Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. Góral spod Skrzycznego

    Góral spod Skrzycznego

    Użytkownik forum


    • Punkty

      29

    • Liczba zawartości

      2 042


  2. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      22

    • Liczba zawartości

      7 223


  3. MichalR

    MichalR

    Użytkownik forum


    • Punkty

      19

    • Liczba zawartości

      1 092


  4. aklim

    aklim

    Użytkownik forum


    • Punkty

      17

    • Liczba zawartości

      2 906


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 21.02.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. Artur te parę lat jakoś musisz z młodym wytrzymać, ciesz się że nie musisz na orczykach w Czyrnej albo na Pilsku. Później przychodzą nagrody. Dzisiaj Kamesznica k/Milówki - rodzinna miejscowość Mamada. Puchar wójta gminy Łodygowice i mój zamaskowany rider:
    15 punktów
  2. #14 Starorobociański Wierch 2176m Stary bocian mocno śpi, stary bocian mocno śpi! My się go... no cóż nazwa tego szczytu (słow. Klin) jest chyba najczęściej myloną nazwą w naszych Tatrach , a polska nazwa pochodzi od dawnej Hali Stara Robota, a nie starego bociana . Jest to najwyższy szczyt leżący w polskich Tatrach Zachodnich. Startujemy u wylotu Wąskiej Doliny, by po chwili odbić na Doliny Raczkowej, tak podejście jest nie od polskiej tylko słowackiej strony W połowie Doliny Raczkowej na polanie ukazuje nam się już cel! chociaż w tym momencie jeszcze nie wiemy, że to będzie nasz cel dzisiejszego dnia! Dlaczego? bo wstępny plan był Bystra & Błyszcz, ale po dotarciu do koliby Zmieniamy plany na południowo-zachodnie zbocza Starorobociańskiego :), chociaż siedząc przy ławeczce w słońcu, ciężko ruszyć się w dalszą drogę! Przy okazji inny wariant wejścia, prosto centralnym żlebem wybiera jeden ze Słowaków! Trochę wyżej wyłania się Kończysty Wierch i grań między nim a Jarząbczym, trochę słonko przygrzało. Jest i nasz cel podejścia i zjazdu Spotykamy stadko kozic Ktoś rozpoznaje? Oczywiście zdjęcie szczytowe musi być! Niestety góra do sporo kamieni, od polskiej strony nie da się zjechać ani w stronę Zwornika, ani Kończystego, my schodzimy ok 50m w dół i zakładamy narty Zjazd... bajka! idealnie w tempo, śnieg odpuścił a na dole cień jeszcze nie zdążył zabetonować Wszystkie zdjęcia: fot. Szymon Rochowiak Pozdr Tomek
    9 punktów
  3. To była naprawdę udana narciarsko sobota i niedziela . W sobotę WZF na Pilsku , a w niedzielę ....... , ale po kolei . Plan na miniony weekend był następujący : sobota - WZF na Pilsku , niedziela - jakaś tura w Tatrach, ale wybór miejscówki zależny był od pogodowych prognoz . Aura w sobotę , była ,powiedzmy , średnia , natomiast na niedzielę większość portali pogodowych pokazywała ,że będzie słonecznie . No to jak ma być słońce , to zapada decyzja- idziemy na Wołka ( Wołowiec 2064 m n.p.m. w Tatrach Zachodnich ) .W końcu inauguruję skitury w Tatrach w tym sezonie ! Jedziemy w pięć osób : Aga , Krzych , Filip ,Rafał i ja ofkors . Start zaplanowaliśmy od strony słowackiej a dokładnie idziemy żółtym szlakiem z Latanej Doliny przez Zabrat i Rakoń .Z parkingu startujemy ok. 6,40 . Po drodze pogoda zaczyna się poprawiać i w momencie wychodzenia powyżej granicy lasu ukazuje nam się taki oto widok Po prostu robi się PIĘKNIE , więc turowanie w takich okolicznościach przyrody jest MEGA przyjemne . Idziemy nie forsując jakiegoś mocnego tempa , co jakiś czas robiąc "sesje zdjęciowe " . W końcu , po ok 4 godzinach dochodzimy do głównego celu naszej wyprawy . Na szczycie krótki popasik , przepinka i fantastyczny ,mniej więcej godzinny , zjazd do parkingu . Ehh..... , dla takich dni chce się żyć .
    8 punktów
  4. Jeszcze jeden fotomontaż z Marcinem:
    7 punktów
  5. Stacja znajduje się ok 40 km od Cieszyna w stronę granicy ze Słowacją Obsługiwana przez szybki talerzyk Tatrapomy,długi Sam dojazd do stacji powiedział bym dość problematyczny,wąsko,ślisko Na górze spory,darmowy parking O godzinie 8.30 byłem sam i tak z godzinkę stacja tylko dla mnie Póżniej z górnego schroniska grupa dzieciaków zaczęła zajęcia ale jeżdzili tylko na górnym wyciągu Co do warunków to dobre ale tem.na małym plusie i opad świeżego śniegu troszkę odbierało przyjemność z jazdy(dość tępy śnieg)
    7 punktów
  6. 3 dzień zacząłem od Aloch. To jest konkretny ośrodek: jedna czarna i czerwona. Wszystko wydzielone siatką, idealnie przygotowana do trenowania, ale często właśnie niedostępna ponieważ ustawione są 4 trasy obok siebie (2 giganty i 2 slalomy specjalne), ponieważ dwie różne szkoły trenują. Ja miałem to szczęście, że jedna część była wyodrębniona dla szkoły córki, więc też aktywnie trenowałem. W porównaniu do trasy Tomby, o której później znacznie bardziej twardo, po 2 godzinach wymaga b. ostrych krawędzi, ale daje świetne możliwości do treningu. Jest jeden kłopot - stary wyciąg o prędkości 8 km/h (zarejestrowany na nast. zdj.). W porównaniu do krzesła, które biegnie wzdłuż Tomby 16 km/h. Potem trzeba przejść około 300 m lekko pod górę do Buffaure (fajna pierwsza czarna, ale bardzo długa i kończy się na samym dnie, gdzie pod koniec dnia robi się już ciepło, reszta do zapomnienia), skąd można przejechać na Ciampak (słynna długa czarna trasa, która jest bardziej czerwona, za długa, za malo konkretna), a dalej na Belvedere (ogrom tras w jednej dolinie, a la lodowiec, ale otoczona charakterystycznymi dla Dolomitów skałami, z czego jedna tylko czarna, ale ciekawa - ładnie, ale bez szału), a stamtąd można objechać całą Selle Rondę, poczynając od Arraby. Ja się powstrzymałem na Arrabie ponieważ uwielbiam ten ośrodek - wszystkie trasy o słusznym nachyleniu, obsługiwane przez bardzo szybkie wyciągi. Oczywiście przejechanie całej Sella Rondy od Buffaure to już bardzo duży wyczyn. Do Arraby i z powrotem zajęło mi 87 km (z czego na Aloch-u minimum 10 i Arrabie 25-30). 