Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
14.10.2019 - 14.10.2019
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 14.10.2019 uwzględniając wszystkie działy
-
Skusiłem się odkryć nieznany mi rodzaj korzystania z roweru czyli wyjazd kolejką i zjazd przygotowaną trasą. Zielony Zyg Zak oceniam jako doświadczony rowerzysta górski z bagażem kilku tys.km w górach i udziałem w kilku maratonach MTB, ostatnie lata jeżdżę głównie na trekingu więc wyszedłem trochę z wprawy i rower górski musiałem na tą okazję odkurzyć Trasę zieloną w Skolnity proszę nie lekceważyć bo jest ona łatwa tylko dla tych co trochę pojeździli już po górach, dla mnie przyjemna zabawa i odkrycie jazdy po bandach ale trasa wymaga skupienia- bo czasami drzewa są bardzo blisko .Pewnie z ciekawości spróbuję inne trasy.9 punktów
-
Z soboty, Na Solisku nie równają terenu na "ścianach" kończących 4 i 7 choć kopareczki stoją - jest nadzieja Pod Gondolą około 13:00 bardzo mało rowerzystów. Warunki do biegania super, tylko na grzbiecie wiatr około 7-8 m/s. Jest nowy szlak, niebieski z przełęczy pod Malinowem na Solisko. Suma podejść 24 m Suma zejść 386 m. Fajny skrót jak się nie chce zbiegać na Salmopol. Pozdrawiam mirekn6 punktów
-
Trochę się ostatnio "doposażyłam" rowerowo. 1.Sprawiłam sobie na sezon jesienno-zimowo-wczesnowiosenną kurtkę - Endura Singletrack II. Moja wcześniejsza kurtka po trzech sezonach użytkowania niestety zaczęła przemakać, poza tym membrana chyba od początku nie była zbyt wydajna, skoro przy większej aktywności szybko miałam mokre plecy 🙄. Endurę przetestowałam i w sobotni wieczór na szosie i na niedzielnej wycieczce w zmiennej pogodzie. W sobotę - przy średniej temperaturze i okresowej mżawce - było mi ciepło i sucho, nawet przy dość żwawym tempie jazdy. Ciepło trzymała również w okolicy krzyżowej, co dla mnie osobiście jest bardzo ważne - a rozpinane zamki pod pachami zapewniają dobrą wentylację. W niedzielę trafił się mix pogodowy - przed południem ziąb, w południe ciepło i słonecznie, a po południu ulewa, a następnie przelotne deszcze do wieczora. Byliśmy z Darkiem na wycieczce w Meklemburgii - pętla z Ueckermünde nad Zalewem Szczecińskim w kierunku południowo-zachodnim do Brohmer Berge (ponad 90 km). Kurtka dobrze chroni przed deszczem i chłodem, a kaptur nie zsuwa się z kasku i nie ogranicza swobody ruchów. Można go też bez problemu zwinąć w kołnierz, jak nie jest potrzebny. A na dodatek jest bardzo ładna i myślę, że w zasadzie taki hardshell mógłby się również nadać na jakieś wiosenne narty. Kilka zdjęć z wycieczki, nie wszystkie w kurtce, bo jak było słońce, to wystarczyła cienka bluza. Poranna panorama Ueckermünde z mostu na rzece Uecker: Sielskie klimaty po drodze: Galenbeck - ciekawa miejscowość ze średniowiecznym rodowodem, ruinami twierdzy z XIII w., kościołem z XIV w. i kilkusetletnią lipą: Nad Zalewem w Mönkebude: I wieczorno-deszczowe Ueckermünde: 2. A dzisiaj sprawiłam sobie do Speca hybrydowe pedały SPD, bo buty kupiłam kilka tygodni wcześniej. Do bloków muszę się przyzwyczaić i poćwiczyć w bezpiecznych okolicznościach, zanim wyjadę na drogi publiczne - nigdy do tej pory nie jeździłam, więc powrót z serwisu jeszcze oczywiście w "cywilnych" butach.5 punktów
-
Dalkowskie Wzgórza na granicy woj. Dolny Śląsk (blisko Przemkowa) to jeden z najsympatyczniejszych tematów mtb-podobnych. Na dole głęboko wcięte wąwozy, na górze zaś długie grzbiety solidnie strome na boki. A wszystko w pięknym lasie grądowym. W myśl teorii mamy tam niebieski szlak rowerowy oraz czarny pieszy. Pierwszy biegnie dołem i jakkolwiek piękny (bo dwa długie wąwozy) to przypomina lizanie cukierka przez szybkę. Czarny to już miodzio i miłośnicy mtb powinni być całkiem usatysfakcjonowani. Obydwa szlaki w sensie oznakowania są (ku mojemu zdumieniu) już historyczne bo ktoś z pędzlem i szarą farbą skutecznie w 90% je zlikwidował. W zamian mamy jednak oznakowane cztery nowe trasy nordic walking i one wyglądają nawet lepiej od opisanego czarnego. Teren zresztą nie jest duży i co chwila jest się na jakimś szlaku. Ludzi zero. Na zachętę trochę klimatycznych fot, jak ktoś wie na co patrzeć to zobaczy, że jest parę ostrych fragmentów. Na końcu mapka z wspomnianymi wersjami czarną i niebieską (bo w pamięci mojego urządzenia będą zawsze żyły). Dalej macie wszystkie "nowe" trasy i tam zaznaczyłem miejsca obowiązkowe. Wśród nich perełka do jazdy rezerwat Dalkowskie Jary ale też rewelacyjne klimaty w rezerwacie AnnaBrzeskie Wąwozy. Tutaj seria stromych (naprawdę stromych) ścianek na szczycie Dalkowskich Jarów. widać, że zbyt wielkiego ruchu tu nie ma. A tutaj Góra Jana i chyba jest tam srogi zjazd na północ A tu srogi podjazd na górę Jana Kawałek "cywilizacji" - Góra Anny, krótki podjazd ale stromy I jeszcze parę ładnościowych fotek Pozostałość po wieży widokowej w rezerwacie Annabrzeskie Wąwozy. To już województwo lubuskie (jakkolwiek oczywiście Dolny Śląsk). Szkoda... Dalej jazda górą. Podsumowując - teren rewelacyjny, urozmaicony, kupę nieoficjalnych ścieżek. Miejsce do odkrywania. Pozdro Wiesiek4 punkty
-
Snując się po Budapeszcie - dzień czwarty W dniu dzisiejszym mamy luz... Widzieliśmy już wszystko, co zaplanowaliśmy Myśleliśmy, by pójść na termy, ale jakoś ochoty nie było na moczenie się w wodzie...planowaliśmy Labirynt tutaj polecany nam - popatrzyliśmy na zdjęcia w necie i stwierdziliśmy, że nie. Opanowało nas lenistwo. Wyszliśmy dzisiaj na miasto po prostu zrobić sobie rajd po knajpach i planowaliśmy jedynie wypoczynek na ławce z książką w ręku. Ostatnia, dziesiąta część Wojen Wikingów została w całości przeczytana przeze mnie na Węgrzech. Generalnie wyszedł nam fajny dzień pełen luzu i dobrych dań. Na pieszo w sumie i tak zrobiliśmy ponad 13 kilometrów... Paula stwierdziła, że ona by umarła jakby każdy nasz dzień miał być taki leniwy 😮 Ona potrzebuje planu, celu, ruchu 😮 WOW! Chyba się starzeję? Pierwsza z restauracji, którą odwiedziliśmy... było pyszne, madziarskie Gnoczi. Później postanowiliśmy jeszcze raz za dnia zwiedzić Stare Miasto. Zaczęliśmy od murów i oręża... Były różnego rodzaju działa - mi się spodobały najbardziej moździerze Piękne muzeum ukryte gdzieś w bramie... Kawka z widokiem na św. Mateusza Wyborna! I tutaj byłoby wszystko ok gdyby nie zwyczaj, że w kawiarniach pali się tu papierosy. Zamiast do kawy zjeść ciastko uciekliśmy szybko z kawiarni - nie lubimy smrodu papierosowego. Ruscy turyści, którzy nas obsiedli dookoła jak jeden mąż wszyscy wyjęli fajki i zaczęli na nas dymić. O nie, nie - dziękujemy za takie towarzystwo. Natomiast konnych? Lubię! Kolejna warta polecenia miejscówka - piwko, pycha! Alternatywy 4 i Anioł? Przespacerowaliśmy trochę tą część starego wzgórza... ...i stwierdziliśmy, że wieczorem gdy wszystko jest podświetlone - znacznie jest tu ładniej. Kolejna atrakcja Budapesztu: Nie jechaliśmy! My jednak wolimy wyciągi narciarskie niż takie... Kolejne piwko i pizza Diavola we włoskiej restauracji w pobliżu Bazyliki św. Stefana - po drugiej stronie! Pyszne i piwko, i pizza. Jedna na pół dla nas była w sam raz. Potem było czytanie w pobliżu wczoraj odwiedzonej fontanny Gdy się książka skończyła przeszliśmy na stronę Buda. Jak widać ruch na Dunaju duży. Statki niemieckie...aż z Bawarii 😮 Ale nie tylko - imponujący hotel na wodzie na zdjęciu poniżej: I znowu znaleźliśmy się na Starym Mieście. Żygacze? Obiad zjedliśmy w knajpie polecanej przez @Bumer. Wieprzowina ze świnek pędzonych jedynie na żołędziach - rewelacja! Cena dania niestety też nie mała - warto było jednak spróbować. Dzięki Andrzej! Powoli kończymy naszą przygodę ze stolicą Węgier. Dzisiaj jeszcze wieczorem romantyczna kolacja we dwoje i wyrywamy się z cywilizacji - wracamy do domu. Oczywiście po drodze planujemy jeszcze jakieś zwiedzanie - ale o tym napiszę już z domu. Pozdrawiam serdecznie! marboru Ale mina3 punkty
-
3 punkty
-
Cześć Ja tam się SPD boję i tyle. Badałem temat i podobno zyski są minimalne a i to pod warunkiem nienagannej techniki pedałowania. Za to kupiłem sobie w czwartek kask! I nawet zrobiłem w nim już ze 200 km. Pozdro2 punkty
-
Mariusz - buty nad brzegiem Dunaju to pomnik ofiar Holokaustu, które zostały rozstrzelane, a ich ciała wpadły do rzeki.. Obeliski podobne jak ten z drugiego zdjęcia, z czasów ... hmmm Układu Warszawskiego, bardzo często można spotkać również w miasteczkach byłego NRD. Co więcej - tamtejsza lewica wciąż składa pod nimi kwiaty w ważniejsze rocznice 🤔. Świetna relacja i fantastyczny wyjazd. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.2 punkty
-
Tajemnice Budapesztu? Dzień trzeci Ufff dzisiaj, to już trochę dostaliśmy w kość pod koniec dnia. Trzy dni u Węgrów i 60 kilometrów w nogach 😮 Dzisiaj miało być trochę inaczej, bardziej tajemniczo - jak wyszło? Oceńcie. Rozpoczęliśmy dzień od Zamku w Ogrodzie... Piękna jesień, zero ludzi i klimatycznie To lubimy! Pierwsza tajemnica... Czy to Kopernik na poniższym zdjęciu? Ktoś wie, co to za postać? Władca wieży - to druga tajemnica Ktoś rozpoznaje? Dunaj, Dunaj...a na Dunaju łódka ze znanej reklamy wody mineralnej, perłowej... Trzecia tajemnica - gdzie się podziała Monika B? Idziemy zwiedzać Parlament Towarzystwo zaklęte w kamień... ...co uczynili, że ktoś ich tak pokarał? Pięknie! Za mundurem Panny sznurem... Czy to węgierskie przysłowie? Nie było obaw - czuwałem obok w koszulce morooo Wchodzimy do środka. Podobno na zdobienia i inne inności budowniczy Gamachu węgierskiego Parlamentu zużyli 40 kilogramów złota 😮 Złoto widziałem, tylko w jednym miejscu Czy ktoś wie, który z Królów zakładał poniższą koronę a miał wiele wspólnego z Polską? U obraduje Izba Wyższa Węgrów. Widzi ktoś godło Polski? Przypatrzcie się. Kolejna tajemnica, to tajemnicze buty na brzegu Dunaju. Symbol. Zadaję dużo pytań dzisiaj - wiecie, co te buty upamiętniają? Konni zawsze byli dla mnie wdzięcznym tematem fotografii... Ulice Budapesztu: Że też tego pomnika nikt nie rozebrał? 😮 W Polsce już dawno y go nie było. Moja osobista Syrenka wesoło podskakuje Czy koś wie, jak ma na imię? Istnieje pewien pomnik w Rzeszowie... kojarzy się z jednym... Drugi podobny spotkałem na wyspie św. Małgorzaty. Z czym się Wam kojarzy? Ogród japoński... Strasznie podoba mi się poniższe zdjęcie. We wodzie ryby i żółwie... Umordowani kończymy trzeci już dzień w Budapeszcie. Legenda... Jutro będzie luz i mało chodzenia - trzeba odpocząć Pozdrawiamy serdecznie! marboru i Paula2 punkty
-
Kilka dni w Budapeszcie Dzień pierwszy Mieliśmy jechać do Innsbrucka i na lodowce... Mieliśmy. Niekorzystna pogoda w prognozach spowodowała, że otwarcie sezonu narciarskiego przełożyliśmy i wylądowaliśmy na kilka dni w Budapeszcie. Droga? Szybko przez Polskę, o dziwo... Słowacja się dłużyła. Dawno nas, nawet przejazdem nie było u naszych sąsiadów i coś co nas zaskoczyło? Jednocześnie na plus i na minus: puste przestrzenie, przyroda, nieliczne zabudowania, sporo górek - nawet tych małych, to na plus. Na minus kompletnie wyludnione wioski, opuszczone domostwa, zero ludzi na ulicach...koszmarnie depresyjne miejsce ta prowincjonalna Słowacja. Po drodze, coś co przykuło moją uwagę? Gondola i kilka krzesełek, po wjechaniu na fajną przełęcz Kto zgadnie jaki ośrodek narciarski po drodze mijałem? Przekraczając granicę z Węgrami - totalna odmiana! "Cóż za ciepły kraj" - ilekroć tu trafiam, to właśnie zdanie rodzi się w moim mózgu. Kolorowo, na ulicach dzieci, ludzie. Pootwierane knajpki, rwetes, samochody, słoneczko... Pięknie! W dobrych nastrojach docieramy do hotelu Mieszkamy praktycznie w samym centrum stolicy Węgrów Szybkie zameldowanie i idziemy na spacer - nie bylibyśmy sobą gdybyśmy mieli leżeć na łóżkach i udawać zmęczonych Kierujemy się na Stare Miasto - pokonujemy mały park, kilkadziesiąt schodów w górę i jesteśmy! Dumnie powiewa nam tutejsza flaga... Kolejne, po Pradze klimatyczne miejsce. Jesień, to dobra pora na Budapeszt - ma on wówczas niesamowity klimat. W sumie, to klimat ma cały czas Mieliśmy znaleźć knajpkę polecaną przez @Bumer i coś zjeść...oczywiście ją znaleźliśmy - na powyższym zdjęciu, po lewej stronie - ale jak się rozpędziliśmy, to nim w sumie skosztowaliśmy tutejszych przysmaków oblecieliśmy całą okolicę! Charakterystyczny pomnik - z tego co pamiętam, to Pomnik Niepodległości: Z bliska wygląda częściowo, tak: Na przeciwko Buda Tower: Idziemy dalej... Klimatyczne uliczki... Jakieś takie... hmmm? Literackie? Po chwili jesteśmy przy Kościele Świętego Macieja: Przepiękny! Na okolicznych kamieniczkach, takie oto ozdoby: Dach? Cudny! Ktoś zgadnie, co to za "Jegomość" na koniu? Inna perspektywa: I jeszcze kolejne ujęcie w świetle zachodzącego słońca: Trzy wieże... No i niesamowita panorama Budapesztu z Dunajem Parlament z bliska: Księżyc już na niebie.... Paula zakochała się w poniższym miejscu.... Spotkaliśmy także rycerza Kompletnie zapomnieliśmy o jedzeniu... ...chodź jeśli chodzi o mnie, to już piwo za mną chodziło Zrobiło się ciemno. Ruszyliśmy w stronę Muzeum Narodowego. Fontanna z bliska: Ostatnia "brama" na dziedziniec: Lew z bliska: I jest majestatyczny gmach: Nocą wszystko wygląda wspaniale! Zachwycamy się i nawet "Mały Głodek" do nas "nie puka" Z murów podziwiamy panoramę miasta nocą. Statki z bliska: Jest ciepło, siadamy sobie na murku i coraz bardziej jesteśmy zauroczeni. I jeszcze raz most wraz z pływadłami: Spadamy! Zmęczenie nas dopada. Rezygnujemy z knajpki poleconej przez Andrzeja i jemy węgierską zupę gulaszową popijając piwkiem w wagonie restauracyjnym przy naszym Hotelu...w którym poprawiamy kolejnym, małym. Po wielu godzinach podróży i prawie 9 kilometrowym spacerze czas na odpoczynek. Jutro kolejny dzień z Budapesztem. CDN1 punkt
-
Dzisiaj do 12 rewelacja 3 stopnie na górze. Po raz trzeci w życiu możliwość pojezdzenie na sztrusie;) Wreszcie poznałem czym się różni jazda po twardy od jazdy po skorupie lodowej. Po dwunastej na niektórych fragmentach zaczęło mocno puszczać i pojawiły się solidne muldy. Mnóstwo zawodników i ciekawostka przed nami na naszej kwaterze była kadra Słowenii jeźdźca tylko w "Pucharze Europy" czyli kadra B i mieli na 4 zawodników sto par nart do testowania! To apropo naszych szans przynajmniej w zakresie sprzętowym:). Poniżej parę fotek1 punkt
-
I tutaj niestety nie mogę się z Tobą zgodzić, jeżeli piszesz" Kask nie jest mi do niczego niezbędny". Jest, zarówno dla Ciebie jak i każdego jeżdżącego na rowerze musi być podstawowym wyposażeniem. Owszem, przydaje się raz na 2 ,4 lub 10 lat ale wtedy zapewnia to,że przez kolejne lata możesz jeździć zimą na nartach a w inne pory roku na rowerze. I jest to niezależne od Twoich umiejętności,zmysłu przewidywania zagrożeń itp. Ja przez kilkanaście -chyba 18- lat zabawy z rowerem górskim skasowałem 2 kaski. Dużo jeżdżę w terenie po górach i pagórkach przeważnie w terenie i w takich okolicznościach miałem jeden wypadek - moja wina niedostosowanie szybkości do jakości podłoża, ale drugi miał miejsce na miejskiej ścieżce rowerowej. Co miałbym z tego,że nie z mojej winy,że byłem bez szans na uniknięcie kolizji - w sytuacji utraty zdrowia ? Dlatego nawet jak jadę 2 km po bułki do ulubionej piekarni to ubieram kask, czego Tobie i innym życzę.1 punkt
-
Cześć Moja żona jeździ w SPD od trzech czy czterech lat i nie wyobraża sobie innego rozwiązania. Ja nie wyobrażam sobie spętania - takie mam odczucie - w związku z tym podziw. Kask nie jest mi do niczego niezbędny ale kiedyś obiecałem Rybelkowi, że sobie kupię ale nie byłem w żaden sposób napięty. Ja po prostu - czy to na rowerze czy na nartach - nie mogę się wywrócić. W czwartek wszedłem do sklepu rowerowego podszedłem do ściany z kaskami bo jeden zwrócił moja uwagę. Wziąłem go założyłem na głowę i poszedłem do kasy. Taki impuls. Bardzo rzadko sobie coś kupuję - nienawidzę procedury kupowania czegokolwiek - ale nauczyłem się, że jak coś się spodoba i os strzału pasuje to należy kupić i już. Pozdrowienia i owocnej walki z zamkami życzę.1 punkt
-
Co do przykręcania bloków (blaszek) do butów to nie bój się kombinowania. Nawet niewielkie przesunięcia bloków w bucie mają spory wpływ na ułożenie stopy/buta na pedale i wyraźnie inne pedałowanie. Najlepiej na próbne jazdy zabrać ze sobą imbusa, którym przykręcasz bloki i sobie na spokojnie korygować położenie ich względem butów. Ostatnio zmieniałem pedały w szosie (z typowo szosowych butów na MTB) i początkowe (na sucho) ustawienie trzeba było jeszcze ze trzy razy skorygować w czasie próbnej jazdy.1 punkt
-
Kieszeni z tyłu wprawdzie nie ma (ja też lubię to praktycznie rozwiązanie) - ale - oprócz tych trzech zapinanych na zamek widocznych z zewnątrz, są jeszcze dwie pojemne od wewnętrznej strony, do których da się sięgnąć w czasie jazdy. Sprężynę w pedałach SPD mam ustawioną na najlżejszą siłę wypinania. Ogarnę jeszcze wieczorem przykręcenie blaszek do butów i będę próbować. Kask to dla mnie podstawa - zarówno na nartach jak i na rowerze. Mądrą głowę trzeba chronić 😉, choć wiadomo, że nie wszystkim urazom kask jest w stanie zapobiec.1 punkt
-
SPD nie ma co się bać, nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek miał wywrotkę z ich powodów - może na początku z raz, ale dawno to było:-). I prawda zysków - tych siłowych na płaskim - z SPD nie ma, a przynajmniej ja nie zauważyłem, natomiast zawsze masz poprawnie ułożona stopę na pedale. Przy dłuższych/ostrzejszych podjazdach możesz trochę dać odpocząć czwórkom i "pociągnąć" nogą z czego czasem korzystam. Również bywało na różnych korzeniach/nierównościach (to na Ogrze) ,że noga spadła mi nagle z pedału i walił prosto w łydkę - w zatrzaskach nie ma na to szans. No i w mieście wygodnie jest oprzeć jedną nogę na ziemi, a drugą tylko podciągnąć szykując się do ruszenia.1 punkt
-
Tak patrzę i bardzo fajną kurtkę sobie sprawiłaś i w całkiem rozsądnych cenach. Jedynie czego by mi było brak to kieszonek z tyłu, bo z tego co widzę na zdjęciach nie ma ich. Właściwie wszystkie moje ciuchy rowerowe ją posiadają i jest to dla mnie mega wygodne - batony, banany, klucze, i jakieś tam drobiazgi zawsze tam lądują. Co do SPD, to trochę pojeździsz i już innych nie będziesz chciała:-). W sobotę nawet na krótką przejażdżkę Ogrem specjalnie pedały SPD przykręcałem - Ogra na co dzień mój syn używa w normalnych butach. Jedynie na początek radziłbym ustawienie siły wypinania na jak najlżejszą. A jak już Ci wejdzie w nawyk wpinanie/wypinanie się, to bez problemu możesz ją zwiększyć.1 punkt
-
Nie, jeśli byłby dla uczczenia poległych, vide: https://pl.wikipedia.org/wiki/Cmentarz_Mauzoleum_Żołnierzy_Radzieckich Zdjęcia super, pozdro!1 punkt
-
Wczoraj czytałem taki oto artykuł. Była mowa o wymianie oświetlenia na LED-y, nowej gastronomi i będzie snowpark. O nowej trasie ani słowa. https://bielskobiala.wyborcza.pl/bielskobiala/7,88025,25300352,popularny-osrodek-narciarski-w-beskidach-szykuje-nowosci-na.html?disableRedirects=true1 punkt
-
Węgierskie kolory - dzień drugi. Dzisiejszy dzień zaczęliśmy na słodko. Chyba dawno nie jedliśmy śniadania na słodko? Były naleśniczki, a w zasadzie małe placuszki z konfiturami a potem bułeczki, ananas i kawa. Za oknem błękitne niebo i słońce niczym w pełni lata. Dzisiaj plan był ambitny i mieliśmy zamiar zwiedzić połowę Budapesztu...połowę, może za dużo powiedziane Zrobiliśmy na pieszo grubo ponad 25 kilometrów i odhaczyliśmy z naszej listy bardzo wiele zaplanowanych miejsc. Rozpoczęliśmy od niezwykłego wodospadu... Cóż za kolory!? Jesień jest niesamowita Krótki spacer przy ruchliwej ulicy i powoli się wspinamy na wzgórze Gellerta. Po drodze odwiedziny w wykutym w skale Kościele - w zasadzie weszła tylko Paula, bo jak to na porządnego Borutę przystało - trzymam się z daleka od święconej wody Trochę kluczenia po alejkach parkowych i jesteśmy na samej górze. Węgierska statuła wolności No i ten widok... Chyba każdy, kto odwiedza to miasto - wspina się do cytadeli, by poobserwować z każdej strony Dunaj i otaczającą go aglomerację. Szkoda, że nie wzięliśmy kajaka z domu, bo można by było się pościgać na rzece Schodzimy szybko, przechodzimy przez most i zwiedzamy okoliczne uliczki. Zaułki przykuwają uwagę... Wizyta na targowisku. Nie ma jak zimny napój i jasne winogrona. Kamieniczki powalają swoją urodą. Zbliżenie: Fotka przy moście, z tramwajem w tle i niedawno odwiedzonym wzgórzem. Podążamy do osławionego pubu. Kluczymy, kluczymy aż wreszcie pomaga nam nawigacja gogle Specyficzne miejsce Bardzo się nam podoba. Paula i marboru? Wizyta w toalecie... Po szybkim piwku opuszczamy to miejsce. Zwiedzamy dzielnicę żydowską. I tutejszą synagogę. Później pyszny lunch, kolejne piwko i mogę się zbliżyć do Bazyliki św. Stefana Z przodu wygląda tak: I w środku: Ołtarz: I siedzący św. Mateusz na Stefanie Robimy krótką podróż metrem... Gdzieś po drodze wysiadamy przy Muzeum Terroru... Podążamy na Plac Bohaterów. Z Pomnika Tysiąclecia podoba nam się kilka postaci... Rydwan rządzi! Pijemy pyszną kawkę z widokiem na Zamek Vajdahunyad. Tam po kwadransie podążamy Ludzi jest masa i nie dziwota. Jest tutaj pięknie! Podziwiamy budowle, rzeźbienia... Tego Jegomościa znam dobrze - kiedyś, będąc pierwszy raz w Budapeszcie z wycieczką szkolną, przysiadłem przy nim i niemal nie zasnąłem Takkk na wycieczkach szkolnych prawie się nie spało. Bluszcze... Robiąca niesamowite wrażenie brama wraz z olbrzymią kratą: Wracając w stronę hotelu natrafiamy na polski akcent - Instytut polski. Jeszcze spojrzenie na Dunaj z mostu... Na kolejkę ala Gubałówka Kolacja i do pokoju To był dobry dzień w niesamowitych miejscach. Zmęczeni, ale szczęśliwi! Jutro kolejna odsłona Budapesztu - plan już mamy CDN1 punkt
-
świetna propozycja - wybieram się w Alpy na 1 listopada, może inni użytkownicy też pojadą i zrobicie nam bezpłatny kurs zapoznawczy1 punkt
-
Problemem jest to, że jest to wojewódzka droga przecinająca Szczyrk. Jak zmusić ludzi do zostawiania aut - czasem się da jak w Kuźnicach. Znak zakazu i pod gondolę można tylko podjechać busem lub taxi. Generalnie raczej to działa, ale w przypadku Szczyrku - znaki zakazu są nierealnym rozwiązaniem. Inne możliwości - drogie odpłatne parkingi w centrum vs. darmowe na wjeździe. Nie załatwi to całkiem problemu, ale może pomóc.1 punkt
-
Na Zbójnickiej Kopie nigdy nie było lanc! Na całej trasie są ukryte w ziemi hydranty do podłączenia mobilnych armat, które po naśnieżeniu są demontowane. Rów, to tylko i wyłącznie do celów ochrony trasy przed wypłukaniem przez deszczówkę1 punkt
-
A moim zdaniem łatwa nie jest. Byłem tam dzisiaj z żoną i córką i łatwo nie było. Skusiliśmy się powszechną opinią, że zielona i że dla dzieci i że dla początkujących itd, itd. Filmy na YT (także i ten Jacka) nie oddadzą prawdziwego nachylenia kilku moim zdaniem naprawdę stromych i trudnych do pokonania zakrętów - zaznaczam, że piszę jako początkujący. Skoro facet (Spiochu) wyżej pisze, że Stefanka i Cyganka sprawiają mu problemy - to trzeba powiedzieć, że łatwiej na Skolnitym miał nie będzie.1 punkt
-
Byłem dzisiaj na Skolnitym, Skolnitach ? Zabrałem dzisiaj rodzinę i bliskich. Ja i świetnie jeźdżący syn mieliśmy dobrą zabawę, ale francuski szwagier i jego nastoletnie dzieci trochę mniejszą. Dzieciaki po pierwszym ciężkim zjeździe (kilka gleb, spotkanie z drzewem) miały dosyć. Szwagier się nie poddał i czwarty, ostatni zjazd miał już bezkolizyjny. Przyznaję, że przeceniłem ich możliwości po jazdach na bielskiej Cygance (szwagier zaliczył także Twistera i Rock and Rollę). Ale powszechne opinie, że Skolnity takie łatwe też uśpiły moją czujność. Kilka, stromych i ostrych zakrętów o 180 stopni na początkujących robi mrożące krew w żyłach wrażenie (no może trochę przesadziłem). Póki co trzeba korzystać bo traska jest świeża, gładka, a i ludzi nie za wiele mimo święta. Przy odpowiedniej prędkości daje sporo radości.1 punkt
-
W ubiegłym tygodniu miałem okazję sprawdzić nową trasę rowerową Zielony Zig Zak w ośrodku Skolnity.1 punkt







