Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 29.01.2017 w Odpowiedzi
-
SON 29.01.17 Dziś jak to mówią rano warun petarda . Zmrożony sztruks, szybko twardo. Strach się bać. Do 9 godz. na Julianach pustki. Super. Golgota też fajna, twarda, tylko dlaczego na jej dole jest tyle drobnych kamyczków niszczących ślizgi. Małe Skrzyczne i trasy do z Hali bardzo dobre. Ludzi przybywało, ale bez dramatu na trasach czy kolejkach do wyciągów. W tych dniach trzeba mieć zdecydowanie ostre krawędzie, jest twardo, miejscami wychodzi lód, ale jest i tak pięknie. Fotek prawie nie robiłem zajęty jazdą. Te widoczki i tak chyba wszyscy znają.14 punktów
-
12 punktów
-
Zimowy spływ Radomką Od dawna planowaliśmy trochę ekstremalnego pływania po rzekach - a wiadomo, co zaplanowane, to wcześniej, czy później trzeba zrealizować. Decyzja zapadła wczoraj po narciarskim pobycie w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. W drodze powrotnej zrobiliśmy rekonesans, czy aby rzeka cała nie skuta lodem i decyzja zapadła szybko - płyniemy. Skład: ja, Jacek i mój przyjaciel z dzieciństwa, wędkarz - Karol. Wstajemy wcześnie rano, szykujemy sprzęt i spotykamy u mnie pod domem o 9. Wszyscy są punktualni - bardzo cenię tą cechę. Przepakowujemy samochody i wyruszamy. Wybór odcinka, którym mamy spłynąć jest niemalże oczywisty - w zimę nie chcemy ryzykować i wybieramy trasę Brzóza - Ryczywół, czyli miejsce, w którym nie raz już byliśmy ze swoimi pływadłami - tu nic nas nie zaskoczy. W zasadzie to już tradycja, bo w zeszłym roku również zaczęliśmy sezon kajakowy właśnie tu. Docieramy na miejsce i upychamy manele - mamy tego sporo, bo w razie nieprzewidzianych wypadków każdy z nas posiada komplet ciuchów do przebrania. Moim strojem kajakowym w zimie jest mój sprzęt narciarski + wodery neoprenowe. Uwijamy się szybko - najważniejsze by termosy z ciepłą herbatą były pod ręką. Zaczynamy przy moście drogowym i drodze na Warkę. Pod mostem próg wodny z powbijanymi kołkami. Sprzęt gotowy... Fotka ekipy: ...i na wodę. Zanim jednak popłynęliśmy trzeba było zwodować sprzęt. Woda nie była taka straszna i w woderach ocieplanych, dwóch parach skarpetek narciarskich, chłód się do mnie nie przebił. W środku kajaka tak grubo ubrany człowiek czuł się jak śledzik - miało to swoją zaletę, ciasnota sprawiała poczucie ciepła. Wiosłujemy! My z Karolem prowadzimy, miejscami tylko Jacek się z nami równa lub nas wyprzedza. To dlatego, że obydwaj z moim rówieśnikiem znamy ten fragment rzeki jak własną kieszeń. Płynąc wspominamy: pod tym drzewem szczupak i mały sandaczyk, pod tamtym niezły kleń...a tu, pamiętasz jak brały okonie? Stare dzieje. Na twarzy banan: Cisza, spokój i żywego ducha. Na trasie całego spływu zero spotkań z innymi ludźmi. Przyroda? Tak... ta w postaci różnego rodzaju ptactwa nam towarzyszyła non stop. Głównie były to kaczki - inne ptaki strzelałem z zoomem, ale bez większego powodzenia...z jednym wyjątkiem, o czym później. Śniegu na brzegach niewiele. Najwięcej lodu i najwięcej na północnych stronach rzeki. Na tym odcinku - zwłaszcza na początkowym etapie jest dużo zakrętasów i innych meandrów, wysepek itp. Fajnie się płynie i trzeba być czujnym. Dobicie do brzegu, to podpłynięcie do lodu ostrego niczym nóż - musimy uważać z naszymi dmuchańcami. Po kilkunastu minutach mijamy bardzo malowniczy dopływ Radomki. Rzeka o tej porze roku wygląda inaczej... ...wszystko wydaje się wyostrzone. Płyniemy wolno - nie śpiesząc się. Do pokonania mamy jakieś 16 km a czasu mamy dużo. Popijamy ciepłą herbatkę, a Jacek żartuje, że zrobiliśmy sobie spływik emerytów... Pięknie i dziewiczo... Zbliżamy się powolutku do lasów. Widoczki oblodzonych, wbitych w dno gałęzi bardzo nam się podoba. Czyżby poziom wody nie tak dawno był sporo większy? Po niecałych 5 kilometrach docieramy w miejsce gdzie zawsze robiliśmy przerwę - robimy i tym razem. Jest pięknie! Nim przejdziemy