Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
07.05.2020 - 07.05.2020
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 07.05.2020 uwzględniając wszystkie działy
-
Nie musi tak być. Przykład Inicjatywa z aplikacją to strzał w dziesiątkę. Świetny pomysł, tylko przyklasnąć 👍👍👍.3 punkty
-
Cześć I widzisz. Żebyś mnie zrozumiała - już strona tytułowa mnie odstręcza. Nie oglądam. Żeby nie było - rozmawiałem z Rybelkiem i nie jest tak rygorystyczny - pewnie byście znalazły wspólny język :). To ja jestem taki jaki jestem. A jak już pojawi się gdziekolwiek słowo komfort - upadek. Pozdrowienia2 punkty
-
Akurat drogi na nasypach kolejowych z reguły są słabe. Przynajmniej u nas. Biegną przez nieciekawe pola, nic interesującego po drodze się nie dzieje, nawet zakrętów nie ma. Nuda totalna. Przy rzekach za to jest świetnie. Co do map czy ułatwień rowerowych to właśnie odpalamy stronę i apkę, które udostępniają gpx albo wprost służą do nawigacji. Plus recenzje. Chcę tam docelowo umieścić około 200 najlepszych tras DŚ (które wybiorę w swojej nieskończonej mądrości). To przegląd oficjalnych (czyli gminy, starostwa, PTTK, fundacje) znakowanych (w teorii) tras. Myślę, że w ten sposób uratuję sporo wykonanej pracy bo część z tych szlaków jest rewelacyjna. Podkład mapowy jest na OSM co jest niezłe bo zasadniczo wszystko co jest na OSM jest też w terenie. Z klasycznym topo to bardzo różnie bywa. Poza tym darmowe OSM jest na wszystkich urządzeniach nawigacyjnych i jest to mega wygodne, że używa się zasadniczo tego samego i tu i tu. No i jak już się człowiek przyzwyczai do 5-7 poziomów kafelków to klasyczna mapa wydaje mu się archaizmem. W każdym razie już zapraszam na rowerem.info Apka będzie pewnie za 2-3 tygodnie, ciut później angielska wersja serwisu. Jeszcze są niegotowe pełne metryczki tras i coś tam ciągle poprawiam i dodaję. W2 punkty
-
Cześć Dlatego poleciłem amatorskim mistrzom zjazdów i innych "singli"... żeby się wybrali w las. Z e-bike - zrozumiałem. Dal mnie jest to sprzęt dla osób chorych albo dupków. Zdrowy człowiek na rowerze wjedzie wszędzie. Ostatnio widziałem (akurat nie byłem na rowerze) gościa, który na oko nieźle popylał ścieżką. Zbliżał się dość szybko, czekałem więc bo chciałem zobaczyć kto zaś, bo coś mi w nim nie pasowało. Nawet gdy przejechał obok mnie - dosłownie 2 m - nie sczaiłem o co chodzi. Normalny koleś ubrany w rowerowy strój w wersji długiej (było zimno), kask, rękawiczki, rower MTB... I jak już przejechał, tak na oko 27-29 km/h dotarło do mnie, że gość miał jedną nogę... Pozdrowienia2 punkty
-
To obejrzyj sobie co się dzieje przy asfaltowych ścieżkach rowerowych np Wołów-Lubiąż. Ale oczywiście turyści (ci prawdziwi!) nie zostawiają śmieci. Pytanie jest czy koniecznie należy zapraszać tych co potrzebują ułatwień w piękne obszary? Zbytnie ułatwienia kulturze nie służą. Co do tej infrastruktury, którą wspomniałaś to rzeczywiście wały rzeczne są bardzo cenne z punktu widzenia rowerzystów. Ja bym tu widział jakieś bardzo delikatne rozwiązania typu wąska szutrowa ścieżka (50 cm) a nie mocno ubity wykrawężnikowany trakt upiększony jednakowymi budkami MOR-ów na polbrukowym podkładzie. Jesteśmy mentalnie do tyłu, marzą nam się asfalty i mocne ingerencje zamiast bardzo delikatnych ułatwień. Jak mam wybierać między takimi wulgarnymi rozwiązaniami to wolę jechać po zarośniętym, dziurawym wale, jak opisaną wcześniej patologią. Ale najogólniej uważam, że na turystykę weekendową należy bardzo ostrożnie wydawać pieniądze poważając codziennych gospodarzy terenu (zwierzęta i rośliny). Co do gór to funem bikeparków akurat nie jestem, a w szczególności już e-bików. Przejechałem się po naszych singlach i nie mam zamiaru tam zbyt często wracać. Pozdro Wiesiek2 punkty
-
Cześć Racja. Droga rowerowa aby nie trzeba było walić poboczem ruchliwej czerwonej - oczywista sprawa. Szutrowanie drogo bo ktoś może się pobrudzić błotem albo ławki w lesie bo przecież na trawie nie da się usiąść - niemiecka choroba. Sam pokazywałeś ostatnio znakomite szlaki i drogi rowerowe. Było dziko i naturalnie. Super! I Tanova masz również bardzo fajne podejście - już zniszczone rejony można adaptować ale tez bez przegięć. Przyroda jest bardzo szybka i na tej zasadzie na naszej ziemi to naturalnego zostało może 5%. Jak ktoś chce sobie jeździć po asfalcie niech jedzie do Piaseczna na tor albo jeździ przydrogowymi ścieżkami (oby było ich jak najwięcej) jak ktoś chce się popisać efektownymi trickami nie wjedzie do lasu na skałach i daje a nie popisuje się na specjalnie uformowanych przeszkodach . Równie dobrze może sobie jeździć a hali. A z lasu z asfaltem, udostępnieniami, ułatwieniami, znakami... won! To jest LAS a nie park. Pozdrowienia2 punkty
-
Ale fantastyczna wycieczka, To na mapie to jest TO!? Czad, jak to młodzi mówią... Mam nadzieję,że Twój plan wypali. Zaciekawił mnie temat EuroVelo, Przez moje miasto przebiega EuroVelo 9(Bałtyk-Adriatyk) Gdańsk-Pula 1900km. Mariusz powiedział,że owszem...ale samochodem Ale EuroVelo 10(wokół Bałtyku), to już kosmos prawie 8000km pozdrawiam.2 punkty
-
Co tu opisywać. Ja po prostu widzę, że wielu się podoba fakt, że kilka branż ma ciężko i mogą nie prędko z tego wyjść. Można sobie poczytać komentarze pod "użalaniem się" górali, restauratorów i tak dalej. Ja się tylko zastanawiam czy ktoś komuś karze jeżdzić i tak być łupionym nad naszym morzem, górach czy przepłacać w restauracjach.2 punkty
-
2 punkty
-
Wśród moich znajomych nikt nie planuje w tym roku dłuższych wakacji. Nie chodzi tylko o problemy finansowe ale że pozbyli się już urlopów. Na wskutek pracy rotacyjnej czy innych przestojów.. Odbezpieczony granat wpadł do szamba. Zaraz wybuchnie. I niestety ochlapie nas wszystkich.1 punkt
-
No może nie takie znów góry ale właśnie otwarto nową trasę rowerową w Górach Świetokrzyskich. Trasa jest co prawda krótka, bo jedynie kilkanascie kilometrów ale wokół są jeszcze inne trasy i najeżdzić się tam mozna do woli. Nowa trasa prowadzi po trasie nieczynnej od wielu lat kolejki wąskotorowej ze Świetej Katarzyny do Słupi, czyli biegnie u podnórza Łysogór.Musze ją kiedyś sprawdzić bo zachwalali w radio że jest malownicza.1 punkt
-
Wybieram się na przełomie lipca i sierpnia. Wiesz, mnie to każdy termin odpowiada ale musze się dostosować do kolegów. Każdy ma jakieś sprawy w pracy, rodzinne, plany itp. Tydzień chcemy przeznaczyć na wędrowanie, najlepiej gdyby była ładna pogoda bo w deszczu nie ma sensu jechać.1 punkt
-
Polbruk jest tylko fragmentami w samej miejscowości Rieth, ale kilka razy przecina się brukowaną drogę. Ja osobiście lubię kolejowy klimat tego szlaku, pomimo braku istotnych przewyższeń. Może kiedyś ktoś wpadnie na pomysł, aby też w taki sposób zrewitalizować u nas w ciekawszych okolicach np. w górach nieczynne linie. Wiem, jesteś purystą . Również pozdrawiam1 punkt
-
Faktycznie jest sporo ciekawej infrastruktury technicznej (związanej z pofałdowanym terenem). Choć te kawałki polbrukowe - masakra. Ogólnie to zbyt "niemieckie". Ale te fragmenty infrastruktury technicznej (mosty, tunele, nasypy, wykopy) na pewno bardzo dużo dobrego (interesującego) robią. Prawdopodobnie świetnie by wyszły u nas ścieżki na górskich liniach kolejowych - linia do Jugowic to byłby pewnie absolutny hit. Ale na nizinach jest słabo i nawet się dziwię tym co tam jeżdżą rekreacyjnie... pozdro Wiesiek1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Każda mapa może być mapą rowerową. No dla mniej wtajemniczonych niech ma topografię. Niestety rzuca nam się w oczy to co jest negatywne i bardziej to pamiętamy - podobno. Ja staram się działać inaczej, myśleć inaczej... nie zawsze się da. Pozdrowienia1 punkt
-
W takim razie pełna zgoda - dla mnie infrastruktura to właśnie podrównana i wysypana żwirkiem fajna ścieżka na nasypie dawnej linii kolejowej albo wału nad rzeką, a nie ordynarny asfalt w środku rezerwatu i gdzie nie gdzie jakaś ławka albo wiatka. Przydałoby się też więcej dobrych map rowerowych, to moim zdaniem trochę zaniedbany obszar. Oraz bezpieczne, asfaltowe ścieżki w miastach i ich bliskim sąsiedztwie, spasowane z transportem publicznym. Myślę, że jest napływ różnych ludzi - dla jednych to jednorazowa przygoda, innym się spodoba i może się wciągną, ale hołotę najbardziej widać i najbardziej się daje we znaki. Niestety1 punkt
-
Być może to zrozumiałeś, że przejechałem się po naszych singlach e-bikiem. Otóż nie, przejechałem się tam moim "zwykłym" fullem i tyle zjechałem ile podjechałem. Może jeszcze zrobię powtórkę, raz czy dwa - po prostu nie ciągnie mnie w te same miejsca. I za dużo tam ludzi! Po prawdzie to jazda wśród latających kamulców na pieszych ścieżkach górskich jest zdecydowanie bardziej emocjonująca, a po drogach zrywkowych to już jest mokro w gaciach. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Cześć Niestety to zbieżne z moimi obserwacjami na udostępnionych szlakach przy każdym sposobie poruszania się. Czy to rower czy kajak czy samochód czy kład. Kiedyś było takie pojęcie "turystyka zaawansowana" - nie wiem o co chodziło ale mam wrażenie, że na początku każdej działalności gdy zaangażowana jest w nią niewielka grupa pasjonatów, gdy jest ona elitarna to - jaka by nie była - jest "cywilizowana" w każdym (zwłaszcza obiegowym pojęciu). Gdy dana działalność zostanie rozpropagowana, bo jest po prostu fajna, następuje napływ hołoty, która się po prostu do tego nie nadaje (którą nadaje się tylko do utylizacji) i albo, ludzie realizujący to w sposób zgodny z zasadami, zostają zepchnięci na margines (kajaki, rower, narty itd.) albo sama działalność zostaje wyklęta (kłady, enduro itd.) Pozdrowienia1 punkt
-
To dość zaskakująca teza, że za śmieci w lesie czy na łonie natury odpowiadają rowerzyści - pardon - turyści rowerowi. W moich okolicach to raczej hołota, która rozbija się po leśnych drogach samochodami. Piękne obszary natury już poniekąd mają infrastrukturę stworzoną przez człowieka - czyli wały przeciwpowodziowe nad rzekami czy jeziorami, betonowe drogi dojazdowe do nich, nasypy kolejowe po dawno nieużywanych wąskotorówkach itp. Jest tego mnóstwo. Nie widzę w tym nic złego, żeby takiej infrastrukturze dać nowe życie w postaci szlaku rowerowego. Moim zdaniem to mniejsza ingerencja w przyrodę niż tworzenie bikeparków w górach z wyciągami, którymi wszyscy się tak zachwycacie.1 punkt
-
Podstawowe jest to, że nie należy mylić infrastruktury rowerowej z turystyką rowerową. To dwie kompletnie różne sprawy. O ile jestem gotów przyklasnąć każdej asfaltowej, obarierkowanej drodze rowerowej, która ma służyć bezpiecznemu codziennemu transportowi o tyle jestem głębokim przeciwnikiem wydawania publicznych pieniędzy "przybliżających" piękne obszary natury poprzez głębsze interwencje infrastrukturalne. Mogę zaakceptować wieże widokowe, drewniane skromne ławy, może wiatę ale żadnych nadmiernych innych ułatwień z dojazdem. Po tych gościach (eufemizm) zostają stosy śmieci bo to jest przeważnie po prostu hołota. Smutne... ale prawdziwe. pozdro Wiesiek1 punkt
-
Cześć Jeżdżę naprawdę dużo i z zasady nie jeżdżę po drogach z dużym ruchem (mogę nadłożyć nawet 10km żeby ominąć 500 m takiej drogi) - wystarczy skorzystać z jakiejkolwiek mapy. Z kolejami - napisałem z czym ja się zetknąłem. Współczuję niemiłych doświadczeń i życzę aby już nigdy się nie powtórzyły. Zabieramy na rowery bardzo różne osoby. Rekordem była koleżanka, która na rowerze za 700 pln z marketu wcześniej nie jeżdżąc praktycznie w ogóle (to był debiut roweru) zrobiła na pierwszy raz 89km wycieczkę bez specjalnego problemu. Cały dzień spokojnej jazdy. na stromych podjazdach czekaliśmy aż sobie podprowadzi, z przeprawami promem, browarem w knajpie itd. Kobieta ze sportem nie ma nic wspólnego (dyrektor przedszkola, domatorka typowa). To tylko najbardziej jaskrawy przykład. Co do tej infrastruktury to... ja jej po prostu nie lubię z założenia. Nie lubię wyciućkanych ławeczek, przygotowanych ścieżek, oznakowania wszędzie jak dla ślepych itd. Uciekam od tego jak mogę i gdzie mogę a niestety tendencja jest taka, że większość tego chce bo inaczej sobie po prostu nie poradzi. Upowszechnienie wiąże się ze spadkiem poziomu ogólnego - zawsze. A mnie poziom ogólny nie interesuje. Jak ktoś chce to nie podejmie wysiłek, nauczy się co i jak, da coś z siebie. Wtedy doceni. Lubię biwakować na polach gdzie jest wiatka na przykład ale unikam bo, jak jest dojazd, zaraz się ktoś pojawi, oskubią Ci namiot albo przysiądą się do ogniska jak do swojego nie pytając a nawet nie mówiąc dzień dobry. Więc wolę jak jej nie ma bo jest spokój. Pozdrowienia serdeczne1 punkt
-
Zabiłaś mi ćwieka......Może to było Świnoujście, a może końcówka Sierpnia? Ale raczej ni, bo w sierpniu zazwyczaj spędzam czas pod chmurkami:;) Ale to akurat jest najmniej ważne. To było tylko tło do konkluzji które wypowiedział marynarz, chwilowo robiący za parkingowego, bardzo fajnie się z nim gadało. Ale wracając do sedna tematu, to takie sezonowe biznesy są bardzo trudne do prowadzenia. Trzeba na sezon zorganizować ekipę i to ekipę z kompetencjami. To jest naprawdę trudne. Dlatego jest sporo byle jakich jadłodajni. Oczywiście rynek ich weryfikuje. Białka istnieje już wiele lat, więc dlatego już nauczyli się robić całkiem przyzwoite jedzenie na szczycie, bo za tym stoi naprawdę spore wyzwanie. Oczywiście wszystkiego można się nauczyć ale na to potrzeba czasu. Dlatego jeszcze w Szczyrku ciągle trafiają się jakieś niedociągnięcia a w Białce to wszystko chodzi jak w dobrze naoliwionej maszynerii. Bo w Szczyrku są wprawdzie zainwestowane duże pieniądze ale zespół ludzki to jest coś, co się tworzy i dociera latami. Przecież na początku Grudnia jeszcze nie ma ani jednego narciarza a za dwa tygodnie są ich tysiące. I oby tak się stało.1 punkt
-
Cześć Nie zrozumieliśmy się. Nie zamierzam jechać rowerem do Tokio. W rowerze bawi mnie jazda a nie zwiedzanie. Tak jak w kajakach bawi mnie pływanie a nie zwiedzanie i podobnie na nartach. Pozdrowienia1 punkt
-
Będąc we Wrześniu w Międzyzdrojach miałem małe spięcie z restauratorem. No i wyżaliłem się parkingowemu że ci restauratorzy są jacyś tacy nerwowi. No i wg jego słów to 95% biznesów robią ludzie z głębi kraju. Napatrzyli się na zarabiane dutki przez "miejscowych" i też tego zapragnęli. Więc miejscowi pobudowali obiekty i je "obcym" wydzierżawili na sezon - oczywiście płatne z góry za sezon, np 100 tys.. Potem przychodzi jesień, cały sezon ciężkiej pracy i pojawiają się nerwy. Sezon nad Bałtykiem jest stosunkowo krótki i mocno zależny od pogody, więc zarób w trzy miesiące kasę na cały rok . Duże obiekty z basenami i spa są od kiepskiej pogody jakby uniezależnieni ale za to koszty utrzymania mają bardzo wysokie i do tego jeszcze armia pracowników. W górach sezonu jest dużo więcej, więc jest jakby łatwiej. Ale jeśli chodzi o zachowania ludzkie to jest taka fajna scena w filmie dzień świra - modlitwa polaka, i tyle w temacie.1 punkt
-
Nie jest całkiem tak,jak myślisz,jeśli jedzie się na przykład wokół Araratu,przez Iran m.in. albo jak w tym roku z Rio de Janeiro do Tokio,pewne rzeczy z logistyki czy wiz łatwiej załatwią dla większej grupy ludzie gramotni...1 punkt
-
Wiesz, co - z Warszawy perspektywa jest jednak inna. Mieszkam w trójkącie wciśniętym między duże miasto, zamkniętą granicę z Niemcami i Zalew Szczeciński z Odrą. Zamknięcie granic znacznie - szacunkowo o 3/4 - ograniczyło mi dostępność tras, takich do zrobienia z domu, bez dojazdów. Oczywiście jeżdżę i będę jeżdzić w Polsce, choć mamy sporo do nadrobienia w infrastrukturze dla turystyki rowerowej w porównaniu np. z taką Austrią czy Niemcami. Jednak tam sieć dróg dla rowerów i oznakowanie są zdecydowanie lepiej przygotowane, po prostu inaczej się traktuje cyklistów. Czy nawet kwestia transportu rowerów koleją i autobusami to niebo a ziemia. Jeszcze trzy lata temu, pomimo posiadania miejscówki i biletów na rowery na konkretny skład, konduktor o mało nas nie wpuścił do pociągu do Zielonej Góry, bo z rowerami nie i już. Takie podejście. O przyczepkach na rowery w autobusach dalekobieżnych w Polsce nie słyszałam, w Niemczech, czy Austrii to standard. Na szczęście i w Polsce zaczyna się to zmieniać, ale jeszcze potrwa, zanim dogonimy sąsiadów.1 punkt
-
https://www.oesv.at/news/trainingsauftakt-am-kaunertaler-gletscher/ Na Kaunertalu austriacka kadra właśnie zaczęła treningi techniki...1 punkt
-
1 punkt
-
Też mi chodzi po głowie R-10, w ostatniej dekadzie sierpnia, jak już nie będzie tak dużo ludzi nad morzem. A kiedy się wybierasz? Planowałam na majówkę zrobić EuroVelo 10 od Lubeki do Świnoujścia (Ostseeküsten-Radweg) - był fajny pociąg ze Szczecina, za kilkanaście euro można było dojechać na miejsce i wrócić rowerem, ale oczywiście wszystkie plany wzięły w łeb.1 punkt
-
Po dwumiesięcznej kwarantannie w ustronnym miejscu, z widokiem na nieczynny stok narciarski, z pojedyńczym krzesełkiem. To krzesełko to teraz cool. Kolejny klient piętnaście m. Sprzęt mam zakonserwowany. Sezon zakończony na czarnych wężykach 9 i 10 marca w Jurgowie. Była pyszna jazda, z pysznymi widokami. Chociaż w tym czasie mieliśmy być w Bad Mittendorf. Straciwszy nieco Euro na rezerwację, ale za to ominęła nas kwarantanna i może coś gorszego. W tym czasie szalał już kolega Covid w pobliskim Tyrolu. Przeniósł się potem szybciutko, wraz narciarzami do naszych zachodnich sąsiadów. I co dalej, tak sobie dywaguję. Chwilowo troszczę się o krzewy i kwiatki. Wraz z żoną odbywamy codzienne treningi na pobliską górkę o przewyższeniu 70 m. To w ramach wzmacniania odporności. Więc jakie to będą narty w przyszłym sezonie, jeśli się dożyje? W zasadzie odpadają wszelkie kabiny. Krzesła najlepiej pojedyńcze. Talerzyki powinny być super modne. Orczyki tylko z tymi, co się mieszka. Przyłbice specjalnie dostosowane do zjazdu. Kwestią zakwaterowania i wyżywieniem się nie zajmuję. Chociaż mam już w tym pewną wprawę. Ustronna chatka z boku wsi, z własną kuchnią. I tylko my. Na stok kanapki, owoce suszone i coś do picia. A jak się nie da zjeżdżać, to jeszcze zostają ski tury, człapanie na śladówkach, czy poprostu turystyka, rower, gdy nie będzie śniegu z powodu klimatu. Głowa do góry, Tak też da się żyć, będąc przy tym szczęśliwym. Nie należy umierać za złotego cielca. Takie wnioski są przecież wyciągane. Zagronie1 punkt
-
W ramach planowania tegorocznych wakacji zauważalnym że nie zamieściłem mojej relacji z Green Velo, start Białystok meta dom 994km Start o 5 rano wsiadłem w pociąg relacji Bielsko-Biała Białystok ED161 Dart, zwanym potocznie Dartolino https://www.intercity.pl/pl/site/dla-pasazera/informacje/nasze-pociagi/intercity/pesadart.html , składem tym jechałem pierwszy raz, komfort podróży oceniam na lepszy niż w Pendolino, w Darcie jest ładniej, więcej przestrzeni i działa WiFi, bilet kosztował 70zł plus 10zł za rower. Etap 1 Białystok jezioro Siemianówka 80 km Dzień drugi aklimatyzacja nad zalewem Siemianówka Etap 2 jezioro Siemianówka Janów Podlaski 140 km Etap 3 Janów Podlaski Terespol Kodeń Włodawa Jezioro Białe 107 km Etap 4 Włodawa Chełm Krasnystaw Zamość 133km Etap 5 Zamość Szczebrzeszyn Zwierzyniec Biłgoraj Rudnik nad Sanem 120 km Etap 6 Rudnik nad Sanem Sandomierz Połaniec 128 km Etap 7 Połaniec Szczucin Nowy Korczyn Kopacze Wielkie 96 km Etap 8 Kopacze Wielkie Niepołomice Kraków Oświęcim dom 190 km Razem 994km Z lewej Pendolino z prawej mój Dartolino Bialystok1 punkt
-
W żadnym wypadku:;)Jak pamiętasz albo i nie:;) To ja zawsze broniłem inwestycji i byłem szczęśliwy że po siermiężnych latach 90 tych, powstaje tyle fajnych wyciągów. O smerfach marudach którzy narzekali na "lunaparki" nawet wolę nie wspominać. Rząd też mi przyciął skrzydła, i musiałem połowę załogi zwolnić. Na szczęście udało się to tak zrobić aby uchronić tych, dla których jesteśmy "jedynym żywicielem". Wspominam o tym dlatego, bo działam w otoczeniu rynkowym więc rzeczywistość sprowadza mnie na ziemię. Ośrodki narciarskie też działają w otoczeniu rynkowym i w te biznesy są zaangażowane olbrzymie pieniądze. Na razie ośrodki zakończyły przedwcześnie sezon i nie zarobili zaplanowanej kasy a koszta zostały. Ośrodki położone bardzo wysoko mogłyby jeszcze działać a stoją zamknięte. Na razie góry są bez turystów a więc i bez kasy. Chyba niewielu ma świadomość jaki dramat odbywa się w Wiśle, Ustroniu i innych miejscowościach. Ja akurat mam możliwość działać na pół gwizdka a tam wszystko stanęło. Tysiące hoteli i pensjonatów zostało bez źródeł dochodów i pewnie z kredytami. Przy nich miastom też nie zapłacą podatków więc i miasta są w czarnej d.... W górach dzieje się dramat. Pieniądze które branża w tej chwili traci jest praktycznie nie do odrobienia. A w następny sezon, przyjedzie nas w góry mniej. Oczywiście najsłabsi nie wytrzymają i się następnej zimy nie otworzą. Obym się mylił....1 punkt
-
Od razu czarnowidztwo. Kolejki znikną, więc inwestycje nie będą potrzebne. Wreszcie pasjonaci staną się ważnymi klientami ośrodków.1 punkt
-
Nawet nie muszą dokładnie oglądać każdego euro. Wystarczy zobaczyć jakie tsunami już idzie po liniach lotniczych. Z pewnością się będą kurczyć. I to samo się stanie w ośrodkach narciarskich. Ze względów finansowych będzie nas dużo mniej. A inwestycja aby się wróciła to musi mieć określoną ilość klientów. Nie ma klientów to i inwestycja traci sens. Więc można mieć zapewnione finansowanie i się wstrzymać z inwestycją.1 punkt
-
1 punkt