4 dnia odwiedziłem Catinaccio i to jest jedno z lepszych miejsc jakich byłem. Ośrodek bardzo mały, ponieważ poza czarna trasą i dwoma czerwonymi, nie ma za wiele do zwiedzania. Natomiast ośrodek daje niesamowite możliwości do trenowania. Ludzi praktycznie brak, więc trasy utrzymują się w stanie idealnym do końca dnia, chociaż nigdy do końca tego nie sprawdziłem, ponieważ w połowie nie miałem już sił i jechałem odwiedzić inne ośrodki, aby pozwiedzać, odpocząć. Bardzo dużo trenerów jeździ, bez problemu można ich zatrudnić od ręki. Ja szkolę się sam, ale obserwacja ich z wyciągu, jak się bawią na stoku, albo jak szkolą bardzo dużo mi dawała i motywowała. Bez problemu można też było ich zagadać. Trasa TOMBA jest bajeczna stroma od początku, a dodatkowe 2 przegrabienia dają złudzenie pionu. Ciężko opisać warunki śniegowe. Jest twardo, ale jednocześnie na tyle plastycznie, że idealnie zapada się krawędź. Z tego samego wyciągu można pojechać czerwoną. Mają idealną długość, gdzie nie trzeba się zatrzymywać, a pod wyciągiem uda pieczą. IDEAŁ. Generalnie wspaniałe miejsce, do którego wracałem na kilka godzin, aby skupić się na technice, ale i świetnie bawić. Drugą część dnia spędziłem w Alpe Lusia. Ośrodek wyraźnie podzielony na dwie strony, z których ta na którą dopiero trzeba przejechać znacznie bardziej uczęszczana. Dość nudna z jedną czarną i tylko na fragmencie, zacieśnioną przez wyodrębniony oblegany slalom gigant, a z drugiej strony punkt pomiaru prędkości (można się rozpędzić). Jest wysoko (jeździ się na wysokości 2 000 - 2 500), ale wszystkie trasy nasłonecznione, klimat lodowca - nie to co lubię. Druga strona, a raczej pierwsza, od której się rozpoczyna zwiedzanie znacznie ciekawsza. Szczególnie trasa Piavac. Bardzo fajna czarna z 3-ema ściankami, szkoda, że są poprzecinane wypłaszczeniami czerwono-niebieskimi. Trochę przez to za długa, ale tu zatrzymałem się na około 2 godziny. Niestety nie zrobiłem tam zdjęć, ale stok na prawdę godny uwagi. 5 dzień to największe rozczarowanie, ponieważ wybrałem się najpierw do Predazzo i Obereggen, a później do Cavaleze, na którą co roku wspina się Justyna Kowalczyk z koleżankami po fachu. Pierwszy ośrodek na prawdę duży, ale jaki nudny... Nawet czarne przerywane niebieskimi łącznikami, trasy skomunikowane w sposób mało czytelny... ciężko opisać, ale ten ośrodek w ogóle nie zrobił na mnie wrażenia, a wyjeżdżałem z poczuciem zmarnowania 1/2 dnia. Liczyłem, że odbije sobie to w Cavalese, ale ten ośrodek mimo, że bardzo czytelny, to dla osoby, która przede wszystkim slalom kocha trochę ma za mało stromych tras. Dużym plusem jest mała frekwencja i szybkie wyciągi, więc się wyjeździłem. Zdjęć z tych miejsc nie mam, ponieważ nie bardzo się było czym zachwycać, poza: Pogoda iście wiosenna, więc dalsza część dnia upływa pod znakiem kąpieli słonecznych, a po dotarciu do hotelu przelałem sobie kawę na świeżym powietrzu, a na koniec sauna. I tak dzień okazał się udany. Ostatni dzień narciarski to już powtórka Tomby, Aloch i na koniec zwiedzanie Belevedere z córką. Na koniec zaplanowałem jeszcze zwiedzanie Wenecji przed wylotem i 7:30 przejeżdżałem koło San Pellegrino. Z mapy wynikało, że czarne 2 i w tym jedna zamknięta i odpuściłem. Z parkingu ośrodek bardzo fajnie się prezentował i trochę żałowałem, że tam się nie wybrałem wcześniej.
    6 punktów
  7. mówisz i masz - filmik nakręcony i zmontowany przez Rafała
    6 punktów
  8. Mija rok, od otwarcia zupełnie nowego ośrodka narciarskiego "Tetnuldi", leżącego w gruzińskiej Górnej Swaneti, niedaleko miejscowości Mestia. Za tydzień tam będę, i zobaczę na własne oczy. Gruzja rozwija się bardzo prężnie pod względem narciarstwa zjazdowego. Warunki idealne do tego. Obecnie działają cztery wyciągi krzesełkowe, którymi najwyżej można wyjechać na 3165 m. Na filmach widać, że ludzi jest tam niewiele. Ośrodek jest zupełnie nowy, więc mało ludzi wie o jego istnieniu. Strona internetowa obecnie też pozostawia wiele do życzenia (tetnuldi.com) Karnet w granicach około 12 USD/dzień. Ponadto można zakupić karnety obowiązujące we wszystkich 5 ośrodkach gruzińskich. Taki karnet na 7 dni kosztuje 95 USD, na 10 dni 113 USD, na cały sezon zaś 190 USD. Jak działa to w praktyce, dopiero przetestuje. Plany rozwoju są niesamowite, w przyszłości ma powstać olbrzymi kompleks wyciągów. Jednym z nim wyjedziemy na 3913 m.n.p.m! Zastanawia mnie tylko, ile zostanie z niegdyś niedostępnego i surowego regionu, jakim jest Górna Swanetia. Tutaj plany rozwoju (ze strony snow.ge): Dla nieznających cyrylicy, zaznaczona w środku wieś, to Adiszi (Adishi) - można znaleźć na google maps.
    5 punktów
  9. 5 punktów
  10. No to dziś nie za bardzo jest o czym pisać, pogoda zrobiła zwrot o 180 stopni, zrobiło się ciepło, na górze co prawda padał śnieg ale za to na dole lało. Pojechaliśmy do Angertal bo rano na kamerach było widać że tam jest najlepiej, ale okazało się że widoczność na szczytach była bardzo zła, teren się zlewał jak wczoraj rano na Sportgastein, przyjemność z jazdy żadna. Zrobiliśmy niebieską na rozruch, później kolejną niebieską na drugą stronę Stubnerkogel do Bad Gastein, dalej tą samą niebieską drugi raz ale już tylko do stacji pośredniej bo na dół nie było sensu. Później z podnóża Stubnerkogel czerwoną i dalej niebieską do Angertal i to był chyba najlepszy zjazd bo na chwilę wyszło słońce i wszystko było widać. Po tym zjeździe 2/3 załogi stwierdził że ma dość takich warunków, ja zaś wjechałem jeszcze raz na Stubnerkogel iw zasadzie nie wiem po co bo widoczności już tam nie było żadnej. Gdzieś tak w połowie zjazdu była czarna trasa na sam dół i tam odreagowałem całą frustrację [emoji41] Wyszło w sumie ze 25 km, pocieszające jest jedynie to że jutro ma być lepiej. Mamy zaplanowany wyjazd do Flachau-Wagrain, a jak będzie to się zobaczy rano. Tapnięte Tapatalkiem z Androida.
    5 punktów
