Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
17.01.2017 - 17.01.2017
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 17.01.2017 uwzględniając wszystkie działy
-
Dzień trzeci. cz. 2 - Lech & Zug Ekipa: Jeździmy w kółko po tutejszych trasach - tak by zaliczyć wszystkie. Mapa i jechane raz niebieską, raz czerwoną, raz pod krzesło z bublinką, a raz pod krzesło dwuosobowe, które ledwo co podjeżdża w górę. Nie wiem czemu, ale w tutejszych ośrodkach kompletnie nie przeszkadzają mi stare wyciągi. Archaiczne? Wyciąg linowy - proszę bardzo! Andrzej odpoczywa przed zjazdem do samego Lech. A w Lech? Piękny, alpejski widoczek... Mimo krążących chmur i przeraźliwie zimnego wiatru eksplorujemy ośrodek na maksa. Wszystkim się tu bardzo podoba - trasy urozmaicone i ciekawe. Długie i niektóre bardzo wymagające - na mapie zaznaczone przerywanymi liniami. Zrobienie zdjęcia, to ból. Gołe ręce, to w takich warunkach pogodowych - cierpienie. Mimo tego, sesja Z zielonymi portkami... ...różowe zostały w domu Widoczki? Proszę. Ciekawostki? Goldem card i jedzenie w bombce? Tylko dla wybranych... ...sprawdzałem - zamknięte. Powoli kończymy jazdę. Na liczniku prawie 80 km - jest ok. Fota ekipy z tego dnia, na tle miejscowości Lech. Mimo mrozów, armaty walą... ...a armaty mają tu dziwne? Szlauchy? Ostatni zjazd trasą 210... Pakowanie do auta i droga powrotna. Przez szybę w samochodzie ostatnie fotki. Lech: I zachód słońca... Kończymy dzień sznyclem i sznapsem gruszkowym. Pysznym! Jutro kolejny dzień i nowe podboje narciarskie. CDN jutro. Pozdrawiam marboru16 punktów
-
Dzień trzeci. cz. 1 - Lech & Zug Dzisiejsze nartowanie zaczynamy od Lech. Parkujemy auto pod starym, podwójnym krzesłem Schlosskopf (dla posiadających karnety narciarskie - bezpłatny). Pogoda od rana bardzo niepewna. Niestety nadal bardzo zimno -12 i pochmurno, z dołu nie widać zbytnio szczytów. Jakaż niespodzianka jak po wciągnięciu się drugim krzesłem z rzędu widzimy jasność. Mimo, że na trasach jest lekka warstwa puchu, to jest twardo i bardzo szybko - coś dla mnie. Bardzo się z tego faktu cieszę. Testujemy samą górę...i okazuje się, że przy Lech jest tylko słońce - przy szczytach wiszą chmury, jeździmy w kółko tymi samymi trasami przy sześcioosobowym krześle Schlegelkopf. Tutaj jest bardzo szeroko, równo, twardo i wspaniale. Postanawiamy spędzić tutaj trochę czasu i jeździmy góra-dół, raz lewą a raz prawą stroną. Ludzi niewielu więc zabawa jest niesamowita. Banany na twarzy! Dookoła cudowna austriacka zima... Postanawiamy zjechać skiturową trasą do Zug. Klimat? Spójrzcie: Mimo płaskiej trasy cała nasza piątka cieszy się możliwością odwiedzenia kolejnego miasteczka w Alpach. Po przekijkowaniu kilkustemetrów docieramy do malowniczego dwuosobowego krzesła, które zawozi nas pod szczyt Kriegenhorn 2173 m npm. Po lunchu w Balmalp jeździmy po trasach Zuger Hochlicht 2377 m npm. Trasy czerwone z tej strony Lech są po prostu? Wspaniałe!14 punktów
-
11 punktów
-
Jak już wiadomo, w niedzielę Jacek zorganizował testy nart i butów Fischer. Niestety, ja mam dość sporą "szłapę" więc butów przetestować nie miałem szans. Ale narty już tak. Dość często ludzie pytają tu na Forum o różne "sztachety", ale na testowanie właściwie pojawiłem się chyba jako jedyny... Dzięki temu mogłem sobie coś więcej pośmigać, aniżeli jeden przejazd. Na pierwszy ogień wziąłem Progressory, bo chciałem najpierw sprawdzić, czy poczuję znaczącą różnicę między moimi, już nieco leciwymi, a tymi pachnącymi świeżością. Do dyspozycji miałem model F19 o długości 177 cm (moje mają 180 cm) - najwyższy w grupie. Zapowiadało się ciekawie! Jacek szybko ustawił wiązania i ruszyliśmy na wyciąg. Pierwszy przejazd wykonałem czerwona trasą wzdłuż czteroosobowego krzesełka. Warunki na trasie bardzo dobre, ale już odsypy były, a pomiędzy nimi "gips" - bardzo twardo. Pierwsze wrażenie fantastyczne! Krawędzie trzymają jak brzytwa! Do tego znakomita twardość narty, co w sumie dawało dużą pewność w czasie jazdy. No to kolejne próby, szerszym skrętem i jest dokładnie tak jak tego oczekiwałem. Trzymają tor jazdy jak po szynach i nic nie jest w stanie im przeszkodzić. Idą jak czołg przez kopce, wszelkie nierówności, a tym bardziej po "betonie". Znakomicie nabierają prędkości, co widać na powyższym zdjęciu, które wyłowiłem z filmiku na bardziej płaskim odcinku... Myślę, że na pustym i dłuższym stoku, można by uzyskać dużo więcej, zarówno przeciążenie, jak i prędkość. W moim odczuciu, F 19 całkiem fajnie jechały też w kopnym śniegu, jak przyzwoite All Mountainy. No i wreszcie jak wypadły w porównaniu z moimi starymi 9+ ? Wydawało mi się, że wiele lepiej być już nie może... a jednak może! Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Mam wrażenie, że jest bardziej stabilna w skręcie, dynamiczna i do tego lepiej pochłania nierówności. Może to też efekt "wyklepania" moich nart? Ale raczej stawiam na postęp techniczny. Czas przetestować drugą parę: Fischer RC4 The Carve DTX o długości 171 cm. Pomyślałem w pierwszej chwili, że ta narta będzie miała charakter slalomki, choć ma być bardziej uniwersalna. Sprawdziliśmy z Jackiem radius i... właściwie jest taki sam jak w Progressorach. No, może niewielka różnica, bardziej w sposobie opisu. No to ruszam. Pierwsza próba i ponownie bardzo pozytywne odczucia. Trzymanie krawędzi i twardość narty równie dobre jak w F19. Jednak od razu mam takie odczucie, że ta narta chętniej jedzie krótkim skrętem. Inaczej - zachęca do większego zacieśniania skrętu. Chętniej nie znaczy wyłącznie. Pod tym względem bardzo uniwersalna.Przy długim skręcie też daje rady, choć w tej kategorii pewniej czułem się na Progressorach. Może to kwestia długości? Ale podobnie jak przy F19, idą twardo po kopcach, "betonie", w miękkim śniegu. Po prostu musiałem się w nie "wjeździć". Dalej już jazda na maksa, na ile pozwoliły warunki na stoku, a właściwie frekwencja. Dla mnie narta dość uniwersalna, ale z charakterem. Ten znaczek RC4 nie przypadkowy. Ciekawa alternatywa dla typowo sportowych nart SL i GS. To chyba tyle jeśli chodzi o narty. Później jeszcze napiszę relację z samego Czarnego Gronia.11 punktów
-
Czytając tyle fajnych relacji na forum i ja postanowiłem spróbować. Jeszcze w grudniu zapisałem się na kurs organizowany przez skiturowezakopane.pl i właśnie w ten weekend przyszedł czas próby. Szkolenie prowadził Jakub Brzosko - przewodnik tatrzański, ratownik TOPR, m.in. uczestnik mistrzostw świata w skialpiniźmie. Jednym słowem jak się uczyć to od najlepszych . Pierwszy dzień to podstawy: zakładanie fok, technika podejścia, nauka zakosów. W ramach ćwiczeń wycieczka na Halę Kondratową i tam ćwiczenia lawinowe. Na koniec przygotowanie sprzętu do zjazdu i sam zjazd do Kuźnic, początkowo przez las, a następnie nartostradą prowadzącą z Goryczkowej. Drugi dzień to wycieczka z Kuźnic na Karczmiska, 6,5 km do góry i 500 metrów w pionie, starą nartostradą z Hali Gąsienicowej. Spokojne tempo, podziwianie tatrzańskiej przyrody i dalsze doskonalenie techniki chodzenia. A powrót to zjazd tą samą drogą. Wrażenia: to inny sprzęt od zjazdowego, inne nartowanie wg. mnie trudniejsze, ale zarazem bliskie obcowanie z przyrodą, bez zgiełku, hałasu i stokowej muzy. Warto było. Pozdrawiam wszystkich skiturowców i do zobaczenia na szlakach .10 punktów
-
Ostatniej niedzieli, jak już wiadomo, Jacek zorganizował testy nart Fischer na Czarnym Groniu. Trochę miałem wątpliwości czy to dobre miejsce w niedzielę i do tego na początku śląskich ferii, ale zawieść nie mogłem. Po za tym, miało przybyć więcej osób i zapowiadało się miłe spotkanie. To miejsce uznałem też za możliwe do ogarnięcia dla moje lepszej połówki, choć o tą czerwoną się nieco martwiłem... Ustawiłem budzik na 6.00, zakładając optymistyczną wersję, że zaczniemy szusowanie od równej 8.00. To było mocno optymistyczne założenie. Budzik naparzał i naparzał i bez efektu. Jakoś mam ostatnio problem zwlec się z łoża. Jednak budzik wytrwały był i wygrał batalię, ale dopiero o ósmej rano... Względnie sprawnie się zebraliśmy i w drogę. Trasę pokonaliśmy sprawnie, drogi w większości czarne i bez żadnych utrudnień. Parking osiągamy gdzieś tak 9.40. Samochodów już sporo, jak można było przewidzieć, ale jeszcze miejsce można było znaleźć. Tyle tylko, że już trochę trzeba było podejść do busika. Jak dla mnie to powinni zrobić dodatkowy przystanek poniżej tego większego parkingu. Ale jakby go zrobili, to pewnie znowu byłby problem z ludźmi parkującymi na pętli... Trudno, tyle podejdziemy, ale Żonka nieco marudzi. Zanim dojdziemy, jest już zgrzana. Trochę wytrzęsło i Żonce gogle się nieco przestawiły - nie nie, to nie "efekt Picasso"! Takiej funkcji nie posiadam. Trochę ten dojazd/dojście się lepszej połówce nie podobało. Toaleta też, ale to pewnie bardziej efekt przerobu ludzi, choć sam nie sprawdziłem... Za to ja, po dotarciu pod stacje, jestem pod wrażeniem. Ostatnim razem byłem tu, kiedy u dołu działał orczyk, a u góry ledwie wystartowało sześcioosobowe krzesło. Teraz orczyka już nie ma, a dolna stacja została całkowicie przebudowana. Oczywiście, jak już wiadomo, teraz jest tu druga kanapa, ale czteroosobowa. Dokładnie taki sam model jak na Nowej Osadzie czy Stacji Narciarskiej Stok. Mi się podoba i nie bardzo wyobrażam sobie w jej miejsce wyprzęganą szóstkę. Całość robi niezłe wrażenie, zwłaszcza z tym skrzyżowaniem wyciągów. Taka mała stacja, a ile "fajerwerków"! Czarny groń przywitał nas piękną białą zimą. Temperatura na lekkim minusie i sypie drobny, delikatny puszek - pięknie! Mimo tego widoczność bardzo dobra. Na pierwszy ogień przetestowaliśmy czerwoną trasę, a ja dodatkowo nowe narty. Same nowości. Śniegu dość, a warunki określiłbym na bardzo dobre i dobre. Oczywiście już trochę odsypów, tudzież nieco betonu, czy jak Jacek woli - gipsu. Ale bez jakiegoś lodowiska. Kamieni nie zobaczyłem, śniegu bardzo dużo. Zaraz potem testujemy niebieską. Oczywiście tu tak samo, a nawet lepiej, bo przy mniejszym nachyleniu, szusujący nie pozgarniali śniegu. Dla mnie super! Jedyne co może irytować, to właśnie długość tras. Zwłaszcza na niebieskiej - kiedy zdążymy się już rozpędzić, trzeba od razu hamować... Jeśli jednak to nam specjalnie nie przeszkadza, to jazda jest przyjemna. Dotychczas dużo pozytywu, to teraz nieco negatywu. Frekwencja! Już na parkingu było widać, że może być ciasno i niestety na stoku tak jest. Jak na powyższym zdjęciu. Mimo tego dało się znaleźć trochę przestrzeni. Stok pełen, ale wyciągi nadążają z przerobem ludzi. Kolejek brak, lub są krótkie. Zwłaszcza do czwórki. Wyciągi to jedno, ale czasem przydałoby się coś zjeść, napić... Jest przyzwoita knajpka, ale niezbyt duża i tylko jedna jedyna. Powinni pomyśleć nad tym i postawić dodatkowo choć jakiś szklany namiot, jak na wielu stokach. Wspomnę jeszcze, że ze względu na Żonkę chciałem jeździć przy niebieskiej trasie, ale tu zaskoczenie! Żonka chciała na czerwoną, bo lepiej jej się tam jeździło. Patrząc na ogół, to nawet dobrze sobie radziła. Widząc jej zapał, żałowałem, że nie wziąłem dłuższego karnetu. Pojeździła by jeszcze zapewne, choć nogi już ją zaczynały boleć. Przezornie zakupiłem dwie godzinki, bo obawiałem się nadmiernych tłumów, oraz o formę lepszej połówki. Również ja sam nie byłem w pełni formy po drobnym przeziębieniu. Najważniejsze, że dzień bardzo udany! Oprócz testów, był mały WZF. Przyjechałem ja z Żoną, Jacek, Paweł z Żoną i drugi Paweł z Żoną. Wcześnie zamieniłem kilka słów z Andrzejem, tutaj znanym jako Aklim. Nie udało nam się zebrać do kupy na raz, ale i tak było przyjemnie. Pozdrowienia dla wszystkich! Wspomnę jeszcze, że Jacek dopatrzył p.Premier, jeżdżącą w asyście "Borowików". Nawet ją nagrał, ale coś się nie chwali... Ale zostawmy politykę. Dwie godzinki minęły szybko i czas się zbierać. Niewiele czasu, ale Żonce stacja przypadła do gustu. Coś mi się wydaję, że jeszcze tu razem wrócimy. Może nawet pomyślimy o karnecie 365 dni, bo gdzieś ją trzeba przegonić tak 50 dni w sezonie... Jeszcze filmik, jak ktoś nie widział: Wrażenia z testów nart opisałem w wątku: Pozdrawiam, Johnny9 punktów
-
Ja już swoje pierwsze skitoury mam za sobą, nadejszła wiekopomna chwila na debiut skitourowy Ani. Po naradzie z doświadczonymi tourowcami, wybór padł na Szklarską Porębę i podejście na Łabski Szczyt. Mieliśmy wyruszyć rano, ale nie mogłem dodzwonić się do wypożyczalni w Cieplicach i zrobił się problem. Ania zaczęła szukać innej i znalazła w Szklarskiej. Ruszamy ze sporym opóźnieniem, do tego w Szklarskiej tłok na dojeździe do Ski Arena Szrenica. W drodze do Jeleniej Góry piękna lampa, warunki do tourowania wydają się idealne. Przejeżdżamy Jelenią i warunki w kilka minut zmieniają się, nagle wszędzie chmury i pada śnieg. Taki warun też lubimy. Ania dostaje fajny sprzęt Narty K2 Wayback 88 dł.170 z wiązaniami Marker Kingpin, foki K2 Trim To Fit Skin, buty Tecnica Cochise 110 Light Dyn. Zakładam foki, mam już wprawę, robię to w końcu 2 raz i można do góry Puchatkiem w strone stacji pośredniej... Po kilku krokach (suwach) orientuje się, że z moimi butami coś nie tak, pięty mnie palą od spodu i od wewnętrznej strony, zwłaszcza prawa stopa. Przechodzę 200-300 metrów i ściągam prawy but, Ania daje mi chusteczki higieniczne i wkładam je do skarpetek z boku pięt. Kolejne 100 m idzie mi się fajnie i ciągniemy równym spokojnym (leniwym) tempem do góry. Niestety chusteczki zsuwają się pod pięty i ból powraca. Dochodzimy do stacji pośredniej i robimy przerwę. Kombinuję co dalej z butami, od pani z baru dostaję taśmę samoprzylepną i obwiązuję nią chusteczki na stopach. Ani wyskakują bąble na śródstopiu od wewnątrz obu stóp, ale jest twarda jak stal i postanawia iść dalej...Po drodze widać, że są świetne warunki do freeridu i widać pierwsze ślady riderów Z pośredniej stacji kierujemy się zielonym szlakiem w kierunku Schroniska pod Łabskim Szczytem. Widoki naokoło oczywiście cudowne i śnieg do tego ciągle pada. Staramy się nie myśleć o butach. Warunki w lesie tak piękne, że Ania pozwala mi na chwilę wpaść do lasu i zaliczyć kilka skrętów.... jestem zachwycony! Spotykamy snowboardzistów którzy wyruszyli ze Szrenicy i przez Kocioł Szrenicki ruszyli w dół i przez las dotarli do nas. Zrobili to bez wiedzy strażników Karkonoskiego Parku Narodowego. Byli happy i pokazali nam nawet filmiki ze zjazdów. Warto się narazić strażnikom lub nawet zapłacić mandat za zjazd w takich warunkach i w takim miejscu (jakby ktoś coś to...). Chłopaki fajni jakby byli narciarzami. Wychodzi mi na to, że wielu snowboarderów jest sympatyczniejszych od narciarzy, może czas zakopać topór wojenny między nami (narty-snowboard) choćby tylko poza trasami. Zmieniamy szlak z zielonego na żółty i idziemy dalej, mijamy granitowe formacje skalne, Kukułcze Skały. Do schroniska już blisko Wreszcie przed 17 docieramy do schroniska i całe szczęście bo stopy nam odpadają. Na Śnieżkę to wchodziłem w kapciach, a nie butach narciarskich, teraz przekonałem się, że buty skitourowe to to samo co zjazdowe i trzeba znaleźć te jedyne - pasujące do naszej stopy. Od środka widać jak wspaniale natura maluje i rzeźbi pięknie okna od zewnątrz Są dwie szkoły kiedy buty niewygodne, pierwsza dla mięczaków, mówi ściągaj, gdy tylko jest możliwość. Druga dla twardzieli, nie ściągaj do końca. Ja należę do mięczaków i ściągam od razu na sali, Ania twardzielka w swoich wytrzymuje do powrotu. Z uwagi na porę i stan naszych stóp rezygnujemy z dalszej części "wyprawy". W planie był jeszcze Łabski Szczyt, Szrenica i zjazd Lolobrygidą. Zrealizujemy innym razem. O 18.30 zjeżdżamy do Szklarskiej tą sama drogą którą wchodziliśmy, bo jest ciemno i tak będzie łatwiej, czołówki na głowy i ruszamy. Powrót w całkowitej ciszy, nikogo nie spotykamy, od czasu do czasu widać tylko między drzewami majaczące światła Szklarskiej Przed stacją pośrednią nieoczekiwanie trafiamy na sztruks, przysypany warstewką świeżego puchu Jeszcze tylko zjazd Puchatkiem i przed 20 kończymy świetny dzień (wieczór), gdyby nie te buty... za to nasze narty były super... Za wypożyczenie Ani sprzętu zapłaciliśmy 102 zł, warto było? Pożegnanie ze Szklarską Porębą, będziemy tu jeszcze wiele, wiele razy... Pozdrawiam serdecznie.7 punktów
-
7 punktów
-
#szczyrkaido Dawno nie najeździłem się tak jak w ostatnią niedziele :), nocny fajny opad śniegu, dodatkowo w ciągu dnia ciągle sypie + fajny teren z rzadkim lasem lub polankami = skiturowy orgazm Pomimo hasztagowego tytułu nie startujemy ze Szczyrku, tylko z Ostrego po przeciwnej stronie Na początku Doliną Zimnika, aż odbijamy na stokówkę zboczami Kościelca Przy okazji mijamy kilka takich przecinek W końcu widzimy rzadki las więc odbijamy do góry w las I znajdujemy kilka linii w rzadkim terenie, u góry w fajnym nastromieniu. Zauważyłem, że w Beskidach szuka się terenu między 15st, a 30st. A najfajniejsza jazda jest w terenie ok 22-25st, oczywiście mówiąc o lesie :). Powyżej 30st w lesie robi się już coraz trudniej i czasami ciężko z fun'em Wychodzimy do stokówki i udajemy się dalej w stronę Malinowskiej Skały i Kopy Skrzyczeńskiej Co chwilę można spotkać przecinki lub polanki A śnieg ciągle sypie! Wychodzimy na grań w okolicach Malinowskiej Skały Zjazd to jest czysta poezja do wyboru polanka albo rzadki las... i tak na zmianę! cały czas banan na buzi! Pozdr Tomek7 punktów
-
Dzień drugi cz. 2 - Zurs. Jedziemy nowiutką gondolą do stacji, która jest "domem" trzech takich maszyn. Wygląda to imponująco... Pogoda zaczyna się robić dla nas łaskawa. Jedziemy dalej w górę. Trittkopf 2423 m npm. Jedziemy teraz trasą numer 134 w stronę "snobistycznego" miasteczka. Miejscami sama trasa jest wąska, ale ogólnie przypada nam niezwykle do gustu. Oczywiście w pewnym momencie się zatrzymujemy na kilka ujęć. Teraz sprawiamy sobie kilka zdjęć Paula: Marboru: Człowiek Mucha Zurs w całej okazałości! Cudownie piękne miejsce. Nasz powrotny wyciąg... Koloryt Zurs... Zarówno trasy po jednej jak i po drugiej stronie doliny są niesamowite i bardzo nam się podobają. Postanawiamy przetestować ich największą ilość. Jeździmy tutaj cały dzień. Nie wierzycie, że Zurs jest piękne? Spójrzcie! Niestety poniższe miejsce nie jest dostępne... wyciąg na Maldoch nie jest czynny Robimy przerwę w knajpie Seekopf. Jemy lunch, pijemy kawkę - jest pięknie, bo udaje nam się zaraz po wejściu dostać wolne miejsca. Widoczek na trasy Zurs... Po przerwie robimy tour the Zurs. Jesteśmy zachwyceni tym miejscem - nawet mamy makietę ośrodka przy jednym z krzeseł Niestety pogoda znowu się pogarsza. Przychodzi chmura, cień i niestety znowu widoczność jest dosyć kiepska. Ostatnie fotki... ...ostatnie zjazdy i kierujemy się w stronę auta. Kończymy niezwykle udany dzień drugi. Pozdrowienia od całej ekipy, która jest dosyć wyrozumiała pozwalając mi pisać niniejszą relację - po powrocie napiszę coś więcej o poszczególnych odwiedzonych miejscach. Jutro ruszamy w stronę Lech. Pozdrawiam i do jutra! marboru6 punktów
-
Przede wszystkim wracaj do zdrowia, zawsze uśmiechnięty(za to Cię lubię) Góralu spod Skrzycznego. Zjazd? hmm, zabawny i niebanalny(dzięki Mariuszowi) Szkoda,że nie w świetle księżyca...niemniej jednak było romantycznie Jeżeli chodzi o warunki,po prostu Piękne. Nie było lodu,brył lodowych,kamieni i wszystkich dziwnych rzeczy jakie spotykamy w górach i wyrastają nagle pod nogami Był natomiast świeży miękki śnieżny puch....i czego chcieć więcej? (Stare doświadczone skiturowe Aligatory lubią taki warun) Po wyjściu ze schroniska,miałam przez chwilę z tyłu głowy jakiś irracjonalny lęk przed zjazdem, bo raczej rzadko jeżdżę na nartach nocą w Karkonoszach"poza trasami" ,ale na szczęście jakoś ruszyłam w dół. Szlak nie wymagający,kilka razy udało mi się fajnie "Śmignąć" Jak na moje skromne umiejętności ....dałam radę5 punktów
-
Dzisiaj w Rytrze bardzo dobre warunki, stok idealnie równiutko przygotowany. Widoczność taka sobie, płaskie światło i nisko wiszące chmury. Ludzi sporo - ale przewaga grup dzieci, warto było przeczekać czasem chwile żeby trasa się zluzniła i można było sobie jechać jak się chce. Dzisiaj fajne gigantowe skręty na sporej szybkości. Trzeba zrobić powtórkę na dniach5 punktów
-
Dzień drugi cz. 1 - Stuben. Od samego rana pogoda była niepewna. Z jednej strony chmury, mgła i śnieg. Z drugiej strony nadzieja na błękitne niebo i słońce. Jedziemy do Zurs. Parkujemy auto, na darmowym parkingu pod dwiema gondolami a humory nam dopisują! Sprzęt wciągający narciarzy wygląda tutaj imponująco. Wybieramy na początek Stuben. U góry - siarczysty mróz ale również lekko, przez białe obłoki przebijają się promienie. Jesteśmy sami i możemy kilka chwil poświęcić na zdjęcia. Ujemna temperatura na tyle nam doskwiera, że zakładam po raz pierwszy dwie pary rękawiczek - cienkie jako pierwszą warstwę i te co zawsze, skórzane Leki. Nastroje są bojowe! Jako pierwsi ciśniemy dziewiczymi trasami. Andrzej świetnie komponuje się w moim kadrze. Mamy wrażenie, że Stuben otwarte jest tylko dla nas - po tutejszych trasach przez długi czas śmiga jedynie nasza piątka. Uwielbiam takie zapomniane przez świat trasy. Dosyć długie, urozmaicone, kręte i niewyprofilowane... ...niestety zaliczam tam pierwszą tego dnia glebę - na szczęście niegroźną. Na szczyt prowadzi dwuosobowe krzesełko. Albonagraf 2400 m npm i spory wiatr. Przeszywa nas zimno. W tle - tęcza? No to co? Pora w dół... Rozdziewiczamy trasę... Pięknie i mistycznie... Śniegu spadło naprawdę dużo. Na naszych oczach schodzi niewielka lawinka. Pojawiają się kolejni narciarze na trasach. ...a my zmykamy w stronę Zurs. Niestety ładujemy się na jakąś kiepską i bardzo łagodną trasę niebieską - mamy niezaplanowane skitury...i nie podoba nam się to. Skitury są piękne ale nie na trasach zjazdowych. Przemyka nasza załoga... ...zza "winkla" pojawia się Paula: Za chwilkę rewanżuje się fotką. Najtrudniej ma nasz deskarz. Andrzej niesamowicie się męczy na tego typu przejazdówkach, musi iść, zdejmować, zakładać deskę - to masakra, chyba tylko jemu jest mega ciepło. W oczekiwaniu cykam takie oto fotki. Freeraider: Trochę telemarku... Spadamy na dół pod drugą gondolę. Chcemy wyjechać z cienia i to nam się udaje! CDN5 punktów
-
Świeżych relacji nie brakuje... ale starsze też mogą być fajne. Czyli Sudety Wschodnie. 2015 rok. Na początek sympatyczna muzyczka do relacji Plan, tej być może ostatniej "tegosezonowej" sudeckiej tury, był dość niezwykły - postanowiliśmy zaliczyć Śnieżnik od Dolni Morava w Czechach. Data była też niczego sobie 12.04! Kalkulacja była prosta - rzędna DM to 660-750 m npm - a Śnieżnik 1425 więc jest całkiem konkretne przewyższenie do podejścia i zjechania. Sama stacja, jakkolwiek zamknięta, dawała dużą szansę powrotu na deskach do auta. Zacznę od opisu stacji narciarskiej, która chyba niesłusznie jest trochę zapominana. A jak się przyjrzeć to spokojnie można ją porównać do tych najbardziej uznanych. Są tutaj dwa bardzo przyzwoite zjazdy po blisko 500 m w pionie dla bardziej zaawansowanych narciarzy i zdecydowanie łagodniejsza oferta dla mniej wprawnych. Najwyższe możliwe przewyższenie to 570 m. I koniecznie trzeba powiedzieć, ze główny wyciąg to nowoczesna kanapa. http://www.skionline.pl/stacje/czechy-jesioniki-dolni-morava,osrodek,209,mapa-tras-narciarskich.html Przyznam się, że o ile nie lubię łazić po czynnych stacjach narciarskich to zawsze fascynują mnie "zapomniane" puste ośrodki w których już nawet nie ma psa z kulawą nogą - takie Ultima Thule. Pogoda na początek nas postraszyła bo nawet kapkę pokropiło ale im wyżej tym widoki na udany dzień były lepsze. I na górze orczyka było już bardzo sympatycznie. Po stromym podejściu zaczyna się wędrówkowa część drogi. Idzie nas czterech - Kamil, Robert a drogę dzielnie toruje Jacek. Idziemy przez las przez kolejne niezbyt wyróżniające się szczyty. Sam Śnieżnik zresztą też jest łagodnym pagórkiem Warunki można uznać za doskonałe jest pewnie z 50 cm śniegu, co widać na zdjęciu powyżej, słońce silnie operuje i na wypłaszczeniach jest mokro. Zima trzyma się jeszcze tylko wyżej Ale Pradziad którego wykadrowałem z poprzedniego zdjęcia jeszcze kusi... Na Śnieżniku spotykamy paru turystów, tu już ze śniegiem jest słabo ale przejść a później zjechać się da - postanawiamy zjeść coś w schronisku. Dalej nazad i już znacznie przyjemniejszy zjazd na południową stronę. A później już wiecie. Do auta zjeżdżamy czarną trasą 2 (podchodziliśmy łagodniejszą 3). Na mapie dzień wyglądał tak - jak widać całkiem intensywna tura, szczególnie uwzględniając mokry, gąbczasty śnieg. Z wykresu odczytałem nachylenie czarnej trasy być może lokalnie jest nawet lepiej. Pozdro Wiesiek4 punkty
-
4 punkty
-
4 punkty
-
3 punkty
-
Dziś wybrałem się z córą na Bielski Dębowiec, warunki koło południa w miarę dobre, w środkowej części trasy można było zobaczyć pojedyncze minerały, tam też armatki pracowały więc może będzie lepiej... Zaliczyliśmy też plac zabaw! Ogólnie fajnie bo blisko :-) Pozdrawiam Maciek Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka3 punkty
-
3 punkty
-
Cieszyn - Cieślarówka: Pamiętam ten "stok" z lat młodości, choć nigdy tu nie jeździłem. Kiedyś tu była wyrwirączka. Teraz widać linę pod talerzyk. Niestety, ale w tym sezonie nie działa. Z tego co znalazłem w sieci, to jeszcze 2 lata temu stok działał.3 punkty
-
Dzień 3 To dzień gdy "wyobrażenie" mogliśmy zderzyć z "rzeczywistością" - jednym słowem umówiliśmy się z MajorSki na wspólną turę! Dogadanie było trochę kłopotliwe bo w Chochołowskiej nawet trudno wysłać sms (pogadać nie ma szans - to tak w kwestii super rozbudowanych sieci komórkowych). Nie mniej jednak o 10:00 Tomek dotarł i ruszyliśmy w czwórkę na Grzesia, gdzie jak widać telefonia istnieje Po wczorajszej aktywności wiatrowej góra wyglądała tak Grzesia osiągamy w założonym "letnim" czasie. Pogoda z rana przyjazna powoli się zmienia, napływają chmury wysokie i zaczyna wiać. Podziwiamy krajobrazy. Przed nami długi upłaz dalej Rakoń (nie ma go na zdjęciu) i w tle ewentualny Wołowiec. Trudno wprost uwierzyć ile może zrobić wiatr w ciągu kilkunastu godzin! Dowodem są na to powstałe zastrugi. Te "wypukłości" na zdjęciu to najtwardsze fragmenty śniegu - pozostałe dookoła podłoże wybrał właśnie wiatr. Ślady nart to lewitujące czasem paski dobre 10 cm nad podłożem. A przecież to były zagłębienia też pewnie na 10 cm. Podobnie jest z wgłębieniami po kijkach, które przekształcają się w regularnie porozkładane walce. Jakoś mi się to kojarzy z negatywami i pozytywami fotograficznymi i niezmiernie zaciekawia. Dochodzimy pod Rakoń, w międzyczasie wiatr się wzmógł, więc z Wołowca postanawiamy zrezygnować. Kamil z Robertem postanawiają zacząć zjazd ze szczytu, Tomek i ja uznajemy, ze nie ma potrzeby lawirować między kamieniami i lodowiskami na ostatnim odcinku grani więc przezbrajamy się niżej. Po chwili chłopaki zjeżdżają i razem czeka nas droga na wschód. Fanu nie ma, jest bardzo twardo ale w sumie bez problemowo. W schronisku jesteśmy dość szybko, gadamy przy piwku, później obiadujemy. Zbliża się noc fajnie jest ale co niektórzy (czytaj Tomek) muszą do domu wracać. Więc jeszcze uścisk ręki, jakiś zapomniany termos Obserwujemy "nostalgicznie" znikającą sylwetkę... Już podczas dnia trochę dziwnie się czułem, teraz łapie mnie telepawka - wszyscy w koszulkach a ja ubrany jak na dwór i jeszcze się trzęse. Drapie gardło i łapie katar. Na noc zakładam czapkę, kurtkę puchową i przykrywam się dwoma kocami. Dzień 4 Rano jest ze mną (chyba) zdecydowanie lepiej. Z sopli kapie woda - wygląda na ostrą odwilż. Idę do chłopaków na naradę - mieliśmy przez Kulawca pójść na Trzydniowiański (bo pozyskaliśmy wiedzę, że relatywnie są tam najlepsze warunki) ale jest tam mocno stromo i przy postępującym ociepleniu mogą być gruntówki. Proponuję więc aby pójść znów na Rakoń bo ma też dość płaskie bezpieczne warianty zjazdu, po drugie jeśli okaże się, że nie daję rady to koledzy zgarną mnie w drodze powrotnej. I ten plan zostaje przyjęty. Spacer lasem pod Rakoń spokojny. U podnóża pojawia się mgła coraz silniej gęstniejąca z wysokością i rosnący wiatr. Na szczęście mamy traki z dnia wczorajszego i wychodzimy po nich na grań. Wiatr miał mieć 30-40 km/godz tymczasem przesuwa on położone plecaki a podczas odklejania fok klęczymy na nartach bo boimy się, ze je stracimy. Zjazd znów w twardym i gęstej mgle więc bardzo spokojnie. Poniższego zdjęcia nie powinienem zamieszczać bo jest nieostre ale... to nartostrada (na mapie) Dalej po drodze czeka nas niezwykła niespodzianka - z Litworowego Żlebu dosłownie na naszych oczach schodzi lawina. Fota jest jak jeszcze leciało! Oglądamy dokładnie ślady - czy nie została podcięta? Ale nie, to samoistny, niezbyt duży zsuw. Nie mniej jednak doszło do niego... Wracamy do schroniska, chwilę popasu, zabieramy nasze depozyty. Tutaj jest zdecydowanie pogodniej Na parking jest 7 kilometrów - niestety w rosnącej ciapie. Odwracam się - ostatnie foty. Rakoń tkwi w potężnym wale chmur - sielanka jest tylko tutaj na dole! Podsumowanie Bardzo spodobały mi się te Tatry Co prawda jednak trochę małe w porównaniu z Alpami ale pazur mają. Jak czytałem o tutejszej wyjątkowej zmienności warunków śniegowych, nie mających swoich odpowiedników gdzie indziej to myślałem, że to takie gadanie. Tymczasem wygląda, że tak tutaj jest. Twardy betonowy warun i mocno nawodniona lawina w chwilę później (przy tym samym kierunku stoku)??? Bardzo spodobała mi się też przyjazność tych gór mojej kieszeni. W Chochołowskiej, w kuchni turystycznej, dostępnej przez 24 godz, jest zawsze wrzątek w dowolnej ilości. Można więc bez wysiłku i targania kohera żywić się "własnymi" ciepłymi posiłkami, do tego gorący prysznic za darmo. Dojazdowo też źle nie jest (4 godz z Wro). Wrócę tu jeszcze. Pozdro Wiesiek3 punkty
-
Byłem dziś wieczorem w Szklanej Górze. Zdjęć nie robiłem, ale warunki spoko. Pierwszy raz jeździłem na tej stacji, myślę że jest dobra dla początkujących narciarzy, dla mnie mogło by być trochę bardziej stromo. Co ciekawe znajomi rok temu byli i mówili, że jest strasznie wąsko, ale w tym roku chyba poszerzyli trasę, bo jest ok.2 punkty
-
Tak, to Iza. Wybrała się ze mną, a w tym roku dopiero po raz drugi.2 punkty
-
Darek Ty nie zwalniaj miejsca tylko się kuruj! a jak nie to góry były, są i będą, zimy jak widać również2 punkty
-
Zwalniam swoje miejsce tej zimy na zjazd z Koziego z Majorem. Bierz się za mnie. ?2 punkty
-
Taaa i na dodatek zadba, by po nartowaniu, nim się człowiek rozbierze, na kwaterze piwo stało chłodne gotowe do wypicia. Uzupełniać płyny przecież należy po dobrze wykonanej robocie2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Śniegu poza trasami więcej niż skromnie. Dzisiaj wiatr dawał ognia, miejscami zwiał śnieg z tras, że lód wychodził. Nie mniej jednak trasy przygotowane rewelacyjnie. Od trzech dni jeździmy, słońce non stop. Praktycznie wszystkie trasy otwarte. Pierwszy raz jestem na nartach w Alpach / Dolomitach i jestem zachwycony. Już wiem, dlaczego ludzie płacą pieniądze za tydzień w takich warunkach. A najlepszy z wyjazdu jest brak ludzi na stokach ( w porównaniu z Polską ) i absolutny brak kolejek do wyciągów. Wjazd w bramkę z rozpędu. Wspomnę teże o ekipie. Mieszkamy w Temu, cały hotel Polaków. Jest moc2 punkty
-
Baba wieczorem prawie pusta, warunki super i to za 15zł.. Wysłane z mojego LG-H850 przy użyciu Tapatalka2 punkty
-
Svindal i Ligety niestety kończą sezon Axel - operacja kolana Ted - operacja kręgosłupa2 punkty
-
2 punkty
-
brawo! fajnie się czyta jak nowe osoby się wciągają, ale tutaj bezapelacyjnie przy najlepszych widokach! okolice Kondratowej są piękne2 punkty
-
Relacje skiturowe biją wszystkie. Ania jak udał się zjazd? Czy niebawem zobaczymy WASZE piękne zdjęcia z tras zjazdowych?2 punkty
-
Stara skiturowa prawda mówi , że źle dopasowane buty potrafią zamienić najpiękniejszą turę w najgorszy koszmar2 punkty
-
Ania - jaki super zestaw ! No teraz Mariusz będziesz miał problem, niżej z poziomem zejść nie będziesz mógł Podajcie proszę namiary na wypożyczalnie, gdzie takie coś dają.2 punkty
-
Jak zwykle fajna relacja, szkoda, że nie udało się Wam zrealizować pełnego planu, ale co się odwlecze... Bo to fajna góra jest. Widzieliście jak wygląda czarna trasa, bo chwalą się, że takiej ilości śniegu już lata nie było, więc może wreszcie uda się ją otworzyć, choć póki co, dopiero kilka dni temu Lolę udostępnili, a Hala cały czas nie wystartowała.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Dzień pierwszy - kręcąc się po St. Anton. Niestety od rana było mgliście, padał śnieg i początek naszej jazdy nie był zbyt ciekawy. Kupiliśmy karnety 7 dniowe za 300 EUR (razem z kaucją), zaparkowaliśmy auto na płatnym parkingu (7 EUR) i w górę! Kilka zjazdów, to walka o widoczność... na szybach, na goglach masa śniegu, dookoła chmury, czy mgła?... Ciężko! Przedzieramy się przez zwały śniegu, jedziemy a w zasadzie zsuwamy się z każdej trasy. Fotek robię mało, bo nie ma sensu. Po ok dwóch godzinach pokazała się nadzieja na ponartowanie... nieco poprawiły się warunki. Wciągamy się ponownie, któryś raz z kolei na górę i widzimy trasę, po której niedawno zjeżdżaliśmy. Pięknie... ...trasa 29 czerwona, w stronę miasteczka St. Anton - cudna! Jedyny deskarz z ekipy na trasie. Endriu Ok godziny 12 robimy przerwę na kawę. Odpoczywamy i ogrzewamy kończyny. Przy -15 trzeba i człowiek nie ma wyjścia jak mu zimno. Wciągamy się na górę. Na szczycie Kapall 2330 m npm pojawiają się dziwni jegomoście... Naszej ekipie przewodzi "człowiek mucha" - Michał. Ciśniemy! Jak dla mnie jest trochę za miękko i nierówno - ponieważ dobrze się nie rozgrzałem, to jeżdżę zachowawczo. Piękny widok w stronę naszej kwaterki i miasteczka... Cudowna zima! Na trasach, mimo, że jest niedziela - umiarkowana liczba. Gondola, to coś, co lubimy najbardziej! W "oczach człowieka muchy" cała nasza, narciarska ekipa. Super fota! s Jedziemy na drugą stronę ulicy St. Anton i do gondoli... ...tutaj na trasie czerwonej i czarnej, numer 5 i 6 przeżywamy pełną ekstazę! Warunki są doskonałe! Jest równo, twardo i bardzo szybko. Nareszcie! Później jedziemy w stronę freeridu i nieco archaicznych krzeseł dwuosobowych - na szczęście są one dosyć szybkie. Napotykamy tutaj dosyć ciekawe konstrukcje najazdów do wyciągów. Taras, ambona - co to jest? Znowu pogarszają się warunki.... ...na szczęście jest już dosyć późno i powoli kierujemy się w stronę naszego parkingu. Andrzej jest nieco wykończony warunkami... ...to jest jednak przewaga nart nad deską! Jeszcze krótki spacer po miasteczku między wyciągami... ...i kończymy nasz pierwszy narciarski dzień w Ski Arlberg. Wszyscy cali i zdrowi wracamy na kwaterę... ...teraz reszta ekipy czeka aż skończę relację - i idziemy właśnie na znany na całym świecie tutejszy sznycel. Jutro ciąg dalszy naszych przygód w Austrii. Pozdrowienia dla wszystkich. marboru2 punkty
-
2 punkty
-
Dzień 2 Po spokojnej pobudce koło 7:00, rodzinnym śniadaniu i niezbędnym czasie na "uklepanie" żołądka wyruszamy na szlak. Celem jest Grześ a dalej Rakoń i Wołowiec. Prognoza mówi o silnym wietrze, z dołu widać, że na górze się trochę rusza ale na razie jest sielsko - idziemy lasem plotkując sobie trochę. Las jednak się kończy i na górze robi się wygwizdów. Oczywiście nie mamy zamiaru się wycofywać. Doubieramy się - zakładamy gogle, kominiarki, dodatkowe warstwy Idziemy ostrożnie szeroko rozstawiając kije, zatrzymując się podczas nagłych uderzeń wiatru. powoli jednak ta walka zaczyna się robić coraz bardziej nierówna. A ponieważ do szczytu jeszcze trochę brakuje a dalej będzie z pewnością gorzej (bo dopiero tam zaczyna się całkiem otwarta przestrzeń) to kontynuowanie wycieczki staje pod znakiem zapytania. Chyba nawet bez specjalnej narady postanawiamy zawrócić. Trzeba ostrożnie ściągnąć foki, otworzyć plecak pilnując aby wiatr niczego nie zabrał. Zjazd jest... no dobra pomińmy to. Na dole zaglądam na tel i znajduję tam takiego sms-a Odpisuję, że właśnie nas zwiało z Grzesia. Ale ponieważ w linii lasu jest całkiem miło postanawiamy przejść się gdzieś po okolicy. Wybór pada na Dolinę Jarząbczą i jeśli warunki się poprawią to wejdziemy może na Czubik albo Trzydniowiański Wierch. Po drodze mam możliwość obserwowania przemian śniegu. Odkrywam całą wielką łąkę obsianą pięknymi dwucentymetrowymi kryształami Ta ulotna, lekko dzwoniąca warstwa kojarzy mi się z krótko przystrzyżoną łąką skrzącą się promieniach słońca. Każdy dotyk niszczy to piękne zjawisko. Narciarsko oczywiście nie ma się co cieszyć to słaba warstwa tworząca ewentualne miejsce poślizgu dla lawin deskowych i dowód jak w krótkim czasie (jednej nocy) mogą zmienić się warunki. Na razie idziemy piękną polaną w "stronę słońca". Jarząbczy Wierch z tego kierunku wygląda mega okazale Po jakimś czasie osiągamy krawędź linii lasu (na poprzednim zdjęciu po lewej stronie) i zaczynamy wspinać się na przełęcz miedzy Czubikiem a Trzydniowiańskim. Wiatr przypomina o sobie - imponujący wał fenowy mówi wyraźnie - tam nie chciałbyś być! Popatrzcie sami - zarówno Jarząbczy jak i Kończysty Wierch (ten z lewej) to całkiem spore górki... Ale zdecydowanie większą uwagę od wiatru przykuwa od dłuższej chwili podłoże po którym się poruszamy, błyszczące pokryte grubą warstwą szreni. Jedno wielkie lodowisko! Idziemy jeszcze kawałek w górę aby rozeznać opcje zjazdu - mamy nadzieję ominąć to lodowisko. Wizja terenowa pokazuje jednak, że najbezpieczniej będzie wrócić po swoich śladach. Ściągamy foki i zaczynamy zjeżdżać. i tutaj lekkie zdziwko powierzchnia czasem się łamie ale ogólnie to nie. Czyli to moja pierwsza lodoszreń! Średnio czujemy się na takiej nawierzchni - boimy się zepchnięcia w dół, szczególnie przy silnym już tutaj wietrze. Oczywiście z grubsza kontrolujemy sytuację (gdyby tak nie było to ściągnęlibyśmy narty) i obraną linią wracamy do lasu. Tam jazda na stromym kompletnie zabetonowanym stoku też jest ostrożna - opadanie liściem czy umiejętność zrobienia zwrotu przekładanką bardzo się przydają. Pora jak widać jest odpowiednia aby myśleć o ciepłym, przytulnym schronisku. CDN Pozdro Wiesiek2 punkty
-
Napisano 25 luty 2015 Kolejne wspominki - były już Alpy i Karkonosze więc pora na Tatry Tak dziwnie wyszło, że spędziłem już trochę czasu na turach w Alpach, szurałem też w rodzimych Karkonoszach a jakoś omijałem Tatry. Ale z tym wyjazdem miało się to zmienić. Inicjatywę rzucił Piter z wrocławskiego KW więc towarzystwo było wspinaczkowe (mieszane skiturowo-piesze). Narciarzy było nas 7-10 osób w tym aż trzy dziewczyny. Wyruszyliśmy z Wro (z Kamilem i Robertem) wieczorem w czwartek 19.02 by o 24:00 zameldować się w Zakopcu w sympatycznym hostelu Good Bye Lenin - nocleg 25 zł z węglowodanowym śniadaniem. Nasza trójka zaplanowała w Tatrach pobyt na cztery dni. Dzień 1 Celem była Kopa Kondracka. Rano podjechaliśmy więc do Kuźnic, załadowaliśmy niezbędny ekwipunek i hajda! Kalatówek prawie nie zauważyliśmy. Za to zauważyliśmy i zachwyciliśmy się Halą Kondratową. Bo czyż można być obojętnym na takie "okoliczności przyrody"? Moją uwagę przykuł jednak element tego sielskiego krajobrazu: Takie ładne soczewkowe formacje świadczą, że na górze tak sielsko już nie jest. Ale na razie to opalamy się, uzupełniamy płyny a co niektórzy to do roboty aby zdążyć uchwycić parę fot. A więc cel przed nami A także, za plecami Schronisko na Hali Kondratowej. Przyglądam się całkiem sporemu ruchowi - jest nawet trochę narciarzy Po chwili akurat nie za długiej ekipa rusza w dalszą drogę. Do szczytu jest pewnie z 700 m w pionie. Podejście jest o wiele wredniejsze niżby się wydawało - bez harszli nie ma szans. Ale nawet z nożami grozi wyjazd śniegu spod nart. Jest tak ponieważ bardzo twarde wręcz betonowe fragmenty przeplatają się z "bezstruktralnymi" pozornie twardymi nawianiami, które obciążone mają ochotę zjeżdżać. Praktycznie każdy przeżywa tam swoje chwile, jak nie grozy, to przynajmniej kropli potu gdy grozi niekontrolowany ssuw w dól stoku. Część ekipy przezbraja się po drodze wrzucając narty na grzbiet i zakładając raki i tak dociera na grań. Po drodze dokładnie obejrzeliśmy sobie stok po którym przyjdzie zjeżdżać - wydaje się, że nie ma co się pchać z nartami na samą górę bo jest tam albo wywiane albo oblodzone. Sam zjazd zapowiada się na trudny. Gadamy co zrobić, konsumujemy łakocie i napawamy się widokami. Wyszukuję sobie dobre miejsce na zrobienie Czerwonych Wierchów. W toku konsultacji, uzgodnień, negocjacji udaje nam się wypracować jednolite stanowisko - zjedziemy z przełęczy (rozważaliśmy powrót przez Kasprowy oficjalnymi trasami). Typujemy dobre miejsce na start na zboczu Kopy Kondrackiej do którego trzeba trochę podejść. oprócz naszej grupki jest jeszcze narciarz i deskarz. Zjazd jak to przeważnie bywa okazuje się łatwiejszy i przyjemniejszy niż to wyglądało. Jest co prawda bardzo twardo ze zdradliwymi nawianiami ale w sumie bezproblemowo. Za to na dole trafiamy na takie oto klimaty. Czyli szreń - od biedy da się w tym skręcać ale wymaga to sporego wysiłku. Po chwili jesteśmy przy schronisku i jedziemy lasem w stronę dojazdówki z Goryczkowej do Kuźnic. Po drodze rozdzielamy się - dziewczyny wracają na dól a my zakładamy foki i podchodzimy do stacji krzesełka. Tam po analizie czasu wychodzi nam powrót. W Kuźnicach jemy niespieszny obiad, jakieś zapomniane zakupy i jazda do Doliny Chochołowskiej gdzie mamy trzy kolejne noclegi. Na parkingu przy czołówkach robimy przepak i po niespełna dwugodzinnym marszu (koło 21:00) lądujemy w Schronisku Na Hali Chochołowskiej. Mamy trochę szczęścia bo po odszukaniu recepcjonistki wchodzi do schroniska kilkudziesięciosobowa grupa (z małymi dziećmi) dowieziona właśnie saniami. Kolejka ludzi wypełnia szczelne pomieszczenie ale nas to na szczęście już nie dotyczy. Ponieważ jestem wolnym elektronem walencyjnym, który znalazł się w ekipie jako ostatni, przypada mi samodzielny nocleg w 14-ce. Ma to niewątpliwą zaletę finansową (tylko 25 zł nocleg). Odnajduję przy czołówce ostatnie wolne łóżko bo Schronisko dosłownie całe jest zajęte. Jest ciepła woda pod prysznicem, czyste kible i co zapomniałem dodać - zdołaliśmy jeszcze skonsumować browar. W nogach czuję przyjemne zmęczenie - jeszcze nastawić budzik na 7:00, wrzucić coś na uszy (Emika - Klavirni). Życie jest piękne! CDN Pozdro Wiesiek2 punkty
-
Cześć, Widziałem mapę rozbudowy i wygląda to obiecująco, lecz widziałem też wywiad z managerem całego ośrodka, który w wywiadzie opowiadał, że 4 osobowa kanapa(zdemontowana z Św. Piotra, ta która chodziła przed nową 6osobową) stanie już w tym sezonie 2016/2017 na Hornych Miseczkach. A jednak jej tam nie ma. Nowe inwestycje w Spindlu pochłonęły kwotę 7,7mln EUR i widocznie trochę ich to przerosło. Pamiętam taką zabawną sytuację z mapą w Janskych, gdzie nowa kanapa była w planach na 2013/2014, a ruszyła dopiero rok temu. Ale po jej otwarciu ośrodek w Janskych licząc połączenie z Pecem to według mnie to najlepsza stacja w Czechach(i jeszcze do tego tańsza niż Spindl). Pośmigałem trochę w Austrii, we Włoszech i Francji i uważam, że Jansky to taka stacja mini alpejska, oczywiście zakładając pewne proporcję. A Spindl po rozbudowie też będzie taką stacją, ale do tego jeszcze daleka droga. Za niecałe dwa tygodnie będę ją kolejny raz testował i sprawdzę chętnie też dojazd na Hromovke z Medvedina - dzięki za podpowiedzieć. Pozdrawiam Adam1 punkt
-
Niestety, nie wiem jak to się dzieje, ale na czarnej nie wygląda to od dołu ciekawie. W lesie pełno śniegu, a ściankę śnieg omija. Sądzę, że to kwestia wiatrów i nachylenia. Skoro Hala jeszcze zamknięta, trzeba będzie jeszcze poczekać. Myślę, gdyby było naśnieżanie i z niego fajny podkład to resztę natura by dodała i byłoby gdzie pośmigać.1 punkt
-
Nowa restauracja i tak będzie. Tak jak pisałem, to tylko pogłoski. Za dwa tygodnie dowiem się wszystkiego od "góry"1 punkt
-
Co do planowania trasy, jeżeli ktoś lubi podchodzić drogami jak ja, albo chce zaplanować zjazd polecam śląski geoportal (tutaj link http://mapy.orsip.pl/imap/?locale=pl&gui=new&sessionID=40027 ) Posiada mnóstwo opcji, można obejrzeć rzeźbę terenu, ortofotomapy, połączyć z mapą drzewostanów, granic działek a nawet mapy archiwalne sprzed 100 lat oraz wiele innych. Najbardziej przydatny jest numeryczny model terenu, można na nim zobaczyć wszystkie najmniejsze ścieżki, szczególnie te niewidoczne na zdjęciu satelitarnym. Można również stworzyć profil terenu Trzeba tam trochę czasu posiedzieć, ale jak się już pozna wszystkie opcje można znaleźć ciekawe informacje1 punkt
-
Paulina jak zawsze z dopasowanymi kolorami. Kurtka świetnie komponuje się z Rossi. Czyżby nowa odzież?1 punkt







