Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      32

    • Liczba zawartości

      7 223


  2. melo7anthony

    melo7anthony

    Użytkownik forum


    • Punkty

      22

    • Liczba zawartości

      224


  3. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      21

    • Liczba zawartości

      16 752


  4. johnny_narciarz

    • Punkty

      18

    • Liczba zawartości

      8 428


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 07.02.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. Mówisz i masz!
    11 punktów
  2. Na wstępie pragnę Wam wszystkim dać do zrozumienia, że to moja pierwsza relacja, więc kilka błędów i gaf zapewne się pojawi. Jednak myślę, że mój opis z tego kurortu narciarskiego będzie przydatny dla większości użytkowników. Termin i dojazd: Nasza przygoda ( mój tata, wujek i ja) rozpoczęła się dokładnie w piątek 27 stycznia. O godzinie 17:15 wyruszyliśmy autokarem biura podróży Sport Centrum z Bielska Białej w stronę La Plagne. Trasa przebiegała troszkę okrężną drogą, ponieważ po drodze zbieraliśmy większą grupkę ludzi z Katowic, oraz kilka osób z Wrocławia. Następnie droga wiodła przez Niemcy, krótki odcinek Austrii, a na koniec jak wiadomo Szwajcaria i Francja. Po drodze mijaliśmy m.in. Przepiękne Jezioro Genewskie i równie cudowne Annecy, a następnie przejazd przez Albertville. Pod wspaniałymi serpentynami, które otwierały drogę do La Plagne byliśmy około godziny 14:00 co było na prawdę niezłym wynikiem. Wspinaczka zajęła nam dokładnie 45 min, a więc około godziny 15:00 byliśmy u celu podróży. Zakwaterowanie Miejscem naszego zamieszkania był duży kilku piętrowy budynek w Plagne Bellecote. Budynek składał się z kilku rezydencji. Nam przypadła Residence 3000. Plagne Bellecote to prawdopodobnie jedno z najlepszych miejsc do startu w najlepsze rejony ośrodka. Kilkadziesiąt metrów do kanapy Arpette i gondoli Roche de Mio, którymi można przemieścić się w stronę Les Arc i lodowca Bellecote daje dużą przewagę nad osobami zakwaterowanymi w Plagne Solei, Plagne Centre i dalej. Sam apartament to stardardowy pokój z czterema lóżkami. Oprócz tego łazienka, toaleta, kuchnia i balkon. Typowo po francusku, ale nie ma co narzekać, nie przyjechało się tutaj żeby siedzieć w pokoju! Dzień 1 Pierwszy poranek w La Plagne przywitał nas błękitnym niebem (dopiero po południu zaczęły pojawiać się chmury). Warunki idealne. Lekki mrozik, słoneczko, szturks na większości tras, czyli to co każdy lubi najbardziej. Na pierwszy ogień ruszamy gondolą Roche de Mio. Z niej śmigamy czerwoną trasą Inversens. Wracamy na górę i próbujemy niebieską trasę Tunnel. Wracamy znów na Roche de Mio i zwiedzamy Sector Champagny. Tam też zaliczamy pierwszy postój na piwko. Po kilku fajnych zjazdach wracamy znów na Roche de Mio z którego przemieszczamy się na lodowiec. Po sesji zdjęciowej i kilku zjazdach wracamy w strony Plagne Bellecote trasą Sources. Tam wskakujemy na kanapę Les Blanchets i zaliczamy ostatni zjazd w tym dniu. Dzień 2 Podobnie jak dzień wcześniej budzimy się widząc niebieskie niebo. Jednak z godziny na godzinę, pogoda zaczyna się załamywać, około godziny 12 słońca już nie było widać w ogóle, ale na widoczność nie można było narzekać. Widać jednak było, że dzień 3 może nie być za ciekawy. W dzisiejszym dniu pojeździliśmy podobnymi trasami jak dzień wcześniej, dodaliśmy do tego kilka wyjazdów kanapą Arpette, Colosses i Les Blanchets. Dzień 3 Pobudka standardowo o godzinie 7:00. Za oknem niestety duże zachmurzenie i opady. W dolinach lekki deszcz, a w wyższych partiach gór śnieg do tego gęsta mgła, która uniemożliwiała bezpieczną jazdę. W ten dzień postanowiliśmy zwiedzić rejony Montchavin i Les Coches. Mimo lekkiego deszczu jazdę tamtymi trasami można zaliczyć do udanych. Jedyną bolączką były spadające krople wody na gogle, które utrudniały widoczność, ale jakoś przeżyliśmy. Około południa wróciliśmy do Plagne Bellecote. Zdecydowaliśmy się na wyjazd kanapą Colosses i zjazd w stronę Plagne Solei i Plagne Centre. Niestety nie był to zbyt dobry pomysł. W tym rejonie najgorszym wrogiem nie był deszcz, ale ludzie których było tam po prostu zatrzęsienie. Bardzo szybko ewakuowaliśmy się z powrotem w nasze strony. Jazdę skończyliśmy około godziny 13:30 co i tak można nazwać dobrym rezultatem biorąc pod uwagę warunki jakie panowały w dzisiejszym dniu. Dzień 4 Dzień wcześniej dowiedzieliśmy się, że pogoda ma się diametralnie zmienić. Na środę zapowiadali piękny dzień. Dlatego też zdecydowaliśmy się na wykorzystanie naszego jednego dnia w Les Arcs. Jak się okazało był to strzał w dziesiątkę. Nasz plan był prosty: Jak najszybciej dostać się do Vanoise Express, następnie kolejno Poisey, Derby i TransArc. Szybki zjazd pod Varet, przesiadka do wagonika Aguille Rogue i meldujemy się na szczycie. Zakładałem, że na górze będziemy o godzinie 12:00. Pomyliłem się o 30 minut. Byliśmy 11:30. Gdyby nie duża kolejka do ostatniego wagonika, prawdopodobnie bylibyśmy tam o 11:00, ale cóż nie można mieć wszystkiego. Porobiliśmy zdjęcia, troszkę ponagrywaliśmy obejrzeliśmy wspaniały Mont Blanc i ruszyliśmy w dół w stronę kolejki Grand Col. Następnie pośmigaliśmy na dużej polanie na przemian wyjeżdżając kanapami Arcabulle i Plagnettes. Trasy przygotowany bajecznie, dużo naturalnego śniegu, po prostu bajka. Około godziny 14:30 powoli kierowaliśmy się w stronę La Plagne. Po drodze pojeździliśmy jeszcze na trasach Grand Renard, Belette i Reches. Następnie wróciliśmy do Vanoise Express z którego poraz kolejny mogliśmy podziwiać cudowne krajobrazy, a przede wszystkim Mont Blanc. Do Plagne Bellecote wróciliśmy około 16:30, wypiliśmy zasłużone piwko ( w Les Arcu również była obowiązkowa przerwa na złoty trunek) i udaliśmy się do pokoju. Dzień 5 Po raz kolejny dzień przywitał nas wspaniałą aurą. Głównie jeździliśmy na trasach już przez nas znanych. ( wycieczkę w strone Plagne 1800 i Plagne Aime 2000 zostawiliśmy sobie na piątek) Warunki na trasie w wyższych partiach bardzo fajne. Niestety na trasach leśnych dużo oblodzeń spowodowanych wtorkowym deszczem, ale nawet to nie przeszkodziło nam w narciarskim szaleństwie. Dzień 6 Standardowo budzimy się o 7:00, za oknem widzimy słońce. Każdy ucieszony, jemy śniadanie, ogarniamy się, ubieramy i przed 9:00 jesteśmy w narciarni. Wychodzimy na dwór, a tu piękna niespodzianka. Około 20 cm świeżego śniegu. Dla mnie i dla ojca prawdziwa bajka, gorzej dla wujka bo nie miał doświadczenia w jeździe w takich warunkach. Tak jak pisałem wyruszamy w stronę Plagne 1800 i Plagne Aime 2000, tam robimy kilka szusów na trasach Emille Allais i Cornegldoulle. Następnie kierujemy się w stronę La Grande Rochette z którego przemieszczamy się w nasze strony. Kilka zjazdów przez snowpark i wyjazd kanapą Arpette w stronę tras Dos Rond i Mont Blanc. Zaliczamy tam również Teppes i Carolley. Wykwaterowanie i powrót do domu Wykwaterowanie przebiegło sprawnie. Pani posprawdzała czy w apartamencie wszystko jest w porządku i mogliśmy udać się do naszego autokaru. Około godziny 10:00 wyjechaliśmy z pod naszego hotelu. Niestety przez noc i cały ranek padał śnieg co znacząco utrudniło nam zjazd po serpentynach. Trwało to około 2,5 godziny. Następnie postój w Carrefour w Albertville na małe zakupy i potem śmigaliśmy prosto do Polski. W Bielsku byliśmy troszkę po godzinie 10 następnego dnia. Powrót trwał troszkę dłużej, ale to tylko ze względu na fatalną pogodę w samym La Plagne. Podsumowanie Podsumowując, wyjazd był na prawdę udany. Było to moje pierwsze doświadczenie z Alpami Francuskimi, ale muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Ośrodek jak najbardziej dla każdego. Rodziny z dziećmi mają mnóstwo tras do nauki i rekreacyjnej jazdy. Doświadczeni narciarze i miłośnicy jazdy poza trasami także znajdą coś dla siebie. Duża ilość nie ratrakowanych czarnych tras to frajda dla weteranów stoków i miłośników jazdy po muldach. Niestety nie miałem okazji pojeździć na takich, ponieważ wujek jeszcze nie posiada wystarczających umiejętności i jazdy poza trasą, bądź na muldach byłaby dla niego walką o życie. Generalnie robiłem za przewodnika, także cały czas jeździliśmy razem :P. Co do Les Arcs trasy jak dla mnie są jeszcze lepsze. Przede wszystkim można tam znaleźć więcej czerwonych tras, na których można na prawdę super pośmigać. Z mojego punktu widzenia było tam o wiele więcej naturalnego śniegu, co również przyczyniło się do komfortu jazdy. Moja końcowa ocena do kurortu Paradiski to mocne 8,5/10.
    10 punktów
  3. Pozdrowienia ze Schladming Nie będę się za bardzo rozpisywał,tym bardziej że jestem tu nie rekreacyjnie Wczoraj,cały dzień padało wiało,zero widoczności,choć i tak nie miałem czasu na narty Ale dziś udało się parę godzinek zaliczyć na białym w takich warunkach O warunkach nie ma co pisać,śniegu dobry metr Bogactwo
    7 punktów
  4. 7 punktów
  5. Bieńkula Szczyrk Bylem dzisiaj w Czyrnej Szczyrk na Bieńkuli. Dojazd przed 14 bez korków, dziś pierwszy dzień przymrozku po odwilży a Bieńkula po 14 idealna jakiej nie pamiętam. Przypuszczam że to zasługa nowego ratraka Pistenbully 600. Ja kończyłem odpalali maszyny Ludzi mało, a Bieńkula pusta
    6 punktów
  6. filmik z ostatniego tygodnia w La Plagne i Les Arcs. Pozdrawiam
    5 punktów
  7. W sobotę byliśmy w Świeradowie na stoku z długą gondolą, bo aż 2km wjazdu. Szalonym pomysłem było jechać na narty, bo generalnie wszystkie media trąbiły o deszczu, gołoledzi itp trudnych warunkach. Rzeczywiście wyjeżdżamy z Wrocławia i pada deszcz, i tak całą drogę raz lepiej, raz gorzej. Temperatura cały czas powyżej zera, zaczyna się od 1st we Wro, a kończy na 3st w Świeradowie. Jedziemy w góry i temperatura rośnie, zamiast maleć. Gołoledzi nigdzie po drodze nie było. Natomiast były cały czas chmury. Przed Świeradowem natomiast niebo się rozstępuje i mamy wspaniałą widoczność. Nie jest to cudowne słońce, ale jest miło i pozytywnie. Ośrodek ma jeden wyciąg gondolowy i jakieś drobny orczyk do nauki. Przy gondoli jest jedna trasa: która ma dwie części czerwone (początek i końcówka) i środkowa część jest niebieska (niestety chwilami prawie płasko). Jednak długość trasy robi swoje, i 2.5km jest przyjemne do zjazdu, a na płaskim jest krótki odpoczynek dla mięśni przed kolejną stromszą częścią. Warunki na początku dość równe, lekko miękko, ale pod spodem trzyma twardo. W miarę postępów prac robią się coraz większe odsypy, a pod koniec dnia na górnym odcinku części czerwonej są to już dość wysokie muldy. Dla mnie osobiście to wspaniała różnorodność warunków na jednej trasie, czuję się jakbym cały dzień jeździł na co najmniej trzech różnych trasach Córka stawia dzielnie czoła trudnym warunkom, ale miękkie muldy nie są takie złe. Tatuś tłumaczy i pokazuje gdzie skręcać na tych muldach, a córka udaje że też jej się podoba I zadowolona bohaterka zjazdów Kto może się pochwalić takim zdjęciem? Dodam że córka nie pozwala mi nawet czyścić swojego sprzętu. P.S. Kolejek brak albo małe na 5min. Polecamy pyszne pączki w schronisku na Stogu.
    5 punktów
  8. Leitnerowi nie o to chodziło, tylko o trasę nr. 1 w Szczyrku ;).
    4 punkty
  9. Marnie już było 27.01.2017, a dzisiaj nie próbowałem bo nie zabrałem nart ,,wiosennych". Jedynki nie dośnieżali w tym sezonie. Jest dalej naturalny twardy podkład, potrzeba tylko 10cm świeżego śniegu i będzie dobrze. Dzisiaj w Czyrnej chodził tylko jeden orczyk, a kolejek i tak nie było. I znowu gość co patrzył na mapę pytał się mnie jak dojechać do gondoli w Czyrnej
    3 punkty
  10. Nie wiem, czy zabraniają, jednak nie widziałem nigdy zawodnika w Carving Cup z kijami... Twierdzisz, że z prawidłową techniką nie ma to nic wspólnego - tutaj kwestia gustów - zawodnicy tych konkurencji i ich trenerzy powiedzą najprawdopodobniej coś odwrotnego (ja się wstrzymam od głosu). Prehistoria może nie, ale historia chyba tak, chociaż jeszcze w 2009 roku były zawody FIS Carving World Cup, a ich europejska odmiana jeszcze później miała swoje edycje - nie wiem dokładnie czy jeszcze to trwa, czy nie. Poza powyższymi zawodami i nie licząc funcarvingu to jazda bez kijów tylko jako jazda zadaniowa.
    3 punkty
  11. ehh , wspominki , a tu robota , byle do weekendu
    3 punkty
  12. Jeśli mogę się wtrącić. Nie podoba mi się ta dywagacja o szerokościach pod butem czy ogólnie pojętej geometrii. Podobnie jak fredek uważam, że za bardzo wchodzicie w szczegóły. Autor raczej nie jeździ zawodowo, a różnice o których piszecie nie są duże. Przesiadłem się z narty 76mm na 65mm i nie widzę, żeby 65 odstawała na nierównym. Istotna uwaga - piszę o narcie stosunkowo ciężkiej, długiej i sztywnej. Narta SL może tracić na nierównym, ale w jakim stopniu to również zależy od narciarza.
    3 punkty
  13. Raczej nie, ciężko jest się ze mną umówić, często wyjeżdżam, mam nie normowany czas pracy i sam nie wiem kiedy będę w domu. A tak poza tym no to widzę że jak się okazało że ktoś by musiał poświęcić trochę czasu i ogarnąć dostarczenie naklejek chętnym, to wszyscy nabrali wody w usta, najlepiej żeby Sławek wszystkim przywiózł pod drzwi i jeszcze nakleił... A mnie kiedyś się chciało, wymyślić, z pomocą Kasi(Wróżki) zrobić projekt, znaleźć firmę która to zrobi, wyłożyć moje prywatne pieniądze, a potem wysyłać wszystkim chętnym. A że innym się nie chcę, to mi też....
    3 punkty
  14. Fischer zaprezentował nową nartę w kolekcji The Curve model GT. Szersze, stabilniejsze i przy 175cm długości tylko 16m promień skrętu. Już dzisiaj zapraszam na testy tego modelu specjalnie dla forumowiczów!
    3 punkty
  15. 3 punkty
  16. Na targach ISPO mieliśmy przyjemność chwilę porozmawiać z Alberto Zanattą współwłaścicielem Tecnica Group. od lewej Michał Kurpas (Greenland), Alberto Zanatta (Tecnica Group), Jacek CIszak (skionline.pl)
    3 punkty
  17. Jestem osobą, która dużo jeździ na rowerze, również w zimie. Naturalną koleją rzeczy zostałem fanem "tłuściochów", czyli rowerów z baaardzo grubymi oponami. Puszyste mnie kręcą. Nie planowałem żadnych zawodów w związku z tym, nie czułem takiej potrzeby, ale po namowie kolegów z teamu Fatbike....... postanowiłem wystąpić w Monteria Fat Bike Race Góry Stołowe. Trochę z ciekawości, trochę dla zabawy, a trochę z chęci sprawdzenia swojej formy. Niezwłocznie opłaciłem startowe i pozostało już tylko trenować i czekać. Ale czas minął szybko. Trzeba było się pakować i udać na miejsce zawodów. Rozebrałem grubasa, wsadziłem do swojej konserwy na czterech kołach i teleportowałem 300 km dalej, w Góry Stołowe. Podobnie z moją lepszą połówką, ale jej nie musiałem rozbierać... Może niektórych zaskoczę, bo to właśnie tu po raz pierwszy miałem przyjemność poznać niemal cały, mega pozytywny team Fatbike....... na żywo, choć wcześniej razem wynajęliśmy wspólnie domek. Panowie mieli dla mnie miłą niespodziankę: zaprosili do swojego grona, tj. teamu. Dla minie to spory zaszczyt. Nigdy bym nie przypuszczał, że kiedyś będę choćby w amatorskim. Tym bardziej w tym wieku i do tego profesjonalnym. Oczywiście chętnie dołączyłem, bo w grupie raźniej, zwłaszcza takiej! Thanks! Góry Stołowe przywitały nas błękitem i złotkiem na niebie. Spośród grubej, białej kołderki, pięknie eksponował się sam Szczeliniec Wielki, pod którym mieliśmy bazę noclegową. Start znajdował się zaledwie kilkanaście obrotów korbą od naszej "Brdy". Nieco dalej zaplanowano wieczorny prolog. Czas więc wskoczyć na tłustą maszynę i zrobić rozgrzewkę. Miałem jeszcze zdobyć samego Szczelińca z grubym - po co? Innym razem. Dziś jednak bez raków nie było szans. Odpuściłem. Pozostał trening po części wieczornej trasy, podziwianie widoków i próby z przyczepnością opon, twardości wyratrakowanego terenu, czy nawet ustawienia kamery. Zmrok zapadł szybko, taki urok stycznia. Czas ruszać na start. Choć to niesamowita atrakcja, miałem wątpliwości, czy należy katować muły przed właściwym wyścigiem. Team takich wątpliwości nie miał. Skoro tak, to już się nie migam. Mam jeden z pierwszych numerów startowych, więc przynajmniej długo marznąć nie będę. Lekka trema, chwila oczekiwania i go! Początek to krótki, ale treściwy podjazd. Cisnę dość mocno, słuchając rad najstarszego z nas - Ryszarda. Dzięki temu mam wolną drogę na singlu ( dzięki Ryszard! ) i mogę sprawnie dojechać do szerszej części. Choć to chyba sprawnie inaczej, bo kilka razy wypadam z wąskiej przecinki. Dalej to już sielanka - szeroko i twardy sztruks. Jednak mogło skończyć się różnie. Chcąc poprawić lampkę, wyłączyłem ją! Panika, przemielone tysiące myśli na sekundę, jak w procesorze czterordzeniowym, kilka nowych siwych włosów i ponownie stała się światłość. To tylko sekunda, ale na zjeździe i przy speedzie wystarczy. Krótki dreszczyk kończy się szczęśliwie i ostatecznie kończę prolog na 9 miejscu wśród Fatów i 12 open. Powiało optymizmem przed głównym "śmigiem". Tak dobrej pozycji się nie spodziewałem. No i jeszcze ten klimat - przy lampkach, pochodniach i ciepłym dopingu. Następny dzień wita na sporym minusem. Tłuścioch posłużył za termometr i jako pierwszy zbadał czekające nas warunki. Ż ż ż ż zimno! Obfity popas, ciepły ubiór, krótka rozgrzewka i ustawiamy się na starcie. WOW! Tyle grubasów w jednym miejscu jeszcze nie widziałem. Cóż za piękny widok! Tyle tłuszczu w jednym miejscu? Normalnie bajpas burger! Wybija godzina zero, tj. 11.00, więc power on! Niestety brak doświadczenia spowodował, że trochę straciłem na starcie, a do tego jeszcze wpadłem w ślad dla narciarzy biegowych. Przez to nieco zostałem i utknąłem. Pierwszy kilometr przejechałem praktycznie bez pedałowania. Tak do pierwszej przeszkody. W kopnym śniegu hurtowo lecą gleby, a stawka się rozciąga. Jeszcze jedno "wąskie gardło" i mogę wreszcie rozwinąć skrzydła. Tłuścioch nabiera rozpędu niczym Boeing na pasie startowym. Czuję moc! Zaczynam odrabiać straty i wyprzedzam sporą grupę. Niestety entuzjazm słabnie na singlu. Był jeszcze do przejechania, ale aż 3 osoby przede mną upadają. Powstaje spora kumulacja, nie tylko kolarzy, ale i napiętej atmosfery. Wyprzedzanie niemożliwe, chyba, że ktoś ma śmigiełko w plecaku jak Inspektor Gadżet. Pozostaje grzecznie maszerować do końca singla, choć wewnątrz głowy temperatura rośnie i nie każdy potrafi ugasić pożar... Wreszcie koniec grzęzawiska i wskakuję na rumaka. Niestety coś chrupnęło i łańcuch wpada między przednie zębatki. Szlag! Szybko rozwiązuje problem, ale po kilku obrotach korbą wplątuje mi się sznurówka w dużą zębatkę. Kur...! Co jeszcze?! Wyszarpuję ją i ostatecznie mocno wciskam do buta. Ponownie ruszam, ale ledwie po 100 metrach pęka łańcuch. Zadałem pytanie, więc szybko dostałem odpowiedź. Bezsilność, złość i smutek. Jakby mi ktoś przerwał dobry film podczas najlepszej sceny i przełączył na TV Trwam. Przez chwile mam pustkę w głowie. Co robić? Szanse na dobry wynik już odfrunęły jak ptaki na zimę do ciepłych krajów. Gdyby ktoś teraz wręczył mi siekierę, wyrąbał bym pół lasu w Górach Stołowych, ale tego nie wolno. Spieszyć już się nie mam do czego, więc na spokojnie podjeżdżam pod Goprowców, stojących na końcu singla i sięgam do "nerki", gdzie często trzymam jakieś proste "receptury na bolączki". Ale zaraz? Gdzie ona jest? Rozglądam się, ale niczego wokół nie widzę. Tym bardziej w pasie. Czyżby kolejny pech? No tak, nieszczęścia nie chodzą parami, ale stadami! Dół na maksa... Zatrzymuje się jeden z zawodników i pyta czy nie chcę spinki. Przez myśli o stracie "nerki" nawet się nie cieszę, ale odruchowo biorę i dziękuję. Niestety najpierw trzeba pozbyć się zepsutego ogniwa, a bez odpowiedniego narzędzia to niemożliwe. Gdyby było lato, można by skorzystać z tych naturalnych - patyki, kamienie itp. Niestety wszystko pod metrową warstwą puchu. Ale po chwili zatrzymuję się zawodnik z Czech i wręcza mi skuwkę do łańcucha. Humor delikatnie i stopniowo rośnie, jak energia w ładowanym akumulatorze. Może jednak jeszcze pojadę? Chwila napięcia, coś pyknęło i... kolejny pech! Bolczyk, który powinien wypchnąć wałeczek z łańcucha, pęka. Ledwie podnoszący się z dna humor, ponownie siada jak statek na mieliźnie. Mimo wszystko wielki dzięks dla wszystkich, którzy mi pomogli. Dzięki takim ja Wy atmosfera imprezy jest wyjątkowa! Teraz już na spokojnie mogę zdecydować co dalej. Przecież nie siądę i zacznę płakać. Trzeba zresetować głowę i od nowa wgrać soft. Ostatecznie mam dwie opcję: 1) kontynuować wyścig bez napędu metodą "na Flinstonów" ( opuścić siodełko i szybko przebierać nogami ) , 2) oddać rower Goprowcom i bieg ok. 7 km. Serce było za opcją nr 1 (byłoby ciekawie), jednak przekonanie, że coś zgubiłem (owa nerka), ostatecznie przesądziło o dokończeniu udziału w imprezie z buta. A tak zawsze się zarzekałem, że biegać nigdy nie będę... Przebiegłem przez kopny śnieg i dalej trasą. Nic nie znalazłem i już nieco żałowałem wybranej opcji. Trochę dziwny widok był, kiedy ktoś uprawia jogging w kasku rowerowy i do tego w zimie. Kiedy dobiegłem do mety, żona pomyślała, że to jakiś mój duch... Wszystko wyjaśniłem, popytałem jeszcze w biurze, czy ktoś coś nie znalazł i odebrałem rower. Smutny widok - tłuścioch z wiszącym łańcuchem to jak kolano z zerwanym więzadłem. Zabrałem rannego do domku i tu szok! Nerka leży na fotelu! Pan Hilary zgubił okulary! W jeden chwili radość i wkur... - trza było wybrać opcję nr 2! Ale najważniejsze, że "zguba" się znalazła. Wreszcie coś pozytywnego. Pozostało odebrać medal, oczyścić umysł z wszystkiego co złe i wspólnie biesiadować z ekipą. Emocje opadły i teraz już mogę powiedzieć, że to wspaniała i wyjątkowa impreza! Świetna organizacja, świetna atmosfera w pięknych okolicznościach przyrody. Nie chciało mi się za bardzo tam jechać, a teraz już tęsknię za tym miejscem. Niewątpliwie zawitam za rok i nie tylko z powodu niedosytu po awarii sprzętu. Tu trzeba być i to przeżyć! Na koniec filmik z otoczka i z samego wyścigu. Jak widać, pogoda dopisała! Pozdrawiam, Johnny
    2 punkty
  18. Dla tych, którzy lubią gadżety, czy przyszłość narciarstwa? Buty i narty, które dostarczają narciarzowi w czasie rzeczywistym bardzo dużo danych dotyczących jego jazdy: prędkość, czas itd. Dla tych, którzy jeżdżą na tyczkach - liczą np. czas poszczególnych przejazdów... Ciekawe. Przybajerzone narty z ledami
    2 punkty
  19. W Outside Television ukazał się parę dni temu bardzo ciekawy, dwuodcinkowy program dotyczący Downhillowców ze Stanów. Polecam Część 2
    2 punkty
  20. Ups... Ponad 12 godzin w pracy przyćmiło umysł.
    2 punkty
  21. Prawie jak Szyndzielnia w Bielsku-Białej, tylko że u nas nie ma tras dla narciarzy, mimo że były przez 30 lat.
    2 punkty
  22. Co sądzicie o nowe szacie graficznej grupy Race Atomica?
    2 punkty
  23. 2 punkty
  24. Szwajcaria Bałtowska - gołoledź. Tak jak zaplanowaliśmy, w dniu dzisiejszym pobudka z samego rana i wypad na otwarcie do Bałtowa. Przy ubieraniu długo zastanawiałem się, który ze stabilizatorów na nie do końca sprawne kolano założyć: sztywny, czy miękki? Ostatecznie wybrałem ten bardziej komfortowy, a nie ten lepiej działający. Prawdopodobnie decyzję podjąłem, po wczorajszym dosyć udanym dniu na nartach w Bodzentynie. Portki na... ...śniadanie i do auta. A auto, co? Całkowicie zamarznięte - idealnie czysta i przezroczysta warstwa lodu na szybach i całości. Skrobanie i jazda, a na drodze lodowisko. W mieście i na drodze krajowej w miarę ok, ale potem na większości trasy mega niebezpiecznie i lodowo. Nauczony niedawnym doświadczeniem i stłuczką - noga z gazu i jechane ok 40 km/h - szybciej się nie dało a i tak by zahamować przed skrzyżowaniem trzeba było dobre 150 metrów wcześniej hamować. W takim niezbyt szybkim tempie nasza podróż trwała o dobre pół godziny dłużej. Mimo wszystko udaje nam się dotrzeć dosłownie 5 minut po otwarciu ośrodka. Kupujemy karnety 2 godzinne za 40 zł (taryfa weekendowa) i idziemy jeździć bez zwłoki - weekend, ferie... spodziewaliśmy się, że pojeździmy, ze względu na pogodę chociaż z samego rana w komfortowych warunkach i z luzem przy wyciągach i na trasach - jak się później okaże niestety gołoledź nie odstraszyła wszelkiej maści narciarzy. No to w górę... ...po prawej jak na górnym zdjęciu widać nasza ulubiona tutejsza trasa, a po lewej ręce zabudowania Szwajcarii: mini ZOO, tył Zapieckowej Restauracji, oraz Rollercouster Dwie pierwsze trasy wyglądają na bardzo dobrze przygotowane i tak jest. Trochę nierówności, po godzinie nieco wystającego lodu - ale ogólnie jak na odwilż było ok. Szybko. Temperatura w okolicach zera i delikatna mżawka. Jazda bez szyby, bo szyba niestety w takich warunkach przejrzystości powietrza jak dzisiaj kompletnie się nie sprawdziła. Kontrast słaby i ciężko było wypatrzeć, co tam pod nogami. Wariantem najłagodniejszym zjeżdżam dzisiaj jedynie dwa razy: Tradycyjna fotka banneru iście w alpejskim stylu Ulubiony fragment trasy z bliska: Ponieważ warunki pogodowe i zima w tym roku dopisuje - ośrodek jest w pełni sprawny. Łącznik między wyciągowy a jednocześnie najłagodniejsza i najdłuższa trasa jest przygotowana: Przenosimy się pod krzesło. Na początku tutaj niewielu narciarzy... ...kilka razy natomiast dało się zjechać w takich warunkach: Brak kolejki, dosyć fajny stok - kilka zjazdów udało się zaliczyć swobodnie jeżdżąc. Po pół godzinie niestety przybyła do ośrodka bardzo duża ilość ludzi i ze względu na otwarty snowpark i zwężenie zrobiło się niebezpiecznie tłoczno. Zrezygnowaliśmy więc z wygodniejszego wyciągu na rzecz trasy przy orczyku. Trochę się dziwię, że park jest w tym roku wyraźnie szerszy kosztem głównej trasy Po co tak jeśli narciarzy chętnych do jazdy na hopkach i innych przeszkodach jak na lekarstwo? Dziwne to. Jeszcze tylko fotka całości trasy pod krzesłem... I zmykamy. Irytuje nas dzisiaj masakryczna ilość instruktorów narciarstwa i osób uczących się. Wyciągi non stop są wyłączane, non stop ktoś się przewraca, blokuje bramki - ruch jest szarpany i bardzo wolny - na trasie z minuty na minuję coraz więcej ludzi. Po dniu dzisiejszym stwierdziliśmy, że Bałtów w weekend, w okresie ferii jest bez sensu - trzeba poszukać mniej ludnego ON. Kończymy jazdę po 11 - Endomondo wskazuje przebyty dystans 23km. Ostatnia fotka przy aucie... ...ktoś zgadnie, co to za zamek? ...i spadamy do domu. Droga powrotna mimo tego, że już posypana gdzieniegdzie piachem jest nadal mega niebezpieczna - tempo mamy żółwie. W okolicach wsi Niedarczów mijamy jeden wypadek - auto 4X4 w rowie... ...w centralnej części wsi - drugie auto rozwalone o betonowy przystanek - auto i przystanek kasacja. Zaraz za wsią najgorszy widok jaki może być: w okolicach cmentarza, Fiat 500 na dachu - w zasadzie dachu nie ma Straż pożarna, policja, samochód nienaturalnie za głębokim i szerokim rowem - widać, że koziołkował ostro. Widok przerażający - dwie pary nart w pokrowcach obok wraku, dwie pary butów narciarskich obok... ...a auto z kompletnie wgniecionym do środka dachem po stronie pasażera i kierowcy. Mam nadzieję, że ludzie przeżyli - zdrowi z pewnością z tak tragicznego wypadku nie wyszli Smutne. Pozdrawiam marboru
    2 punkty
  25. Dzisiaj kolejny raz Skolnity, tym razem rodzinnie. Całą drogę z Gliwic pada deszcz, na parkingu pod stokiem niestety też. Na dolnym parkingu lodowisko, żona "wycina orła" zaraz po wyjściu z auta, zresztą nie tylko ona. Ludzi na stoku umiarkowana ilość, jest miękko i prędko zaczynają się tworzyć odsypy i małe muldy. Pomimo tego śnieg jest szybki. Pogoda nie rozpieszcza, wprawdzie deszcz przestaje padać, ale jest nieprzyjemnie i wilgotno. Po dwóch godzinach jazdy na okrągło zawijamy się do domu, tym bardziej, że ludzi zaczyna przybywać.
    2 punkty
  26. Wczorajsze biegówki w Warszawie - Wesołej, pełna relacja tutaj --> http://www.skionline.pl/forum/topic/21737-biegówki-na-wesoło/ W lesie brakuje trochę śniegu, ale poza nim (szczególnie na Hipodromie) jest go wystarczająco. Twardy podkład został przysypany świeżym puchem
    2 punkty
  27. Piątek 3 lutego godz. 4.45 wyjście z domu na chodnikach totalna szklanka po paru przesiadkach tramwaj - pociąg - pociąg docieram na Czantorię 8.15. Góra przykryta szczelnie mgłą zniechęca. Zakup całodziennego karnetu, przygotowanie do jazdy i 8.40 wychodzę do krzesełek w tym czasie mgła znika znad stoku zupełnie. Poranne szusowanie to sama przyjemność po 11 trasa robi się rozjeżdżona i wymagająca więcej ostrożności i siły. Na szczycie robi się bardzo ciepło co zachęca do plażingu o godz. 14 było 11 na plusie. Kolejek w zasadzie nie ma, górny odcinek przyjemny do jazdy, zwężenie trasy i środkowy odcinek czerwonej zmuldzony i rozmiękły ale dolny twardy i przyjemny, ostatni fragment przed dolną stacją trochę miękki. Dzień na Czantorii bardzo udany. Powrót o 20.30
    2 punkty
  28. Ostatnio wrzucałem zdjęcia, to dzisiaj jeszcze tylko tak dla uzupełnienia film, który nakręciłem w Słotwinach tydzień temu.
    2 punkty
  29. W piątek byłem na wieczornej jeździe w Rytrze. Karnet 4 godziny 25 zł. Stok pomimo dodatniej temperatury po przerwie na ratrakowanie przyjemny do jazdy. Liczba narciarzy umiarkowana liczba, kolejki do kolejki nie zanotowano.
    2 punkty
  30. Tutaj ów gość: Po wyścigu była mała prelekcja - że tak to nazwę. Okazuję się, że ów pan robi sobie wyprawy wielodniowe od zamku do zamku. Śpi po namiotem, sam sobie przyrządza jedzonko i to wszystko w zimie! Bo jak sam stwierdził: "zima jest dobrą porą do podróżowania". Zrobił pokaz slajdów, poopowiadał i to całkiem ciekawie. Szacun! Niejeden skończył by po prostu na kanapie z pilotem i z piwkiem w ręku...
    2 punkty
  31. Dzień ostatni: St. Christoph & droga powrotna. Cz. 1 Ostatni, wczorajszy dzień od początku wyjazdu planowaliśmy narciarski. Szybkie wypakowanie się z kwatery i na otwarcie ośrodka na narty, do godziny 13. Jak zaplanowaliśmy, tak zrobiliśmy. Ponieważ w piątek Andrzej odpuścił jazdę, a Młody z Michałem pojechali do domu - postanowiliśmy powtórzyć główne trasy St. Christoph oraz Vallugę bez zwiedzania - tylko narciarsko. Auto zostawiamy tym razem w St. Anton blisko Rendla ponieważ z nami tego dnia w górę, właśnie na taras widokowy zaplanowała wjechać Martyna - osoba niejeżdżąca ani na desce, ani na nartach (parking niestety 7 EURo). Przy głównej gondoli St. Anton jesteśmy 15 minut przed otwarciem - pogoda wczoraj: - 5 i zero chmurki na niebie, czyli tak jak lubimy najbardziej. Dolna stacja wygląda imponująco: ...do samych gondolek wchodzi się na dole, po czym transportowane są na piętro i stąd startują w górę na jeden z wierzchołków Galizg, skąd startuje - z tego samego miejsca duża gondola Valluga. W St. Anton piękne świetlne tablice o dostępności tras, wyciągów i pogodzie. Druga gondola na dole, pierwsza na Vallugę... ...a z dużej gondoli widok na stoki, po których jeździliśmy tego dnia w St. Christoph. Spójrzcie - na pierwszej widok w stronę St. Anton: Nieco w głębi: ...i jeszcze jedno ujęcie: ...i jeszcze jedno: Jaka jest jazda po czymś takim chyba nie muszę tłumaczyć... ...aaaa i jeszcze taka fotka Zbliżenie na Kapall w St. Anton: Docieramy na górę. Instruujemy Martynę jak się dostać jeszcze jedną, małą gondolką na sam szczyt, pokazujemy restaurację z tarasem widokowym, gdzie potem sobie będzie na nas czekać i pić kawkę, umawiamy się na obiad w połowie jej drogi powrotnej i spadamy jeździć. Tego ostatniego dnia zdjęć robiłem niewiele - kręciłem natomiast sporo materiału kamerą GoPro. Jazdę zaczynamy od trasy 92... Endriu i Paula: Jeszcze kilkaset metrów... ...wsiadamy na niemalże, w ostatnim fragmencie, pionowy orczyk i przeciskamy w stronę trasy 85, 100. Jeszcze cyknięta fotka w tzw międzyczasie nim nasz deskarz zapnie się w deskę: I ciśniemy w stronę 85, którą stąd doskonale widać: Jeździmy!!! Długie, szerokie trasy i szybkie krzesła - jak najwięcej, by jak najwięcej tego dnia poszusować w doskonałych warunkach. Wypróbowuję tryb zdjęć sportowych w aparacie - najpierw "strzelam" do Pauli... ...potem do Andrzeja: I znowu do swojej drugiej połówki: Kończymy dzień jeżdżąc po trasach widocznych z pierwszych zdjęć niniejszej relacji. Endomondo wskazuje przebyty dystans na 45 km (oczywiście mi urywa trening przed ostatnim 5 km zjazdem do St. Anton) - nie jest źle jak na jazdę do południa. Kończymy obiadem "pomiędzy" największymi gondolami w ośrodku - stolik mamy na stronę Rendla Ostatnie tęskne spojrzenia w stronę gór, w stronę tras narciarskich - ostatni zjazd do St. Anton i kończy się nasza przygoda w Ski Alrbelg. Było cudownie! CDN
    2 punkty
  32. Dzień Szósty - Valluga & St. Christoph. Cz. 2 ...jeszcze tylko jedno spojrzenie... Możemy zjeżdżać... z samej góry do Stuben! Trasy: 92, 85, 100, 102... długość: 11 km? Tu portki zasłoniły początek trasy... ...więc kolejna fotka bez portek Okoliczności przyrody z bliska Go! W Stuben pod kościółkiem... Końcówka trasy 102 jest poniżej drogi St. Anton - Lech. Nr 100 z oddali wygląda tak: Teraz katujemy jedna po drugiej trasy po stronie St. Christoph. Z oddali łapię ponownie wagon na Vallugę A sama Valluga i taras widokowy z oddali wygląda tak... ...zwróćcie uwagę, że mimo zakazów zjeżdżają z niej freeraidersi. Jeździmy dalej. Trasa, za trasą, trasa za trasą... Miejsce do nartowania? Świetne! Trasy? Wspaniałe! Widok St. Christoph: Miasteczko w zbliżeniu: Stąd widać doskonale trasy Rendala: Klimatyczne knajpki w Alpach? To lubimy! Z tej części ośrodka wracamy trasą czarną... ...powoli kończy się ten wspaniały dzień. Na koniec - wesoła ekipka Pozdrawiamy serdecznie! Tak jak pisałem wcześniej - relacja z jutra, już Polski Pozdro marboru
    2 punkty
  33. Dzień Szósty - Valluga & St. Christoph. Cz. 1 Dzisiaj nie będę dużo pisał, bo już się pakujemy. Jutro z rana jeszcze narty kilka godzin, a potem bezpośrednio ze stoku powrót do domu (relacja z soboty będzie w niedzielę, już z Radomia). Kolejny przewspaniały dzień i odwiedzona Valluga i St. Christoph. Nim jednak nastąpił ten świetny dzień - wieczorny spacer i fota z okolic naszej kwaterki w St. Anton: Rano startujemy podobnie jak w dniu drugim spod dwóch nowych gondol - tym razem jedziemy krzesłem, a potem zaczynamy się przedzierać trasami i wyciągami w stronę osławionej Vallugi. Warunki narciarskie, gdybyście nie zauważyli na powyższej fotce, to proszę oto poniższa... Kręcimy się to tu, to tam i czytając mapkę źle trafiamy...bo zamiast dotrzeć do celu trafiamy na początek trasy 85 - i całe szczęście... ...jest cudnie! Tniemy na dół, a na ustach - banan. Przewspaniała trasa! Celujemy jednak w tę gondolę...i by do niej trafić zjeżdżamy w końcu do St. Anton. Młody wojownik - krzyczy: jezda, jazda!!! Jakie kręcenie filmów, jakie zdjęcia?! 85 czerwona: Te skałki mnie zauroczyły - spędzam przy nich sporo czasu. Ekipa odjeżdża... Łapię ją i już razem pod właściwym wagonem... Docieramy na Vallugę - to tutaj znajduje się symboliczna granica. Fotki, filmy... kontemplacja całego wyjazdu... ...i jak tu się nie cieszyć, nie kontemplować? Na sam szczyt, bez nart dostajemy się świetną gondolą 5 osobową, stojącą... To z pewnością zainteresuje jednego z Kolegów na form Widoczki na każdą stronę Świata - wspaniałe! Bosko! Nasyceni, spadamy na dół... CDN
    2 punkty
  34. Warth cz. 2 Tutaj przebijamy się przez kilka nudnych, niebieskich tras...i niestety mamy tutaj cień. Trasy wyglądają tak: Miejscami jest czerwono...ale potem wypłaszczenie. Ogólnie nie jest źle i kilka tras mocno przypada nam do gustu. Tym bardziej, że z tej strony kompletnie nie ma narciarzy. Jedziemy w stronę Warth! Tutaj, trasa prowadząca do miasteczka - wspaniała! Sama miejscowość - urocza, zresztą jak wszystkie w regionie. Pogoda jest świetna. Błękit niezmącony chmurką...od czasu, do czasu zmącony takim oto instrumentum Pewnie tam na górze patrzą i zazdroszczą narciarzom na dole?... No to w górę - opuszczamy Warth i z krzesła ukazuje się nam, niemalże w pełni czarno-czerwona 268 i 267. Krajobrazy? Proszę... Spojrzenie na niebieską, nudną cześć ośrodka. Dlaczego nudną? Mimo tego, że na powyższej fotce wygląda to nieźle - jest zbyt wolno do dynamicznej jazdy. Wracamy na stoki od strony Lech. Zaliczamy krzesełko, z którego wysiada się w dwóch kierunkach - czyli ma stację pośrednią na szczycie lokalnej góreczki. Tutaj niestety też mało ciekawe, niebieskie trasy...ale widokowo? Bomba!!! Trzeba się pilnować by nie zjechać czerwoną 256 do Schrocken - tam nie ma wyciągu, dopiero jest w planach budowlanych. "Niebieska" ścianka a potem długie, długie wypłaszczenie... A z wyciągu można popatrzeć... ...i chwilę się zadumać na wolnym krzesełku. Alpejski klimacik... Ot gołąbeczki... Po puchu między trasami zostało tylko to... Jeździmy już do końca naszą ulubioną czarną. Kończymy dzień... ...a ja muszę kończyć relację. Imieniny. Pozdrawiam wszystkich i do jutra! marboru
    2 punkty
  35. Warth cz. 1 Dzień zaczęliśmy ponownie w Lech i ponownie z tego samego parkingu i krzesła. Miasteczko z rana przykrywa cień góry... Docieramy do dojazdowej trasy i gondoli. Tutaj słoneczko już w pełni. Stok zmrożony, równy, twardy - to co lubimy najbardziej. Tyle już fotek sztruksu w życiu się narobiłem ale nigdy chyba to mi się nie znudzi... ...gdy przed nami stok pełen "ubraniowej konsystencji" trudno nie zatrzymać się na chwilkę i przed zjazdem nie pokontemplować Zielone Portki choć dzisiaj jest wyraźnie cieplej, ok -6 nadal jeździ w masce... No to pod gondolę i do Warth. A widok z gondoli? Proszę... Końcówka czarnej 262, która tutaj jak się później okaże najbardziej przypadła nam do gustu. Długa, słusznie pochylona, pod szybkim krzesłem, praktycznie bezludna, w słońcu - coś pięknego! Zaczynamy konkretną jazdę! Na początek wszystkie trasy od strony Schrocken. Andrzej na starcie! Jest pięknie i narciarsko wyśmienicie. Trasy czerwone, czarne - szerokie, długie - świetne!!! I nawet zwierząt sporo na trasie... Przenosimy się na stronę Warth... Kolejne czarne... Nie byłbym sobą gdybym znowu nie zdjął aparatem narciarzy poza trasowych... Moja "Gwiazda" No to dalej w drogę... Krótka przerwa na toaletę i dalej w drogę - szkoda czasu. A tutaj końcówka kolejnej czarnej w pełnym świetle. Jeszcze jedna fotka... i jedziemy na drugą stronę, na trasy od strony Warth. CDN
    2 punkty
  36. Kazimierz Dolny nad Wisłą i narty są dla mnie w tym sezonie jakieś pechowe. Najpierw mała awaria z autem w drodze do tej stacji z Leitnerem a dzisiaj upadek i drobne odnowienie kontuzji kolana Cóż? Całe szczęście, że nic się nie stało. Tym razem na narty jedziemy w dwa auta i jedynie w męskim towarzystwie. Jedzie Jacek, który stawia pierwsze kroki na desce, Marek znany z wyjazdu do Skicircus, Mirek, który był z nami w Madonnie i Dolomitach z dzieciakami. Już umawiając się robimy falstart - sprawdzam godziny otwarcia ośrodka i nie wiem dlaczego nie dostrzegłem w necie, że w weekendy ON rusza od 8... my jesteśmy przed 9tą - szkoda. Mimo wszystko, by z Radomia dotrzeć na miejsce tak rano musimy wyjechać skoro świt. Temperatura na zewnątrz -7...a dzień zapowiada się piękny. Wsiadamy do aut i jedziemy. Mijamy skutą lodem Królową Polskich Rzek - Wisłę i jesteśmy na miejscu. Jacek wypożycza komplet sprzętu snowboardowego za 40 zł, kupujemy karnety 3 godzinne za 50 złotych i ruszamy na trasy. Czynne są dzisiaj wszystkie trzy wyciągi talerzykowe oraz trzy trasy narciarskie. Ta najostrzejsza - przyczyna mojej dzisiejszej "skuchy" od dołu wygląda tak: Główna knajpa gdzie dają pyszną i tanią pizzę, sprzęt w postaci dwóch starodawnych skuterów śnieżnych...i uwaga? Bankomat. Tak!!! Nawet do tak małych i nizinnych stacji narciarskich dociera cywilizacja. Ludzi przez pierwsze 1,5 godziny jest niewiele i na wszystkich wyciągach poruszamy się płynnie. Banan na twarzy w taka pięknych okolicznościach przyrody: Najkrótsza ale też najbardziej stroma trasa przy krótkim wyciągu, z góry wygląda tak: A tam po lewej stronie na powyższym zdjęciu? Wisła. Ten najbardziej stromy stok ma przedłużenie od dwóch głównych wyciągów i jako całość - jest najdłuższym wariantem zjazdu. Wygląda to tak: Trasa główna i najbardziej szeroka była dzisiaj idealnie przygotowana. Początek jazdy i kilku narciarzy przy bramkach: Na trasie orczyków pojawiły się nowe gadżety: balon i tabliczka Dzisiaj oczywiście czynna była również wyrwirączka z wyrwirączką oraz znajdujący się nieopodal tor saneczkowy. Spojrzenie na górną część najdłuższej trasy z góry: Mimo, że Stacja Kazimierz czynna była już od godziny - tutaj można było jeszcze znaleźć odrobinę sztruksu: Ponieważ czynny i doskonale przygotowany jest jar... ...po kolejnym wciągnięciu się w górę, testuję jar! Początek jak na nizinne warunki bardzo stromy, później zwężenie i lej - połączenie z głównym zjazdem u dołu. Spojrzenie na główną najszerszą i najłagodniejszą trasę główną z początkiem, po lewej stronie zjazdu w wąwóz. Jar w całej okazałości: Spojrzenie na "ściankę": Śmigamy po całości ośrodka. Jest miło, przyjemnie a śmiga się wyśmienicie. Śnieg zmrożony i niestety nieco tępy - ja wolę jak jest bardziej lodowy i szybki... Cóż? Nie wszystko może być idealne. Tutejszy sprzęt do ratrakowania w artystycznej pozie Z minuty, na minutę przybywa narciarzy - wyciągi pracują jednak dosyć szybko i nie ma kolejek - te pojawią się po 11. Poniżej widać nowe zabudowania baru i budki instruktorskiej: Było ostro walone śniegiem... W godzinach popołudniowych zaczęto starania by powstał pan i władca tej krainy... I powstał! Bałwan nad Bałwany Od dzisiaj będzie strzegł tutejszych tras i ośrodka - target jaki ma, to utrzymać warunki do połowy kwietnia Pora na grupową fotkę Tym razem zamiast kamery, na statywie jest aparat. Trochę wygłupów... I spadamy jeździć. Prawie ostatni zjazd - przeszarżowałem, położyło mnie, wykręciło w drugą stronę, nie wypięło narty - kolano poczułem, że puszcza w lewym stawie kolanowym... ...przekręciło jeszcze raz - szarpnęło i jeszcze raz poczułem ból w kolanie. Wypięło nartę. Po zjeździe na plecach ok 20 metrów - potrzebowałem chwili by wstać. Wstałem ale lewa noga zaczęła boleć - siły w niej zero. Podszedłem trochę, przy pomocy rąk wpiąłem delikatnie w wiązanie kontuzjowaną kończynę i zsunąłem się na dół powolutku. Na dzisiaj koniec jazdy. Usiedliśmy przy stolikach, zjadłem mega duży szaszłyk... po pulsowało w nodze, pobolało trochę ale siła w niej zaczęła wracać. Ufff Z minuty na minutę zaczęło się poprawiać... ...teraz pisząc tę relację w domu jest już całkiem nieźle. Jedno jest pewne - kiedyś to kolano trzeba będzie zrobić, a kolejne wypady na narty ze stabilizatorem Nie lubię z nim jeździć ale cóż począć? Kończymy przerwę fotką, która jest pozdrowieniem narciarskim dla Artixa - od kolegi "po tej samej narcie" - Marka. Kończymy jazdę i dopiero teraz zauważam Alpejski zwyczaj? Dzisiaj w ośrodku prezentuje się w iście światowym, narciarskim stylu Mazda. Wracamy do domu... ...po drodze z Jackiem wymyślamy plan na niedzielę. Spływ kajakowy. Choć Wisła jest skuta lodem, to po wypadzie i rekonesansie nad naszą tutejszą rzeczkę Radomkę stwierdzamy, że warunki są idealne!!! Zastanawiam się tylko jak się ubrać? Chyba tak samo jak dzisiaj Jutro wieczorem relacja zamiast z nart, z kajaków - noga musi chociaż jeden dzień odpocząć. Pozdrawiam marboru i Ekipa
    1 punkt
  37. Pamietam stare GATowskie mierzenie tzn. zawsze w zaspie na parkingu:) Oj marketing pierwsza klasa, jeszcze troche i na fejsie zrobią 20km nartostrad, będą mieli wiecej niż TMR:) Edit: w takim razie ostatnio na Chopoku po akcji "sniezenie" bylo jakieś 5m, ciekawe czemu piszą że do 50cm na trasach hmm...
    1 punkt
  38. Dzięki za relację! Jak na debiut, to muszę Ci powiedzieć, że wyszło super! Francja, to dla mnie osobiście jedynie liźnięty temat przy okazji Vialatelli - więc wszystko co z tym tematem związane bardzo mnie interesuje. Zachęcam do częstszego dawania relacji na forum Pozdrawiam serdecznie. marboru
    1 punkt
  39. Zjazd między kujokami - the best Super!
    1 punkt
  40. Voelkl całkowita zmiana szaty graficznej całej kolekcji. Jak wam się podoba?
    1 punkt
  41. https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1820312201519320.1073741830.1798341877049686&type=1&l=02b5f1eee5 Śnieżnica prezentuje się na prawdę okazale !
    1 punkt
  42. Każda trasa potwora, znajdzie swojego narciarskiego amatora Pozdrawiam, miłych i rodzinnych narciarskich wypadów życzę
    1 punkt
  43. Fajnie wam to wyszło, kiedy pierwsze filmiki?
    1 punkt
  44. Jedyne ok 20 godzin montażu i wykorzystany praktycznie cały materiał filmowy... ...miały być dwa filmiki ale będzie tylko jeden. Zapraszam do obejrzenia
    1 punkt
  45. A to przepraszam ??
    1 punkt
  46. http://www.residencemagdalena.com/en/Default.asp http://www.gana.it/ http://www.coldepin.com/ http://www.austria.pl/hotele/viehhofen/apartamenty-pamina.xml http://www.ciasademunt.it/it/ w tych spałem (które pamiętam).
    1 punkt
  47. Dzień trzeci. cz. 1 - Lech & Zug Dzisiejsze nartowanie zaczynamy od Lech. Parkujemy auto pod starym, podwójnym krzesłem Schlosskopf (dla posiadających karnety narciarskie - bezpłatny). Pogoda od rana bardzo niepewna. Niestety nadal bardzo zimno -12 i pochmurno, z dołu nie widać zbytnio szczytów. Jakaż niespodzianka jak po wciągnięciu się drugim krzesłem z rzędu widzimy jasność. Mimo, że na trasach jest lekka warstwa puchu, to jest twardo i bardzo szybko - coś dla mnie. Bardzo się z tego faktu cieszę. Testujemy samą górę...i okazuje się, że przy Lech jest tylko słońce - przy szczytach wiszą chmury, jeździmy w kółko tymi samymi trasami przy sześcioosobowym krześle Schlegelkopf. Tutaj jest bardzo szeroko, równo, twardo i wspaniale. Postanawiamy spędzić tutaj trochę czasu i jeździmy góra-dół, raz lewą a raz prawą stroną. Ludzi niewielu więc zabawa jest niesamowita. Banany na twarzy! Dookoła cudowna austriacka zima... Postanawiamy zjechać skiturową trasą do Zug. Klimat? Spójrzcie: Mimo płaskiej trasy cała nasza piątka cieszy się możliwością odwiedzenia kolejnego miasteczka w Alpach. Po przekijkowaniu kilkustemetrów docieramy do malowniczego dwuosobowego krzesła, które zawozi nas pod szczyt Kriegenhorn 2173 m npm. Po lunchu w Balmalp jeździmy po trasach Zuger Hochlicht 2377 m npm. Trasy czerwone z tej strony Lech są po prostu? Wspaniałe!
    1 punkt
  48. Cloudy owszem były jednymi z pierwszych 'mocniejszych' nart damskich, ale inne marki odrobiły prace domową i nie uważają, że każdej kobiecie podoba się stylistyka odpustowo-jarmarczno-rosyjska Każdy ma oczywiście swój gust, dla mnie Cloudy są obciachowe w wyglądzie i nic na to nie poradzę ?
    1 punkt
  49. Świetna technika odnaleziona na jednym z filmików na vimeo... i to na jakich nartach :smile: na dodatek w damskim wydaniu :applause: [video=vimeo;123894832]
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...