Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      32

    • Liczba zawartości

      2 888


  2. MajorSki

    MajorSki

    Użytkownik forum


    • Punkty

      17

    • Liczba zawartości

      831


  3. MarioJ

    MarioJ

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      3 572


  4. mirekn

    mirekn

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      1 001


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 12.04.2019 w Odpowiedzi

  1. Ekipa Najwyższa pora powiedzieć choć parę słów o ekipie. Organizatorem i szefem wyprawy był Robert Róg. Ten wyga narciarski wygląda jak... wyga narciarski. O Robercie krążą plotki, że urodził się w butach skiturowych. Prawdę powiedziawszy niezbyt w to wierzę. Bo przecież nie ma takich małych rozmiarów... Ale z pewnością ujeżdżał już pierwsze silvretty. Robert wprowadza w tajniki szurania kolejne pokolenia adeptów. Ja (i np Kamil) mam przyjemność bycia, w nomenklaturze R.R. , pierwszym rzutem. Niezależnie od tego, że już dawno się usamodzielniłem (co jest naturalną kolejnością rzeczy) to nadal dość często jeżdżę z Robertem bo ma bardzo urozmaicone i ciekawe propozycje. Na wyprawie byli przedstawiciele różnych roczników skiturowych. Grupa była dość liczna - 8 a przez chwilę 9 osób. I, jak się zorientowaliście, heterogeniczna. Przedstawicielki płci pięknej (no dobra dziewczyny) Ania (kapitan jachtów) i Marta nie tylko upiększały okoliczności ale niejednego faceta były w stanie pognębić swoja determinacją i umiejętnościami. Chłopaków nie będę szczegółowo opisywał (z powodów oczywistych). Tutaj od lewej: Piotr, Robert,Wiesiek, Tomek, Mikołaj. Poniżej autor grupowego zdjęcia - Przemek, a dalej jest Wojtek (z którym zaraz jedziemy w Alpy) Dzień 5 Niespodzianka W tajnym plebiscycie przedwyjazdowym wyznaczyliśmy na ostatni dzień Krywań (prawie 2500 m npm). To bardzo efektowna góra z rewelacyjnym zjazdem, który możecie sobie zobaczyć na tej focie. Z tegoż powodu już dzień wcześniej zjechaliśmy do Strbskiego Plesa aby przenocować w pensjonacie i bez straty czasu rano podjechać pod cel. Po pół godzinie stoimy w piątkę pod górą i widzimy, że cały dół jest bez śniegu. Szacujemy, że jedną trzecia trzeba pokonać z buta. To samo w sobie nie robiłoby na nas wrażenia ale są słabe perspektywy na zjazd. Bo tam jedzie się wzdłuż doliny potoku i jak jest śnieg to jest jazda, ale jak go nie ma to droga z buta może być przewalona. Trzeba by szybko dotrzeć do drogi podejściowej. Czyli da się zrobić tylko pół zjazdu... Robert myślący zadaniowo chciałby mimo tego iść. Zanim jednak podejmiemy ostateczną decyzję dokonujemy przeglądu opcji i pada propozycja Tomka - Salatyn. Słabą jej stroną jest dodatkowy dojazd - to godzina (powrót druga) a o 18:00 wrocławska część ekipy chce wracać do domu. Z drugiej strony są wielkie plusy - 100% pewności zjazdu trasą narciarską w Spalonej i odwiedzenie tej kultowej górki. Wyciąg zaś pozwoli nadrobić stracony czas. Podejmujemy decyzję i za 6 E lądujemy pod Salatynem na 1400+ m npm. I... dobrze to wygląda! Góra jest popularna - sporo, jak na piątek, osób tu włazi. Podobnie jak reszta wchodzimy częściowo na fokach a później już z buta. Na przełęczy. Tutaj zauważamy, że powinien być piękny zjazd na południe. I, że nikt tam nie jeździ. Trzeba to koniecznie sprawdzić. Nie przejeżdżony żleb z miękkim wiosennym śniegiem jest ambrozją narciarstwa. Bonusem i nagrodą za te 4 dni. Nasz zjazd. Marta to nawet gotowa jest zatańczyć kankana. Rozglądamy się dokoła i wszędzie widzimy świetne linie. Można tu rzeźbić całymi dniami. Spady idealne, równo, śladów jak na lekarstwo. Teraz idziemy na Salatyna. Zamiast żlebu wybieramy lewy stok. Podejście też jest komfortowe. Więc się nie ociągamy Góra Salatyna jest wspaniała. Są tutaj przyjazne lajtowe opcje ale też te znacznie bardziej wymagające. Oglądamy wjazd do takiego żlebu - mam wielką ochotę to zrobić ale wolałbym na początek coś troszkę lżejszego. Czas jednak na to nie pozwoli więc robimy klasyka - na przełęcz i drogą podejściową Jak widzicie pogoda powoli się kończy. Zjazd na tę stronę jest równie fajny jak na drugą choć jednak wyraźnie przejeżdżony. Jeszcze fota z połowy stoku. Dalej do stacji narciarskiej i sympatycznym dobrze pofalowaną już trasą na dół. Jeszcze rzut oka na wizualizację. Podejście zaczęliśmy przy strzałce. Te dwa zjazdy wymagały prawie 900 m vertical. Ale uzysk z tego był 100% - sama piękna jazda. Do tego dodatkowe 400 m w bonusie (wyciąg) Tutaj można obejrzeć świetne opcje na południe. Jest też chyba fajna opcja freeturowa. Podjazd wyciągiem, wejście na szczyt nad wyciągiem (Przedni Salatyn) i byłoby z 600 m vertical (z tego z buta gdzieś ze 200 m). Dałoby się to zrobić pewnie z 5 x w ciągu dnia. Tę opcję chyba ktoś robił bo zauważyłem ślady pod kanapą w miejscu gdzie z trasy nie było szans tego zrobić. Jeszcze może naskrabię jakieś wnioski (i sprostowania). Teraz zapraszam do dyskusji, pytań, krytyki, głosów zachwytu itd. Pozdro Wiesiek
    5 punktów
  2. Dokształcanie to jedno a odsyłanie do spekulacyjnych i najprawdopodobniej nieprawdziwych przewidywań to drugie. Jak pogrzebiesz troszkę głębiej to znajdziesz kupę modeli, które mimo słabnięcia Golfsztromu przewidują co najwyżej bardzo niewielkie oziębienie na części półkuli północnej w zimie. Większość nawet przewiduje przyspieszone ocieplenie (ze względu na osłabioną cyrkulację wód powierzchniowych). Jesteśmy w dobie gwałtownych zmian i jak widać na razie nie ustalono konsensu co do istotnych szczegółów. Pozdro Wiesiek
    4 punkty
  3. Dzień 4. Na Rysy Prognoza pogody nie była zachęcająca. Słaba widoczność i zimniej. Wiatr miał być też gdzieś pod 50 km/h. Czyli na górze to może być duuużo więcej. Ale nikt tanio skóry nie miał zamiaru oddać. Po wojskowemu to się mówi: - rozpoznanie bojem I to właśnie zarządził Roberto. Wychodzimy i jest wyraźna szansa na poprawę pogody! Na południu jest rozjaśnienie, które powoli jakby się przesuwało na północ. Idziemy szlakiem na Rysy. Słowacy nawet ładnie go oznakowali (ale nie na dużą mgłę). Robert co jakiś czas robi nam "okolicznościowe" wykłady. Wchodzimy głębiej i szansa na poprawę upada. Świat zmalał, góry zrobiły się jakieś nostalgiczne. Patrząc dookoła to na wiele trudno było liczyć. Dochodzimy do ścianki gdzie w lecie idzie się po łańcuchach a w zimie rozpięta jest poręczówka. Ekipa zakłada raki a mnie się nie chce, idę z czekanem i... naprawdę nie wiem po co kijkiem. Ot, tak z przyzwyczajenia. I ten ostatni strasznie mi przeszkadza. Ale ponieważ plecaka też mi się nie chce już ściągać to pokonuję drogę w kulawym stylu - ku uciesze reszty, która profesjonalnie i w rakach bezstresowo rusza za mną. Przypominam sobie, że kiedyś już tak było i solennie postanawiam sobie wbić do głowy, że jak się korzysta z poręczówki to kijka się nie zabiera. Niektóre lekcje jak widać trzeba powtarzać. Wyżej jest coraz bardziej mgliście, przed Chatą już tak. W dodatku, czego na focie nie ma, naprawdę solidnie duje. Chata jest oczywiście zamknięta (co było wiadomo), dywagujemy chwilę dlaczego nie ma tu udostępnionego Winteraumu. Później bierzemy łopaty, odkopujemy zacieniony od wiatru załom budynku. Tomek wynajduje deskę, robimy ławeczkę... i mamy całkiem fajny przytułek gdzie poddajemy się rozpasanej konsumpcji, przegryzając kabanosy czekoladą i orzechami. Do tego suszona wołowina i dorsz. Oraz gorąca herbata. Teraz pora na sesje foto (w końcu po co się w góry chodzi?) Ale ileż można jeść, fotografować i wyglądać zza węgła czy pogoda się przypadkiem zmieniła? Dywagujemy czy nie wejść na Wagę i stamtąd sobie zjechać. Perspektywa zjazdu w mgle jakoś nikogo nie zachęca, szczególnie, że wywiane jest i betonowo. Czyli powrót i wylegiwanie! Ta ważna decyzja przychodzi nam bez trudu i bez wyrzutów sumienia. Szczególnie, że w międzyczasie schodzą dwie piechurki i potwierdzają, że na górze jest coraz gorzej. Fragment zjazdu pod Chatą jest fajny. Czeka nas jeszcze przejście przez ściankę. Część ekipy w ramach ćwiczeń postanawia to zjechać na nartach (trzymając się poręczówki) i z czekanem. Reszta schodzi. Sam zjazd jest skomplikowany bo jest sporo gołych skał do przejścia i wąsko ale jesteśmy zadowoleni bo zawsze coś innego. Narty przeżyły to w zdumiewająco dobrym stanie. A tutaj zejście Ani. Dalsza część to formalność. Wyszło 900 m vertical i 8 km. Całkiem fajnie jak na okoliczności. Jeśli myślicie, że to koniec relacji to jesteście w błędzie. To nie była czterodnówka. To była pięciodniówka a ostatni dzień miał być dla mnie przynajmniej najfajniejszy. Miał ale czy był?
    4 punkty
  4. Zjazd w stronę koprowych przełęczy nie zawodzi. Jeszcze przedłużamy go skręcając w Dolinę Hlińską. Na zdjęciu mamy naszą przyszłą drogę powrotu przez Niższą Koprową Przełęcz. Prawdę powiedziawszy to chciałoby się kontynuować dalej jazdę bo w drugą stronę wygląda to tak Oglądamy też możliwości zjazdu z Koprowego Wierchu wprost do "naszej" dolinki. Z dołu zjazdy nie wydają się oczywiste ale ten żleb na lewo powinien być do zrobienia. Ale jak na niego "wycelować" to nie wiem. Najprościej byłoby podejść od dołu. Na to nie ma czasu ale robimy z Martą dodatkowy kawałek po naszej trasie zjazdu. Było tak przyjemnie, że szkoda odmówić sobie powtórki. Po tym trzeba się wdrapać na przełaczkę z przedprzedostatniej foty. Część ekipy zrobiła to trochę wcześniej. Ale my trafiamy już na zacieniony beton. Jeszcze rzut oka w tył - Dolinka Hlińska prezentuje się tutaj wyjątkowo ładnie. Czerwone Wierchy pięknie zamykają horyzont. Zjazd był czujny (bo twardo i dość stromo) ale bez napinki. Jeszcze mała niepozowana sesyjka na powrocie I dzień drugi można uznać za zamknięty. Wyszło 1150 m vertical i 11 km całość.
    4 punkty
  5. Dzień 2. Koprowy Wierch To klasyk (a szczególnie już klasyk narciarski). Powody są dwa - fantastyczny widok na Tatry Wysokie, Tatry Zachodnie i ścianę Hrubego Szczytu a do tego piękne zjazdy. Jeśli chodzi o widoki to Koprowy sprawia wrażenie dobrze postawionej wieży obserwacyjnej. Ze zjazdami jest też nieźle, obok klasyka czyli tego do Wyżniej Przełęczy Koprowej a dalej do Doliny Hlińskiej można bezpośrednio zjechać ze szczytu żlebami do Doliny Hlińskiej. Są też zdecydowanie bardziej wymagające zjazdy do Doliny Mięguszowieckiej (Dolinki Stawów Hińczowych). Trzecią zaletą szczytu jest szybkie i dość łatwe dojście. Zaczynamy ścieżką wzdłuż Hincowego Potoku. Tego ostatniego raczej nie widać ale parę razy go słyszę gdzieś pod nogami. Przed podejściem na Wyżną Przełęcz Koprową jest fragment gdzie trzeba zdjąć narty i przejść przez spory skalny próg nad/obok potoku. To doskonały pretekst do sesji foto. kolejnym etapem jest wspomniana przełęcz. Samo podejście jest troszkę uciążliwe bo sporo się wytopiło. Przekształcam to w zaletę bo po wrzuceniu na plecy nart szparko można dać z buta brzegiem letniej ścieżki. Na przełęczy jest tak: W górę kusi takie piękne poletko. A tak wyglądało to poletko trzy lata wcześniej Tuż przed szczytem zrzucamy narty i ostatnie 200 m jest z buta. Na upartego można byłoby przejść to na nartach ale sporo poodsłanianych skał dobrego zjazdu nie wróży. Tutaj mamy ćwiczenia z topografii. Muszę wyjść - CDN
    4 punkty
  6. Dzięki wielkie za relacje i gratulacje za zdobyte szczyty i zjazdy. Obudziliście wspomnienia z dawnych tatrzańskich wycieczek i potrzebę by do tego wrócić. Jak widać można przejść wspaniałe skiturowe trasy, bez długiego dojazdu autostradami i przerażających lodowców Widać po relacjach, że wszyscy robicie szybkie postępy i teraz to Wy prowadzicie peleton. Nieśmiało zapytam, czy nie chcielibyście się czasem podzielić zdobytym doświadczeniem? Nie tylko na forum ale również w terenie. Można by w przeszłym sezonie zorganizować forumowe spotkania i wspólne tatrzańskie wycieczki. Takie spotkania już kiedyś się odbywały i osobiście bardzo dobrze je wspominam(chyba już kiedyś wrzucałem link ale pozwolę sobie przypomnieć): http://skitury.blox.pl/2006/09/4-forumowe-zjazdy.html
    3 punkty
  7. Łukasz Zdiar Strednica na 99% 15 kwietnia 2000 (opis mało czytelny, jak zaśmiecają wątek to przenieś/wywalić). Masz tam stary orczyk i dziecięcy, których już nie ma Zawsze od kiedy dziecko stanęło na nartach kończyłem sezon w kwietniu na Słowacji i to nie zawsze w Tatrach, zdarzało się, że i w Krompachy-Plejsy ;). Na tych kwietniowych wypadach trochę ludzi się spotykało ale to było przed "ociepleniem klimatu" Lubię narty w kwietniu. Pozdrawiam mirekn
    3 punkty
  8. Dzień 3. Kończysta Piękny szczyt na którego wspomnienie gęba mi się cieszy. Popatrzmy wpierw na sytuację topo. Cel jest po lewej. Z Popradzkiego Plesa można dojść na dwa sposoby. Podchodząc od jeziora na przełęcz pod Osterwą i dalej obok Klina i przez Dolinę Stwolską. Tę drogę zaznaczyłem strzałką na wizualizacji. Jak się przyjrzeć to widać tam ścieżkę. Druga opcja, którą wybraliśmy obok Lodowego Jeziorka i dalej żlebem o którym szerzej opowiem. Na taki a nie inny wybór wpływ miał stan stoku na przełęczy pod Osterwą - góra wyglądała na mocno wytopioną. Samo podejście też raczej jest niełatwe. Oczywiście można też wykombinować pętlę ze zjazdem z Osterwy. Bardzo chciałem to zrobić ale troszkę się przestraszyliśmy jazdy bez rozeznania podejściem i wiedzy na temat stanu tego stoku po drugiej stronie... Początek był już dobrze znany z pierwszego dnia, dość szybko docieramy do wspomnianego jeziorka, tam krótki popasik i zakładamy harszle. Dziwnym zbiegiem okoliczności łamiemy razem z Robertem po jednym nożu dosłownie w tym samym momencie. To mnie nie cieszy bo na tej wyprawie to jest artykuł pierwszej potrzeby a z jednym już nie idzie się komfortowo. Czeka nas teraz tajemniczy żleb, posłużę się fotą Tomka sprzed 3 lat. Nawet narciarze są! Tomek podał to jako Lucnie Sedlo (tak jest na mapach słowackich), na polskich mamy Stwolską Przełęcz. Ale nasze określenie to przełęcz K.... od nazwiska kolegi co zjechał ją głową w dół z samej góry (od skał) a ponieważ miał narty zapięte do podchodzenia to nie było szans nic zrobić. Dojechał aż do stawu, cały czas przyspieszając. Ten efektowny zjazd grupa uwieczniła w nowej nazwie kuluaru. Do skał jest sens podchodzić na fokach. Dalej z buta. Wychodzimy na platou (na mapach słowackich oznaczone jako Luka). Tam narty wrzucamy na garba. Czeka nas teraz najbardziej niezwykły fragment - marsz gigantycznym gołoborzem, którym z tej strony jest Kończysta. Byłoby zbrodnią nie wykorzystać moich modeli i oto w marszu po Kończystej mamy Wysoką w tle. Nasza droga prowadzi do naśnieżonego szerokiego pola, które z daleka wygląda jak trasa narciarska. Większość ekipy ma tam dość już garba i zakłada narty, ja zgłaszam wotum separatum i dymam po staremu. Co jest zdecydowanie najszybsze. Bo góra stroma, kartoflisko i w dodatku zalodzona. Zjazd będzie hardcorowy... Ale póki co cieszmy się górą. Widok na Gerlach Słynne kowadło Trochę siedzimy ale wcale tak ciepło nie jest więc pora ruszyć tyłki. Zjazd na początku to jest walka z lodowymi kalabrakami, w połowie robi się dobrze a dół - bajecznie. Zjeżdżamy troszkę niżej - do doliny Stwolskiej. Na focie widać, że porównanie do trasy narciarskiej jest wyjątkowo trafne. Teraz wytopionym płaskowyżem trzeba dotrzeć dobry kilometr do zjazdu Żlebem K.... Większość (czyli wszyscy bez mnie) dymają to z buta a ja oczywiście na nartach korzystając z resztek śniegu. I czyż muszę wyjaśniać która metoda była lepsza? Tym razem obywa się bez przygód. Ekipa rozgrzana sukcesami trenuje tutaj podchodząc do skałek i w dół co i raz. Sama idea aby trochę jeszcze pozjeżdżać jest mi bliska. Ale czemu tutaj??? Podkreślam, po raz trzeci, swój indywidualizm i ostentacyjnie (czego nikt nie zauważa) wybieram nasłoneczniony stok naprzeciwko. Śnieg tam solidnie odpuścił a jazda na wiosennej ciapce to jest to co tygryski lubią najbardziej! Czasem szkoda, że dzień się kończy... Bierzemy jeszcze wypłatę w postaci końcowego szusu do Majlathovej Chaty. Razem 1500+ m vertical i 12 km drogi. track nie jest kompletny bo o GPS przypomniałem sobie dopiero przy jeziorku.
    3 punkty
  9. Dzisiaj mała zapowiedź wspaniałej wysokogórskiej skitury, gdzie? to już w pełnej relacji, może jutro coś wrzucę jak się trochę ogarnę, ale może ktoś rozpozna po kilku fotkach. :-) Powiem tylko tyle, że była to fantastyczna czterodniówka :-), w świetnym towarzystwie. Skład? można rozpoznać na pierwszej fotce :-) Trochę pochodziliśmy Kilka szczytów zaliczyliśmy Rzuciliśmy okiem "za granicę" Były biwaki Piękne widoki Strome żleby I kilka całkiem fajnych zjazdów :-) Więcej wkrótce... Pozdrawiam Tomek
    2 punkty
  10. Rozumiem, że to były te głosy zachwytu o które prosiłem! Mariusz szczerze Ci zazdroszczę tego trawersu Tatr co go zrobiłeś. Ponieważ to też 4 dniówka to idealnie by się nadawała do kontynuacji w tym wątku. W
    2 punkty
  11. Wydaje mi się że zrobiłem ogromny postęp na skiturach przez te 3 lata. Myślę że nawet na wycieczkach z przewodnikami bym takiego nie zrobił. Najlepiej być najsłabszym w silnej ekipie. Natomiast Ty Wujot jesteś legendą skiturową, Twojej determinacji do zdobywania szczytów i przełęczy nikt nie dorówna. Aż się sam sobie dziwię, że daję radę z Wami turować 😉
    2 punkty
  12. Zachód mam taki... Dzień wcześniej z wieczora. Lepszy śnieg rzecz jasna.
    2 punkty
  13. Cześć No wiesz - tak może twierdzić tylko wyjątkowy bałwan. Pozdrowienia
    2 punkty
  14. No właśnie. Niestety nie przeszkadza to niektórym twierdzić, że zim już nie będzie, bo jest globalne ocieplenie.
    2 punkty
  15. Facebook mi przypomniał jak to w odległych czasach czyli w... 2013r. bywało 7 kwietnia 2013, Warszawa. Także kolega @Zibi28 ma sporo racji. Plus to co pisałem wcześniej - i za co zgarnąłem minusy od ignorantów - globalne ocieplenie klimatu wcale nie oznacza, że klimat lokalnie się nie będzie ochładzał. Proponuję klimatycznym zarozumialcom się dokształcić jednak: https://www.crazynauka.pl/golfsztrom-gwaltownie-slabnie-a-od-niego-zalezy-klimat-europy/ http://wyborcza.pl/1,75400,20389917,slabnacy-golfsztrom-uchroni-europe-przed-globalnym-ociepleniem.html
    2 punkty
  16. W kolejnym, osiemnastym vlogu, przedstawiam linię nart RC4 THE CARV firmy Fischer. Rozmawiam z pomysłodawcą tych nart, byłym zawodnikiem Alpejskiego Pucharu Świata - Hansem Knaussem oraz aktualnie najszybszą zawodniczką minionego sezonu Nicole Schmidchofer.
    2 punkty
  17. Ja teraz w kwietniowych tatrach miałem kamizelkę puchową i hardshell, oczywiście zgadzam się że jako zabezpieczenie to mus. Poszedłem na kompromis z puchówką, nie wziąłem pełnej tylko kamizelkę, znacznie lżejsza i mniejsza objętość w moim przypadku. Do tego mam dość pancerny softhsell więc w razie dupówy te cztery warstwy musiałyby wystarczyć, aby mieć czas na ucieczkę w dół. Hardshell przydał się raz na podejściu do pierwszego schroniska, kiedy padał deszcz. Kamizelka leżała w plecaku cały czas. W zasadzie wszystkie przejścia i zjazdy to bielizna + softhsell.
    2 punkty
  18. Dzisiaj na Pilsku warunki bardzo dobre, s pogoda...
    2 punkty
  19. Krajobrazy z człowiekiem (przeważnie) w tleTomek pięknie opisał nasz trzeci dzień. Dorzucam więc jeszcze trochę "refleksji artystycznej". PozdroWiesiek
    2 punkty
  20. Dzień 3 - Wysoka przez Siarkańską przełęcz & Wschodnie Żelazne Wrota cz. 2 Zjazd z Siarkańskiej przełęczy to ok 300m deniwelacji z ok 2223m na 1920m. Pogoda lampa! więc trzeba zrobić małą przerwę i założyć base camp! :-) Szybka decyzja w taką pogodę nie wracamy do schroniska! trzeba wykorzystać na maksa :-) Ruszamy więc na Wschodnie Żelazne Wrota, gdy nagle całe podejście znika w chmurach (skąd one się nagle wzięły?) Raz się pojawia nasz cel, raz znika i tak w kółko, ale po ok 30min docieramy do Żelaznej kotlinki i spoglądamy na naszą przełęcz Oglądam się jeszcze za siebie, ponieważ z tego miejsca ładnie widać Tępą oraz Lucne Sedlo... zjazd wygląda imponująco :-) Teraz pozostaje nam podejść kawałek pod ściany i wtrawersować się w żleb, a potem mozolne robienie zakosów. Na szczęście Kamil zakłada świetnie ślady, więc idzie się bardzo przyjemnie chociaż jest coraz stromiej. Po około 45min docieramy na przełęcz widoki kapitalne! Zerkamy na stronę Kaczej doliny oraz Gerlach! :-) Szybka przepinka i zjazd, najpierw Wiesiek, potem Kamil, po chwili rusza Mariusz. Gdy ja kończę przepinkę i rozpoczynam zjazd Wiesiek i Kamil są na dole, nagle turbo-chmura :-) leci z zawrotną prędkością do góry żlebem, wygląda to niesamowicie! Pstrykam fotkę póki jeszcze widzę Mariusza Z Żelaznej kotlinki zjeżdżamy na Ladove pleso, po drodze szok! Było tutaj kilkanaście osób i wszyscy trawersowali, a my zakładamy swój ślad nad staw :-) Robimy znowu postój w naszym Base Camp :-). Wiesiek i Kamil decydują się jeszcze podejść na małą grzędę Nikną za przełamaniem terenu, a w tym momencie pojawia się spektakl chmur :-) Po 40min zjeżdżają :-) I ciśniemy w dół Doliną Złomisk, tym razem nie drogą podejścia tylko za śladem wzdłuż potoku (z krótkim jego przejściem w poprzek). O dziwo udaje się dojechać do schroniska bez odpinania nart :-) Całość wychodzi 11,5km, około 1250mH i 8h tury z przerwami. Tego dnia od razu uderzamy do knajpy, nawodnienie jest najważniejsze :-) i należy się każdemu :-) Mapa trasy https://www.endomondo.com/routes/693958033 Pozdrawiam Tomek
    2 punkty
  21. Dzień 3 - Wysoka przez Siarkańską przełęcz & Wschodnie Żelazne Wrota cz. 1 Trzeciego dnia bijemy rekord wyzbierania się, tym razem ruszamy o 9:00 z planem zdobycia Wysokiej (a dokładniej to przełączki pod Wysoką), oczywiście po uprzednim zrobieniem checka detektorów. Kamil z Wieśkiem przy okazji dowiadują się, że nie mogą uruchomić w detektorze Check Group. Ruszamy czerwonym szlakiem w stronę Osterwy, ale za mostkiem odbijamy w lewo w kosówkę. Po około 45 docieramy na próg doliny, gdzie jest ciut stromsze podejście, ale oczywiście spokojnie na fokach dajemy radę, jednak jest dosyć twardo. I tak odsłania nam się Dolina Złomisk, pierwsze co to rzucają się dwa ciekawe rejony. Pierwszy to Wschodni Szczyt nad Żelaznymi Wrotami z dwoma przełęczami/szczerbinami po lewej łatwiejszy Wschodnie Żelazne Wrota, po prawej trudniejsza Złomiskowa szczerbina. Drugi rejon to Żłobisty Szczyt 2426m z dwoma zjazdami trudniejszy z Niżnej Żłobistej Ławki, oraz łatwiejszy na prawo z Niżnej Żłobistej Szczerbiny, ten zjazd można pociągnąć w prawo w stronę Ladovej kotlinki z tego może wyjść całkiem przyjemny zjazd :-) My odbijamy w lewo w stronę Siarkańskiej Przełęczy, o dziwo wszyscy skiturowcy (a jest ich dzisiaj chyba z 20-30 osób), odpinają narty przed przełęczą i ostatnie metry pokonują z buta. Wiesiek ciśnie w prawo i zakłada ślad na przełęcz :-), z niej od razu ciśniemy wyżej w stronę Centralnego Żlebu opadającego z przełączki na Wysokiej. Po chwili docieramy pod skały na wysokości ok 2340m, gdzie trzeba się już wtrawersować w żleb. W tym miejscu Kamil i Mariusz decydują, że nie idą dalej. Wiesiek ze względu na problemy z fokami odpina je trochę wcześniej i mówi, że nie idzie dalej na nartach. Jak się później okazało chciał iść z nartami przytroczonymi do plecaka czego nie usłyszałem, sam nie chcę cisnąć, chociaż być na przełączce w taką pogodę... pewnie wrażenia nie zapomniane . Z drugiej strony 30 osób, które doszły na Siarkańską, to wszyscy narciarze zawrócili, tylko jakaś grupa 4os ze sprzętem wspinaczkowym poszła wyżej, może coś było na rzeczy . Chłopaki robią powolną przepinkę, a ja zostawiam sprzęt i wchodzę w żleb po śladach, zobaczyć jak wygląda podejście i zjazd, w końcu będę musiał tutaj wrócić :-). Żleb jest niesamowity! góra ma co prawda 45st i trochę wąsko, ale żleb czym niżej tym się rozszerza i wypłaszcza - w miejscu w którym stałem było ok 39-40st. Góra wygląda tak: Teoretycznie do naszego miejsca mamy tylko 200m deniwelacji, ale jak się pociągnie dalej do Draciej dolinki to wychodzi ok 550m zjazdu Chłopaki kończą robić przepinkę, a ja wracam do nich. Przepinka przy takim nachyleniu nie jest wcale łatwym zadaniem Zjeżdżamy do Siarkańskiej przełęczy, a z niej już pojedynczo do "Safe Pointa". Zjazd niby ma w górze 40st, ale jest to bardzo krótki fragment, a śnieg jest rewelacyjny, lekko odpuszczony. cdn...
    2 punkty
  22. Przed kolejnym dniem puszczę listę swojego hardware Sprzęt podstawowy: Narty Dynafit Nanga Parbat 170cm i 80mm pod butem, wyraźny tip rocker i mały tail rocker. Bardzo lekkie 1070g na sztuke. Jesli poszukacie ceny w necie, to się nie przerażajcie, kupiłem je na mega wyprzedaży za 60% ceny katalogowej. Foki Dynafit Pomoca klejone, moher 70%, membrana (klej wolniej się moczy) Wiązania Diamir Vipec - bardzo wygodne cechy: przepinanie zjazd-podchodzenie w obie strony bez wypinania buta, przerzucanie płytek do podniesienia stopy bardzo łatwe za pomocą talerzyka z kijka (bez używania siły). Trochę za ciężkie 620g za sztukę (wiązanie, śruby, skistoper). Z dzisiejszym doświadczeniem chyba bym kupił coś lższejszego np. ATK Race Raider (350g), Dynafit TLT Superlite (200g). Harszle Diamir Vipec - wygodne do zakładania bez wypinania buta, natomiast zdejmowania jest czasami utrudnione, jeśli wejdzie lód w szpary, to trzeba go usunąć scyzorykiem i dopiero wtedy da się odpiąć. Buty Atomic Backland Carbon Light - bardzo lekkie amatorskie buty 1060g na sztuke, kupione również “na okazji”, możliwość formowania skorupy na ciepło w celu idealnego dopasowania (poprawiałem skorupę 4 razy) Kije K2 ze zmienną długością, z poziomicą “analogową” do pomiaru nachylenia (zakres 30-45st), bardzo przydatne bo umożliwia bardzo szybki pomiar. Kask Petzl Scirocco (najlżejszy kask wspinaczkowy na rynku). Jak bym miał wybierać ponownie, to chyba bym kupił coś w połączeniu styropian + ochronny poliwęglan Zestaw ABC: detektor BCA Tracker (2-antenowy), sonda Mammut 280, łopata BCA. Detektor planuję zmienić na mniejszy i 3-antenowy. Raki i czekan pożyczone dzięki uprzejmości MajorSki, przymierzam się do zakupu czegoś lekkiego. Plecak Dynafit Manaslu 35l + komin. Zakładanie nart na plecak w locie (bez zdejmowania plecaka), dolna kieszeń otwierana na mocne rzepy (umożliwia np. wyjmowanie harszli bez zdjęcia plecaka), specjalna kieszeń na sonde i łopate. Wielkość plecaka wystarczyła mi na doniesienie wszystkiego do schroniska na 4dni. Chodziłem z nim również na codzienne tury. Kupiony używany na allegro za 40% ceny nowego. Na wyprawy 1-dniowe plecak Deuter 30l coś tam (kupiony parę lat temu do freeride). Odzież, istotna: Kurtka softshell bez membrany z kapturem (kaptur z regulacją, bym powiedział że jest niezbędny). Kurtkę używam cały rok do różnych atywności. Spodnie softshell bez membrany. Również używane cały rok do sportu i turystyki. Bluza techniczna cienka Bielizna techniczna Zapasowe spodnie z membraną Goretex kupione używane tanio na allegro, nogawka rozpinana na całej długości (nigdy jeszcze nie zakładałem na skitourach) Kurtka hardshell słabo oddychająca Decathlon, lekka, założyłem ją ze trzy razy na dłuższych postojach, czasami używam na zjazdach Kamizelka puchowa - bardzo przydaje się na postojach i po schronisku Dwie pary skarpet technicznych (pranie na zmianę w schronisku) Czapeczka techniczna bez ocieplenia, kominiarka, dwa buffy Dwie pary rękawiczek z ociepleniem, jedna para bardzo cienkich rękawiczek, jedna para rękawiczek docieplających zakładanych “pod spód” Gadżety, istotne: GPS z mapą Gogle, okulary p/słoneczne Kubek termiczny 0.5l (nieprzeciekający) - używałem go w schronisku oraz do plecaka Czołówka mocna (300-500 lumenów) Plastry żelowe Batony musli, czekolady, mieszanki orzechowo-owocowe Mapa klasyczna + kompas Zapasowe baterie Jako jedyny uczestnik miałem jeszcze: Trochę smaru na foki i na narty Diament do krawędzi Takie check-listy dla skiturowca można często znaleźć na stronach przewodników, którzy prowadzą szkolenia/wyprawy skiturowe. Przykład http://szkolagorska.com/lista_sprzetu_skiturowego.pdf
    2 punkty
  23. Dzień 2 - Rysy Tego dnia wyruszamy trochę wcześniej, jest może 9:15 , ale jak to powiedzieli nam Słowacy na grani, kto się rano opierdzielał ma ładną pogodę :-D. Oczywiście robimy check detektorów tym razem już w jedną stronę i ruszamy tym samym szlakiem co wczoraj, aż do rozwidlenia na Żabie Pleso. Szlak przetarty, ale pogoda na razie średnia, chmury, lekki wiatr i delikatnie prószy śnieg. Po ok 70min docieramy nad Żabie Pleso, spoglądamy na próg kotlinki pod Wagą. Oglądamy grupę osób, która zaczyna się wspinać wzdłuż rozwieszonej poręczówki Trasa wiedzie najpierw stokiem o nachyleniu ok 40st, a później pochylonym i podciętym skałami trawersem. Widać go na zdjęciu powyżej, jest to miejsce tak jakbyśmy poszli na wprost, a potem tym śnieżnym trawersem w prawo. Jest dużo śniegu, więc raczej mało kto korzysta w poręczówki. Ale od czasu do czasu mocniej wieje. Przy okazji widzimy pierwsze osoby zjeżdżające na nartach. Wygląda to tak że 60% osób ściąga narty na tym podciętym trawersie, 30% zsuwa się robiąc ześlizg boczny ewentualnie wykona 3-4 skręty, a tylko 10% osób rzeczywiście tam zjeżdża wykonując skręty/obskoki itp. Po przejściu progu dolinki, zapinamy narty i na fokach zmierzamy do schroniska. W Chacie pod Rysami robimy ok 1h przerwę, zjadamy dosyć sporą i pożywną poljevkę, oraz magiczny pakunek od Wiesia (nie wiadomo co on tam dosypał, ale wcina się jak orzeszki przy seansie filmowym ). Schronisko ma swój specyficzny klimat, z wyglądu może nie jest piękne, ale w środku jest przyjemnie. Niestety nie dla wegetarian Dyskutujemy co dalej, ponieważ jak na razie jest słaba widoczność (nie widać przełęczy Wagi), wiatr lekko nawiał śnieg i go sprasował (możliwość deski), jest 2 lawinowa. Po godzinnej przerwie okazuje się, że chmury się rozchodzą, na przełęczy świeci słońce i walą tam tłumy, na zboczu podchodzi kilkadziesiąt osób... No i zadziałała trochę psychologia tłumu jak te owieczki pobiegliśmy do góry, co nie zmienia faktu, że bacznie obserwowaliśmy wszystko dookoła może nawet trochę nad wrażliwie, a zakosy robiliśmy w odstępach 15-20m. Z przełęczy spoglądamy na Wysoką, oraz w stronę Rysów, pogoda się robi coraz ładniejsza! :-) decyzja idziemy dalej! Aż po chwili docieramy do skidepozytu, gdzie zostawiamy narty, bierzemy czekan ubieramy kaski i ruszamy dalej granią. Po ok 100m docieramy na słowacki wierzchołek czyli główny 2503m, z niego przechodzimy na polski 2499m Wracamy się na słowacki, aby Wiesiek mógł nam zrobić fotkę i vice versa :-) Chmury rozchodzą się już praktycznie całkowicie, chociaż jedna delikatnie czepia się Wysokiej, wygląda to pięknie! Zresztą Wysoka jest taka majestatyczna, ma swój klimat robi wrażenie! ... no dobra musi być z nią samojeb... yyyy selfie :-) I tym o to "wspaniałym", zdjęciem kończymy przygodę z Rysami (na żywo) i Wysoką (w oddali), zapinamy narty i sru w dół. Na początku twardo, nawiany twardy śnieg, czasami łapie delikatnie krawędzie. Dojeżdżamy do Wagi... i tutaj zaczyna się poezja! śnieg delikatnie odpuszczony! każdy zakłada swój ślad, krzyczymy jak dzieci juuuhuuu, łaaaaał, jupiii, normalnie jakby dać dzieciom zabawki :-). Dojeżdżamy do schroniska i się smiejemy :-) ruszamy niżej przez kotlinkę pod Wagą szukając dalej lekko nawianego lub odpuszczonego śniegu, banan na buzi :-). Aż docieramy bliżej progu dolinki i lin poręczowych. Tutaj jest twardo... ześlizgujemy się niżej, ja staram się ominąć liny zjazdem przez delikatny próg na wprost. Skały dałoby się chyba ominąć, ale musiałbym zeskoczyć na krechę (poniżej stok ok 15-20m i podcięty próg skalny), albo delikatnie się zsunąć przez wystające trawy (obawa, że krawędź na nich nie będzie dobrze trzymała). Decyduje się schodkować na nartach do góry i jechać wzdłuż lin tak jak wszyscy. No cóż każdy w tym miejscu robi to jak potrafi najlepiej, statystyki przytoczyłem wyżej, mi udaje się zrobić z 3-4 obskoki, a przez cały trawers robię ześlizg boczny do momentu minięcia podcietych skał. Przejeżdżam pod poręczówką i śmigam już po normalnym stoku trawersem do miejsca gdzie śnieg jest przyjemniejszy i mogę założyć własny ślad. Potem jeszcze kilka przyjemnych zjazdów z Żabiego Plesa w dół do szlaku i znowu meldujemy się w schronisku. Tradycyjnie trzeba coś zjeść i "uzupełnić płyny" :-), żeby się nie odwodnić Łącznie wyszło 11,5km ok. 1100mH i 7,5h z przerwami. Mapa trasy: https://www.endomondo.com/routes/692892428
    2 punkty
  24. Dzień 1 - Koprowy Wierch cz. 2 Dłuższą chwilę podziwiamy widoki, m.in na Polską stronę. Ładnie widać całą Orlą Perć, oraz cały masyw Koziego Wierchu - jeżeli ktoś chce to może obczaić sobie linie zjazdu, bo można jechać szerokim żlebem, albo na prawo od niego przez Kozie Perci (jest to dosyć łatwy zjazd do 40st) Oglądamy również nasz jutrzejszy cel, czyli Rysy. Z tej strony ładnie widać żleb "rysę", którą podchodzi się i zjeżdża od Polskiej strony (połowa w słońcu, połowa w cieniu). Zerkamy również na Hińczową kotlinkę, oraz Dolinę Mięguszowiecką. Przy okazji ładnie widać nawisy z Koprowego na stronę Hińczowej :-) Ciężko nam się zdecydować ruszyć w dół bo jest tak pięknie!, ale powoli robimy przepinkę i ruszamy. Śnieg trochę miękki, trochę twardy, przewiany. Docieramy do pola śnieżnego, które opada z Koprowego w stronę Wyżniej Koprowej Przełęczy i tam jest jazda! śnieg delikatnie odpuszczony można puścić się w dół i nabrać prędkości :-). Z Wyżniej Koprowej Przełęczy zjeżdżamy stokiem podejściowym, jest twardo, sporo sypie się kalafiorów spod nart. Każdy szuka swojego miejsca :-) Dojeżdżam do Wieśka i patrzymy jak zjeżdża Mariusz. Twardy śnieg leci w naszą stronę, gdy rozpędzony Mariusz mija nas z boku. Poniżej nas wpada na twardą płytę, która się załamuje, jego przody nurkują i zalicza glebę :-) Po chwili dociera do nas Kamil i ruszamy niżej Docieramy do progu Szataniej dolinki i decydujemy się nią zjechać, aby nie tracić czasu na podejście z nartami A później dosyć ostrożnie szlakiem między kosówką wzdłuż doliny do schroniska. Gdzie docieramy ok. godziny 15, po 5,5h tury, 10,5km i ok 900mH. Niby nie dużo, ale to pierwszy dzień rozruchowy . Więc ponownie trzeba się nawodnić i coś zjeść :-) Mapa trasy: https://www.endomondo.com/routes/692322456 Pozdrawiam Tomek
    2 punkty
  25. Dzień 0 - Hotel nad Popradzkim Jeziorem W czwartek chłopaki zgarniają mnie po drodze i lecimy do Szczyrbskiego Jeziora, by wyruszyć na skitury w Dolinie Mięguszowieckiej. Zostawiamy auto na centralnym parkingu, przeszpejamy się, narty na plecy i maszerujemy :-). Narty udaje się założyć na odbiciu szlaku czerwonego do lasu, startujemy ok 16. Po drodze oglądamy ośrodek narciarskim w Szyrbskim, by po chwili odbić na szlak zielony. Niestety tutaj dużo przepinek, ale cały czas na fokach :-). Tak po ok 1h 30min na spokojnie docieramy do Hotelu nad Popradzkim Jeziorem. Hotel, jak hotel... ogromny pełen standard z wc, prysznicami i restauracją... trochę klimatu brak, ale jest przyjemnie dzięki miłemu towarzystwu :-). Tego dnia odbywamy, krótką turę do restauracji, aby się nawodnić i coś zjeść :-). Na wieczór, krótkie omówienie co jutro planujemy, oraz sprawdzenie warunków, prognozy, stopnia lawinowego itp. Mapa trasy: https://www.endomondo.com/routes/692319458 Dzień 1 - Koprowy Wierch cz. 1 Startujemy dosyć późno bo dopiero ok 9:30 :-), robimy check'a detektorów w dwie strony i odbijamy w prawo z drogi asfaltowej na niebieski szlak. Dolina wyśnieżona ładnie, ale cały czas górka, dół :-) Docieramy na podejście do progu kotliny hińczowej, widzimy kilka osób podchodzących stromszym żlebem na wprost, ale my decydujemy się na podejście z lewej strony od Szataniej dolinki. Jest dosyć twardo, niestety szreń dlatego zakładamy harszle i mozolnie, ostrożnie do góry. Na podejściu mijamy grupę Słowaków, którzy chyba mają ćwiczenie z turystyki zimowej. Docieramy do hińczowej kotlinki gdzie na chwilę zatrzymujemy się i podziwiamy Hińczowy Staw oraz Mięgusze z drugiej strony. Zerkamy również na podejście w stronę naszego celu czyli Koprowego Wierchu. Sporo osób jest już powyżej Wyżniej Koprowej Przełęczy, ślad założony, więc Wiesiek i Kamil ruszają przodem Parę stromych zakosów i również meldujemy się na przełęczy. Na podejściu mierzymy nachylenie i wychodzi, że z prawej strony mieści się w przedziale 40-43st, z lewej 35-38st. Z przełęczy ruszamy wzdłuż grani, szerokim stokiem bardzo ładnie wyśnieżonym. Oj coś czuje, że tutaj będzie jazda! Po drodze mijamy kilka stromszych żlebów opadających z Koprowego w stronę Hińczowego stawu. Są to trudniejsze zjazdy o nachyleniu 45st, które opisuje Miro Peto i wycenia na S3/E2. Po ok 4h (z drobnymi przerwami), docieramy spokojnym tempem na szczyt Koprowego, jest pięknie! lampa :-) cdn...
    2 punkty
  26. Na Mięgusza bez liny i szpeju raczej bym się zimą nie wybrał , z Przełęczy pod Chłopkiem w sumie powinien być podobny widok, ale dodatkowo na zdjęciu widniałby szczyt na którym stoję. Może nie będę dalej przeciągał - Koprowy Wierch Tak wszystkie zdjęcia są z tej samej doliny, natomiast w różne strony . Hińczowej ani Wołowca M. tutaj nie widać, ale zgadłeś jest to Koprowy Tak w skrócie: 1dzień - Koprowy Wierch 2367m 2dzień - Rysy 2503m 3dzień - Siarkańska Przełęcz (Dračie sedlo) 2223m 3dzień - Wschodnie Żelazne Wrota (Východná Železná brána) 2255m 4dzień - Wołowa kotlinka (Volia kotlinka) ok. 2120m Powoli ogarniam zdjęcia pełna relacja z Koprowego jutro Pozdrawiam Tomek
    2 punkty
  27. @Wujot jak zwykle na temat, rzeczowo i z humorem. O fotach nie wspomnę, bo to wiadome (zawodowiec). Szkoda tylko, że tak rzadko piszesz... Gratuluję realizacji ciekawych kierunków turowych.
    1 punkt
  28. Wypełniłem ale na niektóre pytania nie da się odpowiedzieć. Miałem dziesiątki różnych urazów na nartach, na różnych trasach, na różnych wyciągach, w różnych warunkach i z wielu przyczyn.
    1 punkt
  29. Nic dodać, nic ująć.....:;) To nie tak że klimat się nie zmienia, zmienia się. Ale bezwładność tego zjawiska jest bardzo duża. I bez sensu jest wyciągać wnioski z obserwacji teraźniejszości, czy niezbyt odległej przeszłości. Warto dbać o środowisko, ale nie warto wyciągać wniosków, wyglądając przez okno.
    1 punkt
  30. Robię czasem podobne foty, ale o zachodzie słońca
    1 punkt
  31. Nie pojechałem z uwagi na wiatr i mgłę. Sprawdzałem jeszcze rano o 5:30. Dopadało bardzo mało świeżego a wiatr to rozwiewa. Ale .... https://korbielow.net/komunikat_narciarski/ piszą, że na tury da radę. Pozdrawiam mirekn
    1 punkt
  32. No i figa z makiem. Jest komunikat że nieczynne .
    1 punkt
  33. Ostatni pakiecik. Lód 5 stopni, skała I+, że sztucznymi ułatwieniami, nikt w przewodnikach o tej trasie nie pisze;-) Horizontal będzie ze trzy km, bo przecież nie vertical:-) w poszukiwaniu straconego czasu... A może foto?
    1 punkt
  34. Klasyczny firn jest rzadko to po czym jeździłeś to pewnie tzw śnieg ziarnisty. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  35. Co tam z tym weekendem? Tutaj nie widać nic, czyli jest zimno: https://pilsko.org/stacja-narciarska/
    1 punkt
  36. Czasami te tanie linie jeśli chce się wziąć bagaż + własne narty i buty kosztują dużo więcej niż drogie, np. Ryanair liczy sobie 216zł za parę nart w jedną stronę. W tym roku lecieliśmy LOT-em i tu mają podobną politykę jak w Lufthansie - jeśli zmieścisz się w łącznym limicie bagażu to walizkę możesz bez kosztowo zamienić na narty. Lecieliśmy z dwójką dzieci 7 i 1,5 roku i dziadkami do opieki, na młodsze dziecko też przysługiwał limit bagażu 23kg + podręczny, mimo że za bilet nie płaciliśmy. Bagaże kumulowały się na wszystkie osoby z rezerwacji i zabraliśmy 4 pary nart nic nie dopłacając (po dwie pary w pokrowcu). Kilka razy lataliśmy też z biurem podróży i wychodziło to całkiem korzystnie, np. hotel 4* w Ponte di Legno za 2400zł (nie w ferie) z wyżywieniem, plusem latania z biurem jest zapewniony transfer z lotniska oraz to że oprócz dużej walizki i bagażu podręcznego można zabrać komplet sprzętu narciarskiego (narty + buty w pokrowcu) bez dopłaty.
    1 punkt
  37. Kiedyś miałem taki szalony plan, że zabierając rodzinę do Toskanii na wakacje, przejechałem w jedną stronę przez Kitzsteinhorn (koniec czerwca), a wracając przez Molltaler (lipiec). W międzyczasie mieszkałem w miejscowości Marina di Carrara (wybrzeże). Jak wypakowywałem narty i buty przed apartamentem (lipiec), pewna miła Włoszka tłumaczyła nam, że to białe co widzimy w tych górach obok wybrzeża to jest marmur a nie śnieg.
    1 punkt
  38. Puchówkę założyłem raz ale naprawdę była potrzebna, HS (góra) ani razu. Najczęściej chodziłem w jednej warstwie a zjeżdżałem w dwóch. Co do konieczności posiadania to oba ciuchy z puchu traktuję jako element bezpieczeństwa (jak np płachtę biwakową). Nawet w warunkach kwietniowych wychłodzenie może być bardzo szybkie. Z moich doświadczeń wynika, że wejście w chmury w kwietniu (a nawet maju) cofa cię czasem do środka zimy... Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  39. W zeszłym roku trafiłem na labirynt śladów przez kosówkę w śniegu po pas zamiast jednej wydeptanej ścieżki. Co do graniówki - mam też słowacką Nawet jeszcze oryginał z lat 70-tych
    1 punkt
  40. Cześć wszystkim, trochę jestem skrępowany licznymi komentarzami, niemniej jednak dziękuję... Miło będzie wspólnie ponartować, zapraszam... z końcem marca czy początkiem kwietnia czas się znajdzie, załatw tylko śnieżną (naprawdę😉) zimę Dzięki, trochę pojechałeś, takie tam zwykłe wiosenne narty, no może gdybym latał (skakał) nad drzewami, to trochę kosmosu by było, Mariusz i Paula zachęcam Was do częstszej jazdy w wiosennych warunkach, można to polubić tylko trochę trzeba poćwiczyć, przy Waszym zaangażowaniu wystarczy kilka treningów... Bałkany to moje klimaty (no może z jednym wyjątkiem), ta Srbija to nie przypadek. Sweter to ostatni prezent pod choinkę od córki. Była wreszcie okazja do wypróbowania😁 Przyznaję, że i w kurtce i swetrze na nartach czułem się doskonale (a był to debiut narciarski obu ubrań) Wydaje mi się, że Chrisowi chodziło o to, że w obu strojach przyzwoicie wyglądałem na stoku...😉 a co do Szrenicy to dobrze jest jechać na pogodę by się nie zrazić. Niestety z pogodą trafić nie jest tak łatwo. Brak widoczności, zimno (choć to już raczej rzadkość) i wiatr często sprawiają kłopoty, ferie też lepiej sobie darować. Na zdjęciach to wygląda ładnie ale... to początek lat 90-tych i moi podopieczni Dzięki Mitek, to efekt tego, że dawno zaczynałem. Długie słabo taliowane narty i przez pierwsze dwadzieścia kilka lat nartowania nie wiedziałem co to ratrak i tak wyszło. Pierwszy ratrak w Polsce widziałem chyba w połowie lat 90 na Szrenicy... ale głowy nie dam. Ostatnie dziesięć, piętnaście lat (pomijając ostatnie 4) to częsta jazda pod okiem doświadczonych trenerów... Jesteś otwarty i życzliwy, jazda w Twoim towarzystwie to sama przyjemność by była, a kamery przeważnie wożę ze sobą dwie, sportową i normalną, tylko zapominam włączyć, przeważnie są w plecaku😱😰
    1 punkt
  41. Po trzech latach z malutkim okładem mogę powiedzieć: - Przełączka z Wysokiej zaliczona! Przeczytałem, z bananem, powtórnie relację Tomka z naszej wspólnej wyprawy (Tomku czekam z niecierpliwością na kolejne). Proponuję abyście też to zrobili bo będzie to świetne wprowadzenie do mojej "powtórki" (co powtórką do końca nie była). Dzień 0 Dojazd z Wrocławia do Strbskiego Plesa, potem dojście do "noclegowni". Tym razem nie jest to górski hotel "Popradzkie Pleso" tylko Majlathova Chata. Okazało się to bardzo dobrym ruchem. Dla nie znających tych okolic - to jest tuż obok. Ceny znacznie niższe (nocleg 11 vs 16 E), kuchnia lepsza - to akurat nie ma znaczenia bo można stołować się i tu i tu ...ale zniżka 20% na jedzenie dla tam nocujących to już jest argument. I co najważniejsze to malutki obiekt, bardzo kameralny i z klimatem, którego hotel nie ma. Plany i ich realizacja Koprowy Wierch i Rysy miały się powtórzyć, z nowych tematów - Wysoka, Kończysta i Żelazne Wrota (Zachodnie). Wyprzedzając opowieść zamieszczę wizualizację z naszego wyjazdu (no jego głównej części), która pokaże jak fajnym miejscem wypadowym jest jezioro "Popradzkie Pleso". Dzień 1 Wysoka i Żelazne Wrota Dojście nie wróżyło zwrotu akcji ale... byka chwyciliśmy za rogi od razu. Czyli zaczęliśmy od Wysokiej. Niby miało być odwrotnie. Żelazne na początku aby się rozchodzić, rozjeździć. Było jednak bardzo ciepło i ta zmiana kolejności była logiczna. Podejście na Wysoką dostaje dużo słońca a to drugie jest rano w cieniu, więc tam był jeszcze beton (a może nawet lód). Za to tutaj już się topiło - na razie powinno być bezpieczniej. Zmiana planu! Trzeba powiedzieć, że Wysoka robi wrażenie, nawet z bliska, na podejściu. Idziemy z buta. Na początku żlebu jest OK ale im wyżej tym powoli stromieje i pod koniec człowiek zadaje sobie pytanie. Co ja tutaj robię? Poranny beton odpuścił trochę, środkiem żlebu idziemy śladem starej (wczorajszej???) lawiny - wpierw lawinisko, na górze jakby ratrak to wyczyścił. Część ekipy (rozsądniejsza?) odpuszcza sobie wejście po drodze. Na górze jesteśmy w czwórkę. Zjazd z góry (to nie jest odpowiednie słowo) zaczynamy z Robertem. Marta i Tomasz schodzą parę metrów w dół gdzie robią sobie półkę na wpięcie. Pierwsze metry są bardzo ostrożne (nawet zsuwać się nie da bo twardo i bardzo nierówno). Czyli schodkuję. Na lawinisku jest dużo lepiej ale ponieważ wierzchnia warstewka odpuściła to zsuw usiłuje mnie porwać. Skręt i Stop, skręt i Stop, skręt i Stop. Stopniowo zaczynam łączyć skręty. Od połowy robi się znośnie a niżej całkiem fajnie. Po Wysokiej Żelazne Wrota (Zachodnie) wydają się lajtem. Ale w kość trochę dają Jeszcze parę fot na górze. Wiatr przegania kłaki chmur i bardzo zmiennie jest. Na zakończenie jak zawsze wizualizacja. Troszkę ponad 1500 m vertical i 11 km drogi. Całkiem udany początek!
    1 punkt
  42. SUDETY W polskiej części Sudetów to już chyba ostatni weekend gdzie można pojeździć po trasach. Moim zdanie najlepsze warunki dalej są na Szrenicy i mogłaby być jeszcze czynna co najmniej kolejny tydzień ale Ski Arena i Sudety Lift są innego zdania i od poniedziałku konserwacja wyciągów. Wyciągi ponownie ruszają 20 kwietnia, to już raczej dla turystów. Dzisiaj mimo temperatury 9 stopni warunki prawie na wszystkich trasach bardzo dobre lub dobre. Ściana oficjalnie zamknięta ale sporo osób jeszcze tam zjeżdżało. Górna stacja Expressu po 11 godzinie wyglądała wg mnie co najmniej dobrze... W tym samym czasie Świąteczny Kamień jeszcze był twardy Śnieżynka na całej długości w bardzo dobrym stanie za wyjątkiem stacji pośredniej, gdzie śniegu było już mało Ze Śnieżynki wracamy na górę starym krzesłem, które kilka razy się zatrzymuje bo sporo pieszych turystów wjeżdża na Szrenicę. Odnośnie schroniska przypomniało mi się, że o mało co a by go nie było. W drugiej połowie lat 60-tych zostało zamknięte. Do remontu się nie kwapiono i dopiero na początku lat 70 coś ruszyło. Niestety w czasie remontu doszło do pożaru i prawie cały dach spłonął. Remont trwał ponad 20 lat i udało się go dokończyć dopiero po sprzedaży schroniska prywatnej osobie. Do dzisiaj jest to schronisko własnością prywatną. Miałem przyjemność tam dotrzeć właśnie w pierwszych miesiącach po otwarciu. Było to na początku 1993 i wtedy właśnie jeździliśmy też Pod Łabskim Szczytem, nie pamiętam tylko czy wtedy był tam jeszcze orczyk, czy już talerzyk. Na zdjęciu widać też po prawej stronie końcową stację pierwszego wyciągu, która była około 300m wyżej od obecnej 2 sekcji krzesła. Dojeżdżamy z Anią wreszcie na Halę Szrenicką a tam warunki bardzo dobre, żadnych kamieni czy wystającej ziemi, naprawdę szkoda, że od jutra stację wyłączają. Pierwsze co widzimy na hali to, że na ostatnim slalomie w sezonie trenują dzieci z lokalnego klubu Nie pamiętam kiedy po południu panowały tu tak dobre warunki Nie pozostało nam nic innego jak dołączyć do nielicznego towarzystwa i cieszyć się ostatnimi szusami w naszych górach... Koło 15 ruszamy na Świąteczny Kamień, warunki minimalnie gorsze ale jazda dalej sprawia nam radość Jak na taką godzinę jest super. Jeszcze Lolą na dół, ostatni kilometr jest słabszy, 2 razy trzeba odpinać narty i ostatnie 250 m z buta. to jednak żaden problem, warto było bo trasa w 3/4 w stanie bardzo dobrym. W naszym regionie pozostaje kilka stacji w Czechach lub skitury... szkoda, że to już końcówka sezonu, oboje nie jesteśmy wyjeżdżeni... Pozdrawiam!
    1 punkt
  43. Dzisiaj zakończyłam sezon narciarski w Białce Tatrzańskiej. Czynne co prawda tylko dwie kanapy, ale warunki całkiem dobre i nawet trochę ludzi,ale bez kolejek do wyciągów. A z rana było tak: Spotkałam ekipę narciarzy z Hongkongu 😛 Oraz grupę telemarkową 😊 Po nocnym przymrozku stok trzymał do ok. 10, potem miękko, ale bez muld, tylko trzeba było uważać na pojawiające się przetopy Od południa totalny chillout i plażing na nartach😎😀 Skończyliśmy ok. 14.00. Białka dzisiaj działała ostatni dzień. Pozdrawiam z podróży powrotnej do Szczecina 😊.
    1 punkt
  44. Darku warunki pierwyj sort 😁 Rozmawiałem z obsługą, niestety małe szanse coby za tydzień urochomili ale... Kazali sprawdzać w czwartek
    1 punkt
  45. Dzień 4 - Wołowa Kotlinka (Wołowy Grzbiet i Wołowcowa Przełęcz) No cóż i tym o to sposobem docieramy do ostatniego dnia naszej fantastycznej 4dniówki :-). Trzeba przyznać, że mieliśmy na prawdę niezłego farta, że trzy poprzednie dni były z tak kapitalną pogodą i prawie cały czas była lampa. Ostatniego dnia znowu wychodzimy ok 9 ze schroniska, ale tego ranka jakieś takie pustki. Standardowo robimy check detektorów, oczywiście wcześniej przy pakowaniu sprawdzaliśmy jeszcze funkcję Check Group i problemy z ustawieniem jej na detektorach Kamila i Wieśka. Tym sposobem wychodząc z schroniska wszyscy już mieli ustawione detektory na nadawanie, ja ustawiłem się parę metrów z przodu, przełączyłem detektor na check group, wystawiłem rękę do przodu i pokazałem chłopakom, że mogą kolejno przechodzić. Najpierw Kamil, beep... beep detektor zaczął pokazywać coraz mniejsza wartość, aż Kamil zbliżył się na 1,1m. Drugi Wiesiek, beep... beep detektor coraz bliżej, wartości lecą w dół i znowu na ok 1,2m. Ostatni Mariusz pro forma, ale nie ma beep... beep, chociaż stoi obok mnie, zerkam na mój detektor i myślę sobie, że może mi się już funkcja check group wyłączyła , Mariusz potwierdza, że przełączał detektor na nadawanie. Ale u mnie funkcja check group dalej włączona, więc Mariusz jeszcze raz wyłącza detektor i włącza, dioda u niego mignęła, a u mnie pojawia się beep... beep i wartość 1,2m - jest! Tym o to sposobem jeden nieaktywny detektor został wyłapany. Celowo się rozpisuje niby o tak błahej sprawie, aby uczulić i zwrócić uwagę. To tylko sprzęt elektroniczny i nie można pomijać żadnego etapu, nawet jeżeli wydaje nam się to nudne i że przecież każdy o sobie pamięta :-) Ruszamy szlakiem jak na Rysy, aż do Żabego Plesa, śnieg ze ścieżki w lesie został w nocy wywiany do gołego lodu lub trawy, co włącza pierwsza lampkę ostrzegawczą :-) Wiatr w lesie nie jest bardzo mocny, jedynie przeszkadzają porywy. Dodatkowo delikatnie sypie, ale to co leci z nieba to delikatne twarde zlodowaciałe kulki. Widać, że padający śnieg jest przewiany, więc pojawia się potwierdzenie tego co wcześniej zauważyliśmy. Dochodzimy do najstromszego fragmentu z podejścia doliną. Tutaj również widać, że śnieg jest mocno wywiany, zakładamy harszle i powoli zakosami pniemy się do góry. Podmuchy wiatru wzmagają się, w pewnym momencie wieje tak mocno, że zatrzymuje się i zapieram na kijkach. Mariusz, który był przede mną z 15-20m niknie mi z oczu, po kilkunastu sekundach pojawia się jego postać. Łapię szybko za aparat i pstrykam fotkę.. Po około 1,5h docieramy do stawów. Szlak na Rysy... pusto, ale grupa ok 5os, Słowaków idzie na próg Wołowej kotlinki. Zastanawiamy się czy podejść od tej strony co oni, czy uderzyć bardziej z prawej, więc kawałek podchodzimy w stronę stawów, ale ostatecznie odbijamy tak jak oni. Wiatr co jakiś czas mocniej wieje, a zmrożony śnieg kłuje po twarzy niczym akupunktura. Podchodzimy jeszcze kawałek, Słowacy robią postój na ok 1950m, wygląda tak jakby się szykowali do zjazdu i rezygnowali z wycieczki. Podchodzimy bliżej i jest dylemat czy iść z lewej czy z prawej... tutaj i tutaj stromo (ok 35-38st). Mariusz decyduje się wrócić do schroniska i poczekać na nas. Ja idę w prawo robiąc dłuższy trawers dochodzę prawie na przełączkę/grzędę, zatrzymując się na wypłaszczeniu przy kamieniu. Mówię chłopakom, żeby uważali przy trawersie bo jest trochę nawianego śniegu, niby nie dużo, ale lepiej przejść ten fragment pojedynczo. W tym momencie grupa Słowaków, przytracza narty i ruszają jeden za drugim gęsiego stokiem do góry, bez odstępów! Niby stoję przy kamieniu, ale teren nade mną jest jeszcze stromy tz. wypłaszacza się (strefa naprężeń), a to wcale nie oznacza super bezpiecznego miejsca. Więc podchodzę jeszcze jednym krótkim zakosem do góry na grzędę i stamtąd obserwuję Kamila i Wieśka. Wiatr w porywach staje się coraz mocniejszy, dociera do mnie Kamil i rozmawiamy o swoich spostrzeżeniach. Wiatr z kierunku N i NE powoduje, że w tych warunkach powinniśmy odpuścić sobie Wołowy Grzbiet, więc proponuje podejść wyżej, aby przejść próg kotlinki i zobaczyć jak wyglądają warunki w stronę Wołowcowej Przełęczy. Zostaje nam jeszcze mozolne robienie zakosów na grzędzie, co nie jest łatwym zadaniem, bo sporo skał, śnieg jest albo wywiany, albo nawiany niezwiązany więc warstwa 10-20cm się obsypuje. W końcu powoli docieramy do Wołowej Kotlinki, gdzie rzucają się nam w oczy nasze dwa cele, Wołowcowa Przełęcz, która jeszcze jest całkiem dobrze widoczna i Wołowy Grzbiet, gdzie wystają tylko dolne skały (nie widać przełączek) Jeszcze raz rozmawiamy z Kamilem o warunkach i ustalamy, że definitywnie odpuszczamy Wołowy Grzbiet, ale spróbujemy podejść na Wołowcową Przełęcz bo jak coś to tam raczej będzie wywiane. Jednak czekając na Wieśka, który ma problem z fokami, wiatr coraz bardziej zmaga się na sile, momentami trzeba kucnąć więc w porywach będzie max 70-80km/h (przy okazji mam małą przygodę z uciekającym kaskiem, muszę za nim biec na nartach z fokami i harszlami bez kijków :-P, ale na szczęście zlatuje do Wołowej Kotlinki kilkadziesiąt metrów niżej, a nie przez próg do Żabiego Plesa). Po chwili dociera Wieśiek, przedstawiamy mu plan, ale w tym momencie Wołowcowa Przełęcz niknie nam w chmurach i spada widoczność. Chmury z każdą minutą obniżają wysokość wpływając do doliny, a wiatr jeszcze mocniej wieje. Przy każdym szkwale przytrzymujemy swoje rzeczy. Spoglądamy na nasz cel, którego nie widać, potem na siebie i pada decyzja, że odpuszczamy. Znowu trzeba schować swoje męskie ego i dumę :-), 3dni lampy, ale góry musiały się przypomnieć... kto tutaj jest tylko gościem, a kto gospodarzem. Szybki przepak i zjeżdżamy... byleby tylko przestało wiać. Podjeżdżamy na skraj progu i ustalamy że zjeżdżamy pojedynczo, bardziej z prawej strony, aby nie jechać przy skałach Wiesiek na koniec spogląda na linię zjazdu, cóż spodziewaliśmy się więcej szreni, lub sprasowanego śniego... a tutaj zjazd był całkiem przyjemny, chociaż bardzo czujny bo w kilku miejscach jednak nawiane. Dalej szukamy zjazdów między kosówkami, aby nie wracać bo betonowych śladach podejścia. I o dziwo udaje się znaleźć wśród kosówek i mikrożlebików trochę nawianego śniegu, który jest bardzo przyjemny Docieramy do schroniska, przepak do plecaków szybki obiad i powoli żegnamy się z wspaniałą Doliną Mięguszowiecką. Tym razem chcemy sprawdzić zjazd asfaltem więc wracamy niebieskim szlakiem Udało się zjechać ok 4,5km :-) I jak "prawdziwi freerajderzy" kolejne 1,5km wracamy tak jak to "u nas" się śmiga... czyli z buta :-) Mapa trasy: https://www.endomondo.com/routes/695849463 To koniec tej wspaniałej dla nas przygody. Mam nadzieję, że tak jak ja kiedyś znajdywałem inspirację czytając cudze relacje, które spowodowały u mnie obranie właśnie takiej "drogi narciarskiej". To, być może ta relacja spowoduje, że ktoś... kiedyś... powie, że chcę coś podobnego przeżyć. I jeżeli Ty jesteś tą osobą, ale z jakiegoś powodu się wahasz... to jedyne co mogę Ci napisać to Just do it! :-) Dziękuję również chłopakom, Kamilowi, Wieśkowi i Mariuszowi za świetne towarzystwo i wspólnie spędzony czas :-) Pozdrawiam :-) Tomek
    1 punkt
  46. Jednak nie można dodać pdfu, tz. można, ale jest limit na 19,5kB Wrzuciłem na dropboxa, jest to zlepek informacji z 3 stron słowackich: Miro, Iva i Sprievodca. Raczej te łatwiejsze zjazdy w naszej skali tatrzańskiej max TR3+; w skali Trynarda III, S4; w skali Miro takie S3+/E1+. Jak ktoś znajdzie jakieś błędy lub chce coś dorzucić od siebie to pisać https://www.dropbox.com/s/awiagntce0a2ckg/Mieguszowiecka.pdf?dl=0 Pozdrawiam Tomek
    1 punkt
  47. Z najlepszego opracowania skiturowego dla Tatr Słowackich - Miro Peto http://miropeto.sk/skialp-sprievodca/mengusovska-dolina.php Czy można dodawać pliki pdf jako załączniki? zrobiłem mini przewodnik skiturowy po Dolinie Mięguszowieckiej na podstawie innych stron. W sumie to było na nasze potrzeby, ale mogę się podzielić
    1 punkt
  48. Wchodzilem tam w końcu listopada i było równie mało przyjemnie. Lód+początki śniegu+ woda. Trzeba wiedzieć, że i latem to nieciekawe miejsce a dodatkowo tworzą się kolejki. Ja bym tam na pewno nie zjechał na nartach. Gdyby ktoś miał wątpliwości, w ile miejsc mozna isc z Popradskiego Plesa to polecam rzucić okiem: http://www.vysoketatry.com/mapy/t/medolina.html Marzę o Osterwie odkąd pierwszy raz widziałem wiosną tam narciarzy. Pięknie to z dołu wygląda.
    1 punkt
  49. Parę fotek z obu wierzchołków Rys. Co i rusz przelatujące kłaki chmur tworzyły ciągle zmieniający się teatr - żal było schodzić. Wejście na wierzchołek słowacki Widok z polskiego na słowacki, czy ta ścieżka jest aby pewna? Teraz z słowackiego na polski - popatrzcie na nawisik. Z tego kierunku wygląda to bezpiecznie Wędrówki Ludów - oceniamy, że w tym dniu było ze 40 narciarzy na wierzchołku...PozdroWiesiek
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...