do drugiego śniadania robię tutaj mnóstwo filmików i fotek. Nasza naturalna półeczka na sprawunki: Foto grupowe: I foto "Władcy Lodu" Kilka minut przerwy, chodzenia po śniegu i lodzie i niestety chłód nieco przebija się do naszych stóp. Spadamy... Teraz zbliżamy się do jednego z bardziej malowniczych miejsc. Okoliczna wioska, brud, kładka, pozostałości dawnego mostu... Bardzo fotogeniczne miejsce. Tutaj trzeba wiedzieć jaką odnogą popłynąć przy wyspie - rzeka jest dosyć szybka i kręta, na manewry może być za późno i człowiek może wpłynąć w takie ustrojstwo... W lato, to żaden problem, w zimę mogło by to się skończyć wysiadką z kajaka - a wtedy wody w środku więcej, można przemoknąć, nabrać wilgoci na siedziska i klops. Człowiek mokry na mrozie szybko się wychładza... Znowu całe stada kaczek przed nami: ...i znowu lubiane przez nas najbardziej odcinki leśne: Okoliczni wędkarze mają fantazję... W lesie, w cieniu jest wyraźnie chłodniej, tutaj też więcej białego. Wszystkie zwałki mijamy bokiem. Czasami mamy miejsca tyle co na szerokość kajaka, ale grunt, że nie musimy robić obnosek i taplać się w wodzie. Tutaj gdy płyniemy w zupełnej ciszy do lotu wzbija się jakiś duży ptak. Ponieważ obserwujemy ten spektakl praktycznie w bezruchu - drapieżnik daje się podejść aparatem... ...i właśnie do tego był mi potrzebny zoom Pytanie, co to za ptaszysko? Ktoś wie? I kolejne pytanie, czy coś takiego potrafiłoby zaatakować kaczkę? Cudnie... ...mniej cudne jest to, że non stop widujemy inne ciekawe ptaki i niestety nie udaje mi się zrobić ostrego zdjęcia - są za szybkie, a moja ręka zbyt mocno drży przy dużych zbliżeniach. Grubość lodu gdzieniegdzie imponująca... Cudnie! Dopływany do kolejnego charakterystycznego miejsca naszego spływu - wysokiej, piaszczystej skarpy. Tutaj popełniam fotkę GoPro Zimowy, wodny grzybek: Wyspy, wyspeczki - czytamy doskonale nurt i nie wpływamy ani razu na mieliznę. Malowniczo... Świeże ślady bobrów: Jesteśmy jakieś 10 kilometrów od chwili startu - charakterystyczny mostek przy wiosce Wola Chodkowska. I znowu to, co lubimy najbardziej - las! Lodowych grzybków coraz więcej - spływany je czasami slalomem Wszystko co dobre szybko się kończy - powoli dopływany do końca spływu. Gdzieś tutaj na prawym brzegu wodujemy kajaki... Wodery są nieocenione - spokojnie możemy wysiąść i brodzić w wodzie powyżej kolan - znalezienie kawałka brzegu bez ostrego lodu nie jest takie proste. Znajdujemy takie, rozbijamy wiosłami twardy, biały kryształ i możemy wyjść z wody. Kończymy szczęśliwie i szczęśliwi. Przygoda dnia dzisiejszego jest dla nas super przeżyciem i mega rozrywką. Materiału filmowego dużo - i kiedy ja to skręcę jak jeszcze zaległy filmik z Alp? Kończymy dzień, pakujemy samochody i jedziemy do domów - jesteśmy wszyscy zgodni: musimy to powtórzyć!!! Plan na następny sezon? Spływ zimowy z biwakiem i noclegiem - wyzwanie? Tak. Pozdrawiam marboru11 punktów
-
Dzisiaj wyjątkowo nie na nartach, więc pozwolę sobie na to by Was trochę od desek oderwać i zaprosić na relację z zimowego spływu kajakowego Radomką Pełny opis, masa zdjęć w relacji pod linkiem: Temperatura -3, warunki śniegowe - słabe... Dużo lodu... Marboru na lodowej trasie A na tej - raczej luz... Sporo zwałek, ale można je spokojnie minąć Na trybunach ważne osobistości... Pozdrowienia od Ekipy: Zapraszam do odwiedzin mojego kajakowego wątku pod powyższym linkiem Pozdrawiam marboru9 punktów
-
9 punktów
-
Jakoś mam tak w tym sezonie, że jak jedę pośmigać na polskich stokach to zawsze wybieram Skolnity Dzisiaj ludzi bardzo dużo (jak na tą stację) prawie każde krzesełko jechało pełne. Większość ludzi kierowała się jednak na trasę niebieską, więc na czerwonej można było pojeździć. Kolejek do wyciągu brak, przynajmniej do godziny 11 kiedy to ewakuowałem się już do domu. Trochę o warunkach. Spodziewałem się, że będzie twardo i zabrałem slalomkę. To nie był jak się okazało najlepszy wybór. Stok od samego rana z mięką górną warstwą, która szybko zmieniała się w "cukrowe odsypy", a pod spodem twardo w niektórych miejscach lodowo, głównie na początku trasy czerwonej. Coś szerszego pod butem byłoby zdecydowanie lepszym wyborem8 punktów
-
Piątkowa Palenica w Szczawnicy. Warunki dobre, rano twardo, pozniej bardzo twardo (miejscami wychodził lód i betonowy podkład). Rano praktycznie pusto, po 2 godzinach już trochę ludzi było, większość to dzieci. Czarna trasa w miarę pusta, cały ruch się skupił na Szafranówce i trasie rodzinnej. Rano -11 stopni. Czarna: Szafranówka: Rodzinna:7 punktów
-
#8 Kasprowy We wtorek (21.01) wybraliśmy się na Kasprowy w składzie Justyna, kolega Rafał który był pierwszy raz na skiturach i ja, pogoda... marzenie! Oprócz Tatr z chmur wystaje tylko Babia Góra, oraz Pilsko! Podchodzimy szlakiem narciarskim z Kuźnic do Doliny Goryczkowej Aż w końcu po ok 1h docieramy do dolnej stacji kolejki w Dolinie Goryczkowej Lampa na całego! Końcówka podejścia idziemy nie jak nartostrada trawersem w prawo tylko zakosami do górnej stacji kolejki Goryczkowej Końcowe zakosy są strome i momentami zalodzone lub w szreni, więc Justyna ma trochę problemów, ale powolutku, powolutku daje radę i jest! Świnica i Kościelec prezentują się pięknie! Warto zwrócić też uwagę, na podejście od Gąsienicowej, tam wszyscy skiturowcy ładują końcówkę z buta, jest za stromo i za twardo! Kasprowy ze słońcem i bez wiatru? byłem kilka naście razy i taki warun spotykam pierwszy raz Pięknie prezentuje się Giewont i Czerwone Wierchy Cała galeria: https://goo.gl/photos/2TW3TajkwfsrF3wT7 Pozdrawiam Tomek6 punktów
-
Dzisiaj na Górce Szczęśliwickiej dużo ludzi. Kolejka do krzesełka na ok. 5-8min. Na górze bardzo twardo. Ogólnie warunki bardzo dobre. Dłuższą relację napiszę później.6 punktów
-
5 punktów
-
Tak to zakończyliśmy nasz powrót z Dolomiti di Brenta Dziś szybkie pakowanko i z samego ranka już decyzja była podjęta że powrót do Polski będzie przez Stubai Na parkingi jesteśmy po 9,po karneciki i hulaj duszo Trzeba uczciwie przyznać że naturalnego śniegu w nadmiarze nigdy dość,nawet poza trasami Prawdziwa zima z dużą ilością śniegu to je to Dojeżdziliśmy się na maksa Na koniec 2 zjazdy łącznikem trasy 7 z góry plus 14 na sam dół,pięknie 10 km jazdy4 punkty
-
4 punkty
-
4 punkty
-
Pilsko 28.01.17 Dzisiaj pierwszy raz w tym sezonie odwiedziłem Pilsko (razem z JaroW i jego bratem). Po drodze w dolinach mróz -13, a w Korbielowie i na górze z powodu inwersji dużo cieplej. Pierwsze zjazdy do Szczawin po pustych trasach po sztruksie, w jednym miejscu trochę lodu, zero minerałów. Potem przenosimy się na orczyk powyżej Miziowej, a gdy otwierają talerzyk na kopiec to głównie tutaj jeździmy do 10 godz. Tylko naturalny śnieg, zero lodu, po prostu super. Wyratrakowany jest przesmyk po prawej stronie obok nieczynnego talerzyka i tutaj Jaro ćwiczy skoki na uskoku. Po 10 godz. udajemy się na kiełbaskę. Niestety po posiłku ilość narciarzy dość gwałtownie rośnie więc lawirujemy między wyciagami szukając mniejszych kolejek. Przed 12 zjeżdżamy przez Buczynkę do Kamiennej. Warunki po drodze bardzo dobre, Buczynka w górnej części wyratrakowana, i na całości bez minerałów. Oczywiście mijamy pomnik słowackiej myśli technicznej i polskiej nieudolności . Widoki po drodze cudowne4 punkty
-
Niestety urlop się skończył i trzeba było wrócić do szarej rzeczywistości... Tym razem ferie spędziliśmy w ośrodku Ponte di Legno Tonale Temu. Moje pierwszym odczuciem było...hmmmm...raczej roczarowanie. Przede wszystkim ewidentny deficyt śniegu. Na trasach głównie sztuczny śnieg. Wszystko dookoła zielone, a raczej brązowe. Mało zimowa atmosfera. Pierwszy dzień, ze względu na szkółkę dzieci spędziłem po stronie Tonale. Moja pierwsze skojarzenie: Białka . Szereg wyciągów obok siebie, do tego niezbyt długie trasy. Mało wygodne przemieszczanie się pomiędzy wyciągami, w zasadzie w poprzek tras. Liczyłem trochę na długą trasę nr 20, ale niestety z powodu braku śniegu zamknięta. Do tego pierwszy dzień to była sobota, raczej sporo ludzi. Pomyślałem: dupa blada... Ale muszę przyznać że z każdym kolejnym dniem było lepie...Poznałem resztę tras. Szczególnie do gustu przypadły mi trasy od strony Ponte di Legno, gdzie zresztą mieszkaliśmy, praktycznie przy wyciągu. Tak więc nie było problemu stawić się o 8.30 i delektować się pustymi trasami: Jedyny minus tej strony ośrodka, to jazda praktycznie cały czas w cieniu. Może około południa było pod tym względem lepiej, ale ja już w tym czasie musiałem jechać do Tonale po dzieci, żeby wrócić około 15 znowu do cienia.Po tej stronie trenowali Słowacy, a także Włosi. Zresztą miałem przyjemność jechać na wyciągu z trenerem Słowaków. Byłem nieco zdziwiony, kiedy człowiek w kurtce z napisem SLOVAKIA odzezwał się do mnie czystą polszczyzną. Ucieliśmy sobie miłą pogawendkę na temat polskiego narciarstwa (dowiedziałem się między innymi że na zawody pucharu świata, trasa polewana jest wcześniej wodą, a zawodnicy jadą po żywym lodzie na co zresztą zobaczyłem stosowny filmik). Pozdrawiam serdecznie mojego rozmówcę, może też zagląda na forum. Zresztą w całym ośrodku ustawiona jest spora liczba tyczek, gdzie trenują niezliczone ilości dzieciaków i dorosłych. Niektóre trasy były przez to częściowo zamknięte, nawet dzień wcześniej, żeby je odpowiednio przygotować: "Zaliczyłem" także lodowiec Presena z jego słynną czarną trasą PARADISO. Szczerze mówiąc nie zrobiła na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia. Po tym co wyczytałem na opisie ośrodka na forum spodziewałem się jakiegoś hardcora. Chyba bardziej zmęczyła mnię trasa nr 1 od strony Ponte di Legno. Ale to pewnie kwestia odczuć. Sam lodowiec, gdzie można by spędzić cały dzień na nartowaniu. Raczej byłem, widziałem... Generalnie podsumowując, po pierwszym dniu byłem nastawiony sceptycznie, ale suma sumarum wyjazd się udał, pojeździłem. Inna sprawa, że raczej, przynajmniej dla mnie, nie jest to ośrodek, który bym odwiedził drugi raz. Nawet jeżeli narciarsko ktoś mógł być nieco rozczarowany, to 6 dni takiej pogody poprawia samopoczucie Bardzo ciekawy jestem odczuć innych narciarzy, odwiedzających ten ośrodek. Pozdrawiam i czekam już na bliski wyjazd do Schladming...3 punkty
-
Dzisiaj duże wydarzenie na dolnośląskich stokach. Zieleniec odwiedziły przy okazji zawodów Fat Bike w Górach Stołowych, Skionlinowe Gwiazdy - Dżonka i Johnny_Narciarz. Koniecznie z Anią musieliśmy skorzystać z okazji i się z nimi spotkać na tutejszych, licznych trasach narciarskich. Jak na Zieleniec do tego niedzielę i ferie byłem zaskoczony brakiem tłoku przy większości wyciągów (z wyjątkiem Nartoramy). Do tego piękna słoneczna pogoda, bezwietrznie i ciepło. W tak doborowym towarzystwie jeździło się świetnie, a czas spędzony na nartach minął niestety błyskawicznie. Wpadliśmy jeszcze do Baru Na Stoku u Werki na małe jedzonko i w drogę do domu. Mamy nadzieję, że szybko powtórzymy spotkanie w tym gronie, a może jeszcze liczniejszym ... Nawet TVN 24 jak się dowiedział, że Johnny jest w Zieleńcu, to wysłał swoją ekipę by go namierzyć! I nawet im się udało. Pozdrawiam serdecznie.3 punkty
-
I foto na którym widać smog: Wysłane z mojego F3112 przy użyciu Tapatalka3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Tez się odezwę. W karczmach na stoku jadłem 5-6 razy w ciągu ostatnich 10 lat. Wpadam na grzane wino i tyle. Dla mnie to drożyzna ,a w menu przeważnie ,,szajs" czy w Polsce czy w Alpach . W Alpach byłem 7 razy z BP to po śniadaniu dopiero konkretnie jadłem około 18-tej (obiadokolacja). Na stoku;czekolada, banan, jakaś kanapka,, zwinięta'' ze śniadania , w termosie herbata z miodem ,ostatnio również napój energetyczny.Wszystko w plecaku. Na mnie karczmy mało zarobią bo jeszcze dwa lata temu nawet na grzańca nie wpadałem tylko woziłem z sobą setuchnę żołądkowej gorzkiej. Pozdrawiam3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Ja dzisiaj Arena Słotwiny. Warun zacny. Twardo, równo i słonecznie. Po 10:00 kolejka na 2-3 minuty, na stoku względnie pusto. 4 godzinki od 8-12 zleciały w mig. Jutro Kandahar W poniedziałek urlop to pewnie znowu Słotwiny.3 punkty
-
27.01.2017 Dwie godziny na Czantorii 11:00-13:00.Dojazd bezproblemowy. Stacja kolejowa jest pod Czantorią. (Ustroń Polana). Oszczędzając kolana tylko 6 zjazdów ,,czerwoną'' bo na ,,niebieskiej'' podobno mało śniegu.Bezchmurnie, temperatura w godzinach pobytu od -1 do+ 2 ,ale w nocy było -12 to śnieg zmrożony i szybki, kilka przetarć i trochę odsypów (w skali 1-6 na - 4). Kolejki do krzesła na 1-3 minuty ,ale na trasie narciarzy sporo.To tyle. Dzień narciarsko udany.Fotki, na których smog można też zobaczyć.3 punkty
-
Musiałem to zobaczyć Dojazd przed 8:00 bez korków ,dwie zmiany na światłach do BSA Dodano 3 kasę i automat do zwrotu kart. ) Jaworzyna kolejka do taśmociągu Tem na dole -10 na szczycie 0 To miejsce gdzie czasami ściągają narty i schodzą pieszo, słyszałem ,,przecież w Białce jeździłem czerwoną" Jaworzyna Fis Końcówka FIS i mostek Za mostkiem na którym lepiej się nie rozpędzać-duże muldy, Meta Zjazd FIS do samego dołu super długa trasa bardzo nam się podobał, w przyszłym sezonie przy nowych krzesłach przyjadę częściej. O 11:00 na wjeździe do Szczyrku korek ok 1godz, od stacji BP w Buczkowicach.3 punkty
-
Dzisiejsze szusy w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą Niestety niezbyt udane - skończone drobną kontuzją Całość relacji w wątku: Co do warunków? Słoneczko, temperatura z samego rana -7, ok południa +1. Warunki bardzo dobre i czynne wszystkie trzy trasy z trzema wyciągami. Trasa najkrótsza i najostrzejsza - widok z dołu: Widok z góry: Początek najdłuższej trasy, która łączy się z powyższą: Trasa główna: najszersza i najłagodniejsza: Sztruksik: Trasa w jarze: Ekipa: Zapraszam do całości relacji z powyższego linka. Pozdrawiam marboru3 punkty
-
Dziś kolejny piękny zimowy dzień, taki jak lubię najbardziej rano w Zubrzycy G. lampa i mróz -17C Jedna z moich ulubionych gór Babia Góra piękna aczkolwiek często kapryśna jak kobieta[emoji2] Diablak z Przełęczy Krowiarki tu tylko -4C Na Mosornym w Zawoi warunki idealne na 5+ do tego słońce -7C i ludzi mało. Nie będę się rozpisywał bo Mati1981 pisał już wszystko. Pozdrawiam Paweł3 punkty
-
Kazimierz Dolny nad Wisłą i narty są dla mnie w tym sezonie jakieś pechowe. Najpierw mała awaria z autem w drodze do tej stacji z Leitnerem a dzisiaj upadek i drobne odnowienie kontuzji kolana Cóż? Całe szczęście, że nic się nie stało. Tym razem na narty jedziemy w dwa auta i jedynie w męskim towarzystwie. Jedzie Jacek, który stawia pierwsze kroki na desce, Marek znany z wyjazdu do Skicircus, Mirek, który był z nami w Madonnie i Dolomitach z dzieciakami. Już umawiając się robimy falstart - sprawdzam godziny otwarcia ośrodka i nie wiem dlaczego nie dostrzegłem w necie, że w weekendy ON rusza od 8... my jesteśmy przed 9tą - szkoda. Mimo wszystko, by z Radomia dotrzeć na miejsce tak rano musimy wyjechać skoro świt. Temperatura na zewnątrz -7...a dzień zapowiada się piękny. Wsiadamy do aut i jedziemy. Mijamy skutą lodem Królową Polskich Rzek - Wisłę i jesteśmy na miejscu. Jacek wypożycza komplet sprzętu snowboardowego za 40 zł, kupujemy karnety 3 godzinne za 50 złotych i ruszamy na trasy. Czynne są dzisiaj wszystkie trzy wyciągi talerzykowe oraz trzy trasy narciarskie. Ta najostrzejsza - przyczyna mojej dzisiejszej "skuchy" od dołu wygląda tak: Główna knajpa gdzie dają pyszną i tanią pizzę, sprzęt w postaci dwóch starodawnych skuterów śnieżnych...i uwaga? Bankomat. Tak!!! Nawet do tak małych i nizinnych stacji narciarskich dociera cywilizacja. Ludzi przez pierwsze 1,5 godziny jest niewiele i na wszystkich wyciągach poruszamy się płynnie. Banan na twarzy w taka pięknych okolicznościach przyrody: Najkrótsza ale też najbardziej stroma trasa przy krótkim wyciągu, z góry wygląda tak: A tam po lewej stronie na powyższym zdjęciu? Wisła. Ten najbardziej stromy stok ma przedłużenie od dwóch głównych wyciągów i jako całość - jest najdłuższym wariantem zjazdu. Wygląda to tak: Trasa główna i najbardziej szeroka była dzisiaj idealnie przygotowana. Początek jazdy i kilku narciarzy przy bramkach: Na trasie orczyków pojawiły się nowe gadżety: balon i tabliczka Dzisiaj oczywiście czynna była również wyrwirączka z wyrwirączką oraz znajdujący się nieopodal tor saneczkowy. Spojrzenie na górną część najdłuższej trasy z góry: Mimo, że Stacja Kazimierz czynna była już od godziny - tutaj można było jeszcze znaleźć odrobinę sztruksu: Ponieważ czynny i doskonale przygotowany jest jar... ...po kolejnym wciągnięciu się w górę, testuję jar! Początek jak na nizinne warunki bardzo stromy, później zwężenie i lej - połączenie z głównym zjazdem u dołu. Spojrzenie na główną najszerszą i najłagodniejszą trasę główną z początkiem, po lewej stronie zjazdu w wąwóz. Jar w całej okazałości: Spojrzenie na "ściankę": Śmigamy po całości ośrodka. Jest miło, przyjemnie a śmiga się wyśmienicie. Śnieg zmrożony i niestety nieco tępy - ja wolę jak jest bardziej lodowy i szybki... Cóż? Nie wszystko może być idealne. Tutejszy sprzęt do ratrakowania w artystycznej pozie Z minuty, na minutę przybywa narciarzy - wyciągi pracują jednak dosyć szybko i nie ma kolejek - te pojawią się po 11. Poniżej widać nowe zabudowania baru i budki instruktorskiej: Było ostro walone śniegiem... W godzinach popołudniowych zaczęto starania by powstał pan i władca tej krainy... I powstał! Bałwan nad Bałwany Od dzisiaj będzie strzegł tutejszych tras i ośrodka - target jaki ma, to utrzymać warunki do połowy kwietnia Pora na grupową fotkę Tym razem zamiast kamery, na statywie jest aparat. Trochę wygłupów... I spadamy jeździć. Prawie ostatni zjazd - przeszarżowałem, położyło mnie, wykręciło w drugą stronę, nie wypięło narty - kolano poczułem, że puszcza w lewym stawie kolanowym... ...przekręciło jeszcze raz - szarpnęło i jeszcze raz poczułem ból w kolanie. Wypięło nartę. Po zjeździe na plecach ok 20 metrów - potrzebowałem chwili by wstać. Wstałem ale lewa noga zaczęła boleć - siły w niej zero. Podszedłem trochę, przy pomocy rąk wpiąłem delikatnie w wiązanie kontuzjowaną kończynę i zsunąłem się na dół powolutku. Na dzisiaj koniec jazdy. Usiedliśmy przy stolikach, zjadłem mega duży szaszłyk... po pulsowało w nodze, pobolało trochę ale siła w niej zaczęła wracać. Ufff Z minuty na minutę zaczęło się poprawiać... ...teraz pisząc tę relację w domu jest już całkiem nieźle. Jedno jest pewne - kiedyś to kolano trzeba będzie zrobić, a kolejne wypady na narty ze stabilizatorem Nie lubię z nim jeździć ale cóż począć? Kończymy przerwę fotką, która jest pozdrowieniem narciarskim dla Artixa - od kolegi "po tej samej narcie" - Marka. Kończymy jazdę i dopiero teraz zauważam Alpejski zwyczaj? Dzisiaj w ośrodku prezentuje się w iście światowym, narciarskim stylu Mazda. Wracamy do domu... ...po drodze z Jackiem wymyślamy plan na niedzielę. Spływ kajakowy. Choć Wisła jest skuta lodem, to po wypadzie i rekonesansie nad naszą tutejszą rzeczkę Radomkę stwierdzamy, że warunki są idealne!!! Zastanawiam się tylko jak się ubrać? Chyba tak samo jak dzisiaj Jutro wieczorem relacja zamiast z nart, z kajaków - noga musi chociaż jeden dzień odpocząć. Pozdrawiam marboru i Ekipa2 punkty
-
Ależ są jak najbardziej w Twoim zasięgu. Jeżdżą tam busy i autobusy z Krakowa i z Mszany. Nie tak rzadko nawet, łatwiej się tam dostać bez auta niż do Rabki-Zarytego. Kiedyś w okresie bezsamochodowym to przećwiczyłam ;). Łapałam koło Mostu Dębnickiego (w Krk) busa, który pierwszy jechał w któreś z tych miejsc. O ile pamiętam, to busy są oznakowane jako jadące do Poręby Wielkiej. Warto się wybrać do Koninek - takich stacji już niewiele zostało. A stamtąd zresztą można się wybrać na Turbacz na skiturach czy nawet śladówkach.2 punkty
