Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 01.10.2018 w Odpowiedzi
-
Mój odbiór nowych tras tras 3c - 75m różnicy poziomów dołącznika z Ondraszkiem COS Skrzyczne i 3b - 95m różnicy poziomów do starej 2 z Małego Skrzycznego Stoimy na Ondraszku na prawo koniec 3c W tle ludzie na Ondraszku W lewym górnym rogu trasa 3b, niżej kanapa B5 Po prawej nowa 3a Pierwszy sztruks Po prawej połączenie 3a z 3b Po lewej połączenie 3a z 3b które jest faktycznie znacznie niżej niż na nowej mapce SON Trasa 3c Teraz najciekawsze, instalacje i stanowiska na podpięcie armatek idą środkiem trasy 3b Połączenie 3b z 2 Tu będzie wiało bo krzesła będą powyżej linii lasu. Bieńkula wykoszona! Na dole Bieńkuli coś dla @leitner14 punktów
-
10 punktów
-
Dzięki wszystkim za kibicowanie i wsparcie! Czasem było czuć, że mnie ktoś popycha. Ten maraton okazał się być najtrudniejszym ze wszystkich dotychczasowych! Najpierw silny boczny wiatr, który szarpał rowerem i powodował wiele mało fajnych sytuacji, zwłaszcza jak wyjeżdżałem z lasu na otwartą przestrzeń. Do tego burza z gradem, na szczęście mnie zlało tylko raz. Inni mieli mniej szczęścia... Ale część nadmorska poszła mi zadziwiająco sprawnie. Niestety, kiedy zacząłem jechać w dół mapy, wiatr w plecy osłabł i zaczął się zmieniać znowu na boczny. Ale drugiego dnia wiatr nie przeszkadzał i było tez sporo słońca. Ponownie przekonałem się jak nasz kraj jest pofałdowany, zwłaszcza w okolicach Zielonej Góry. Drugiej nocy bardzo szybko zaczęła spadać temperatura i po przemyśleniach, postanowiłem wziąć nocleg. To była bardzo dobra decyzja! Tej nocy temperatury spadały poniżej zera, co w połączeniu z mgłą daje bardzo niemiły efekt. Jeden gość właśnie wtedy się wycofał. Po za tym wiedziałem, że trzecia noc będzie nieunikniona, a 3 z rzędu nie wytrzymam bez snu. Pensjonat niestety kiepski, trza było cisnąć do Krosna Odrzańskiego, gdzie był porządny hotel. Trzeci dzień ponownie słoneczny, ale powoli wzmagał się wiatr prosto w mordę! Ech, ja to mam szczęście... Jazda poszła w miarę sprawnie, tylko te krótkie odcinki brukowe - masakra! Ale to tylko kilka razy po kilkaset metrów. No i wieczorkiem przyszły góry... Pierwszy podjazd pod Świeradów - ale harpagan! Na ostatnich metrach musiałem zsiąść z roweru, tak było stromo! Następne górki były już bardziej strawne i nawet jazda szła sprawnie. Najbardziej pucha mi się cieszyła w Górach Stołowych, bo lubię to miejsce. Tu były też kwiatki typy 18%! W Kudowie Zdroju wręcz upał, chwilę później wspinaczka bardzo ruchliwą drogą o trzech pasach z tysiącami ciężarówek w stronę Zieleńca. Miło było ponownie zobaczyć tą stację narciarską. Coś tam budują... Pod koniec dostałem niezły wpieprz wspinając się na Puchaczówkę - kolejny harpagan, który nie chciał się skończyć! Zjazd super, ale nie temperatura powietrza. Czasem ubierałem niemal wszystko co miałem i to nie wystarczało! Ale ostatni podjazd poszedł sprawnie i dość szybko dotarłem do Złotego Stoku. Była radocha! To nie tylko koniec tego maratonu, ale też koniec zmagań w tym roku. Co dalej? W tym roku już tylko opieprzanie, ale w przyszłym priorytetem będzie MRDP Góry - ponad 1100 km po naszych górach i ok 16 000 m w pionie! Być może, jeśli termin będzie pasować, pojadę Bałtyk-Sudety Tour (dotychczas Piękny Zachód 1901) czyli pętla po zachodniej Polsce i 2000 km do zrobienia. Myślę też o mniejszych: Toru de Silezia, Pierścień tysiąca Jezior oraz Karpacki Hulaka.6 punktów
-
COS już się stara o pozwolenia na przebudowę Ondraszka - poszerzenie i naśnieżanie. Wtedy nie będzie żadnych problemów z przejazdem.5 punktów
-
Wspaniała walka naszych siatkarzy. W finale Brazylia zmieciona. W półfinale najtrudniejszy, ale zwycięski mecz z faworyzowanymi Amerykanami. Dodatkowo obronione złoto sprzed 4 lat. Jestem pod wrażeniem drużyny i jej nowego trenera. Vital Heynen odbudował Bartosza Kurka i całą drużynę!4 punkty
-
Piwniczna-Zdrój - Kicarz Wczoraj byłem w Piwnicznej-Zdrój. Od ostatniej mojej wizyty na Kicarzu która była na początku lipca niewiele się zmieniło, budowa kolei jak i reszty rzeczy wydaje się że stoi w tym samym punkcie. Otwarcie w najbliższym sezonie nierealne. Mam nadzieję, że na sezon 2019/20 się już uda. Pod sam stok i wyciąg nie podchodziłem, ale wybiorę się tam niedługo. Załączam kilka zdjęć z widoku na przyszłą nową stację narciarską. Kicarz po prawej stronie za iglakami.3 punkty
-
Cześć Masz do czynienia z nawiedzonym, chcącym za wszelką ceną zaistnieć prymitywem. Nie ma co dyskutować i nie ma co się denerwować. Pozdrowienia3 punkty
-
Nie wymagam od Ciebie (chyba jednak powinienem napisać z małej litery) abyś myślał pisząc każdy post, ale raz na jakiś czas mógłbyś pomyśleć w trakcie pisania, albo zanim umieścisz post na forum, to jeszcze raz przeczytaj co za niegodziwości wypisujesz. To, że jesteś prostolinijny większość na forum się orientuje, ale przekroczyłeś wszelkie granice tolerancji. Dla mnie w tym momencie jesteś zwykłym somlem. W imieniu swoim i zapewne jeszcze wielu innych forumowiczów (taką mam nadzieję) przepraszam Ciebie @moruniek , że musisz czytać takie kalumnie!3 punkty
-
Nie mam. Po prostu przyzwyczaiłem się do komfortu. To tak jak z autami. Dopóki nie jeździsz na co-dzień mercedesem to lanos jest całkiem spoko. Tak zwane sprawdzone patenty wojskowe to dla mnie wręcz synonim beznadziejnego sprzętu do turystki. Mówię tu oczywiście o tradycyjnym ekwipunku militarnym a nie jakiś najnowszych wynalazkach. Cały ten sprzęt wojskowy jest pancerny a przez to ciężki i niewygodny. Często stosowane materiały są też archaiczne, jest w nim masa zbędnych dodatków (wzmocnień, kieszonek, suwaków). Oczywiście można chodzić z 20-paro kg ekwipunkiem wojskowym. Osobiście wolę jednak nosić połowę tego i czuć się znacznie bardziej komfortowo. Nie muszę być przygotowany na 2 km czołgania się pod ostrzałem a do plecaka nie będę mocował moździerza.2 punkty
-
Tak, są 3 ośrodki narciarskie. Biorąc pod uwagę, że mieszka tam niewiele ludzi, to i tak dużo. Ostatnio postawili sobie wyprzęgany wyciąg krzesełkowy dł 1662 m (prod. słowackiej Tatralift) http://omega-tours.ru/tours/winter/98-kurorty.html Dodatkowo, oprócz heli, tańszą i popularniejszą wersją jest skuter, albo ratrak którym można gdzieś wyjechać. Plusem jest, brak ograniczeń przy poruszaniu się na Kamczatce, można wszędzie. Inna bajka że jest to mniej niebezpieczne niż w innych regionach (brak infrastruktury, zwierzęta i inne naturalne zagrożenia itp 🙂 ) Oraz relatywnie poza Pietropawłowskiem Kamczackim ciężko się przemieszczać. Na półwyspie istnieją Kamczackie Linie lotnicze, które są w zasadzie jedynym środkiem komunikacji. Samoloty/helikoptery latają w zależności od tras, codziennie, lub parę razy w tygodniu. Przeciętny lot na 300 km, to koszt od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych w zależności od trasy, dla osoby z poza półwyspu (nawet dla Rosjan z innej części kraju), a bilety kupić można tylko w miejscowych kasach. Fragment artykułu, z Nowej Europy Wschodniej: http://new.org.pl/5535-nieistniejaca-kamczatka "" A więc samotność. I to samotność kosmiczna. Odstający od krańca Azji półwysep Kamczatka wygląda na globusie jakby miał się od niego oderwać pod wpływem obrotu planety. Jakby siła odśrodkowa kręcącej się Ziemi miała lada moment wyrzucić go gdzieś w kosmos, w absolutną czerń i nicość jak ciało zupełnie niepotrzebne, zbędne. A w dodatku niepoważne, komiczne, gdyż połączenie niedźwiedzi, wulkanów, atomowych łodzi podwodnych i gejzerów przypomina bardziej cyrk niż rzeczywistość. Dlatego myślę sobie, że Kamczatka nie zasłużyła na istnienie. Ale to dobrze. Ma je z głowy, ma je gdzieś, jest o nie lżejsza. Istnienie jest na serio, a Kamczatka nie jest. Pozostaje fantastycznym mirażem, majakiem, snem, lustrzanym odbiciem. Podszywa się pod istnienie, pasożytuje na jego realności, będąc w istocie surrealistycznym złudzeniem. Być może dlatego miejscowi zagadywali mnie w stołówkach, zabierali na wódkę, zapraszali na obiad, dawali ogórki i pomidory z cieplarni ogrzewanych gorącą wodą z podziemnych źródeł. Być może dlatego na stopa dało się tam jeździć nawet lokalnymi autobusami. Być może w ten właśnie sposób kamczatczycy próbowali przezwyciężyć własną samotność, oderwanie od świata, wolny Internet i strach przed nicością kosmosu, który był bliżej niż reszta ziemi. Byłem tam dwa razy, latem i zimą – i nigdy nie chciałem wracać. Nie chciałem się budzić z tego snu, było mi w nim dobrze. Kąpałem się w gorących źródłach, jadłem ikrę z pięciolitrowych słoików, kładłem na trawie i myślałem, że dobrze jest przez pewien czas nie istnieć. "2 punkty
-
Krzesło Otupne-Lukova dostało trochę przy okazji wiatrów. Oczywiście do sezonu powinni to ogarnąć2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Część IW styczniu 2013 wybraliśmy się na narty do Doliny Aosty - celem była stacja czy raczej teren narciarski Cervinia (Włochy)/Zermatt (Szwajcaria). Mapa terenu znajduje się pod tym linkiem: http://www.cervinia.it/pages/SKIRAMA_i_en/443 Aby mieć dobre wrażenie jak rozległy jest to teren, najlepiej ściągnąć PDF ze skimapą i oglądać na pełnym monitorze. Jeśli chodzi o statystyki, to oficjalnie cały teren narciarski ma 360 km tras, z czego 160 na terenie Włoch. Z własnej obserwacji mogę powiedzieć, że nie są to liczby szczególnie naciągane, zwłaszcza mając za porównanie inne ośrodki alpejskie.Matterhorn widziany z Klein Matterhorn Dojazd: samolotem do Mediolanu, potem wypożyczonym autem do Valtournenche - czyli miejscowości, w której znajdowała się nasza kwatera. Jako że wypożyczalnie samochodów we Włoszech nie oferują zimowych opon, mieliśmy trochę emocji, na szczęście w newralgicznych momentach drogi w całej dolinie były bez pokrywy (w trakcie wyjazdu różnie bywało...). Wybór Valtournenche jako kwatery był dosyć prosty - miejscowość sporo tańsza od Cervinii, nie mówiąc już o Zermatt, jednakże dzięki gondolce i dalszym wyciągom podłączona do całego terenu narciarskiego, stanowiąca jego część. Nasza kwatera mieściła się w tradycyjnym domu pochodzącym z XVIII czy nawet XVII wieku, wyremontowanym przez obecnych właścicieli. Choć same "apartamenty" były może nieco surowe, to nie da się odmówić klimatu zarówno całemu domowi jak i okolicy - na zdjęciu w głębi widać naszą kwaterę, dłuższe samochody miały spore problemy aby "złamać" się na podjeździe. Na zdjęciu w głębi B&B Pankeo, potem – natrętny kot gospodyni próbował dostać się do naszego mieszkania. Dużą zaletą miejsca była odległość do dolnej stacji gondoli - 5 minut na piechotę, wliczając w to zejście po "schodkach" dostarczające nieco emocji oraz stanowiące rozgrzewkę przed zjazdami. Na szczęście w budynku stacji był depozyt, więc po schodkach poruszaliśmy się bez ciężaru nart i kijków, a niektórzy nawet w zwykłych butach. Po zjazdach wrzucaliśmy narty do szafki i już pozostawało wejście na lekko po "schodkach", jako rozgrzewka przed kolacją. Jak widać na mapce - cały teren narciarski jest bardzo rozległy. Całość składa się z wielu obszarów oddzielonych od siebie grzbietami lub dolinami - nawet w ramach tego co umownie wchodzi w skład "Zermatt" czy "Cervinii". Ma się wrażenie jazdy w wielu połączonych ze sobą mniejszych ośrodkach. Główną zaletą terenu jest możliwość takiego jeżdżenia "turystycznego", zwiedzania - ilość odrębnych obszarów, jakie możemy odwiedzić i ich zróżnicowanie są ogromne, a widoki lepsze niż w jakimkolwiek innym ośrodku alpejskim (moja subiektywna ocena). Nad stokami unosi się majestatyczna, smukła piramida Matternhornu, który można objechać na nartach z trzech stron, oglądać go od dołu z bliska i z oddali - z każdej będzie wyglądał inaczej. A to nie wszystko - możemy podziwiać znajdujący się na wyciągnięcie ręki masyw Monte Rosa, drugi co do wysokości w Alpach, sąsiadujące z nim czterotysięczniki Bretihorn, Pollux, Castro i Lyskamm. Na północ od Zermatt znajduje się masyw Mischabel ze szczytem Dom (ponad 4.500), jest Dent D'Herens, na zachodzie w oddali widać Mont Blanc. Do tego dochodzi ogromna liczba innych szczytów, lodowców, grani i dolin. Drugą charakterystyczną cechą są duże wysokości oraz przewyższenia - na Klein Matterhorn wjeżdżamy kolejką na wysokość niespełna 3900m - stąd zjazd do Cervinii daje nam 1900m przewyższenia! Zjazd do Zermatt - prawie 2300m przewyższenia. Zjazd do Valtournenche (z jednym podjazdem krzesłem około 40 sekundowym) - prawie 2400 m przewyższenia! Możemy tak planować zjazdy, aby regularnie "za jednym zamachem" pokonywać po 1000-1500 m przewyższenia, i to na całym terenie. Pierwszego dnia, tak samo jak każdego kolejnego, zaczynamy od stoków w Valtournenche - mamy je najbliżej, tędy biegnie trasa do pozostałych stoków. Jest to teren trochę oddzielony od reszty ośrodka, ale przedostanie się do Cervinii czy Szwajcarii nie jest problematyczne - polega na wyjechaniu na samą górę wyciągami w V, potem kawałek w dół i podjazd orczykiem (na zdjęciu). W Valtournenche warte uwagi są dwa "wyciągi": (i) gondolka z samej miejscowości Valtournenche na halę Salette - wzdłuż niej biegnie w dół bardzo fajna czerwona trasa "1" o sporym, dosyć równomiernym spadku - najpierw przez hale, potem w lesie, na końcu przez samo Valtournenche - koło domów, pod wiaduktem, w tunelu pod drogą; ta trasa na pewno zasługuje na częstsze korzystanie niż tylko ostatni popołudniowy zjazd do domu; zdjecie - górna stacja gondoli na Salette (ii) sześcioosobowa wyprzęgana kanapa z osłonkami "f" - kanapa pokonuje prawie 500 m przewyższenia i wzdłuż niej poprowadzono 3 bardzo fajne czerwone trasy (fragment oznaczony na czarno) + dodatkowy wariant na jednej z nich. Z uwagi na bardzo małą ilość ludzi, jakość tras oraz bardzo przytulną knajpę na dole wyciągu było to chyba ulubione, a na pewno najbardziej wykorzystywane przez nas miejsce do jeżdżenia; przez dwa dni było to też jedyne miejsce do jeżdżenia - ze względu na wiatr cała Cervinia i przynajmniej część Zermatt były zamknięte, zaś na stokach w Valtournenche osłoniętych od północy i wschodu wysoką granią prawie nie było wiatru. To miało także złe strony - w styczniu, kiedy byliśmy, słońce pojawiało się gdzieś dopiero o 11. Było bardzo zimno.Zdjęcia: krzesło i stoki w porannym cieniu i koło południa. Zdjęcia: te same stoki z góry Pozostałe dwa krzesła w V rozpoczynające się na Salette wykorzystywaliśmy rzadko - były bardzo wolne, było na nich zimno, a stoki wzdłuż nich, choć liczne, nie były szczególnie ciekawe.Zdjęcie – na powolnym krześle „e” ponad niezbyt stromą niebieską trasą 4 Zaletą Valtournenche były absolutne pustki na stokach. Zdarzało się, że oprócz naszej czwórki na trasie jeździło jeszcze kilka osób albo w ogóle nikt.Sama miejscowość Valtournenche całkiem spora, choć także bardzo "górska" - wszędzie prawie stromo. Było też bardzo pusto, wieczorem czynnych kilka zaledwie knajp i jeśli kogoś w nich spotykaliśmy to raczej byli to miejscowi niż turyści.1 punkt
-
W dniu 31 sierpnia,dzięki nowej władzy zostałem stypendystą ZUSu,wbrew PO i jej sztandarowemu hasłu "pracuj do śmierci,będziesz miał wyższą emeryturę".Postanowiłem uzyskane z pierwszej emerytury środki przeznaczyć na emeryckie fanaberie.Najpierw kupiłem najdłuższe i najtrudniejsze komórki gigantowe,jakie znalazłem,potem z resztą środków udałem się na poszukiwanie jakiegoś nowego miejsca,gdzie mógłbym w grudniu z nimi przyjechać i pojeździć.Padło na Elbrus,gdzie jeszcze nie byłem.Po skomplikowanym załatwieniu wizy rosyjskiej i obleceniu połowy Rosji,bo tylko takie połączenie było w rozsądnej cenie,dotarłem do Nalcziku,dużego miasta u podnóża Kaukazu.Zamówiłem taxi pod Elbrus i w tym samym dniu zeszła lawina kamieni,zrywając drogę.Musiałbym czekać nie wiadomo jak długo,aż naprawią,więc zmieniłem formułę wycieczki i pojechałem oglądać inne fascynujące mnie od dawna miejsca-Czeczenię,Dagestan,Inguszetię i Kałmucję.Śniegu niestety tam ani na lekarstwo ,byli za to brodaci mężczyźni z wybuchowym charakterem,tajemnicze,zakwefione na czarno kobiety,rewizje,długa broń,indagacje i inne atrakcje,dla których wrócę tam jeszcze niewątpliwie...1 punkt
-
Wiesz zauważyłem, że na pochylonych skałach (szczególnie przy schodzeniu) czuję się o wiele pewniej w niskim obuwiu. Po prostu kładę całą stopę równolegle do podłoża i dopiero robię krok. Jeśli się obsuwam to od razu wracam na tylną nogę. W wysokim obuwiu musisz dać krok a jak się ślizgasz to już nic nie zrobisz. Oczywiście można iść na mocno zgiętych w kolanach nogach (jak w rakach) ale to męczy. Jak byłem młodszy to nic sobie z tego nie robiłem na starość człowiek robi się ostrożniejszy. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@mamad Jesteś zakałą tego forum, zniknij z niego raz na zawsze, wszyscy mają już dość czytać tych dyrdymałów non stop.1 punkt
-
Bo np. rok i dwa lata temu GFS prognozował ciepłe zimy. A były bajkowe, wszyscy widzieli!1 punkt
-
1 punkt
-
https://www.google.pl/maps/@49.6793,19.0201,3a,75y,128.23h,63.91t/data=!3m8!1e1!3m6!1sAF1QipN0mjUCvp-LqfandeuKPeKcbYoxjrI4NWC7FUtY!2e10!3e11!6shttps:%2F%2Flh5.googleusercontent.com%2Fp%2FAF1QipN0mjUCvp-LqfandeuKPeKcbYoxjrI4NWC7FUtY%3Dw203-h100-k-no-pi-0-ya22.32118-ro-0-fo100!7i10000!8i5000 Tu dobrze widać przecinkę.1 punkt
-
Wracaliśmy ze szczytu do schroniska na nogach (nie dało się jechać na nartach bo wiatr wywiewał nas do góry) dobrze, że na lodowcu ćwiczyło w tym czasie wojsko, bo przynajmniej znali teren i wiedzieli gdzie się udać. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. widoczność zerowa! Góry pomimo, że "oswojone" przez człowieka potrafią nas zaskoczyć i pokazać, kto tu rządzi i dyktuje warunki...1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Byłem w Breuil-Cervinia rok temu (pierwszy tydzień kwietnia. Problemem jest tam pogoda - wiatr, całkowite zachmurzenie - przez połowę pobytu przejście na szwajcarską stronę było zamknięte, tzn. nie było możliwości powrotu: nie chodziła kolejka na Klein Matterhorn ani orczyk na Plateau Rosa po stronie szwajcarskiej. Karnet włoski faktycznie pozwala na jazdę po stronie włoskiej gdzie tras jest mnóstwo z najdłuższą czerwoną Ventina z Plateau Rosa do Valtournenche ok. 20 km. Jednak te po stronie szwajcarskiej podobały się mojej żonie bardzie, a zjazd z Klein Matterhorn do Zermatt to też dobre 20 kmj. Jeśli jest nadzieja na co najmniej dwa dni dobrej pogody warto kupić karnet internationali, który pozwala na korzystanie ze wszystkich wyciągów, kolei i pociągów (np. z Zermatt na Gornergrat) zarówno po stronie włoskiej jak i szwajcarskiej z zastrzeżeniem, że pierwszy wjazd na górę musi być po stronie włoskiej, ale taki sam karnet szwajcarski jest o ok 100 euros droższy. Do karnetu włoskiego można było dokupić 1 dzień pozwalający na jazdę w Zermatt, ale jak już pisałem przy dwóch dniach 6-dniowy internationali wychodził w tej samej cenie. Dodatkowo od naszych hotelarzy dostaliśmy kartkę, po okazaniu której mieliśmy możliwość zakupu karnetów 7 dni w cenie 6 lub 6 dni w cenie 5. Monte Cevinio (Matterhorn) od strony włoskiej. Schronisko na Plateau Rosa na granicy włosko szwajcarskiej - od jakiegoś czasu można tu przekraczać granicę kursuje potężny wagon z Włoch (żadnej kontroli granicznej nie było). W prawo do Szwajcarii, w lewo do Włoch. Ponieważ zazwyczaj płacę kartą, to cen raczej nie pamiętam, a skoro już wyjechałem to nie liczę, żeby nie było mi przykro, ale pamiętam, że małe piwo na Gornergrat w Szwajcarii kosztowało 5 CHF - płaciłem gotówką przelicznik 5 CH = 5 Euros1 punkt
-
Dokończenie, bo już nie mogę edytować poprzedniego postu. Sporo narciarzy w Cervinii-Valtournenche jeździ posiadając skipass Dolina Aosty , który nie obejmuje Zermatu. Dlatego tam dużo większe ,,obłożenie'' stoków. Na fotce skipassu rozpisane duże kompleksy narciarskie na pomniejsze części np. Monte Rosa to Gresseney la Trinite , Gressoney Sant Jean . Pozdrawiam1 punkt
-
Byłem na trzech wyjazdach w Dolinie Aosty w tym 6 dni jeździłem w kompleksie n.Cervinii-Valturnache. Karnet :Dolina Aosty kupowany w Aoście obejmuje między innymi Breuile-Cervinię (ważny tez m.innymi na Monte Rosa, la thuile...),ale nie obejmuje szwajcarskiego Zermatu . Żeby tam pojeździć trzeba sporo dopłacić za jeden dzień w kasie S.N. Cervinii lub Valturnache ,które też wchodzi w skład kompleksu narciarskiego C.-Z.-V. Dlatego mimo ,że 6 razy jeździłem po włoskiej stronie na szwajcarską stronę nie przejechałem ani razu.Wstawię fotkę z zeszłorocznego wyjazdu bo był HIPER-SUPER WYJAZD narciarsko-turystyczny.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
W telegraficznym skrócie: 1. Dziękuję bardzo za wszelkie podziękowania i pozytywny odzew 2. Tłoku nie było, po włoskiej stronie było mało ludzi, w Valtournenche momentami zupełnie pusto. W Szwajcarii trochę więcej. Generalnie było tyle ludzi co widać na zdjęciach. Po włoskiej, sądząc po cenach hoteli w Cervinii sezon zaczyna się pod koniec lutego i trwa cały marzec. Styczeń jest stanowczo niskim sezonem, a jeśli w dodatku na stokach temperatura oscyluje wokół -20 to miejscowi nie garneli się zbytnio... w tym czasie w nocy -5 było nawet w Mediolanie W Alpe d'Huez nie byłem, nie mogę porównać. 3. Wiatr - silne wiatry są znane w tym ośrodku. Podczas mojego pobytu na 8 dni na nartach były dwa dni z silnymi wiatrami, ale jeżdżąc w Valtournenche nie odczuwaliśmy tego - tam stoki otoczone są o północy i wschodu wysokimi graniami a chyba z któregoś z tych kierunków wiał wiatr. Dopiero kiedy jechaliśmy orczykiem do Cervinii poczuliśmy ten wiatr i to znacznie. Na górze orczyka zobaczyliśmy, że nic w Cervinii nie chodzi (a przynajmniej w wyższych partiach i wracaliśmy na puste chodź zimne stoki V. Trudno powiedzieć czy któreś stoki są bardziej bezpieczne - na pewno te położone niżej ale wszystko zależy od kierunku wiatru. Nam się udało jeździć te dwa dni w cichej przystani Valtournenche. Do Cervinii dwa razy zjechaliśmy - raz jak zamknęli nam wyciąg Z bo bylo późno, drugi raz nawet nie próbowaliśmy. Dojście od trasy 7 do autobusu, długie, niewygodne, można się zgubić. Za to z drugiej strony zjeżdża się do Cervinii wprost w uliczki centrum, do przystanku blisko, sklepy, knajpy, ludzie. W porównaniu miejscowość Valtournenche to była pustelnia. Z rejonu lodowca oraz Schwarzsee dosyć łatwo i szybko można przejechać na włoską stronę, więc wystarczy obserwować pogodę. Na dalsze wycieczki i tak polecam wybrać na prawdę ładny dzień (widoki!!) Nocleg w Zermatt na pewno bardzo drogi, może coś niżej w dolinie dałoby radę. powrót do Cervinii drogami - masakra. Kilka godzin po bardzo górskich drogach, na pewno ileś przesiadek o ile w ogóle coś tam kursuje... Absolutnie nie polecam... 4. Przygotowanie tras. Podczas mojego pobytu ilość śniegu i opady po obu stronach były podobne. W Szwajcarii sporo było miejsc gdzie trasy zwężały się i robiły strome, co przy większym ruchu powodowało szybkie muldzenie. Po włoskiej stronie takich miejsc prawie nie było. W ogóle do "geometrii" tras w Szwajcarii mam sporo zastrzeżeń. Trasy pod krzesłem V były także intensywnie uczęszczane i mimo braku zwężeń szybko się muldziły. Miałem wrażenie, że nie wszędzie przykładali się do ratrakowania.1 punkt
-
V Byłem w grudniu 2010 i styczniu 2012 r. po dwa razy ( 4 w sumie) Wyciągi i połączenie między V. a B-C.zamykano w środku dnia. Autokar stał w V. dwa razy i dwa razu po dwóch narciarzy zostawało na stokach w C. Do V. dotarli miejscowym autobusem a na kolację przyjechaliśmy do Aosty o 19:30 zamiast godzinę wcześniej. Sam miałem problem zjechać z Plateau Rosa do Plan Maison bo rozpętał się taki wiatr jak dojechaliśmy do P.R. że kolejkę i gondolkę ,czyli połączenie między P.M. a P.R. unieruchomiono. Zsuwałem się po omacku do B.C. czerwoną ,kompletnie niewidoczna trasą nr 7 w tumanach śniegu. Przeżycie niezapomniane.Około 8-10 km w 1,5 godziny. Dotarłem cały do dolnej stacji, z której do autobusu na parking trzeba było drałować jakieś 400-500 m.Tak uczyłem się jeździć bo to było mój 10 czy 11 dzień w życiu na nartach.1 punkt
-
Część IIIStrona szwajcarska. Ze względu na rozległość terenu, mieszkając w Valtournenche albo w Cervinii, po stronie Szwajcarii swobodnie można korzystać z terenu na lodowcu Theodulgletscher poniżej Klein Matterhorn oraz niżej w okolicach Schwarzsee. Żeby pojeździć dalej - na Gornergrat i Rothorn - to już wymaga spędzenia sporo czasu na "transferach", mniej na swobodnej jeździe. Wjazd na Klein Matterhorn tradycyjną kolejką linową, na górze trzeba jeszcze przejść około 100m skalnym tunelem. Prawie 3900m - chyba wyżej w Alpach się nie da. Widoki rewelacyjne. Widok z Klein Matterhorn na Plateau Rosa. W oddali Mont Blanc Zjazd z samego Kleina rozczarowuje - jedna wąska trasa, "nartostrada", reszta terenu nieprzygotowana i odgrodzona. Ale jak pisałem stanowi dopiero początek wspaniałych długich tras w dolinyt Już poniżej Plateau Rosa trasa jest szersza, za to bardzo się wypłaszcza. W dodatku aby korzystać ze stoku, albo trzeba wjeżdżać kolejką na KM, albo bardzo powolnymi orczykami. Orczyki na Theodulgletscher, w oddali pasmo Mischabel ze szczytem Dom (4505 m) Głównym punktem terenu miała być sześcioosobowa kanapa "V", wzdłuż której biegną dwie czerwone trasy. Niestety - do krzesła zawsze była kolejka, przynajmniej 10 minut (jedyne takie miejsce na całym terenie w tym czasie), a stoki były słabo przygotowane, bardzo szybko się muldziły, a w drugiej części były dosyć płaskie. Fajne i w miarę puste stoki były poniżej, w kierunku Schwarzsee, obsługiwane krzesłem i gondolą.Rewelacyjna widokowo jest długa trasa 69 w typie nartostrady, biegnąca najbliżej Matterhornu, z dala o pozostałych tras. Po podjechaniu kawałka gondolą można kontynuować objazd M od północy trasą 52 z dala od całej reszty ośrodka, pusto, dziko, szkoda tylko że czerwona trasa wypłaszcza się, a nawet biegnie pod górę, trzeba się było namachać. Takie narciarstwo krajoznawcze.Zdjęcie - trasa 52 przebiega pod północną ścianą Matterhornu. potem pod górkę miła oku architektura po Szwajcarskiej stronie Masyw Gornergrat - fajne trasy biegną wzdłuż 6-os. krzesła "M", pozostałe to głównie czerwone trasy, często wąskie, kręte i strome, poprzedzielane długimi wypłaszczeniami. Z góry Hohtalli (wjazd kolejką linową) świetne widoki na masyw Monte Rosy, sąsiednie czterotysięczniki, lodowce, Matterhorn.Monte Rosa Na prawo Matterhorn (Cervinio), na lewo Klein Matterhorn (Piccolo Cervinio) a środkiem Theodulgletscher płynie... a poniżej Gornergrat Kolejne czterotysięczniki - Lyskamm, Castor, Pollux i Breithorn Widok na zachód Trasa 44 najpierw wąska, kręta i stroma, potem taaaaka płaska Trasa 39 z widoczną trasą kolejki na Gornergrat Najbardziej na północ wysuniętej części terenu - Rothorn - nie zwiedziliśmy. Jest to jak najbardziej możliwe z Valtournenche w jeden dzień, wymaga jednak pewnej sprawności i koncentracji na obranym celu (np. nie powtarzamy po drodze nawet tych najfajniejszych stoków, rozpędzamy się na stromym, żeby potem szybko przemierzyć płaskie, itp.).Podsumowując Szwajcarię/Zermatt - teren bardzo rozległy, wspaniały widokowo, świetny dla wszystkich, którzy lubią na nartach "zwiedzać", naprawdę jest co. Sporo tras wąskich i krętych, z dużą ilością wypłaszczeń. Wrażenie gorszego przygotowania tras niż po włoskiej stronie, w środku dnia spore muldy na co bardziej stromych odcinkach. Mnie brakowało takich tras, po których miałbym ochotę zjeżdżać wiele razy. Sporo tradycyjnych kolejek linowych, które mimo że całkiem szybkie, to jednak o wiele mniej komfortowe niż gondole lub kanapy. Tak samo jak we Włoszech dużo Rosjan, z którymi jesteśmy myleni, Polaków prawie w ogóle.Knajpy - średnio dwa razy droższe niż we Włoszech, za to z jedną ogromnie ważną zaletą - puszczają tam muzykę, której słucham z przyjemnością. Żadnego italo disco!Absolutnym przebojem było Igloodorf na stokach Gornegratu - śniegowe miasteczko-knajpa z barem, jedzeniem i leżakami.Zdjęcie - Igloodorf, w oddali kanapa na lodowcu Theodul, widać też "tramwaj" na Gornergrat. Kupując karnet we Włoszech, można ograniczyć go do strony włoskiej, kupić na cały obszar (sporo drożej) lub dokupować rozszerzenie na konkretny dzień za 30EUR. Mieliśmy karnety na cały obszar na cały czas - rozwiązanie dosyć kosztowne i nie daliśmy rady odpowiednio go wykorzystać - częściowo przez rozległość terenu, częściowo przez kaprysy pogody - dwa dni z bardzo silnym wiatrem, potem intensywne opady śniegu, przez cały czas masakrycznie zimno.1 punkt
-
Aby wydostać się z Valtournenche, należy wjechać orczykiem na Colle Superiore Cime Bianche - stamtąd albo zjeżdżamy do dolnej stacji bardzo nowoczesnej i szybkiej (12m/s) kolejki na Plateau Rosa, albo zjeżdżamy do Cervinii trasą "7" wybierając jeden z jej wariantów - jest to bardzo długa, ciekawa czerwona trasa z wieloma ściankami ale i wypłaszczeniami. W górnej jej części chodzi wolne 3-osobowe krzesło narażone na silne wiatry - aż prosi się, aby zastąpić je szybkim wyprzęganym z osłonkami o dłuższej trasie - stoków jest tam dookoła sporo. Aby dostać się do głównej części SN Cervinia, musimy albo zjechać do samej miejscowości albo przez Pleateau Rosa zjechać po Szwajcarskiej stronie na Theodulpass.Widok na tereny narciarskie w "głównej" części Cervinii i unoszący się nad nimi Matterhorn: Zjazd długą trasą nr 7: Widok na Plateau Rosa i biegnącą stamtąd trasę 7 Kolejka na Plateau Rosa Wagonik zjazd z plateau rosa trasa 7 w kierunku Cervinii W "głównej" części Cervinii najczęściej jazda na dwóch krzesłach - E i C najbliżej Matterhornu - w sumie pokonują 1000m przewyższenia i dają wiele wariantów zjazdów. Trzy krzesła "N", "O" "P" z Plan Maison na Theodulpass są dosyć krótkie i kłopotliwe w użyciu.Widok na tereny narciarskie Plateau Rosa od północy z górnej stacji kanapy C - widać budynki na Plan Maison Początek tras 26 i 24 Podsumowując włoską stronę SN: dużo fajnych krajobrazowo, bardzo długich tras niebieskich i czerwonych, czarnych prawie nie ma, duże różnice poziomów. Nawet jednak czerwone trasy nie mają równomiernego spadku - większość pomiędzy stromymi fragmentami ma spore wypłaszczenia. Dosyć często zdarzają się na trasach takie "muldki" wynikające z ukształtowania terenu, które nie zostały splantowane. Krzesła w większości wyprzęgane i z osłonami. Jedzenie smaczne (Włochy...), pizza kosztuje 10 EUR, grzane wino 4 EUR, ale same knajpy są różne - większość nie była przystosowana do panujących w styczniu temperatur rzędu -20 i w środku było po prostu zimno, większość klientów nie zdejmowała w ogóle kurtek. Łazienki często pozostawiały wiele do życzenia - np. trzeba było wyjść na zewnątrz, aby się do nich dostać, i nie miały żadnego ogrzewania. Widać, że w budynki od dawna nie inwestowano. Muzyka w knajpach czerpała z bogatej tradycji italo disco czasem robiąc przerwę na gangnam style. Co kto lubi.Wiele knajp miało na stanie psa1 punkt
-
Krótka relacja i moje wrażenia z Passo di Stelvio. Wyjechaliśmy wieczorem w piątek 14 X.Kielce pożegnały nas deszczem,ale nikt z nas nie zwracał na to uwagi.Droga mija bez niespodzianek i około 0800 rano w sobotę zaczynamy podjazd pod Passo di Stelvio.Pierwsze z 48 zakrętów zaczynają się już w Trafoi i wcale nie zapowiadają tego co czeka wyżej.A podjazd naprawdę robi wrażenie.Żadne zdjęcia nie są w stanie oddać tego co się czuje jadąc w górę czy w dół.Nasze zdjęcia robione były akurat w drodze powrotnej. http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/img_0808.jpg http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/img_0809.jpg http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/img_0811.jpg http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/img_0812.jpg Po dotarciu na przełęcz-2760 mnpm,nie bez problemów znajdujemy miejsce do zaparkowania i szybko wypakowujemy się.Do kasy docieramy po jakiś 15 minutach i za jedyne 131 euro(+5 euro kaucja) mamy w rękach 4 dniowe skipassy.Wjazd na górę dwoma kolejkami trwa około 10 minut. http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/dscn2908.jpg http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/dscn2950.jpg Na górze naprawdę sporo ludzi.Około 90 % narciarzy to zawodnicy różnych kategorii wiekowych i nacji(nie tylko z Europy).Szybko dowiadujemy sie,że podobno panują tu najlepsze warunki narciarskie w Europie stąd tylu zawodników. http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/dscn2910.jpg http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/dscn2915.jpg http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/dscn2912.jpg http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/dscn2913.jpg Trafiamy na mała grupkę młodych zawodników z Jurgowa.W poniedziałek natomiast pojawia sie polski akcent przez duże A-Agnieszka Gąsienica-Daniel-niestety nie możemy ''trafić się'' w kolejce do wyciągów i nie udaje nam sie porozmawiać. Nasza baza noclegowa nie prezentuje się zbyt okazale w przeciwieństwie do ceny(ale o tym wiedzieliśmy już wcześniej).3 gwiazdki to trochę na wyrost,ale nam to nie przeszkadza.Przyjechaliśmy tu przecież w innym celu. http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/img_0503.jpg http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/img_0792.jpg Mimo,że pokoje raczej skromne najważniejszy sprzęt AGD znajdujemy...za oknem. http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/img_0471.jpg. Jak wspomniałem w sobote i niedziele jest tłoczno. W hotelu głownie dzieci z różnych klubów włoskich,austriackich,szwajcarskich,etc + wspomniana grupka z Jurgowa.W poniedziałek i wtorek na stokach i w hotelu zdecydowanie luźniej(do tego stopnia,że ostatnia noc spędzamy jako jedyni goście).Pogoda rewelacyjna przez 4 dni.Od rana do wieczora słońce i bezchmurne niebo.Warunki na stokach super .O 16-tej wygladało to tak. http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/img_0596.jpg http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/img_0597.jpg http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/img_0598.jpg Pierwszego dnia raz zjeżdżamy do dołu na 2760,ale trzeba uważać bo sporo kamieni wychodzi,dlatego więcej nie próbujemy.Głównie bawimy się na samej górze gdzie dwie polany obsługują 4 orczyki.Od czasu do czasu zjeżdżamy do pośredniej stacji-3050mnpm.Tam też robimy przerwy na lunch w restauracji hotelu Baita Ortler(smaczniej,taniej i przyjemniej niż w naszym). http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/img_0502.jpg Pojawiamy sie na stoku około 0800 rano i zostajemy do 1600.Od czasu do czasu dzięki uprzejmości trenerów czasu korzystamy z licznie rozstawionych slalomów i gigantów.Jedynie po trasie supergiganta możemy przejechać po zakończeniu treningów. Co ciekawe za rozstawienie slalomu czy giganta nie ma ,żadnej opłaty(jedynie skipass i wcześniejsza rezerwacja stoku wymagana-min 8 osób).Tyczki i bramki sa na miejscu.Jedynie za trening supergiganta jest dodatkowa opłata. http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/img_0623.jpg Na zakończenie ciężkiego dnia odbieramy w barze nagrodę http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/img_0614.jpg Generalnie wyjazd bardzo udany.Noclegi na lodowcu w naszym wypadku się sprawdziły.Dłużej niż 4 dni raczej nie warto tam siedzieć.No chyba,że wyjazd na tyczki,ale to inna bajka. Na pewno trzeba się liczyć z tym,że któregoś dnia ze względu na pogodę może nie być jazdy.My doświadczamy tego w dniu wyjazdu-w środę.Nic nie chodzi.Pojawia sie problem opuszczenia hotelu.Wiatr w porywach do 100km/h.Rozważamy zjazd na nartach z bagażami:eek: do pośredniej stacji,ale szybko porzucamy ten pomysł.Ostatecznie około 0930 pakujemy się w kolejkę i po 30 minutowym(raz w górę raz w dół--normalnie około 3 minut):eek: zjeździe docieramy na pośrednią stację.Udało sie tylko dlatego,że górna kolejka zawieszona jest na dwóch linach.Dolną,która wisi na jednej juz nie zjechaliśmy(za bardzo się bujała) http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/3/3/9/5/img_0804_-_kopia.jpg Zjazd z pośredniej na dół odbywa się zatem jeepem-też ekstremalne przeżycie:D Lodowiec działa od około 25 maja do początku listopada.Nie wiem jak tam jest latem,ale w październiku tego roku było rewelacyjnie.Na tyle,że już po głowie przyszłoroczne Stelvio sie kołata.1 punkt







