Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
15.08.2021 - 15.08.2021
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 15.08.2021 uwzględniając wszystkie działy
-
Cześć Trochę pojeździliśmy z Rybelkiem po Izerach. Nie zawsze było bezpiecznie ale za to super. Niektóre zjazdy - czy to w terenie czy asfaltowe - genialne. Niestety podjazdu, o którego pokonaniu zawsze marzyliśmy nie udało się pokonać. Wymiękłem jakieś 100m od końca szczytowego ząbka, Rybelek trochę wcześniej. Myślałem, że spadnę z roweru. Będzie na następny raz. Pozdro3 punkty
-
Hej, O ile to możliwe, staram się kupować Polskie produkty. Zamierzam kupić kurtkę i spodnie narciarskie. Zastanawiam się na JMP Core, lub 4F dermizax. Co polecacie? Czy powinienem sprawdzić jeszcze jakieś inne (najlepiej Polskie) marki? Kilka słów o mnie. Na snowboardzie jeżdżę o ponad 20 lat. Od kilku lat zdecydowanie więcej jeżdżę na sleddogach (to takie narto-buty). Niestety, tylko około 10-15 dni w roku. Oznacza, to, że mój sprzęt, i ubrania narciarskie niszczą się ze starości a nie z eksploatacji. Dlatego mam dodatkowe pytanie, czy warto inwestować w drogie materiały które więcej będą pracować w pralce niż na stoku? Pozdrawiam2 punkty
-
Jedni zamykają granice, inni je będą otwierać. Kierunek Bałkański coraz bardziej interesujący, powinno to znacząco skrócić czas dojazdów. Koniec z czekaniem na Godota. W Europie powstaje nowa strefa Schengen https://businessinsi...chengen/s2mycc42 punkty
-
2 punkty
-
Jakbyś miał jakąś sensowną/merytorczyną analizę tego planu, to podrzuć. Mnie na razie zadziwia że Europa się ma poświęcać, a reszta świata ma generalnie klimat w dupie. Katastrofa klimatyczna jest raczej nieuchronna. Świat nie jest w stanie się globalnie porozumieć. A jak wogóle wg Ciebie ten plan zagraża narciarstwu ?1 punkt
-
Dłuższą chwilę mnie nie było na forum, ale wracam z relacją z wczorajszej wycieczki. Ostatni wyjazd w góry był w maju, tęskniłam strasznie za Tatrami, i już na prawdę stawałam na głowie żeby udało się zgrać dzień wolny z ładną pogodą. Obserwacja prognozy od kilku tygodni, trasa obmyślana jakiś czas temu i w końcu udało się - niedziela powinna być ok. Bałam się, że niedziela w Tatrach to zły pomysł, ale z tego co zauważyłam to Tatry Zachodnie nie są aż tak oblegane jak Morskie Oko, Giewont czy inny Kasprowy. No więc tak: piątek i sobota 12 h w pracy na nogach, a w niedzielę pobudka o 4 i w drogę.... Wracając z pracy w piątek po 21 coś zaczęło piszczeć w aucie-koniec klocków. no po prostu swietnie....i po wyjezdzie sobie myślę. Na szczęście Miśkowi udało się jakieś znaleźć w garażu i w nocy zmieniał ....Pobudka o 4, zbieramy się, pakujemy rowery do auta - nie możemy znaleźć śruby od koła....dobra udało się, coś wymyślił Pogoda jakaś dziwna się wydaje, ale jeszcze słońce nie wzeszło więc mam nadzieję, że jednak będzie ładnie....jedziemy, coś chmury nad tymi Tatrami Zachodnimi. Misiek już zły bo to wygląda na burzowe chmury.....zaczęło padać po drodze, no po prostu myślałam, że zwariuje.....zaczyna wiać...no ale cóż, dojechaliśmy, pogoda się uspokoiła, ale dalej pochmurno, będzie co bedzie, nic nie poradzimy. Plan był, że dojeżdzamy rowerami do polany Trzydniowki, idziemy dalej z buta dalej w stronę