Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
08.06.2015 - 08.06.2015
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 08.06.2015 uwzględniając wszystkie działy
-
cz.4 - powrót Kawałek za spływem kończy się trasa po wale,ale szlak jest nawet dość dobrze oznakowany,więc staram się go trzymać.Jak się teraz okazuję,jechałem tak jak wspomniał SB.Trasa jest super!Niemal cały czas przebiega obok wału,jest równa,asfaltowa,tylko na krótkich odcinkach szutry bądź dziury w asfalcie. Właśnie przy takich krótkich odcinkach znów się przekonuję,jak bardzo przydałby się full... Kiedy ma się już ok 150 km w nogach,wszystko zaczyna przeszkadzać. Nie spieszę się,już zrobiłem co miałem zrobić. Po drodze zaopatruję się w napoje,ale nie pomyślałem o jedzeniu i to był błąd! Ale do 160 kilometra jakoś idzie,a czasem mam takie fajne miejsca do wypoczynku - przystanek PKS i miękkie krzesełko.To na pewno dla mnie... :wink: Zastanawiałem się jak długo tak można jechać i nie opaść z sił.No to się dowiedziałem.Mniej więcej ok 160 kilometra pojawił się pierwszy kryzys i musiałem nieco zwolnić,czasem chwilkę odpocząć w cieniu.Ponieważ trasa,którą dojechałem do Zatoru jest pagórkowata i sporo tam długich,męczących podjazdów,postanawiam jechać dłuższą,ale pozbawioną takich atrakcji,na Oświęcim. Droga fajna,ale ja z każdym kilometrem tracę siły. Pomyślałem,żeby uderzyć do Mc-Donalds w Oświęcimiu,ale do niego było jeszcze daleko.Niestety i tak innej opcji nie miałem,jadąc bokami. Klimatyczny mostek: Śluza w Oświęcimiu - spora! To wyraźnie się odbiło na mojej kondycji.Chyba organizm nie miał już z czego czerpać i do tego zbierało mnie na wymioty.Jakoś nie chciało mi się szukać wspomnianej restauracji,bo nie pamiętałem jak tam daleko,więc tylko sobie odpocząłem na jakiejś ławeczce w parku.Uznałem,że lepiej będzie zatrzymać się przy jakiejś stacji benzynowej i wciąć jakiegoś Hot Doga.Tak też zrobiłem.To znaczy zatrzymałem się przed Brzeszczami i kupiłem dwa. Niestety nie byłem w stanie przepchać je przez gardło,do tego było mi niedobrze.Jednego się udało,drugiego napocząłem i... wywaliłem.Jednak chwila odpoczynku + posiłek wyraźnie postawiły mnie na nogi i już do końca jechałem bez żadnych niemiłych przygód.A w domciu czekał Schabowy! :cheerful: Schabowy i baaardzo zimne piwo! :angel: Można otworzyć szampana! Podsumowując.Dziś zrobiłem 225 km.Trasa sporo mnie nauczyła i doświadczenia przydadzą się na przyszłość.Przede wszystkim nie wolno lekceważyć posiłków.Dobrze jest też mieć jakieś urozmaicenie odnośnie napojów.Najlepiej mieć te energetyczne i wodę mineralną.Przede wszystkim jeść regularnie!8 punktów
-
Szczyrbski Szczyt plus przejście granią na Hlińską Turnię.Witam, jak wspominałem w poprzednim poście zrealizowałem wypad na w/w szczyt.Wyprawę zaczynamy żółtym szlakiem z Štrbské Pleso, zaparkowaliśmy tuż koło skoczni narciarskich za jedyne 10E, rankiem temperatura bardzo znośna coś w okolicach 9 - 12 stopni, początkowo szlak idzie w lesie jakaś 1h marszu nie jest wymagający więc spokojnie z małymi dziećmi można się wybrać. Po godzinie marszu las znika a zastępuję go kosodrzewina i mniejsza roślinność, zaczynają się już nam ukazywać dość ładne widoki na wyższe partie gór.:smile: w oddali nasz cel dzisiejszej wyprawy. Po około 30 min dalszego marszu dochodzimy do Vodospadu Skok i dalej do Kozich Stawów Wyżnich, bardzo urokliwe miejsce i dla większości turystów cel podróży tym szlakiem. W oddali widać mini plażę z krystalicznie czystą wodą, temperatura wody dość niska jeszcze ale za to bardzo ożywiająca. Jeden z wielu stawów w Dolinie Młynickiej Zatrzymujemy się chwile na posiłek w tym miejscu ale to nie był nasz cel wiec ruszamy dalej jeszcze żółtym szlakiem w kierunku Capiego Stawu. Nasz dzisiejszy cel coraz bardziej góruje nad doliną, swoja formą dość mocno przypomina piramidę. Udając się dalej szlakiem po kilkudziesięciu minutach docieramy do miejsca katastrofy helikoptera ratunkowego który rozbił się tutaj w 1979r (Tutaj można o tym przeczytać więcej) tagedię tą upamiętnia tablica i symboliczny pomnik z głazu można tam zapalić znicz.. Dodatkowo można tam miedzy szczelinami głazów znaleźć pozostawione szczątki helikoptera, dużo tego już niema pewnie turyści zabierają co chwila coś na pamiątkę. Po chwili ruszamy dalej i docieramy do Capiego stawu jest on częściowo zamarznięty jeszcze ale nie na tyle by chodzić po lodzie. Tutaj schodzimy ze szlaku, który prowadzi w lewą stronę na Bystrą Ławkę my natomiast udajemy się w prawo na Szczyrbski Szczyt,jeszcze rzut oka na stawy. I w końcu po małych przygodach z rakami (niewielki odcinek okazał się dość zlodowaciały) docieramy na szczyt 2395m.n.p.m i jeszcze mała panorama ze szczytu. Czas mieliśmy dość dobry sprzęt ze sobą więc na szczycie zapadła decyzja o przejściu grani na Hlińską Turnię z tego będzie film ale to w następnej części.Może jeszcze coś szkrobnę z wypadu rodzinnego do doliny Kościeliskiej dla zaczynających przygodę z Tatrami i ogólnie pojętą turystyką górską.Pozdrawiam Rafał7 punktów
-
Petycja do burmistrza Szczyrku Napisałem petycję do burmistrza Szczyrku w sprawie Mullera GMD z Dolin. Bardzo proszę, żeby jak najwięcej osób się pod nią podpisało. Albo pisząc w tym wątku, albo do mnie na prywatną wiadomość (potrzebne jest imię i nazwisko )Petycja zostanie wysłana dzisiaj wieczorem albo jutro. Jak macie jakieś pomysły na ew. poprawki, to napiszcie je.5 punktów
-
CześćJa byłem nad moją ulubiona rzeką - Welem - tym razem stacjonarnie na jednym z dwóch najpiękniejszych miejsc biwakowych jakie na rzekach poznałem. Byliśmy sporą grupą - 6 rodzin! ale mimo to udało się przepłynąć kawałem rzeki. Niestety z racji długiego weekendu i pięknej pogody grup kajakowych sporo i niestety w większości troszkę mało cywilizowane to grupy były. Odcinek króciutki bo część osób w załogach damsko-dziewczęcych pierwszy raz na kajakach była. Poza tym grupa duża - 10 dwójek i dwie jedynki więc wiadomo jak to idzie. ;)Cieszę się, że syn zaprzyjaźnił się na dobre z jedynką. Parę zdjęć - wprawdzie nie z tego roku ale z tej rzeki: [ATTACH=CONFIG]22952[/ATTACH] Ostatnie zdjęcie ma już wartość poniekąd historyczną (zrobione w 2009). Jest na nim staw portowy w Nowym Mieście Lubawskim gdzie kiedyś kończyło się spływy - obecnie praktycznie całkowicie zamulony i niedostępny.Pozdrowienia5 punktów
-
5 punktów
-
cz.3 - czas odpocząć i odwrót Pojeździłem nieco,więc czas na posiłek i odpoczynek.W tym momencie mam na blacie 120 km. Poszukałem sobie odpowiedniej,tradycyjnej "restauracji" i właściwego miejsca do odpoczynku.Fontanna wydawała mi się najwłaściwsza.Ten Pan jest bardzo sympatyczny i rozmowny.Potrafi zaskoczyć swoich klientów... Obważanki skonsumowane.Czas ruszać pozwiedzać i sobie pojeździć.Kraków to bardzo przyjazne miasto dla rowerzystów,więc nie chciało mi się stąd w ogóle wyjeżdżać.Najchętniej zostałbym na dłużej. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i czas wracać.Kieruję się powoli nad Wisłę i dalej w kierunku wspomnianej "Wiślane Trasy Rowerowej".Ostatnie spojrzenie i ruszam w drogę. Wspomniana trasa jest mocno oblegana,niemal korki!Rowerzystów mnóstwo! Ciągle muszę wyprzedzać,czasem na trzeciego... Raz sam zostaję wyprzedzony przez gościa,który wyglądał na zawodowca - ubiór,rower itp.Pomyślałem sobie,że pewnie przejedzie tak 5 km i zdechnie.Nie pomyliłem się.Po kilku kilometrach go dogoniłem i "siadłem na koło".Super się tak jedzie. Zero wysiłku,a prędkość spora.Do tego chyba go irytowała moja cykająca "wolnobieżka". Gość się stara,ale chyba puchnie,więc "zaatakowałem" na krótkim podjeździe.Jeszcze próbował się utrzymać,ale pociągnąłem nieco dłużej i więcej się nie widzieliśmy.Nie uważam się za mistrza,absolutnie,ale to taka mała satysfakcja,kiedy ma się ponad 130 km w nogach,a jeszcze można złoić komuś skórę.Komuś,kto wygląda na dobrze wytrenowanego. Jazda po wale się kończy i natrafiam na coś takiego.Chyba każdy może spróbować pod opieką instruktora.Nurt jest mocny!5 punktów
-
Mi wczoraj podczas wieczornej przejażdżki przyszedł spontaniczny pomysł na przejażdżkę odrobinę większego kalibru dziś. Trasa już częściowo przejechana wcześniej, podjazdy zaliczone,ale na MTB. A różnica pomiędzy MTB, a "szosą" jest taka, że to co w pierwszym przypadku jest wyprawą, to w drugim przypadku jest popołudniową igraszką ;-)Beskidy, okolice Jeziora Żywieckiego, ale bez jakichś ekstremów, więc początkowy transfer pociągiem. Planowy wyjazd 9.39. Na dzień dobry psikus na stacji kolejowej w Skawinie - na tablicach podany peron 1, zaś tuż przed przyjazdem komunikat: "pociąg ze stacji blablabla do stacji blablabla, wjedzie na tor przy peronie drugim"... nosz super, uwielbiam takie wycieczki w podkuwanych butach :]W Małopolsce, mało gdzie się jeszcze ostały pociągi, ale przynajmniej jak już coś jedzie, to na eleganckich składach. Więc wsiadam do jednego z ostatnich nabytków województwa, w środku klima, kierunek B-B, ja wysiadam w Andrychowie. Po drodze, między Wadowicami, a Andrychowem zastanawiam się czy jednak nie wysiąść z pociągu, bo na rowerze chyba byłoby szybciej ;-) Wysiadka dość nieprzyjemna - z klimatyzowanego pociągu na rozgrzany peron, no tak, godz. 11...Mój pojazd techniczny odjeżdża... A ja zostaję sam z moim wehikułem... Początek z Andrychowa w stronę Przełęczy Kocierskiej. Słońce praży nieznośnie, a klimatyzacja pod górę