Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
10.09.2022 - 10.09.2022
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 10.09.2022 uwzględniając wszystkie działy
-
Dane mi było zakosztować z początkiem września Gór Białych na Krecie. Kreta w 90% składa sie z gór wiec jedynie "liznąłem" temat tego co tu można zrobić... a można sporo. Czytałem gdzieś że 30 szczytów powyżej 2000m, do tego duży wybór stopnia skomplikowania tras - dla każdego, zarówno spacerowiczów jak i ekspertów aż po alpinistów. Do tego sporo spektakularnych wąwozów i sporo jaskiń i innych dziur. Najlepsze ....prawie ZERO ludzi w górach.. Raj dla tych którzy lubią chodzić. Szczyty widać z każdego zakątka wyspy... z miasta i z wody.. Góry sa bardzo fajne.. Ale wąwozy to jest to dla czego warto tutaj przyjechać!! ..pewnie tutaj wrócę....4 punkty
-
Jestem umówiony z instruktorką mojej córki od jazdy konnej, że jak będzie u nas śnieg, spróbuję jazdy na nartach za koniem. Może to będzie jakaś alternatywa ? Oczywiście piszę to, pół żartem, pół serio.4 punkty
-
Góry już były ale pisząc o Krecie nie sposób nie wspomnieć o plażach i zjawiskowych lagunach. Dwie najsłynniejsze i najbardziej oblegane to Elafonisi i Balos. Obie przecudnej urody, przy czym na tej pierwszej tłok jak nad Bałtykiem - zapewne z racji tego że autem można tam wjechać prawie na samą plaże. Na Balos jest nieco luźniej a jak ktoś wie gdzie sie udać to całkiem pusto a i nawet kawałek cienia można znaleźć (ekskluzywne miejscówki w oliwnym gaju). Żeby tutaj dotrzeć trzeba przejechać jakieś 8~10km bitą drogą a potem zejść ze 2km nad morze a co za tym idzie potem wyjść te 2km w palącym słońcu po stromym, kamienistym podejściu...ci co w klapkach lekko nie mają 🙂. Balos w rankingu najlepszych plaż zajmuje 24 miejsce na świecie i 5 w Europie -wiec "wypas".😉 Elafonisi.. Balos.. Taplanie sie w tych "dziurach" - rewelacja! Oczywiście nie sposób pominąć przepysznego jedzonka które serwują wszędobylskie małe knajpki.. ..ja jednak preferuje własnoręcznie przygotowane specjały spożyte "rodzinnie" w położonej na uboczu chatce na wsi którą wypożyczyliśmy..4 punkty
-
3 punkty
-
Dzisiaj wielka sobota w wykonaniu polskich zawodników. Muszę przyznać, że byłem człowiekiem małej wiary i nie wierzyłem w awans Igi Świątek do finału US Open. Forma Polki rosła z meczu na mecz. Świątek porusza się na korcie jak nikt inny w turze, doskonała defensywa, kontry waleczność i wiara we własne umiejętności, nie przegrywa w finałach. Gdyby jeszcze lepiej serwowała nie miałaby godnej rywalki. Tunezyjka to jednak niezwykle wszechstronna tenisistka, może być bardzo ciekawy finał. Lewandowski strzelił kolejnego gola w lidze, a i ja dzisiaj wygrałem w tenisa z moim starym rywalem. Mam nadzieję, że w Nowym Jorku usłyszę wiele razy "jazda" i ze szczęśliwym zakończeniem...3 punkty
-
Moje zdanie: Czy ceny energii dobiją biznes narciarski? Prąd będzie tylko... 5 razy droższy niż rok temu! Zamiast wjeżdżać, będziemy wchodzić? O problemie mówiłem już od mniej więcej kilku miesięcy: ceny energii elektrycznej na Towarowej Giełdzie Energii oszalały. Niemniej takich wariatów jak ja, którzy z zapartym tchem śledzą co się dzieje z notowaniami cen energii elektrycznej na giełdzie nie jest wielu. Więcej: takich, którzy rozumieją rachunek za energię elektryczną, jest jeszcze mniej. Względny spokój zapewniała ludziom taryfa (w domyśle taryfa G - dla gospodarstw domowych - jedyna jeszcze obowiązująca na rynku polskim) oraz wcześniej zawarte kontrakty przez firmy, najczęściej roczne, dwuletnie lub nawet trzyletnie ze stałą ceną. Problem polega na tym, że właśnie teraz firmy zaczynają otrzymywać propozycje nowych cenników na rok przyszły lub (w wielu przypadkach) nowe (czytaj: znacznie wyższe) rachunki, a w zakresie gospodarstw domowych rząd łapie się za głowy i sam nie wie, co zrobić. Ostatnim pomysłem jest, aby taryfy (czytaj: niskie ceny sprzed roku) zostały utrzymane, a drożej zapłacą tylko ci bogaci (cytuję z wypowiedzi premiera). Niestety nie dostarczono definicji bogatego, a ostatnie lata każą nam być pełnymi najgorszych obaw w tym zakresie. Tak, ty też możesz zostać bogatym. rzecz jasna urzędowo lub raczej... taryfowo. Ceny kiedyś, ceny dziś Dzisiejsze notowania forwardów na energię elektryczną na 2023 rok Kiedyś, przez lata funkcjonowania polskiej giełdy, czysta (czytaj: bez opłat przesyłowych i innych) cena za energię elektryczną kształtowała się na poziomie 160-165 zł za MWh. Potem nastąpił wzrost ceny do niemal 300 zł, co skutkowało interwencją na rynku ministra Tchórzewskiego w postaci specjalnej legislacji zwanej roboczo ustawą o cenach prądu. Dwa lata temu, we wrześniu 2020 r. średnia cena energii elektrycznej w kontraktach terminowych (na rok przyszły) kształtowała się na poziomie 234 zł. Rok temu: 400 zł. Drogo, nawet bardzo drogo, ale do przeżycia. Za to dziś cena giełdowa kontraktu na rok 2023 wynosi 1950 zł. Mniej więcej 5 razy drożej niż rok temu oraz ponad 8 razy drożej niż 2 lata temu. Także - uwaga - 12 razy więcej niż wynosił standard rynkowy przez lata. Do tego należy jeszcze doliczyć marżę sprzedawcy wraz z usługą bilansowania (co najmniej 100-150 zł), opłaty przesyłowe i inne (w zależności od taryfy i innych czynników: 250-450 zł). Oznacza to, że rynkowa cena prądu dla klienta (zawierająca wszystkie składowe) w 2023 r. powinna wynieść ok. 2,5 zł za kWh - plus minus 20-30 gr. Aktualna średnia stawka taryfowa (nie dotyczy firm narażonych od razu na ryzyko rynkowe) to niecałe 0,7 zł za kWh, co dokumentuję niżej: http://www.cena-pradu.pl/cena_kWh_mapa_2022_06.png Ceny prądu dla gospodarstw domowych obecnie (taryfowe) Prąd dla stacji narciarskich Jak się to ma do clou rozważań, czyli stacji narciarskich? Więcej (dalszy tekst): https://blogonartach.blogspot.com/2022/09/czy-ceny-energii-dobija-biznes.html3 punkty
-
Piorunujący początek, Iga jak maszyna! Ze strony sympatycznej poniekąd Tunezyjki liczyłem i wciąż liczę na więcej🍿2 punkty
-
A jak już przy wąwozach przy przełomach jjestesmy to na Sycylii fajne są gorges of alcantara gdzie dostaje się gumiaki takie na szelki po pachy i posuwa się w gore rzeki po kolejnych progach łatwo nie jest, sorry za off.2 punkty
-
2 punkty
-
Cieszę się że wspomniałeś to nazwisko. Ten chłopak jest niesamowity. Prawdziwa maszyna nie tylko w zdobywaniu bramek ale to tytan pracy dla swojego zespołu. Dwa tygodnie temu zabrałem syna na Camp Nou,dwie brameczki Roberta, wspaniała rodzinna atmosfera,a z trybun stadionu widać to czego szkiełko nie pokazuje. On był wszędzie, kreował grę jak dyrygent swoją orkiestrę,i to w tym Wielkim klubie FC BARCELONA. Szczyt szczytów .Coś niesamowitego 🤜🤛 .Visca Barca 😉 IMG_5820.MOV A co do Igi,WOW,…w drugim secie już lekko miałem obawy, że nie wytrzyma ciśnienia,a ona pokazała klasę-wytrzymała,cóż tu pisać…..Same brawa 👏1 punkt
-
1 punkt
-
No i masz co chciałeś. Świetny mecz Igi Świątek i zwycięstwo po walce, co w perspektywie jej rozwoju sportowego powinno ją wzmocnić...1 punkt
-
1 punkt
-
Ja próbowałem po skałach, boczkiem, nie po wodzie… wspinaczkowe by się przydały… kalosze.1 punkt
-
1 punkt
-
Cześć. To zdjęcie Chanii robiłeś z drona... Góry i zatoki na Ktecie powalają. Piękne foty, czuć ten klimat.1 punkt
-
..bo "gumiaczki" do chodzenia po kamieniach w wodzie powinny być podbite filcem..😀1 punkt
-
Może goldena do skijöringu przyuczyć? Kiedyś miałam takiego (pół-goldena), który ciągał dzieci na sankach.1 punkt
-
1 punkt
-
No, od tego sezonu ma się to zmienić (nowe naśnieżanie do samej góry Kopy).1 punkt
-
Jakby ktoś był zainteresowany stanem dróg i panami ich budowy w Rumunii to tu chyba najdokładniejsza mapa. Po najechaniu wskaźnikiem myszy, na daną drogę, są wyświetlane informacje o planowanej dacie ukończenia itp. Czerwony kolor - istniejące. Blado niebieski - w budowie. https://cestrin.maps.arcgis.com/apps/webappviewer/index.html?id=210f9dcdbeaf48349e3ed19e92ee2f191 punkt
-
Albis - Labe - Elbe - Łaba. Na krótkim odcinku w Szwajcarii Czesko-Saksońskiej jest rzeką graniczną, ale ponad dwie trzecie jej długości (blisko 800 km) przypada na odcinek niemiecki. Po relacji z Czech zapraszam na drugą część bloga z Elberadweg - szlaku w granicach Republiki Federalnej Niemiec, a przynajmniej tej jego części, którą udało się nam przejechać w sierpniu tego roku. Niedziela, 21 sierpnia W niedzielę rano ciężkie chmury wisiały jeszcze nad doliną Łaby, ale przestało już padać. Wkrótce po wyjeździe z Dečina docieramy do granicy. Trochę się dziwimy, że opuszczamy terytorium ... Czechosłowacji : Jadąc po niemieckiej stronie mamy widok na Hřensko - bramę do najciekawszych szlaków Szwajcarii Czeskiej. Ciekawostka: Hřensko jest najniżej położoną miejscowością Czech - 115 m npm. Po niedawnych pożarach w obydwu parkach narodowych wznowiono już ruch promów na Łabie i otwarto szosę łączącą Hřensko z niemieckim Bad Schandau oraz część szlaków turystycznych. Do odwołania nieczynny jest szlak do Pravcickiej Bramy i wąwóz Kamienicy, gdzie pożar był najstraszniejszy. Znad rzeki nie widać szlaków pożogi - niestety okolica zmaga się również z plagą kornika-drukarza, który spustoszył świerkowe lasy i to już bardzo widać. Pijemy pierwszą niemiecką kawę i podziwiamy panoramę Bad Schandau: Przełom Łaby - część niemiecka: Twierdza Königstein - podziwiamy z dołu: Z lewego brzegu przeprawiamy się promem na prawy, do uroczego Kurort Rathen, skąd zaczyna się szlak pieszy do skalnych baszt (Bastei), górujących nad Łabą: Sakwy zostawiamy w jednej z restauracji, rowery przypinamy na zewnątrz i ruszamy na wędrówkę. Widoki? Sami zobaczcie! A to już pobliska Pirna: Na wieczór zajeżdżamy do Drezna - okazuje się, że zarezerwowany przez booking apartament jest w bardzo alternatywnej dzielnicy Nordstadt - pełnej knajpek, klubów, graffiti itp. Ciekawa okolica i pełna życia, choć w nocy było nawet spokojnie.1 punkt
-
Piątek, 27 sierpnia Powrót pociągiem zaplanowaliśmy na piątek, w godzinach przedpołudniowych - aby uniknąć weekendowego tłoku w Deutsche Bahn. Wiadomo - bilet za 9 euro cieszy się popularnością, a jeden z pociągów naszego połączenia jedzie do Stralsundu, czyli nad morze. Rano mamy jeszcze trochę czasu, żeby pokręcić się po Magdeburgu, bo poprzedniego dnia już było za późno. Ostatnia fotka nad Łabą: Katedra - podobnie jak w Dreźnie - odbudowana z gruzów po wojnie. Udaje się wejść do środka przed nabożeństwem, choć oficjalnie nie ma o tej porze zwiedzania. A po przeciwnej stronie placu - Zielona Cytadela. Ostatni projekt Friedensreicha Hundertwassera, wzniesiony w 2005 roku. Gdy byłam w Magdeburgu w 2008 roku, cytadela była dużo bardziej różowa - przez kilkanaście lat drzewa urosły i coraz bardziej korespondują z nazwą obiektu: Pora zbierać się na dworzec. W pociągu dość tłoczno i duszno - cały przedział rowerowy zawalony sprzętem i kłótnie, kto i dlaczego ma wstać. Tłumy również na dworcu Berlin Hauptbahnhof i oblężone windy. Czterdzieści minut na przesiadkę okazuje się zapasem w sam raz, zanim przeniesiemy się z górnego poziomu na dolny i na właściwy peron. W składzie do Stralsundu już luźniej i więcej miejsca na rowery. Wysiadamy w Pasewalku, a ponieważ jest jeszcze "młoda" godzina, to zamiast jechać kolejnym pociągiem do przygranicznego Tantow, ostatnie 50 km pokonujemy rowerami - przy okazji pokazując naszym znajomym z Krakowa, gdzie jeździmy na co dzień. Robimy sobie postój w Krugsdorfie, żeby obejrzeć pałac i odpocząć trochę nad jeziorkiem Kiessee. Granicę przekraczamy w Dobieszczynie. Na liczniku ponad 900 km. Wyprawę kończymy następnego dnia rundką honorową i pamiątkowym zdjęciem w Szczecinie. Mam nadzieję, że dane mi będzie kiedyś dokończyć szlak Łaby odcinkiem w północnych Niemczech, aż do ujścia w Cuxhaven. A może w odwrotnym kierunku? O ile w Czechach, zasadniczo do okolic Pragi jedzie się "z górki", to w Niemczech jechaliśmy ... pod wiatr, czasem naprawdę silny i uciążliwy. Dlatego też większość niemieckich sakwiarzy spotykaliśmy jadących z naprzeciwka. I generalnie ten niemiecki odcinek jest bardziej popularny - od wielu lat wybierany jest przez ADFC jako najlepszy długodystansowy szlak rowerowy. Choć nam bardzo podobało się również w Czechach i ten czeski odcinek też polecamy. Z noclegami na trasie nie ma problemu, o ile nie traficie na jakiś festiwal czy inną masową imprezę. Ceny - od 900 do 2000 koron za dwójkę w Czechach i analogicznie od 52 do 72 euro w Niemczech, w zależności od standardu oraz opcji zjedzenia śniadania. Cała trasa zasadniczo jest dobrze skomunikowana koleją, więc można kombinować z odcinkami według własnej koncepcji i możliwości. Polecam też stronę: https://www.elberadweg.de/ - są różne wersje językowe, niestety polskiej brak. I niezawodną radreise-wiki z roadbookiem (po niemiecku): https://radreise-wiki.de/Elbe1 punkt
-
Czwartek, 25 sierpnia Ostatni dzień naszej wyprawy wzdłuż Łaby i najdłuższy dystans, bo ponad 100 km. Początek nawet fajny, druga część dnia - nieco mniej. Taka trochę monotonna jazda wałami przeciwpowodziowymi przez średnio ciekawy krajobraz. Ale od początku: Zaraz rano przeprawiliśmy się w Coswig na drugi brzeg. Szlak niby zasadniczo prowadzi obydwoma brzegami, ale w praktyce często jednak ten "drugi" wariant to nieatrakcyjne objazdy, słabo oznakowane. A że mostów na naszym odcinku jest niewiele, to pozostają promy. Trzy razy przeprawialiśmy się