schroniska, odbijamy w lewo na szlak papieski i tamtędy na Trzydniowiański i wracamy na Polanę Trzydniówkę od razu do rowerów i wracamy. No i dobra, wysiadamy z auta, rowery przygotowane, Mikołaj chce dopompować powietrza, a tu powietrze zeszło całkowicie i nie chce się ruszyc.......no wszystkie znaki mówią zeby odpuscić.....w koncu jego rower został w aucie, a my wypozyczylismy rower z wypozyczalni. Oczywiscie dokument tozsamosci został w aucie, dobrze ze ja mialam swój chociaz No dobra, ruszamy... dojechaliśmy do miejsca gdzie mamy zostawić rowery, i ruszamy dalej z buta, zaczyna padać....no świetnie. Nad Wołowcem widac ciemne szare ciężkie chmury, no jak nic na burzę....ja juz załamana i wkurzona...nie wiemy co robić, najrozsądniej byłoby wrócić, ale żal....na chwilę schowalismy się od deszczu pod drzewami....po jakims czasie przestalo padać, poszlismy w strone schroniska, Misiek jest za tym zeby wracac, albo dojsc do schroniska i wracac, ja stwierdziłam, że moze przeczekamy bo z drugiej strony powoli było widac słonce...w końcu doszliśmy do schroniska na Polanie Chochołowskiej. tam posiedzieliśmy, zaczeło wychodzic słonce, ale przy wysokosci ok 2000 m n.p.m. widać bylo chmury....po wielu dylematach Misiek mowi ze nigdzie nie idzie wyzej, wracamy, moze przejdzie moze nie, bezpieczniej zawrocic-wiedzialam ze ma rację, ale jednak mialam nadzieje, że sie rozpogodzi i ze pojdziemy. dobra, posiedzielismy jeszcze kolo wypasu owiec, zaczelo sie robić coraz ładniej, było ju z kolo 10.00 wiec dosc pozno, plan był inny, ale co zrobić. dobra, w koncu Misiek uległ i poszlismy na góre Na początku szlak był dość łagodny i szło się całkiem przyjemnie, słoneczko świeciło, wiał ciepły wiatr, raczej płasko niż mocno pod górę. Dopiero później szlak zaczął się piąć mocniej do góry, temperatura też robila swoje i mielismy coraz mniej sił. Podejscie na samą górę już w ogóle dało na w d....nogi masakra, ja już ledwo miałam siłe iść, a nie wiem jak Misiek doczołgał się do mnie haha co prawda został w tyle, a ja poszłam już sama na szczyt żeby odpocząć i zjeść Przed wyjazdem myślałam, czy nie zahaczyć o Kończysty Wierch jeszcze- to już tylko godzinka z trzydniowiańskiego, ale odpuscilismy. Może gdyby była wczesniejsza godzina to byśmy się zdecydowali, ale tak to odpuścilismy, poza tym na prawde byliśmy wypruci Na gorze odpoczęlismy, napatrzyliśmy się na przepiękne widoki i ruszylismy w dół Krowim Żlebem-cieszę się że taki kierunek wybrałam, bo zejście było dośc strome, dało nam też popalic, ale chyba jednak wolałam schodzić tędy bo jakbym miała wchodzic pod górę tak stromo to bym umarła w polowie drogi chyba haha. Z drugiej strony niby jakbym miala to strome podejscie za sobą to pytam tylko lżej by mi się schodziło tamtym szlakiem, sama nie wiem co lepsze, ale i tak i tak dałoby w kość:P po dość długim schodzeniu, moje kolana i ścięgna miały już serdcznie dośc. Największym zbawieniem okazał się oczywiscie rower-przekonalismy się o tym juz nie raz. Zawsze jak idziemy gdzieś z Chochołowskiej to roweramy podjeżdzamy gdzie się da Jak juz się wsiądzie na rower w drodze powrotnej to nawet nie trzeba pedałować a jeszcze jak się mija tych wszystkich ludzi i za chwilę jest się na dole...no bajka Balismy się troche ze to niedziela i że będą tłumy-na szlaku na Trzydniowiański mijaliśmy moze 10 osob....schodzą już troche wiecej - troche ludzi wchodzilo dopiero, ale mimo wszystko było na prawdę baaardzo mało ludzi. Trzeba wiedzieć gdzie iść żeby nie było tłumów w samej Dolinie jednak dosc sporo ludzi-głównie rodziny z dziecmi, wracajac rowerem trzeba bylo uwazac bo potrafili isć całą szerokością, albo dzieci nieoczekiwanie wybiegały pod koła wiadomo jak to jest. Na koniec zjedlismy pyszny i nawet nie drogi obiadek w karczmie kawałek za wyjsciem z Doliny. Mało ludzi, tanio, krotki czas oczekiwania, a jedzonko przepyszne Mimo wielu przeciwności był to na prawdę udany i męczący(pozytywnie)dzień. a powrót? z Chochołowskiej do Mogilan pod Krakowem około połtorej godziny. A wyjechalismy kolo 17 dopiero.....jechalismy za google maps, zadnego korka, zadnych 2 czy 3 godzin na zakopiance jak straszyli Także dzień przecudowny, mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się znowu wrócić w Tatry:) Filmik będzie później, na razie kilka zdjęć1 punkt
-
Od ponad 20 lat Bośnia i Hercegowina jest podzielona na 3 części, 2 duże to Federacja Bośni i Hercegowiny zarządzana przez Bośniaków, Republika Serbska zarządzana przez Serbów i malutki skrawek zwany Dyskryt Chorwacki (Brczko). W Bośni jest trzech prezydentów, po jednym Bośniaku, Serbie i Chorwacie. Tylko dzięki temu podziałowi udało się zakończyć wojnę domową w 1995r. Były to porozumienia waszyngtońskie lub w Dayton (nie pamiętam dokładnie które). Nawet tereny olimpijskie są podzielone. Jahorina gdzie podczas Olimpiady odbywały się konkurencje alpejskie kobiet jest na terenie Republiki Serbskiej. Bjelašnica gdzie odbywały się konkurencje męskie należy do Federacji Bośni i Hercegowiny.1 punkt
-
JMP trzyma jakość, w tej drugiej firmie bywa z tym różnie. Pytanie podstawowe, to gdzie jeździsz i w jakich warunkach, a nie ile jeździsz. Jeżeli Twoja jazda tylko w pełnym słońcu, brak wiatru, to inwestycja w drogie materiały kompletnie bez sensu.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Jak dla mnie świetna wiadomość. Współpraca między Serbią a Albanią, mocno mnie zaskoczyła, aż trudno w to uwierzyć...1 punkt
-
1 punkt
-
Pracowałeś w Policji i nie wiesz, że liczba ofiar wypadków spada już od początku lat 90-tych. Obecnie jest też mniej trupów na drogach niż za komuny a jaki był wtedy ruch to chyba wiecie. Od 1975 liczba ofiar śmiertelnych rocznie na mln pojazdów spadła ponad 30 razy!! Co do dużego spadku w zeszłym roku to jest to efekt ograniczeń covidowych.1 punkt
-
Pisałem że obecnie większość społeczeństwa zdolna jest jedynie do wykonywania poleceń, sami nie są kreatywni i nie potrafią analizować zdarzeń i wyciągać wnioski, musi ktoś za nich myśleć. Przykłady: 500+, podania o mieszkanie, urzędy pracy, pomoc społeczna itp. Takie społeczeństwo zarządzane jest przez system nakazów i zakazów, nagród i kar. Taki system jest w większości akceptowany przez społeczeństwo, uznawany za jedyny słuszny kierunek. Rząd albo jest tak samo głupi jak opisana większość społeczeństwa, lub tak perfidny, że do osiągania swoich celów bardzo chętnie korzysta z wprowadzania przepisów, zasad, ale także i kar. Dopóki nie rozp..... tego