nie działa ;-) Sam podjazd dość znany i ceniony, jako że na samym początku trasy, więc udaje się "zrobić" na raz i w nienajgorszym tempie. Tereny ładne, ale nie chciałem się zatrzymywać na zdjęcia przed przełęczą, a potem na horyzoncie pojawił się inny kolarz, a dystans zmniejszał się bardzo powoli, więc już niestety nie można było się zatrzymywać, tylko trzeba było gonić :-)Udaje się doścignąć zawodnika na samej przełęczy, potem długi i bardzo fajny zjazd w stronę Żywca. Nawierzchnia na tyle dobra, że nie czuć zbytnio prędkości, ale jak na liczniku pojawia się "6", to już trzeba sobie powiedzieć: prrrr... szalony. Cały czas mam nadzieję, że wreszcie w tym roku uda się skończyć sezon na zero (w upadkach) :>Po zjeździe zaczyna się jazda wokół zbiornika wodnego - cały czas hopki góra - dół. Nie lubię tego odcinka. Potem małe zabłądzenie i wreszcie zaczyna się podjazd pod narciarski Żar. Po drodze krótki postój przy dolnej stacji kolejki... I dalej ostro w górę. Tym razem już na kilka razy, ale jest w miarę znośnie. No, nie licząc pogody - na szczycie góry nomen omen Żar, piecze straszliwie. Przed wyjazdem w domu, położyłem tynk (z kremu) w dużej ilości, ale zapowiada się, że nie wystarczy :] Wokół jak to na Żarze, pełno latających i sporo kolarzy. Czas na kilka ujęć: Pizza i w drogę...Dalszy ciąg to już głównie nabijanie kilometrów ruchliwymi drogami, byle do domu...W planie miałem pojechać tradycyjnym skrótem Czaniec - Andrychów, ale przegapiłem skręt, psiakrew... Autem nigdy nie mam z tym problemów, a na rowerze przy znacznie mniejszej prędkości się udało...Zatem przejazd przez Kęty, Andrychów, do Wadowic. Tam skrótem w kierunku Brzeźnicy i Skawiny, ale i tutaj mylę drogę zjeżdżając z obwodnicy Wadowic o jedno rondo za wcześnie. Konsultacja z panem GiePeeSem i powrót na właściwą drogę.Jeszcze jedna kilka mniejszych podjazdów i tor wyścigowy, czyli DK44 do Skawiny. Na szczęście w niedziele mało tirów jeździ. Końcówka ile fabryka dała, bo na liczniku blisko do poprawienia drugiej cyfry ze średniej. I w końcu dom... uffAuuuu... piecze :]4 punkty
-
No więc, Muller leży już na trawie: Zapuściłem się również w dolne odcinki trasy FIS. Trasa całkowicie zmodernizowana, wyprofilowana na cacy, homologacja pewna a i doznania z jazdy pewnie będą super, tylko, że trasa kończy się przed strumieniem. Brakuje wyraźnie kładki aby połączyć się z niebieską jako dojazd do dolnej stacji krzesła. Coś mi się wydaje, że teraz czas na nową kanapę.Zdjęcia nowej trasy poniżej Dolin: Będę sprawdzał postępy przy budowie.4 punkty
-
Tak już jakiś czas temu myślałem,żeby zrobić bardziej konkretną trasę niż ostatniej jesieni.Najbardziej ciągnęło mnie do Krakowa,bo to przyjazne miejsce dla rowerzystów i jest gdzie tam pojeździć.Jedyna niewiadoma to jak zniosę w upale tak długą trasę,zwłaszcza,że w tym roku najlepszy wynik to nieco ponad 70 km. cz.1 Pobudka 4.00.Jest jasno,ale słońce dopiero się pokazuję. Pakowanko,bez pośpiechu,jajeczniczka i czas w drogę.Nooo,nie do końca,bo ze względu na poranną temperaturę,były wahania odnośnie ubioru.Ostatecznie zabrałem jedynie ciepłą bluzę i krótkie spodenki.Ponieważ normalnie planowałem taką trasę z Bielska-Białej,to nie mogło zabraknąć tegoż miasta w planie trasy.Tutaj niby oficjalny start.Przynajmniej spotkałem prawdziwych gwiazdorów,którzy szczegółowo objaśnili mi trasę na "globusie Polski"... Poranny klimat Skoro wszystko już wiem,czas ruszać w stronę Krakowa.Może trochę bez sensu,ale wracam w stronę Bestwiny i jadę utartymi ścieżkami tak daleko,jak znam.Tak docieram w okolicę Zasole i dalej kieruję się do drogi nr 949.Ponoć przyjazna rowerzystom - info z google maps.Początkowo nawet ok,bo i płasko i równo,ale później zaczynają się podjazdy i to niektóre sporę! Mogą mocno wypompować,a przecież to dopiero początek trasy... Jeden z nich miał coś 2 km.To wystarczy,żeby wypompować trochę energii... Cały czas się jedzie góra-dół,aż do Przeciszowa.Ciekawe,bo wcześnie pan Googl tego nie pokazywał! Oby dale było lepiej.Przecież rzeka nie płynie góra - dół... Dojechałem do głównej drogi nr 44.Mimo weekendu i wczesnej pory,ruch bardzo duży i już wiem,że tu długo nie zabawię.Dość szybko mijam to miejsce i ruszam w bok.Po drodzę "Energylandia" Niestety,dalej nie znam trasy i muszę bazować na miejscowych oznaczeniach,lub GPS.Tu pojawia się problem,bo oznaczenia marne i zaczynam się gubić.Nie jest źle,ale kluczę w jedną i w drugą stronę,czasem wracając,bo błąd,a czas leci.Cóż,frycowe... Ale mimo to,jazda idzie sprawnie.Co jakiś czas kolejne niespodzianki: a to klimatyczna trasa między stawami,a to prom przez rzekę.Denerwuję jedynie "burki" - atakujące rowerzystów małe psy,których wyjątkowy wysyp w tym rejonie.3 punkty
