziałem fotoceli. Jazda skrętem wymuszonym nigdy nie jest nudna i bez sensu wręcz przeciwnie - powinna być obowiązkowym elementem szkoleń na każdym poziomie zaawansowania. Jeszcze troszkę o turach które chyba nieświadomie zdegradowałeś - jazda terenowa to najwyższy stopień zaawansowania narciarskiego. Średnio zaawansowany narciarz w podstawie opanuje prosty GS w 1h SL - 2-3, zjazd z Skrzycznego do Zimnika będzie ćwiczył lata
    3 punkty
  7. Idąc dalej tym tokiem myślenia, można by sądzić, że najlepiej jeździć na nartach z kijami pod pachami (koniecznie gięte) w pozycji na "jajo" koniecznie w wersji niskiej i pełna dzida. Moim zdaniem w narciarstwie nie o to chodzi. Niedawno słyszałem, że dla dziadków to są skitury. Obie opinie tak samo trafne (jak kulą w płot). Ja jeżdżę na narty pojeździć, nie wybieram sobie warunków, korzystam z takich jakie zastanę. Ważne by się ruszać, wiek z tym nie ma nic wspólnego, tak samo jak waga, płeć czy umiejętności... To porównanie z autem do mnie nie dociera, nie dostrzegam związku. Ale to już Twój wybór i nie mój ogródek. Pozdrawiam.
    3 punkty
  8. Wczoraj Czesi odkopywali dojazd do Lučni Boudu. Jak widać zapas śniegu jeszcze jest... Pozdrawiam.
    3 punkty
  9. Nowe możliwości... jakby tak odliczać koszt ładowania a jeździć na zwykłym .....😉
    3 punkty
  10. Dla mnie to przykład przyjemnego spaceru. Jeśli nie jest robiony na czas, nie ma żadnego wymiaru sportowego. Trening tyczkowy zawsze prowadzi do rywalizacji czasowej. Nawet jak nie ma fotoceli, ani konkurentów. Jego istotą jest przejechanie odcinka, najszybciej jak to możliwe. Rywalizować można z samym sobą. No chyba, że ktoś jeździ na tyczkach od niechcenia, ale takie osoby bardzo szybko rezygnują z "treningów". Taka jazda jest wtedy nudna i bez sensu.
    2 punkty
  11. I dobrze. Kiedyś łaziłem z pewnym harpaganem i z dziewczynami no i od razu na ostro, wg mnie zupełnie niepotrzebnie. Dobrze, ze nic się wtedy nie stało. Zawrat, Szpiglas, Kozi, Mały Koscielec. ps z innej karkonoskiej bajki historia lawinowa i nie tylko, np trasa giganta, coś jak u nas na slalomowy m https://www.alpy4000.cz/lavinova-historie
    2 punkty
  12. Wypraszam sobie, pojechałeś po bandzie.
    2 punkty
  13. Jeśli rowerzyści jeżdżą po chodnikach, to jest to tymczasowa patologia. Systemowe rozwiązywanie tej sytuacji jest jednak długie: budowanie nowych DDR albo ograniczenie prędkości na jezdni do 30 km/h. Generalnie wg mnie słuszną drogą podąża Wrocław: przerzucić więcej ludzi z aut do komunikacji publicznej i na rowery. Sposób wykonania tego celu nie zawsze jest na odpowiednim poziomie jakości, ale to już inna i długa dyskusja. Z tego co wiem to w kierunku Bielan Wrocławskich jest budowana nowa trasa DDR tak aby zapewnić ciągłość przejazdu z centrum na południe. To jest obecny stan: https://www.wroclaw.pl/files/cumulus/mapa_rowerowa_wroclawia_wer_elektroniczna.pdf Możesz sobie kupić elektryczny rower i jeździć po DDR z prędkością 25km/h oraz po jezdni. To jest legalna i dostępna opcja.