-
Widzę, że nowa kolejka juz dziala. Ostatnio jak tam bylem, zerwał się wiatr to 45 minut wracałem na dol, co chwilę kolej stawała, tak bujalo. Oj nie lubie takich sytuacji! Jakby tego bylo malo, widzialem tam lawine. Portki pelne jak uruchomi sie wyobraznie. Bylem tam kilka razy ale nigdy nie udało mi się zjechać do samego dołu. Po prostu bywałem tam pozna wiosna i śniegu juz brakowało.2 punkty
-
A ja dziś byłem w Myślenicach. Jako że dotarłem tam przed 14 to na te pore warunki były ok. Widać że większość ludzi wybiora trasę numer 1. Trasa druga była jeszcze zlodzona. Niestety nie otworzyli jej jeszcze na całej szerokości bo brakuje śniegu. No i ratrakowy mógł by się bardziej na niej postarać bo nie było całkiem równo. Ogólnie polecam jak ktoś umie jeździć! Szkoda tylko że już nie działa ok system. Wysłane z mojego F3112 przy użyciu Tapatalka2 punkty
-
Na szczęście nie[emoji5] To już nasz tradycja z Kolegami, po zamknięciu wyciągów jedzonko w schronisku i zjazd do Lucków. Bywa że na niebieskiej jedziemy po sztruksie[emoji6] PS. Jakby kogoś interesowało, taka kompilacja z tego sezonu Wysłane z mojego SM-G935F przy użyciu Tapatalka2 punkty
-
Czytam dziesiąty raz post Janka i cały czas nie widzę, żeby kogoś w nim obrażał. Ech... marnie chyba ze mną będzie Ja tu widzę dość niezły żart, ale wcale nie z osób mieszkających na wsi. Poczytaj relacje Janka - on nie jeździ samochodem.2 punkty
-
2 punkty
-
Ja mam wrażenie, że znaczenie lepiej by nam się rozmawiało przy wspólnym stole zastawionym dobrym jedzeniem i napitkiem, bo na forum ciężko się zrozumieć, a nawet do końca precyzyjnie wyrazić swoje myśli. Naprawdę kibicuję polskim knajpom, ale też muszę stwierdzić, że plastikowy, parzący dłonie kubeczek to wciąż norma w wielu miejscach tak samo jak wspomniana szarlotka z mikrofali i śmierdząca frytura. Ostatnia moja przygoda z taką przystokową gastronomią to była knajpa na Gubałówce i szarlotki możnaby śmiało uzyć jako kitu do okien, a obrazu rozpaczy dopełniała różyczka z bitej śmietany w sprayu przeplatana zygzakami czekoladopodobnego sosu. Czas oczekiwania na wyrób pizzopodobny wynosił bagatela 40min - czyli świetna knajpa, ludu kupa. Aaaa, zapomniałam o szklankach na spodkach. Z jednej strony to już nie plastik, a z drugiej, medal dla akrobaty, który bez szwanku z dwiema takimi szklankami pokona drogę od lady do stolika. Wynalazek tacy na Gubałówce nieznany... Nie wszystkie knajpy w Austrii zasługują na polecenie i piszę to przy każdej relacji z wyjazdu. Ostatnio skrytykowałam podobno kultową Alte Schmiede na Asitzu w Leogang i uważam, ze za ich wariację na temat zupy z soczewicy o kolorze ściery i równie podłym smaku należy się grzywna, a pływające w tym kawałki Wurstoparówki są dopełnieniem obrazu rozpaczy. Takich róznych knajp w sezonie odwiedzam co najmniej 20, kilka powinno się zamknąć, ale znakomita większość trzyma poziom - jedzenia i obslugi, plastikowych kubków nigdzie nie spotkałam... Nie będe z Panami dyskutować na temat różnicy pomiędzy marnym kotletem schabowym, a sznyclem z Rosi's Schniztelhutte, może kiedyś będzie mieli okazję i się odważycie... Fredka za to zapraszam do Laimach, do typowej rodzinnej restauracji, jakich wiele w dolinie Zillertal. Metzgewirt sąsiaduje z sklepem mięsnym, jest pensjonatem i małą restauracją, w której ciężko o stolik. I jak zobaczyłam zajmuje pierwsze miejsce na Tripadvisor wśród jadłodajni w Hippach/Laimach. Serwuje dania tradycyjne, regionalne. Jak wyglądają, wystarczy zajrzeć na zdjęcia. https://www.tripadvisor.de/Restaurant_Review-g1177048-d3266894-Reviews-Gasthof_Restaurant_Metzgerwirt_Johann_Hundsbichler-Hippach_Tirol_Austrian_Alps.html A to my w tym godnym polecenia lokalu, jak widać nie jesteśmy jedynymi gośćmi, jedzenie podawane na swojskich patelniach - au jak niehigienicznie2 punkty
-
A wczoraj mieliśmy jechać na Zagroń, ale korek do Wisły zaczynał się poz końca dwupasmowki w Ustroniu [emoji15] Odbiliśmy na Leszną co by objechać. Po drodze wyczailiśmy ośrodek w Bukowcu na Czechach. W końcu dotarliśmy do Istebnej, ale ludzi było tyle, że wróciliśmy na Czeską stronę. To taki mały ot. W sumie mogliśmy zostać w mieście, na naszym stoku. Bo to dzieci miały się szkolić nie my [emoji41] A na Czechach luzik był tak a propos [emoji6] Wysłane z mojego SM-G900F przy użyciu Tapatalka2 punkty
-
Ajjjjjjj ajjjjjjjjjj ajjjjj Lara jechała po wygraną i uderzyła ręką w bramkę. Mam nadzieję że nic się nie stało.2 punkty
-
Przecudny opis, mozna zgłodnieć od samego czytania. Chciałabym uwierzyć, ze jest to standard w naszych knajpach i mamy krainę domową wódką i wędzoną rybą płynącą. Chciałabym uwierzyć, że te wszystkie knajpy, które pokazuje gwiazda telewizyjna z nazwiskiem na literę G to tylko fatamorgana, cień, ułuda... Mozna wyszukiwać gwiazdy, gwiazdeczki, pereleczki i swietnie, ze one sie pojawiają, ale wypada tez uczciwie ocenić, co i jaka jakość przeważa i uczciwie przyznać, ze u nas kultura 'dining out' dopiero sie rodzi, podczas gdy w krajach tzw.Zachodu jest od dawna i stąd stoją one na wyższym poziomie restauracyjnym. To też jest zwykła wiedza o świecie, statystka tego jak często wychodzą do restauracji Polacy w porównaniu do Włochów, Austriaków, bo nawet ci badziewiacy Austriacy nie wiedzieć czemu ciagle siedzą w knajpach na ich ohydnym jedzeniu mam nadzieje, ze za 10-15 lat panorama u nas będzie znacznie ciekawsza, bo potencjał na pewno jest, miejmy nadzieje, ze będzie tez w naszych portfelach2 punkty
-
No, bierze się gotowce z Makro, wrzuca na byle jaki tłuszcz, do tego fryty i juz jest pychota! To norma. Dlatego , moim zdaniem , bardzo dobrym rozwiązaniem byłby McDonald's na stoku. Pożywny, szybko podany, cena nie zwala z nóg. Do tego czysty kibel, bez klucza i opłaty.2 punkty
-
Ja dzisiaj z córką 4h na Skolnitach. Jeździliśmy od 9:30, jazda na bieżąco, warunek petarda. A z góry taki widok I to nie była mgła. Ciekawe czy pobierają opłatę klimatyczną? Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk2 punkty
-
Cudnie, potwierdzam[emoji5] Pozdrawiam serdecznie Maciek Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka2 punkty
-
Ponownie Mosorny. Dwie godzinki z rana, warunki dobre i bardzo dobre[emoji5] Potem przenieśliśmy się na Bacę, tam też fajnie, rodzinna jazda[emoji5] Pozdrawiam Maciek Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka2 punkty
-
Marcin naprawdę w to wierzysz? Teraz pod publiczkę nawet w Bytomiu na Dolomitach by jeździli, ale pod warunkiem ze tvn24 stałby na dole:) Spoko tvn pojedzie oni tez pojadą ale w te inne dolomity:)1 punkt
-
wow! kajaki zimą? tego bym nie wymyślił Szacun i powodzenia w realizacji wersji z biwakiem!1 punkt
-
@idealist Na zdjęciu pan po lewej minę ma nietęgą I sztućce odłożył Na Gubałówce wystarczy odejść parę kroków od tego, co serwuje się w kosmicznych cenach przy stacji kolejki i można trafić na taką Gospodę pod Niebem . A nasza ulubiona restauracja w Zakopanem to Karcma po Zbóju Pizzę czy burgera to chyba można traktować podobnie jak placek ziemniaczany z gulaszem w przystokowych jadłodajniach w Polsce - szybko, tanio, ciepło, pożywnie Swoją drogą najlepszego takiego placka w swoim życiu jadłem w restauracji Mak w Rzepinie koło Świecka (w hotelu gdzie zazwyczaj śpimy nastąpił najazd Holendrów i z braku miejsc w hotelowej restauracji w recepcji polecono nam właśnie tą restaurację)1 punkt
-
Uwaga ❕ Wypowiedzi kontrowersyjna. Taki Jansrud, gość jest ikoną, jest gwiazdą w tym sporcie. Ale przecież on nie potrafi skręcić na nartach. A przecież o to w tym sporcie chodzi.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt







