Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
05.02.2017 - 05.02.2017
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 05.02.2017 uwzględniając wszystkie działy
-
Piątek 3 lutego godz. 4.45 wyjście z domu na chodnikach totalna szklanka po paru przesiadkach tramwaj - pociąg - pociąg docieram na Czantorię 8.15. Góra przykryta szczelnie mgłą zniechęca. Zakup całodziennego karnetu, przygotowanie do jazdy i 8.40 wychodzę do krzesełek w tym czasie mgła znika znad stoku zupełnie. Poranne szusowanie to sama przyjemność po 11 trasa robi się rozjeżdżona i wymagająca więcej ostrożności i siły. Na szczycie robi się bardzo ciepło co zachęca do plażingu o godz. 14 było 11 na plusie. Kolejek w zasadzie nie ma, górny odcinek przyjemny do jazdy, zwężenie trasy i środkowy odcinek czerwonej zmuldzony i rozmiękły ale dolny twardy i przyjemny, ostatni fragment przed dolną stacją trochę miękki. Dzień na Czantorii bardzo udany. Powrót o 20.3017 punktów
-
Jedyne ok 20 godzin montażu i wykorzystany praktycznie cały materiał filmowy... ...miały być dwa filmiki ale będzie tylko jeden. Zapraszam do obejrzenia16 punktów
-
Uwaga! Zdaje relacje! Uwaga! Wszyscy zyja! Kolana cale! Lawina nikogo nie przysypala! Drzewa nikt nie przestawil [emoji14] *Trafil sie nam warun sezonu! Dosypalo sniegu bardzo szybkiego [emoji14] zjazd polana Stefanka i pozniej z 3Kopcow po prostu petarda! [emoji14] Dzieki wszystkim za milo spedzony dzien! Tomek *to nie jest opis warunkow sniegowych, autor nie ponosi odpowiedzialnosci za zamieszczone tresci [emoji14]15 punktów
-
14 punktów
-
Tomek we właściwy sposób opisał dzisiejsze warunki. Nic dodać, nic ująć . Dla mnie (i Marcinna) to był debiut prawdziwych skitourów, nie licząc mojego wejścia z Johnnym N. na Mosorny Groń. Teraz byłem na własnym sprzęcie, wysłuchałem od "fachowców" wielu cennych informacji. Nie ukrywam, że wejście na Rysiankę dla takiego początkującego to nie jest bułka z masłem, chociaż dla kolegów to była pewnie lekka przebieżka. Kondycję jako taką mam, ale i tak zwykle byłem w ogonie naszego peletonu. Teraz w domu czuję wszystkie mięśnie nóg co bardzo mi się podoba. Taki skitourowy debiut z taką grupą jak dzisiaj to najlepsze co mogło mnie spotkać ostatnio w narciarskim życiu. Dzięki wszystkim dzisiejszym uczestnikom za super WZF.13 punktów
-
13 punktów
-
13 punktów
-
Szwajcaria Bałtowska - gołoledź. Tak jak zaplanowaliśmy, w dniu dzisiejszym pobudka z samego rana i wypad na otwarcie do Bałtowa. Przy ubieraniu długo zastanawiałem się, który ze stabilizatorów na nie do końca sprawne kolano założyć: sztywny, czy miękki? Ostatecznie wybrałem ten bardziej komfortowy, a nie ten lepiej działający. Prawdopodobnie decyzję podjąłem, po wczorajszym dosyć udanym dniu na nartach w Bodzentynie. Portki na... ...śniadanie i do auta. A auto, co? Całkowicie zamarznięte - idealnie czysta i przezroczysta warstwa lodu na szybach i całości. Skrobanie i jazda, a na drodze lodowisko. W mieście i na drodze krajowej w miarę ok, ale potem na większości trasy mega niebezpiecznie i lodowo. Nauczony niedawnym doświadczeniem i stłuczką - noga z gazu i jechane ok 40 km/h - szybciej się nie dało a i tak by zahamować przed skrzyżowaniem trzeba było dobre 150 metrów wcześniej hamować. W takim niezbyt szybkim tempie nasza podróż trwała o dobre pół godziny dłużej. Mimo wszystko udaje nam się dotrzeć dosłownie 5 minut po otwarciu ośrodka. Kupujemy karnety 2 godzinne za 40 zł (taryfa weekendowa) i idziemy jeździć bez zwłoki - weekend, ferie... spodziewaliśmy się, że pojeździmy, ze względu na pogodę chociaż z samego rana w komfortowych warunkach i z luzem przy wyciągach i na trasach - jak się później okaże niestety gołoledź nie odstraszyła wszelkiej maści narciarzy. No to w górę... ...po prawej jak na górnym zdjęciu widać nasza ulubiona tutejsza trasa, a po lewej ręce zabudowania Szwajcarii: mini ZOO, tył Zapieckowej Restauracji, oraz Rollercouster Dwie pierwsze trasy wyglądają na bardzo dobrze przygotowane i tak jest. Trochę nierówności, po godzinie nieco wystającego lodu - ale ogólnie jak na odwilż było ok. Szybko. Temperatura w okolicach zera i delikatna mżawka. Jazda bez szyby, bo szyba niestety w takich warunkach przejrzystości powietrza jak dzisiaj kompletnie