Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. moruniek

    moruniek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      21

    • Liczba zawartości

      2 943


  2. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      2 774


  3. artix

    artix

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      4 091


  4. Lexi

    Lexi

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      3 902


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 22.06.2021 w Odpowiedzi

  1. Trochę urlopu się nazbierało, jesteśmy z żoną zaszczepieni, dzieci do lat 12 (w większości tych krajów bez testów lub przejeżdżamy tranzytem). Naszym celem są: Chorwacja, Czarnogóra, Albania, Macedonia Północna, Rumunia (kraje noclegowe) oraz tranzytem Słowacja, Serbia oraz Węgry. Będzie to wypoczynek nad wodą, będzie też aktywność w górach. O szczegółach będę pisał w kolejnych dniach. Dziś 2 słowa o tranzycie. Pierwszy nocleg w Polsce w Chochołowie, szybka wizyta lekarska z żoną u ortopedy w Nowym Targu, profesjonalnie udzielona pomoc, za co podziękowania dla doktora S. Dudy i możemy rano ruszać w drogę. Granica w Chochołowie - żywej duszy, nikt nie sprawdza żadnych formularzy, nie ma nikogo. Na Słowacji, nie mamy żadnej kontroli, jemy pyszną pizzę, idziemy na baseny z wodą mineralną KÚPALISKO DUDINKA. Około 19:00 wjeżdżamy na Węgry. Słowacja na duży plus, mieliśmy wypełnione formularze. cdn.
    8 punktów
  2. Chorwacja, witamy w Raju. Nasz widok z tarasu. I nasz taras. Takie tam widokowe. Jak znajdę wstawię jeszcze zdjęcia z SUP-a, mój debiut na morzu. Jestem pozytywnie zaskoczony stabilnością na falach.
    7 punktów
  3. Kilka impresji fotograficznych z Drawy i Korytnicy w miniony weekend. Spływy jednodniowe, towarzysko-rekreacyjne w gronie przyjaciół. Pomimo strasznego upału (35 stopni) na wodzie był lekki przewiew od wiatru, więc płynęło się całkiem przyjemnie. Sobota. Zwodowaliśmy się w Prostyni, przy drugim moście - niecałe 2 km powyżej mostu drogowego przy DK 10, gdzie zazwyczaj rozpoczynają się spływy. Odcinek do Rościna prowadzi głównie wśród trzcin. Wpłynęliśmy też kawałek w kanał Mąkowarki, ale że był dość zarośnięty szuwarami i całkiem osłonięty od wiatru, to nie chciało nam się tym razem przedzierać głębiej. Przy moście w Rościnie: Spływ kończyliśmy w Drawnie, na polu przy jeziorze Grażyna. Gdy potwierdzałam w tygodniu ilość kajaków, właściciel zagadnął mnie, czy nie planujemy przyjechać dzień wcześniej, bo w piątek wieczorem organizują koncert na wodzie. Od słowa do słowa, dotarliśmy na ten koncert - śpiewał ... burmistrz Czaplinka, pan Marcin Naruszewicz, który zanim został burmistrzem, był tenorem w operze w Bydgoszczy . Niedziela. Spływ zaczynamy w Nowej Korytnicy. Do Bogdanki jest stąd ponad 15 km, my mamy w planach zakończyć nieco wyżej, bo w Jaźwinach. Poza początkowym fragmentem odcinek prowadzi głównie przez las, więc jest sporo przyjemnego cienia. Woda w rzece jest bardzo przejrzysta, pływa mnóstwo ryb, ptactwa wodnego, nartników, fruwają kolorowe ważki. Pięknie tu jest.
    6 punktów
  4. Jeszcze parę fotek z nad Nidy i czas wracać na wyżynę Krakowsko-częstochowską.
    5 punktów
  5. Węgry. Na granicy 2 panów, kontrolujących wyrywkowo samochody. Nas przepuścili bez kontroli. Wiemy, że musimy jechać korytarzami tranzytowymi. Tak więc czynimy. Pytanie co za idiota zarządza tym krajem, większość stacji paliw przy tych korytarzach z informacją - NOT FOR TRANSIT i strzałką na WC. MOP-y to samo, NOT FOR TRANSIT. Jednocześnie stawka za winietę taka sama, a z pełnej infrastruktury skorzystać nie można. Na przestrzeni prawie 400 kilometrów jedynie 3 stacje paliw dla tranzytu. Cena paliwa na tych stacjach powyżej 6 zł w przeliczeniu z Forintów. Taka trochę dyskryminacja na tle narodowościowym. Wjazd do Chorwacji całkowicie płynny. Mamy wypełniony formularz, nikt nie prosił nas o jego okazanie. Odbił Pan paszporty i wjechaliśmy. Formalności na granicy poniżej 2 minut. cdn.
    4 punkty
  6. Krzysiek - jest bardzo fajna baza podjazdów alpejskich na stronie queldich.de - tutaj link: https://www.quaeldich.de/paesse/ - możesz m.in. szukać po Państwach, regionach, pasmach górskich itd.; jak wejdziesz w dany podjazd, to masz opis (po niemiecku, ale wiadomo, że google może pomóc w tłumaczeniu, choć ja polecam deepl.com ), ale masz też wrzucony profil i jest link do segmentu na Stravie. W Austrii swego czasu (w sumie dalej jakieś tam plany mam) kusiły mnie trasy rowerowe w rejonie Salzkammergut : https://www.radtouren.at/pl/?wso_cycling_tour=trasa-rowerowa-salzkammergutradweg , niekoniecznie są tu wielkie podjazdy (jakieś tam oczywiście są), ale góry, jeziora, fajne miasteczka - to wszystko tam jest i niekoniecznie daleko od Polski.
    4 punkty
  7. Zacny zestaw, zazdraszczam Choć nie wszystkiego W zeszłym roku, w sierpniu, udało się nam wyskoczyć na tydzień do Alpe d'Huez. Tydzień, to za mało, żeby przejechać wszystko fajne w okolicy i po 3-4 dniach nie wyzionąć ducha więc były pewne punkty obowiązkowe plus trochę bardziej lajtowego kręcenia się wokół komina plus trochę kolarstwa pieszego. Na Montvernier sobie bardzo ostrzyłem zęby, ale... rozczarował mnie ten podjazd. To super wygląda na zdjęciach, ale widok tych serpentyn, to chyba tylko z powietrza... Z racji kwatery na górze, trzeba było się trochę namęczyć wracając z przejażdżek Samo AdH robione 2 razy od prawilnej strony, raz od Allemond i raz... autobusem. Trochę wstyd, ale to ze względu na towarzystwo i zaplanowaną trasę na następny dzień. A konkretnie coś, co mi się marzyło od bardzo dawna: La Marmotte. Połączenie Glandona, Galibiera i AdH. Pierońsko ciężkie, ale szczególnie po wczołganiu się na Col du Galibier, satysfakcja jest ogromna. La Marmotte: https://www.strava.com/activities/3946334406 Glandon, Montvernier, Croix de Fer: https://www.strava.com/activities/3932416693 W przewodnikach opisane jako "Balkony Auris" - piękny widokowo, wąski trawers pomiędzy miejscowościami. Trochę można się przestraszyć ze względu na liche barierki. https://www.strava.com/activities/3936198436 Ps. Ja wiem, że to mocno przeterminowane, ale tu ciągle o MTB, albo o jeździe po gruzie... a jakieś parytety muszą być
    4 punkty
  8. Głęboko posunięte uogólnienie w kontekście którego reszta to stek pobożnych życzeń i utopijnych marzeń. Cały patent polega na tym żeby "istota rozumna" potrafiła myśleć ze dwa dni do przodu ... nie idzie o to żeby sfajczyc las żeby sobie kiełbaskę na patyku zrobić a potem "zrozumieć" ze lasu już nie ma..
    3 punkty
  9. Cześć He he dobre dobre. Kupujesz sobie rower w cenie pięciu sześciu normalnych ale musisz mieć WiFi, żeby na nim jeździć. A sprawiała wrażenie takiej rozsądnej i normalnej dziewczyny... Pozdrowienia
    3 punkty
  10. Zgadza się , Montvernier przereklamowany , fajnie wygląda tylko z góry tak to nic specjalnego, nie pamiętam 10 zakrętów 15-20 min jazdy. Jak bylismy kilka lat temu to ostatni etap Saint Jean- Croix de Fer/Glandon, zjazd do La Chambre i zamiast Montverniera wybraliśy Col de la Madaleine ...i to był właściwy wybór. Trasa Marmote ( ale bez Alp Huez .... z AlpHuez po kilku dniach kiedy serce już się nie rozpędza to byłoby dla nas trochę za dużo) była w planach ale.....pomogliśmy sobie autami tj. dojazd z Saint Michele do Allemond i odpadł Glandon. Ten ''skrót'' Balkony Auris - widziałem na mapie , ale do końca nie byliśmy pewni czy tam 100% asfalt i pojechaliśmy klasycznie tj Sarene,La Grave, Galibier. Ciekawy też musi być boczna droga do Valloire https://ridewithgps.com/routes/36510297 fajnie to(chyba ) widać z Telegrafa .......tyle że tam ostatni km nie wiadomo co to jest (ścieżka , jakieś wykopaliska) Czego nie udało się przejechać to z konkretniekszych podjazdów na pewno Col du Sabot ale może będzie jeszcz okazja. Znaczy się- ja byłem za miejscówką w Barcelonette/Jausiers ( Col de la Bonette,Lombarda, Cayolle, Allos, Champs, Vars,Parpaillon....)ale mnie przegłosowali.
    3 punkty
  11. Moja córka też nie umiała na początku wykorzystywać przerzutek. Używała 2-3 maks. Dzisiaj ma napęd 1x10 i już jest lepiej. Świadomie już wykorzystuje z 6-7 trybów. Przy skrajnych czasami jej podpowiadam żeby coś przerzuciła, jak za nią jadę. Tak że chyba jesteś na poziomie bardzo początkującego rowerzysty i dopiero uczysz się wykorzystywać różne tryby. Po córce widzę że to trwa parę lat. Po tym co piszesz, to wynika że warto dużo jeździć po terenach płaskich i pagórkowatych (polecam wzgórza trzebnickie). Warto opanować efektywną jazdę na dobrych nawierzchniach z prędkościami w zakresie 5-30 km/h.
    2 punkty
  12. Tylko w sumie nie licząc @Spiochu nikt tu nie pisał o precyzyjnym trzymaniu się STAŁEJ kadencji. Zresztą w normalnej jeździe jest to po prostu praktycznie niemożliwe, za dużo czynników typu wiatr, dyspozycja dnia, jakieś niewielkie wzniesienia typu 1-2%, chęć mocnej/szybkiej jazdy itp itd.. Raczej (przynajmniej mi) chodziło o trzymanie się w miarę wysokiej kadencji (85-95) i nie ukrywam, że te 85 to jest takie graniczne, poniżej której staram się nie schodzić, bo po prostu jedzie mi się niekomfortowo. Oczywiście jak jadę z prędkościami w okolicach 20km/h (po bułki lub z kumplami, rodzina która rzadko jeździ na rowerze) to kadencja jest mi zupełnie obojętna. Inny przypadek to strome podjazdy, gdzie nie mam szans na taką kadencję przy obecnym najlżejszym przełożeniu. Ale generalnie 90-95% czasu spędzam właśnie mniej więcej w tym przedziale.
    2 punkty
  13. ....i właśnie dlatego układając swój chytry plan na niedziele założyłem że pójdę do Parku - bo tam rowery nie maja wjazdu a to właśnie w niedziele jest największy "wysyp" cyklistów (w tym prawdziwie "niedzielnych"). Niedziela a zwłaszcza słoneczna niedziela jest bezwzględnie najgorszym dniem jaki można sobie wybrać do odwiedzenia Babiogórskiego Parku (gorsza jest tylko taka sama niedziela w wakacje) - ale jeszcze gorsze jest siedzenie w domu wiec trzeba wybrać "mniejsze zło". Zakotwiczyliśmy na parkingu pod stokiem Mosornego Gronia - parking był nawet wyjątkowo pusty choć trochę rowerzystów było a krzesło kręciło. Wybraliśmy szlak który teoretycznie był zamknięty ze względu na remont mostu na potoku ale doszedłem do wniosku ze po tygodniu takiego skwaru ten potok i tak można przejść bez problemu w butach lub bez. Na miejscu okazało się ze nowiutki mostek już stoi. No i dalej już bez tłoku i rowerów do ulubionej polany z której można popatrzyć na wszystkie ważne góry w okolicy. W sumie specjalnie nie przepadam za takimi "promenadami" w górach, wole dzikie szlaki ale dopóki nie ma tłoku jest OK. Poszliśmy jeszcze na chwile wyżej ale GSB to nie jest dobre miejsce na niedziele wiec trochę jeszcze połaziliśmy bocznymi drogami schodząc w dół.. W drodze powrotnej jeszcze przystanek na lody w Suchej - w sumie lody OK ale pewnie w 2018 były lepsze. I w drodze powrotnej "burza mózgów" co z tymi lodami wspólnego ma Sting.... powspominaliśmy przy okazji jeden z ostatnich koncertów Lifefestival w Oświęcimiu na którym grał. I sam festiwal też - tam bywali wielcy wykonawcy "ze świata" zanim festiwal przepadł .... taka zmiana ...
    2 punkty
  14. Albo takie cos https://www.cyclingcols.com/map/col/Orgere Z mojej strony: Włochy -Jak dla mnie najlepsza miejscówka to ca. Bormio gdzie w okolicy mutanty, ja akurat takie lubię najbardziej ( Stelvio/Umbrail ,Gavia,Mortirolo,Livigno,Logo di Freale,OffenPas.....możliwe do zapętlenia z Szwajcarskimi przełęczami Albula, Fluela) -Opcja nr 2 to Dolomity np.Corvara, Arraba,Canazei,Predazzo,Alleghe......można dowolne kółka robić. Tu trochę łatwiejsze podjazdy od tych wysokich francuskich czy tego co w Bormio ale na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. ale ''Hard'' też są - Fedaia, Passo Pampeago-Reiter Joch ( końcówka wyasfaltowana ),Giau ,Cime di Lavaredo,Rifugio Gardeccia,Alpe di Susi skrótem z Ortisei zjazd ''Autostradą''...łatwiejsze Sella Ronda ( Gardena, Sella, Pordoi, Campalungo, Valparola,Falzarego,, Valee, Pelegrino od Moeny,Manghem itd) -Ciekawa też opcja Dolomity blisko Słowenii np.miejscowość Ovaro - tam znowu stromichy -Zoncolan, Monte Crostis. -blisko Austrii -Meran .....Timmelsjoch , JaufenPass, Penser Joch. -Okolice Mont Blanc tj np. miejscowość Arvier - gdzie blisko na Grand Bernard czy Pettit Bernard, Colle San Carlo, do Breuil Cervinia -okolice Cuneo- tam mało znane ładne wąskie podjazdy Fauniera2500 ,Sampeyre, mutant Col Agnel.Colle 2744 Lombarda 2350 - Trento- jechaliśy Fondo Monte Bondone( +4000,), max wysokośc ca 1500 i gorąco,okolice . Jeziora Lago d Iseo- tam Montecampione (Pantani-Tonkov 1998) , Passo Vivione, Pressolana +pozostałe A moja przełecz nr 1 to .....Colle Nivolet 2612 ( trochę nad Turynem) takie ulepszone, bardziej dzikie Stelvio.Niedawno Giro tam miało metę , tyle że niżej przy zaporze. Austria : Tutaj też są wysokie przełęcze/drogi ale kłopot z pętelkami. Najwyższa droga asfaltowa to lodowce ca. Solden /Tiefenbach 2802 Rettenbach 2670 , stromo ale do przeżycia. W pobliżu Solden droga na przełęcz Timmelsjoch ( Rombo 2500), przełęcz Kuhtai ( szybki zjazd.....w ogóle w Austrii prawie każdy zjazd jest szybki ) Inna dolina -lodowiec Kauerntal 2750 też asfalt , strome ost 10 km Hochtor 2500 znana droga widokowa , Ładna jest Zillertaler Hohenalpenstrasse też na ponad 2000 , średnie nachylenie ca 10% na 15 km , za to zjazd kiepski bo wąsko stromo i co chwila zakręty Bieler Hohe ( Silvretta) tutaj można niezłe kółko zakręcić z Sant Antonem. Okolice Bregenz -Furka, Fashina ,Malbun (Liechtenstein) ......no i Solkpas 1780 nasza pierwsza rowerowa przełęcz Alpejska ( 1996) Jak ktoś chce super zjazd 100km/h to Wurzen Pass ( granica ze Słowenią) , Turraher hohe - który można zapętlić z Eisenthalhohe 2027 .... Co nie znam i w pierwszej kolejnosći chciałbym przejechać to taki monster https://www.cyclingcols.com/col/Oscheniksee +https://www.cyclingcols.com/col/Hochwurtenspeicher Salzkammergut ,Jezioro Garda gdzie stromizny ...też rowerowo niezłe ale to znam tylko z opowieści kolegów, oni bardziej mtb.
    2 punkty
  15. Taka ciekawostka sprzętowa. Mamba jechała w Ultra Sudety Gravel Race. Zrobiła DNF, ale ja chciałem zacytować kawałek o tym jakie to piękne są elektroniczne przerzutki. "Na łące zaliczam drugą już dziś głupią glebę (pierwsza głupia gleba była na jednym podjazdów). Następuje pewne rozstrojenie napędu skutkujące spadaniem łańcucha i dziwnymi jego reakcjami. Skrzywiony hak? Eeee, nieeee, nie możliwe. Generalnie, kiedyś, dawnymi czasy hak do przerzutki woziłam ze sobą zawsze. Ostatnimi czasy nie wożę. Po prostu. No i się doigrałam. Na szczęście koledzy Hubert i dwóch, których imienia niestety nie znam pomagają odgiąć trochę przerzutkę i napęd prawie wraca do normy. Piszę prawie, bo podczas zmiany biegu z przodu w elektronicznej grupie Sram eTap AXS zachodzi jednoczesna kompensacja biegu z tyłu i ten podwójny ruch przy krzywym haku jest już zbyt skomplikowany i łańcuch znów spada. Wyciągam więc telefon, by wyłączyć tą funkcję w specjalnej aplikacji. Cuda dwudziestego pierwszego wieku I znów d..a, bo okazuje się, że nie ma zasięgu, a bez internetu aplikacja nie działa… a ja oczywiście nie pamiętam jak tą funkcję wyłączyć za pomocą kombinacji przycisków na manetkach. Jadę dalej do cywilizacji z zasięgiem, zostawiając bieg z przodu na małej tarczy a operując tylko tylnymi przełożeniami. W Międzylesiu zatrzymuję się w pizzerii. Zamawiam żarełko i w między czasie ogarniam napęd za pomocą sieci WiFi "
    2 punkty
  16. 2 tyg temu wróciłem z miesięcznej podróży po Albanii i Macedonii. Gdybyś miał jakieś pytania to pisz śmiało
    1 punkt
  17. My w czwartek ruszamy do Czarnogóry do BAR-u, a w sobotę do Albanii (Golem).
    1 punkt
  18. Dziś mocno wiało, mam WindSup-a (jakkolwiek poprawnie się to pisze), żałowałem, że nie zabrałem pędnika. Dzieciaki mega zadowolone, ten SUP to taki super fajny przerywnik na plaży by nie było nudno (szczególnie dla takiego typa jak ja, co to woli góry).
    1 punkt
  19. Wkrótce dołączę do SUP-owych debiutantów morskich na chorwackim morzu
    1 punkt
  20. Mój kolega podpalił kiedyś las. Oczywiście nie z powodu grzania kiełbaski, ale z powodu obserwowania jak się drzewko pali. A że powiał wiatr, ogień przeniósł się na inne drzewo , potem jeszcze inne, to i straż musiała przyjechać. To człowiek rozumny, od lat wzięty wspaniały prawnik.
    1 punkt
  21. 1 punkt
  22. Cześć Jeżeli jest to zorganizowana impreza, spełniająca normy organizacyjne i przepisowe co do trasy zabezpieczeń itd., w której startują przygotowani zawodnicy to co innego. Sam pracowałem parę lat w rajdach samochodowych i nawet nie wiecie jak wiele często zostaje po takich imprezach na stałe, głównie w infrastrukturze drogowej. Ale jeżeli jest to upalający na pieszym szlaku frajer to powinni się nim zając raczej myśliwi. Niestety jest coraz gorzej bo spalinowych przynajmniej słychać a elektryków już nie a to nowa plaga lasów i parków. potencjał niszczycielski taki sam a niebezpieczeństwo większe ze względu na ciche przemieszczanie się. Miałem już dwa razy sytuację na mm z kolesiem na maszynie wielkości sporego crossa, której nie było w ogóle słychać. Pozdrowienia
    1 punkt
  23. Tak samo, a może nawet bardziej może Ci się wydawać, co jest efektywne siedząc przed kompem i snując różne teorie. Wsiądź na rower, jeden, drugi, trzeci, pojeździj rok, dwa po kilka tysięcy km, opisz swoje wrażenia, będzie to napewno cenniejsze niż toczenie jalowych rozważań po co tyle przerzutek. Ja mam swoje doświadczenia z różnych napędów, różnych rowerów i z wielu tysięcy przejechanych kilometrow i wiem że na płaskich twardych drogach potrzebuje mieć ciasno stopniowany napęd, bo czasem zwłaszcza przy prędkościach powyżej 30km/h różnica pomiędzy 2, a 3 ząbkami powoduje czy jestem w stanie skorzystać z cięższego biegu czy nie. Natomiast jadąc w góry chce mieć dostęp do możliwie najlżejszych przełożeń, a że mam tylko jeden rower stąd potrzebuję wielu trybów. Możliwe że Twój styl jazdy tego nie będzie wymagał i dasz radę na napędzie 1x10 czego Ci z całego serca życzę.
    1 punkt
  24. Patologia. Jak dla mnie porażka, takie imprezy w takim miejscu. Tutaj to przynajmniej zorganizowana impreza, ale prawdziwą patologią są motocrossowcy na szlakach pieszych, niestety nagminnie spotykani w Beskidzie Sądeckim czy bliższym mi Pogórzu Ciężkowickim i Rożnowskim. Mimo że to już jest niezgodne z prawem, to i tak guzik można im zrobić. Żarty sobie robisz? Serio uważasz, że góry to odpowiednie miejsce na ryk silników i zapach spalin??? Sorry, ale w głowie mi się to nie mieści, że można mieć takie podejście "bo komuś się podoba". Jakby ktoś organizował tam koncert rockowy to też byś bił brawo?
    1 punkt
  25. Zero litości, skiturowcy to nie ryby, wybić do ostatniej sztuki... bo inaczej góry zniszczą.
    1 punkt
  26. Jestem zupełnie z innej bajki. W moich czasach pewne rzeczy traktowało się poważnie, a nie w poniedziałek jestem piłkarzem, we wtorek gitarzystą, itd. Ja nie "szukam jakiejś rozrywki", ja narty traktuję "poważnie". Jestem już (od dekad) dorosły i wiem, co lubię! Wiem, stacje dziś mocno nastawiają się na takiego "narciarza przypadkowego", ale to wiąże się też z określonymi konsekwencjami: a) jego zapał może być krótkotrwały i "jutro" przerzuci się, nie wiem, na zjazdy na linach, czy coś; b) zraża się "zapalonych" narciarzy; c) przy takich narciarzach "przypadkowych" sezon będzie się kończył... dzień po feriach. Ale, póki na tych "przypadkowych" zarabiają, nie poradzę...
    1 punkt
  27. Coś wiem na ten temat;( Musiałem ratować życie jak od szybowca skrzydła odpadły. Tylko że ja miałem spadochron... Zawsze przekazuję lotniczej młodzieży aby traktowali go jak swoistego rodzaju sanktuarium, bo to może być ich ostatni przyjaciel. Zdjęcie zabezpieczeń z czegoś takiego jest nie do pomyślenia. Kiedyś musiałem w maszynie wymienić stycznik bezpieczeństwa. Mogłem go kupić 10 razy taniej, ale nie, kupiłem oryginał. Bo to jest ostatnia linia obrony aby ktoś nie stracił palca. Zawsze musi być miejsce na plan B. Jak ktoś o tym zapomni to tak to się kończy. Zresztą Smoleńsk jest tego najlepszym przykładem. W tym locie złamano zabezpieczenia wielokrotnie, więc się skończyło jak się skończyło. A początek tej katastrofie dał Prezydent RP, który zresztą przepłacił to swoim życiem.
    1 punkt
  28. A propos szerszego spojrzenia:;) Są różne spojrzenia i o tym właśnie wspomniałem:;) Tylko tyle:;) Nie podoba Ci się karczowanie kolejnych górek, ok, rozumiem. Z drugiej strony wielu chętnie wybiera się na skitury i depta górki jak chce. Całym swoim życiem niszczysz przyrodę, zresztą ja też:;) To co, czy to jest wystarczający powód aby całą ludzkość unicestwić:;) My też jesteśmy częścią tej przyrody, fakt że bardzo agresywną. Zaraza skutecznie nam kasę zabrała. To będzie musiało się odbić na infrastrukturze narciarskiej. Więc raczej większych inwestycji w górach nie będzie. Ja pamiętam siermiężne wyciągi i kosmiczne kolejki. Tak, tęskno mi do wygodnych kanap i do jeżdżenia w "lunaparku". Ale to wcale nie znaczy że mamy przerobić górki na zjeżdżalnie i wieże obserwacyjne. W gospodarce rynkowej te sprawy reguluje odwieczny popyt i podaż. Wg mnie jest on już bliski zrównoważenia, nawet bez pandemii... Więc raczej wielkiego karczowania górek nie będzie. Dobre ośrodki będą się dla nas zmieniać in plus a z resztą będzie tak, że jak gdzieś powstanie coś fajnego to gdzieś indziej jakiś skromny ośrodek zakończy swój żywot, co może oznaczać wielki dramat dla ich właścicieli. Tak jak sam wspomniałeś jest wiele jeszcze fajnych miejsc, które można wykorzystać na rozbudowę, bez większej szkody dla przyrody. I pewnie tak się będzie działo. Nikt nie pozwoli zadeptać górek. Aby wejść w nowy teren to trzeba przejść gehennę z urzędnikami od przyrody i różnej maści ekoterrorystami. Więc prościej jest zrealizować taki projekt na już istniejących terenach. Więc o nasze górki jestem spokojny. Zresztą, pamiętam jak za czasów mojej młodości Odrą płynął fenol a przez Jelenią Górę płynął śmierdzący Bóbr. Teraz po tych zapaszkach zostało tylko wspomnienie. Byłem w zeszłym roku w fajnej knajpce - Perła Zachodu, bardzo malowniczo położonej właśnie nad Bobrem, a jedyny zapach to kwiatów przy schronisku. Pamiętam moją bladą kuzynkę która była bardzo w lecie blada, bo na Śląsku przez zanieczyszczenia słońce miało problem się przedrzeć. Zmieniło się wiele i się ciągle zmienia. Więc głowa do góry. A ja sobie teraz wsiądę do ekologicznego szybowca i się będę bujał pod chmurkami i nad górkami:;) Ale wpierw mnie w tą atmosferę wyniesie jakiś mniej ekologiczny samolot:;)
    1 punkt
  29. Przyzwolenie na taki syf w górach? NIGDY.
    1 punkt
  30. Piszecie o sile w nogach, ale to tłumaczy jedynie zakres przełożeń. Można zrobić napęd nawet 1x10 o dużym zakresie. Po co wam jednak, duża liczba przerzutek pośrednich? Dlaczego musicie mieć cały czas stałą kadencje Np. 90? Czy jak będziecie kręcić 80 albo 100 to coś się stanie? Dla zdrowa takie niewielkie zmiany kadencji i obciążeń będą nawet korzystniejsze.
    1 punkt
  31. Już od dłuższego czasu czekałem na właściwą pogodę aby zrobić taką trasę. Właściwą czyli: - aby były chmurki i dużo słońca - dobra zieleń - najlepiej zero wiatru - nie za gorąco i ten dzień (a dokładnie to dwa, choć drugi nie cały) w poniedziałek się zadział! W realizacji tak to wyszło. Zacząłem na stacji w Kamieńcu Ząbkowickim. Szybko wjechałem na ER 09, który dowiózł mnie do Głuchołaz. Dalej miało być tak zwanym Szlakiem Czarownic (czarny rowerowy). Nocleg w okolicach Nysy. Następnego dnia kontynuacja do Paczkowa gdzie szlak się kończy i domknięcie pętli wzdłuż Zalewu Paczkowskiego i Topoli. Jazda u podnóży Góra Opawskich i okolicach to jest miodzio widokowe. Zdecydowana większość drogi to gładkie asfalty. Jestem u podnóża Gór Opawskich Nade mną wisi Biskupia Kopa. Gapię się na nią a ona patrzy w dół szyderczo i mówi - i co mi zrobisz? No to się wkurzyłem i odpowiadam: - skopię ci dupsko Oczywiście na wariant biskupi nie jestem przygotowany. Wyciągam telefon - kurczę stromo jest, i wyznaczam najłagodniejszą linię licząc, że będą to drogi do jazdy. O dziwo linia jest 100% trafiona. W zasadzie w całości do podjazdu, choć parę razy uznałem, że lepiej pchać jak jakąś ściankę młynkować. Końcówka (ta na niebiesko) już jest trudna do podjazdu. Choć może na fullu bym spróbował powalczyć. Po piwku (pszeniczny Litovel) i zasięgnięciu czeskiego języka postanawiam zjechać przez Zlote Hory. Ta strona jest łatwiejsza choć to uczciwe mtb. Miasteczko jest urokliwe ale szkoda mi czasu na jakieś dłuższe pobyty. Po drodze zaglądam jeszcze na zapuszczone Zlate Jeziero. Dlaczego, sami odgadniecie! Wracam na Polską stronę i na Szlak Czarownic Patrzę sobie w tył i myślę gravele - srawele. I patrzę z czułością na moją krowę na 2,4" z grubymi klockami. Zawsze mogę skręcić gdzieś w bok i mnie nie zawiedzie. Patrzę na tablicę i myślę, ale jaja, to się chyba wymawia z francuskiego Szabielę i... Na koniec jeszcze wizyta w Nysie i kolejne sesje. Ale już Was nie będę męczył. Więc tylko przyuważone po drodze W stasach dzień wyszedł pod 160 km, blisko 2000 m vertical i... 557 fot. Drugi był tylko trochę gorszy. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  32. Mitek chce wam pokazać, że w amatorskim zastosowaniu, sprzęt nie ma znaczenia. I ma racje. Zawodów i tak nie wygracie, a co to zmienia czy się zajmie miejsce 100-tne czy 150-te? Na gorszym sprzęcie to nawet większe wyzwanie. Zamiast tracić czas na zarabianie dodatkowej kasy, lepiej poświęcić go na treningi. Efekt będzie lepszy niż z topowego roweru. Też jestem sprzętowym maniakiem, ale to niekończące się poprawianie ekwipunku, to trochę droga do donikąd. Być może, przez to umyka nam to co najważniejsze. Mitek pokazał, że wystarczy przyjechać na czymkolwiek i już można trasę ukończyć. Nie ważne czy rower waży 8 czy 18kg, nie ważne czy opona ma 35 czy 70mm. Ważne by mieć mocne łydy i psychikę. Oczywiście nie utrzyma się optymalnego tempa i nie uzyska najlepszego miejsca. Przeżyć jednak nie zabraknie, a może będą nawet większe. I o to chyba chodzi w amatorskiej jeździe.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...