Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
15.07.2021 - 15.07.2021
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 15.07.2021 uwzględniając wszystkie działy
-
Rozgrzewka przed Dniem Piekła Kolarzy 🚲 W zasadzie na dzień przed. To był ostatni moment, bo w górach mogliśmy spędzić 3 dni, przy czym drugi był przeznaczony na Piekło. Dziś przedstawię Wam dzień pierwszy we włoskich Alpach, które znałam dotychczas tylko i wyłącznie z zimowych wyjazdów narciarskich, chociaż też nie do końca bo akurat w zachodniej części Południowego Tyrolu nigdy wcześniej nie byłam. Do Włoch jechaliśmy we trójkę jednym autem z trzema rowerami na dachu. Ruch był spory, przyznam, że nie spodziewałam się 12sto godzinnego dojazdu . Na granicy DE/AT i AT/IT bez kontroli. Wszyscy mieliśmy jednak paszporty covidowe i zarejestrowaliśmy swój pobyt na włoskiej stronie rządowej. Na miejscu przy zameldowaniu nikt nie wymagał od nas ani certyfikatu ani potwierdzenia rejestracji pobytu. Rozgrzewka polegała na przystosowaniu się do wysokości (chociaż wiadomo, że jeden dzień to za mało) oraz przygotowania mięśni na Piekło. Na tzw. przystawkę przed Daniem Zero pokonaliśmy przewyższenie 625m na długości ok.15km. Najwyższa rzędna - 1566m npm, ze startem z poziomu około 950m npm. Były więc i podjazdy i zjazdy gdzie rower rozpędzał się do steki w trzy sekundy (takie przynajmniej miałam wrażenie). Na co dzień mieszkamy na nizinach, więc takie wysokości były już dla nas odczuwalne. Po odespaniu trudów podróży, śniadaniu oraz kawusi wyruszyliśmy na trening. Po krótkiej wspinaczce naszym oczom ukazał się taki widok: Potem było już tylko gorzej: Trasa którą wybraliśmy w większości była drogą rowerową. Zamierzaliśmy objechać całe jezioro, które oplata z jednej strony gładki niczym lico młodej dziewanny asfalcik, o taki...... .....a z drugiej nawierzchnia szutrowa. Kolega na szosie z "opąką 25" musiał w tamtej części przemieszczać się drogą dla samochodów (ja i mój D. mamy grawele). Tutaj cała rowerowa trójca na jednej focie: Faktycznie objechaliśmy jezioro, pożerając po drodze różne pyszności: Po udanej wspinaczce i obczajce okolicy ruszyliśmy w dół. W teorii, bo żeby zjechać te 600m w dół trzeba było jeszcze trochę podjechać w górę:-))) O tutaj widać zdradliwy początek tego zjeździku: Jadąc w dół ćwiczyłam zachowanie zimnej krwi przy dużych prędkosciach i sprawdzałam skuteczność hamulców tarczowych. Spadek nie wydawał się zabójczy, ale potem na Stravie po analizie statsów wyszło, że jednej niepozornie wyglądającej górce rozwinęłam prędkość 70km/h !!! Tutaj jest jej początek (to co widać to podjazd, zjazd z drugiej strony). A tak sytuacja przedstawiała się na wzniesieniu pola, które widać na powyższym zdjęciu. Cóż...to tyle, jeśli chodzi o rozgrzewkę. Ciekawa jestem ilu z Was wie co czekało mnie następnego dnia - założę się że większość już się domyśla. Dzień Zero czyli to co nazywam Piekłem Kolarzy opiszę Wam w następnym odcinku :))))) Pozdrawiam serdecznie :*** STAY TUNED10 punktów
-
I tu się mylisz i to srodze. To takie amatorski, powiedziałbym dziewczyński (pal sześć poprawność), kokieteryjny make-up. Błota na twarzy nie ma, koszulka prawie czysta. Krwi nie widać, ręce bez zarysowań?? Ciuchy całe??? Co to jest - jazda po osiedlu po deszczu w strefie ruchu uspokojonego???4 punkty
-
