Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 16.07.2020 w Odpowiedzi
-
Dzień drugi to jazda przez góry Kamienne i Wałbrzyskie, takie Tour de Wałbrzych;-). Trasa trochę dłuższa, ale z mniejszymi przewyższeniami. Z samego rana kierujemy się na kładkę nad jeziorem Bystrzyckim. To jest bardzo dobry pomysł, bo o tej porze (8:30) nikogo tu nie ma, a widoki przepiękne zwłaszcza na zamek Grodno. I można bez krępacji trochę się powygłupiać:-) Dzisiejszy dzień to jeden dłuższy podjazd do Unisławia Śląskiego (około 18 km) oraz szereg "hopek" nieprzekraczających 3-4 km długości. Odcinek do Głuszycy po DW383 jest męczący, zwykły dzień to i samochodów sporo. Po zjechaniu z drogi wojewódzkiej asfalt stał się fatalny generalnie łata na łacie. Na szczęście był to podjazd i był to odcinek około 3-4 km. A później było tak:-) W Unisławie dobiliśmy do DK 35. Trochę obawiałem się ruchu zwłaszcza TIR-ów, ale było pusto i spokojnie. Krótki popas w Mieroszowie Za Mieroszowem czekał nas króciutki podjazd do Różanej, a później 15 km fantastycznego, łagodnego zjazdu do Kamiennej Góry. Kamienną Górę omijamy bokiem i kierujemy się w stronę Świebodzic. To również jest fantastyczna boczna droga z 3 krótkimi podjazdami i 11 km zjazdem - coś pięknego. Widoczny w oddali nasz cel - zamek Książ. I proszę jest, miejsce robienia fotki standardowe (wiele ich widziałem), ale jestem tu pierwszy raz i na żywo widok zapiera dech w piersiach. Mimo oklepania jest to jedno z piękniejszych miejsc w Polsce. W parku jeszcze chwilę odpoczywamy. Wałbrzych omijamy ulicą Uczniowską i w miarę wygodną ścieżka rowerową. Choć część jest niestety z kostki fazowanej, ale na grubszych oponach jedzie się całkiem komfortowo. Fantastyczną drogą przez Modliszów i Złoty Las zbliżamy się do ostatniej atrakcji wyjazdu - zapory w Zagórzu Śląskim dzięki, której powstało jezioro Bystrzyckie. Zapora z dołu. Jeszcze kilka machnięć korbą i będziemy na koronie. Podsumowaniem całej wycieczki niech będzie to zdjęcie, które w 100% oddaje nasze humory na jej koniec:-) A i proszę się nie czepiać, bo obiektyw przetarłem przed zdjęciem dość dokładnie, tyle, że ten umieszczony z tyłu telefonu,a nie od selfie. 😄 Po spakowaniu się, mam jeszcze chwilę czasu, aby obejść działkę przemiłych gospodarzy - jest fantastyczna. I mapka dnia drugiego. Na koniec kilka słów o tym jak sprawdził się w boju nowy rower. No cóż jednym słowem genialnie. Komfortowa pozycja, pewność hamulców bez używania jakiejś większej siły, stabilność na ciasnych zakrętach, zakres przełożeń, po prostu rower skrojony pode mnie. Jestem z niego bardzo zadowolony.8 punktów
-
Zgodnie z obietnicą poniżej relacja z dwudniówki szosowej po górach Sowich i Wałbrzyskich. Dzień 1 Start o w miarę normalnej porze, Marcin podjeżdża do mnie o 5:15, od Sylwka ruszamy chwilę po 6:00. Cel - agroturystyka "U Rodaka" w okolicy jeziora Bystrzyckiego. Na kwaterę dojeżdżamy sprawnie, pokoje już przygotowane, więc przebieramy się w luksusowych warunkach. Tak jak planowaliśmy, przed południem udaje nam się ruszyć na trasę. Dzisiejszy cel to trzy przełęcze w Górach Sowich: Sokola, Jugowska oraz Wolimierska. Pogoda dopisuje i tak będzie przez całe dwa dni. Dodatkowo temperatura idealna na rower około 20-21 stopni A to nasza agroturystyka, przemili gospodarze, rowery nockę spędzą bezpiecznie zamknięte, czego chcieć więcej. Początek z kwatery to od razu 12 km podjazdu na przełęcz Sokolą. Generalnie podjazd nie jest zbyt stromy, ale zdarzają się krótkie ścianki powyżej 10%. Tam w dolinie Walim, zjazd do niego jest króciutki, raptem 1,5km Końcówkę zjazdu trochę psuje wleczący się ciągnik. Zaraz z Walimiem zaczyna się główna część podjazdu na przełęcz Sokolą - około 250 m w górę na 5 km. Po drodze mijamy wejście do Sztolni Walimskiej będącej częścią kompleksu "Riese" - zespołu schronów położonych wokół Jedliny-Zdrój. Kompleks wyciągów narciarskich "Górnik". Trasy zobaczymy jak na dłoni z leżącego na przeciwko punktu widokowego. Tego nie było w planach, ale jak zobaczyliśmy podjazd prowadzący pod schronisko Orzeł (szlak na Wielką Sowę) musieliśmy się z nim zmierzyć:-) Długość podjazdu według mapy.cz to 581 m, przewyższenie 107 m, co daje średnie nachylenie około 18% i to było czuć. Dodatkowo cały podjazd ma nawierzchnię z płyt z dużymi otworami i wpadnięcie koła do jednej z nich momentalnie powodowało prawie całkowite zatrzymanie, bo prędkość oscylowała 6-8km/h. Widoki jednak wynagrodziły cały trud - rozległa panorama z punktu widokowego przy schronisku. Nas jednak znacznie bardziej urzekła panorama z punktu widokowego znajdująca się po drugiej stronie drogi niż schronisko. Ośrodek narciarski "Górnik" w całej okazałości. Radość z udanego podjazdu duża:-) Prawie wszystkie hobby na jednym zdjęciu;-) Zjazd po płytach odbył się w podobnym tempie jak podjazd:-) Z przełęczy Sokolej krótki zjazd i zaraz kolejny podjazd na przełęcz Jugowską. Kolejny orczyk - wyciąg narciarski "Bester" Praktycznie cały podjazd jak i sama przełęcz jest zalesiona, więc widoków brak. Natomiast kawałek po zjeździe już jest całkiem inaczej. Przed Pieszycami nie pierwszy raz trasa wyrysowana w mapy.cz chce nas zwieść na manowce i próbuje skierować nas na drogę gruntową, mimo zaznaczonej opcji "Road Bike". Szybkie spojrzenie na mapę, lecimy dalej do Pieszyc i ulicą, a jakże Bielawską do Bielawy. Ten odcinek jest nudny, również sam przejazd przez Bielawę bez emocji. Ale już za miastem pojawiają się kolejne widoki. Podobnie jak na Jugowskiej ta przełęcz też zalesiona. Z przełęczy przez Wolibórz zjeżdżamy do Nowej Rudy, gdzie czeka nas ostatni podjazd tego dnia do Krajanowa. Do Świerków Kłodzkich asfalt jest bardzo słaby, na szczęście później znacznie się poprawia i widoczki również robią się sielskie. Tunel pod Świerkową Kopą na linii kolejowej Wałbrzych - Kłodzko. Według Wiki linia ta została uznana za najciekawszą w Polsce. Świerkowa Kopa wyznacza geograficzną granicę pomiędzy Górami Sowimi, a Kamiennymi. Na kilka kilometrów przed kwaterą postanawiamy się posilić w browarze Jedlinka, położonym przy pałacu w Jedlince. Ostatnie kilometry tego dnia pokonujemy wzdłuż Bystrzycy świetną lokalną drogą A na kwaterze kocury harcują:-) I mapka pierwszego dnia6 punktów
-
Kolejna propagacja Dolnego Śląska - dzisiaj coś bardzo ładnego i już wymagającego Strefa MTB Sudety - Głuszyca czarna suma przewyższeń: 630 m spady średnie: 6,3% spady maksymalne: 29% kamienie, korzenie: tak walory widokowe: znakomite walory przyrodnicze: tak rower: mtb oznakowanie: dobre Długość trasy: 21.43km Krótka charakterystyka Klasyczna, solidna pętla mtb ze wszystkim podstawowymi elementami. Są trudne podjazdy, strome, z luźnym piargiem oraz po kamienistej drodze, ostre zjazdy, efektowne trawersy po stromym zboczu. Wymagająca ale z licznymi atrakcjami, a do tego widokowa. Bardzo polecam. Jest trudniejsza niżby to wyglądało z metryczki. Opis ,i zalecana jazda, zgodnie z ruchem wskazówek zegara Głuszyca - Skalne Bramy (strona pd) Bardzo kameralny wyjazd z miasta wzdłuż Złotej Wody, dalej trochę asfaltu i stroma, wykańczająca wspinaczka kamienną drogą w lesie. Później odcinek płaski i zjazd nad Grzmiącą. Teraz trudny, leśny fragment (stroma, zerodowana ścieżka: luźno i możliwa woda). Wyżej mamy łąki i piękne widoki. Bardzo efektowny dojazd do Skalnych Bram. Warto zatrzymać się tutaj na dłużej, odwiedzając punkt widokowy (krzyż na północ od Bram) oraz podejść na Rogowiec (ruiny starego zamku i znakomite pejzaże). Skalne Bramy Przejazd między dwoma efektownymi iglicami. Powstały one z przełamania się pierwotnej twardej wylewnej formacji przebijającej bardziej miękkie skały. Już w XIX wieku był to popularny cel turystyczny. Rogowiec Od Skalnej Bramy mamy na szczyt z 300 m podejścia (można zrobić pętelkę). Jest to świetny punkt widokowy na Góry Kamienne, Wałbrzyskie i Sowie. Na szczycie mamy ruiny najwyżej położonego zamku w Polsce. Warto doczytać pasjonującą historię tego sporego (kiedyś) obiektu. Skalna Brama - Głuszyca (strona pn) To jest to co tygryski uwielbiają. Zaczyna się efektowną wąską półką w stromym zboczu. Dalej dominują szalone zjazdy w lesie (tu czujnie z nawigacją!) i wyjazd na łąki nad Grzmiącą (piękne widoki). Domykamy pętlę kontynuując zjazd polami do Łomnicy. Powrót do Głuszycy tą samą gruntową drogą co na początku. Pozdro Wiesiek6 punktów
-
4 punkty
-
Przestań... i tak już jestem wkurzony na Ciebie... bo mi się przed chwilą od Pauli dostało... Dałem jej do przeczytania Twoją relację i skończyło się, że dostałem "po głowie", że w tym roku, to nigdzie nie byliśmy i nigdzie nie jeździmy... że weekendy zmarnowane, a można przecież jak @cyniczny Pisz Bloga, bo fotki i opisy super fajne, warto by były w Twoim osobnym miejscu. @JC pewnie się ucieszy z nowego Blogera3 punkty
-
@cyniczny kawał, dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty Świetna wyprawa! Super fotki i relacja! Cieszę się, że się polubiliście z nowym rowerkiem.3 punkty
-
3 punkty
-
Trochę górek tym razem:) Start z BB i kieruję się na Szczyrk.Dużo ludzi na rowerach i nikogo na nartach W tym miejscu zaczyna się prawdziwy podjazd pod Biały Krzyż...nie ma lekko,,Ugniatanie kapusty,, czas zacząć heheh W końcu jestem ma szczycie,gdzie robię krótką przerwę .Chwila minęła,ubieram kamizelkę i jazdaaaaaa w dół.Ale prędkość była!Strach się bać Dojeżdżam do skoczni w Wiśle Następnie park w Wiśle,tuż przy rzece i jadę na Ustroń.Część drogi jest w lesie na szuterku-świetna sprawa,coś innego:)To trasa pomiędzy Wisłą i Ustroniem i spokojnie można się z rodziną nią wybrać.Rok temu jeździłem tam z dziećmi i świetnie było.Las się kończy i wjeżdżamy na nowiutki asfalt (droga rowerowa ) i dojeżdżamy do centrum UstroniaTeraz myślałem ze pójdzie z górki ,ale niestety znowu były podjazdy Wspanialem widoki i przerwa na ciastko Pełen energii wracam i ostatnie kilometry znikają bardzo szybko. Trasę pobrałem ze Stravy i muszę przyznać ze ciekawa i urozmaicona. Przewyzszen 1100m wiec coś tam poczułem w nogach Pozdrawiam Łukasz3 punkty
-
@cyniczny - świetny, konkretny wypad 👍👍👍. Rozkręcasz się - w jeżdżeniu i w pisaniu. Może czas pomyśleć o założeniu bloga?2 punkty
-
Szykuje się inwestycja w Bieszczadach w Wańkowej - przetargi w trakcie, choć akurat w części z uwagi na przekroczenie budżetu inwestora zostały skasowane po otwarciu ofert: http://gospodarkapodkarpacka.pl/news/view/38331/wankowa-w-bieszczadach-rajem-dla-narciarzy-po-tej-inwestycji-owszem Docelowo ma powstać: Kolej 4-os o dł. 950 metrów; naśnieżanie itd. Terenów nie znam, ale zdaje się, że jak na Bieszczady to potencjalnie duża inwestycja. Jak ktoś lubi czytać dokumentację przetargową i wyciągnąć z niej więcej szczegółów: https://priolszanica.bip.gov.pl/publiccontracts/view/252342 punkty
-
Przeszedłem tylko ten fragment GSB. Może kiedyś pokuszę się o całość za jednym razem. Teraz planuję przejść we 1-3 dniowych fragmentach. Szlak w Bieszczadach jest dobrze oznaczony. Natomiast w Beskidzie Niskim trzeba uważać. Bo przebieg często nie jest jednoznaczny. No i do tego masa błota na szlaku. No ale podobno to wizytówka tego pasma górskiego:). Według mnie dobrze wcześniej zrobić kilka 2-3 dniowych wycieczek.Mnie mimo że szedłem tylko 5 dni ostatnie dwa dały w kość. Jeśli chodzi o przebieg GSB polecam przewodnik Leszka Piekło.2 punkty
-
Dwa tygodnie temu, jak jechaliśmy wałami nad Odrą, to właśnie mieliśmy do 8 m/s, bardzo mocno też wiało ze wschodu w długi weekend na Boże Ciało - na Bałtyku był sztorm. Dobrze, że wtedy tylko odcinek ok. 20 km był centralnie pod wiatr i to jeszcze na wygwizdowie pod Anklam, bo dał nam popalić. A tak to cały czas z wiatrem. Pod wiatr bywa ciężko, po prostu jedziesz powoli, bo szybciej się nie da. Albo wybierasz trasy w nieco bardziej osłoniętym terenie, jeśli jest taka możliwość. Ten rok wybitnie wietrzny.2 punkty
-
2 punkty
-
Jedna z największych hal Beskidu Wyspowego - Hala Michurowa, z panoramą Tatr dzisiaj jest opustoszała i zarasta. Postanowiliśmy z kolega wyjść, i spędzić tam jedną noc. Z piątku na sobotę na Hali Michurowej o powierzchni kilkudziesięciu hektarów spędza noc co najmniej 10-15 osób. W różnych jej miejscach. Palą się ogniska. Jest przyjemnie i spokojnie. Beskid Wyspowy jest moim ulubionym "Beskidem". Widać wyraźne przewyższenia gór, jakby rysowało je dziecko. Są to moje "Karpaty", te najbliższe, wymagające, znajome od dziecka. Najbardziej znajome ze wszystkich Beskidów. Na Ćwiliniu wymyślono ponad 100 lat temu określenie "Beskid Wyspowy". Samo określenie Ćwiliń jest z języka niemieckiego. Jestem u siebie - w Austro Węgrzech 🙂 Tu wszędzie są ślady tego państwa, do którego mam sentyment. Swoją dzikością bardziej przypominają ukraińskie Beskidy. Na większości szlaków trzeba się, nie omieszkam wspomnieć "przepierdolić", choć nie są to przewyższenia gór wysokich. Niemniej jednak w przed/popołudnie wyjeżdżając z Krakowa można tutaj "ciachnąć" solidne 600-900 metrów przewyższenia. Trochę się wahałem czy pisać o tym. Ale ta hala kiedyś zarośnie, i już jej nie będzie. Noc. Ognisko, długa dyskusja. Rano schodzimy do Gruszowca. Na przełęczy jest kultowy, niepozorny bar "Pod Cyckiem". Takiego czegoś nigdy nie uwidzieliście. Tam na górze było po 600-700 owiec - wspomina starszy mieszkaniec Gruszowca popijający piwo i wódkę. Rozmowa ciągnie się nam beztrosko przez godzinę. Wypijamy kilka piw, jemy gulasz z serc i gołąbki. W takich chwilach czas się zatrzymuje, i wszechświat zwalnia. Wychodzimy na przystanek w lekko-euforycznym-melancholijnym tonie, myśląc o tym co usłyszeliśmy. Czy Ćwiliń będzie tak magicznym miejscem jeszcze pod koniec naszego życia?2 punkty
-
Morze, piasek... "zagraniczne wczasy". Bułgaria żyje we wspomnieniach starszych pokoleń jako wymarzone miejsce odpoczynku. Egzotyczne miejsce kiedyś (nie lubię tego określenia). Wśród młodszych pokoleń jako tanie miejsce na wakacje. Wśród pracowników branży turystycznej obsługujących ruch turystyczny nad morzem - jako najgorszą klientelę. Bułgaria kojarzy się mniej więcej tylko z wybrzeżem. Nie... Mała, biedna bałkańska republika która nie poradziła sobie najlepiej z rzeczywistością od początku lat 90tych. Jeden z piękniejszych górskich krajów Europy w którym dane mi było być. Spędziłem w Bułgarii tydzień - 7 lat temu. Chodziłem kilka dni po górach Piryn, oraz zwiedzając kraj. Bułgarię zapamiętałem pozytywnie. Mam w pamięci spotkanych w górach ludzi, przypadkowego kierowcę którego zatrzymałem żeby mnie podwiózł - opowiadał że Bułgaria jest dnem bo tutaj wszyscy kradną z rządzie. Uśmiechniętą rodzinę która także zabrała mnie na autostop w kierunku Buzłudży. Maszynistę oraz kierownika pociągu osobowego relacji Trojan - Lewski w środkowej Bułgarii z którymi przegadaliśmy 3 godziny o naszych krajach. Konduktorkę w starym radzieckim trolejbusie ZiU-9 miasta Wraca która zażartowała że we wrześniu jeszcze noszę krótkie spodnie (było chłodno dla niej). Wraca była pierwszym bułgarskim miastem które zobaczyłem po wyjściu z pociągu Budapeszt - Sofia. Smutne bloki na tle majestatycznych gór Starej Płaniny. Wraca, wracam. Pod koniec lipca lecę do Bułgarii na tydzień. W góry. Będą to wyśnione wczasy, po ograniczeniach w podróży, Bułgaria wydaje się być spełnieniem marzeń. Jeśli macie wspomnienia, rady, itp będę wdzięczny. Planuje zrealizować 2 dniową wycieczkę po Starej Płaninie (centralna część), i 2 dni w Pirynie. Moje zdjęcia z przed kilku lat.1 punkt
-
1 punkt
-
Nic dodać, nic ująć - w takim zbiorczym wątku relacje trochę giną, a w blogu miałbyś to w jednym miejscu. Fajny wyluzowany klimat męskich wypadów i dobre zdjęcia - wreszcie byłoby coś innego, niż te moje i @marboru damsko-męskie duety .1 punkt
-
Dzięki bardzo, w sumie trochę myślałem o blogu, ale czytając Twoje i @marboru wpisy raczej na razie pozostanę przy tej formie - znam swoje miejsce:-) Choć z drugiej strony najbliższy wyjazd (prawdopodobnie ostatni w tym sezonie - tak wynegocjowałem z żoną) planuję na przełom sierpnia/września, tym razem zagranica, 4 dniówka, okolice Semmering. Może będzie to dobry moment na jego początek - zobaczymy.1 punkt
-
1. Tak, słyszałem o błocie i tak słyszałem o problemach z jednoznacznością i znakowaniem szlaku w Beskidzie Niskim. 2. To będzie samotny minimum miesiąc bez pośpiechu. Przewodnik jest, przestudiowany, mapy też. Wrzucaj fotki z kolejnych części - dzięki z góry.1 punkt
-
Nie do końca wiem, jak się to przelicza w cyferki, ale czytałem kiedyś wywiad z kolarzem z grupy WorldTourowej, nie pamiętam niestety z kim, który został zapytany o to, jak to jest, że on jest dość dobry w górach, a pochodzi i całe życie młodzieńcze trenował w miejscu, gdzie gór nie ma. On właśnie mówił o tym, że tam skąd pochodzi cholernie wieje (to chyba były jakieś tereny nadmorskie), a jazda pod wiatr jest bardzo dobrym treningiem na góry.1 punkt
-
Cześć Ja też nie pamiętam dnia bezwietrznego w tym roku a jeżdżę praktycznie codziennie (oprócz części weekendów). Ale powyżej 6 wieje rzadko. 8 - to mnie już zwala z roweru o Ewce nie mówiąc. Jak Wy tam w takim razie dajecie sobie radę w tych wichurach? Pozdrowienia1 punkt
-
U nas na Pomorzu trafić na bezwietrzny dzień, to jak spotkać jednorożca. Szczególnie w tym roku, gdy pogoda jest wyjątkowo niestabilna. Im bliżej wody, tym wieje mocniej. 3m/s to żaden wiatr, nad Odrą czy Zalewem często jest to 5-8 m/s. Ale można przywyknąć.1 punkt
-
Cześć Doszedłem mniej więcej do tego, że 3m/s już specjalnie nie czuję. Nawet ukułem taką teorię, że 1m/s w twarz to tak jak 1% podjazdu. Pozdrowienia1 punkt
-
Jak najbardziej się liczy,pod wiatr to też dobry trening i ciężka jazda.A z wiatrem to sama przyjemność. Ja akurat wole bezwietrzne dni1 punkt
-
Oj Jeeb jakiś ty głupi! Napisać po polsku nie potrafisz, zrozumieć prostego tekstu także nie potrafisz. Ty nie oceniaj innych tak jakbyś siebie oceniał. Jesteś człowiekiem prostym i tak tez myślisz, szufladkujesz ludzi pod potrzeby swojego postrzegania świata i ludzi. Proszę cię, bądź daleko ode mnie.1 punkt
-
1 punkt
-
Cześć Troszkę żartowałem. Zazdroszczę przydomowych możliwości. Ja się dzisiaj starałem jak cholera i przejeżdżając mniej więcej tyle co Ty zrobiłem może ze 100 metrów przewyższenia - z lubię podjazdy. A jazda w tempie pod wiatr przez 20 km się liczy? Pozdrowienia serdeczne1 punkt
-
1 punkt
-
..fajne zdjęcia -takie klimatyczne, mięciutkie i cieple (wole takie niż przegięte HDRy) ..no może oprócz krowy 😉1 punkt
-
singletrack glaciensis pętla Rudka Pojawiły się wątki o singletrack, więc wrzucę coś z tygodniowego urlopu w Kotlinie Kłodzkiej dokładnie w Starej Morawie koło Stronia Śląskiego. Nie był to wyjazd stricte rowerowy, nawet rowerów nie wiozłem ze sobą jedynie wypożyczyłem na miejscu na dwa dni. Pierwszego dnia całą rodziną zrobiliśmy pętlę po asfaltach przez Kletno i Janową Górę (stromy podjazd) do ośrodka narciarskiego Czarna Góra i z powrotem przez Stronie Śląskie. Niby kilometrów nie za dużo ale prawie 10km cały czas pod górę i drugiego dnia rano rodzinka nie chciała iść na rowery (dopiero w południe poszli) więc miałem chwilę dla siebie i pojechałem na singletrack. Jako, że miałem ograniczony czas wybrałem krótszą pętlę Rudka. Generalnie bardzo mi się podobało, wolę jeździć po lesie i szutrach niż po asfaltach, tutaj trasa jest wysypana kamykami które znacznie poprawiają przyczepność i podjazd nie daje aż tak w kość. Według opisu ze strony trasa jest średnio wymagająca kondycyjnie i bardzo wymagająca technicznie, z tym drugim bym się nie zgodził, nie jestem zbyt doświadczony w zjazdach ale większych trudności nie zauważyłem (no chyba że za wolno jechałem, ale aż tak wolno nie było). Cała pętla to około 4,5 km podjazdu i tyle samo zjazdu plus dojazd do początku szlaku. Całkiem fajna trasa ale chyba słabo wypromowana, nie spotkałem zupełnie nikogo ani na szlaku ani na dojeździe do niego. Poniżej kilka zdjęć ze szlaku i jedno, jako że to forum narciarskie z wyciągiem w Bolesławowie (stacja Kamienica). Największym plusem jest to że zjeżdżając nie powinniśmy spotkać nikogo podjeżdżającego, no i większość czasu jedziemy w lesie więc nie jedzie się w pełnym słońcu.1 punkt
-
Dzięki, dzięki:-) Sam rower to w sumie żaden cud, ale ma to co chciałem, czyli tarczowe hamulce hydrauliczne, a de facto hybrydy TRP, sztywna przednia oś oraz możliwość wsadzenia opony do 32C. Dodatkowo ma już takie przełożenia, że nic więcej nie będę zmieniał - napęd 2x11, korba kompaktowa 50/34, kaseta 11-34, wszystko shimano 105 + blaty praxisa. W felcie wymieniałem tylną przerzutkę, bo miałem krótki wózek i najlżejsze przełożenie 34-28. To na dłuższych podjazdach powyżej 10% jednak było zdecydowanie za twardo. Po wymianie przerzutki na wózek GS już było lepiej, bo najlżejsze zrobiło się 34-32. Rama aluminium+widelec karbonowy - czyli też to samo jak w felcie. Rozmiar ramy praktycznie taki sam jak poprzednio, czyli 56 cm - mam 180 cm wzrostu, więc zazwyczaj jestem pomiędzy rozmiarem 54-56. Jak wspomniałem jest zupełnie inna geometria i już czuję, że to jest znacznie lepiej, mimo iż raptem 100km za mną. Pozycja mniej agresywna, no i oponki 28C już się bardzo polubiły ze ścieżkami z kostki którymi muszę jeździć do roboty:-)1 punkt
-
Wczoraj trochę zmodyfikowałem jedna z moich ulubionych tras Wisła Puszcza Kozienicka i tym razem odcinek Wiślany pokonałem wschodnim brzegiem. Zrobiłem kilka zdjęć z nowego fragmentu. Trasa biegła koroną wału Z lewej strony mijałem wyspy na Wiśle. Z prawej jeziorka starych odnóg Wisły. W połowie drogi między Dęblinem a Maciejowicami odbiłem od Wisły w kierunku wiosek położonych częściowo jeszcze przy drogach szutrowych, aby ominąć ruchliwą nadwislanke Gryka jak śnieg biała Przeprawa promowa niedaleko elektrowni Cała trasa wyglądała tak. Pozdrawiam Marek1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
niech płacą a ja dzisiaj byłem na nartach, skipass na 30 dni kosztuje 99 euro1 punkt
-
1 punkt
-
Od maja odkrywam na nowo m.in. Beskid Wyspowy. Jest to bez wątpienia mój ulubiony Beskid, który przechodziłem cały w dzieciństwie. Udało mi się wejść na Ćwiliń, Lubogoszcz oraz Luboń Wielki. Wycieczkę najlepiej zacząć od kawy po turecku... Pierwsze w tym roku borowiki ceglastopore. Jedne z moich ulubionych grzybów, rzadko zbierane. Na każdej wycieczce staram się poświęcić trochę czasu aby coś pozbierać i przywieźć do jedzenia. Grzyby, rośliny, etc. Maj, to miesiąc zbierania pędów sosny z których można zrobić syrop/nalewkę, lub surowe młode pędy poszatkować i dodać jako posypkę do np. spagetti (polecam!) Prawie jak buka...1 punkt
-
Połaziłem rodzinnie przez długi weekend w okolicy Małego Skrzycznego. Celem była trasa spacerowa z warunkiem "ale żeby tłumów nie było". Pomimo długiego weekendu i mega popularnej okolicy można trafić tereny po których absolutnie nikt nie chodzi ! Wszystkie stokówki były puste. Można też jakieś potencjalne linie pod zjazdy rozeznać na przyszły mega śnieżny sezon. Obadałem dokładnie miejsce z którego jest zasilany zbiornik na hali i już wiem, który to ciek odpowiada za wodę Mapka i parę fotek poniżej: Pozdrawiam mirekn1 punkt
-
Poszlajałem się wczoraj po Beskidzie Śląskim zaliczając trzy ośrodki narciarskie (wiem, że z jedną trasą to nie ośrodek ). Trasa z Ustronia Polany przez Czantorię, Soszów na Stożek i nazad na parking pod Czantorią. Beskidzki standard grzbietem w obie strony. Pogoda super. Pomimo wcześniejszych opadów - w miarę sucho. Ludzi, jak na ten najpopularniejszy szlak mało. Schroniska po drodze czyli Soszów i Stożek czynne. (choć na Soszowie mizernie z dobrymi piwami a był pełen asortyment browaru Zamkowego z Cieszyna). Jedyna rzucająca się "inwestycja" narciarska to nowe odprowadzenia wody z niebieskiej trasy na Czantorii. Stan szlaku jak na taką popularność dobry, jedynie odcinek przy zejściu z Czantorii w stronę stacji Światowid wymaga odrobinę uwagi. Wyszło tego około 25 km i 1350 verticala. Parę fotek. Pozdrawiam mirekn1 punkt







