Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 02.04.2025 uwzględniając wszystkie działy
-
Intro. Najbardziej ......ny zjazd życia! Pierwsze cztery dni spędziliśmy w ON Tetnuldi (wcześniej już o tym napisałem). Ale nie napisałem, że specjalnie zabukowaliśmy noclegi w Chvialbiani, bo wykombinowałem, że zamiast codziennie zjeżdżać autem lepiej zrobić sobie na koniec mały (a nawet większy) freeridzik w okolice zamieszkania. Tak z 2200 m npm na 1600 m npm w bonusie. W pierwszym dniu na offpiste w ośrodku narciarskim była kiepa, ale nie odstraszyło nas to, na szczęście, przed podjęciem wyzwania. Wiedzieliśmy co prawda, że niżej wcześniej całkiem nieźle padał deszcz, który zresztą wisiał cały czas w powietrzu. Ale kto by się tym zbytnio przejmował. Zaczynamy. Jedziemy dość stromą rynną tuż obok potoku. Na początku było w miarę OK. Kłopoty zaczęły się niżej, coraz bardziej zdegradowany śnieg przepada niespodziewanie pod nartami. Jedziecie i nagle zapadacie się jedną nartą po jajka. Ale co tam - nikt się nie wkurzał, nikt nie rzucał mięsem - po prostu oazy spokoju. Grzecznie wyciągaliśmy łopatki, szuflowaliśmy góry śniegu. Potem już tylko jakoś się wpiąć, zacząć jazdę i do następnego razu! Lekcja pokory każdemu się przyda. Gdzieś w połowie, po nastawieniu kolejnego policzka, zabawa mi się ciut znudziła. Mówię do kumpli: - patrzcie tam od zachodniej strony potoku nie ma śniegu i jest chyba krowia ścieżka. Zdejmijmy narty i zejdźmy jak ludzie. A właściwie jak te krówki. Pomysł nie znalazł jednak aprobaty, usłyszałem, że kawałek niżej na pewno jest śnieg i po co zakładać i zdejmować. No dobra, umysł zbiorowy się nie myli - jedziemy. Dalej były kolejne powtórki z rozrywki. Spuszczając zasłonę milczenia nad ten nierówny bój, napiszę tylko, że 2,7 km zrobiliśmy w 2 godz i 6 min (jazdy z tego 38 min). Całkiem fajne tempo! Byłem jednak sfrustrowany, bo okazało się, że krowia ścieżka była cały czas bez śniegu. Ale przecież kolegów się nie zostawia. A ścieżki krowie są dla krów. Na dole weszliśmy w zabudowania, do domu zostało może 200 m. Szybko ustaliliśmy, że był to najgorszy zjazd życia. Idziemy i nagle pierwszy kumpel leży, bo mokry lód pokryty błotem i odchodami krów okazał się nad podziw śliski. Za chwilę drugi to samo. Wyciagam aparat bo takich okazji nie przepuszczę. Ale ten ekspresyjny ruch okazuje się zgubny. Wstaję na nogi i mówię: - to jest idealne podsumowanie tego zjazdu. Najbardziej gówniany zjazd życia. I jak za dotknięciem różdżki wszystkim wraca świetny humor. Zaliczyliśmy rzecz wielką - w kategorii gównianych zjazdów mamy prawdziwą perłę!!! Nikt nam tego nie odbierze. A krowie ścieżki zostawimy krowom. Człowiek brzmi dumnie!14 punktów
-
7 punktów
-
Prawdę powiedziawszy tytuł jest na wyrost. Byliśmy we wschodnie części Górnej Swanetii. A konkretnie w Ushguli, nasz narciarski promień działania to... 5-7 km wokół miejsca zamieszkania. Uszguli to w zasadzie "koniec" Gruzji - dalej łatwo się już nie dotrze. Dlaczego Gruzja? Bo łatwo (względnie) i tanio można się tam dostać a Wielki Kaukaz to Wielki Kaukaz. Te góry są przepiękne i znacząco inne od Alp. Dlaczego Górna Swanetia? Kusiła niezwykłość (historia) tego miejsca, relatywna dzikość, a przede wszystkim wyjątkowe predyspozycje pod skitury. Dlaczego Ushguli? Z jednej strony to najbardziej odległe zakątki Gruzji ale... z drugiej centrum turystyczne. To ostanie należy rozumieć jednak w dużym cudzysłowie. Minie pewnie jeszcze 10 lat zanim będzie to miejsce na tyle skiturowo popularne, że zacznie to przeszkadzać. Teraz jest to zdecydowany plus, już można się trochę dogadać po angielsku (ze starszymi po rosyjsku) i działa jako tako Booking (miejscowi wolą jednak gotówkę i czasem kombinują!), są nawet kawiarnie. Tutejszy standard jest, jak na Gruzję naprawdę wysoki i mamy niezły dostęp do usług transportowych. Miejscowość ma przed sobą świetlaną przyszłość, bo łączy widok i możliwość wejścia (dla wspinaczy) na najwyższy szczyt Gruzji Szcharę, z walorami kulturowymi. Oprócz setek wież obronnych są tutaj dwa zamki królowej Tamar (niesamowita postać - waro doczytać) i fotogieniczną cerkiew. Widać, że w lecie musi być tu już intensywny ruch i szacuję, że może tutaj przenocować ze 300-400 osób. W zimie jest może 10-20% tego ruchu. Myślę, że głównie Europejczycy, którym znudziły się Alpy. Część grup pod wodzą lokalnych przewodników (nie wiem czy tak bardzo godnych zaufania). Charakterystyka tutejszego teatru skiturowego Startujemy, w zależności gdzie mieszkamy, z rzędnej 2100-2200 m npm. Cele położone są w przedziale 3000 - 3500 m npm. Leżą blisko, droga (z zakosami) ma dosłownie 5-8 km. Widać więc, że jest całkiem stromo. Doliny, którymi się poruszamy są v-kształtne, strome, na północnych grzbietach porośnięte lasem (pewnie ze 150 m verticalu). Dołem płyną potoki. Ponieważ mostki są dwa, trzeba nieraz przeprawiać się przez strumienie. Warto to uwzględnić w planowaniu, tak aby ewentualną kąpiel zaliczyć na koniec dnia. Prawdopodobnie w środku zimy w lutym nie jest to istotny problem. Zebrałem (z Wikiloc) wielką liczbę tracków (kilkadziesiąt). Analiza pokazała, że najpopularniejsze są zjazdy ze szczytów położonych na południe od miejscowości (czyli północne). Linia Gvibari - Gorvash - Dadishi. Jakkolwiek sam teren jest genialny, to pewnym problemem może być czasem pokonanie lasu i wspomnianych potoków. Bardzo zastanawia mnie brak (minimalna ilość) odnotowanych zjazdów na południe - szczególnie z Lamarii, ale też Shkederi i szczytu na wschód od niego. Wyglądają na wygodniejsze, bez pokonywania potoków na dole i może nawet jeszcze bardziej narciarsko spektakularne. Podczas naszego pobytu były one już nieźle wytopione, ale miesiąc wcześniej... Mam nadzieję, że uda się to kiedyś sprawdzić. Czerwone - linia 5 tysięczników (wysokich 4 tysięczników) Niebieskie - miejsca kapitalnych widoków i zjazdów Fioletowe - popularne kierunki zjazdów Zielone Ushguli oraz pobliskie przysiółki (Chazhashi, Chvibiani, Zhibiani)6 punktów
-
5 punktów
-
4 punkty
-
Żeby bary były zamknięte to skandal. Jak jadę do narty, to najpierw idę do baru. 🙂3 punkty
-
Dzięki Wiesiu, świetna i fachowa relacja skiturowa. Dla mnie bomba. Mam tylko małe ale, mógłbyś być trochę mniej oszczędny jeśli chodzi o zdjęcia. Liczę, że jeszcze coś wrzucisz i opisów również nam nie żałuj.3 punkty
-
Utwierdzony całkowicie co do wysokogórskiego Resortu Kals-Matrei 💪Świetny ośrodek nawet początkiem kwietnia gdzie temperatury jednak już wysokie to powyżej 2000 śnieg cudowny na co niewątpliwie ma wpływ nocny mróz. Jutro kolejny resort z tz. pierwszej trójki na mojej liście w Tyrolu wsch i Karynti…. ech już przebieramy nogami , znaczy ja bo moje panie pomału chcą już wracać do domu 😄2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
W trakcie WorldSkitestu, który odbył się 26 i 27 marca 2025 roku w ośrodku narciarskim Heiligenblut w Austrii, testowałem m.in. narty slalomowe. Jako, że często dostaje od Was komentarze lub wiadomości, że łatwo jest rozpoznać narty, które się testuje, zaproponowałem Wam zabawę, polegająca na tym, a byście spróbowali odgadnąć narty jakiego producenta testowałem. Rozwiązanie znajdziecie w filmie. Napiszcie, ile producentów nart odgadnęliście, a które wydały Wam się produktami innej marki.1 punkt
-
W piątek - w ostatni dzień chcieliśmy przejechać się każdą trasą narciarską w ośrodku, żeby godnie pożegnać to miejsce. Ostatecznie na kilku przejechaliśmy 2 razy a niektórych odcinków nie udało się zaliczyć. Przez cały czas było stosunkowo pochmurno, przez co dość chłodno. Krótkie wyskoczenie poza trasę rozgrzało lepiej niż herbata, więc udało się w spokojnych warunkach pojeździć do końca. Trasy na dół do Ponte di Legno były już niestety w dość słabym stanie, wychodziło sporo kamieni w kilku miejscach. Poza tym cały czas trzymało w dobrej kondycji. W nocy z piątku na sobotę oraz w sobotę sypał mokry śnieg, dzięki czemu krajobrazy ponownie się zabieliły, choć ominęło już to doliny położone niżej. Tym samym pożegnaliśmy Passo Tonale, by w drodze powrotnej pilnie przeglądać stronę openskimag.org i myśleć nad tym, gdzie by pojechać za rok Nie wiem czy dożyją tego moje narty, małe kamyczki powodują już zdarcie ślizgu do rdzenia.1 punkt
-
Bad Kleinkierchheim Ogólnie to spory ośrodek działający między 1100 a 2055 mnp.ponad 100 km tras ale na dzień dzisiejszy większość zamknięte. Działa jeszcze tydzień i aż dziw bierze że nie ma żadnych zniżek przy tylu otwartych trasach , chyba jadą na legendzie Franca Klammera. Na nas ogólnie nie zrobił jakiegoś super wrażenia a byliśmy tu w pełni zimy co nie oznacza że nie jest wart odwiedzenia Pare foci1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt







