Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
01.09.2020 - 01.09.2020
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 01.09.2020 uwzględniając wszystkie działy
-
Środa: dzień na luzie – rowerem dookoła Ossiacher See i Gerlitzen Po czterech intensywnych dniach zakwasy i „zmęczenie materiału” trochę już dawały się we znaki. Kolejny dzień potraktowaliśmy więc nieco ulgowo i zaplanowaliśmy krótszą, bo około pięćdziesięciokilometrową wycieczkę rowerową wokół jeziora Ossiacher See, znajdującego się blisko Villach oraz letnią eksplorację następnej narciarskiej góry – Gerlitzen, wznoszącej się nad brzegiem jeziora. Gerlitzen w lecie jest mekką paralotniarzy. Najpierw mieliśmy okazję podziwiać lądowisko u stóp góry. Na jeziorze też sporty wodne wszelkiej maści – żagle, kajaki, sup-y, windsurfingowcy i narciarze. Wodni – oczywiście. A jeziorko bardzo ładne i malowniczo położone w rynnie wśród wzgórz. Szkoda tylko, że praktycznie cała linia brzegowa jest zabudowana – prywatne domy, hotele, płatne kąpieliska, więc dostęp do jeziora jest mocno ograniczony. Bardzo komercyjne miejsce i dość zatłoczone. Ścieżka rowerowa biegnie praktycznie przy samej szosie i linii kolejowej, a nie przy jeziorze, więc wrażenia – takie sobie. W miejscowości Annenheim zostawiamy rowery w garażu podziemnym przy dolnej stacji wyciągu i malutkimi, czteroosobowymi gondolkami wjeżdżamy na stację pośrednią ośrodka Gerlitzen Alpe. Na peronie dystans społeczny i pandemiczna instrukcja zajmowania miejsc. Do gondolki mogą wejść cztery osoby z jednego gospodarstwa, albo dwie niemieszkające razem i należy cały czas być w maseczce. Pewnie podobnie będzie zimą. Nieco więcej dowolności jest na kanapie Gipfelbahn, wjeżdżającej na szczyt. Zaraz obok górnej stacji startują wspomniani paralotniarze. Można się również zapisać na lot w tandemie. Chyba fajna sprawa, zwłaszcza w takiej okolicy. Panorama ze szczytu jest imponująca – i to w każdą stronę. Na północy bielą się Wysokie Taury: Na południowym zachodzie widać ośrodek Dreiländerecke, który odwiedziliśmy poprzedniego dnia oraz Alpy Julijskie A na południowym wschodzie – jezioro Wörthersee i Karawanki Klagenfurt Drawa i jezioro Faaker See Wyciągi rozchodzą się gwiaździście ze szczytu, tylko śniegu brak … Na pocieszenie podskubujemy z krzaczków dojrzałe jagody. Mniam! Kwiatuszki… Postanawiamy zejść pieszo do pośredniej stacji, bo jest bardzo widokowo: Spotykamy szczęśliwe krowy Pośrednia stacja to również w lecie dość rozrywkowe miejsce – jakieś trampoliny, dmuchane koła, muzyka, gastronomia itp. Jeszcze chwila i jesteśmy znów przy jeziorze. Objeżdżamy na drugą stronę w nadziei, że uda nam się znaleźć jakieś mniej skomercjalizowane zejście do wody, ale w końcu lądujemy na trawiastej plaży przy restauracji. Kąpiel późnym popołudniem w krystalicznej wodzie górskiego jeziora mimo wszystko przyjemna. Temperatura wody – na pewno wciąż powyżej 20 stopni, a jeszcze kilka dni wcześniej było to 26 stopni. Ponownie kończymy dzień na starówce Villach. [cdn.]5 punktów
-
Urlop, urlop – i już po urlopie! W Villach, gdzie dotarliśmy w ubiegły wtorek i zostaliśmy na trzy noclegi, był słabszy internet i nie ładowały się zdjęcia, więc niestety nie dało rady kontynuować bloga na bieżąco. Zapraszam więc na wpis retrospekcyjny – przynajmniej wszystko będzie w jednym miejscu. Dla porządku: piątek, sobota, niedziela, poniedziałek. Wtorek: Doliną Gail - z Hermagoru przez Arnoldstein do Villach Rano, po pysznym śniadaniu, opuszczamy gościnny pensjonat w Watschig, prowadzony przez rodzinę sympatycznych Węgrów. Może wrócimy tu kiedyś zimą, aby pojeździć w Nassfeld? Przejeżdżamy jeszcze raz przez Hermagor, kierując się w stronę jeziora Presseger See. Wschodni i zachodni brzeg porastają trzcinowiska, które są siedliskiem ptactwa. Wygląda trochę jak w rezerwacie Świdwie, niedaleko którego mieszkam – ale tylko trochę. Ech, szkoda, że na Pomorzu brak takich wspaniałych gór, które piętrzą się po obu stronach doliny Gail! Brzeg południowy jeziora to piesza ścieżka, nieco wyniesiona nad linię brzegową, a przez to bardzo widokowa. Prowadzimy rowery i podziwiamy krajobraz Do is schön – tu jest pięknie! Rzeka Gail po ostatnich opadach przybrała brunatny kolor i płynie szerokim korytem, nie przypominając górskiego potoku z poprzedniego dnia: Na szlaku zdarzają się i takie niespodzianki : Mijamy uroczą wioskę Vorderberg, gdzie zatrzymujemy się na radlerka w tamtejszym Gasthofie. Pogoda cudowna – ciepło, ale nie upalnie, świeci słoneczko i piękne krajobrazy dookoła. Z błogostanu w dolinie Gail wytrąca nas następny odcinek – do Arnoldstein. W miarę płaską ścieżkę rowerową zamieniamy na podjazd mniej lub bardziej ruchliwymi drogami. W Arnoldstein robimy zakupy na lunch i na chwilkę zatrzymujemy się na moście, nieco zdziwieni górniczymi tradycjami miasteczka. Mianowicie kiedyś istniała tutaj duża huta ołowiu. Teraz powyżej miejscowości mieści się niewielki ośrodek narciarski Dreiländerecke, a wyciąg krzesełkowy jest czynny również latem. Aby się tam dostać, trzeba pokonać podjazd – morderczo stromy w początkowym odcinku. To jedyne miejsce, gdzie musiałam zsiadać z roweru i pchać go razem z sakwami pod górę , mając nadzieję, że widoki na górze będą warte tego trudu. Przypinamy rowery w stojaku przy budynku kas, a sakwy zostawiamy na przechowanie u wyciągowego. Trochę archaiczną trzyosobową kanapą wciągamy się na górę. Jest ciepło, słonecznie, więc przyjemnie się nieśpiesznie jedzie podziwiając widoki. Ale pewnie w mroźne, zimowe dni można przymarznąć do krzesełka w czasie takiej długiej jazdy. Narciarskie wrażenia z tego ośrodka opisywał nie dalej jak pół roku temu @marboru. A jak jest w lecie? Też pięknie! Z górnej stacji krzesełka podchodzimy kilka kroków na polanę. Lunch w takiej scenerii to sama przyjemność – za nami słoweńskie Alpy Julijskie … Przed nami austriackie Alpy Gailtalskie i dolina Gail, którą przemierzyliśmy rowerem a na zachodzie – na granicy austriacko-włoskiej – Alpy Karnickie. Na wschodzie zaś widok na Villach i Kotlina Klagenfurcka z karynckimi jeziorami. Do trójstyku granic w zimie można podjechać na nartach – orczykiem i trasą, w lecie to niespełna półgodzinny spacerek. Po drodze ekspozycje ukazujące, jak granica wyglądała w czasach przed Schengen i przed przystąpieniem Austrii do Unii. Obecnie, gdy znów wisi nad nami widmo zamknięcia granic, a Słowenia poniekąd znów się zamyka, ta ekspozycja napełnia nas trochę smutkiem. Granica ze Słowenią zagrodzona jest kolczastym drutem, tylko przy samym trójstyku – tam skąd odchodzą piesze i rowerowe szlaki do Kranjskiej Gory – jest swobodne przejście. Chwila odpoczynku przy drewnianym „grzybku” upamiętniającym trójstyk również trzech największych grup językowych Europy – słowiańskiej, germańskiej i romańskiej. Trzeba jednak pilnować czasu i zjechać w dół przed siedemnastą, żeby odebrać bagaże z dolnej stacji. Dalej – do Villach – jedziemy fragmentem długodystansowego szlaku Alpe-Adria-Radweg, prowadzącego z Salzburga do Triestu. Kto wie, może kiedyś zrobimy całość? Znajdujemy nocleg blisko centrum, na tyle wygodny, że postanawiamy zatrzymać się na dwa kolejne i w następne dni pojeździć po okolicy „na lekko”, bez sakw. Dzień kończymy spacerem po starówce i kolacją we włoskiej knajpce o skądinąd również trochę narciarskiej nazwie „La Gondola” . Wieczorne impresje z Villach: [cdn.]4 punkty
-
Na fajny kanał trafiłem na YT oglądając relacje z ośrodków narciarskich. Oprócz tego, że bardzo fajnie przedstawione ośrodki to jazda gościa jest niesamowita. Tym bardziej, że nie jest to jakaś specjalnie kręcona demonstracja a normalna jazda w zadanych warunkach terenowych wśród innych narciarzy. Gość pociska niesamowicie. Przykładowy filmik z Ischgl. Chłopak ma tego niemało na swoim kanale. Pozdrawiam.2 punkty
-
Bielska Perć wbrew pozorom, była dla nas bardzo ciekawa i fajna Przede wszystkim - pierwszy raz w życiu w tej części gór... gór niezwykle wysokich a po drugie - w świetnym Towarzystwie! Dlatego odcinki graniowe pokonywaliśmy kolejką - ogarnął nas strach, a na szczycie Klimczoka - dobrze, że mieliśmy Przewodników, bo pogoda jaką zastaliśmy była fatalna. Nie od dzisiaj wiadomo, że teren mocno wypiętrzony należy znać jak własną kieszeń kiedy dookoła "ostry cień mgły" 😮 Kilka zdjęć z "Bielskiej Perci" Pierwsza gondola na Szyndzielnię? Stacja dolna: Piękne gondolki - aż żal, że narciarsko kompletnie niewykorzystane Widok na BB: Klimczok 😮 Trasa narciarska tu, trasa tam... Potencjał miejsca - ogromny! Widok w stronę Jeziora Żywieckiego I jest kawałek przestrzeni dla SkiManiaków Jest również część komercyjna, gdzie ruch narciarski jest duży...jak jest śnieg... Oj w Radomiu przydałaby się taka górka na miejscu!!! Dla mnie, nizinnego narciarza, do treningu było by idealnie! I na koniec...w obiektywie nasz Przewodnik: Tożsamości nie chciał ujawnić... Straszył swoim Brytanem, to grzecznie jedno zdjęcie od tyłu Bardzo dziękujemy za świetny dzień, raz jeszcze!!!! Dziękujemy Thx! @tanova @Annaa w tej chwili realizujemy Turystyczną Koronę Tatr...i niewiele nam tutaj już brakuje. Generalnie, ta szlakowa część...ktoś ją spisał zupełnie bez sensu...i w sumie, to tą turystyczną koronę tatr ułożyłem sam. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że ktoś, w tej niby oficjalnej umieścił przełęcze - my z Paulą nie traktujemy przełęczy jako główne cele i uważamy, że to bez sensu, że poza szczytami, są takie miejsca w Koronie???!!! Z drugiej strony w tej koronie nie ma odznaczonych wierzchołków. które swoją wysokością dochodzą do 2200 m npm (kilka gór powyżej wysokości 2000 nie ma na tej liście)...a są w niej np. Giewont 😮 Jaja to są jakieś! Takkk podobne, w sumie, jaja jak w Koronie Gór Polskich gdzie błędów geograficznych jest cała masa. Rozumiemy takie komercyjne projekty, ale realizujemy w sumie swoje plany i cele I tak z "Turystycznej Korony Tatr ala marboru" brakuje nam jeszcze w pierwszej bodajże 30 szczytów: Szpiglasa, Jagnięcego, Jakubiny, Jarząbiczego Wierchu, Ostredoka, Wyżnej Magury, Barańca, Smreka, Małego Barańca... @Annaa lista, którą wysłałaś w linku jest oczywiście również w planach... I z wymienionej 14stki mamy już zaliczone trzy cele Rysy, Krywań, Sławkowski Szczyt (te dwa ostatnie są opisane na blogu niedawno) W planach na jesień jest również góra z tej listy...ale nie chcę zapeszać, bo pierwszy wypad się nie powiódł - nie udało się znaleźć odpowiedniego Przewodnika z uprawnieniami....ale tutaj może uda się w niedalekiej przyszłości zaradzić. Pozdrawiam serdecznie Mariusz2 punkty
-
2 punkty
-
W tym roku, zachowując zasady dystansu społecznego, spędziłem na wodzie około 30 dni. SUP chodził za mną od jakiegoś czasu (8 lat temu zobaczyłem je pierwszy raz na żywo w Bledzie). W tym roku moje dzieci, za namową żony, postanowiły spróbować widnsurfingu, więc i ja wróciłem na deskę po 20 latach przerwy, kupując sup-a do którego można podpiąć pędnik. Tak to wyglądało. Czasem miałem pomoc na desce. Widoczki na różne jeziora. Ładnie, widokowo. Nieco mniejsze, też były pływane. I takie też. Chyba moje ulubione w tym sezonie. Nawet wodne place zabaw się trafiały.1 punkt
-
Słowacka „Orla Perć”, to był nasz kolejny cel, który osiągnęliśmy w zeszły piątek. Ok 27 kilometrów, graniowego szlaku w Tatrach Zachodnich i mniej więcej 2200 metrów przewyższeń, również po łańcuchach, i po mocno eksponowanym terenie skalnym. Całość zajęła nam 13 i pół godziny, a cała trasa w składzie ma 13 dwutysięczników i 3 niższe szczyty. Rakoń 1879 m npm Wołowiec 2064 m npm Ostry Rohacz 2084 m npm Rohacz Płaczliwy 2125 m npm Nohavica 2051 m npm Trzy Kopy, w której skład wchodzą: Przednia Kopa 2150 m npm Drobna Kopa 2090 m npm Szeroka Kopa 2090 m npm I następnie: Hruba Kopa 2166 m npm Banikov 2178 m npm Pachoł 2167 m npm Spalena 2083 m npm Mały Salatyn 2046 m npm Salatyn 2048 m npm Telaciarky 1936 m npm Przedni Salatyn 1624 m npm Zapraszam, do kolejnej, niemałej, ale obfitującej w piękne widoki, tatrzańskiej fotorelacji poniżej Auto zostawiamy na parkingu ośrodka narciarskiego Rohacze, ruszamy na szlak i po krótkim trawersie zielonym szlakiem, wchodzimy na odcinek asfaltowy... ...aż do... jak, to nazwałem "Tatusiowego" Schroniska Tutaj podchodzimy w stronę przełęczy. Jest pusto o poranku, a pogoda zapowiada się bombowa!!! Robimy sporo zdjęć i na każdym z nich znajdują się szczyty, które później będziemy zdobywać 😮 Jesteśmy na przełęczy! Zdobywamy Rakoń. W oddali? Tatry Wysokie - nie tak dawno je eksplorowaliśmy Od lewej Wołowiec, później pojawiają się Rohacze - Ostry i Płaczliwy, a w dalszej części kolejne nasze cele. Zbliżenie na drugą połowę naszej wędrówki: Bojowe nastawienie Pauli! W dole Rohackie jeziora: Wołowiec mamy szybko I idziemy dalej... Ku Rohackiemu Koniowi 😮 Spotykamy Kozice...tym razem w grupie W ogóle się nas nie boją 😮 I jeszcze raz pierwsza ambitna część szlaku przed nami. Ostry...a na dole przyjazne stadko Wchodzimy coraz wyżej. I pojawiają się pierwsze łańcuchy. Widok w dół? Proszę: Charakterystyczna grań na słowackiej "Orlej Perci": Paula walczy! Generalnie ma sporo szacunku dla graniowych fragmentów szlakowych u niej...rozmawiamy potem i okazuje się, że woli te bardziej pionowe wspinaczki Radość z pokonanego, eksponowanego fragmentu: Kolejność zdjęć w fotorelacji jest następująca... najpierw moje z aparatu, a w drugiej części będą Pauli, robione kamerą Kolejny cel - Płaczliwy! Zejście z Ostrego: Gdzieś w oddali kolejne ambitne cele Spojrzenie w tył (przed chwilą tam byliśmy): ...a na Słowacji gdzieś chyba wybuchła mała bomba atomowa...? Oto pozostałość... Zdobywamy Rohacza Płaczliwego Zbliżenie w dal...i zachwyt... ...tak... Pani też to czuje Marboru w charakterystycznym miejscu płaczącej góry: Chwila przerwy i idziemy dalej... W dole ponownie Rohackie Plesa: Nasza dotychczasowa droga... Widok w stronę Słowacji i po lewej stronie, skryty w chmurach kolejny cel naszych wędrówek tatrzańskich. Przedzieramy się dalej... ...i jest adrenalina!!! Są łańcuchy i są ekspozycje 😮 Paula radzi sobie doskonale w takich miejscach! Dochodzimy do "Narciarskiego Szczytu" Kto zgadnie, co to za wierzchołek? Tu czuję się jak u siebie Dalej? Igła... Kolejna graniówka - Paula już w przeciwwietrze oraz w kapturze. Wieje coraz mocniej. Tuż przed kolejną zdobyczą... ...i jest! Najwyższy punkt naszej wyrypy. ...i lecimy dalej! Pachoł!!! Widać od razu... ...i co? I idziemy dalej. Daleko, daleko... Krywań! Piękny jest skubaniec. ...i inne tatrzańskie kolosy. No ale komu w drogę, temu czas... trakt czeka. Niby łatwo, a łatwo nie jest. Pojawiają się łańcuchy i trochę terenu lekko wspinaczkowego. Ważne, że praktycznie sami w okolicy i to, że droga się nam skraca W oddali górna stacja w Rohaczach: Mijamy Salatyny... Serduszko... wiadomo! Schodzimy. Łagodnie, skiturowo. I w dół, i w dół...i kolejne punkty odhaczone na trasie... ...tak!!!! Można się zachwycić tym gdzie byliśmy, jak to wygląda z oddali. Panorama całego naszego szlaku - od Rakonia...aż do Salatyna: Jeszcze ostatni punkt i schodzimy na sam dół. A teraz pora na zdjęcia z GoPro Hero 8. Ręka Pauli Marboru w drodze na Wołowiec: Widok z Wołowca na Rakoń i dalej...po horyzont! W stronę Tatr Wysokich i Polski: Wołowiec i słup graniczny: Walka na Ostrym! Krew płynie wyraźnie szybciej w człowieku. Piękna grań Konia! I jestem na szczycie Teraz zejście. I kolejny wierzchołek... jest radość!!! ...i ponownie w dół ...tym razem w górę Chwila na nawodnienie i sekunda zadumy... I jest pięknie!!! Ja zdecydowanie wolę iść ku niebu, niż ku piekłu, czyli w dół Razem up...!!! Chwila płaskiego: I ponownie up, up!!! Cudownie!!! I lubiane miejsce przez Skiturowców Na koniec mapa naszej wędrówki Dotrwaliście do końca? Nam było kondycyjnie trudno, ale daliśmy radę!!! Cóż? Ponownie nogi bolo!!!! 😮 Kiedy kolejny raz odwiedzimy Tatry? Mam nadzieję, że już we wrześniu. Jesteśmy oczarowani tymi turniami... Pozdrawiam serdecznie marboru PS. Link do galerii zdjęć:1 punkt
-
Witajcie, To prawdopodobnie wynik skróconego sezonu narciarskiego 2019/20, ale okropnie dłuży mi się okres letni. Nie żebym go zaniedbywał, bo jako biegacz długodystansowy robię co trzeba, chociaż 90% planów startowych nie doszło do skutku, a poza tym odkryty niedawno, bo jakieś 2 lata temu, indoor cycling zajmuje mnie bardzo (poza tradycyjnym rowerem), to jednak wyglądam już tej pory roku, która zwiastuje rychłe nadejście nart. Stąd śledzę rozmaite miejsca w sieci i natrafiłem na taką oto fotkę: Oczywiście, że to gondole. Otóż w Predazzo, tam koło skoczni jeździły takie trochę wiekowe białe kubełki. Teraz będą czerwione jak Ferrari nowiutkie gondole panoramiczne. Osobiście nie darzę wielkim uczuciem gondoli, pod którymi nie ma trasy na przysłowiowy parking, ale mamy sierpień i ... wszystko mi się podoba, Zwykle na Latemar wjeżdżałem od strony Pampeago, ale może tym razem...1 punkt
-
Nie ma to jak rozpocząć sezon narciarski w lipcu... i to na Litwie! Palując wyjazd rowerowy na Podlasie, nie mogłem sobie odmówić skorzystania z okazji i postanowiłem pojechać na narty na Litwę. Pewnie wielu z Was to bardzo zdziwi, ale na Litwie, w Drusiennikach w odległości zaledwie 70 km od Suwałk, znajduje się wielka hala narciarska. Obok sprzętu rowerowego - roweru, kasku, rękawic, okularów... zabrałem do mojego samochodu także sprzęt narciarski - narty, kask, rękawice i gogle. Z wjazdem i powrotem z Litwy nie było problemu, wiec jedne z upalnych lipcowych dni dni spędziłem w temperaturze - 5C w wielkiej, wypełnionej sztucznym śniegiem lodówce. Jak było? Zobaczcie sami, zapraszam!1 punkt
-
hahaha żaden masochizm, tylko mocne łopatowanie pod wiatr...a z wiatrem sielanka Żagielek, ten co mamy - to dekathlonowska produkcja za 100 złotych. Do pneumatyka nadaje się idealnie, bo to lekki kajak. Można na nim pływać w wiatrach pełnych i półwiatrach...halsowanie jest z nim niemożliwe...no chyba, że człowiek by wymyślił i zastosował jakiś mały maszt lub bom. Jest tutaj przestrzeń dla majsterkowicza. Zazdroszczę Ci tego Jezioraka całego - my musimy tam wrócić by go wyeksplorować w całości. Pomyślnych wiatrów @Mitek!!! Wspomnienia pozostają z nieoczywistych przygód. Pozdrawiam @gregre0 Pływanie dużą jednostką jest fajne... ...ale fajne jest też pływanie z żaglem na kajaku - inne proporcje, inne emocje. Człowiek jest bliżej wody i mam wrażenie bardziej tą wodę czuć. To zupełnie dwie inne historie. Warto spędzać czas, i tak, i tak1 punkt
-
Tak z ciekawości zapytam, dalej wierzycie że był, jest jakiś śmiertelny wirus czy już w końcu wam się lampka zapaliła. Teraz w sobote był w Berlinie protest przeciw tej ściemie na którym było 4 miliony ludzi. Ale pewnie Polskie media milczą. 🙂 Były takie zakazy, moi koledzy jeżdżą prawie co weekend do Polski i nie mają problemów. Skąd wiedzą czy jedziesz na dzień czy tydzień. Były jakieś kontrole. 🤔 Nie wierz we wszystko co piszą, tak to jest ale to bardziej teoria.1 punkt
-
Ciekawa ta hybryda, choć jednak osobiście chyba wolę po jeziorach i większych akwenach żeglować typowym jachtem, a kajaki bardziej mi pasują na nieduże lub średnie rzeki.1 punkt
-
Nie wiem czy oglądałeś tylko ten film. Popatrz sobie na jego relacje z Saalbach. Tam jest dużo jazdy po nierównym. Śmigi wali też fajnie. Tu po prostu ma lotnisko to śmiga po tramwajarsku. Te filmy z Saalbach pokazują dużo więcej technicznej jazdy. Pozdrawiam.1 punkt
-
1 punkt
-
Na kajakach było bardzo fajnie Pływanie z żaglem na sporym wietrze dało nam kilka zastrzyków adrenaliny i jeśli coś będziemy jeszcze pływać, to będą to raczej eksploracje dużych zbiorników, gdzie możemy wystartować i wrócić do jednego miejsca, tam gdzie porzucimy auto. Idealne dla nas są spore zbiorniki zaporowe na rzekach - na takich można pożeglować, ale również można wpłynąć pod prąd w taki ciek i wrócić później z prądem. Do jezior niestety mamy daleko1 punkt
-
1 punkt
-
No super. 💪...Kiedy Wielka Korona Tatr? https://8a.pl/8academy/wielka-korona-tatr/1 punkt
-
Dzięki za kolejną fajną relację. Macie jeszcze plany w tym roku na sezon kajakowy, czy raczej góry i rowery?1 punkt
-
Piękna i ambitna wyprawa z narciarskimi akcentami oraz imponująca galeria zdjęć . Zazdroszczę (ale tak w pozytywnym sensie), że macie na tyle blisko i na tyle dobrą drogę, że możecie sobie zrobić wypad na weekend. W takim razie z niecierpliwością czekam na kolejną tatrzańską relację. Dokąd we wrześniu? Macie konkretny cel? Pozdrowienia1 punkt
-
Ja też dokładnie tak pamiętam warunki tam panujące. Byłem tam chyba 5 lat temu. p.s. W samych Druskiennikach: tanie kwatery, masa ścieżek rowerowych, kolej gondolowa, super park linowy i swego czasu fajny aqua park.1 punkt
-
Ciekawe,czy poprawili się z przygotowaniem trasy-gdy ja tam byłem na treningu,ze dwa lata temu,do wyboru były zwały kaszy lub czyste lodowisko...1 punkt
-
Czy ciekawe, to nie wiem, spróbować raz można Będąc kilka lat temu w pobliżu wstąpiłem. Sama jazda nie jest szczególnie ciekawa - te 300 parę metrów stoku i wolne krzesło, wszystko zamknięte w metalowej puszce śnieg w stylu wiosennej kaszy. Widzę sens jedynie, żeby jechać tam na treningi.1 punkt
-
Oczywiście, że tak jest. Długość stoku podawana jest od ściany do ściany, więc nie ma możliwości, żeby czystej jazdy "z górki" było 450 m.1 punkt
-
Jazda w hali to musi być ciekawe przeżycie, trzeba będzie kiedyś spróbować, może za rok. Szkoda, że w Polsce wszystkie pomysły dotyczące budowy hali upadły, a było ich kilka.1 punkt
-
Cześć Mam wrażenie, że te 450m jest liczone po całości czyli z wybiegiem i płaskim górnym "peronem". Wydzielony stok sportowy ma długość 350 m, a przynajmniej tak podają, przy tej samej różnicy poziomów. Jeżeli coś pomyliłem czy się nie znam to oczywiście przepraszam. Pozdrowienia1 punkt
-
OK, to zalicz mi 4 lipca to przy 66 metrach deniwelacji wychodzi koło 15% dokładnie W Neuss trasa ma 250 metrów długości i 50m deniwelacji czyli dokładnie 20%1 punkt
-
1 punkt
-
To dla mnie nie jest jako tako problem. Jest na to sposób - nie pisać nic, a opowiadać tylko najbliższym. Szczególnie że nie płacą mi za pisanie, i coraz częściej mi się już nie chce... Najważniejsze są wspomnienia dla mnie. Na całe szczęście kolejki udaje mi się unikać w prosty sposób - i tak z reguły jeżdżę w "mało popularne" miejsca (wystarczy zajrzeć w moje relacje), oraz omijam weekendy. To nie zmienia faktu, drogi @Ziemowit że ludzie w dużej mierze nie myślą racjonalnie. Dla wielu ludzi sztywna nielogiczna zasada podana przez populistyczny rząd, nagłośniona w mediach jest święta.1 punkt
-
Z dość dużą dozą prawdopodobieństwa, część ludzi (w tym pewnie ja), jeśli gdzieś jakoś pojedzie to nie zdecyduje się na spisanie relacji. O ile wyjazd w lecie wyjazd spotyka się z aprobatą społeczną, o tyle w okresie przejściowym lub zimowym niekoniecznie. Część moich znajomych pomimo lockdownu tj. zamkniętych lasów w marcu/kwietniu/maju i tak gdzieś pojechało, ale nie wrzucali nigdzie zdjęć ze względu na silny hejt.1 punkt