tego dnia w ten sposób. Cena? 1.50-2.00 euro za osobę i rower. Widok z promu na panoramę Coswig: Niedaleko zatrzymujemy się w pięknych ogrodach w Wörlitz - na drugie śniadanie i na zrobienie porządku z rowerem Mai, której schodzi powietrze i to z obu kół: Kolejny przystanek to Dessau - w sumie ciekawe miasto z licznymi obiektami architektury nurtu Bauhaus. Patrząc na te nowoczesne budowle, aż trudno uwierzyć, że powstały sto lat temu. Most na Łabie - już współczesny, ale pasuje do kolorytu miasta: Kolejny prom w Breitenhagen i ostatni - w Barby: Jeszcze parę obrazków z trasy: Pod wieczór zatrzymujemy się na kolację w Schönebeck, a do Magdeburga docieramy już o zmierzchu: "Z tak daleka, aż tutaj" - głosi napis na moście. To dobre podsumowanie naszej wyprawy. [cdn.]1 punkt
-
Środa, 24 sierpnia Szlak rowerowy Łaby na północnych krańcach Saksonii i w Saksonii-Anhalt prowadzi głównie przez tereny rolnicze i wały powodziowe - niekiedy oddalone od rzeki o kilka kilometrów. Mało mam zdjęć z "terenu" z tego dnia, bo i co tu fotografować? Czasem zbliżamy się do rzeki - wtedy widoki są ładniejsze: Naszym celem tego dnia jest miasto Marcina Lutra i reformacji - Wittenberga. W Elster (niedaleko ujścia Elstery do Łaby) zmieniamy lewy brzeg na prawy, korzystając z jednego z promów. Mostów na Łabie na tym odcinku nie ma zbyt wiele i są czasem oddalone od siebie o wiele kilometrów: Sama Witenberga jest przepiękna i bardzo niemiecka. To wręcz esencja protestanckiego ducha środkowych Niemiec, a świetnie zachowana renesansowa zabudowa i liczne tablice pamiątkowe działają na wyobraźnię. Łatwo poczuć się tutaj jak w burzliwych czasach XVI wieku, kiedy mieszkali w mieście Marcin Luter, Lukas Cranach, Filip Melanchton czy Thomas Müntzer. W Wittenberdze jesteśmy w dniu, który jest świętem narodowym Ukrainy. Tutejsza społeczność uchodźców zbiera się właśnie na rynku, pod pomnikiem Lutra. Trochę abstrakcyjnie brzmi w tej scenerii odśpiewana gromko "Czerwona Kalyna", ale w sumie - czemu, nie? Żal mi trochę opuszczać to miasto i mam odczucie niedosytu. Ale chcąc dojechać następnego dnia do Magdeburga, musimy podciągnąć jeszcze przynajmniej kilkanaście kilometrów. Nocujemy w Coswig - dość nijakim i prowincjonalnym miasteczku, w pensjonacie "Pod złotym winogronem". [cdn.]1 punkt
-
Wtorek, 23 sierpnia We wtorek rano przekropił nas jeszcze lekko deszcz - ostatni w trakcie naszej wyprawy. Przeczekaliśmy pod wiatką i ruszyliśmy dalej przez saksońską krainę pałaców i winnic. Opactwo cysterek Marienstein w Mühlberg/Elbe. Tutaj zahaczamy nawet o skrawek Brandenburgii. Belgern: Torgau z pięknym zamkiem, w którego fosie mieszkają ... trzy niedźwiedzie: Nocleg znajdujemy kilka kilometrów za Torgau, na kwaterze prywatnej u miłej, starszej pani. [cdn.]1 punkt
-
Poniedziałek, 22 sierpnia Tego dnia było więcej zwiedzania, niż jeżdżenia, dlatego kilometraż (53 km) niezbyt imponujący. Apartament w Dreźnie mogliśmy zatrzymać do godziny 13.00, było więc sporo czasu, aby objechać atrakcje, choć oczywiście bez zwiedzania licznych muzeów. Te mam zresztą już zobaczone, gdy byłam w Dreźnie dziesięć lat temu. Drezno, to takie nietypowa metropolia, w którym tzw. Nowe Miasto (Dresden Neustadt), w którym nocowaliśmy, jest starsze niż starówka - Altstadt, zbombardowana w czasie wojny. Wszystkie zabytki to rekonstrukcje - niektóre całkiem nowe, bo odbudowę Katedry zakończono ledwie kilkanaście lat temu. Neustadt, przed fasadą naszego hostelu: Fantazji nie brakuje również właścicielom samochodów - pardon, trabancików: Na drezdeńskiej starówce - katedra (katolicka) pw. Świętej Trójcy (po lewej) i zamek Wettynów (po prawej): Gmach opery: Zwinger - z rozgrzebanym remontem, ale dało się znaleźć fotogeniczne zakamarki: Katedra luterańska pw. Marii Panny (Frauenkirche) Z widokiem na jedną z uliczek: Orszak książęcy z miśnieńskiej ceramiki - bardzo znane miejsce w Dreźnie: Akcent rowerowy - można i tak zwiedzać Drezno: Łaba w Dreźnie: I panoramka na "do widzenia": Ruszamy na północny zachód - w stronę Miśni: Otóż i ona. Miśnia - Meißen. Uniknęła losu Drezna i zachowała swoją historyczną zabudowę. A co za Miśnią? Za Miśnią zaczyna się najmniejszy region winiarski Niemiec - nawet nie wiedziałam, że Saksonia ma takie tradycje. Mijamy winnice na zboczach wzgórz, a nocleg wypada nam w pensjonacie "końskim", z własną ujeżdżalnią, świetną kuchnią i cudnym zachodem słońca. [cdn.]1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Cześć Otworzyłeś mi usta tym wpisem i tak już zostaną przez jakiś czas. Wiesz ja z pewnością się nie znam na tenisie. Swego czasu - lata szkolne - dużo grałem, ale: - nigdy nie trenowałem tego sportu w sensie jakiegoś planu/programu, czysta amatorka. Mieliśmy taką grupę parunastu osób (bo były dwie dziewczyny) i graliśmy, organizowaliśmy wewnętrzne turniej itd. Najlepsi (do których wtedy należałem, chodzili na cegłę i dowalali trenującym regularnie. Niestety w wieku 16 czy 17 lat odniosłem kontuzje nadgarstka (nie związaną z tenisem), która skutecznie uniemożliwiła mi dalszą grę. Musiałem się przerzucić na lżejsze rakiety - stąd squash a zwłaszcza badminton. Twoja wiedza zabija i nie mogę nawet próbować się wtrącać. Myśląc o ofensywnej grze widzę aktywne i dynamiczne akcje przy siatce. Niestety też mam wrażenie, że taka taktyka jest w obecnych czasach zdecydowanie nieskuteczna, zbyt ryzykowna, żeby nie powiedzieć archaiczna. Trudno mi wypowiadać się o grze "wielkiej trójki"- zbyt mało oglądam. Wiesz to może (choć asocjacja jest daleka) trochę tak jak z hokejem na lodzie. Kiedyś uwielbiałem śledzić mecze. Dzisiaj gra stała się tak szybka, że nawet przy perfekcyjnej transmisji czasami nie wiadomo o co chodzi. Współczesny tenis robi na mnie wrażenie siłowego ale myślę, że wynika to z faktu, że trzeba naprawdę ogarnąć temat aby czytać uderzenia - tak jak Ty to przedstawiłeś. Pozdrowienia1 punkt
-
Dzisiaj trafiłem na poniższy (podlinkowany) artykuł. Ma powstać kompleks hotelarski 5 gwiazdkowy kaskadowy na stoku naprzeciw Jaworzyny Krynickiej, tam gdzie dawniej był wyciąg i stok ze Słotwin do Czarnego Potoku. Mówiło się o tym od lat że właściciele działek przez które przebiegała dawna trasa narciarska nie chcieli słyszeć o jego przywróceniu, stawiali na sprzedaż działek pod obiekty hotelowe. https://nowysacz.naszemiasto.pl/krynica-zdroj-w-poblizu-jaworzyny-krynickiej-powstaje/ar/c3-8988035 "Komplikuje to" potencjalne połącznie w przyszłości Jaworzyny ze Słotwinami. Chociaż w projekcie "Siedmiu dolin" Łącznik tym stokiem miał nie przebiegać. Widać Krynica nastawia się na bogatych klientów, drogie hotele (kolejny 5 gwiazdkowy) to również drogie skipassy.0 punktów







