Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
01.05.2016 - 01.05.2016
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 01.05.2016 uwzględniając wszystkie działy
-
Wczoraj szkoda było takiej pogody zmarnować i choć już miałem zakończony sezon turowy, to postanowiłem zrobić zakończenie jeszcze raz (ale coś mi się wydaje że to jeszcze nie koniec, bo już są plany na kolejny wypad :biggrin:) w Ziarskiej Dolinie. Z parkingu do schroniska dostaliśmy się rowerami ze sprzętem na plecach, do którego prowadzi droga asfaltowa z nie za dużym przewyższeniem, więc spokojnie mogę polecić ją na wycieczki rowerowe i piesze rodzinne, tym bardziej że na końcu jest całkiem sympatyczne Ziarska ChataNasz trójca biorąca udział po koleji Filip, Rafał 1, Rafał 2 :smile: Droga w stronę schroniska, sprzęt trochę ważył i czasem trzeba było podejść z buta I przy schronisku mała przerwa na kawę i herbatkę z rumem :smile: Tutaj na wysokości 1280m.n.p.m. zostawiamy rowery i dalej już z buta udajemy się w kierunku Ziarskiej Przełęczy CDN11 punktów
-
Szlakiem w kierunku przełęczy szliśmy do wysokości 1650m.n.p.m. tam właśnie założyliśmy narty i po krótkiej przerwie zaczęliśmy foczyć. Cały czas towarzyszyło nam słońce bezwietrzna pogoda i niesamowite widoki jak pewnie każdemu będącemu wczoraj w górach. W końcu po niespełna 4h i 9km dotarliśmy na przełęcz, tutaj podejmujemy decyzje co robimy dalej do wyboru Rochacz Płaczliwy lub Baraniec decyzja zapadła robimy ten pierwszy a potem idziemy w kierunku drugiego bo z daleka dojrzeliśmy piękny teren do zjazdu. i widoki z przełęczy z przełęczy w kierunku Szczytu R. Płaczliwego szlak jest już wyraźnie stromszy ale nie długi, pokonane go zajmuje nam trochę ponad pół godziny, pod samą kopułą szczytową śnieg jest już na tyle wytopiony że było konieczne przenoszenie nart niestety dolina to wystawa południowa i trochę szybciej tam śnieg schodzi.Plecaki zostawiliśmy na przełęczy i na lekko do góry. jeden cel zdobyty 2125m.n.p.m. :biggrin: i panorama ze szczytu CDN10 punktów
-
Zjazd z R.Płaczliwego okazał się bardzo przyjemny jedyne co trzeba bardzo uważać na wystające kamole co czasem się nie udawało bo skubany był schowany centymetr pod śniegiem ale na szczęście obyło się bez strat w sprzęcie i ludziach. coś tam kręciliśmy kamerą jak kolega Filip poskłada to uzupełnię relacje ze zjazdów o film po szybkim zjeździe na przełęcz ruszamy w kierunku Barańca jednak nie jest on naszym celem, tym razem dochodzimy na Smrek skąd rozpoczniemy zjazd. Sam zjazd robiliśmy dość stromym i szerokim żlebem na przemian z karbem zbocza w miejscu gdzie najbardziej w naszej opinii był on bezpieczny, ponieważ przy podejściu na przełęcz sporo widzieliśmy obsuwów lawinowych w różnych miejscach. Udało nam się zjechać do wysokości 1500m.n.p.m. resztę już z buta z nartami na plecach.przybliżona trasa zjazdu fota nie oddaje wszytkiego ale lepszej nie mam taka mała lawinka napotkana przy trawersie w stronę schroniska i dalej już na piechotę :frustrating: Tyle z mojej strony dawno nie pisałem relacji więc jest jak jest, a teraz siedzę w domu bo zapomniałem kremu z filterme i teraz wyglądam jak pomidor.Polecam wybrać się do tej doliny co prawda jest trochę daleko tyle co na Chopok ale bardzo fajne miejsce do spędzenia wolnego czasu i jedyne gdzie można do 15 maja na Słowacji legalnie skitury uprawiać co prawda tylko dwa warianty tras do zjazdów ale z naszego doświadczenia nikt nikogo tam się nie czepia, a w schronisku wręcz zachęcają żeby tu czy tam sobie wyjść i zjechać.pozdrawiam Rafał9 punktów
-
W akcji Boguś Niestety podczas kończącego narciarskie zabawy zjazdu przytrafił mi się niechlubny wypadek. Na niewielkiej prędkości wjechałem na śnieżną deskę. Obróciło mnie tyłem do stoku i poleciałem na plecy. Niestety pięty nart skrzyżowałem i upadając nie zdążyłem dociągnąć prawej narty do lewej (wyszedł mi styl V) i w tym momencie prawe kolano przeszył duży ból. Trwało to ułamek sekundy i kiedy czułem, że zaraz trzaśnie coś w kolanie... w ostatniej chwili zadziałało jednak wiązanie. Markery uwolniły jednak mój prawy but z narty. Markery to wiązania które towarzyszyły mi niemal w mojej całej narciarskiej karierze (poza nielicznymi wyjątkami - obecnie kupuję narty z wiązaniami firmowymi producenta nart). Myślałem, że to koniec jazdy dla mnie (pierwszy raz w 51 letniej zabawie w narciarstwo). Kolano jednak dalej bolało, do tego coś się zepsuło w narcie - wiązanie i skistoper. Podjechał Jacek naprawił mi nartę i po chwili próbowałem zjeżdżać na nartach w dół. Zamiast jazdy był to jednak w zasadzie ześlizg do stacji pośredniej. Wszyscy terroryści mnie ubezpieczali (dzięki) aż do samej stacji. Na stacji pośredniej (będąc chyba jeszcze w szoku) wsiadłem do gondoli, jednak zamiast jechać na dół, kolejny raz zasuwałem do góry. A mieliśmy być pod tunelem przed 16.20, bo kolejny pociąg o 17.20 dopiero. Reszta grupy zjechała na dół czarną S-5. A mnie nie ma. Niestety wszyscy byli w plecy o godzinę. Nikt jednak nie miał do mnie o to pretensji (kolejny raz dzięki). A że to terroryści doskonali, to kiedy wreszcie dotarłem na dół, czekał na mnie worek z lodem, pomogli mi ściągnąć but narciarski i obłożyli prawe kolano lodem. Niestety w przeciwieństwie do Janka na Kasprowym, na szczęście zrobili to co najważniejsze w takiej chwili, teraz już zawsze będę wiedział co w takim momencie należy zrobić. Niestety co dalej z nartowaniem - dla mnie niewiadoma, wracamy do bazy. Tam gdzieś pod mostem (tak naprawdę wiaduktem).... ukryta nasza baza!7 punktów
-
cz.2 - wszystkie drogi prowadzą do RotundyPorobiłem widoczki,czas się zaczaić na Jacka. Zoom mam dobry,to pewnie się nawet nie zorientuję. Już się wyłania zza śniegu i patrzcie na jakim luzie maszeruję! Tempo miał dobre: tutaj jakiegoś "leszcza"w czapeczce wyprzedza... Ale żeby "leszczowi" nie było głupio,dał mu fory,rozmawiając przez telefon. No cóż,po takim wysiłku, między kolejnymi wdechami wykrztusić jeszcze z siebie jakieś słowa? No no... No to z uśmiechem na twarzy na WZF... Udaliśmy się do Rotundy na jedzonko.Jacek owocki,ja ponownie spróbowałem Wyprażonego Syra. Porcja dobra,widoki piękne,więc tak fajnie się siedziało i na tatry patrzyło... W tym czasie Major z Małżonką ostro cisnęli na fokach. Ponieważ przy moim wyjeździe co chwilę zatrzymywali gondolę,uznali,że tak będzie bezpieczniej. Trochę im zajęło,ale w końcu wszyscy zebraliśmy się do kupy. Trochę to nasze spotkanie potrwało... :proud: Na tyle fajnie się siedziało,że nam się ruszyć nie chciało,ale w końcu trzeba wziąć się do roboty. Był pomysł,żeby zjechać na południe,ale ze względu na szybko wytapiany śnieg,zrezygnowaliśmy. Tak więc odprowadziliśmy JC,że tak powiem,a My jeszcze na Funitela i do dzieła! Teraz ludzi już mało,to i pojeździć więcej można. U góry ciągle jeszcze dość twardo,poniżej Lukovej już miękko i sztorm na stoku. Mimo to całkiem przyjemnie,tylko nieco pary brakowało.No ale na koniec dnia? Oczywiście w drodze na dół trzeba przejechać Majovą - tu ciągle dość równo,ale niesamowicie tępy śnieg.Można by na krechę jechać i prędkości by raczej nie było... Dziś dało się dojechać niemal na sam dół na Biela Put. Taką jazdę kombinacyjną to My lubimy. Dalej już z buta i pożegnanie - Major zaparkował jeszcze piętro niżej. Tutaj tak ciepło,że włożyłem krótkie gacie do samochodu i klima na full!Powrót...Ledwie wyjechałem a tu Jacek dzwoni - znowu Policja łapie tam gdzie to opisywałem.Niby nie ma o czym pisać,ale trochę zabawna sytuacja była. Otóż od pewnego czasu jechało za mną jakieś Audi na słowackich numerach. Kiedy ja wzorowo w terenie zabudowanym,on niemal chciał mnie w powietrzu przeskoczyć. Kiedy wyjeżdżałem po za miasto,jadąc 90 - 100 km/h,Audi znikało,jakbym jechał Ferrari. Kiedy dojechałem do kluczowej miejscowości,pomyślałem,że owo Audi mnie dojdzie i tak się stało. Wiedziałem,gdzie będą celować,więc bezwzględnie nie przekraczałem prędkości. Audica gaz,a 300 metrów dalej lizaczek... :tongue: Czemu o tym sobie napisałem? Trudno mi zrozumieć gościa,który tak się niby spieszy,ale jak może legalnie pojechać szybciej,nie korzysta z tego,ale jak jest 50 to ciśnie... Zrozum tu Słowaka,jak pisał Jasiek. :proud: Oczywiście info o patrolu puściłem dalej do Majora,bo podejrzewałem,że jedzie kawałek za mną.Mam nadzieję,że bez przygód.Na koniec dzięki Jacek,Major i Justynka za spotkanie,wspólnie spędzony dzień na nartach i nie tylko. Szkoda,że takie piękne dni tak szybko się kończą. Pozostaje czekać na następne. Może za tydzień?Pozdrawiam.Johnny7 punktów
-
Co prawda to jeszcze kwiecień,a właściwie ostatni dzień tegoż miesiąca,ale też początek weekendu majowego. Wariantów było kilka,ale ze względów technicznych zdecydowałem jechać na Chopok. Jasiek niestety nie mógł do mnie dojechać,Moloo dostał zbyt późno ode mnie "esa".Ale cóż,ja też byłem późno w domu. Tym razem postanowiłem się nie spieszyć nadmiernie,bo źle się wstaje o 4 rano,kiedy idzie się spać po północy. Na szczęście się zwlekłem i nawet o rozsądnej porze. Na miejsce dojechałem 8.20 - niby idealnie,ale ten wygodny parking wypełniony na full! Nawet małe autko nie szło wepchnąć.Trudno,udałem się piętro niżej. To mnie nie martwiło,bardzie była obawa o ilość szusujących. Jest strasznie ciepło,przynajmniej w słońcu,więc lekki ubiór. No to na pierwsze krzesełko i do góry. Na Biela Put biało i to na tyle,że teraz jeszcze by tu spokojnie zjechał. Krzesło "wygwizdów" chodziło,więc szybka decyzja i grzeję do niego. przy okazji niezłe zdziwko - śnieg zmrożony! Następne przy krzesełku - narty ściągamy. To można przeboleć,ale kiedy orientuję się jak ono wolno jedzie,to nieco mina zrzedła... Zeskoczyć się nie da,więc pozostaje podziwiać widoki.Pierwsze spojrzenie i wygląda to nieźle.Śniegu na trasie nie brakuję,nawet tam gdzie tydzień temu już go nie było.Co lepsze,jest bardzo twardo! Warunki dla GS a nie szerokich łopat. Próbowałem też nieco po za trasą,ale tam lodoszreń,przynajmniej na początku. Pozostaje sprawdzić krawędzie łopat. jestem pod wrażeniem,więc Funitelem do góry. W tym momencie nie ma jeszcze kolejek,a gondole jeżdżą na wpół puste. To dobry moment,że rozejrzeć się za JC,bo dostałem wcześniej wiadomość,że jedzie na toury. Niestety tutaj jest ich tylu,że trudno zgadnąć który to. Przy zjeździe zwalniałem,bądź nawet zatrzymywałem się przy każdym,który mógł być potencjalnie Jackiem. Niestety nie dopatrzyłem. Za to sporo fajnych,uśmiechniętych dziewczyn... Później się "zesemesowaliśmy". Ale może jeszcze o warunkach - na górze to już w ogóle beton! Oj,pojechałoby się na takiej gigantce. Co lepsze,praktycznie nie ma wiatru,co tu jest rzadkością. Pogoda wzorowa! Później umówiliśmy się w knajpie i ja w dół,a Jacek do góry. Niestety musiałem zrobić mały Pit-Stop,bo coś mnie lekko w brzuchu bolało. Poszedłem na małe pifko. W tym momencie słyszę,że kolejka będzie nieczynna i prosimy korzystać w tym czasie z innych urządzeń. Zaraz,zaraz,tylko co zostało??? Patrzę na krzesło "wygwizdów",a to stoi. Pozostaje więc Biedronka i ewentualnie hardkor na Biela Put. Czekam więc i przy okazji odnajdujemy się z Majorem. W tym momencie szlag mnie trafiał,że nie zabrałem fok. Co najmniej jakby ważyły 500 kg i zajmowały 3/4 samochodu. A tak często się walały w bagażniku... Na szczęście mamy plan awaryjny - można przytroczyć narty do plecaka i cisnąć z buta! :applause: Trochę mnie to przerażało,bo przy dole śnieg już grząski się robił,a do tego waga nart. Może kogoś poprosić o pomoc? Może tego? Kiedy już prawie byliśmy gotowi do drogi,otwarli drzwi i Funitel ruszył! na początku ospale,jak w tej bajce o lokomotywie,żeby nabrać rozpędu i już szło. Uff! Można ruszać dalej do boju,choć był plan,żeby teraz na południe zjechać. Dostrzegam jednak Jacka z gondoli i to przy górze,więc postanawiam trochę widoczków uwiecznić i zaczekać. Rozczaruję Was,to jeszcze nie koniec relacji...6 punktów
-
W poszukiwaniu Wielkiego ŁuguW rezerwacie Miodne, między Radomiem a Zwoleniem, byliśmy już trzy razy na rowerach. Niestety, każda z tych wypraw okazywała się porażką. Dlaczego? Ponieważ nigdy nie udało nam się odnaleźć Wielkiego Ługu. Czym on jest? Największym bagniskiem Puszczy Kozienickiej i zarazem największym zbiornikiem wodnym prawie 100 hektarowego Rezerwatu Ługi Helenowskie wchodzącego w skład Rezerwatu Miodne. Skąd wcześniejsze porażki? Ano stąd, że oznaczeń w samym lesie jak na lekarstwo...a właściwą drogę wśród setek dróg leśnych odnaleźć niezwykle trudno.Początek naszej podróży, to wiele chmur i niewiele słoneczka.Wjazd do Puszczy Kozienickiej i mazowieckie klimaty: W samym lesie mrok i wilgoć.Zagubiona gdzieś w środku boru myśliwska ambona: Jedziemy po mapie, jedziemy niby zgodnie z zapisanymi na kartce wskazówkami a docieramy nie do tego Ługu......nie żałujemy - odnaleziony Ług, nosi nazwę Okrągły i jest niezwykle piękny. Wracamy na asfalt i szukamy na czuja innej drogi leśnej.Druga próba i bingo!Tuż przy zarośniętym trakcie zauważamy Wielki Ług Helenowski. Droga nie jest prosta. Co chwilę napotykamy na przeszkody......powalone drzewo: Wędrujący pomiędzy bagniskami strumień przez który, należało przeprowadzić rowery. Czysta woda, śpiew ptaków i charakterystyczny zapach torfu... Docieramy na miejsce.Niestety droga do platformy widokowej na Wielkim Ługu jest zalana - mimo wielu prób obejścia podmokłego terenu - suchą nogą nie da się przejść.Musimy poczekać na porę suchą. Podejrzewam, że późnym latem będzie można powtórzyć wycieczkę - drogę przecież już odnaleźliśmy i znamy. A wygląda to mniej więcej tak... Przyroda tego miejsca czaruje swoją naturalnością. Bagno jest bajkowe, groźne ale również niezwykle urodziwe. Żegnamy Rezerwat Miodne - wiemy, że tu, w tym sezonie rowerowym wrócimy. Kilka ciekawych miejsc, niezwykle urokliwych wciąż na nas czeka... Wracamy do domu a dookoła mazowieckie, nizinne klimaty. Kończymy jazdę z wynikiem ok 60 km. Jak na 5 dzień na rowerze w tym roku - jest ok.pozdrawiammarboru6 punktów
-
Pogoda jaka była w Sportgastein nie pozostawiła nam wyboru (i bardzo dobrze). Oczywiście wszyscy rzucili się poza trasy na off piste. A jak off piste, to w rolę naszego przewodnika przeistoczył się....... tyrański,katowski, krwawy, nieczuły,bestialski,bezwzględny i nieugięty...... Wujot. Sama jazda była fantastyczna, szkoda, że tylko do 16. O trasach w Sportgasteinie nic nie potrafię powiedzieć, działała tylko jedna gondola, ale każdy zjazd był inny (i oto chyba chodzi). Co tam wszyscy wyprawiali trudno opisać, ale zapewne bawili się świetnie. W akcji Wujot W akcji Jacek W akcji Tomek6 punktów
-
Jeszcze obiecany film Filipa, co prawda skrócił go na ile się dało bo nie wszyscy wytrzymają oglądanie ponad 5 minut:biggrin: [video=youtube;ytriszI_Zqw] pozdrawiam Rafał5 punktów
-
Na niedzielę narto-terroryści przygotowali małe zmiany. Ich szef JuerkByd odpalił dwukołową rakietę i pognał gdzieś do Włoch. Musi być niezły twardziel, bo pogoda zapowiadana na ten dzień miała być bardziej zimowa niż wiosenna. Zrobił ponad 400 km i zwiedzał nawet Cortinę d,Ampezzo. Za kierownicą naszego czerwonego bolidu usiadł chodzący własnymi drogami Aras znany też w światku terrorystów jako Fikol. Na stoku widywany jest w kurtce Ski Team Austria (co zapewne też coś znaczy). Aras ponownie zawiózł nas w miejsce sobotnich tortur. Mogliśmy popodziwiać widoki z parkingu w stronę lodowca i okolic. Wydawało się, że pogoda fajna i niezła widoczność. Austriacy widząc jednak busa terrorystów i bojąc się, że przeoramy znowu ich narciarskie piękne pola, zamknęli wszystkie wyciągi i mogliśmy się tylko oblizać na myśl o ponownym nartowaniu. Narto-terroryści są doskonale zorganizowani. Krótka narada, przeglądają laptopy, tablety, smartfony i już mają plan B. Nawracamy i przebijamy się w stronę jakiejś góry. Po zapłaceniu 34 ojro (w dwie strony) wjeżdżamy na coś takiego... Wszyscy udajemy się do wagonu piętrowego i po 20 min wyłaniamy się z tunelu po drugiej stronie góry Po wyjeździe z kolejnego (tym razem drogowego tunelu) widoki nam się diametralnie zmieniają Jacek,Tomek,Wiesiek,Boguś i zamykający auto Arek gotowi na walkę w kolejnym ośrodku Dwoma gondolami dostajemy się na szczyt Kreuzkogel - 2686 mnpm. Gondolami nieźle kiwa, ale najważniejsze, że działają. Na szczycie wita nas zimowa sceneria z małym dodatkiem wiatru...5 punktów
-
Nasz rowerowy weekend kręcił się wokół zawodów Endutotrails w Bielsku-Białej.Ja nie startowałem, ale towarzyszyłem w sobotę młodszemu synowi Marcinowi w objeździe niektórych nieznanych nam jeszcze odcinków oraz częściowo w czasie zawodów.Marek nie starował bo nie chciał ryzykować przed maturą, ale też towarzyszył Marcinowi zjeżdżając po tych samych trasach bez pomiaru czasu oraz na dojazdówkach.W dzisiejszych 1 majowych zawodach brało udział 250 zawodników. Większość to amatorzy i pasjonaci rowerowego enduro. Było tez trochę byłych i obecnych zawodników.Zawody polegały na dotarciu (w założonym maksymalnym czasie) na szczyty 4 okolicznych górek i zjeździe na czas do punktu pomiarowego.Brzmi to banalnie, ale takie nie jest. Zjazdy są dość karkołomne, na dużych stromiznach usianych kamieniami, korzeniami, często z błotem. Przejazdy przez strumienie też były.W sumie dzisiaj kto ukończył rywalizację to zrobił 40 km po górach i 1700 m przewyższenia.Marcin zaliczył 3 gleby, ale na szczęście niegroźne. Gorzej było ze skurczami, które groziły nawet wycofaniem się z imprezy, ale dał radę.Zajęte miejsce jeszcze nie jest znane, ale i tak z czołówką szans nie miał. Enduro jeździ dopiero od niespełna roku i ma z tego wielką radość. Ja też mam :biggrin: . Gdyby nie wiosenny rower to śmigałbym teraz pewnie na Chopoku.objazd tras 1 maja, dzień zawodów4 punkty
-
Część Forum pojechała na Świętą Górę Narciarzy, część na Świętą Górę Słowaków, a ja z rodziną rowerami na Świętą Górę Grabarkę (oczywiście nie z Warszawy). Dzisiaj przejechaliśmy prawie 40km po okolicznych pagórkach wraz z pobliskimi miejscowościami i wioskami. Niby niewiele, ale na pożyczonych (:eek:) rowerach to naprawdę dużo. Zepsute przerzutki, krzywa kierownica i odpadające siodełko to dodatkowe rowerowe atrakcje. Nie wzięliśmy swoich, bo wczoraj przyjechaliśmy pociągiem, jak było już ciemno i chłodno. Dzisiaj rano padał drobny deszcz. Potem się rozpogodziło. Kilkanaście stopni powyżej zera i brak wiatru powodowało, że jechało się w miarę przyjemnie. Z Mielnika, gdzie mieszkamy, pojechaliśmy w stronę Radziwiłłówki. [ATTACH]31982[/ATTACH]Potem prosto w stronę Grabarki. Po drodze mijaliśmy mnóstwo przydrożnych krzyży - katolickich i prawosławnych. Po sześciu kilometrach asfaltu wijącego się przez las i pagórki, dojechalismy na miejsce. Tędy co roku w dniach 16-19 sierpnia wchodzą na kolanach pielgrzymi. [ATTACH]31981[/ATTACH]Przynoszą krzyże - swoje smutki i radości. Zostawiają je tutaj i umocnieni wracają do siebie.Góra Grabarka zasłynęła w 1710r., kiedy to 10000 mieszkańców okolicznych wsi zostało w cudowny sposób uzdrowionych z cholery. "W podzięce Bogu za cud zbudowano na tym miejscu drewnianą kapliczkę Przemienienia Pańskiego. Cerkiew przebudowywana, remontowana, upiększa*na dotrwała do 1990r, kiedy to podpalona spłonęła doszczętnie. Nowa cerkiew została wyświęcona w 1998r. Jest już murowana."(grabarka.pl). [ATTACH]31979[/ATTACH] [ATTACH]31980[/ATTACH] Pod Grabarką, przy cudownym źródełku, kupiliśmy sękacz - w Warszawie też można kupić, ale podlaski (i suwalski) jest najlepszy Ruszamy w stronę Siemiatycz. Dookoła lasy i pola. Czasami przecinamy podlaską wioskę. Kolorowe chaty z drewna z tulipanowym ogródkiem i otwartą bramą. Na Mazowszu takich wsi jest już coraz mniej. [ATTACH]31976[/ATTACH] [ATTACH]31977[/ATTACH] [ATTACH]31978[/ATTACH]Dosyć szybko docieramy do Siemiatycz. Są tu trzy świątynie: cerkiew, kościół i Biedronka. Stamtąd prosto z zakrętami do Mielnika. I nad Bug Stamtąd jeszcze na 5minut nad kopalnię kredy - już nieczynną. [ATTACH]31975[/ATTACH]Jutro już wracamy, może pójdziemy na gokarty. Chociaż pod górkę łatwo raczej nie będziePozdrawiamPS Rozpisałem się trochę jak na taką krótką wycieczkę rowerową, ale przyzwyczaiłem się po nartach :wink:4 punkty
-
W celach rehabilitacyjnych, dzisiaj po napisaniu relacji, pojechaliśmy z Anią pochodzić po górkach. Padło na Góry Opawskie - Biskupia Kopa i Góry Złote - Kowadło. Moje kolano zniosło to dzielnie. Choć tempo nie było zbyt forsowne (delikatnie mówiąc), dałem radę więc nie było źle. Leciutki ból to nie problem, jeszcze trochę ruchu i nie będzie śladu. Pozdrawiam serdecznie.3 punkty
-
Teraz Sportgastein - to dość niezwykły ośrodek - w zasadzie jedna długa gondola o przewyższeniu prawie 1100 m! Góra jest prawie na 2700 m npm czyli jak na Salzburgerland wysoko. W dodatku ośrodek jest czynny tylko w soboty i niedziele. Nic dziwnego, że w weekendy przeważnie przyjeżdżają tu miejscowe sępy freeridowe licząc, że załapią się na jakieś ( siłą nie rozjeżdżone przez tydzień) zasoby puchowe. Na pierwszym zdjęciu widać skiroute (czarna, przerywana linia, najbardziej na prawo). Ze względu na ukształtowanie terenu jest to w zasadzie jedyna wygodna trasa off piste dostępna w ośrodku. I tam się bawiliśmy. Podobno znacznie fajniejsza jest opcja zjazdu do skibusa (na tym schemacie z lewej), nie jechałem ale może Jurek coś skrabnie. W dniu naszego pobytu narciarzy było jak na lekarstwo, spadło sporo świeżego ale też nieźle wiało. Do tego stopnia, że obok puchowych pól trafiały się partie wywiane do czystego lodu (dzień wcześniej było upalnie). Na górze była mgła, poniżej coś było widać, choć z kontrastem słabiutko. Jeździliśmy do pośredniej bo na dole śniegu było zbyt mało.PozdroWiesiek3 punkty
-
Mam podejrzenia, że po tej relacji Mariusza trafiłem na listę zainteresowań CIA, NSA, CBA itd. :angry:Dopowiem jeszcze parę szczegółów do pierwszych dwóch dni. Molek (czyli Molltaler Gletscher) to popularny karyncki lodowiec który możemy znaleźć na paru karnetach sezonowych. Na początku sezonu można tutaj na spotkać tłumy sportowców z różnych narodowych reprezentacji (w tym i naszej). Ale oprócz tej "sportowej" strony jest też ta druga - off pistowa. To całkiem przyzwoite miejsce gdzie można zaczynać swoją przygodę z jazdą przy i poza trasową. A ponieważ czasem nie ma wyboru (z racji pogody czy sezonu) i tylko lodowce pozostają w grze to tym bardziej warto je zinwentaryzować. Najciekawszy (moim zdaniem) zjazd nie został tutaj zaznaczony. Zaczynamy go na Scharecku - początkowo jedziemy równolegle do czarnej "4" a później stromszym kotłem dojeżdżamy do trasowej "5" niewiele powyżej stacji krzesełka. Na schemacie niezbyt to widać ale jest tam 700 m przewyższenia - po odliczeniu startu i końca zostaje z 600 m do zjechania. Czyli przyzwoicie. Początek zjazdu w osi stoku jest dość płaski, im bardziej odjedziemy na prawo (patrząc w dół) tym robi się stromiej - pod samymi ścianami jest na pewno 45 stopni i nie warto zbyt blisko podjeżdżać. My wyznaczyliśmy sobie linię do 30 stopni i tam się poruszaliśmy. Dalsza część jest zdecydowanie najciekawsza - szeroki dość stromy kocioł. Można tu znaleźć kupę wariantów o różnym nastromieniu. Jak jeździłem tam w listopadzie to była dosłownie jedna dość wąska dróżka wśród skał a teraz można było jeździć wszędzie. Co dobrze widać na szkicu Mariusza. Kolejnym wartym uwagi miejscem jest krzesełko Alteck - zjazd prowadzi niezbyt czytelnym żlebem (na zdjęciu Mariusza z lewej). Ponieważ ten stok jest nasłoneczniony to będzie tam się szybciej przetwarzało czy rozpuszczało. Można także spokojnie jeździć pod "powrotnym" krzesłem PanoramaBahn - jedynie trzeba uważać na przecięciach tras (można spaść z bandy). Te dwa opisane miejsca wymagają sporo śniegu i na początku sezonu raczej tam się nie pojeździ. Jeszcze więcej śniegu musi być na bardzo ciekawym zjeździe pod gondolką zakończonym stromym efektownym żlebem - tego ostatniego nie było szans zjechać mimo ogólnie niezłych warunków śniegowych.Podsumowując - szału nie ma ale nie jest źle i na pewno można sobie tutaj fajnie pojeździć pamiętając, że to bardziej warunki jak miejsce decydują o radości z jazdy.PozdroWiesiekDodam jeszcze jedno ciekawe zdjęcie z Molka Jak widać nawet na terenie stacji narciarskiej na terenie wydawałoby się dość bezpiecznym potrafi zejść "niezła" lawina - tutaj nawet na trasę ("4"). Jakaś świadomość, że jazda nawet w pobliżu stoku nie musi być bezpieczna plus odpowiednie wyposażenie powinna wszystkim "bawiącym" się w freeride powinna przyświecać...W3 punkty
-
Tydzień różnicy, kupa śniegu i zdecydowana poprawa. Alpejsko na Chopoku. Pozdrowienia dla całej ekipy z tego małego WZF3 punkty
-
A już się bałem... Dzisiaj ostatni raz ratrakowali trasę. Chociaż "ostatni" miał być tydzień temu :wink: Na majówce lepszy warun jak w grudniu :angry:: Mam nadzieję, że za rok sezon się wcześniej skończy , bo inaczej z nauki nici i będę potem w Macu siedział :stupid:3 punkty
-
Myślę,że dam rady,tylko zawsze mam obawy jak będzie ze sprzętem itp. Muszę też rower dostosować tak,żeby go jakoś w aucie upchnąć. Po prostu wieczorem mi się już nie chciało nad tym myśleć,nie mówiąc o zrobieniu czegokolwiek... :wink: Będę trzymał rękę na pulsie i czekam na Waszą decyzję co i jak. Pięknie to wygląda na zdjęciach! Chciałbym to na żywo zobaczyć... :angel: Pozdrawiam.2 punkty
-
Szliśmy w zwykłych butach płytkich można rzec trampkach żeby nie dźwigać później ciężkich w plecaku. Nie wiem co za tydzień będzie sobotę mam pracującą jedynie niedziela zostaje zobaczymy jak z pogodą będzie a plan jest:) Maćku Ty się w końcu przełam bo za dużo kombinujesz, dasz radę spokojnie masz sprzęt wagowo taki jak ja a pary więcej, na takich wyprawach naszych niema ciśnienia że musisz coś zdobyć, nie dasz rady to nikt Ci z tego powodu wyrzutów robić nie będzie, przede wszystkim masz być zadowolony. Pozdrawiam Wysłane z mojego XT1562 przy użyciu Tapatalka2 punkty
-
Eee : Maciek za tydzień na 4 dni :smile: Oczywiście w jedynie słusznym1 punkt
-
1 punkt
-
Maciek nie bedzie Twoich relacji to pewnie na trasach bedzie 20% mniej ludzi:) ale szkoda bo fajna ekipa bywala w tym sezonie:)1 punkt
-
Po obejrzeniu filmiku i "ruchomego" obrazu narciarzy na rowerach...przyszła mi do głowy nazwa Waszego teamu... Ski Husaria PS. Jak widać w końcówce... na swoje Ski "skrzydła" należy uważać wśród drzew1 punkt
-
Coś się mi wydaje że czuję podpuchę motywacyjną do napisania kolejnych :biggrin: pozdrawiam1 punkt
-
Mario - fotki w ruchu? Cud, miód, malina!!! :applause: :applause: :applause: Chłopaki jeszcze raz - brawo za wyprawę i to porwanie. Super się czytało i oglądało - pozdro for All Gangsta!!! PS. Mario... się rozrusza kolano w Górach, na pieszych wędrówkach - to na przyszły sezon będzie jak nowe! Zdrówka życzę!!!1 punkt
-
1 punkt
-
Nie skłamię jeśli napiszę, że to jedna z najlepszych relacji mijającego sezonu! Szacun :applause: :applause: :applause:1 punkt
-
Taka piękna przygoda i do tego tacy fantastyczni "terroryści"! :applause: Szkoda,że na koniec kolano nie wytrzymało,wiem jak to boli i ile trwa leczenie. Obyś jak najszybciej doszedł do siebie,bo jak pojedziemy z Izą w Sudety,to nie będzie "zmiłuj się"... :wink:1 punkt
-
Marionen, a może to jeden z terrorystów strzelił? :wink: Co mogę zrobić, żeby mnie tak porwali? Zdrowiej! Do sezonu sporo czasu, ale rolki już niedługo :wink:1 punkt
-
Rafał,super relacja! :applause: Do ostatniej chwili wahałem się,czy może jednak się z Wami nie wybrać,ale po godz. 22 nie chciało mi się już z rowerem kombinować. Mam pytanie: spod tej Ziarskiej Chaty szliście już z buta,ale narciarskiego (tj.skitourowego) ? To mój najsłabszy punkt,bo w zwykłych butach narciarskich to byłby koszmar,a niestety z kasą krucho żeby teraz inwestować... :sorrow: Jednak gdybyście za tydzień znowu się wybierali,to może bym się zabrał. Pozdrawiam.1 punkt
-
Genialne widoki, też tak chcę!!! Tury superaśne również!!!1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Mario, mam wrażenie, że spokojnie gdyby terroryści porzucili Cię w miejscu przetrzymywania, to nie miałbyś im tego za złe Myślałem, że relacja się skończyła, a tu niespodzianka Dzięki.1 punkt
-
Dziękuję. Niestety Iza była w pracy i bez szans na narty.Jutro zapowiadają tam marną pogodę,to też sobie darujemy. Będzie w przyszłym sezonie,albo wcześniej na rowerze lub w górach.A może będziemy? :wink: Powiem szczerze,że z tego dośnieżania wiele nie zostało,co było widać w poprzedniej relacji.Teraz to natura się wykazał i to na prawdę dała pokaz! :applause: Jakby tak jeszcze kilka dni... : A spotkanie super! Na Chopoku trudno być samotnym. : Domyślam się,że jedynie słuszny kierunek? Mi na razie pozostają skitoury - ciekawe ile jeszcze uda się pociągnąć? :1 punkt
-
Dwa lata temu w Bergen w sierpniu miałem zmrożony o dziewiątej rano namiot mimo pełnego słońca. Wieczorem na kolejnym kempingu było 20 stopni i lało jaką cebra. Kraj piękny, pogoda szokująco zmienna.1 punkt
-
Cześć No na wyspy raczej płynie się statkiem jak chce się zwiedzić cały archipelag - super pomysł. Wujot z pewnością ma to przemyślane. Nie sądzę, żeby to wychodziło drożej niż promami zresztą chcąc zwiedzić sporo w nie za długim czasie to byłoby trudne logistycznie jeżeli w ogóle możliwe. A tak mają spoko i mogą się skoncentrować na realizacji planu a i w wypadku kłopotów z pogoda jest pewne i szybkie pole manewru. Pozdrowienia1 punkt
-
Cześć Tak i warto go zwiedzić ale trzeba sporo czasu. Spędziłem w Norwegii pół roku na początku lat 90 i równać się może w moim prywatnym rankingu tylko ze Słowenią i Portugalią. Biorąc pod uwagę, że podróżowaliśmy dużym fiatem z własnymi zapasami, posiłkując się dorywczą pracą to wyprawa sama w sobie jest świetną zabawą. Lofoty i Senja to zupełnie niesamowite miejsca, które kupi każdy kochający góry. Zima w Norwegii jest niestety długa i do podróży nie nastraja. Problemem nie tyle jest zimno i śnieg ile krótki dzień - lub jego brak - co albo wpływa na psychikę. W letnią wyprawę można spokojnie wpleść narty pod Goldhopiggen na przykład i połączyć to z wejściem na ten najwyższy szczyt Skandynawii. Zresztą tam jest tyle zajebistych miejsc, że 3 miesiące mogą nie wystarczyć. Pozdrowienia1 punkt
-
Dokładnie. Miejmy nadzieję, że marzenia zamienią się w rzeczywistość. Niebawem...1 punkt
-
Haute Route całe Tatry z roku 2003, ale sprzęt ... Silvrety itp. http://rt2003.it.home.pl/rt2003/index.htm1 punkt
-
Twoje zdjęcia potwierdzają, ze w Gurglach nic się nie zmienia. Kiedyś ten ośrodek limitował liczbę narciarzy aby nie było tłoku na trasach i tak to pozostało. Na początku i końcu sezonu jest bezkonkurencyjny. Ale zdjęcia pokazują też, że to zdecydowanie najgorzej oznaczony ośrodek jaki widziałem. Krawędzie tras są nieotyczkowane a trasa częstokroć oznaczona jest na środku za pomocą potężnych drągów. Przy dobrej widoczności nie ma to znaczenia ale we mgle jazda tam jest trudna, szczególnie, że jest sporo skarp - nawet w obrębie tras. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Może tym razem pójdzie, ale muza całkowita klapa [video=youtube;pQPNQgD7N1g] Pozdrawiam serdecznie.1 punkt
-
Przepiękny ten żleb :applause: :biggrin: Ja bym go nazwał hiszpańskim żlebem. :crazy:1 punkt







