Ranking
Popularna zawartość
Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 29.07.2025 uwzględniając wszystkie działy
-
🎿 Nowe inwestycje - Jaworzyna Krynicka nie zwalnia tempa! 🏔️ Ośrodek narciarski Jaworzyna Krynicka kolejny rok z rzędu dynamicznie się rozwija! 💪 W ostatnich latach zrealizowano wiele ważnych inwestycji: ✅ dwie nowoczesne koleje linowe, ✅ zmodernizowany system naśnieżania tras narciarskich, ✅ nowe oświetlenie stoków, ✅ nowoczesne centrum obsługi gości z wypożyczalnią i serwisem nart, ✅ klimatyczna strefa après-ski. 🚠 Obecnie trwa budowa długo wyczekiwanej kolei linowej, która zastąpi stary wyciąg o niskiej przepustowości – to ogromna zmiana dla narciarzy! 🏨 Modernizacji doczekał się także hotel przy Jaworzynie, który już od grudnia powita gości w zupełnie nowej odsłonie! 📽️ Zobacz film i sprawdź, co nowego czeka na Ciebie w sezonie zimowym 2025/2026 na Jaworzynie Krynickiej!12 punktów
-
Dwa tygodnie temu udało się ruszyć na kolejna weekendówkę. Tym razem padło na Beskid Śląsko-Morawski. Startujemy jak zwykle w piątek po robocie, kwaterę mamy zaklepaną na campingu w Horni Becavy, na którą dojeżdżamy przed 21:00. Sam meldunek przebiega dość wolno, bo następuje zmiana domku z nr 14 na nr 5. Czesi to wyluzowani ludzie i pan z obsługi pokazuje nam tylko kierunek mniej więcej gdzie ten domek się znajduje - identycznych domków jest ponad 20. Ciemności zapadają dość szybko i znalezienie naszego lokum zajmuje ładnych parę, a może i paręnaście minut. No ale w końcu jest - warunki mocno spartańskie, ale jest czysto i dla naszej dwójki miejsca aż nadto:-) Rano na ta trasę ruszamy około 9:30, dość późno, ale dzień cały czas długi, więc mamy czas. Po niespełna 4 km lekkim zjeździe doliną Roznovskiej Becvy, rozpoczynamy pierwszy podjazd tego dnia na przełęcz Pustevny (1018 m n.p.m.) Sam podjazd ma długość około 10km (536 m w pionie) ze średnim nachyleniem około 5,5%. Sztywniejsza jest druga połowa podjazdu gdzieś od 5 kilometra - nachylenia praktycznie cały czas oscylują na poziomach 7-9%. Na przełęczy znajduje się kilka schronisk i tam spędzamy krótką chwile na odpoczynek. Jest tu sporo ludzi, głównie dlatego, że na górze jest duży parking i większość wjeżdża tu samochodami. Zjazd jest dość wąską drogą o świeżo położonym asfalcie. Niestety rozpędzić się za bardzo nie ma jak, bo i nachylenia spore i dużo osób podchodzi/podjeżdża tą stroną. Ale widoki zwłaszcza na samym początku zjazdu są bardzo ładne. Zjazd z przełęczy jest dość długi, ponad 20 km w dół, aż do Frydlanta - jakieś małe hopki są po drodze, ale bardzo krótkie. Z daleka widać główny cel dzisiejszego dnia, szczyt Lysa Hora z charakterystycznym masztem na szczycie. W okolicach Frydlantu jedziemy bardzo fajną ścieżką rowerowa wzdłuż Ostravicy, prawego dopływu Odry. Przed miejscowością Prazmo zaczynamy jazdę w górę, najpierw 7 km doliną rzeki Mohelnica. Tu nachylenia są niewielkie, przy okazji obserwujemy akcje gaśniczą - "ktoś styrte podpalił":-) Po 7 km w Papezovie skręcamy na kulminacyjny podjazd na Lysa Horę. No cóż, podjazd jak dla mnie był mega trudny. Pierwsze 1,5 km to dwie ścianki po około 500 metrów z nachyleniami 13-14% (przedzielone 5% wypłaszczeniem). Ten odcinek na świeżości wchodzi mi całkiem gładko. Później kolejne 1,5km to dość płaski odcinek, a nawet kawałek jest w dół. Od 3km zaczyna się najtrudniejsza część. Przez kolejne 3km nachylenia cały czas po 8-9%. Od 6km już jest miazga, bo nachylenia równo trzymają 10-12%, dodatkowo wyjeżdża się z lasu na całkiem długą prostą i jak na złość słońce również wychodzi zza chmur. Na 1,5km przed końcem podjazdu muszę zrobić krótkiego stopa (myślę że około 1minuty), bo mnie przytkało solidnie. Po odpoczynku wjeżdżam na szczyt. Na szczycie jestem konkretnie umordowany, w sumie trochę nie wiem co ze sobą zrobić:-) Najpierw staje w kolejce w schronisku, żeby coś kupić do picia, ale ludzi mnóstwo i kolejka wcale się nie rusza. Postanawiam w końcu zrobić pamiątkowe zdjęcie przy tabliczce, przy okazji zauważając budkę, głównie z napojami. Tam kupuje wodę, kofolę i zupkę ala kwaśnica, którą wchłaniam w ciągu minuty:-) Chwilę jeszcze kontempluję widoki, ale jestem wypruty na maksa i nawet zdjęć nie chce mi się robić. W międzyczasie dostaję wiadomość od Marcina, że czeka na mnie w połowie podjazdu, więc rad nie rad zabieram dupę troki i zjeżdżam do niego. Zjazd jest słaby, mocno nierówny asfalt, dodatkowo mocne nachylenia, które powodują, że chwilowe puszczenie klamek wystrzeliwuje rower jak z procy, trzeba mocno uważać:-) Po zjeździe zatrzymujemy się kilka kilometrów dalej w przydrożnej knajpce. Tam dzielimy się wrażeniami z podjazdu. Za długo nie marudzimy, bo na kwaterę mamy jeszcze ponad 40 km, w tym dwa podjazdy po około 4 km. Jedziemy w kierunku zbiornika zaporowego Sance na Ostravicy. Najpierw mamy prawie 1,5 ostrego zjazdu po grubym szutrze, na szczęście w końcu dobijamy do asflatu i tam jedziemy już w miarę sprawnie. Sam zbiornik z drogi widać tylko momentami pomiędzy drzewami. Przez Stare Hamry docieramy do drogi 56 (jechaliśmy nią samochodem na camping) i z niej ruszamy na przedostatni podjazd. Podjazd nie jest zbyt trudny, ale mamy już w nogach ponad 100km i ponad 2 tys w pionie. Na górze odpoczywamy chwilę i zjeżdżamy w dół, na jeden z ładniejszych dzisiaj zjazdów. W Podolankach ruszamy na ostatni podjazd tego dnia, początek nie zapowiada nic złego;-) Cisza, spokój, ładna droga, jest sielsko. Niestety ostatnie 600-700 metrów to gruby szuter i nachylenia 14-18%. Ledwo wtaszczam się na górę. Sam zjazd jest już po bardzo przyjemnym asfalcie. Obiadokolacje pochłaniamy w restauracji mieszczącej się w hotel Relax Valaska. Jedzenie jest bardzo dobre, ja zamawiam karkówkę z ziemniaczkami pieczonymi, a Marcin kotlet z piersi kurczaka z ziemniaczkami z wody. Statystyki 1 dnia - wpadł rekord przewyższeń, bo wyszło ponad 2600 m w pionie, Rysy zdobyte:-) Na drugi dzień na śniadanie jesteśmy na otwarciu, czyli równo o 8:00. Ludzi full, ale szybko się ogarniamy, przy okazji łapię jeszcze jednego banana z fajną naklejką:-) No cóż, nie ma przypadków...:-) Drugiego dnia w pierwszej kolejności uderzamy na pobliski zbiornik Horni Becva. A później lecimy na podjazd, który zaprowadza na przełęcz na granicy czesko-słowackiej. Sam podjazd ma około 8km, ale nachylenia są dość łagodne, tylko 1 km trzyma około 6-7%, reszta to 4-5%. Na przełęczy wjeżdżamy na Słowację, ale tylko na chwilę, bo po skręceniu w drogę 487 ponownie jesteśmy w Czechach. humory jakby lepsze niż wczoraj:-D Teraz czeka nas około 60 km drogi prowadzącej generalnie w dół doliną Vsetinskiej Becavy. W większości pokonujemy ją fajną ścieżką rowerową. W wielu miejscach czuć zbliżającą się jesień. Bardzo fajna miejscówka nad niewielkim zbiornikiem Balaton. W okolicy miejscowości Bystricka, skręcamy z doliny w kierunku zbiornika o tej samej nazwie. Jeszcze tylko kilka machnięć korbami i będziemy na koronie. zbiornik Bystricka Malownicza droga do Valasska Bystrica. Po krótkim podjeździe i szybkim zjeździe docieramy do Rožnov pod Radhoštěm. Tam wbijamy się na kolejną fantastyczną drogę rowerową wzdłuż Roznovskiej Becavy I koniec, jeszcze tylko posiłek w tej samej knajpce co wczoraj i po 16:00 ruszamy do domu, gdzie melduję się o 21:00. Statystyki drugiego dnia10 punktów
-
ubiegły tydzień w dolinie Saas Dolina Saas to nie tylko narciarska zima, ale także bardzo ciekawa oferta dla turystów letnich. Poczynając od łatwych spacerów po asfaltowych dróżkach w dolinie, poprzez liczne znakowane szlaki, via ferraty, trasy MTB, narciarstwo na lodowcu po wycieczki na 4 tysięczniki, których jest tutaj aż 10. Najłatwiejsze to Allalinhorn 4027, Alphubel 4206, Weissmies 4017 i Lagginhorn 4010. Korzystając z kolejek linowych, można je zdobyć w ramach jednodniowej wycieczki. Pozostałe są znacznie trudniejsze i wymagają co najmniej jednego noclegu w wysokogórskich schroniskach. Jako ciekawostka to mieszkając w całej dolinie w ramach opłaty klimatycznej (7 CHF na dzień) otrzymuje się kartę gościa upoważniającą do korzystania z bardzo dobrze działającej komunikacji autobusowej i prawie wszystkich kolejek linowych. Wyjątkiem jest metro pomiędzy 3000 a 3450 m, tu trzeba dopłacić 45 CHF za cały pobyt. Jedynie, jeśli chcemy uprawiać narciarstwo alpejskie na lodowcu należy wykupić skipass za 82 CHF na dzień albo 389 za tydzień. Jako ciekawostka to cały teren ma powierzchnię ok. 205 km kwadratowych, czyli mniej więcej tyle co całe Polskie Tatry8 punktów
-
8 punktów
-
Po 10 latach znów zawitaliśmy na troszkę dłużej nad Gardę co by przypomnieć sobie bardzo fajny czas nad tym największym a zarazem chyba najczyściejszym jeziorem Włoch otoczonym wysokimi górami. Aktywnie to i obowiązkowo rowery zabrane ( nie mylić z padalcem😅) i codzienna jazda w większości na północną część- mieszkamy na południu gdzie i temperatura jeziora zdecydowanie cieplejsza niż północna część -ok 25 stopni. Co tu dużo pisać zdecydowanie świetne miejsce na aktywny wypoczynek,plażowanie i takie tam Jedyna rzecz mocno oczywista to spora liczba turystów.Tak czy siak polecam z czystym sumieniem Gardę 👍 Parę foci7 punktów
-
Coś tam pojeździliśmy ale…, Moje dziewczyny zapowiedziały że to pierwszy i ostatni wypad na narty w lecie przynajmniej w Europie. Dużo w tym niestety prawdy Lodowiec na Passo Stelvio dogorowuje Praktycznie od rana miękko , jazda w pewnych miejscach na żywym lodzie,średnio przyjemne Sam dojaz na lodowiec z wyjścia z górnej klatki wagonu wygląda atrakcyjnie jak ktoś lubi jeździć ratrakiem. Następne dni nad Gardą rowerowo i trochę w Toskani nad morzem IMG_1367.mov IMG_1387.mov7 punktów
-
7 punktów
-
Nie udało się zrobić Cingue Terre na majówkę więc teraz wyskoczyliśmy na dwa dni z nad Gardy co by nadrobić zaległości.A teren piękny i super połączony podziemna koleją z miasteczka do miasteczka - fajny patent Każde z pięciu miasteczek tworzy tu śliczny klimacik riwiery liguryjskiej. Polecam spokojnie na tydzień urlopu. ps.Jedyny zgrzyt to płatne leżaczki w kwocie od 20 euro na większości plaż od osoby, a jak nie zapłacisz to niestety nie możesz sobie kocyka tudzież ręczniczka rozłożyć Parę foci6 punktów
-
Dzień trzeci Wykorzystujemy pociąg (podjazd 4 przystanki). Pierwsze 20 -30 km nic specjalnego, wycacane wszystko na maksa, asfalt i niestety słabo z przydrożnymi drzewami. Od wjazdu do PN (Kalkalpen) jest lepiej. Choć dupy nie urywa. Ale nagle droga zmienia się w ścieżkę i jesteśmy w zupełnie innych okolicznościach! W jednej chwili wybaczamy nudny początek. A dalej jest jak zawsze na piętrze pośrednim, gdy stopniowo zanurzamy się w austriacki ordnung (musi być) Razem 54 km i 1200 m przewyższeń6 punktów
-
6 punktów
-
Z lenistwa.Te treningowe już potem przez całą zimę nie muszę smarować,i nie zbieleją.Przetestowane.Kupujesz smar bezfluorowy,pisze "training" albo "hot box".Mierzyłęm temperaturę ślizgu,przy 30 st. temperatury powietrza jest cały czas w zakresie,jaki dają profesjonalne komory do wygrzewania,czyli między 55 i 65 stopni,smar jest płynny i wsiąka.6 punktów
-
6 punktów
-
Mnie tez kiedys interesowaly te rozne "egzotyczne" kierunki typu gruzja, turcja, andora, sierra nevada, bulgaria itp. Po blizszym zbadaniu tematu, relacjach ludzi ktorzy byli odpuscilem i pozostalem wierny Wlochom/Austrii/Francji. Powiem tak, jesli zalezy ci na narciarstwie na najwyzszym poziomie i chcesz sie wyjezdzic, to odpusc sobie i pojedz do top osrodkow z krajow typowo alpejskich. A jesli to maja byc wakacje z elementami narciarstwa, bo np masz male dzieci ktore i tak duzo nie pojezdza, a do tego oferta jest z fajnym hotelem np z basenem, dobrym jedzeniem itp, to bierz Bansko. I napisz relacje co by byla swieza na forum jako wskazowka dla reszty 🙂6 punktów
-
6 punktów
-
5 punktów
-
Kalkalpen dz5 Rosnące temperatury zdecydowanie wskazywały aby szukać jazdy w lasach, może nawet gdzieś blisko rzek i potoków. Czyli w obszarze Alp Wapiennych (Kalkalpen). Był jednak z naszego "punktu siedzenia" dość poważny problem - ten Park Narodowy jest dostępny wygodnie od północy. Zielone kropki to początki tras - jak widać południe odcięte jest wysokim grzbietem. Dojazd w te "oficjalne" punkty dostępowe zająłby nam autem 1,5 godz. - niezbyt nam się uśmiechało. Przestudiowałem mapę i znalazłem hipotetyczny wjazd z Unterlassa drogą na północ. OSM i satelita wskazywały, że znajdziemy tam parkingi. Wyznaczyłem pętlę, Locus wskazał mi 1500 m vericalu. Profil trasy był dość dziwny. Teren z mapy wyglądał bardzo, ale to bardzo interesująco. Dojazd samochodem 40 min - do wytrzymania. Jeszcze uwaga ogólna - w Austrii można jeździć tam gdzie są wyznaczone drogi dla rowerów. Praktyka jest taka, że ludzie jadą jednak gdzie chcą. Tutaj byliśmy jednak na terenie PN, bardzo dużo dróg miało wielkie zakazy jazdy (rowerów). Austria to kraj dość restrykcyjny, dlatego plany jazdy opierać najbezpieczniej na tych oficjalnych (tutaj niebieskich) pętlach. Szczególnie, że ktoś to jednak przemyślał i przejechał, więc można się od tego odbijać. Nasz ślad zaznaczyłem na jasnoczerwono. Dojeżdżamy do Unterlassa, droga na północ miejscami wąska. Gdy kończy się asfalt (w Mosshohe) parkujemy. I teraz zdziwko - wielka tablica z zaznaczonymi trasami rowerowymi. Szkoda, ze tego nie ma w necie (albo gdzieś głęboko zakopane). Znajduję od razu połowę "naszej trasy". Żółta pinezka to nasz parking i start. Trasa była zgodna z tym co odczytaliśmy na mapie. Czyli stromo wcięta, wzdłuż sporego potoku. Pewnym (dla mnie niemiłym) zaskoczeniem to standard. Szeroka, gładka i wyszutrowana. Ten szuter na górze ostry, luźny a ponieważ stale góra, dół to na zjazdach ostrożnie. Po dwóch godzinach osiągamy punkt zwrotny i zaczyna się clou programu. Na początku niewinnie. Przejazdem kolejowym. Akcentów tunelowych jest coraz więcej. Najlepsze, że te tunele robią się coraz dłuższe i wyprowadzają na wprost bajkowe okoliczności. Wszystko się kończy, ostatni tunel. Było ich chyba z 10. W środku przyjemnie chłodno, w dodatku z kapiącymi mroźnymi prysznicami. Ta turystyczna trasa to pozostałość po linii kolejowej do przewozu pozyskiwanego drewna. Cudeńko. Całość była luzacka 44 km i 900 m verical. Mój locus nieźle nakłamał - chyba nie miał informacji o tunelach i policzył "po wierzchu" - prognoza to 1500 m. Gdybym to wyłapał to pewnie byśmy coś dołożyli (pewnie wjazd do schroniska Anlaufalm)5 punktów
-
Dzień czwarty Spieszeni rowerzyści czyli bike & hike Jazda na rowerze jest fajna ale... patrząc na wyniosłe szczyty Kleiner i Grosser Pyhrgas nad naszymi głowami trochę mi było szkoda, że nas tam nie ma. Udało mi się namówić Kamila na połączenie jazdy z wejściem per pedes na któryś a nich. Plan był taki aby dotrzeć na kole do schroniska Gowilalalmhutte. Końcówka to miał być już ostry wpych (z mapy). Życie trochę zweryfikowało plan, bo spory kawałek niżej był zakaz jazdy rowerem oraz... tablica, że jest to jeden z pomysłów Bike @ Hike. Trochę szkoda, że nie znaleźliśmy tego wcześniej na jakiejś stronce. W każdym razie faza 1 to było 7,7 km podjazdu (620 m vertical i do 15%). Na końcówce nawet stromiej. Po spieszeniu było tylko 2,7 km drogi na szczyt ale też 800 m (lub 1000 m) w pionie. Rowery przypinamy do jakiegoś znaku. Przebieramy buty, składamy kije (jechaliśmy od razu z plecakami, gdzie teraz wrzucamy bidony). Od początku jest bardzo efektownie. Przy schronisku trzeba się zdecydować na co idziemy. Z analizy czasu Grosser Pyhrgas dość słabo wychodzi. Poza tym przykleiła się do niego jakaś chmura (jak często do Krywania) i boimy się, że na górze możemy nic nie zobaczyć. Czyli Kleiner będzie naszym celem. Szlak szybko nabiera górskiego charakteru, jest zmienny, czasem z sporą powietrznością. Tygryski to lubią najbardziej. Na górze jest bardzo ciekawie - chmura na Grosser Pyhrgas dalej przyklejona (i tak było do zejścia). Czyli dobrze obstawiliśmy... Robimy popas, foty i po prostu lampimy się w tych okolicznościach. Pora na zejście. Po drodze ostatnie kadry. Powrót na rowerze to była po prostu wypłata. 15 km oglądania krajobrazów. To robi różnicę. Domykamy pętelkę jadąc przez miasto. Po drodze jeszcze zakupy. Razem wyszło 30 km i 1530 m vertical. Z buta dość ciężko byłoby to zrobić (przynajmniej w te 4:25 godz efektywnego ruchu).5 punktów
-
a do tego jeszcze dać link do Twoich zdjęć i komentarz jak to Polacy chętnie kupują pamiątki po Hitlerze. Spójny przekaz. Zajmujesz się rozpaczliwym rozmydlaniem tematu, który jest prosty - propagujesz mordercę i kata Polaków. Lepiej uderzyć się w pierś i przeprosić za głupotę (lub co tam wymyślisz) i po sensacji. Zawsze idziesz tak w zaparte?5 punktów
-
Mogłeś się @grimson inaczej zachować, zamiast kupować i reklamować hitlerowskie piwo (równie dobrze jakieś stalinowskie czy putinowskie) było wziąć bejzbola czy inną maczetę i roz..bać cały zapas tego debilnie reklamowanego napoju z mordą mordercy. Myślę, że Polaka kara by za to nie spotkała a gdyby nawet to sporo normarnych ludzi dobrej woli by się wstawiła za Tobą i uiściło odpowiednią wpłatę na pokrycie szkody. Zostało by jeszcze sporo dla Ciebie na kolejne wakacje w topowym miejscu. Nie wiem kogo chcesz obdarować takim Souvenirem, jakby mnie ktoś czymś takim obdarował to bym się z miejsca zrzygał, na szczęście wśród moich znajomych nie ma nikogo kto by wpadł na tak żenujący pomysł.5 punktów
-
5 punktów
-
Deprecjonujecie ten booking, a wiadomo jak każda usługa ma wady i zalety. Czasami próbuje negocjować z hotelem że chcę zarezerwować bezpośrednio, to jeszcze mi sie nie zdarzyło żeby dali mi wyraźnie taniej niż booking. Możliwość rezerwacji o 23:00, w nocy, o każdej porze. Brak oczekiwania na odpowiedzi mailowe. To jest ogromna zaleta i czasami wolę zapłacić 10% więcej niż czekać dwie doby na negatywną odpowiedź mailem i znowu wracać do szukania. Moim zdaniem booking podnosi komfort rezerwacji i wymusza lepszą jakość pracy na hotelach. Wiele fajnych ofert nie ma wogóle na booking, bo hotel nie chce płacić marży kolejnemu pośrednikowi. I takie trzeba szukać gdzieś indziej.5 punktów
-
Wczoraj za dnia padło hasło może hala wieczorem 🤦♂️ przyjąłem do wiadomości ale bez większego entuzjazmu gdyż omijałem szerokim łukiem wieczorne godziny z racji,że kiedyś naciąłem się na dzikie tłumy i stwierdziłem jak na halę to tylko o porannej sesji treningowej. A tu miłe zaskoczenie 🤩 ścisku brak i każdy miał wystarczająco miejsca żeby ćwiczyć swoje a jakość cukru elegancko dobra ba nawet było twardo 💪 Piste 1 w rezerwacji ( kluby dzieciaków ) IMG_5515.mov trasa 2 całkiem luźna jak na wieczorową porę 👌 d7aa168f-94f9-415e-bb76-0d47973791a9.mov na snowparku kilku wariantów coś skakało a jednen miał mega fart bo centymetry dzieliły go dosłownie od utraty zębów i połamania szczeny 🤦♂️ Pozdro5 punktów
-
5 punktów
-
Dwa ostatnie weekendy spędziłem pod namiotem, ale rowerek tez nie omieszkałem zabrać:-) Najpierw było Ponidzie i camp Gacki, Rowerowo wyszła ładna trasa, zwłaszcza świetna trasa rowerowa Wiślica - Proszowice (przejechałem odcinek Wiślica - Kazimierza. W okolicy Stradowa trafił się też kapitalny wąwóz, a później malownicza polna droga do Kozubowskiego Parku Krajobrazowego. Drugi weekend wyszedł nad jeziorem Druglin Duży w okolicy Ełku. Piękne, ciche i ciekawe jezioro, bez skuterów, motorówek, z mnóstwem wysp i wysepek oraz urozmaiconą linią brzegową. Rowerowo wyszła ładna pętla, było trochę bruków, trochę szutrów, mało asfaltu. No i bardzo ładny leśny odcinek w okolicy poligonu w Orzyszu.5 punktów
-
Z FB https://www.facebook.com/share/v/1Ja3D4yo18/ Zmieniamy się dla Was i wdrażamy nowoczesne ''technologie w trosce o śnieg'' Nartorama sp. z o.o. realizuje projekt inwestycyjny z dofinansowaniem z UE 🇪🇺 z Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji pt.: „Zwiększenie konkurencyjności firmy Nartorama Sp. z o.o. oraz wzmocnienie endogenicznego potencjału subregionu wałbrzyskiego poprzez inwestycję w energooszczędne urządzenia do produkcji śniegu ❄️ w Zieleńcu.” ''Przedmiotem projektu jest zakup środków trwałych, w postaci 6 energooszczędnych automatycznych armatek 700ASE produkcji SUPERSNOW ( Supersnow ) do wytwarzania technicznego śniegu ❄️ wraz z systemem sterowania za pomocą aplikacji mobilnej. Pozwoli to na wdrożenie nowej usługi w firmie, tj. otwarcia na trasie zjazdowej Alpina odcinka slalomu 🏂⛷️ do organizacji zawodów w narciarstwie alpejskim. Projekt skierowany jest do szkół i klubów narciarskich, ponieważ technicznie wytworzony śnieg – popularnie nazywany „sztucznym” – doskonale nadaje się jako podłoże do treningu, organizacji zawodów i konkursów w slalomie. Planujemy wprowadzić nową usługę: udostępnianie stoku slalomowego z gwarancją śniegu, co ma spowodować wzrost konkurencyjności firmy w subregionie wałbrzyskim. 👉Więcej informacji znajdziecie Państwo na stronie Nartoramy (link w komentarzu)4 punkty
-
No popatrz, Krynica się rozwija i właśnie skończyła budowę amfiteatru... Ty skoro tak kochasz te zwierzęta to pewnie masz ich kilka w domu, oczywiście mówię o Rysiach i tego typu podobnych. Generalnie, jak ktoś zakazuje modernizacji na terenach które zawsze obejmowały narciarstwo to jest zwyczajnie za zdziczeniem kraju. Rzadko pojawiają się Państwowe inwestycje na rozwój terenów górskich, ale mimo tego i tak znajdą się "debile" bo inaczej nie można tego nazwać, którym to przeszkadza. Szczawnika to jest ewidentny przykład chęci przytulenia kasy ale mam nadzieję, że wreszcie ktoś będzie mądry i odblokuje ta modernizacje...4 punkty
-
To jest promocja treści zarówno alkoholowych jak i nazistowskich. O ile z propagowania alkoholu (piwa) raczej się wykręcisz, chociaż niekoniecznie (poczytaj orzecznictwo) to zupełnie inaczej jest z symbolami nazistowskimi. Są z urzędu ścigane. Ale dla mnie co innego jest szokujące - wspierasz parszywy interesik jakiegoś cwaniaka lub zgoła neonazisty, żyjąc w kraju gdzie z decyzji Hitlera zniszczono do cna Warszawę i pozabijano jej ludność. A to tylko jedna z licznych zbrodni tego człowieka. Masz bardzo specyficzne poczucie humoru. I kompletny brak wyczucia społecznego, w kraju gdzie Twoi rodzice/dziadkowie żyli pod nazistowskim butem. Na lekcjach historii też nie uważałeś. Skąd się tu wziąłeś?4 punkty
-
Dlaczego promujesz piwo z Hitlerem? Bo Twój umysł naszpikowany jest uproszczeniami Konfy i nie rozumie co wogóle udostępnia.4 punkty
-
Parę dni w Alpach Region Totes Gebirge i Kalkalpen (Parki Narodowe). Czyli "dolna" Austria Górna. Punkt wypadowy - kamping w Pyhrn-Priel, tuż przy autostradzie A09. Po części wybór był podyktowany zimowymi wspomnieniami z Hinterstoder i Wurzeralm. Choć rower to zupełnie inne możliwości eksploracji terenu. Zebraliśmy dużo traków z okolicy, przejrzeliśmy oficjalne strony organizacji turystycznych (tutaj gpx nie uświadczysz). Po dokładnej analizie wyszło, że na tydzień powinno tego styknąć. Pewnym problemem było, że byliśmy zainteresowani MTB i jazdą po szutrach i drogach gruntowych (tych prawie nie ma). Bo szosowo można robić tam duże pętle. Ale w ruchu samochodowym. W podsumowaniu na mapie, to co wyszło (mi, bo koledzy mieli jedną trasę więcej) Dzień 1 Na początek obowiązkowy klasyk Hinterstoder Hoss Mountainbike Tour MTB3. Bardzo sensowna pętla, pod warunkiem, że się jedzie się przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Zaczynamy na parkingu znanym mi z zimy. Na rozgrzewkę czeka nas ponad 800 m vertical podjazdu, luksusowym asfaltowym podjazdem 10-15%. Mijamy pierwsze piętro stacji razem z hotelami, restauracjami, kwiatkami, wystrzyżonymi pastwiskami. Słowem nieprzyzwoicie wycacane. Zbliżamy się do przekroczenia linii grzbietu. Wcześniej mówiłem kolegom, że to z mapy wygląda dość powietrznie. Ale usłyszałem: - eee tam, tam jest droga. Będzie spoko. Wjazd na odcinek już tego nie zapowiadał. Trzeba było przenieść rower i wielka tablica z informacją, że to jest dla rowerzystów mtb. Ogólnie to zjazd był szeroki ale położony na pionowej ścianie. I wyłożony fatalnymi wielkimi kamulcami łamańca. Strasznie niewdzięczne do jazdy, no chyba, że na pełnej pycie. >20% daje tu duże pole do popisu. U nas popisów nie było zjechaliśmy to spokojnie, mijając tych co prowadzili rowery. Dalej było spokojnie z pięknym górskim charakterem od okolic Vorderstoder dużo asfaltów. Razem około 1100 m vertical i 31 km.4 punkty
-
4 punkty
-
ja cały czas twierdzę, że kwestia bezpieczeństwa na Goryczkowej powinna być priorytetowa. I naprawdę te przepychanki ekologów powinny być natychmiast ucięte. I zacząć powinna się MODERNIZACJA. A jak się sytuacja zmieni w przyszłości, to trzeba zrobić naśnieżanie, ale najpierw 1 krok, by nikt tam NIE STRACIŁ ŻYCIA.4 punkty
-
4 punkty
-
Gdybyśmy mieli Soelden, to Ślusarczyk zablokowałby Soelden, bo... "nie godzi się budować wyciągów na tak wyjątkowym przyrodniczo obszarze, nadto widziano tam orła", więc i tak Kasina i Czarny Groń byłyby w stanie konkurować. Oglądałem film JC ze Sierra Nevada, byłem tam (latem) w pobliżu, to jedyne góry w promieniu kilkuset km, w zasadzie jedyna góra (Mulhacen - najwyższy szczyt Hiszpanii), ale jakoś nie mają tam żadnej Pracowni..., która by budowę wyciągów zablokowała. I jest ich tam ze 20, jak nie więcej...4 punkty
-
Edit: jednak to było 8-9 lat temu - a poniożej najsłynniejszy występ Pawła4 punkty
-
Kamil zagrał mecz życia - w piątym secie przegrywał 5:2 i wyszedł z tego - niebywałe - zwłaszcza w męskim tenisie.3 punkty
-
Dla nich zwłaszcza gratulacje bo nie byli faworytami, Kamil po dwóch przegranych setach nie poddał się i wygrał z dużo wyżej notowanym przeciwnikiem, brawo!3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
to jest jakieś pier**lenie dla ułomnych. A konsekwencją działań tych szkodników ekoterrorystów jest właśnie to: https://finanse.wp.pl/zamkneli-wyciag-narciarski-turysci-znikneli-wies-sie-wyludnia-7190511885294336a3 punkty
-
Oby Ci te koty nie zdechły jak inwestycja w Szczawniku. Bo kto wie, może zaległy Ci się jakieś chronione szkodniki w domu....3 punkty
-
Czepiasz się szczegółów a i tak nie masz racji. Większość nazistów to byli Niemcy. Nie wszyscy Niemcy to naziści. Można powiedzieć nazistowska zbrodnia, a można powiedzieć niemieckie zbrodnie z okresu hitleryzmu. Oba określenia są prawidłowe i każdy człowiek, który uważał na historii, będzie rozumiał o co chodzi.3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Jeśli w ten sposób prezentujesz swój brak szacunku wobec dziennikarza, to muszę wyrazić swoją dezaprobatę.3 punkty
-
3 punkty
-
Dwa wątki: 1) Porównanie Kaprun z Muszyną - gdyby rozkręcić Muszynę, na korzyść Muszyny jako miejscowości. ON w Kaprun nieporównywalny, ale NIGDY JUŻ TAM NIE POJADĘ. Dla mnie Kitz to cmentarz. Między innymi dlatego, że byłem tam tydzień wcześniej przed wypadkiem. 2) Odpowiem też na durne pytanie. Tak, byłem wielokrotnie, ale lubię też jeździć w Polsce, uczę w Polsce i chciałbym, abyśmy - na miarę możliwości - się zbliżali tym, co możemy, do ośrodków alpejskich. Gór nie podwyższymy, ale jest wiele ośrodków w Polsce, które robią wiele aby tak było. A mają rzucane kłody pod nogi.3 punkty
-
Akurat w tym rejonie nigdy nie miałem problemu,choć ja tam bywałem na 3 dni w drugiej połowie marca,na Helmissimo.Zawsze rezerwowalem 2 dni przed wyjazdem,jedną miejscówką załatwiałem zawody w San Candido i jazdę na Kronplatzu.Super tanią miałem w San Lorenzo di Sebato /Haus Tasser/,a gdy oni nie mieli,albo Jagerhof /Ferrara/,albo w Prato alla Drava /Innerraderhof/ i inne...Przeważnie z bookingu,ale jak już miałem telefony,to bezpośrednio.Poza biletami lotniczymi nigdy nie rezerwuję niczego wczesniej,bo z racji wieku,gdy zejdę,mniej zostałoby w masie spadkowej...3 punkty
-
Dla Ciebie, jak i wielu na tym forum, narty to pasja (dla mnie też). Są też tacy dla których przyroda to pasja. Nie każdego działania kierowane są przez pieniądz. Jeśli nie znasz takich ludzi to szczere współczuje. Krzyczycie ekoterroryści, o pseudo ochronie przyrody itp. i tak naprawdę pokazujecie tylko jak ograniczony punkt widzenia macie. Głośno tylko wrzeszczysz jak bobas któremu nie chcą dać ulubionej zabawki. Bobasku: nie dostaniesz tego resoraka bo są jeszcze inne kwestie, których twój rozumek nie ogarnia. Kiedy/Jeśli dorośniesz intelektualnie to może zrozumiesz że na pewne sprawy trzeba patrzeć szerzej. (i cały świat to nie tylko narty i kasa), a o Rysiu to jednak może za wiele nie wiesz.3 punkty
-
Ahoj przygodo. Zaliczona Baby Shark Beach, gdzie Tygrysy Cytrynowe o długości do ok 60cm swobodnie pływają między nogami. Mama o długości do 3m czai się gdzieś trochę dalej. Wszedl też wygasły wulkan z słonym jeziorem w środku. Mini G-klasa czyli Suzuki Jinmy 4x4 w manualu na ramie daje radę na wertepach.3 punkty