Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 03.03.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
No dobra, to trochę więcej z dziś ze Szczyrku. Nie, to nie jest post sponsorowany (choć mógłby być, bo te karnety drogawe...). SMR... Start rano z darmowego parkingu na Pośrednim. Najpierw objechane Juliany i Golgota kilkukrotnie, to co było zacienione twarde, to co w słońcu bardziej miękkie ale i tak super. Potem druga kanapa na Halę, z pięć zjazdów po 7 - również super warunki. "Czwórkę" sobie odpuściłem bo ci co po niej jeździli raczej jazdę kaleczyli nie było co ryzykować ewentualnego bliskiego spotkania. 🫠 Później gondola i nie-sa-mo-wi-ta trasa 1, w idealnym stanie nawet o 12:00, druga do gondoli też OK ale problem jak na "czwórce". Kilka zjazdów z MS wzdłuż talerzyka, ciągle było szybko i fajnie. COS - wszystko świetnie, śnieg jakby lepszy niż na SMR chociaż było go mniej (na SMR też fajny, ale nie aż tak!). FIS petarda do samego dołu, Ondraszek też spoko żeby dać nogom trochę pożyć. Wzdłuż talerzyka na Dolinach również bajeczka. Jedyny szkopuł... ostatnie 20-30 metrów przy Mecie bez śniegu, trzeba zdjąć nartki i przejść na nogach - da się to z bólem głowy zrozumieć ale na Boga - można tam położyć jakieś gumowe ażurowe maty, a nie kazać ludziom chodzić w błocku... Transfer SMR - COS bez żadnych ubytków śniegu, transfer COS - SMR to już jego ostatnie dni, jest kilka miejsc gdzie lepiej odpiąć narty, ja swoje nieco przyszorowałem ale żyją. Po 14:00 już nie było co jeździć, jakoś słońce zaczęło mocniej operować a śnieg zrobił się ciężki, rozjeżdżony a nogi zmęczone. 😇 Kolejek absolutny brak. Dzień idealny, cudowny, bajeczka. Poniżej fotki. SMR: COS: I coś dla @grimson 😎: Jutro powtórka, potem do domku. Pozdrowienia Narciarze!17 punktów
-
Skolnity dziś, wieczorynka. Szybka 3h trasa z Łodzi i tuż przed 17:00 jestem pod kasami. Parking prawie pusty, karnet wieczorny 130 zł (można by poza sezonem zluzować z tą ceną...). Mimo +10 na termometrze warunki genialne, idealne, świetne i przepiękne. Czerwona trasa przecudowna, z tych małych ośrodków to chyba najfajniejszy beskidzki w jakim byłem. Frekwencję widać na zdjęciach poniżej, ani razu nie jechałem z kimś krzesłem. Pod koniec jazdy o 20:00 na termometrze już tylko +2. Sztruks od początku do końca, nawet jak miękko to równo więc dobrze się jeździło na SL, a nie żadnych szerokich płetwach. 😇 Jutro i w środę SMR! Pozdrawiam narciarską brać! 🫡15 punktów
-
14 punktów
-
11 punktów
-
10 punktów
-
9 punktów
-
Nie tylko Polska, ale Polska też: Mar 2 Trasy dla niedźwiedzi. TOP 8 Macieja Jest marzec, więc możemy pogadać o trasach dla niedźwiedzi, w Polsce lub/i zasięgu dnia jazdy autem. Co to jest trasa dla niedźwiedzi? długa na jakiś kilometr lub dłuższa; stroma lub bardzo stroma; możliwie szeroka; z normalnym dostępem (wyciąg krzesełkowy); czynna zasadniczo w sezonie, nawet mimo późnego otwarcia. Te kryteria spełnia trochę tras. Zaproponuję Wam 8-kę Macieja, taką która budzi radość każdego niedźwiedzia oraz strach i przerażenie każdego piknika. Oczywiście piknika zapraszam na krótkie szkolenie, zapewniam, że też da rady jak niedźwiedź: na przykład z Kasprowego! Wobec powyższego niżej wymieniam i podaję Wam znane mi trasy, które powinny budzić radość każdego szalonego narciarza. Tam, gdzie mam własne zdjęcia (choć czasem mocno wiekowe), postaram się załączyć takowe. Gamsleiten 2 w Obertauern, ok. 1000 m długości, ok. 400 m różnicy poziomów Jestem pod G2 w listopadzie bieżącego sezonu. Nie działa: za mało śniegu! Jak wygląda czynna, widać na zdjęciu tytułowym Łomnickie Siodło w Tatrzańskiej Łomnicy, ok. 1200 m długości, ok. 420 m różnicy poziomów Matka jest od ostrzegania, ale ja, jako ojciec wówczas 8-latka miałem obowiązek uczyć. Piotrek na Łomnicy. Kocioł obsługuje (jak w Obertauern) niewyprzęgana dwójka Golgota w Szczyrku, ok. 1500 m długości (z niebieskim dojazdem), ok. 350 m różnicy poziomów Ja na Golgocie Golgota dziś to pół Golgoty drzewiej: wówczas nie było ratraków, więc były metrowe muldy. Trasa dziś nawet nie ma oznaczenia: czarna! Jej sława i nazwa wynika z historii, ale nadal to supertrasa! Gąsienicowa na Kasprowym w Zakopanem, ok. 1200 m długości, niecałe 400 m różnicy poziomów Wysokogórska trasa Gąsienicowa. Jej sława wynika z trudnego początku: ok. 50% spadu! Więcej: Jest marzec, jest czas dla niedźwiedzi: https://twojinstruktor.blogspot.com/2026/03/trasy-dla-niedzwiedzi-top-8-macieja.html9 punktów
-
Szrenica 03.03.2026. Ostatnio byłem tu 20 i 21 lutego, śniegu było znaacznie więcej, Lola i Śnieżynka były przejezdne na całej szerokości i długości. Obecnie jest już sporo miejsc na obu trasach wygrodzonych z wytopami i wychodzącą trawą, ale da się jeszcze spokojnie pojeździć bez uszczerbku dla nart. O dziwo Lola w dolnej części, tam gdzie najczęściej pod koniec sezonu było najgorzej, ma jeszcze dość sporo śniegu. Dzisiaj na otwarcie 8.30 na dole 0C, na górze -2C ( na FB podawali -4C i mogło tyle być bo śnieg przez pierwsze 2-3 h dość mocno zmrożony, jeżdził tez z rana ratrak jeszcze) Frekwencja bardzo niska, zajęte co któreś krzesło na Karkonoszu, na Puchatku ciut więcej. Lola z rana i ok. 12.00 Dół Loli Sporo wytopów i wygrodzonych miejsc Śnieżynka Puchatek, na nim największa warstwa śniegu7 punktów
-
Jak zapowiadałem, drugi dzień spędziłem w Dolnej Moravie. Gdy jeszcze prognoza była "w kratkę", to rozważałem sprawdzenie któregoś z nowych (lub doinwestowanych ostatnio) ośrodków, zwłaszcza w Górach Orlickich. Czyli np. Destne (2 wyprzęgane kanapy od niedawna), czy Orlicke Zahori (całkowicie nowy ośrodek), no bo Ricky już znam. No ale że pogoda była wyśmienita, to nie mogłem sobie odmówić wizyty na "dachu świata", czyli górującym nad wszystkim w okolicy Slamniku. Reporterska ciekawość przegrała zatem z egoistyczną chęcią pojeżdżenia tam, gdzie najbardziej lubię, więc kto inny musi "przetrzeć szlaki" i zdać relację z tych wspomnianych "nowości". Podobnie jak w Cervenohorskim Sedlu, im trudniejsza trasa, tym mniej ludzi. Stoki zachodnie, więc również do południa prawie wszystkie zmrożone. I choć z daleka wyglądają na pięknie przygotowane, szerokie i aż prowokujące do jazdy, to śmiałków na nich było niewielu (poza talerzykiem na Slamnik i niebieską - o dziwo nawet jej dolny odcinek cieszył się popularnością, mimo iż sądziłem, że będzie on traktowany jedynie jako nartostrada powrotna do parkingu na sam koniec). Kolejki do wyciągów prawie nie występowały (na Sedlu podobnie) - zwykle parę krzeseł, czyli minutka oczekiwania. Pierwsze 3 zdjęcia to trasa czarno-czerwona, kolejne 4 to czerwona, a ostatnie 2 to talerzyk na Slamnik.7 punktów
-
6 punktów
-
Jeszcze raz Chopok - wiosena jazda Krzesło ma swój urok.. Tutaj służby w akcji6 punktów
-
5 punktów
-
Magura Małastowska, niedziela.Śniegu sporo,choć oczywiście przy tej temperaturze trasa zdewastowana.Ostatni dzień normalnego rytmu,będzie czynne dopiero w weekend-nie ma ludzi.Jesli ktoś nie był,można z ciekawości w weekend,to jednak 1400 m trasy, choć przy tych prognozach wiadomo,że będzie miękko...5 punktów
-
5 punktów
-
5 punktów
-
Dalszy ciąg fantastycznej pogody w Alpach wykorzystujemy aby wjechać na najwyższy punkt ośrodka Brienzer Rothorn 80 osobowa kabina pokonuje w 7 minut, 1040 metrów w górę Fantastyczna panorama najwyższych szczytów Alp Berneńskich Północna ściana Eigeru aby rozpocząć zjazd w dolinę należy perzemaszerować dobre 400m tunelem Po drugiej stronie coś w rodzaju Kotła Gąsienicowego z 4 os. krzesełkiem . .4 punkty
-
4 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Kolejny wyjazd solo . Tym razem powrót do korzeni. Miło tu wrócić oj lubię bardzo to miejsce ten spokój m,cisza i ogrom gor jest doskonale żeby solidnie sie zresetowac . Jadąc autostradą na sam widok tych gór człowiek taki rześki się robi a banan nie schodzi 🙃 . ⛷️ planowane były od rana ale wyszło jak wyszło 🤷♂️ po drodze sobie rewelacyjnie kimnąłem więc przyjechałem totalnie wypoczęty i uskuteczniłem dość solidny spacer doliną. Wiosennie ciepło pogoda dzwon ale u góry raczej śniegu będzie wystarczająco żeby naładować baterie do kolejnego kwietniowego wyjazdu. . IMG_7976.mov2 punkty
-
"Czeskie Obertauern", czyli śniegowy pewniak, położony wysoko na przełęczy, od której wziął nazwę (Cervenohorske Sedlo). Ośrodek dawniej popularny wśród Polaków (obecnie prawie sami Czesi), choć dopiero później zaczęły się tu inwestycje: naśnieżanie na stokach północnych, kładka nad ulicą (łącząca stoki północne i południowe), wymiana najdłuższego talerzyka na kanapę 4-osobową, a już po 10 latach zastąpienie jej kanapą miękką, krytą i wyprzęganą (nie to, co 58-letnia Goryczkowa, która na wymianę będzie czekała pewnie do "setki"). Jednocześnie zlikwidowano czarną trasę, co staje się powszechną praktyką - zapewne z obawy o bezpieczeństwo tych "wygodnickich" narciarzy (podobnie jak np. zamknięcie "Kaskady" na Skrzycznem). Mamy więc do wyboru 3 trasy na stokach północnych (jedna czerwona i 2 niebieskie) oraz 2 krótkie stoki południowe, obecnie nieczynne. Zresztą nie ma co się dziwić, że zamknięto czarną, bo nawet czerwoną i środkową niebieską jeździło dziś niewielu narciarzy. Zapewne z uwagi na mocno zmrożony śnieg - stoki są tu północno-zachodnie i ledwo "liźnięte" przez słońce. A końcówka czerwonej to już w ogóle chyba nigdy nie widuje słońca - przebiega wąską, wyślizganą rynną. Natomiast w II połowie marca musi się tu jeździć naprawdę przyjemnie. Tym bardziej, że obowiązują wtedy niższe ceny, np. 4-dniowy karnet kosztuje wówczas ok. 365 zł (w Szpindlu 1347 zł, kupiony w kasie). Dodatkowo, w przypadku Sedla jest to opcja "4 dowolne dni z 6-ciu", czyli nie muszą być kolejne.2 punkty
-
Warunki w Szklarskiej trudne popołudniową porą a z rana ratrakują pasek dość wąski… att.vXoqc0HRy2JCzQBkKHhD3yxAPCeqAagtxvdy5JnCkk8.mp42 punkty
-
2 punkty
-
Czarna Góra dzisiaj, ciut chłodniej niz wczoraj, ok +6C i bez tak intensywnego słońca w związku z czym trasy trzymały znacznie dłużej. Frekwencja jeszcze niższa niz wczoraj, całkowicie bez kolejek przez cały dzień. Trasa D nieczynna drugi dzień zawodów Sudeckiej Ligi Narciarskiej (dzieci i młodzież do 19 roku życia z klubów, jak wynikało z rozmów trenerów głównie dolnośląskich i wielkopolskich ale także z innych rejonów Polski, łącznie ponad 200 zawodników). Szkoda że w ciągu 2 dni nie można było zjechać tą trasą, ale z drugiej strony jak się popatrzyło co młodzież wyprawiała na trasie C w ramach rozgrzewki to naprawdę serce narciarskie rosło🙂2 punkty
-
2 punkty
-
Frekwencja niższa niż wcześniej, w szczycie trzeba było jednak postać 10-15 min do niebieskiej kanapy. Ok. 11-12 godz. zmniejszyło się do 5 min. czyli jak na Szpindel bardzo dobrze. O 8 rano podawali 2 stopnie na plusie. W nocy chyba jednak był lekki mróz bo trasy dosyć twarde na start. Trzymały do ok. 11, później jeździłem głównie czerwoną 5 i 1 -były chyba w najlepszym stanie. Rano było częściowo słonecznie, ok. 11 zrobiło się pochmurne, a jak kończyłem jazdę o 14 zaczął padać deszcz.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Zbliża się kolejny sezon ski-turowy w Tatrach. Na zachętę, tekst o samotnym wejściu na nartach na Jarząbczy Wierch. „Wartość współżycia sam na sam z przyrodą – w górach czy na morzu – polega między innymi na tym, że niezmiennie panujące w tej przyrodzie prawa umożliwiają alpiniście czy żeglarzowi, chociaż nie docelowo, to jednak samodzielne kierowanie własnym losem. W podporządkowaniu się koniecznościom natury można widzieć prawdziwe wyzwolenie człowieka”. W 1995 r. Wojciech Szadkowski odbył jedną z ładniejszych wycieczek ski-turowych. Zmierzył się sam na sam z Jarząbczym Wierchem w Tatrach Zachodnich. Piękna, całodniowa ski-tura. Najważniejsze – oprócz interesującej trasy – atmosfera bycia samemu w sercu Gór. I poczucie wolności. Polecam przeczytać. Bycie sam na sam z Górami ma swój niepowtarzalny smak. Jest z pewnością pewną strefą intymności, dającą silniejsze doznania i przeżycia, niż wycieczka w grupie. Najsilniejsza jest wtedy Przygoda. I liczą się głównie własne umiejętności i możliwości. Wtedy wszystko od Ciebie zależy: podejście, zjazd, decyzje są tylko Twoje, a odpoczywasz gdzie chcesz. Wolność, niczym nieskrępowana, to dominujące uczucie takiej wyprawy. A właśnie takiej wolności potrzebujemy przecież bardziej niż kromki chleba. Góry dają ją nam, „na tacy”, wystarczy tylko sięgnąć. No to sięgnąłem po nią bardzo sobie cenię takie wycieczki narciarskie. Opisana wycieczka miała miejsce w 1995 r., podczas pięknej i wyjątkowo śnieżnej zimy. A takie wtedy bywały w Tatrach niemalże rok w rok. Wielka to przyjemność móc stwierdzić, iż sprawy, o których myślało się przed laty, a które pozornie tylko poszły w zapomnienie, odżywają po latach i to w postaci być może doskonalszej. Dojrzalszej. Lepiej przemyślanej niż przed 16 laty, kiedy byłem beztroskim 29-latkiem, który chłonął jedną wyprawę tatrzańską po drugiej, nie dbał o zdrowie:), a każdy prawie skręt wykonywał na granicy ryzyka:). Teraz nie jestem jeszcze ski-turowym starcem, zmierzającym nieuchronnie ku narciarskiej emeryturze:), ale pewne sprawy odczuwam mocniej i zdecydowanie inaczej niż wtedy. Tekst ten pisany po wielu latach od wyprawy pokazuje jednakże te same emocje, odczucia, które zanotowałem wówczas w pamięci. Przynajmniej taką mam nadzieję. Ruszam... 5 maja i 5 rano – pobudka. Za oknem świeci już słońce. Gośka niedbale przykryta kołdrą. Żal wychodzić z ciepłego łóżka, gdzie leży taka dziewczyna:). No, ale cóż. Wstaję, rytuał wycieczki, jak zwykle: zaparzam kawę, pakowanie plecaka, coś przegryzam i w drogę. Pakuję do auta narty. Wtedy jeszcze można było samochodem dojechać na Polanę Huciska. Kilka zdań o celu mojej wycieczki, Jarząbczym Wierchu. Jarząbczy Wierch (2137 m), po prostu Jarząbczy, wznosi się nad Doliną Jarząbczą, Jamnicką i Raczkową, sąsiaduje z wysokimi szczytami Tatr Zachodnich, jak Raczkowa Czuba, Kończysty Wierch i Starorobociański Wierch, ma dwa wierzchołki. Przez niższy z nich biegnie granica polsko-słowacka. Nazwa szczytu pochodzi od starego góralskiego rodu Jarząbków. Znajduje się w grani głównej pomiędzy Kończystym Wierchem (2002 m), od którego oddzielony jest Jarząbczą Przełęczą (1954 m), a wierzchołkiem Łopaty (1958 m) – oddzielony od niej Niską Przełęczą (1831 m). Wzdłuż wymienionych szczytów i przełęczy biegnie granica polsko-słowacka oraz szlak czerwony, biegnący główną granią Tatr. Jarząbczy wznosi się nad Dolinami: Raczkową (a konkretnie: Zadnią Raczkową), Jamnicką (na terenie Słowacji) i Jarząbczą (po stronie polskiej). Najwyższy jego wierzchołek znajduje się po słowackiej stronie. Jest to całodniowa wycieczka narciarska warta polecenia dla bardziej wprawnych turystów tatrzańskich. Ze szczytu doskonale widać pobliskie Rohacze, Starorobociański, Bystrą i Błyszcz, masyw Barańca i inne szczyty Tatr Zachodnich. Widok ze szczytu bardzo rozległy i piękny. Zimą, a zwłaszcza na wiosnę, przy sfirnowanych śniegach, Jarząbczy to cel ładnej wycieczki ski-turowej. Pamiętajmy jednak, że przy dużych opadach śniegu z jego stoków schodzą potężne lawiny śnieżne. Ja idę z nartami na plecaku w krótkich spodenkach Krowim Żlebem, a potem Krowińcem. Pogoda jak marzenie. Na grani ubieram jednak długie spodnie – wszak jeszcze na grani króluje Pani Zima. Moja droga do góry... Znawca turystyki wysokogórskiej w Tatrach, Józef Oppenheim, tak pisze o wycieczce tej części Tatr Zachodnich w swoim przewodniku z 1936 roku: „Przepiękne przejście wysokogórskie, nadające się raczej do robienia wiosną, wymaga