Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
25.02.2017 - 25.02.2017
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 25.02.2017 uwzględniając wszystkie działy
-
Po trzeciej zjazd na sam dół i taxi na Duże Skrzyczne na parking po auto. Tam rozmawiam z Maćkiem przez telefon, a on stoi w tłumie 5 metrów obok mnie na rozdaniu nagród po zawodach. Trochę pogadaliśmy cała paczka, kawa i do domku. Jak zwykle miło było się spotkać. Trochę fotek. Na pierwszym zdjęciu miejsce gdzie został telefon.13 punktów
-
Niestety spotkanie z Artixem i Marionenem nie wypaliło . Nie zgraliśmy się czasowo. Marionen miał zawody na Skrzycznem, a Artix zjechał ze Skrzycznego do SON około południa, kiedy ja już kończyłem swój czas narciarski dzisiaj w Szczyrku i musiałem się zwijać. Jazdę zacząłem 8.10 na Julianach. Na trasach jakieś 3-5 cm świeżego śniegu na wyratrakowanym więc jazda przyjemna. Jest duża różnica w poślizgu między świeżym śniegiem, a zmrożonym firnowym podkładem i często występują nieoczekiwane przyhamowania, jest ciekawie . Po lewej stronie Julianów sporo lodowych pól, ale dobrze widocznych i do ominięcia. Narciarzy malutko, bez kolejek do wyciągów. Jeździłem na wyciągu z gościem z innego forum, który śledzi forum skionline i doskonale zna wiele wątków i nicki piszących. Po 1,5 godz. przenoszę się na stronę Małego Skrzycznego, gdzie warunki podobne jak na Julianach z tym , że wymieszany już świeży opad z firnem daje nieco szybszy podkład do jazdy. Wychodzi słońce, narciarzy trochę już więcej, ale kolejki do wyciągów umiarkowane tak na 3-4 min. Do Czyrnej nie zjeżdżałem obawiając się o ślizgi nart. Dzień udany, szkoda, że nie doszło do WZF.10 punktów
-
Dziś z córką odwiedziłem ponownie Szczyrk. Rano szybkie spotkanie z Marionen i Anią poczym rozdzielamy się. Maroionen ma wyższe cele niż slizganie się ? Gigant. Pare zjazdów na Dużem Skrzycznem i postanawiamy uciekać na małe. Nie byłem wcześniej więc chęć tym bardziej wielka. Bylo lodowo i zimno ❄ jazda mało przyjemna. W nocy było dużo na minusie, a co się dzieje po odwilzy pisać nie muszę. Decyzja więc była strzałem w 10. Góra dostajemy się na drugą stronę. Świetna przygoda dla mojej córki i przepiękne widoki gdyż słońce zaczyna przebijać się coraz mocniej. Mimo prób nie udało się poznać Andyiego Może się jeszcze kiedyś uda. Na Małym fajna jazda. Dużo lepsze warunki w porównaniu z Dużym. Jeździmy cały czas góra dół. Kolejny polski ośrodek z wielkim potencjałem. W pewnym momencie zauważam odpiera kieszeń w spodniach córki. Pytam, gdzie twój telefon. Prawie płacz ? Panika, córką się trzęsie, ja próbuję dzwonić na jej telefon. Jest sygnał. Odbiera Pan w knajpie na górze. Telefon znaleźli Rosjanie i oddali do baru Nowy iPhone 6 Gdy pojechaliśmy byli tam na kolejnego kielicha. Tym razem ja uregulowałem rachunek i serdecznie podziękowałem. Dobrzy ludzie. Cdn9 punktów
-
