Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
20.08.2021 - 20.08.2021
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 20.08.2021 uwzględniając wszystkie działy
-
Wojsko, przynajmniej to dawne obowiązkowe, uczyło przede wszystkim patologii. Złodziejstwa, przemocy, alkoholizmu, czy różnych kretyńskich wygłupów. Należało bezmyślnie wykonywać polecenia i równać w dół, do najgorszej hołoty. Jak ktoś był bystrzejszy, bardziej wrażliwy, czy czymś się wyróżniał, należało go natychmiast zgnoić. Wielu wartościowych ludzi przypłaciło tą "służbę" życiem, lub nieodwracalnymi urazami psychicznymi. Bardzo dobrze, że skończono ten cały cyrk, bo nic dobrego z niego nie wynikało. Natomiast problem młodzieży, nie wynika z braku wojska, a ogólnie z wygodnych warunków życia. Młody człowiek staje się mężczyzną, nie dzięki krzykom przygłupiego sierżanta, ale dzięki własnym działaniom. Pomagają w tym treningi sportowe, nauka, podróże, wykonywanie obowiązków domowych, a później praca zawodowa, czy opieka nad rodziną. To samodzielność w obliczu trudności, a nie ślepe wykonywanie poleceń, uczy bycia odpowiedzialnym. Dziś wielu młodych ludzi ma jednak wszystko bez wysiłku, stąd trudno im o motywacje, do mierzenia się z wyzwaniami. Co do wypraw, jechałem drogą lądową do bazy pod Leninem - w sumie 9 dni w jedną stronę z czego 80h jednym pociągiem. Było to ciekawe doświadczenie, ale nie widzę sensu go powtarzać. Paradoksalnie, większość dzisiejszych kanapowców nie ma problemu z dłuższą podróżą. Oni są przyzwyczajeni do siedzenia, a czy kanapa jest w domu, czy w aucie to niewielka różnica. Zwykle też piją, więc szybko zasypiają w podróży.5 punktów
-
Kolejny dzień w Słowenii i wejście na Mangrat 2679 m npm najlepiej opisuje mój, z Paulą dialog. Ja: Robiłaś mi jakieś zdjęcia na tej ścianie? Paula: Człowieku... jak? Paula: Lufa, komin, lufa, trawers, przewieszenie... kiedy? Ja: mhhhmmm dzięki. Via Ferrata Italiana i wejście z trudnością C (Włosi jakoś zaniżają skalę trudności... Słoweńcy by pewnie wycenili to na D). Adrenalina 1000%!!! Ciekawe, czy to zobaczycie na zdjęciach z fotorelacji? Nasz cel: Włoskie jeziorka: W ścianie: Na szczycie: Sraluchy... Jak szosą będziemy tam się wybierać, to trzeba będzie omijać na asfalcie Porankowe klimaty: Na wypasie: To skręcamy na Via Ferratę Italianę - po jej przejściu, polecam zejść w dół jakieś 200 metrów i na szczyt wejść Ferratą słoweńską - my niestety tej wiedzy nie mieliśmy i po najtrudniejszej ścianie na wierzchołek weszliśmy łatwą drogą. Widzicie wspinaczy na tym zdjęciu? Wyjście z jaskini Walka trwa! Żelastwo: Wojowniczka Trochę strachu było... Mała półeczka, a tyle radości gdy dookoła pionowo 😮 Dzwoneczek na szlaku Adrenalina 1000%, że mi spadnie Cholera Chwila na foto... Turkusy Po włoskiej stronie same pokrzywy i chwasty 😮 Widoczki... Cóż za skały, cóż za kolor? 😮 @Mitek podobają się? To nasze rowerowe wyzwanie - pętla pod Mangratem. Wjazd na ponad 2000 metrów. Cudnie! Tutejsze schronisko: Czy tu mieszka Bilbo Bagins? Woda, czy tylko zielone? W drodze do Włoch Nasza ściana: Tak, tak - tam idziemy! Popisy prze obiektywem Trzeba zrzucić kilka kilo... W kierunku szczytu! Nie ma co, trzeba iść... Jednak coś mi zrobiła, zdjęcie jakieś ...nawet drugie... ...i trzecie! Żeby mnie @JC nie zbanował - to śnieg, warunki, w Słowenii dla nart - są! Chwila zadumy... Paula na szczycie: ...marboru: I sam Krzyż ze szczytu: Panoramka... ...i z drugiej strony grani: Żegnamy na kilka dni... Mangrat i Mały Mangrat Jeszcze tu wrócimy... ...na szosach! Pozdrowienia - tym razem ze Słowenii i Włoch marboru i Paula PS. dzisiaj nie tylko "Nogi bolo"... ręce też3 punkty
