Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. moruniek

    moruniek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      13

    • Liczba zawartości

      2 943


  2. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      11

    • Liczba zawartości

      2 888


  3. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      4 038


  4. mirekn

    mirekn

    Użytkownik forum


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      1 001


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 11.04.2019 w Odpowiedzi

  1. Kiedyś miałem taki szalony plan, że zabierając rodzinę do Toskanii na wakacje, przejechałem w jedną stronę przez Kitzsteinhorn (koniec czerwca), a wracając przez Molltaler (lipiec). W międzyczasie mieszkałem w miejscowości Marina di Carrara (wybrzeże). Jak wypakowywałem narty i buty przed apartamentem (lipiec), pewna miła Włoszka tłumaczyła nam, że to białe co widzimy w tych górach obok wybrzeża to jest marmur a nie śnieg.
    9 punktów
  2. Spodziewałem się wiosennej jazdy na Chopoku a tam rewelacyjne warunki - w nocy był przymrozek, jazda na południu do samego dołu, Mistrzowska na całej szerokości, dwie trasy do Zahradek, jednym słowem zima na Chopoku się nie skończyła, a ja wreszcie zjechałem z Chopoka Początek nie był obiecujący Kamienna Chata po remoncie-super urokliwie, sprawny bufet, porcelana i szkło i nawet ekspres do kawy. Ciekawostką jest danie pod nazwą Polska Zemsta - parówki z frytkami i keczupem Przy wejściu wita nas Nosicz
    7 punktów
  3. Dzień 4. Na Rysy Prognoza pogody nie była zachęcająca. Słaba widoczność i zimniej. Wiatr miał być też gdzieś pod 50 km/h. Czyli na górze to może być duuużo więcej. Ale nikt tanio skóry nie miał zamiaru oddać. Po wojskowemu to się mówi: - rozpoznanie bojem I to właśnie zarządził Roberto. Wychodzimy i jest wyraźna szansa na poprawę pogody! Na południu jest rozjaśnienie, które powoli jakby się przesuwało na północ. Idziemy szlakiem na Rysy. Słowacy nawet ładnie go oznakowali (ale nie na dużą mgłę). Robert co jakiś czas robi nam "okolicznościowe" wykłady. Wchodzimy głębiej i szansa na poprawę upada. Świat zmalał, góry zrobiły się jakieś nostalgiczne. Patrząc dookoła to na wiele trudno było liczyć. Dochodzimy do ścianki gdzie w lecie idzie się po łańcuchach a w zimie rozpięta jest poręczówka. Ekipa zakłada raki a mnie się nie chce, idę z czekanem i... naprawdę nie wiem po co kijkiem. Ot, tak z przyzwyczajenia. I ten ostatni strasznie mi przeszkadza. Ale ponieważ plecaka też mi się nie chce już ściągać to pokonuję drogę w kulawym stylu - ku uciesze reszty, która profesjonalnie i w rakach bezstresowo rusza za mną. Przypominam sobie, że kiedyś już tak było i solennie postanawiam sobie wbić do głowy, że jak się korzysta z poręczówki to kijka się nie zabiera. Niektóre lekcje jak widać trzeba powtarzać. Wyżej jest coraz bardziej mgliście, przed Chatą już tak. W dodatku, czego na focie nie ma, naprawdę solidnie duje. Chata jest oczywiście zamknięta (co było wiadomo), dywagujemy chwilę dlaczego nie ma tu udostępnionego Winteraumu. Później bierzemy łopaty, odkopujemy zacieniony od wiatru załom budynku. Tomek wynajduje deskę, robimy ławeczkę... i mamy całkiem fajny przytułek gdzie poddajemy się rozpasanej konsumpcji, przegryzając kabanosy czekoladą i orzechami. Do tego suszona wołowina i dorsz. Oraz gorąca herbata. Teraz pora na sesje foto (w końcu po co się w góry chodzi?) Ale ileż można jeść, fotografować i wyglądać zza węgła czy pogoda się przypadkiem zmieniła? Dywagujemy czy nie wejść na Wagę i stamtąd sobie zjechać. Perspektywa zjazdu w mgle jakoś nikogo nie zachęca, szczególnie, że wywiane jest i betonowo. Czyli powrót i wylegiwanie! Ta ważna decyzja przychodzi nam bez trudu i bez wyrzutów sumienia. Szczególnie, że w międzyczasie schodzą dwie piechurki i potwierdzają, że na górze jest coraz gorzej. Fragment zjazdu pod Chatą jest fajny. Czeka nas jeszcze przejście przez ściankę. Część ekipy w ramach ćwiczeń postanawia to zjechać na nartach (trzymając się poręczówki) i z czekanem. Reszta schodzi. Sam zjazd jest skomplikowany bo jest sporo gołych skał do przejścia i wąsko ale jesteśmy zadowoleni bo zawsze coś innego. Narty przeżyły to w zdumiewająco dobrym stanie. A tutaj zejście Ani. Dalsza część to formalność. Wyszło 900 m vertical i 8 km. Całkiem fajnie jak na okoliczności. Jeśli myślicie, że to koniec relacji to jesteście w błędzie. To nie była czterodnówka. To była pięciodniówka a ostatni dzień miał być dla mnie przynajmniej najfajniejszy. Miał ale czy był?
    4 punkty
  4. Na Chopoku dziś zdecydowanie mój najlepszy dzień w tym sezonie. Już chyba nigdy nie pojawię się na tej górze przed 10-tym kwietnia, bo to zupełnie inna jazda. Nie ma już ludzi, ładujących się do gondoli na stojąco po 15 osób. Nie ma muld, mimo że śnieg jest miękki, bo nie ma kto tych muld tworzyć. W dodatku, o ile w przypadku Szczyrku pojawiały się dawniej podejrzenia TMR o oszczędność, to na Chopoku trzeba przyznać, że ratrakują prawie wszystkie trasy na całej szerokości, mimo że narciarzy jeździ garstka. Zresztą w Szczyrku też się to zmieniło (pusta 9-tka, dawniej nieczynna). Mieszkam tym razem pod samymi wyciągami, w jednym z tańszych (jak na tą okolicę) hotelu Liptov, dzięki czemu już nie muszę sprawdzać pogody na kamerkach, bo kamerką jest moje okno - z takimi widokami jak niżej na zdjęciach. Przez 5 dni miało padać, tymczasem dziś jeszcze przez większość dnia było słonecznie, choć koło południa padał drobny deszczyk, niezależnie od wysokości (ciepło - na dole +10, na górze +5, choć rano też było 10). Doskonałe warunki panują na wszystkich głównych trasach: 1 i 11-ka na całej długości (980m przewyższenia) równiutkie, śnieg jak dla mnie idealny - lekko miękki, umożliwiający wcinanie się krawędzi, ale równy. Dpiero przy samym dojeździe do kanapy w Zahradkach jest już brązowo. 7-ka i 2-ka do Jasnej też świetne. O dziwo, na całej 33-tce na południe też bez przetarć czy kamieni (przynajmniej rano), 31-ką nie jechałem. Nieczynne oba warianty 12-tki w Zahradkach (i słusznie - zupełny brak śniegu na dole) i 10-tki (te raczej z powodów frekwencyjnych). Na 5-tce śnieg biały na przemian z brązowym, więc tą pewnie zamkną jako następną. Nie wiem skąd w kwietniu takie pustki - przy dzisiejszym przepływie informacji wydaje się, że trudno ukryć informacje o takich warunkach, a jednak chętnych do jazdy nie ma. Spodziewałem się, że głownie Polacy będą przodować, a tych nie spotkałem dziś wcale - jedynie Słowacy i chyba Węgrzy. Od jutra ma padać śnieg przez kilka dni, więc pewnie przybędzie kolejny metr i sezon zakończy się gdzieś w połowie czerwca:) Na razie niestety na dole znów zaczął padać deszcz, ale już powoli przechodzi w mokry śnieg.
    4 punkty
  5. Pozdrawiam serdecznie Wszystkich spotkanych Forumowiczów. Była nas naprawdę silna reprezentacja, druga po Słowakach Dojazd z Katowic bez problemów 3 godziny. Na parkingu pod FIS 8:30, parking zapełniony już w 70%. Wszystkie trasy czynne nawet połączenia między dolinami. Warunki wiosenne ale nie ciapa. Opadów zero. Parę fotek. Udany wyjazd. Następne 4 dni ma sypać i być na - nawet na poziomie Plesa w dzień i w nocy. Pozdrawiam mirekn
    4 punkty
  6. W kolejnym, osiemnastym vlogu, przedstawiam linię nart RC4 THE CARV firmy Fischer. Rozmawiam z pomysłodawcą tych nart, byłym zawodnikiem Alpejskiego Pucharu Świata - Hansem Knaussem oraz aktualnie najszybszą zawodniczką minionego sezonu Nicole Schmidchofer.
    3 punkty
  7. Z chęcią byśmy w weekend jeszcze pojeździli na Pilskuniu 😀
    3 punkty
  8. Ja sprawdzam tu https://korbielow.net/komunikat_narciarski/ Jak mi się uda to sprawdzę jutro osobiście i dam znać. Pozdrawiam mirekn
    3 punkty
  9. Ale to takie ogólne przekonanie. Chociaż jeżdżę na nartach od ponad 20 lat, to kiedyś regularnie kończyłem sezon na początku marca, kiedy wydawało mi się że jak "u mnie" nie ma śniegu - to nie ma go też w górach. Nie wiem, skąd miałem takie naiwne przeświadczenie.... Dopiero od kilku lat, odkryłem radość wiosennej jazdy. Puste stoki, szczególnie w środku tygodnia. I ten wzrok z panicznym strachem w oczach spotkanych ludzi w Krakowie - kiedy na swoim osiedlu w piękny ciepły słoneczny dzień paradowałem z nartami.
    3 punkty
  10. Kilka fotek więcej. Divci Kameny dla metroseksualnej skiturystyki jak znalazł;-)
    2 punkty
  11. Dostępne już są zimowe (2019/2020) rozkłady lotów tanich lini lotniczych (Wizz Air, Ryanair, Easy Jet). Bilety także w sprzedaży, można coś upolować. Z Krakowa doszło sporo kierunków w tym również narciarskie (np. Turyn, Kutaisi).
    2 punkty
  12. Jeszcze są tzw. MODY wymyślane przez ludzi albo małe firmy, tutaj masz przykład poprawy Atomic Backland Carbon, np. wyższy botek i lepszy booster https://blisterreview.com/gear-reviews/update-modified-atomic-backland-carbon jest to jakaś droga dla pasjonatów 🙂
    2 punkty
  13. Mina sąsiadów jak wnoszę narty w maju i czerwcu - bezcenna
    2 punkty
  14. Chopok - wygląda na to, że w przyszłym tygodniu chodzą, zaktualizowane dane o funkcjonowaniu ośrodka w kwietniu. Jednocześnie kończą sezon 28 kwietnia. https://www.jasna.sk...ky-a-zjazdovky/
    2 punkty
  15. Cóż mogę dodać ,byłem sprawdziłem i jeździłem. A kumpel to cały dzień kręcił głową że to nie jest Chopek,to jakiś surrealizm ,bez kolejek sami na trasach,nawet na pit stopie o 13 na Prechybie to całe tłumy były-nas dwóch.
    2 punkty
  16. Dzień 3. Kończysta Piękny szczyt na którego wspomnienie gęba mi się cieszy. Popatrzmy wpierw na sytuację topo. Cel jest po lewej. Z Popradzkiego Plesa można dojść na dwa sposoby. Podchodząc od jeziora na przełęcz pod Osterwą i dalej obok Klina i przez Dolinę Stwolską. Tę drogę zaznaczyłem strzałką na wizualizacji. Jak się przyjrzeć to widać tam ścieżkę. Druga opcja, którą wybraliśmy obok Lodowego Jeziorka i dalej żlebem o którym szerzej opowiem. Na taki a nie inny wybór wpływ miał stan stoku na przełęczy pod Osterwą - góra wyglądała na mocno wytopioną. Samo podejście też raczej jest niełatwe. Oczywiście można też wykombinować pętlę ze zjazdem z Osterwy. Bardzo chciałem to zrobić ale troszkę się przestraszyliśmy jazdy bez rozeznania podejściem i wiedzy na temat stanu tego stoku po drugiej stronie... Początek był już dobrze znany z pierwszego dnia, dość szybko docieramy do wspomnianego jeziorka, tam krótki popasik i zakładamy harszle. Dziwnym zbiegiem okoliczności łamiemy razem z Robertem po jednym nożu dosłownie w tym samym momencie. To mnie nie cieszy bo na tej wyprawie to jest artykuł pierwszej potrzeby a z jednym już nie idzie się komfortowo. Czeka nas teraz tajemniczy żleb, posłużę się fotą Tomka sprzed 3 lat. Nawet narciarze są! Tomek podał to jako Lucnie Sedlo (tak jest na mapach słowackich), na polskich mamy Stwolską Przełęcz. Ale nasze określenie to przełęcz K.... od nazwiska kolegi co zjechał ją głową w dół z samej góry (od skał) a ponieważ miał narty zapięte do podchodzenia to nie było szans nic zrobić. Dojechał aż do stawu, cały czas przyspieszając. Ten efektowny zjazd grupa uwieczniła w nowej nazwie kuluaru. Do skał jest sens podchodzić na fokach. Dalej z buta. Wychodzimy na platou (na mapach słowackich oznaczone jako Luka). Tam narty wrzucamy na garba. Czeka nas teraz najbardziej niezwykły fragment - marsz gigantycznym gołoborzem, którym z tej strony jest Kończysta. Byłoby zbrodnią nie wykorzystać moich modeli i oto w marszu po Kończystej mamy Wysoką w tle. Nasza droga prowadzi do naśnieżonego szerokiego pola, które z daleka wygląda jak trasa narciarska. Większość ekipy ma tam dość już garba i zakłada narty, ja zgłaszam wotum separatum i dymam po staremu. Co jest zdecydowanie najszybsze. Bo góra stroma, kartoflisko i w dodatku zalodzona. Zjazd będzie hardcorowy... Ale póki co cieszmy się górą. Widok na Gerlach Słynne kowadło Trochę siedzimy ale wcale tak ciepło nie jest więc pora ruszyć tyłki. Zjazd na początku to jest walka z lodowymi kalabrakami, w połowie robi się dobrze a dół - bajecznie. Zjeżdżamy troszkę niżej - do doliny Stwolskiej. Na focie widać, że porównanie do trasy narciarskiej jest wyjątkowo trafne. Teraz wytopionym płaskowyżem trzeba dotrzeć dobry kilometr do zjazdu Żlebem K.... Większość (czyli wszyscy bez mnie) dymają to z buta a ja oczywiście na nartach korzystając z resztek śniegu. I czyż muszę wyjaśniać która metoda była lepsza? Tym razem obywa się bez przygód. Ekipa rozgrzana sukcesami trenuje tutaj podchodząc do skałek i w dół co i raz. Sama idea aby trochę jeszcze pozjeżdżać jest mi bliska. Ale czemu tutaj??? Podkreślam, po raz trzeci, swój indywidualizm i ostentacyjnie (czego nikt nie zauważa) wybieram nasłoneczniony stok naprzeciwko. Śnieg tam solidnie odpuścił a jazda na wiosennej ciapce to jest to co tygryski lubią najbardziej! Czasem szkoda, że dzień się kończy... Bierzemy jeszcze wypłatę w postaci końcowego szusu do Majlathovej Chaty. Razem 1500+ m vertical i 12 km drogi. track nie jest kompletny bo o GPS przypomniałem sobie dopiero przy jeziorku.
    2 punkty
  17. Podsumowując swój wyjazd, pogoda w niedzielę bajka, a sobotę możemy pominąć milczeniem (na górze gęsta mgła, śnieg, śnieg z deszczem a na dole intensywny deszcz). Kilka zdjęć z niedzieli i jedno z soboty. Sobota - pogoda "taka sobie". Za to rano niedziela. Nieco później. Nieco później cd. I kolejne zdjęcie. Spadło trochę śniegu i poprawiły się warunki poza trasami. A wracając do domu zatrzymałem się na chwilkę na TŁ - takie jedno z dołu.
    2 punkty
  18. 33 była zrobiona, myślę raczej że 7 nie dotykali,ale nie jestem pewien bo byłem na niej po 13,nie" wyrobiłem " się wcześniej .
    1 punkt
  19. To mnie się ostatnio w marcu konduktorka czeskich linii "Leo Express" zapytała jak to możliwe, że przewożę narty, skoro oni opcję przewozu nart mają na stronie www tylko do końca lutego, a w marcu można zaznaczyć przy kupnie biletu jedynie "przewóz roweru". Wyjaśniłem, że kupowałem wcześniej. I tak musiała specjalnie rozłożyć stojak do nart, bo był przygotowany tylko pod rowery. Teraz już wolałem pojechać samochodem, żeby nie robić problemów:) Dziś bez zdjęć, bo pogoda gorsza - powyżej granicy lasu mgła, a po południu powyżej Priehyby zaczął parad drobny śnieżek i pada do teraz, choć to symboliczny opad i nic nie daje. Ogólnie jakoś wilgotno i nieprzyjemnie się zrobiło. Jutro ma sypać, a weekend z trochę lepszą pogodą. Czyli nie tak źle, jak miało być (zapowiadali kilka dni opadów pod rząd). 33-ki na południe dziś chyba nie ratrakowali, choć zjechać można. Na centralnym parkingu w Krupovej naliczyłem w południe zaledwie 15 aut.
    1 punkt
  20. Dzięki, bardzo fajny materiał Sam używam zeszłoroczny model 178cm r 18 the curv na płycie booster( tą która ma Smidchofer) i potwierdzam,że jest to naprawdę doskonała deska PS. Ta narta nie nazywa się ,,the karw.. ,,
    1 punkt
  21. Kolejna inwestycja pod wynajem. Kolejne miejsca noclegowe blisko Gondoli.
    1 punkt
  22. Czasami te tanie linie jeśli chce się wziąć bagaż + własne narty i buty kosztują dużo więcej niż drogie, np. Ryanair liczy sobie 216zł za parę nart w jedną stronę. W tym roku lecieliśmy LOT-em i tu mają podobną politykę jak w Lufthansie - jeśli zmieścisz się w łącznym limicie bagażu to walizkę możesz bez kosztowo zamienić na narty. Lecieliśmy z dwójką dzieci 7 i 1,5 roku i dziadkami do opieki, na młodsze dziecko też przysługiwał limit bagażu 23kg + podręczny, mimo że za bilet nie płaciliśmy. Bagaże kumulowały się na wszystkie osoby z rezerwacji i zabraliśmy 4 pary nart nic nie dopłacając (po dwie pary w pokrowcu). Kilka razy lataliśmy też z biurem podróży i wychodziło to całkiem korzystnie, np. hotel 4* w Ponte di Legno za 2400zł (nie w ferie) z wyżywieniem, plusem latania z biurem jest zapewniony transfer z lotniska oraz to że oprócz dużej walizki i bagażu podręcznego można zabrać komplet sprzętu narciarskiego (narty + buty w pokrowcu) bez dopłaty.
    1 punkt
  23. Brrr, zima wróciła pod gondolę. Jest około zera. A tu tylko resztki śniegu:
    1 punkt
  24. Ja po wieloletnich zimowych jazdach wyciągowych nie bardzo mogę się przekonać do firnu. Jednak puch to puch. Przy wyciągach na mokrym śniegu nie jeżdżę. U siebie do dzisiaj tłumaczę w czerwcu, wracając z nartami z weekendu, że śnieg w górach jeszcze jest. Tylko trzeba wejść trochę wyżej
    1 punkt
  25. Nie tylko zimą warto się tam wybrać, latem też jest tam super za relatywnie przyzwoite koszta-Joker Card robi swoje. To tak, przy okazji końca sezonu zimowego i jak ktoś nie ma jeszcze planów na lato☺️
    1 punkt
  26. Chyba źle mnie zrozumiałeś. Na wybór sprzętu poświęcam bardzo dużo czasu. Już z rok się interesuje aktualną sytuacją a to przecież nie jest mój pierwszy komplet. Wszystkich relacji jednak przeczytać nie sposób. Co do artykułu to dobry materiał dla początkujących, choć są elementy z którymi się NIE zgadzam Np. że wygodny but przed wygrzaniem oznacza za duży.
    1 punkt
  27. Pewnie ze warto. Świetny region, extra infrastruktura. Oby zima dopisała, bo to jednak relatywnie niski ośrodek.
    1 punkt
  28. Ja jeżdżę 3 sezon w PDG-ach. Przekonał mnie koszt 100g W posezonowej promocji, a przy wadze 800g były bezkonkurencyjne. Gdy pierwszy raz założyłem na nogi to z radości zacząłem w nich biegać. Pod górkę To mnie najdłużej wstrzymywało przed zakupem butów skiturowych - koszt 200g mniej na nogach nie wydawał się warty zakupu. Kilogram to co innego. I do tego doszedł kolejny zysk wagi - na wiązaniu. Trzeba się przyzwyczaić, że to dość miękki but w porównaniu do zjazdowych. Mi to mniej przeszkadza niż waga kowadła i sztywność w chodzeniu po założeniu buta alpejskiego (mam drugą parę z insertami TLT). Choć ostatnio z przyjemnością zjechałem dojazdówką nartostrady zapierając się goleniami o buty - w PDG to niewykonalne
    1 punkt
  29. Zjazd w stronę koprowych przełęczy nie zawodzi. Jeszcze przedłużamy go skręcając w Dolinę Hlińską. Na zdjęciu mamy naszą przyszłą drogę powrotu przez Niższą Koprową Przełęcz. Prawdę powiedziawszy to chciałoby się kontynuować dalej jazdę bo w drugą stronę wygląda to tak Oglądamy też możliwości zjazdu z Koprowego Wierchu wprost do "naszej" dolinki. Z dołu zjazdy nie wydają się oczywiste ale ten żleb na lewo powinien być do zrobienia. Ale jak na niego "wycelować" to nie wiem. Najprościej byłoby podejść od dołu. Na to nie ma czasu ale robimy z Martą dodatkowy kawałek po naszej trasie zjazdu. Było tak przyjemnie, że szkoda odmówić sobie powtórki. Po tym trzeba się wdrapać na przełaczkę z przedprzedostatniej foty. Część ekipy zrobiła to trochę wcześniej. Ale my trafiamy już na zacieniony beton. Jeszcze rzut oka w tył - Dolinka Hlińska prezentuje się tutaj wyjątkowo ładnie. Czerwone Wierchy pięknie zamykają horyzont. Zjazd był czujny (bo twardo i dość stromo) ale bez napinki. Jeszcze mała niepozowana sesyjka na powrocie I dzień drugi można uznać za zamknięty. Wyszło 1150 m vertical i 11 km całość.
    1 punkt
  30. Dzień 2. Koprowy Wierch To klasyk (a szczególnie już klasyk narciarski). Powody są dwa - fantastyczny widok na Tatry Wysokie, Tatry Zachodnie i ścianę Hrubego Szczytu a do tego piękne zjazdy. Jeśli chodzi o widoki to Koprowy sprawia wrażenie dobrze postawionej wieży obserwacyjnej. Ze zjazdami jest też nieźle, obok klasyka czyli tego do Wyżniej Przełęczy Koprowej a dalej do Doliny Hlińskiej można bezpośrednio zjechać ze szczytu żlebami do Doliny Hlińskiej. Są też zdecydowanie bardziej wymagające zjazdy do Doliny Mięguszowieckiej (Dolinki Stawów Hińczowych). Trzecią zaletą szczytu jest szybkie i dość łatwe dojście. Zaczynamy ścieżką wzdłuż Hincowego Potoku. Tego ostatniego raczej nie widać ale parę razy go słyszę gdzieś pod nogami. Przed podejściem na Wyżną Przełęcz Koprową jest fragment gdzie trzeba zdjąć narty i przejść przez spory skalny próg nad/obok potoku. To doskonały pretekst do sesji foto. kolejnym etapem jest wspomniana przełęcz. Samo podejście jest troszkę uciążliwe bo sporo się wytopiło. Przekształcam to w zaletę bo po wrzuceniu na plecy nart szparko można dać z buta brzegiem letniej ścieżki. Na przełęczy jest tak: W górę kusi takie piękne poletko. A tak wyglądało to poletko trzy lata wcześniej Tuż przed szczytem zrzucamy narty i ostatnie 200 m jest z buta. Na upartego można byłoby przejść to na nartach ale sporo poodsłanianych skał dobrego zjazdu nie wróży. Tutaj mamy ćwiczenia z topografii. Muszę wyjść - CDN
    1 punkt
  31. Po trzech latach z malutkim okładem mogę powiedzieć: - Przełączka z Wysokiej zaliczona! Przeczytałem, z bananem, powtórnie relację Tomka z naszej wspólnej wyprawy (Tomku czekam z niecierpliwością na kolejne). Proponuję abyście też to zrobili bo będzie to świetne wprowadzenie do mojej "powtórki" (co powtórką do końca nie była). Dzień 0 Dojazd z Wrocławia do Strbskiego Plesa, potem dojście do "noclegowni". Tym razem nie jest to górski hotel "Popradzkie Pleso" tylko Majlathova Chata. Okazało się to bardzo dobrym ruchem. Dla nie znających tych okolic - to jest tuż obok. Ceny znacznie niższe (nocleg 11 vs 16 E), kuchnia lepsza - to akurat nie ma znaczenia bo można stołować się i tu i tu ...ale zniżka 20% na jedzenie dla tam nocujących to już jest argument. I co najważniejsze to malutki obiekt, bardzo kameralny i z klimatem, którego hotel nie ma. Plany i ich realizacja Koprowy Wierch i Rysy miały się powtórzyć, z nowych tematów - Wysoka, Kończysta i Żelazne Wrota (Zachodnie). Wyprzedzając opowieść zamieszczę wizualizację z naszego wyjazdu (no jego głównej części), która pokaże jak fajnym miejscem wypadowym jest jezioro "Popradzkie Pleso". Dzień 1 Wysoka i Żelazne Wrota Dojście nie wróżyło zwrotu akcji ale... byka chwyciliśmy za rogi od razu. Czyli zaczęliśmy od Wysokiej. Niby miało być odwrotnie. Żelazne na początku aby się rozchodzić, rozjeździć. Było jednak bardzo ciepło i ta zmiana kolejności była logiczna. Podejście na Wysoką dostaje dużo słońca a to drugie jest rano w cieniu, więc tam był jeszcze beton (a może nawet lód). Za to tutaj już się topiło - na razie powinno być bezpieczniej. Zmiana planu! Trzeba powiedzieć, że Wysoka robi wrażenie, nawet z bliska, na podejściu. Idziemy z buta. Na początku żlebu jest OK ale im wyżej tym powoli stromieje i pod koniec człowiek zadaje sobie pytanie. Co ja tutaj robię? Poranny beton odpuścił trochę, środkiem żlebu idziemy śladem starej (wczorajszej???) lawiny - wpierw lawinisko, na górze jakby ratrak to wyczyścił. Część ekipy (rozsądniejsza?) odpuszcza sobie wejście po drodze. Na górze jesteśmy w czwórkę. Zjazd z góry (to nie jest odpowiednie słowo) zaczynamy z Robertem. Marta i Tomasz schodzą parę metrów w dół gdzie robią sobie półkę na wpięcie. Pierwsze metry są bardzo ostrożne (nawet zsuwać się nie da bo twardo i bardzo nierówno). Czyli schodkuję. Na lawinisku jest dużo lepiej ale ponieważ wierzchnia warstewka odpuściła to zsuw usiłuje mnie porwać. Skręt i Stop, skręt i Stop, skręt i Stop. Stopniowo zaczynam łączyć skręty. Od połowy robi się znośnie a niżej całkiem fajnie. Po Wysokiej Żelazne Wrota (Zachodnie) wydają się lajtem. Ale w kość trochę dają Jeszcze parę fot na górze. Wiatr przegania kłaki chmur i bardzo zmiennie jest. Na zakończenie jak zawsze wizualizacja. Troszkę ponad 1500 m vertical i 11 km drogi. Całkiem udany początek!
    1 punkt
  32. Nie ma tak Panowie:). W Szczyrbskim byłem dzisiaj i ja i niestety będę sławił ten ośrodek na tym forum:). Jako że była to pierwsza wizyta, kilka zdań o moich wrażeniach. Jestem zachwycony:). Do relacji zdjęciowej @moruniek w zasadzie nie ma co do dodawać, bo wyczerpał temat. Jak na 5 kwietnia, śniegu bardzo dużo, trasy przygotowane świetnie, frekwencja niewielka, czyli ideał. Jadąc tam zastanawiałem się jaka jest trudność czerwonych tras, które zdecydowanie tam dominują. Jak dla mnie to są to czerwone trasy w wersji light. Trudniej jest może na 2-3, nazwijmy to ściankach, poza tym każdy sobie poradzi. Bardzo podobała mi się infrastruktura. Niby kanapy starszego typu od Pomy, ale szybkie i wyprzęgane. Konkret i wszystko co potrzeba, bez żadnych wodotrysków w stylu grzania tyłków itp. Jak talerzyk to długi i szybki. Nie ma się czego przyczepić. Stacja długością tras jest chyba podobna do Jaworzyny, nawet z deklarowanymi kolorami tras jest podobnie. Jednak u Słowaków jeździło mi się lepiej, bo wyciągi są tam po prostu szybsze. Na wielki plus również stan tras po kilku godzinach jeżdżenia. Wiadomo, że było dzisiaj ciepło. Nawet w Tatrach temperatura kręciła się około 10C. Tymczasem stoki trzymały się świetnie nawet ok. 13 gdy wyjeżdżałem. Oczywiście pomogła w tym mała ilość narciarzy. Podsumowując - zostałem dzisiaj szalikowcem tej stacji. Żeby nie dublować zamieszczonych już dzisiaj zdjęć, tylko trzy z mojej strony. To w zasadzie najlepsze podsumowanie dzisiejszych warunków. Przebijające się słońce, pustki, piękne widoki i świetnie przygotowane trasy. Takich widoków nie ma ani na Chopoku, ani w żadnej polskiej stacji poza Kasprowym. Tutaj jednak można zaparkować 200 metrów od wyciągu. I nikt nie domaga się demontażu kolejki:) A to z pozdrowieniami dla zwolenników niehandlowych niedziel;)
    1 punkt
  33. Z racji totalnego braku czasu, krótka i opóźniona relacja z ostatniego wyjazdu na Chopok od soboty do poniedziałku (30.03-01.04.). Jak zwykle pojechałem z 10-letnim synem Bartkiem, ale tym razem od soboty do poniedziałku. I to był zdecydowanie nasz najlepszy wyjazd mimo, że pogoda dawała dobrze pieca, a śnieg choć często już przypominał mokry cukier, to każdego dnia do samego końca jazda była mega przyjemna. Wyjeździliśmy się pięknie. Mimo takich wysokich temperatur, to na Chopoku śniegu jest jeszcze dużo, co można będzie zobaczyć na zdjęciach. Od razu przepraszam za słabą jakość zdjęć, ale nie chciało mi się w kieszeń brać aparatu i robiłem je telefonem, głównie po to, żeby kilka zdjęć synowi zrobić na pamiątkę. SOBOTA: Wyjazd rano z Kielc, po 303km i 3:55 jazdy jesteśmy na parkingu na Luckach. Po drodze duży parking przed Demaniovską Doliną pusty, a na Luckach, po godz. 11:00 trochę wolnych miejsc jest. Tak, że szybkie jedzenie, przebieranie się i o 11:40 startujemy. Na dole +16'c w cieniu, na górze w sumie nie mniej Od razu wyjmuję z boxa Heady iTitany 170cm, które na takie warunki, na wiosenny śnieg są dla mnie fantastyczne, płyną po tym śniegu, a do tego są zaskakująco skrętne. Jest jazda, jest frajda Do końca dnia, do 16:00 nigdzie, do żadnego wyciągu nie było kolejek, wszystko szło na bieżąco. O dziwo mimo takiego ciepła, może przez to, że ludzi aż tak dużo nie było, nie ma jakiś większych muld, odsypów i jeździ się naprawdę fajnie, choć na bardziej płaskich odcinkach czuć, że ten śnieg spowalnia. Po północnej stronie od góry do mniej więcej Lukovej nawet twardo, równo, potem do Przechyby, i na czarnej 7 zaczynało robić się miękko, mokro, ale nadal fajnie się jechało. Od Przechyby w dół, do Jasnej i do Zachradek, to już typowo wiosenny śnieg, miękki, mokry, wolny, ale nie było odsypów, muld, ludzi po 13 także coraz mniej i do końca dnia jeździło się naprawdę przyjemnie, co też na pewno było zasługą Headów, Na południe pojechaliśmy ok 13 i czarna 33a już była solidnie miękka i jazda na niej nie była już taka przyjemna, tak że zjechaliśmy raz i wróciliśmy na północ, skąd ostatni zjazd na Lucky zrobilismy o 16:15. Wg SkiTrackera w sobotę przejechaliśmy 60 km. NIEDZIELA: Jesteśmy o 8:35 na Luckach, na parkingu dużo miejsc, do wyciągów zero kolejek. Na dzień dobry, póki warunki świetne zakładam niedawno kupione Atomici Redster DoubleDeck XT 182cm. Tak naprawdę, to jeszcze nie wczułem się do nich, nie przekonałem, jakoś ciężkawo i opornie mi to szło i miałem tak naprawdę bardzo mieszane odczucia. Ale... właśnie, brakowało mi takich warunków, dobrych warunków, równego stoku i pustego, gdzie można było oddać się tylko jeździe i nie zwracać uwagi na nic ani nikogo. I to było to, tego było trzeba, przestrzeni, prędkości i śniegu takiego jaki najbardziej lubię. No dobra, zakochałem się w tych nartach Warunki w niedzielę były idealne mniej więcej do 12:00 i kiedy w miękkim śniegu na dole zaczynało mi już łapać narty, to zjazd na parking, zmiana na Heady i dalej jazda, obiad i znowu jazda na full. To był dzień, naprawdę mega udany dzień. Kiedy o 15:00 zjechaliśmy na Lucky SkiTracker pokazał 72 km. Było tak ciepło, że lało się z nas niemiłosiernie, a spodnie po kolana mokre od tego śniegu tak, że można je było wyżymać. PONIEDZIAŁEK: Kilka wyciagów zostało wyłączone, ale to było zapewniało dobrą komunikację. Na dzień dobry małe zaskoczenie, bo miało być słonecznie, a były chmury. Na pocieszenie bardzo mało ludzi i chłodniej. O godz. 9:00 z Biela Put wciągamy się żółwim tempem do Jasnej, a potem trochę szybszym zółwiem na Lukową. Jest pochmurno, a zaraz nad Przechybą wiszą chmury i jet mgła. PAtrzę w radary pogododowe i wszędzie bezchmurnie, a nad Niskimi Tatrami, aż po część Wysokich Tatr jak na złość biała plama chmur, która praktycznie stoi. No nic, góra we mgle, ale dół jak najbardziej do jazdy i to super jazdy. Pusto, świetny śnieg, równo, na nogach Redstery DD XT... zakochałem się w nich jeszcze bardziej Jeździmy głównie czerwoną 11 na Zachradky, na maksa, bez kolejek. W pewnym momencie postanawiamy ostatnią "ściankę" na Zachradkach pojechać na krechę. Syn miał tam 86 km/h, a ja żałowałem, że nie rozpędziłem się bardziej już wcześniej i wyszło 95 km/h, szkoda, bo bez problemu byłoby ponad 100. Patrzę na kamerki, a na górze słońce, no to w gondolę i jedziemy. I faktycznie, ta chmura nie obejmowała szczytu i południowej strony Chopoka, więc robimy kilka zjazdów czarną 33a. Jest bosko. Cały poniedziałek było tak, były takie warunki, tak pusto, że mieliśmy skończyć ok 12:30-13:00, zjeść obiad i jechać do domu, a bez obiadu jeździliśmy do 15 I cały czas do końca na Redsterach, taki był cudny śnieg. SkiTracker pokazał nam 79 km. To był zdecydowanie mega udany i najlepszy tegoroczny wyjazd. A od Chopoka robimy małą przerwę, bo na przyszły sezon nie kupujemy sezonówek, czas ruszyć gdzie indziej. Sezon w sumie niezbyt udany przez mała liczbę wyjazdów, ale zakończony bardzo miło i najważniejsze, bez żadnych kontuzji.
    1 punkt
  34. Na stronę Pradziada. Widać dalszą drogę. W dół i w górę. Basta. No i powrót na boisko, kumpel nie czekał, ale dojechał. Pojeździliśmy. Mam nowe narty. Przy okazji. Festyn. Koniec sezonu na CHS.
    1 punkt
  35. Cel na przyszły rok - wycieczka skiturowa z Łącka na górę Koziarz leżącą w Beskidzie Sądeckim, zjazd do Tylmanowej. Opcja dłuższa zakłada wejście na Dzwonkówkę i zjazd do Szczawnicy. (ciemnogranatowy kolor - zjazd, jasnoniebieski - wyjście) Słabą stroną organizacji wycieczki, są niewielkie wysokości, czyli z reguły niewystarczająca pokrywa śnieżna. Niestety w tym roku nie udało się jej zrealizować, chociaż w styczniu była taka możliwość. Głównym celem wycieczki, jest, jak to ładnie ktoś określił "poprawienie sobie ego poprzez dokonanie zdjęcia z nartami", w tym jakże pięknym i urokliwym miejscu które znajduje się na trasie wycieczki: Najwyższy punkt na trasie wycieczki to góra Koziarz. Na jej szczycie ustawiono wieżę, która została odwiedzona jakiś czas temu przez najważniejszą osobę w państwie. Od tego czasu nazywa się ją "Wieżą Kaczyńskiego". Najprzyjemniejszą częścią będzie zjazd - mam nadzieje w puchu. Ot. Ktoś się pisze?
    1 punkt
  36. To standardowa trasa. Najkrótsza, najciekawsza i bez winiety. Zawsze tędy jeżdżę i mimo FWD i braku łańcuchów nigdy nie miałem problemu. Nawet jak popada śnieg to zwykle odgarnięte i posypane kamyczkami. Uważałbym tylko na mgły i zalodzenia od strony Liptowskiego Mikulasza. Dość częste zjawisko w tym miejscu.
    1 punkt
  37. 1 punkt
  38. Można też ominąć płatne drogi odbijając w Namestowie w kierunku Zuberca. Potem tylko krótki przejazd przez góry (na wiosnę bez problemu) i wyjedziesz w Liptowskim Mikulaszu koło Tatralandii. 2,5 h godziny z Bielska, zero korków. Granica w Korbielowie
    1 punkt
  39. Dzisiaj na Pilsku warunki bardzo dobre, s pogoda...
    1 punkt
  40. Jutro rano wybieram się w Alpy. Lecę samolotem z Krakowa do Monachium. W związku z tym, że tym razem lecę liniami Lufthansa postanowiłem sprawdzić jak wygląda sprawa przewozu nart. Jeżeli nie kupicie najtańszego biletu - takiego tylko z bagażem podręcznym, to można ze sobą zabrać oprócz bagażu bezpłatnie sprzęt narciarski. Lufthansa pozwoli Wam zabrać jedną parę nart z kijami w pokrowcu, dodatkowo możecie zabrać w osobnej torbie buty narciarskie i kask. Waga nart i butów nie może przekroczyć 23 kg (łącznie). Trzeba pamiętać, że chęć przewozu nart należy zgłosić na infolinii 22 512 39 17 najpóźniej na 24 godziny przed odlotem. Jeżeli tego nie zrobimy obsługa naziemna lotniska może nam odmówić przyjęcia sprzęt w przypadku braku miejsca w samolocie.
    1 punkt
  41. Samolotem na narty Jestem już w Monachium. Samolot wypełniony do ostatniego miejsca. Mam nadzieję, że moje narty też doleciały . Teraz szybka herbata i zmiana samolotu na Barcelonę. Potem 1,5 godzinki i powinienem wyładować w stolicy Katalonii. W Monachium jest darmowe Wi-Fi na lotnisku dostępne po zalogowaniu.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...