się nie sprawdziła. Kontrast słaby i ciężko było wypatrzeć, co tam pod nogami. Wariantem najłagodniejszym zjeżdżam dzisiaj jedynie dwa razy: Tradycyjna fotka banneru iście w alpejskim stylu Ulubiony fragment trasy z bliska: Ponieważ warunki pogodowe i zima w tym roku dopisuje - ośrodek jest w pełni sprawny. Łącznik między wyciągowy a jednocześnie najłagodniejsza i najdłuższa trasa jest przygotowana: Przenosimy się pod krzesło. Na początku tutaj niewielu narciarzy... ...kilka razy natomiast dało się zjechać w takich warunkach: Brak kolejki, dosyć fajny stok - kilka zjazdów udało się zaliczyć swobodnie jeżdżąc. Po pół godzinie niestety przybyła do ośrodka bardzo duża ilość ludzi i ze względu na otwarty snowpark i zwężenie zrobiło się niebezpiecznie tłoczno. Zrezygnowaliśmy więc z wygodniejszego wyciągu na rzecz trasy przy orczyku. Trochę się dziwię, że park jest w tym roku wyraźnie szerszy kosztem głównej trasy Po co tak jeśli narciarzy chętnych do jazdy na hopkach i innych przeszkodach jak na lekarstwo? Dziwne to. Jeszcze tylko fotka całości trasy pod krzesłem... I zmykamy. Irytuje nas dzisiaj masakryczna ilość instruktorów narciarstwa i osób uczących się. Wyciągi non stop są wyłączane, non stop ktoś się przewraca, blokuje bramki - ruch jest szarpany i bardzo wolny - na trasie z minuty na minuję coraz więcej ludzi. Po dniu dzisiejszym stwierdziliśmy, że Bałtów w weekend, w okresie ferii jest bez sensu - trzeba poszukać mniej ludnego ON. Kończymy jazdę po 11 - Endomondo wskazuje przebyty dystans 23km. Ostatnia fotka przy aucie... ...ktoś zgadnie, co to za zamek? ...i spadamy do domu. Droga powrotna mimo tego, że już posypana gdzieniegdzie piachem jest nadal mega niebezpieczna - tempo mamy żółwie. W okolicach wsi Niedarczów mijamy jeden wypadek - auto 4X4 w rowie... ...w centralnej części wsi - drugie auto rozwalone o betonowy przystanek - auto i przystanek kasacja. Zaraz za wsią najgorszy widok jaki może być: w okolicach cmentarza, Fiat 500 na dachu - w zasadzie dachu nie ma Straż pożarna, policja, samochód nienaturalnie za głębokim i szerokim rowem - widać, że koziołkował ostro. Widok przerażający - dwie pary nart w pokrowcach obok wraku, dwie pary butów narciarskich obok... ...a auto z kompletnie wgniecionym do środka dachem po stronie pasażera i kierowcy. Mam nadzieję, że ludzie przeżyli - zdrowi z pewnością z tak tragicznego wypadku nie wyszli Smutne. Pozdrawiam marboru12 punktów
-
WZF Rysianka Na wstępie wielki dzięks dla wszystkich dzisiejszych uczestników! Spora grupa się zebrała. Miałem wątpliwości czy warto się wybierać ze względu na pogodę, ale jak zwykle koledzy postawili mnie do pionu. Dosłownie i w przenośni. Tak bardzo mi się nie chciało wstawać o 5.00 rano, ale jakoś sobie poradziłem z tym problemem. Wyglądam nieśmiało za okno a tam bangla. Bangal deszcz, ale wydaje się niegroźny. Kontaktuję się jeszcze z Andrzejem (Andy-w), bo to ostatnia nadzieja na odzyskanie pięknego snu. Niestety,już wiem, że go nie odzyskam i pora zacząć pakowanie plecaka. Tylko co tu zabrać? Typowo narciarska kurtka czy spodnie odpadają, bo bym się udusił. Rowerowe peleryny również, bo oddechu złapać nie potrafią. Biorę więc kilka cienkich koszulek różnej maści, softshella i jakąś tam wiatrówkę. Gdyby jednak ulewa nie chciała dać za wygraną, zabrałem jeszcze starą kurtkę do ciorania. Godzina 6.30 już w samochodzie i zmierzam do Andyiego. Dalej pojedziemy razem, zabierając po drodzę jeszcze Mtiego. Optymizm na poziomie empty... Leje, na drodze ślisko, ale kontynuujemy podróż. Plan awaryjny to Karczma w Jeleśni... Jednak nie ma najgorzej i pojawiła się szansa na zupełnie przyzwoite warunki. Na miejscu coś tam jeszcze siąpi, ale humorów już nie popsuję. Przywitanie i czas się oszpejować. Poziom optymizmu wyraźnie rośnie. Obawy były na wyrost, znowu nie doceniam wysokości! Jeśli tu coś pada, to śnieg! Szybki gramoling i powoli ruszamy do góry. Początek to taki lajtowy szlak, prawie jak wyratrakowany. Ale Major zaczął szukać czegoś ciekawszego. Niestety strumień przeszkadza. Idziemy więc dalej, aż trafiamy na jakieś skrzyżowanie, z którego już ciśniemy w bardziej dziewiczy teren. Nachylenie rośnie i trudność też. Ale naszemu debiutantowi - Marcinowi to nie przeszkadza. Wszyscy dzielnie cisną do przodu. Myślałem, że Major chce nas jak najszybciej doprowadzić do schroniska i "wodopoju", ale nic w tym rodzaju. Zaprowadził nas na piękną polankę ze sporą ilością puchu... no, mnie więcej... na której dało się fajnie pojechać. Zjazd wykonany, pierwsze koty za płoty, możemy zmierzać do właściwego celu. Ekipa ponownie zakłada foki i ruszamy trawersem przez las. Zabawy jest sporo, bo trasa to nie naleśnik. Są miejsca z łatwym trawersem, są też ciekawsze - ze strumieniem. Są też inne atrakcje, jak np. wąskie gardło... Wysokość rośnie, to i na drzewach widać świeży śnieg. Niby odwilż, ale u góry biało. Czasem pojawiają się gleby, choć do zjazdu jeszcze daleko. Najważniejsze to się nie poddawać i zachować dobry humor... Trochę żeśmy przeszli i w końcu dochodzimy na szlak. Spodziewałbym się równej, ubitej powierzchni, a tu ubite może jest, ale normalnie sztorm na trasie. Góra, dól, góra, dół i tak cały czas. Nic wielkiego, ale tak może bardziej coś po równym? Mówisz i masz! Wychodzimy na polanę, gdzie pięknie słońce mgli i nawet jest trochę ubite. Dla każdego coś miłego... Jeszcze trochę truchtania i w końcu w blasku zamglonego słońca, pojawia się schronisko. Słońce wali po gałach, więc szybko chowamy się do schroniska, żeby się ochłodzić. Przecież nie będziemy wystawiać skórki na ultrafiolet... Dbamy o zdrowie. Niektórzy jeszcze korzystają z wyciągu pchanego... Czas na papu i odpoczynek. Oczywiście były też różne dyskusję forumowe i itp... Jedzonko dobre i porcję uczciwe. Coś do tematu o jedzeniu na stoku. Tylko jakim stoku? Tu je wolność i nikt o wyciągach nie myśli. Klimat jest... Przed schroniskiem widać, że to kultowa miejscówka dla skitourowców... Jeszcze ilość śniegu... No i podstawa: zdjęcie wszystkich dzisiejszych uczestników, wyjątkowego WZF! Sekundę wcześniej połowa była zasłonięta nartami, które podnieśli... Czas zjeżdżać. Ponownie pofalowanym szlakiem i w końcu na lewo. Nabieramy rozpędu i zaczynamy szukać tej swojej linii. Jak się sunie, to nie ma problemu. Las szeroki, ze sporą ilością śniegu - jest dobrze! Czasem narty toną, w końcu to puch... Super zabawa! Niestety zjazd szybko się kończy i trzeba wracać do samochodów szlakiem. Przyjemność nie może trwać wiecznie. Wszyscy w euforii są gotowi się ponownie wspinać, ale czasu brak. Nie ma co płakać, bo już wkrótce będzie kolejna okazja i pewnie równie dużo puchu... Tak skrótowo i na szybko. Kto nie był, ten niech żałuję! Wyjątkowy WZF i wyjątkowa ekipa! Kto dołączy next time? Pozdrawiam, Johnny11 punktów
-
11 punktów
-
Dzisiaj kolejny raz Skolnity, tym razem rodzinnie. Całą drogę z Gliwic pada deszcz, na parkingu pod stokiem niestety też. Na dolnym parkingu lodowisko, żona "wycina orła" zaraz po wyjściu z auta, zresztą nie tylko ona. Ludzi na stoku umiarkowana ilość, jest miękko i prędko zaczynają się tworzyć odsypy i małe muldy. Pomimo tego śnieg jest szybki. Pogoda nie rozpieszcza, wprawdzie deszcz przestaje padać, ale jest nieprzyjemnie i wilgotno. Po dwóch godzinach jazdy na okrągło zawijamy się do domu, tym bardziej, że ludzi zaczyna przybywać.10 punktów
-
8 punktów
-
7 punktów
-
No to relację czas zacząć. Dojechaliśmy po 17 godzinach podróży z tym, że odwiedziliśmy po drodze kuzynkę szwagra w Berlinie więc zeszło. Powrót 13 h. Wyjazd w drogę powrotną piątek po południu. Aż do byłej granicy NRD - RFN droga szła dobrze. Jeden korek koło Norymbergi i to niewielki. Jednak tempomat włączyłem dopiero w starym NRD. Takie było natężenie ruchu, że jazda tylko na nogę. Dość stresujące. Mieszkaliśmy tu: http://www.dienten.net/ Wejście do sklepu z korytarza. 100 m do krzesła Gabuhel, które jest najstarszym i najwolniejszym w całym ośrodku. Reszta to same szybkie i czasem grzane kanapy z bąblami oraz trzy gondole. Widoki z tarasu: Dla lepszego zoobrazowania opisu poniżej załączam mapkę: http://www.hochkoenig.at/pdf/HK_pistenpano_de.pdf http://affiliate.skiamade.com/de/winter/skiregionen/pistenpanorama?zoom=77 Ośrodek nie jest może wielki, do objechania w jeden dzień bez problemu. Nie jest to też miejsce dla miłośników tras po 5 km i więcej. Bo jest to ośrodek tzw jednopiętrowy. Przewyższenia ok 500-600 m. Długości krzeseł 1500 do 2000 m. Minusem jest to, że jak była dwa dni mgła w dolinie to dolne części tras też są we mgle. Nie da się przenieść wyżej. Dla mnie to jest jedyny minus takiego układu. Zjazd z Aberg do Maria Alm lub do Hintermoos lub z górnej stacji kolejki Fellersbach okolice szczytu Schneeberg do Mulbach ewentualnie z górnej stacji Kings Cab do Mulbach daje około niecałego kilometra przewyższenia. Czarne trasy długie w sumie dwie i to też nie takie mocno czarne. Pozostałe czerwone w zasadzie w średnich i czasami w górnych rejestrach. Z Abergu dużo wariantów niebieskich. Po stronie Mulbach długa niebieska z górnej Kings Cab do Mulbach. Bardzo przyjemna. Dla mnie cały układ w zupełności wystarczy na tydzień jazdy, zwłaszcza z dziećmi. Trasy szerokie, wszystkie w lesie. Układ tras i komunikacja między poszczególnymi częściami bardzo czytelne i rozsądne. Jedynym wąskim gardłem jest dojazd z Mulbach do Zapferalm. Jest to konieczne jeżeli ktoś chce poruszać się po całym ośrodku. Schodzą się tam trasy prowadzące z górnych stacji gondoli Karbachalm i wspomnianego krzesła Fellersbach. Wszystko w dwa wąziutkie gardła. W szczycie aktywności narciarzy bardzo niebezpieczne miejsce. Jak się człek napatrzy na to, to aż się nartować odechciewa. Bardzo nowoczesne Skicentrum Dienten, zbudowane nad drogą, pomiędzy dwoma zboczami, imponujące. Huty czyli po naszemu knajpy. Jak ładna pogoda to warto wjechać na Gabuhel. Tam jest Gabuhelhutte. Trzy ściany ze szkła z widokiem na masyw Hochkoenig. Imponujące. I jedzenie bardzo dobre. Pomimo początku ferii. Ludzi ilość umiarkowana, Jedynie niedziela i piątek były momenty, że stało się minutę może dwie w kolejce. Układ jest taki, że mamy przeważnie jedno krzesło lub kolejkę i do tego jedną lub dwie szerokie trasy co nie powodowało nadmiernego tłoku na trasach. Wyjątek stanowi to wąskie gardło o którym pisałem i czasami trasa 4 pod Kings Cab bo to jest szybka gondola 8 osobowa. O tym, że jest to mało popularne miejsce, świadczy fakt, że mowę polską i w ogóle słowiańską słyszałem może ze trzy cztery razy. Ale za to w oddalonych o 25 km termach w Bad Gastein to już tak z 2/3 gości to Słowianie. Pogoda: pierwsze dwa dni (niedziela, poniedziałek) lampa. Dzień trzeci kataklizm śniegowy wszystko przemoczone. Dzień czwarty mgła, chmury. Pozostałe dwa dni w zasadzie słoneczne. W czwartek rano lekka niespodzianka. W nocy spadł deszcz na wyratrakowane trasy. Rano to wszystko zamarzło na beton, ale taki prawdziwy beton. Dawno po takim twardym nie jeździłem. Ja wolę jak jest lekko przegarnięte z niewielkimi odsypami. A tu do południa równo jak na stole. Zdjęcia: Moja jazda. Jeździliśmy z dziećmi, więc nie szalałem. nawet jak się urwałem to nie byłem zbytnio przyzwyczajony do dużych prędkości, więc mogę tylko skomentować ehhhhh... Co jeszcze bardzo mi przypasiło w tym miejscu. Ludzie, miejscowi ci, którzy dla nas pracują (za nasze pieniądze) niesamowicie komunikatywni, mili, uprzejmi, pomocni. Poczynając od gospodarzy, poprzez obsługę wyciągów kończąc na obsłudze w knajpach. Trochę tych Alp już widziałem i mogę stwierdzić po 4 wizytach w największych ośrodkach Ski Amade i kilkunastu w Tyrolu i we Włoszech, że tu w kraju salzburskim są najsympatyczniejsi tubylcy no może nie w obszarze całych Alp. Ale uważam, że jest dużo milej i przyjaźniej niż w Tyrolu. Chociaż do Tyrolu też nic nie mam. To na tyle. Pozdrawiam. PS a po powrocie w domu czekał prawdziwy barszcz czerwony gotowany na soku z kiszonych buraków i pieczone paszteciki6 punktów
-
Baba Jaga - Bodzentyn, czyli na świętokrzyskiej ziemi. Po skręceniu nogi w kolanie tydzień dałem sobie odpoczynku od nart. Ból prawie minął, stabilizator odnaleziony - trzeba było pojechać i spróbować. Wybór stoku również był podyktowany sprawnością wynoszącą jakieś 75%. Długi, łagodny i z małą liczbą narciarzy. Idealnie pasował Bodzentyn więc, to właśnie tam skierowaliśmy auto. Jeszcze tylko szybki telefon do Bumera...i jedziemy w troje Ja, Paula i Andrzej. W drodze w powietrzu dało się wyczuć bardzo dużą wilgotność i tchnienie odwilży. Na miejscu jesteśmy grubo po godzinie 15. Kupujemy karnet 3 godzinny - w wersji weekendowej, to koszt 40 zł. Bumer i Paula: Cały ośrodek jest mocno przestarzały - stare wyciągi, ratrak, skutery śnieżne ale też bardzo skromne budynki. Kasa wygląda tak: Karczma gdzie o dziwo podają bardzo dobrą kwaśnicę i kiełbaskę z cebulką. Obsługa bardzo miła - ceny raczej niskie. Przez cały nasz pobyt raczej nie było kolejek do wyciągu. Góra dwie, trzy minuty oczekiwania na swoją kolejkę. Widok stoku w całej okazałości od dołu: Tutejsze sprzęty i jedyny w takim rodzaju ratrak, który "na plecach" ma dwie armaty śnieżne. Górka ma jakieś 850 metrów długości i w górnej części podsypaną ją ziemią, po to, by móc się odpowiednio rozpędzić do przejechania całości. Różowe portki wróciły Widok z góry na miejsce naszego dzisiejszego nartowania: Pierwsze kilka zjazdów jeżdżę zachowawczo - niestety kolano boli Mimo odwilży warunki są ok. Jest szybko i twardo. Gdzieniegdzie trochę lodu, trochę nierówności - w sumie fajnie. Idealne miejsce do rozruchu po urazie. Nowa inwestycja w ośrodku, to bramka Bumer mówi, że ze Słotwin przyjechała Napisy niczym z komuny I ponownie w górę bardzo szybkim wyciągiem. Na jego starcie trzeba się pilnować, bo startuje tak szybko, że gotów wyrwać narciarza z butów. Jeździmy z krótką przerwą non stop. Zapada zmierzch i przychodzi mgła. Jest wilgotno i wyraźnie temperatura spada - mżawka zamarza na goglach i na odzieży. Pracownicy będący u góry, ale również narciarze mogą się ogrzać przy koksowniku. Kończymy kolejny dzień na nartach. Dobry dzień. Noga z czasem sprawowała się coraz lepiej. Ból przestał doskwierać i mogłem troszkę sobie poskręcać Trzeba rozgrzewać i przygotowywać się do reszty sezonu - plany przecież ambitne. Mam nadzieję, że wszystko będzie ok - jutro z rana kolejne narty? Wszystko zależy od pogody. Dzięki Bumer za towarzystwo! Jak zwykle było super i wesoło. Pozdrawiam marboru6 punktów
-
Ogólnie to forumowicze i nie tylko dopisali, byłem miło zaskoczony, jak okazało się na parkingu, że zebrało się 11osób! brawo MY!5 punktów
-
4 punkty
-
4 punkty
-
4 punkty
-
Wrzuciłem w wątku z ostatniego mojego wyjazdu w Alpy - wrzucę i tu Próbowałem coś urozmaicić w swoim kręceniu, montażu, ale mam wrażenie, że niezbyt mi się udało i wyszło tak jak większość marboru filmików - czyli nic nowego Tym razem muza chociaż sama się wybrała - podrygi w aucie w jednej z pierwszych scen, to właśnie przy Boney M były. Proszę o komentarze, uwagi itp.4 punkty
-
Bardzo żałuję że mnie nie było z Wami. Ale w tym mniej więcej czasie ujeżdżalem stoki Swieradowa z córeczką :-) Ćwiczyliśmy jazdę po muldach ;-)4 punkty
-
Zwardoń. W piątek wydawało się, że sobota będzie narciarsko odpuszczona. Jakoś entuzjazmu do wyjazdu nie bylo. Długie spanie do 8 godz., rozleniwienie, w Bielsku mgliście. Ale rzut okiem na kamerki dał dużo do myślenia. Wszędzie w górach przejrzysto, mgły tylko w dolinach. Szybki tel. do kolegi Marka i jestesmy umówieni. Przed 12 jesteśmy w Zwardoniu. Parking pełny więc za wskazówką pana porządkowego parkujemy na placu przed wiaduktem kolejowym. Jakieś 300 m z buta i jesteśmy pod wyciągiem. Taka mała rozgrzewka. Kupujemy karnety od 12 do 16 godz. Po jednym zjeździe z M. Rachowca decydujemy się na przenosiny na D. Rachowiec. Na trasie przy kanapie raczej tłok, dużo uczących się, wywracających narciarzy. Na Dużym Rachowcu luz, szeroko, u góry miękko, trochę ciapowato, niżej równiutko, dość twardo. Śnieg tylko naturalny i na szczycie kilka prześwitujących niegroźnych minerałów. Po prawie 2 godz. zjeżdźamy do knajpy na D.Rachowcu. Po wciągnięciu smacznej kiełbasy kończymy nasze skipassy na trasie przy kanapie. Trochę już stok zmęczony, narciarzy trochę mniej, ale trup ściele się gęsto. Dawno nie widziałem tylu spektakuarnych "gleb". O 15.55 zamykają kanapę i robią przerwę na ratrakowanie. Kończymy bardzo udany narciarsko dzień, który wcale się tak różowo nie zapowiadał.4 punkty
-
Ustroń-Mała Czantoria Dziś po południu z dziećmi uskuteczniałem Poniwiec To co mi się już na początku nie podobało to masa ludzi ,wszystkie parkingi full Gdzie,jak gdzie ale tu nigdy nie było tyle osób Na szczęście na stoku nie było jakiejś większej tragedii (chyba dzięki porze obiadowej) Warunki iście wiosene,ok 4 stopnie,miękko ale bez przetarć Można było dzieciaki śmigu pouczyć między hopkami4 punkty
-
3 punkty
-
dzisiaj z rana znowu padał deszcz, a w nocy śnieg. Niestety to co spadło na dole stopił deszcz, ale im wyżej tym lepiej - na Babie było ok 5cm mokrego śniegu rano. U góry nie byłem, ale znajomy mówił, że sporo więcej dopadało.3 punkty
-
Poprzednicy - świetne zdjęcia! Dziś - pomimo padającego w Szczyrku deszczu warunki do godz 11 niezłe (pośredni). ostatnie 3 tyg tez bardzo dobrze - objechałam wszystkie możliwe trasy ale Bieńkula - aż się wzruszyłam - tak przygotowana i serdecznie pozdrawiam właścicieli Baru u Danusi jak zawsze pysznie i pełno Rudy Kot na Pośrednim też dziś nie zawiodł podobno w tym roku sezon kończy się 30 marca bez względu na warunki i ruszają inwestycje! Trzymam kciuki!! chociaz i tak uważam, że SON (nawet z tymi kotwicami...) ma najlepsze trasy w PL. Fakt trzeba się namęczyć wyjazdami ale żaden stok, choćby miał najlepszą infrastrukturę - nie ma tej różnorodności a tym samym przyjemności co SON i COS. Czekam na zmiany Podpis rozszerzony ;): miejscowa - do kotwic przyzwyczajona ale juz nimi zmęczona3 punkty
-
Cześć, zwarci i gotowi czekamy na otwarcie targów. Pozdrawiamy Jacek i Paweł3 punkty
-
3 punkty
-
Jastrzębica, dawniej Piast / prawie jak Wedel, dawniej 22 lipca, dawniej Wedel / Przyłęków k. Żywca Warunki takie sobie, ratraków trzeba umieć używać; widoki palce lizać....; orczyk staruteńki i wolniuteńki, ale skoro orczyk, to jazda na bieżąco. Kto jeździł onegdaj na Piaście i sobie chwalił, będzie rozczarowany: rozbudowano hotel, więc orczyk o wiele wyżej, trzeba podejść / to jeszcze nic - rozgrzewka / ale po nartowaniu zejść po nieprzyjemnie nachylonej i miejscami oblodzonej kilkudziesęciometrowej pochyłości, przez to też trasa krótsza. W sumie najciekawsza trasa nr 2 istnieje tylko teoretycznie... - brak naśnieżania, ratrakowania. Wolałem stary Przyłęków. Na plus zdecydowanie brak kolejek mimo weekendu w ferie.3 punkty
-
Od dwóch tygodni planowałem pojechać na biegówki do Wesołej (dzielnica Warszawy a przed 2002 r. osobne miasto). Miało to związek z zawodami, które zorganizowałem półtora tygodnia temu (przy okazji przypomniało mi się, że mam jeszcze jedną relację do napisania). Po ostatnim wpisie o Szczęśliwicach okazało się, że mijaliśmy się na stoku z@wielofish. Jako, że Konrad (wielofish) biega sporo na nartach, a ten sezon jest moim reaktywacyjnym, jeśli chodzi o biegówki, zaplanowaliśmy wspólne „szuranie” na dzisiaj. Warunki śniegowe w Warszawie nie są rewelacyjne – leży ok. 3 cm. Co innego w Wesołej – na obrzeżach miasta i w dodatku położonej (w części) w lesie dzielnicy. Pobudka o 8:30, szybkie pakowanko, godzina jazdy autobusami i o 10. melduję się na miejscu przy jednym z fragmentów toru. Jak się okazuje, jednak nie do końca – wypożyczalnia znajduję się z drugiej strony pętli. Po małym 700-metrowym spacerze (rozgrzewce) jestem już na właściwym miejscu. Obok toru biegają konie (oczywiście w zagrodach). Wypożyczalnią (oraz trasami biegowymi) kieruje Towarzystwo Narciarskie Biegówki. Sprzęt warto zarezerwować wcześniej – Towarzystwo prowadzi też szkolenia, więc czasami jest naprawdę sporo chętnych. Koszt wypożyczenia sprzętu na 1h 20min wynosi 25zł (tyle samo kosztuje szkolenie). Po zapięciu wszystkiego (okropne są te wpięcia w nartach – chyba z 5 minut próbowałem wpiąć buty) robię sobie małą rozgrzewkę (przypominajkę jak się biega) i przy okazji czekam na Konrada, który niedługo potem pojawia się z nartami. Najpierw wybieramy trasę na Hipodromie (torze do wyścigów konnych) – owalna pętla ma 1,2km. Świetne miejsce na mały sprint – tory są dobrze przygotowane. Chociaż jest trochę nudno, monotonnie. Po dwóch okrążeniach biegniemy sprawdzić „co w lesie piszczy”. Po drodze zahaczamy o wypożyczalnię i pytamy się o leśne trasy. Na początku trzeba podejść z nartami w rękach – jest dosyć stromo i wąsko. Po dość długim wpinaniu nart jedziemy… Jest sporo zjazdów i na pierwszym zakręcie 90 stopni zaliczam glebę – próbowałem zakrawędziować na biegówkach W lesie jest trochę za mało śniegu (wystają korzenie, liście i gałązki), ale da się przyjemnie pobiec. Robimy sporą pętlę przez tory z przeszkodami dla koni i łukiem dojeżdżamy do Hipodromu. Jako, że zjazdy były genialne, wracamy do lasu. Tym razem trochę inną trasą „przy siatce”. Zjazd przy niej jest bardzo hardcore'owy - wąsko, mało śniegu i drzewa na środku - trzeba uważać, żeby z żadnym się nie przywitać. W lesie jest mnóstwo małych ścieżek – skręcamy raz w lewo, raz w prawo i docieramy do punktu widokowego (las znajduje się na skarpie). Kolejny raz biegniemy łukiem po łące – świetnym puszku. Docieramy do Hipcia i biegniemy ostatnie okrążenie – na czas. Pobiegłem wolniej niż wcześniej, bo byłem już strasznie zmachany – po dwóch godzinach intensywnego (jak dla mnie) biegu, organizm zaczął wołać o koniec. Bardzo przyjemne 2h – w sumie przebiegłem ponad 11km. Konrad, jeszcze raz wielkie dzięki za wspólne bieganie i odwiezieni. Do zobaczenia na nartach Przybywajcie i biegajcie - jest świetny warun a będzie jeszcze lepiej. Pozdrawiam Marcin ~leitner PS Dodam jeszcze, że przez cały dzień w Warszawie utrzymywał się mróz - ok. -3 stopnie.2 punkty
-
W sobotę byliśmy w Świeradowie na stoku z długą gondolą, bo aż 2km wjazdu. Szalonym pomysłem było jechać na narty, bo generalnie wszystkie media trąbiły o deszczu, gołoledzi itp trudnych warunkach. Rzeczywiście wyjeżdżamy z Wrocławia i pada deszcz, i tak całą drogę raz lepiej, raz gorzej. Temperatura cały czas powyżej zera, zaczyna się od 1st we Wro, a kończy na 3st w Świeradowie. Jedziemy w góry i temperatura rośnie, zamiast maleć. Gołoledzi nigdzie po drodze nie było. Natomiast były cały czas chmury. Przed Świeradowem natomiast niebo się rozstępuje i mamy wspaniałą widoczność. Nie jest to cudowne słońce, ale jest miło i pozytywnie. Ośrodek ma jeden wyciąg gondolowy i jakieś drobny orczyk do nauki. Przy gondoli jest jedna trasa: która ma dwie części czerwone (początek i końcówka) i środkowa część jest niebieska (niestety chwilami prawie płasko). Jednak długość trasy robi swoje, i 2.5km jest przyjemne do zjazdu, a na płaskim jest krótki odpoczynek dla mięśni przed kolejną stromszą częścią. Warunki na początku dość równe, lekko miękko, ale pod spodem trzyma twardo. W miarę postępów prac robią się coraz większe odsypy, a pod koniec dnia na górnym odcinku części czerwonej są to już dość wysokie muldy. Dla mnie osobiście to wspaniała różnorodność warunków na jednej trasie, czuję się jakbym cały dzień jeździł na co najmniej trzech różnych trasach Córka stawia dzielnie czoła trudnym warunkom, ale miękkie muldy nie są takie złe. Tatuś tłumaczy i pokazuje gdzie skręcać na tych muldach, a córka udaje że też jej się podoba I zadowolona bohaterka zjazdów Kto może się pochwalić takim zdjęciem? Dodam że córka nie pozwala mi nawet czyścić swojego sprzętu. P.S. Kolejek brak albo małe na 5min. Polecamy pyszne pączki w schronisku na Stogu.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Ostatnio wrzucałem zdjęcia, to dzisiaj jeszcze tylko tak dla uzupełnienia film, który nakręciłem w Słotwinach tydzień temu.2 punkty
-
Wisła-Stok Jako że udało się wygospodarować parę godzinek z rana,to na Stok Pogoda piękna,choć całą drogę coś tam marudzili w radiu że słońca dziś nie będzie Na miejscu o 7.50 do kasy po karnecik i do bramek Przygotowanie tras bez zarzutu,choć można było odczuć że idzie mała odwilż,na szczęści od poniedziałku powrót mrozów Narciarzy z rana paru,potem troszkę więcej Eech....,3 godzinki mijają expresowo,czas wracać do pracy2 punkty
-
2 punkty
-
Posklejane wspominki z nagrań z pierwszego dnia w Krynicy na Słotwinach:2 punkty
-
Dziś warunki świetne, pełne słońce, niewielki mróz i wiatr. Stoki przygotowane rewelacyjnie, tory pod orczykami dobre+. Na poranny rozruch - Pośrednie Potem szybki skok w kierunku Golgoty Solisko, Suche, Hala Skrzyczeńska i wreszcie Małe Skrzyczne. Widoki zaparły dech Pięknie widoczna chluba czasów Gierka Niesamowite cienie rzucane przez bezlistny las. Nawet front atmosferyczny (a może to nie front) wyglądał dziś jak ośnieżone szczyty Himalajów. I wreszcie królowa Szczyrku - Bieńkula. Fantastycznie przygotowana, dająca dziś wielką frajdę z jazdy. Niestety ferie dobiegają końca. Wszystkim pozostającym udanych szusów.2 punkty
-
Jutro razem z Pawłem jedziemy na targi ispo do Monachium. Na stronie w dziale Sprzęt będziemy wstawiać informacje o nowościach sprzętowych na sezon 17/18. Zachęcamy do śledzenia od niedzieli naszego profilu na FB, bo tam będzie dużo informacji prosto ze stoisk producentów.1 punkt
-
1 punkt
-
Witam zapraszam wszystkich chętnych na wspólne wyjazdy na narty (różne stacje narciarskie) z Kielc oraz woj. świętokrzyskiego. moim lub twoim autem wszystko do dogadania. Zapraszam do kontaktu.1 punkt
-
100% zgody. Działanie tej drobnej kobiety spowodowało, że inni nabrali odwagi i wieczorami widywało się, jak to piszesz, spieszonych narciarzy. Skuteczne oczywiście na jeden sezon. Natomiast autentycznie śmieszne było, gdy GOPR spieszył właściciela jednej z budek na Buczynce. Do tamtego czasu nie wiedziałem, że można tak śpiewnie i malowniczo bluźnić przez kilkadziesiąt minut nie powtarzając jednocześnie wiązanek.1 punkt
-
Ciekawe, że na południe od Warszawy było cieplej - u nas przez cały dzień trzymał mrozik - lekki i przyjemny -3 Najważniejsze, żeby z kolanem nie było nic poważnego Świetny filmik pokazujący kanapę i ośrodek z różnych stron1 punkt
-
1 punkt
-
Cześć Wywołany do tablicy: "Dobry narciarz się nie przewraca" a już w normalnym ruchu narciarskim po prostu mu nie wolno. Upadek to wynik utraty kontroli a więc od pewnego momentu nie kontrolujesz tego co się z tobą dzieje - nie masz na to wpływu - a no to w normalnym ruchu narciarskim pozwolić sobie nie można aby nie zrobić komuś krzywdy. Poza trasą, na zawodach, na zamkniętej trasie - wtedy upadek jest wkalkulowany w ryzyko bo idzie się na maksa. Ważny w kontekście samego pytania wydaje mi się post Przemka. Czasami jest tak, że utrata kontroli następuje przy niewielkiej prędkości gdy czas pozwala na jakieś korekty i odruchy ratujące i tu czasami lepiej upaść niż pozwolić na np. powolny ruch skrętny odjeżdżającej narty. Sztuka jazdy w taki sposób aby nie upadać polega na jeździe ze zdecydowanie przeciążoną jedną nartą - tak zresztą się normalnie jeździ przecież. Wtedy druga jest asekuracją i zwykłe przeniesienie ciężaru ciała pozwala upadku uniknąć. Po drugie amortyzacja i lekkość jazdy, elastyczność oraz dobre stanie. "Dobre stanie" to nie znaczy, że jesteś przyspawany do stoku na dość szeroko rozstawionych nartach jakbyś miłą kowadła u nóg co jest teraz tak częste. Pozdrowienia1 punkt
-
Ustroń-Czantoria Stęskniłem się za królową Beskidów Dziś z samiusińkiego ranka parę godzinek przedniej jazdy z ograniczoną lekko widocznością Za to bez większej liczby ludzi i po świeżym opadzie śniegu z lekkim mrozikiem Ps.Oprócz głównej trasy czynna Faturka wybierz pliki... Kliknij, aby wybrać pliki1 punkt
-
1 punkt
-
Wróciliśmy wczoraj. Wyjazd bardzo udany, pogoda piękna, jeden dzień mglisty, podczas którego spadło mnóstwo świeżego śniegu. Skończyło padać koło 17tej i na następny dzień ten święży śnieg elegancko był wyratrakowany. Miejsce określam jako idealne do wypadu w kilka świetnych rejonów narciarskich. Dla zaawanowanych oczywiście świetne trasy z Ciampinoi słynne Saaslongi. Dla rodzin z dziećmi świetna Plan de Gralbe, doskonale dostępna z naszego apartamentowca, wychodziliśmy w butach, 5 minut do gondoli. Jeśli chodzi o info o szkółka dla dzieci to nasz syn chodził do sci scuola 2000, byliśmy bardzo zadowoleni, zrobił duże postępy, obecnie może zjeżdzać już swobodnie nawet czerwonymi trasami, na czym nam zależało, żeby w przyszłości mógł już z nami wyjeżdżać gdzieś dalej. Szkółka jeździ na fajnych trasach pod Danter, o czym pisał mareknot, korzystają z orczyków. Dwa ostatnie dni zjeżdżali już z Danter. Szkółka 3 godziny dziennie, koszt 254EUR. My jeżdziliśmy też w Corwarze (z Selvy na nartach, z dzieckiem dojazd około 30 min), i Ortisei na Alpe di Siusi. Ośrodki typowo pod dzieci, trasy dość łagodne, ale zaawansowani też znajdą coś dla siebie. Trasy przygotowane świetnie, śniegowo bardzo dużo śniegu na trasach, wszystkie trasy i wyciągi otwarte. Infrastruktura świetna, wszystko dobrze zorganizowane, nie ma się do czego przyczepić. Apartamenty również polecamy, byliśmy z tej sieci również w Madonna di Campiglio i jest czysto, wygodnie, blisko. Mają fajne ski roomy. Każda szafka wyposażona w grzałki na buty, wygodne wyjście itp. Cenowo region trochę droższy. Skipassy dla osoby dorosłej-Dolomiti Superski 275 EUR, w naszym odczuciu warto kupić, jeśli ktoś lubi zwiedzać to w ciągu tygodnia wykorzysta możliwości, które daje duży karnet, dostęp do wszystkich miejscowości i ośrodków Sellarondy. No i oczywiście kulinarnie bardzo udany wyjazd. Polecamy:-)1 punkt







