Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
07.09.2021 - 07.09.2021
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 07.09.2021 uwzględniając wszystkie działy
-
23.08 (poniedziałek) – Goldrain-Klausen (105 km) Sakwy spakowane? No to ruszamy! Zasadniczo koncepcja była taka, żeby objechać dookoła główny masyw Dolomitów dolinami rzek: Adygi, Eisack (Isarco), Rienz, Boite, Piave i Brenty. Wiodą tamtędy szlaki Via Claudia Augusta, Pustertal-Radweg, Dolomiten-Radweg oraz Eisacktal-Radweg. Cała pętla liczyłaby ok. 400 km, przy czym dołożyliśmy odcinek z Vinschgau, wzdłuż górnej Adygi (ok. 70 km). Trasa mniej-więcej opracowana, noclegi ogarniamy na bieżąco - w zależności, dokąd dojedziemy. Odcinek do Bolzano przejechał się sam, bo było z górki, za to ostatnie 30 kilometrów jechaliśmy w górę doliny Eisack (w kierunku Brennera). Pierwsza ciekawa miejscowość to Kastelbell, ze średniowiecznym zamkiem obronnym. Kolarska metaloplastyka w Naturns: Charakterystycznym elementem krajobrazu są duże krucyfiksy w drewnianych kapliczkach o formie deltoidu: Jedziemy nad rzeką ... ... aż do elektrowni wodnej w Töll: Docieramy do punktu widokowego ponad Merano: Tym razem nie zatrzymujemy się dłużej w Merano, bo przed nami jeszcze spory kawałek drogi. Ale przy trasie rowerowej taka ciekawostka : Dość płaski odcinek do Bolzano, wzdłuż linii kolejowej i rzeki. Jedyną atrakcją jest zjawiskowy kontur masywu Rosengarten (?) na horyzoncie. Bardzo fajnym udogodnieniem w lecie są też gęsto rozmieszczone ujęcia wody pitnej - wprost przy ddr-ce lub w miejscowościach. Zimna, krystaliczna woda w upał - bezcenne! W Bolzano zaglądamy na starówkę - do katedry i na Walthersplatz. Stoi tutaj monumentalny pomnik Walthera von der Vogelweide - średniowiecznego minnesängera niemieckiego, najwybitniejszego poety aż do czasów Goethego. Statuę wykonano z białego marmuru w Laas pod koniec XIX w. z inicjatywy niemieckojęzycznej ludności miasta, na fali ruchów narodowościowych. A dlaczego akurat Vogelweide? Otóż jedna z hipotez, dotyczących miejsca urodzenia Walthera, głosi, że przyszedł na świat w pobliskim Lajen, w dolinie Eisack. Katedra: Od Bolzano zmieniamy dolinę - teraz będziemy jechać na północ, wzdłuż Eisack. Niestety za sąsiedztwo - oprócz rzeki i linii kolejowej mamy teraz również autostradę i starą szosę na Brenner. Obydwie głośne i bardzo ruchliwe. Gdzie się dało, to poprowadzono ddr-kę w oddaleniu od dróg samochodowych, ale nie wszędzie było to możliwe, bo wąwóz miejscami jest dosyć wąski. Jeden z kilku tuneli rowerowych na trasie: Eisack: Rzut oka na zegarek, na mapę i decyzja, że nocujemy w okolicach Klausen. W samym miasteczku niestety nic nie znalazłam w naszym budżecie, ale kilka kilometrów dalej, w stronę Brixen były wolne pokoje w sympatycznej agroturystyce, u właścicielki okolicznych jabłkowych sadów. Podwieczorne klimaty w Klausen: I nasze lokum na noc: [cdn.]7 punktów
-
Gdy rok temu kończyliśmy wyprawę rowerową doliną Drawy i Gail w Austrii, zaczęliśmy snuć z przyjaciółmi plany, dokąd pojechać następnym razem. A może by pociągnąć w drugą stronę tam, gdzie zaczynaliśmy trasę? Bella Italia? Dolomity? Pomysł rzucony niezobowiązująco w deszczowe popołudnie przy kawie na lienzkiej starówce, skonkretyzował się w tym roku w ostatnim tygodniu sierpnia. Kolejny tydzień natomiast minął na wędrówkach górskich w regionie Vinschgau. Zapraszam na retrospektywną relację z minionych dwóch tygodni. 22.08 (niedziela) – rozruch na lekko w górnym Vinschgau W sobotę wieczorem dojechaliśmy z Darkiem autem do miejscowości Goldrain/Coldrano w Vinschgau (Tyrol Południowy), gdzie spotkaliśmy się z zaprzyjaźnioną parą z Krakowa, z którą od kilku lat spędzamy rowerowy urlop. Właściwą wyprawę planowaliśmy zacząć od poniedziałku – niedziela była więc przewidziana na odpoczynek po podróży, aklimatyzację i spokojny rozjazd, jeszcze bez sakw. Aura kapryśna, prognozy nie najlepsze – od czternastej zapowiadane załamanie pogody i deszcze. Zaplanowaliśmy więc niedługą trasę dookoła jezior Haidersee i Reschensee. W trakcie dojazdu autem przeszła gwałtowna ulewa, a nad przełęczą Reschen dalej kłębiły się ołowiane chmury. Temperatura +14 stopni. Zimno, wiatr - jechać? Jechać! Nasza ekipa: Haidersee: Dolna stacja kolejki Haideralm. Osiem lat temu jeździłam tu na nartach, jeszcze przed połączeniem z sąsiednim ośrodkiem Schöneben w Reschen: Zapora na Reschensee. W przeciwieństwie do ciemnogranatowego jeziora Haideralm, woda ma tutaj intensywnie turkusowy kolor. A oto i wspomniany ośrodek Schöneben: Po drugiej stronie jeziora znane miejsce z zatopioną wieżą kościoła w Graun. Zimą można tutaj dojść pieszo, po zamarzniętej tafli. Teraz usypano mierzeję dookoła. Pogoda wcale nie ma zamiaru się załamać, a nawet jakby się nieco ociepla i przejaśnia. Nie ma więc powodu, aby po zrobieniu ósemki wracać do pensjonatu. Po krótkiej naradzie postanawiamy zjechać kilka km w dół do Mals, na końcową stację linii kolejowej Vinschger Bahn, tam zostawić auta i trasą rowerową Etschradroute (wzdłuż Adygi) zjechać do Goldrain, a wieczorem wrócić pociągiem do Mals po samochody. Jeśli nie macie swoich rowerów, to można wypożyczyć przy stacji kolejowej a zwrócić na dowolnej innej na odcinku między Mals a Meran (ok. 60 km) i wrócić pociągiem. Fajna opcja np. jako urozmaicenie po wiosennych nartach, szczególnie, że z kartą gościa VinschgauCard macie transport publiczny w dolinie za darmo. Mals - przy dworcu. Jeden z budynków w zabytkowym centrum Mals: Adyga jest tutaj niewielkim, rwącym potokiem: W wielu miejscach są tablice informacyjne z przebiegiem trasy. Warto wspomnieć, że Etschradroute jest częścią długodystansowego szlaku Via Claudia Augusta z Würzburga do Wenecji. Pozostałości wojenne? Docieramy do Glurns - maleńkiej, średniowiecznej perełki. To jedno z najmniejszych miast w Alpach, liczące sobie ok. 900 mieszkańców, z zachowaną oryginalną zabudową z XV i XVI w. i miejskimi murami. A że akurat zaczęło kropić, to przysiadamy na capuccino z kawałkiem sernika w jednej z kawiarni. Szlak prowadzi lekko z górki, dość blisko rzeki - w większości wydzielonym asfaltem, czasem są szutrowe odcinki - jak np. pod Prad lub pod Laas. Za Prad jedziemy przez jabłkowe sady. Widok bezkresnych szpalerów jabłoni z dojrzałymi, apetycznymi owocami będzie nam towarzyszył przez najbliższe dni. Jakże pięknie musi tu być również wiosną! Dojeżdżamy do Laas, znanego głównie z kopalni śnieżnobiałego marmuru. Ale nie tylko - wkrótce odbędzie się tu kolejna edycja przyznania prestiżowej literackiej nagrody im. Franza Tumlera dla najlepszego, niemieckojęzycznego debiutu literackiego. Widok na plac przeładunkowy przy linii kolejowej oraz (w tle) na dawną kolejkę szynową na zbocze kamieniołomu: Stąd już niedaleko do Goldrain, do naszego pensjonatu. Pierwsze ponad 60 km pedałowania za nami, a rano wyruszamy na wyrypę z sakwami. [cdn.]3 punkty
