Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      23

    • Liczba zawartości

      2 888


  2. janek57

    janek57

    Użytkownik forum


    • Punkty

      15

    • Liczba zawartości

      1 699


  3. marcinn

    marcinn

    VIP


    • Punkty

      14

    • Liczba zawartości

      5 316


  4. MajorSki

    MajorSki

    Użytkownik forum


    • Punkty

      12

    • Liczba zawartości

      831


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 11.01.2017 w Odpowiedzi

  1. Jako że dziś ostatni dzień mrozów a ja uwielbiam jeżdzić w mrozie trzeba było się wybrać na narty. Padło na Skolnity - jeden z ulubionych stoków zwłaszcza że chodzi trasa czerwona. Wyjazd o 7 rano i w okolicach Skoczowa taka oto temperatura Na domiar złego chyba zapomniałem zmienić płyn do spryskiwaczy i cała drogę miałem widok jakby padał śnieg Melduje się na miejscu o 8.20, temperatura -16st, karnet na 3h i w drogę. Na górnym parkingu razem z moim jest 5 aut - na stoku max 8osób - MIÓD MALINA Trasy zmrożone, fajnie przygotowane. Jeżdząc do godziny 12 warunki niezmiennie bardzo dobre. Jedynie na początku czerwonej lekkie poletko lodu - do ominięcia po bokach. Zero kamyków, odsypów itp. Czasami jakaś grudka śnieżna którą można było po prostu rozjechać. Gdy kończyłem na parkingu około 10 aut, a na stoku może łącznie ze 30 osób - zero kolejek, warunki dalej super tylko niestety temperatura poszła mocno w górę. Na podporach zaczęło kapać, na dole Wisły tylko -3st - szkoda. Generalnie wyjazd na 5 a warunki na -5 Jeśli się uda w sobotę powtórka
    11 punktów
  2. Ustroń, Poniwiec Mała Czantoria. Samotnie. Dzisiaj przeczuwałem, że może wcześniej zakończę czynności służbowe i nie myliłem się. Wracając z Cieszyna zahaczyłem o ośrodek Poniwiec w Ustroniu. Wiem, że na STOK-u była promocja (30 PLN za 2 godz.), Marcinn zachęcał wczorajszą relacją na Stożek, ale Poniwiec miałem najbliżej i dlatego z braku czasu i , że byłem tam tylko raz (w zeszłym sezonie) postanowiłem tam zawitać. Dojazd boczną drogą ostro pod górę przez las po prawie suchym asfalcie, gorzej było wcześniej między domami, gdzie było sporo lodu na drodze. Aut o godz. 13 na parkingu kilkanaście więc liczyłem na jakieś towarzystwo na stoku czy wyciągu. Myliłem się. W szczycie jeździło może z 10 narciarzy, a były momenty gdy naliczyłem góra 5 osób razem z tymi co jechali kolejką , a stok był całkowicie pusty. Temp.-4, stok zmrożony, twardy, śnieg techniczny, bez lodu. Żadnych odsypów, ale na dole trochę grudek lodowych. Nie wiem dlaczego przy naśnieżaniu przy sporym mrozie, który powinien sprzyjać całemu prcesowi , sztuczny śnieg zbija się w takie grudy i nawet ratrak niewiele z tym może zrobić. Kilkanaście dni wcześniej na Skolnitach też podobne (a nawet jeszcze większe) lodowe "kamyki" były. Od 13 godz, kiedy zacząłem jazdę cały stok był już w mroźnym cieniu, ale szczytowa polana do 15.30 była w oślepiającym zachodzącym słońcu. Koniec mojej jazdy przed godz.16 z powodu bardzo słabego już naturalnego światła na dole. Trochę pojeździłem i pokentemplowałem w samotności na kanapie. Ale jakiś taki niedosyt narciarski czuję. Ośrodki jednostokowe jakoś do mnie nie przemawiają. Na koniec pochwalę się samodopasowującą się nowością, którą mam na głowie
    9 punktów
  3. Hej, Chcialam zameldowac ze wrocilismy z 5-dniowego szalenstwa (26.12-30.12) cali i zdrowi i zrozumialam, dlaczego ludzie tak kochaja narty - BYLO SUPER! Mimo nie najlepszej pogody na poczatku pobytu (2 dni sypalo i wialo) ostatnie 2 dni ze sloncem okazaly sie fenomenalne. Jako poczatkujaca zalozylam ze wezme kilka lekcji a w necie znalazlam jeszcze przed wyjazdem oferte Winter Passion (link ponizej) i to byl strzal w dziesiatke! Pomyslalam wiec ze podziele sie z poczatkujacymi ta informacja: http://www.jasna.sk/en/ski-school-and-rental/ski-school/winter-passion-new/ Spodziewalam sie, ze bedzie jakas mala grupka, ale okazalo sie ze instruktorow mieli chyba wiecej niz chetnych, wiec mialam swietnego instruktora (Marian) na wylacznosc Ku mojemu zaskoczeniu okazalo sie ze lepiej jezdzi mi sie bez kijkow, ktore wczesniej uwazalam za niezbedna czesc wyposazenia. Przejechalam wszystkie trasy ktore wymieniliscie jako naprostsze czyli Biela Put, 10, 14 i 5. Bardzo szkoda bylo wyjezdzac, zwlaszcza ze zaczynalam juz rezygnowac z zachowawczej jazdy plugiem zeby poczuc szybkosc W ramach refleksji po moim debiucie narciarskim, mam kilka pytan: 1. Czy oblodzone stoki, zwlaszcza trasy niebieskie, zdarzaja sie we wszystkich osrodkach narciarskich? Przyznam ze drugiego dnia na Biela Put czyli naprostszej trasie bylo tak slisko i nieprzyjemnie, ze po lekcji odpuscilam sobie jezdzenie. bo dla poczatkujacej narciarki jazda na lodzie to totalny stres a nie fun... 2. Jesli zdecyduje sie wrocic na Chopok, mozecie polecic jakis hotel/apartamenty w bezposredniej odleglosci od Biela Put lub Bhrliska? Widzialam hotel 'Druzba' przy Biela Put i 'Grand' przy 10, ale moze znacie jeszcze inne miejsca, w odleglosci 5 min piechota? Ski busy to byla masakra, wiec tego doswiadczenia juz nigdy nie powtorze (straszny tlok, kilka razy nawet sie nie zatrzymal, mala czestotliwosc kursowania). 3. Jesli nie Jasna to gdzie znajde osrodek z dlugimi, dobrze przygotowanymi (bez lodu) niebieskimi trasami, bez przesadnych kolejek i najlepiej sloneczna pogoda? W Alpach albo Dolomitach? Jakies konkretne fajne miejsca na wyjazd (samodzielnie albo z biurem)? 4. Bardzo marzly mi dlonie, mimo iz temperatura oscylowala jedynie pomiedzy -9 a -3... Wobec czego musze kupic mega cieple rekawice na kolejne 'lyzowanie' - w necie widzialam jakies obco dla mnie brzmiace marki typu Marmot, Haglofs... Poradzcie prosze czego mam szukac tak aby skostniale dlonie juz sie nie powtorzyly. Ogromne podziekowania za wszystkie wskazowki przed wyjazdem! - okazaly sie bardzo cenne i pomocne, dlatego licze na kolejne
    8 punktów
  4. Teraz na Warszawskich Szesliwicach Wysłane z mojego myPhone Q-Smart LTE przy użyciu Tapatalka
    8 punktów
  5. Plan był na wczoraj, ale zła widoczność z rana i popołudniowe plany spowodowały, że wrociłem do wyrka. Dzisiaj już cały dzień wolny, więc zero stresu i presji czasu, a i pogoda o niebo lepsza. A niebo z rana było bezchmurne. Ok 8:30 startuję z Przełęczy Glinne, ide sam, pierwszy raz po 2 latach na turach i poza trasą - nie wiem jak kondycja po kontuzji, więc głupio było by kogoś spowalniać, a i moja jazda w lesie nie jest taka jak była kiedyś - przynajmniej na razie. Jest -16, zapinam foki i klej na jednej mi się nie podoba, ale chwytają i ruszam. Po 500m odpinam wywietrzniki w spodniach i zdejmuje kurtkę - ide w samej bieliźnie termoaktywnej i koszulce. Szlak wiedzie pasem granicznym między drzewami, które skutecznie osłaniają go od słońca ale i od wiatru. Początek bardzo płaski, tempo niezłe ( tym później) trasa idealna dla początkujących by zapoznać się z techniką chodzenia, a do tego dość malownicza. Szlak przetarty - szło kilka osób. Wszystko idzię ok, aż do ok 3km gdy puszcza mi foka na 1 narcie - dostała trochę śniegu i połowa jest przyklejona, a druga połowa sobie wisi Próby oczyszczenia i przyklejenia nic nie dają - rozważam powrót, ale już bliżej niż dalej, więc głupio tak zawrócić. Foka ładuje pod koszulką, blisko ciała, a narty pod pachą - ruszam na butach, żeby zagrzać fokę. Po 15 min i może 200m zapadania się po kolano próbuję przykleić - łapie ale coś słabo, no ale próbuje foczyć. 50m i powtórka z rozrywki. Kolejny dylemat co robić. Powtarzam manewr i mimo, że jest mi ciepło wrzucam kurtkę by dogrzać foczkę Ruszam na butach, staję w miejscach gdzie pada jakiś promień słońca by się dogrzać, ale praktycznie wszędzie cień. Idę dalej i zapadam się coraz głębiej - postanawiam, że jak zacznę się zapadać po pas to zawracam W końcu naklejam znów fokę - tym razem jakby lepiej siadła i ruszam już na nartach przez jakieś 500m jest ok i myślałem, że będzie już tak do końca. Podchodzę pod ścianke, wybieram trasę zakosów i znowu to samo... Gdyby nie to, że był fajny stromy fragment do zjazdu i coraz rzadszy las to bym zawrócił. 3 raz owijam się foką i wspinam. W końcu wypłaszczenie i słońce! Naklejam fokę i wystawiam do opalania. Śniadanko, zdjęcia i ostatnia próba. Trochę już jestem zmęczony tymi perypetiami ale jestem już pod kopułą szczytową nieco ponad 1km do celu. Słońce dobrze zrobilo foczce - do szczytu już pięknie trzyma. Na szczycie jestem po nieco ponad 4 godzinach lekko zmęczony i zmarznięty, do tego zaczyna mocno wiać i chmurzy się. Herbata, odpoczynek i jazda na dół trasą podejścia - zjazd przyjemny chociaż sporo wypłaszczeń - o dziwo całkiem fajnie mi się jedzie na otwartych przestrzeniach -- dużo lepiej niż w gęstym lesie gdzie trzeba mocno NW i śmigiem pracować. Całośc ok 5 h czyli sporo dłużej niż planowałem - MajorSki to podejście robił w 2 godziny, gdyby nie nieszczęsna foka pewnie zajęłoby mi to poniżej 3h - nie jest źle, ale trzeba trenować - momentami serce walliło jak szalone Na koniec kilka zdjęć: A tu pełna galeria: https://www.facebook.com/korbielowandiamo/photos/?tab=album&album_id=1400766696609523[/url]
    7 punktów
  6. Wczoraj byłem z córką na nartach w Wiśle-Skolnity a dzisiaj pojechałem zachwycić się BSA w Szczyrku- Biłej. W oba dni pojeździłem całkiem fajnie. Z tego porównania zwycięsko wyszły Skolnity. BSA mnie nie zachwycił. Oczywiście bardzo złe opinie na temat tej S.N. na Facebooku są mocno przesadzone przesadzone,ale mankamentów jest sporo a trasy jak dla mnie mniej ciekawe niż na Skolnitym. To moja prywatna ocena , szczegółów nie będę podawał ( skionline.pl jest wszakże patronem medialnym BSA). Pogoda i warunki narciarskie. Wczoraj w Wiśle temperatura -9 do -7 ,prawie bezchmurnie, warunki dobre ,trochę połaci lodowych i grudek lodowych, kamyków brak. Ogólnie pogoda i warunki wczoraj na Skolnitym w skali 1-6 na mocne 4. Dzisiaj w Szczyrku- Biłej prawie bezchmurnie ,temperatura od -7 do -2 .Pogoda idealna narty.Dzisiaj trasa w BSA w godzinach 11:20 do 15:05 (w tych godzinach jeździłem) już mocno zmaltretowane. Trochę połaci lodowych ,sporo odsypów i wcale niemało grudek lodowych (na dole trasy po lewej). Pisze trasa bo tam jest jedna szeroka trasa przedzielona w połowie i uatrakcyjniona na dole tunelem.Oceniam dzisiejsze warunki narciarskie w B.S.A. na 3 z plusem.Ogólna ocena B.S.A. dzisiaj to -4 (skala 1-6). Śniegu naturalnego w Szczyrku zdecydowanie więcej niż w Wiśle bo 30cmi więcej, Wisła 15 cm i więcej.Ocena grubości pokrywy śnieżnej ,,na oko". Kilka fotek wstawię jutro.Nadchodzi krótkie ocieplenie, ale styczeń zapowiada jako zdecydowanie mroźny.
    7 punktów
  7. Tylicz-Ski w Beskidzie Sądeckim Wprawdzie miała dziś być powtórka na Stożku ale z rana musowo musiałem być służbowo w okolicach Tylicza Cóż,trzeba było sprawdzić warunki na stoku A te hmmm były.....
    7 punktów
  8. Kultowa Rysianka 8.01.2017r Wycieczka skiturowa na Rysiankę to jest klasyka sama w sobie. Jedno z najładniejszych miejsc w Beskidzie Żywieckim. Kult tego miejsca można zobaczyć w każdy piękny weekend... ludzi jest bardzo dużo, co można zauważyć po relacjach na forum Startujemy z Sopotni W. początek szlakiem niebieskim, ale w momencie kiedy szlak odbija w prawo my idziemy na wprost... jeszcze po śladach, które po chwili nam nikną i trzeba torować. Śniegu jest jakby mniej niż w piątek, widać, że powoli siada. Dochodzimy w pobliżu stokówki, która mocno skręca w lewo i trzeba jakoś na nią wyjść.. Chcemy bardziej w lewo, aby sobie skrócić, ale potok tym razem nie puszcza Podchodzimy stromy zboczem... nie wiem ile ale wygląda na 40st I robimy krótki popas Zjeżdżamy teraz w dół, aż do stokówki - "ostatniej prostej" czyli stromego odcinka który przez las wyprowadza na halę pod Rysianką Przy okazji podchodząc zerkamy na Halę Łysniowską, którą będziemy zjeżdżać w dół do Sopotni Jest pięknie, ale na polanie zaczyna wiać... niby delikatnie, ale przy tej temperaturze jest to bardzo wychładzające, szybko można opaść z sił. Przed schroniskiem ostatnie zerknięcie na polankę w stronę Złatnej... cała rozorana Po godzinnym postoju w schronisku wyruszamy w dół na Halę Pawlusią (tutaj zachodzące słońce i piękne widoki na Beskid Śląski, ale jest mega zimno! tracimy czucie w palcach, dziewczyny "kwiczą" z bólu, że nie czują kciuków pomimo łapawic!) i ostatnie podejście na Halę Łysniowską... jest już ciepło.. i bosko! Na koniec za Halą zjazd między drzewami, super! chociaż momentami brakuje nachylenia Tak czy inaczej była to bardzo przyjemna wycieczka w porównaniu do piątku - rekreacja Pozdrawiam Tomek
    7 punktów
  9. 6 punktów
  10. Dzień 3 To dzień gdy "wyobrażenie" mogliśmy zderzyć z "rzeczywistością" - jednym słowem umówiliśmy się z MajorSki na wspólną turę! Dogadanie było trochę kłopotliwe bo w Chochołowskiej nawet trudno wysłać sms (pogadać nie ma szans - to tak w kwestii super rozbudowanych sieci komórkowych). Nie mniej jednak o 10:00 Tomek dotarł i ruszyliśmy w czwórkę na Grzesia, gdzie jak widać telefonia istnieje Po wczorajszej aktywności wiatrowej góra wyglądała tak Grzesia osiągamy w założonym "letnim" czasie. Pogoda z rana przyjazna powoli się zmienia, napływają chmury wysokie i zaczyna wiać. Podziwiamy krajobrazy. Przed nami długi upłaz dalej Rakoń (nie ma go na zdjęciu) i w tle ewentualny Wołowiec. Trudno wprost uwierzyć ile może zrobić wiatr w ciągu kilkunastu godzin! Dowodem są na to powstałe zastrugi. Te "wypukłości" na zdjęciu to najtwardsze fragmenty śniegu - pozostałe dookoła podłoże wybrał właśnie wiatr. Ślady nart to lewitujące czasem paski dobre 10 cm nad podłożem. A przecież to były zagłębienia też pewnie na 10 cm. Podobnie jest z wgłębieniami po kijkach, które przekształcają się w regularnie porozkładane walce. Jakoś mi się to kojarzy z negatywami i pozytywami fotograficznymi i niezmiernie zaciekawia. Dochodzimy pod Rakoń, w międzyczasie wiatr się wzmógł, więc z Wołowca postanawiamy zrezygnować. Kamil z Robertem postanawiają zacząć zjazd ze szczytu, Tomek i ja uznajemy, ze nie ma potrzeby lawirować między kamieniami i lodowiskami na ostatnim odcinku grani więc przezbrajamy się niżej. Po chwili chłopaki zjeżdżają i razem czeka nas droga na wschód. Fanu nie ma, jest bardzo twardo ale w sumie bez problemowo. W schronisku jesteśmy dość szybko, gadamy przy piwku, później obiadujemy. Zbliża się noc fajnie jest ale co niektórzy (czytaj Tomek) muszą do domu wracać. Więc jeszcze uścisk ręki, jakiś zapomniany termos Obserwujemy "nostalgicznie" znikającą sylwetkę... Już podczas dnia trochę dziwnie się czułem, teraz łapie mnie telepawka - wszyscy w koszulkach a ja ubrany jak na dwór i jeszcze się trzęse. Drapie gardło i łapie katar. Na noc zakładam czapkę, kurtkę puchową i przykrywam się dwoma kocami. Dzień 4 Rano jest ze mną (chyba) zdecydowanie lepiej. Z sopli kapie woda - wygląda na ostrą odwilż. Idę do chłopaków na naradę - mieliśmy przez Kulawca pójść na Trzydniowiański (bo pozyskaliśmy wiedzę, że relatywnie są tam najlepsze warunki) ale jest tam mocno stromo i przy postępującym ociepleniu mogą być gruntówki. Proponuję więc aby pójść znów na Rakoń bo ma też dość płaskie bezpieczne warianty zjazdu, po drugie jeśli okaże się, że nie daję rady to koledzy zgarną mnie w drodze powrotnej. I ten plan zostaje przyjęty. Spacer lasem pod Rakoń spokojny. U podnóża pojawia się mgła coraz silniej gęstniejąca z wysokością i rosnący wiatr. Na szczęście mamy traki z dnia wczorajszego i wychodzimy po nich na grań. Wiatr miał mieć 30-40 km/godz tymczasem przesuwa on położone plecaki a podczas odklejania fok klęczymy na nartach bo boimy się, ze je stracimy. Zjazd znów w twardym i gęstej mgle więc bardzo spokojnie. Poniższego zdjęcia nie powinienem zamieszczać bo jest nieostre ale... to nartostrada (na mapie) Dalej po drodze czeka nas niezwykła niespodzianka - z Litworowego Żlebu dosłownie na naszych oczach schodzi lawina. Fota jest jak jeszcze leciało! Oglądamy dokładnie ślady - czy nie została podcięta? Ale nie, to samoistny, niezbyt duży zsuw. Nie mniej jednak doszło do niego... Wracamy do schroniska, chwilę popasu, zabieramy nasze depozyty. Tutaj jest zdecydowanie pogodniej Na parking jest 7 kilometrów - niestety w rosnącej ciapie. Odwracam się - ostatnie foty. Rakoń tkwi w potężnym wale chmur - sielanka jest tylko tutaj na dole! Podsumowanie Bardzo spodobały mi się te Tatry Co prawda jednak trochę małe w porównaniu z Alpami ale pazur mają. Jak czytałem o tutejszej wyjątkowej zmienności warunków śniegowych, nie mających swoich odpowiedników gdzie indziej to myślałem, że to takie gadanie. Tymczasem wygląda, że tak tutaj jest. Twardy betonowy warun i mocno nawodniona lawina w chwilę później (przy tym samym kierunku stoku)??? Bardzo spodobała mi się też przyjazność tych gór mojej kieszeni. W Chochołowskiej, w kuchni turystycznej, dostępnej przez 24 godz, jest zawsze wrzątek w dowolnej ilości. Można więc bez wysiłku i targania kohera żywić się "własnymi" ciepłymi posiłkami, do tego gorący prysznic za darmo. Dojazdowo też źle nie jest (4 godz z Wro). Wrócę tu jeszcze. Pozdro Wiesiek
    6 punktów
  11. Przyszedł czas pakowania. Niby wyjazd dopiero w nocy z piątku na sobotę, ale pewnie szybko zleci. Grupą sześciu osób jedziemy do St. Anton, a celem naszych narciarskich podbojów jest region Ski Arlberg - w chwili obecnej chyba największy kompleks narciarski w Austrii. Planujemy zjeździć jak najwięcej, jak najwięcej zobaczyć. Ponieważ na forum relacji z tego terenu jest niewiele i są one skrajne (Wróżka, lski), pozwoliłem sobie otworzyć ten wątek, kilka dni przed dotarciem na miejsce w celu zebrania od Was porad i wskazówek, które umożliwią nam wykorzystanie tego tygodnia na nartach jak najlepiej (dziękuję Jurkowi i Cosworth240 za pierwsze wskazówki w innym wątku). Mam kilka pytań. Po pierwsze o punkty obowiązkowe na naszej narciarskiej trasie? Co koniecznie i gdzie powinniśmy się pojawić? Po drugie, czy w St. Anton jest możliwość zaparkowania gdzieś autem nie płacąc za parking? Czy zwiedzając ośrodek - damy radę w ciągu jednego dnia przebyć pełną pętlę i odwiedzić wszystkie miejscowości - czy raczej podzielić to na fragmenty i częściowo przemieszczać się autem? Na co powinniśmy zwrócić uwagę w logistyce tego wyjazdu (jakieś dodatkowe opłaty za drogi itd.)? Za wszelkie rady będę wdzięczny. W naszych planach jest jazda na nartach od przyszłej niedzieli do soboty 21 stycznia. Zastanawiamy się również nad karnetem - czy kupować karnet 7 dniowy, czy też 6 dniowy + 4 godziny w dzień wyjazdu? W cenniku jednak nie znalazłem opcji i ceny 4 godzinnego karnetu. Czy ktoś mógłby doradzić w tym temacie? Narty już zrobione, sprzęt zapakowany... ...zakupiony nowy sprzęt fotograficzny Niebawem rozpocznę relację Online z tego wypadu - o ile dostęp do internetu na kwaterze będzie ok. No i mam nadzieję, że pisząc tę relację przetrę szlak w tym kierunku dla innych forumowiczy. Za wszelkie rady w temacie - z góry dziękuję PS. To co mnie martwi... to to, że jak na razie jestem przeziębiony i zapowiada się, że będę się zmagał z chorobą w czasie tego wypadu.
    4 punkty
  12. Dzisiaj w TŁ od rana słoneczko. Ludzi nie dużo, chodziły wszystkie wyciągi i otwarte wszystkie trasy w tym czarna, kolejek do wyciągów brak. Do godziny 13 trochę szkółek. Pod koniec dnia trochę odsypów i lodu szczególnie na trasach czerwonych ze Skalnatego Plesa, pozostałe do końca w dobrej formie. Przez cały dzień mroźno.
    4 punkty
  13. Dzień 2 Po spokojnej pobudce koło 7:00, rodzinnym śniadaniu i niezbędnym czasie na "uklepanie" żołądka wyruszamy na szlak. Celem jest Grześ a dalej Rakoń i Wołowiec. Prognoza mówi o silnym wietrze, z dołu widać, że na górze się trochę rusza ale na razie jest sielsko - idziemy lasem plotkując sobie trochę. Las jednak się kończy i na górze robi się wygwizdów. Oczywiście nie mamy zamiaru się wycofywać. Doubieramy się - zakładamy gogle, kominiarki, dodatkowe warstwy Idziemy ostrożnie szeroko rozstawiając kije, zatrzymując się podczas nagłych uderzeń wiatru. powoli jednak ta walka zaczyna się robić coraz bardziej nierówna. A ponieważ do szczytu jeszcze trochę brakuje a dalej będzie z pewnością gorzej (bo dopiero tam zaczyna się całkiem otwarta przestrzeń) to kontynuowanie wycieczki staje pod znakiem zapytania. Chyba nawet bez specjalnej narady postanawiamy zawrócić. Trzeba ostrożnie ściągnąć foki, otworzyć plecak pilnując aby wiatr niczego nie zabrał. Zjazd jest... no dobra pomińmy to. Na dole zaglądam na tel i znajduję tam takiego sms-a Odpisuję, że właśnie nas zwiało z Grzesia. Ale ponieważ w linii lasu jest całkiem miło postanawiamy przejść się gdzieś po okolicy. Wybór pada na Dolinę Jarząbczą i jeśli warunki się poprawią to wejdziemy może na Czubik albo Trzydniowiański Wierch. Po drodze mam możliwość obserwowania przemian śniegu. Odkrywam całą wielką łąkę obsianą pięknymi dwucentymetrowymi kryształami Ta ulotna, lekko dzwoniąca warstwa kojarzy mi się z krótko przystrzyżoną łąką skrzącą się promieniach słońca. Każdy dotyk niszczy to piękne zjawisko. Narciarsko oczywiście nie ma się co cieszyć to słaba warstwa tworząca ewentualne miejsce poślizgu dla lawin deskowych i dowód jak w krótkim czasie (jednej nocy) mogą zmienić się warunki. Na razie idziemy piękną polaną w "stronę słońca". Jarząbczy Wierch z tego kierunku wygląda mega okazale Po jakimś czasie osiągamy krawędź linii lasu (na poprzednim zdjęciu po lewej stronie) i zaczynamy wspinać się na przełęcz miedzy Czubikiem a Trzydniowiańskim. Wiatr przypomina o sobie - imponujący wał fenowy mówi wyraźnie - tam nie chciałbyś być! Popatrzcie sami - zarówno Jarząbczy jak i Kończysty Wierch (ten z lewej) to całkiem spore górki... Ale zdecydowanie większą uwagę od wiatru przykuwa od dłuższej chwili podłoże po którym się poruszamy, błyszczące pokryte grubą warstwą szreni. Jedno wielkie lodowisko! Idziemy jeszcze kawałek w górę aby rozeznać opcje zjazdu - mamy nadzieję ominąć to lodowisko. Wizja terenowa pokazuje jednak, że najbezpieczniej będzie wrócić po swoich śladach. Ściągamy foki i zaczynamy zjeżdżać. i tutaj lekkie zdziwko powierzchnia czasem się łamie ale ogólnie to nie. Czyli to moja pierwsza lodoszreń! Średnio czujemy się na takiej nawierzchni - boimy się zepchnięcia w dół, szczególnie przy silnym już tutaj wietrze. Oczywiście z grubsza kontrolujemy sytuację (gdyby tak nie było to ściągnęlibyśmy narty) i obraną linią wracamy do lasu. Tam jazda na stromym kompletnie zabetonowanym stoku też jest ostrożna - opadanie liściem czy umiejętność zrobienia zwrotu przekładanką bardzo się przydają. Pora jak widać jest odpowiednia aby myśleć o ciepłym, przytulnym schronisku. CDN Pozdro Wiesiek
    4 punkty
  14. Napisano 25 luty 2015 Kolejne wspominki - były już Alpy i Karkonosze więc pora na Tatry Tak dziwnie wyszło, że spędziłem już trochę czasu na turach w Alpach, szurałem też w rodzimych Karkonoszach a jakoś omijałem Tatry. Ale z tym wyjazdem miało się to zmienić. Inicjatywę rzucił Piter z wrocławskiego KW więc towarzystwo było wspinaczkowe (mieszane skiturowo-piesze). Narciarzy było nas 7-10 osób w tym aż trzy dziewczyny. Wyruszyliśmy z Wro (z Kamilem i Robertem) wieczorem w czwartek 19.02 by o 24:00 zameldować się w Zakopcu w sympatycznym hostelu Good Bye Lenin - nocleg 25 zł z węglowodanowym śniadaniem. Nasza trójka zaplanowała w Tatrach pobyt na cztery dni. Dzień 1 Celem była Kopa Kondracka. Rano podjechaliśmy więc do Kuźnic, załadowaliśmy niezbędny ekwipunek i hajda! Kalatówek prawie nie zauważyliśmy. Za to zauważyliśmy i zachwyciliśmy się Halą Kondratową. Bo czyż można być obojętnym na takie "okoliczności przyrody"? Moją uwagę przykuł jednak element tego sielskiego krajobrazu: Takie ładne soczewkowe formacje świadczą, że na górze tak sielsko już nie jest. Ale na razie to opalamy się, uzupełniamy płyny a co niektórzy to do roboty aby zdążyć uchwycić parę fot. A więc cel przed nami A także, za plecami Schronisko na Hali Kondratowej. Przyglądam się całkiem sporemu ruchowi - jest nawet trochę narciarzy Po chwili akurat nie za długiej ekipa rusza w dalszą drogę. Do szczytu jest pewnie z 700 m w pionie. Podejście jest o wiele wredniejsze niżby się wydawało - bez harszli nie ma szans. Ale nawet z nożami grozi wyjazd śniegu spod nart. Jest tak ponieważ bardzo twarde wręcz betonowe fragmenty przeplatają się z "bezstruktralnymi" pozornie twardymi nawianiami, które obciążone mają ochotę zjeżdżać. Praktycznie każdy przeżywa tam swoje chwile, jak nie grozy, to przynajmniej kropli potu gdy grozi niekontrolowany ssuw w dól stoku. Część ekipy przezbraja się po drodze wrzucając narty na grzbiet i zakładając raki i tak dociera na grań. Po drodze dokładnie obejrzeliśmy sobie stok po którym przyjdzie zjeżdżać - wydaje się, że nie ma co się pchać z nartami na samą górę bo jest tam albo wywiane albo oblodzone. Sam zjazd zapowiada się na trudny. Gadamy co zrobić, konsumujemy łakocie i napawamy się widokami. Wyszukuję sobie dobre miejsce na zrobienie Czerwonych Wierchów. W toku konsultacji, uzgodnień, negocjacji udaje nam się wypracować jednolite stanowisko - zjedziemy z przełęczy (rozważaliśmy powrót przez Kasprowy oficjalnymi trasami). Typujemy dobre miejsce na start na zboczu Kopy Kondrackiej do którego trzeba trochę podejść. oprócz naszej grupki jest jeszcze narciarz i deskarz. Zjazd jak to przeważnie bywa okazuje się łatwiejszy i przyjemniejszy niż to wyglądało. Jest co prawda bardzo twardo ze zdradliwymi nawianiami ale w sumie bezproblemowo. Za to na dole trafiamy na takie oto klimaty. Czyli szreń - od biedy da się w tym skręcać ale wymaga to sporego wysiłku. Po chwili jesteśmy przy schronisku i jedziemy lasem w stronę dojazdówki z Goryczkowej do Kuźnic. Po drodze rozdzielamy się - dziewczyny wracają na dól a my zakładamy foki i podchodzimy do stacji krzesełka. Tam po analizie czasu wychodzi nam powrót. W Kuźnicach jemy niespieszny obiad, jakieś zapomniane zakupy i jazda do Doliny Chochołowskiej gdzie mamy trzy kolejne noclegi. Na parkingu przy czołówkach robimy przepak i po niespełna dwugodzinnym marszu (koło 21:00) lądujemy w Schronisku Na Hali Chochołowskiej. Mamy trochę szczęścia bo po odszukaniu recepcjonistki wchodzi do schroniska kilkudziesięciosobowa grupa (z małymi dziećmi) dowieziona właśnie saniami. Kolejka ludzi wypełnia szczelne pomieszczenie ale nas to na szczęście już nie dotyczy. Ponieważ jestem wolnym elektronem walencyjnym, który znalazł się w ekipie jako ostatni, przypada mi samodzielny nocleg w 14-ce. Ma to niewątpliwą zaletę finansową (tylko 25 zł nocleg). Odnajduję przy czołówce ostatnie wolne łóżko bo Schronisko dosłownie całe jest zajęte. Jest ciepła woda pod prysznicem, czyste kible i co zapomniałem dodać - zdołaliśmy jeszcze skonsumować browar. W nogach czuję przyjemne zmęczenie - jeszcze nastawić budzik na 7:00, wrzucić coś na uszy (Emika - Klavirni). Życie jest piękne! CDN Pozdro Wiesiek
    4 punkty
  15. Za zgodą Kamila wrzucam kilka zdjęć. Mnie tam nie było
    4 punkty
  16. Wrażenia trochę spóźnione, bo z długiego weekendu, ale dopiero dziś jakoś udało się znaleźć chwilę i poukładać zdjęcia: Po raz trzeci wybraliśmy się na przełomie roku do Černego Důlu koło Jańskich Łaźni, żeby pojeździć w tamtejszym ośrodku SkiResort. Ale warunki w ubiegłym roku (relacja tu: http://www.skionline.pl/forum/topic/20159-pec-i-ja%C5%84skie-%C5%82a%C5%BAnie-sylwestrowo-noworoczne-nartowanie/) to ziemia a niebo, i to praktycznie dosłownie, bo rok temu było zielono, a w tym biaaało, mroźnie i śniegu po kokardę, to znaczy spokojnie ok. metra! Myślę, że aktualnie w Karkonoszach jest więcej śniegu, niż w wielu topowych ośrodkach w Alpach. Tak to wyglądało w piątek rano z okien hotelu: A tak już na stoku:
    3 punkty
  17. Powtórzyłem dziś Dwie Doliny- Wierchomla -Szczawnik. Dziś tez 6 godzinny karnet kosztował 25 zł. Super cena! Oczywiście warunki były bardzo dobre. Stok jest zmrozony i twardy jak beton. Objechalem znów wszystkie trasy. Dziś zacząłem później bo rano było -21 stopni. Jeździłem od 9. Później, tak kolo 12-13 było nawet przyjemnie. Niebo czyste, bez chmur, nie było wiatru. Można powiedzieć było nawet ciepło. Szkoda tylko, że wyciąg w Wierchomli jest taki wolny. Traci się czas na wjazdy zamiast jeździć. W szałasie upieklismy sobie kiełbaski, i nie tylko, ale ja robiłem za kierowcę, wiec kielbasa musiała mi wystarczyć. Jutro jeżdżę w Krynicy! Mam nadzieje, ze mróz odpuści, teraz o godz 23 jest -18 stopni. Mróz trzyma!
    3 punkty
  18. W niedzielę postanowiliśmy pojeździć w Černym Důle. Ośrodek reklamuje się jako rodzinny, ale nie jest to tylko ośla łączka, ale ma też parę ciekawych tras, w sumie ponad 7 km, więc na pół dnia może być, jak najbardziej. Trasy obsługują dwa przedpotopowe, trzyosobowe krzesełka, dość mocno już zdezelowane. Tak się zastanawiałam, czy one starsze ode mnie, czy nie, choć wydaje mi się, że ja się jednak lepiej trzymam… Krótsze krzesełko (U lomu) miało być w ubiegłym roku wymienione na „czwórkę” z demobilu z Ratschings i wydłużone, ale coś im nie wyszło, więc ponoć mają to robić przed 2017/2018 r. W każdym razie przyszykowane są już nowe trasy od góry i fundament pod podporę, więc na pewno nowszy wyciąg będzie wartością dodaną dla tego sympatycznego ośrodka. No właśnie – w porównaniu do sezonu 2013/2014 wytyczono nowe, widokowe trasy – niebieską 6c „Holandską”, typowa rekreacja i niebiesko-czerwoną "Wyhlidkową”, na której były takie „tłumy”: Warunki również w niedzielę były wyśmienite i tym razem było pustawo, jazda na bieżąco, bez kolejek. Nie wiem tylko, po co wszystkie armatki pracowały na full, więc zamiast obcowania z naturą mieliśmy huk i śnieżny prysznic na wyciągu. A Černym Důl pożegnał nas taką pogodą i takimi widokami: Po 13.30 trzeba było kończyć i wracać do domku, niestety ...