Dzisiaj będzie taki temacik z niedz/pon. Plan obejmował tutaj: "inwentaryzację" szlaku ER-6 (Magistrala Bobru) od Lubawki do JG, niebieskiego wokół Kowar, zielonego wokół Karpacza, żółtego z JG Zabobrza. Oprócz tego całkiem sporo było rowerowej obwodnicy JG (zielona). Sporą część z tego znałem fragmentami i prawdę powiedziawszy wiedziałem, że będzie co najmniej nieźle. GW Train z Sędzisławia jest atrakcją samą w sobie. To podróż w czasie. Kocham ten pojazd. Szlak wzdłuż Bobru to rewelacja, parę fotek z obu dni. Niebieski wokół Kowar (który znałem w 3/4) ta fota jest trochę obok ale TAKI świerk. To z tej leśnej części na Czarnym Grzbiecie co jej nie znałem Teraz niespodzianka wyjazdu. Pętla nazywa się "Karpacz przyjazny rowerom". Jakiej trasy byście się spodziewali??? Pomyślałem sobie, że to będzie spokojne mtb, jak te wokół Kowar. Otóż to było mocne XC, oznakowane skąpo w mieście ale w terenie... Kto by się tam takimi pierdołami zajmował! A ponieważ jeden z fragmentów biegł po terenach działalności ZUL-ów to słowo honoru, zatrzymywałem się i nie widziałem ścieżki. Ten najbardziej smakowity odcinek jechałem w burzy z duszą na ramieniu bo stromo, gałęzie sterczące w poprzek, więc każdy większy uślizg mógł się skończyć demolką koła czy wózka. Zdjęcia nawet w 10% nie pokazuję niestety tej zabawy. Fotograf dupa... a to na wyjeździe. Słowo honoru ucieszyłem się. Aby dla Was zrobić fotę to trochę z duszą na ramieniu przeszedłem po tych gnących się deskach. Karpacz przyjazny rowerom. Dobre! Na koniec była żółta pętla z JG. Ciekawy pomysł bo ogólnie po asfaltach z super widokami. Gravelowe miodzio. Ale też jakiś bród, jazda po rozrytym polu i długi, stromy, gruntowy podjazd z szaleńczym zjazdem w piargu dla kontrastu. Mnie się podobało. Zdołałem też zajrzeć w pierwszym dniu do Budnik (podjechałem na Ponurą Kaskadę a potem jest fajna ścieżka do mostka). Temat jest podwójnie albo potrójnie epicki. Raz, że polskie Anchorage (113 dni bez słońca), dwa, że miasteczko które znikło i praktycznie bez śladu. Trzecie to jest sztolnia 21 - 650 m dobrze zachowanych sztolni. Aby zwiedzić wystarczy tylko pokonać zacisk i pobrodzić w wodzie po pas przez pierwsze 100m. Aż taki zaciekły nie byłem. W statystykach wyszło 180 km i prawie 4000 m w górę. W dół ciut więcej. Pozdro Wiesiek3 punkty
-
Spokojnie .. .. ja ani o jednym ani o drugim... ani też o trzecim ..😄 Bardziej o własnych doświadczeniach w tym względzie ... i o nieprzewidywalności losu...🙂2 punkty
-
Ja się wypowiadam o przyjemnościach i pasji, a Ty o światopoglądach, nie należy mieszać tak odległych światów. Mógłbym dyskutować latami na takie tamaty, a to nie miejsce na nie. Nie dyskutuję na Skionline o polityce i religii...2 punkty
-
Mam w rodzinie księdza który zwykł mówić że Stwórca pęka ze śmiechu jak człowiek składa takie deklaracje .. 😉2 punkty
-
2 punkty
-
Cześć Tak została zniszczona na początku lat dwutysięcznych Łyna za Lidzbarkiem. Mówię Ci Magda jaka to tam była piękna rzeka. Już dość szeroka i bardzo szybka, niezwykle piękna widokowo i dzika, a jednocześnie łatwa, dla każdego. Odcinek z Lidzbarka do Bartoszyc płynęło się może 3h a tam jest chyba ponad 20 km. Zbudowano dwie elektrownie i po rzece. Wiesz moim zdaniem piękno takich odcinków polega na tym, że są trudniejsze niż Czarna Hańcza. Po to się tam to cholery jeździ = bo jest inaczej, ciekawiej, bardziej dziko. Jest taka przenoska na Warcie w Działoszynie - nabudowano pomostów, jakichś krętych kładek, itd. Teraz wszystko niszczeje, wygląda jak ruiny. Ciężko się nawet zorientować gdzie płynąć i jak wyciągać, wszędzie pękające deski i wszechobecne gwoździe, którymi niszczysz sprzęt, buty, stopy... bo się jakiś regulator napiął. A wystarczyło po prostu nie przeszkadzać naturze. Po pierwsze takie pomosty generują większy ruch co jest jakby w sprzeczności limitowaniem. Po drugie jest to raczej sprzeczne z ideą Parku Narodowego. Po trzecie zaburza się naturalną selekcję. Znam (nie jeden!) przypadki gdzie ludzie, zostawiali cały sprzęt gdzieś w krzakach i dzwonili "z mordą" do firmy wypożyczającej, żeby sobie zabrali bo oni płynąć i płacić nie będą bo był kołek i się nie dało. Takich ludzi na rzekach nie chcemy! Ci co chcą, docenią piękno i dzikość, wszędzie sobie przeniosą świetnie się bawiąc. To co niebezpieczne szybko piłą delikatnie przytną, żeby następni oczu nie stracili i jeszcze śmieci po wieśniactwie zdążą zebrać. Taka prawda Magda. A co do Korytnicy to strasznie mnie ciągnie ten temat. Sama wiesz ile jest takich rzeczek na jeden dzień czy na dwie godziny sytych i szybkich, gdzie trzeba jechać "na wodę" i na pusto. Logistycznie to jednak zupełnie co innego niż robimy w tej chwili. Ale jest to pomysł znakomity tylko ogarniać go trzeba inaczej. Dobrze jest mieć możliwość popłynięcia pewnych odcinków dwa razy lub przerzucenia się na inną rzekę. Prawda jest taka, że: Po pierwsze - uważam, że technicznie jestem za kiepski (jeszcze ) na szybkie rzeki ze zwałkami. Jak przepłyniemy na ciężko taką np. Łupawę przy większej wodzie, bez problemu - będę gotów. W taką zabawę muszę wciągnąć Amelkę i Kacpra bo będzie im się podobało na bank. Rybelek już przeciera szlaki w tej kwestii. Były w weekend na torze w Drzewicy ale jeszcze nie puścili ich samodzielnie na tor bo by się pozabijały - jak to stwierdził Pan , ale pomysł na weekendowe wypady znakomity i będziemy realizować. Pozdrowienia serdeczne2 punkty
-
Ależ wodzu... @marionen jest też całkiem profesjonalnie ujeb... ubrudzony:-)2 punkty
-
2 punkty
-
Oczywiście potwierdzam. Karierę Fibaka śledziłem głównie w prasie (Przegląd Sportowy, Sport, Trybuna Ludu, tygodnik kolorowy Sportowiec) . Pierwszy mecz w telewizji który pamiętam to finał Masters 1976r. i mecz p Wojtka z Hiszpanem Manuelem Orantesem. Prowadzenie w setach 2-1 i w czwartym secie 5-2 w gemach. Jednak nie wystarczyło to do zwycięstwa. Wcześniej Orantesa pokonał w grupie, w półfinale pokonał po 5 setach Guillermo Vilasa, jednego z najlepszych tenisistów w tamtym czasie. W tenisa sam jednak wtedy nie grałem, brak kortów w mojej okolicy, a wtedy byłem zafascynowany piłką nożną, każdą wolną chwilę spędzałem na boisku, tenis musiał jeszcze trochę poczekać. Zimą wiadomo, zawsze ski. Pozdrawiam.2 punkty
-
Są takie drogi, które prowadzą tylko w jedna strone, niekoniecznie pożądana, ty jako skiturowiec winieneś to wiedzieć... No chyba, ze odwrót, ale i to nie zawsze możliwe... ostatnio czytałem jakieś wspomnienia Roberta Roga, gdy nagle zjazd ze Śnieżki kończył się ścianka:-) Z tenisem to się słabo wiąże, choć i tu nieznane są wyroki... wystarczy kontuzja jak u ciebie i out. No i można bajdurzyć o planach, pasji i takich tam, a zostają jedynie marzenia czy mrzonki.