układu będzie coraz gorzej. Wracajac do przepisów ruchu drogowego, jestem przekonany że wystarczyłoby 25 znaków drogowych aby odbywał się on sprawnie. Proszę poczytajcie o przepisach dotyczących ciągniecia przyczep, parkowania, ruchu pieszych, ruchu innych użytkowników drogi, używania świateł, itp. Te wszystkie przepisy to pułapki na kierowców. Kiedyś musi się zdarzyć ze nie zauważysz jakiegoś znaku, mimo ogromnej uwagi czegoś nie dostrzeżesz, no i masz srogą karę! Ta kara jest wyrazem wyższości władzy nad Tobą. Oczywiście, zawsze władza będzie Ci tłumaczyć że karząc Ciebie robi to dla Ciebie, dla Twojego dobra. Abyś kur.. zapamiętał, jak pies podczas tresury. Władzy oczywiście nie chodzi o Twoje bezpieczeństwo, choć to też jest jakimś tam celem rządzących, ale o kasę i sprawowanie kontroli nad Tobą. Władza chce abyś bojąc się kary postępował jak ona chce. I nie tylko dotyczy to motoryzacji, ale także wielu innych aspektów naszego życia. Władza to władza ma nad Tobą kontrolę. Opiszę tu śmieszny, ale wiele mówiacy przypadek mojego kolegi. Miał on zwykła sraczkę. Jechał samochodem, no i nie mógł wytrzymać. Stanął więc na ulicy koło krzaków, wpadł w nie i opróżnił się. Namierzył go monitoring miejski, doszli kto to w tych krzakach był i wezwali. A że mój kolega to poważny człowiek , urzędnik państwowy na kierowniczym dyrektorskim stanowisku, udał się do straży miejskiej z wyjaśnieniami. Oczywiscie dano mu wiarę, no bo to poważny chłop, nie jakiś pijoczyna, ale mandat musi być!!! Zapłacił więc za nieprawidłowe parkowanie na ulicy gdzie utrudniał ruch!!! Władza to władza! A taryfikator, już samo posiadanie samochodu jest de facto karane. Proszę zliczyć te akcyze, waty, opłaty paliwowe, ubezpieczenia nawet remontowanych i nie uczestniczących w ruchu aut, te kary za nieterminowe opłacenie składki OC podczas gdy umowa nadal trwa bo nie była wypowiedziana, te opłaty za postój, stawki podatków za garaże, miejsca parkingowe, nalepki na tablice, karty pojazdu, opłaty recyklingowe, cła, nalepki na szyby, itp, itd. M:otoryzacja się kończy, to już jej kres, ostatnie lata. Najfajniejsze jest to, że ci którzy ustanawiają te przepisy i kary, praktycznie nigdy ich nie płacą ani nie przestrzegają przepisów. Już widzę te komentarze akceptujące system kar! No bo jak jest się wytresowanym elementem społeczeństwa to trudno o innąa reakcję. Będą Was lać w du... a Wy będziecie im za to wdzieczni!1 punkt
-
Grypa też nigdy nie spadła do zera. Oczywiście nigdy nie wygramy do "zera" z wirusem - tym, czy innym. Zastanówmy się natomiast: a) z czym walczymy i do jakiego celu - co jest celem? b) czy ta walka jest warta swojej ceny - bo walka z covidem powoduje paraliż służby zdrowia dla innych chorób, więc też ma swoje ofiary. Tyle!1 punkt
-
To dość zabawne, nie wierzycie w pandemie, nie jeździcie na nartach. Mi się udało 50+ zrobić, mimo obostrzeń, połowa pewno na skiturach, choć może i więcej, ale to wolny wybór. Wierze, zastraszyć się nie dałem.1 punkt
-