bowiem możliwych śniegów na grani i ustalonej pogody. Od narciarza ponadto wymaga nie tylko pełnego opanowania techniki zjazdowej, ale i dużej wytrzymałości”. Od schroniska zjeżdżamy kilkaset metrów w dół aż do wylotu Doliny Jarząbczej. Tu zakładamy foki, skręcamy w prawo i podchodzimy Jarząbczą w stronę Trzydniowiańskiego Wierchu, mijając po drodze Niżnią Jarząbczą Polanę (charakterystyczny krzyż żelazny) i Kamień Papieski. Szlak podejściowy wyprowadza nas dalej w stronę Jarząbczych Rówienek, potem ostro skręca w lewo (mostek) i przez Jarząbcze Szałasiska, już bardziej stromym terenem, wznosimy się długimi zakosami w górę. Następnie skręcamy w prawo i mijamy lawiniasty żleb. Ostatni etap podejścia prowadzi stromym stokiem Szerokiego Żlebu na Trzydniowiański. Jest to teren lawiniasty i przy zagrożeniu lawinowym droga ta nie jest zalecana do podejścia, jako mniej bezpieczna niż wejście przez Kulawiec. Przy pewnych śniegach należy przekroczyć żleb (tu uwaga!) i poruszać się grzędą po prawej jego stronie (patrząc od dołu). Przy twardych, zmrożonych śniegach należy podchodzić z nartami przypiętymi do plecaka. Natomiast przy firnach lub śniegach wiosennych można wejść na nartach na sam szczyt (czas podejścia z Polany Chochołowskiej ok. 2–2,5 godz.). Bezpieczniejsze podejście na Trzydniowiański Wierch prowadzi tzw. Kulawcem. Od schroniska zjeżdżamy w dół aż do Polany Trzydniówka, stąd skręcamy w prawo (za znakami koloru czerwonego), zakładamy foki i najpierw połogo, potem coraz stromiej wznosimy się drogą leśną zakosami przez tzw. Krowieniec, a następnie bardzo stromą przecinką, z początku dość wąską, rozszerzającą się ku górze, idziemy przez Kulawiec (zakosy) aż do granicy lasu. Tu teren robi się łagodniejszy i idąc w górę przez kilka niedużych wzniesień, łatwo osiągamy wierzchołek Trzydniowiańskiego (ok. 2,5 godz. podejścia z Polany Chochołowskiej). Droga bardziej nużąca, ale bezpieczna. Z Trzydniowiańskiego W. idziemy na nartach w stronę Czubika (trawersując jego zbocza od strony Jarząbczej lub granią), a potem przez Przełęcz Dudową i dalej stromym stokiem osiągamy szczyt Kończystego Wierch (2002 m), od Trzydniowiańskiego Wierch – 1 godz. Stąd szlak naszej wycieczki skręca w prawo, na zachód. Długa, ponad kilometrowa grań łączy Kończysty Wierch z Jarząbczym. Na nartach można dojść do Jarząbczej Przełęczy i położonej nieco dalej Kopy Prawdy. Ponieważ powyżej grań się zwęża, to narty przypinamy do plecaka i w butach, a nawet najlepiej w rakach (w zależności od warunków śnieżnych) poruszamy się granią w stronę Jarząbczego. Ja szedłem bez raków, ponieważ majowy śnieg był tak miękki, że nie było potrzeby ich używania. Słońce pali. Jak latem. Kropla mojego potu błąka się nieśmiało po moim czole i spływa do ust. Ma słono-gorzki smak. Za nią spływa kolejna. Zbliża się 13, jest już bardzo gorąco. A picie mi się już skończyło... Wargi wyschnięte, ślina robi się gęsta. A więc taki jest mój świat? Słodko-gorzki. Uśmiecham się do siebie:) Nie, nie tylko ma taki kolor. Jest bardziej kolorowy, tak jak dzisiaj góry, skapane w słonku. Ale z goryczy