Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. andy-w

    andy-w

    Użytkownik forum


    • Punkty

      23

    • Liczba zawartości

      1 563


  2. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      21

    • Liczba zawartości

      7 223


  3. artix

    artix

    Użytkownik forum


    • Punkty

      10

    • Liczba zawartości

      4 091


  4. marionen

    marionen

    Użytkownik forum


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      4 615


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 27.03.2016 w Odpowiedzi

  1. Wielkanocne PilskoDla wszystkich którzy skończyli sezon pozdrowienia z Pilska.
    15 punktów
  2. Dzień 7. Kuhtai. Cz.1 Nim zaprezentuję relację z wczoraj (jestem już w domu) i ośrodka Kuhtai odniosę się jeszcze raz do ośrodka Soelden - podkreślę, bez lodowców. To, że Wam się podoba - chodzi mi o Ciebie Jodku (jeszcze raz dzięki za wskazówki przed wyjazdem i polecenie Kuhtaiu), Pływaku... Mitku. Teren Gaislachkogl i Giiggijoch porównując do innych terenów narciarskich w jakich bywałem w Alpach - jest przeciętny i mi się nie podobał, co nie oznacza, że są tam trasy, które przypadły mi do gustu. Może i mi się poprzewracało w tyłku... ...ale w przyszłości jeśli będę miał wybór - nie wybiorę Soelden (chyba, że będzie to wyprawa na lodowce, które mi się bardzo podobały). Dlaczego tak się stanie? Powtórzę - jest drogo (a kasa dla mnie jest istotna), tłumy ludzi, trasy są średnio przygotowane, zdarza się sporo minerałów (niestety jeden ukryty pod śniegiem zaliczyłem - co zaskutkowało sporą dziurą w ślizgu). Mitku i nie jest to zła optyka - tylko zwykły wybór konsumenta, który wydając nie małe pieniądze na wyjazd w Alpy oczekuje wielkiego WOW! Co dla mnie nim jest, na takich wyjazdach? Przede wszystkim: super trasy i ich przygotowanie, mała ilość narciarzy, klimat Gór a nie festiwal blichtru i dudniąca muzyka, czego niestety doświadczyłem w Soelden. Dzięki Mitku - już wróciliśmy do Polski cali i szczęśliwi, obyło się bez wypadku z naszym udziałem - innym, się to nie udało. W Soelden helikopter w ciągu tych dwóch dni kursował kilkakrotnie zwożąc rozwalonych narciarzy (i jeśli chodzi o ten ośrodek - nie dziwię się). Wracając do szczegółów - te dwa krzesła ala Goryczkowa, to porażka i zwyczajna strata czasu bo są wolne. W złą pogodę...porażka totalna. Tym bardziej, że jak dla mnie zasięg tych wyciągów jest istotny z punktu widzenia poruszania się po ośrodku (powrót na Gigi, droga powrotna w górę po zjazdach fajną trasą 14 i 19). Powtórzę - Soelden w moich oczach obroniło się dzięki terenom lodowcowym gdzie mi się bardzo podobało. Gaislachkogl i Giiggijoch fajne trasy: 1, 2, 11, 14, 25...ale? To za mało... Powtórzę raz jeszcze - te rejony i podobne będę unikał jak ognia w Alpach (powody wyżej). Tak jak Artix napisał... do Zillertal ma się to nijak. To moja subiektywna ocena - możecie się zgodzić bądź nie. Nie wpłynie to na moje decyzje narciarskie. W części miasteczkowej ośrodka się nie pojawię już...no chyba, że będę musiał. Złamanego euro centa tam nie wydam. Wracając do relacji z ostatniego dnia. Ponieważ było to nartowanie na powrocie, to jazda na nartach tylko do godziny 12:30. Taki karnet na Kuhtai kosztuje 25 EUR. Wjazd do ośrodka od doliny Otztal dla mojej jednolitrowej Yariski był dosyć mocnym przeżyciem. Stromo, miejscami trochę biało - padający śnieg i mega stromo. Na niektórych serpentynach musiałem jechać na jedynce! Drugi raz takim autem się tam nie wybiorę... Wjazd jest na wysokość: Na miejscu jesteśmy przed otwarciem, przed godziną 9. Jest kameralnie, zero ludzi z klimatem Gór - to lubimy. Symbolem Kuhtai jest krowa. Kasę obsługuje jedna bardzo miła Pani - innych osób z obsługi nie widzimy...przy wyciągu na początku dnia jesteśmy jedynie my i dwóch instruktorów z Innsbrucka. Pierwsze rozgrzewkowe zjazdy zaliczamy przy krześle, spod którego zaczynamy jazdę. Pada śnieg i jest mgła. Na trasach ok 20-30 cm lekkiego puchu. Pięknie! Po pół godzinie wychodzi Słoneczko, a my jedziemy do jedynej w ośrodku gondoli. Widoki z niej? Zaliczamy łagodną trasę numer 5 - po niej na świeżo przejechały ratraki. Potem trasę przy orczyku... ...by wrócić w górę i zjechać w puchu trasą 16. Mapka wspólnego terenu narciarskiego z Hochoetz - szkoda, że na ten drugi zabrakło czasu... "Krowiasta" G Przejeżdżamy pod ulicą na drugą stronę. Tutaj charakterystyczny dla miejsca widoczek na całą miejscowość i skocznię narciarską (jak się nazywa ośla łączka dla skoczków?) dla adeptów skoków narciarskich. Cała miejscowość, to w zasadzie "narciarnia" i noclegownia dla narciarzy. Dużo tras biegowych, sporo terenów dla narciarzy poza trasowych, skocznia, ustawionych kilka slalomów i gigantów. Atmosfera jak w wiosce olimpijskiej - fajnie, bo wszystko w klimacie górskim gdzie, tak jakby czas zwolnił. Piękny widok na "fest" trasę czarną 14. Kolor wody powala! JC - dzwoniłeś do mnie właśnie jak podjechałem, w to właśnie miejsce. Musiała być stąd pamiątka.
    10 punktów
  3. Dzień 7. Kuhtai. Cz.2 ...powrót. Jest po prostu pięknie! Kameralnie z świetnymi trasami czerwonymi i czarnymi. Cisza, spokój i szusowanie... ...my to Kochamy! Czarna 14stka na drogowskazach oznaczona jest 50% spadkiem... ...pierwsza ścianka na moje oko, to pochylenie podobne do Harakiri. Stromiznę widać dokładnie na poniższej fotce. Po naturalnym śniegu - zjazd tutaj jest przyjemnością. Wciągamy się najdłuższym tutejszym krzesłem Dreiseenbahn i zaliczamy wszystkie dostępne spod niego zjazdy. Po drodze dopiero co pozakładane ślady w puchu. Widoczek z górnej stacji. O dziwo w ośrodku jest mnóstwo Włochów. Jesteśmy zaskoczeni ponieważ u siebie mają tyle ośrodków... Jedna z czarnych tras po tej stronie doliny. Widok na miasteczko z innej perspektywy. Ostatni zjazd 7a... ...super! Przebieramy się w toalecie na dolnej stacji, z której zaczynaliśmy jazdę - podążamy w stronę Innsbrucka. W tę stronę droga jest o wiele bardziej bezpieczna dla mojego auta, stromizna nie jest tak straszna. "Dolomity Salzburgelandu": Do domu docieramy przed 2 w nocy. Na granicach - cisza spokój i na bieżąco. Jechaliśmy ponownie przez Lofer. Najtańsza 95 1,04 EUR przed Itter. Teraz przepierka, mały odpoczynek i w drogę na WST do Karyntii. Filmowe produkcje w wyjazdu w terminie późniejszym. PS. Wynik z Endomondo (łącznie z wyciągami) na nartach, to blisko 700 km. Brawo Paula, nie liczyłem na takie mocne wyjeżdżenie. Pozdrawiam marboru
    9 punktów
  4. Raczej nie zniszczysz nart ale jakieś tam pojedyncze minerały na powierzchni śniegu były. Było miękko nawet z samego rana. Ratrak jeździł rano a my zakładaliśmy pierwsze ślady na sztruksie na każdej trasie. Na deser wyszliśmy powyżej wyciągów na mały free ride. Było pięknie. Jutro ponoć ostatni dzień jeżdżą wyciągi.
    8 punktów
  5. Do domu wracać czas. Kolejny dzień na Gurglach i to był dobry wybór. Ośrodek mimo świąt był bardzo luźny i można było super pojeździć. Sezon w Alpach zakończony. :sorrow:
    7 punktów
  6. Tomek ta wysoka też mi siedzi ością w gardle w tamtym roku nie pozwoliła się do siebie nawet zbliżyć, a był chyba kwiecień, tak że jest to mój cel na ten rok. A swoją drogą nieźle ewoluuje nasza świadomość narciarska, pierwsze boisko, potem freerid przy trasowy a teraz tury, które tak naprawdę dopiero dają wolność narciarską. Zorganizujemy coś wspólnie w kwietniu trochę nas jest będzie taki mały WZF skiturowy. Pozdrawiam wszystkich pozytywnie zakręconych. Ps. Tomku pisz pisz byle więcej i dłużej rewelacja ta tura.
    7 punktów
  7. Jako, że organizatorzy WST 2016 opublikowali listę zaproszonych gości / gwiazd, nie pozostaje mi nic innego jak podać ją na forum. Chłopaki szykujcie telefony do selfików, bo będzie z kim się fotografować. W tym roku na teście mają gościć: Mistrz Olimpijski - Franz Klammer, Mistrz Olimpijski - Fritz Strobl, Mistrz Świata - Michael Walchhhofer, Mistrzyni Olimpijska i Mistrzyni Świata - Petra Kronberger, Tina Weirather, Othmar Striedinger, Tamara Tippler, Medalista Mistrzostw Świata - Philipp Schörghofer, Fabienne Suter, Mistrz Świata - Michael von Grüningen, Linus Strasser, Stefan Luitz, Mistrzyni Świata - Niki Hosp, Medalista Olimpijski i M.Świata - Christian Mayer, Medalista Olimpijski - Rainer Schönfelder, Matthias Lanzinger, Urska Hrovat, Mitja Valencic, i ... ekipa skionline.pl
    7 punktów
  8. To, że nie wyszliśmy na tę Wysoką to troszkę tajemnicza sprawa. Fakt, że byłem podminowany podejściem bo na końcówce wyraźnie mi nie szło - miałem wąskie proste foki i na twardym stromym trawersie przy dość stromym śladzie trzymały mnie tylko harszle. Z nimi też było słabo bo to samoróbki, które parę lat temu zrobiłem "na szybko" z silvrett bo w całej Polsce nie było zielonych harszli do Dynafita. Teraz pojawił się luz i perspektywa niekontrolowanego zjazdu podczas podejścia trochę mnie psychicznie usztywniła. Dlatego postanowiłem - dalej ewentualnie tylko z buta. I jakoś wyszło, że tu się skończyło. Ale jak Tomek napisał - będzie pretekst do powrotu i był dodatkowy całkiem fajny zjazd. Jeśli chodzi o mnie to skitury odkryłem parę lat temu (chyba 6) i staram się dzieli czas między je i zjazdówki. Te ostatnie z absolutnym priorytetem freeride. Korzystamy z wyciągów czy skibusów ale nastawienie jest na znalezienie odleglejszych fajnych zjazdów. Byłoby mi niezwykle trudno zrezygnować z jednego na rzecz drugiego. To jest nawet fajne jednego dnia mieć ciężkie solidne, długie narty i buty o flexie 130 a drugiego leciutki i mały sprzęt Tlt i narty praktycznie jak slalomki (tylko mniej wcięte). Oprócz opcji sportowej to ta freeridowo-turowa wydaje mi się fantastyczną drogą dla narciarzy, którzy chcieliby się ciągle rozwijać. Szczególnie dla tych co chodzili po górach w lecie. Dla mnie to było wprost objawienie, że mogę to robić też w zimie. W dodatku mając też frajdę narciarską. Pozdro Wiesiek
    5 punktów
  9. Przy tych proporcjach ilościowych (18 do 3), prawdziwymi, najjaśniej świecącymi gwiazdami tej imprezy, będzie nasz trójka amatorów! :smile: Tadek
    4 punkty
  10. Na obecny, trwający jeszcze sezon zdecydowałem się na sezonówkę na słowackie ośrodki TMRu. Długo się wahałem i kupiłem ją dopiero w ostatni dzień kwietnia ubiegłego roku - wtedy kończyła się ta najbardziej korzystna promocja. Za kupnem przemówiło to że planowałem się wybrać na Puchar Świata w marcu i przy okazji pojezdzić kilka dni. W sezonie 6 dniowy skipass kosztuje tyle samo co całosezonowy kupiony wcześniej. Wyjazd zrealizowałem lecz z 5 dni jazdy przed PŚ żaden nie był taki na jaki liczyłem. Pogoda kompletnie nie dopisała, 4 na 5 dni mgła zaczynająca się praktycznie od Prehyby w górę (a nawet i schodziła niżej), jeden dzień lało do wysokości 1700m... Treningi które chciałem oglądać w czwartek (trwał z godzine potem przerwali) i piątek odwołany z powodu braku widoczności. Zawody w GS które szczególnie chciałem zobaczyć i dla których tam pojechałem nie odbyły się w sobotę, a na poniedziałek nie mogłem zostać... Po tym tygodniu spędzonym tam, już z Chopokiem nie jesteśmy kolegami... ::mad::: Reszta wyjazdów tam to jednodniówki oraz dodatkowo za dwa dni wybieram się na 4 dni, żeby wykorzystać tą sezonówkę... Chopok jest fajny ale jak warunki są dobre (przede wszystkim dużo śniegu i dobra widoczność) i ludzi nie za dużo, co się tak często nie zdarza. Góra ta jest wybitnie "niepogodowa". Wywiany śnieg odsłaniający kamienie to horror dla nart. Nad przyszłoroczną sezonówką się zastanawiam. Ostatnie 3 słabiutkie zimy zniechęcają do jazdy "lokalnej" (i uniemożliwiają przez część sezonu) więc taki Chopok czy Strbske Pleso / Tatrzańska Łomnica to zawsze większa szansa na warunki gdzie można pojezdzić. Musze dobrze pomyśleć nad strategią przyszłosezonowej jazdy. Tak żeby pojezdzić sporo w dobrych warunkach, w jakimś stopniu uniezależnić się od pogody - kiepskiej zimy i cenowo żeby też wyszło ok. :
    4 punkty
  11. W ostatni dzień, po porannym szybkim pakowaniu udajemy się do kolejnego miejsca i eksplorujemy stoki Fanninberga. Ośrodek to dwie kanapy 6-osobowe, z których poprowadzone jest kilkanaście, wyciętych w lesie niezbyt długich tras (około 500m przewyższenia)Wadą wg mnie jest duża ilość krzyżówek gdzie trzeba zachować szczególną ostrożność oraz liczba szkółek narciarskich i osób uczących się co w połączeniu z niezbyt szerokimi trasami sprawia iż jazda w niektórych miejscach jest mało komfortowa.Lepsze wrażenie robiły trasy po lewej stronie wjeżdżając długim krzesłem, szersze, fajnie nachylone i z mniejszą ilością osób. Ośrodek na pół dnia lub ewentualnie dla mniej wymagających osób.Po 14 schodzimy ze stoku i po zapakowaniu boksa, udajemy się w drogę powrotną i ok. 22 jesteśmy pod domem w Katowicach.
    4 punkty
  12. Spokojnych świąt I my z zajcem na Soszowie W lany poniedziałek Wysłane z mojego SM-G900F przy użyciu Tapatalka
    4 punkty
  13. Wracając do rozpoczętych już Świąt wielkanocnych, taki wierszyk z życzeniami: Moc prezentów od zajączka co koszyczek trzyma w rączkach. Wielu wrażeń, mokrej głowy w poniedziałek dyngusowy. Życzę jaja święconego i wszystkiego najlepszego! Trochę dziecinnie ,ale mnie się podoba. Człowiek dziecinnieje na starość.Zdrowych i Wesołych Świąt.
    4 punkty
  14. Medvedin Jajka, kiełbaska, sól, chlebek i babeczka rano poświęcone, czyli zaspokojenie ducha jest. Pora coś zrobić dla ciała. Wybór padł na Medvedin w Spindleruv Mlyn. Relacja z takiego wyjazdu po relacjach kolegów ze ski tourów w zasadzie mało interesująca (co może dziać się na ratrakowanych trasach przy wyciągach?), ale z kronikarskiego obowiązku coś napiszę. Ludzi jak na Wielką Sobotę niezbyt dużo, miejsc na parkingach nie brakuje. Śniegu pod dostatkiem, jednak temperatury dodatnie. W miarę równo i bez większych odsypów jest do wysokości początku orczyka, poniżej już mocno grząsko (cukier). Na Horni Misecky też przy górnym orczyku warunki znośne, niżej nie zjeżdżaliśmy. Cała 11 i dolna część 12a solidnie zryta i bardzo miękka. Ale wracamy zadowoleni. Jedyny minus to ceny karnetów i w restauracjach należących do Słowaków, mnie powalają i już w tym sezonie tam nie pojadę, mam w Czechach na szczęście inne alternatywy i z nich skorzystam. Albo się Słowacy opamiętają, albo solidnie rozbudują ośrodek, żeby było wiadomo za co się dopłaca. Pogoda z rana zachmurzenie i opady, później się trochę przejaśnia, a od 15 pełna lampa. Od lewej widok tras: Stoh, Svaty Petr i Hromovka Widok na miasto z 11 Horni Misecky 12a i 12b Tuż koło dolnej stacji Medvedina przepływa jedna z większych rzek europejskich (swój początek ma nieco poniżej Łabskiego Szczytu). To Łaba, znana jako Labe (Czechy), Elbe (Niemcy). Wracając do domu, rzuciła mi się taka refleksja. Wracaliśmy po 17 i w większych ośrodkach Spindleruv Mlyn, Herlikovice-Bubakov, Janske Lazne, ratraki równały wszystkie trasy. W mniejszych - Mlade Buky, Zacler, Prkenny Dul wszystkie trasy na których był jeszcze śnieg były już wyratrakowane. Brawo! Pozdrawiam serdecznie.
    4 punkty
  15. marboru, chyba byśmy się dogadali jeśli chodzi o wybór ośrodków :wink: mam dokładnie takie samo zdanie o Soelden w części nielodowcowej. Podobnie uważam, że stosunek jakości do ceny jest nieadekwatny i w szczycie sezonu, mając wybór, na pewno bym tam nie pojechała. W porównaniu z pobliskimi tyrolskimi Zillertal czy Ischgl tras poniżej poziomu lodowca jest mało i są stosunkowo krótkie. Pewnie przez to ludzi na nich multum i są szybko degradowane. Kiedy część lodowcowa jest zamknięta, a zdarza się to dość często przy silniejszym wietrze, na dole robi się nieznośnie. Dlatego mając wybór:smile: i warunki gdzie indziej, tak jak jest teraz, ja do Solden się nie wybiorę, bo wolę jak jest spokojniej, ciszej i zwyczajnie jest gdzie pojeździć...
    3 punkty
  16. Dzień 3 - Wysoka przez Siarkańską przełęcz & Wschodnie Żelazne Wrota cz. 2 Zjazd z Siarkańskiej przełęczy to ok 300m deniwelacji z ok 2223m na 1920m. Pogoda lampa! więc trzeba zrobić małą przerwę i założyć base camp! :-) Szybka decyzja w taką pogodę nie wracamy do schroniska! trzeba wykorzystać na maksa :-) Ruszamy więc na Wschodnie Żelazne Wrota, gdy nagle całe podejście znika w chmurach (skąd one się nagle wzięły?) Raz się pojawia nasz cel, raz znika i tak w kółko, ale po ok 30min docieramy do Żelaznej kotlinki i spoglądamy na naszą przełęcz Oglądam się jeszcze za siebie, ponieważ z tego miejsca ładnie widać Tępą oraz Lucne Sedlo... zjazd wygląda imponująco :-) Teraz pozostaje nam podejść kawałek pod ściany i wtrawersować się w żleb, a potem mozolne robienie zakosów. Na szczęście Kamil zakłada świetnie ślady, więc idzie się bardzo przyjemnie chociaż jest coraz stromiej. Po około 45min docieramy na przełęcz widoki kapitalne! Zerkamy na stronę Kaczej doliny oraz Gerlach! :-) Szybka przepinka i zjazd, najpierw Wiesiek, potem Kamil, po chwili rusza Mariusz. Gdy ja kończę przepinkę i rozpoczynam zjazd Wiesiek i Kamil są na dole, nagle turbo-chmura :-) leci z zawrotną prędkością do góry żlebem, wygląda to niesamowicie! Pstrykam fotkę póki jeszcze widzę Mariusza Z Żelaznej kotlinki zjeżdżamy na Ladove pleso, po drodze szok! Było tutaj kilkanaście osób i wszyscy trawersowali, a my zakładamy swój ślad nad staw :-) Robimy znowu postój w naszym Base Camp :-). Wiesiek i Kamil decydują się jeszcze podejść na małą grzędę Nikną za przełamaniem terenu, a w tym momencie pojawia się spektakl chmur :-) Po 40min zjeżdżają :-) I ciśniemy w dół Doliną Złomisk, tym razem nie drogą podejścia tylko za śladem wzdłuż potoku (z krótkim jego przejściem w poprzek). O dziwo udaje się dojechać do schroniska bez odpinania nart :-) Całość wychodzi 11,5km, około 1250mH i 8h tury z przerwami. Tego dnia od razu uderzamy do knajpy, nawodnienie jest najważniejsze :-) i należy się każdemu :-) Mapa trasy https://www.endomondo.com/routes/693958033 Pozdrawiam Tomek
    3 punkty
  17. Dzień zakończony na Gurglach i pogoda sprawiła że ośrodek pokazał swoje dobre strony. Było bardzo przyjemnie. Na zdjęciu można znaleźć interesujące ślady :smile:
    3 punkty
  18. Pilsko 25.03.2016.Na Pilsku w dalszym ciągu ogólnie warunki można określić jako bardzo dobre - jak ktoś pojedzie nie powinien żałować :smile:
    3 punkty
  19. Hej, a Wy gdzie spędziliście na biegówkach tę zimę? :] Po zaostrzeniu apetytu na porządne trasy narciarskie w Finlandii, w lutym uciekliśmy przed wiosenną zimą w Alpy. Na pierwszy ogień poszło znane z biegowkowych klimatów Ramsau am Dachstein w regionie Schladming-Dachstein. Ramsau to oficjalnie 150+70 kilometrów szlaków narciarskich, które w praktyce jednak dają trochę mniejszą liczbę, ze względu na wspólne przebiegi szlaków. Jednak jest co robić przynajmniej przez 4-5 dni, spędzając je na 20-30-kilometrowych wycieczkach. Wycieczkach, bo właśnie tak w większosci traktowane są tutejsze szlaki. Wyczynowców jest niewielu, może przez sporą ilosć biegaczy. Ramsau to przede wszystkim ośrodek narciarstwa biegowego. Jest stadion narciarski, szkoły narciarskie, komunikacja za 1 euro umożliwiająca szybki dojazd na wszystkie trasy. A te biegną po samym Ramsau i między jego osiedlami, część wybiega pomiędzy okoliczne wzniesienia i w alpejskie doliny. A kilka kilometrów szlaków utrzymuje się też na masywie Dachstein, na dwóch jego lodowcach. Na tę ostatnią część czekaliśmy szczególnie spoglądając co wieczór w prognozy. W końcu udało się ostatniego dnia. Na niebie lampa, więc autobusem pod stację gondoli, gondolą do góry... A tam - odjazd. Co prawda trasy nie należą najdłuższych, jedna ma 1,5, druga 3,5 kilometra, jednak bieganie w takich okolicznościach alpejskich ma wyjątkowy smak. Z jednej strony szczyty masywu, z drugiej - morze chmur z wystającymi ponad nie wierzchołkami Alp Salzburskich. Po drugiej stronie - szklana platforma widokowa z widokiem na bezchmurną, południową panoramą Alp. W szczegółach i setkach zdjęć wspominam nasz wyjazd na naszych stronach: Biegówki w Austrii - Ramsau am Dachstein A w fotograficznym skrócie: Pierwsze bieganie - wyraźne, jasne drogowskazy: Sporo dawnych, drewnianych obiektów nadawało klimat wycieczkom: Wśród biegaczy także... niewidomi! Ludzie - w każdym wieku, w każdych ilosciach... Nawet na czarnej, bardziej wymagającej kondycyjnie, trasie: Jedno ze schronisk przy trasie: I wizyta w kolejnej części kompleksu tras w Ramsau: Aż w końcu emocjonujący Dachstein - najpierw szklana platforma widokowa: Wiszący most: I w końcu świetne trasy biegowe po lodowcach Dachsteina: W towarzystwie... czeskich emerytów na trasie Panorama: I samemu na trasie Ramsau: Na obydwu byłem pierwszy, wkrótce po ratraku - co mogłem czuć w takiej scenerii? Wspaniała, świetna, kompletna miejscówka na biegówki. Oferta dla każdego, trasy o każdym stopniu trudności. No i to najbliższy z Polski z tych najlepszych ośrodków. Warto zajrzeć choć raz w życiu, gdy w Polsce śnieg się coraz częściej ogląda tylko w telewizji... Pozdrawiam! :] Szy.
    2 punkty
  20. Stabilny blok słonecznej ekstrapogody z zimnymi nocami skłonił mnie do odbycia w trybie last minute 4dniówki-każdy dzień w innej stacji.Udało się złowić 2 kolegów z forum,dysponujących czasem,za co im tu dziękuje i odjazd...Przed wyjazdem postanowiłem sprawić sobie prezent imieninowy,bo nic od bliźnich nie dostałem.Padło na narty,chciałem jakieś inne od wszystkich w kolekcji.Sprzedawca przekonał mnie do Headów dł.206 cm do supergiganta,pewnie nie mógł nikomu ich sprzedać...Pomyślałem,że może jakieś deja vu z dzieciństwa,gdy jeździłem nawet na nartach 215 cm i wziąłem.Noclegi przez booking-jak zawsze przy takiej pogodzie ze sporymi problemami,bo na taką prognozę zwala się cała populacja Wiednia i Monachium,ale się dało...Wehikuł,którym się poruszam,umożliwia wygodne spanie,więc wyprawa w formule 4 dni jazdy,3 noclegi da się przeżyć...Piątek-pierwszy dzień po porannym przyjeździe-padło na mityczne Gurgle,o których słyszałem tyle dobrego-niestety to nie moje klimaty,stacja typowo rodzinna,mało trudnych tras,łagodne łąki,sporo ludzi.Drugi dzień-Penken w Mayrhofen,które nigdy nie zawodzi-ludzi sporo,ale trasy północne wytrzymały do końca w stanie dobrym.By się dorżnąć przed sobotnimi zawodami na 4,5 km w Innichen,zaordynowałem sobie różne zabawy na tych nartach 206 cm,jak śmig na Harakiri-najstromszej przygotowywanej trasie w Europie,tak w każdym razie piszą na górze.Zaczynam się przekonywać,że narta im dłuższa,tym lepsza.Sobota na górze Helm-moja ulubiona czarna trasa pod kolejką nie puściła aż do końca,mało ludzi-jednym słowem bajka.Dorżnąłem się przed tym gigantem skutecznie,więc na trasie miałem przygodę,po której wylądowałem pod koniec stawki,ale cel był treningowy przed następną imprezą extralong,więc na mam do siebie pretensji.Niedziela w Nassfeld,gdzie nie byłem nigdy-ale tu trasy już koło południa wszystkie miękkie,więc niemiłe zaskoczenie po Vierschach. Plusem był gigant z pomiarem czasu i videofilmowaniem o puchar BMW-filmy z własnego przejazdu z numerem karnetu można obejrzeć w necie.Jednym słowem-wyjazd spełniony,jak zawsze,gdy się jedzie na prognozę...
    2 punkty
  21. Kurczaczki w Tatrach Takie ładne fotki na fejsie znalazłem... :smile:
    2 punkty
  22. Ale wszędzie tam,gdzie można zrealizować target sportowy,są doskonałe warunki dla zwykłego narciarza,jeśli tylko nie wymaga multum kilometrów tras.Odwrotnie to niestety nie działa. Dla nas musi być twardo/by nie było dziur/,grubo sniegu/by wkręcić gwint tyki/,wystarczająco stromo/by się napędzić/ i wystarczająco długo /by się zmęczyć/.Spełnienie tych warunków na pewno wystarczy większości narciarzy.Dlatego do luźnej jazdy też zalecałbym wybór czegoś,gdzie ludzi jest mało,karnet kosztuje 30 % TMRu i dobre narty nie mają śladów po jeździe,a wszystkie odwiedziny Chopoka kończyły się dla mnie nartami na maszynie ; niż szukanie jednej trasy bez tłumu w wielkim ośrodku za 45 euro.Oczywiście ludzie z sezonówką to co innego,sam bym kupił,gdybym mieszkał do 50 km od Chopoka lub nie miał innych możliwości. Ale sezonówka w naszych warunkach,nawet na TMR, to pułapka,w przeciwieństwie np. do Dolomiti Superski-nigdy nie wiadomo,co za nią dostaniesz. Moi koledzy pokupowali sezonówkę na Jaworzynę Krynicką,gdy zobaczyli w tym sezonie 90 zł za dwugodzinny karnet i co? I w tym sezonie chodziła praktycznie jedna trasa,a te,dla których warto tam przyjechać,jak 4 i 5,nie ruszyły nawet na 1 dzień!!! Więc jak niewolnicy rentowności,zjeżdżali w tłumie po tej najgorszej z jaworzyńskich tras.
    2 punkty
  23. Johnny nie mówię nie, nie mówię tak. Chopok to dla mnie jakaś tam góra i jakieś tam trasy. Nigdy tam nie byłem. Jazda na Chopoku to dla mnie czysta ekonomia. Na plus aspekt spotkania się z kumplami, na minus niestety tłok na trasach i kolejki do wyciągów o czym czytałem w wielu relacjach, ale może trzeba by się o tym przekonać na własnej skórze i wyrobić swoje własne zdanie? Natomiast Kasprowy Wierch i Zakopane to dla mnie smak dzieciństwa, historia mojego narciarstwa, to moje wspaniałe wspomnienia. Tego normalnie nie da się wytłumaczyć, to trzeba przeżyć. Mieszkaliśmy zawsze na Gubałówce u Górali. Pierwszy raz na Kasprowy wchodziliśmy z buta, bo nie było szans na wjazd kolejką. Zajęło nam to pół dnia, albo i lepiej. Kiedyś po nocnym brydżu ze studentami z Łodzi (ja miałem wtedy 14 lat) wpadliśmy z nimi i moim ojcem na pomysł, żeby o 1 w nocy pójść na narty. Stok oświetlał nam księżyc. Podchodziliśmy i zjeżdżaliśmy na Gubałówce po łąkach i polach między domami, a nie przy kolejce. Kolejnym razem jak było ciemno, mieliśmy pochodnie i też było fantastycznie. Jazda za końmi na saniach jak z Potopu Sienkiewicza, to były wydarzenia. Spanie drzwi w drzwi ze zwierzętami, zapach obory itp. itd. Kiedy mój tato poszedł z góralami w miasto, ja ze studentami brydż (naprawdę świetne chłopaki) piliśmy pepsi w białych plastykowych kubkach i jak się później okazało z dodatkami. Brydż się skończył dla mnie dziwnie. Ale to jest coś za czym będę zawsze tęsknił. A na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć Wesołych Świąt Wielkanocnych! Pozdrawiam serdecznie.
    2 punkty
  24. Pięknie pokazane i opisane Majorze ( ja nie mam takiego daru , niestety :sorrow: ) Takie fotorelacje szczególnie lubię czytać/oglądać , bo każda taka tura to coś niepowtarzalnego , coś co pozwala popatrzeć na góry , narciarstwo ,z trochę innej , jakże pięknej perspektywy . Mając jakieś tam małe doświadczenie w tego rodzaju aktywności , wiem jakie to wspaniałe uczucie , kiedy zdobywa się założony cel , delektując się pięknymi widokami , z dala od zgiełku stacji narciarskich . Mam nadzieje , że kiedyś uda się jakąś kolejną wspólną skionlin(e)ową turę zrobić ,bo paru chętnych pewnie się znajdzie
    2 punkty
  25. Przed kolejnym dniem puszczę listę swojego hardware Sprzęt podstawowy: Narty Dynafit Nanga Parbat 170cm i 80mm pod butem, wyraźny tip rocker i mały tail rocker. Bardzo lekkie 1070g na sztuke. Jesli poszukacie ceny w necie, to się nie przerażajcie, kupiłem je na mega wyprzedaży za 60% ceny katalogowej. Foki Dynafit Pomoca klejone, moher 70%, membrana (klej wolniej się moczy) Wiązania Diamir Vipec - bardzo wygodne cechy: przepinanie zjazd-podchodzenie w obie strony bez wypinania buta, przerzucanie płytek do podniesienia stopy bardzo łatwe za pomocą talerzyka z kijka (bez używania siły). Trochę za ciężkie 620g za sztukę (wiązanie, śruby, skistoper). Z dzisiejszym doświadczeniem chyba bym kupił coś lższejszego np. ATK Race Raider (350g), Dynafit TLT Superlite (200g). Harszle Diamir Vipec - wygodne do zakładania bez wypinania buta, natomiast zdejmowania jest czasami utrudnione, jeśli wejdzie lód w szpary, to trzeba go usunąć scyzorykiem i dopiero wtedy da się odpiąć. Buty Atomic Backland Carbon Light - bardzo lekkie amatorskie buty 1060g na sztuke, kupione również “na okazji”, możliwość formowania skorupy na ciepło w celu idealnego dopasowania (poprawiałem skorupę 4 razy) Kije K2 ze zmienną długością, z poziomicą “analogową” do pomiaru nachylenia (zakres 30-45st), bardzo przydatne bo umożliwia bardzo szybki pomiar. Kask Petzl Scirocco (najlżejszy kask wspinaczkowy na rynku). Jak bym miał wybierać ponownie, to chyba bym kupił coś w połączeniu styropian + ochronny poliwęglan Zestaw ABC: detektor BCA Tracker (2-antenowy), sonda Mammut 280, łopata BCA. Detektor planuję zmienić na mniejszy i 3-antenowy. Raki i czekan pożyczone dzięki uprzejmości MajorSki, przymierzam się do zakupu czegoś lekkiego. Plecak Dynafit Manaslu 35l + komin. Zakładanie nart na plecak w locie (bez zdejmowania plecaka), dolna kieszeń otwierana na mocne rzepy (umożliwia np. wyjmowanie harszli bez zdjęcia plecaka), specjalna kieszeń na sonde i łopate. Wielkość plecaka wystarczyła mi na doniesienie wszystkiego do schroniska na 4dni. Chodziłem z nim również na codzienne tury. Kupiony używany na allegro za 40% ceny nowego. Na wyprawy 1-dniowe plecak Deuter 30l coś tam (kupiony parę lat temu do freeride). Odzież, istotna: Kurtka softshell bez membrany z kapturem (kaptur z regulacją, bym powiedział że jest niezbędny). Kurtkę używam cały rok do różnych atywności. Spodnie softshell bez membrany. Również używane cały rok do sportu i turystyki. Bluza techniczna cienka Bielizna techniczna Zapasowe spodnie z membraną Goretex kupione używane tanio na allegro, nogawka rozpinana na całej długości (nigdy jeszcze nie zakładałem na skitourach) Kurtka hardshell słabo oddychająca Decathlon, lekka, założyłem ją ze trzy razy na dłuższych postojach, czasami używam na zjazdach Kamizelka puchowa - bardzo przydaje się na postojach i po schronisku Dwie pary skarpet technicznych (pranie na zmianę w schronisku) Czapeczka techniczna bez ocieplenia, kominiarka, dwa buffy Dwie pary rękawiczek z ociepleniem, jedna para bardzo cienkich rękawiczek, jedna para rękawiczek docieplających zakładanych “pod spód” Gadżety, istotne: GPS z mapą Gogle, okulary p/słoneczne Kubek termiczny 0.5l (nieprzeciekający) - używałem go w schronisku oraz do plecaka Czołówka mocna (300-500 lumenów) Plastry żelowe Batony musli, czekolady, mieszanki orzechowo-owocowe Mapa klasyczna + kompas Zapasowe baterie Jako jedyny uczestnik miałem jeszcze: Trochę smaru na foki i na narty Diament do krawędzi Takie check-listy dla skiturowca można często znaleźć na stronach przewodników, którzy prowadzą szkolenia/wyprawy skiturowe. Przykład http://szkolagorska.com/lista_sprzetu_skiturowego.pdf
    2 punkty
  26. Stożek: teraz Cztery samochody na parkingu, krzesło działa, twardo Tapatalkiem
    2 punkty
  27. W Beskidach słabo ze śniegiem, a Sudety się trzymają, tak że zapraszamy do nas :-)W weekend warunki w Pecu rewelacja, lekko na minusie, generalnie twardy podkład,w słońcu trochę rozmiękało. Ludzi średnio dużo, trochę jeździ.Odpowiednią strategią przechodzenia pomiędzy wyciągami dało się uniknąć kolejek dłuższych niż 5 minut.Bardzo fajna zima w marcu.Hnedy Vrch Zahradky Javor Klondike
    2 punkty
  28. Chciałbym życzyć wszystkim Forumowiczom wszystkiego naj na święta wielkanocne. Przede wszystkim zdrowia, spędzenia czasu z rodziną i refleksji nad swoim życiem. No i śniegu po pachy!
    1 punkt
  29. No, wlasnie. To byly wyjazdy 7-8 dniowe - 6dni jazdy na miejscu. Swoja droga - 4 dniowy wyjazd do Francji to troche bez sensu. No, chyba ze jednak samolot.
    1 punkt
  30. Możesz brać śmiało , wczoraj ,też na GS-ach ( zwykłych cywilnych :smile: ) , była super jazda z samej góry do Szczawin .Jedynie co przeszkadzało to mgła i taki wkur.... cy opad coś a'la mżawka , który skutecznie dodatkowo utrudniał widoczność . Śniegowo jednak OK , jedynie pojedyncze minerały gdzieniegdzie sporadycznie się pojawiały .
    1 punkt
  31. To na pewno sobie z Kasprowym poradzi. Przemaluj jej mapkę... :wink: :biggrin: Masz rację.Ja co prawda nie mam takich wspomnień,ale na Kasprowego patrzę jak na miejsce wyjątkowe. Problemem jest tylko brak jakieś łatwej trasy,którą moja Żona by pojeździła.Ją ta góra przeraża,dlatego chyba tylko w sobotę pojeżdżę na Kasprowym,a w niedzielę pojedziemy na Strbskie Pleso. Gdyby udało się zrealizować full plan,to w piątek uderzamy na Łomnicę. :angel: A jak się uda dogadać z Szefem,to może jeszcze w czwartek coś tam... Pozdrawiam.
    1 punkt
  32. Już myślałem,że Nas pominąłeś. Szukam,gdzie te nasze nicki... :biggrin:
    1 punkt
  33. Kiedy zeszłej zimy przeczytałem ten wątek wróciły wspomnienia sprzed trzydziestu lat, kiedy zaczynałem jazdę na nartach w górach. Obiecałem sobie że napiszę kilka słów o miejscu gdzie ja, tak jak wielu innych zaczynałem swoją przygodę z narciarstwem w górach.Łabajów, tak nazywany był ten wyciąg, był zbudowany w roku 1980 przez nieistniejącą już kopalnię Dębieńsko, z myślą o swoich pracownikach i ich rodzinach. W latach osiemdziesiątych narciarstwo stało się bardzo popularne, szczególnie wśród pracowników kopalń i ich rodzin. W dni wolne, ferie jeździło tu kilka autobusów dziennie. Kolejki do wyciągu były dwie. Jedna ogólnodostępna, druga dla pracowników kopalni i ich rodzin, którzy mieli specjalne karnety ze zdjęciem. Karnety też były dwojakie, dla pracowników uprawniające do bezpłatnego korzystania z wyciągu, i dla rodzin które uprawniały do zakupu ulgowych biletów. Często bywało że kolejka „uprzywilejowana” była dłuższa niż ogólnodostępna, a czas oczekiwania wynosił około godziny. To wtedy powstało najwięcej ośrodków narciarskich, które w większości służą do dziś. Na szczęście część z nich jest obecnie zmodernizowana i wyposażona w nowoczesne kanapy. Niestety nie wszystkie te ośrodki miały szczęście i doczekały się modernizacji. Niektóre funkcjonują nadal wykorzystując urządzenia sprzed około trzydziestu lat, czekając na inwestora, jak to do niedawna miało miejsce w przypadku Szczyrku , który dwa lata temu wreszcie doczekał się inwestora. Niestety niektóre jak wspomniany tu Łabajów, nie miał tego szczęścia, i od kilku lat już nie funkcjonuje popadając w kompletną ruinę. Przed dwoma laty jadąc na Stożek zapytałem miejscowych o ten wyciąg. Z ich relacji wynika że wyciąg przestał funkcjonować w roku 2007, w wyniku jakiś nieporozumień na linii obecny dzierżawca a poprzedni. Ale ile w tym prawdy? Nie wiem. Z ciekawości wybrałem się któregoś letniego popołudnia by na własne oczy zobaczyć co jeszcze zostało z ośrodka w którym spędziłem wiele godzin szusując na niewielkiej, około 600 metrowej zamuldzonej trasie. Co do muld to podjazd był za wąski i nie pozwalał na wjazd ratraka na stok. To co zastałem przedstawiam na zdjęciach bez komentarza. Co do kwestii technicznych, to niestety nie wiem jakiego typu był to orczyk, może ktoś rozpozna ze zdjęć, jednak patrząc trudno nie dostrzec elementów spotykanych w różnych urządzeniach i maszynach na dole kopalni. Ja osobiście jeździłem tam jeszcze w końcu lat dziewięćdziesiątych, gdy wyciąg nie należał już do kopalni, jednak nie było to już tak często jak w latach osiemdziesiątych. Kolejka do orczyka była już jedna, ale też znacznie się skróciła. Z trasy zniknęły muldy gdyż był ratrakowana. Jeżeli znajdę jeszcze coś interesującego na temat tego wyciągu to wrzucę.
    1 punkt
  34. w pozytywnym znaczeniu :laughing: [video=youtube;hzTcGsSkkeI]
    1 punkt
  35. Górna część niebieskiej trasy z Czantorii (przy orczyku "Faturka") będzie i naśnieżana i oświetlona: http://bielskobiala.wyborcza.pl/bielskobiala/1,88025,19671647,ustron-druga-trasa-na-czantorii-bedzie-nasniezana-i-oswietlona.html
    1 punkt
  36. Dużo spokoju, zdrowia i ciepła rodzinnego.Oby Święta minęły w szczęśliwie i dobrych nastrojach. Oby starczyło Wam też czasu na narty i dobrą zabawę! :wink: [video=youtube;h5QiuWWVnz0] :biggrin:
    1 punkt
  37. Cześć Ja mam wrażenie, że niektórzy jak im się fajnie pojeździ tracą prawidłową optykę w wielu aspektach narciarstwa. Życzę z całego serca aby to w żadnym wypadku nie przełożyło się na jakieś nieszczęśliwe zdarzenia. Pozdrowienia
    1 punkt
  38. Cos na początek świątecznego weekendu.Zastanawiając się czy dzisiejszy piątek może być dniem powszednim na stokach byłem pewny dobrego wyboru na początek. Niestety pomyliłem się. W COS-ie zawsze coś nie tak. Dziś trasa FIS była oszczędzana na sobotę i dni świąteczne. No i dobrze bo żałowałbym, że szanuję krawędzi na Kasprowy. Początek wiele nie obiecuje: Im wyżej to lepiej to wygląda, na trasach też OK, nawet Ondraszek działa z niezłym sztruksem: Kolejki też oszczędzają, ale przynajmniej jest czas sprawdzić co tam u ekipy w Soelden: Choć jeszcze wygląda to nieźle, to chyba ostatni nasz pobyt w COS: No to do przyszłego sezonu: Andi-w, byłeś na Pilsku, jak tam?
    1 punkt
  39. SkrzyczneDzisiaj u góry najpierw słonecznie, potem przez 2 godz mgła, a od 11:30 do końca bez mgły, zachmurzenie z przejaśnieniami.Dobre warunki na trasach utrzymywały się cały dzień - dzięki lekkiemu mrozowi i małej frekwencji.Do wyboru miałem dwie otwarte i przygotowane trasy: Fis-Kaskada i Ondraszek, oraz zamknięty górny odcinek Kaskady - bardzo fajny ze świeżym sniegiem. Dla urozmaicenia Wypróbowałem rówież lekko freeridowy wariant - wzdłuż górnej trasy nieczynnego dzisiaj orczyka Doliny III. Dla mnie dzisiaj było naprawdę fajnie, lepiej nawet niż w ub. weekend na Chopoku.Koszt całodziennego groupona COS + SON ze zniżką 15% payback to 37 PLN z groszami.Niestety celem wymiany groupona na gopass konieczna była poranna wizyta w kasie pod Golgotą.Trasy rano Trasy po południu Zamknięty odcinek Kaskady
    1 punkt
  40. Szrenica Kiedy ja sobie uprzyjemniałem dzień nartowaniem, Ania z buta zdobywała Szrenicę i tak to wyglądało: Schronisko na Hali Szrenickiej A zima w Karkonoszach naprawdę jeszcze się nie skończyła Wodospad Kamieńczyk Ania pozdrawia serdecznie.
    1 punkt
  41. Szrenica, Szklarska Poręba I mnie los rzucił w niedzielę do Szklarskiej Poręby. Szkoda Jodek1 i MichalR, że się przy okazji nie poznaliśmy. Ja zjeżdżałem głównie przy orczyku Świąteczny Kamień z racji zawodów. MichalR w niedzielę można było obniżyć koszty. Opłata startowa wyniosła mnie 20 zł. Mogłem za to korzystać z Karkonosz Express i orczyka Świąteczny Kamień. Dodatkowo w barze Żywiec, obiad z napojem i browar. Jak na 20 złotych to chyba całkiem, całkiem. O pogodzie i warunkach na trasach pisaliście i nic dodać nie mogę. Jedyne co mogę powiedzieć , to Szrenica jest bajecznie piękna, niestety nie zawsze to widać. Dla mnie to jedno z najpiękniejszych miejsc w Polsce. W oddali majaczą chyba "Końskie Łby" Powód mojej wizyty na Szrenicy Bramki niejednokrotnie leżały na śniegu Nieco niżej ze Śnieżynki można podziwiać panoramę Szklarskiej Poręby. Trochę odpoczynku się należy Pozdrawiam serdecznie.
    1 punkt
  42. Pilsko - Sobota - 19.03.2016 r. W tygodniu była piękna lampa, aż mnie skręcało, jak siedziałem i oglądałem cały czas kamery - w końcu pojawiła się też możliwość - więc w weekend trzeba było uderzyć w góry. Miała być Kubinska Hola, ale przekaz z kamer był jasny - lepsze warunki tym razem na Pilsku - w takim razie jeżeli warunki lepsze - szkoda czasu na dojazd, pieniędzy na paliwo i wydane Ojro - a Pilsko - to Pilsko:) Co prawda w piątek prognozy zaczęły mieszać mi w głowie - i yr.no i reszta prognoz zmieniła zdanie i zaczęła pokazywać, że w sobotę od rana do wieczora zachmurzenie pełne i dopiero pod wieczór rozpogodzenia (sic! - w tygodniu siedzisz w robocie - pełna lampa, idzie weekend - od razu pogoda siada - tylko snowforecast twardo obstawał, że będzie szansa na słońce. W sobotę szybka pobudka na długo przed budzikiem - i jazda na Korbielów. Na stronie widzę, że warunki do Szczawin spadły o jedną gwiazdkę. Dojazd do Korbielowa - bez problemu. Żywiec - niechaj oznakują lepiej nowy przejazd w dalszej części bo widzę, że ludziom spoza Śląska sprawia problem to oznakowanie - wpierw jest info: Centrum i Korbielów - a potem tylko Centrum w lewo i Zwardoń SK prosto - logika podpowiada, że jedź na centrum, ale zauważyłem, że nie wszyscy z obcymi blatami czują, gdzie mają się dokładnie kierować. Dojeżdżam do Korbielowa - parking luźny - tylko wokół schodów na Strugi i w kierunku Jontka poobstawiane - a od ok. Kubicówki i dalej - w dół - pusto - spokojnie można zaparkować. Przy kasie kolejek brak i jadę na górę. Na Szczawinach tylko na samym dole - z lewej i prawej stronie przymarznięte zlodowaciałe plamy. Reszta ok. Śnieg zmrożony - co zresztą słychać po szurowaniu nart. Dojazd na Miziową - wygląda to ok - cała pokryta śniegiem, brak drobnych kamieni na całej szerokości, jak to miało miejsce ostatnio. Wjazd na górę - pod orczykami ok - brak kamieni - trasa do schroniska - również ok - brak kamorców na górce przed schroniskiem, nie ma też żadnej ziemi czy wystającej trawy. Jedynie na Miziowej za budką orczyka trochę odsłoniętej ziemi, ale to na samym skraju - wszystko pozostałe ładnie pokryte śniegiem. No teraz chwila prawdy - zjazd do Szczawin - ostatnio tu było wszystko - do wyboru do koloru. A teraz - ku mojemu zdziwieniu - super! Jedynie na pierwszej górce zaraz za schroniskiem minimalnie lodu a potem to już miioooodziooo. Noooo - może na pierwszej górce/ściance - z 2 -3 kamorce - a reszta aż do Szczawin - bajer! - cała trasa pokryta śniegiem, brak rozsypanych pól minowych minerałów - po prostu extra! Pora na Kopiec - tu już nie trzeba nic komentować!::smile: W odróżnieniu od poprzedniego razu-góra zaraz po zejściu z wyciągu - cała, bez lodu, nie jest obdarta, szeroka polana - miooodziooo - narty same się układają na tym naturalnym śniegu do jazdy - tu jest po prostu pięknie! - szkoda tylko, że ta trasa nie jest dłuższa. Górka przed schroniskiem z zakrętem - również nie jest obdarta, beż żadnych brązowych plam - a na dolocie za zakrętem do wyciągu jeszcze zmrożony sztruks. Super! Jeżdżę na Kopcu, ale z racji warunków ustawia się mała kolejka + możliwości przewozowe tego pojedynczego, powolnego jajka powodują, że po czasie już mi się nie chce stać i czekać w kolejce, która przesuwa się bardzo wolno - wracam na 5. Pogoda - na szczęście wszystkie prognozy się pomyliły a snowforecast miał rację - z początku dnia cienkie chmury, przez które przebija się słońce a od ok. godz. 12 - to, co na Pilsku w marcu najlepsze!:smile: Jako, że tak ok. godz. 13 warunki na 5 zaczęły się pogarszać - z początku wyszło trochę więcej kamieni i więcej lodu - postanowiłem - jak co roku w marcu - wybrać się na szczyt - w taką pogodę nie iść tam byłoby głupotą!:smile: Widoki - jak to o tej porze roku i przy tej pogodzie - przepiękne! Jedynie na szczycie - jak to zwykle - przywiewa, że parę minut bez rękawic i czujesz, że masz ręce, ale jak się człowiek pozapinał i dobrze poubierał, to spokojnie można było na szczycie siedzieć i podziwiać widoki. A najlepszy był powrót - naturalny, zmrożony śnieg - zjazd ze szczytu był czystą przyjemnością:smile: Poszedłem do schroniska, posiedziałem na Miziowej jak najdłużej się dało i niestety - trzeba wracać - ostatni zjazd ze Szczawin - 16:30 (a szkoda - bo zmrok w Korbielowie zaczął zapadać dopiero w okolicach 18:15 - 18:30 - z przyjemnością zostałbym jeszcze na górze i podelektował się zachodzącym słońcem). 5-ka ok. godz. 16 mocno już zmęczona - od górnego odcinka na ostatnich zjazdach jeszcze było fajnie, ale już na górce przed schroniskiem i Miziową wyskoczył lód i trochę drobnych kamyczków ale już zaraz za Miziową - trasa totalnie obdarta, na wierzchu delikatnie posypana śniegiem w postaci cukru a pod nią - twardy lód. Trzeba było naprawdę uważać, bo krawędzie słabo na tym trzymały. Dalej trochę kamieni, ale bez żadnego sajgonu - spokojnie do wyminięcia - bardziej trzeba było uważać na ten lód. Na samym dole Szczawiny trochę rozpuszczone a poniżej - w trakcie zjazdu kanapą - słychać, że wiosna napływa małymi strumyczkami:smile: Dzień ogólnie był super - warunki tak do ok. godz. 13 - extra! - potem można było jeszcze pojeździć, ale nie w takim idealnym śniegu, co rano bo trasy się dećko "zmęczyły". Poza wolnym Kopcem - kolejek brak, wszystko szło na bieżąco. Słońce, widoki i marcowy klimat na Pilsku - dobrze, że nie zaufałem prognozom i jednak tam pojechałem:smile: - wczoraj o poprzednim razem - bez porównania:smile: P.S. Powrót do domu - od Korbielowa do Żywca - siiiiiwooooo - jedna wielka przyducha i dymy - długo chyba jednak będziemy musieli jeszcze poczekać, nim Żywiecczyzna uwolni się od smogu!
    1 punkt
  43. Ja ACL zerwałem w sierpniu, w pakiecie, jak to zazwyczaj bywa uszkodziłem łąkotkę boczną ( pęknięta ). Na szczęście została na swoim miejscu, a nie uciekła do środka kolana. Wiadomo, na początku pojawiła się wizja operacji, jednak postanowiłem to odłożyć w czasie, bądź całkiem zrezygnować z takiej perspektywy. Dwa tygodnie po wypadku rozpocząłem intensywną rehabilitacje w reha-formie w bielsku ( swoja drogą gorąco polecam to centrum ), w listopadzie zacząłem grać z powrotem w siatkówkę, w grudniu stanąłem na nartach. W kolanie mamy do czynienia z dwoma rodzajami stabilizacji ( bierna i czynna ). Bierna to samo fizyczne więzadło, natomiast czynna to najprościej mówiąc mięśnie i ich reakcja na bodźce. W moim przypadku stwierdzono naturalnie mocniej rozbudowaną stabilizację czynną (mięśniową ), nawet w zdrowym kolanie moje więzadło jest powiedzmy dość "luźne". Dlatego też pojawiła się szansa na jeszcze mocniejsze zbudowanie stabilizacji mięśniowej, ćwiczyłem pod okiem specjalistów ( z już wyżej wymienionej reha-formy ) głównie mięśnie tylne uda i oczywiście tak zwane "czucie głębokie" wykonując stopniowo coraz trudniejsze ćwiczenia stabilizujące. Ćwicząc równowagę w zasadzie na każdym rodzaju podłoża, od gąbek,piłek, przez trickboard'y, aż po slackline doszedłem do momentu w którym jestem. Chwilowo nie czuje żadnej niestabilności w kolanie, gram w siatkówkę, jeżdżę na nartach, byłem już na treningach GS, jak i SL jednak dalej istnieje spore ryzyko. Groźne są wszelkie aktywności na "zakwaszonych" mięśniach, spowalnia to reakcje na bodziec i zwyczajnie mówiąc przy jakiejś ucieczce kolana mięsień może nie zdążyć się napiąć i stabilizować. Wszystko robię bez stabilizatora, jednak na treningi narciarskie zabieram na razie ze sobą ortezę Don-Joy. Problem polega na tym, że podchodzę do sportu bardziej zawodowo i nie chcę sobie pozwolić na robienie czegoś z jakąś rezerwą powiedzmy, a nikt mi nie da gwarancji czy mięśnie zawszę wytrzymają i będą stabilizować. Po operacji nikt też tej gwarancji nie ma. Ja muszę wszystko jeszcze przemyśleć i też zobaczyć jak kolano będzie reagować podczas całego sezonu, wtedy będę się decydował czy tak to zostawiam, czy jednak się operuję. Na pewno to co mówili koledzy wcześniej jest prawdą, niebywałą rolę odgrywa w całym powrocie do sprawności dobra rehabilitacja. Ja polecam klinikę w bielsku, tak samo robią tam trening funkcjonalny, można zwyczajnie przyjechać i się sprawdzić na wszelakim sprzęcie do równowagi, pogadać ze specjalistami i jeszcze lepiej przygotować się do sezonu :happy:
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...