Ceny karnetów pozostaną chyba na takim samym poziomie nawet pomimo fit for bo żond już wie, że kolejna fala atakuje i wprowadza ograniczenia, także dla nie zaszczepionych, więc prawdopodobnie będzie mniej ludzi na stokach ..., chyba, że zrezygnują z wolności wyboru w imię polatania na nartkach ... Zarazem doczekaliśmy się dzielenia ludzi na tych "dobrych" i "złych". Segregacja ludzi w wykonaniu level miljon pińcet !!! Majstersztyk niemal aby zmusić do szczepienia ! TO na pewno jest chore ! I nikt nie protestuje, nikt o tym nie mówi ..., co akurat jest bardzo smutne. Masy wyrzekły się możliwości wyboru, a co będzie później ? Zaraz pewnie padną słowa oburzenia, dlatego już teraz retorycznie zapytam: Skoro nawet zaszczepieni mogą zachorować ponownie i ponownie zarażać to jakim prawem mają mieć większa swobodę od tego nie zaszczepionego skoro zarażać będą tak samo ... ? ! Jakie ma dla mnie czy kogokolwiek innego znaczenie czy zarazi mnie szczepiony czy ten nie ? Chore kuriozum ... ! Ponadto jako populacja mieliśmy nabrać odporności według wielu specjalistów ! Odporności na pewno nabraliśmy tylko dlaczego nikt o tym głośno nie mówi tylko ciągłe straszenie jak to jest źle ? I to pozostawiam do przemyślenia wszystkim, zarówno zwolennikom jak i przeciwnikom tego całego zamieszania. Miłego dnia. Niestety zgodzę się z Tobą, zresztą już gdzieś tam nawet o tym pisałem. Tylko to nie będzie coroczna infekcja, a wielka akcja ciągłego straszenia i ciągłego wciskania masom kolejnych zastrzyków. 😪 😪 😪 Ja zawiozę narty na serwis. Czy z nich skorzystam ? Nie wiem.1 punkt
-
Jaką pandemię? Dziś na covid zmarły 2 osoby (to dużo w relacji do ostatnich dni). I nie mówię tu o wirtualnych (bezobjawowych) zakażeniach do statystyk, które też są niskie: ok 200 do 30000 parę miesięcy temu. W Polsce dziennie umiera ok. 1100 osób. Na wiosnę - nie dyskutuję, ale dziś jedyną pandemię jaką mamy (podkreślam - mówimy o "DZIŚ") to pandemia medialna i urzędnicza.1 punkt
-
Dzień 3 i 4 Poranek w pensjonacie mało pokrzepiający, deszcz pada raz mocniej raz słabiej, prognozy również nie są dobre, zwłaszcza na niedzielę. Decydujemy się skrócić trasę na Słowacji, jeszcze dziś dojechać do samochodu i przemieścić się gdzieś gdzie pogoda będzie znacznie łaskawsza - wybór pada na jezioro Rożnowskie. Około 10:00 przestaje padać, zbieramy się w trymiga i przez Orawski Podzamok zmierzamy do granicy. Jeszcze małe zakupy, bo w Dolnym Kubinie jakoś nie było po drodze i jedziemy na pierwszy i ostatni w sumie tego dnia podjazd na Przysłop. Podjazd ma około 5km długości z czego są tylko dwa momenty po kilkaset metrów każdy z nachyleniami powyżej 10%. Po podjeździe odpoczywamy chwilkę w pobliskim barze. Zjazd do Hrustina Ruch na drodze duży, na szczęście tylko osobówki W Lokcy skręcamy na Zakamene. Spodziewałem się zmniejszenia ruchu, a tu dupa. Ruch większy niż na krajówce Droga już przeschła więc chwila przerwy na mały serwis - smarowanie łańcucha Po skręceniu w Zakamene w stronę granicy SK-PL ruch ustaje. Podjazd na granicę trudno nazwać podjazdem ot chopka jakich wiele w tych regionach. Za to zjazd do Rajczy to czysta przyjemność, szeroki, równy i na pierwszych 900 metrach bardzo konkretnie nachylony:-) Tam ustanawiam mój mały rekord prędkości ponad 77km/h. Szybko docieramy do samochodu i po pakowaniu się jedziemy nad jezioro Rożnowskie, gdzie udało zaklepać domek na jedną noc. Po drodze w okolicach Jabłonki mamy przepiękny widok na Tatry. I już na miejscu, kwaterka dość ciasna, ale to tylko na jedną noc więc nie marudzimy za bardzo. Podsumowanie 3 dnia Trasę na ostatni dzień ustala Sylwek, w planie objechanie jeziora i pokonanie około 70 km i 1100 m w pionie. Początkowo jedziemy na zaporę w Rożnowie. Miejsce całkiem ładne z plażą, rowerkami, kajakami no i woda wygląda na całkiem czystą. Z zapory jedziemy w kierunku Nowego Sącza Docieramy na podjazd w Wilkonoszach, który nie sprawia nam problemu. W trakcie trasy cały czas otrzymujemy alerty RCB o zbliżającej się burzy. Na szczycie sprawdzamy prognozy i wyglądają bardzo słabo - zbliża się potężna burza od słowackiej strony. Decydujemy się na odwrót tą samą trasą, czego niestety będziemy żałowali, bo burza rozdzieliła się na dwie mniejsze i obydwie ledwo liznęły ten region. Po dotarciu do samochodu podjeżdżamy jeszcze pod zaporę i z Marcinem pływamy jeszcze chwile w jeziorze. I to już koniec, pokonane ponad 300 km i ponad 5,5 tys. m w pionie. Pewien niedosyt zostawiły dwa ostatnie dni. Podsumowanie 4 dnia1 punkt
-
Dzień 2 Poranek w Oscadnicy, widok z kwaterki o wdzięcznej nazwie "Chata u Draba"🙂 Rankiem lecimy na pusto do spożywczaka po śniadanko. Po śniadanku ruszamy na trasę, fart taki, że przebiega ona praktycznie obok serwisu rowerowego NIKA Sport gdzie bez problemu wymieniają Sylwkowi szprychę za 10 ojro - cena całkiem przyzwoita za około 1h roboty. Robota chyba była dobrej jakości, bo już żadna nie strzeliła, a trasa tego dnia była mocno wyboista. Po serwisie znowu na trasie, jedziemy malowniczą ścieżką najpierw wzdłuż Kysucy, a później Bystricy. Łącznie ponad 20km. Chwila odpoczynku przy boisku przed objazdem zalewu na Bystrzycy. Od tamy rozpoczynamy objazd jeziora. Początkowo widoki bardzo ładne i droga asfaltowa...no powiedzmy w kawałkach Później już tylko szutr, a miejscami sporo luźnych kamieni, zwłaszcza na tych bardziej stromych odcinkach. Do końca objazdu już zostało niewiele - całość ma około 25km. Końcówka objazdu to niestety mocny zjazd po bardzo luźnych kamieniach. Na dole czekamy na Marcina, ale się nie pojawia. Okazało się, że złapał gumę, jedziemy z Sylwkiem na pizzę i tam na niego czekamy. W pizzerii nie tylko pizzą człowiek żyje;-) Tego dnia czekają nas jeszcze trzy podjazdy, pierwszy na przełęcz Demanova/Beskyd, drugi to bezimienna przełęcz pomiędzy Oravską Leśną, a Zazrivą i trzeci pomiędzy Zazrivą, a Istebne. Pierwszy ma długość niewiele ponad 5 km i 3 ścianki, gdzie na środkowej nachylenia dochodzą do 12-16%, na pozostałych są to około 10-12%. W czasie podjazdu łapie mnie mocny ból brzucha i muszę skorzystać z WC na świeżym powietrzu. Na przełęczy czeka na mnie Marcin odpoczywając w cieniu, przy okazji podziwiamy dodatkową atrakcję czyli stację i pociąg Orawskiej Kolei Leśnej. Po odpoczynku szybko zjeżdżamy do Orawskiej Leśnej. W mieście kupujemy wodę i lecimy na kolejny podjazd. I już po podjeździe, nie był zbyt wymagający, na 6km tylko ostatni kilometr to nachylenia w okolicach 7-10%. Zjazd do Zazrivy jest boski, całkiem szeroka droga, zero ruchu i równy asfalt. Poniższe zdjęcie pokazuje moment gdzie wytyczona trasa miała niby skręcać w prawo. Problem w tym, że w prawo był tylko szlak pieszy, zupełnie nienadający się na rower. Jedyna słuszna decyzja to kontynuacja zjazdu asfaltem. Z Zazrivy kieruję się na ostatni już tego dnia podjazd, czyli przebicie się do Dolnego Kubina. Zaraz za wioską kończy się asfalt. Dzwoni do mnie Sylwek, że za jakieś 3km jest mocny odcinek, który nie dość że bardzo mocno nachylony to zniszczony przez zrywkę. Generalnie trzeba robić wypych. Szybki telefon do Marcina, który jedzie za mną i on decyduje się jechać asfaltem przez Parnice, ja jadę za Sylwkiem, co by było ubezpieczenie w razie jakiegoś defektu. Pierwsze kilometry są całkiem spoko, rzecz jasna tam, gdzie spore nachylenie to i sporo luźnych kamieni, ale ogólnie jedzie się całkiem nieźle, a widoki przepiękne. W końcu trafiam na część trasy gdzie faktycznie trzeba zrobić wypych - nachylenie grubo ponad 20%, droga zrywkowa, generalnie nie do jazdy. Później jest kawałek powiedzmy płaskiego, ale bardzo zniszczony przez leśne maszyny i prędkość nie przekracza 5-8km/h. Początek zjazdu też praktycznie sprowadzam rower. Dopiero po kilkuset metrach próbuję powoli zjeżdżać. Ten trudny zjazd kończy się przy potoku Istebnianka, gdzie zaczyna się asfalt. Potok ten jest naturalną granicą parku narodowego Mała Fatra. W końcu docieram do Istebne i DK70 gdzie na krzyżówce czeka już na mnie Marcin. Sylwek tymczasem dociera do pensjonatu i ogarnia pokoje. Podsumowanie drugiego dnia.1 punkt
-
Poniżej fotorelacja z 4 dniówki rowerowej z pogranicza Polski, Czech i Słowacji Dzień 0 i 1 Zanim ruszymy trzeba spakować to co na kanapie do dwóch sakw. Ta podłużna w ramę kupiona tuż przed i to strzał w 10kę. Odciążyła podsiodłówkę, dodatkowo wrzucałem tam rzeczy które mogą byc potrzebne w ciągu dnia typu zestaw naprawczy, kurteczkę, powerbank, maseczka, kasa, batoniki itp. Jako ewentualne dodatkowe miejsce wiozłem 10litrowy plecaczek, który po spakowaniu ma wielkość paczki papierosów (przyczepiony do podsiodłówki) Dzień 0 to popołudniowy dojazd do Sól-Kiczory, gdzie nocujemy i zostawiamy samochód na 3 doby (jak się potem okazało to na dwie). Rowery spakowane, bidony napełnione, werwa jest, można ruszać. Pierwsze kilometry nie dają czasu na rozgrzewkę, po niespełna 2 km skręcamy w prawo na bezimienną przełęcz. Podjazd ma około 2km i nie przekracza 10% nachylenia. Okazało się, że to dopiero rozgrzewka, bo po skręcie w lewo na kolejnym kilometrze nachylenie nie spada poniżej 10%, a w jednym miejscu jest i 19%. Oj bolało, bolało Pozytyw taki, że bardzo szybko zdobywamy wysokość i tym samym widoki Po przecięciu trasy S1 podjeżdżamy pod "Koczy zamek". Ten podjazd to fraszka. Na górze chwilę odpoczywamy na fotki. Tu chłopaki przegapili zjazd, zamiast jechać drogą po lewej stronie, pojechali prosto i trafili na drogę po prawej. Szybko się zorientowali i wrócili na dobry szlak. Z "Koczego Zamku" świetnymi bocznymi asfaltami lecimy na granicę PL-CZ Kolejna świetna droga już w CZ, praktycznie wyłączona z ruchu samochodowego pomiędzy Piskiem, a Hrcavą. Kolejna przerwa, tym razem wymuszona zrywką drzew, czekamy spokojnie kilka minut i za chwilę operator pozwala nam przejść obok maszyny. Po kilku km docieramy do schroniska pod szczytem Studenicny. A to już wiadukt na autostradzie D3. Jedziemy ostro w dół, by za chwile ostrym podjazdem dojechać na trójstyk granic PL-SK-CZ. Na razie to drugi na którym jestem, zostało jeszcze 4 🙂 Z trójstyku jedziemy do Jaworzynki mając nadzieję na ostatni obiad po polskiej stronie. Zapytana przygodnie pani wskazuje, że w Łąckach jest knajpa "Na groniu", ale na pytanie czy będzie można tam coś zjeść odpowiada dwuznacznie. Po dojechaniu pani wskazuje na dwa dania: rosół i schabowy z ziemniakami i smażona kapustką. Skromny wybór dań okazuje się z tego powodu, iż normalnie piwiarnia nie serwuje, ale dzisiaj jest stypa i zawsze trochę więcej zrobią. Po jedzeniu jedziemy "Zbójnicka ścieżką trzech harnasi" Jest też króciutki wypych, dosłownie może 15-20 metrów. Ale za chwilę jedziemy dalej mimo iż droga całkiem nieźle nachylona. W tych okolicach przecinamy ponownie trasę S1 i kierujemy się na przedostatni podjazd tego dnia na Mały Rachowiec. Podjazd ma niespełna 3km długości. Na pierwszym kilometrze nachylenie praktycznie nie przekracza 10% (jest tylko jedna krótka ścianka 15%), Natomiast kolejny kilometr to juz konkretna rzeźnia, nachylenie nie spada poniżej 10%, często ma 12-13%, maksymalnie było 20-21%. Ostatnie kilkaset metrów to już teren bardziej płaski (5-7%) z jedną 15% ścianką. Krzesło i stok narciarski na małym Rachowcu. Tu warto wspomnieć o najlżejszych przełożeniach jakimi dysponujemy. Marcin ma najtwardsze: 34-30, ja 34-34, a Sylwek najlżejsze 30-36. Zjeżdżamy z Sylwkiem około 100-200 metrów na dół i zatrzymujemy się na całkiem widokowym punkcie. Po kilku minutach dzwonimy do Marcina, dlaczego go nie ma. Okazało się, że spadł mu łańcuch klinując się między ramę, a korbę. Wyszarpanie tego sprawia sporo problemów, ale w końcu udaje się i lecimy w dół. Na ostatnim podjeździe na granicę PL-SK. W Oscadnicy zanim dojechaliśmy na kwaterę widzimy otwarty sklep rowerowy. Zatrzymujemy się, aby zapytać czy da radę wymienić szprychę, która na jakimś podjeździe strzeliła Sylwkowi. Okazało się, że pan takich serwisów nie robi, ale podaje nam namiary na serwis w miejscowości obok NIKA SPORT, do którego podjedziemy następnego dnia. I podsumowanie pierwszego dnia1 punkt
-
1 punkt
-
To ja jednak podniosę tą rękawicę......jako były niewolnik systemowy odrzucam wszelkie ograniczenia które nie są uregulowane prawem i moralnością.....wolność wewnętrzna to filozofia niewolnictwa.....jeżeli zajdzie potrzeba to zrezygnuję z narciarstwa - będzie ból i żal. Afryka no cóż - niewolnicy zbudują hale w których hipokryci będą jeździć.1 punkt
-
Tendencje są zupełnie inne. Baranów się mnoży, a nie segreguje. Zresztą tak było od zawsze. Głupim ludem, łatwiej sterować.1 punkt
-
To ciesz się, że jeszcze nie obowiązuje.1 punkt
-
Odpowiadając na pytanie tytułowe: - Zakładam przy tych psychopatach (Horban, Niedzielski, Morawiecki), że NIE! Zamiast merytorycznej dyskusji, badań co szkodzi, co nie - będą restrykcje na pałę, przy czym narty na 100 proc. będą na paszporty covidowe. Prawdopodobnie zainwestuję więc w skitury, w jak Szczyrk nie wpuści mnie na stok z kupionym już karnetem (nic nie było w regulaminie zakupu, że muszę mieć paszport covidowy), będziemy się bawili prawnie. Bo jestem na to (te regulacje) tak cięty mentalnie, że nie odpuszczę. Ale zakładam, że nie wpuści, więc już profilaktycznie inwestuję w skitury.1 punkt







