Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. johnny_narciarz

    • Punkty

      53

    • Liczba zawartości

      8 428


  2. leitner

    leitner

    Użytkownik forum


    • Punkty

      28

    • Liczba zawartości

      4 153


  3. Góral spod Skrzycznego

    Góral spod Skrzycznego

    Użytkownik forum


    • Punkty

      24

    • Liczba zawartości

      2 042


  4. andy-w

    andy-w

    Użytkownik forum


    • Punkty

      17

    • Liczba zawartości

      1 563


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 11.02.2018 w Odpowiedzi

  1. Ponieważ parę osób jest zainteresowanych jak te zawody wyglądały i jak mi poszło (zwłaszcza osobisty trener ), postanowiłem się podzielić swoimi wrażeniami. To był mój drugi udział w tej imprezie w tym wyjątkowo piękny miejscu. Baza wyścigu znajduję się w centrum Gór Stołowych, tj. w Karłowie. Od razu pokochałem to miejsce! Pomijając piękne widoki, zwłaszcza zimą, nie ma tu zasięgu telefonii i internetu. Jedyny sklep spożywczy (to akurat mała wada) otwarty jest od 9.00 do... 13.00. Jak ktoś się nie przygotował, trzeba jechać Drogą Stu Zakrętów do Kudowy Zdroju, lub Radkowa. Ewentualnie pogodzić się z wyższymi cenami w barze. Po zakwaterowaniu, w piątek,ruszyliśmy na trening. Moi teamowi koledzy już byli w gotowości! Niestety, w tym roku praktycznie nie było śniegu, a to właśnie jazda po nim miała być główną atrakcją. Jakże inaczej wyglądała trasa zawodów! Zwłaszcza wieczornego prologu, który zaplanowany był na godzinę 18.00. To taki krótki sprint - czasówka na dystansie zaledwie 3 km. Niby szkoda się męczyć przed samym głównym wyścigiem, ale klimat nocnej jazdy, w dodatku przy pochodniach obok trasy jest wyśmienity. Całe te zawody mają w ogóle swój niepowtarzalny klimat. Wystartowałem o 18.22, tuż za jednym kolegom i przed dwoma następnymi. Jako ostatni z nas jecha nasz lider teamowy - Bartek. Postanowiłem powalczyć w tym prologu, choć bez większej nadziei na jakiś konkretny wynik. Natychmiast złapałem mocne tempo i już po chwili wyprzedziłem kolegę startującego 30 sekund przede mną. Skały, błoto, lód, grzązka łąka były sporym wyzwaniem. Nie jak przed rokiem - sztruks i równiusieńko. Wyprzedziłem na tak krótkim dystansie ok. 10 osób, ale Bartek, startujący minutę po mnie, zdołał mnie dogonić (ale nie wyprzedził) tuż przed samą metą! Jak sam powiedział, jechał na odcięciu... Cóż, sprinty nigdy nie były moją mocną stroną. Po za tym pozbawił mnie złudzeń, kto będzie nadawać tempo w wyścigu głównym w naszym Teamie. Bartek uzyskał DRUGI czas, przegrywając ze zwycięzcą zaledwie o 5 sekund! Ale na mecie padł... Ja przyjechałem na całkiem przyzwoitym 5 miejscu. Lipy nie ma... Przyszła sobota i czas wyścigu głównego. Trasa liczy 30 km i biegnie szlakami rowerowymi oraz pieszymi. Start i meta w centrum Karłowa. Ruszyliśmy do boju dokładnie o 11.00 i od razu pierwsze metry dały mocno w kość! Gęsta trawa, przykryta niewielką warstwą śniegu, z błotnym przerwami, natychmiast rozciągnęła peleton. Bartek uciekł gdzieś mocniej do przodu i myślałem, że przynajmniej w Teami wszystko jasne. Skupiłem się na tym, żeby robić swoje i na uważnej jeździe. Niestety, po wjechaniu do lasu, rozpoczęła się jazda po lodzie. Dwie szkliste rynny, a pomiędzy nimi kopny śnieg. Czyli albo zero przyczepności, albo jazda w grząskim śniegu. Czasem przerwa ze sporą ilością błota. Po ok. 5 km docieramy do pierwszego singla. Początek to drewniana kładka, która zamieniła się w bryłę lodu. Wydawało się, że jazda po tym jest niemożliwa, ale nawet mi poszło. Niestety, niektórzy z tego spadali, ale nie słyszałem żeby komuś coś się stało. Za kładką jeszcze dość stromy zjazd i ponownie szeroka droga. Singla pokonałem nawet dość sprawnie. Minąłem miejsce mojej zeszłorocznej wpadki z łańcuchem i teraz zaczęło się nawijanie kilometrów szutrowymi drogami, często ze sporą ilością lodu. Poślizgów było co niemiara, ale jakoś udało mi się uniknąć wywrotki. Tempo narzuciłem spore. Niemal non stop w okolicach 30 km/h. Czasami na otwartym terenie wykorzystywałem najszybszego dostępnego zawodnika, żeby zbierał mi wiatr... W końcu taktyka to połowa sukcesu. Mniej więcej po 10 km patrzę przed siebie i oczom nie wierzę: czyżby to Bartek? Nie, niemożliwe. Ale kiedy zbliżyłem się bardziej stwierdziłem, że faktycznie to Bartek. W tym czasie fajnie zgraliśmy się z naszym Bossem teamowym, na odcinku dwukierunkowym, gdzie się minęliśmy. Kiedy doganiałem już Bartka i miałem mu zasygnalizować swoją obecność, zaczął się kolejny singiel, koło Skalnych Grzybów. Bartosz jeździ jak samobójca, więc zdołał mi uciec."No tak,to by było na tyle, jeśli chodzi o teamowe ściganie" - pomyślałem. Niezwykle malowniczy singiel się skończył, a ja ponownie narzuciłem mocne tępo. Wyprzedziłem w sumie mnóstwo osób i wydawało się, że już wszystko rozstrzygnięte. Koło mnie zrobiło się pusto. Skorzystałem jeszcze z bufetu i ruszyłem na ostatnie kilometry. Myślałem, że to już będzie lajtowa jazda. Nic z tych rzeczy! Wyjechaliśmy na łąkę pełną błota, która skutecznie spowalniała jazdę. To była niewątpliwie próba charakteru. Niektórzy tu mocno stracili, mi udało sie to przejechać nawet dość sprawnie. Tutaj ponownie zacząłem doganiać Bartka, żeby w końcu go wyprzedzić na krótkim podjeździe. Ale niestety czekał nas kolejny ostry zjazd i długo nie nacieszyłem się pozycją teamowego lidera. Tutaj przede mną jeden gość zaliczył spektakularną glebę - aż się dziwie, że wstał o własnych siłach! Kiedy myślałem, że koniec już bliski (źle ustawiony GPS), zaczął się ponad 4-kilometrowy podjazd. To była dopiero próba! Ponownie dogoniłem i wyprzedziłem Bartłomieja i tym razem zostawiłem go daleko za sobą. Aż sam byłem mocno zaskoczony. Mogłem jeszcze podjąć walkę z dwoma osobami, ale ostatecznie skupiłem się na bezpiecznym dowiezieniu wyniku. Ostatecznie dojechałem na znakomitym 11 miejscu, dokładając mojemu koledze 2 minuty! To wszystko na ostatnim podjeździe. Bartek ostatecznie dojechał na 14 pozycji. Jak na nieoficjalne mistrzostwa Polski całkiem nieźle... Najfajniejsza jest nagroda na mecie - oprócz medalu dostajemy kielicha czegoś mocniejszego. Można i na drugą nogę... A później częstują aż się nie skończy... Organizatorzy, natchnieni przez naszego kolegę, rozpalili ognisko, przy którym część się integrowała. Choć tłumów tam nie widziałem, było przyjemnie. Ale to nie był koniec wyzwań...
    19 punktów
  2. Ja tam dzisiaj z Rafałem pojeździłem trochę. Był częściowy FIS, Kaskada, Doliny, Małe Skrzyczne. Rafał zaliczył kilka zjazdów na gigancie ustawionym dla paraolimpijskiej kadry Polski. Pomagał w rozkładaniu tyczek to miał pełne prawo do testów trasy . Warun wszędzie bardzo dobry i dobry. Ludzi przybywało z każdą minutą niestety. Z dobrych wieści to działający orczyk na szczyt Skrzycznego i druga nitka orczyka na Małe Skrzyczne. Niestety sprawy rodzinne o 11.20 wezwały mnie do domu. No ale dalsza jazda w tłumie i tak już nie miała większego sensu, a i powrót skibusem i autem do BB jeszcze całkowicie bez korka.
    16 punktów
  3. Nieświadomi wieczornych korków wybraliśmy się dziś z synem odwiedzić cały masyw Skrzycznego. Obawiając się, że w końcu zmarnują się moje foczki zabrałem ze sobą do plecaka. Mam nadzieję, że brać skiturowa wybaczy mi, że z fokami kolejką udałem się na Skrzyczne. Mój stan zdrowia pozwolił mi jedynie wgramolić się spod schroniska na szczyt. Foki spakowane i ruszam żegnając się z Filipem w kierunku trójki. Tam oczywiście fotka bo jest to jedno z miejsc moich ulubionych jak i cały łącznik między ośrodkami: Na hali rozpatruję ewentualny zjazd Bieńkulą, w końcu rezygnuję z powodu i tak dużego już obciążenia mojego organizmu. I całe szczęście siły zachowałem na powrót pod kolejkę prawie z buta gdy nie wytrzymałem trzeciej godziny w busie. Fajny przyjemny zjazd czwórką z niezłymi warunkami: I tyle miłego, reszta koszmar. Chwilami miałem dość Szczyrku na ten rok. Filip czekał dwie godziny pod autem. Prawdopodobnie włączające się samochody spod Gondoli powodują takie korki. Stojący sznur aut od 16 ruszył 5 minut przed 18,00.
    14 punktów
  4. Krynica, 4 - 9 lutego 2018 r. Od niedzieli 4 lutego do piątku 9 lutego byłem z żoną w Krynicy. Wyjeżdżaliśmy z pewną nieśmiałością. Dla mojej lepszej połowy był to bowiem pierwszy wyjazd na narty po złamaniu nogi, rok temu w Szwajcarii. Ja miałem w tym roku "na liczniku" tylko dwa dni jazdy, na świętokrzyskich górkach: w Bałtowie i Tumlinie. Wynik niezbyt imponujący, ale cóż - do prawdziwych gór trochę daleko, a i zima niespecjalnie nas w tym roku rozpieszczała. W tej sytuacji Krynica jawiła się prawie jak Alpy... Niedziela, 4 lutego Do Krynicy przyjechaliśmy po południu, dlatego na rozgrzewkę wybraliśmy legendarnego "Henryka" , w samym centrum Krynicy. Dla niezorientowanych:stok łatwy, z niebieskimi trasami, ale od tego roku wydłużony o dodatkową, czteroosobową kanapę, dzięki czemu ośrodek znacznie zyskał. Trasa jest znacznie dłuższa i na górze całkiem stroma, powiedziałbym: niebieska łamana na czerwoną. W sam raz na rozjeżdżenie, a dla żony - sprawdzenie, czy da radę jeździć... Na miejscu byliśmy ok. 17.30, a mimo to mieliśmy ogromny kłopot, żeby znaleźć miejsce parkingowe. I to jest chyba największy mankament "Henryka" - brak parkingu. Parkować można jedynie przy ulicy, więc trzeba mieć sporo szczęścia, żeby znaleźć jakąś lukę miedzy autami. Karnet na czterogodzinną jazdę od 17 do 21 kosztuje 40 złotych. Jeździliśmy dwie i pół godziny, cały czas bez kolejek do kanapy. Dla żony - jak na pierwszy raz - tyle wystarczyło. Na początku, co zrozumiałe, była trochę usztywniona, ale w miarę upływu czasu szło jej coraz lepiej (a pod koniec wyjazdu już całkiem dobrze). Mimo późnej pory dnia stok nie był specjalnie "zmęczony" - równo, twardo, trochę odsypów, ale bez tragedii - dało się jeździć. Do tego piękna zima: padający śnieg i kilka stopni na minusie. Aby nie było tak różowo kilka minusów. O braku parkingu już pisałem. Bardzo słabo oświetlona jest najwyższa część trasy, przy nowej kanapie. Jeździ się tam trochę na wyczucie. Dorzucę do tego brak zegarów przy kanapach i ... bardzo niskie zejście z obu kanap. W tej drugiej sprawie może trochę się czepiam, ale wysiadać trzeba z całkiem głębokiego przysiadu, więc niewprawione i wysokie osoby mogą z tym mieć całkiem duży kłopot. Jednak, w sumie, po wydłużeniu zjazdu, "Henryk" to całkiem fajna górka dla początkujących, a i bardziej zaawansowani mogą tam poćwiczyć skręty. Na miejscu jest wypożyczalnia sprzętu, instruktorzy, szafki na rzeczy i karczma, więc raz na jakiś czas - czemu nie?!.... Na pożegnanie z "Henrykiem" widoczek świątecznego jeszcze centrum Krynicy. Szkoda, że zdjęcie nie do końca oddaje to, co widziały oczy.... Poniedziałek, 5 lutego Drugi dzień to Arena Słotwiny. Ostatni raz jeździłem tam cztery lata temu. Od tego czasu ośrodek zmienił się bardzo na korzyść, o czym zresztą donosili wysłannicy Skionline. Szybka, sześcioosobowa, zamykana kanapa, nowoczesny budynek, w którym znajdują się kasy, wypożyczalnia sprzętu, toalety i szkółka narciarska. Jest też bankomat, karczma i duży, bezpłatny parking - wszystko to sprawia pozytywne wrażenie. Cztery godziny jazdy kosztują 65 złotych. Stok był dobrze przygotowany. Było równo i twardo. Ok. 14-15 utworzyły się odsypy, zwłaszcza przy dojeździe do kanapy, ale niezbyt duże. Miejscami pojawiały się lodowe przetarcia. Ludzi było sporo, pewnie dlatego, że trwają ferie. Około południa tak wyglądała kolejka do kanapy. Czekania było mniej więcej na dziesięć minut - im bliżej pory obiadowej, tym krócej. W sumie udany dzień jazdy, tym bardziej, że z czasem wyjrzało słońce. Gdybym miał się do czegoś doczepić, to do dość ubogiej oferty wypożyczalni ze sprzętem rossignola. Chciałem wypożyczyć jakąś slalomkę z serii "hero", zaproponowano mi jedynie nartki o nazwie "short turn" (w dodatku tylko o długości 162 cm), których nie doszukałem się w katalogowej ofercie rossignola - ani w tegorocznym, ani w ubiegłorocznym. Z serii "pursuit" były tylko dwa najniższe modele: 100 i 400. Wtorek, 6 lutego Tym razem wybór padł na Jaworzynę. Pogoda była piękna: słoneczna i mroźna. Niestety, przyjechaliśmy dopiero po godz. 11, ponieważ miałem kłopot z odpaleniem mojego diesla. W nocy było minus 16 i prawdopodobnie coś zamarzło. Musiałem posiłkować się dmuchawą użyczoną przez dozorcę ośrodka, w którym mieszkaliśmy. Zanim dotarliśmy na miejsce, mieliśmy ogromny kłopot ze znalezieniem miejsca do parkowania. Wszystkie parkingi były zapełnione. Cudem przycupnęliśmy na skraju drogi, obok autokaru wycieczkowego. W kolejce do gondoli trzeba było czekać ok. 15-20 minut. Tak wyglądał początek niebieskiej "trójki"... ... a tak widoczek z Jaworzyny. Prawda, ze bajkowy?!... Najpierw jeździliśmy czerwonymi trasami: 2 i 2a. W południe było już sporo odsypów i lodu, czego akurat na tym zdjęciu nie widać. Musicie uwierzyć na słowo. Kolejek do bramki na dole trasy 2a nie było. Były za to - i to spore - przy orczyku, którym wciągamy się z trasy 2a na trasę 2. W kolejce trzeba było czekać co najmniej kilkanaście minut. Klasyczne wąskie gardło - w przenośni i dosłownie, bo przy dojściu do orczyka jest wąsko, wszyscy depczą wszystkim po nartach. Dlatego najlepiej zdjąć je i założyć dopiero po przekroczeniu bramki. Przy okazji - może ktoś wyjaśni mi, dlaczego nie ma tam kanapy albo przynajmniej drugiego orczyka?!.... Czerwona "czwórka" była zamknięta. Tym razem na zdjęciu widać liczne przetarcia. Południowe położenie stoku powoduje, że trudno go naśnieżyć, ale mam wrażenie, że jest to zbyt łatwa wymówka dla gospodarzy ośrodka. Po dwóch godzinach jazdy na trasach 2 i 2a przenieśliśmy się do drugiej części ośrodka. Ok. godz. 14 tak wyglądała czerwona "jedynka"... ... a tak "szóstka". Dało się jeździć. Gorzej było na dojeździe do gondoli, gdzie królował lód i odsypy. To już chyba specyfika tego ośrodka... Środa, 7 lutego Czwartego dnia pojechaliśmy na Słotwiny, czyli stację położoną po sąsiedzku z Areną Słotwiny. Cztery godziny jazdy za 55 złotych. Przy kanapie ludzi sporo, ale chyba mniej niż u sąsiadów. Dojście do krzesełka zajmowało najwyżej kilka minut - może dlatego, że równolegle do kanapy jest ustawiony orczyk. Dla niezorientowanych: ośrodek ma dwie szerokie, niebieskie trasy. Obie przygotowane były średnio, ok. 11 widać było sporo lodowych placków. Na tej na zdjęciu poniżej ludzi było mniej niż na sąsiedniej. Dało się pojeździć, ale raczej bokiem (wzdłuż drzew), bo pozostała część (bliżej kanapy) była mocno wyślizgana. Na tej trasie nie próbowałem jeździć. Sami widzicie, dlaczego.... Czwartek, 8 lutego Planowaliśmy ponownie jechać na Jaworzynę, ale ponieważ w górze była mgła, wybór znów padł na Arenę Słotwiny. Ponieważ o ośrodku już pisałem, tym razem ograniczę się do stwierdzenia, że znów jeździliśmy na dobrze przygotowanym stoku. Ludzi tradycyjnie było sporo, ale w sumie kolejka szybko posuwała się do przodu. I to już właściwie wszystko. W piątek, 9 lutego, w ostatnim dniu pobytu, spakowani znów pojechaliśmy na Słotwiny. Dwie godziny jazdy i powrót do domu. Za nami naprawdę fajne pięć dni jazdy. Ja się wyjeździłem, żona też. W dodatku, w miarę upływu czasu, nabierała coraz większej pewności, zapominając o złamaniu sprzed roku. Kto wie, czy to nie największy plus tego wyjazdu?! Pozdrawiam i dziękuję wszystkim, którzy doczytali tę relację do końca!
    13 punktów
  5. Soszów Wisła. Parking obok wyciągu pełny, ale kolejek na razie brak i na stoku czerwonym można pojeździć śmiało. Na niebieskim trochę gęściej, ale bez tragedii. Odsypy się pojawiają, miejscami lód wychodzi. Jak na ostatni dzień ferii śląskich jest nieźle. Wysłane z mojego SM-G930F przy użyciu Tapatalka
    13 punktów
  6. Chciałem relacje z SMRu z ostatnich dwóch dni wpisać, ale oprócz jednej trasy, wszystko już było dobrze przez innych tutaj opisane. 7 i 11 po nowym otwarciu po prostu świetne! Do Czyrnej niestety coraz więcej kamieni. 10 jak zwykle tragiczna. Off-piste koło trasy 8 dostało upgrade po budowie nowej kanapy. Lecz nie jechałbym za daleko pod kanapą obok golgoty, bo tam dużo pniów po wyczętych drzewach zostało. Dużo ludzi i mgła. A teraz to czego jeszcze nikt na forum w tym roku nie opisał: Bieńkula! (trasa nr 5) Jest dużo świeżego śniegu w Szczyrku i nie lubię kolejek do wyciągów, więc zjechałem wczoraj Bieńkulą. Dwa razy bo było fajnie. Górna połowa czarnej trasy po prostu bajkowa, piękna, znakomita, nie za trudna, dużo wyjechanych śladów ale troche puchu zostało. Na środku drzewo na trasie, ale zajmuje tylko 1/4 szerokości. Dolna część niestety gorsza. Dużo krzaków, sosenek malutkich i troche kamieni. Moje narty jadą ostatni sezon i mają już prawie 10 lat, więc nie żałuje, ale nowymi nartami bym tędy nie jechał. Przejazd do Gondoli bez problemu, prawie bez pchania. W sumie czas przejazdu z Hali Skrzyczeńskiej do Gondoli około 20min, więc dobrą opcją jak się chce jechać więcej na trasie niż siedzieć w gondoli. Spróbuję wstawić kilka zdjęć, nie wiem czy mi się uda.
    12 punktów
  7. Bukowina Rusiń-Ski Warunki idealne. Twardo, równo, bez muld i lodu. Ludzi nie za dużo, kolejki na max. 5-7 minut. Zaraz koniec przerwy, więc spadam dalej na stok. Szczegółowa relacja wieczorem Wysłane z mojego SM-J320FN przy użyciu Tapatalka
    11 punktów
  8. Dzięki Mariusz! Zaraz biorę się dalej do roboty! A na razie jeszcze filmik złożony przez naszego grafika, niestety nie przeze mnie.
    10 punktów
  9. Mój wynik zadowolił mnie w pełni, ale na ostatni dzień pobytu w Górach Stołowych, wymyśliłem sobie zdobycie Szczelińca wielkiego z moim tłustym rowerem. Wyzwanie nieco karkołomne, ale w tym roku, dzięki małej ilości śniegu (dzięki czemu było mniej lodu), możliwe do wykonania. Przynajmniej tak mi się wydawało... Dojechałem do schodów i zacząłem wspinaczkę po schodach. Oczywiście najpierw musiałem wymyślić technikę, bo tych schodów do pokonania jest sporo! Do tego oblodzonych. A więc: lewa ręka za barierkę, krok do przodu i prawą pchnięcie tłuściocha. Początkowo słabo szło, ale się rozkręciłem. Wspinaczka idzie sprawnie tak do połowy szlaku. Są też miejsca, gdzie mogę nieco pojechać. Pewnie dałoby się więcej, gdyby nie te barierki... No ale to Park Narodowy, więc i tak jestem tam intruzem z rowerem... Niestety, od połowy szlaku schody zmieniły się w lodową rynnę, ograniczoną barierkami. Technika wspinaczki musiała uledz zmianie. Najpierw wypycham tłuściocha ręką i zaczepiam o barierkę, później żonę (i zaczepiam o barierkę, a właściwie sama się łapie) i na końcu wciągam siebie. Czasami potrzebne jest większe poświęcenie, tj. zejście do kolan, a nawet czołganie! Wykorzystuję długość ciała do wepchnięcia tłuściocha na wyższy poziom. Zaczepiony nogą o barierkę, kładę się i wypycham rower. Czasem szuykam choć gram przyczepności i tak powoli do przodu. Czasami na płaskich odcinkach mogę pojechać, ale... bywa wąsko, a ja nawet kasku nie wziąłem. Komu by się chciało go szukać w spakowanych manelach. Raz klinuję się kierownica, a ja uderzam głową w skałę. Ale na szczęście mała prędkość i kończy się to co najwyżej małym guzem. Im wyżej, tym więcej wypłaszczeń i przyjemnych odcinków do jazdy. To znak, że docieram do schroniska! Cel osiągnięty! Pojeździłem sobie nieco po szczycie z radości... Najfajniej po tarasach widokowych, choć ciepło się robi, kiedy człowiek do krawędzi się zbliża... Całemu zajściu przygląda się pracownik schroniska, zakochany w tłustych rowerach. Będzie nowy członek rodziny! Były dyskusje... Panowie pozwolili mi wciągnąć tłuściocha do wewnątrz, żebym nie musiał się martwić. Fajnie! Serdecznie pozdrawiam całą ekipę! Super ludzie i pasjonaci! Ale chyba wszyscy ludzie gór tacy są... Pozytywnych wrażeń dopełnia wyśmienita kwaśnica i olbrzymia porcja frytek. Trzeba było się doładować energetycznie. Ale wszystko co dobre szybko się kończy... Czas ruszać w dół, a jak wiadomo, zejścia są trudniejsze od wejścia. Początek łatwy, bo w większości jazda po płaskim. Ale to początek... Teraz zaczynają się lodowe rynny i prawdziwe wyzwanie! Czasami nie ma możliwości tak po prostu jechać/schodzić, więc muszę kombinować. Kładę tłuściocha na bok i puszczam wolno. Ten nabiera rozpędu i zatrzymuję się na barierce bądź skałach. Chwile później zjeżdżam ja w podobnym stylu. Nawet to jakoś idzie, ale staję się największą atrakcją szlaku. Dramaturgia wydarzeń przyciąga mnóstwo gapiów i staję się atrakcją number ona na szlaku. Wszyscy robią mi zdjęcia, dostaję mnóstwo pytań... Czasem nawet ktoś mi pomoże. Największą przeszkodą jest jednak ilość wspinających się. Po prostu potrzebuję miejsca,a tu go brak. Ale tylko do połowy mam z problem. Później mogłem już po prostu iść, choć lodu nie brakowało... Kiedy docieram na dół, odetchnąłem. Misja skończona, szczyt i zawody zaliczone z dobrym skutkiem! Pozostało zainstalować tłuściochy na samochód i wracać do domu. Do samego końca byłem odprowadzany wzrokiem ciekawskich gapiów. Jakoś mnie to nie dziwi... Najważniejsze, że plan wykonany w 100%! No i to by było na tyle... Wyjazd udany i oby w następnym roku było lepiej. Chyba, że wyjdzie wyjazd na... Syberię...
    9 punktów
  10. Dziś odpuściłem dalsze podboje słowackich stoków i wybrałem się wreszcie w nasze góry. Kierunek: Limanowa - Ski (mapa poniżej) Droga dojazdowa do samego ośrodka odśnieżona i czarna. Z Krakowa to zaledwie 1h 15` Oficjalnie czynna trasa niebieska i zielona. Na stronie warunki określone jako dobre. Jak się okazało dość skromna ta samoocena co nie często się zdarza w ośrodkach narciarskich. W praktyce moim zdaniem na otwartych trasach warunki bardzo dobre. Zero przetarć, zero kamieni, lód minimalnie na stromym odcinku niebieskiej trasy po 13 ale zupełnie nie utrudniający jazdy. O 9.15 trasy wyglądają tak: Jakbym się miał przyczepić to na ostrzejszym fragmencie ratrakowy mógłby się nieco bardziej przyłożyć i zniwelować miejscowe uskoki między sztruksem żeby było perfecto Jeśli komuś rzucają się w oczy pustki na stoku - to w godzinach szczytu niewiele się zmieniło, mimo weekendu cały dzień bardzo luźno co jest dość typowe dla tego ukrytego między górami miejsca. Zjazd "na pełnym gazie", długim skrętem bez obawy o kolizję z innymi narciarzami jest tutaj bez problemu możliwy co jest dla mnie chyba największą zaletą tego miejsca. Kolejek do krzesła brak (zwykle 1 lub 2 osoby). Orczyki momentami pełne (dużo uczących się) Niestety wciąż zabawiają się z naśnieżaniem trasy FIS. System naśnieżania pozostawia tutaj wiele do życzenia. Przygotowanie tras idzie zwykle mozolnie... Przydałoby się 2 razy więcej armat i 2 zbiornik na wodę... Patrząc na wciąż nie skończony hotel z restauracją przy dolnej stacji obawiam się że to tylko pobożne życzenie które nigdy nie zostanie zrealizowane Na szczęście na FISie już tego śniegu trochę jest i udało się śmignąć kilkanaście razy bez strat na ślizgach Podsumowując: bardzo udany wypad, choć do ideału brakuje jeszcze otwartej trasy czerwonej co przypuszczam że nastąpi w najbliższych dniach Samo miejsce bardzo specyficzne - trzeba znać i lubić - stąd zwykle jest tam pusto - tak jak dziś.
    9 punktów
  11. Witam, chciałbym się podzielić wrażeniami z wyjazdu do Civetty i Marmolady/Arabby z ostatniego tygodnia. Mieszkaliśmy 900 m od stacji gondoli w Alleghe w budżetowym apartamencie 70 euro za 6 nocy! Dzień zawsze zaczynał się tak samo wjazd o 8.30 jedną z pierwszy gondoli na szczyt. Następnie szybkie wpięcie narty płaski zjazd i wjazd większą gondolą do góry do Col Baldi. Pogoda fajna lekkie chmurki przebija słońce. Pierwszy zjazd trasą 9 następnie kilka zjazdów na 16. Wrażenia pozytywne stoki fajnie zróżnicowane, szerokie poziom przygotowania tras najwyższy! Następnie trasy 21, 23, 29 - uśmiech na twarzy pozostaje. Udajemy się w stronę Zoldo, biała gondolka wprowadza nas na szczyt trasy 38, 39. Objeżdżamy wszystkie trasy w tym rejonie wszystkie fajne. Następnie 41, 40 super do carvingu od góry można cisnąc praktycznie zero ludzi! Kolejne dni mijają podobnie. Trasy z Col Baldi 14, 8, 14 do gondoli są super szerokie, brak lodu ludzi za każdym razem zero kolejek do gondoli. W dzień 4 udało nam się przetestować narty Fischera za free. Jeżdzę na starych Progessorach 800 z sezonu 13/14 teraz skusiłem się na slalomowe dokładnie te http://www.skionline.pl/worldskitest/wc-sc,testy,17-18,narty-race-sl-mezczyzni,1068.html, bo nigdy nie jeździłem na pożądnych tego typu. Super narta do krótkich skrętów! Następnie testowałem coś 'zbliżonego' do moich - RC4 DTX http://www.skionline.pl/worldskitest/rc4-the-curv-dtx,testy,17-18,narty-high-performance-mezczyzni,1080.html . Super narta łatwiejsza w prowadzeniu do moich, lepsza stabilność większa prędkość. Żal było oddawać te narty. Niby można było testować 1 h każdą nartę, ale nikt czasu nie liczył. Miasteczko testowe promowało jeszcze markę Spyder i stało kilka Mercedesów jakiś sportowy i SUV. Kończymy 4 dzień na Civetcie. Dzień 5 Marmolada/Arabba. Pierwszy zjazd Marmoladą ciekawa trasa czerwona chociaż brak słońca na trasie doskwiera. Widok z góry zapiera dech w piersiach. Następnie po zjeździe 7 km udajemy się długą kanapą do Arabby. Na trasach z górnych części Arabby muldy i dużo ludzi udajemy się na Belvedere nową gondolą 10 os. jeszcze pachnąca nowością tutaj są fajne, szerokie trasy. Po przewie udajemy się na Cherz i następnie do samochodu w Malga Ciapela. Ilość km w dół każdego dnia ok. 45-50. Arabba mnie nie zachwyciła ogrom ludzi i muldy bardzo wcześnie. Jadąc wyciągami obsługa upycha ludzi jak do Japońskiego metra. 10 osób mniej by weszło a komfort byłyby lepszy! Podsumowując: Civetta numer 1 w moim prywatnym rankingu. Mało ludzi zero kolejek i miejscami sztruks do godz. 14! Na stromych częściach stoków brak lodu. Na koniec kilka zdjęć.
    8 punktów
  12. Olczań-ski, Bukowina Tatrzańska Warunki bardzo dobre - twardo, równo, bez lodu i bez ludzi. Kolejek brak. Jeździłem tylko pół godziny, ale pojeździłem dwa razy na talerzykach i 4 razy na kolei krzesełkowej.
    8 punktów
  13. jak łatwo się domyślić dziś był tłum, subiektywnie natomiast wydaję mi się że żółta kanapa dziś jeździła najszybciej w tym sezonie i kolejka poruszała się w przyzwoitym tempie. Trasy nr 1,2 fajne warunki przez większość dnia. 3 też nie najgorzej. 7 za to słabo, spore lodowisko. 4,10 nie jeździłem. ogólnie jest zimowo i pięknie, mróz trzyma więc warunki powinny być dobre w najbliższych dniach. Oby choć troszkę ludzie odpuścili to i trasy cały dzień będą dobre co do pytań, skąd było tyle aut na salmopolu, to ja wyjeżdżałem z parkingu jako ostatni, a za mną dojeżdżało mnóstwo aut więc zdecydowanie Wisła próbowała tędy uciekać. 16:30 ruszyłem z parkingu na julianach 18:30 mijałem gondole 😎 później było już z górki ale 3 godziny zeszły.
    7 punktów
  14. 6 punktów
  15. Jako że Bawaria ma ferie to tym razem kierunek Tyrol Wschodni No i co tu dużo pisać - znowu nuda 😁 Wczoraj byliśmy w Lienz.Taka prawie że Białka jeżeli chodzi o ilość tras - 20km😁 No może jednak nie . Dwadzieścia kilometrów ale takich prawdziwych. A chyba nawet więcej bo są powytyczane trasy których nie ma na mapach. Mają śnieg to się bawią. A ludzi o godzinie jedenastej w sobotę w całym ośrodku było tylu ilu w Białce stoi o tej porze w kolejce do kolei nr 4😂 A tak wyglądała jedna z tras o godzinie czternastej trzydzieści Pozdrawiam 🤗
    5 punktów
  16. Problem w tym ze to jest forum a nie real, a fakty sa takie kolega kompletnie nie rozumie jak takie forum powinno wygladac. Przydaloby sie tutaj wiecej moderacji. Czytam to forum od ~10 lat, ale ostatnio jest tylko gorzej niestety. Brakuje SB
    5 punktów
  17. Cześć Dodam coś małego od siebie do całej powyższej dyskusji. Jestem osobą o dosyć małym doświadczeniu na naszym forum (właśnie stuknął mi równy roczek). Nie raz zapraszałem do wspólnej integracji bo jak rozumiem jesteśmy tu po to aby z jednej strony pisać o naszych ciekawych wyprawach zimowych i dzielenia się swoimi pasjami a z drugiej strony mieć możliwość poznania się w realu na czym mi również bardzo zależy. Przez ten rok udało mi się spotkać z kilkoma osobami z forum face to face i każda z nich okazywała się naprawdę niezwykle sympatyczna. Zapunktowało to kolejnymi spotkaniami, wspólnymi kiełbaskami na stoku etc. I to jest właśnie kwintesencja tego co uprawiamy tutaj na monitorach co przekłada się później we wspólnym miłym spędzaniu czasu na stoku i nie tylko. Ja wiem, że każdy z nas jest pozytywną postacią (nawet jak kogoś czasami delikatnie "poniesie") ale jak już się w końcu spotkamy to na pewno poznamy siebie właśnie takimi jakimi jesteśmy - czyli pozytywnie zakręconymi i fajnymi ludźmi , kochającymi nasze nartowanie. Pozdrawiam serdecznie
    5 punktów
  18. @shuger wpisy@Jasiek a denerwowały mnie do czasu wspólnego spędzenia czasu na nartach. Od tego momentu uważam Jaśka za jednego z najprzyjemniejszych forumowiczów w Realu. Umówcie się na narty i temat się skończy. Wysłane z mojego HAMMER_AXE_M_LTE przy użyciu Tapatalka
    5 punktów
  19. Koninki, Tobołów Jeździłem 3h od 13:20. Twardo a do ok. 14:30 bez większego lodu. Potem niestety wyłaziło sporo lodu ale tylko na płaskich fragmentach. Trasa biegówkowa z dobrymi warunkami, ale na górze kilka kamieni. Krzesełko świetne, jedzie szybko i są genialne widoki na ośnieżony las. Ludzi mało, więc bardzo polecam tę stację Wysłane z mojego SM-J320FN przy użyciu Tapatalka
    5 punktów
  20. Dzisiaj rozpocząłem sezon lokalnie Nie pamiętam, kiedy tak późno zacząłem w Kielcach. Cóż zima kapryśna tutaj. Niedzielny poranek spędziłem w Tumlinie. Nie ma co się rozpisywać. Warunki bardzo dobre i zaskakująco mało ludzi. W pewnym momencie max 2 minuty stania a tak to na bieżąco (do 13, potem nie wiem). Minus to cena: w łikent 60 zł / 3 godz. Ale jak się nie ma co się... to się jedzie 12 minut spod domu na stok.
    4 punkty
  21. Tu się różnimy. Dla mnie kask to zjazdy. Nie znam narciarza, który nie ma upadków (no chyba, że na boisku). Oczywiście można zjeżdżać ostrożnie, ale nie po to zjeżdżam off piste, by jeździć z zaciągniętym hamulcem. Czasami nie jest to nawet bezpiecznie. W zagrożonym terenie (lawinami) wręcz trzeba jechać pełnym piecem, żeby wydostać się z niebezpiecznego miejsca jak najszybciej. Niestety poza trasami spotykam przeszkody, niewidoczne skały, kamienie, pniaki, różne wgłębienia, rowy, inny śnieg, rozciągnięte druty itp. Gleby nie da się uniknąć. Dlatego kask nastawiony na zjazdy. Piszesz o kasku z gardą. Zdecydowanie jestem przeciwnikiem używania gardy, z jednym wyjątkiem. Sam używam gardy na slalomach. Jednak jadąc na slalomowych tyczkach prędkości nie są wielkie. Garda wtedy rzeczywiście chroni twarz. Zbicie tyczki kijkiem nieraz nie chroni od uderzenia końcówką tyczki (sam nieraz miałem rozbitą przez to wargę, a słyszałem też o wybitych zębach). Tyczka jest jednak giętka i się odkształca, do tego jest zawsze w wbita pionie i garda ją tylko zbija z twarzy. Zwróć uwagę, że poza slalomem nikt nie używa gard ( poza nielicznymi amatorami, którym wydaje się, że wyglądają jak zawodowcy). W zjeździe, sg i gigancie nie ma zawodników z gardami. Dlaczego? Bo przy upadku do przodu taka garda chce urwać głowę. Miałaby sens jedynie w lesie przy małych gałęziach. Ale i tu nie do końca. Większość gałęzi jest w poziomie i tu garda niewiele pomoże. Uderzenie w grubszy pniak twarzą powoduje ponownie chęć urwanie głowy przez wystającą gardę. Sumując sądzę, że garda może wyrządzić więcej krzywdy niż chronić głowę. Ale oczywiście każdy z nas ma swoją filozofię i postępuje zgodnie z własnym przeświadczeniem.
    4 punkty
  22. Golgota rusza w lutym, i jazda w skibusie 3h. To się nazywa nowy Szczyrk. Może kiedyś będzie lepiej ...
    4 punkty
  23. Wczorajszy wypad Ski Busem na narty do Orawicy na Słowacji. Wszystkie trasy przygotowane trzymały się długo. Różne warianty zjazdu pozwalają trochę urozmaicić jazdę. Rano bez kolejek, w południe do 10 minut czekania lub orczyk jeżeli jeździł to bez kolejki. A po nartach trochę relaksu w termalnych basenach. Wyjazd o 17 powrót około 20.30 do Sosnowca.
    4 punkty
  24. Nie tylko, gigantyczny korek. Siedzę w skibusie od godziny. Dobrze, że chociaż jeden zjazd zaliczony Skrzyczne - Solisko Wysłane z mojego HAMMER_AXE_M_LTE przy użyciu Tapatalka
    4 punkty
  25. Teraz też zdecydowana większość używa kijów składanych (choć widuję też inne). Moja konkluzja wynikała tylko z faktu, że ja najczęściej wykorzystuję składanie w transporcie (co nie jest takie niezbędne). Jak ktoś używa ich jak Mariusz to mają one jak najbardziej sens. Chcę napisać, że w różnych szczegółach wyposażenie skiturowców różni się istotnie i nie ma zestawu optymalnego dla wszystkich. Dotyczy to prawie wszystkiego parę przykładów np: - wchodząc w raki z dyneemą można wybrać przód stalowy lub aluminiowy i to jest decyzja typu 150 g. (jak ktoś chodzi też w lecie to raczej decyzja jest jedna) - bardzo indywidualne jest podejście do dołu (tzn spodnie i co po spodem) - nawadnianie (po różnych próbach z camelbagami zatoczyliśmy koło) - podejście do czekano-łopatek - dalej plecaki (dużo jest mniejszych bez usztywnień) ja ich nie cierpię... ale czasem używam bionnasay - nawet gogle nie są oczywiste (choć tu wydawałoby się raczej nie powinno być wątpliwości) Największym problemem jest jednak wyznaczenie kompromisu jazda-podchodzenie. Czyli szerokość i długość narty a i też klasa buta. A to oczywiście bardzo zależy od preferencji i "tematu" wycieczki. Lista sprzętu jest zrobiona przez Tomka (MajorSki) i gdzieś w tym wątku jest link do niej. Rozumiem, że chodzi tutaj o coś innego indywidualizację do tematu. Razem wychodzi potężny temat i w dodatku każdy podejdzie inaczej. Możemy zadyskutować się na śmierć, Hmmm Spróbuję jednak - może wyjdzie z tego jakaś żywa dyskusja. Choć to w sumie masakryczne wyzwanie. Na początek set z nastawieniem na jazdę. Cel jednodniowy freetour i skitour w stromych górach (ale bez wąskich żlebów). Nawiasem mówiąc 3500 w Alpach to jest teren przeważnie lodowcowy. Przewyższenie 1000+ m - narta "długa", szeroka i w miarę solidna (dla mnie to wzrost, 95 mm ) - wiązanie solidne do jazdy (dla mnie to ATK Freeraider 2.0 ) - but sztywny w wadze około 3000 g para - kije (jak kto lubi) - foki (dla mnie zawsze mohair a do tych celów kupiłem adhezyjne zakładając wiosenne krótkie podejścia) - plecak 20-30 l - waga bez większego znaczenia. Uwaga w zasadzie nie mam odpowiedniego plecaka ABS (tzn mam starego typu pod freeride i niestety nadaje się tylko na jazdę przywyciągową) - ABC (może być tradycyjna łopatka) - harszle (obowiązkowo, no chyba, że ciepło i bez stromizn) - raki, czekan (opcjonalnie w zależności od planów) - ubiór góra (bielizna, SS z kapturem i wentylacją i kurtka zewnętrza (bardzo lekkie paclite) awaryjna puchówka (zawsze wozimy). Czyli podejście 2 warstwy, zjazd 3, postój puchówka - ubiór dół - bielizna do kolan, skarpety skiturowe i spodnie membranowe (rozpinane na całej długości) Polecam Raaba z trzema zamkami (pozwalają przechwycić w kolanie) i z gumką. Bardzo lekkie. Podejście wywietrzniki otwarte, zjazd, postój zapięte. - kominiarka (obowiązkowo), buff lub czapka, lekki kask, rękawice dwie (czasem trzy) pary - gogle przezroczyste, ciemne (IV) okulary, czołówka - pasza, nawadnianie Pozdro Wiesiek
    4 punkty
  26. Kolego @San28, Ty przyjechałem a ja w przeddzień wyjechałem. Fajna miałeś pogodę. Zgadzam się z Twoimi opiniami, szczegolnie dotyczy to Henryka. Ja mieszkałem niedaleko to parking nie był mi potrzebny. Po prostu szedłem tam z buta. Swoją drogą rozglądaLem się za miejscami parkingowymi wzdłuż stoku. Nie zawsze trzeba parkować przy dolnej stacji, można gdzieś po środku. Henryk zrobił na mnie dobre wrażenie, po prostu fajny stok. Żeby taki zrobiono gdzieś w Górach Świętokrzyskich. Cóż, na codzień pozostają mi stoki takie jak Baltow czy Bodzentyn. Na bezrybiu i rak ryba, ale narciarstwo na tych stokach porównać można do jazdy na hulajnodze zamiast rowerze. No i jeszcze ceny, Baltow 50 zł za 2 godz! Prawie Szwajcaria.
    4 punkty
  27. Cześć. Podzielę się moją skromną relacją z zamkniętych tras ze środy tj. 07.02 zwiedziłem zamkniętą 6 i 3 z Kopca do Szczawin a później poleciałem zwiedzić Buczynkę, na której uczyłem się jeździć ponad 20 lat temu. Do połowy Buczynki, mniej więcej do starych knajpek, można jechać spokojnie na nartach. Później do dołu buczynki da się zjechać bokiem bez uszczerbku. Od dołu najlepiej z nartami na plecach. Widać ze poszerzyli trasę na dole buczynki, wycięli las, oświetlili, krzesła wiszą i straszą. Strasznie szkoda potencjału. Po zjeździe do samego dołu był ładny spacer z nartami na plecach spowrotem pod krzesło na szczawiny. Mogliby pomyśleć o jakimś skibusie albo przynajmniej traktorze z przyczepą;) Na koniec zjeżdżałem nartostradą do strugów i ogólnie fajnie tylko po drodze trzeba przeskoczyć 3 strumyki a ostatnie 400 metrów ponieść najlepiej narty na plecach. Od środy trochę dosypało także może już kamieni jest mniej. Na przygotowanych trasach rano rewelacja, później trochę lodu a po opadach w ciągu dnia przymuldziło. Ludzi w tygodniu niewiele. Kolejek nie było. Podsumowując po 10 latach nieobecności na Pilsku stwierdzam, ze Góra broni się sama swoim potencjałem, ale władze ośrodka jej w tym nie pomagają. Niestety jeśli chodzi o infrastrukturę to na górze czas się dawno temu zatrzymał a na dole chcieli dobrze a wyszło jak zwykle.
    4 punkty
  28. Dzisiaj Skolnity 8-12 ,na niebieskiej trasie do 10 godziny warunki dobre potem środkiem lód na bokach odsypy ,czerwona z dużą ilością lodowych kulek i drobnymi kamyczkami dla mnie dostatecznie,jazda bez kolejki.
    4 punkty
  29. W ostatnią sobotę 10/02/2018 miałem okazję testować nowe slalomówki volkl racetiger sl 165cm model na 2019r. Działo się to na mocno wyślizganej/oblodzonej o godź.14-15 trasie na Czantorii. Narty w tych warunkach trzymały rewelacyjnie. Czułem się jakbym jechał po twardym ale dobrze trzymającym śniegu a nie po lodzie. Przyznaje, że chyba jeszcze nigdy nie jechałem tak trzymającą na lodzie nartą..(choć uczciwie przyznaję, że nie miałem okazji do testowania zbyt dużej ilości dobrych nart(wyższych modeli) i nie jestem żadnym ekspertem;-) Chyba nie wytrzymam i skuszę się i na wyprzedaży posezonowej kupię model 2018 tych nart (różni podobno się tylko szatą graficzną)
    3 punkty
  30. Trzymam za niego kciuki! To jest wyzwanie! Ja bym pewnie chciał wnieść tłuściocha...
    3 punkty
  31. Wczoraj miałem przyjemność spotkać się z Andrzejem Najbliższa okazja na jazdę razem z nim? K2 - w tym roku Andrzej ma zamiar zjechać na nartach właśnie z tej Góry.
    3 punkty
  32. Syberia - to mój następny cel! Dokładnie to Ice Strom Bajkał i trzydniowy maraton po lodzie i długości 210 km. Wszystko przy temperaturach ok. -30 stopni. Ale to spory koszt i wyzwanie logistyczne, więc na razie to tylko plany... Na razie myślimy o tym we dwoje z Bartkiem. Oby wyszło...
    3 punkty
  33. No niestety nie. Zrobił to rok wcześniej pan BEZ JEDNEJ NOGI! Ale miał raki i wszedł. Bardzo znana osobistość, namiętnie zwiedzający zamki w całym kraju. Zawsze jedzie na Facie i nocuje w namiocie. Gość samowystarczalny. Rok temu nam trochę poopowiadał... Nazywa się Rafał Gręźlikowski i nawet książkę napisał...
    3 punkty
  34. pierwszy raz w życiu stoję w korku na julianach
    3 punkty
  35. Witam, wrzucam kilka fotek z czwartkowego nartowania w A.B warunki bardzo dobre, pogoda około południa pokazała urok pięknych gór, żyć nie umierać
    3 punkty
  36. Takiej kolejki na Pilsko dawno nie widziałem a już na pewno nie o 9:30
    3 punkty
  37. Jadąc do Białki chcieliśmy zahaczyć o niewielki ośrodek narciarski. Wybraliśmy się do Koninek. To tam stoi ostatnia w Polsce 1-osobowa kolej krzesełkowa dla narciarzy. Z Warszawy wyjechaliśmy dopiero o 6:15, ale jak jedzie cała rodzina, to wszystko trwa dłużej Poraz pierwszy od dawna jadąc na narty, przez całą podróż za oknem leżał śnieg. Niestety prawie wszędzie pokrywa śnieżna nie przekraczała 5 cm. Do Koninek dojeżdżamy o 13:00. Gramolimy się z samochodu (co po długiej jeździe nigdy nie jest łatwe) i powoli bez większego pośpiechu zmierzamy w kierunku kas. Zdecydowaliśmy się na zakup 3-godzinnych karnetów. Na dłużej brakłoby siły (i baterii w telefonie na robienie zdjęć ). Zostaliśmy miło zaskoczeni - zapłaciliśmy nieco mniej, bo studentom przysługuje zniżka . Dobra, starczy tego. HOP na krzesło! Jazda? Fantastyczna Widoki? Bajeczne Samopoczucie? Na takim krzesełku nie może być złe Kolej jedzie szybko, ale wystarczająco długo, żeby nacieszyć się z przejażdżki. Została wybudowana w 1982 r. przez Mostostal. Działa bardzo dobrze. Jakiś czas temu została lekko podrasowana - siedzenia nie są drewniane tylko zostały obite wykładziną (taka była np. na 2-os krzesełkach na Jaworzynę w Szczyrku). Teraz coś o trasie, bo się zanudzicie Początek łagodny. Ciąłem na nim długie krawędziowe skręty (wczoraj odebrałem narty z serwisu, więc pięknie wrzynały się w śnieg). W drugiej połowie trasy robi się stromo - tutaj uważałem trochę bardziej by się nie wywalić. Ogólnie trasa była twarda i dobrze przygotowana, ale niestety z biegiem czasu zaczął wychodzić tu i ówdzie lód. Całe szczęście tylko na łagodnych odcinkach. Za którymś razem pojechałem na trasę biegówkową. W jednym miejscu było trochę kamieni, ale poza tym świetny zjazd. Bardzo długi i ciekawy - dwa razy przecina się trasę kolei. Zamknięty wyciąg talerzykowy firmy Polsport Na stoku nie było tłumów - kolejka do krzesła była na max 3 osoby. Bardzo udany dzień. Mam nadzieję, że odwiedzę jeszcze kiedyś to miejsce. Przepraszam, jeśli relacja jest trochę chaotyczna (pomieszałem trochę czasy), ale po całym dniu na nogach nie mam na nic siły. Jeszcze jedno - NIE POLECAM karczmy u Góroli w Białce Tatrzańskiej. Czeka się 40 minut a jedzenie jest przypalone lub słabo przygotowana. No właśnie - czas na Białkę. Ale nie jutro - jutro będę woził się Porsche. Pozdrawiam Marcin ~leitner Wysłane z mojego SM-J320FN przy użyciu Tapatalka
    3 punkty
  38. W tej chwili to zarówno Małysz jak i skoczkowie powinni trzymać ,,mordy w kubeł'' i szykować się do następnych startów. Cały turniej warunki były fatalne ,ale gdyby utrzymały się wyniki z pierwszej serii zachwytom nie byłoby końca i nikt by nie wspominał o przełożeniu zawodów ze względu na złą pogodę.
    3 punkty
  39. Od dawna pomysł spróbowania skitour'ów chodził mi po głowie ALE... no właśnie z jednej strony zachęcały mnie relacje kolegów z forum (m.in. relacja z Norwegii i połączenie jachtu i skitour'ów to dla mnie najlepszy wątek jaki kiedykolwiek zaistniał na tym forum), opowiadania kto co kupił i dlaczego też jakoś rozpalały wyobraźnie - bo ja akurat lubię kupować różne sprzęty; no ale z drugiej strony jak do jasnej ciasnej się do tego w ogóle zabrać i jak zacząć. Tu z pomocą znów przyszło forum - ktoś podpowiedział w jakimś tam wątku, że istnieje coś takiego, jak Skitourowe Zakopane i działająca w ramach tej inicjatywy Skitour School. No więc gdzieś to wszystko sobie w mojej głowie kiełkowało, choć pojawiło się pytanie, jak podołać kondycyjnie, bo do tej pory jakoś nigdy wielkim miłośnikiem chodzenia po górach nie byłem. Na szczęście jakieś 3 miesiące przed swoimi 40-tymi urodzinami, postanowiłem sobie, że w wieku 40 lat doprowadzę się do formy w jakiej nie byłem mając lat 30. Zacząłem więc trochę treningów na siłowni, trochę biegania, sporo roweru - zwłaszcza ostatnio odkąd pod choinką znalazł się trenażer Tacxa i odkryłem świat Zwift. Do tego trochę zmieniłem zasady odżywiania i tak mniej więcej w ciągu ok.10 mies. doprowadziłem swoją kondycję do przyzwoitego poziomu, przy okazji tracąc jakieś 11-12 kg. Nakłoniwszy jeszcze moje kuzynostwo - udaliśmy się do Kuźnic na spotkanie z przygodą. Najpierw wydano nam sprzęt. Na nogi dali mi takie coś: Tu pierwsza zaskoczenie. Jasne czytałem na forum, że buty są dość lekkie, ale okazały się nie tylko lekkie, ale i super komfortowe. Prawie jak w kapciach. Potem do kompletu dostałem jeszcze takie narty firmy Atomic: Oczywiście całości dopełniały kije, no i foki. Okazało, że ktoś jednak musi nam wytłumaczyć jak się w ogóle w to ustrojstwo wpiąć. Potem pokazano nam jak założyć foki. Na szczęście w warunkach bez wiatru, z nartami opartymi o płot, to ten "pierwszy raz" poszedł dość sprawnie i foki pięknie skleiły się ze ślizgiem. Teraz przyszła pora na to, aby instruktor Kuba - TOPRowiec i super fajny człowiek - pokazał jak prawidłowo wyglądać powinien nasz "krok": No i tak powoli towarzystwo zaczęło się wprawiać. Na początku Kuba trochę popoprawiał pewne niedociągnięcia i grupa ruszyła w górę. Na pierwszy dzień zaplanowano dojście szlakiem z Kuźnic do Myślenickich Turni i trawersikiem do dolnej stacji krzesła na Goryczkowej. Potem zjazd. Po drodze była przerwa na herbatkę, kanapkę oraz ćwiczenia jak posługiwać się sprzętem lawinowym. Okazało się, że to szukanie detektorem, to niekoniecznie jest taka prosta sprawa i mogę sobie wyobrazić, że w sytuacji ekstremalnej, gdy pod śniegiem leży człowiek, zwłaszcza osoba bliska, to sprawa staje się jeszcze trudniejsza i warto mieć temat przećwiczony na 10-tą stronę. Oczywiście dla nas były to póki co tylko ćwiczenia, bo nie poruszaliśmy się w terenie gdzie groziły nam lawiny. Kilka rzeczy powodowało, że szybko czuję się nieco dziwnie - chyba pierwszy raz w życiu będąc w Kuźnicach kompletnie nie obchodzi mnie jak długa jest kolejka do wagonika; ba... po stosunkowo krótkim czasie i odkryciu jak przyjemne jest to szwędanie się po szlakach i obcowanie z naturą, wkrada się do głowy taka myśl - jak Ci ludzie w ogóle mogą mieć jakąś przyjemność w wyjeżdżaniu do góry jakimś wagonikiem. Wreszcie - kwestia pogody. Ja generalnie na narty staram się nie wybierać w dzień, w którym jest mały kontrast; jakaś tam wisząca mgiełka, a jak już się wybiorę, to zwykle nie bardzo czerpię z tego przyjemność i mówię sobie, po cholerę jechałeś na te narty. Tymczasem tutaj kompletnie mi to nie przeszkadza. Tutaj parę widoczków z soboty: Przychodzi czas na niedzielę. Ma być mniej ćwiczenia, a więcej tourowania. W zasadzie jedynym nowym elementem są zakosy. Mają się nam dzisiaj przydać. Towarzystwo w dobrych humorach. Już wiemy, że ski tourowanie sprawia wielką frajdę. Wiele rzeczy - jak choćby zakładanie fok - idzie sporo sprawniej niż dzień wcześniej. Plan na dziś, to dotrzeć z Kuźnić, przez Kalatówki; do "S"a; podejście pod "Polaka" (tu wcielamy w życie zakosy, choć momentami bardziej po to aby potrenować, a nie z konieczności); Patelnia i w górę na Kasprowy. Od rana sporo pada. Już widać, że będzie na pewno bardziej "przygodowo" niż dzień wcześniej: Widoki przednie, a śniegu coraz więcej: Idziemy, coraz wyżej, ale nie dane nam niestety będzie dojść tego dnia na szczyt Kasprowego. Wieje coraz mocniej; śnieg nie odpuszcza i Kuba podejmuje jedyną słuszną decyzję - kończymy na wysokości Patelni. Oczywiście pojawia się jakieś rozczarowanie, bo bardzo chcieliśmy dojść na samą górę, ale musimy zaufać człowiekowi, który niejedną grupę prowadził, w TOPR służy i zna te góry lepiej od nas. Trochę na otarcie łez Kuba bierze łopatę i robi przekrój przez śnieg aby pokazać nam jak wyglądają różne warstwy śniegu; jak się mogą utworzyć lawiny. Na patelni wyglądało to tak: Po pewnym rozczarowaniu związanym z niezdobyciem Kasprowego, przyszedł czas na zjazd. I tu stało się coś, co spowodowało, że szybko zapomnieliśmy o tym, że czegoś nie zrobiliśmy a planowaliśmy. Zjazd w dziewiczym puchu po kolana. Od czasów nastoletnich tego nie robiłem i już zapomniałem jaką frajdę to sprawia. Jest genialnie. Lekki sprzęt skitourowy pozwala na robienie tego z mniejszym wysiłkiem niż na normalnych nartach. Niestety na tym etapie mój Iphone odmówił współpracy, a battery pack jest na dnie plecaka, więc zdjęć nie ma. Ale co tam zdjęcia - w głowie są piękne wspomnienia. Zjeżdżamy do Kuźnic. Pojawia się w głowie myśl - szkoda, że to już koniec. A zaraz po niej - kiedy mam kolejny wolny weekend, bo muszę to powtórzyć ;-) Już wiem, że na pewno złapałem bakcyla. Wiele rzeczy się na to złożyło. Na pewno także podejście ekipy organizatorów i instruktorów. Atmosfera tych szkoleń jest naprawdę bardzo fajna i pewnie jeszcze, z któregoś skorzystam. Do tego mam otwarty rachunek ze Szczytem Kasprowego. Oczywiście teraz zaczyna się rozmyślanie, czy kupować sprzęt, a jak tak, to jaki... na pewno muszę kupić plecak, bo całą tą tourę zaliczyłem z plecakiem, który nadaje się bardziej do szkoły niż w góry. To mi najbardziej przeszkadzało - dyndający plecak. Na razie po jednym wieczorze ustaliłem, że moimi faworytami są Deuter Freerider Pro albo Mammut Nirvana Pro. Wiem, że koledzy, którzy walczą o każdy gram, pewnie stwierdzą, że za duże i za ciężkie, ale z perspektywy weekendowego szwędania sie, to myślę że pojemność w okolicach 30-35 litrów dla mnie będzie w sam raz. Po szkoleniu czas na drogę do Krakowa. Śnieg zrobił swoje. Google Maps krzyczy, że łatwo nie będzie. Po 3h 15 min i niezliczonej ilości zjedzonych batonów energetycznych firmy Aptonia, które mi zostały w nadmiarze, zameldowałem się pod domem. Wiem, że muszę to powtórzyć. Tu jeszcze zdjęcie z drogi - zima piękna w Tatrach i okolicach:
    2 punkty
  40. Oby to wyszło... Dużo zależy od gościa, który organizuje tam wycieczki. Polak, co był tam księdzem, a teraz już całkiem prywatnie organizuję wycieczki Polakom. Zapraszam! Przyjaciele mile widziani w kolejnym wyzwaniu!
    2 punkty
  41. Nie wiem, ale ja będę w tym roku...
    2 punkty
  42. Maciek zastanawiam się co dalej. Gdzie jeszcze zataszczysz Fatbika. Masz jeszcze Alpy i Himalaje. Może z A. Bargielem wspólna wyprawa. On na nartach, a Ty na tłuściochu.... tylko czy by nadążył za Tobą.
    2 punkty
  43. Dziękuję. Chyba nie zmienię nicka, bo tutaj jednak jestem narciarzem. Ale nie wiem, czy rower nie jest mi bardziej pisany... Pozdrawiam. Dziękuję. Szkoda, że ostatnio się mijamy, ale może uda się nadrobić. Sam chciałbym Cię dopingować na Stożku, tak jak na Czarnym Groniu! Wsparcie przyjaciół jest zawsze bardzo ważne. Wiesz, wspominaliśmy Bike Adventure i Was samych... Zrobiliście z Anią super klimat! Myślę, że jeszcze będzie okazja.
    2 punkty
  44. Nie zdążyłem zz edycją ale skoro nie lubisz jazdy wśród tłoku, trzeba było próbować jazdy wieczornej
    2 punkty
  45. Warunki dzisiaj na Pilsku znośne. Trochę lodu i minerałów ale ogólnie spoko. Luda od groma. Jak za starych dawnych czasów :-) Do 9 można było bez kolejek pojeżdzić póżniej jak na załączonym obrazku powyżej. Każdy szuka chyba alternatywy dla przereklamowanego Szczyrkowskiego.... Przez Buczynkę idzie przejechać bez strat. Ostatnie 100m trzeba ściągnąć narty bo sporo niespodzianek pod śniegiem. Solisko też oblegane ale kanapa robi swoje i kolejka idzie szybciutko. Za to na stoku więcej ludzi i ruchowy slalom gigant. Generalnie było fajnie.
    2 punkty
  46. Proszę - u góry link
    2 punkty
  47. Myslalem ze bedziemy jezdzic na nartach
    2 punkty
  48. Ja zakupiłem Salomon QST 188/99 i dalej czekam na miejsce gdzie je będę mógł naprawdę sprawdzić - czekam z utęsknieniem na odpowiedni warunek na Pilsku. Nadmieniam , że w tym temacie jestem zupełnie świeży ale "do odważnych świat należy" Pozdrawiam
    2 punkty
  49. nic dodać ,nic ująć..jak dzieci Jeden drugiego zaprasza, tamten się obraża,obraził się kolejny...
    2 punkty
  50. Ooooo. . zalapalem się na zdjęcie Tak - stało się ! Golgota oficjalnie ruszyła. Na razie sztruks ale na dole pojawiają się już drobne przetarcia Zobaczymy jak długo „wytrzyma”.Jest zonk ponieważ kanapa na halę z Soliska na razie nie chodzi ( podobno ma ruszyć o 10) . Zaczyna się robić niezła kolejka do niebieskiej . Pozdrawiam
    2 punkty
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...