    3 punkty
  19. W całym ośrodku wszystko chodzi, czynne wszystkie trasy, warunki bajeczne – śnieg puszysty, lekki, stoki dobrze przygotowane, mimo takich opadów. Pewnie, że sztruksu nie było, ale trasy trzymały się do końca dnia i to przy tłumach narciarzy. Pogoda lepsza niż w zapowiedziach, bo co prawda codziennie trochę prószył śnieg, ale były też przejaśnienia, a w sobotę to nawet ładne słoneczne przedpołudnie, tylko pioruńsko zimno, tak do -15 stopni na górze. W piątek zdecydowanie najwięcej ludzi w Jańskich, parkingi pękają w szwach, 95% to Polacy, rejestracje głównie dolnośląskie, ale nie tylko. Na stokach nawet się to jakoś rozłożyło, chociaż trzeba było uważać, żeby bezpiecznie się wyminąć, ale trasy szerokie, urozmaicone i długie, więc każdy gdzieś tam sobie miejsce znalazł. Do wyciągów niestety kolejki, najgorzej chyba przy gondoli, raz staliśmy 25 min, raz 30 min., więc daliśmy sobie spokój, Hoffmanky i Protez nieco sprawniej. Gastronomia – dramat, nie dawała sobie rady, w knajpach dzikie tłumy, żeby nie to zimno, to chyba byśmy odpuścili nawet tę gorącą czekoladę czy grzane wino. Na Hoffmankach dalej nic nie ma, nawet kiosku. Ze skibusami pod koniec dnia też trochę chaos i nie najlepsza organizacja – przystanek kompletnie zakorkowany, busiki za małe, więc ludzie nie wszyscy się zmieścili, no ale zrobili dodatkowe kursy, więc chyba każdy jakoś tam dotarł. W sobotę nieco luźniej, przypuszczam, że sporo narciarzy przyjechało w piątek tylko na jeden dzień. Warunki dalej rewelacyjne, a i pogoda też bardziej spektakularna, mimo, że wciąż mróz siarczysty: Tu na ostatnim zdjęciu jedyny pusty stok - Freeride, z fajnymi muldami.
    3 punkty
  20. Piotrek - drobna poprawka: dzieciom Już mam 2 synów wiec musze jeździć 2 razy więcej Zresztą dzisiaj zjazd spokojny i ostrożny. @Tomek Dzisiaj 2 raz miałem sprzęt na nogach Przede wszystki wiązanie - Ambition to super sprawa, ten sam komfort zjazdu co w Baronach, ale na podejściu mega różnica na korzyść Tyroli - w pełni obsługiwana przez kij bez wypinania. Zmiana kąta pochylenia (3 opcje) oraz przełączanie między jazdą a podchodzeniem - widziałem to na filmie YT ale wątpiłem czy działanie będzie tak bezproblemowe. Bezpodstawnie - jest super no i dużo lżej niż inne wiązania szynowe. A narta? Jedzie po wszystkim fajnie wycina skręty na krawędzi, po kartoflisku leci jak czołg, jedynie mogła by mieć trochę lepszą wyporność w puchu, ale wydaje mi się, że na większych prędkościach będzie lepiej - miękkie dzioby wypłyną. Na razie nie chciałem szaleć więc zjazd był emerycki. Nie wiem jak na stromym twardym, bo nie było gdzie sprawdzić, poza kopułą szczytową, ale tam płasko. Cały zestaw bardzo lekki i mocno freestyle'owy co mnie cieszy bo gwarantuje dobrą zabawę Co do tempa podejścia - tam nie ma poza jednym - ostrych fragmentów więc można wykręcić dobry czas Ja kondycje mam mizerną, po przygdach z fokami musiałem częste przerwy robic bo pikawka szalała
    3 punkty
  21. Wisła-Stożek Bardzo dobre warunki występują na Stożku,co nie jest tak oczywiste tutaj Tak więc jak ktoś ma możliwości to jechać jeszcze przed odwilżą Przygotowanie tras super,nawet niebieska przez las w dechę Po 2,5 godzinki troszkę przeszkadzał spory dwucyfrowy mróz,ale herbatka w bufecie i do boju Jutro powtórka z rozrywki z ranka,tak dwie godzinki przed pracą jak ktoś-coś Ps.Dojazd fajnie wysypany pod sam ośrodek Bez opłat
    3 punkty
  22. Dzisiaj rano BSA, pusto, twardo , równo, mróz jakies -10 -12. Bardzo fajna poranna jazda, trasa naprawdę dobrze przygotowana. Aż do 11.00 bez kolejek do wyciągu. Potem tez raczej nie było, ale sie juz zwinąłem. Sam wyciąg notabene dziwnie sie momentami zachowywał - powracające z górnej stacji krzesła za pierwsza podporą od góry dostawały takiej kołyski jakby uderzał w nie huragan..... To nie jest normalne, bo wiatru dzisiaj żadnego, hmmm. W takich warunkach grzech nie odwiedzić dobrze wyposażonej wypożyczalni . Taki rodzynek:
    3 punkty
  23. Dzisiaj Skolnity w Wiśle - do godziny 10 jeździło chyba 2 czy 3 narciarzy, potem może z 20-30 max, warunki super, żadnego lodu, o 11 na czerwonej trasie jeszcze sporo nietkniętego "sztruksu". Widać, że się starają, bo pracowały 2 armatki ale były ustawione tak, ze sypią obok trasy, co niestety nie wszędzie w okolicy jest normą.. @borygo Na Czantorii na razie bez szans na otwarcie drugiej trasy - musiałoby konkretnie sypnąć śniegiem, bo w Ustroniu na dole jest go może z 10cm puchu
    3 punkty
  24. No to ja "zareklamuje" klubowy stok mojej córki w Sieprawiu. Jeździła wczoraj od 16-tej przy temperaturze ok. -12C. O tej porze na tzw. dużej górce dosłownie parę osób się kręciło. Zresztą widać na zdjęciu - w szczycie może 10-12 osób. Śniegu w bród. Czynna zarówno tzw. mała górka i to ona jest najbardziej oblegana, jak i częściowo duża. Tzw. duża górka jest czynna w wersji na lewo od orczyka (patrząc z dołu) i jeszcze nie na pełnej szerokości, co widać dobrze na zdjęciu. Po prawej stronie orczyka znajdują się prawdziwe góry śniegu - zdjęcie nie oddaje wysokości tych zwałów i lada moment ruszy także ta trasa. Obsługa mówiła mi, że priorytetem było właśnie naśnieżenie tej części, a teraz skoncentrują się na poszerzeniu trasy już czynnej (tej po lewej). Tym samym lada moment ośrodek będzie już funkcjonował na pełny gwizdek. Dla mnie to idealne rozwiązanie, bo mam tutaj 30-35 min drogi, zależnie od warunków drogowych, z mojej części Krakowa. Córce do doskonalenia jazdy ta górka w zupełności z kolei wystarcza. Zresztą w Sieprawiu rodzą się młode narciarskie talenty. Jak ktoś ma sportowo zajawione dzieci, to funkcjonuje tutaj klub narciarski: https://www.facebook.com/KN-Siepraw-Ski-382584505115535/
    3 punkty
  25. Ponieważ od pewnego czasu nasza skiturowa grupka zdecydowała się na większą obecność na tutejszym forum to w ramach eksperymentu postanowiłem poprzenosić moje relacje z odbytych już wojaży. Na początek relacja z trawersu Ortlera z 2014 roku "Ukoronowaniem" (choć to jeszcze niekoniecznie) naszego sezonu narciarskiego miał być trawers masywu Ortler - Cevedale - rozległej grupy położonej w południowym Tyrolu i znanej "normalnym" narciarzom z takich stacji jak Sulda, passo dello Stelvia, Santa Caterina Valfurva, blisko leży też Bormio. Po dokładniejszym przyjrzeniu się obszarowi trawers zamienił się w trochę "gwiaździstą" eksploatację terenu. Zaplanowaliśmy 7 noclegów w czterech schroniskach. Ponieważ w pierwszym schronisku były dwa noclegi a w drugim trzy można było zabrać więcej żarcia z myślą, że je zutylizujemy przed końcem tury i nie będziemy codzienne musieli targać. W kwestii plecaków już kiedyś pisałem więc krótko; mieliśmy sprzęt narciarski (narty, foki, buty, harszle, kije, gogle, rękawice), ratunkowy (ABC), wspinaczkowy (2 liny na pięciu, szpej, raki, czekan), ciuchy (razem po trzy warstwy) okulary IV kategorii no i kapcie, wkład do śpiwora, apteczka, zestaw naprawczy. Na zespól była też jedna zapasowa foka. Oprócz tego zabrałem czapkę z wielkim daszkiem i ochroną karku a także kominiarkę, która lepiej sprawdza się od buffa i lekkie rękawiczki. Wspomnianego na początku szturm żarcia zabrałem około kilograma - minimalnie za dużo. Nie wziąłem termosu tylko butelkę PET (i tabletki musujące z magnezem). Razem dało to normalny plecak bez nart i butów pewnie z 12-13 kg. Dojazd z Wro zajął 12 godzin - około 18.30 dotarliśmy do końca drogi w dolinie Martell. Przed 20.00 zameldowaliśmy się w schronisku Zufallhutte pytamy: - sprechen sie deutsch? - ja naturlich, i po włosku i po polsku też! Szczęka nam opada - ekipa w schronisku jest głównie polska, trzy dziewczyny (no wstydu to one nam nie przynoszą) z Anetą na czele, kucharz też Polak, Włoch właściciel i Rosjanka to chyba cała reszta ekipy. Wybiegają na chwilę aby nas obejrzeć - okazuje sie, że jesteśmy pierwszą polską grupą od 3 lat! Chyba brakuje miejsc noclegowych bo dostajemy 2,5 dwójki (a zamawialiśmy zbiorówki). Ja z Kamilem mamy nawet pojedyncze łóżka, umywalkę w pokoju i jest - szok - pościel. w kranach ciepła woda. Dzień 1 Śniadanie o 6.30 trochę po 7.15 wychodzimy, jak zawsze, raczej jako jedni z ostatnich - aby iść po śladach tubylców. Wysokość schroniska to 2265 m.n.p.m. Naszym celem jest kollkuppe (3330). Rano jest mglisto, wietrznie i w takich warunkach lądujemy na przełęczy pod szczytem (3306). Razem z nami jest pewnie kilkunastu narciarzy. Do szczytu brakuje tylko 30 m ale uznajemy, że w tym wygwizdowie i mgle nie ma sensu tam włazić, podobnie myśli większość. Zakładamy narty i jazda. Widoczność jest mocno ograniczona ale stopniowo rozwiewa się i przy schronisku jest już tak. Pora jest mocno wczesna koło 13.00 jesteśmy obok schroniska (2265 m) więc co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem? Proponuję aby spróbować wleźć na Madritsch spitz (3255). Dobra widoczność się stopniowo kiepści i gdzieś pod przełęczą na wysokości pod 3000 ściągamy foki i jazda w dół. Stopniowo coraz więcej widać, początkowe strome ścianki kończą się rozległymi dolinami i jedziemy sobie jak Pany. Budynek po lewej to hotel przed którym parkujemy a ten po prawej schronisko. Bilans dnia to 1700 m w pionie, w sumie 20 km podejścia i zjazdy. W schronisku przeparkowują nas do 6-ki (dodając nam Austriaka do kompletu). Warto wspomnieć, że kuchnia tutaj jest naprawdę dobra i w wielkiej obfitości. Dzień 2 Następnego dnia czeka nas zmiana miejscówki ale zanim to nastąpi to jest kawałek drogi. Plan jest następujący. Wpierw na Monte Cevedale (3769 m) później krótki zjazd w dolinę Vedretta di Cadec a nastepnie przez przełęcz pod Pasquale (3431 m) i na końcu zjazd do schroniska Branca. Dyskutujemy drogę podejścia i ustalamy dość długą linię łagodnie okrążająca ZufallSpitze (szczyt leżący tuż obok naszego celu) i wchodząca na Monte Cevedale od północy. Wydaje się, że to zdecydowanie