-
cz.2 - wjazd do Krakowa Przeprawa promowa nie jest długa,wręcz dziwię się,że tu jakiś lekki mostek nie postawią,ale ja się nie znam. Dalej olałem jakiś oznaczony szlak,bo te ciągle pojawiają się i znikają - tak z doświadczenia.Chyba to był błąd,ale przynajmniej udałem się do znanej mi bardzo dobrze drogi.Jeśli dobrze pamiętam oznaczenie,to nr 780. Niestety samochodów tu sporo,ale długo nią nie jechałem,bo spostrzegłem piękną,asfaltową drogę na wałach.Od tego momentu jazda była czystą przyjemnością. Tą trasą docieram na przedmieścia,gdzie wszędzie i w każdym kierunku wiodą dobrze utrzymane ścieżki rowerowe.Ja bym powiedział nawet drogi,bo ścieżki to takie "popierdułki" są... Dość szybko docieram do centrum i tu pierwsza ciekawa atrakcja.Jak będę następnym razem,to na pewno skorzystam! Nie ma w Krakowie żadnej wieży widokowej,czy jakiegoś drapacza chmur,to jest coś takiego: Dalej pojeździłem sobie wzdłuż Wisły,bo to niewątpliwie jedno z najlepszych miejsc dla rowerzystów.Sporo tu pływających restauracji,czy też różnej maści statków wycieczkowych.Ale przy tym upale to najchętniej bym do wody wskoczył! Dalej jazda na starówkę.Najfajniejsze jest to,że dla rowerów nie ma tu żadnych zakazów.Jeździć można wszędzie,a drogi są wyraźnie lepsze niż przy ostatniej mojej wizycie.Mam też wrażenie,że odnowiono wiele budynków,jakoś tak wypiękniał ten Kraków. Najciekawsze jest to,że język polski jest w zdecydowanej mniejszości! Najczęściej słyszę niemiecki,później węgierski,czeski,słowacki (choć te dwa trochę trudno rozróżnić...),dopiero dalej angielski.Sporo też Azjatów.Kraków stał się prawdziwą światową metropolią.3 punkty
-
Jestem za pozostawieniem pamiątkowego odcinka Mullera, Pozdrawiam. Ale nie za zaprzestaniem modernizacji tego ośrodka. Góral2 punkty
-
Ja podpisuje się pod tym jak najbardziej2 punkty
-
Z tym Jurgowem to chyba nie zbyt porównanie... Chyba bardziej pasuje tu Czarna Góra. Jurgów od Białki to kawał drogi a Biła od TMRu niemal rzut beretem. Mam wrażenie, że Nowy Beskid będzie bardzo dobrym stymulantem cenowych zapędów Słowaków. Gdyby udało się w to wpleść Beskidek (ale się nie da póki stok ma zylion właścicieli) to byłaby bajka. No i do tego Nowy COS... Widać tu niemrawe ale jednak działanie kompleksowe. Wciąż to mrzonka ale jakby w to weszła Brenna i Szyndzielnia to będzie nie do pobicia w skali kraju.Zobaczcie ile dałby jeden wyciąg (krzesło lub gondola) łącząca Parking przy COS z Beskidem. Zakładając, że powstanie kanapa łącząca Małe Skrzyczne z Dużym, ten jeden wyciąg otwiera "okno na świat". Po pierwsze połączy oba duże ośrodki z Beskidem i Beskidkiem, po drugie umożliwi połączenie z Brenną (nawet przy obecnej infrastrukturze!) po trzecie poprzez Beskid otworzy drogę w kierunku Klimczoka i Szyndzielni. Wystarczyłaby dobra nawet niewyprzęgana czwórka. Obsłużyłaby ten rejon także latem. Zaznaczono na żółto zielono.2 punkty
-
Warka - Góra Kalwaria, czyli Pilicą i Wisłą z Wiosłem. Cz. 2. Pokonujemy z Paulą fragment pustyni... ...a Chłopaki już na wodzie: Walczymy z wiatrem, falą i staramy się płynąć w głównym nurcie rzeki by dzielący nas od mety dystans, pokonać jak najszybciej. Co jakiś czas mijamy powalone drzewa, naturalne budowle na środku wody - są one z reguły ostoją tutejszego ptactwa. Wisła czaruje...i całe szczęście, że mamy, tuż obok siebie kawałek dzikiej i nieujarzmionej wody. Można się zachwycać i przy każdej mijanej wysepce planować przyszłe biwaki oraz nocne zasiadki na suma w otoczeniu gwiazd i ogniska. Czy gdzieś jest koniec? Czasami wydaje się nam, że tego końca nie ma... Bezludne tereny: ...z wodą walczą okoliczne drzewa - przegrywają tę walkę: Kończymy spływ na betonowej główce w pobliżu mostu drogowego w Górze Kalwarii - tu pojawiają się ludzie, cywilizacja. Przepłynęliśmy 35 km. Z pewnością wrócimy na Wisłę... ...z pewnością z namiotami, sprzętem biwakowym, wędkami i z apetytem na kolejną przygodę. pozdrawiam marboru2 punkty
-
Warka - Góra Kalwaria, czyli Pilicą i Wisłą z Wiosłem. Cz. 1. Plan spływu Warka - Góra Kalwaria chodził nam (mi i kolegom), od dawna po głowie - nie wyszło wcześniej, bo pogoda, bo obowiązki, bo wiele różnych przeszkód. W Boże Ciało wreszcie się udało. Wszyscy wolne, pogoda wyśmienita, początek długiego weekendu, cały dzień przed nami a woda piękna. Mapa spływu: Przygodę zaczęliśmy w okolicach mostu kolejowego w Warce. Szybkie dmuchanie pneumatyków... radomska flota się nieco rozrosła - hahaha pasje zarażają :happy: Trzy Seawavy - w tym dwa z pokładami jednoosobowymi i z pojedynczą załogą - ekipa; Expat, Jacek, Paula i Ja. Humory dopisują i na Pilicy jesteśmy zaraz po 9tej. Otwieramy piwka i wypijamy symboliczny toast za dziewicze wodowanie jednostki Jacka. Sprzęt z pokładem "jedynką" jest super zwrotny, szybki a na dodatek ma olbrzymią moc załadunkową - jako kajak wyprawowy Seawave wydaje się być doskonałą jednostką. Zaliczając odcinek z Warki do ujścia...mogę śmiało powiedzieć, że mam w swojej karierze kajakarza zaliczoną prawie całą Pilicę...no może brakuje mi jeszcze do przepłynięcia dwa małe fragmenty - cóż, będzie trzeba uzupełnić te "czarne plamy" - w każdym bądź razie, rzeka jest być może i nudna ale z całą pewnością, woda, otaczająca przyroda, doskonałe towarzystwo powodują, że dzień jest wspaniały. Co kilkaset metrów, na meandrach pojawiają się wypłycenia i malownicze plaże. Płynąc trzeba uważać, by nie władować się na mieliznę - chwila nieuwagi i trzeba wysiadać z kajaka i go albo pchać, albo ciągnąć. Takie miejsca doskonale nadają się na przerwy w wiosłowaniu i rozprostowanie kości. Czas mija szybko i po minięciu mostu drogowego na trasie Sandomierz - Warszawa kończymy Pilicę wpływając na królową polskich rzek. Takie połączenie dwóch sporych cieków wodnych, to doskonałe łowisko wędkarskie. Wisła, to zupełnie inna kategoria...waga ciężka. Widoki po horyzont, woda, niebo, piasek - dzikość. Z wody, płynąc środkiem pośród fal, na wietrze dopiero dociera do człowieka jaki to ogrom i siła. Robimy przerwę obiadową na jednej z łach. Taka oto sytuacja: Chłopaki w jedynkach odpływają pod prąd i lądują nieco wyżej niż ja z Paulą. Nim do nich dochodzimy na piechotę - ognisko jest już prawie gotowe. Jemy kiełbaski i cieszymy się jak dzieci, że jesteśmy w miejscu praktycznie niedostępnym z brzegu. Ponieważ wiatr jest z tych wmordewindowych, zbieramy się po przerwie i szybko płyniemy dalej.2 punkty
-
Jestem ZDRUZGOTANY !! Durny kto kraj, który o zabytki nie dba !2 punkty
-
Mój podpis jest oczywisty. Paweł Taraszkiewicz / Gdańsk Także jestem za modernizacją COS i SON ale z głową, nie po bandzie! Jeśli chodzi o SON to na razie wiem tyle, że pozostaje krótki Julian (KWK- Transporta z bramowymi podporami). I o niego będę walczyć w następnej kolejności. Tu będzie dużo trudniej bo TMR to nie państwowy podmiot jak COS. Na szczęście p. Hlavaty zna smak i wartość historii.1 punkt
-
Mój podpis macie na bank Trochę, jak się na to wszystko patrzy to się łza w oku kręci Tapatalkiem1 punkt
-
Hehe ta mapka wygląda, jakby Skrzyczne było jakimś Kozim Wierchem albo inną Świnicą1 punkt
-
Maciek, zmień opony na węższe i bardziej "asfaltowe". Są takie z gładkim paskiem po środku bieżnika. Ja tak zrobiłem bo po błotach i piachu i tak nie jeżdżę,( no może okazjonalnie),i jestem zadowolony.1 punkt
-
Toś się johnny zawścig! Taki dystans to już jest coś! Dzięki za relację. Kraków zawsze działa na mnie, ostatecznie spędziłem tam piękne 5 lat swojego życia. Co prawda nie miałem wówczas tam roweru ( Jaguar stał opuszczony w piwnicy!!!zgroza), a bruki szlifowałem pieszo! Pozdrawiam i widzę,że po tych 225 km to Tobie potrzeba 3 rowery; szosówkę, trekingowo-mtb, no i ten z pełną amortyzacją!:smile:1 punkt
-
Od B-B to w linii prostej niecałe 100 km na wschód. Z Warszawy dojedziesz drogą nr 7,albo "Gierkowką" i dalej autostradą nr 4. Polecam zwiedzić,jak nie byłeś. Niewatpliwie ładne miasto. Bywałem tam setki razy,a to z powodu rodziny,a to w sprawach zawodowych,ale ostatnio Kraków jakby bardzo wypiekniał. Również pozdrawiam.1 punkt
-
Cześć Johnny fajna ta relacja z wyprawy do Krakowa, tylko jedna kwestia... Bielsko oczywiście znam ale ten Kraków... jaki to kierunek bo miasto ładne a chyba nie byłem? Pozdrowienia serdeczne1 punkt
-
jak dobrze pamiętam, to Wisła wymieniana była w tym kontekście w formie żartu i marzeń. Tak na serio jedyną 'realnoscią' może być połączenie z Brenną, ale już raz próbowano z kiepskim skutkiem. Być może warto odgrzebać koncepcję SkiAreny Solisko i po odchudzeniu tych tysięcy m3 betonu spróbować powalczyć..... Reszta? trzeba by mieć siłę przebicia czołgu lub (jak dawniej bywało) wparcie KW PZPR i Ministerstwa Górnictwa.... :-) :-) bez których działania w dawnych czasach TMR nie miałby teraz czego kupować. Poza tym TMR też na razie 'przygotowuje inwestycje'... i obiecuje... Tak sobie tylko marudze... młodsi niech marzą. pozdrawiamM1 punkt
-
1 punkt
-
Za tą super relacje I zdjęcia biuro promocji Miasta Krakowa powinno dać Ci przynajmniej jakąś honorową nagrodę. Ja jako mieszkaniec tego miasta dziekuje.1 punkt
-
1 punkt
-
Maciek...a teraz sobie wyobraź, że 160 km robisz codziennie przez prawie 195 dni, dzień po dniu... Takiego wyczynu dokonał rowerem Mark Beaumont bijąc Rekord Guinnessa w samotnej podróży dookoła świata - często w ekstremalnych warunkach. Polecam Ci jego książkę "Człowiek, który objechał Świat na rowerze". Tobie, gratuluję uporu i wytrwałości w pokonywaniu kolejnych celów.1 punkt
-
Do Iłży - wyjazd prawie hardkorowy ;-) 124 km Cz. 2. Iłża rowerem zdobyta: Zdobyta drugi raz - pierwszy, to był październik zeszłego roku po ciemku, wieczorową porą. Robię przerwę na pyszne tutejsze lody, rozglądam się dookoła i jest mi dobrze. Gwar małych miasteczek, w dzień targowy jest niesamowity. Klimat miejsca pozytywnie mnie zaskoczył. Ilością krzątających się ludzi, aut, kolorów, światła - stop klatka z tamtych chwil była dla mnie esencją wycieczek w miejsca bliskie ale nieodkryte na co dzień. I Iłżanka: Czysta, wijąca się pośród zieleni, tętniąca życiem, tworząca w ten upalny dzień osobliwy mikroklimat. Jest "Ona" w kajakowych moich planach - pytanie, czy pneumatyk podoła tej wąskiej i raczej płytkiej rzece? Pewnie niedługo się przekonam. Jadę w stronę Lipska i dojeżdżam w miejsce, gdzie często bywam zimą... ...po drodze do Szwajcarii Bałtowskiej i na narty. Tym razem wybieram kierunek południe i Radom. Upał daje się we znaki ale teraz odcinek ponad 20 km mam z delikatnym wietrzykiem w plecy - jedzie się bardzo przyjemnie. Ruch samochodowy jest niewielki i mogę sobie pozwolić na długie fragmenty jazdy "bez trzymanki". Robię kolejną przerwę na 80km w miejscowości Wojsławice. Pochłaniam kolejnego loda i całą butelkę chłodnej wody, druga ląduje w pustym bidonie. Przekraczam trasę Radom - Puławy i kieruję się w stronę radomskiego kurortu. Po drodze sianokosy i mazowieckie klimaty: Setny kilometr wypada na plaży :smile: Siczki przez Iłżę zdobyte: Wracam do domu a ostatnie 20km to mordęga. Ukrop, temperatura w cieniu ok 30 stopni - to nie są dobre warunki do jazdy na takie dystanse. Kolejna dłuższa przygoda z dwoma kółkami z pewnością będzie zaplanowana bardziej rozsądnie, w taki sposób by w 100% czerpać przyjemność z jazdy. Męka na rozgrzanej smole - to nie dla mnie...ja jestem raczej zimowy ziom :biggrin: pozdrawiam marboru1 punkt
-
Z tymi górkami byłoby łatwiej przy prawidłowej diecie.Wiem jajecznica jest super ale przed wysiłkiem o charakterze wytrzymałościowym trzeba zaatakować organizm węglowodanami.1 punkt
-
Przy schodzeniu moją uwagę przykuło jedno – brak oświetlenia od górnej stacji aż do pierwszego zakrętu w prawo – poniżej widać czubki kolejnych słupów a tu będzie ciemno? Jednak po chwili - trochę niżej, chyba moje wątpliwości zostały rozwiane... Za zakrętem już oświetlenie, podłączenia do zaśnieżania i ich zasilanie stoją i czekają Schodzę w dół: a tu przed ESO moją uwagę przykuwa ogrodzony rów – ni to w kamieniach wykopane, ale na zbiorni-czek wodny i dośnieżania Buczynki to dećko chyba za małe …. Poniżej - kanapy dwie: Dawne domki – teraz już wszystko ubite i wyrównane – pasuje na parkingi1 punkt
-
Dokładnie! Jak TMR kupił SON, to miałem nadzieję, że Polacy się ruszą i będą współpracować z TMR-em w sprawie zagospodarowania okolicznych gór na trasy narciarskie. Tak jak pisałeś - Brenna, Biła, Bielsko, a nawet Wisła. Jak zwykle chodzi o kasę i łapówki na przetargi, a nie o narciarzy!1 punkt
-
Bezmózgie urzędasy niestety mają w nosie. Inwestycja TMR w Szczyrku to idealna okazja, żeby się"dokleić" i wspólnie zbudować przepiękne centrum narciarskie, największe w Polsce. Od dawna mówi się o połączeniu Szczyrku z Brenną, Biłą i poprzez Klimczok z Szyndzielnią. Jak pamiętam to jeszcze w latach 70 ten temat poruszano. Na tym forum spoglądano także w stronę Wisły i Lipowej. Wyobrażacie sobie...?? To byłaby mega stacja, kto wie czy nie jedna z większych w Europie. Ponadto w okolicach Szyndzielni są wielkie połacie ziemi mogące posłużyć jako parkingi. Do Szczyrku przez Szyndzielnię...? A czemu nie. Poniżej poruszano tu pytanie o tunel lub gondolę z Lipowej do Czyrnej. Zastanówcie się.. na czym więcej można urwać...? Na tunelu do budowy którego rozpisze się przetargi w oparciu o cwaną UOZP czy na gondoli, którą postawiłby pewnie TMR lub COS z TMRem razem. Ile "kleszczy" doczepi się do budowy tunelu i ile "krwi" z takiej inwestycji zasili ich wypasione brzuszki a komu kapnie z budowy gondolki...?? Tu jest pies pogrzebany. A jeszcze teraz w obliczu końca marzeń obecnego obozu politycznego... Przeforsują nawet połączenie wodolotem byle zanurzyć się w przepastnej, możliwie jak najdroższej inwestycji by jeszcze przez kilka lat possać.1 punkt
-
Może się narażę ale za to chamstwo jakim Byrcyn emanował tyle lat to ja bym go wywłaszczył i daleko w kosmos wysłał. Szkodnik jeden. Takich aspołecznych szkodników co to mają duży nos bo powietrze jest za darmo w naszym kraju jest wielu. Postąpiłbym z nimi bardzo radykalnie. I nie chodzi mi o to by komuś w ogrodzie na jego prywatnym terenie budować McDonaldsa ale o zwykłą przyzwoitość w obliczu konieczności wyższej lub dobra ogółu. Wyobraźcie sobie że w 1969r nie byłoby komuny a taki dziki pseudo kapitalizm jak teraz... przypuszczam, że g..o by było a nie GON a o Korbielowie czy innych ówczesnych "kurortach" narciarskich moglibyśmy sobie pomarzyć. Czasem trzeba takich "włościan" przymusić. U nas niestety nie znają umiaru. Położą wszystko na łopaty żeby się tylko do żłoba dostać. Najlepiej od razu "merol" i pałac w Magdalence. A gdzie kariera od pucybuta do premiera..? No o ale do tego to jak móiwłem, musi wymrzeć pokolenie postsovieticusów i "panów" ze słomą w butach. W Gdańsku taki jeden ''magnat'' miał chałpę która stała na pasie przeznaczonym pod drugą nitkę dwupasmowej, bardzo ważnej dla całego miasta dolotówki z cenmtrum do lotniska w Rębiechowie i tzw górnego tarasu czyli sypialni oraz obwodnicy będącej w zasadzie częścią A1. Drogę dociągnęli do jego działki i.. szlus! Szlabanik i czekajka aż się jaśnie panu odwidzi... Proponowano mu super atrakcyjny grunt z pozwoleniem na dom + pełne odszkodowanie za dotychczasową budę (wylla a'la późny Gierek) ale ''magnat'' się boczył i marudził i coraz bardziej był pazerny. W końcu u skraju 2011 roku po prostu typa wywłaszczono i wyrugowano z tego miejsca ku uciesze i uldze reszty społeczności. I chwała Bogu Najwyższemu... Teraz przynajmniej do centrum jedzie się 20 minut a nie 2 godziny jak wcześniej. Oczywiście opozycyjni radni podnieśli larum wielkie, że brzydka władza wysiudała biednego mieszkańca dając mu w zamian podłe mieszkanko w blokhauzie na peryferiach... Cóż, jakby po dobroci poszedł od razu jak mógł dostałby wielką działkę wraz z wybudowaniem domu w dogodnej lokalizacji blisko centrum. Ale nie ma tu znaczenia kto i w jakiej opozycji był wobec kogo. Ważne, że poskromiono szkodnika.1 punkt
-
Hiobowe wieści (przynajmniej dla mnie - Roch zrozumie :wink: ) donosi WP o końcu kariery Tiny Maze :eek: http://sport.wp.pl/gid,17396036,kat,1041241,title,Wybrala-studia-Urocza-narciarka-zakonczy-kariere,galeria.html Jestem zdruzgotany...1 punkt
-
SB coś tam pisał o zakupie linki.:tongue: Niby do holowania samochodu. Gdyby jednak ta plotka okazała się prawdą to będę musiał mu tę linkę zabrać.:angel:1 punkt
-
Szkoda Grosickiego,był mocnym punktem drużyny. :frown:: No właśnie,DRUŻYNY! Muszę przyznać,że w drugiej połowie faktycznie widziałem grę zespołową i to przyniosło efekty. :applause: Oby dalej się tak rozkręcali! PS.Pamiętam jak się napieprzano z 1 miejsca w grupie po pierwszym meczu z Gibraltarem... :wink: No i nadal jest pierwsze!1 punkt
-
Cześć Fajna gra, parę wyjątkowo pięknych akcji indywidualnych - naprawdę z przyjemnością oglądałem oba mecze. Żal dupę ściska jak się czyta niektóre posty jednostek na skraju załamania nerwowego. Pozdro1 punkt
-
Super wynik...Lewy w końcu pokazał się jako prawdziwy lider... Super się udało,tyle i nie chce narzekać ale obrona /pomoc nie potrafiła wymienić 4-5 podań... Do 60 minuty nie oddaliśmy strzału na bramkę... Kolejne drużyny tak pudłować nie będą Czekam do wtorku i liczę na dobry mecz ze Szkotami ...1 punkt
-
Te, znalazł się "zgaduj - zgadula":wink: W piątek byliśmy na imieninach, no i jak się trochę już wypiło to to koło 23 chłopy się skrzyknęły, że robimy zakłady po dychu od łepka i obstawiamy wynik. Postawiłem odpowiednio do tego jak mnie to interesowało i na ile liczyłem, ale z wiarą, nadzieją i miłością - 13:12 dla naszych. Dużo nie brakło :tongue: Niezmiennie - poziom meczu mizerny, szczęście wielkie, wynik chwalebny. Toż to chyba nasz drugi największy w historii triumf nad Niemcami po bitwie pod Grunwaldem :biggrin:1 punkt
-
Nie wiem co wy chcecie od meczyku. Graliśmy z mistrzami świata. Zdziesiątkowani czyli bez 3 zawodników? Khedira, Shweinsteiger , Ozil (Reusa nie liczę bo bez niego mistrzostwo zdobyli). Może spodziewaliście się mega fantastycznych sztuczek? Ale przypomnę jeszcze raz, graliśmy z mistrzami świata. A w meczu widzieliśmy umiejętne blokowanie cudownie wyćwiczonych akcji, fantastyczne interwencje GK, zaangażowanie i w końcu kontry po których cieszyliśmy się jak dzieci. Narzekacie na poziom meczu, ale niech zgadne, przed meczem typowaliście 0-4 dla Niemców?1 punkt
-
Oglądałem od pierwszej bramki. Jeszcze wczoraj w południe po tym jak nagłaśniano, że Niemcy są zdziesiątkowani, twierdziłem, że choćby wystawili trzecią drużynę to i tak nam dokopią. Pomyliłem się. I bardzo się z tego cieszę. Chociaż mecz jak Soczek napisał do kitu. Pozdrawiam.1 punkt
-
Nawet ja oglądałem.:eek: Dacie wiarę? Nie należę do fanów piłki kopanej,ale czegóż to człowiek z nudów nie robi.:cheerful: Pewnie Stadion Narodowy zatrzymał w sobie ducha szczęścia,tego z siatkarskich MŚ.:laughing: Wygraliśmy i chwała za TO!!! Trzeba jednak przyznać,że bramkarz zrobił swoje. A Podolski nie zrobił tego co wydawało się nieuchronne.Myślałem,że poprzeczka pęknie. Najzwyczajniej mieliśmy więcej szczęścia,bo mogliśmy przegrać co najmniej kilkoma bramkami.1 punkt
-
1 punkt
-
Wróciłem z urlopu z Karkonoszy. Wyjeżdżając na Kopę pod Śnieżką i na Szrenicę pomyślałem, że można by tam zawitać na dłuższy (tygodniowy) pobyt narciarski, ale (niestety :laughing:) za ''płotem'' (20 minut jazdy) mam Beskidy, a dodając kilka godzin (do potrzebnych na dojazd do Karpacza) - Alpy. Tak więc pozostało mi podziwianie Karkonoszy bez śniegu. Byłem tam ostatnio kilkanaście lat temu i nie mogłem pochodzić po czeskiej stronie i w tym sobie to ''odbiłem'' - Labska i Lucni Bouda ''zaliczone'', a z nowości - Czesi budują nową kolej na Śnieżkę.1 punkt
-
Byłem w tym roku na Szrenicy zimą mimo ,że jestem ze Śląska ,opłacało się trasy na stół ,idealną pogodę trafiłem a dodatkowo droga z Gliwic super 3 godz.jazdy a wyjechałem 0 17 z domu w czwartek do niedzieli włącznie.Nie żałuję ,znakomite baardzo długie trasy ,urozmaicone z przepięknymi widokami ,czarna była nieczynna ale w niczym mi to nie przeszkadzało ,idealne miejsce na 2 dni .Super start nowym szybkim 6 osobowym krzesłem a potem część orczyków ,część starszych krzesełek ogólnie bardzo urozmaicone.Z tą Austrią to bym nie przesadzał ,zależy gdzie określiłbym to jako mała Austria a trasy to na pewno były nie gorzej przygotowane a może i lepiej ,to co nie opłaca się za 3h być na weekend i kwatery tańsze i Euro nie muszę mieć ,trzeba być i tu i tam jak widać naprawdę mamy w kraju fajny ośrodek.Szklarska Poręba trochę nie inwestuje ,odrapane domy,paskudne centrum ,marne małe płatne parkingi ale to wina włodarzy miasta ,mając takie rejony turystyczne ,imprezy jak chociażby Bieg Piastów taki gnój za przeproszeniem i kompletny brak organizacji w centrum pod wyciągami świadczy o nich ,doją do bólu i nic z siebie nie dają ,po najmniejszej linii oporu ,zero ułatwień lub inwestycji bo na Szrenicy inwestują ,są plany na dalszą sukcesywną modernizację tras i wyciągów ale to właściciel Austriak a nie miasto ,które z podatków i turystów czerpie garściami .Pozdrawiam1 punkt
-
FIS jest zamkniety ze względu na to, że władze parku nie wyraziły zgody na jego otwarcie (oficjalnie za mało śniegu, w tym roku było go ponad metr na tej trasie)1 punkt
-
Skitury zdecydowanie tak, za punkt wypadowy proponowałbym jednak Odrodzenie a nie Samotnię. Rzut beretem na czeską (zdecydowanie przyjaźniejszą narciarzom) stronę. Do tego do Spindla na nartach piękny zjazd powrót skibusem za 7 zł. w Samotni strażnicy co krok a dobrych do zjazdu terenów brak (tych na szlakach). Na Szrenicę też nie tak daleko więc można połączyć foczenie z jakimś wyciągowym śmiganiem. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Panowie chyba nie chcecie mieć tłoku na stoku bo bardzo zachęcacie na odwiedziny zimą Karkonoszy myślę że jak nie stoki to chociaż skitury a nie ukrywam chciałbym zobaczyć Samotnie zimą1 punkt
-
Tez odwiedziłem w tym roku Karkonosze i również "zaliczyłem" Śnieżkę i Szrenicę. Ciekawe góry chociaż jednak bardziej urzekają mnie Tatry oraz Babia Góra . Najbardziej przeszkadza mi dostępność tych 2 szczytów ze względu na kolejki które wwożą ludzi prosto na szczyt. Śnieżka: Poszliśmy z żoną czerwonym szlakiem Doliną Łomniczki do Domu Śląskiego potem Śnieżka a schodziliśmy czarnym przez Biały Jar (byłem ciekaw jak wygląda kocioł w którym była największa tragedia lawinowa) a potem do Domu Studenckiego i Samotnii (najpiękniejsze schronisko w Karkonoszach) i na dół do polany tam odbiliśmy na żółty do Pielgrzymów i wróciliśmy z powrotem żółtym i niebieskim pod Wanga. Trasa fajna 23km 1100m przewyższeń czas marszu ok 5,5h +odpoczynek/zdjecia/delektowanie się górami . Czesi rzeczywiscie budują kolej gondolową z tego co znalazłem info to mają otworzyć w marcu 2014r pewnie będzie obsuwa i otworzą na koniec 2014r. Kanapa na Kope to jedna wielka porażka a szkoda bo fajne warunki może jak teraz jest nowa podgrzewana 6 Biały Jar to wkońcu wymiania na Kopie ten skansen? Szrenica: Wchodzilismy czerwonym na Halę, a z szczytu zielonym do schroniska Pod Łabskim Szczytem i w doł zółtym i później zielonym trasa dużo krótsza 15km 725m przewyższeń 4h marszu +odpoczynek/zdjecia/delektowanie się górami. Narciarsko fajnie wygląda dużo tras ciekaw jestem czarnej . Myślę że odwiedze Karkonosze w zimie chociaż raz w życiu , ale zrobie to jak Czesi oddadzą gondolkę na Śnieżkę do użytku1 punkt







