Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
13.04.2019 - 13.04.2019
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 13.04.2019 uwzględniając wszystkie działy
-
Witam, kiedyś podobno w Krakowie był wyciąg narciarski koło kopca, niestety został dawno zlikwidowany. Tak się zastanawiam, czy by nie zgłosić budowy nowego w Budżecie Obywatelskim. Teoretycznie jest tam około 120 m przewyższenia, wiec spokojnie wystarczy dla mniej zaawansowanych narciarzy, niestety klimat raczej nie sprzyja. Jak myślicie ile kosztowało by tam stworzenie wyciągu orczykowego, systemu naśnieżania oraz zakup ratraka? Pewnie trzeba by tez wyciąć pare drzew i wyrównać trasę. Jaki to może być koszt. W tym roku max kwota projektu to 2 miliony, jest szansa żeby się zmieścić w tym budżecie?2 punkty
-
2 punkty
-
Ja też jestem w mniejszości niepijącej:) Ogólnie siedzę tu już parę dni i jak jutro pogoda będzie taka jak dziś i wczoraj, to planuję odpoczynek, ale jak tylko wyjdzie słońce, to chętnie bym wpadł się chociaż przywitać. Tylko kiedy i gdzie? Może w południe na Priehybie?2 punkty
-
Chyba najszybsze tempo jakim szedłem to było wyjście do Podbanske z Tomanowej Liptowskiej. Wg mapy jest tam 10km, cały czas lekko w dół (ale nie da się jechać jak z MOK-a): https://mapa-turystyczna.pl/route?q=49.2135884,19.9365807;49.1423100,19.9027420 Szedłem bez fok, ślizgając się ile się da jak na biegówkach i szybko, bez odpoczynków, by nie wylądować w nieznanym Podbanske w środku nocy. Dotarłem na miejsce po 4 godzinach. 2,5kmh to więcej niż 2 razy wolniej od szybkiego marszu. Nie sądzę bym gdzie indziej utrzymał szybsze tempo Tempa piesze mam standardowe - Kuźnice-Hala Kondratowa 1h15, Palenica-MOK 2h ¯\_(ツ)_/¯2 punkty
-
Rozkręciliśmy się ,ostatnia noc była bez przymrozku, darliśmy na Wołowiec równym tempem bo południowy trawers Ostrego Rohacza w kierunku Żarskiej przełęczy zrobił się bardzo miękki i było spore ryzyko lub duże nadłożenie trasy. Czasy liczone z przystankami,faktycznie jest małe przekłamanie w ostatnim dniu bo czas zatrzymał się nam w Żarskiej Chacie, trochę świętowaliśmy, a później zjechaliśmy (koniec1km pieszo) na parking na końcu doliny gdzie czekał bus do Zakopanego. Co do tempa to pierwsze 3 dni było spacerowe bo jeden z uczestników właśnie kończył solidne przeziębienie, nie poszedł z nami na Świstowy Szczyt i wykurował się w Zbójnickiej Chacie. Letnia jazda na rowerze z sakwami dobrze przekłada się na kondycje do takiej tury, dla mnie tempo było w sam raz ale wiem że innym było czasami ciężko. Co do trasy to ja i jeszcze drugi uczestnik zrobiliśmy 114km i 8200m bo możemy dodać popołudniowy spacer w Dolinie Pięciu Stawów.2 punkty
-
Skrzyczne 13.04.2019 Start Kanion obok mostku, narty można przypiąć dopiero na Dolinach 100m od orczyka na szczyt, nie obejdzie się po drodze bez kilku odpinań nart, ze względu na mgłę i opad 2cm świeżego śniegu zjeżdżałem śladem podejścia, generalnie odradzam, myślałem że od Jaworzyny będzie więcej śniegu.2 punkty
-
Ekipa Najwyższa pora powiedzieć choć parę słów o ekipie. Organizatorem i szefem wyprawy był Robert Róg. Ten wyga narciarski wygląda jak... wyga narciarski. O Robercie krążą plotki, że urodził się w butach skiturowych. Prawdę powiedziawszy niezbyt w to wierzę. Bo przecież nie ma takich małych rozmiarów... Ale z pewnością ujeżdżał już pierwsze silvretty. Robert wprowadza w tajniki szurania kolejne pokolenia adeptów. Ja (i np Kamil) mam przyjemność bycia, w nomenklaturze R.R. , pierwszym rzutem. Niezależnie od tego, że już dawno się usamodzielniłem (co jest naturalną kolejnością rzeczy) to nadal dość często jeżdżę z Robertem bo ma bardzo urozmaicone i ciekawe propozycje. Na wyprawie byli przedstawiciele różnych roczników skiturowych. Grupa była dość liczna - 8 a przez chwilę 9 osób. I, jak się zorientowaliście, heterogeniczna. Przedstawicielki płci pięknej (no dobra dziewczyny) Ania (kapitan jachtów) i Marta nie tylko upiększały okoliczności ale niejednego faceta były w stanie pognębić swoja determinacją i umiejętnościami. Chłopaków nie będę szczegółowo opisywał (z powodów oczywistych). Tutaj od lewej: Piotr, Robert,Wiesiek, Tomek, Mikołaj. Poniżej autor grupowego zdjęcia - Przemek, a dalej jest Wojtek (z którym zaraz jedziemy w Alpy) Dzień 5 Niespodzianka W tajnym plebiscycie przedwyjazdowym wyznaczyliśmy na ostatni dzień Krywań (prawie 2500 m npm). To bardzo efektowna góra z rewelacyjnym zjazdem, który możecie sobie zobaczyć na tej focie. Z tegoż powodu już dzień wcześniej zjechaliśmy do Strbskiego Plesa aby przenocować w pensjonacie i bez straty czasu rano podjechać pod cel. Po pół godzinie stoimy w piątkę pod górą i widzimy, że cały dół jest bez śniegu. Szacujemy, że jedną trzecia trzeba pokonać z buta. To samo w sobie nie robiłoby na nas wrażenia ale są słabe perspektywy na zjazd. Bo tam jedzie się wzdłuż doliny potoku i jak jest śnieg to jest jazda, ale jak go nie ma to droga z buta może być przewalona. Trzeba by szybko dotrzeć do drogi podejściowej. Czyli da się zrobić tylko pół zjazdu... Robert myślący zadaniowo chciałby mimo tego iść. Zanim jednak podejmiemy ostateczną decyzję dokonujemy przeglądu opcji i pada propozycja Tomka - Salatyn. Słabą jej stroną jest dodatkowy dojazd - to godzina (powrót druga) a o 18:00 wrocławska część ekipy chce wracać do domu. Z drugiej strony są wielkie plusy - 100% pewności zjazdu trasą narciarską w Spalonej i odwiedzenie tej kultowej górki. Wyciąg zaś pozwoli nadrobić stracony czas. Podejmujemy decyzję i za 6 E lądujemy pod Salatynem na 1400+ m npm. I... dobrze to wygląda! Góra jest popularna - sporo, jak na piątek, osób tu włazi. Podobnie jak reszta wchodzimy częściowo na fokach a później już z buta. Na przełęczy. Tutaj zauważamy, że powinien być piękny zjazd na południe. I, że nikt tam nie jeździ. Trzeba to koniecznie sprawdzić. Nie przejeżdżony żleb z miękkim wiosennym śniegiem jest ambrozją narciarstwa. Bonusem i nagrodą za te 4 dni. Nasz zjazd. Marta to nawet gotowa jest zatańczyć kankana. Rozglądamy się dokoła i wszędzie widzimy świetne linie. Można tu rzeźbić całymi dniami. Spady idealne, równo, śladów jak na lekarstwo. Teraz idziemy na Salatyna. Zamiast żlebu wybieramy lewy stok. Podejście też jest komfortowe. Więc się nie ociągamy Góra Salatyna jest wspaniała. Są tutaj przyjazne lajtowe opcje ale też te znacznie bardziej wymagające. Oglądamy wjazd do takiego żlebu - mam wielką ochotę to zrobić ale wolałbym na początek coś troszkę lżejszego. Czas jednak na to nie pozwoli więc robimy klasyka - na przełęcz i drogą podejściową Jak widzicie pogoda powoli się kończy. Zjazd na tę stronę jest równie fajny jak na drugą choć jednak wyraźnie przejeżdżony. Jeszcze fota z połowy stoku. Dalej do stacji narciarskiej i sympatycznym dobrze pofalowaną już trasą na dół. Jeszcze rzut oka na wizualizację. Podejście zaczęliśmy przy strzałce. Te dwa zjazdy wymagały prawie 900 m vertical. Ale uzysk z tego był 100% - sama piękna jazda. Do tego dodatkowe 400 m w bonusie (wyciąg) Tutaj można obejrzeć świetne opcje na południe. Jest też chyba fajna opcja freeturowa. Podjazd wyciągiem, wejście na szczyt nad wyciągiem (Przedni Salatyn) i byłoby z 600 m vertical (z tego z buta gdzieś ze 200 m). Dałoby się to zrobić pewnie z 5 x w ciągu dnia. Tę opcję chyba ktoś robił bo zauważyłem ślady pod kanapą w miejscu gdzie z trasy nie było szans tego zrobić. Jeszcze może naskrabię jakieś wnioski (i sprostowania). Teraz zapraszam do dyskusji, pytań, krytyki, głosów zachwytu itd. Pozdro Wiesiek2 punkty
-
Dziękujemy Goprowcom! GOPR statystyka wypadków na stokach narciarskich (12.2018-03.2019) W zakończonym kilka dni temu sezonie podjęliśmy 1766 działań ratowniczych na zorganizowanych terenach narciarskich. Najwięcej wypadków miało miejsce w lutym (776) i odpowiednio w styczniu (664), grudniu (180) oraz w marcu (146). W ramach współpracy z Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym 17 razy zadysponowaliśmy śmigłowiec. Spośród 21 zabezpieczanych ośrodków, najwięcej działań podjęto na Hali Skrzyczeńskiej tj. 428 (co stanowi 24% wszystkich interwencji i akcji ratunkowych), Nowej Osadzie (150), Skrzycznym (140), Złotym Groniu (133) oraz Cieńkowie (130). Najczęstszą przyczyną wezwań były: urazy kończyn (1482), urazy głowy (198), klatki piersiowej i kręgosłupa (97), jamy brzusznej i miednicy (37), inne w tym zaginięcia i ewakuacja z kolei (10) oraz zachorowania (11). W sezonie zimowym pomoc była udzielana głównie narciarzom (1323) i snowboardzistom (392). Pomocy potrzebowali również inni użytkownicy terenów narciarskich (wypadki piesze, na sankach – 51). 75% osób ratowanych jeździło w kasku. Łączna liczba godzin pracy ratowników wyniosła 25248.1 punkt
-
Podchodziłem kiedyś do tego tematu,widząc w tym możliwości komercyjne.Po analizach,począwszy do strony własnościowej,prawa wodnego i rozkładu temperatur wyszło mi,że to syzyfowa praca byłaby...1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Jakby co to też jestem na Chopoku (z rodziną). Telefon do mnie masz. Jutro o 8:30 zaczynamy od Biele Put i chcemy rano przejechać na południe, potem wracamy.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Dzień 3. Kończysta Piękny szczyt na którego wspomnienie gęba mi się cieszy. Popatrzmy wpierw na sytuację topo. Cel jest po lewej. Z Popradzkiego Plesa można dojść na dwa sposoby. Podchodząc od jeziora na przełęcz pod Osterwą i dalej obok Klina i przez Dolinę Stwolską. Tę drogę zaznaczyłem strzałką na wizualizacji. Jak się przyjrzeć to widać tam ścieżkę. Druga opcja, którą wybraliśmy obok Lodowego Jeziorka i dalej żlebem o którym szerzej opowiem. Na taki a nie inny wybór wpływ miał stan stoku na przełęczy pod Osterwą - góra wyglądała na mocno wytopioną. Samo podejście też raczej jest niełatwe. Oczywiście można też wykombinować pętlę ze zjazdem z Osterwy. Bardzo chciałem to zrobić ale troszkę się przestraszyliśmy jazdy bez rozeznania podejściem i wiedzy na temat stanu tego stoku po drugiej stronie... Początek był już dobrze znany z pierwszego dnia, dość szybko docieramy do wspomnianego jeziorka, tam krótki popasik i zakładamy harszle. Dziwnym zbiegiem okoliczności łamiemy razem z Robertem po jednym nożu dosłownie w tym samym momencie. To mnie nie cieszy bo na tej wyprawie to jest artykuł pierwszej potrzeby a z jednym już nie idzie się komfortowo. Czeka nas teraz tajemniczy żleb, posłużę się fotą Tomka sprzed 3 lat. Nawet narciarze są! Tomek podał to jako Lucnie Sedlo (tak jest na mapach słowackich), na polskich mamy Stwolską Przełęcz. Ale nasze określenie to przełęcz K.... od nazwiska kolegi co zjechał ją głową w dół z samej góry (od skał) a ponieważ miał narty zapięte do podchodzenia to nie było szans nic zrobić. Dojechał aż do stawu, cały czas przyspieszając. Ten efektowny zjazd grupa uwieczniła w nowej nazwie kuluaru. Do skał jest sens podchodzić na fokach. Dalej z buta. Wychodzimy na platou (na mapach słowackich oznaczone jako Luka). Tam narty wrzucamy na garba. Czeka nas teraz najbardziej niezwykły fragment - marsz gigantycznym gołoborzem, którym z tej strony jest Kończysta. Byłoby zbrodnią nie wykorzystać moich modeli i oto w marszu po Kończystej mamy Wysoką w tle. Nasza droga prowadzi do naśnieżonego szerokiego pola, które z daleka wygląda jak trasa narciarska. Większość ekipy ma tam dość już garba i zakłada narty, ja zgłaszam wotum separatum i dymam po staremu. Co jest zdecydowanie najszybsze. Bo góra stroma, kartoflisko i w dodatku zalodzona. Zjazd będzie hardcorowy... Ale póki co cieszmy się górą. Widok na Gerlach Słynne kowadło Trochę siedzimy ale wcale tak ciepło nie jest więc pora ruszyć tyłki. Zjazd na początku to jest walka z lodowymi kalabrakami, w połowie robi się dobrze a dół - bajecznie. Zjeżdżamy troszkę niżej - do doliny Stwolskiej. Na focie widać, że porównanie do trasy narciarskiej jest wyjątkowo trafne. Teraz wytopionym płaskowyżem trzeba dotrzeć dobry kilometr do zjazdu Żlebem K.... Większość (czyli wszyscy bez mnie) dymają to z buta a ja oczywiście na nartach korzystając z resztek śniegu. I czyż muszę wyjaśniać która metoda była lepsza? Tym razem obywa się bez przygód. Ekipa rozgrzana sukcesami trenuje tutaj podchodząc do skałek i w dół co i raz. Sama idea aby trochę jeszcze pozjeżdżać jest mi bliska. Ale czemu tutaj??? Podkreślam, po raz trzeci, swój indywidualizm i ostentacyjnie (czego nikt nie zauważa) wybieram nasłoneczniony stok naprzeciwko. Śnieg tam solidnie odpuścił a jazda na wiosennej ciapce to jest to co tygryski lubią najbardziej! Czasem szkoda, że dzień się kończy... Bierzemy jeszcze wypłatę w postaci końcowego szusu do Majlathovej Chaty. Razem 1500+ m vertical i 12 km drogi. track nie jest kompletny bo o GPS przypomniałem sobie dopiero przy jeziorku.1 punkt
-
Zjazd w stronę koprowych przełęczy nie zawodzi. Jeszcze przedłużamy go skręcając w Dolinę Hlińską. Na zdjęciu mamy naszą przyszłą drogę powrotu przez Niższą Koprową Przełęcz. Prawdę powiedziawszy to chciałoby się kontynuować dalej jazdę bo w drugą stronę wygląda to tak Oglądamy też możliwości zjazdu z Koprowego Wierchu wprost do "naszej" dolinki. Z dołu zjazdy nie wydają się oczywiste ale ten żleb na lewo powinien być do zrobienia. Ale jak na niego "wycelować" to nie wiem. Najprościej byłoby podejść od dołu. Na to nie ma czasu ale robimy z Martą dodatkowy kawałek po naszej trasie zjazdu. Było tak przyjemnie, że szkoda odmówić sobie powtórki. Po tym trzeba się wdrapać na przełaczkę z przedprzedostatniej foty. Część ekipy zrobiła to trochę wcześniej. Ale my trafiamy już na zacieniony beton. Jeszcze rzut oka w tył - Dolinka Hlińska prezentuje się tutaj wyjątkowo ładnie. Czerwone Wierchy pięknie zamykają horyzont. Zjazd był czujny (bo twardo i dość stromo) ale bez napinki. Jeszcze mała niepozowana sesyjka na powrocie I dzień drugi można uznać za zamknięty. Wyszło 1150 m vertical i 11 km całość.1 punkt
-
Dzień 2. Koprowy Wierch To klasyk (a szczególnie już klasyk narciarski). Powody są dwa - fantastyczny widok na Tatry Wysokie, Tatry Zachodnie i ścianę Hrubego Szczytu a do tego piękne zjazdy. Jeśli chodzi o widoki to Koprowy sprawia wrażenie dobrze postawionej wieży obserwacyjnej. Ze zjazdami jest też nieźle, obok klasyka czyli tego do Wyżniej Przełęczy Koprowej a dalej do Doliny Hlińskiej można bezpośrednio zjechać ze szczytu żlebami do Doliny Hlińskiej. Są też zdecydowanie bardziej wymagające zjazdy do Doliny Mięguszowieckiej (Dolinki Stawów Hińczowych). Trzecią zaletą szczytu jest szybkie i dość łatwe dojście. Zaczynamy ścieżką wzdłuż Hincowego Potoku. Tego ostatniego raczej nie widać ale parę razy go słyszę gdzieś pod nogami. Przed podejściem na Wyżną Przełęcz Koprową jest fragment gdzie trzeba zdjąć narty i przejść przez spory skalny próg nad/obok potoku. To doskonały pretekst do sesji foto. kolejnym etapem jest wspomniana przełęcz. Samo podejście jest troszkę uciążliwe bo sporo się wytopiło. Przekształcam to w zaletę bo po wrzuceniu na plecy nart szparko można dać z buta brzegiem letniej ścieżki. Na przełęczy jest tak: W górę kusi takie piękne poletko. A tak wyglądało to poletko trzy lata wcześniej Tuż przed szczytem zrzucamy narty i ostatnie 200 m jest z buta. Na upartego można byłoby przejść to na nartach ale sporo poodsłanianych skał dobrego zjazdu nie wróży. Tutaj mamy ćwiczenia z topografii. Muszę wyjść - CDN1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Moim zdaniem, zupełnie abstrakcyjnie myśląc, gdyby było wiadomo, że są tam dobre warunki, a Miziowa była dostępna dzięki wymianie orczyka na krzesło, duża liczba tych, którzy późną wiosną jeżdżą na Kasprowy pewnie by tam przyjeżdżała. Tak się składa, że ze Śląska pochodzi duża grupa dobrych i zapalonych narciarzy - mieliby bliżej, a o terenach wiedzą, że świetne. Nawet wielka reklama nie byłaby zapewne konieczna, mógłby wystarczyć sygnał, że Pilsko działa. Jeśli o mnie chodzi, to na Pilsko chętnie jeździłabym częściej, ostatnio wstrzymywało mnie posiadanie sezonówki na Szczyrk. Gdyby i na Pilsku była sensowna sezonówka, kto wie, mocno bym się zastanowiła nad zmianą terenów. Choć 10 km od domu i FIS też nie są złe . Ale przez większość sezonu jazda w Szczyrku jest niezbyt przyjemna z powodu tłumów i tak czy owak stamtąd uciekam. Gdyby jeszcze było wiadomo, że Pilsko działa dopóki są dobre warunki - czyli zazwyczaj długo w kwietniu - chyba bym się zdecydowała.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Wystarczyły mi takie 90mm. Na trasie już był dramat. Mimo że sztywne i full camber. Od lat się kurzą w piwnicy. I o to właśnie mi chodziło. Uniwersalna jazda na SL to nic niezwykłego. (Co wcale nie oznacza że są najlepsze w każdych warunkach.)1 punkt
-
Będziesz się śmiał, kiedy zrozumiesz, że jazda w puchu na slalomkach nie ma nic wspólnego ani z pychą, ani z brawurą. Nie jest to też żadne osiągnięcie. Przeciwnie, to coś tak zwyczajnego jak picie Barraquito na Teneryfie. Problem w tym, że narciarsko, jeszcze nie wychyliłeś nosa poza "Gran Canarię".1 punkt
-
wspaniałe relacje, wnioskuję aby admin założył podforum Sariensis w podróży1 punkt







