Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 09.05.2021 w Odpowiedzi
-
9 punktów
-
Cześć Wczoraj, wykorzystując ostatni dzień słabej pogody zrobiłem sobie małą długodystansową próbę: 3.30 pobudka - śnieg na samochodach co zmieniło nieco koncepcje ubrania i butów! 4.00 - wyjście z domu. 4.05 - ustawienie nawigacji lamp i wsiadłem na rower Zamierzeniem było przejechanie trasą wzdłuż rzek do Broku i z powrotem już łatwiejszą głównie asfaltową trasą. Trasę w części znałem i starałem się trzymać ściśle śladu nie omijając żadnych trudnych czy nieprzejezdnych momentów. Niestety z powodu bardzo wysokiego stanu wód rejon Bugu przed Wyszkowem zmusił mnie do nadłożenia około 10km asfaltami bo brody i drogi na tarasie zaiewowym nie istniały. Raz musiałem przenosić rower przez prawie 100m jezioro w miejscu gdzie normalnie jest droga. Piachy z racji opadów były łatwiejsze do przejechania. Natomiast szutry pokryte warstwą wilgotnego iłu zrobiły się lepkie i bardzo wolne. Rano, na granicy świtu jadąc wałami wiślanymi spotkałem dziki, sarny i jelonka. Zwłaszcza jeden dzik zrobił wrażenie bo zmierzyliśmy się wzrokiem z odległości 5 metrów. (Wbrew pozorom trudny odcinek bo ścieżki, którymi normalnie się jedzie były wypełnione wodą a nie chciałem załatwić butów od razu na początku więc musiałem dawać po trawie). Gdzieś na 120km złapałem gumę. Targanie roweru do jakiejś wody i wymiana zajęły w sumie prawie pół godziny. Na 140km grad ale nawet się nie zatrzymywałem. Na 165km pit stop na działce u brata - mnie więcej 30-35 minut. Jajecznica czyszczenie napędu itd. Teraz odcinek luzu bo 80 km asfaltami z paroma dosłownie łącznikami szutrowymi w asyście Rafała i jego kumpli, którzy na szosach i gravelach wracali z imprezy z działki. Spory deszcz zatrzymał nas na przystanku gdzieś na 180km. Powiem szczerze, że to był chyba najtrudniejszy odcinek. Chłopaki jechali dla mnie po prostu nieco za szybko. To kwestia jednego może dwóch km/h ale ciężko mi było utrzymać tempo 25-27km/h, a w jeździe pod wiatr, pomimo,że się chowałem momentami nawet 20km/h było maksem. Dlatego też odłączyłem się od Rafała i jego kolegów gdzieś na 250km i wróciłem do domu sam na azymut zaliczając jeszcze sporo ciężkiej jazdy w terenie po totalnie rozbitych przez samochody drogach pełnych dziur i kałuż. 21.30 w domu. Rybelek przygotował kąpiel - bajka. W sumie wyszło mniej więcej 285-290km jazdy w terenie zmiennym przy niezbyt sprzyjającej pogodzie, przejechane w 17 i pół godziny ze średnią z jazdy w okolicach 20km/h. Żadnym trwałych uszkodzeń ciała ani roweru, nie licząc stłuczonego kolana przy przenoszeniu roweru przez wybetonowany kanał oraz bolącego palucha u lewej nogi - nie ma pojęcia dlaczego akurat to??? Jazda samemu - jeżeli wisi nad jadącym konieczność realizacji celu - zwłaszcza w lesie czy innych miejscach odludnych stwarza poczucie konieczności radzenia sobie i nie mięknięcie a jednocześnie zmusza do zdecydowanie bardziej delikatnej taktyki jazdy w trosce o sprzęt i zdrowie. Zimno dało się we znaki aczkolwiek pogodę oceniam jako w sumie niezłą. Mógł być przecież taki Wąchock. Za godzinkę, może półtorej idziemy z Rybelkiem na rower. Pozdrowienia8 punktów
-