-
24.08 (wtorek) – Klausen-Kronplatz (72 km, pod górę) Rano, zanim wyjechaliśmy rowerami, przeszliśmy się spacerkiem pod wodospad Schrambacher Wasserfall w Feldthurns (tak nazywała się wioska, w której spaliśmy). Wodospad jest widoczny z "brennerki" i warto się zatrzymać w miejscowości, np. na nocleg - jeśli jedziecie gdzieś dalej, na południe Włoch. Z autostrady trzeba zjechać wyjazdem Val Gardena i kierować się na Brixen, z szosy SS12 droga jest bezpośrednia. Kilka kilometrów szlakiem nad rzeką i już jesteśmy w mieście biskupim Brixen, o czym świadczą liczne, emanujące przepychem sakralne budowle. Katedra: Akcent brukarski: Charakterystyczna fontanna na rynku: Eisack za Brixen: Po minięciu przedmieść Brixen szlak zaczyna bardziej stromo wspinać się w górę i odchodzi od rzeki, przechodząc z jednej strony autostrady na drugą. W pewnym momencie odbijamy się od zamkniętej kładki (obrywy skalne). Objazd jest źle oznaczony, próbujemy na azymut przedostać się do doliny Pustertal, co nie jest takie proste w plątaninie dróg, autostrady i linii kolejowej. Spektakularnym wysokim wiaduktem nad Eisack wjeżdżamy do miejscowości Aicha. Zdjęć nie robiłam, skupiona na tym, aby nie wpaść pod samochód na ruchliwej szosie SS49. Wreszcie można spokojnie odetchnąć wśród zieleni, z widokiem na dolinę: Ruiny zamku Mühlbacher Klause: Teraz jedziemy wzdłuż rzeki Rienz: Na szlaku rowerowym Pustertal-Radweg co jakiś czas umieszczono tablice z licznikiem rowerzystów. Pokazuje godzinę, datę, liczbę rowerzystów danego dnia i od początku roku. Podjazd - zjazd, podjazd - zjazd. Tak to wygląda. Przejeżdżamy przez gwarny i pełen turystów Bruneck, zastanawiając się, czy zaraz nie złapie nas ulewa. Oryginalna ekspozycja sklepu górskiego A podobno to w języku polskim jest dużo spółgłosek? Jest i akcent wielkopolski (na cześć miasta partnerskiego): Na promenadzie - bach! Kolejny źle oznakowany objazd. Szukamy drogi, pytając napotkanych mieszkańców i rowerzystów. Jak widać sady ustąpiły miejsca polom kukurydzy. Za to mamy widok na Kronplatz: Zbliża się wieczór - czas poszukać noclegu. Odbijamy się od jednego telefonu do drugiego, od jednych drzwi do drugich. Nigdzie nie ma miejsc - podobno w sierpniu to tutaj normalne. W końcu jedna z właścicielek pensjonatu obdzwania po kolei kilka miejscówek i znajduje nam dwójkę i dwie jedynki w hotelu w Rasen. Jedziemy - ale, że trochę nam trudno trafić po ciemku i w deszczu, dzwonię na recepcję potwierdzić przyjazd i uprzedzić, że będziemy ciut później. Właściciel opieprza mnie, dlaczego jeszcze nas nie ma? A potem jest już tylko gorzej ... Gdy docieramy na miejsce, w recepcji zastajemy jakiegoś nienaturalnie pobudzonego chłopaka, który ma trudności w wykonaniu tak prostej czynności, jak zakwaterowanie czwórki gości. W końcu robi to za niego starszy kelner. Po otwarciu mojej "jedynki" kartą okazuje się, że jest ona ... zajęta przez kogoś innego. Wracam na recepcję i spokojnie przedstawiam, jak się sprawy mają - chłopak dostaje histerii, wszyscy biegają, telefonują, starszy kelner wkurzony - jak w jakimś wariatkowie. Okazuje się, że nie ma więcej wolnych pokoi i musimy przespać się z Darkiem w drugiej "jedynce" - wielkości kajuty na statku. Kelner przychodzi na górę i przeprasza moją koleżankę i jej męża w "dwójce" za zaistniałą sytuację. Istny dom dla obłąkanych, ale raczej nie mamy planu B, więc pozostaje nam iść napić się do baru i jakoś przenocować do rana. [cdn.]3 punkty
-
I tak i nie. SUP to w ogromniej mierze konstrukcja pneumatyczna, która jest jednak bardziej narażona na różnego rodzaju przetarcia. Przenioska nie stanowi żadnego problemu, natomiast leżące ostre żelastwo, powalone gałęzie na dnie takiej płytkiej rzeczki już może. Jeżeli stojąc na desce, zahaczysz o coś statecznikiem co spowoduje gwałtownie zatrzymanie deski, lot masz gwarantowany. Dla mnie najprzyjemniejsze jest pływanie po wodzie, o dużej przejrzystości i określonej głębokości. Spotkałem się raz z SUP-em z bakistą, a w zasadzie ze specjalnym miejscem do zamocowania zamykanego pojemnika. Był chyba reklamowany jako SUP dla wędkarzy.3 punkty
-
Kilka słów odnośnie SUP-a. W tym roku trochę popływałem, z SUP-em byłem w Chorwacji, Czarnogórze, Albanii, Macedonii Północnej i Rumunii. Deska po spakowaniu zajmuje niewiele miejsca w bagażniku, co zapewnia jej fantastyczną mobilność (zawsze możemy mieć nasze "pływadełko" pod ręką, jak tylko mamy ochotę wskoczyć na taflę jeziora, morza czy rzeki). Tu moje dzieci. Deska to też platforma do skoków i innych zabaw. I doskonała platforma do odpoczynku. Pływałem po morzach, deska jest stabilna nawet na fali dochodzącej do 1 metra. Warto ją po takim pływaniu przemyć słodką wodą. W Macedonii, pływałem po jeziorze Ochrydzkim oraz po Mavrovo. Jezioro Ochrydzkie, jest prześliczne, ta przejrzystość wody. Mavrovo jest dość trudne do pływania, silne sztuczne prądy (to sztuczny zbiornik wodny). W Rumunii był to zalew utworzony na Dunaju (Żelazna Brama Dunaju). Tu nie pływałem na swojej desce, tylko na lokalnej 8,6. Była zdecydowanie mniej stabilna od mojej 11,6. Była też bez statecznika (został wcześniej przez kogoś zgubiony), więc szybko przesiadłem się na kajaki. W Polsce odkryłem zalew w miejscowości Nowe Miasto (fajnie zagospodarowany teren, dość blisko Warszawy).3 punkty
-
Świetny patent myk myk, którego przez tą torbę nie da się opuścić, następna szmata szoruje po damperze jak pracuje a opony prawie plusowe. Po co dajecie przykłady takich głupot? Między innymi dlatego plecak to mus jak się chce adekwatnie do terenu takiego fulla wykorzystać. Odnoście narzekania na serwisy. Panowie załóżcie swój skoro to takie proste. A jak proste to czemu się sypie zaraz po zakupie roweru albo w ogóle trzeba poprawiać po partaczach z fabryki. Takie serwisy jak Fonika czy Rafał z Vario w gruncie rzeczy poprawiają to co zrypała fabryka. Że tyle kosztuje. Opłać lokal, ZUS-y i inne podatki to pogadamy. Rafał mi kiedyś pokazywał ile podnieśli mu wywóz śmieci a tych w tej branży mało nie jest. Jak oni niby biorą dużo to co napisać o autoryzowanych serwisach gdzie robią wszystko szablonowo, bezmyślnie i liczą czasem podwójnie.2 punkty
-
2 punkty
-
Jeszcze raz dziękuję Wam wszystkim i jak tylko znajdę więcej czasu, postaram się opisać choć w skrócie jak wyglądała moja walka oraz wrażenia po tym rzeźnickim maratonie. 😉2 punkty
-
Drugi set to była zupełnie inna gra niż pierwszy. W pierwszym secie Iga pokazała się że ma naprawdę mocną głowę i wspaniałą grę. Na początku było przełamanie Szwajcarki, i ona przy swoim serwisie gładko wygrywała, było 0:2. Iza przy swoim musiała mocno walczyć na przewagach aby wygrać. Iga pokazała dużą odporność mentalną doprowadzając do remisu na 6:6, to było piekielnie trudne dla niej. Tie-break był bardzo wyrównany, tu już grały nerwy z obu stron. Niesamowity był pierwszy set, dramatyczny.2 punkty
-
W tym roku, zachowując zasady dystansu społecznego, spędziłem na wodzie około 30 dni. SUP chodził za mną od jakiegoś czasu (8 lat temu zobaczyłem je pierwszy raz na żywo w Bledzie). W tym roku moje dzieci, za namową żony, postanowiły spróbować widnsurfingu, więc i ja wróciłem na deskę po 20 latach przerwy, kupując sup-a do którego można podpiąć pędnik. Tak to wyglądało. Czasem miałem pomoc na desce. Widoczki na różne jeziora. Ładnie, widokowo. Nieco mniejsze, też były pływane. I takie też. Chyba moje ulubione w tym sezonie. Nawet wodne place zabaw się trafiały.1 punkt
-
Po długim czasie zbierania funduszy i przeglądania ogłoszeń, wreszcie zakupiłem swój pierwszy w (dorosłym) życiu rower. Ostatni rower jaki miałem to jakiś składak bez przerzutek, w wieku 8 lat. Ponieważ interesuje mnie jazda w terenie a jeszcze nie wiem co dokładnie, wybrałem dość uniwersalną kategorię Trail i polecany na forum popularny model Giant Trance. Konkretnie udało się zakupić używany Giant Trance Advanced 1 2018 Specyfikacja: Rama: Carbon, tylny wahacz alu, zawieszenie maestro (4 zawias ??), (wymieniona na gwarancji na model 2019 - inna kolorystyka) Geometria: Rozmair M Kąt główk -i 67 stopni Kąt podsiodłowy - 73,5 stopnia Reach - 435mm Stack - 591mm Rozstaw kół - 1160mm Obniżenie supportu - 15mm Tylny wahacz - 435mm Mostek - 50mm Damper: Fox Float DPX2 Performance - 140mm skoku Widelec: Fox 34 Performance Elite FIT4 - 150mm skoku Koła: 27,5 Giant TRX 1 carbon szerokość 35mm, oś tylna 148x15mm, oś przednia 110x15mm Opony: Tył: Maxxis Minion DHR 2 27,5x2,6 (zmieniona) Przód: Maxxis High Roller 27,5x2,4 (fabryczna) Hamulce: Sram Guide RS z tarczami 180mm Napęd: Sram GX Eagle 32x10-50 Kierownica: Giant Contact SL alu 780mm Siodełko: Sanmarco Waga orientacyjna: 12,5kg. Niestety jak to z używkami bywa, stan roweru nie jest idealny. Do serwisu jest damper, jest też jakiś problem z przerzutką. W najbliższym czasie okaże się, czy nie trafiłem na minę. Zdjęcie z ogłoszenia:1 punkt
-
Tak na marginesie serwisów wszelkiego rodzaju. To co się dzieje w niektórych serwisach to rozbój w biały dzień. Miałem ostatnio kłopot z popsutym telewizorem Samsung. Zrobiłem go, nie sądzę aby ta naprawa kosztowała serwis więcej niż 20-30 zł. Ja zapłaciłem dużo więcej, i to nie w serwisie Samsunga ale tak psim swędem, jeden zdiagnozował na 90%, ja na własne ryzyko wysłałem do regeneracji pewien element, potem warsztat toto zmontował. W serwisie Samsunga koszt byłby ok 1000 zł, moze więcej. Amortyzatory. To części z reguły o bardzo prostej budowie. Zużywają się podczas pracy, puszczają uszczelnienia, psują się zaworki, gaz ucieka, olej się starzeje. Pomijam tu uszkodzenia mechaniczne, skrzywienia, urwanie mocowania itp. Zwykły serwis polega na wymianie oleju i uszczelnień. Czemu to tyle kosztuje, nie wiem. Regenerowałem kiedyś amortyzatory Koni, zapłaciłem coś około 70% ceny nowych. Co do cen regeneracji amortyzatorów firmy Ohlins, nie wypowiadam się. Mogę przypuszczać że cena jest wyyysssoookkkaaaa. Ja od kilku lat używam zawieszenia regulowanego firmy BC Racing. Nie jest to najwyższy model tej firmy, mnie jednak zadowala. Powiem tak, słuzy mi dłużej niż się spodziewałem kupując je. W rowerze też nie ma jakichś mecyjów. Trzeba wymienić olej, uszczelnienia no i uzupełnić gaz, jeśli amortyzatory są gazowe. Trzeba sprawdzić sprężyny, czy trzymają parametry, czy też inne elastomery, jeśli są używane, czy czasem nie są porozbijane. Firmy stosują specjalne zabezpieczenia żeby czasem rur nie rozkręcać (gaz pod ciśnieniem), żeby potem po rozkreceniu samo się nie rozkręcało, co mogłoby skutkować wypadkiem, itp sprawy. Cała rzecz jest z punktu mechanicznego prosta, diabeł tkwi w szczegółach. A to potrzebny specjalny klucz, a to uchwyt, a to nie wiemy jaki olej nalać, jakie ciśnienie gazu nabić, itp. W związku z tym serwisy wykorzystują sytuację i za byle robotę każą sobie płacić jak za złotą biżuterię. No cóż, sami wszystkiego nie jesteśmy w stanie zrobić, musimy płacić. A ostatnimi czasy wszyscy, gdzie byś nie poszedł gadają , cyt. "wszystko panie drożeje" i podnoszą ceny, podnoszą, podnoszą!1 punkt
-
Cześć Piotrze takich wątków jest setki. Celowo pokazałem Ci ten konkretny filmik bo: - traktuje o pakowaniu dokładnie takiego roweru jak kupiłeś - pokazuje co jest NAPRAWDĘ NIEZBĘDNE na kilkudniowy wypad w ciężkim terenie - jest zrobiony przez Olka, który nie wciska ludziom ciemnoty za pieniądze tak jak Buszkraftowy czy Mamba ani nie popisuje się przed kolegami relacją z drugiego ultra w życiu jak większość innych kosmitów tylko autentycznie wie o co chodzi, a do tego jest fajny i z dystansem. Jeżeli nabyłeś sobie w pełni amortyzowany, LEKKI, rower przeznaczony do solidnej jazdy w terenie aby go obudować stertą zbędnych i nieporęcznych toreb to radzę jeszcze abyś nabył na kierownicę zgrabny pleciony koszyk, koniecznie w kolorze ramy. Aha. i przemyśl jeszcze spokojnie tą jazdę z plecakiem... Z jakiegoś powodu 2 na 3 gości których spotykasz w terenie ma plecak... Pozdrowienia serdeczne1 punkt
-
Cześć Dlaczego nie. Choć akurat w Twoich ustach to brzmi dość śmiesznie bo narty DH nigdy nawet w rękach nie miałeś. Aha - DH nie komórka, nie istnieje i nie istniała nigdy, jakby co. Pozdrowienia serdeczne1 punkt
-
Dlatego na polskie stoki najlepsze są komórki DH ☝️1 punkt
-
Cześć Przyjaciel. z którym od lat pływamy na kajakach pływa też na SUPach z synem i jednoznacznie twierdzi - tylko na otwarte wody i raczej stojące wody. na wymienione przez Ciebie tereny nie nadaje się zupełnie. Pozdrowienia1 punkt
-
to miałem więcej szczęścia - z 40 dni w Dolinie Saas wykorzystałem 40 dni narciarskich, tylko 2 dni była taka zadyma że chodziły jedynie orczyki we wsi i krzesła w Saas Almagel1 punkt
-
Ja bym wybrał Blizzarda - już raz wybrałem i nie żałuje...(brzmi jak reklama) - JC oczywiście ma racje ale na stoku pewnie przestanie mieć to znaczenie..😉..jak jeździsz to dasz rade na jednych czy drugich jak nie jeździsz to nie zauważysz różnicy.1 punkt
-
Oby, i oby dało się to wykorzystać w odpowiedni sposób.1 punkt
-
Ale o dwie różne narty. To tak jakbyś porównywał rower szosowy i cosscountry1 punkt
-
Dlatego opcja skiturowa w boxie wskazana. Dla mnie chyba najlepszy ON w jakim byłem. Opcje freeridowe niezmierzone i świetne, do tego 4 łatwe czterotysięczniki do zaliczenia. Epicki zjazd do Saas Almagel za darmola (lepszy niż np. Valle Blanche). A jeszcze rewelacyjny narciarsko Fluchthorn (3800). Czyli aklimatyzacja na freeride a później skitur/skialp. Widokowo też bajka. Jak się stało w miasteczku to trzeba było ostro zadrzeć głowę aby zobaczyć szczyt Doma. Ściana (chyba 6) czterotysięczników robi robotę. Przez te 25 dni nawet nie zdołałem zaliczyć wszystkich przygotowanych tras. Szkoda na to było czasu. Ale jeśli chodzi o "zwyczajna" opcje trasowe to Jurek ma 100% racji. Postawa Szwajcarów w kwestii otwierania wyciągów, słaby projekt rozłożenia wyciągów, skutkujący dymaniem, to wszystko nie jest nawet na poziomie przeciętnego ON. No i daleko, przy drobnych utrudnieniach nawet z Wro było 16 godz. To wspaniały ośrodek dla freeriderów i skiturowców.1 punkt
-
Pierwszy raz pływałem na desce SUP rok wcześniej. Tak mi się to spodobało, że postanowiłem nabyć taką deskę na własność. Wybór padł na deskę Gladiator Light 10.8. Przy okazji wyjazdu z Zosią na obóz, zabrałem nowy nabytek, aby popływać po jeziorze Wigry. Jak to wyglądało, jakie były moje wrażenia, dlaczego uważam, że pływanie na paddlebord, to świetna zabawa, dowiesz się z tego filmu. Zapraszam.1 punkt
-
1 punkt
-
Witamy w gronie rowerzystów, rower super. Sakwy,torby, itp polecam od Sport Arsenal.cz i sklep centrumrowerowe.pl Katalog Sport Arsenal1 punkt
-
Cześć Z polskich firmy najlepsze torby robi JackPack. Mówi o tym Olek w filmiku. To są naprawdę przemyślane i porządne konstrukcje bo koleś jeździ w ultra maratonach. Mają jedną wadę - są dość drogie ale są to ceny porównywalne z markowymi produktami zagranicznymi. Warto pooglądać filmiki Olka bo to doświadczony koleś a przy tym strasznie fajny i bez zadęcia. Pozdro1 punkt
-
Co prawda firma która nie robi na wymiar tylko robi swoje seryjne modele, z Chin (jak większość). Rockbros - mają sporą ofertę np. na aliexpress. Sam kupiłem od nich jedną torbę na kierownicę i wykonanie bardzo fajne, szwy oraz klejenie dokładne, zamek bardzo dobrze spasowany więc nie jak typowa chińszczyzna. Oferty z Polski też można znaleźć ale raczej w zawyżonych cenach. Mają chyba kilka modeli na ramę, może coś podpasuje.1 punkt
-
Poczekaj aż skończą urlop. Nie warto eksperymentować z nieznanymi serwisami z Polski, jak na miejscu masz pewnych fachowców. Kupowałeś rok rower to możesz poczekać 3 tygodnie na serwis dampera 😁1 punkt
-
Cześć Piotrze, bardzo fajny rower, ważne że jest! Nie znam się zupełnie na sprzęcie i osprzęcie ale dla mnie musi spełniać jedną podstawową funkcję - być trwały. Ja mam taki rower: I stwierdzam, że na nim bardzo fajnie się jeździ i spełnia tą podstawową funkcję. Jest jeden warunek - rower musi być na bieżąco serwisowany przez fachowca. Szczerze powiem, że jak czasami czytam o sprzęcie i osprzęcie to nie wiem jak ten rower tyle przejeździł. Pozdrowienia i wiecznego użytkowania!1 punkt
-
@johnny_narciarz - jeszcze raz wielkie gratulacje za ten mega ultramaraton, za hart ducha i ciała. Jesteś przegość . @marionen - będąc w urlopowych rozjazdach regularnie czytałam Twoje wpisy w tym wątku na forum, mając dzięki temu relację na bieżąco z trasy Maćka . Dzięki za kawał dobrej roboty.1 punkt
-
1 punkt
-
Foilboarding - hydroskrzydło - Hydrofoil Wczoraj na zalewie Międzybrodzkim na tle Żaru pierwszy raz widziałem hydroskrzydło na żywo, patrzyłem zahipnotyzowany Nowy sport wodny, związany z kitesurfingiem, nieustannie zyskuje na popularności. Jest widowiskowy, łamie prawa grawitacji i będzie nową dyscypliną olimpijską już na najbliższych Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu w 2024 roku. Więcej http://sieplywa.pl/wiedza/inne/9057-foilboarding-hydroskrzydlo/1 punkt
-
1 punkt