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Polityka parku stoi chyba w rozkroku pomiędzy ochroną zasobów naturalnych a turystyką. To jest biedny region - przemysłu nie ma, rolnictwo - niespecjalnie, samo Drawno jest raczej zaniedbaną dziurą, więc postawienie na turystykę byłoby jakąś perspektywą dla mieszkańców. Pytanie brzmi - na jaką turystykę? Szlak kajakowy Drawy jest kurą znoszącą złote jaja, więc tak jak pisałam - wyczyszczono ją wycinając parę lat temu przejścia w największych przeszkodach i zrobili tę jedną przenoskę. Pływałam, gdy nie było tych ułatwień, ale mogę zrozumieć powody, dla których to zrobiono i na pewno będę pływać dalej. Wciąż jest też jeszcze nieco mniej popularna Korytnica, choć i tam z roku na rok jest w weekendy coraz więcej ludzi. Trzeba przyznać, że park bardzo dba o pola biwakowe - są regularnie sprzątane, jest infrastruktura - kubły, wc, wiaty, stojaki, pomosty, drewno na ognisko. Zadbano o wytyczenie, oznakowanie i utrzymanie atrakcyjnych szlaków - pieszych, rowerowych, konnych - na które praktycznie nikt nie przyjeżdża. Te pozostałe aktywności są bardzo niszowe - mnie osobiście to pasuje, bo nie chcę, żeby było tu jak na Mazurach czy nad morzem i na razie chyba się nie zanosi. Poza polami biwakowymi baza noclegowa i gastronomiczna jest słaba. Nie ma tu hoteli, spa ani innych rozrywkowych miejsc. Są w zasadzie trzy wioski bez popegeerowskich bloków, gdzie działają jakieś agroturystyki i kilka pól nad jeziorami, gdzie przyjeżdżają kampery - ostatnio coraz ich więcej. To chyba jest główny hamulec, dlaczego ten region nie przyciąga zbyt wielu osób. I niech taki balans zostanie.1 punkt
-
Rowery mogą być ale... reszta strasznie nieprofesjonalna. Może kupiłbyś ode mnie jakieś gacie rowerowe? Mam nawet jedne prawie nie używane!!! A w ogóle koledzy może byśmy zrobili listę zakupów dla Mariusza??? Zacząłbym od: - obcisłe gacie do XC z szeleczkami - czerwony kask enduro z długim daszkiem Pozdro Wiesiek1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@Wujotbys se elektryka pierdyknął jak admin i się nie męczył na stare lata 😜1 punkt
-
Cześć No nawet nie wiem jak Ci to zaważyć. Jak trzymam w ręku to nie czuje wagi więc pewnie ze 100g. Wykonane solidnie, trzyma kształt, porządny ściągacz, trzy paski do mocowania z czego dwa ruchome więc masz multum możliwości i taśmy mocujące od wewnętrznej strony gumowane - żeby się nie przesuwało. Szczerze Ci powiem, że jak na 25 zyla to to jest naprawdę dobry produkt. Ja to biorę tylko i wyłącznie pod ultra bo tam naprawdę ważna jest wygoda i ergonomia a na 30 czy 40 km to czasami nawet nie biorę bidonu. Pozdrowienia1 punkt
-
Batony (przynajmniej dwa) oraz klucze wchodzą razem z bidonem. Dla mnie to duża zaleta, bo z reguły batony leżą w tylnej kieszonce koszulki, a przy tych upałach niestety potrafią stać się płynne.1 punkt
-
Cześć Ja też pochodzę z czasów Fibaka i - tu Mariusz z pewnością potwierdzi - jego sukcesy w tamtych czasach można porównać z Małyszomanią. Ja mieszkałem przy dużym parku, w którym było sporo wielkich asfaltowych (takie były czasy) placów. W promieniu 200 metrów od bloku, w którym mieszkałem powstało wtedy 6 kortów, a wszystkie okoliczne ławki były zaanektowane na "siatki", bo normalna siatka była praktycznie niedostępna. My mieliśmy to szczęście, że byliśmy gnojami, których rodzice rozumieli tę pasję więc i oryginalna siatka się znalazła i kort był zwymiarowany co do cala, nawet grubość linii była prawidłowa i słupki do naciągu siatki oryginalne. Niestety nie przełożyło się to w żaden sposób na sukcesy sportowe ale pamiętać należy, że jest wysoce prawdopodobne iż, rodzice dzisiejszych Hurkaczy pierwszy kontakt z tenisem mieli dzięki Panu Wojciechowi, który jest nie tylko wybitnym sportowcem ale po prostu wybitnym człowiekiem. Pani Radwańskiej nigdy specjalnie nie lubiłem choć miała sporo chwil, że grała fantastyczny tenis. Jako osoba słabego zdrowia musiała nadrabiać innymi elementami i wielokrotnie jej się to udawało. Sprytne i nietuzinkowe zagrania to jej wizytówka. W porównaniu z nią Pani Iga genetyczne papiery na granie ma perfekcyjne. Oby tylko nikt tego nie zaprzepaścił. Tutaj niestety jest słabo bo żyjemy w kraju wyjątkowej głupoty mediów i "kibiców", którzy żądaniami, oczekiwaniami i ciśnieniem byliby w stanie zniszczyć granitowy posąg a co dopiero 19-letnią dziewczynę. Miejmy nadzieję, że ma na tyle dystansu, że będzie miała to wszystko w dupie - inaczej, nie ma szans. Pozdrowienia1 punkt
-
Wybrałem się na kolejną trasę rowerową. Pętla, którą przejechałem po Beskidzie Śląskim sprawi wiele przyjemności nie tylko rowerzystom, ale także miłośnikom pięknych widoków i ciszy. Z przełęczy Salmopol, na granicy Wisły i Szczyrku pojechałem do źródeł Wisły. Odwiedziłem źródło potoku Malinka, przejechałem wzdłuż Białej i Czarnej Wisełki, objechałem Baranią Górę, sprawdziłem, czy Prezydent jest na urlopie, a na koniec wspiąłem się pod jeden z najstromszych podjazdów w Beskidach. Mapa trasy Do pobrania GPX trasy1 punkt
-
1 punkt
-
A jak ktoś napisze nie na temat to może napisać później publiczną samokrytykę żeby mu wybaczono....jak w Chinach... 🙂1 punkt
-
Możesz rozwinąć bardziej to co sugerujesz, bo ja nie łapię... PS. Chodzi mi o to co tutaj...1 punkt
-
To bardzo ciekawe gdy właściciel forum stwierdza, że szkoda czasu jego użytkowników. Nawet gdy wykorzystują go niezbyt zgodnie z oczekiwaniami.1 punkt
-
Ja też widziałam kanu - ostatnio para Niemców z dzieckiem i bagażami. Męczyli się okropnie - tam, gdzie zwykły kajak przecisnął się bez problemu pod konarem albo na ostrym zakręcie, oni się notorycznie blokowali. Z dobrą zabawą nie miało to wiele wspólnego. Wyglądali, jakby to był najgorszy urlop w ich życiu. Kanu płynęłam Czarną Hańczą i było fajnie, na Drawę parkową bym nie popłynęła. Może i się da, ale po co, skoro kajakiem polietylenowym jest o niebo lepiej?1 punkt
-
A propos trzymania się tematu. Kiedyś w "Trochę do śmiechu" napisałem o prawdziwej historii pewnego zdarzenia. Pewna pani, (dała się poznać jako żona sławnego męża co to piramidę finansową zrobił i oszukał sporo ludzi, a także pozwolił na ciąganie swojego samolotu za linę), urodziła dziecko. Pani siedziała w kiciu i od długiego czasu, ponad rok, może dwa, nie miała kontaktu z mężem, który siedział w innym więzieniu w innym mieście. Pani ta "sypiała" się z klawiszem, stad dziecko na swiecie. Do obcowania z osadzoną i dziecka przyznał się klawisz, pani wskazała klawisza jako ojca. No i klops, dziecko należało przypisać osadzonemu ojcu, mimo że nie utrzymywał kontaktów seksualnych z żoną i mimo zgodnej deklaracji kobiety i klawisza co do ich pożycia w kiciu. Byli małżeństwem a to jednoznacznie nakazuje przypisywać mężowi wszystkie dzieci które żona urodzi. Dla mnie taka prawna niedorzeczność była śmieszna. Opisałem wiec to w wątku, a jakże, "Trochę do śmiechu". No i zgadnijcie drodzy forumowicze co się później stało? A no odpowiadam, dostałem bana na 2 tygodnie czy chyba nawet miesiąc!!! Rozumiecie coś z tego? Napiszcie proszę, bo ja do dziś nie rozumiem jakie to reguły naruszyłem aby zasłużyć na bana?1 punkt
-
1 punkt
-
Tu nie jest pokazany słaby poziom na muldach. Taki to mam ja albo Mario. Tu jest pokazany brak nawet minimalnych umiejętności jazdy. Bez problemu zjedzie każdy przyzwoity narciarz. Jednak żeby to było dynamicznie i ładnie to już potrzeba wirtuozów ze zdrowymi kolanami.1 punkt