    2 punkty
  14. Właśnie dlatego nie ma możliwości jeździć elektrykiem po chodniku, bo piesi nie mają być rozjeżdżani przez ciche pojazdy. Chodnik jest dla pieszych i mają się czuć tam swobodnie i w miarę bezpiecznie! Koniec kropka. Transport tylko wtedy dobrze działa, jeśli na danym pasie znajdują się obiekty poruszające się ze zbliżoną prędkością. To samo dotyczy chodnika, gdzie obiektami są ludzie. A jak chcesz szybki transport, to poproś Prezydenta o metro.
    2 punkty
  15. Trochę szkoda, bo liczyłem że pojeżdżę wyciągami. Trudno, musi mnie zadowolić siła własnych mięśni. Na plus - PKL nie dostanie ode mnie tych 110 zł.
    2 punkty
  16. Ja natomiast uważam że rower elektryczny jako dojazd do pracy jak najbardziej. Mam trochę za duża odległość ale do pracy jeździł bym takim rowerem z przyjemnością.
    2 punkty
  17. Zacząłem czytać początek tematu i mi wystarczy. Rower elektryczny jest fajną rzeczą. Jak ktoś nie może, albo może, to dobra rzecz. Nie warczy, nie smrodzi. Można jechać do lasu. Ale osobiście narazie nie kupię. Nie kupię dlatego, by siebie nie kusić. To jak fajna rzecz w lodówce, a odmawiam sobie wszystkiego, by spuścić parę cm w pasie. Pusta lodówka, nie ma pokusy. Mam z napędem na własne mięśnie, drugi stoi przy komputerze. Na dalsze kilometry mam auto. Można w zimie i w deszczu.
    2 punkty
  18. Dziadostwo jest dobre dla dziadków. Takie warunki można porównać do jazdy autem po zniszczonej drodze. Niezależnie jak dobrze jeździsz samochodem, wolisz gdy asfalt/szuter jest równy. (hopki to nie dziury) Dziury na drodze to też nie off road, który mógłby stanowić wyzwanie.
    2 punkty
  19. Tu mamy pełną panoramę od @toppaner Babia po lewej.
    1 punkt
  20. Oczywiście, że nie
    1 punkt
  21. Oj tak Sudocrem jest bardzo ok, tylko na krótkie, spokojne przejazdzki prawie zawsze o nim zapominam😉 Ale na dluzsze, zwłaszcza w upale to jakby zestaw obowiazkowy😄
    1 punkt
  22. Czasem nawet siodełko w dobrym rozmiarze może dawać dolegliwości, jeżeli jest źle ustawione (pochylenie, przesunięcie przód-tył). Warto najpierw trochę popróbować z istniejącym, a jak to nie pomoże, to dopiero wtedy wymienić. @cyniczny spróbuj przed takimi przejażdżkami profilaktycznie posmarować Sudocremem (ten mam sprawdzony), albo innym środkiem na odparzenia.
    1 punkt
  23. Jestem Wrocławianinem z urodzenia, setka to tylko nad rzekami... https://gazetawroclawska.pl/ile-mostow-ma-wroclaw-nikt-tego-nie-wie-policzmy-je/ar/421505
    1 punkt
  24. Nie Mitek, nie jesteś gościem, jesteś takim samym pełnoprawnym użytkownikiem, ale nie ma to wpływu na to czy jest się uprzejmym czy nie. Już dawno zauważyłem, że agresja rodzi agresję. Dlatego nawet gdy ktoś mocno przewini np. ewidentnie wymusi pierwszeństwo staram się podjechać i spokojnie zapytać czy faktycznie mnie nie widział oraz czy zdaje sobie sprawę jak niebezpieczna dla mnie była taka sytuacja. Bardzo rzadko dochodzi do jakichś pyskówek. Też bodajze rok temu na ścieżce matka uczyła małe dziecko jak poruszać się na takiej małej maszynie do biegania. Zatrzymałem się i porozmawiałem z kobietą pokazując, że gdy ja ważący 90kg+10kg roweru wjedzie przez przypadek w jej synka, to zdecydowanie on bardziej na tym ucierpi. Pyskówki nie bylo😄
    1 punkt
  25. Spiochu - cieszę się że mogę prowadzić dyskusję z Tobą (oczywiście także z innymi użytkownikami) jako bardzo doświadczonym narciarzem. Nie moją rolą jest oceniać i nie moją rolą jest analizować ścieżki prowadzące do Twojego "sukcesu" zwłaszcza, iż niejednokrotnie pokrywają się z moimi. Martwi mnie jednak brak kompromisu z twojej strony - ciężko mi w tej chwili analizować powody tego stanu ale jestem całkowicie pewien że cokolwiek będziemy mieli pod nogami Ty, ja jak i wielu naszych kolegów damy radę.......
