Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 10 Październik 2026
-
Rok
10 Październik 2025 - 10 Październik 2026
-
Miesiąc
10 Wrzesień 2026 - 10 Październik 2026
-
Tydzień
3 Październik 2026 - 10 Październik 2026
-
Dzisiaj
10 Październik 2026
-
Wprowadź datę
04.03.2024 - 04.03.2024
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 04.03.2024 uwzględniając wszystkie działy
-
15 punktów
-
Cze Ja w przyszłym tyg. kończę (chyba) sezon w PL. W sobotę w zależności od pogody, Kasprowy albo Białka. Śniegu sporo zostało, tylko ośrodki nie funkcjonują . Nachapali się przez ferie czy jak? Skalanka Zwardoń - tutaj warunki słabe, im się nie dziwię że zamknęli. Naklejka brzmi "Z nami nuda się nie uda - Pingwin" . Nie widziałem żeby ktoś tam się nudził - fakt. Ja się nie nudziłem, bo se wziąłem elektryka w góry bez baterii , to jest hardcore, po co tracić czas długie tripy, wystarczy sobie zabrać ciężki rower. 30 km wystarczyło, a oddychałem rękawami. Zwardoń Ski zamknęli, a warun znośny - do przyjęcia. TO brązowe w środku jest przejezdne, da się przeskoczyć, albo na jednej objechać. Pilsko zamknęli, a śniegu po kokardę. @christof ten gość w pięknych Kastlach to właśnie ja, w samym środeczku, no jak mogłeś takiej gwiazdy nie zauważyć. To się w głowie nie mieści. Może dlatego, bo miałem najkrótsze narty? Tylko 175cm. 18-22.03 Madonna pozostaje, chociaż prognozy nie są optymistyczne, bo mogą mieć zbyt dużo śniegu, ale jakoś to zniese.14 punktów
-
9 punktów
-
9 punktów
-
CAREZZA - We wtorek 20.02.2024 wybór zgodnie z planem pada na Carezze. @JC zachwala ją od lat w swoich Vlogach, inni youtuberzy także podążają tym krokiem, informacje są takie, że to fajna stacja rodzinna, średnio-mniejszych rozmiarów (wg skali alpejskiej), która w ostatnich latach się mocno modernizuje. A to dzięki prężnie działającemu prezesowi tej stacji, którym jest Florian Eisath (były zawodnik Alpejskiego Pucharu Świata). Do Carezzy jadę sam jako forpoczta familii ;), a rodzinkę zostawiam w Siusi pod stacją gondoli na Seiser Alm. Podróż zajmuje niecałą godzinkę z Kastelruth, dosyć krętymi i górskimi drogami przez Nigerpass (gdy tylko tzw. młodzi aktywiści wezmą na tapetę nazwy geograficzne, to nie wróżę dobrze tej nazwie ). Melduję się ok. godz. 9.00 na parkingu pomiędzy gondolami Laurin 1 i Laurin 2, w pobliżu górnej stacji Gondoli CABRIO THIERS. Parking nie za duży, ale pusty o tej godzinie (stało raptem kilka aut), płatny (6 euro dziennie). Wydaje mi się, że wszystkie parkingi w Carezzy przy wyciągach są płatne 6 euro. Ale gdybym się mylił to mnie poprawcie. Tego dnia w nocy był mróz, pierwsze wrażenia było takie, że jest zdecydowanie twardziej, niż na Alpe di Siusi i zdecydowanie mniej ludzi. Ale tego dnia także na Seiser Alm było twardziej, niż w poprzednich dniach i sporo ludzi pouciekało też na Secedy, Sellarondy, itp. więc też podobno było trochę lepiej pod względem tłoku. No, ale z pewnością nie tak jak w Carezzy, gdzie tylko dwa/trzy razy stałem kilka minut do krzesła/wyciągu tranzytowego i akurat nastąpiło spiętrzenie ruchu. Zaczynam jazdę od lewej strony ośrodka (patrząc na mapkę ich tras). Pomijam tylko wyjazd na górę gondolą Laurin gdzie były trasy czarne. Nie chciałem od nich zaczynać jazdy. Powoli zmierzałem trasami i wyciągami w stronę Przełęczy Carezza, czyli punktu najbardziej na prawo na ich mapkach. Po dojeździe na miejsce zrobiło się już znacznie cieplej, w tym miejscu słońce już też operowało dosyć mocno w okolicach godz. 11. Swoją przygodę z przełęczą zaczynam od kilku zjazdów czarną trasą, która już delikatnie puściła. Chyba jest to też najłagodniejsza z czarnych tras w Carezzy, takie było moje wrażenie. Piękna trasa, czerwona objazdowa także przyjemna do dłuższego skrętu. Jest to też kapitalne miejsce dla dzieciaków czy osób szkolących się. Są taśmy, jest orczyk (przyjemny, a nie zrywający), trasa dla dzieciaków, trasa z pomiarem czasu, a przede wszystkim jest BARDZO SZEROKO w części gdzie są tereny do nauki. Następnie zacząłem kierować się w drogę powrotną. Ośrodek narciarski jest tak położony, że im wyżej tym stromsze trasy, (zasada jak na Tatrzańskiej Łomnicy). A im niżej tym trasy łagodniejsze. Są dwa ciekawe rozwiązania, a mianowicie łączone wyciągi, że jadąc do góry możesz zjechać z wyciągu w połowie trasy, a nie jechać na górę gdzie możesz już zjechać tylko trasą czarną. Jednym z nich jest kanapa Paolina, gdzie przy jej górnym odcinku są dwie piękne czarne trasy (moim zdaniem stromsze niż czarna trasa na Przełęczy Carezza). Jednak ja ją polecam każdemu, kto potrafi zjechać z czarnych tras, widok spod Pasma Rosengarten na strome zbocza ww pasma oraz widok na dolinę, Dolomity i Alpy jest wspaniały. Drugim podobnym rozwiązaniem jest nowa gondolą Laurin, gdzie możesz wyjechać na najwyżej położony punkt ośrodka Laurin's Lounge. Górna stacja kolejki to majstersztyk inżynieryjny, warte zobaczenie. O widoku z góry z tarasu przy Laurin's Lounge nawet nie rozpiszę się za bardzo, bo był cudowny, pomimo tego że spotkało mnie wtedy załamanie pogody. Muszę zaznaczyć, że zjazd z Lourin Lounge jest wyjątkowo stromy, jest to najostrzejsza czarną trasa w tym ośrodku. Długo też trzyma twardo, bo nie jest tak narażona na ekspozycję słoneczną jak trasa czarna na Przelęczy Carezza. Reasumując. Pojechałem tam by zobaczyć tak promowany ośrodek na polskim YouTube, po drugie będąc w Alpe di Siusi drugi rok z rzędu warto sobie zrobić urozmaicenie, chciałem też uciec od tłumu. ZDECYDOWANIE WARTO tam pojechać na 1-2 dni, dla mnie nie jest to ośrodek na tygodniowy pobyt. Ale myślę, że dla wielu z Was byłby ok na tydzień, ma ok. 40 km tras, ma każdy rodzaj tras, dla dzieci, rodzin idealny, a mistrzowie narciarscy znajdą trasy dla siebie i TO JESZCZE JAKIE. Plusem jest także to, że jest sporo hoteli położonych blisko wyciągów, a nawet na trasach. Poniżej kilka fot z Carezzy: Poniżej kanapa Paolina składająca się z dwóch części, pośrodku trasy możesz z niej zejść, by uniknąć górnego czarnego odcinka. Poniżej foty z Karrer Pass Przyjemny nowy hotel przy Karrer Pass. Wydaje mi się, że go już widziałem na narciarskich Vlogach Poniżej górna stacja kolejki Laurin 2 i Laurin's Lounge + powyżej niej "Hutta" Przerwę na uzupełnienie kalorii zrobiłem we Franzin Alm - bardzo przyjemnej knajpce na stoku. Poniżej7 punktów
-
6 punktów
-
6 punktów
-
6 punktów
-
Jak to miło być influencerem [norweskie prognozy pogody]. CG takie coś popełniła na swojej stronie głównej: W Czarna Góra Resort trzymamy kciuki za zimę, a ostatnie prognozy meteorologiczne przynoszą nam wiadomości, które wprawiają nas w radosny, pełen nadziei nastrój. Ochłodzenie jest już tuż za rogiem, od środy lub czwartku możemy spodziewać się ujemnych temperatur w nocy, a w kolejnych dniach również w ciągu dnia. I to nie byle jakie mrozy! Norwescy synoptycy mówią o nawet 10 stopniach na minusie! Kolejne dni przyniosą ze sobą również obietnicę drobnych opadów śniegu. To wszystko sprawia, że mamy nadzieję na przedłużenie sezonu zimowego! Gdy tylko termometry pokażą ujemne wartości w nocy, nasza ekipa będzie gotowa do działania. Odpalimy armatki, by odświeżyć i wzmocnić warstwę śniegu na stokach i zadbać o to, aby zima została na Czarnej Górze jak najdłużej. Aktualnie, na naszym terenie czynna jest trasa D przy kolei Żmija. Łatwo do niej dojechać korzystając z wyciągu Jędruś, a dla wygody polecamy skorzystanie z parkingu niedaleko Karczmy Czarna Góra. To najlepsze miejsce, by być jak najbliżej stoku i szybko rozpocząć swoją narciarską przygodę. Niech więc nikt nie chowa jeszcze nart do piwnic! Zima wróci, a my będziemy gotowi, byście mogli cieszyć się śnieżnym szaleństwem na większej liczbie tras. Wierzymy, że nadchodzące ochłodzenie będzie sprzymierzeńcem narciarzy i snowboardzistów, dając nam możliwość przedłużenia tego sezonu. Do zobaczenia na białych stokach Czarna Góra Resort! Trzymamy razem kciuki za zimę i fantastyczne warunki narciarskie!6 punktów
-
Widziałem Cię, i Ty nas na 100% też. Staliśmy pod orczykiem, Ty już niestety zjeżdżałeś. Dobrze jeździsz, bo jak my jeździliśmy orczykiem, Ty zjeżdżałeś na trasie 5. Head pamiętam, bo to starszy model. My po przyjeździe tak trochę niezorganizowani byliśmy. Część poleciała do toalety, potem druga tura, następnie znowuż następna grupa pojechała do knajpy jak my czekaliśmy na nich pod orczykiem. Nart Twoje charakterystyczne, czarno-białe, chyba jakiś napis markerem był, albo naklejka. Faktycznie granatowe wdzianko. Jesteś młody i chyba masz brodę. Ale to tylko takie przebłyski. Tutaj nie mam pewności. Szczupły i ok. 185-190 wzrostu. Jeździć umiesz. Stanąłeś na chwilkę obok nas i pojechałeś na dół, ale na narty zwróciłem uwagę. pozdro6 punktów
