Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      20

    • Liczba zawartości

      2 774


  2. Lexi

    Lexi

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      3 902


  3. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      4 038


  4. moruniek

    moruniek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      2 943


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 02.09.2020 uwzględniając wszystkie działy

  1. Sobota – powrót do Lienz Padało w piątek wieczór i całą noc. W sobotę rano niebo było zaniesione, ale deszcz – pomimo pesymistycznych prognoz – ustał. Więc ruszamy w drogę, przez kukurydziane pola i karynckie wioski. Czasem zza chmur wyłaniają się zarysy gór. Nieopodal miejscowości Berg im Drautal trafiamy na drogowskazy do dwóch wąwozów – Ochsenschlucht i Geisslochklamm. Zaglądamy do drugiego z nich – wygodna ścieżka zmienia się jednak wkrótce w skakanie po kamieniach w korycie rzeki, a tabliczka oznajmia, że dalej szlaku nie ma. Próbujemy jeszcze kawałek, ale mżawka i śliskie głazy jednak zniechęcają i wkrótce zawracamy. W wąwozie: Dojeżdżamy do Oberdrauburga. Tutaj, przy kolarskiej metaloplastyce symbolicznie zamykamy pętlę naszej objazdówki – w lewo odchodzi droga na przełęcz Gailbergsattel, na którą wjeżdżaliśmy w niedzielę, a prosto prowadzi szlak w stronę Lienzu. I znów most graniczny między Karyntią i Tyrolem Wschodnim. Wiatr wzmaga się, na szczęście mamy go „w plecy”, więc nie przeszkadza. Nurt Drawy znów robi się bardziej rwący, a wokół wyłaniają się ponownie ostrzejsze kontury Dolomitów Lienzkich. 50 km do Lienzu - a właściwie do Leisach k/Lienzu - pokonujemy do około piętnastej – dziesięć minut później lunął deszcz i zaczęła się burza, która tłukła się cały wieczór. Ale mamy wyczucie czasu ! Spacer po lienzkiej starówce – niestety w strugach deszczu. Ulewa towarzyszyła nam też w drodze powrotnej samochodem, ciężko się jechało 11 godzin w deszczu , dopiero przed samym Szczecinem przejaśniło się. Za nami 520 km rowerowego szlaku oraz kilka krótszych i dłuższych wędrówek po górach. Pod powiekami wciąż obrazy sielankowych dolin z soczystą zielenią, lazurowych jezior i potężnych górskich pasm. W uszach wciąż brzmi szum rzeki i dzwonki alpejskich krów, których zapach też nam towarzyszył, nawet w większych miastach. Cóż, Austria latem zalatuje oborą, taki jej urok ! Było pięknie, kiedyś wrócimy, na pewno !
    5 punktów
  2. Piątek: Drauradweg – w górę rzeki I znów pakujemy cały dobytek i jedziemy z sakwami. Do Lienzu, gdzie stoją nasze auta, mamy prawie 130 km. Powrót zaplanowany na dwa dni – żeby jeszcze coś zobaczyć po drodze i zostawić sobie rezerwę czasową na zapowiadane pogorszenie pogody. Dziś z Darkiem promujemy Pomorze Zachodnie i klubowe barwy. Na zachód od Villach Drawa płynie szerokim, spokojnym nurtem. To już pani Drawa, a nie jakaś narowista górska młódka . Brzegi obficie porasta niecierpek himalajski – inwazyjny, obcy gatunek, ale trudno mu jednak odmówić urody, zwłaszcza o tej porze roku. Przez uprawy sałaty i niezbyt ciekawe rolnicze wioski dojeżdżamy do Spittal an der Drau. Doprawdy dziwne nazewnictwo – z jednej stron jeden Święty Piotr (St. Peter), z drugiej Święty Piotr w Drewnie (St. Peter in Holz), a pośrodku szpital. Aż strach jechać! Trudno nam było doszukać się jakichś informacji o ciekawych obiektach w Spittalu, a nad kolejne letniskowe jezioro niespecjalnie mamy ochotę jechać, zwłaszcza w pochmurną pogodę. Zamiast zwiedzania wybieramy więc wycieczkę na Goldeck. Ciągnie wilka do lasu! Skidepot w lecie nieczynny, ale sakwy rowerowe można zostawić w kasie na dolnej stacji Goldeckbahn. No to jedziemy! Ośmioosobowa gondolka wwozi nas do góry – w dole zostaje miasto i wijąca się wstęga Drawy. Inne wyciągi w lecie pauzują, chcąc więc dostać się na szczyt Goldeck, decydujemy się na spacer szutrową drogą przez widokową polanę, w zimie służącą narciarzom. Szczególnie, że widoczność nieco się poprawia. Jest jednak zimno i nie da się ukryć, że te chmury nie zwiastują nic dobrego. W gryfusowym outficie: Cieszymy oczy górskimi krajobrazami: Dochodzimy do Panorama-Hütte, pod szczytem, na wysokości 2.100 m npm. Darek od dłuższego czasu wzdycha, że napiłby się już wreszcie piwa . Ale zanim siądziemy na tarasie chaty na zasłużony odpoczynek, to trzeba jeszcze zdobyć szczyt, pilnowany przez urocze, rogate stadko. Taka ciekawostka - w chacie można również zamówić do picia mleko prosto od tych rogatych piękności . No kto jest najmilszą krówką na hali ? A kto ma najładniejszą fryzurę ? Przy krzyżu na Goldeck-u, 2.142 m npm. Gdy my pstrykaliśmy sobie fotki, na postumencie siedział sobie starszy pan. Po chwili poprosił o pomoc w założeniu plecaka i o kulach pomaszerował szlakiem w dół. Myślę, że nie znalazł się tu przypadkiem. Szacunek! My zaś pomaszerowaliśmy do chaty, gdzie z radością odkryłam w karcie Germknödel w sosie waniliowym z makiem. Mhmhm! Ale pychota ! No dobra, trzeba spalić tę bombę kaloryczną. Idziemy z powrotem do gondolki i do naszych rowerów. Gdzieś po drodze gubimy szlak i dzięki temu mamy nadprogramowy podjazd do Pusarnitz. Hmm, nawet ładnie tu: Chmury gęstnieją, a my mijamy kolejne ładne miasteczka – Möllbrücke, Sachsenburg. Dolina Drawy zwęża się malowniczo. W wiosce Kleblach-Lind dopada nas zapowiadany deszcz. Miało padać od południa, rozpadało się dopiero po osiemnastej. Znajdujemy nocleg na kwaterze u miejscowych starszych państwa i kończymy dzień w wiejskim gasthofie.
    4 punkty
  3. Czwartek – Wörthersee Po nieco ulgowej środzie we czwartek czekała nas dość długa pętla rowerowa, bo zrobiliśmy 109 km wzdłuż największego karynckiego jeziora – Wörthersee i wzdłuż Drawy. Początkowy odcinek naszej trasy biegł wspólnie z Alpe-Adria-Radweg. Jezioro postanowiliśmy przejechać wzdłuż południowego brzegu, gdyż po drodze chcieliśmy jeszcze zaliczyć atrakcję w postaci wieży widokowej Pyramidenkogel, którą siedem lat temu wybudowano na wzgórzu na południe od Maria Wörth. Można tam dojechać autobusem z miejscowości Reifnitz nad jeziorem, rowerem bocznymi drogami z Velden albo po serpentynach z Reifnitz. Wieża z różnych stron wydaje się mieć inny kształt – wrzecionowaty, klepsydrowaty, albo wręcz amorficzny i zdobyła jakieś cenne nagrody architektoniczne. Rdzeniem Pyramidenkogel jest szyb windy, wokół którego owinięta jest metalowa rura, w której można zjechać z zawrotną prędkością na dół oraz kręcone schody. Gdy się schodzi po schodach, to co chwilę słychać krzyki nieszczęśników, pędzących zjeżdżalnią w ciemnościach na złamanie karku. Można też zjechać z góry na tyrolce. Na wieży są trzy platformy widokowe, z których roztacza się wspaniały widok na okolicę. Wracamy nad jezioro. Podobnie jak Ossiacher See, Wörthersee jest mocno zagospodarowane i tylko gdzie nie gdzie da się zejść nad brzeg. Ale jak już, to jest bardzo ładnie – przejrzysta woda ma turkusowy odcień, a nieco śródziemnomorska zabudowa i mnogość wszelkiego rodzaju pływadeł przywodzi skojarzenia z chorwackimi miasteczkami nad Adriatykiem. Szkoda, że tego dnia nie mamy czasu, aby poplażować i popływać. Trasa wzdłuż południowego brzegu to jazda wąską, ruchliwą szosą, zwykle bez pasa dla rowerów. I choć austriaccy kierowcy jeżdżą raczej w sposób przyjazny dla rowerzystów, to tam jednak zdarzają się różni Sebixowie z Karynami, którzy muszą wyprzedzać „na gazetę” i z rykiem silnika swoich wypasionych gablot . Dojeżdżamy do Klagenfurtu, gdzie odbijamy w stronę przełęczy Loibl – nad Drawę. Długi, ale raczej łagodny podjazd bocznymi drogami do Maria Rain i ostry zjazd szutrowymi serpentynami przez las do Ferlach. A tam – inny świat! Po lewej majestatyczne Karawanki, po prawej jeziora zaporowe i leniwy nurt rzeki. Cisza, spokój, zieleń ... Jeszcze bardziej żałujemy, że jest już późno i nie możemy poopalać się na urokliwym kąpielisku w Ferlach, w takiej scenerii . Trzeba jechać. Nie zdążymy też tym razem powędrować wąwozem Tscheppaschlucht. Cóż, może kiedy indziej … Mamy za to piękny szlak Drawy. Krajobrazy w dolinie Rosental: Moi towarzysze wyprawy: Wieczorne klimaty: Ostatnie kilometry do Villach pokonujemy już o zmierzchu. Dobrze, że rano jechaliśmy już tym odcinkiem i wiadomo, czego się spodziewać. Rzutem na taśmę jeszcze zajeżdżamy na ciepłą kolację w mieście. To był długi dzień.
    4 punkty
  4. Urlop, urlop – i już po urlopie! W Villach, gdzie dotarliśmy w ubiegły wtorek i zostaliśmy na trzy noclegi, był słabszy internet i nie ładowały się zdjęcia, więc niestety nie dało rady kontynuować bloga na bieżąco. Zapraszam więc na wpis retrospekcyjny – przynajmniej wszystko będzie w jednym miejscu. Dla porządku: piątek, sobota, niedziela, poniedziałek. Wtorek: Doliną Gail - z Hermagoru przez Arnoldstein do Villach Rano, po pysznym śniadaniu, opuszczamy gościnny pensjonat w Watschig, prowadzony przez rodzinę sympatycznych Węgrów. Może wrócimy tu kiedyś zimą, aby pojeździć w Nassfeld? Przejeżdżamy jeszcze raz przez Hermagor, kierując się w stronę jeziora Presseger See. Wschodni i zachodni brzeg porastają trzcinowiska, które są siedliskiem ptactwa. Wygląda trochę jak w rezerwacie Świdwie, niedaleko którego mieszkam – ale tylko trochę. Ech, szkoda, że na Pomorzu brak takich wspaniałych gór, które piętrzą się po obu stronach doliny Gail! Brzeg południowy jeziora to piesza ścieżka, nieco wyniesiona nad linię brzegową, a przez to bardzo widokowa. Prowadzimy rowery i podziwiamy krajobraz Do is schön – tu jest pięknie! Rzeka Gail po ostatnich opadach przybrała brunatny kolor i płynie szerokim korytem, nie przypominając górskiego potoku z poprzedniego dnia: Na szlaku zdarzają się i takie niespodzianki : Mijamy uroczą wioskę Vorderberg, gdzie zatrzymujemy się na radlerka w tamtejszym Gasthofie. Pogoda cudowna – ciepło, ale nie upalnie, świeci słoneczko i piękne krajobrazy dookoła. Z błogostanu w dolinie Gail wytrąca nas następny odcinek – do Arnoldstein. W miarę płaską ścieżkę rowerową zamieniamy na podjazd mniej lub bardziej ruchliwymi drogami. W Arnoldstein robimy zakupy na lunch i na chwilkę zatrzymujemy się na moście, nieco zdziwieni górniczymi tradycjami miasteczka. Mianowicie kiedyś istniała tutaj duża huta ołowiu. Teraz powyżej miejscowości mieści się niewielki ośrodek narciarski Dreiländerecke, a wyciąg krzesełkowy jest czynny również latem. Aby się tam dostać, trzeba pokonać podjazd – morderczo stromy w początkowym odcinku. To jedyne miejsce, gdzie musiałam zsiadać z roweru i pchać go razem z sakwami pod górę , mając nadzieję, że widoki na górze będą warte tego trudu. Przypinamy rowery w stojaku przy budynku kas, a sakwy zostawiamy na przechowanie u wyciągowego. Trochę archaiczną trzyosobową kanapą wciągamy się na górę. Jest ciepło, słonecznie, więc przyjemnie się nieśpiesznie jedzie podziwiając widoki. Ale pewnie w mroźne, zimowe dni można przymarznąć do krzesełka w czasie takiej długiej jazdy. Narciarskie wrażenia z tego ośrodka opisywał nie dalej jak pół roku temu @marboru. A jak jest w lecie? Też pięknie! Z górnej stacji krzesełka podchodzimy kilka kroków na polanę. Lunch w takiej scenerii to sama przyjemność – za nami słoweńskie Alpy Julijskie … Przed nami austriackie Alpy Gailtalskie i dolina Gail, którą przemierzyliśmy rowerem a na zachodzie – na granicy austriacko-włoskiej – Alpy Karnickie. Na wschodzie zaś widok na Villach i Kotlina Klagenfurcka z karynckimi jeziorami. Do trójstyku granic w zimie można podjechać na nartach – orczykiem i trasą, w lecie to niespełna półgodzinny spacerek. Po drodze ekspozycje ukazujące, jak granica wyglądała w czasach przed Schengen i przed przystąpieniem Austrii do Unii. Obecnie, gdy znów wisi nad nami widmo zamknięcia granic, a Słowenia poniekąd znów się zamyka, ta ekspozycja napełnia nas trochę smutkiem. Granica ze Słowenią zagrodzona jest kolczastym drutem, tylko przy samym trójstyku – tam skąd odchodzą piesze i rowerowe szlaki do Kranjskiej Gory – jest swobodne przejście. Chwila odpoczynku przy drewnianym „grzybku” upamiętniającym trójstyk również trzech największych grup językowych Europy – słowiańskiej, germańskiej i romańskiej. Trzeba jednak pilnować czasu i zjechać w dół przed siedemnastą, żeby odebrać bagaże z dolnej stacji. Dalej – do Villach – jedziemy fragmentem długodystansowego szlaku Alpe-Adria-Radweg, prowadzącego z Salzburga do Triestu. Kto wie, może kiedyś zrobimy całość? Znajdujemy nocleg blisko centrum, na tyle wygodny, że postanawiamy zatrzymać się na dwa kolejne i w następne dni pojeździć po okolicy „na lekko”, bez sakw. Dzień kończymy spacerem po starówce i kolacją we włoskiej knajpce o skądinąd również trochę narciarskiej nazwie „La Gondola” . Wieczorne impresje z Villach: [cdn.]
    3 punkty
  5. Napisałem wyżej, że nie będzie kolejnego wylewu wszelakich domysłów, teorii spiskowych i wzajemnej agresji. Wpisujemy tylko informacje dot. obostrzeń itp. . Wpisy nie na temat będą usuwane, a jak to nie pomoże ich autorzy będą banowani!
    3 punkty
  6. Środa: dzień na luzie – rowerem dookoła Ossiacher See i Gerlitzen Po czterech intensywnych dniach zakwasy i „zmęczenie materiału” trochę już dawały się we znaki. Kolejny dzień potraktowaliśmy więc nieco ulgowo i zaplanowaliśmy krótszą, bo około pięćdziesięciokilometrową wycieczkę rowerową wokół jeziora Ossiacher See, znajdującego się blisko Villach oraz letnią eksplorację następnej narciarskiej góry – Gerlitzen, wznoszącej się nad brzegiem jeziora. Gerlitzen w lecie jest mekką paralotniarzy. Najpierw mieliśmy okazję podziwiać lądowisko u stóp góry. Na jeziorze też sporty wodne wszelkiej maści – żagle, kajaki, sup-y, windsurfingowcy i narciarze. Wodni – oczywiście. A jeziorko bardzo ładne i malowniczo położone w rynnie wśród wzgórz. Szkoda tylko, że praktycznie cała linia brzegowa jest zabudowana – prywatne domy, hotele, płatne kąpieliska, więc dostęp do jeziora jest mocno ograniczony. Bardzo komercyjne miejsce i dość zatłoczone. Ścieżka rowerowa biegnie praktycznie przy samej szosie i linii kolejowej, a nie przy jeziorze, więc wrażenia – takie sobie. W miejscowości Annenheim zostawiamy rowery w garażu podziemnym przy dolnej stacji wyciągu i malutkimi, czteroosobowymi gondolkami wjeżdżamy na stację pośrednią ośrodka Gerlitzen Alpe. Na peronie dystans społeczny i pandemiczna instrukcja zajmowania miejsc. Do gondolki mogą wejść cztery osoby z jednego gospodarstwa, albo dwie niemieszkające razem i należy cały czas być w maseczce. Pewnie podobnie będzie zimą. Nieco więcej dowolności jest na kanapie Gipfelbahn, wjeżdżającej na szczyt. Zaraz obok górnej stacji startują wspomniani paralotniarze. Można się również zapisać na lot w tandemie. Chyba fajna sprawa, zwłaszcza w takiej okolicy. Panorama ze szczytu jest imponująca – i to w każdą stronę. Na północy bielą się Wysokie Taury: Na południowym zachodzie widać ośrodek Dreiländerecke, który odwiedziliśmy poprzedniego dnia oraz Alpy Julijskie A na południowym wschodzie – jezioro Wörthersee i Karawanki Klagenfurt Drawa i jezioro Faaker See Wyciągi rozchodzą się gwiaździście ze szczytu, tylko śniegu brak … Na pocieszenie podskubujemy z krzaczków dojrzałe jagody. Mniam! Kwiatuszki… Postanawiamy zejść pieszo do pośredniej stacji, bo jest bardzo widokowo: Spotykamy szczęśliwe krowy Pośrednia stacja to również w lecie dość rozrywkowe miejsce – jakieś trampoliny, dmuchane koła, muzyka, gastronomia itp. Jeszcze chwila i jesteśmy znów przy jeziorze. Objeżdżamy na drugą stronę w nadziei, że uda nam się znaleźć jakieś mniej skomercjalizowane zejście do wody, ale w końcu lądujemy na trawiastej plaży przy restauracji. Kąpiel późnym popołudniem w krystalicznej wodzie górskiego jeziora mimo wszystko przyjemna. Temperatura wody – na pewno wciąż powyżej 20 stopni, a jeszcze kilka dni wcześniej było to 26 stopni. Ponownie kończymy dzień na starówce Villach. [cdn.]
    3 punkty
  7. W tym roku, zachowując zasady dystansu społecznego, spędziłem na wodzie około 30 dni. SUP chodził za mną od jakiegoś czasu (8 lat temu zobaczyłem je pierwszy raz na żywo w Bledzie). W tym roku moje dzieci, za namową żony, postanowiły spróbować widnsurfingu, więc i ja wróciłem na deskę po 20 latach przerwy, kupując sup-a do którego można podpiąć pędnik. Tak to wyglądało. Czasem miałem pomoc na desce. Widoczki na różne jeziora. Ładnie, widokowo. Nieco mniejsze, też były pływane. I takie też. Chyba moje ulubione w tym sezonie. Nawet wodne place zabaw się trafiały.
    2 punkty
  8. ..w sumie ja tez lubię - ważne żeby tłoku nie było - wtedy nawet błoto i deszcz zniosę (W tej perspektywie idea zachowania dystansu społecznego jest jak najbardziej OK) ..kocham puste plaże (puste stoki chyba każdy kocha😉)
    2 punkty
  9. Mówisz, masz. Góry w tle, jezioro a na nim SUP (choć słabo widoczny). I drugie takie.
    2 punkty
  10. Mozna i na wodzie ale warto mieć góry pod stalą kontrolą - a nuż naśnieżają 😉. (w centru kadru ośrodek Czorsztyn Ski w Kluszkowcach).
    2 punkty
  11. Jasne, że tak ale rozmowa też dotyczy wypadu weekendowego i może ktoś w ogóle tam nie był. Ale w takim razie po co tak daleko. Jest Żdziar czy nawet bliżej Javorina. Most Na Łysej zamknięty pow 3,5 tony. Cicho, spokojnie i szlaki petarda jak idzie o Tatry Wysokie. W razie nudów do Zakopca 15 min jazdy a jeszcze mniej do Bukowiny czy Białki.
    1 punkt
  12. Jak patrzę teraz w tamtą stronę to widzę smugi deszczu i czarne chmury, na szczycie jest wg. termometrów od kamerek -3 stopnie, więc sypie.
    1 punkt
  13. ..a tak swoja droga - niemałą złośliwością wykazał się @JC wstawiając filmik z Litwy ..takie "niby zaproszenie" trzy dni po ogłoszeniu wprowadzenia 14to dniowej kwarantanny 😉😁..człek po takim filmie by pojechał a tu zonk⛔
    1 punkt
  14. Cześć Dzięki serdeczne Mariusze! Nie no mówię Ci dla mnie to jest raczej niechciany horrorek - ten Jeziorak. O halsowaniu kajakowym pisałem. Jak masz solidny boczny wiatr to musisz płynąć zygzakiem bo inaczej Cię wywali. A wywrotka z towarem na jeziorze... sam wiesz, lepiej unikać. Wiesz nam bardzo rzadko zdarza się pływać dwójką - w tym roku nawet w dwójce ani ja ani Ewka nie siedzieliśmy, a to piąty spływ więc ten żagielek odpada. Ale... teraz płyniemy z dość sporym luzem czasowym i obiecuję, że jak będą warunki to postaramy się coś wymodzić i powiem Ci jak pracuje. Pozdrowienia serdeczne
    1 punkt
  15. W schroniskach w weekend już od paru lat ciężko o nocleg , a utulnie w Zachodnich też są mocno popularne . Na Słowacji 10 Eur to nie problem za nocleg , a na kwatery są nieźle wyposażone fakt nie ma często jacuzzi i innych luksusów co kto woli. Od Salatyna dalej też jest ciekawie Odcinek Siwy Wierch - przełęcz Huciańska to prawdziwa perła Tatr Zachodnich, odcinek Rakoń - Salatyn jest bardzo atrakcyjny zimą , ze wszystkich szczytów można zjechać na nartach o umiarkowanych trudnościach
    1 punkt
  16. Dla planujących wypad na narty samolotem, kilka informacji o przywróceniu lotów Lufthansa Group https://www.skionline.pl/stacje/babie-lato-w-europejskich-gorach-z-lufthansa-group,newsy,8117.html
    1 punkt
  17. Może po trudach wycieczki odpoczywać te " zadupia" mają swój urok , jak ktoś lubi zgiełk Krupówek czy Gubałówki to faktycznie nie ma tam czego szukać . Tak jak było pisane wcześniej wioski położone przy pociągu będą ok Nova Lesna, Velki Slavkov , Stara Lesna wtedy nie trzeba dojeżdżać autem ( parking to 6E )
    1 punkt
  18. Zakaz dotyczy jednodniowych wjazdów turystycznych do Meklemburgii-Pomorza Przedniego, a nie do Polski. W razie kontroli trzeba wykazać, że ma się zarezerwowany co najmniej jeden nocleg, albo, że cel wyjazdu jest inny niż turystyka czy zakupy. Tak, zdarzają się kontrole, pouczenia i mandaty.
    1 punkt
  19. @tanova super przygoda, super zdjęcia i relacja Miałem okazję śledzić Cię na bieżąco na Stravie i Fejsie. Ehhh wspomnienia ożyły, chęć podróży dalszych wzrosła Są duże szanse, że w Karyntii będziemy niebawem...i może się być na nartach Ale ciii bo zapeszę, wyjazd jest jeszcze mocno niepewny z różnych powodów. Dziękuję za relacje - w szczególności z "3 Granic" gdzie z Paulą spędziliśmy ostatni dzień na nartach w zeszłym Ski sezonie
    1 punkt
  20. Dzięki za pobudzenie wspomnień. W tej okolicy spędziłem dwa urlopy (stacjonarnie) - łażenie po górach i wycieczki rowerowe po okolicy. Co do brzegów jezior to wszystkie są prawie całkiem zagospodarowane/zamknięte/prywatne. Poopalać się/odpocząć można tylko na wyznaczonych miejskich/prywatnych plażach, albo jeśli pensjonat w którym mieszkacie ma własny pomost (raz tak mieliśmy nad Wörthersee). Na Gerlitza mogliście zabrać rowery (specjalne zaczepy przy gondolach), a potem zjazd!!! Czekam niecierpliwie na sprawozdanie, gdzie udaliście się dalej?
    1 punkt
  21. Mozesz rozwazyc jeszcze jedna opcje. Po sezonie niektore wypozyczalnie/centra testowe wyprzedaja wszystki rowery. Najwiekszy minus jest taki ze chociaz w krotki okresie to jednak te rowery byly bardzo mocno uzytkowane (no i kto dba o rower z wypozyczalni) Plus taki ze sprzedawane sa po generalnym serwisie (a jak Author pisal to duzy dodatkowy koszt) no i nie kupujesz od zupelnie anonimowej osobie. Np w enduro trails kilka lat temu sprzedawali wlasnie Trance (chyba 2) za 5,5k (czyli 50% ceny nowego). 50% ceny to i tak slaba opcja przy np 35% rabacie na nowy rower. Ja bym sie nie zdecydowal ale mozesz wziac te opcje tez pod uwage. Chociaz ja bym celowal wtedy w wypozyczalnie przy bardziej rekreacyjnych sciezkach niz enduro trails (np czeskie wypozyczalnie w Novym mesto kolo swieradowa tez kiedys robily takie wyprzedaze)
    1 punkt
  22. W tym sklepie trafiają się dobre okazje, tylko nie wiem czy marka ci odpowiada: https://www.chainreactioncycles.com/mtb Kupowałem tam koła do szosy i po czterech dniach przesyłka do mnie dotarła.
    1 punkt
  23. Podróż samolotem 2020 w czasie epidemii strachu. Podroż z Katowic i z powrotem na Rodos (Grecja) przyjemna, odprawy sprawne, lotów mało w porównaniu do ubiegłych lat co przekłada się na komfort podróży. Przybyło trochę wypełniania papierków ale wszystko można przygotować w domu W praktyce najważniejsze jest by wydrukować PLF Passenger Locator Form- Formularz Lokalizacyjny Pasażera. Kod QR na telefonie nic wam nie da bo na RHO nie było czytników. Z naszego samolotu po przylocie do badania poproszono najstarszego pasażera- ponad 70 lat, badanie nie zmieniło jego pobytu, mieszkaliśmy w tym samym hotelu i codziennie przed śniadaniem spotykaliśmy się na treningu pływackim w morzu. Na podróż warto kupić sobie maseczkę [Maseczka przewiewna] [maseczka łatwe oddychanie] którą po wyjściu z lotniska można zdjąć na cały pobyt na wyspie. Pyrzowice - oczekiwanie na wejście do samolotu
    1 punkt
  24. Tak z ciekawości zapytam, dalej wierzycie że był, jest jakiś śmiertelny wirus czy już w końcu wam się lampka zapaliła. Teraz w sobote był w Berlinie protest przeciw tej ściemie na którym było 4 miliony ludzi. Ale pewnie Polskie media milczą. 🙂 Były takie zakazy, moi koledzy jeżdżą prawie co weekend do Polski i nie mają problemów. Skąd wiedzą czy jedziesz na dzień czy tydzień. Były jakieś kontrole. 🤔 Nie wierz we wszystko co piszą, tak to jest ale to bardziej teoria.
    0 punktów
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...