Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. Mitek

    Mitek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      7 273


  2. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      2 888


  3. Author

    Author

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      750


  4. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      4 038


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 13.09.2021 uwzględniając wszystkie działy

  1. Babia 11.09.2021 Wyciąg Wojtek będzie czynny 21/22 https://pl.mapy.cz/s/rejujonudu
    4 punkty
  2. Nie ma solidniejszej jazdy w górach na cały dzień/dnie czy to fullem czy HT bez plecaka. Można sobie coś dołożyć na kierę czy jakąś małą sakwę ale to wszystko. Foty z objuczonych rowerów to tylko jazda łatwa na łatwym szlaku. W każdym innym przypadku taki objuczony rower upośledza poruszanie się w terenie. Znałem takiego co chwalił się co to on nie jeździ tylko przyciśnięty do muru przyznał, że w sumie to jest takie "enduro" chodzone. Nie wjedzie a często podejście to mordęga a zjazdy też trzeba sprowadzić. Do jazdy zostają gładkie lub lekko kamieniste szytrówki lub takie same szlaki.
    4 punkty
  3. Byłem tylko szeregowym traderem i minęło już parę lat, więc niewiele Ci mogę powiedzieć, ale ta praca rzeczywiście była pop....a. Graliśmy na spredach kalendarzowych, czyli różnicy między dwoma kontraktami o rożnej dacie wygasania. Były też "fly" czyli kolejna pochodna. Kto to w ogóle wymyślił? Ciekawa była gra na "rolkach" tzn. w czasie gdy banki przenoszą swoje aktywa z wcześniejszego kontraktu na późniejszy. Zwykle łatwo można było zarobić, a na rynkach kolejkowych doczekałeś się korzystnej oferty. Czasem jednak trafiał się "flipper" i przewalał wszystko jednym zleceniem na kilkadziesiąt tys kontraktów. (czyli nominalnie kilkanaście mld Eur). Mnie najlepiej szło na konferencjach. Mario Draghi ówczesny szef EBC, pierdzielił jakieś głupoty, a wszyscy z uwagą się wsłuchiwali. Nie miało to żadnego sensu, bo i tak ktoś był szybszy, dlatego w ogóle go nie słuchałem. Jak Mario powiedział A to rynek hoop w górę o kilka poziomów, a jak B to rynek z powrotem. Zawsze schemat był podobny. Jak Mario powiedział A to zaraz tłumaczył, że nie od razu i stopniowo i rynek wracał. Zaraz po takim strzale klikałem translokację w drugą stronę i zwykle udawało się wyjść do przodu. Nie wiem czy to był fart, ale konferencje to był mój konik, a inni ich unikali. Ciekawa była też atmosfera w biurze. Mimo, że nie mieliśmy kontaktu z żadnymi klientami to obowiązywał biznesowy strój. Eleganckie koszule, spodnie na kant i lakierki. Menadżerowie to już w ogóle odstawieni jak na jakiś bankiet. Do tego firma zawsze podkreślała profesjonalizm, mieliśmy porządne biuro topowe komputery i po 6 monitorów każdy. I tak siedzi sobie tych kilkudziesięciu profesjonalnych traderów a tu nagle menadżer drze się na całe biuro "Cukier się spier...ł !!!"
    2 punkty
  4. Wtrące się bo mam Edge 830. Możesz do Garmina wgrać tracki jak w instr. jest że 100 to pewnie tak jest ( u siebie sprawdzalem mam ca .50) teoretycznie potem je też ''przeglądać'' Tyle że to przeglądanie na Garminie jest dość upierdliwe , ekran mniejszy , przesuwanie dotyk taki se, zoomowanie tak samo, mapy garminowskie średnio czytelne... itd.....nie ma porównania do oglądania na komórce z Locus, czy nawet czymś innym. Ale jest dostęp do info o tracku, tj jaki dystans,przewyższenia, wzniesienia.... Garmin to takie ''toporne'' ale bardzo niezawodne narzędzie ...wgrywasz track , widzisz go na mapie i jedziesz. Z tych ciekawszych funkcji to Climb Pro (Garmin wyłapuje według algorytmu z tracka podjazdy , potem widok jak poniżej ....pola danych można sobie oczywiści zmieniać) Garmin bez komórki tak naprawdę nie istnieje szczególnie jak jedziemy po jakimś lesie , kiedy niejasne skrzyżowania, czy choćby chcemy zmienić trasę ale i trochę odwrotnie bo te komórki tak długo na baterii nie pociągną a jeszcze jak chce się troche zdjęć porobić i ogólnie mieć rezerwę w razie awarii. ( jeździłem z Locusem i IPBike na xperii active, galaxy s4 mini,xperia compact, wszystko na garminowskim uchwycie z niewielką kombinacją ,stabilne to było .... ale w końcu zainwestowałem w Garmina właśnie ze względu na jego niezawodność, widzialność w słońcu ....bo, że ''toporny'' w obsłudze i lata świetlne za Androidem to oczywiste )
    2 punkty
  5. Gondola i parking to inwestycja COS, a nie TMR. Z tego co wiem, to jak najbardziej w planach. Niestety i celowo nie będzie tam trasy narciarskiej, choć będzie możliwość zjazdu na dół nartostradą. Idea jest bowiem taka, że ma to być miejsce do zostawienia samochodu i dostania się gondolą do ośrodka. Trasa narciarska z kolei spowodowałaby powstanie ruchu osób, które równocześnie tą gondolą jeździłyby góra-dół. Nie wiem jak dalece obecnie jest ta kwestia w procesie planowania, ale wiem z pierwszej ręki, od poważnej osoby w COS (nie będę wchodził w szczegóły), że ta gondola i parking, to jest coś co ma się wydarzyć, a nie jest jakąś prasową mrzonką. Nie mam natomiast odsłuchu z TMR, więc trudno mi powiedzieć co tam się ma dziać, ale lockdown nie wpłynął jakąś rewelacyjnie zapewne na pomysły inwestowania, choć np. w takiej Jasnej nowa gondola powstaje; został też kupiony jakiś mini-ON w Alpach, ale to już tematy poza Szczyrkiem.
    2 punkty
  6. Mówiąc o dodatkowych funkcjach można mieć na myśli np konfigurowanie moich miejsc i moich punktów. Do Locusa można wgrać punkty pobrane ze zbiorów innych - z "ciekawymi" miejscami, które stworzyli inni użytkownicy. Albo można też to robić samemu. Bardzo ładnie się tym zarządza (jedno kliknięcie i jest/nie jest). W aplikacje wbudowane są miarki, lupki, wyszukiwarki. Ciekawą opcją jest zaznaczanie spadów (w Locusie żółty kolor 35-40 stopni, pomarańczowy 40 - 45 stopni, czerwony więcej). Dalej można nakładać mapy na siebie, są kalibratory map papierowych. Dalej z samą nawigacją zgrane są takie funkcje jak alarmy punktów, alarmy odejścia od trasy. Jest wskazanie kierunku ruchu z akcelerometru. Dokładność pozycji i multum opcji z interpretacją danych (np pobieranie wysokości z mapy albo altimetru) pobieranie pozycji z usług google, uśrednianie, filtry błędów itd Z prezentacją danych na mapie też jest sporo opcji dotyczących rodzaju i wielkości ikon, powiększania palcami, środkowania itd Jest tego tak dużo, że mimo wielu lat bycia użytkownikiem (fakt, że tępym) nie poznałem połowy. Ale parę rzeczy odkryłem sam, lub koledzy podpowiedzieli, i okazały się mega wygodne. Jak choćby te kolory spadków - zamiast dochodzić po warstwicach od razu widzisz stoki zagrożone lawinowo - super sprawa. Dla mnie największym plusem tych nowych narzędzi jest jednak zarządzanie śladami. Masz np "gołą" mapę jeden ruch palca i włączasz na niej swoje przejechane ślady. Możesz korzystając z nich stworzyć trasę wykorzystując lub omijając przejechane już trasy. Możesz wgrać ślady innych pobrane z netu. Na nartach w terenie uszczelinionym od razu masz pęczki śladów idących w określony sposób. I bardzo często jakieś alternatywne warianty. Jak staniesz z tym na lodowcu to od razu widzisz, że 80% ludzi poszło tak i tak, ale 20% wymodziło coś innego. W oparciu o to plus własny ogląd sytuacji możesz wybrać któryś z tych wariantów (lub swój własny, z jasną świadomością, że nikt lub prawie nikt tak nie chodzi). Papierowa mapa nie daje całego tego wsparcia. Jej główną zaletą jest szybkie ogarnianie całości (z tego powodu kupuję coraz większe monitory) ale po za tym dla mnie to epoka kamienia łupanego. Nie to żebym jakiś nowoczesny był. Do moich kolegów Kamila czy Mariusza raczej dobiegu nie mam, i mam wrażenie bycia zamierzchłym jaskiniowcem. Pozdro Wiesiek
    2 punkty
  7. A bedziesz jezdzil tylko zima, czy latem czasem tez w tym kasku?
    2 punkty
  8. Po raz drugi Święty Krzyż zaliczony na szosie Tym razem z Przyjaciółmi. Piękna trasa po ziemi świętokrzyskiej. 55 km i prawie 900 metrów przewyższenia. Pogoda - sztos! Pozdrawiam marboru
    2 punkty
  9. Mieszkam w Siedlcach, płynie tu Muchawka, nieopodal wpada ona do Liwca, ten do Bugu. W granicach miasta rzeczka zasila miejski zalew, jej główny nurt jest oddzielony od zalewu groblą. Wysoki stan wody dawał szansę spłynięcia rzeczki na dłuższym dystansie. Optymistyczny plan zakładał przepłynięcie Muchawką do Liwca i Liwcem do wsi Niwiski (całość ok. 20 km). Sobota 04.09.2021 - miejsce startu, wytypowana rowerowym rekonesansem Wólka Wołyniecka ( 4 km od domu). Pogoda dopisuje, nurt spokojny, woda czysta,, stan wysoki, dolina zalana wodą, roślinność zakrywa rozlewisko. Słyszę bliski strzał karabinowy, .. z ambony ?, .. potem kolejne, .. aha ! .. obok teren ćwiczeń wojskowych. Płynę cicho, nie wyjmuję wiosła z wody (taka technika), wtem tuż obok popłoch, zbudziłem sarnę śpiącą w trzcinach. Spłoszona ucieka rozlewiskiem wielkimi wodnymi susami, już bezpieczna z oddali szczeka na mnie niezadowolona. Co jakiś czas silnie blokuje mnie zator grubej warstwy rzęsy wodnej. Zbliżam się do Rakowca, tu pierwszy most, w nim jaz, dzięki wysokiej wodzie spływam jego niski dziś próg. Wokół głównie trzciny, większe lub mniejsze, miejscami bardzo gęsta gruba rzęsa i dużo ciasnych zakrętów. Pierwsze zwalone w wodę drzewo, wpływam najpierw do środka zwałki a dopiero potem na zewnątrz. Na wprost drugi most - obwodnica miasta. Pod nim ścienne malowidła i "miejsce odpoczynku". Odpocząć można także tuż za mostem. Jestem niecały kilometr od domu, widzę budynki oddalone 300-400m od niego. Roślinność gęstnieje, zaczynam żałować że nie skorzystałem z mostowego "miejsca odpoczynku". Coraz trudniej się przebić Warzywniak: buraki, kapusta i chrzan Lustro wody to rzadki przypadek Coraz więcej gęstych trzcin Urozmaicenie - rzadki widok Druga zwałka - pień o średnicy 1 m Tuż za nią trzeci most Kilkadziesiąt metrów otwartej wody Zmyłka Po przepłynięciu w trzcinach obok widocznych w oddali bloków zaczynam opływać zalew Dalej gęste trzciny Od długiego czasu słyszę głosy ludzi przebywających nad zalewem a wokół mnie wciąż gęste trzciny Nieprzebrane trzciny Wytęż wzrok, czy widzisz kadłub kanadyjki ? Ściana niemożliwych do przebycia trzcin Nie jestem w stanie płynąć dalej. Na grobli nad trzcinami widzę"półsylwetki" spacerowiczów. Do podstawy grobli mam 15-20m, nie jestem w stanie do niej dotrzeć, pagajem ledwo sięgam dna. Dzwonię do kolegi, przyjeżdża z liną i woderami, dzięki niemu wydostaję się z trzcin i docieram do domu, na razie nie zdejmuję kanady z dachu auta. Przepłynąłem w linii prostej zaledwie ok. 4 km. Ile rzeka zakrętami nawinęła kilometrów ?, nie wiem, .. sądzę że minimum 2 razy tyle. Wyszło jak wyszło - rzeka mnie nie przepuściła. Jutro zobaczę co dalej. CDN
    1 punkt
  10. Cześć Jeżeli chodzi o Gramina to całkowicie wystarczającym urządzeniem, szeroko stosowanym przez ludzi naprawdę dużo jeżdżących w terenie jest seria Etrex. Edge'e są zdecydowanie bardziej zawodne i płacisz krocie za nieprzydatne bajery. Pozdrowienia
    1 punkt
  11. Dzięki za opinie. Mnie kask DH nie jest potrzebny. Wystarczy jakikolwiek ze szczęką, nawet najsłabszy. (Będę jeździł wolno lub bardzo wolno)
    1 punkt
  12. No już nie przesadzaj bo plecak był od zawsze i tak zostanie. Kilka dni temu wróciłem z 3 dniowej etapówki po Górach Levockich, Magurze Spiskiej i Tatrach Bielskich i już od dawna tej wagi fulla pod 16 kg nie czuję. Mając kondychę leci się wszystko lepiej niż na jakimkolwiek HT no poza tymi z kategorii enduro. Zresztą o czym mowa jak fulle do xco już ważą pod 14 kg a cokolwiek wagi piórkowej nie ma szans długo w trudnym terenie pożyć. A co do pakunku wszystko zależy. Jechałem fajne tereny z szerokimi szlakami, szutrami a nawet wysoko położone asfaltówki bo Góry Levockie w sporej części to dawny poligon wojskowy ale było też ciężko. Trochę wypychów, krzaczenia w wysokich trawach albo jazda ocierając się w rosnącym lesie jak między górną stacją w Jurgowie a Repiskiem. Tu wszystko poza plecakiem i czymś bardzo blisko ramy ciąży jak kotwica. A traf na takie coś jak kiedyś miałem czyli wiatrołomy to z dużym tabołem idzie się rozpłakać. Transalp to z kolei w zdecydowanej większości teren otwarty i już jest nieco inaczej. A co do kasku to nie kumam za bardzo po co się pakujesz w pełny jak zwykły klasyczny enduro spokojnie starczy. Co masz zamiar bić rekordy prędkości, że ryzyko będzie tak duże?
