Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 10.05.2021 w Odpowiedzi
-
W końcu piękna pogoda i przyzwoite temperatury więc trzeba gdzieś się ruszyć w niedzielę, zwłaszcza, że całą sobotę (bite 9h) spędziłem na zakupach we wszelkich możliwych marketach budowlanych. Startujemy z Grabowa nad Pilicą, tym razem wycieczka we dwóch, bez Marcina wyjątkowo. Pierwsze kilometry to kiepski asfalt przeplatany równiutkim no i pod spory wiatr, który będzie nas chłodził przez pierwsze 40 km. Jedziemy mocno bocznymi drogami, jest czas, aby pogadać jadąc obok siebie. Wiosna w końcu wybuchła i kolory są mega soczyste. Pierwszy dłuższy popas robimy za Jedlińskiem, gdzie odbijamy w końcu trochę od wiatru. Stawy w Goryniu I rzeka Radomka kawałek dalej Przed Brzózą Sylwek proponuje lekką modyfikację trasy i jazdę przez Ryczywół - to jest bardzo dobry pomysł. Na tej drodze niewielki ruch i spora część wiedzie przez las. Elektrownia Kozienice Z Ryczywołu jedziemy niespełna 1 km krajówką i zaraz skręcamy na Studzianki Pancerne. Zaraz po skręcie widzimy ładną wiatę i tam stajemy na drugi odpoczynek. Droga do Studzianek. Studzianki Pancerne, pomnik poległych - pierwszy raz tu byłem na rowerze 15 lat temu. Ostatnie kilometry przed Grabowem. Stawy koło Łękawicy I koniec, wycieczka dzięki modyfikacji wyszła o 10 km dłuższa. Trasa płaska, ale całkiem fajna, no i w końcu pogoda jak marzenie.7 punktów
-
7 punktów
-
Oj tam, to takie podejścia mini mini. Nie zliczam ich. Jeśli na 4 km mam 500 m w górę - to to jest dla mnie podejście...Zresztą nie zwracam zbytnio na to uwagi. Ważne, że tam jestem5 punktów
-
Do palety wiosennych warzyw, nie zapomnijcie o pokrzywie. Można ją nazbierać wracając z nart... Posiekać, i zrobić pizzę z serem i pokrzywą. Smakuje niesamowicie. Najlepsza jest ta młoda, wiosenna. W tle jasnota purpurowa, której liście można podjadać w sałatkach, a kwiaty użyć do dekoracji (dawno temu popularne w Polsce).5 punktów
-
Te plastry są dobre w sytuacjach już "zaognionych" gdy mamy ranę. Mają też poważne wady - potrafią się rolować lub przesuwać (powoli przez długi marsz) bo mają dużą grubość. Drugą wadą jest cena. Zdecydowanie lepsza jest profilaktyka. Reagujemy gdy mamy podejrzenie, że coś może się zdarzyć lub wiemy, że obtarcie pojawi się w określonym miejscu. Naklejamy tam wtedy plaster do tapingu. Jest relatywnie tani (20 zł rolka 5 m x 5cm) można go dowolnie ciąć. Jest elastyczny i pięknie się trzyma. Można go gładko nakleić nawet na skomplikowane kształtem powierzchnie. Jest gruby i śliski (sportowe) i wymyślony do długotrwałego noszenia. Można się w nim kąpać. Choć ja zawsze po marszu go ściągam i rano naklejam nowy. Kleję go na wielodniowych wyjazdach w miejscach gdzie czasem pojawiają mi się obtarcia. Od czasów gdy "wymyśliłem" te plastry zapomniałem o obtarciach i plastrach żelowych. Pozdro Wiesiek4 punkty
-
Cześć Marcin. Hintertux jest lodowcem całorocznym, to ja tam zawsze jeżdżę na narty, a wyprzedaże są zawsze tylko przyjemnym dodatkiem (czasem nawet darmowym) jak teraz. Długoletnie znajomości nieraz bardzo się opłacają. Zapomniałem dodać, że kupując karnet należy okazać negatywny test covidowy. Jak się zna kogoś miejscowego można otrzymać aplikację na telefon, test pobiorą Ci na granicy i od razu jechać do ośrodka. A tam w kasie okazać aplikację. Prosto i szybko. Piwo jeszcze w piątek rano chłodziło się na wysokości 2660 metrów na Fernerhaus, a dziś udało się je skonsumowaś w Śnieżnych Kotłach pod budynkiem RTON. Pozdrawiam.4 punkty
-
3 punkty
-
Poza tym....granice to są w umysłach ludzi, polityków. Zejdźcie na ziemię. Jaka różnica kto administruje jakim terenem? Dla mnie istotne jest to żeby była to w miarę możliwości mniejsza banda debili. W Tatrach powinno to być wspólne zarządzanie. Bo w efekcie mamy to że po jednej stronie niedźwiedź dostaje krzyżyk, a po drugiej może żyć. Poczytajcie sobie wspomnienia Oppencheima, jak chodzili na wyrypy w Tatry. Nie specjalnie nie przejmowali się wtedy granicami. Do niedawna też mieliśmy też taką wolność.3 punkty
-
Zwłaszcza, jak można podziwiać krokusy przez 3 miesiace: począwszy od zachodniopomorskiego, przez ścianę wschodnią, skończywszy w Tatrach3 punkty
-
Cześć No nie było tak lekko, aczkolwiek zadowolony jestem z tego, że zrealizowałem plan i w żadnym momencie nie poszedłem na łatwiznę, do tego stopnia, że pojechałem odcinkiem gdzie musiałem targać rower przez krzaki i las, który mogłem ominąć asfaltem w dwie minuty. Sam cel nie był dla mnie nadrzędny ile zebranie doświadczeń w takiej samotnej jeździe i tu mam sporo przemyśleń począwszy od jedzenia. Oparłem się na batonach i energetykach typu czekolada ale okazało się, ze to może być tylko element wspomagający i dopiero solidnie tłuste krokiety z mięsem czy pasztet dają konkretny strzał energii a poza tym są bardziej "wodniste" w spożyciu. Nie można też dopuścić aby mieć jakikolwiek problem z płynami. Lepiej wieźć na plecach kilogram czy półtora więcej. Solidny moment zwątpienia miałem gdy złapałem gumę bo rower wyglądał strasznie (w pewnym momencie zostały mi praktycznie dwa sprawne biegi) i zmiana gumy bez dętki bez umycia koła i sprawdzenia opony byłaby bez sensu. Problemem była też wysoka woda co zmusiło mnie do zdejmowania bytów i niesienia roweru na plecach przez jeziorka w dwóch miejscach oraz sporego nadłożenia drogi aby uniknąć utopienie się w bagnie. Wbrew pozorom chyba najwięcej siły kosztował mnie odcinek gdzie jechałem przez 80 km po asfalcie w grupce chłopaków na szosach i innych grawelach. Pomimo, że jechali wolniej niż mogli i chronili od wiatru ciągła konieczność spawania do koła kosztowała mnie sporo siły i stresu. To są różnice rzędu pół km/h ale są a konieczność jechania swoim optymalnym tempem przy takich przejazdach jest kluczowa. Pogoda miała swoje plusy - chłodzenie i mniejsze pocenie, stosunkowo sprawne pokonanie odcinków piaszczystych itd. Natomiast tam gdzie spodziewałem się iść swoim tempem czyli na szutrach okazało się, że są rozbite przez samochody pełne dziur i kałuż, że momentami lepiej było jechać obok polem niż lawirować w tym labiryncie. Przypłaciłem to zresztą spektakularnym lotem przez kierownicę na praktycznie prostej drodze bo wpadłem w dziurę wypełnioną luźnym piachem, której w ogóle nie było widać. Nad sprawną obsługą Garmina muszę jeszcze sporo opracować, choć zasadnicza funkcja czyli prowadzenie po śladzie spisała się bez zarzutu. Przez własną głupotę jednak nie zapisałem sobie śladu i w związku z tym nie mam pojęcie tak naprawdę ile przejechałem więc uczciwie przyjmuje wynik minimalny choć liczba 300 kusi. Uważam też, o czym zresztą pisałem już parę razy, że dobrą strategią jest jeżdżenie na co dzień bez pieluchy. Choć mam dwie pary takich gaci, praktycznie z nich nie korzystam i teraz gdy ochroniłem pampersiakiem tyłek nic mnie nie boli ani się nie obtarło, a tego się bałem. Pozdrawiam serdecznie oczywiście i czekam na Wasze dalsze relacje. No i tak jakoś się udało bez strat.3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Do Iłży - 80 km w Słońcu, z Laskami...i na lody Dopiero ósmy raz na rowerze w tym roku Aura mało sprzyja, budowa i notoryczny brak czasu na jazdę, na forum, na wiele innych rzeczy, które lubię robić. Cóż? Pod koniec lipca powinno się uspokoić...a potem urlop! Dzisiaj się udało! Mimo, że temperatura na zewnątrz z rana niezbyt jeszcze ciepła, jakieś +10, to postanowiliśmy przed obiadem troszeczkę polatać na szosach. Towarzystwo: Ania, Paula i Piotr. W kieszeni aparat był, więc i kilka zdjęć się trafiło. A ponieważ Dziewczyny piękne...to na samym początku, to właśnie na nich się skupiłem Pierwsze 40 km było pod wiatr i dostałem nieźle w kość, choć na trafiających się podjazdach wyraźnie byłem najmocniejszy... po płaskim i w tempie - kilka pierwszych zmian również dałem. Przebłyski formy są To cieszy! Pierwszy postój w klimatycznym miejscu, przy stawach. Obowiązkowo sesja... Mleczyki uwielbiam! Obiekty brzydkiej płci się nie fotografowały. Klimat miejsca... I kilka ptaków w obiektywie Mały i szybki nurek Z daleka myślałem, że robię zdjęcie bocianowi...a tu niespodzianka: Czapla Siwa Półmetek - Iłża Zamek ma swoją historię: Rubas z bliska Ostatni ptak... ...lody ciasteczkowe - pycha!!! I powrót z wiatrem w tempie 40 km/h. Jazda z wiatrem, po dobrej jakości asfalcie, to coś pięknego! Idzie ciepło, dzień coraz dłuższy - trzeba przyśpieszyć trochę powrót do formy i jeździć częściej. Pozdrawiam serdecznie marboru3 punkty
-
3 punkty
-
Cześć Wczoraj, wykorzystując ostatni dzień słabej pogody zrobiłem sobie małą długodystansową próbę: 3.30 pobudka - śnieg na samochodach co zmieniło nieco koncepcje ubrania i butów! 4.00 - wyjście z domu. 4.05 - ustawienie nawigacji lamp i wsiadłem na rower Zamierzeniem było przejechanie trasą wzdłuż rzek do Broku i z powrotem już łatwiejszą głównie asfaltową trasą. Trasę w części znałem i starałem się trzymać ściśle śladu nie omijając żadnych trudnych czy nieprzejezdnych momentów. Niestety z powodu bardzo wysokiego stanu wód rejon Bugu przed Wyszkowem zmusił mnie do nadłożenia około 10km asfaltami bo brody i drogi na tarasie zaiewowym nie istniały. Raz musiałem przenosić rower przez prawie 100m jezioro w miejscu gdzie normalnie jest droga. Piachy z racji opadów były łatwiejsze do przejechania. Natomiast szutry pokryte warstwą wilgotnego iłu zrobiły się lepkie i bardzo wolne. Rano, na granicy świtu jadąc wałami wiślanymi spotkałem dziki, sarny i jelonka. Zwłaszcza jeden dzik zrobił wrażenie bo zmierzyliśmy się wzrokiem z odległości 5 metrów. (Wbrew pozorom trudny odcinek bo ścieżki, którymi normalnie się jedzie były wypełnione wodą a nie chciałem załatwić butów od razu na początku więc musiałem dawać po trawie). Gdzieś na 120km złapałem gumę. Targanie roweru do jakiejś wody i wymiana zajęły w sumie prawie pół godziny. Na 140km grad ale nawet się nie zatrzymywałem. Na 165km pit stop na działce u brata - mnie więcej 30-35 minut. Jajecznica czyszczenie napędu itd. Teraz odcinek luzu bo 80 km asfaltami z paroma dosłownie łącznikami szutrowymi w asyście Rafała i jego kumpli, którzy na szosach i gravelach wracali z imprezy z działki. Spory deszcz zatrzymał nas na przystanku gdzieś na 180km. Powiem szczerze, że to był chyba najtrudniejszy odcinek. Chłopaki jechali dla mnie po prostu nieco za szybko. To kwestia jednego może dwóch km/h ale ciężko mi było utrzymać tempo 25-27km/h, a w jeździe pod wiatr, pomimo,że się chowałem momentami nawet 20km/h było maksem. Dlatego też odłączyłem się od Rafała i jego kolegów gdzieś na 250km i wróciłem do domu sam na azymut zaliczając jeszcze sporo ciężkiej jazdy w terenie po totalnie rozbitych przez samochody drogach pełnych dziur i kałuż. 21.30 w domu. Rybelek przygotował kąpiel - bajka. W sumie wyszło mniej więcej 285-290km jazdy w terenie zmiennym przy niezbyt sprzyjającej pogodzie, przejechane w 17 i pół godziny ze średnią z jazdy w okolicach 20km/h. Żadnym trwałych uszkodzeń ciała ani roweru, nie licząc stłuczonego kolana przy przenoszeniu roweru przez wybetonowany kanał oraz bolącego palucha u lewej nogi - nie ma pojęcia dlaczego akurat to??? Jazda samemu - jeżeli wisi nad jadącym konieczność realizacji celu - zwłaszcza w lesie czy innych miejscach odludnych stwarza poczucie konieczności radzenia sobie i nie mięknięcie a jednocześnie zmusza do zdecydowanie bardziej delikatnej taktyki jazdy w trosce o sprzęt i zdrowie. Zimno dało się we znaki aczkolwiek pogodę oceniam jako w sumie niezłą. Mógł być przecież taki Wąchock. Za godzinkę, może półtorej idziemy z Rybelkiem na rower. Pozdrowienia3 punkty
-
mam pewne wątpliwości czy należy. 1. Kto ma to zrobić- wojewoda, samorząd, organizacje? 2. Kto to będzie utrzymywał (ponoć w tym wypadku "im gorzej tym lepiej", ale chociażby oszarfowanie tego kosztuje. Obstawiam też, że będzie to "obiekt sportowy" z całą lawiną przepisów i odpowiedzialność. Czyjej? 3. Kto ma finansować fanaberie wciąż jeszcze garski zapaleńców (by nie napisać - wandali) Już bardziej przekonuje sposób przytoczony przez Autora: " Są kraje gdzie wykupuje się specjalne zezwolenie na jazdę off-roadową po wyznaczonych miejscach. Spotkanie motocykla gdzie indziej wiąże się z ogromnymi sankcjami i karami. " W końcu na biednego nie trafiło....2 punkty
-
Cześć Nooo... jestem z bratem Rybelka i jego kolegą zapisany i jedziemy. Mieliśmy bardziej precyzyjny plan przygotowań ale pogoda (wyjątkowo śnieżna zima, dużo deszczu wczesną wiosną) oraz mój Covid go zrujnowały skutecznie. Na szczęście Covid bez strat więc musiałem jakoś nadrobić straty i tak jakoś wyszło. Na niedzielę mieliśmy fajną imprezę plenerową u naszej serdecznej przyjaciółki a jutro w nocy jadę na kajaki więc wyboru terminu nie miałem. Zresztą... to nie ja wstawiałem tu zaśnieżone zdjęcia z rowerowych wycieczek. Pozdrowienia serdeczne2 punkty
-
Niszczenie ścieżek i szlaków to raz, zakłócanie ciszy w lesie to dwa, kolizyjność na z pieszymi i jednośladami bezsilnikowymi to trzy. Że o fatalnym wpływie na zwierzynę leśną, która tam mieszka, a nie jest gościem - jak my ludzie, nie wspomnę.2 punkty
-
Ręce opadają, ale jeśli to przejdzie to mnie to nie zaskoczy, w tym kraju już nic zaskoczyć nie powinno... U mnie w mieście międzywale nad Dunajcem jest regularnie rozjeżdżane przez takich off-mózgowców, kiedyś były ścieżki pół dzikie przez te tereny, teraz są przeryte jakby czołgi przejechały, rowy z błotem do pasa.2 punkty
-
@Mitek taki dystans w takich warunkach i przy takiej pogodzie to rzeczywiście ekstremalny wyczyn. Ale i rzeczywiście ciekawe poznawczo wyzwanie, jak organizm sobie poradzi, jak zareaguje i czego potrzebuje. Gratulacje! Psychika dała radę, przygotowanie fizyczne też i nie wydarzyła się nieprzewidywalna poważniejsza awaria. Planujesz jakieś kolejne długie dystanse? Chyba coś wspominałeś w ubiegłym roku o Pomorskiej 500? @marboru @cyniczny - z przyjemnością przeczytałam i obejrzałam Wasze weekendowe relacje. Bardzo fajne kręcenie z kolegą, koleżankami. Mariusz - wpadł mi w oko rower Twojej drugiej towarzyszki. Canyon - czy to Endurace 7? Jak się sprawuje w jeździe? Przyznam, że podobają mi się wizualnie Canyony i gdybym kiedyś (hipotetycznie) jednak dojrzała do przesiadki z fitnessa na szosę, to zapewne brałabym tego producenta pod uwagę.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Jutro startuję na Kasprowy po 12:00. @surfing na nartostradzie dużo przetarć?2 punkty
-
Tak jakoś wychodzi Zależy gdzie jestem, w śląskim np - 3 dni i 94 km, z plastrami (polecam). Żywiecki - 5 dni i 120 pękło. Nie jest to wyczyn, i tak jestem najsłabszym ogniwem w ekipie. Po drodze przerwa na pifka, kabanosik, widoczek....schodzę na prysznic i spanko. Po to jadę w góry😁2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Kto publicznie nawołuje, popularyzuje i nadaje rozgłos aurze bezśnieżnej, niegodzien jest pisać na tym forum.2 punkty
-
W ostatnią sobotę podobnie jak @tanova mieliśmy plany na trasę około 100km. Celem ponownie padło województwo świętokrzyskie, a dokładniej tereny pomiędzy Bodzentynem, a Sieradowickim Parkiem Krajobrazowym. Do naszej dwójki ponownie dołącza Sylwek, chcąc wypróbować nowy nabytek, czyli gravelowego Fuji. Startujemy z miejscowości Wzdół, jest tam wygodny parking przy cmentarzu. Pogoda jest jaka jest, pochmurno i dość chłodno (około 8 C) - grunt, że nie pada, a jeszcze 10 km przed startem lało całkiem nieźle. Wreszcie w komplecie:-)Pakowałem się dość szybko i nie zabrałem okularów, na zjazdach trochę ich brakowało. Pierwszy podjazd na Górę Sieradowską idzie gładko, na szczycie krótka fotopauza. I zaraz szybki zjazd Za Radkowicami chwilę odpoczywamy, a właściwie czekamy na przeschnięcie drogi po deszczu. Marcin szlifuje technikę na podjazdach. Powoli zbliżamy się do zalewu Wióry utworzonego na rzeczce Świślinie, będącej lewym dopływem Kamiennej. Trasa prowadzi mało uczęszczanymi asfaltami z większości znakomitą nawierzchnią. Zalew objeżdżamy od południa... ...by w końcu dotrzeć na zaporę. Zapora wraz ze zbiornikiem budowana przez cirka 25 lat. Rozpoczęcie w latach 80-tych, ale w międzyczasie kilkukrotnie zawieszano budowę i odwieszano. W 2001 w wyniku powodzi został przerwany tymczasowy wał, co spowodowało zalanie m.in. Ostrowca Świętokrzyskiego. Zapewne to zdarzenie miało wpływ na znaczne przyśpieszenie prac i w 2005 nastąpiło otwarcie zbiornika. Po kilku fotkach ciśniemy dalej. Koło Sarniej Zwoli ponownie robimy krótki postój, tym razem wyraźnie regeneracyjny. Wcinamy batony, banany, Sylwek nawet kanapki zajada:-) A miejsce całkiem ładne zaraz obok stadniny koni. Kawałek do Bodzentyna jedziemy drogą wojewódzką, ale za miastem ponownie zjeżdżamy na wąskie asfalty. I koniec, pierwsza stówka w roku 2021 zrobiona. Wycieczka/trasa bardzo fajna, mało ruchliwe asfalty o bardzo dobrej jakości. Z minusów to sporo psów uganiających się za nami oraz pobolewające mnie prawe kolano od 20km. I jeszcze krótkie statsy i mapka2 punkty
-
Dokładnie. To jest parę odcinków: Prusice - Przedkowice - Żmigród Przedkowice - Osiek i kluczowy długi fragment wertykalny Żmigród- Osiek - Książęca Wieś (w budowie) Gruszeczka - Sułów - Milicz- Ruda Milicka - Grabownica. Ten ostatni w standardzie szutrowym1 punkt
-
Ja jednak wolę jeździć po szutrze niż po asfalcie - dużo przyjemniej.1 punkt
-
Nie zauważyłem wobec swojego powyższego zdania - miałem na myśli tylko szlaki piesze. Chociaż czasem pewnie faktycznie za bardzo uogólniam.1 punkt
-
1 punkt
-
Twoje uogólnienia są po prostu słabe, takie nadmierne przegięcie z jednej strony na drugą.1 punkt
-
Szklarska i Karpacz to jednak góry, znaczy Szrenica i Kopa, a nie stoki, coś jak Kasprowy z zachowaniem proporcji. Są kawałki strome, z możliwościami offpiste bajecznymi jak na nasze ubogie możliwości. Ja obydwa miejsca kocham, choć u mnie przeplata się to ze skiturami. Karpacz odkryłem dopiero w tym sezonie, Szklarska od dość dawna. Oczywiście Szpindl to inna bajka, ale Harrachov to tez uroczy skansen.1 punkt
-
😄 😄 😄 Wyjątkowo śmieszne. I dokładnie na odwrót od prawdy. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
1 punkt
-
Nie mam nic przeciwko wyznaczeniu odcinków lub obszarów do off-roadu, ale dopuszczenie go wszędzie byłoby fatalnym pomysłem. Silniki spalinowe tych zabawek są głośne i słyszalne z ponad kilometra. Mam trochę mniejszy problem z elektrykami, bo one przynajmniej nie hałasują, chociaż tu obawiam się ich masy i prędkości. Nie mam ochoty mijać crossa elektrycznego pędzącego 60km/h leśną ścieżką.1 punkt
-
Z góry przepraszam za odbiegnięcie od tematu głównego, ale przyznam szczerze, że sprawa mnie zszokowała: Otóż podobno Lasy Państwowe rozważają zalegalizowanie procederu jeżdżenia po lesie quadami, motocyklami i terenówkami. Szczegóły tutaj. Jeśli to rzeczywiście prawda, a nie jest to prowokacja środowiska off-roadowego, to naprawdę aż trudno w to uwierzyć. W artykule jest link do ankiety - może warto jednak napisać, co sądzimy o tym pomyśle. Na pytanie 7: jak długo jest Pan/Pani związany z off-roadem trzeba wpisać cokolwiek, bo odpowiedź "nie zajmuję się off-roadem" automatycznie zamyka ankietę.1 punkt
-
Może ktoś zainteresowany kupnem? https://www.facebook.com/groups/490737974313793/permalink/3785409988179892/?sale_post_id=37854099881798921 punkt
-
W Karpaczu przy skiarenie nie ma problemu z parkingami. Jest wybór, są miejskie i prywatne. Ceny rosną jak wszędzie, nadal taniej niż na Palenicy w Tatrach. W Szklarskiej jest słabo bezpośrednio przy skiarenie, trzeba drałować. Poza Jurgowem, co fajnego jest na Podhalu ?1 punkt
-
No czytałem co żeś wyprawiał w sobotę:-) Machnąć 300 km i to w taką średnią pogodę i sporo w terenie - mega szacuneczek.1 punkt
-
Cześć Fajne masz te zdjęcia z motywem prostej po horyzont po środku. Taki element wiążący. My z Rybelkiem chcieliśmy się przejechać a niedzielę pod domem głównie żeby sprawdzić czy jestem w stanie jeździć ale gdy na odcinku 500 metrów spotkaliśmy 25 rowerzystów stwierdziliśmy, że jedziemy do koleżanki na browary. Też było miło. Pozdrowienia1 punkt
-
Więcej tych podejść, choć wymieniłaś te najdłuższe. W sumie na pewno powyżej 1km. W wersji z dodatkowymi zjazdami jeszcze więcej o tu np http://skitury.info.pl/karkonosze-w-jeden-dzien-2015/ 1.8km. I to z wysokich Jakuszyc, nie ze Szklarskiej, z której już jest 700m na Szrenicę np https://zbierajsie.pl/hala-szrenicka-szrenica/1 punkt
-
To mocną masz ekipę. 30km to jest np. Szklarska Poręba - Szrenica - Wielki Szyszak - Smogornia - Śnieżka - Czarna Kopa - Skalny Stół - Czoło - Przełęcz Okraj. Czyli prawie całe pasmo Karkonoszy po polskiej stronie za jednym zamachem.1 punkt
-
...i podlega karze 10 lat jeżdżenia na nartach tylko w Szczyrku i tylko w niedziele - po 5 latach istnieje możliwość złagodzenia kary na Białkę ...ale tez w niedziele 😜1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
To jest bardzo ciekawe jak dwóch doświadczonych narciarzy, z bardzo dobrą techniką, z osiągnięciami na tyczkach, tak różnie oceniają trudność stromych zjazdów offpiste. Zastanawiam się kto tutaj jest bardziej autentyczny. 😁😁 Może trzeba rzucić kostką. Albo co? Może głosowanie zrobimy ? Jak będzie po równo, to ja chyba zaufam temu komuś, kogo widziałem na żywo 😀 P.S. Szybka jazda w puchu wcale nie jest tak łatwa.1 punkt
-
1 punkt