    1 punkt
  26. Cześć No to chociaż raz mogę Ci napisać, że jest słabo. Ale zapewniam Cię, że jakbyś jeździł regularnie - wystarczy do pracy i z powrotem - po roku nie czujesz takiej jazdy. Pozdrowienia
    1 punkt
  27. W moim odczuciu wszystko zależy od warunków. Zarówno w tej wycieczce na Kasprowy, która może zamienić się w wyprawę, jak i jeździe na tyczkach, gdy lodowej rynny brak. Obydwie działalności mogą być rekreacyjne, a także mogą stać się sportowe, choć to inny sport. Nie porównywałbym chyba. Coś jak himalaizm vs ścianka.
    1 punkt
  28. Myślę, że takie ograniczenie powstało, bo przy 25km/h raczej nikogo nie zabijesz. Dla mnie to też szybka jazda na zwykłym rowerze. Spacerowo to ludzie jeżdżą 10-15km/h. Czasem doganiałem takich rowerzystów przy bieganiu.
    1 punkt
  29. Wydaje mi się, ale to jedynie i wyłącznie moja subiektywna ocena, iż tworzymy wokół siebie obraz rzeczywistości która w istocie nie ma miejsca. Jedni wolą przyjść rano na basen mając tor wyłącznie dla siebie - zrobić 20-30 długości na maksimum swoich możliwość z zachowaniem plus minus nienagannego stylu czerpiąc tym samym niewątpliwą przyjemność, drogim wystarczy zrobić to samo na miarę swoich technicznych możliwości, jeszcze inni tak też potrafią ale większą przyjemność sprawia im pływanie w Bałtyku - dopłynięcie do pierwszej lub drugiej rewy i nurkowanie po dnie złocistego dna, kolejni uwielbiają pływanie w jeziorze, jeszcze inni nurkowanie z osprzętem - jednakże to wszystko ma wymiar jedynie rekreacyjny dopóki dopóty nie wniknie w to wymiar rywalizacji czy to z samym sobą czy też z innymi osobami wówczas możemy mówić o sporcie. Można zrobić setki km MTB ale jeżeli nie staniemy w szranki z innymi zawodnikami to jest to jedynie rekreacja, być może na wyższym poziomie ale zawsze rekreacja. W mojej ocenie dla większości Nas narciarzy trasowych prosta tura Kuźnice, Boczań, H. Gasienicowa, Liliowe, Beskid, Goryczkowy Kocioł Kuźnice ma znacznie większy wymiar "sportowy" niż 2-3 h trening tyczkowy nie prowadzący do rywalizacji czasowej. Podziwiam ludzi którzy mają tyle siły i ochoty aby amatorsko na tyczkach dawać z siebie maksa ale z równym zapałem podziwiam też tych którzy rodzinnie są w stanie spędzić od dzwona do dzwona czas na wyciągu
    1 punkt
  30. Do tego bardzo wąski pas jezdni i ścieżka z kostki. Takich kretynizmów mamy multum. Budowa DDR - tak. Ograniczenie prędkości do 30km/h na jezdni nic nie da. Wtedy auta nie przekraczają ale 80km/h. (bo za +50 utrata prawka) Sam pozbyłbym się aut z zatłoczonych centrów, ale zupełnie odwrotnie niż robi to Wrocław. Czyli całkowite zamknięcie najbardziej zatłoczonych obszarów i ułatwienia dla aut poza tym terenem. We Wrocławiu widzę masę utrudnień na przedmieściach, gdzie dla samochodów jest wystarczająco dużo miejsca. Ruch aut też się wcale nie zmniejsza, tylko dłużej stoją w korkach. Myślę, że najpierw producent musi dostać homologację. Dopiero wtedy mogę taki pojazd rejestrować. Motocykle są bardzo ciężkie i drogie. Być może niedługo pojawią się takie drogowe e-bike. Może nawet już są?
    1 punkt
  31. Problem z takimi elektro-ustrojstwami mogącymi jechać szybciej niż 25km/h i/lub mocniejszymi niż 250W jest taki, że: 1. Gdy jest niezarejestrowany, to po drodze publicznej nie wolno tym jeździć. W przypadku kontroli policji może nam grozić sprawa w sądzie i grzywna jeśli gliniosz stwierdzi, że nasz "rower" nie spełnia już norm roweru. 2. A gdy jest zarejestrowany to po drodze niepublicznej (wewnętrznej) zazwyczaj nie wolno tym jeździć, a zazwyczaj bo zależy to od zarządcy. I tak np. w lesie, parku lub na drodze rowerowej w przypadku kontroli straży leśnej, straży miejsciej lub policji możemy dostać mandat od 20 do nawet 500zł za poruszanie się tam pojazdami dopuszczonymi do ruchu drogowego.
    1 punkt
  32. Ja nigdzie nie piszę o szybkim poruszaniu po chodniku. Tylko tak jak do tej pory na ścieżce rowerowej. (<25km/h) Chodnik i ścieżka, to w praktyce prawie to samo. Rowerzyści jeżdżą po chodnikach a piesi spacerują po ścieżkach. Na mojej trasie jest też mnóstwo chodników, gdzie pieszych prawie nie spotkasz. Co do prezydenta, to ja sie nie interesuję polityką. Zauważyłem jednak, że Wrocław jest projektowany tak, by maksymalnie utrudnić jazdę autem. W innych miastach tego nie widziałem. Na Górnym Śląsku było wręcz odwrotnie.
    1 punkt
  33. Mitek, przecież Ty nie jeździsz do pracy. Tzn. do biura na 8.00 i powrót o 16-17.00. Wtedy dojazd 20km w dużym mieście, może zająć 1h samochodem. Transportem publicznym podobnie lub dłużej bo poza W-wą nie ma metra a autobusy też stoją w korku. Poza tym w komunikacji (przed covidem) był w tych godzinach taki tłum, że nie da się normalnie jechać. Jedynie rower zostaje bez zmian. Ja mam obecnie do pracy 15km. Poza szczytem jest to 25min samochodem. W szczycie nawet 50min. Rowerem też z 50min i to jest właśnie za długo. Pracuję pod miastem, miejsca jest dużo. Jak nie na jezdni to na chodniku. Gdybym mógł zasuwać na elektryku bez ograniczeń to dojadę w 20min i to byłby git. Przydałaby się jednak możliwość jazdy po chodniku (nawet tylko do 20km/h) Bezpieczniej tak ominąć korek niż przeciskać się między autami. Chętnie bym też kupił legalnego elektryka z V-max 50km/h i go ubezpieczył OC/AC. Na razie chyba nie ma takich możliwości.
    1 punkt
  34. W rejonie Studicni Hory w stronę Modry Dul bywało ongiś kilkanaście metrów https://www.kudyznudy.cz/aktuality/vite-jaka-nej-maji-nase-hory opowiadał Jiri Holecek, który obecnie mierzy pokrywe http://krkonose.krnap.cz/apex/f?p=104:4:::NO:RP,4:P4_ID,P4_CP:2020-03-12,7 byl gospodarzem w Lucni teraz pod Snezkou. Japonia bezkonkurencyjna https://www.nasvah.cz/clanky/snehove-rekordy-kde-napadlo-nejvice-snehu/
    1 punkt
  35. Wydaje mi się że na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Zawsze będą zwolennicy i przeciwnicy jak to w życiu bywa. Finalnie zostaje pewna przypadłość ludzka. Człowiek jest wygodny, a gdy go stać, jest jeszcze bardziej wygodny ☝️😉
    1 punkt
  36. Bell super dh - 2 w 1.
    1 punkt
  37. Cratoni wypada bardzo słabo w kwestii zabezpieczeń. Jekkyl jest chyba najtańszym kaskiem z odpinaną szczęką i dającym już jakieś zabezpieczenie. Aleeee... Jakość tego Uvexa jest do bani, system regulacji bardzo przeszkadza w zakładaniu go na głowę. Zrezygnowałem z zakupu. Chcesz bezpiecznie? Nie masz wyboru, pozostaje któryś z Bell (3r, super air), Met parachute mcr albo leatt 4.0. Niestety to wszystko 1 tysiąc lub więcej.
    1 punkt
  38. Widzisz rowery o nazwie speedpedelec są już dopuszczone do użytku od lat i sprzedawane ,są to rowery z bateria o mocy 4000W (4kW) i prędkości już dziś ograniczonej do 45kmh-kilka lat temu poruszały się z prędkością do 60kmh i wyobraź sobie takiego pedalca ze to norma w mieście na sciezkach rowerowych gdzie obok budynków grają dzieci w piłkę nożna, nie wspominając o mieszkańcach z czworonogami. W mojej wypowiedzi byla złośliwość ,gdyż jak widzę takich gości spieszących się do biura to mam ochotę dopaść ich na skrzyżowaniu i bejsbolem rozwalić im ta zabawkę,gdyż w dupie maja jakiekolwiek zasady i bezpieczeństwo . Dlatego powinni poruszać się po drogach tam gdzie auta a nie rekreacyjni. Niestety życie i zasady nie idą w parze z rozsądkiem . ps dodam jakie panują zasady w BE dla elektryków https://www.vlaanderen.be/elektrische-fietsen
    1 punkt
  39. Często się jeździ, choć zwykle jest to zabronione. Szeroki chodnik, to dobre miejsce dla rowerów. Jazda po drogach, jeśli są wąskie nie jest bezpieczna, mimo że dozwolona. Powoduje też, że jeden rower zajmuje tyle miejsca co kilka samochodów. (tyle samo miejsca + kilkakrotnie dłuższy czas przejazdu). Jest to ekologiczny absurd.
    1 punkt
  40. A wiesz skąd pisze? Cały czas się boje. Wole jednak miekkiszon. Twardzieli już kilku poznałem, częstokroć wirtualnych.
    1 punkt
  41. Pudło - nazwa ośrodka pochodzi od miejscowości Mutters (-er jest sufiksem, przy pomocy którego w języku niemieckim tworzy się nieodmienne przymiotniki od nazw krajów i miejscowości). A nazwa Mutters pochodzi nie od matki, lecz od dawnego rzeczownika "Mutt" czyli 'wzgórze, wzniesienie'.
    1 punkt
  42. Ja póki co też nie lecę i nie kupuję, choć potrafię sobie wyobrazić siebie jako dziarską siedemdziesięciolatkę pedałującą żwawo na elektryku. Wolę to, niż sobie całkiem odpuścić i myśleć tylko o urnie. A co do pracy nad sobą - to tak, jak najbardziej. Choć zauważam, że w naszym przedziale wiekowym konsekwentna aktywność fizyczna nie tyle prowadzi do tego, że jest spektakularnie coraz lepiej z osiągnięciami, tylko że się tak nie pogarsza, albo że to gorzej następuje zdecydowanie wolniej, niż jakby się nic nie robiło, albo za mało robiło.
    1 punkt
  43. Pytanie co jest priorytetem(zakładając oczywiście wariant, że kasa na auto jest)? My rodzinnie przegłosowaliśmy, że zamiast zakupu nowego auta, inwestujemy w to co lubimy 🤷‍♂️ co w pierwszej myśli wydawało się szaleństwem a teraz weekendy w górach na Mtb to standard i cieszą dużo bardziej niż nowa fura pod domem. Co do wagi. Owszem na dach auta ciężko wtargać. Trzeba inwestować w platformę. To tyle minusów w kwestii wagi.
    1 punkt
  44. Poziom cen rowerów enduro osiągnął już tak absurdalne wartości, że nawet przebił snobistyczne narciarstwo. Nie wiem czy to kwestia mody, czy pandemii, ale dla przeciętnego kowalskiego, ten sport jest poza zasięgiem.
    1 punkt
  45. W ostatnią sobotę podobnie jak @tanova mieliśmy plany na trasę około 100km. Celem ponownie padło województwo świętokrzyskie, a dokładniej tereny pomiędzy Bodzentynem, a Sieradowickim Parkiem Krajobrazowym. Do naszej dwójki ponownie dołącza Sylwek, chcąc wypróbować nowy nabytek, czyli gravelowego Fuji. Startujemy z miejscowości Wzdół, jest tam wygodny parking przy cmentarzu. Pogoda jest jaka jest, pochmurno i dość chłodno (około 8 C) - grunt, że nie pada, a jeszcze 10 km przed startem lało całkiem nieźle. Wreszcie w komplecie:-)Pakowałem się dość szybko i nie zabrałem okularów, na zjazdach trochę ich brakowało. Pierwszy podjazd na Górę Sieradowską idzie gładko, na szczycie krótka fotopauza. I zaraz szybki zjazd Za Radkowicami chwilę odpoczywamy, a właściwie czekamy na przeschnięcie drogi po deszczu. Marcin szlifuje technikę na podjazdach. Powoli zbliżamy się do zalewu Wióry utworzonego na rzeczce Świślinie, będącej lewym dopływem Kamiennej. Trasa prowadzi mało uczęszczanymi asfaltami z większości znakomitą nawierzchnią. Zalew objeżdżamy od południa... ...by w końcu dotrzeć na zaporę. Zapora wraz ze zbiornikiem budowana przez cirka 25 lat. Rozpoczęcie w latach 80-tych, ale w międzyczasie kilkukrotnie zawieszano budowę i odwieszano. W 2001 w wyniku powodzi został przerwany tymczasowy wał, co spowodowało zalanie m.in. Ostrowca Świętokrzyskiego. Zapewne to zdarzenie miało wpływ na znaczne przyśpieszenie prac i w 2005 nastąpiło otwarcie zbiornika. Po kilku fotkach ciśniemy dalej. Koło Sarniej Zwoli ponownie robimy krótki postój, tym razem wyraźnie regeneracyjny. Wcinamy batony, banany, Sylwek nawet kanapki zajada:-) A miejsce całkiem ładne zaraz obok stadniny koni. Kawałek do Bodzentyna jedziemy drogą wojewódzką, ale za miastem ponownie zjeżdżamy na wąskie asfalty. I koniec, pierwsza stówka w roku 2021 zrobiona. Wycieczka/trasa bardzo fajna, mało ruchliwe asfalty o bardzo dobrej jakości. Z minusów to sporo psów uganiających się za nami oraz pobolewające mnie prawe kolano od 20km. I jeszcze krótkie statsy i mapka
    1 punkt
  46. A do tego Żar,Kiczera ,Mały Kościelec, Czupel, Magurska,Przegibek, Gaiki i powrót do Lipnik.
    1 punkt
  47. W Karkonoszach taki warun a "Ten" (niekoniecznie z Gry O Tron) bawi się w błocie jak dziecko...🙃🤪 co to się porobiło... PS dobrze, że chociaż foty cudowne.
    1 punkt
  48. Karkonosze ostatnio dały popalić, z czego skwapliwie skorzystałem czy raczej skorzystaliśmy. Wczoraj było super bo padało, a dzisiaj bo można już było spędzić dzień nie tylko w doskonałych warunkach śniegowych ale i widoczność mimo czasami pełnego zachmurzenia była prawie doskonała. Operowaliśmy dzisiaj w rejonie Karpacza, Wang, Samotni, Strzechy Akademickiej i najbliższych okolic. Weekendowe zmęczenie ze mnie wychodzi więc zamiast ględzić (pisać) wolę wstawić trochę zdjęć... 20210503_115004_99.mp4 20210503_115004_99.mp4 20210503_131020_01.mp4 20210503_115004_99.mp4
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...