    1 punkt
  13. To nie są głupoty. Przeczytałem co napisałeś i też nie widzę byś się mylił, po prostu to inna strona medalu i tyle. Jako programista z długim stażem wiem, że projektuje się całe panele administracyjne do zarządzania fikcyjnymi błędami. Polega to na przeciąganiu w czasie wykonania zleconej akcji przez danego usera lub nawet jej anulowaniu i wysyłaniu maili z przeprosinami, bo mieliśmy błąd, ale już naprawiamy. Sądzę, że jest to bardzo chętnie wykorzystywane we wszelkich platformach forexowych. Swego czasu były popularne portale w których licytowało się drogi przedmiot RTV/AGD, a licytacja startowała 1zł. 90% to boty, które udając prawdziwego usera nieustanie podbijały cenę, ludzie się nabierali, ale teraz na szczęście nie widzę tego.
    1 punkt
  14. Jeśli szukacie kasku full face "enduro" to bardzo polecam Leatta DBX 4.0 https://rowerowy.com/sklep/ubrania-buty-ochrona/kaski/full-face/prod/dbx-4-0-v21-1 Porównywałem go między innymi z bardzo wychwalanym Foxem Pro Frame, jak i z bardziej pancernymi modelami typowo DH, jak np Fox Rampage. Ostatecznie zdecydowałem się na Leatta i po kilku wypadach mogę stwierdzić, że to był strzał w dziesiątkę. Zaznaczę, że jeżdżę w tej chwili głównie grawitacyjnie, ale miałem też okazję sprawdzić go na wypadach, gdzie wyciąg nie jest dostępny i spokojnie daję radę mając go na głowie kilka godzin również na podjazdach. W porównaniu z Pro Frame i innymi kaskami enduro, jak np Bell Super Air czy inne kaski Leatta z dopiskiem "enduro" robi znacznie solidniejsze wrażenie, od razu czuje się, że to jest inny typ kasku, ale nie chodzi tu o ciężar, bo różnica to tylko 100g więcej, ale o ogólne odczucie. Pro Frame i inne kaski "enduro" to skorupka z doczepioną gardą, Leatt daje dużo większe poczucie bezpieczeństwa. Z kolei w porównaniu z modelami typowo DH wentylacja jest nieporównywalna, zwłaszcza obszar wokół uszu jest genialnie zaprojektowany tak, że są one nieściśnięte jak w typowym kasku DH i jest wokół nich kierowany wyraźnie odczuwalny przepływ powietrza. Przy tym pomimo znacznie mniejszej wagi i lepszej wentylacji od kasków DH w dalszym ciągu posiada on certyfikację DH w odróżnieniu od kasków enduro. Bardzo polecam ten kask osobom, które szukają kasku full face, bo uprawiają mocniejszą jazdę trailową, enduro, jazdę w bikeparkach czyli ogólnie pojęte "zjazduro", ale podjazdy też są im nieobce.
    1 punkt
  15. Taki Fenix z zapodanymi czytelnymi mapami pewnie by się sprawdził na narty, też się zastanawiałem, tylko żeby to było 1/2 tańsze. Przez jakiś czas używałem hiszpańskie TwoNav Ultra z mapami rastrowymi( wgrałem sobie te moje turystyczne kilka gb na karte i pod tym względem byłem zabezpieczony ) ale akurat ten sprzęt nawet na rowerze trochę zawiódł bo bateria bardzo krótko trzymała już nie pamiętam ale max chyb 6 h , może teraz jakieś nowsze,lepsze powymyślali. ( jest wersja komórkowa/androidowa Two Nav, można sobie popróbować ) tutaj ktoś opisał ten ''zegarek'' ultra https://bobiko.blog/2014/10/recenzjatwo-nav-ultra/
    1 punkt
  16. No właśnie to jest clou! Też doszedłem do wniosku, że jednak backup musi być. I tu się zaciąłem bo co oglądam to przy Locusie Pro wydaje mi się słabe. A jednocześnie fajnie aby ten backup był dobry też na nartach - a tam mam największe wymagania (czas pracy, niezawodność, odporność). Powoli jednak skłaniam się do zegarka sportowego i chyba z górnej półki (czyli nie Sigma ID free). Choć tego ostatniego nie jestem pewien bo musi być tam awaryjna opcja powrotu po śladzie i prowadzenie po zadanym tracku. A ponieważ prawie nigdy nie jestem sam to może ten backup nie musi być taki mocny... W kwestii prądożerności komórki to przeszedłem na nawigację głosową i jak nie fotografuję jak szalony to schodzi tylko 5-7% na godzinę. Ale z fotami to i do 20% dobijam czasem... A 15% bez łaski idzie.
    1 punkt
  17. Świetnie, że znasz literaturę giełdową, ale teoria często jest daleka od praktyki. Przykładowo na wielu instrumentach nie da się postawić stop lossa, lub jest nikła szansa, że zadziała. Do tego można stracić znacznie więcej niż depozyt zabezpieczający. Giełda dla maluczkich jest jak hazard, a Ci najwięksi są jak właściciele kasyna. Dokładnie tak to działa, choćbyś przytoczył 500 książek, które temu zaprzeczą. Jak ktoś wrzuca zlecenie na 50 tys kontraktów na Bundzie żeby przewalić poziom, a za minutę w drugą stronę to co to jest, inwestycja? Pracowałem w firmie, gdzie podpisywało się druczek, czego nie wolno robić na giełdzie, żeby potem dokładnie to robić. A ja byłem na samym dole drabinki. Co dzieję się wyżej? O aferach na załamaniu Franka słyszałeś? Jak brokerzy forexowi zmieniali klientom ceny już wcześniej zrealizowanych transakcji? To wszystko jest takie bagno, że było mi wstyd pracować w finansach.
    1 punkt
  18. Nie wiem kto jest w tej chwili właścicielem Patagonii ale w tej firmie jest ciągle obecny duch Kris i Doug Tompkins. Dla mnie to jedna z najbardziej wzruszających i pozytywnych historii. Szczególnie zaś w kontekście systemowego niszczenia świata. A wracając do tego kogo warto popierać to taka Patagonia na pewno jest warta wsparcia w przeciwieństwie do np krajowych śmieciarzy spod znaku 4F.
    1 punkt
  19. Cześć Dzięki Panowie za wyjaśnienia. Wynika z nich dla mnie - na ten moment - jedno: Skoro Wiesław jest na poziomie kamienia łupanego to ja jestem gdzieś w okolicach pierwszych naczelnych. Trzeba się wziąć do nauki! Pozdrowienia serdeczne
    1 punkt
  20. Odnosisz się do mojego starego wpisu, 2020. Widzę że to zdanie było znacznym uproszczeniem, a Ty je obecnie traktujesz dosłownie. Chętnie to wyjaśnię. Mapy.cz to dobre i czytelne mapy tzw. outdoor / terenowe, zbudowane w oparciu o podkład OSM. Dodane tam są: oznakowane szlaki turystyczne, oznakowane szlaki rowerowe oraz baza różnych punktów POI. To wszystko razem jest czytelnie przedstawione. W aspekcie mapy ważna jest możliwość pobrania offline wybranych fragmentów w danym kraju, i aplikacja mapy.cz to oferuje. Zdanie "ograniczona liczba funkcji" miałem na myśli że sama aplikacja mapy.cz ma ograniczoną liczbę funkcji w stosunku do najbardziej zaawansowanych programów typu Lotus, OsmAnd. Te brakujące funkcje to np. wgranie GPX do aplikacji na poziomie smartfonu, konfigurowanie własnych profili prezentacji mapy (np. czy mapa ma prezentować szlaki rowerowe), konfigurowanie jakie dodatkowe atrybuty czy funkcje mają być widoczne bezpośrednio w widoku mapu (przykładowo status gps, orientacyjna wysokość npm, etc), kolorystyczna prezentacja nachylenia tereniu w wersji offline. Czy takie wyjaśnienie Ci wystarczy ? Zauważyłem że mapy.cz "gorzej łapią sygnał GPS", łapanie sygnału i pokazanie kropki we właściwym miejscu mapy trwa dłużej niż w innych programach. Ja to porównuję bezpośrednio z OsmAnd. Ciekawi mnie czy też to obserwujcie czy może to jest bardziej problem mojego urządzenia ?
    1 punkt
  21. Cześć Ekonomia jest dość blisko mnie bo od 1991 roku prowadzę działalność gospodarczą. Nauczyło mnie to jednego: w ekonomii albo coś jest opłacalne albo nie i koniec. Dlatego też, jeżeli wiążesz w jakikolwiek sposób decyzje ekonomiczne ze wspieraniem jakiegoś konkretnego podmiotu czy też grupy podmiotów to to już nie jest ekonomia tylko ideologia. Oczywiście jeżeli traktujemy takie wsparcie możemy traktować jako inwestycję terminową z jakąś konkretną stopą zwrotu w konkretnym czasie. Takie działanie powinno być oparte na szczegółowych umowach bo inaczej to hazard albo wyrzucanie pieniędzy. Pozdrowienia serdeczne
    1 punkt
  22. No właśnie o tym napisałem! Zalety fulla jako maszyny do zjazdu w dużej mierze znoszą te pakunki. i to zarówno na widelcu jak i z tyłu. A z plecakiem jak najbardziej tak. I w opcji schroniskowej tym bardziej ma to sens. Bo chyba dałoby zredukować plecak do paru kilo. Ciekaw jestem jaką trasą tam jeżdżą. Liznęliśmy trochę transalpiny to oczywiście jest na szosówkę, a drogi alternatywne które zaliczyliśmy na gravela i ht (wyżej).
    1 punkt
  23. Cześć Przeczytałem dyskusję i mam prośbę: Czy mógłbyś zebrać jakoś w krótkich punktach co rozumiesz przez "funkcje mapy"? Powiem szczerze, że mam sporo do czynienia z mapami od zawsze - szkoła, studia, pasja (zbieram mapy od lat) i potrafię się poruszać w każdym terenie na podstawie dowolnej mapy papierowej oraz prostej nawigacji turystycznej z wgraną mapą.pl kupiona w sklepie Garmina razem z urządzeniem. Aktualizacja podkładów topo to osobny temat. Idealnych nie ma a niektóre mają gruba błędy powtarzające się od lat (nieistniejące mosty). Weryfikacja zazwyczaj następuje w terenie i tutaj jest sporo do zrobienia dla mnie w kwestii planowania tras rowerowych. Być może to brak praktyki a być może również brak znajomości funkcji o których piszesz. Pozdrowienia
    1 punkt
  24. Cześć Czyli znowu to sam - dostępność zabija poziom. Pozdrowienia
    1 punkt
  25. Cześć Napisałeś, że cyt: "gravel jest szybszym rowerem niezależnie od tego kto na nim jedzie". Zapewniam Cię, że znam przynajmniej 10 osób, które byłyby szybsze od ciebie na MTB nawet gdybyś jechał przystosowanym gravelem. To, kto jedzie, ma podstawowe znaczenie. Na tym właśnie polega kłopot z wyborem oraz męczenie się osób, które nie oparły się modzie. Pozdrowienia
    1 punkt
  26. Kawał dobrej, nikomu nie potrzebnej roboty Ale jak było pięknie! 😮 Dzięki Magda.
    1 punkt
  27. Super wyprawa!!! Dzięki @tanova za relację i przypomnienie, jak to w wakacje w Alpach bywało
    1 punkt
  28. i wysłali Was do kościoła Marii Magdaleny...
    1 punkt
  29. Swoje tegoroczne letnie wyprawy rowerowe i piesze po włoskich Alpach opisałam na blogu. Gdyby ktoś miał ochotę zajrzeć, to zapraszam serdecznie:
    1 punkt
  30. 03.09.2021: Tarsch – Kofelraster Seen (22,6 km, 2430 m) Miał być spokojny szlak na ostatni dzień, ale nie do końca wyszło. Może jakieś ładne jeziorka w pobliżu? Są? Są - Kofelraster Seen. Nawigacja pokierowała nas "skrótem" na parking Alte Säge, z którego zaczynał się szlak. Skrót okazał się wąską, kamienistą ścieżką - odpowiednią może dla mtb, ale nie dla samochodu osobowego. Zostawiliśmy auto w pierwszej niekolizyjnej zatoczce, bo szkoda samochodu, a do parkingu ponoć było niespełna 2 km. Było jednak ponad 4 km w jedną stronę, wzdłuż stacyjek Drogi Krzyżowej . Mieliśmy więc nadprogramowe 8 km drogą, a dalsza wędrówka prowadziła bardzo stromym szlakiem w górę. Chwila odpoczynku pod schroniskiem Latschinger Alm Im wyżej, tym mniej drzew, a więcej jagód: Wdrapujemy się na grzbiet i widać pierwsze jeziorko: A za nim jest drugie: Zejście na szczęście było łagodniejsze i ładniejsze. Naprzeciw nas widok na wlot doliny Schnalstal Schodzimy do schroniska Marzoner Alm a potem do auta. *** Wracam do Polski z poczuciem, że ledwie liznęliśmy tamtejszych szlaków i ... lżejsza o 2 kg. W samej dolinie Martell zostało kilka szczytów, na które chętnie bym jeszcze weszła i byłyby w moim zasięgu. Może kiedyś? Kto wie?
    1 punkt
  31. 28.08 (sobota) – Feltre - Valsugana - Trydent (95 km, przeważnie pod górę) Ostatni dzień objazdówki po Dolomitach. Co prawda wstępny plan trasy zakładał opcjonalnie zamknięcie pętli do Bolzano, ale nie był to priorytet. Po wyjeździe z Feltre kierujemy się w stronę Valsugany. Niestety początkowy fragment nie jest wyznakowanym szlakiem i znów mamy podobną niedogodność jak w ostatnich dniach, że albo jedziemy ruchliwą krajówką, albo gdzieś bujamy się po krzakach i polnych drogach, jadąc na azymut. W okolicach jeziora Lago di Corlo łapiemy znów oznaczenia szlaku i jest zdecydowanie lepiej. Droga wije się wśród lesistych wzgórz i ładnych wiosek aż do Fastro. Tutaj spektakularnymi serpentynami zjeżdżamy do Primolano, w dolinie Valsugana. Sporo tutaj - jak i w całej dolinie - szosowców, którzy upodobali sobie chyba właśnie szczególnie ten podjazd. Ja jednak się cieszę, że nam - z tymi tobołami - wyszło jechać w dół. Jaka jest Valsugana? Śliczna i sielankowa! Po drodze granica prowincji: Mijam skalne wrota Punkt info: W barwach klubowych ... Robimy postój w Borgo Valsugana, bo jest ładnie i jesteśmy głodni. Deser ... Znów jesteśmy na szlaku Via Claudia Augusta Nad jeziorem Lago di Caldonazzo: Za jeziorem, w Pergine Valsugana, szlak niestety się kończy - nie ma drogi wjazdowej dla rowerów do Trydentu. Alternatywą jest objazd górą przez Civezzano, a to niezła wspinaczka. Nagrodą jest panorama miasta z góry i dość karkołomny zjazd wąskimi i krętymi uliczkami tuż koło zamku Buonconsiglio Niestety zwiedzania Trydentu nie było - mało czasu i jakieś demonstracje na starym mieście, przez które policja zamykała ulice, więc tylko cyk-cyk po drodze na dworzec. Pomnik Dantego - jako kontra włoskiej ludności Trydentu dla monumentu Walthera von der Vogelweide w Bolzano. Do Vinschgau wracamy z dwiema przesiadkami - w Bolzano i Merano i przygodami. Pociąg do Bolzano się spóźnił, a pociąg do Merano w ogóle tego dnia został odwołany. Następny też stał w polu, więc zamiast po 21-szej, byliśmy w pensjonacie krótko przed północą, a podróż zamiast dwóch i pół trwała blisko pięć godzin. Ech, te włoskie pociągi! I to koniec naszej rowerowej wyrypy. Następny tydzień spędziliśmy na górskich wędrówkach, o których może napiszę osobno. Cały ślad trasy (bez tego pierwszego dnia na rozruch) można zobaczyć na traseo: https://www.traseo.pl/trasa/dookola-dolomitow
    1 punkt
  32. Kibice z piłki nożnej to osobna historia. Sportem interesuję się od zawsze i zawsze kibice (kibole) piłkarscy to inna kategoria "ludzi", obchodzi ich wszystko oprócz meczu i drużyny której ponoć kibicują. Czasami nie znają wyniku meczu który podobno oglądają. Kiedyś z ojcem w latach 70-tych wybraliśmy sie na mecz ligowy Legia Warszawa - Stal Mielec. Pamietam wynik 1-0 dla wojskowych. Siedząc wśród kibiców Legii dopingowałem Stal, dopiero ojciec zwrócił mi uwagę, że to niestosowne zachowanie. Na szczęście naokoło nas kibice byli w wieku mojego ojca i w jednym kawałku wyszedłem ze stadionu. Dzisiaj nie wiem czy o własnych siłach dał bym radę. Ostatni mecz piłkarski jaki oglądałem to jedyne zwycięstwo nad Niemcami 2-0. Atmosfera jak na futbol była wyjątkowo spokojna. Zwycięstwo, kibiców rozmiękczyło. Od lat wolę oglądać mecze piłkarskie w telewizji. Do niedawna bardzo podobało mi się kibicowanie na meczach siatkówki, ale tu już też coraz gorzej, coraz bliżej kibicowanie zaczyna przypominać te z piłkarskich boisk, czyli dno...
    1 punkt
  33. Nie zbierać tylko żyć, wydawać, przepuszczać na przyjemności, więcej wyjazdów na narty w różne góry, luksusowe hotele, ciekawe podróże - ile nam życia jeszcze pozostało a do trumny albo urny i tak nie zabierzemy.
    1 punkt
  34. Będzie lepiej niż w takich Myślenicach, bo troche wyżej i w środku pasma górskiego, ale bez dobrego naśnieżania się nie obejdzie. Stacja się nada na ferie czy na sylwestra dla mniej wprawionych narciarzy, ściagnie ludzi do miejscowości i taka jest jej rola. Nikt tu raczej nie zakłada konkurencji dla Szczyrku czy Kasprowego. Żeby zrobić długo dzialajacy ośrodek i mających dużo tras to musisz mieć góry z 1200 m.n.p.m. A na takich porobili wszędzie Naturę 2000. Zostaje tylko modernizacja i rozbudowa tego co już jest.
    1 punkt
  35. To dramatyczne pytanie zadają sobie wszyscy. Pieniądz parzy. Więc deweloperzy mają prosperity, a też sprzedawcy kruszców szlachetnych itd. Co do giełdowych funduszy inwestycyjnych to słabo to widzę, bo zdecydowana ich większość nawet wzrostu indeksu nie potrafi dać. Czyli tak samo jak przeciętny Kowalski nic nie wiedzą. Oczywiście poza Medallionem, ale tam od lat nie przyjmują wpłat a chyba jako jedyni potrafią zarządzać skutecznie ryzykiem. Choć życie pokaże czy kolejne 30 lat będą aż tak dobrzy. Mógłbyś, jeśli masz wiarę, inwestować po prostu w indeks (czyli ETF-y). Bo raz, że to są instrumenty tanie w zarządzaniu a przynajmniej gorzej jak rynek nie wyjdziesz. Ale musisz mieć przekonanie, że rynek będzie szedł w górę. A tutaj jak uczy doświadczenie nijak nie jest to pewne (choćby przykład Nikkei który jeszcze nie odrobił strat sprzed 35 lat - ma ciągle bardzo daleko). A jeszcze co znacznie ważniejsze może zdarzyć się "czarny łabędź" i pieniądze pójdą do piachu. Przy zagrożeniach jakie potencjalnie wiszą (emigracje, konflikty, ocieplenie, agresywni sąsiedzi, choćby bakterie i wirusy, wybuch Heleny itd) nie masz gwarancji przed ostrą jazdą w dół. Ale tak czy tak, dla mnie, "pasywne" ETF wyglądają ewentualnie sensownie. Jak wierzysz w giełdę. Bo ja niezbyt wierzę. Żadne dane w tył nie są wiarygodne aby ekstrapolować to w przód. Indukcja w ekonomii nie działa (bo nie ma prawa). Ale wszyscy wierzą, że działa. Innych wyjść (nieoczywistych) jest parę. Możesz po prostu zaakceptować straty inwestując we względnie bezpieczne instrumenty (np. papiery dłużne - bezpośrednio lub przez fundusze obligacyjne). Jeszcze rok temu ta oferta wyglądał w miarę sensownie (szczególnie dla papierów czteroletnich), dając niewielki zysk. Teraz, jak dokładnie policzysz, to oznacza akceptację straty. J...y Belka zabiera ostatnie grosze. Możesz za to wydać kasę na przyjemności - do grobu ją zabierzesz??? Może lepiej przepić zanim Ci ją ukradnie inflacja! Albo kupić coś do czego masz przekonanie, że wtopy gigantycznej nie będzie. Na przykład ziemię albo las. Albo znaczki pocztowe (żart). Albo wyremontować dom. Są znaki (niby), że NBP podniesie stopy bazowe więc może uda się nie tracić tyle... Najogólniej powinieneś zrozumieć, że nikt nic nie wie, że straty są pewne i być może je zaakceptować. A co do Microsoft to intuicja może Cię nie mylić to drugi gracz z wielkiej piątki. W stosunku do reszty ma fajnie zdywersyfikowane gałęzie na których siedzi. Bardzo mocno trzymam kciuki za tę firmę bo mój syn jest tam szefem zespołu pracującego nad jednym z setek "nowych" produktów firmy. I dostaje akcje
    1 punkt
  36. Jak czytam,jakim językiem jest to napisane,to coś mi mówi,że będzie z tego tzw."damski h..." Wciskacze kitu mają swój specyficzny żargon,po którym ich rozpoznacie. W tle oczywiście jakiś pomysł na wyciągnięcie kasy skądś, gdzie leży bezpańska i się marnuje,materializacja inwestycji wystarczy w drodze wizualizacji... Podobny wizjoner,autochton z moich stron,prawie zrealizował swoje wizje stacji narciarskich w Beskidzie Niskim i górach Lubelszczyzny.Może to jakiś zstępny?Poczytajcie,bo naprawdę warto,jeśli ktoś jeszcze nie czytał,a chciałby na przykład w ten biznes zainwestować... http://www.antonibara.pl/
    1 punkt
  37. Cześć Ja też pochodzę z czasów Fibaka i - tu Mariusz z pewnością potwierdzi - jego sukcesy w tamtych czasach można porównać z Małyszomanią. Ja mieszkałem przy dużym parku, w którym było sporo wielkich asfaltowych (takie były czasy) placów. W promieniu 200 metrów od bloku, w którym mieszkałem powstało wtedy 6 kortów, a wszystkie okoliczne ławki były zaanektowane na "siatki", bo normalna siatka była praktycznie niedostępna. My mieliśmy to szczęście, że byliśmy gnojami, których rodzice rozumieli tę pasję więc i oryginalna siatka się znalazła i kort był zwymiarowany co do cala, nawet grubość linii była prawidłowa i słupki do naciągu siatki oryginalne. Niestety nie przełożyło się to w żaden sposób na sukcesy sportowe ale pamiętać należy, że jest wysoce prawdopodobne iż, rodzice dzisiejszych Hurkaczy pierwszy kontakt z tenisem mieli dzięki Panu Wojciechowi, który jest nie tylko wybitnym sportowcem ale po prostu wybitnym człowiekiem. Pani Radwańskiej nigdy specjalnie nie lubiłem choć miała sporo chwil, że grała fantastyczny tenis. Jako osoba słabego zdrowia musiała nadrabiać innymi elementami i wielokrotnie jej się to udawało. Sprytne i nietuzinkowe zagrania to jej wizytówka. W porównaniu z nią Pani Iga genetyczne papiery na granie ma perfekcyjne. Oby tylko nikt tego nie zaprzepaścił. Tutaj niestety jest słabo bo żyjemy w kraju wyjątkowej głupoty mediów i "kibiców", którzy żądaniami, oczekiwaniami i ciśnieniem byliby w stanie zniszczyć granitowy posąg a co dopiero 19-letnią dziewczynę. Miejmy nadzieję, że ma na tyle dystansu, że będzie miała to wszystko w dupie - inaczej, nie ma szans. Pozdrowienia
    1 punkt
  38. No nie przebiję Twojego doświadczenia. Przestań pisać głupoty.
    0 punktów
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...