  11. Już jestem po prześwietleniu. Na szczęście tylko stłuczenie mięśni międzyżebrowych - będę żył Przy okazji wyszło, że obraz płuc i obraz serca jest OK. Macie dokładny obraz mojego zdrowia Hania również zaczyna dochodzić............ , do zdrowia oczywiście. Tak, że możemy spokojnie jechać do Italii. Pozdrawiam
    5 punktów
  12. ja wczoraj wieczorem jeździłem, jedynka szeroka śnieg cukier, 2 po bokach odsypy cukru po środku twardo, śniegu mnóstwo zero minerałów trawsk itd. ludzi wieczorem moze 40 osób czyli nikogo na stokach, w sumie warun na 4, mnie sie podobało wyjeździłem sie jak zwierze.
    5 punktów
  13. Czekał na dole? Marcin musiałeś jednak porządnie zemdleć poprzedniego dnia
    5 punktów
  14. Po raz kolejny udało mi się odwiedzić Dolomity i poniżej przedstawiam moje spostrzeżenia dotyczące innych ośrodków dostępnych w ramach skipass-u Dolomiti Superski. Tym razem okolice Val di Fassa! 11-18.02.2017. Warunki, w których przystało mi jeździć: Mieszkałem i wszystkie podróże rozpoczynałem z Vigo di Fassa. Przez cały okres towarzyszyła słoneczna pogoda. Podczas pierwszego dnia mróz był cały dzień, drugiego po południu już okolice zera i na słońcu powyżej. Następne dni rozpoczynały się niewielkim mrozem, a w ciągu dnia temperatura w cieniu dochodziła do 7 stopni, a na słońcu można było chodzić w podkoszulku. Średnio przejeżdżałem miedzy 70, a 85 km (licząc z wyciągami). Mimo mało zimowej aury, warunki na trasach bardzo dobre, bardzo mało cukru, który się kojarzy ze sztucznym śniegiem, praktycznie bez muld. Są tego 2 przyczyny: po pierwsze około 2 tygodnie przed wyjazdem spadło jakieś 30 cm śniegu, który bardzo dobrze się połączył się ze sztucznym oraz mała frekwencja w ośrodkach Val di Fassa. Takie miejsca jak Catinaccio w Vigo, czy Carezza, albo Cavalese wyglądają niemalże na nieopłacalne interesy. Nie ma mowy o kolejkach, a nawet na niektórych trasach jeździ się osamotnionym. Tu jazda na większości tras do samego końca była idealna. Belveder, Buffaure, Ciampak, które są połączone z Sella Rondą już mają większą frekwencję i po południu trasy ulegały zniszczeniu, ale ciężko mówić o muldach, ale zmrożonych przetarciach, odsypach i tego typu sprawach, już tak, co dość skutecznie przeszkadzało w intensywnej jeździe na krawędziach. Większym zainteresowaniem cieszy się także Alpe Lusia i Predazzo/Oberegge. Ale po kolei: 2 pierwsze dni spędziłem w Carezza, trochę za sprawą tego, że moja córka (wraz ze Sporteum) tam trenowała, ale i dlatego, że to świetny ośrodek i warunki tam są bez wątpienia jedna z najlepszych, w jakich kiedykolwiek przyszło mi jeździć. Dużo czarnych tras (6), ciekawe czerwone i sporo łączników, ale z szybkimi wyciągani. Ludzi jak na lekarstwo. Ten ośrodek ma początek w Passo Costalunga i większość nie dojeżdża na koniec ośrodka, a tam 2 piękne czarne trasy. Bez ściemy, na trasach jest idealne od 8:30 do 15:00, a myślę, że i jeszcze dłużej ale tego nie sprawdziłem. Drugiego dnia zrobiło się trochę cieplej, więc niektóre nasłonecznione łączniki robiły się miękkie, ale wszędzie i tak można idealnie na krawędziach jechać. Śnieg na trasach wygląda jakby był w 100% naturalny. Całkowity brak cukru i tam gdzie jest twardo i tam gdzie zrobiło się ciepło. Wiadomo, że koło 13:00 trasy robią się twardsze, bo znika sztruks (tu bardzo późno), ale to miód na moje slalomki - można wycinać co się chce. Nie ma mowy o lodzie, niewielkie muldy tylko na jednej trasie (łączniku).
    4 punkty
  15. Po odwiedzeniu wszystkich tras, jedziemy do SON-u. Na trasie – łączniku 3, robi się już tępo – Słońce skutecznie rozpuszcza trasy (na Skrzycznem też już zaczęło puszczać). Jedziemy do Czyrnej na 3, potem 5 i na końcu 1. Na Bieńkuli już spore przetarcia na górze, ale niżej jest lepiej – niestety trochę za twardo (na Bieńkulę nie dochodzą promienie Słońca). „Jedynkę” żegnamy jako dobrze przygotowaną oprócz trzech ścianek – początek Młaków, za Migdalską i ta ostatnia (więcej było tam przetarć niż śniegu), ale nie ma co się dziwić – trasa jest oficjalnie zamknięta. Na koniec wciągamy się na Małe Skrzyczne jednym z ostatnich kursów – za nami zamykali już bramki, była 15:58. Na górze trochę za twardo (tak jak lekko zielonkawe jajko po ponad 5 minutach gotowania), ale to jest ostatnia rzecz, o której myślę. Przecież jest tam tak pięknie… Spokojnie zjeżdżamy 2 do Hali Skrzyczeńskiej. Tam kilka pożegnalnych fotek i jedziemy 6 na dół. Za odbiciem na Czyrną czekał na nas piękny sztruksik! Jeździmy do końca. Na początku na Suchym – 7 i 4. Muldy nie przeszkadzają – cieszymy się każdym zjazdem. Przy okazji zatrzymaliśmy się w barze, którym kiedyś (może teraz też) kierował S.Richter. Po zjedzeniu pyszności, jedziemy pożegnalnym zjazdem na Solisko i przerzucamy się na Golgotę. Tam twardo z muldami (takie jajko na śliwkę, skoro jesteśmy przy temacie jedzenia na stoku). Jeździmy do końca – ostatnie przejście przez bramki o 19:58. Jako ostatni stajemy na górze i jedziemy w dół. Czego żałuję? Że nie mogę wycisnąć wszystkiego na tej trasie, że nie mogę podziękować jej za te wszystkie udane zjazdy, że mój organizm nie jest w stanie rozjeździć Golgoty jak należy. Trzeba z pokorą i dostojnością zjechać na dół. Właśnie. Dostojnie – tak żegnam SON wieczorową porą. Robię ostatnie zdjęcia wyciągu i mówię w myślach „do zobaczenia w innej szacie”, bo już niedługo będzie tu wielki plac budowy. Postaram się napisać podsumowanie tego tygodnia, bo warto – dodam też trochę niepublikowanych zdjęć (taki fajny zwrot – brzmi trochę jak zdanie w brukowcu). Pozdrawiam narciarsko z kanapy Marcin ~leitner
    4 punkty
  16. Trzeba podbić temat bo wyjazd coraz bliżej Jako, że w planach jest nakręcenie bliżej nieokreślonej ilości materiału filmowego to wpadłem na "szatański" pomysł i na walentynki żonie kupiłem idealny i wymarzony przez nią prezent. Prezent został zresztą komisyjnie przetestowany na ostatnim wyjeździe na Pilsko. Testy zaliczył celująco. Nie muszę chyba tu nikogo przekonywać jaką dzisiaj w ramach "walentynkowego" rewanżu moja najlepsza połowa sprawiła mi radość wręczając zaległy prezent. Trochę spóźniony ale ze względu na jego "istotę" wybaczam jej : Właśnie przed chwilą zakończyliśmy z zięciem jego testy. Działa to ustrojstwo wręcz niesamowicie. Mam wrażenie, że jakość filmów z zastosowaniem gimbala robi się kosmiczna w porównaniu do samej kamerki. Jest to sprzęt który można zamontować praktycznie wszędzie. Pasuje na kask, do szelek, na kijek i gdzie tam jeszcze się komu zachce. Sprzęt to Gimbal 3-osiowy Feiyu-tech typ WG. Tak, że Mariusz stawiamy poprzeczkę sobie wysoko. Spróbujemy zrobić filmy jeszcze lepszej jakości niż do tej pory. Italio drżyj!!!! Ekipa skivideo nadciąga. Pozdrawiam
    4 punkty
  17. W obecnym sezonie dwukrotnie odwiedziłem Chyrową, na początku stycznia oraz w ubiegły czwartek. Chyrowa to niewielka wieś położona w województwie podkarpackim, w powiecie krośnieńskim, w gminie Dukla, kilka kilometrów na południowy zachód od Dukli. W ośrodku można znaleźć dwa orczyki, jeden o długości ok 400m, a drugi ok 900. Stok to szeroka polana o stałym nachyleniu, tak na oko jakieś 15%. Trasa a oznaczona jest na czerwono, ale to lekka przesada Trasy b nigdy nie widziałem otwartej Mapka: Przy dolnej stacji wyciągów znajduje się karczma i pokoje noclegowe. Kilka fotek ze stycznia: oraz z ostaniego czwartku: na górze na przeciwko też podobnież kiedyś był wyciąg: Generalnie to dosyć lubię Chyrową, aczkolwiek jest to stok raczej dla początkujących, po 2 godzinach robi się trochę nudno. Plusem jest dobre przygotowanie stoku, byłem kilka razy i nigdy nie trafiłem na złe warunki. Muldy się tu raczej nie robią, bo jest za płasko Szkoda tylko, że podobnie jak inne podkarpackie ośrodki, Chyrowa się nie rozwija, od jakiś 6 lat jest tu tak samo.
    4 punkty
  18. Zdjęcia chronologicznie odwrócone [emoji41] Wysłane za pomocą mTalk
    4 punkty
  19. 3 punkty
  20. 3 punkty
  21. Wczoraj po południu,postanowiliśmy wybrać się na krótką wycieczkę w nasze G.Sowie.Mariusz spakował sprzęt skitourowy, ja kijki,bo na razie skompletowałam tylko dwa.....Pojechaliśmy pod Wielką Sowę, do nieczynnej od 2011 roku stacji narciarskiej "Potoczek". Na szczęście czas stagnacji dla Potoczka dobiega końca,ponieważ nowy inwestor uzyskał w końcu pozytywną opinię środowiskową i ma pozwolenie na budowę wyciągu na Wielką Sowę.Budowa wyciągu(kanapy 4-os.) ma ruszyć w 2018r. Nartostrada ma być wyrównana i dwa razy szersza, a trasa zjazdu ok.1750m. Po drodze odwiedzamy Zagórze Śląskie,jedziemy dookoła Jeziora Lubachowskiego. Mijamy zaporę wodną. Amatorów świeżej rybki Kultową Fregatę Z Zagórza przez Michałkową i Glinno podjeżdżamy pod wyciąg Potoczek.Mam nadzieję,że te smutne obrazy znikną wreszcie sprzed oczu. Ruszamy w górę nartostradą. Spokojnym tempem suniemy wzdłuż starego wyciągu. Docieramy do stacji przesiadkowej, zima w pełni. Jedna kotwica tylko została...jakby co Mariusz przesiada się na trasę. Dotarliśmy na W.Sowę. Mariusz ściąga foki, ja śpiesznie schodzę już na dół...ściemnia się. Ten, co ma narty to ma fajnie. Wspominałam coś o świeżej rybce? Ania pozdrawia.
    3 punkty
  22. Okolice to nie tylko narty. Rosciszow ma wielu fanów wśród automobilistow. Oj, pojechaloby się i na nartach i 5,4,3,2,1,go!
    3 punkty
  23. Fotomontaże to trudny temat...coś wiem w tym temacie. Lubię jednak relacje normalne ,z serca i bez tzw. NAPINKI! ...bez dziwnych historii. Leitner, Marcin...Błagam, dbaj o siebie, pamiętam Cię ze spotkania na SnowExpo w Warszawie- kiedy musiałeś w niedzielę jechać do babci do szpitala.,byłeś rozemocjonowany, nie wiedziałeś co robić! Twoje oczy i zachowanie....totalna rozsypka. Proponowaliśmy Ci ,że Cię podwieziemy,poradziłeś sobie sam i wiadomości później były pozytywne...Dbaj o siebie mądry chłopaku dbaj
    3 punkty
  24. Taką fotkę właśnie znalazłem. Postaram się jutro wstawić relację
    3 punkty
  25. Witajcie, Jak pisałem wcześniej, od soboty jestem w Dolinie Gastein i dziś bym pierwszy dzień jazdy. Tytułem wstępu, mieszkamy w małej miejscowości Luggau, pomiędzy Dorfgastein a Bad Hofgastein, więc wszędzie bliżej lub zupełnie blisko. Dziś byliśmy w ośrodku Angertal, gdzie dwa lata temu mój syn uczył się jeździć. O ile wtedy mając 6 lat dopiero stawiał pierwsze kroki, o tyle teraz mając lat 8 pociska jak wytrawny narciarz, aż sam jestem zdziwiony [emoji50] Sam Angertal nic się nie zmienił przez ostatnie dwa lata, więc wiedzieliśmy co i jak. Pogoda dopisała jak nigdy, cały dzień lampa, na górze lekki mróz, na dole cieplej i trochę puszczało. Warunki na trasach zmienne, z rana jak jeszcze było mało ludzi trasy bajeczka, około 11stej zrobił się tłum i zaczęły wyłazić twarde i zmrożone kawałki, których z czasem było coraz więcej. Na początek zrobiliśmy rozgrzewkę na niebieskiej z połowy Stubnerkogel, a dalej to już poszło - Stubnerkogel z samej góry do Angertal jakieś 11 km, później na Schlossalm z samej góry do Bad Hofgastein jakieś 12km, dalej Schlossalm do Angertal, trochę zabawy na kawałku dla dzieci (głównie slalomy) i na koniec raz jeszcze Stubnerkogel do Angertal. Wyszło jakieś 50 km przez cały dzień, czyli jak na pierwszy raz nieźle. Trasy urozmaicone, głównie czerwone albo niebieskie przez las, ale uwaga - odcinkami czerwone zmieniały się w czarne a niebieskie w czerwone. Zwłaszcza te pierwsze były ciekawe, niektóre ścianki były na prawdę wymagające. Trochę się obawiałem czy syn da radę ale śmigał sprawniej niż ja. Dzieci niezwykle szybko się adaptują i robią błyskawiczne postępy. Dziś młody przeskoczył o jakieś kilka poziomów w swojej jeździe, skręt równoległy poprawił o jakieś 300%, nie mogłem się nadziwić jak to szybko poszło. Tak więc dzień udany, mimo tłoku na trasach, ale pewnie niedziela i piękne słońce ściągnęły narciarzy również z okolicy. Zobaczymy co będzie jutro, prognozy pokazują że będzie trochę słońca i trochę chmur. Na jutro mamy zaplanowany Sportgastein, a jak wyjdzie to się zobaczy [emoji6] Tapnięte Tapatalkiem z Androida.
    2 punkty
  26. Relacja z czwartku 16.02 – ostatniego szczyrkowskiego narciarskiego dnia pobytu. Po środowych przeżyciach wstajemy ok. 9:00. Wszystko robimy na pełnym luzie tak, aby niczego już nie zgubić i nie stracić zdrowia. Nie mając najmniejszego wyboru, do 12:30 siedzimy w domu. Gdyby nie osłabienie, to chyba by mnie rozniosło – jak można tracić dzień w Szczyrku siedząc na kanapie! I bynajmniej nie jest to kanapa podwieszona na linie. Kiedy zapasowe klucze do samochodu dojechały do Szczyrku (w szpitalu nie miałem nawet butów – wychodziłem w butach narciarskich a tata w klapkach – nasze buty leżały zatrzaśnięte w samochodzie pod COS-em), w końcu mogliśmy pojechać na narty. Szczerze to myślałem, że ten wyjazd mam już zakończony (nawet były już plany wcześniejszego powrotu), ale słowa Pani Doktor napełniły mnie optymizmem. Także tak jak pisałem wcześniej, udaliśmy się do kolei na Jaworzynę. Na dole było trochę ludzi, ale wejście było na bieżąco. Jako, że to nasz ostatni dzień w Szczyrku, zaliczamy po kolei wszystkie trasy – Ondraszek, FIS, Kaskadę i Doliny. Zaczynamy od Ondraszka – ludzi niestety już się trochę pojawiło. Na dodatek jadę bardzo wolno i asekuracyjnie, żeby serce wypoczywało a nie się przemęczało. FIS był już trochę zjechany, ale powolutku i bezpiecznie dałem radę zjechać. Ktoś powie, że, jadąc tak wolno, nie da się czerpać przyjemności z jazdy. Odpowiem tak – większa jest frajda z powolnej jazdy niż z leżenia w łóżku i dumanie nad tym, co się dzieje na stokach. Na Kaskadzie świetnie, ale ściankę pokonywałem dość długo – podczas zjazdu serducho dawało znać, że to trochę za dużo, więc większość się zsunąłem. Całe szczęście warun nie był taki zły. Kolejka do kanapy – do 3 minut, do talerzyka – 5 minut, do orczyka – do minuty. Na Skrzycznem działał wyciąg przy schronisku.
    2 punkty
  27. Nasz górski wypad zaplanowaliśmy tak, żeby na jeden dzień skoczyć na Chopok. Dlaczego? Nie mogę o wszystkim pisać na forum, ale mieliśmy do wykorzystania 3 karnety jednodniowe. Tydzień słonecznego Szczyrku zakończony. Prognozy się zmieniły, karnet się skończył, orczyki wraz z wieczorną jazdą pożegnane. Teraz trzeba powitać nową gondolę, szerokie trasy i znajome tereny. Niestety po relacjach na forum spodziewaliśmy się tłoku. Jak było? O której zamknęli dolinę dla samochodów? Czy można się ucieszyć czymś mimo ogromnego stresu? Zapraszam do przeczytania całej relacji. Jeśli komuś nie chce się czytać całego"dziennika" to zapraszam do obejrzenia samych zdjęć, chociaż jeśli przeczytałeś/aś już do tego momemtu, to może jesteś ciekaw, jak wygląda Chopok o kilku twarzach. Pobudka o 5:00, pakowanie, ociąganie się, śniadanie do torby i przed 6:00 wyjeżdżamy ze Szczyrku. Droga sucha, pusta, więc dość szybko dojechaliśmy do Korbielowa. Do końca nie mogliśmy się zdecydować, czy jechać przez Zuberec czy przez Rużomberok i dalej krajową drogą. Ostatecznie pojechaliśmy autostradą. Trochę słońca, trochę chmur, pusto, cegiełka na gaz, słowackie radio i droga mija nam bardzo przyjemnie. Skręcamy prosto na Chopok i niedługo potem stajemy w korku... Początek korku był przy parkingu na początku doliny. Dalej droga zamknięta, chociaż było dopiero kilkanaście minut po ósmej. Całe szczęście niedługo potem podjechał bus. Przez bramki przeszedłem o 10:00. Nie będę opisywał, co się działo przez poprzednie 1,5 h, bo tyle stresu co miałem to o wiele za dużo jak na moje serducho (zwłaszcza po tym, co się działo dwa dni wcześniej). Na Lućkach tłoczno, ale nie było dużej kolejki. O 10. praktycznie pusto. No to hop na kanapę! Na Vyhliadce kierujemy się na 5 Turisticką na Záhradky. Sporo muld, trochę ludzi, ale jakoś jadę. Spokojnie, żeby się trochę wyluzować po ostatnich przeżyciach. Do kanapy na Priehyhę ogromna kolejka, więc jedziemy na przezroczyste bubliny. Tam kolejka mniejsza - cały czas powoli się przesuwa. Warto wiedzieć, że ta kolej ma większą przepustowość od kolei pomarańczowej o 300 os/godz (prawie tyle co ma Biedronka/Twinliner). Na Rovnej Holi jedziemy 2a na Priehybę i dalej 12 Jeleni Grun na Záhradky. Bublinami raz jeszcze, znowu 2a i ciśniemy 1 Pretekarską na dół. Na 2a warunki bardzo dobre - bez przetarć i niezbyt tępo. Na 12 i 1 trochę sporych muld pomiędzy którymi wyłaził beton. No cóż - to jest wynik dużej frekwencji i sztucznego śniegu. Kolejka do kanapy na Rovną Holę na kilka minut (do 5). Po dojeździe do Funitela przerzucamy się na południe, żeby zobaczyć, jak wygląda po zmianach. Do kabiny kolejka na kilka minut (mówię o Single Line). Na górze bardzo przyjemnie. Czarnulka 33a Zjazdarska zamuldzona ponad kolana. Jednak słoneczko i "radost s jazdy" wynagradza je. Poza tym można bardzo fajnie się nimi bawić. Na 33 podobnie, ale trochę lepiej. Do nowej gondoli z Krupovej bez kolejki. Pusto! Świeżutki wyrób Doppelmayr'a jeszcze pachnie nowością. Jedna z niewielu armat w ośrodku Dolna stacja gondolki - Krupova
    2 punkty
  28. Porównywanie techniki z zawodnikami jest słabe, ale zawsze można rzucić okiem jak to robią zawodowcy. Trochę za bardzo skupiacie się na tym wysunięciu, bardziej mnie martwi stopień zakrawędziowania górnej. Mam już pewne przypuszczenia, mam nadzieję, że zima wytrzyma i będę miał okazję sprawdzić to na stoku i skonfrontować z wiedzą trenera. Bumer i Mitek, akurat nie trudno z treści tematu zrozumieć, że szkolę się pod kątem sportowym. Jak już porównujecie jazdę na nartach do prowadzenia samochodu, to moje błędy stawiam na równi z krzyżowaniem rąk na kierownicy. @gregre0 Dzięki wielkie! Póki co tylko Ty i Loki dajecie merytoryczne wskazówki.
    2 punkty
  29. No to nie moge sie nie zjawic Oczywiscie jezeli pozwolicie
    2 punkty
  30. Mamy plan z Anią w piątek zawitać w Szczyrku, na wieczorne nartowanie. Dopinamy jakieś spanie w okolicy, a w niedzielę rano muszę być na Dolnym Śląsku. W sobotę po południu chcemy wracać. Na którym stoku w piątkowy wieczór można spokojnie pohasać na nartach? Biorąc pod uwagę kilka nieciekawych temperaturowo najbliższych dni.
    2 punkty
  31. Jasiek to wygląda jakby Andrzej i Gregor z Góralem polemizowali o tych nartach od Johnego
    2 punkty
  32. Górale to Górale, w kaszę nie dadzą sobie dmuchać!!!
    2 punkty
  33. Niszowy Ski Areal Saverka dziś Ośrodek leży blisko granicy ze Słowacją (40 km od Cieszyna) Pełna fotorealcja tu
    2 punkty
  34. Nawet do trzech Na nartach miałem to już 3 razy. Co ciekawe zawsze ta sama (prawa) strona. No i zawsze musiałem kupić nowe kijki Teraz to samo. Zaczynam się zastanawiać czy nie rozpocząć jazdy bez kijków - jak w tych popularnych tematach na forach narciarskich Przynajmniej mam odpowiedź na ewentualne pytanie "Po co komu kijki?" - moja odpowiedź "Po to aby sobie obtłuc żebra" Pozdrawiam
    2 punkty
  35. Padło kilka propozycji na spędzenie ostatniego weekendu, m.in. WZF w Szczyrku. Ze względu na czas wybrałem się z Andy-w i jego synem na skitoury w miejsce,do którego mam sentyment: Ochodzita w Koniakowie. Tylko wspomnę, że wjeżdżać do Szczyrku po godz. 10 nie ma sensu i nie na moje nerwy. Przynajmniej tak wywnioskowałem po komunikatach drogowych. Po za tym miałem już wcześniejsze swoje plany, które były mocno zbieżne z Andrzejem. Tyle tytułem wstępu. Tak więc po godz. 10 rano wyjechaliśmy w trzy osoby. Fullwypasówka dość pusta, podobnie sam dojazd do Koniakowa. Warunki na drodze dość dobre, gdzieniegdzie tylko małe oblodzenia. Szybko docieramy na miejsce i pozostał już tylko jeden problem - gdzie zaparkować? Początkowo myśleliśmy pod karczmą, ale to nie za bardzo fajne miejsce. Pojechaliśmy więc tam gdzie zazwyczaj się to robiło. Wszystko fajnie, ale teraz tu nikt tego nie odśnieża! Chwila kombinacji i udaję się wpasować koło zaspy. Teraz już łatwizna i można ruszać na stok. Oczywiście drogą tą samą co zawsze... Dalej po zasypanych schodach i już jesteśmy na trasie przy dolnej stacji. Widok przyjemny. Pogoda niezła a następnego dnia ( fota z niedzieli) wręcz brzytwa! Gramoling i do góry wzdłuż wyciągu. Wspinamy się powoli robiąc zdjęcia i ujęcia filmowe. Temperatura szybko rośnie, toteż trzeba się rozbierać. Jak to na tourach... Mimo tego wejście zajmuję nam nie więcej jak 25 - 30 min. Ale tu krótko! Przynajmniej z perspektywy wspinającego się. Drugim razem robimy sobie wycieczkę dookoła góry i jest ciekawiej. Czas pojeździć, choć tego może wiele nie było. Pierwszy zjazd główna trasa, drugim razem pojechaliśmy mniej więcej niebieska trasą. Pierwszy wariant bardzo twardy, co trochę psuło przyjemność, drugi to wystawa południowa i wyraźnie przyjemniejsza. Jak wcześniej wspominałem, czasu wiele nie mieliśmy, toteż po dwóch zjazdach kończymy dzień. Ale ja miałem wieeelki niedosyt! Trudno, jutro tez jest dzień. Następnego dnia o tej samej porze melduję się ponownie, tym razem sam. Andrzej już w drodze do narciarskiego raju... Ale wiecie co? Ja też dziś w nim byłem! Pogoda mega - czyste niebo, ciepło i bezwietrznie. Odczuwalna temperatura na poziomie +15 st! Najkrótszą drogą do góry i pierwszy zjazd przy orczyku. Podobnie jak wczoraj, znowu jest dość twardo, ale da się przywyknąć. Szybko dopracowuję drogę wyjścia, żeby rytm łapać i ponownie do góry. Tym razem będę zjeżdżał na wystawę południową. Tak, to była dobra decyzja! Tam zupełnie inna bajka - miękko, równo i całe szerokie połacie śniegu tylko dla mnie! Tylko końcówkę dojeżdżam nieco po twardym, choć i tu z każdą chwilą zaczyna puszczać. Po dopracowaniu trasy, mimo wolnego tempa, wychodzenie zajmuje mi jakieś 20 min. Pomyśleć, że tyle często trzeba czekać do wyciągu w topowych miejscach... Wyszedłem i zjechałem 6 razy i się nasyciłem. Spokojnie mogło być i 10 razy, ale przy okazji się opalałem, przewędrowałem między kujokami i takie tam. Pięknie spędzony dzień! Dodam jeszcze, że tak było ciepło, że chodziłem i zjeżdżałem w jednej cienkiej koszulce, bez czapki i rękawiczek. Normalnie plaża! Najlepiej zobrazują to filmiki: pierwszy z kompanami, drugi samemu, ale za to pobawiłem się więcej kamerką i jest chyba nieco ciekawszy... Taka krótka relacja... Pozdrawiam, Johnny
    2 punkty
  36. Piotrze, stłuczenie żeber odczuwa się miesiąc, a często dłużej. Każdy kaszel, kichniecie, że nie powiem o zatwardzeniu, będzie Ci wybryki na Pilsku przypominać. Miałem to, wiem jak to jest. Jak mnie w nosie zakręcilo do kichniecia, łydki mi drżaly z obawy jak klata zaboli.
    2 punkty
  37. Cześć Napisałem parę lat temu ale aktualne: Prawidłowa pozycja na nartach (trening na sucho) Prawidłowa pozycja na nartach jest kluczem do dobrej jazdy. Umożliwia dobre wyważenie, oszczędność energii i jest kluczem do poprawnej techniki. To czy nasza pozycja na nartach jest prawidłowa czy nie możemy sami sprawdzić na sucho (w warunkach domowych) i próbować na sucho dokonać jej korekt i spróbować przyswoić sobie podstawowe odczucia jakie powinny towarzyszyć stabilnemu i dobremu staniu na nartach. Buty powinny wymuszać dobra sylwetkę na sucho a jak są za miękkie, za duże, źle dobrane czy po prostu kiepskie to z tym będzie kłopot. Trzeba zadbać również o odpowiednie ustawienie pochylenie cholewki a w wypadku nie do końca prostych jak u modelki nóg o precyzyjne ustawienie cantingu (nie mylić z castingiem J ) czyli regulacji pochylenia cholewki na boki. Musimy być pewni, ze z butami wszystko jest OK a szczegółów – jeżeli nie jesteśmy tego pewni - poszukajmy w temacie dotyczącym doboru butów. Spróbujmy więc się pobawić przed lustrem: Załóż buty, dopnij je lekko tak jak na początek dnia. Stań w butach w taki sposób aby ciężar ciała był równomiernie rozłożony na całej stopie, nogi lekko ugięte - tak jak wymusza but, golenie mogą być delikatnie oparte o języki ale pamiętaj delikatnie. Podstawa to równomierny rozkład ciężaru na całej powierzchni stopy. Tułów lekko załamany w biodrach. Przedłużenie linii tułowia i goleni powinny tworzyć dwie proste równoległe. Ręce przed sobą, lekko ugięte, trzymane swobodnie, mniej więcej w takiej pozycji aby dłonie trzymające kijki były na granicy zasięgu wzroku gdy ten skierowany jest przed siebie. Nogi rozstawione naturalnie - na szerokość bioder. Zwróć uwagę aby kolana przy ugięciu nie schodziły do wewnątrz - częsta kobieca przypadłość. Wykorzystaj lustro aby kontrolować postawę. Jeżeli wszystko jest OK czujesz że stopy obciążone są prawidłowo i pozycja jest stabilna, spróbuj teraz wykonywać ruch w przód i w tył ale wychodzący tylko ze stawów skokowych. Pozycja pozostaje niezmieniona a Ty powinieneś poczuć że rozkład ciężaru się zmienia. Gdy jest na palcach - wychylenie, gdy na pietach odchylenie. Staraj się na tyle kontrolować ruchy aby buty nie odrywały się od ziemi w żaden sposób. Ten zakres ruchów to zakres bezpieczny w którym pozycja jest prawidłowa i stabilna. Spróbuj obniżać i podwyższać pozycję. Pamiętaj o równomiernym uginaniu stawów skokowych, kolanowych i bioder przy zmianie wysokości pozycji (równoległość linii goleni i tułowia). Pamiętaj o kijkach i sposobie ich trzymania - równolegle, talerzyki parę cm z tyłami wiązań. Pamiętaj o rękach - zawsze z przodu zawsze ugięte. Jeżeli masz z rękami kłopoty i w trakcie jazdy opadają i są prowadzone luźno wzdłuż tułowia to juz jest to pozycja odchylona. Podobnie gdy ręce są prowadzone zbyt szeroko lub gdy łokcie są wysunięte na boki wtedy tułów jest usztywniony. Ręce są bardzo ważne i staraj się nad nimi zawsze panować. Co do narty: Nomad, którego masz to najkrótszy model o promieniu skrętu narty SL a Ty jedziesz promieniem powyżej 40 metrów lekko licząc. Zastanów się nad tym w kwestii "jazdy na krawędziach"... Jesteś odważny ale na nartach niestety Twój instynkt samozachowawczy zaniknął - nie Twoja wina tylko Twoja niewiedza niestety. Wszystko do nadrobienia ale zacznij od pozycji na nartach. Serdecznie pozdrawiam
    2 punkty
  38. Pomijając kwestie bezpieczeństwa. Przede wszystkim zupełny brak pracy góra dół. Na bank pozycja odchylona, ręce a nisko. Inicjacja skrętu przez wysunięcie narty wewnętrznej, Oczywiście podparcie górną nartą w skręcie również występuje. Sam tego nie skorygujesz. Dobry trener ustawiłby cię w pół dnia. Pozdrawiam.
    2 punkty
  39. Proszę bardzo - przesłane, można udostępniać Piotr - ja proszę uważaj na siebie, uważaj Marcin, a Ty akurat, to Darka nie mogłeś zauważyć - zapozował idealnie za Tobą A ponieważ szybki jest - to cyk fotkę i zaraz na kiełbaskę do baru
    2 punkty
  40. Cześc Ja tylko tak dodam dla rozgrzania atmosfery - jak się ma świadomość, że się słabo jeździ to się jeździ wolno. Pozdrowienia
    2 punkty
  41. Echh żal d ściaska za tę Sowę... Taki stok zmarnowac... ;-(
    2 punkty
  42. Witajcie w drugim dniu alpejskich szaleństw [emoji41] Dziś zgodnie z planem byliśmy w Sportgastein i mogę z ręką na sercu powiedzieć że pokochałem tę górę całym sercem. Ale po kolei. Rano pogoda nie napawała optymizmem, szczyty pokryte chmurami, szaro i buro. W nocy spadło trochę świeżego śniegu ale w sumie niewiele. No ale jedziemy, skoro już tu jesteśmy. Sama droga bardzo urokliwa. Najpierw klasyczne austriackie miasteczko Bad Gastein a potem dalej cudownym wąwozem pełnym tuneli, skalistych ścian i lodospadów. Co ciekawe wjazd do Sportgastein odbywa się przez bramkę że szlabanem, gdzie miły pan zadaje pytanie czy na narty. Jak na narty to szlaban się podnosi, nie wiem co się dzieje jak ktoś jedzie w innym celu, chyba coś musi zapłacić, taki folklor [emoji6] Sportgastein jest na końcu drogi, dalej nie ma już nic, tylko góry. Jest się w sercu Alp, co powoduje dodatkowy dreszczyk emocji. Na parkingu spotykamy załogę chyba z Krakowa, zamieniamy dwa zdania na temat pogody. Z dyskusji wynika że jak my jesteśmy w Austrii to rzadko jest dobra pogoda a jak oni to zwykle jest dobra, czyli dziś powinno być coś pośrodku. Rzut oka do góry i na razie jest po naszemu czyli niewiele widać. Zakładamy sprzęt i do kolejki. Na górze totalne mleko, widoczność na 2-3 metry, no ale jak już jesteśmy to jedziemy. Na początek niebieską. Wszystko tonie w chmurach, kompletnie nic nie widać ani w goglach ani bez. Zjeżdżamy trochę niżej i jest lepiej ale wciąż teren się zlewa. W takich warunkach kolejne dwie godziny, bez szaleństw i ostrożnie. Koło jedenastej zaczynają się niemrawe przebłyski lepszej pogody, jakieś kawałki błękitu i słońca, widoczność się poprawia ale to wciąż jest w kratkę, raz coś widać, raz mleko. Dochodzi południe, zaczynamy myśleć żeby zjechać kolejką do samochodu na przerwę, bo dół dla narciarzy zamknięty. Ale jeszcze ostatni wjazd. I tu nagle następuje totalny zwrot akcji, im wyżej jesteśmy tym więcej słońca. Nagle chmury się rozstępują i pojawia się błękit, słońce wali w twarz, z dołu słychać euforyczne krzyki narciarzy którzy właśnie jadą w dół. Wysiadamy z kolejki, szybkie wpięcie w sprzęt i jedziemy. Słońce oświetla trasę, wszystko widać jak na dłoni, jedziemy niebieską do kolejki by następnym razem posmakować czerwonych. Trasy równe jak stół i mega szerokie więc ciśniemy ile fabryka dała raz za razem. Trasy wspaniałe, urozmaicone, raz płasko raz mega stromo. Narciarstwo totalne. I tak do samego końca, bez przerw, tyle co coś przegryźć i popić w gondoli. Nasza cierpliwość zostaje nagrodzona, Alpy widać po horyzont, w nogach ponad 40 km, zmęczeni zjeżdżamy jako jedni z ostatnich z tej pięknej góry. To był wspaniały dzień! Tapnięte Tapatalkiem z Androida.
    2 punkty
  43. Po nieudanym nartowaniu na dolnym śląsku, dzisiaj skoczyliśmy przed uczelnią na Soszów. Na parkingu byliśmy o 7:30 i ku naszemu zdziwieniu było już sporo aut głównie z Warszawy. Kupiliśmy karnety do 11 (45 zł) i na początku śmigaliśmy w towarzystwie kilku osób, ale z każdą minutą przybywało więcej narciarzy. Warunki świetne! Do 9:30 idealnie - twardo, zero kamieni, brak lodu, szybka jazda. Nadal sporo naturalnego śniegu. Potem zaczęły robić się delikatne odsypy, ale warunki nadal bardzo dobre. Koło 10 każde krzesło jechało już pełne, ale tłoku na trasach nie było. Ogólnie bardzo udany dzień! Oby zima nie odpuściła!
    2 punkty
  44. Zacytuje sam siebie i dodam tylko, że kto mógł być a nie był ten dupa... Ludzi brak, sztruks był nieziemski dzięki lekkiemu mrozowi. Tylko 3 zdjęcia ze względu na bardzo gorące towarzystwo jakie miałem - szkoda mi było każdej minuty kiedy nie paliła śniegu a miałem ją tylko dziś.... oto i ONA i dwa zdjęcia z pustkowia Mam nadzieje ze jednak deszczu nie będzie albo będzie niewielki. Wszystkim nam tego życzę i liczę ze będziemy mogli poszusować w takich warunkach jeszcze nie raz w tym sezonie. Dla bezpieczeństwa trzeba by się jutro przenieść gdzieś wyżej chyba.
    2 punkty
  45. Kręcimy się trochę na juhu po trasach 33a (Zjazdarska), 34c, 34b, 34a (długi trawers Panorama z Chopku na Srdiećko), 31 (czerwona Slnećna na Srdiecko), 31a i 36 (trasy na Krupovą). Wszędzie sporo muld (poza trawersami - tam pojawiały sie przetarcia) i wystające pojedyncze minerały. Jeżdżę w miarę spokojnie. Gdy daję trochę gazu, organizm daje mi znać, żebym zahamował. Wracamy na północ. Jedziemy na Koliesko zrobić przerwę. Katujemy 1c, 1b, 1a i 2 (Pretekarska, Majova), a właściwie to one katują nas - duże muldy, beton i małe kawałki żywego lodu. Śnieg nie jest mokry - jak dla mnie w sam raz. Heady pięknie radzą sobie w takich warunków - po to je kupiłem! Na Koliesku robimy przerwę na haluśky, herbatę i miodownik. Co jakiś czas podjadamy też czekoladę. Po przerwie hop na Lukovą i testujemy czarną Majstrovską 7. Muldy i beton - jechało mi się trudniej, ale bez tragedii. Za to po minie brata i taty widziałem, że walczyli o przeżycie. Jedziemy na Otupne do szybkiego krzesła na Lukovą. Stamtąd 5a na Rovną Holę. Trasowers bez muld i dużego lodu. Jedziemy do krzeseł na Konsky Grun. Z góry jedziemy FIS-em z powrotem do tego hebla. Niestety warun słaby - duże muldy i sporo lodu. Po kolejnym wjeździe jedziemy 1b, 1a i 2 do krzesła na Lukovąa potem do Funitela, gdzie byliśmy o 15:58. Na Chopoku sypał równo śnieg. Zjazd bardzo powolny, bo nie widziałem w ogóle muld! Dopiero jakieś 30-50cm przed wyłaniała się z mgły... Zjechaliśmy 1c, 1b, 5a, 5 i 14 na Lućky. Muldy prawie do pasa. Powolutku spokojnie na dół. Dzisiejszy licznik pokazał ponad 30km na nartach, ale bardzo spokojnych. Dzień, mimo początkowych problemów, bardzo udany Jak wracaliśmy, to droga przez Dolny Kubin była trochę oblodzona. Pozdrawiam Marcin PS Nawet jeśli zamykają dolinę, nie oznacza to masakry przy kolejkach - prędzej na trasach.
    2 punkty
  46. #11 i #12 Rysianka kult... nie tym razem niekultowo tylko klubowo W ostatnią sobotę i niedzielę po całym tygodniu spędzonym na Podhalu i w Tatrach, przemieszczamy się prosto do Sopotni Wielkiej :), na rysiankowe spotkanie integracyjne Sekcji Narciarstwa Wysokogórskiego KW Kraków Co tu dużo mówić, wystartowaliśmy z Justyną późno, po 14, przeszliśmy 5-10min od szlabanu i tel. od kolegi, że jest w Sopotni, nie pojechał wcześniej do Korbielowa (miał iść z resztą przez Pilsko) i pyta gdzie jestem więc robimy pierwszy popas i tak o 14:30 startujemy do góry, ale zamiast iść standardowo stokówką do góry i potem przecinką obok niebieskiego nachodzi mnie głos ekspolatora "nie rób tego!" , Justyna mówi, że jest późno i żebyśmy szli najkrótszym szlakiem prosto do schroniska, ale znowu odzywa się mój wewnętrzny głos (schizofremia?) "nie rób tego!", a potem "nie idź tą drogą" no i tak znajduję na mapie szlak/przecinkę w stronę polany Stefanki dzięki temu sprawdzimy warunki na jutrzejszy zjazd czy o płaca się tamtędy bo nachylenie dla Justyny powinno być odpowiednie Co najdziwniejsze? jest jakieś 2-3tyg po ostatnim opadzie... a my zakładamy pierwszy ślad! wow! śnieg też wygląda całkiem fajnie, przemrożony zsiadły puch Docieramy do polany Stefanki, wygląda to całkiem dobrze! śnieg jest zaskakująco szybki! dwa tygodnie temu przy 50cm opadzie nie dało się jechać bo z płasko. Proponuje 2 opcje, albo wychodzimy do góry na szlak i szlakiem do schroniska, albo wychodzimy do góry zjeżdżamy w dół jakieś 200mH i robimy trawers przez las do najniższego punktu grani i podchodzimy do góry na Rysiankę z ominięciem 3Kopców . Oczywiście delikatnie przekonałem resztę do pomysłu nr 2 zjazd super! Część alkoholową pominę , były rozmowy, opowiadania, relacje z wypraw :), na drugi dzień krótkie szkolenie lawinowe i z systemu gps i z używania kompasu i mapy Babia Góra i Pilsko No i w niedzielę odwrót, przechodzimy przez 3Kopce i zjeżdżamy polanką Stefanka... bajka! mimo małego nachylenia śnieg jest szybki, dodatkowo co jakiś czas "ścianki" pozwalają się rozpędzić i na pełnej petardzie przejechać całość tz. Justyna jedzie swoim tempem Potem trochę przez las i lądujemy na kolejnej polance dużo mniejszej, ale za to kompletnie nietkniętej (tylko nasz ślad podejściowy). Na początku wjeżdzam w nasłonecznione miejsce i strasznie mokry śnieg hamuje narty, ale po 3m wpadam w cień i wow! jakbym dostał turbo doładowanie jest ogromna różnica między przemrożonym zsiadłym śniegiem, a takim mokrym. Na koniec jeszcze zjazd stokówką w "wąwozie" i lądujemy na szlaku.. Justyna z bananem na buzi stwierdza, że to był jej najlepszy skiturowy dzień idealny śnieg i idealnie dobrane zjazdy do jej poziomu, dodatkowo super podejście bez ludzi, w ciszy, w nietkniętym śniegu oby więcej takich dni w sezonie! Pozdr Tomek
    2 punkty
  47. Marek dzisiaj sam był na M.Skrzycznem, a dokładniej między szczytem, a Malinowska skałą ( wyjście z Soliska) i wracając wjechał do czyjegoś ogrodu przez niewidoczny w śniegu płot, gdzie został przegoniony przez właścicielkę. Generalnie szedł i zjeżdżał dziczą, a na końcu wylądował w strumyku płynącym do Soliska. W lesie prześladowały go ludzkie głosy w oddali i spotkał wojska desantowe. W niedzielę mamy zamiar stawić się na Rysiankowym WZF
    2 punkty
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...