-
Zaliczone 2058 metry nad poziomem morza, czyli rowerowy, najwyższy podjazd w Słowenii, szosa pod Górę, na której niedawno byliśmy - Mangart 2679 m npm. Nasz nowy rekord oraz spektrum, dzisiejszych naszych, kolarskich fotografii. Zapraszam do fotorelacji. Nasza trasa wiedzie przez Italię... a tam? Pięknie! Paula tuż przed końcem naszej dzisiejszej udręki Zawsze chciałem mieć zdjęcie jak z kalendarza kolarskiego Jesteśmy na 2058 m npm - to od dzisiaj nasz rekord wysokości na rowerze szosowym ...a z tyłu, góra, którą niedawno zdobyliśmy (zapraszam do przejrzenia poprzednich wpisów ze Słowenii): 27,7% tyle pokazała nam Strava - największe pochylenie drogi... wnioskuję, że to tu - na poniższym zdjęciu. Dla mnie, czy jest 15%, czy ponad 27... nie ma różnicy i tak jadę nie szybciej w takich warunkach jak 5 km/h. Granica włosko-słoweńska... ...i jakaś tam warownia po stronie tych drugich: Z tunelu... ...a tuneli naliczyłem 6 - zimno w nich było, że szok! Widoki: Kolejne kalendarzowe foto - tym razem Paula Tu też ona - z oddali Z przodu... ...i z tyłu Kolejna panorama na okolicę: I ciśniemy do góry!!! ...ale potem również w dół Jak jest szosa szeroka, to śmiało można pocisnąć - zjazd z głównego podjazdu raczej na hamulcach. Zakręty ostre i spory ruch aut oraz motocykli - trzeba bardzo uważać. Turkusy tutejszych jezior powalają! Okoliczna, włoska, mieścina... Fortyfikacje na granicy: Wodospad tuż przed rozpoczęciem głównego podjazdu na Mangart: Zakochana para Zdobywca... upocony... Zjazd choć z rękawkami - był lodowaty. Taki widok z tunelu: Z podjazdu: I szersza perspektywa... tak, tak - ten kolarz to ja Wysiłek? Jak było ok 8%, to człowiek czuł, że żyje Takie tam z garmina: Jeszcze spokojnie... To był kolejny świetny dzień w Słowenii. Ten kraj nas rozwala - tu jest po prostu bajkowo!!! Pozdrawiam marboru3 punkty
-
Po dwóch dniach w górach, dzisiaj krótki odpoczynek i rozjazd na rowerze Pyszne lody i odwiedziny w Planicy - sławnej z rekordowo długich skoków narciarskich na Letalicy (dawniej Velikance). Dzisiaj trenowała kadra młodych, austriackich skoczków. Sławna skocznia mamucia: Paula w drodze do Planicy: Marboru pod skoczniami: Tych skoczni to z 7 naliczyłem... różnych rozmiarów 😮 Zapraszam do obejrzenia moich poprzednich wpisów na blogu ze Słowenii Pozdrawiamy... marboru i Paula2 punkty
-
Zapraszam na fotorelację z najwyższego podjazdu szosowego w Słowenii - nowy wpis na blogu Link poniżej: Pozdrawiam marboru2 punkty
-
To może jak sportowo to pomyśl o takiej koncepcji (1 warstwę pomijam, wiadomo musi być odpowiednia i jest bardzo ważna) - kurtka typu termal ale z Polartec® Alpha® i to bez względu czy ATTIQ https://attiq.net/category/skitouring?horizontal czy np. Dynafit (mam to mogę polecić) https://www.dynafit.com/mezzalama-polartec-alpha-jacket-men-08-0000071064?c=518002 - do tego "odpowiednie" gacie (mam już kolejną generację https://www.dynafit.com/mezzalama-race-pants-men-08-0000071382?number=08-0000071382_0000000005&c=518547 ) ale tu chodzi o koncepcję nie producenta ATTIQ w to miejsce proponuje https://attiq.net/kombinezon-skitourowy-meski.html ale wiadomo guma ..... to zawsze guma - a jako uzupełnienie np. z ATTIQ gacie https://attiq.net/spodnie-meskie-ultralight.html z kurtką https://attiq.net/kurtka-meska-ultralight.html (oczywiście inni producenci też mają takie rozwiązania). Masz to w plecaku ale jak już jesteś na "szczycie" i chcesz zjechać a wieje i jest ten dupiasty warun to zapinasz termala i wciągasz to na górę z gaciami i masz spokój. Ja w tym celu używam biegowego zestawu z DYNASHELL 20k/30k CRAFT 2.5L 62 BS (było o tym sporo ostatnio). Dynafit w tym sezonie do kolekcji skitour zrobił kopię z kapturem zestawu biegowego i nazwał to Dynafit DNA Race Wind spodnie + kurtka, idea idealnie taka sama jak w ciuchach ATTIQ-i ps. nie robię dla wspomnianych firm Pozdrawiam mirekn2 punkty
-
Andrzej kiedyś niepotrzebna była amfa, wystarczyło maminsynków odebrać rodzicom i wysłać chłopców do wojska. Niezależnie czy służba dla narodu trwała 1, 2, czasami nawet 3 lata, do domów wracali mężczyźni. Taka jazda kilkunastogodzinna eszelonem na poligon, to teraz pewno część by zdezerterowała... Czasy dla niektórych się na szczęście zmieniły, dziś największym problemem jest wyspać dla "zaspanych" albo ponarzekać na bolące ciało, maksymalnie 7-8 godzin. Co maja powiedzieć wielcy odkrywcy. Gdyby tak wszyscy podchodzili do tematów podróży, pewno nie znalibyśmy innych kontynentów. Takie wyprawy do Grecji czy Kazachstanu w 4 dorosłe osoby Fiacikiem 126p to bajki zapewne i nigdy nie miały miejsca...2 punkty
-
znacznie fajniejsze jest przez paczkomat wg mnie. Nie trzeba siedziec w domu, czekac i wypatrywac kuriera. Po drodze w dowolnym paczkomacie mozesz nadac w dodatku kod aktywny jest dlugi czas2 punkty
-
2 punkty
-
Może komuś tam się przyda. Pobiegałem ostatnie 2 tygodnie po góreczkach na Korfu. Głównie teren ale też szutry i zdezelowane asfalty Rejon zatoki Agios Georgios. Za nawigację robiła u mnie mobilna wersja http://www.topoguide.gr/Corfu_Trail/Corfu_Trail_map_en.php ,którą mogę śmiało polecić także do trekkingu/wycieczek (wersja z mapami offline). Trasy po 10-20 km z verticalem 300-500 metrów. Wyszło tego przez te 2 tygodnie około 150 km. Tempo w okolicach 7:40 min/km. Startowałem albo w okolicach godziny 7:00, teren odkryty albo 10:00 zacieniony. Temperatury od 27 stopni rano po 36 w południe (czasami ciutkę więcej). Najbardziej upierdliwe były powroty (ostatnie 2 km) odkrytym terenem przy temperaturach 36-38. Biegałem z plecakiem Grivel Mountain Runner 16l i bukłakami HydroPak Force w wersji 2l (woda tak z 1,5l), waga 160 g (trochę ciężki ale prawdziwie pancerny, zabieram go też na skitury) i HydraPak Ultraflask 300 ml waga 35 g izotonik. Z uwagi na to, że biegałem sam dodatkowo miałem Power Bank NITECORE NB5000 5000mAh jako backup 😉 waga 105 g, czyli całkiem nieźle wg mnie. Bardzo fajny teren „do pochodzenia” lub „do truchtania” jak się jest w okolicy na wywczasach . Psy przyjazne, uwaga nie wszędzie jest zasięg GSM tak, że mapy muszą być offline. Grecy opisują miejsca niebezpieczne 😉 ale znakowanie szlaku czysto symboliczne. Trzeba uważać na ciernie !!!. Sama miejscowość Agios Georgios sielska, bez napinki i bez turystycznego cyrku. Parę fotek, raczej bez chronologii: Jak są jakieś pytania to chętnie odpowiem Pozdrawiam mirekn2 punkty
-
Jako początkujący, mocno wyczekający na okres zimowy wybrałem się na krótki trening do Landgraaf, jeden z obiektów SnowWorld w Holandii. Ośrodek narciarski z jedna trasa czerwona FIS 400 m długości,( był zarezerwowany-trenowały dwie kadry młodych dziewczyn z Niemiec i Włoch) , trasa niebieska również 400m ,funpark rozdzielający te dwie trasy i coś dla początkujących jak i dzieci- dwie trasy boczne 60m i 50m ,jedna kanapa sześcioosobowa i dwa orczyki. Temperatura -4stC idealna na stoku jak również na letnie ochłodzenie plus muzyczka z głośnika, dla mnie na minus ale jak to pod hala. Dodatkowo w obiekcie 4 restauracje, hotel i duży park linowy obok . Każdy znajdzie coś dla siebie. Ceny na stronie w linku https://www.snowworld.com/landgraaf/nl w okresie wakacyjnym skipas dniowy plus Bbq z menu za 37.50€ za osobę Parking 4€ Przyjechałem około godziny 8.30 czyli pół godziny przed otwarciem obiektu (9-22) i taki piękny widok spotkał mnie na parkingu który dał mi banana na twarzy i dodatkowego kopa do treningu-nauki.(narty dla wszystkich brak bariery wiekowej-piękne) ...po krótkiej uprzejmej rozmowie z panem wybrałem się do obiektu Główne wejście do obiektu gdzie znajduje się recepcja hotelowa , dwie boczne restauracje ,fitnes u góry, schodami w dół jest wejście na stok,szatnia,wypożyczalnia sprzętu Widok boczny obiektu trasa niebieska która znajduje się po prawej stronie trasa czerwona FIS z lewej strony Trasy świetnie przygotowane ,zmrożone,twarde z lekka powiedzmy kasza śniegowa . Pierwszy raz jeździłem na sztucznym wiec znawca nie jestem takiego obiektu aczkolwiek było rewelacyjnie. Idealne miejsce dla początkujących, dzieci jak również już zaawansowanych. W okresie letnim mega chłód czyli ucieczka przed upałami 🥳1 punkt
-
Byłem maluchem w Turcji kilka razy. Byłem maluchem w Grecji kilka razy. Tym samym autem byłem w Bułgarii kilka razy. Jadąc w potwornym upale zastanawiałem się dlaczego tak wielu kierowców stawało nad rzeczkami, gdzieś w cieniu i leżeli odpoczywając zamiast jechać do celu. Teraz wiem dlaczego oni odpoczywali. Po prostu byli starsi ode mnie. Co się zaś tyczy amfy. Oczywiście napisałem to z przekąsem bo kiedyś byłem uczestnikiem rozmowy ze znajomymi którzy przewożą auta na lawetach. To oni poinformowali mnie że bez amfy to by na pieprz do gówna nie zarobili. Zdziwiony byłem jak można tak na okrągło jeździć śpiąc po 3-4 godz dziennie. Amfa podobno czyni cuda. Włos się na głowie jeży!!! Oni są na drogach, to nie są incydentalne przypadki, zawsze mogą na nas wpaść. Co się zaś tyczy wojska. Moi żołnierze, mimo że ich za mordę krótko trzymałem, nie wykonywali idiotycznych czynności. W wojsku byłem krótko, tylko rok, z tego 4 miesiące na szkółce, 8 miesięcy praktyki i dowodzenia. Do czasu ześwirowania dow, plutonu byłem dow. drużyny, znaczy się miesiąc, potem dowódcą plutonu. Mam nadzieję że moi żołnierze wspominają mnie dobrze, tak jak i ja wspominam niektórych z nich. Kilku to były totalne dupy których zmotywowałem i dali radę. Ale to już inna opowieść. Wojsko to szkoła życia, jakby nie powiedzieć to jednak próba pomagająca stać się mężczyzną.1 punkt
-
A jeszcze dodam ......ilu to wojsko życie uratowało..takich co to sie staczali po równi pochylej....1 punkt
-
Ciężko sie nie zgodzić, niekiedy jak widzę w Krakowie dwudziestoparoletnich "chłopaczków" drepczących jak panienki w tych obcisłych porteczkach to dokładnie o tym samym sobie myślę.1 punkt
-
1 punkt
-
Moje tury to nie to co prawd. masz na mysli......( bardziej sportowo,grzecznie po szlakach bez cyrków,,lawin itp) do tego -20 to 1/100 lat......tyle ze przy 20m/s wystarczy -5 zeby było nieprzyjemnie.1 punkt
-
I jeszcze odnosnie -20 i wiatru 20m/s. To juz sa ekstremalne warunki zagrazajace naszemu zyciu. W zadnej kurtce nie bedzie wtedy cieplo na postoju. Trzeba wtedy miec kombinezon wyprawowy albo unikac postojow w nieoslonietych miejscach.1 punkt
-
Zainwestuj w dobry softshell i na jego bazie zbudujesz "odzienie" prawie na okrągły rok (w upały w lecie pewnie nie będzie potrzebny) spokojnie powinieneś sie zamknąć w tysiącu zl. choć są modele na które i 500Euro by brakło (zwłaszcza te hybrydy z merynosem- Ortovox.. itp). Wiem ze sporo kolegów z forum stosuje SS jako podstawowy ubiór. 😉.1 punkt
-
Cos takiego nie istnieje. Za zadne pieniadze. No chyba ze podgrzewane elektrycznie. Na podejscie kup softshell( Np. w attiq) a na postoj zakladaj na to puchowke. Najlepsza chyba Neolight z Cumulusa.1 punkt
-
@sstar przyjrzę się temu po powrocie. To zagadnienie również mnie interesuje.1 punkt
-
Nie znam ciuchów gumowych z PRLu, nie żyłem w tej epoce. Miałem kilka kurtek i spodni Hardshell, żadna nie była elastyczna. Żadna nie zapewnia ciepła, i w każdej się kisisz. Były to modele firm Alpinus (gore xcr), Berghaus (gtx packlite) 2x Haglofs ( 3 warstwowy gore i gtx packlite), Millet, Marmot(ichniejsze membrany). Istnieją hardshelle lekko elastyczne, ale dalej jest to rzadkość. Miałem też "softshelle" z Himountain Dynam oraz Milleta na Gore Windstopper. Oba zapewniały lepszą termikę, elastyczność i oddychalność przy podobnej wadze co Twoja kurtka hardshell. Oczywiście nie chroniły przed ulewnym deszczem, ale to zazwyczaj nie jest niezbędne. Szczególnie na nartach. Nie pisz już więcej głupot.1 punkt
-
Wszystkiego, metra puchu i super off piste (kiedyś w październiku miałem osiem dni off piste) albo zgoła przeciwnie porannego lodowego betonu i ciapki popołudniowej i gołe skały obok.1 punkt
-
1 punkt
-
Konstruktywnie żeby nie było, że sceptyk i krytykant. "nasze" z których produktami się "stykałem" https://aurapoland.com/pl/ https://cumulus.equipment/pl_pl/ http://montano.pl/ https://alvika.com.pl/ https://milo.pl/ https://pajaksport.pl/ https://eksplo.com.pl/ a ze słowackich to https://www.zajo.net/pl ps. najsłabiej wypadła Alvika o ile mnie pamięć nie zawodzi Pozdrawiam mirekn1 punkt
-
I dlatego z powodu świadomości ekologicznej należy kupować rzeczy trwałe i dobrze przemyślane. A ponieważ marka 4F od której zaczęliśmy dyskusję taka, w mojej ocenie, nie jest to nie należy jej nabywać. Co do świadomości gospodarczej to mam świadomość, że wspominana marka zatrudnia dalekowschodnie szwalnie i międzynarodowy transport więc jej polskość sprowadza się do stosunkowo niewielkiego podatku od zysku. Bo wszystkie inne koszty i podatki plus serwis ma dokładnie takie same jak np Decathlon. Wobec tego nieznaczny udział "polskości" nie rekompensuje ogólnej tandety. A powiem więcej można poczuć się jeleniem skubanym pod płaszczykiem umów sponsorskich. A można też uznać, że przez tandetę 4F działa przeciwko naszemu krajowi. Wydaje mi się, że sam osobiście podchodzę wyjątkowo odpowiedzialnie do rekreacji i turystyki bardzo dokładnie przyglądając się kupowanemu sprzętowi i wyposażeniu. Jak widzę możliwość to nabywam "nasze" rzeczy (np Eksplo gdzie zostawiłem parę tysięcy, może też dam szansę Attiq - zebrałem opinie paru kolegów użytkowników) ale jak sam zauważyłeś temat jest zbyt skomplikowany aby ślepo wciągać orła na pierś jak sztandar.1 punkt
-
Ktoś umie porównywać te skale https://www.ukclimbing.com/forums/rock_talk/via_ferrata_grading-585319 https://www.bergfreunde.eu/via-ferrata-grades-calculator/ https://climb2change.pl/skala-via-ferrat-i-trudnosci-na-via-ferratach/ https://hereihike.com/cortina-dampezzo-etorre-bovero-dolomite/1 punkt
-
Niedziela. Trzecia i ostatnia część Szlaku Ogórka w brandenburskim Spreewaldzie to 80-kilometrowa pętla północna z Lubolz koło Lübben, którą pokonaliśmy w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Podjechaliśmy rano autami z rowerami na bagażnikach, bo wyruszaliśmy z miejsca oddalonego o blisko 40 kilometrów od naszego noclegu, a potem mieliśmy też trochę bliżej do Szczecina. To był zdecydowanie najbardziej spokojny fragment Gurkenradweg - próżno tutaj szukać autokarów wycieczkowych i gwarnych miejscowości turystycznych. Zamiast tego jest kilka jezior, będących siedliskiem wszelakiego ptactwa, liczne odnogi Szprewy i Dahme, lasy, łąki oraz kameralne miejscowości z agroturystykami. Szlak wiedzie głównie asfaltowymi, bocznymi drogami, jest trochę dróg dla rowerów, sporo szutru i krótkie odcinki z płyt betonowych, bruku oraz gruntowe. Zapora i śluza na Szprewie w Petkamsberg: Zaraz za nią jedzie się wzdłuż jezior, które powstały jako rozlewiska Szprewy. Pocztówkowe Schlepzig ze starym młynem oraz uroczymi kafejkami nad kanałem - o tej porze ruch na wodzie i w kawiarenkach jest jeszcze niewielki. Kolejne jezioro - Neuendorfer See - nad którym jest spory kemping, ale i kilka dzikich zejść nad wodę. Szlak biegnie blisko linii brzegowej. Kolejny foto-stop na zaporze w miejscu, gdzie Szprewa łączy się z kanałem Dahme-Umflutkanal. Kanał zbudowano w 1904 roku, aby odprowadzić nadmiar wód ze Szprewy do jej dopływu - Dahme. Miało to uchronić dolny Spreewald od powodzi, a zarazem poprawić warunki żeglugi na Dahme. Dalej jedziemy do miejscowości Köthen, gdzie zaglądamy nad kolejne jezioro, z nawet ciepłą wodą. Zastanawiamy się nad kąpielą, ale jednak zwycięża opcja pysznej kawy z jabłecznikiem i lodami w pobliskiej kawiarence. I słusznie, bo jak się wkrótce okazało - przyda się nam trochę wzmocnienia przed ostatnim, wymagającym fragmentem trasy. Za Köthen szlak skręca w las, wiodąc najpierw trawersem zbocza wzdłuż łańcuszka trzech malowniczych jezior: Droga najpierw łagodnie pnie się lekko w górę, ale z czasem robi się bardziej stromo, a ubity, leśny dukt ustępuje miejsca luźnym kamykom. Przez jeden z nich Darek łapie kapcia. Ostatnie 20 km to trochę ścieżka zdrowia. W przeciwieństwie do pozostałej - płaskiej - części Szlaku Ogórka, pod Krausnick jest spore wzniesienie (143 m npm.) z dłuższym, szutrowym podjazdem o nachyleniu do 8%. Trzeba pokonać przewyższenie ok. 100 metrów. - ale strach się rozpędzić z góry, bo droga kręta, a nawierzchnia usypuje się. Następnie kawałek piachu, w którym trochę ugrzęzłam, a na koniec asfaltowa DDR-ka przez las, wzdłuż zwykłej, gruntowej drogi, ale zmuszająca do jazdy slalomem między poprzecznymi barierkami co sto-dwieście metrów. Po co wytyczać DDR-kę na takim zadupiu, zamiast poprawić istniejącą drogę i po co stawiać te głupie metalowe barierki, gdy nie ma tam praktycznie żadnego ruchu - nie wiem. I tak dojeżdżamy do Lubolz: Około 17-tej kończymy, by jeszcze przed dwudziestą zameldować się w domu. Tak blisko, a jednak inaczej i bardzo fajne tereny na rower, a pewnie też i na kajak. Pozdrawiam.1 punkt
-
Widziałem wiele tras oznaczonych jako czarne, a były bardzo łatwe i widziałem równie wiele niebieskich tras, które okazały się bardzo trudne. W zasadzie w halach występują tylko łatwe trasy, bo warunki atmosferyczne są stałe. Jedynie halę na Litwie można zaliczyc do trudnych, bo tam przeważnie jest czysty lód mimo stalych warunków atmosferycznych...Różnica poziomów jest praktycznie bez znaczenia, chyba że wybudują nowe hale z rozsuwanymi dachami.1 punkt
-
Ośrodki narciarskie w hali SnowWorld w NL w pełni funkcjonują normalnie . Wszystkie restrykcje covidowe zniesione w NL oprócz masek w transporcie publicznym. SnowWorld zaprasza serdecznie. Certyfikaty covidowe zbędne ,testy również. Hotel funkcjonuje normalnie,park linowy również i hala ski w Landgraaf działa bez zarzutu ! Jednak jedna cześć jest wyłączona dla klubów trenujących tyczki. Park dla deskarzy również funkcjonuje . Ceny poszybowały do góry . Za dwie godziny krzyczą 34.50€ a za cztery 44.50€. Wybrałem tą druga opcje z racji przerwy na browarka i delikatnego odpoczynku podczas szusowania . Rezerwacje zrobiłem z jednym dniem wyprzedzenia późnym wieczorem . Mozliwosc tylko rezerwacji online. Na miejscu byłem o 9.15 parking praktycznie pusty,płatny 5€ za dzień.W środku przebierała się dość duża grupa narciarzy i deskarzy z Ukrainy . Chwilkę porozmawiałem z jednym z nich, powiedział ze właśnie skończyli swój trening,są od tygodnia w hotelu a w hali trenują. Po wejściu na obiekt pełne zdziwienie -pustka ! Mega zadowolony z sytuacji mogłem sobie spokojne trenować . W przerwie mały browarek na świeżym powietrzu..z widokiem na park linowy. Restauracja czynna na miejscu, można śmiało coś zamówić do jedzenia . Ogólnie jeżdżących było max 10osob,około 12 godziny pojawiły się już szkółki dziecięce. Kilka zdjęć z szatni i wypożyczalni sprzętu Tak wiec śmiało można wybrać się do NL,ogólnie paranoi covidowej brak, ludzie żyją i funkcjonują normalnie . Co będzie niebawem czas pokaże . pozdrawiam serdecznie1 punkt
-
Pobiegałem wczoraj, (jak co tydzień zresztą) trochę po pięknym Beskidzie Śląskim. Wariant, tym razem z dojazdem Kolejami Śląskimi do Bielska + PKS do Szczyrku (Solisko), powrót z Węgierskiej Górki koleją. Wyszło 32 km z vertikalem w okolicy 1200m. Tempo rekreacyjne 4:33 bo widoki rozpraszały, a i popas w schronisku pod Baranią musiał być. Trasa Szczyrk Solisko, Przełęcz Malinowska, trawers zboczem do drogi ppoż nr. 4, schronisko pod Baranią i dalej czerwonym szlakiem na Baranią, Magurkę Wiślańską i Radziejowską i zbieg do Węgierskiej Górki. Uwielbiam takie Beskidy bez tłumów. Parę fotek Udany wypad. A i widok Skrzycznego od tej strony rodzi zimowe plany Pozdrawiam mirekn1 punkt
-
Jak co roku pobiegałem tydzień po Bieszczadach. Co roku jeździmy tam na tydzień po "Zimnych ogrodnikach" i zawsze pogoda była wzorowa. W tym roku tragedia. Lało cały czas ;). Z uwagi na ciągłe opady ograniczyłem działalność do rejonu Dołżyca - Falowa - Kalnica, pasmo Chyrlatej i Otryt. Trasy codziennie w okolicach 20 km. Głównie stokówki i leśne ścieżki, mniej znakowanych szlaków. Pomimo trudnych warunków trzymałem dzielnie Beskidzkie tempo. W rejonie Otrytu i Łopiennika uwaga na niedźwiedzie ! Parę fotek Pozdrawiam mirekn1 punkt
-
Ja podzielę się z Szanowmnym Forum moimi życiowymi spostrzeżeniami, odnośnie tego co napisał Pan "Śpiochu". W pełni popieram jego pogląd na wychowanie młodego człowieka. A oto te spostrzeżenia. Dotyczą pobytu na plaży. A byłem już w życiu(oprócz Bałtyku) na plażach w Bułgarii, byłej Jugosławii i nowszej "sławii". A także dość długo mieszkałem, tuż przy plaży, nad morzem Śródżiemnym w Północnej Afryce. Minęło mi już na tych plażach pół wieku. I zawsze było wszędzie tak samo. Nic się nie zmieniało. Starsi bywalcy leżeli przez większość czasu. W zależności od wyposażenia. Na ręczniku, kocyku, czy też specjalnych leżankach. Te ostatnie były modne szczególnie we Włoszech. Kolega kiedyś przysłał mi zdjęcie z takiej plaży. Porządek był, jak na cmentarzu. Był łaskaw zakomunikować mi, w którym rządku i kolumnie spoczywa jego opalone ciało. Na plaży jedynie dzieci i to te najmłodsze grają swoje role w sposób naturalny. Dlaczeg taki długi wstęp do dalszej części postu? Otóż wydawało mi się dawniej, że pobyt na plaży należy wykorzystać maksymalnie dla dobra własnego ciała. Mam tu na myśli spacery po mokrym piasku. Bardzo ambitni mogą biegać. Woda orzeźwia, ale też daje możliwość pływania. Choćby nawet te kilkadziesiąt metrów, na początek przed maratonem w poprzek Bałtyku. Spędziłem na plażach w pobliżu Gdańska prawie dziesięć dni. Podziwiając złocisty piasek i nawet dość czystą wodę. Jedyny raz udało mi się zobaczyć człowieka, który wymachując rękoma(kraul) przepłynął kilkaset metrów. Drugi taki osobnik, bardzo podobny do mnie, pływał dość regularnie te kilkaset metrów, ale żabką krytą. Ten osobnik też używał kijków, bardzo zbliżonych do narciarskich, by ułatwić sobie kilkukilometrowe spacerki wzdłuż mokrego piasku. W czasie takich ekstremalnych wypadów, na tle wypoczywających tłumów, w sumie udało mu się spotkać paru podobnych dziwaków. A co to ma wspólnego z sierżantem Pana "Śpiocha"? Stosował, może prymitywną, ale skuteczną metodę, by zmusić obywatela do wysiłku, dla własnego dobra. I chwała mu za to!0 punktów







