Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 07.12.2016 w Odpowiedzi
-
Dzisiaj był mój pierwszy raz w tym sezonie. W pracy przygnało mnie do Ustronia więc wykorzystałem okazję do rozpoczęcia sezonu narciarskiego. Wg szybkiego rozeznania to działały dzisiaj w pobliskiej Wiśle: Soszów (niebieska trasa), Stożek, Klepki i Siglany. Nie wiem jak Cienków. Padło na Siglany, ponieważ nigdy tam nie byłem, a i z opisów wynikało, że stok łagodny czyli w sam raz na rozruch. Karnet 2 godz. za 35 PLN, jak na talerzyk to nie tanio, ale albo jeździmy albo marudzimy. Zacząłem o 12.38, ludzi na stoku ani razu nie było więcej jak 10, a bywało i 4 osobników razem ze mną. Cały czas zachodzące już za drzewa słońce, lekki mrozik i bardzo dobrze przygotowany stok. Pierwsze zjazdy niepewne, ale w 2 godzinie to już ogień, oczywiście na ile pozwalał łagodny ale dość szeroki stok Skręty krótkie , długie, lewa, prawa strona, cały stok do dyspozycji. Zjechałem 29 razy. Było warto. Bardzo słabo działał czytnik karnetów co mnie trochę irytowało. Ale jak się okazało przy zwrocie karnetu oddałem kartę z Pilska i wtedy do mnie dotarło, że dwa karnety w rękawie na tyle się zakłócały, ze czytnik kart w bramce nie wiedział, który karnet ma czytać. Kilka fotek:13 punktów
-
Stożek... Zachęcony ostatnimi zdjęciami @johnny_narciarz postanowiłem odwiedzić dzisiaj Stożek. Dość nietypowo, jak na ten ośrodek, górny parking dosyć szybko zapełniony, oczywiście o kolejce do kasy, czy tłoku na stoku nie ma mowy. Pogoda dzisiaj bajkowa, lampa i lekki mrozik cały dzień, a przygotowanie tras bardzo dobre, żadnych przetarć, czy innych niespodzianek. Twardo, później miejscami lodowo - raczej w miejscach, gdzie dominował sztuczny śnieg, od godziny 11 należało uważać na pojawiające się gdzieniegdzie drobne kamyki, najczęściej na czerwonej, i w newralgicznych miejscach (zakręty) na niebieskiej - wszystko do ominięcia, bez dramatu. Trasa czarna utrzymała zdecydowanie najlepsze warunki do samego końca. Biorąc pod uwagę pogodę, przygotowanie tras i zakupiony skipass z groupon'a z rabatem za 38 zeta, to bardzo udane rozpoczęcie sezonu.12 punktów
-
KRONO, BUMER podsumował wszystko celnie i bez złośliwości, tak na chłopski rozum, a ja dodam jeszcze coś od siebie. Bardzo współczuję Ci kontuzji, z tego co piszesz poważnej, ale tak widocznie musiało się stać, że w danym miejscu i czasie ten ktoś wjechał w Ciebie. Po prostu miał miejsce wypadek, tak jak wiele wypadków ma miejsce na drogach, a przyczyną których wcale nie jest samochód z wysokiej półki czy niskiej, nowy czy stary, a CZŁOWIEK. To on decyduje o wszystkim, to on popełnia błąd czy szereg błędów, które prowadzą do zdarzenia. I czy ten ktoś jechałby na nartach na których jechał, czy na nartach właściwych wg Ciebie do jego stylu i umiejętności, to naprawdę nie ma żadnego znaczenia. To on a nie narty, przecenił swoje możliwości, popełnił błąd i stało się. Co do nart tych z wyższej półki, czy wg. testerów w testach WST czy NTN czy jeszcze innych przeznaczonych w konkluzji dla bardzo dobrze jeżdżących jak m.in. wspomniana przez Ciebie i określona seria Performance Heada (Speed, Magnum, Rally, Titan), to raczej dotyczy to nie tego, kto na tych nartach powinien jeździć, a tego, kto z jeżdżenia na nich odniesie największą korzyść, najbardziej wykorzysta jej cechy, przeznaczenie. Po prostu osoba umiejąca jeździć, dająca sobie radę w różnym terenie i warunkach spokojnie będzie czerpała radość z jazdy na tych nartach, a one nie zrobią jej krzywdy, nie zabiją jej. Co najwyżej ta osoba wykorzysta w 50-70% jej możliwości, a nie w 100%, mając w zanadrzu jeszcze zapas bezpieczeństwa.To tak jak z samochodami. Powiedz mi KRONO dla kogo robione są te testy? Dla zawodników? Raczej dla rzeszy narciarzy o różnych umiejętnościach, bo to oni są głównymi nabywcami nart. I bardzo dobrze, że na takie testy zapraszani są amatorzy, że oni mogą spróbować tych nart, porównać i wypowiedzieć się. Bo większość klientów będzie właśnie takich jak oni. A że nie jeżdżą jak Marcel Hirscher czy inni zawodnicy nie tylko z PŚ, to od razu należy ich negować, wyśmiewać i obwoływać gorszymi? Tak, gorzej jeżdżą, ale nart wcale gorzej nie testują, a to jest TEST, a nie ZAWODY. A co do warunków w jakich ci amatorzy testowali tak dodatkowo SL, to były jakie były, nie trafili na mróz, sztruks i twardo, a nie mieli możliwości czekać dzień, dwa, tydzień, na poprawę warunków do przetestowania SL. A co do oceniania jazdy kogoś po jednym zdjęciu, to robię ich rocznie ok 100-120 tysięcy i uwierz mi, że każdego można pokazać jak się chce. Założę się, że zrobię Ci zdjęcie w czasie jazdy jak jesteś świetnie złożony w skręcie, dynamiczne, pokazujące że potrafisz świetnie jeździć, ale bez problemu zrobię też takie, gdzie będziesz wyglądał jak totalny początkujący Wrzucę je tutaj i każdy będzie Cię obśmiewał. A jakie by to miało odzwierciedlenie w rzeczywistości? Hołowczyc też kiedyś rozwalił na trzeźwo podczas parkowania płot sąsiadowi i widząc zdjęcie z tego powiesz "ale łajza, ten chłop jeździć samochodem nie potrafi ? A odnośnie tego "cieńki bolek" to sorry, ale jest to moim zdaniem obraźliwe, a nie chodzi tu o to, żeby kogoś tutaj obrażać. Pamiętaj, że klasą jest powiedzieć do kogoś "spierdalaj" w taki sposób by poczuł podniecenie na myśl o zbliżającej się podróży10 punktów
-
Dlaczego Ischgl jest dla mnie über alles??? Im dłużej jeżdżę w Ischgl tym bardziej mi się ten ośrodek podoba - znalazłem tam swoją narciarską ojcowiznę. Mam pewien przegląd bo byłem co najmniej w 120 alpejskich ośrodkach. Część mojej ekipy ma jeszcze większe doświadczenie w tej materii i też podziela zdanie o wyjątkowości tego miejsca. Po prostu über alles. Postanowiłem spróbować zrozumieć o co chodzi. Bo przecież nie o Schatzi. Czy butowo-nocny zakaz. Doszedłem do wniosku, że kluczowe są rozwiązania wokół Greitspitze i Palinkopf. Mamy tam podwójny układ komunikacyjny - możemy przemieszczać się dnami poszczególnych dolin ale co ważniejsze na graniach zbudowano (wyrąbano w skałach) długie i wygodne trasy dojazdowe. Spad oceniam tam na 8% co oznacza, że nie tracąc zbyt wiele z wysokości możemy pokonać spore odcinki zbocza. Kluczowe są tutaj początkowe górne fragmenty15, 22, 40, 80. Z każdego z nich na długości kilkuset metrów a nawet więcej są dogodne możliwości wjazdu freeridowego na zbocza. Najlepsze jest to, że mają one konkretne nachylenie (to są strome doliny) a na dole zawsze jest jakaś trasa "zbierająca". Fantastycznie jest poprowadzona trasa 32 (E2) na zboczu Palinkopf tam z każdego miejsca można skręcić w lewo. Na zdjęciu na żółto naniosłem zjazdy dostępne z tych opisanych "podniebnych szos". Na mapie część tras wygląda czasem niepozornie (skrót perspektywiczny) ale np dojazdowy kawałek do 80-ki (z D2) ma pewnie z 800 m i w każdym miejscu mamy efektowny zjazd. Przy 40-ce mamy trzy różne co do charakteru zjazdy. Z Greitspitze są trzy kierunki (zaznaczyłem dwa) a każdy ma podwarianty. Jeśli myślicie, że to wyczerpuje możliwości off piste w Ischgl to się mylicie - zaznaczyłem te z trawersów, w wielu miejscach odbywa się to tradycyjnie (ze szczytów tak jak Piz Val Gronda czy Pardatschgrat - te są mocno wymagające). Dla mnie absolutnym czadem są zjazdy pod E4 - kanapa robi 920 m przewyższenia w 7,5 min, offpiściak ma jakieś 2,5 km i można to zrobić 4x (a nawet 5x) na godzinę!!! Kiedyś jak tak jeździliśmy to o 14.00 nawet JurekByd (narciarska ksywka Robokop padł - ja jeszcze zostałem .Teren jest tam tak zróżnicowany, że każdy zjazd może być inny i po prostu nie ma opcji aby nie mieć ochoty jeszcze tylko raz zjechać. Najlepsze jest to, że ośrodek otwiera wszystkie kierunki i różne wysokości. Teraz mieliśmy sytuację, że ostatni niewielki opad był 10 dni wcześniej. mimo tego znalazłem wysoko położony północny stok przy N6 na którym do końca były bardzo przyzwoite warunki - zleżały puch w ilości takiej, że przez trzy dni go nie przejeździłem (w tempie 6x zjazdów/godz). Jeszcze dzień wcześniej spoko jeździłem tą dolną linią z Greitspitze na przekładańcu: puch zleżały, depozyty, gips, szreń i niewielkie zastrugi - słowem kto co lubi. W sytuacji gdzie głowę by się dało, że naprawdę już nie ma gdzie jeździć były to całkiem wypasione opcje. Przepiękne zjazdy są w linii lasu pod E3 - w sumie to prawie jedyne takie miejsce. Do tego należy dodać inne zalety Ischgl: - rewelacyjna infrastruktura, głównie bardzo szybkie osłonięte kanapy (co pozwala lekko się ubierać). Można cały dzień nie ściągać nart - przygotowanie tras - ostatnio, no po prostu czad, wprost nieprzyzwoicie równo. - przewidywalne zachowania narciarzy co pozwala ich unikać nawet w te zatłoczone dni - z roku na rok coraz mniejsza ilość narciarzy. Teraz nie wiem o co chodzi ale w pon i wtorek było dosłownie pusto. Nawet na Idalpie, a dalej to pojedyncze osoby. Wykorzystanie infrastruktury na poziomie poniżej 5%. Jak sobie przypomnę sobie jeszcze jakieś zalety (typu jedyna pizzeria na stoku albo ciepły pieczony kurczak za 5 E w Billa przy gondolce) to uzupełnię ten mój ischglowy panegiryk Pozdro Wiesiek8 punktów
-
Jak co roku,wynajęliśmy dla klubu na 3 dni niefunkcjonującą w tygodniu stację Litmanova. Właściciel obiecał nienaganne przygotowanie,masę śniegu i nic nie skłamał. Problemem było dla mnie dotarcie,bo na ten koniec świata nie da sie dojechać komunikacją publiczną a ostatnie tygodnie obfitowały w spotkania ze służbami porządkowymi,wzbogacające moje konto punktowe, czego nie doświadczyłem od kilku lat.Złożyłem to na karb czytelnictwa funkcjonariuszy,którzy koniecznie chcą kręcić filmy z moim udziałem,bo zaczęło się miesiąc temu,gdy w książce "Osiołkiem" zrobiono ze mnie notorycznego pirata drogowego.Postanowiłem więc na przebycie 95 kilometrów przeznaczyć 2 zamiast 1 godziny ,jak zazwyczaj i poskutkowało, bo nie zdobyłem żadnych punktów. Na końcu świata nie ma internetu, telewizji ani siedzib ludzkich w pobliżu,są za to chatki drewniane w odległości 15 m od stacji dolnej i sporo śniegu ,jak zawsze w listopadzie.W tym bajkowym entourage'u,jak na końcu świata,nie zamyka się na noc aut,sprzęt można zostawić na dworze na noc i poczuć się jak prawdziwi eksploratorzy. Rano przyjeżdżali wyciągowi i catering,wieczorem odjeżdżali i zostawaliśmy sami. A w międzyczasie wałkowaliśmy giganta na stromej ściance a wyciąg tak gna,że można w jednej sesji wyjechać nawet 50 razy.... Aż zacząłem tęsknić za weekendową Białką z jej przymusową integracją...7 punktów
-
Myślę, że to nie to, tylko fakt, że część twoich twierdzeń jest kompletnie pozbawiona logicznego sensu. W szczególności główna teza, że z uwagi na uczestnictwo dwóch - Twoim zdaniem - gorzej jeżdżących w jakimś tam teście narciarzy, szereg osób wybiera narty niedopasowane do swojego poziomu umiejętności; a to z kolei prowadzi do wypadków, o czy niestety miałeś okazję boleśnie się przekonać. Między jednym a drugim nie ma jakiegokolwiek związku przyczynowo-skutkowego. Myślę, że zarzut jest jeszcze bardziej absurdalny niż gdyby go przyrównać, do czynienia zarzutu producentowi noża kuchennego, że przy pomocy takiego noża pijany mąż po pijaku zabił swoją żonę w jakiejś podkrakowskiej wsi i obwiniania tegoż producenta za bycia winnym/współwinnym tegoż morderstwa. Ludzie wybierają narty z górnej półki, bo: a) generalnie - nie dotyczy to zresztą tylko nart - jeżeli im na to środki pozwalają, to chcą mieć jak najdroższy i w ich przekonaniu, tym samym, najlepszy sprzęt; b) natura ludzka jest tak skonstruowana, że wiele osób - nie wszyscy - przeceniają swoje umiejętności; c) ludzie przeważnie nie znają się na sprzęcie narciarskim; d) do tego mix'u j.w. dochodzi cała maszyna marketingowa producentów sprzętu, którzy przekonują, że wybierając nartę X lub Y, będziesz jeździł jak gość z jakiegoś filmiku/zdjęcia w stronie www lub katalogu; e) często takie narty oferowane i polecane są przez sprzedawców zapewniających o ich szczególnych walorach, a przecież sprzedawca nie wie jak ktoś jeździ, więc bazuje na tym co mu Klient powie. Często sprzedawcy mają mierne pojęcie o tym co sami sprzedają; f) testy - są elementem tej machiny marketingowej - ale fakt uczestniczenia w nich narciarzy amatorów jest naprawdę bez wpływu na to, że Pan Z. dobierze sobie taką akurat nartę. Przecież w tych testach wybiera się zarówno narty race, jak i Allround, jak i Allmountain i nie ma tam napisane nigdzie, że Pan Z to będzie świetny jeżdżąc akurat na nartach tej, czy innej kategorii. Tym bardziej, że wynik samego testu jest akurat bardziej miarodajny, jeżeli uczestniczą w nim nie tylko zawodnicy, ale także właśnie amatorzy, bo na stoku spotkasz na takich lub innych nartach częściej osoby, które nie są akurat w co drugi weekend uczestnikami Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim. Do wypadków - zwłaszcza na polskich stokach - dochodzi przede wszystkim z brawury; z braku stosowania zasad kodeksu FIS, czy ogólnych zasad bezpieczeństwa na stoku. Uważam, że źle dobrany sprzęt jest częścią, ale znacznie mniej istotną, przyczyn takich zdarzeń.5 punktów
-
Wyszydził powiadasz... Równie dobrze można napisać - czy ocena slalomek między bramkami, na których potem 99% amatorów nie będzie jeździła slalomu jest miarodajną? Przecież na WST nie testuje się nart komórkowych pod kątem zawodników. Po drugie organizatorzy WST ustalili pewne zasady oceniania i od początku testu są one niezmienne. Można o tym przeczytać tutaj. Oczywiście można się z tym nie zgadzać, ale... Równie dobrze można zacząć filozofować np. czy testowe zjazdy na slalomie należy wykonać trzy raz, cztery, a może pięć... A czy stok jest dostatecznie twardy, czy nie... A czy narty są przed każdym przejazdem ostrzone, bo przecież za drugim razem już będą inaczej trzymały krawędzie, a czy ocena dokonana przez np. mistrza świata jest miarodajna - przecież on nigdy nie jeździł na nartach "sklepowych" i dla niego wszystkie takie narty powinny być kiepskie... itd. Reasumując - nie można popadać w paranoję. Organizatorzy WST oraz testów NTN określili pewne zasady, na podstawie których oceniane są narty i są one podane do wiadomości. Jeżeli ktoś będzie chciał się czepiać, to zawsze znajdzie powód. Jeden z "ciekawszych" jaki przeczytałem na innym forum to - oceniają dobrze narty, bo dostali skipass za darmo i jedzenie - koniec cytatu5 punktów
-
4 punkty
-
O ho ho, samochód! Dla mnie coś! Samochód ma silnik, narta nie! Więcej chyba pisać nie trzeba, no chyba że użyjemy fantazji i silnik porównamy do nachylenia stoku. Druga sprawa, ci ludzie albo nie stoją prawidłowo (jeśli na drodze odbywa się jakakolwiek próba sportowa), lub za kierownicą siedzi głupek (jeśli to był swobodny przejazd, parada, prezentacja, itp). Samochód nic nie jest tu "winny" (radziłbym o tym pamiętać niektórym ubezpieczycielom OC). Testy nart i ich wyniki są dla rozumnych ludzi. Mojemu pokoleniu, (jak to brzmi !) nie trzeba nic więcej tłumaczyć. Warto zapoznać się z odczuciami innych, ich oceną, aby porównać ze swoimi doświadczeniami lub aby przeprowadzić selekcję przed próbą i późniejszym ewentualnym zakupem. Tak myślę ja, Bumer, amator, samouk, niezdara i zdobywca jedynie jednego pucharu w zawodach narciarskich w całej swej "karierze" narciarskiej. Jeśli znajdzie się ktoś kto kupi sobie narty jedynie na podstawie opisu z testów, podziwiam jego rozwagę ( i zapraszam na casting do programu "Małżeństwo od pierwszego wejrzenia")! Każdy jeździ jak umie. Są tacy którzy uprawiając narciarstwo stale zamierzają podnosić swój poziom wyszkolenia teoretycznego, fizycznego a nawet psychicznego. Są tacy, którzy czerpią radość z obcowania z przyrodą, spędzają miło czas na nartach bez wyznaczania sobie celów do osiągania. I co, krytykować ich za zwisające ręce lub zbyt szeroko prowadzone narty? Skoro już porównano samochód do nart, powiem, osiągnąłem bez porównania wyższy poziom w sztuce prowadzenia auta niż nart. Oceniając auta, także i te do codziennej jazdy, zwracam uwagę na ważne dla mnie ich parametry. Rozumiem jednak, że są tacy, którym nawet przez myśl nie przejdzie aby zastanawiać się nad tym co dla mnie i innych może być ważne. To samo z nartami, lepiej wyszkolony, bardziej doświadczony i wymagający narciarz wybiera nartę pod siebie. Czy kieruje się wynikiem testu, z pewnością ocena testera mu w tym nie przeszkodzi. A samochodem do ścigania nie chciałbym za żadne skarby jeździć codzienne! Kiedyś w sklepach były praktycznie jednakowe narty, jeden typ butów, nie było internetu i nie było wylewania jadu i frustracji. Z dobrodziejstw cywilizacji można skorzystać. Można i trzeba, ale rozumnie.4 punkty
-
Idziemy do zamkniętego schroniska Alte Prager Hütte (2489m n.p.m.). Stamtąd podziwiamy lodowiec. Widać mnóstwo szczelin z których nie ma wyjścia. Po przerwie nie idziemy do lodowca tylko do wyższego schroniska. Po drodze mija my owce - niektóre stały na śniegu- a także koziorożce i świstaki. Oczywiście przeszliśmy przez śnieg Po godzinie zobaczyliśmy nasz cel - schronisko Neue Prager Hütte (2782m n.p.m.). Wycieńczeni weszliśmy do środka. Okazało się, że na piętro, gdzie jest bar, trzeba zdjąć buty i założyć chodaki. Po wypiciu lokalnych specjałów schodzimy na dół, by podziwiać niezwykłe widoki okolicznych pasm górskich. Sprzęt dla tych, którzy chcą zdobyć Grossvenediger. Nie czułem zmęczenia tylko radość z wdrapania na taką dużą wysokość. Takiej radości nie da się dobrze opisać - to uczucie, które od środka sprawia, że czuję się jakby ponad tym wszystkim. Ponad codziennymi sprawami, ponad zmęczeniem, ponad lodowcem... W oddali widać Grossglockner Niestety trzeba było zacząć schodzić - przed nami ponad 10km marszu. Po drodze odwracamy się co jakiś czas, żeby podziwiać niknący za chmurami Großvenediger. Widok na dolinę Schodzimy... Po 40 minutach schodzimy do nieczynnego schroniska. Po krótkiej przerwie ruszamy ostro w dół. Po wypiciu i zjedzeniu co nieco, schodziło mi się fatalnie - wszystko "skakało" i miało ochotę zrobić w tył zwrot. Po dosyć męczącym zejściu dochodzimy do mostku nad potoczkiem wypływającym niegdyś z lodowca (zdjęcie nr.7 z tego dnia). Potem na pełnym luzie na spokojnie dochodzimy do pierwszego schroniska (idąc już drogą). Razem z nami z gór schodziły krowy. Po postoju tą samą drogą wróciliśmy na parking. 23km, 1270m w górę i tyle samo w dół. Mięśnie tradycyjnie bolą, ale przynajmniej czuję, że chodziłem po Alpach!4 punkty
-
Bielski Dębowiec pewnie szybko nie ruszy, ale śnieżną i wygląda to tak: Oczywiście na rower warunki coraz lepsze;) Pozdrawiam Maciek Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka4 punkty
-
To, że może mieć odmienne zdanie, to jasna sprawa. Ale zarzuty, które ma do forum i osób doradzających tutaj, można równie dobrze mieć do innych for i całego Internetu. Takie już jego uroki, że nie wiadomo kto nam doradza, np na forum lekarskim, czy to np dr hab. czy może wiejski znachor, lub ten co gdzieś usłyszał i teraz powtarza... Każdy podejmuje własne decyzje, każdy popełłnia błędy. To nie narty powodują wypadki, a ludzie i ich brak umiejętności. Bo jak ktoś nie umie jeździć i panować nad nartami to nie ważne, czy ma WC SL, GS czy sklepówke z marketu, wpadnie w innego i tyle.3 punkty
-
3 punkty
-
Prezent od Ani to muszę w nich jeździć (mają jeden plus, są bardzo wygodne, a i mają masę wielkich kieszeni na upchanie telefonu, aparatu foto, kamery, tableta, jedzenia ,picia, wkrętaków itd). Ania stwierdziła, że musi mnie kontrolować na web kamerach, a w tych porach łatwo mnie zlokalizuje. PS Dlatego jeżdżę poza trasami.3 punkty
-
Dlaczego uwielbiam Ischgl. Nie dlatego, że są imprezy, żarcie świetne, striptizy, w butach nie wolno chodzić.... uwielbiam Ischgl bo ma praktycznie nieograniczone możliwości freeridowe. Nawet jak nie ma warunków - to są warunki (trzeba tylko jeździć z Wujotem) W minionym tygodniu śniegu poza trasami niewiele, ale jak tam się jeździło... z Palinkopf okolice 80 Jest zabawa, radość, latanie, jest fun Wiesiek nie był "miły" nie wybierał łatwizny, trzeba było przedzierać się przez lawiniska, ale radość z przejazdów tym większa pod D2 przy 21 również zabawa przednia, prawie całą ekipą E4 koło 40 brak mi słów Wujot odkrywa kolejne tereny Wiesiek pod armatnim gejzerem W Alp Trida też się da Na koniec znowu koło 80, wszystkie ślady nasze Końcowy ostatni zjazd, ale jeszcze tu wrócimy.... Pozdrawiam serdecznie.3 punkty
-
Drugi dzień zaczynamy od Samnaun. Na dole zimy nie widać. Od góry wygląda zupełnie inaczej Ja wiem, że tego dnia freeridu nie będzie. Nie dam rady, po Pitztalu jestem wyczerpany. Poza trasami hasali tylko Wujot, MarioJ i Kamil. Reszta pozostała na trasach. Pogoda na zmianę mgła i słońce. Słaby wiatr i niewielki mróz. Generalnie warun super. Wujot wynalazł oczywiście masę możliwości off piste (dla mnie na kolejne dni).Dostępne 50% tras, wg mnie wystarczająca ilość. Mimo, że karnety na pierwszy tydzień z dużym surprise, ludzi w niedzielę niezbyt wiele, w poniedziałek mało, a we wtorek całkiem pusto. W nocy był lekki kilkucentymetrowy opad Miałem wielkie szczęście złapać od dołu Jurka, to prawie niemożliwe, bo On zawsze pierwszy zjeżdża i niezwykle ciężko się za nim utrzymać, a o wyprzedzeniu nie ma co marzyć Wujot znużony po 2 godzinach na trasach zniknął gdzieś na off piste Wszystkie trasy ciekawe, urozmaicone z dużą zmianą konfiguracji, po prostu ekstra, w kilku miejscach trochę kamieni. Mimo, że ponad 111 km tras, spotkaliśmy naszych skitourowców Kamila i Mario Znaleźliśmy też czas na małe co nie co, pizza wyśmienita Powrót na dół do Samnaun nietypową piętrową kolejką Pozdrawiam serdecznie.3 punkty
-
Pięknie posypało i przyszedł weekend. Trzeba by gdzieś się wybrać i rozruszać odpowiednio kości. Niestety sobota nie dla mnie (sorry Speed,spałem...), bo już wcześniej zaplanowana przez moją żonę. Natomiast niedziela zapowiadała się idealnie. No, nie przewidziałem jedynie niedyspozycji żony, pod którą planowałem wyjazd... Pewnie niektórzy dziwią się, że nie daje wcześniej znaków dokąd jadę. Nie piszę, bo zazwyczaj sam tego nie wiem do ostatniej chwili! Tak też było w tą niedzielę. Planowałem początkowo Siglany lub Zagroń, ewentualnie Korbielów. Wszystko z myślą, żeby żona dała rady, a nie przed wcześniej osiwiała. Jednak w ostatniej chwili moja lepsza połówka odpadła. Skoro tak, to mogłem popuścić wodzę fantazji (jeśli można tak powiedzieć w tym przypadku) i szybko przejrzałem kamery. Miałem wystartować dość późno, więc od razu mogłem skontrolować frekwencję. Najlepiej wyglądała na Stożku, tj. najmniej ludzi. Do tego, przy pięknym słoneczku, Stożek wydawał mi się najbardziej klimatyczny. Cel obrany, czas wyciągnąć sprzęt, spakować się, 5 razy skontrolować, czy czegoś nie zapomniałem (tak to jest na początku sezonu) i mogę ruszać. Tradycyjnie zacznę od komunikatu drogowego. Okolice Bielska-Białej: warunki do jazdy idealne. Śniegu brak, drogi suche i puste, jak to w niedzielę. Szybko przelatuję fullwypasówkę, podobnie mniej wypasioną "Wiślankę" i szybko docieram do Ustronia i Wisły. Tutaj pierwsze ślady prawdziwej zimy, nawet na drodze, choć jest ona dobrze utrzymana. Obserwuję przy okazji Czantorię, gdzie trwa naśnieżanie, ale białego jeszcze mało. Dalej Wisła i w oddali widać np. Soszów, już też biały. Przez chwilę zawahałem się, czy nie skręcić na Siglany, ale pojechałem dalej. Zjeżdżając z głównej drogi w stronę Stożka, od razu rozpoczął się "standard biały". No to było już oczywiste, że dojazd będzie trudny. Tutaj jednak jeszcze nie ma źle i można się przyzwyczaić do zimowych warunków, jakich dawno nie widziałem. Najgorsze zaczęło się na ostatnim kilometrze dojazdu do stacji. Nie chodzi o to, że lód, ślisko i takie tam, ale o innych kierowców. Utknęły 2 auta w miejscu, które wcale nie było trudne do pokonania i koniec. Przez chwilę jeszcze myślałem się wycofać, ale za mną już jechali kolejni. Szach i mat! Na szczęście dość szybko się ogarnęli i mogłem jechać dalej. Jak się później dowiedziałem od pana, który kasuję za wjazd, choć ponoć mu nie wolno, sporo matołków próbuję wjechać na letnich oponach, a nawet na slickach! Od razu widać efekty... Dość już o drogach! Jestem na miejscu i udało mi się zaparkować praktycznie pod samym wejściem na stok. Czas więc się przebrać i ruszać do kasy. Biorę dwie godzinki za 40 zł, bo na początek powinno wystarczyć. Jest piękna, słoneczna pogoda i delikatny mrozik. Warunki pogodowe wręcz idealne! Widok na stok, czy z góry na okolicę też. Szybkie fotki i czas zabrać się do roboty. Widok z góry Babia Góra - pierwszy raz ją widziałem z tego miejsca. Skrzyczne, a przed szczytem widać orczyk z SON. Nowa Osada w pełnej krasie No dobra, dość tego rozglądania się! Do roboty! Według oficjalnego komunikatu, czynna miała być jedynie trasa czerwona, która ma sztuczne naśnieżanie, więc na nią ruszam. Niestety przy starcie wąskie gardło i wyryte do ziemi. Minerały walają się niemal na całym "ujściu" na trasę narciarską. Ale jak się to przeleci, dalej już jest dobrze. Warunki do samego dołu dobre, choć coś tam na ściance ciemnego się walało. Według mnie to szyszki, liście itp..Nic groźnego. Można sobie popuścić i nabrać wiatru w żagle. Czerwoną pokonuję jeszcze kilka razy, jednocześnie przyglądając się na pozostałe... Skoro ludzie cisną też na czarną, to czemu by jej nie przetestować? Nogi jeszcze nie działają jak należy, ale nie powinno być problemów. Co prawda widać wystające pojedyncze źdźbła trawy, ale nie są one groźne. Przejechałem z przyjemnością. Warunki dobre i czuć nawet różnice pomiędzy czarnulką a czerwoną. Na pierwszej tylko naturalny śnieg i jakby bardziej miękko, na drugiej wyraźnie twardziej. Skoro tu tak dobrze, to jadę przetestować niebieską, czy też to zieloną. Śniegu dużo, warunki bardzo dobre. Jedynie na dwóch patelniach ludzie wykopali nieco żwiru. Po za tym bardzo fajnie! Jedna dla mnie trochę tu za wolno i na tym jednym przejeździe kończę. Powracam na czerwoną i czarną i tam spędzam pozostały czas. Do samego końca jazda bardzo przyjemna. Żadnych nadmiernych muld, większych przetarć, czy tłoku. Wejście na krzesło na bieżąco. Im później, tym frekwencja niższa. Ciekawe, bo patrząc na ilość samochodów na wszystkich parkingach, powinno być gęściej... To jeszcze Schronisko i trochę zimy... Czas szybko minął, czas wracać. Trochę z żalem, choć nogi nie bardzo dają jeszcze rady. Tak tak, rower to nieco inna bajka i choć kondycja jest, to jakoś tak bolały, kiedy chciałem coś więcej poszaleć. Droga powrotna już bez problemów, może po za jednym incydentem. Jakaś kobita 3 samochody przede mną nagle gwałtownie zahamowała do zera, tak po prostu na środku drogi, bez widocznego powodu. Na szczęście nikt nikomu nie spenetrował tyłka... Późniejsze jej zachowania na drodze również mocno odbiegały od rozsądnych standardów. Jedyne wyjście, dla własnego bezpieczeństwa i spokoju ducha, dodać gazu i zostawić ową damę daleko za sobą. Piękny dzień i oby takich więcej! Pozdrawiam, Johnny2 punkty
-
Jeszcze raz powtórzę, szkoda że nie razem [emoji58] Head Rally - Probably the best ski in the world [emoji6]2 punkty
-
Martwiłem się o pogodę a tu dwa tygodnie słońca i dalej trzyma. Teraz zaczynam się martwić że nie padał śnieg od dłuższego czasu. Tak źle i tak nie dobrze Już w sobotę poznam ten raj offpistowy2 punkty
-
2 punkty
-
To tu masz taki bonusik w nagrodę: Tak, że teraz walcz Pozdrawiam2 punkty
-
Traktuj moje niektóre posty z przymrużeniem oka. Wiadomoj ako początkujący narciarz trochę się jaram sprzętem ale bez przesady. Poprostu cieszę się z nowego zakupu i odliczam dni kiedy dojdzie przesyłka.2 punkty
-
Panowie, dyskusja z Krono jest już bezcelowa. Ma odmienne zdanie, takie jego prawo i nie musi się z nami zgadzać. A za chwilę zaczniecie odbiegać od tematu wątku.2 punkty
-
Odwołane zawody mężczyzn w Lake Louise zostaną przeniesione do: Super G 27.12.2016 w Santa Caterina (ITA) Downhill 24.02.2017 w Kvitfjell (NOR)2 punkty
-
Info ze strony www Hotel Stok Wisła OTWARCIE KOLEI W DNIU 08.12 - CZWARTEK o 16:00 W TYM DNIU w godz. 16:00-20:00 KARNET 4 h za 1 zł2 punkty
-
Cześć Nie wnikając w spór to: -ocenianie jazdy po zdjęciu - oczywista bzdura i co do tego wszyscy się zgadzamy -to jak kto jeździ z nartami "na takim MASTERZE" nie ma nic wspólnego -TESTER to zawodowiec zazwyczaj zawodnik z wieloletnim doświadczeniem do, którego to miana jak sądzę żaden z kolegów nie pretenduje ani pretensji nie ma -TESTY są organizowane po to żeby sobie pojeździć i zebrać śmietankę na nieświadomych wyborach ludzi a oceniać narty po względem ich przydatności do jazdy - niezależnie od grupy docelowej, mogą jedynie TESTERZY - patrz wyżej. Opieranie się przy wyborze nart na wynikach testów świadczy o braku wiedzy ile zmiennych wpływa na odczucia z jazdy oraz braku realnej wiedzy na temat różnic między nartami możliwych do odczucia w jeździe. -demonizowanie nart, ich trudności, opieranie się na opisach w katalogach itd. to wyraz nieznajomości tematu albo głupoty. Pozdrowienia2 punkty
-
Cześć Przez siedem lat -nawet intensywnie jeżdżąc nie trzeba zarżnąć 3 par nart. Nie przywiązuj wagi do nart (modelu, firmy, typu (skoro wymieniasz to znaczy, że przywiązujesz)) to wtedy może będzie trochę szybciej. Pozdrowienia serdeczne2 punkty
-
Jacku myślę, że nie ma sensu dyskutować z Trollem. Gdyby, to (krono) był Gość z klasą, to nawet gdyby był Mistrzem Świata, czy Mistrzem Olimpijskim (a miałem dzięki Tobie okazję poznać takowych) - to zamiast hejtować i szydzić na forum - zwyczajnie podszedłby na stoku, pogadał, pojeździł razem z nami. Takim zachowaniem charakteryzują się ludzie z pasją, otwarci i zwyczajnie życzliwi każdemu. Tłumaczyć rzeczy oczywiste?... nie jestem przekonany, że coś poskutkuje. Pozdrawiam Ciebie serdecznie.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Góry Orlickie i Orlica 1084 m npm. Po dniu przerwy, który to dzień poświęciliśmy na zwiedzanie okolicznych zamków, ponownie udaliśmy się na szlak. W ostatni dzień naszego wrześniowego pobytu w Sudetach postanowiliśmy poświęcić na zdobycie ostatnich dwóch Gór z Korony Gór Polskich - pierwszą z nich była Orlica w Górach Orlickich. Początek szlaku pieszego dla nas to, Schronisko o tej samej nazwie co szczyt, na który się wybraliśmy. Zielony szlak i budynek z powyższego zdjęcia znajduje się... w doskonale znanym w Polsce ośrodku narciarskim - Zieleńcu. Po paru kilometrach pokonanych przy drodze asfaltowej wchodzimy na właściwą ścieżkę. Charakterystyczne miejsce - kamień Rubartscha. Napis na nim - mówi wszystko: postać niewątpliwie zasłużona dla turystyki w Górach Orlickich. Idziemy łagodną drogą delikatnie pochyloną ku górze. Po drodze takie oto widoki: Po kilkunastu minutach dochodzimy do granicy, strefy przygranicznej. No tak... ...można też tak jak na powyższym zdjęciu, bawić się na szlaku KGP Jeszcze kilkaset metrów lasu i powoli zbliżamy się do celu. Docieramy do charakterystycznego miejsca - schronu dla turystów po czeskiej stronie. Powiem szczerze, że powala mnie dbałość z jaką wykonano, to miejsce. Jest miejsce chroniące od deszczu, są stoły, są ławki, kosze i szok! Są również piękne trójwymiarowe mapy Gór Orlickich i okolic. Nic nie zdewastowane, nic nie zniszczone - jest czysto i schludnie. Skręcamy w lewo i po chwili docieramy na miejsce. Orlica 1084 m npm i 27 nasz szczyt z Korony Gór Polski został zdobyty. Ekipa: Drogę powrotną przebywamy w ekspresowym tempie - czeka na nas Jagodna z Gór Bystrzyckich. Ostatnie spojrzenie na Zielenic i tutejsze trasy narciarskie wokół pięknego kościółka i cmentarza... ...swoją drogą - czy istnieje w Polsce drugie takie miejsce gdzie jeździ się na nartach wokół grobowców? Hmm Piękna miejscówka - koniecznie musimy przyjechać tu z deskami. CDN2 punkty
-
Ano właśnie. Z przykrością muszę stwierdzić, że oprócz niedoleczonego kolana jakieś pozostałości traumy związanej z wypadkiem przesłaniają obiektywne postrzeganie rzeczywistości. Testy organizuje ktoś. Ten ktoś zaprasza kogoś. Ten kogoś proponuje udział komuś i ten jedzie. Jeździ na nartach i ocenia. Widocznie taka ocena, zwykłego amatora, jest dla organizatora także cenna. Bo i kto przeważnie kupuje narty? Tylko ci z jakimiś tam papierami stowarzyszeń narciarskich? Chyba nie. @Krono namieszał, oberwało się tym ze stolicy, szpanerom, bogatym, tym bez papierów narciarskich, tym z nowym sprzętem, tym nie wnikającym w nowinki techniczne nart, tym odważnie jeżdżącym ... @Krono, nie czytaj testów i nie rozglądaj się na stoku. Będziesz miał łatwiejsze życie!2 punkty
-
Marionen, super relacja. Fajnie sobie przypomnieć znajome tereny, kiedyś też ujeżdżany Ten fragment, który opisujesz jako najcięższy na Tuxie- jak mi tam puściły na twardym to sporo poleciałem, a zatrzymać się nie było łatwo Dla mnie najfajniejszy na Tuxie był ten obszar: zbocze widoczne w centrum zdjecia, pole snieżne zakończone żlebem. Dojazd trawersem ze szczytu orczyka koło snowparku (wysiada się w lewo), ale trzeba uważać na szczeliny. Pitztal dużo lepszy wg mnie, łatwiej dostępne tereny i jest ich więcej. Jak tam byłem to ta gondola, obok której przeskakiwaliście przez płot była przed remontem - ja wyskakiwałem od razu z platformy górnej stacji, chociaż obsłudze niezbyt się to podobało potem zjazd prosto granią i odbijałem w prawo do żlebów, które na czarnej trasie sie kończyły. Super tereny, trzeba kiedyś tam wrócić. Pozdrawiam2 punkty
-
JurekByd, Wujot i reszta towarzystwa śmiga sobie teraz (jak zwykle nie wiem gdzie) gdzieś w Alpach, może Ischgl, może jakiś lodowiec. Gdzie by to nie było, warun najlepszy z możliwych mają (nie jeżdżą przecież w innych - lata doświadczeń!). A ja dzisiaj komputer i telewizor do wyboru. Zerwać się dzisiaj nie mogłem z przyczyn niezależnych. Przeglądam zdjęcia z przed tygodnia, wracam myślami do chłopaków i tych pięknych miejsc w których razem byliśmy. Jakoś tak się składa, że zawsze z nimi są sami narciarscy napaleńcy, zadowoleni i nie narzekający. Wujot pewnie katuje kolejne łąki i obszary białego nietknięte "ludzką nartą czy snowboardem", a ja wspominam... pierwsza kolejka na Pitztalu, Juras, MarioJ, Wujot, Robert, Kamil, Bartek, Filip, i gdzieś zagubiony między autami Fikol. W sobotę na trasach tłok, ale nas to nie dotyczy, mamy przecież offpiściaków z Wrocławia Kiedy zrobiło się monotonnie Wujot przechodzi przez płot Razem z MarioJ deliberują, damy radę czy nie W tym samym czasie zbiera się grupa gapiów, niektórzy z aparatami i myślą zjadą, nie zjadą, przeżyją, nie przeżyją, najczęściej powtarzane słowo crazy, my jednak wiemy, spoko to trasa dla nas Dzień minął, pora wracać Pozdrawiam serdecznie.2 punkty
-
Mijamy jeziorko lodowe i piramidy z kamieni. A poza tym cały czas to samo - aby do góry. Jedyne o czym myślę to gdzie postawić nogę. Kamień się ruszy czy nie? Zsunie czy tylko zachwieje? Tu za stromo, tu nie ma się czego złapać. Uff, trzeba złapać oddech. Jeszcze daleko. Gdzie ten szczyt? Znowu się chwieję. Zaraz, teraz którędy? O! Tam widać jakiś szlak. Idę, zawracam się, cykam fotkę, podnoszę na chwilę głowę... Już niedaleko! Jeszcze kilka kroków i jest! Medelzkopf (2761 m n.p.m.) zdobyty. Jest cudnie! Większość robi zdjęcia nad przepaścią. A obok tyle śniegu Teraz trzeba zacząć schodzić w dół. Czeka nas ponad 1300m zejścia. Schodzimy do przełęczy - tam robimy krótką przerwę. Po 15 minutach ruszamy dalej. Na horyzoncie widać koniec - tam gdzie zaczyna się przeciwległy stok - czyli strasznie daleko (15km). Schodzimy mijając kwiatki i śnieeeg! Dlaczego nie wziąłem nart? Niedaleko śniegu biegały sobie koziorożce a w oddali pojawiło się jeziorko. Nad nim robimy przerwę. Urokliwe miejsce - pod górami w przepięknej dolince. Idziemy dalej, odwracając się co jakiś czas, żeby podziwiać widoki. Jaka tu jest piękna zieleń! Nie jest to jeszcze las, ale też nie łąka. Górska sawanna? Idziemy w tej zapierającej dech w piersi scenerii do łąk. Pojawiają się krowy - czyli cywilizacja jest blisko. Jest też schronisko. Uff! Chłodna woda, cień i lekki wiatr spowodowały, że nie chcieliśmy się już nigdzie ruszyć. O tym, że trzeba już iść, przypomniały niektórym krowy, które zaczęły dobierać się do jedzenia. Jak się później okazało, w tej dolince miał miejsce wypadek - krowa ugryzła 8-letnią dziewczynkę, która trafiła potem do szpitala. Dochodzimy do wąwozu. Woda, która płynie od śniegu przez jeziorko rozbija się teraz o głazy powodując odgłos, który odbijał się od ścian wąwozu, rozchodząc się z podwójną mocą. Wąwóz się wypłaszcza. Woda cały czas niemiłosiernie rozbija się o wystające kamienie pieniąc się jak kibice po niestrzelonym karnym. Pojawiła się zielono-alpejska trawa i długo wyczekiwany parking. 17,5 km zrobione, 550m w górę i 1300 w dół. Po godzinnej jeździe busem zatrzymujemy się w Matrai in Osttirol. Tam kończymy dzień. cdn.2 punkty
-
Po miesiącach przerwy wracam do relacji z lipcowych Alp. W poprzednim poście nie ma polskich znaków, ale niestety nie mogę go edytować. Dzień trzeci "Idę w góry cieszyć się życiem" We wtorek opuściliśmy Fusch. Po obfitym śniadaniu pojechaliśmy do Enzingerboden 1464 m n.p.m. Po drodze otaczały nas niesamowite widoki - głębokie doliny, skaliste góry. Po wielu serpentynach znaleźliśmy się pod dolną stacją gondoli. Zimą to miejsce wygląda mniej więcej tak: 6-osobowa kolej Doppelmayr z 1982 r. wiozła nas przez malowniczą dolinkę. Nareszcie, jak przyjemnie. Ten dźwięk jest dla mnie jak odgłos syreny na oceanie, jak ryk samochodu dla @Bumera. Płynny, trochę wysoki, ale intensywny i donośny. Odgłos liny... jak mruczenie ukochanego zwierzątka, górski narciarski dźwięk! Oprócz tego niebiańskiego dźwięku podróż z widokiem na trzytysięczniki umilały też krowy, koziorożce i świstaki. Kolejką wjechaliśmy na 2200m n.p.m. Na tej wysokości jest zapora na jeziorze, kilka orczyków i krzesło. Tam zaczęła się wycieczka w górę. Na początku obeszliśmy jeziorko. Tuż za nim pojawił się pierwszy śnieg. Potem kamienie, kamienie i kamienie... Ale kiedy się zatrzymam dookoła mam takie widoki. Raz wpadłem w podobną pułapkę - wydawało mi się, że jest dużo śniegu, a potem plusk! Po wspinaczce pojawiła się pierwsza większa plama śniegu do pokonania. Nachylenie spore, ślisko i brak sprzętu - jeden błąd i kończymy podróż. Ziemską podróż. A przynajmniej byłaby ona dużo cięższa. Całe szczęście wszyscy przeszli bez większych trudności. Jeszcze kilka łach śniegu, trochę twardego i odwiedzamy przełęcz Kalser Tauern 2515 m n.p.m. Ale to nie koniec - został nam do zdobycia jeszcze pobliski szczyt. Nie ma wyboru - hop do góry!2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Na przodzie ktoś wypatrzył chatkę. Niestety zamkniętą. Za to widoki cudowne! Gdy zebraliśmy siły przed atakiem szczytowym, ruszyliśmy do góry. Prawa, lewa, prawa, lewa, KAMIEŃ, prawa, STRUMYK, lewa... Po drodze mijamy bajecznie położone jeziorka. Pot, zmęczenie, chęć zdobycia celu, pragnienie, niebiańskie górskie uczucie mieszały się ze sobą, dając spodziewany efekt - jezioro Seekarsee (2232m n.p.m.) zdobyte! Powyżej śnieg i majestatyczne góry. Wydawało się, że plamy Białego są na wyciągnięcie ręki... Jeeeest! W sam raz na ochłodę. Jak się okazało, śnieg (albo lód) będzie nam towarzyszyć przez cały pobyt w Austrii. Miodzio! Jeszcze tylko napić się świeżej wody i możemy schodzić. Niestety tą samą drogą Chociaż dzięki temu jeszcze raz zatrzymaliśmy się przy chatce. Potem szybko w dół. Przy schronisku skręciliśmy w górę do górnej części wodospadów. Tłum jak przy Morskim Oku, a dorożki zastąpiły taksówki. Podczas podchodzenia zaczął padać w deszcz. Cali przemoczeni doszliśmy do początku wodospadu. Z powrotem też zrobiłem kilka fotek. Pod koniec podeszliśmy pod wodospad. Jak na pierwszy dzień starczy - przeszliśmy 17km, 1300m w górę i tyle samo w dół. Z powrotem jeszcze raz minęliśmy ośrodki narciarskie i alpejską przyrodę, których zdjęcia dodam... no właśnie nie wiem kiedy. Może jutro, może pojutrze albo dopiero za ponad tydzień. Podobnie z resztą relacji - co prawda mam już prawie całą napisaną, ale zdjęć jeszcze nie obrobiłem. Przez najbliższe półtora tygodnia będę (starał się) pokonywać różne trudności i niedogodności (z małą przerwą na Beskid Extreme Festiwal). Ale z tego relacji nie będzie :wink: Między innymi dlatego reszta relacji dopiero po powrocie (czyli 14-15.08). No nic, 300km samo się nie przejdzie. Pozdrawiam2 punkty
-
1 punkt
-
Ale na trasach to wyjeździsz się na maksa. Nieźle Ci się w głowie zakręci od tych trasowych wygibasów.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
ad.1 Przytoczyłem amatora który dorwał diabelnie mocnego Koenigsegg'a i na "cywilnym" pokazie go nie opanował i wpadł w widzów - to nie wypadek zawodowca - NIE TRAFIŁEŚ z filmem ad. 2 Piszę do WSZYSTKICH FORUMOWICZÓW którzy trafią na ten wątek, wszak jesteście jedną wielką bracią kipiącą samouwielbieniem (co widać po lajkach przy każdej odpowiedzi do mnie), a jak ktoś się z Wami nie zgadza to jest Troll i hejter (czyli ja)1 punkt
-
Jak już przytaczasz takie drastyczne przypadki to ja mam dwie sprawy: 1. Nie podejrzewam, że ten Pan się dopiero uczył (narty miał na pewno WC). Biorąc twój tok myślenia to gdyby za siatkami ktoś sobie stał i podziwiał przyrodę to by go mniej bolało jak "dostał" by od Maiera niż od jakiegoś neptka . A druga sprawa co to za zwroty "Wy", "Wasze" itd. Jak chcesz komuś coś zarzucać, to pisz konkretnie. Jak piszę, to piszę w swoim imieniu -Piotr_67- a nie "kogoś" czy "Ich". Pozdrawiam1 punkt
-
To teraz wiem dlaczego ksiądz teraz mówi do mikrofonu, nie z ambony!1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Pozwolę sobie dorzucić trochę zdjęć do świetnego opisu off piste Wieśka... 3 zdjęcia z pierwszego dnia (sobota) Wiesiu wynalazł nam ciekawy (jak na pierwszy dzień) teren do początkowych zjazdów poza trasowych, na południowym stoku przy trasie nr 5 i starym wolnym 3 osobowym krześle. Teraz jak patrzę na to zdjęcie poniżej, to widzę po goglach Wujota, że wyszykuje dla nas już dużo bardziej ciekawe tereny... Niedziela była najmniej ciekawa, dużo narciarzy, najgorsza widoczność, ja osłabiony temperaturą, snułem się samotnie gdzieś po wytyczonych trasach. Na moje szczęście nastał poniedziałek i wtorek, a Wiesiek zadbał, żeby było miło i ciekawie. Zaczęło się od przekroczenia tej tablicy... Dalej była już tylko bajkowa jazda Droga do wolności (tej narciarskiej...) i bonus w postaci snowboardzistki Eweliny Prosto w dół, czy na prawo (uwielbiam takie dylematy) Trzeba uważać na wystające głazy Końcówka rozległej i ciekawej ścianki Przyjemnie się latało Najłagodniejsza część off piste Najciekawsza część (chyba najtrudniejsza?) Tutaj "nasza" trasa zdegradowana przez jakieś free rider-owe menty (Wiesiek ma jakiś pomysł na nich - może kiedyś o nim napisze) Już tęsknie za tym klimatem... Pozdrawiam serdecznie. GOPR0566.MP41 punkt
-
1 punkt