Cześć Marcin. Hintertux jest lodowcem całorocznym, to ja tam zawsze jeżdżę na narty, a wyprzedaże są zawsze tylko przyjemnym dodatkiem (czasem nawet darmowym) jak teraz. Długoletnie znajomości nieraz bardzo się opłacają. Zapomniałem dodać, że kupując karnet należy okazać negatywny test covidowy. Jak się zna kogoś miejscowego można otrzymać aplikację na telefon, test pobiorą Ci na granicy i od razu jechać do ośrodka. A tam w kasie okazać aplikację. Prosto i szybko. Piwo jeszcze w piątek rano chłodziło się na wysokości 2660 metrów na Fernerhaus, a dziś udało się je skonsumowaś w Śnieżnych Kotłach pod budynkiem RTON. Pozdrawiam.6 punktów
-
Do Iłży - 80 km w Słońcu, z Laskami...i na lody Dopiero ósmy raz na rowerze w tym roku Aura mało sprzyja, budowa i notoryczny brak czasu na jazdę, na forum, na wiele innych rzeczy, które lubię robić. Cóż? Pod koniec lipca powinno się uspokoić...a potem urlop! Dzisiaj się udało! Mimo, że temperatura na zewnątrz z rana niezbyt jeszcze ciepła, jakieś +10, to postanowiliśmy przed obiadem troszeczkę polatać na szosach. Towarzystwo: Ania, Paula i Piotr. W kieszeni aparat był, więc i kilka zdjęć się trafiło. A ponieważ Dziewczyny piękne...to na samym początku, to właśnie na nich się skupiłem Pierwsze 40 km było pod wiatr i dostałem nieźle w kość, choć na trafiających się podjazdach wyraźnie byłem najmocniejszy... po płaskim i w tempie - kilka pierwszych zmian również dałem. Przebłyski formy są To cieszy! Pierwszy postój w klimatycznym miejscu, przy stawach. Obowiązkowo sesja... Mleczyki uwielbiam! Obiekty brzydkiej płci się nie fotografowały. Klimat miejsca... I kilka ptaków w obiektywie Mały i szybki nurek Z daleka myślałem, że robię zdjęcie bocianowi...a tu niespodzianka: Czapla Siwa Półmetek - Iłża Zamek ma swoją historię: Rubas z bliska Ostatni ptak... ...lody ciasteczkowe - pycha!!! I powrót z wiatrem w tempie 40 km/h. Jazda z wiatrem, po dobrej jakości asfalcie, to coś pięknego! Idzie ciepło, dzień coraz dłuższy - trzeba przyśpieszyć trochę powrót do formy i jeździć częściej. Pozdrawiam serdecznie marboru6 punktów
-
6 punktów
-
Trochę świeżych info dla stęsknionych za Austrią. Na Hintertuxie coraz więcej narciarzy. Już nie tylko Chorwacii, jest dużo Finów i polskie ekipy też się pokazały. Od 19 maja mogą ruszyć noclegi. Mimo zapaści covidowej na Hintertuxie trwają nowe inwestycje. Przyjechały już nowe gondole, założone będą w miejsce starych na Gletscherbus 3. Są dużo lżejsze od starych i mogą działać przy dużo silniejszym wietrze, to produkt firmy szwajcarskiej, zdjęć niestety nie mogę pokazać. Stoją już słupy pod nową kanapę, która zastąpi wysłużoną Lärmstange 1, będzie też dłuższa. Uruchomienie nastapi w przyszłym sezonie. Na morenie przed Fernerhaus powstają 2 nowe słupy od Gletscherbus 2, będą posadowione dużo głębiej, bo te obecne już się powyginały. Przy przekładaniu lin na nowe słupy gondole bedą wyłączone na kilka tygodni. Do dyspozycji narciarzy bedzie wtedy tylko 4er Fernerhaus. No i na dole jest w budowie nowy 3 poziomowy parking. Dzieje się więc sporo. A ja prywatnie wzbogaciłem się między innymi w nowe kije (pierwsze gięte) i nie tylko kije, do tego parę niespodzianek. Pozdrawiam miłośników doliny Zillertal i szczegolnie Hintertuxa Pozdrawiam6 punktów
-
5 punktów
-
5 punktów
-
...i podlega karze 10 lat jeżdżenia na nartach tylko w Szczyrku i tylko w niedziele - po 5 latach istnieje możliwość złagodzenia kary na Białkę ...ale tez w niedziele 😜3 punkty
-
Kto publicznie nawołuje, popularyzuje i nadaje rozgłos aurze bezśnieżnej, niegodzien jest pisać na tym forum.3 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Kiedyś, dawno temu, używałam jej do smarowania pup moim dzieciom przy odparzeniu, natomiast jak się one mają (pupy) do Twych stóp... Przy wszelakich ała na stopach stosuję, z powodzeniem, plastry compeed. Dają radę na dzienne trzydziestki2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
??? !!! no jeszcze istnieją, lód się nie rozpuścił (przynajmniej przez jakieś tam ileś lat...) Te najsłabsze jak Molltaler czy Dachstein to nie wiem, nie interesuję się nimi. Te najlepsze działają. Na Hintertuxie śniegu najwięcej od co najmniej 7 lat. Znudzone brakiem zajęć ratraki gromadzą 10 metrowe hałdy śniegu na lato. Narciarzy jak na lekarstwo, kilkunastu dziennie. Wyciągi są włączane jak podjedzie narciarz do wyciągu. Ostatnio przyjechali Chorwaci potrenować, to zrobił się ruch na kilkanaście osób. Może nocują jak kiedyś Ante z Janicą i Ivicą w samochodzie lub namiocie. Na całe szczęście dla właściciela Hintertuxa (prywatny, należy do niego też Eggalm, Finkenberg i Rastkogel) dostaje pomoc od rządu austriackiego i jakoś to się kręci. Inne lodowce Pitztal, Stubai czy Soelden też działają lub zaraz zaczną. Pobliski Penken a w zasadzie Mayrhofen którego właścicielem jest duża grupa udziałowców w ogóle się nie otworzyła i pewnie już w tym sezonie nie otworzy. Z tym limitem 12 osób to taki żarcik... pusto wszędzie... przejście między gondolami pozdrawiam2 punkty
-
Tak jakoś wychodzi Zależy gdzie jestem, w śląskim np - 3 dni i 94 km, z plastrami (polecam). Żywiecki - 5 dni i 120 pękło. Nie jest to wyczyn, i tak jestem najsłabszym ogniwem w ekipie. Po drodze przerwa na pifka, kabanosik, widoczek....schodzę na prysznic i spanko. Po to jadę w góry😁1 punkt
-
1 punkt
-
Obstawiam średniopółkowe włoskie wino wytrawne za 7€. Polecam austriackie wina ze Styrii i Karyntii, do kupienia prawie w każdym markecie w AT, nawet te za 3€ zazwyczaj są dobre.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Jeżeli ścieżka jest długa i ładnie wylana asfaltem, wtedy też chętnie po niej jadę. Często jednak ścieżki są z kostki bauma, i bez fazowanych krawężników, a po tym prawdziwym rowerem jeździć się nie da, olewam więc.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Oj tak Sudocrem jest bardzo ok, tylko na krótkie, spokojne przejazdzki prawie zawsze o nim zapominam😉 Ale na dluzsze, zwłaszcza w upale to jakby zestaw obowiazkowy😄1 punkt
-
No cóż, my to się chyba nigdy nie dogadamy. Niby obaj mamy pasję do nart, jednak zdecydowanie więcej nas różni w podejściu do białego sportu. Dla Ciebie skitury to nudy, no chyba że puch. Ja się tak teraz zastanawiam i wydaje mi się, że na skiturach nigdy nie jeździłem w puchu. Przetestowałem wszystkie rodzaje śniegu i lodu. Dwa rodzaje śniegu szczególnie mi utkwiły w pamięci bardzo negatywnie i wolałbym więcej ich nie spotkać. W Szwajcarii w Saas Fee i w Austrii w Ischgl miałem wątpliwą przyjemność zjeżdżać po starym, zmrożonym lawinisku, było mega niekomfortowo, prawie nieprzejezdnie. Sporo mnie to nauczyło. Drugi przykład, przeważnie w Polsce (lecz nie tylko) jazda po lodoszreni łamliwej. Moim zdaniem o wiele cięższe obciążenie jak jazda na tyczkach. Za to na skiturach zjechałem najciekawsze "trasy, żleby" trudnością (wystromienie, szerokość i inne przeszkody) nieporównywalnie trudniejsze od najtrudniejszych zawodów czy treningów na tyczkach. I cenię te zjazdy dużo bardziej od największych pucharów jakie zdobyłem na zawodach. W czasach gdy dużo trenowałem, wyniki miałem na przyzwoitym poziomie. Na mecie potrafiłem padać zmęczony po 40 sekundowych przejazdach, a w treningach też nigdy się nie oszczędzałem, czasami kończyło się zażywaniem tramalu, by móc na drugi dzień dalej trenować. Jednak zjazdy pozatrasowe w wielu miejscach, to zupełnie inna bajka, zdecydowanie trudniejsza. Co do jazdy w puchu, to tak jak poranna jazda po wyratrakowanym stoku, zjedzie prawie każdy lekko ogarniający narciarz. W puchu jeżdżę tylko praktycznie freeride, korzystając z wyciągów, bo na skiturach szkoda marnować czas, jak można się najeździć przy wykorzystaniu wyciągów. Poza tym podchodzenie na turach w puchu jest mocno (zwłaszcza na stromym) męczące i dość niebezpieczne. I jeszcze fotka części mojej kolekcji, nie żeby się chwalić (bo jak jest praca, to są i wyniki) tylko by pokazać, że trochę czasu, potu i siniaków zostawiłem na slalomowych i gigantowych trasach podczas treningów oraz zawodach. I pojęcie o jeździe na tyczkach posiadam. Pozdrawiam.1 punkt
-
Można sobie wmawiać, że elektryki są super bo np. w gorach zmęcze sie tak samo (a nawet bardziej!!!! ) tylko przejadę dużo więcej, zobacze tez dużo wiecej i radochy będe mial jeszcze wiecej... Ciekawe tylko dlaczego jako społeczenstwo stajemy się coraz bardziej otyli i mniej sprawni? No, ale to na pewno nie ma nic wspólnego z tym, że na każdym kroku mamy łatwiej wiec nie ma co sie czepiac e-bików.1 punkt
-
Mieszkasz obecnie w Warszawie (o ile dobrze zrozumiałem) i jeździsz po okolicznych lasach. Na nizinach elektryk wydaje mi się bez sensu bo to samo można zrobić na tradycyjnym sztywniaku i przy okacji popracować nad formą - dlatego wydaje mi się, że rozumiem dlaczego jesteś "anty". Elektryk moim zdaniem nabiera sensu dopiero w górach i to niekoniecznie małych, gdy chcemy zrobić dużo przewyższeń i pojechać daleko.1 punkt
-
Ja póki co też nie lecę i nie kupuję, choć potrafię sobie wyobrazić siebie jako dziarską siedemdziesięciolatkę pedałującą żwawo na elektryku. Wolę to, niż sobie całkiem odpuścić i myśleć tylko o urnie. A co do pracy nad sobą - to tak, jak najbardziej. Choć zauważam, że w naszym przedziale wiekowym konsekwentna aktywność fizyczna nie tyle prowadzi do tego, że jest spektakularnie coraz lepiej z osiągnięciami, tylko że się tak nie pogarsza, albo że to gorzej następuje zdecydowanie wolniej, niż jakby się nic nie robiło, albo za mało robiło.1 punkt
-
Nie zgodzę się z Tobą. Jeżeli mogę porównać Twój tok myślenia, tak jak ja go rozumiem, to nie powinienem, na skionline.pl pokazywać ośrodków w Alpach, nawet Szczyrku, Białki, czy Zieleńca, bo karnety są drogie. Ja nikomu nie narzucam typu roweru, na jakim ma jeździć. Moim zamysłem jest zachęcenie do aktywnego wypoczynku i pokazanie miejsc, w które warto pojechać. Ja tam pojadę e-bike'iem, a ktoś inny na rowerze bez wspomagania.1 punkt
-
1 punkt
-
Z ciekawością będę obserwował Twoje relacje, vertical 1300 dwa solidne podjazdy w tym ściana na Hrobaczą, współczesny elektryk MTB pozwala zrobić na lekko bardzo trudną trasę dla tradycyjnego roweru. Jacku przy dłuższych trasach podawaj ile zostało akumulatora i ewentualnie czy podładowywałeś w trasie. Jak duża jest ładowarka ? Na razie Skrzyczne kusi na skitury1 punkt