dłuższa droga niż wejście od wschodu ale zagęszczenie poziomic pokazuje, ze byłoby tam dużo trawersowania a tak wygląda, że będzie można rozpędzić jak pociąg i może to być szybsza a co ważniejsze przyjemniejsza droga. Ta kalkulacja okazuje się trafna. Za to cały czas wzmaga się wiatr i po bardzo wrednym końcowym podejściu lądując na szczycie dosłownie telepiemy się z zimna. Za granią na szczęście nie wieje i udaje się powoli dojść do siebie. Zjazd wzdłuż seraków jest bardzo urokliwy a później po przezbrojeniu nart wchodzimy na przełęcz pod Pasqualle. Ściagamy foki, na początku jest stromo i w dodatku jedziemy po starym lawinisku ale z czasem się wypłaszcza i robi się pięknie. Wypatrujemy jakiegoś przytulniejszego miejsca aby zrobić sobie przerwę bo czasu do obiadokolacji jeszcze sporo. No wygląda, że wiatr wieje wszędzie i z różnych kierunków W Brance (2487) dostajemy sympatyczną 6-kę więc mamy dodatkowe łóżko na bety. Karmią tutaj też świetnie. Bilans dnia to 1700 m w pionie Dzień 3 Położenie Brancy jest genialne, w okolicy roi się od szczytów 3500-3700. Za pierwszy cel obieramy Matteo (3678), dzień wita nas sporym zachmurzeniem, zjeżdżamy kawałek i ubieramy foki. Miła niespodzianka - szybko przejaśnia się - "nasz szczyt" tkwi gdzieś w chmurach na końcu doliny. Początkowo idziemy za niewielką grupką ale później decydujemy się na "własną" drogę podejścia - wykorzystując długi, wysoki i wygodny grzbiet moreny bocznej, która komfortowo przeprowadza nas przez pofałdowany teren lodowca. Za nami podążają inne grupy. Szybko zdobywamy wysokość i robi się coraz piękniej. Podziwiamy olbrzymie seraki. Na grani jest już bardzo twardo a miejscami dla odmiany drobniutki sypki i nietrzymający śnieg. Trzeba uważać. Na szczycie jest nas kilkunastu, wiatr przywiał chmury i zjazd nie jest już taki oczywisty. Na szczęście obok szykuje sie grupa z przewodnikem wiec postanawiamy zasępić się. Miejscowy dobrze zna teren prowadząc przez interesujace, często przyjazne narciarzom ścianki. I już wiem bedzie to jeden z najsympatyczniejszych zjazdów w życiu. Słońce też sympatycznie wylazło zza chmur. Delektujemy sie widokami, zjazdami - teren cudownie pokręcony. Znów jesteśmy na morenie bocznej i zaglądamy w oczy lodowca. Obok szczelin prowadzi zjazd z Tresero - widać, że 20 m odchyłki od szlaku może skończyć się w lodowym grobie. A to chyba maksymalna dokładność z jaką da się w praktyce nawigować w terenie przy pomocy GPS-ów... Podziwiamy jak w amfiteatrze szczyty dookoła dyskutując gdzie by tu jeszcze jutro wleźć a przede wszystkim zjechać. W schronisku, do którego trzeba trochę podejść, jesteśmy dużo przed czasem obiadu więc myjemy się i piwkujemy. Obiad jest nagrodą za nasz znój i trzeba powiedzieć, że kuchnia włoska w schroniskach bije na głowę austriacką (jakkolwiek i tam kalorii nie brakowało). dzień 4 - cdn
    2 punkty
  26. Na bieżąco ,ale przeciętnie na krzesełku wyjeżdżały 4 osoby, to na trasach ich nie brakowało.Kolejki praktycznie dzisiaj nie było, ale w porównaniu z wczorajszym Skolnitym dla mnie to już był ,,tłum narciarzy'' .
    2 punkty
  27. Mitku, każde doświadczenie i wiedza ma wartość. I powiem Ci tak, ze swojego podwórka. Dla jednego "wsadzę Cię na super konia, wymagający, ale jak przetrwasz to będziesz lepszym jeźdźcem" będzie katalizatorem postępu, a dla drugiego "masz łagodnego konia profesora, jak wszystko wykonasz poprawnie, to będziesz miał super przejażdżkę po lesie" to będzie TO. I nie da się tego wartościować, bo ludzie mają różne podejście, różne potrzeby i różne rzeczy sprawiają im przyjemność. Uczyłam bardzo różnych ludzi, sportu, języków, uczenie jest moją przeszłością, moją teraźniejszością, moim zawodem i nie uznaję podejścia zerojedynkowego do żadnej dziedziny. Nie ma uniwersalnego klucza do wszystkich i dla wszystkich. I możesz powtórzyć jeszcze 100 razy, że jeżdżę na badziewiu, że to bez sensu i blee, a ja Ci po raz 101. odpiszę (a raczej nie odpiszę, bo nie widzę perspektyw na konsensus), że mam mega frajdę i o to mi chodzi
    2 punkty
  28. Moja pierwsza wizyta, chciałem porównać z naszym nieszczęsnym Dębowcem w Bielsku-Białej. Projektanta Dębowca zapraszam do Wisły na Stok, może coś zrozumie, ale podejrzewam ze nie jeździ na nartach. Trasy zniwelowane, wykorzystano pełną szerokość stoku,można jeździć pod krzesełkami, i nawet deskarze dojadą do końca. Na Dębowcu przerzucono tysiące kubików ziemi aby zniwelować końcowy spadek o 10m i jest tak płasko że deskarze ostatnie 100m zasuwają zufus. Wysiada się poprawnie i bez szaleństwa jak na Dębowcu, jedni w lewo drudzy w prawo Parkingi przy krzesłach pełne, ale za hotelem dużo miejsca. Ta górka zabierze dużo niedzielnych narciarzy konkurencji w Wiśle. To taka Białka w miniaturze, sukces dla hotelu murowany. Soszów dziś pusty. Kolejek dziś brak ale ludzi do 15:00 sporo. Menu góra. Menu karczma. Wszystkie dania gotowe-odgrzewane. Karczma przyjemna. Krzesła zasuwają z pełną szybkością z wyjątkami gdy wysiadają piesi lub małe dzieci. Ogólnie stok rodzinny dla każdego, dobry narciarz też pojeździ. Profesjonalna inwestycja. Tradycyjnie w Jaworniku trzeba zjeść obiad U Fojta , dziś kolejny raz od lat dobry i syty obiad. W tle oświetlony Soszów Dziękuję za uwagę.
    2 punkty
  29. No ,tylko nędza jest ze śniegiem teraz w Dolomitach Bernard Tak więc na teraz wolałbym być w St.Anton
    2 punkty
  30. Pomyślałem sobie, ze przydałby się wątek gdzie umieszczalibyśmy pomysły na off piste w ośrodkach narciarskich. Założenie jest takie, ze to nie skitury (ile razy ja to słyszę - Wujot to nie skitury!) czyli bez większego podchodzenia na fokach. Jeśli więc możecie to wrzucajcie tutaj opisy ON pod katem gdzie co warto zjechać. Na początek zaproponuję Spieljocha w Zillertalu. Offpiste na Spieljochu Ośrodek ten to jeden z trzech mniejszych i mniej znanych ośrodków zillertalowskich. Biorąc pod uwagę, że są tutaj tylko dwie gondolki, dwa krzesełka i dwa orczyki to potencjał przytrasowy możemy uznać za bardzo przyzwoity. Popatrzmy na sytuację z góry. Na googlach jest nieaktualny zlikwidowany wyciąg krzesełkowy (szkoda) nie ma za to nowej gondoli (wrysowałem ją większymi kropkami) Po kolei - fioletowa linia pod gondolą to oficjalna offpista - spad jest przyzwoity, teren urozmaicony. Wadą jest to, że to środek ośrodka więc przyjemność mniejsza, dalej trochę krótko a na dół daleko i trzeba czas tracić na trasie. Druga fioletowa linia to wariant zakładający początkowy zjazd wzdłuż grani a dalej kociołkiem do trasy. Miejscami jest tam płasko wiec też bez rewelacji. Na szczęście są inne już zdecydowanie mniej widoczne opcje. Za podstawowe możemy uznać zjazdy zaznaczone na żółto i niebiesko. Zaczyna się przy górnej stacji orczyka. Kopuła szczytowa początkowo jest niezarośnięta. Stopniowo w miarę zjazdu pojawiają się krzaki i drzewa. Na poziomie pierwszej drogi jest już dość gęsto. Ta droga jest ratrakowana i dość pozioma. Jeśli wybierzemy zjazd na wschód (niebieski) to pozwala bez większego kijkowania dojechać do niebieskiej trasy a dalej do krzesełka wywożącego na szczyt. Krzesełko jest dość wolne i niezamykane. Wariant na południowy wschód wymaga trochę kijkowania aby dostać się na czarną trasę dalszy zjazd jest identyczny jak z fioletowych wariantów i ląduje się przy gondoli na zachodzie. Przewyższenie zjazdów to około 300 m - bez rewelacji ale jakość jest pierwszorzędna. Z tak pięknie zaczętym zjazdem trochę szkoda jest się rozstawać i oczywiście musieliśmy sprawdzić warianty do dołu. Dość oczywiste okazała się kontynuacja na południe. W gęstym lesie jest sporo polan (jakkolwiek niektóre z pniakami). Po dojechaniu do drogi (która wygląda na inspekcyjną do gondolki) podróżujemy do punktu gdzie zrobimy ostatni zjazd przez piękne łąki. Przy domu, który tam jest zejdziemy do drogi, jest jeszcze drugi punkt na krawędzi lasu gdzie jest to możliwe bo droga ma solidny mur oporowy. Zdecydowanie mniej oczywisty jest zjazd na wschód,choć na pewno się da. Odcinek gdzie nie ma kontynuacji musieliśmy dać z buta bo droga została tam zbyt skutecznie odśnieżona. Być może dałoby się to objechać (zaznaczyłem to przerywaną linią). Tutaj jest ten butowy fragment Teraz widok południowego zjazdu. Widać, że można tutaj jeszcze pokombinować z wariantami. Te dwa zjazdy na górze po lewej to te co na pierwszym zdjęciu były fioletowe. Czerwona linia to opcja... której należy za wszelką cenę unikać. A teraz ciekawa opcja zjazdu na południe - dla tych co chcieliby to sprawdzić i opowiedzieć jak było. A jak takowych nie będzie to może uda się to sprawdzić następnym razem. Co do górnego odcinka to raczej nie powinno być kłopotów. Na poziomie drogi poniżej stacji pośredniej wschodniej gondoli (tej z Fugen) wygląda to tak. da to tak. W zasadzie jest tutaj tylko jedna wątpliwość - czy nie ma jakiegoś rowu czy strumienia w pobliżu skrzyżowania z tą drogą (tą samą co ją opisywałem, ze musieliśmy dymać z buta - drugie zdjęcie). Dalej jest już prosto do gondolki. Obydwa zjazdy do stacji początkowych gondolek to już małe wyprawy - nic nie wskazuje na pobliże stacji narciarskiej (no powiedzmy, że dotyczy to bardziej wariantu na południe lub tego niesprawdzonego co go narysowałem). być może JurekByd lub Marionen jeszcze zechcą coś dodać o tym terenie. Pozdro Wiesiek
    2 punkty
  31. Wróciłem na forum po kilku dniach ciszy a tu widzę ciężka dyskusja Żona zachęcona wypowiedziami Pań (Idealist )zdecydowała się na Joy'e Generalnie decyzja podjęta bo wyjazd za 3 dni. Miały być Head Absolut Joy, ewentualnie Pure. Albo ewentualnie Atomic Cloud 9. Niestety nie znaleźliśmy przyzwoitych nartek w dobrej cenie - będą więc Head MYA 4 - poprzednik serii Joy. Mały wydatek, jak się sprawdzą to zostaną, jak nie to mała strata. A po sezonie szukamy Joy'ów. Dam znać jak się Mya sprawdza na stoku, warunki zapowiadają się super.
    2 punkty
  32. I jeszcze takie dzisiejsze słowo komentarza. Te piękne kryształy co je tutaj powtórnie oglądacie to przykład przemiany budującej. Wbrew pięknej nazwie nie ma się z czego cieszyć gdyż zwarty śnieg w procesie krystalizacji został przekształcony w długie kielichowe kryształy o bardzo słabej strukturze. To piękna warstwa poślizgowa dla tego co jest powyżej gdyż często powstaje wewnątrz warstw śniegu (no może też na to spaść coś świeżego). Pozdro Wiesiek
    2 punkty
  33. W zapowiadanym "trzaskającym" mrozie 3xBrts 1339m n.p.m. (Palenica) No cóż tytuł odnosi się do plakatu z utknięcia 100osób nad Morskim Okiem :), który za sprawą w tym roku ponownego utknięcia 80osób został wydany ponownie w edycji II Prognozy na weekend nie były zachęcające, temperatura mniej niż -20st, odczuwalna mniejsza... ile? nie wiem może -25st, może -30st, wiem, że było cholernie zimno :). Zawsze podchodzę w cienkiej bieliźnie termoaktywnej, czasami jak lekko wieje to zarzucam cienki softshell, jak już jest poniżej 0 to wkładam grubszą koszulkę z fleecem, nigdy na podejściu nie stosowałem więcej niż 2 warstwy, zawsze cienkie rękawiczki i tylko 1 buff na głowie. Do tej pory najzimniej zawsze było w Tatrach na wycieczkach pieszych, ale w piątek (6 styczeń), moje skiturowanie poznało nową skalę zimna o dziwo dobre przygotowanie sprawiło, że nie było najgorzej... temperatura -22st, a ja w 4 warstwach - bielizna+koszulka z fleecem+polarstretch+softshell, dodatkowo na początku idę w buffie, po czasie zakładam kaptur z polarstreetcha, a jeszcze poźniej dodatkowo ubieram czapkę Rab'a z Polarstretchu, więc na głowie mam 3 warstwy :), rękawiczki średnie softshell tez nie dają radę, ubieram grube zjazdowe/postojowe... a i tak czasami doskwiera zimno w koniuszki palcy. Ale zimno było spowodowane również czymś innym... wybraliśmy się na wycieczkę, a wyszła mała wyrypa 20km, prawie 1400mH (przewyższenia), prawie cały czas torując na nartach w śniegu powyżej wysokości buta, bez nart to śniegu po pas, dodatkowo wycieczka bez schroniska, więc przez 7,5h cały czas w lesie :P. Reasumując... już dawno mi tak dupy nie przemroziło Startujemy z Sopotni Wielkiej, najpierw trzeba sobie przygotować parking łopatami fot. Szymon Rochowiak Zaczynamy torowanie fot. Szymon Rochowiak fot. Szymon Rochowiak fot. MajorSki Co jakiś czas mijamy takie przecinki fot. MajorSki A okolica robi się coraz piękniejsza fot. MajorSki Północne zbocza to rzadki las fot. Szymon Rochowiak fot. MajorSki Dochodzimy do szałasu, gdzie robimy 15min przerw fot. Szymon Rochowiak W szałasie jest bardzo przyjemnie, jest ciepła herbata, kawa, bigos, grzeją w kozie, sofa, drewniane stoły po prostu super! fot. Szymon Rochowiak Po "ogrzaniu się" docieramy na szczyt po raz pierwszy tego dnia fot. MajorSki Zjazd wykonujemy do ok 940m n.p.m końcowe 60m już było z średnim podkładem. Śniegu dużo! narty za wąskie nachylenie trochę za małe, a i smar był na 0st, a nie -25st tak, że trzeba szukać stromych fragmentów Kolejne podejście i tym razem zjeżdżamy nie z wierzchołka tylko trochę poniżej taką polanką fot. MajorSki jest fun! dojeżdzamy do Cebulowego Potoku na wysokość 850m n.p.m. Rozstajemy się z Kasią i Gregiem i już tym razem we dwójkę z Szymonem ciśniemy wzdłuż potoku po raz ostatni na szczyt, niestety o ile wzdłuż potoku było mniej śniegu i jakiś ślad założony fot. Szymon Rochowiak To wyżej jest jeszcze gorzej niż wcześniej, torujemy na nartach w śniegu pod kolano! Jeszcze trzeba przeprawić się przez potok co nie jest łatwe... niby śniegu dużo, ale jak się już wchodzi i te grzybki się rozpadają to zostaje przejście czasami węższe niż szerokość dwóch nart fot. Szymon Rochowiak Docieramy kolejny raz na szczyt Brts, robi się późno jesteśmy punktualnie o 16, słońce prawie zaszło. Lecimy wzdłuż granicy w stronę Trzech Kopców i zjeżdżamy polaną Stefanką, niestety na te warunki nachylenie jest za małe! więc odbijamy w lewo w las i to byłą dobra decyzja! jest stromiej i tutaj jest fun z jazdy na końcu przebijamy się ostatnie 50m przez gęstszy las i wpadamy na stokówkę, nią do niebieskiego szlaku i zjeżdżamy do auta,tz. do auta to trzeba jeszcze trochę z buta przejść Ogólnie to wyszła super wycieczka i poznałem nowe tereny Brts/Palenicy, na pewno tutaj wrócę bo las jest świetny :), ale tak mi tyłek przemroziło... że w niedzielę będzie już tura ze schroniskiem , a padło na kultową turę Beskidzką czyli Rysiankę Pozdr Tomek
    2 punkty
  34. No nie masz racji . Head na 2016/2017 w linii WC Rebels i Supershape to zupełnie inne narty - inna geometria. Płaski, niski i krótki dziób talia do końca piętki zdecydowanie wydłuża krawędź. Slalomki z "funcarverów" (uwielbianych np. przeze mnie) zmieniły (stały) się w nerwowe i agresywnie inicjujące (szacun za brak rockera) slalomki. Ja czekałem na możliwość przejechania się na WC iSL (ach gdybym miał 10 lat i 20 kg mniej to bym je kupił) i wstrzymałem się z zakupem Hero (już o tym pisałem). Przez ten "trik" z dziobami i piętkami Supershpe'y są bardziej stabilne w drugiej fazie skrętu (prowadzenia). Ale nie o to chodzi w tym wątku. Autor BREDZI dlatego ironicznie i "z jajem" poleciłem co popadnie - nawiasem mówiąc obie świetne pary nart. Peace.
    2 punkty
  35. Żeby wyzdrowieć to najpierw muszę o nartach zapomnieć. Ale jak, kiedy ja nawet po obiedzie z tych nudów odpadki bażantom wynoszę na nartach, żeby w śniegu się nie zapadać. Tyle tego wokół domu. A najgorsze to jest to, że serce wali jak oszalałe z samych emocji a nie wysiłku. Zawsze mówiłem, że narciarstwo to bardzo kontuzyjny sport: W środę wizyta u kardiologa, może by tak na turach podejść. Mieszka blisko.
    2 punkty
  36. W zapowiadanym "trzaskającym" mrozie 3xBrts 1339m n.p.m. (Palenica) No cóż tytuł odnosi się do plakatu z utknięcia 100osób nad Morskim Okiem :), który za sprawą w tym roku ponownego utknięcia 80osób został wydany ponownie w edycji II Prognozy na weekend nie były zachęcające, temperatura mniej niż -20st, odczuwalna mniejsza... ile? nie wiem może -25st, może -30st, wiem, że było cholernie zimno :). Zawsze podchodzę w cienkiej bieliźnie termoaktywnej, czasami jak lekko wieje to zarzucam cienki softshell, jak już jest poniżej 0 to wkładam grubszą koszulkę z fleecem, nigdy na podejściu nie stosowałem więcej niż 2 warstwy, zawsze cienkie rękawiczki i tylko 1 buff na głowie. Do tej pory najzimniej zawsze było w Tatrach na wycieczkach pieszych, ale w piątek (6 styczeń), moje skiturowanie poznało nową skalę zimna o dziwo dobre przygotowanie sprawiło, że nie było najgorzej... temperatura -22st, a ja w 4 warstwach - bielizna+koszulka z fleecem+polarstretch+softshell, dodatkowo na początku idę w buffie, po czasie zakładam kaptur z polarstreetcha, a jeszcze poźniej dodatkowo ubieram czapkę Rab'a z Polarstretchu, więc na głowie mam 3 warstwy :), rękawiczki średnie softshell tez nie dają radę, ubieram grube zjazdowe/postojowe... a i tak czasami doskwiera zimno w koniuszki palcy. Ale zimno było spowodowane również czymś innym... wybraliśmy się na wycieczkę, a wyszła mała wyrypa 20km, prawie 1400mH (przewyższenia), prawie cały czas torując na nartach w śniegu powyżej wysokości buta, bez nart to śniegu po pas, dodatkowo wycieczka bez schroniska, więc przez 7,5h cały czas w lesie :P. Reasumując... już dawno mi tak dupy nie przemroziło Startujemy z Sopotni Wielkiej, najpierw trzeba sobie przygotować parking łopatami fot. Szymon Rochowiak Zaczynamy torowanie fot. Szymon Rochowiak fot. Szymon Rochowiak fot. MajorSki Co jakiś czas mijamy takie przecinki fot. MajorSki A okolica robi się coraz piękniejsza fot. MajorSki Północne zbocza to rzadki las fot. Szymon Rochowiak fot. MajorSki Dochodzimy do szałasu, gdzie robimy 15min przerw fot. Szymon Rochowiak W szałasie jest bardzo przyjemnie, jest ciepła herbata, kawa, bigos, grzeją w kozie, sofa, drewniane stoły po prostu super! fot. Szymon Rochowiak Po "ogrzaniu się" docieramy na szczyt po raz pierwszy tego dnia fot. MajorSki Zjazd wykonujemy do ok 940m n.p.m końcowe 60m już było z średnim podkładem. Śniegu dużo! narty za wąskie nachylenie trochę za małe, a i smar był na 0st, a nie -25st tak, że trzeba szukać stromych fragmentów Kolejne podejście i tym razem zjeżdżamy nie z wierzchołka tylko trochę poniżej taką polanką fot. MajorSki jest fun! dojeżdzamy do Cebulowego Potoku na wysokość 850m n.p.m. Rozstajemy się z Kasią i Gregiem i już tym razem we dwójkę z Szymonem ciśniemy wzdłuż potoku po raz ostatni na szczyt, niestety o ile wzdłuż potoku było mniej śniegu i jakiś ślad założony fot. Szymon Rochowiak To wyżej jest jeszcze gorzej niż wcześniej, torujemy na nartach w śniegu pod kolano! Jeszcze trzeba przeprawić się przez potok co nie jest łatwe... niby śniegu dużo, ale jak się już wchodzi i te grzybki się rozpadają to zostaje przejście czasami węższe niż szerokość dwóch nart fot. Szymon Rochowiak Docieramy kolejny raz na szczyt Brts, robi się późno jesteśmy punktualnie o 16, słońce prawie zaszło. Lecimy wzdłuż granicy w stronę Trzech Kopców i zjeżdżamy polaną Stefanką, niestety na te warunki nachylenie jest za małe! więc odbijamy w lewo w las i to byłą dobra decyzja! jest stromiej i tutaj jest fun z jazdy na końcu przebijamy się ostatnie 50m przez gęstszy las i wpadamy na stokówkę, nią do niebieskiego szlaku i zjeżdżamy do auta,tz. do auta to trzeba jeszcze trochę z buta przejść Ogólnie to wyszła super wycieczka i poznałem nowe tereny Brts/Palenicy, na pewno tutaj wrócę bo las jest świetny :), ale tak mi tyłek przemroziło... że w niedzielę będzie już tura ze schroniskiem , a padło na kultową turę Beskidzką czyli Rysiankę Pozdr Tomek
    2 punkty
  37. Przez cały czwartek sprawdzając jednocześnie prognozy pogody zastanawiałem się, czy lepiej pojechać w góry w piątek, gdzie temperatura będzie wyższa (ok. -17 stopni) ale wiatr wiejący 5-6 m/s (oraz zachmurzenie), czy też wybrać sobotę-przy niższej temperaturze ok. -24 stopni, ale za to bez wiatru. Postawiałem jednak na z niższą temperaturą, ale bezwietrzną sobotę – wizja jazdy przy takim minusie i dodatkowo podmuchach jakoś do mnie nie przemawiała. Asiek pisała, że w święto 3 Króli korek do Szczyrku był dość duży – stąd pobudka w sobotę o 5 rano i jazda po auto na garaż. Na termometrze u mnie -27 stopni i idąc po samochód, po raz pierwszy było mi naprawdę zimno, gdy miałem na sobie ubraną moją najcieplejszą odzież narciarską. Zastanawiałem się, jak to dzisiaj na stoku damy radę wytrzymać, była myśl, czy aby nie zawrócić – ale nie –dawaj – jedziemy! Wyjazd po 6 z domu, na trasie pusto, postój na poranną kawę i śniadanie i po godz. 8 witam na parkingu w Czyrnej. Aut jeszcze mało, dobra miejscówka na postój, przebranie i do kas. Na początek chodził tylko ten orczyk przy Bieńkuli – prawa jego nitka. Krótszy orczyk z Czyrnej – niby coś tam już nim kręcili, ale bramki wejściowe do niego były jeszcze zamknięte. Jest ok. 08:30, temperatura: -25 stopnie, – dzień wstaje, widoki przepiękne – słońce przyświeca. Udaje się czynnym orczykiem na H. Skrzyczeńską (ślady pod orczykiem ubite), a dalej na Małe Skrzyczne – tu też ładnie ślady przygotowane. Trasa z Małego Skrzycznego na Halę Skrzyczeńską – super (tylko trochę zimno tu na górze :). Z Hali jadę na Czyrną – wpierw na rozgrzewkę 2 i 3 – wszędzie śniegu pod dostatkiem, ale śnieg głównie sztuczny – lodowe grudki chrupią pod nartami. Wciągam się z powrotem orczykiem przy Bieńkuli i teraz czerwona 1 – a ona super! Śniegu trochę mniej (ale bez żadnych wielkich przetarć – i cała trasa pokryta - na pierwszej górce parę trawek wystaje a na głównej – tej najbardziej stromej - też widać może kilka trawek i może parę pojedynczych, niegroźnych, małych kamyczków), ale tu śnieg o wiele lepszy niż na 2 i 3. Jak na tę 1 gwiazdkę na stronie – warunki są naprawdę super . Tu postanawiam jeździć przez dłuższy czas. Po czasie startuje prawa nitka krótszego orczyka z Czyrnej – i na niego się przenoszę, bo do niego jakoś mniej ludzi. Z początku ślady pod nim jakby nie ubite, ale po czasie narciarze sami poubijali właściwy trakt J Jeżdżę po Czyrnej, i w którymś momencie wjeżdżając na krótszym orczyku, będąc już tak w 2/3 wysokości, orczyk staje – wisimy tak przez jakiś czas, czekamy - temperatura – ok. -20 stopni, w dodatku Czyrna-cały czas cień – czekamy, co będzie dalej. Po ok. 10 minutach włączyli lewą nitkę a my dalej wisimy na prawej. Czekając tam tak zmarzłem, że wypiąłem się w końcu i przez drzewka w kierunku 1-ki (później chodziła już tylko lewa nitka). Zjechałem prosto do baru w Czyrnej (był czynny od rana, kibelki czyste, wyposażone – i co ważne – bezpłatne!!!) – i musiałem się rozgrzać, bo zmarzłem dość na tym wyciągu.! Było około południa – postanawiam przeskoczyć na Solisko. Tym razem wjeżdżam orczykiem przy Bieńkuli – chodzą już obydwie jego nitki. No i klops. Cały dzień wjeżdżałem sam i nie było problemu, ale teraz – trafiło mi się na ten stary, krótki, prosty kij pod tyłkiem – w 2 osoby jadąc jest jeszcze w miarę ok – ale teraz nawet nie wiedziałem, kiedy wysunął mi się spod tyłka – gleby żadnej nie zaliczyłem, tylko stanąłem bez orczyka pod dupą na nartach i niestety – dawaj z powrotem w dół. Jeżeli puszczają jeszcze przez ten rok orczyk przy Bieńkuli, to lepiej niech wymienią wszystkie kije na te czarne, długie wygięte – na nich wjazd w pojedynkę nawet na tym bardziej stromym nie sprawia żadnego problemu, a rozmawiałem później z 2 innymi osobami i też mówiły, że na tych starych, komunistycznych krótkich badylach poleciały jadąc w pojedynkę. Ale wciągnąłem się w końcu na Skrzyczeńską – i dalej – Małe Skrzyczne. Dobrze, że nie posłuchałem prognoz synoptyków – sobota: „zachmurzenie całkowite” – poza temperaturą, w tym przypadku na szczęście im się w ogóle nie sprawdziło – przez cały dzień super pogoda – słońce, słońce i jeszcze raz słońce! Decyzja o przeniesieniu się na stronę Soliska – przy tej temperaturze – jak najbardziej trafiona – tu non stop w słoneczku i w ogóle nie czuć żadnego mrozu. Z Małego Skrzycznego jadę do Suchego (niżej nie chce, bo z czasem odcinek Suche-Solisko zazwyczaj jest już porządnie zmęczony). Szczyt Małego Skrzycznego – na początku z lewej stronu jest już dużo wydartego lodu – ale po prawej spokojnie można aż do końca dnia bezpiecznie po śniegu zjechać. A dalej do Hali Skrzyczeńskiej – po prostu tak jak rano – super! Dalej trasą nr 4 – bajka! – dawno nie pamiętam 4 w takim stanie. Na paru odcinkach może trochę grudek sztucznego śniegu, na kilku może trochę lodu, ale na całej długości pokryta śniegiem i jedzie mi się bardzo dobrze, odnoga 4 i 4a również super. Kolejny wjazd – i zjazd tym razem 7-ką – ta też bardzo dobrze się trzyma – jedynie ostatnia górka przed Suchym standardowo obdarta do lodu, ale bywało na niej gorzej. Potem trasa nr 6 – też pięknie! Widać, że napadało śniegu i ośrodek w końcu może pokazać swoje możliwości i warianty tras! Z 6 postanawiam wrócić na 4 – przez las, na przełaj – w pewnym momencie naprawdę było „gęsto” J. 4 jeździ mi się tak super, że teraz tylko szczyt M.S. – Suche – i w tym słoneczku – po prostu miodzio! J Ale w okolicach 13-14 czuję, ze już powoli mam dosyć – siadam na Suchym, kiełbaska, oscypek, i odpoczynek – człowiek trochę wraca do sił. Do końca mojego jeżdżenia – warunki utrzymują się wspaniałe, słońce przyświeca do samego końca, praktycznie bezchmurnie – ani chwili nie żałuję, że pomimo tęgiego mrozu i zapowiadanego „zachmurzenia całkowitego” twardo obstawałem przy tym, że jednak pojadę. Kolejek również żadnych nie odnotowałem – jedynie trochę więcej ludzi atakowało do orczyka przy 7 na Suche-Skrzyczeńska, ale ten od strony 4-ki nie miał żadnych ogonków. Po godz. 15 czuję, że to już chyba ostatnie zjazdy z M.S niebieską 4-ką do Suchego. Po którymś zjeździe, za Halą Skrzyczeńską jednak odpuszczam i kieruję się na łącznik z Czyrną, zgodnie z ujrzanym nagle kierunkowskazem: „trasa nr 2 i 3” – człowiek chciałby jeszcze, ale uda już mnie przestały słuchać – twarde jak pierun – powoli zaczyna robić się to niebezpieczne. Zjeżdżam 2-3 do Czyrnej – tu tak jak rano – dużo sztucznego, grudkowego śniegu plus w dodatku –trasa została już po całym dniu dość poobdzierana, czyli – dużo lodu posypanego sztucznym śniegiem. Ok. 15:45 oddaje karnet i przyglądam się naniesionym na mapkę planom inwestycyjnym TMRu na lata 2017-2018. Na mapce gondolka, kanapa Solisko – Skrzyczeńska oraz kanapa Solisko – Golgota - z zakończeniem tego wyciągu przy dolnej stacji obecnego - nr VI na Julianach. Po całym dniu – udaje się do auta, otwieram samochód (alarm miga, centralny otwiera-myślę sobie – jest ok.), przebieram się, wsiadam do auta, przekręcam kluczyk, kontrolki zapalają się po czym …… - nic więcej – ani nawet odgłosu na milimetr ruszonego rozrusznika – pięknie! Zawsze przy kole zapasowym miałem kable – dźwigam bagażnik – nie ma – zapomniałem, że je wcześniej wyciągałem – sic! – obok mnie stoi dwóch gości z Mysłowic, kurzą cigarety, fajnie po Śląsku godają – swojskie chopy - mówię – zagadam – może oni kable mają – kabli nie mieli, ale zaoferowali się, że spróbujemy na tym parkingu z górki na pych. Trochę lodu na podjeździe – ale dobra – dawaj (oby tylko pasek nie przeskoczył:P) – za drugim razem udało się i dzięki Wam chopy za pomoc, bo tak po całym dniu głodny i zmęczony nie chciałbym tam ślęczeć na tym parkingu. Ale nie tylko ja problem miałem, bo wkrótce pojawił się żółty, mobilny warsztat samochodowy Startera – ludzie wzywali, bo im też aku padły (i po podpięciu się do niego także nie odpalili). Ja poczekałem, aż alternator podładuje mi trochę aku, bo przecież taki głodny do domu nie pojadę – kierunek: karczma w centrum Szczyrku – tu minus dla władz miasta, które wydzierżawiły teren za karczmą, na którym jeszcze nie tak dawno można było za darmo sobie wjechać i zaparkować. Teraz teren ten jest zamknięty, wydzierżawiony komuś, a znalezienie wolnego miejsca wzdłuż ulicy, gdzie głównie leżą pryzmy odgarniętego śniegu graniczy z cudem! W dodatku policja kręci się przy karczmie i poluje, czy ktoś nie łamie zakazu…. Ogólnie to był przepiękny, mroźny słoneczny dzień! Po ostatnich opadach Czyrna-Solisko dopiero pokazała, co tak naprawdę może zaoferować – warunki określiłbym od 4 – 4,5 – 5 – świetnie mi się jeździło! Tylko jedna mała prośba – wprowadźcie w końcu w SONie karnet 6 godzinny! 4 h to trochę za mało, a 8 h – przy takich warunkach do jeżdżenia – ciężko naprawdę wytrzymać J
    2 punkty
  38. To nie będzie post z tych gdzie jechać na narty, a raczej moja subiektywna opinia gdzie jechać na narty Za trzy tygodnie jadę do Dienten (Hochkoenig). Jak szukałem kwater w różnych ośrodkach to nawet nie brałem pod uwagę Dolomitów i innych po drugiej stronie Brennero. I tak patrząc na kamery to coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że moja taktyka jest słuszna. Porównując taką np Alta Badię gdzie są tylko białe ścieżki na zielonych polach z rzeczonym Hochkoenig to coraz bardziej mi się micha cieszy. Taką sytuację obserwuję już od kilku lat. Pamiętam jak raz wracaliśmy z Andalo, Naturalnego śniegu było tam niewiele. Po przekroczeniu Brennero biało zrobiło się w momencie. Jakie są wasze obserwacje? PS ja tam wolę po nawet twardym, ale naturalnym jeździć. Pozdrawiam.
    1 punkt
  39. Niech się żonie dobrze jeździ!!! Moje podejście do narciarstwa jest podobne - przyjemność i najczystsza rekreacja. Sportowcem już byłam, mam na to papiery, a "sprzęt" na którym jeździłam nie dość, że był żywy, to kosztował krocie i był nie nie do obsługi przez zwykłego śmiertelnika, po prostu odmawiał współpracy w sensie bardzo dosłownym. Przez lata były krew, pot i łzy, żeby figury doprowadzić do perfekcji. Może dlatego średnio mi imponuje to napinanie muskułów. Jestem realistką i wiem, że na nartach pięknie już jeździć nie będę, bo za późno zaczęłam i za mało czasu mogę na ten sport poświęcić. Dążę więc do poprawności, bezpieczeństwa i maksymalnej przyjemności. Dla mnie każdy wyjazd na narty to święto i liczy się dla mnie każde doznanie na stoku, staram się chłonąć każdym zmysłem, smaku też, żeby nie było I mam wrażenie, że takich narciarzy jak ja jest całkiem spora grupa, ale raczej się nie odzywają.
    1 punkt
  40. Andrzej tak jak Ci klikałem już wcześniej Czas pomyśleć o jedynie słusznym kierunku
    1 punkt
  41. Ski Amade Altenmarkt . Lubimy tą miejscówkę , wszędzie blisko.
    1 punkt
  42. będziesz żałował, że nie wziąłeś dłuższych
    1 punkt
  43. Pięknie Tomku się to ogląda Dzięki za relacje i pozdrowienia dla Twojej Drugiej Połowy PS. Góralu - Twoje tury też piękne! Uważaj na siebie.
    1 punkt
  44. To bedzie dobry wybór, jakbym miał coś rezerwować z tych dwóch ośrodków na 2 miesiące w przód, to też bym wybrał Zill. Ja za każdym razem spałem w Fugen. Blisko do Hochfugen i HochZillertal, ale już dalej do pozostałych. Możesz pomysleć też o Ischgl, w marcu nie zawodzi
    1 punkt
  45. Jest duża szansa na to - kilka obrotów wokół własnej osi, w powietrzu - robi wrażenie Całe szczęście, że nic się nie stało. Z pewnością, to co widać na większości filmików free, to udane zjazdy - a w sumie, by nagrać krótki klip, upadków narciarze poza trasowi zaliczają całą masę. Cóż? Taka ich pasja, a często zawód.
    1 punkt
  46. W sobotę 07 stycznia ruszyli. Postawili trzeci orczyk, dla mnie trochę dziwaczna decyzja bo podzielili nim dolny odcinek tam gdzie się dwie trasy schodzą. Z tego co na kamerce widziałem to otwarta jedna trasa, przy trzech orczykach robi się ciasno. Mogli zamiast tego trzeciego talerzyka dać kotwicę w jednym z istniejących wyciągów i byłaby bajka. No ale dość marudzenia. Dziś na narty. :-). Tu macie podgląd jak to obecnie wygląda. http://kurzagora.pl/#lg=1&slide=0 http://kurzagora.pl/trasy-i-wyciagi Pozdrawiam.
    1 punkt
  47. Jak Mitek słusznie zauważył nie przedstawiłem bohaterów relacji. Ekipa jest w zasadzie wrocławska choć Robert jedną nogą (tę większą) żyje w Jeleniej Górze. Chodzimy razem na tury od paru lat - w całej grupie lub czasem w podgrupach. Wiekowo jesteśmy mocno jednolici i jednak już troszkę przechodzeni - łapiąc się na wątek "narty po 50-ce". Robert (czerwona kurtka) będący naszym guru to starszy ratownik GOPR, instruktor GOPR, narciarski, skiturowy, skialpinistyczny. Jako jeden z pierwszych w Polsce zajął się narciarstwem wysokogórskim - pewnie ze 25 lat temu. Kamil (czarna kurtka - forumowy nick - kskuski) to narciarz z odzysku (porzucił snowboard), nasz grupowy nawigator i logistyk (opracował plan tego wyjazdu), do tego kiedyś wspinacz a teraz maratończyk. Adaś (z brodą w zielonej kurtce lub czerwonej puchówce), część forumowiczów powinna go znać, oprócz narciarskiej pasji ma wspinaczkową a konkretnie to włażenie na wielkie drzewa. Darek (zielona kurtka) to (mam nadzieję, że reszta mi to wybaczy) najsympatyczniejsza, najpogodniejsza i najbardziej pozytywna postać naszej ekipy - teraz bardzo mocno zajęty i wyjazd z nami był jego jedyną tegoroczną przygodą z nartami. Co do mnie to jestem fotografem (samozwańczym) grupy, z tej racji przeważnie zasuwam z przodu, torując drogę reszcie i uwieczniając ich w "pięknych okolicznościach' lub czasem dla odmiany snuję się z tyłu, zatrzymując co kawałek. Myślę, że z całej ekipy jestem zdecydowanie nastawiony najbardziej pronarciarsko - mogę wleźć na każdy szczyt pod warunkiem, że da sie z niego zjechać. Ale nadmiernie długą wspinaczkę uważam za stratę czasu i niezbyt lubię mocną ekspozycję. Dla utrzymania kondycji przez cały rok jeżdżę na rowerze. dzień 4 Dzisiaj w planie mamy wejście (i zjazd) na Palon de la Mare (3708 m). Schronisko, czego dotąd nie napisałem to 2487 m n.p.m. - tylko 12 m niżej jak Rysy... Przewyższenia jest więc do przejścia troszkę powyżej 1200 m. Nie bardzo łączy sie to z czymś innym czyli zapowiada się przyjemny, troszkę lajtowy dzień. Po krótkim zjeżdzie zaczyna się podejście - od razu widac, że to konkret. Ekipa przed nami praktycznie od razu zakłada harszle bo jest twardo i stromo. I rzeczywiście wysokość zdobywamy w ekspresowym tempie i zanim się spostrzegłem jest tak. Niestety solidny wiatr z wysokością tężeje i idziemy w niskiej zamieci i na zmianę jest tak i tak Imponujące pióropusze przyozdabiające granie i szczyty pokazują, że na górze milej nie będzie. Przypominamy sobie wczorajszy (czerwona strzałka) zjazd (i banany nam zakwitają) a ja bezwarunkowo zakochuję się w zjeździe z Tresero (niebieska strzałka)) i usilnie przekonuję moich kompanów, żeby go jutro zrobić. Wiatr, który wieje już parę dni, przy ujemnej temperaturze (-12 stopni na 3000 m) potworzył twarde struktury - po czymś takim przyjdzie nam jechać... Ostatni odcinek to stopniowo pokonywane łagodne kopuły z których każda wydaje się ostatnią. Ścieżka dojściowa mocno kręci wśród skał. Na górze jesteśmy w 8 osób. Zjazd obok kamieni wydaje się kłopotliwy ale Robert z Kamilem są niezawodni, zamiast kombinować wzdłuż drogi podejściowej, schodzimy kawałek po skałach i docieramy do pięknego podszczytowego pola gdzie czeka śnieg do zepsucia. Dalej jest już bajka więc "w tych pięknych okolicznosciach przyrody" zatrzymujemy się na popas. Znów zjeżdżamy a ponieważ mamy multum czasu postanawiamy wejść na niewielką grań gdzie podczas podejścia przyuważyliśmy coś co wyglądało na jakąś budowlę. I rzeczywiście znajdujemy tam dość rozbudowane stanowisko ogniowe a po drugiej stronie doliny spostrzegamy analogicznegy zespół. Jak pomyślę sobie, że na tej wysokości (powyżej 3000 m) ktoś kazał siedzieć tu i tam chłopakom w różnych mundurach i celować do siebie to robi mi się dziwnie. Zjazd, zjazd, zjazd - to kolejne pola śnieżne, żlebiki i "piękne okoliczności przyrody". Tym razem do schroniska nie musimy podchodzić, trawers brzegiem zbocza plus mostek wyprowadzają nas na taras Brancy. Dzień 5 To dzień przejścia do kolejnego schroniska. Moi koledzy nie dali się przekonać na lekko forsowny plan wejścia na Tresero a później po zjeździe do Brancy, przejścia dołem doliny do naszego nowego punktu. Mamy więc dość lekki plan wejścia na Pasquale (3558 m) i zjazd do Rifugio Pizzini - Fratolla (2706 m). Na początku powtarzamy (w drugą stronę) trasę z dnia 2. Wygląda, że będzie to kolejny piąty dzień pod znakiem Kielc. Monstrualnych Kielc. No bo popatrzcie sami, na focie poniżej, grań wznosi się spokojnie z 500 m powyżej terenu - wychodzi więc, że pióropusze porwanego śniegu mają po 100 m wysokości. I to tak lekko. Aż dziw, ze jeszcze coś tam zostało. Ta wichura jest już troszkę wkurzająca, nie przypominam sobie turów w których bym cały dzień (dzień w dzień) był w w dwóch warstwach, miał zawsze naciągniętą kominiarkę, czapkę i kaptur i mimo tego czasem trząsł się z zimna. Grubsze rękawice narciarskie które zawsze mam awaryjnie na wypadek kibla i do zjazdu też mam cały czas na rękach a i tak musiałem parę razy je rozcierać aby przywrócić krążenie. Przy podchodzeniu wiatr też nie pomaga bo nie wiem czemu ale zawsze jest w twarz a czasem to nawet trzeba było poczekać w czasie trawersowania aż się uspokoi. Ten wiatr też przetwarza silnie podłoże - jest twardo jak na zawodniczej trasie, niestety ale trochę nierówno. W nawianiach śnieg zgipsiały, ciężki do jazdy, w zasadzie zmianę kierunku jazdy trzeba przeprowadzić w powietrzu. Choć na zjazdy trudno narzekać - jak zawsze gdy coś widać. Co do podejścia to końcowy odcinek przed przełęczą jest na tyle stromy, że nie opłaca się iść na nartach i podchodzimy go na husara. Później zakładamy narty i lądujemy (sami) na Pasquale. Tutaj mogę przyjrzeć się naszemu kolejnemu celowi - Koenig Spitze 3851 m. Sterczy wprost z dużo niższego ciągu szczytów.To już jest bardzo wymagający szczyt. Zjazd jest sklasyfikowany jako ekstremalny. Szczególnie środkowa jego część wygląda niezachęcająco. Wykadrowałem część zdjęcia abyście mogli sobie obejrzeć to lepiej. Strzałką zaznaczyłem - no właśnie o tym napiszę w 6 dniu. Na razie jest tak Ale po chwili W kotlince w którą zjechaliśmy jest przytulnie jak pod babciną pierzynką, robimy popas a ja z Kamilem postanawiamy powtórnie podejść w stronę przełęczy pod Pasquale i ponownie sobie zjechać. Sprawę traktujemy oczywiście ambicjonalnie i na górze doganiamy parkę, która była w połowie stoku jak zaczynaliśmy. Po zjeździe reszta zapina narty i w drogę. Wkrótce widzimy nasz cel. Schronisko na tyle ile paskudne z zewnątrz jest przytulne w środku, widok z okna - bardzo przyzwoity. CDN Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  48. No właśnie, pisanie, że ktoś ma badziewie jest słabe i skutecznie zniechęca do wypowiadania się w temacie doboru sprzętu. Najwięcej do powiedzenia w kwestii odczuć kobiet mają jak zwykle mężczyźni, doprawdy zazdroszczę tej przenikliwości. Może napiszcie, że do DLA WAS jest to badziewie i sobie byście takiej narty nie kupili, a nie rościcie sobie prawo do ocen ostatecznych. No więc ja oświadczam, że od 3 sezonów jeżdżę na tym badziewiu i robię postępy, biorę sobie jazdy doszkalające, mam frajdę i dobrze mi z tym. Nie zależy mi na jeździe sportowej, moim celem jest poprawne i bezpieczne zjeżdżanie z każdego stoku, w każdych warunkach, jazda dla przyjemności, kontaktu z naturą i towarzystwa przyjaciów i konsekwentnie do tego celu dążę. Co więcej, na tym badziewiu przejechał się dobrze jeżdżący mężczyzna i też pochwalił, widać kolejny nabity w butelkę taniego marketingu. Piszecie, że nie należy nikomu nic doradzać, ale działa to tylko w jedną stronę. Ja za każdym razem piszę, że są to tylko i wyłącznie moje odczucia i dziwnym trafem pokrywają się one z odczuciami innych, bardzo nielicznie reprezentowanych tu kobiet. No ale przecież najważniejsza jest ta jedyna prawa objawiona, że narta damska bleeeeee, że nowe technologie bleeee. Ludzie, trochę więcej otwartości!
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...