To nasz drugi raz w Szczyrku, ale pierwszy w zimie. Mam nadzieję, że nie ostatni. Temperatura na małym plusie kolejek do wyciągu brak, na trasie do 20 jednak sporo ludzi. Czasami pada śnieg, wiatr ucichł, widoczność dobra. Trasy przy BSA dobrze oświetlone, sądzę, że lampy ledowe lepiej się sprawdzają od tych w Czarnej Górze. Brakuje mi tylko śniegu naturalnego, bo ten sztuczny przy tej temperaturze to kasza i cukier. Na trasie tam gdzie gładko to lód. Jak nie ma lodu, to są odsypy i muldy. Ja się wychowywałem w takich warunkach. Jak nie ma innych to lubię takie. Kwadrans po 20 stok powoli opustoszał i do 21 było już super. Najgorsze warunki były na odcinku gdzie łączy się czerwona z niebieską, aż do tunelu. Może było tak, ponieważ część trasy była wygrodzona na zawody w gigancie i na tym odcinku było wąsko. Mimo to jestem zachwycony, że wreszcie mogę śmigać w Szczyrku. Wygląd BSA industrialny Nie wiem czy ostatni zjeżdżaliśmy ze stoku, ale bez wątpienia ostatni wyjeżdżaliśmy z parkingu. Myślę, że jutro też będzie świetnie. Pozdrawiam serdecznie.6 punktów
-
Bacówka na Płoncycce Kocham to miejsce. Najlepszy zwęglony szaszłyk Fajnie, że Wam się podobało.5 punktów
-
No to uzupełnię, jeździłem do południa Bieńkulą, od 10:00 zrobiły się kolejki do jedynego czynnego orczyka, o 11:30 ruszył drugi orczyk (dwa ratraki nawiozły śniegu i zasypali potoczek przy starcie). Na Bieńkuli twardo i dużo grud lodowych, ktoś przegapił ratrakowanie przed mrozem. Kolejka po uruchomieniu 2 orczyka (za budynkiem drugie tyle ludzi) . Nikomu się nie chciało przejść do pustego 2 orczyka a chodził już 40min.5 punktów
-
Czantoria Expata. Relacja z dzisiaj, Piotrek pisze: "Zima powoli się kończy, więc postanowiliśmy z Gosią dokonać inspekcji stoków w Beskidzie Śląskim. Na pierwszy ogień poszła Czartoria, najwyższe wzniesienie wspomnianego pasma. Świetny stok (995 metrów), o fajnym wyprofilowaniu, dość szybka kanapa, słońce, brak tłumów - warunki średnie, bo cukier tak sobie trzyma, ale polatać się da bez problemu. Rosoły naostrzone, więc nawet lokalne oblodzenia nie stanowią wyzwania. Gosia radzi sobie świetnie, to jej pierwszy sezon na parapecie a zasuwa jak Jagna Maczułajtis Istny talent! Ze szczytu Czartorii możemy podziwiać panoramę Beskidu i pobliskiego Ustronia - próbka na fotach. Generalnie jestem na tak i nawet nie żałuję nieczynnej niebieskiej trasy, choć patrząc z kanapy może być dość widokowa. 16:30 zamykają kanapę, więc przenosimy się na orczyk. Stay tunned! " Widoczek na leśną część trasy: Ludzi do wyciągu - brak. Humory dopisują Górna stacja: Widoczek z Czantorii:5 punktów
-
5 punktów
-
4 punkty
-
4 punkty
-
Dziś kolejne zawody z cyklu Grand Prix Beskid Card ściągnęły mnie do Rytra.Bardzo dobry,stromy stok,jak na warunki nienagannie przygotowany i ludzi,poza zawodnikami,prawie wcale.Nie wiem,czemu ta stacja ma taką małą frekwencję-blisko Nowego Sącza, dobry dojazd,spanie-a ludzi mało...Może trochę za trudna dla przeciętnego narciarza i jak w soczewce skupia się problem konkurencji wśród stacji. Organizator,by zwabić publiczność (W POGODNĄ NIEDZIELĘ!!!) ,za 20 zł dał wpisowe na zawody,karnet 4godzinny i posiłek.A za miejsce na podium dostałem następny karnet...Ech,żeby takich stacji było więcej...4 punkty
-
SON właśnie z tego słynie, zawsze znajdziesz coś dla siebie przy tej ilości tras. Nigdy nie żałowałem wyboru tego ośrodka na dany weekend. A w COS coś zawsze wypadnie, albo lodowisko, huraganisko, albo Grzebień zamkną bo Marionen na zawody przyjeżdża ?. Bardzo sie cieszę, ze sie podobało. Mnie dziś zatrzymały moje dolegliwości w domu. Żałuję. Hey4 punkty
-
Piękny pokaz Air Show na Mistrzostwach Świata w St. Moritz Warto zobaczyć:4 punkty
-
No to my już w domu, więc zamykam relację [emoji41] Oczywiście dzień wyjazdowy otworzyła lampa na niebie, no ale widocznie tak musi być, ważne że na drogach sucho więc jechało się bardzo dobrze. Wyjazd udany, w przyszłym roku jest plan tam wrócić żeby objechać resztę nie objechanych ośrodków [emoji6] Pozdro dla czytających. Tapnięte Tapatalkiem z Androida.3 punkty
-
Naprawdę żałuję że się nie udało spotkanie Andy Marionena i Johnny_narciarza wraz z ich paniami spotkałem na koniec dnia na rozdaniu nagród. O tym na pewno będzie więcej Była chwilą na kawę i pogadanie. Wielki dzięx! Andy-w opisał warun więc ja tylko jakieś foty wrzucę jak będzie chwila.3 punkty
-
Zawsze miałem jak najlepsze zdanie o K2 Rictor (miałem 2 pary, a teraz syn ma trzecia parę), ale, że można na nich zawody wygrywać na lodzie ? - SZACUN i gratulacje Marionen. No chyba, że są to narty wciśnięte zawodnikowi na mecie przez sponsora tak jak na Pucharze Świata.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Oczywiście, że w Alpach bez plecaka - nie wożę kanapek ani termosu, a jedynie czekoladę w kieszeni. A nawet jeśli biorę plecak z butami narciarskimi, które zakładam będąc już po wjechaniu jakąś gondolką z doliny, to ten plecak zostawiam przy stacji lub w restauracji - w Alpejskich ośrodkach są duże przestrzenie przeznaczone właśnie do takich manewrów. Nie wydaje mi się. Możesz umówić się na piwo w realnym świecie...2 punkty
-
2 punkty
-
Mnie na Nosal zawiódł ojciec, miałem 8 lat i poniemieckie drewniane narty w bieli maskujące.Było to bardzo, bardzo dawno.Nigdy wcześniej nie siedziałem na wyciągu, bo koło mnie ich nie było.Wsadzono mnie na krzesło i wysłano w górę. Na górze dostałem ataku paniki, bo nie mogłem się uwolnić od krzesła-pchałem pałąk a on nic.Obsługa zatrzymała wyciąg i wyekspediowała mnie na trasę.Zjechałem na 4 lub 5 etapów, cały czas na plecach, ale był to relaks po wyciągowej traumie.2 punkty
-
Zawody były 2. Pierwsze Family Cup Mistrzostwa Województwa Śląskiego oraz Puchar Polski Drugie zawody Puchar Szczyrku1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Gigant. Maroionen startował. Ja na razie nic więcej. Nie mam pozwolenia1 punkt
-
1 punkt
-
Prawdopodobnie "szef" który sprzedał mi te narty nie jest szefem tylko np. kierownikiem. W każdym razie miał dzwonić w tym tygodniu z wynikami ekspertyzy ale nie zadzwonił. W związku z tym zrobiłem wizytę u Rzecznika praw konsumenta a następnie wysłałem do właściciela oficjalną reklamację listem. Znów dwa tygodnie czekania na odpowiedź mnie czeka. Ale myślę że po tym czasie sprawa się rozwiąże a bynajmniej mam taką nadzieję.1 punkt
-
No to szykuje się znowu fajne WZF Fajnie! Bawcie się dobrze Chłopaki. PS. Mario Johnnemu, to ja Cię sprzedałem, że do Szczyrku jedziesz w rozmowie telefonicznej hihihi Na nizinach, rano, po przebudzeniu delikatny mróz i bielutko - może okoliczne stoki przetrwają tę odwilż jakoś...1 punkt
-
1 punkt
-
Marionen ja dzisiaj jestem w Szczyrku w SON. Chętnie się spotkam z Wami i oprowadzę po trasach. Tel. podałem na priv.1 punkt
-
Wiesz, mnie w Szczyrku tez kiedyś dali dyplom i zegarek, taki na ścianę. Do dziś wisi w kuchni!1 punkt
-
Ja akurat z tych, co wyciąg otwierają i gnają na ostatni wyjazd do góry na minutę przed zamknięciem :-) - niezależnie od pogodynki. Nie zmienia to faktu, że przyjemniej jest w słoneczku, hehe... Najlepsze są wypady przy końcówce sezonu - prognoza, kamerki - i ognia, jak jest fajnie . Ogromną zaletą, oprócz zapewnienia sobie pogody jest swoboda noclegowa i przystępniejsze ceny spania. W środku sezonu załatwić coś mądrego na trzy noce - zapomnij - mimo 6,5 godzinki drogi :-)1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Wichrowo w Szwajcarii Bałtowskiej by Bumer Zastosuję się do pewnych konwencji dla relacji. Wstaję rano, co tu robić. Na dworze (polu, kłaniam się nisko Krakusom) piździ ale słoneczko przedziera się przez chmurska. Myję się, golę, ubieram. w tym czasie konsultant ( dla nieobeznanych- zona) robi sniadanie. Przy śniadaniu proponuję wspólny wyjazd do Bałtowa. -Głupi by pojechał, odpowiedziała mi konsultant popijajac kawkę. Cóż było robić, ubieram się zastanawiajac co założyć. Ubieram się lekko i biorę cienkie rekawiczki. Pakuję sprzęt do auta i w drogę. Po drodze "rzeż". Po drodze słucham radia z którego lecą informacje o wichurach. W całej południowej Polsce fuka wietor, hruby wietor!!! Moja "szkieletczyzna" słynie z wiatrów. Czekam na informacje lokalne, ze na przystanku w Bielinach chłop ziewnał pod wiatr, który z taką siła wpadł mu do ust i dalej, że guzik od portek w pasie mu urwało! Wtem wyobraziłem sobie odwrotną sytuację, baba idąca z wiatrem do sklepu, otworzyła usta mówiąc dzień dobry sąsiadce, a podciśnienie wyrwało jej treść żoładkowa. Musiała się wrócić do domu aby napić się herbaty. Czekam na katastroficzne wieści, że w elektrowni wiatrowej pod Bodzentynem śmigła tak rozgoniło, ze się pourywały! Nic z tych rzeczy, ino jakieś linie pozrywane i dach w Krakowie spadł. I to nie cały ale kawałek. Zajeżdżam na parking przed wyciagiem krzesełkowym. Bioły jęzor stoku wygląda nieżle. Temperatura 10 stopni na plusie. Jazda jest dobra. Stok mimo miękkości jest bardzo szybki. Na trasie niezbyt dużo ludzi, przeszkadza nieco "drób", czyli mali, młodzi narciarze. Trza uważać panie, trza uważać. Pojeżdziłem trochę przy krzesełku, a te co pewien czas staje czekając na uspokojenie się wiatru który wieje jak opętany "łot Świętego Krzyza". Przenoszę sie na łorcyk. Tu warunki podobne, śnieg mokry i miekki. Na trasie pojawiają się siwe plamy roztopionej mazi śniegowej. Przy krzesle to nawet ziemia lita wyszła. Śnieg topi sie i woda strumyczkami spływa do Kamiennej. Trasa pod łorcykiem reanimowana w kilku miejscach. Przy dolnej stacji wykonano specjalny mostek i z "jeziorka" odpompowuje się wodę. Wracam na stok przy krześle, a spiker przez megafon gada, że z uwagi na wietor krzesło zaraz stanie. znów oddalam się na łorcyki. Jeżdżę tam do końca. Ostatni zjazd robię przy krześle bo blisko mi do auta. robie ostatnie zdjecie. Czyzby ostatnie? Czy stak jakoś ocleje? Oby, szkoda tak rozstawać się znów prawie na cały rok. Może ten wietor zaduje jakieś zimno i śnieg? Moze jeszcze pojeżdzimy w Szwajcarii Bałtowskiej.1 punkt
-
1 punkt
-
Marcinn - ciśniesz!!! Pięknie PS. Pozdrowienia z łóżka od nadal grypowego marboru1 punkt
-
Istebna-Złoty Groń B.dobre warunki na Złotym Groniu ,zupełnie odmienne do wczorajszej jazdy na Zagroniu Zdecydowanie więcej śniegu,wiedzą co z nim robić Pogoda z rana na małym plusie,ludzi do 10 mało Stok szybki,przygotowany jak powyżej Ps.Czy wiedzieliście że otwarli,przejęli trasy 6,7,przy górnej stacji jedziemy w lewo do orczyka Jak ktoś się wybiera na weekend polecam z rana 2,5 godz. karnecik sportowy za 35 zł Pogoda zapowiada się słoneczna,a i z rana będzie mrozik1 punkt
-
A ja Ciebie Janku za poruszanie się z nartami komunikacją publiczną podziwiam od zawsze i jesteś dla mnie wzorem Wielkiego Człowieka realizującego swoją pasję mimo przeciwności. To żadna patologia - to olbrzymia determinacja. Pozdrawiam Cię serdecznie.1 punkt
-
Istebna-Zagroń Mogło być gorzej bo pogoda z rana nie była optymistyczna W Ustroniu lało jak scebra Ale już przy wyjeżdzie z Wisły bez opadów W Istebnej melduję się ciut przed 8,po karnecik i na wyciąg Godzinkę jeżdżę sam, potem parę osób Warunki określił bym na dobre z minusem,sporo przetarć w górnej części stoku Nie mają tam za dużo śniegu,oj nie mają Temperatura na lekkim plusie Ale jest szybki śnieg tak że można sobie było 2 godzinki całkiem fajnie pohasać1 punkt
-
Dzisiaj miałem okazję pojeździć chwilę (ok 3 godz) w Kluszkowcach. Wszystkie trasy otwarte, ludzi niewiele. Warunki do jazdy słabe. Mokry lepki śnieg, miejscami wystający lód do tego deszcz. Wysłane z mojego E2003 przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
To była naprawdę udana narciarsko sobota i niedziela . W sobotę WZF na Pilsku , a w niedzielę ....... , ale po kolei . Plan na miniony weekend był następujący : sobota - WZF na Pilsku , niedziela - jakaś tura w Tatrach, ale wybór miejscówki zależny był od pogodowych prognoz . Aura w sobotę , była ,powiedzmy , średnia , natomiast na niedzielę większość portali pogodowych pokazywała ,że będzie słonecznie . No to jak ma być słońce , to zapada decyzja- idziemy na Wołka ( Wołowiec 2064 m n.p.m. w Tatrach Zachodnich ) .W końcu inauguruję skitury w Tatrach w tym sezonie ! Jedziemy w pięć osób : Aga , Krzych , Filip ,Rafał i ja ofkors . Start zaplanowaliśmy od strony słowackiej a dokładnie idziemy żółtym szlakiem z Latanej Doliny przez Zabrat i Rakoń .Z parkingu startujemy ok. 6,40 . Po drodze pogoda zaczyna się poprawiać i w momencie wychodzenia powyżej granicy lasu ukazuje nam się taki oto widok Po prostu robi się PIĘKNIE , więc turowanie w takich okolicznościach przyrody jest MEGA przyjemne . Idziemy nie forsując jakiegoś mocnego tempa , co jakiś czas robiąc "sesje zdjęciowe " . W końcu , po ok 4 godzinach dochodzimy do głównego celu naszej wyprawy . Na szczycie krótki popasik , przepinka i fantastyczny ,mniej więcej godzinny , zjazd do parkingu . Ehh..... , dla takich dni chce się żyć .1 punkt
-
1 punkt
-
Tym gościom z Head`a do głowy nie przychodzi, że sprawa dotyczy starej, zajechanej narty...... I to ich pytanie, czy decha z sezonu 12/13 była już używana :-)))) Temat cały czas powinien krążyć wokół handlarza, a nie dotyczyć biednej, zmęczonej narty, a tym bardziej wkręconego w to Head`a.... Skoro handlarz (przepraszam wszystkich uczciwych sprzedawców,komisantów etc. ale handlowiec to co innego, niż handlarz) bierze się za obrót używanym i zużytym towarem - to MUSI wziąć na siebie ryzyko. Zwłaszcza, gdy sprzedaje szrot jako nówka-fabryka. A tu idzie w zaparte, jakby sprzedał faktycznie deskę po dwóch dniach używania (bo dziadek stwierdził, że za trudna) - i się nie wiadomo co stało. A nawet mu się nie chciało zmyć śladu po naklejce z wypożyczalni - pełen luuuz. Można domniemywać, że dechy były 5 lat w obrocie, razy 60 dni ( po letku w alpejskich warunkach, w polskich może ciut mniej). Ciekawe, co na to serwis :-)1 punkt
-
Ostatnia część aktywności weekendowej, to sanki w Starym Smokovcu, gdzie też mieliśmy kwaterę Z domu zabrałem sanki Bartka, z nadzieją, że wieczorem zabiorę go na spacer i że może uda się wjechać na Hrebieniok i zjechać 2,5 km trasą saneczkową. W sobotę po nartach w Strbskim Plesie, szybkim obiedzie na kwaterze, o 16:30 zamieniłem się w konia pociągowego i po ok 20 minutach ośnieżonymi chodnikami i uliczkami dociągnąłem Bartka na sankach pod dolną stację kolejki szynowej na Hrebieniok, gdzie oprócz saneczkowej trasy zjazdowej znajduje się zrobiona z lodu katedra oraz znajdują się rzeźby wykonane z lodu w ramach Ice Master 2017. Sezonówka na ośrodki TMR obejmuje także tą kolej na Hrebieniok, ale jak się okazało jedynie do godz. 16 A po 16 trzeba już kupić normalne bilety. Młody bardzo chciał, ja też w sumie chciałem zobaczyć te rzeźby i zjechać na sankach, a ponieważ w niedzielę już nie było możliwości, bo zaraz po nartach mieliśmy wracać do domu, więc wydałem w sumie 12,5e za bilety dla nas i pociągiem-wagonikiem wjechaliśmy na górę. Było już ciemno, ale może i dobrze, bo rzeźby lodowe były podświetlone kolorową iluminacją, co robiło niesamowite wrażenie, A Katedra, w której jej twórca wziął nota bene ślub dosłownie zwalała z nóg. Kapitalne miejsce, gdzie widać mnóstwo talentu i włożonej pracy Po obejrzeniu rzeźb postanowiłem z Bartkiem zjechać na dół na jego sankach po oświetlonej trasie saneczkowej. Ale było super... mniej więcej do połowy trasy, kiedy to sanki nie wytrzymały podskoków i pewnie mojego ciężaru i rozkraczyły się To i tak dobrze, bo jak Bartek był mniejszy i miał drewniane sanki, to kiedy chciałem sobie przypomnieć jak się zjeżdża, to z powrotem na górkę wchodziłem z sankami w dwóch częściach No nic, udało mi się podprostować sanki Bartkowi i dalej pojechał już sam, a ja z buta zszedłem na dół co chwilę uciekając w zaspy przed kolejnymi saneczkarzami nie kontrolującymi toru jazdy I tyle, a więcej na zdjęciach1 punkt
-
Idziemy do zamkniętego schroniska Alte Prager Hütte (2489m n.p.m.). Stamtąd podziwiamy lodowiec. Widać mnóstwo szczelin z których nie ma wyjścia. Po przerwie nie idziemy do lodowca tylko do wyższego schroniska. Po drodze mija my owce - niektóre stały na śniegu- a także koziorożce i świstaki. Oczywiście przeszliśmy przez śnieg Po godzinie zobaczyliśmy nasz cel - schronisko Neue Prager Hütte (2782m n.p.m.). Wycieńczeni weszliśmy do środka. Okazało się, że na piętro, gdzie jest bar, trzeba zdjąć buty i założyć chodaki. Po wypiciu lokalnych specjałów schodzimy na dół, by podziwiać niezwykłe widoki okolicznych pasm górskich. Sprzęt dla tych, którzy chcą zdobyć Grossvenediger. Nie czułem zmęczenia tylko radość z wdrapania na taką dużą wysokość. Takiej radości nie da się dobrze opisać - to uczucie, które od środka sprawia, że czuję się jakby ponad tym wszystkim. Ponad codziennymi sprawami, ponad zmęczeniem, ponad lodowcem... W oddali widać Grossglockner Niestety trzeba było zacząć schodzić - przed nami ponad 10km marszu. Po drodze odwracamy się co jakiś czas, żeby podziwiać niknący za chmurami Großvenediger. Widok na dolinę Schodzimy... Po 40 minutach schodzimy do nieczynnego schroniska. Po krótkiej przerwie ruszamy ostro w dół. Po wypiciu i zjedzeniu co nieco, schodziło mi się fatalnie - wszystko "skakało" i miało ochotę zrobić w tył zwrot. Po dosyć męczącym zejściu dochodzimy do mostku nad potoczkiem wypływającym niegdyś z lodowca (zdjęcie nr.7 z tego dnia). Potem na pełnym luzie na spokojnie dochodzimy do pierwszego schroniska (idąc już drogą). Razem z nami z gór schodziły krowy. Po postoju tą samą drogą wróciliśmy na parking. 23km, 1270m w górę i tyle samo w dół. Mięśnie tradycyjnie bolą, ale przynajmniej czuję, że chodziłem po Alpach!1 punkt
-
Dzień czwarty– Sięgaj, gdzie wzrok nie sięga. Czyli śladami@MajorSki i innych, którzy odwiedzili to miejsce na tourach w maju. Mięśnie bolą tak, że ledwo co zszedłem na śniadanie. Jednak było tak dobre, że powoli zapominałem o bólu. Nie wspomniałem wcześniej o pogodzie. Mimo nieciekawych prognoz, pogoda była idealna - trochę ciepło, trochę chmur, których cień dawał chwilę wytchnienia i lekki wiatr powodujący niesamowite uczucie na dużej wysokości. Wracając do środy - przejechaliśmy busem do Tauer w rejon Matreier Tauernhaus 1512 m n.p.m. Na początku wita nas orzeł. Ruszamy utwardzoną drogą lekko do góry, bo idziemy w dolinie. Mijamy piękne alpejskie łąki, urokliwą kapliczkę wykutą w skale i krowy. Docieramy do Venedigerhaus (1689m n.p.m.). Przy schronisku robimy krótką przerwę. Potem ruszamy dalej szlakiem Gletcherweg Innergschloos. Idziemy wzdłuż potoku. Dochodzimy do wąskiej ścieżki, która idzie stromo pod górę. Szlak jest ładnie skoszony - przed nami szedł pan z psem i kosą spalinową. Przy bardziej stromych odcinkach wspomagamy się liną. Taki "transport linowy". Z prawej strony widzimy dolinkę, w której niegdyś był lodowiec. Szlak nieco łagodnieje. Pojawia się więcej niskiej trawy i kwiatków, a także rozwalone Blizzardy. Mijamy kilka jeziorek i dochodzimy do potoku wypływającego z lodowca Schlatenkees. Obok lodowca wiszą seraki a nad nim wznosi się drugi po Grossglocknerze najwyższy szczyt Wysokich Taurów - Grossvenediger (3666m n.p.m.). Następnie wspinamy się po wygładach polodowcowych.1 punkt
-
To fajnie,że odpychają,bo mnie przyciągają.Perypetie innych raczej mnie nie interesują... :wink: :tongue:1 punkt
-
Oby się udało. Jeździłem tam w ciągu jakichś 10 sezonów, i z połowy, i starym jednoosobowym krzesłem, które było bardzo spoko - chętnie tam wrócę .Od rana na dobrze przygotowanym stoku jazda była miodzio, trasa naprawdę robiła wrażenie, szczególnie stromizna na górze, tuż po przejechaniu pod krzesłem :wink:.A po popołudniowym ratrakowaniu jazda po oświetlonym stoku od połowy wysokości była fajnym zajęciem na wieczór w Zakopcu.No i z tego co pamiętam, tam raczej jeździli ludzie, którzy umieją panować nad nartami :wink:.1 punkt







