Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. johnny_narciarz

    • Punkty

      34

    • Liczba zawartości

      8 428


  2. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      17

    • Liczba zawartości

      7 223


  3. marcinn

    marcinn

    VIP


    • Punkty

      16

    • Liczba zawartości

      5 316


  4. andy-w

    andy-w

    Użytkownik forum


    • Punkty

      11

    • Liczba zawartości

      1 563


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 04.02.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. Przy okazji zawodów "fatbajkowych" w Górach Stołowych, postanowiliśmy z Żonką zaliczyć jakiś ośrodek narciarski w Sudetach. Nigdy tu nie jeździliśmy na nartach, więc bardzo byliśmy ciekawi jak to tu wygląda. Najbliżej było do Zieleńca, więc obraliśmy go nasz cel. Ale początkowy plan zakładał, że tam dotrzemy w piątek, a w niedzielę zdobędziemy Szczelińca z tłuściochem. Ponieważ chcieliśmy się spotkać z Anną i Marionenem, a w piątek nie było szans, odwróciliśmy plan do góry nogami. Szczeliniec na pierwszy ogień, Zieleniec na deser, w niedzielę. Niedziela wita nas pięknym słoneczkiem. Podobnie było w poprzednie dni,ale w sobotę się nieco skichało. Dziś jest super, a pod Szczelińcem trwają przygotowania do kolejnych zawodów, tym razem w narciarstwie biegowym. Wszędzie tłumy na ołówkach... Kusiło, ale My ruszamy w stronę Kudowy Zdrój, gdzie wreszcie mogę złapać zasięg i skontaktować się z Mariuszem. Choć fajnie być po za cywilizacją... Zgadujemy się i ruszamy do Zieleńca. Po drodze z sentymentem wspominam Kudowę - bywaliśmy tu niemal każdego wieczoru po wędrówkach górskich. Ale dziś nie o tym. Około godziny 12 docieramy na miejsce. Puszek przy drodze i w "dokach" mnóstwo! Nie bardzo wiem gdzie lokatę obrać. Skręcam na chybił/trafił na jakiś plac i trafiam w dziesiątkę. Akurat ktoś odcumował i mogę zająć jego miejsce. Pozostaje się rozejrzeć i udać do kasy. Tam kolejka jak za papierem toaletowym w latach osiemdziesiątych. Do tego tempo obsługi przypomina sklepy PSS "Społem"... Jakoś to przeżyłem, co trzeba nabyłem i można udać się na stok. Cóż za dziwnie położona stacja! Nie krytykuję, po prostu pierwszy raz coś takiego widzę. Główna droga przecinająca w pół stoku całą stację? Ktoś miał fantazję! Ale jednak coś interesującego z tego wyszło. Przynajmniej łatwo wystartować. Wystarczy zejść z drogi na pobocze po za chodnik i już jesteśmy na trasie. Całość robi wrażenie, jakby stacja przechodziła przez środek miejscowości. Kościół przy trasie narciarskiej? Czemu nie! Ot, jeden przykład... Jest oryginalnie, bez dwóch zdań. Marionen team dotrze za jakiś czas, więc ruszamy na zwiedzanie całości. Najpierw w stronę pomarańczowych "bublin" i słynnego skrzyżowania wyciągów. Pierwsze co się rzuca w oczy, to szerokość tras. To trochę takie pole za stodołą, ale za to bez ograniczeń w bok. Prawie, bo komunikacja między niektórymi trasami mocno utrudniona. Zaliczamy skrzyżowanie, oba wyciągi i opcję tras. Jest super! Przygotowanie, warunki narciarskie - perfekt! Tylko ta długość... Mogłoby być lepiej... Ruszamy dalej, do niebieskich bublin, ale to trochę wymagające jest. Komunikacja między niektórymi trasami jest, delikatnie mówiąc, do d... Trzeba dymać z buta. Pewnie ośrodek się dopiero rozwija i taki urok. Ale żeby dotrzeć do skrajnej "Spacerowej", trzeba mieć chęci. Za to mamy tu kilka tras i super nowoczesny wyciąg z dodatkowymi gondolkami na linie. Robi wrażenie! Kontaktujemy się z Mariuszem i zmierzamy w powrotna stronę. Znowu dymanie z buta i zaliczanie ciekawego wyciągu. Żonie się nie spodobało, a to jak wyrocznia... Jednak sama szybko wpadła na pomysł, jak go wykorzystać i dała rady! Wracamy do naszej bazy wypadowej. Tutaj odnajdujemy się z Marionen team i dalej śmigamy razem. Przy okazji dowiadujemy się, jak to wyglądało wcześniej... Powracamy w rejon skrzyżowania i tam kręcimy się do końca. Super, że udało się spotkać w Waszym terenie, a nie tylko podczas typowego WZF pod Kasprowym. Jest tu gdzie pojeździć, nie tylko przytrasowo. Ośrodek robi wrażenie, choć do Szczyrku bym nie porównywał... Nie te przewyższenia i długości tras. Za to mamy bardzo nowoczesną infrastrukturę i bardzo szerokie trasy. Ośrodek ma potencjał i robi wrażenie! Jest tu gdzie pojeździć. Niestety czas biegnie nie ubłaganie i musimy się zbierać. Idziemy na małe co nieco, pamiątkowe fotki i czas się zbierać. Z ciężkim sercem,ale na to rady nie ma. Ostatnie zdjęcie i udajemy się na parking. Relacja mocno skrótowa, bo czasu oszukać nie mogę i ucieka szybciej, niż ja klikam w klawiaturę... Super, że można było się spotkać w Sudetach! Szkoda tylko, że tak krótko. Do zobaczenia wkrótce! Pozdrawiam, Johnny.
    14 punktów
  2. Zwardoń. W piątek wydawało się, że sobota będzie narciarsko odpuszczona. Jakoś entuzjazmu do wyjazdu nie bylo. Długie spanie do 8 godz., rozleniwienie, w Bielsku mgliście. Ale rzut okiem na kamerki dał dużo do myślenia. Wszędzie w górach przejrzysto, mgły tylko w dolinach. Szybki tel. do kolegi Marka i jestesmy umówieni. Przed 12 jesteśmy w Zwardoniu. Parking pełny więc za wskazówką pana porządkowego parkujemy na placu przed wiaduktem kolejowym. Jakieś 300 m z buta i jesteśmy pod wyciągiem. Taka mała rozgrzewka. Kupujemy karnety od 12 do 16 godz. Po jednym zjeździe z M. Rachowca decydujemy się na przenosiny na D. Rachowiec. Na trasie przy kanapie raczej tłok, dużo uczących się, wywracających narciarzy. Na Dużym Rachowcu luz, szeroko, u góry miękko, trochę ciapowato, niżej równiutko, dość twardo. Śnieg tylko naturalny i na szczycie kilka prześwitujących niegroźnych minerałów. Po prawie 2 godz. zjeżdźamy do knajpy na D.Rachowcu. Po wciągnięciu smacznej kiełbasy kończymy nasze skipassy na trasie przy kanapie. Trochę już stok zmęczony, narciarzy trochę mniej, ale trup ściele się gęsto. Dawno nie widziałem tylu spektakuarnych "gleb". O 15.55 zamykają kanapę i robią przerwę na ratrakowanie. Kończymy bardzo udany narciarsko dzień, który wcale się tak różowo nie zapowiadał.
    11 punktów
  3. Baba Jaga - Bodzentyn, czyli na świętokrzyskiej ziemi. Po skręceniu nogi w kolanie tydzień dałem sobie odpoczynku od nart. Ból prawie minął, stabilizator odnaleziony - trzeba było pojechać i spróbować. Wybór stoku również był podyktowany sprawnością wynoszącą jakieś 75%. Długi, łagodny i z małą liczbą narciarzy. Idealnie pasował Bodzentyn więc, to właśnie tam skierowaliśmy auto. Jeszcze tylko szybki telefon do Bumera...i jedziemy w troje Ja, Paula i Andrzej. W drodze w powietrzu dało się wyczuć bardzo dużą wilgotność i tchnienie odwilży. Na miejscu jesteśmy grubo po godzinie 15. Kupujemy karnet 3 godzinny - w wersji weekendowej, to koszt 40 zł. Bumer i Paula: Cały ośrodek jest mocno przestarzały - stare wyciągi, ratrak, skutery śnieżne ale też bardzo skromne budynki. Kasa wygląda tak: Karczma gdzie o dziwo podają bardzo dobrą kwaśnicę i kiełbaskę z cebulką. Obsługa bardzo miła - ceny raczej niskie. Przez cały nasz pobyt raczej nie było kolejek do wyciągu. Góra dwie, trzy minuty oczekiwania na swoją kolejkę. Widok stoku w całej okazałości od dołu: Tutejsze sprzęty i jedyny w takim rodzaju ratrak, który "na plecach" ma dwie armaty śnieżne. Górka ma jakieś 850 metrów długości i w górnej części podsypaną ją ziemią, po to, by móc się odpowiednio rozpędzić do przejechania całości. Różowe portki wróciły Widok z góry na miejsce naszego dzisiejszego nartowania: Pierwsze kilka zjazdów jeżdżę zachowawczo - niestety kolano boli Mimo odwilży warunki są ok. Jest szybko i twardo. Gdzieniegdzie trochę lodu, trochę nierówności - w sumie fajnie. Idealne miejsce do rozruchu po urazie. Nowa inwestycja w ośrodku, to bramka Bumer mówi, że ze Słotwin przyjechała Napisy niczym z komuny I ponownie w górę bardzo szybkim wyciągiem. Na jego starcie trzeba się pilnować, bo startuje tak szybko, że gotów wyrwać narciarza z butów. Jeździmy z krótką przerwą non stop. Zapada zmierzch i przychodzi mgła. Jest wilgotno i wyraźnie temperatura spada - mżawka zamarza na goglach i na odzieży. Pracownicy będący u góry, ale również narciarze mogą się ogrzać przy koksowniku. Kończymy kolejny dzień na nartach. Dobry dzień. Noga z czasem sprawowała się coraz lepiej. Ból przestał doskwierać i mogłem troszkę sobie poskręcać Trzeba rozgrzewać i przygotowywać się do reszty sezonu - plany przecież ambitne. Mam nadzieję, że wszystko będzie ok - jutro z rana kolejne narty? Wszystko zależy od pogody. Dzięki Bumer za towarzystwo! Jak zwykle było super i wesoło. Pozdrawiam marboru
    10 punktów
  4. Jastrzębica, dawniej Piast / prawie jak Wedel, dawniej 22 lipca, dawniej Wedel / Przyłęków k. Żywca Warunki takie sobie, ratraków trzeba umieć używać; widoki palce lizać....; orczyk staruteńki i wolniuteńki, ale skoro orczyk, to jazda na bieżąco. Kto jeździł onegdaj na Piaście i sobie chwalił, będzie rozczarowany: rozbudowano hotel, więc orczyk o wiele wyżej, trzeba podejść / to jeszcze nic - rozgrzewka / ale po nartowaniu zejść po nieprzyjemnie nachylonej i miejscami oblodzonej kilkudziesęciometrowej pochyłości, przez to też trasa krótsza. W sumie najciekawsza trasa nr 2 istnieje tylko teoretycznie... - brak naśnieżania, ratrakowania. Wolałem stary Przyłęków. Na plus zdecydowanie brak kolejek mimo weekendu w ferie.
    10 punktów
  5. 9 punktów
  6. My dziś z żoną SON po stronie Małego Skrzycznego. Wjazd od Czyrnej - faktycznie pod orczykami trzeba się starać. Głównie jazda z MS trasą 2 - warunki bdb, czasami tylko jakieś drobne poletko lodowe czy przetarcie ale nic mocniej rzutującego na jazdę. Czym niżej tym więcej odsypów i kaszy - trasa 4 O dziwo trasa do Czyrnej - 2 - w dość dobrym stanie, całkiem, całkiem. Niestety z racji mojego towarzysza Bieńkuli sprawdzić nie mogłem ale ludzi na niej garstka. Ludzi na pozostałych trasach nie mało ale kolejki max na 2-3 minuty Niestety na dole +6st i leci wszystko.... Oby mróz wrócił bo naprawdę przyjemnie w ośrodku.
    8 punktów
  7. Narty nasmarowane jutro ich debiut, tak że niema odwrotu. a tu foty z dzisiaj na zachętę
    7 punktów
  8. Ustroń-Mała Czantoria Dziś po południu z dziećmi uskuteczniałem Poniwiec To co mi się już na początku nie podobało to masa ludzi ,wszystkie parkingi full Gdzie,jak gdzie ale tu nigdy nie było tyle osób Na szczęście na stoku nie było jakiejś większej tragedii (chyba dzięki porze obiadowej) Warunki iście wiosene,ok 4 stopnie,miękko ale bez przetarć Można było dzieciaki śmigu pouczyć między hopkami
    7 punktów
  9. COS Skrzyczne 10-12.00 FIS warunki dobre trochę betonu na górze. Po przejeździe na czerwoną robiły się muldy..Temp 3 do 4 stopni na plusie. Potem trochę mgły a od 13 do 14 mgła na stałe .Po 14 zjazd do dołu więc nie wiem co dalej z mgłą.Zauważyłem taką ciekawostkę.
    6 punktów
  10. Ostatnio wrzucałem zdjęcia, to dzisiaj jeszcze tylko tak dla uzupełnienia film, który nakręciłem w Słotwinach tydzień temu.
    4 punkty
  11. W piątek byłem na wieczornej jeździe w Rytrze. Karnet 4 godziny 25 zł. Stok pomimo dodatniej temperatury po przerwie na ratrakowanie przyjemny do jazdy. Liczba narciarzy umiarkowana liczba, kolejki do kolejki nie zanotowano.
    4 punkty
  12. Długo się zastanawiałem ze względu na prognozowaną aurę ale w końcu pojechałem do Szczyrku i narty pożyczyłem. Powinien być! Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka
    4 punkty
  13. Wczorajsza piątkowa VR tyle luda to ja tam jeszcze nie widziałem w swojej historii czysty Armagedon ale to może przez to że przewidziane było party na śniegu warunki niestety średnie odwilż -śnieg mokry około 10 muldy to norma praktycznie na wszystkich trasach w przyszłym tygodniu ma być mróz więc znowu będzie bajkowo
    4 punkty
  14. Ja dzisiaj zaliczyłem z kumplami z pracy Wisła-Cieńków. O ośrodku pisał nie będę bo to typowy ośrodek "Wiślański" i tyle. Co do warunków to po mimo odwilży było dobrze. Jeździło się bardzo przyzwoicie. Są miejsca z lekkimi przetarciami ale nie było źle. Ludzi jak na ferie i piątek nie za dużo, więc jazda na okrągło. Zdjęcia robiliśmy grupowe więc ich tu wklejał nie będę. Pozdrawiam wszystkich.
    4 punkty
  15. Wisła-Stok Jako że udało się wygospodarować parę godzinek z rana,to na Stok Pogoda piękna,choć całą drogę coś tam marudzili w radiu że słońca dziś nie będzie Na miejscu o 7.50 do kasy po karnecik i do bramek Przygotowanie tras bez zarzutu,choć można było odczuć że idzie mała odwilż,na szczęści od poniedziałku powrót mrozów Narciarzy z rana paru,potem troszkę więcej Eech....,3 godzinki mijają expresowo,czas wracać do pracy
    4 punkty
  16. Jestem osobą, która dużo jeździ na rowerze, również w zimie. Naturalną koleją rzeczy zostałem fanem "tłuściochów", czyli rowerów z baaardzo grubymi oponami. Puszyste mnie kręcą. Nie planowałem żadnych zawodów w związku z tym, nie czułem takiej potrzeby, ale po namowie kolegów z teamu Fatbike....... postanowiłem wystąpić w Monteria Fat Bike Race Góry Stołowe. Trochę z ciekawości, trochę dla zabawy, a trochę z chęci sprawdzenia swojej formy. Niezwłocznie opłaciłem startowe i pozostało już tylko trenować i czekać. Ale czas minął szybko. Trzeba było się pakować i udać na miejsce zawodów. Rozebrałem grubasa, wsadziłem do swojej konserwy na czterech kołach i teleportowałem 300 km dalej, w Góry Stołowe. Podobnie z moją lepszą połówką, ale jej nie musiałem rozbierać... Może niektórych zaskoczę, bo to właśnie tu po raz pierwszy miałem przyjemność poznać niemal cały, mega pozytywny team Fatbike....... na żywo, choć wcześniej razem wynajęliśmy wspólnie domek. Panowie mieli dla mnie miłą niespodziankę: zaprosili do swojego grona, tj. teamu. Dla minie to spory zaszczyt. Nigdy bym nie przypuszczał, że kiedyś będę choćby w amatorskim. Tym bardziej w tym wieku i do tego profesjonalnym. Oczywiście chętnie dołączyłem, bo w grupie raźniej, zwłaszcza takiej! Thanks! Góry Stołowe przywitały nas błękitem i złotkiem na niebie. Spośród grubej, białej kołderki, pięknie eksponował się sam Szczeliniec Wielki, pod którym mieliśmy bazę noclegową. Start znajdował się zaledwie kilkanaście obrotów korbą od naszej "Brdy". Nieco dalej zaplanowano wieczorny prolog. Czas więc wskoczyć na tłustą maszynę i zrobić rozgrzewkę. Miałem jeszcze zdobyć samego Szczelińca z grubym - po co? Innym razem. Dziś jednak bez raków nie było szans. Odpuściłem. Pozostał trening po części wieczornej trasy, podziwianie widoków i próby z przyczepnością opon, twardości wyratrakowanego terenu, czy nawet ustawienia kamery. Zmrok zapadł szybko, taki urok stycznia. Czas ruszać na start. Choć to niesamowita atrakcja, miałem wątpliwości, czy należy katować muły przed właściwym wyścigiem. Team takich wątpliwości nie miał. Skoro tak, to już się nie migam. Mam jeden z pierwszych numerów startowych, więc przynajmniej długo marznąć nie będę. Lekka trema, chwila oczekiwania i go! Początek to krótki, ale treściwy podjazd. Cisnę dość mocno, słuchając rad najstarszego z nas - Ryszarda. Dzięki temu mam wolną drogę na singlu ( dzięki Ryszard! ) i mogę sprawnie dojechać do szerszej części. Choć to chyba sprawnie inaczej, bo kilka razy wypadam z wąskiej przecinki. Dalej to już sielanka - szeroko i twardy sztruks. Jednak mogło skończyć się różnie. Chcąc poprawić lampkę, wyłączyłem ją! Panika, przemielone tysiące myśli na sekundę, jak w procesorze czterordzeniowym, kilka nowych siwych włosów i ponownie stała się światłość. To tylko sekunda, ale na zjeździe i przy speedzie wystarczy. Krótki dreszczyk kończy się szczęśliwie i ostatecznie kończę prolog na 9 miejscu wśród Fatów i 12 open. Powiało optymizmem przed głównym "śmigiem". Tak dobrej pozycji się nie spodziewałem. No i jeszcze ten klimat - przy lampkach, pochodniach i ciepłym dopingu. Następny dzień wita na sporym minusem. Tłuścioch posłużył za termometr i jako pierwszy zbadał czekające nas warunki. Ż ż ż ż zimno! Obfity popas, ciepły ubiór, krótka rozgrzewka i ustawiamy się na starcie. WOW! Tyle grubasów w jednym miejscu jeszcze nie widziałem. Cóż za piękny widok! Tyle tłuszczu w jednym miejscu? Normalnie bajpas burger! Wybija godzina zero, tj. 11.00, więc power on! Niestety brak doświadczenia spowodował, że trochę straciłem na starcie, a do tego jeszcze wpadłem w ślad dla narciarzy biegowych. Przez to nieco zostałem i utknąłem. Pierwszy kilometr przejechałem praktycznie bez pedałowania. Tak do pierwszej przeszkody. W kopnym śniegu hurtowo lecą gleby, a stawka się rozciąga. Jeszcze jedno "wąskie gardło" i mogę wreszcie rozwinąć skrzydła. Tłuścioch nabiera rozpędu niczym Boeing na pasie startowym. Czuję moc! Zaczynam odrabiać straty i wyprzedzam sporą grupę. Niestety entuzjazm słabnie na singlu. Był jeszcze do przejechania, ale aż 3 osoby przede mną upadają. Powstaje spora kumulacja, nie tylko kolarzy, ale i napiętej atmosfery. Wyprzedzanie niemożliwe, chyba, że ktoś ma śmigiełko w plecaku jak Inspektor Gadżet. Pozostaje grzecznie maszerować do końca singla, choć wewnątrz głowy temperatura rośnie i nie każdy potrafi ugasić pożar... Wreszcie koniec grzęzawiska i wskakuję na rumaka. Niestety coś chrupnęło i łańcuch wpada między przednie zębatki. Szlag! Szybko rozwiązuje problem, ale po kilku obrotach korbą wplątuje mi się sznurówka w dużą zębatkę. Kur...! Co jeszcze?! Wyszarpuję ją i ostatecznie mocno wciskam do buta. Ponownie ruszam, ale ledwie po 100 metrach pęka łańcuch. Zadałem pytanie, więc szybko dostałem odpowiedź. Bezsilność, złość i smutek. Jakby mi ktoś przerwał dobry film podczas najlepszej sceny i przełączył na TV Trwam. Przez chwile mam pustkę w głowie. Co robić? Szanse na dobry wynik już odfrunęły jak ptaki na zimę do ciepłych krajów. Gdyby ktoś teraz wręczył mi siekierę, wyrąbał bym pół lasu w Górach Stołowych, ale tego nie wolno. Spieszyć już się nie mam do czego, więc na spokojnie podjeżdżam pod Goprowców, stojących na końcu singla i sięgam do "nerki", gdzie często trzymam jakieś proste "receptury na bolączki". Ale zaraz? Gdzie ona jest? Rozglądam się, ale niczego wokół nie widzę. Tym bardziej w pasie. Czyżby kolejny pech? No tak, nieszczęścia nie chodzą parami, ale stadami! Dół na maksa... Zatrzymuje się jeden z zawodników i pyta czy nie chcę spinki. Przez myśli o stracie "nerki" nawet się nie cieszę, ale odruchowo biorę i dziękuję. Niestety najpierw trzeba pozbyć się zepsutego ogniwa, a bez odpowiedniego narzędzia to niemożliwe. Gdyby było lato, można by skorzystać z tych naturalnych - patyki, kamienie itp. Niestety wszystko pod metrową warstwą puchu. Ale po chwili zatrzymuję się zawodnik z Czech i wręcza mi skuwkę do łańcucha. Humor delikatnie i stopniowo rośnie, jak energia w ładowanym akumulatorze. Może jednak jeszcze pojadę? Chwila napięcia, coś pyknęło i... kolejny pech! Bolczyk, który powinien wypchnąć wałeczek z łańcucha, pęka. Ledwie podnoszący się z dna humor, ponownie siada jak statek na mieliźnie. Mimo wszystko wielki dzięks dla wszystkich, którzy mi pomogli. Dzięki takim ja Wy atmosfera imprezy jest wyjątkowa! Teraz już na spokojnie mogę zdecydować co dalej. Przecież nie siądę i zacznę płakać. Trzeba zresetować głowę i od nowa wgrać soft. Ostatecznie mam dwie opcję: 1) kontynuować wyścig bez napędu metodą "na Flinstonów" ( opuścić siodełko i szybko przebierać nogami ) , 2) oddać rower Goprowcom i bieg ok. 7 km. Serce było za opcją nr 1 (byłoby ciekawie), jednak przekonanie, że coś zgubiłem (owa nerka), ostatecznie przesądziło o dokończeniu udziału w imprezie z buta. A tak zawsze się zarzekałem, że biegać nigdy nie będę... Przebiegłem przez kopny śnieg i dalej trasą. Nic nie znalazłem i już nieco żałowałem wybranej opcji. Trochę dziwny widok był, kiedy ktoś uprawia jogging w kasku rowerowy i do tego w zimie. Kiedy dobiegłem do mety, żona pomyślała, że to jakiś mój duch... Wszystko wyjaśniłem, popytałem jeszcze w biurze, czy ktoś coś nie znalazł i odebrałem rower. Smutny widok - tłuścioch z wiszącym łańcuchem to jak kolano z zerwanym więzadłem. Zabrałem rannego do domku i tu szok! Nerka leży na fotelu! Pan Hilary zgubił okulary! W jeden chwili radość i wkur... - trza było wybrać opcję nr 2! Ale najważniejsze, że "zguba" się znalazła. Wreszcie coś pozytywnego. Pozostało odebrać medal, oczyścić umysł z wszystkiego co złe i wspólnie biesiadować z ekipą. Emocje opadły i teraz już mogę powiedzieć, że to wspaniała i wyjątkowa impreza! Świetna organizacja, świetna atmosfera w pięknych okolicznościach przyrody. Nie chciało mi się za bardzo tam jechać, a teraz już tęsknię za tym miejscem. Niewątpliwie zawitam za rok i nie tylko z powodu niedosytu po awarii sprzętu. Tu trzeba być i to przeżyć! Na koniec filmik z otoczka i z samego wyścigu. Jak widać, pogoda dopisała! Pozdrawiam, Johnny
    3 punkty
  17. Ok, już się nie migam... Do jutra!
    3 punkty
  18. Swoje wątpliwości wyjaśnij ze swoim trenerem, z serwismenami. Próbuj na treningach, zmieniaj ustawienia, narty, trasy, mierz czasy i porównaj. Porównaj tez miedzyczasy, to wszystko jest bardzo istotne dla profi poziomu. Wierz mi! Do forum nie miej pretensji gdy ktoś delikatnie sprowadzi Ciebie na ziemię! My tu w większości to amatorzy. Możemy Ci jedynie poradzić to, co sami uważamy czy sami doswiadczylismy. Jeśli nie rozumiesz porównania do profi doboru opon do profi doboru nart, współczuję. No cóż, jedynym wytłumaczeniem takiego postępowania może być jedynie ślepa miłość do tych nart. Miłość odbierająca zdrowy rozsądek. Powodzenia!
    3 punkty
  19. Dziś wieczorne narty w KasinaSki. Jako, że młoda już wydobrzał, a przez ferie nie ma zajęć sekcji pływackiej - a z domu też czasami lepiej się ulotnić - pakujemy sprzęt i 17.50 meldujemy się na bramkach w Kasinie. Jeszcze 2-3 minuty i można ruszać Bramki otwarte no to na krzesełko Kilka słów o warunkach. Pomimo lekko dodatniej temperatury a było ok 2C warunki przez mniej więcej 2 godziny super, równo w miarę twardo jeśli tak można powiedzieć o śniegu po krótkiej przerwie i ratrakowaniu, ludzi też nie za dużo, no było tak w sam raz. Pierwsze 5 zjazdów - jazda pełną szerokością trasy na krawędziach, z czasem trzeba było trochę więcej pokręcić ale cały czas można było spokojnie jeździć. Po ok 2 godzinach pojawiło się trochę muld i odsypów - głównie w górnej części stoku, natomiast dosłownie tylko w 2-3 miejscach wyszła odrobina betonu, który raczej nie sprawiał problemów i można było ominąć. Na koniec chwila odpoczynku i wizyta w barze, obok dolnej stacji - dla mnie herbata z sokiem, dla Julki frytki z czekoladą, pakowanie i do domu. Kolejny miło spędzony wieczór z córką, a od poniedziałku urlop i oby pogoda dopisała. Pozdrawiam Paweł
    3 punkty
  20. Potwierdzam, warun petarda. Marcin w jakich godzinach byłeś?
    3 punkty
  21. Ja i Kuba zgodnie z planem ?
    2 punkty
  22. Ja moje kijki zawsze trzymam w bagażniku, czasami biore do baru zeby dobrze z nartami na stojaku wyglądały, bardziej profesjonalnie się wtedy czuje:)
    2 punkty
  23. Maciek , no co Ty , przecież nie ma złej pogody na narty , tylko nieodpowiedni ubiór i słabe charaktery , czy jakoś tak My z Nurkiem jesteśmy , najwyżej nam doleje , ale myślę , że raczej dosypie
    2 punkty
  24. No widzisz, a mnie już po tylu latach na desce zaczęło wkurzać ciągłe siadanie na dupie po wjechaniu krzesełkiem na górę i zapinanie butów co chwilę, tak samo na prostych odcinkach kiedy jest zbyt mała prędkość na desce nie masz kijków, żeby się odepchnąć i np. podjechać pod bramki Osobiście mam wrażenie(może błędne) że narty dają większy komfort chociażby ze względu na naturalną pozycję kierunku jazdy i są łatwiejsze do opanowania na trudniejszych trasach(tu mogę sie mylić). Te aspekty i fakt ze nigdy nie próbowałem zadecydowały o tym ze juz mam pierwsze lekcje z instruktorem za sobą
    2 punkty
  25. Johnny, rozumiem, że grubość, sorry szerokość tras była ok, jedynie długości brakowało? No cóż, jak w życiu, wszystkiego mieć nie można. Ty, miałeś Żonkę, miałeś znajomych, miałeś narty, gruby rower, co prawda z urwanym lancuchem, ale z góry to on jechał. Tak jak narty! Zrobiłeś zdjęcia, filmik, relacje, jest ok. No to do naszego jakiegoś WZF, może się uda!
    2 punkty
  26. Troszkę się zapomniałem, a obiecałem relację z mojego wyjazdu do Alta Badia w 2016 roku. Mamy już 2017 i tak się fajnie złożyło, że jestem już po kolejnym wyjeździe narciarskim z dziećmi - znowu do Alta Badii :-) W tym poście opiszę szybko jak to wyglądało w 2016 roku a w następnym jak w tym. No więc do dzieła. Dojazd / Powrót Zdecydowaliśmy się jechać przez CZ i A. Dojazd rozłożyliśmy na dwa dni z noclegiem w Wiedniu. Chcieliśmy przy okazji wyjazdu pokazać dzieciakom piękne miasto i odwiedzić muzeum figur woskowych na Praterze. Odnośnie trasy do Wiednia to poza odcinkiem między Brnem i Poysdorfem cały czas droga ekspresowa lub autostrada co zajęło nam ok. 9 godzin z postojami. Odcinek od Wiednia do Włoch pokonaliśmy przez Graz i Klagenfurt później kierując się na drogę numer 100 do granicy z Włochami. Już nie tak komfortowo, ale i tak trudy podróży umilała nam pogoda (piękne słońce) i widoki podczas przejazdów przez doliny. Ten odcinek zajął nam ok. 6 godzin. Powrót postanowiliśmy zrobić tą samą trasą ale na raz co zajęło nam ok. 15 godzin (korki przy wyjeździe z doliny i w Lienz, trochę w Wiedniu). Lokum Na wyjazd w 2016 roku kwaterę wynająłem już we wrześniu 2015. Wolałem zaklepać wcześniej, aby się nie denerwować tuż przed wyjazdem. Zarezerwowaliśmy mały apartamencik (2 pokoje z aneksem) w San Linert (Badia/Pedraces). Lokalizacja super bo 300 metrów do krzesełka na Sasc da Crusc co dawało nam też dostęp do całej infrastruktury Alta Badia i więcej. Wyżywienie własne, a że do fajnego marketu mieliśmy 50 m z domu tym większy plus dla lokalizacji. Mięsko czyli narciarstwo Pierwszego dnia - rozpoznanie bojem. Postanowiliśmy wypróbować wszystkie trasy jakie zdążymy ;-). Kupiliśmy dwa karnety Dolomiti Super Ski. Dzieci nie musiały bo łapały się na darmowe z dorosłymi i w drogę. Najpierw kilka spokojnych zjazdów na Sasc da Crusc a potem wyruszyliśmy krzesełkami i gondolkami na główny masyw Alta Badia. Nie pamiętam ile nam to zajęło, ale może ok. godziny i już byliśmy na Piz la Ila. Coż mogę powiedzieć - mapka w dłoń i jazda. Wybieraliśmy głównie trasy niebieskie ze względu na dzieciaki. Choć w dolinach i poza trasami śniegu było średnio trasy przygotowane były doskonale. Zjeździliśmy sporo tras, ale nie daliśmy rady wszystkich. Zjechaliśmy też między innymi najdłuższą chyba tam trasą 9b, 9a, 11 ze szczytu Pralongia do San Cassiano, które jak się później okazało zostało naszą bazą wypadową na masyw. Dzień drugi i trzeci to dalsze zwiedzanie nieodkrytych jeszcze tras, choć tutaj zaczynaliśmy już właśnie z San Cassiano. Wybraliśmy to miasteczko, gdyż dojazd z Badii zajmował nam raptem 10 minut, na masyw wjeżdża się tylko jedną gondolką na Piz Sorega, a pobliski parking (koszt 4 euro za dzień) dawał wygodne opcje powrotu niemal pod sam samochód na nartach. W tych dniach jeździliśmy głównie w Alta Badia jedynie kilka razy zapuszczając się do początków ośrodka Arraba na Cherz. Zwiedziliśmy też Piz Boe. Niestety byliśmy tam w godzinach popołudniowych co niestety zaowocowały utrudnionym zjazdem na czerwonej trasie ze względu na liczne muldy. Ze względu na dzieci już się tam nie zapuszczaliśmy. Na środę zaplanowaliśmy wypad na Kronplatz. Niestety w środę popsuła się pogoda. Od początku dnia troszeczkę padał deszcz, a czy było później tym zimniem i deszcz w końcu przerodził się w mokry śnieg. Na Kronplatz dotarliśmy ze stacji Pikulin, gdyż tam było najbliżej dojechać samochodem. Fajny zjazd z góry w dolinę, potem znowu w górę i sam Kronplatz. Jeszcze u podnóża głównego ośrodka chmury nie przeszkadzały jednak gdy wyjechaliśmy na szczyt było już nieciekawie. Mgła uniemożliwiała zupełnie orientację. Szybko stamtąd zjechaliśmy i jeździliśmy jakiś czas na St. Vigilio, aby na prośbę dzieciaków wrócić do Pikulin. Ja jednak nie mogłem podarować i zjazd na czarnej Pikulin zaliczyłem Kolejny dzień to powrót do Alta Badii i spokojne zwiedzanie. Ostatniego dnia zdecydowaliśmy się na wycieczkę narciarską na przełęcz Falzarego i zjazd czerwoną trasą ze szczytu Lagazuoi. 8 km czystej alpejskiej przyjemności. Piękna pogoda pozwalała na podziwianie widoków, a trasa wymagająca nieco umiejętności w górnej części dostarczała niesamowitych wrażeń podczas jazdy wśród skał. Z całym sercem mogę polecić, ale uwaga - tylko przy dobrej pogodzie. Atrakcje Coś czego może mi aż tak bardzo nie brakowało, ale moim dzieciom na pewno, to brak basenów termalnych. Niestety w dolinie nie ma takowego, a najbliższy znajduje się w Canazei, ponad godzinę jazdy po górskich, krętych drogach. Innych atrakcji nie przewidzieliśmy i ogólnie niczego nie brakowało ;-) Pogoda Słońce, słońce, słońce, śnieg, słońce, słońce, słońce. Tak mógłbym opisać poszczególne dni naszego pobytu. Pochmurno było tylko w środę o czym wspomniałem przy wypadzie na Kronplatz. Pozostałe dni to tylko lampa i leciutki mrozik. Jedzenie Jechaliśmy z własnych żywieniem, ale czytając opisy ośrodka wiedzieliśmy, że słynie z dobrej kuchni. No cóż... to nie było przesadzone. Na stoku zawsze szliśmy na małe co nieco i zawsze było super smaczne. Może to głód tak dobrze przyprawiał nam potrawy, ale co tam. Niekwestionowany lider to Carbonarra w La Marmotta. Nigdy nie jadłem takiego spaghetti. Próbowaliśmy też innych specjałów lokalnej kuchni, ale w tym momencie ciężko mi jest sobie przypomnieć nazwy: knedle w rosole - pycha, ciasta czekoladowe (iTabla) - super. Dzieci do dzisiaj pamiętają też pączki z restauracji iTabla. Jednego dnia,po nartach, postanowiliśmy też wyskoczyć do restauracji na kolację. Wybór padł na Badia Pub & Restaurant w Badii. Skoro byliśmy we Włoszech (choć to bardziej Tyrol niż Włochy, ale 5 i 7 latki to nie obchodziło) wybór padł na pizzę. Nie mogę mieć nic do zarzucenia. Polecam. Spędziliśmy miło wieczór. Ceny No niestety jest tu drożej. Drożej oczywiście niż w Polsce i Słowacji bo tylko do tych miejscówek mogę porównywać. Droższy jest przede wszystkim nocleg (ok. 1,5 raza w stosunku do Słowacji). Co ciekawe karnety wyszły mnie taniej niż na Słowacji, gdyż moje pociechy załapały się na darmowe karnety. Jednostkowe ceny karnetu na 6 dni są jednak też wyższe niż na Słowacji, ale tu różnica jest już niewielka. Jedna uwaga, kupowaliśmy Dolomiti Super Ski, który jest na 12 ośrodków w Dolomitach i jest ok. 50 euro droższy od AltaBadia Ski. Podsumowanie Jak napisałem w podziękowaniach - najlepszy mój wyjazd na narty w życiu, co potwierdziliśmy jeszcze w 2017 roku, o czym w następnym wpisie.
    2 punkty
  27. Jak czytam takie teksty to śmiać mi się chce. Przerost teorii nad zdrowym rozsądkiem. Dobrze pisze Mitek o tych latach wyczynowe jazdy. Ja mogę porównać się ale z wyczynów jazda samochodem. Jeździłem na oponach dunlop, michelin, hankook, yokohama i wielu innych. Samochód miał różne ustawienia zawieszenia i praktycznie nie czułem żadnej różnicy w jeździe. Jedynie czas, powtarzam czas osiąganych na zawodach był wyznacznikiem jakości zestawu, opona, ustawienie zawieszenia,trasa i moja skromna osoba. Rozumiem, że pytający jest zawodnikiem i te niuanse są dla niego istotne dla wyniku w zawodach. Rozumiem, że będzie przestawial wiązanie w zależności od parametrów trasy, pogody itp. Na codzień oczywiście jeździ na " zwyklych" nartach, tak jak ja na zwykłych oponach, nie różnorakich slick ach i felgach o ponad normatywnych ET, czy kartkaturalnych kątach ustawienia zawieszenia. Kiedyś to brało się ponoć narty na ramię i chodziło po Krupówkach. Przepraszam za szczerość.
    2 punkty
  28. Dzięki! Taki spływ, to nic nadzwyczajnego Johnny - Koledzy z Forum Wodnego non stop gdzieś w zimę wiosłują - na dodatek w jedynkach, po rzekach zwałkowych i górskich z białą wodą. Cóż? Może kiedyś coś ambitniejszego zrobimy z ekipom. W każdym bądź razie w tym roku kajaków Ci nie przepuszczę I tu dużo racji Mitku Zasługi by były, gdyby tak jakąś foczkę na tym spływie Kolega Jacek upolował - aktualnie kawaler... ...wówczas chwała jakaś by była i oczywiście nawiązanie do eskimoskiej tradycji Pozdro.
    2 punkty
  29. Zieleniec widziałem jesienią przy okazji Korony Gór Polskich i zdobywania Orlicy - podobał mi się! Z pewnością kiedyś odwiedzimy ten ośrodek zimą... tylko dlaczego to tak daleko? No i ten kościółek z cmentarzem na trasie Lubię takie klimaty. Szkoda, że nie znaleźliście czasu na zdobycie Topu Gór Orlickich - to od drogi asfaltowej góra godzinka nieśpiesznego spaceru - ale rozumiem. Plan mieliście napięty. Dzięki za relację i pozdro dla całej ekipy WZF
    2 punkty
  30. Tutaj ów gość: Po wyścigu była mała prelekcja - że tak to nazwę. Okazuję się, że ów pan robi sobie wyprawy wielodniowe od zamku do zamku. Śpi po namiotem, sam sobie przyrządza jedzonko i to wszystko w zimie! Bo jak sam stwierdził: "zima jest dobrą porą do podróżowania". Zrobił pokaz slajdów, poopowiadał i to całkiem ciekawie. Szacun! Niejeden skończył by po prostu na kanapie z pilotem i z piwkiem w ręku...
    2 punkty
  31. Cześć Przeciętna popularna narta o charakterze SL. Jeżeli czujesz przesunięcie o 0,5 cm w przód to albo jesteś wybitnym testerem albo bajkopisarzem. Pozdrowienia
    2 punkty
  32. Wisła-Skolnity Dziś warunku w Skolnite bello Pełna fotorelacja tu
    2 punkty
  33. Spod domu w kierunku mojej ukochanej góry: Skrzyczne, piękne warunki narciarskie w całej Kotlinie Żywieckiej. Widać po moim uśmiechu, że teraz to już idzie w jedynie słusznym kierunku: Długość kijków rozłożonych do mojego ostatniego skiturowego wypadu na Buczynkę 12 grudnia nie zostanie zmieniona do powrotu na tury w listopadzie 2017 oczywiście pod Golgotę. Hey
    2 punkty
  34. Słoneczno - mglisty Kamieńsk Dziś od rana spontaniczna decyzja, zamiast cały czas pracować i ślęczeć przed komputerem najwyższa pora się ruszyć. Szybkie pakowanie, droga mimo mgły minęła szybko i zajeżdżam pod stok. Aut sporo, ale ludzi jakoś niezbyt. Karnet poranny (9-13:30 / 40 zł) kupiony, pierwsze krzesło moje :). Warunki bardzo dobre, zmrożony twardy sztruks, kolejek do wyciągów brak. Udane 2 godziny jeżdżenia na 185cm gigantkach, na slalomkach na tym płaskim możnaby było usnąć :). Tylko gór brak, ale już pracuję nad wyjazdem w jedynym słusznym kierunku. Trochę zdjęć: Pozdrowienia dla narciarskiej braci :).
    2 punkty
  35. Rzeczka, Powiat Wałbrzyski. Gmina Walim. Warunki na stoku b.dobre. Zdjęcia z soboty. Przy okazji widoczki z Wielkiej Sowy. pozdrawiam.
    2 punkty
  36. Wisła-Soszów Bardzo dobre warunki w Soszowie Lekki mrozik,narciarzy średnio,można zrobić sobie przerwę w pracy i nieżle pośmigać Ps.Gdy wyjeżdżałem zaczął padać nieśmiało śnieżek
    2 punkty
  37. Skolnity 30.01.17-dokończenie.Moje córki to ,,świąteczne narciarki'' bo ,,niedzielne'' jeżdżą na narty 4-7 razy w roku. Młodsza jest na nartach 1-2 razy w roku. O Karolinie już napisałem, Ważne ,że wczoraj jej się podobało a fotki już na fejsie) . W tym roku obie były ze mną na nartach i z tego powodu jestem szczęśliwy. Oczywiście wyjazd zafundował córką dumny tatuś. Prognozy pogody zmieniły się na zdecydowanie bardziej zimowe po kilku dniach odwilży od piątku. To by znaczyło,że śniegu na stokach nie zabraknie ,ale opadów dalej ma być bardzo mało.Prognozy są bardzo zmienne za sytuacja baryczna niejednoznaczna (PPk w kontrze do PPm). Kilka fotek
    2 punkty
  38. 30.01.2017. Wisła-Skolnity. W godzinach 11:30-14:30. Warunki. Pogoda:bezchmurnie, temperatura od -3 do 0 po mroźnej nocy (11-12 stopni mrozu), wiatr w górnej części trasy umiarkowany ,w porywach dosyć silny. Na trasach warunki dobre (4 w skali 1-6). Za dużo zmrożonego śniegu i grudek lodowych w górnej części czerwonej, trochę odsypów i lodowych ,,placków'' na niebieskiej. Bez kolejek ,ale trochę narciarzy na niebieskiej było ( sporo uczących się dzieci i dorosłych z instruktorami i bez). Na czerwonej luźno . Byłem ze starszą córka ,która na nartach jeździła pierwszy raz od lutego 2012! Obiecała ,ze będzie jeździć co najmniej 2-3 razy w roku co i tak jest zdecydowanie za mało żeby robić postępy. Podejrzewam ,ze następny raz na nartach będzie znowu za 4-5 lat. Wczoraj jej się podobało. Zjechała 10 raz w ciągu trzech godzin. Ja spokojnie 14 razy z kilkoma dłuższymi przerwami. (posiłek, grzaniec ,fotki) Wyjazd bardzo udany, chociaż przypadło mi dodatkowo taszczyć drugą parę nart w autobusie i załadowanie się z całym sprzętem do pociągu w Tychach:dwie pary nart w pokrowcach, buty narciarskie jedna para,spory plecak z akcesoriami narciarskimi i ,,żarciem''. Córka mieszka w Pszczynie to tam się dosiadła.To by było na tyle. Byłem 5 razy w tym sezonie na Skolnitym i zawsze było narciarsko bardzo udanie.
    2 punkty
  39. Świetnie! Na pewno uda nam się jakoś spotkać i razem pojeździć
    1 punkt
  40. https://www.google.com/url?sa=i&rct=j&q=&esrc=s&source=images&cd=&cad=rja&uact=8&ved=0ahUKEwjoubHgvvbRAhXIwBQKHXQ6AE0QjRwIBw&url=https%3A%2F%2Fpl.wikipedia.org%2Fwiki%2FFiat_Cinquecento&psig=AFQjCNGUGA0_lC9bVU2yMVaigcKdCU853g&ust=1486299366975012
    1 punkt
  41. Chcesz jeździć lepiej , zacznij jeździć z kijkami , bo na razie wydaje Ci się , że jeździsz dobrze . Kijki pomagają w odpowiednim zbalansowaniu ciała , utrzymaniu równowagi , w rytmicznej jeździe m.in. śmigiem i w wielu innych sytuacjach narciarskich , więc nie ma na co czekać , łap za kije .
    1 punkt
  42. #11 i #12 Rysianka kult... nie tym razem niekultowo tylko klubowo W ostatnią sobotę i niedzielę po całym tygodniu spędzonym na Podhalu i w Tatrach, przemieszczamy się prosto do Sopotni Wielkiej :), na rysiankowe spotkanie integracyjne Sekcji Narciarstwa Wysokogórskiego KW Kraków Co tu dużo mówić, wystartowaliśmy z Justyną późno, po 14, przeszliśmy 5-10min od szlabanu i tel. od kolegi, że jest w Sopotni, nie pojechał wcześniej do Korbielowa (miał iść z resztą przez Pilsko) i pyta gdzie jestem więc robimy pierwszy popas i tak o 14:30 startujemy do góry, ale zamiast iść standardowo stokówką do góry i potem przecinką obok niebieskiego nachodzi mnie głos ekspolatora "nie rób tego!" , Justyna mówi, że jest późno i żebyśmy szli najkrótszym szlakiem prosto do schroniska, ale znowu odzywa się mój wewnętrzny głos (schizofremia?) "nie rób tego!", a potem "nie idź tą drogą" no i tak znajduję na mapie szlak/przecinkę w stronę polany Stefanki dzięki temu sprawdzimy warunki na jutrzejszy zjazd czy o płaca się tamtędy bo nachylenie dla Justyny powinno być odpowiednie Co najdziwniejsze? jest jakieś 2-3tyg po ostatnim opadzie... a my zakładamy pierwszy ślad! wow! śnieg też wygląda całkiem fajnie, przemrożony zsiadły puch Docieramy do polany Stefanki, wygląda to całkiem dobrze! śnieg jest zaskakująco szybki! dwa tygodnie temu przy 50cm opadzie nie dało się jechać bo z płasko. Proponuje 2 opcje, albo wychodzimy do góry na szlak i szlakiem do schroniska, albo wychodzimy do góry zjeżdżamy w dół jakieś 200mH i robimy trawers przez las do najniższego punktu grani i podchodzimy do góry na Rysiankę z ominięciem 3Kopców . Oczywiście delikatnie przekonałem resztę do pomysłu nr 2 zjazd super! Część alkoholową pominę , były rozmowy, opowiadania, relacje z wypraw :), na drugi dzień krótkie szkolenie lawinowe i z systemu gps i z używania kompasu i mapy Babia Góra i Pilsko No i w niedzielę odwrót, przechodzimy przez 3Kopce i zjeżdżamy polanką Stefanka... bajka! mimo małego nachylenia śnieg jest szybki, dodatkowo co jakiś czas "ścianki" pozwalają się rozpędzić i na pełnej petardzie przejechać całość tz. Justyna jedzie swoim tempem Potem trochę przez las i lądujemy na kolejnej polance dużo mniejszej, ale za to kompletnie nietkniętej (tylko nasz ślad podejściowy). Na początku wjeżdzam w nasłonecznione miejsce i strasznie mokry śnieg hamuje narty, ale po 3m wpadam w cień i wow! jakbym dostał turbo doładowanie jest ogromna różnica między przemrożonym zsiadłym śniegiem, a takim mokrym. Na koniec jeszcze zjazd stokówką w "wąwozie" i lądujemy na szlaku.. Justyna z bananem na buzi stwierdza, że to był jej najlepszy skiturowy dzień idealny śnieg i idealnie dobrane zjazdy do jej poziomu, dodatkowo super podejście bez ludzi, w ciszy, w nietkniętym śniegu oby więcej takich dni w sezonie! Pozdr Tomek
    1 punkt
  43. Ustroń-Czantoria Stęskniłem się za królową Beskidów Dziś z samiusińkiego ranka parę godzinek przedniej jazdy z ograniczoną lekko widocznością Za to bez większej liczby ludzi i po świeżym opadzie śniegu z lekkim mrozikiem Ps.Oprócz głównej trasy czynna Faturka wybierz pliki... Kliknij, aby wybrać pliki
    1 punkt
  44. Dzisiaj w Rytrze "Molto bello" Warunki bdb, twardo, równo. Trochę szkółek, koloni, pół koloni było (ferie małopolskie) ale jest szeroko więc nie ma spiny, swoją linię można znaleźć. Jutro chyba powtórka, trzeba uciec ze smogu.
    1 punkt
  45. Wczoraj testowaliśmy nową kolej na Słotwinach. Kanapa jest oczywiście mega wygodna, chociaż bez podgrzewanych siedzeń, ale przy słońcu nie stanowi to żadnego problemu. W pierwszą niedzielę ferii małopolskich najdłużej staliśmy 4 min sam wyjazd nie zajmuje wiele więcej. Trasy dobrze przygotowane, otwarta nawet trasa "dookoła świata" z pięknym widokiem na Jaworzyne. Na stoku Słotwinka zero ludzi wszystko idzie na bieżąco a sztruks utrzymuje się nawet do 12 (otwarty od 8).
    1 punkt
  46. Jakoś się mijaliśmy - kiedy byłeś? Ja od 14. do 16. Pełna relacja tutaj: http://www.skionline.pl/forum/index.php?/topic/21694-Szczęśliwe-narty-nad-smogiem-
    1 punkt
  47. Dzisiaj duże wydarzenie na dolnośląskich stokach. Zieleniec odwiedziły przy okazji zawodów Fat Bike w Górach Stołowych, Skionlinowe Gwiazdy - Dżonka i Johnny_Narciarz. Koniecznie z Anią musieliśmy skorzystać z okazji i się z nimi spotkać na tutejszych, licznych trasach narciarskich. Jak na Zieleniec do tego niedzielę i ferie byłem zaskoczony brakiem tłoku przy większości wyciągów (z wyjątkiem Nartoramy). Do tego piękna słoneczna pogoda, bezwietrznie i ciepło. W tak doborowym towarzystwie jeździło się świetnie, a czas spędzony na nartach minął niestety błyskawicznie. Wpadliśmy jeszcze do Baru Na Stoku u Werki na małe jedzonko i w drogę do domu. Mamy nadzieję, że szybko powtórzymy spotkanie w tym gronie, a może jeszcze liczniejszym ... Nawet TVN 24 jak się dowiedział, że Johnny jest w Zieleńcu, to wysłał swoją ekipę by go namierzyć! I nawet im się udało. Pozdrawiam serdecznie.
    1 punkt
  48. #8 Kasprowy We wtorek (21.01) wybraliśmy się na Kasprowy w składzie Justyna, kolega Rafał który był pierwszy raz na skiturach i ja, pogoda... marzenie! Oprócz Tatr z chmur wystaje tylko Babia Góra, oraz Pilsko! Podchodzimy szlakiem narciarskim z Kuźnic do Doliny Goryczkowej Aż w końcu po ok 1h docieramy do dolnej stacji kolejki w Dolinie Goryczkowej Lampa na całego! Końcówka podejścia idziemy nie jak nartostrada trawersem w prawo tylko zakosami do górnej stacji kolejki Goryczkowej Końcowe zakosy są strome i momentami zalodzone lub w szreni, więc Justyna ma trochę problemów, ale powolutku, powolutku daje radę i jest! Świnica i Kościelec prezentują się pięknie! Warto zwrócić też uwagę, na podejście od Gąsienicowej, tam wszyscy skiturowcy ładują końcówkę z buta, jest za stromo i za twardo! Kasprowy ze słońcem i bez wiatru? byłem kilka naście razy i taki warun spotykam pierwszy raz Pięknie prezentuje się Giewont i Czerwone Wierchy Cała galeria: https://goo.gl/photos/2TW3TajkwfsrF3wT7 Pozdrawiam Tomek
    1 punkt
  49. Dzisiaj wyjątkowo nie na nartach, więc pozwolę sobie na to by Was trochę od desek oderwać i zaprosić na relację z zimowego spływu kajakowego Radomką Pełny opis, masa zdjęć w relacji pod linkiem: Temperatura -3, warunki śniegowe - słabe... Dużo lodu... Marboru na lodowej trasie A na tej - raczej luz... Sporo zwałek, ale można je spokojnie minąć Na trybunach ważne osobistości... Pozdrowienia od Ekipy: Zapraszam do odwiedzin mojego kajakowego wątku pod powyższym linkiem Pozdrawiam marboru
    1 punkt
  50. Może i golf VII generacji lata też na 15 calowych felgach, moze i są kompakty na "runflatach", moze i golf nie jest dla niektórych pierwowzorem klasy kompakt, mimo że jest, może komuś mylić się opona dębica z oponami klasy HP. To nie jest wazne. Ważne abyśmy bezpiecznie jeżdzili i zawsze dojechali na miejsce. A wszystkie te nasze porady i wymiana zdań, mam nadzieję ,że jakoś tam nam się przydadzą.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...