-
5 punktów
-
W Czechach padła ostatecznie Dolni Morava (nawet górny talerzyk). Czynne są stacje w Karkonoszach (Spindleruv Mlyn, Cerna Hora-Pec) - tam sporo tras. Poza tym Jested k.Liberca (1 trasa), Ricky w Górach Orlickich (trasa czerwona i czarna) i parę mniejszych ośrodków. W Słowacji prawie cały Chopok, Łomnica, Strbske Pleso, Rohace, Martinske Hole i górny odcinek Kubinskiej Holi.5 punktów
-
Panowie @marekbtl @Lexi @christof jest takie urządzenie, nazywa się telefon. Jakbyście chcieli się złapać na nartach, to można zawsze wymienić się wcześniej numerami telefonów. Znam Wasze numery, Wy mój też, jakoś nie wydzwaniamy do siebie w środku nocy 😉.4 punkty
-
A na nartach z tyłu jest taki żółty trójkąt na grafice? Wyglądałeś na nie więcej 30+ albo 40-. Ale wiesz w kombozonie to trudno ocenić. pozdro ps. w przyszłym sezonie częściej Pilsko będziemy odwiedzać. Po przerwie jeździliśmy na 6-tce. Nikt tam przez cały dzień nie jeździł. Był sztruks, ale miękko. Adaś się napalił i tak przycisnął, że poszedł jak długi, bo mu się narty zaryły, jechał pierwszy . Najlepsza 5A z korzeniem na środku, trzeba było uważać. Jak wyjechaliśmy - to taka konsternacja, bo dół 5-ki tak nieciekawie wyglądał, kropiło. Ale generalnie było super. Krótkie te trasy. Ale dobra i mucha jak wpadnie do brzucha.4 punkty
-
No powiem Ci ze Herkules Poirot bylby pod wrazeniem Narty to starszy model jeszcze zanim slalomki Heada staly sie biale, broda jest a co do wieku to juz nie taki mlody ale dzieki:) i za mile slowa o jezdzie tez. Faktycznie skoro zjezdzalem to juz konczyl mi sie karnet i nie patrzylem juz na wyciag. Szkoda bo w innym porzypadku tez bym Was napewno ropoznal. Ale napewno jeszcze bedzie okazja!4 punkty
-
Bo Ty Maras, nie zwracasz uwagi na takie detale, delektujesz się chwilą . Ja jestem idny. pozdro4 punkty
-
Pamiętasz jaki miał rozmiar skorupy buta? ...na następny raz jakbyśmy "pamieniać" sie chcieli..4 punkty
-
4 punkty
-
Hej, Jako ze jestem jeszcze świeżo po, to wrzucam pokrótce swoje wrażenia z wyjazdu do Karyntii. Myślę, że o tyle warto, że nie każdy wybór był oczywisty. Założenia takie jak to prawie zawsze w moim przypadku: każdego dnia zwiedzamy inny ośrodek i objeżdżamy go ile tylko sił w nogach W planach było Nassfeld i Gerlitzen, reszta do ustalenia w trakcie wyjazdu, w zależności od fantazji, obłożenia, pogody, itp. Od razu zastrzegam, że każdy z opisywanych ośrodków odwiedziłem pierwszy raz, więc żadnych porównań względem innych warunków/aury/pory roku nie mam. Do meritum: wyjazd z Warszawy w piątek 22.03 chwilkę po 6, pomimo praktycznie bezustannego deszczu trasa idzie sprawnie bo chwilę po 13 jesteśmy pod Wiedniem, a koło 18 dojeżdżamy do Villach (wybraliśmy przejazd przez austriackie S6, S36 i dojazd do Kalgenfurtu przez S37). Schody zaczęły się za Klagenfurtem, bo zaczęło sypać gęstym śniegiem. Niby fajnie, ale przez paraliż na drogach oraz konieczność założenia łańcuchów na 3 km przed metą (w Matschiedl) pod nocleg zajechaliśmy dopiero koło 19:30. Tak, czy tak, nie ma tego złego, przez noc nasypało jakieś pół metra świeżego, choć komunikaty w Nassfeld mówiły nawet o 90 cm opadu. No właśnie, Dzień 1 (sobota), Nassfeld Trochę czuliśmy, że to niekoniecznie najlepszy pomysł, ale uznaliśmy, że gdzie indziej wiele lepiej (puściej) w weekend nie będzie, a w Nassfeld, przynajmniej w teorii jest gdzie się ludziom rozjechać. Na dodatek poranek przywitał nas bardzo obiecująco, więc i perspektywa jazdy w towarzystwie malowniczych widoków utwierdziła nas w wyborze: Niestety, im dalej w las tym gorzej. Na dodatek, pomimo iż pod ośrodkiem jesteśmy w sobotę o 8:30, to przez zamieszanie przy kupnie karnetów oraz sporą kolejkę do gondolki w Tröpolach, nartować zaczynamy dopiero w okolicach godziny 9:30. W górnych partiach ośrodka widoczność sięgała pewnie nie więcej niż 50 metrów do przodu, do tego trasy przykryte był całkiem grubą i stale powiększającą się (znów zaczęło sypać) warstwą świeżego śniegu. O ile dla mnie to nie był żaden problem, bo wziąłem swoje Thunderbolty, to chłopaki (brat + kumpel) na slalomkach trochę marudzili. Niemniej jednak, nie ma to tamo, przyjechaliśmy tu pojeździć a nie marudzić! Pierwsze kilka zjazdów zrobiliśmy po trasach 21, 23 i 40. Jazda z gatuknu tych "czujnych" - raz, że trzeba było uważam żeby na kogoś nie wpaść, dwa że jednak błędnik też momentami trochę w tym mleku wariował. Na szczęście im bliżej południa tym bardziej jaśniało, a zarazem coraz bardziej kusiła wschodnia część ośrodka (lewa strona mapy), ta za drogą na przełęcz. "Kusiła", bo od rana była zamknięta z uwagi na prowadzone w tym rejonie strzelania (przeciw)lawinowe; szczęśliwym trafem krzesełka ruszyły akurat w momencie gdy kończyliśmy przerwę na calimero. Decyzja była szybka, dzięki czemu (przez chwilę ) czekały na nas puste i nierozjeżdżone stoki. Pierwsze zjazdy "siódemką" bardzo fajne, trasy nr. 1 i 4 też niczego sobie, choć kopne warunki nie rozpieszczały. Trochę gorzej było na 9 i 8, co było zresztą dobrze widać, bo większość narciarzy walczyła o życie na (niezbyt wysokich) ściankach. W drugiej części dnia stopniowo przebijaliśmy się w kierunku Carnii (trasa nr. 80, prawa strona mapki). Warunki na trasach 51, 52, 65, 69 oraz 70 bez zaskoczenia - kopne, porozjeżdżane i generalnie bez szału, do tego na dojazdówce do Rastl czekało nas omijanie prowadzących nierówną walkę z naturą. Wielką natomiast niespodzianką okazał się zjazd czarną 75 - zdecydowanie najtwardsza i najrówniejsza ze wszystkich objechanych przez nas tego dnia tras, w końcu można było trochę pośmigać - może i niezbyt szybko, ale za to fajnym skrętem! Trasa nr. 77 też całkiem ok, sporo frajdy dał zjazd nieratrakowanym, choć mocno już rozjeżdżonym czarnym wariantem w górnej części trasy. Na koniec czekał nas prawie siedmiokilometrowy (tak mi wychodzi z GPS'u) zjazd czerwoną Carnią (nr. 80), z vertical'em ok. 1200 m. Ponieważ lubię takie wycieczki, to całkiem mi się podobało, choć musze przyznać że warunki były zdecydowanie dla koneserów - dosyć tłoczno, kopny i rozjeżdżony śnieg, do tego im niżej tym większa kasza (w dolinach był tego dnia - jak zresztą przez cały nasz wyjazd - całkiem spory plus). Koniec końców pojeździliśmy całkiem solidnie, bo wyszło mi lekko ponad 43 km zjazdów i 8450 m verticala. Niemniej jednak ośrodek "do poprawki" przy lepszych warunkach - nie zachwycił, bo nie miał prawa z uwagi na tłok (weekend) i warunki (pogoda), ale to co zobaczyłem to fajnie wyprofilowane trasy (uwielbiam takie typowo czerwone zjazdy z licznymi zmianami kierunku jazdy i profilu terenu!), na których innego dnia miałbym z pewnością masę frajdy --- Dzień 2 (niedziela), Bad Kleinkirchheim Wybraliśmy się tutaj uciekając przed tłumami. Zaparkowaliśmy strategicznie, przy orczyku nr. 8, tak żeby móc obrócić bez problemu cały ośrodek. Zaczynamy chwilkę przded 9 od Maibrunn Alm. Dookoła (i na parkingu i na stoku) pustki, pierwszy zjazd trasą nr, 11 lekko asekuracyjnie - jest twardo (miejscami wręcz lodowo), ale nieco nierówno i prawie całkowicie bez kontrastu (bardzo miękkie światło, na szczęście bez jazdy we mgle). Za drugim razem już lepiej, przy dobrym kontraście musi to być bardzo fajna, "sportowa" trasa. Stopniowo przeskakujemy w kierunku Kaiserburg'a - całkiem sporo frajdy dała mi trasa nr. 7, ale zdecydowaną gwiazdą dnia była trasa nr. 2. Niezbyt długa, ale szeroka, z dużą liczbą garbów, idealnym warunkiem i w ogóle tym co tygryski lubią najbardziej. Równoległa do niej "piątka" trochę gorzej - nie tak równa (twarde odsypy), przez co zjazd trochę na hamulcu. Niestety zarówno czarna 8, jak i czerwona 6'ka były zamknięte (?brak śniegu w dolinie - tak to wyglądało). Czerwona jedynka do pośredniej trasy gondoli jakoś nieszczególnie zapadła mi w pamięci, co świadczy o tym, że z jednej strony nie było źle, ale z drugiej też niczym mnie w takim razie nie zachwyciła. To co mnie natomiast urzekło to sam Kaiserburg. Nie wiem czemu w końcu nie zrobiłem mu żadnego zdjęcia (chyba mi światło albo kompozycja nie zagrały; w zamian landszafcik z wnętrza), ale ten brutalistyczny zamek (czy tam, jak pewnie powie większość, betonowy kaszalot) naprawdę ma coś w sobie! Po południu uciekliśmy w kierunku St. Oswald. Na początek wjazd dwuosobowymi krzesełkami nr. 12 i 13 i szybka inspekcja stoku - pomimo iż trasa nr. 13 jest zamknięta i ewidentnie płynie, to jest jeszcze przejezdna - już wiem jak wracam! (spoiler - powoli i uważnie, ale bez strat w sprzęcie ). Postanowiliśmy zaczynać od północy (St. Oswald, prawa strona mapki) i stopniowo wracać do Bad Kleinkirchheim. Objechaliśmy w zasadzie wszystko co było do objechania, w dolnych częściach robiło się już kaszowato, ale trasy nr. 26 i 27 wciąż dawały sporo frajdy. Najlepiej oczywiście trzymała się górna ośrodka, najbardziej przypasowała mi czarna 21 oraz czerwona 28, ta druga z rewelacyjnym widokiem na Feld am See Na koniec dnia zostały trasy nr 14 i 16 - może niezbyt urozmaicone, ale szerokie oraz wciąż dobrze się trzymające. Jak już wspomniałem, zjazd do bazy odbyłem zamkniętą 13'ką (jakoś nie lubię jeździć krzesełkami na dół ) - trochę walka o sprzęt, ale co przejechane, to moje. Koniec końców był to całkiem udany dzień, a 44 km w nogach - biorąc pod uwagę warunki - to imho dobry wynik Teraz najważniejsze - czy polecam ten ośrodek? To zależy. Na pewno jest to dobra opcja na weekend, bo z uwagi na trochę skansenowaty charakter jest tam raczej pusto. Choć i tutaj coś może się zmienić, bo w St. Oswald działają już nowa gondolka i krzesełko, więc pewnie i reszta ośrodka sukcesywnie będzie zaliczać upgrade. Jednak mając do wyboru idealny warun i pełną lampę tu lub w Nassfeld, zdecydowanie wybiorę to drugie. --- Dzień 3 (poniedziałek), Gerlitzen Wybaczcie, nie będę za wiele się rozpisywał bo tu trzeba jeździć a nie pisać; w skrócie: RE-WE-LA-CJA! Pod gondolką w Annenheim zameldowaliśmy się jeszcze przed 8, więc o 8:30 byliśmy na szczycie. Na kopule szczytowej wiało tego dnia niemiłosiernie (zwłaszcza do południa, kiedy to się zachmurzyło), ale co się wyjeździłem to moje. Pierwsze zjazdy czerwoną jedynką i czarną dwójką (choć ja nie wiem z której ona strony jest czarna) to było najlepsze co tylko może się narciarzowi trafić - równiutki sztruks, pełna lampa, pusty stok. Ciąłem zakręty jak po*ebany, póki tylko nóg starczyło. 24'ka do orczyka na początku była lekko zmrożona, więc przyczepności było mniej niż więcej, ale na drugim zjeździe już było jak trzeba. No i King of the Hill, czyli trasy 13, 14, 15 i 16 prowadzące na północną część góry. Pomimo, że trafiliśmy tam dopiero koło 10, to wciąż było idealnie - 900 m verticala długim skrętem i na prawie pełnym gazie, uśmiech mi z gęby nie schodził przez cały zjazd! Z tras wartych polecenia urzekła mnie też czerwona 8'ka. Dosyć wąska, trochę "karkonoska" w profilu i odczuciach, i dająca furę frajdy z carvingowania. Na koniec dnia: niech 52 km w nogach i vmax=82 km/h (w końcu było jak i gdzie się puścić!) mówią same za siebie. Jeśli tylko ktoś z Was będzie miał taką okazję, to gorąco polecam ten ośrodek - idealnie wyprofilowane, zróżnicowane, a do tego (zwykle) szerokie trasy robią mega robotę! --- Dzień 4 (wtorek), Mölltaller + Ankogel Ponieważ było już miło, to teraz dla odmiany musi być tak sobie... Czwartego dnia wybraliśmy się na Mölltaller. W zasadzie to gdzie byśmy nie pojechali to by było źle, bo wszędzie miały być chmury i śnieg, ale liczyliśmy na to, że a nuż na lodowcu będzie - z uwagi na wysokość w m n.p.m. - nieco lepiej. Niestety, srogo się przeliczyliśmy. Pod wagonikiem byliśmy o 8:30, koło 9 byliśmy nad Eissee. A tam prawie wszystko zamknięte (łącznie z Panoramabahn, które według komunikatu miało kręcić). Śnieg kopny (gruba warstwa), widoczność licha (dlatego zdjęć brak), a do tego całkiem duży tłok, więc zjechaliśmy co było do zjechania (9, 10, 11, 12) i po krótkiej naradzie uznaliśmy, że trzeba stąd uciekać, bo gorzej być już na pewno nie będzie. A że w okolicy najbliżej jest Ankogel, to tam też się wybraliśmy A co nas czekało w Ankogel? Ano niespodzianka. Zajechaliśmy na miejsce chwilę po 13, i okazało się, że na miejscu warunki są zupełnie inne (lepsze!) niż na Mölltalerze. Przede wszystkim było tam całkowicie pusto (choć nie wiem, czy od rana tak, czy dopiero po południu ośrodek opustoszał), do tego śnieg też jakby mniej kopny niż na lodowcu. Do tego im dalej w dzień, tym coraz więcej przejaśnień! W skrócie: 1 i 1a rewelacyjne (zwłaszcza ta druga, bo i mniej zjeżdżona), podobnie 6'ka; kręciliśmy tam aż do samego zamknięcia naprawdę dobrze się bawiąc. Na dół zjechałem nieczynną 2'ką - dużo muld, mokry i ciężki śnieg, ale trasa przejezdna bez problemu. Podsumowując, Ankogel skojarzył mi się trochę z Kasprowym Wierchem na sterydach - podobne odczucia z jazdy i otaczającej przestrzeni i generalnie jazda na tak! Koniec końców wyszło prawie 30 km, z czego 12 "zmęczyliśmy" na Mölltalerze, a kolejne 18 - w nieco krótszym czasie - już w Ankogel, które zdecydowanie uratowało nam dzień. O lodowcu się nie wypowiem, bo zdecydowanie muszę dać mu drugą szansę w lepszych warunkach, za to Ankogel to rewelacyjny i nieco bardziej kameralny ośrodek, idealny na jeden dzień. Na plus wysokogórski klimat, na minus trochę upierdliwa gondolka na Hannoverhaus, na którą trzeba czasem poczekać - nie z uwagi na tłum (bo go nie ma), a fakt że jest raz na 7 minut. --- Dzień 5 (środa), Drei Zinnen (Dolomity) Na koniec wyjazdu, niespodzianka i szybki wypad w Dolomity, do 3 Zinnen. Dlaczego? Ano, bo prognozy były takie, że jeśli gdzieś, to właśnie tam jest szansa na złapanie odrobiny słońca na koniec wyjazdu. W Verschiaco meldujemy się o 8:30, szybciutko kupujemy karnety i jeszcze przed 9 jesteśmy pod szczytem Monte Elmo. Niebo zachmurzone, ale widoczność dobra; warunek śniegowy rewelacyjny. Przez pierwsze pół godziny jest jeszcze pusto, dopiero potem robi się ludniej, ale wciąż bez kolejek do wyciągów. Na początku zaliczyłem dwa zjazdy czarną 13'ką, pomimo tego, że dwa razy celowałem w dłuższy, czerwony wariant. No cóż, ostatnie czego się spodziewałem, to że zjazd na niego będzie tak schowany. Koniec końców oba warianty znajduję jako bardzo fajne: 1) czarny jest zdecydowanie bardziej wymagający i dający mocno popalić udom, choć w tak dobrym (wzorcowym!) warunku zjazd nim to sama przyjemność; z kolei 2) czerwony daje dużo więcej przestrzeni na wariactwa i oddanie się prędkości . Generalnie, trasy w górnej partii trzymały się dobrze aż do końca dnia, pomimo lekko plusowych temperatur i popadującego do południa śniegu. Na trasach nr. 11, 40 i 41 (przebicie w stronę Signaue) było jednak sporo gorzej - na ściankach były już całkiem spore odsypy, a im niżej tym bardziej cukrowaty był śnieg. Miałem nawet wątpliwości czy na 41'ka zawitał w ogóle ratrak, ale koniec końców wydaje mi się, że po prostu na co trudniejszych fragmentach to narciarze tak mocno zdegradowali stok. Niekwestionowaną gwiazdą dnia była na pewno trasa 5a, gdzie można było grzać ile fabryka dała i ciąć zakręty do woli, bez oglądania się na to czy w kogoś wjedziemy (bo nie było w kogo ). Dobrze się też trzymał czarny wariant trasy nr. 3; niestety czerwoną 10'kę zamknęli nam slalomiści. Na dodatek, oprócz okazji do rewelacyjnej zabawy (skorzystaliśmy również ze slalomu na 5b) w końcu zaczęła nam sprzyjać pogoda! "Gwiazda dnia": Na koniec dnia wróciliśmy na Monte Elmo, gdzie aż do godz. 16 tłukliśmy warianty trasy nr... 16 (przypadek? ) Koniec końców dzień oceniam jako rewelacyjny. Po pierwsze, w nogi weszło aż 56,6 km zjazdu (to chyba mój osobisty rekord; łącznie z wyciągami wyszło ciut ponad 100 km) oraz 11 200 m verticala. Po drugie, popołudniowe słońce i panorama na Dolomity znajduję bardzo miłym akcentem na koniec wyjazdu. Minusy? Na pewno cena karnetu, 74 euro za dzień jazdy to sporo. Malutkim minusem kładą sie też plusowe temperatury i dosyć szybka i mocna degradacja południowych stoków; na szczęście te o północnym nachyleniu nadrabiały! Pozdro, Rumcayz3 punkty
-
Krzychu ja z Krakowa jestem - mam automat wrzutowy na monety.. ciężki jest..3 punkty
-
Padają ostatnie stacje: - Soszów - Klepki - Korbielów od dziś nieczynne... To koniec zimy (sezonu) poza stacjami wysokogórskimi (Alpy, wysoko w Tatrach: Kasprowy, Rohace, Łomnica, Pleso, Chopok). Ktoś tam inny coś jeszcze jeździ, ale to ostatki i to ostatki na siłę.3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Byłem wczoraj, poniżej 1600 padał deszcz, a powyżej śnieg. Na górze śniegu w opór, im niżej tym więcej przecierek. Na stronie południowej warunki lepsze, dało się fajnie pojeździć. Jak pogoda nie pomoże to zaraz może nie być zjazdu do Lucky i Biela Put.3 punkty
-
Zima w Polsce w tym roku niespecjalna jakaś (zwłaszcza luty), na szczęście nie w całej Europie tak wygląda. Hintertux się jakoś broni, choć i tu mogło być lepiej. Było tej zimy kilka super opadów, jednak nie do końca pomogły. Wszystkie duże powdery, czyli takie od 50 do 120 cm na dobę były przy bardzo silnym wietrze S, S-W 6do8 i niewiele tej pokrywy białego zostało na stokach i pobliskich miejscówkach do freeride. Najgorzej wywiewało z moich ulubionych terenów po prawej (orograficznie) stronie ośrodka, między gondolami. Do tej pory jeszcze po nich nie zjeżdżałem (w tym sezonie). Nieco lepiej wygląda lewa strona lodowca, ta pod Kleiner Kasererem i Lärmstange. Na szczęśce parę razy udało mi się pojeździć poza trasami i nawet na dedykowanych do tego nartach. Głównie pod kanapami Lärmstange 1,2 i pod Kasererem oraz Lärmstange (szczytami) Lärmstange kanapy i okolice Nie byłem oczywiście jedynym który miał ochotę pojeździć po nieratrakowanym i trzeba się było uwijać w odpowiednim tempie. Na trasach też oczywiście nie było źle 11b Sonnenhang oficjalnie jeszcze w tym sezonie nie była czynna (podobnie jak 8a Buggelpiste) Nie obyło się bez strat w sprzęcie, nie które zlodzone skałki były przykryte tylko niewielką ilością śniegu Najlepsze warunki pod ścianami Kaserera i Lärmstange, żeby robić fajne linię trzeba trawersować jak najbliżej pod skały by nabrać odpowiedniej wysokości. Czasami widać małe obsuwy Linie całkiem fajne, sępy jednak niszczyły śnieżne pola w szybkim tempie Pod Lärmstange mam zawsze mieszane uczucia. Tylko tutaj bardziej jak na obrany tor jazdy, patrzę w górę czy nie obrywa się jakaś skała... Miejsc mocno rozjeżdżonych nie brakuje Widok na różne warjacje tras nr 2 Lärmstange od dołu Niższa część ośrodka Okolice kanap bardziej i mniej rozjechane Sztruks starałem się omijać w takie dni jak ognia (ale w inne dni też jeździłem) Pojeżdżone oczywiście solidnie i z radością jaką tylko narty mogą dać... Kolejny wyjazd planujemy w połowie marca, mam nadzieję, że jeszcze coś dopada w mojej ulubionej części ośrodka. Pozdrawiam.3 punkty
-
Krzysiu, Maras na mój numer, non stop mnie nagabuje na jakieś narty, mówię Ci nie ma kiedy odpocząć, nie wspominając już o pracy😉. pozdro2 punkty
-
wydaje mi się że jednak Cervina ma więcej łatwych tras, byłem kilka razy w kwietniu po obu stronach i przez 2 tygodnie połączenie nigdy nie było zamknięte2 punkty
-
Ja akurat byłem w październiku, jeszcze nie narciarsko. Połazić po górach i dolinach w Aoście, plus właśnie byłem w Cervini jeden dzień. Auto na cały pobyt, dziennie wyszło około 28e z pełnym ubezpieczeniem. Pożyczałem na lotnisku w Turynie, ale wycena i zarezerwowane online - lepsza cena.2 punkty
-
Można lecieć do Turynu + wynajem samochodu. Ja tak leciałem i jechałem na jesieni. Brat wybiera się z żoną i synem do Cervini na początku kwietnia, lecą do Mediolanu i tam wynajem auta.2 punkty
-
Ja to mam opanowane. Bo sporo jeżdżę sam na narty, ale nigdy na kanapie. Orczyk też może być. Jest kontrolny zjazd, wybieram dobrze jeżdżąca "ofiarę". Gdyby nie fakt, że byliśmy w grupie, już bylibyśmy kolegami . pozdro i do następnego.2 punkty
-
widziałem post RTS. Jak będziesz w czwartek to daj znać, jaki warun. Ma być na górze -4st i słońce, dla SL idealnie.2 punkty
-
Na pewno narty wąskie - wtedy mniej się ślizgi rysują niż w szerokich, bo jest go mniej. pozdro2 punkty
-
Marek jak Chris to przeczyta to spadnie z krzesła🤣 ale trafiłeś:)2 punkty
-
Właśnie są we Wrocławiu..oglądają, zwiedzają i wysyłają fotki..zapewne będziemy rozmawiać jak wrócą do siebie.. bardzo im sie podoba w każdym razie .. Uzbroiłem ich we wskazówki które mi daliście ( serdeczne dzieki jeszcze raz), więc wiedzą z grubsza gdzie powinni się poruszać... czas pokaże - mają jeszcze pare miejsc do obejrzenia ale Wrocław pewnie jest kandydatem do "finału".2 punkty
-
Celem uzupełnienia powyższego postu. Moim zdaniem najlepiej odwiedzić Carezze będąc z Val di Fassa, mają wspólny karnet. Przyjechać raz lub dwa razy. Po pierwsza warto przyjechać i pojeździć tam i poznać ośrodke, a po drugie odpoczniecie od tłumów, które w Val di Fassa jednak często są. Jest to też najbardziej ekonomiczne, taki karnet jest tańszy od Dolomity Superski, który trzeba mieć gdy stacjonujecie w innym ośrodku w Dolomitach.2 punkty
-
Będę w sobotę na Podhalu i planuje zahaczyć o Białkę.. tak na zakończenie sezonu 😀2 punkty
-
2 punkty
-
Zaległa relacja z wczorajszego dnia na Salatynie. Właściwie to nic nie muszę pisać jak wstawię zdjecia. Trójka lawinowa troszkę nas ostudziła bo na Salatyn nie weszliśmy choć parę osób wchodziło. My po ocenie sytuacji wybraliśmy Brestowa- przedni Salatyn i tam trawersowalismy 3 razy i zjeżdżaliśmy. Piękny dzionek i zdecydowanie z chęcią go powtórzymy w niedzielę czy poniedziałek jak się pogoda sprawdzi2 punkty
-
To prawda, chyba wszyscy sie w Niedziele zjechali na Salatyna Ale i tak bylo super. Normalnie zaliczalem go w Kwietniu, no ale ten sezon jest inny. Cale podejscie w słoncu ale na gorze sie nie wstrzelilem jak Ty. Trzeba bedzie powtorzyc. Na trasach tez tlumnie. Marcin wrzucil zdjecia z podejscia to ja moje ulubione Niedzielne miejsce z trasy zjazdowej. Ostatnia scianka okolo 13:00. Nie zawodzi.1 punkt
-
Chopok zawsze miał ratunkowy opad poprawiajacy sytuacje. Ten rok jest dziwny. Ludzi w kwietniu nieźle było ale jak wszystko padnie to niewiadomo... Od 3 czy 4 lat tam nie bywam, ale kiedyś ciągle.1 punkt
-
W idealnym momencie to wysłałeś. Właśnie jesteśmy na etapie decyzji co do wyjazdu na początek kwietnia. Chyba przekonałeś. dzięki 😍 Szybkie pytanie - pomijając ceny, to już wiadomo, że Szwajcaria jest bardziej odczuwalna - które trasy bardziej polecasz dla średniozaawansowanych? Biorę pod uwagę, że przejazd ITA-CH może być zamknięty przez cały wyjazd, więc jakbyśmy mieli być uwiązani do jednej strony ośrodka, co lepsze?1 punkt
-
Byliśmy po imprezie, ja kumałem bazę nieco bardziej . Chris jakby się przypucował, że będzie, to bym go od razu namierzył. No z 15 osób było na stoku, więc obojętnie kogo by zapytał, to 50% szans że jeden z nas. pozdro ps. Ale z opisem to dobrze trafiłem??1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Marco Odermatt po raz kolejny potwierdza że w GS jest zawodnikiem nie z tej ziemi... prawie wypada w drugim przejeździe giganta w Aspen a i tak zwycięża po raz kolejny... 9 gigant sezonu i 9 wygrana 🤯 😮1 punkt
-
Chyba właśnie przeczytałem relację sezonu😉. Wielkie dzięki. Jestem fanem Karyntii z wyróżnieniem Nassfeld i Gerlitzen, więc lektura była podwójną przyjemnością. Może trochę przynudzam, bo pisałem już w tym tonie kilka razy, ale narzekając na 74 euro w 3 Zinnen pamiętaj, że w tym samym czasie na Chopoku było 65 euro:)1 punkt
-
1 punkt
-
Paweł W ostateczności tanio i blisko to Szwajcaria Bałtowska zostaje. Ceny w PLN. pozdrawiam1 punkt
-
Aby wydostać się z Valtournenche, należy wjechać orczykiem na Colle Superiore Cime Bianche - stamtąd albo zjeżdżamy do dolnej stacji bardzo nowoczesnej i szybkiej (12m/s) kolejki na Plateau Rosa, albo zjeżdżamy do Cervinii trasą "7" wybierając jeden z jej wariantów - jest to bardzo długa, ciekawa czerwona trasa z wieloma ściankami ale i wypłaszczeniami. W górnej jej części chodzi wolne 3-osobowe krzesło narażone na silne wiatry - aż prosi się, aby zastąpić je szybkim wyprzęganym z osłonkami o dłuższej trasie - stoków jest tam dookoła sporo. Aby dostać się do głównej części SN Cervinia, musimy albo zjechać do samej miejscowości albo przez Pleateau Rosa zjechać po Szwajcarskiej stronie na Theodulpass.Widok na tereny narciarskie w "głównej" części Cervinii i unoszący się nad nimi Matterhorn: Zjazd długą trasą nr 7: Widok na Plateau Rosa i biegnącą stamtąd trasę 7 Kolejka na Plateau Rosa Wagonik zjazd z plateau rosa trasa 7 w kierunku Cervinii W "głównej" części Cervinii najczęściej jazda na dwóch krzesłach - E i C najbliżej Matterhornu - w sumie pokonują 1000m przewyższenia i dają wiele wariantów zjazdów. Trzy krzesła "N", "O" "P" z Plan Maison na Theodulpass są dosyć krótkie i kłopotliwe w użyciu.Widok na tereny narciarskie Plateau Rosa od północy z górnej stacji kanapy C - widać budynki na Plan Maison Początek tras 26 i 24 Podsumowując włoską stronę SN: dużo fajnych krajobrazowo, bardzo długich tras niebieskich i czerwonych, czarnych prawie nie ma, duże różnice poziomów. Nawet jednak czerwone trasy nie mają równomiernego spadku - większość pomiędzy stromymi fragmentami ma spore wypłaszczenia. Dosyć często zdarzają się na trasach takie "muldki" wynikające z ukształtowania terenu, które nie zostały splantowane. Krzesła w większości wyprzęgane i z osłonami. Jedzenie smaczne (Włochy...), pizza kosztuje 10 EUR, grzane wino 4 EUR, ale same knajpy są różne - większość nie była przystosowana do panujących w styczniu temperatur rzędu -20 i w środku było po prostu zimno, większość klientów nie zdejmowała w ogóle kurtek. Łazienki często pozostawiały wiele do życzenia - np. trzeba było wyjść na zewnątrz, aby się do nich dostać, i nie miały żadnego ogrzewania. Widać, że w budynki od dawna nie inwestowano. Muzyka w knajpach czerpała z bogatej tradycji italo disco czasem robiąc przerwę na gangnam style. Co kto lubi.Wiele knajp miało na stanie psa1 punkt