tej soli wynika to, co robię. Mój narciarski świat. Wart zmęczenia, potu, wysiłku. Jeszcze 50, 40, 30 m, grań zakręca łukiem w prawo i jestem na szczycie Jarząbczego. Sam. Wbijam narty). Po chwili odpoczynku wbiegam jeszcze na pobliską Raczkową Czubę (2194 m) i wracam do nart. Zjazd. Przed każdym tego typu zjazdem radzę koniecznie założyć kask i dokładnie sprawdzić, czy narty są dobrze zapięte. Ja kasku nie miałem:)), ubrałem więc zastępczo czapkę dopiąłem narty i ruszyłem. Ze szczytu zjeżdżamy granią na wschód w stronę Kończystego W. Górna partia wymaga uwagi i należy bardziej trzymać się stoku od strony Doliny Raczkowej, nie zaglądając zbytnio na stronę Jarząbczej. Potem jest już łatwiej – dojeżdżam do Kopy Prawdy i Jarząbczej Przełęczy. Zatrzymuję się, tędy planuję zjeżdżać. Oglądam drogę zjazdu: jest dobrze wyśnieżona. Jest tylko jedno „ale” - stok pokryty jest zlodowaciałym, bardzo twardym śniegiem. Decyzja.... Takie sytuacje są trudne. Jestem sam, stok stromy, upadek w takim terenie to nic dobrego. Stanąłem na grani przed szerokim u góry, a w dole wąskim i stromym żlebem, opadającym wprost do Doliny Jarząbczej. Góra stoku była wylodzona. Próbowałem ją nartą i usłyszałem tylko chrobot, jakby tarcia po lodzie, czy też szkle. Zastanawiam się chwilę. W mojej głowie trwa dylemat myśli i wyborów. - Przecież możesz jechać na Kończysty W. i zjechać granią i łatwym terenem na Czubik i Trzydniowiański – mówi mi jedna moja połowa. Druga stwierdza stanowczo: - Jedź tędy, po stromym, jesteś w formie, dasz radę. Dylemat, co robić trwał dłuższą chwilę, myślę z dziesięć minut. Wreszcie mówię głośno, trochę dla dodania sobie odwagi: - Jadę stromym, niech się dzieje, co ma się stać. Ruszam, pierwszy skręt – chrobot po lodzie, drugi – taki sam, trzeci też. Ledwo utrzymuję równowagę. Mięśnie napięte do granic, palą jak diabli, taka jazda męczy mnie okropnie. Nie zatrzymuję się jednak. Jadę jednak ostrożnie. Niżej jest lepiej, gdyż twardy śnieg przechodzi we wspaniały firn. Jakaż zmiana, jakaż szczęśliwa dla mnie metamorfoza. Teraz jest mój czas, jadę na całego. Festiwal skrętów, lekki (kontrolowany szał radości), wspaniałe uczucie wolności i precyzji ruchu, skrętu na dużej prędkości. Dojeżdżam do końca stromego – a więc decyzja była dobra. Staję chwilę, bo jestem solidnie zmęczony. Poniżej kosówki, jarzębiny - wspaniały teren, jadę długim skrętem. Dojeżdżam do lasu, pełnego brudnego, pokrytego igliwiem śniegu. Szus. Wypadam na Jarząbcze Rówienki. W dole słyszę szum potoku. Śnieg się kończy, zaraz za jego krańcem pełno krokusów. Kładę się przy nich, podkładam plecak pod głowę i patrzę w niebo. Teraz spokojnie spoglądam na trasę „wyrypy”. Ładna droga podejścia, jeszcze ładniejszy zjazd. Odpoczynek w takim miejscu to kolejna nagroda za wylany pot. Trwa to godzinę. Powroty... Powoli, jakby od niechcenia, schodzę w doliny. Niechętnie. Dzień chyli się ku końcowi, robi się chłodniej, co przyspiesza decyzję powrotu. Na Huciskach solidnie zmęczony pakuję się do auta i wracam do domu. Kilka słów podsumowania. Wycieczka na Jarząbczy jest niezwykle urozmaicona. Oferuje strome podejścia oraz wiele atrakcji wycieczki ski-turowej: długi zjazd granią (z Jarząbczego na Jarząbczą Przełęcz), potem stromym stokiem (ok. 40), żlebem, z szybkim szusem dnem Doliny Jarząbczej). To wszystko kwalifikuje go do miana jednej z ładniejszych wycieczek ski-turowych w tym rejonie, a na Polanie Chochołowskiej wiosną czekają na nas kobierce z krokusów. Czegóż chcieć więcej. Dane techniczne zjazdu: Początek zjazdu: Jarząbczy Wierch (2137 m). Nachylenie stoku: maksymalnie 35-40°. Przewyższenie:1100 mDługość zjazdu:6 km. Długość trasy wycieczki: ok.13 kmStopień trudności S2 + Zagrożenie lawinowe: Uwaga szczególnie w Szerokim Żlebie Czas podejścia: ok. 4 godzin Czas zjazdu: 1 godzina. Najlepsze warunki: marzec–maj. Tego dnia Góry wyraźnie mi sprzyjały. Narty w górach stały się z czasem esencją mojego życia. „Młodość potrzebuje jakiegoś objawienia. Dla mnie były nim góry. To bardzo ważne, żeby coś pokochać, by nie zgubić tych wartości, dzięki którym życie różni się od wegetacji” - mówi słynny francuski wspinacz, Gaston Rebuffat (1964). I ma całkowitą rację. Źródło: Watra, W. Szadkowski1 punkt
-
Powinno się obciążyć kosztami akcji ratowniczej osoby wchodzące do wody Rzadko, ale zdarza się, że ktoś utonie nawet na strzeżonym kąpielisku. Ali Olszański zostanie pochowany w sobotę 7.03 na krakowskim Cmentarzu Rakowickim po Mszy św. o godz. 11:00.1 punkt
-
W Dolnej Moravie czarna jest bardzo szeroka! Jest taka czerwono-czarna (coś a la Beskid w Szczyrku), ale fajna!1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Od rana na Skrzycznem bardzo twardo, przymrozek dobrze chwycił. Pierwszy raz czułem, że dość mocno narta ciągnęła mnie w dół. Trasy bardzo szybkie. Z tej szybkości wydawało się, że wyrwał mnie @Góral spod Skrzycznego. Pomknąłem na Suche nie wiedząc, co mnie czeka. Już po 9:30 na SON/SMR było miękko, zupełnie inaczej niż na Skrzycznem. Przejazd górą bezproblemowy. Po miłej rozmowie z Darkiem i jego bratem oraz napiciem się herbaty czekało mnie dość mocne ciśnięcie tras. Po zapięciu nart od razu straciłem ich z oczu. Po 3 zjazdach jedynką (choć lot byłby lepszym określeniem) ledwo dawałem radę, ale jakimś cudem doganiałem Darka bez uszczerbku na zdrowiu. Udało się to dzięki fantastycznym warunkom - trochę miękko, ale bardzo równo. Posmigaliśmy też na Julkach, dzięki za wspólną jazdę! Czwórka dość mocno rozgrzęzła, trójka nieco lepiej. Przejazd z 1 do 3 (czyli 1a) oficjalnie zamknięty, natomiast jako tako da się przejechać. Golgota nawet nieźle trzymała, choć pojawiły się przetarcia. Na Małym Skrzycznem świetnie, ale przy dojeździe do Hali tak tępo, że aż ciężko było jechać. Na koniec 7. Miękko, ale bez muld. Dało się na niej pobawić. Na koniec wróciłem na COS. Trasy puściły, ale Grzebień trzymał nie najgorzej. A najlepiej oczywiście na Dolinach przy wyciągu. Na dole wszystko płynie, jeszcze kilka dni może wytrzyma. Jak się okazuje KL Doliny i KL Skrzyczne jeżdżą do 15:50, a na Jaworzynę można wjechać do 16:20. Nieco ponad 8h jazdy weszło bardzo dobrze 😊1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt







