Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. johnny_narciarz

    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      8 428


  2. Annaa

    Annaa

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      730


  3. moruniek

    moruniek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      2 943


  4. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      2 888


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 09.10.2021 uwzględniając wszystkie działy

  1. Wczorajsza trasa zapomniałem komórkę to powrót z Kamienicy tą samą drogą https://www.strava.com/activities/6082604330 dziś poprawka tzn to co miało być wczoraj ale w odwrotną stronę. Jakieś resztki formy - Sloneczny Trakt z Wojcieszyc ,Antoniów, Swieradów,Kopalnia Stanisław,Jakuszyce i zjazd. https://www.strava.com/activities/6087360870 2 dni MTB i zatęskniłem za asfaltem.
    4 punkty
  2. Niezależnie od okoliczności na pewno Mitek był na naszym forum ciekawą osobowością i sporo wnosił. I nie uściślajmy co wnosił!!! Czasem trochę przeginał. Ale...kto jest ideałem. Takie dwie zwrotki mi się nasunęły: Jesteś wszechmogący Więc jak mogłem Obrazić cię Następującymi grzechami (.......) Wybrałem ciebie bo Tak właściwie to nie wiem Dlaczego ciebie wybrałem Chciałem tylko żebyś był fajny I żeby ktoś kiedyś mógł powiedzieć Był Mitek gość co się czasem spinał Ale uwierzył i gdy szedł po gnoju Smród już się go nie imał Płyń chłopaku płyń Płyń nie odwracaj główki Chłopaku ty płyń Tak czy tak trochę szkoda, że stało się jak się stało. I z tą konkluzją pozostanę. Pozdrawiam wszystkich forumowiczów i tych co Mitka lubili. I tych co tolerowali. I tych co się z nim spierali. A także tych co go nie cierpieli. Najśmiesze, że sam do wszystkich 4 kategorii należałem choć nie w równym procencie. Ciekawe jak to u Was było?
    3 punkty
  3. Miał być weekend, wyszło wcześniej. Kolejne trasy MTB w mojej okolicy. Tym razem Bukowiec. Jest tam trasa o wdzięcznej nazwie Krętaczek i faktycznie nazwa dokładnie oddaje jej charakter. Można dostać zawrotu głowy. Na zboczu okolicznego wzniesienia, niezliczona ilość zjazdów i podjazdów. Dalsza część trasy prostsza technicznie i szybsza. Jest też kilka dłuższych (jak na warunki nizinne) zjazdów. Zaczynamy. Podjazd, do właściwego wzniesienia. Trasy dobrze oznaczone. Wszystkie zjazdy i podjazdy na prowadzą do tej tablicy. Mamy też numerki prowadzące nas we właściwej kolejności inaczej można byłby się w tym pogubić. Są tu i strome, kręte zjazdy, bandy, są też przeszkody. Mamy takie podjazdy. Druga część trasy spokojniejsza. Mamy takie oto miejsce odpoczynku. Wracamy do domu, tu dość długi zjazd.
    3 punkty
  4. Nie, nie było bardzo ostro a przynajmniej ze strony wyrzuconego. Raczej niesmacznie, nieprzyjemnie. Z tego co czytałem nie padło tam z jego strony ani jedno wulgarne określenie a wszystko zaczęło się od nazwania go "zjebem". Za takie coś jak już można było dać z miesięcznego bana i to obu i tyle. Myślę sobie, że tu chodzi o coś więcej czyli Mitek zaczął po prostu być nie mile tutaj widziany. Przez kogo to niech się każdy domyśli. @johnny_narciarz często ludzie mają dwa oblicza i są źle odbierani na forum a w realu są całkiem w porządku osobami. Wynika to z kilku przyczyn ale mniejsza z tym. I tak jest jako tako, że decyzję podjął administrator a nie po skardze dorosłych ludzi, że sobie czegoś tam nie życzą. To już by był koniec świata...
    2 punkty
  5. Zajrzałem na Forum i jestem w szoku! Chyba ostro musiało być skoro JC Mitka zbanował... Mitka poznałem osobiście i jest to wspaniała osoba! Niedoskonałe to jest "słowo pisane", bo często jest źle rozumiane czy interpretowane, stąd najczęściej rodzą, a bardziej rozkręcają się konflikty. Nie zaglądam tu ostatnio zbyt często, ale mi osobiście będzie go brakowało.
    2 punkty
  6. Niestety nie mam czasu aby tu przenieść całość relacji, dlatego mogę wrzucić tylko linki. Jeśli naruszyłem regulamin Forum, to postaram się to wrzucić później, bo kibiców zawieść nie mogę! http://team29er.pl/ultramaratony/3292-mrdp-cz-2-czas-na-gory http://team29er.pl/ultramaratony/3293-mrdp-cz-3-czas-na-finisz Wszystkim kibicom jeszcze raz bardzo dziękuję i życzę miłej lektury. 😊
    2 punkty
  7. Discovery Sports nie udzieliło Telewizji Polskiej sublicencji do pokazywania w kanale otwartym transmisji zawodów w skokach narciarskich. Sprawę skomentował publiczny nadawca, oceniając, że Discovery w ten sposób podejmuje próbę wpisania sportu w spór polityczny. — czytamy w oświadczeniu publicznego nadawcy. .......................................................... Zdziwiony?? ..być może Jacuś się kiedyś obudzi i nie będzie miał ręki w nocniku - chciałbym wtedy zobaczyć jego minę..
    2 punkty
  8. Jak już wolne żarty bez politycznych odniesien Na łożu śmierci leży 80-latek - kochany mąż, ojciec i dziadek. Dookoła zebrała się cała rodzina. Żona, wszystkie dzieci, wnuki oraz kilkoro prawnucząt. Wszyscy w milczeniu wpatrują się w sufit tudzież w podłogę, czekając na zbliżającą się chwilę... Nagle ciszę przerywa dziadek i rzecze: - Zdradzę wam swój największy sekret... Ja naprawdę nie chciałem się żenić i zakładać rodziny. Miałem wszystko: szybkie samochody, piękne kobiety, sporo przyjaciół i kasę na koncie. Ale pewnego wieczoru znajomy rzekł do mnie: - "Ożeń się i załóż rodzinę bo nie będzie ci miał, kto podać szklanki wody, kiedy będzie ci się chciało pić na łożu śmierci." Od tego momentu słowa te nie dawały mi spokoju. Postanowiłem radykalnie zmienić swoje życie i ożenić się. Skończyły się wyskoki z kolegami na piwo. Teraz wyskakiwałem tylko do nocnego po gerberki dla was, dzieci moje. Wieczorne dyskoteki z dziewczynami, zamieniły się w wieczorne oglądanie seriali z żoną... Pieniądze z konta zostały roztrwonione na fundusze inwestycyjne dla was kochane dzieci. Swawolne dni sprzed małżeństwa odeszły jak wiatr... I teraz, kiedy leżę na łożu śmierci ... - Wiecie co? - Co? - wszyscy zdumieni wpatrują się w staruszka. - Nie chce mi się pić!
    2 punkty
  9. Oczywiście, nie powinniśmy skupiać się i obrażać Pana polityka. Chamstwu mówimy dość. Spróbujmy coś napisać o żonie Pana polityka. Taki dowcip. Rodzi się dziewczynka, rozwija się normalnie, ale nie chce zacząć mówić, choć jej rówieśniczki i rówieśnicy są już rozgadani. Ona – milczy. Rodzice chodzą z nią od lekarza do lekarza, ale nic to nie daje. W końcu się poddają. Jednak któregoś dnia przy obiedzie dziewczynka zadaje pytanie: „Gdzie jest kompot?". Rodzice – zaskoczeni, zdezorientowani i wzruszeni – wykrzykują: „Córeczko! Od urodzenia nie odezwałaś się ani słowem! Dlaczego?!". Na to dziewczynka odpowiada spokojnie: „Bo zawsze był kompot".
    2 punkty
  10. Oczywiście tak się często zdarza, czasem i tutaj. Nie mniej jednak uważam, że wielu forumowiczów znacznie przewyższa Pana Dudę, oczywiście nie licząc zajmowanych stołków.
    2 punkty
  11. Podziwiam Twoją wiarę w wodza ale fakty niezbyt mu sprzyjają, nawet jak ograniczymy się do wykształcenia: "W 1996 ukończył studia prawnicze na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego na podstawie pracy magisterskiej pt. Wywłaszczenie nieruchomości pod budowę autostrad płatnych, obronionej w Katedrze Postępowania Administracyjnego UJ[14]. Podczas studiów startował w Akademickich Mistrzostwach Polski w narciarstwie alpejskim[15]. 19 grudnia 2003 rada adwokacka w Krakowie odmówiła wpisania go na listę aplikantów adwokackich, gdyż uzyskał tylko 67 punktów z testu pisemnego, podczas gdy minimum wynosiło 85 pkt. Andrzej Duda odwołał się od tej decyzji 2 kwietnia 2004, powołując się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 18 lutego 2004. 28 maja 2004 Okręgowa Rada Adwokacka w Krakowie odmówiła wznowienia postępowania, wskazując, że zgodnie z tym wyrokiem uznano ważność postępowań konkursowych przeprowadzonych przed ogłoszeniem tego wyroku TK. Andrzej Duda zaskarżył decyzję do Naczelnej Rady Adwokackiej, ale jej prezydium podtrzymało decyzję rady okręgowej, wskazując, iż Andrzej Duda w odwołaniu pomylił przepisy[16]. " Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Duda 7 lat nie wystarczyło by zrobić aplikację adwokacką, która jeśli dobrze pamiętam, zazwyczaj trwa 3 lata. Zdarzają się nawet osoby wybitne w swojej wąskiej dziedzinie, które poza nią prezentują poziom wód gruntowych. Na studiach spotykałem już profesorów, których światopogląd był tak ograniczony, że wstyd było słuchać.
    2 punkty
  12. No to lecimy! Maraton Rowerowy Dookoła Polski Finał, czyli ostatnia część 4-letniego cyklu ultramaratonów 4xMRDP. Dotychczas przez 3 kolejne lata objechałem Polskę dookoła w trzech częściach: Zachód, Góry i Wschód. Teraz przyszło mi się zmierzyć z całą trasą na raz, czyli przejechać 3200 km w 10 dni. Czy to możliwe, żebym pokonał taki dystans, kiedy dotychczas każdy jeden tysiąc potrafił mnie mocno sponiewierać? Maciej Paterak http://mobile.team29er.pl/images/2021/MRDP/001.jpg MRDP to zdecydowanie najtrudniejszy ultramaraton w Polsce, choć obecnie już nie najdłuższy. Palmę pierwszeństwa przejął podobny, choć znacząco różniący się, RAP (Race Around Poland). Jednak w środowisku ultra ciągle MRDP uchodzi za ten kultowy. Niewątpliwie ma na to wpływ fakt, że był pierwszy, ale też mocno wyśrubowany limit czasu, w którym trzeba przejechać owe 3200 km, czyli dokładnie 240 godzin. Pozornie wygląda to na dość proste wyzwanie - wystarczy robić średnio 320 km na dobę, czyli dla rasowego ultrasa bułka z masłem. Jednak to jest 10 dni z rzędu, gdzie jeszcze trzeba pokonać przewyższenie przekraczające 25 000m! http://mobile.team29er.pl/images/2021/MRDP/0003.jpg Przygotowania rozpocząłem jeszcze w zeszłym roku. Trzeba było dokładnie przemyśleć co zmodernizować/wymienić w rowerze, jak się spakować, co zabrać ze sobą, z czego zrezygnować, jak poradzić sobie z ładowaniem urządzeń i jeszcze wiele innych zagadnień. Ostatecznie postanowiłem kupić nowy rower, który był idealnie skonfigurowany pode mnie. Wymieniłem jedynie siodełko na wygodniejsze. Do tego otrzymałem znaczącą pomoc od firmy Giant Polska w postaci znakomitych kół karbonowych Giant SLR 2 Disc 42mm i kompletu sakw. Jednak mimo długiego czasu przygotowań, nie ustrzegłem się błędów, o czym wspomnę w dalszej części relacji. http://mobile.team29er.pl/images/2021/MRDP/0022.jpg Przyznam, że po 4 latach harówki w różnych ultramaratonach zacząłem tracić nieco motywację do dalszych startów. Zwyczajnie zacząłem mieć dość nocnej jazdy ze sporym deficytem snu, kultury naszych kierowców samochodów i wielu innych niepożądanych "atrakcji" korzystania z naszych dróg. Jednak MRDP był tym wyjątkiem i jedynym jeszcze maratonem, który mnie mocno pociągał i fascynował. Kiedy więc ponownie zawitałem na Rozewiu pod latarnią morską, adrenalina zaczęła działać i już nie mogłem się doczekać startu. Tym bardziej, że do tego miejsca mam wyjątkowy sentyment, ale nie o tym będę opowiadał. http://mobile.team29er.pl/images/2021/MRDP/100.jpg Start zaplanowany był jak zwykle równo 12:00 w południe. Ponieważ całość trasy w formacie GPX to wielki plik, odpowiednio wcześniej włączyłem przeliczanie trasy w nowym nabytku od Garmina, który rzekomo powinien sobie z nim poradzić. Przynajmniej tak optymistycznie założyłem... No niestety, miałem zbyt wiele wiary w to urządzenie i na 20 minut przed startem, podczas przeliczania, zwyczajnie Garniak się wyłączył. Tym samym pierwsza nawigacja była raczej stracona. "Świetny" początek. Dobrze, że wziąłem mojego starego Etrexa, który ruszył bez zająknięcia i tym samym rozwiązał problem. Nową nawigacją postanowiłem się zająć później, na jakimś dłuższym postoju. Teraz jeszcze ostatnie przemówienie Organizatora, zdjęcia, dyskusje i w drogę! http://mobile.team29er.pl/images/2021/MRDP/21.1.jpg Ponieważ sierpień to ciągle sezon urlopowy nad morzem, musimy się przebijać przez tłumy turystów, choć bardzo się tu przydała nowa ścieżka rowerowa do centrum Jastrzębiej Góry. Następnie w bok i już możemy względnie normalnie rozpocząć zmagania. Organizator - Daniel pojechał kawałek z nami i starał się porozdzielać peleton na grupki 14-osobowe, bo jedziemy w ruchu otwartym. Tym samym nie możemy jechać razem w blisko 80 osób - tyle zawodniczek i zawodników stanęło na starcie. Niestety trudno utrzymać pełną dyscyplinę, bo teren nieco pofałdowany i grupki się rozrywają, tworzą nowe, czasem większe itp. Dopiero kilka kilometrów dalej, gdzie wjeżdżamy na drogę z szerokim poboczem, tworzymy długie łańcuszki, które już nie powinny przeszkadzać samochodom. http://mobile.team29er.pl/images/2021/MRDP/2110.jpg Pogoda dopisuje, nie tylko świeci słońce i opadów brak, ale tutaj jeszcze często mamy dość mocny wiatr w plecy. Rozpoczynamy objazd Trójmiasta, który prowadzi po całkiem sporych pagórkach. Miałem obawy, czy owe górki mnie za bardzo nie zniszczą już na początku, ale okazały się niegroźne. Zupełnie inaczej jedzie się tędy na świeżych nogach w dzień, niż na pełnym zmęczeniu, rozpoczynając trzecią nockę. Rzekł bym nawet, że ten odcinek błyskawicznie zostawiam za sobą. Potem kawałek przyjemnych równin i jazda wzdłuż Zalewu Wiślanego - piękny teren! Niestety tutaj wiatr już mniej sprzyjał, wręcz nieco pogroził palcem jakby chciał powiedzieć: -"zaczekam sobie na Was!"... http://mobile.team29er.pl/images/2021/MRDP/21.2.jpg Kiedy opuszczam okolice Zalewu Wiślanego, wiatr słabnie. Powoli zapada noc i niepokojąco szybko spada temperatura powietrza. Niebo czyściusieńkie, bez grama chmurki, zapowiada, że będzie zimno. Baaardzo zimno! Zanim minie północ, notuję już wartości w okolicach 6 - 8 st.C. Nie wytrzymuję i zjeżdżam na stacje paliw cały sztywny, trzęsąc się z zimna. Piję półlitrowy kubek gorącej herbaty i ubieram prawie wszystko co mam. Jak dobrze, że tuż przed samym startem moja ukochana żona zaproponowała mi, żebym docisnął jeszcze do sakwy grube spodnie, które normalnie używałem w zimie. Teraz bardzo się przydały. Nie wiem jakbym miał wytrzymać w samych cienkich nogawkach. Zaplanowałem, że przynajmniej pierwszą nockę pojadę, żeby nadrobić jak najwięcej dystansu zanim wjadę w góry. Plan w sumie zakładał, żeby dojechać do Przemyśla i wypocząć (ok 1200 km) w 3 doby. Albo nawet szybciej, jakby wszystko szło po mojej myśli. http://mobile.team29er.pl/images/2021/MRDP/22.4.jpg Jazda na Mazurach przy pełni Księżyca robi na mnie wrażenie. Jest dość jasno, widoki niesamowite - pola, łąki, oczka wodne. Mgiełki w dolinkach dopełniają klimatu. Gorzej kiedy w taką mgiełkę muszę wjechać. Odczuwalna temperatura to coś w okolicach 0 st. Dość szybko na niebie widać już lekką łunę od powoli wstającego słońca. Jeszcze ta cisza, chwilami przerywana odgłosami budzącej się przyrody. Choć Świerszcze chyba w ogóle nie śpią. To są chwilę, dla których jeździ się takie maratony i później wspomina. Nawet temperatura jakby mniej przeszkadza, a przynajmniej nie myślę o tym, że właśnie drętwieją mi palce u nóg. Nic dziwnego, patrzę na termometr, a tu już tylko 3 st. na plusie! Nie no, przecież to sierpień! Lato, nie zima! O co biega z ta pogodą? Mój obecny ubiór już nie wystarcza, więc sięgam po pelerynę przeciwdeszczową i spodnie - dobrze chronią przed wiatrem. Nad ranem robię też krótką przerwę na stacji benzynowej na kolejną herbatkę i batonika. http://mobile.team29er.pl/images/2021/MRDP/22.3.jpg Powoli wstaje dzień, lecz temperatura jakby zaspała. Ciągle zimno, brrr! Mimo, że świeci słońce. Dopiero w okolicach 10 rano wreszcie robi się przyjemnie. Pusta tylna sakwa ponownie zapełnia się ciuchami. Bardzo mnie cieszy, że kiedy docieram do "rogu mapy", a dokładnie w okolice trójstyku granic Polski, Rosji i Litwy, mam pełnię dnia. Jechałem tędy 2 razy i zawsze nocą. Teraz mogę nacieszyć oczy tutejszymi widokami. Drugi dzień okazał się też przełomowy. Nie wiem czemu, ale pierwsze 300 km strasznie mnie niszczyło, miałem bóle nóg i obawy, że daleko nie zajadę. Rano jakby coś puściło i wreszcie złapałem swój rytm.Trafiłem też fajną restaurację, pierwszą w tym maratonie, gdzie mogłem zjeść pełnowartościowy obiad. Te Hot Dogi na stacjach, ech... zanim je ugryzę, już mnie zbiera... ;) http://mobile.team29er.pl/images/2021/MRDP/22.1.jpg Powoli zbliżam się do granicy Polsko-Białoruskiej. Nie byłoby to jakoś specjalnie warte wspomnienia, gdyby nie ostatni kryzys z uchodźcami z Afganistanu. Ewidentnie widać Straż Graniczną w sporej liczbie, kręcą się tu też wozy różnych stacji telewizyjnych. Dopóki jest dzień, czuję się bezpiecznie, ale kiedy zapadają ciemności, to już głowa zaczyna pracować. Chyba podświadomie, mimo jazdy Solo, raczej staram się trzymać na widoku innych. Tym bardziej, że na tym etapie ciągle się mijaliśmy z wieloma zawodnikami, a w tym momencie najczęściej z najmłodszym zawodnikiem w stawce - Grzegorzem Szamrowiczem. Nie wiem czy jest się czego bać, bo w sumie niewiele wiadomo o prawdziwej sytuacji z uchodźcami, ale jest mały niepokój. Tuż przed Bobrownikami trafiam na fajny Hotel z białoruską kuchnią - niby menu podobne do naszego, ale jednak sposób podania wyraźnie się różni. Dla mnie fajna atrakcja! Baterie doładowane! http://mobile.team29er.pl/images/2021/MRDP/2113.jpg Bobrowniki, ach te Bobrowniki! Zapamiętałem je jako niekończący się wyścig z wiecznie ruszającymi i zatrzymującymi ciężarówkami, oczekującymi na przekroczenie granicy. Tym razem jechałem w drugą stronę i jakże inne odczucia! Teraz swobodna jazda i to w większości w dół. Czasem tylko kierowcy dopytywali nas gdzie my wszyscy jedziemy. Ale sielanka się kończy i znowu ciśniemy boczną drogą przez las wzdłuż granicy z Białorusią. Znowu czuję lekki niepokój, ale na szczęście żadnych problemów nie było. Zaczęła się druga noc, chciałem ją przejechać jak rok temu, ale po wcześniejszych rozmowach z innymi zawodnikami, ostatecznie decyduję się na nocowanie. Tym bardziej, że trafiam na super hotel w Narewce, a po za tym już zaczynałem "tropić węża". O spadającej temperaturze lepiej nie wspominać... http://mobile.team29er.pl/images/2021/MRDP/0015.jpg Nie jestem do teraz przekonany o słuszności tego noclegu, ale z drugiej strony wiem, że i tak trochę drzemki musiałoby być. Po za tym koledzy mi mówili, że po MRDP Wschód słabo wyglądałem, więc mógłbym się po prostu przedwcześnie zarżnąć. Tymczasem wypoczęty ruszam w dalszy bój! Noga podaje, humor dopisuje. Niestety, prognozy pogody nie napawały optymizmem. Wiem już, że wkrótce zacznie padać, jednocześnie liczę, że to będą takie punktowe opady a nie ciągła zlewnia. Ale to jeszcze nie teraz. Dojeżdżam właśnie do jednej z atrakcji tej trasy, czyli całkowicie ręcznie obsługiwanego promu na rzece Bug. Początkowo planowałem być tu w nocy i jego ominięcie, ale nocleg zmienił "program wycieczki". Byłem pewny fajnego spotkania z zawodnikami maratonu Wschód1400, ale w tym momencie żaden z nich nie dojechał. Spotkam kilku chwilę później gdzieś przed Terespolem. Pomachamy sobie nawzajem, co jakby tchnie we mnie nowe siły. To ciekawe, ale czasem krótki kontakt może mieć znaczący wpływ na samopoczucie zawodnika. http://mobile.team29er.pl/images/2021/MRDP/0013.jpg Przeprawę promową zaliczyłem z dwoma zawodnikami, co zawsze jest dodatkowym bonusem i dalej ruszam w drogę! Niebo zachmurzone, ale bez opadów. Za to wiatr przypomniał o sobie, kiedy cisnąłem w stronę Terespola - nie no, pogoda bierna być nie może! To jednak był pryszcz w porównaniu do tego, co mnie czekało już za parę dłuższych chwil. Niestety, jeszcze do miejscowości Kodeń, gdzie zaliczyłem obfity posiłek, było przyjemnie. Dalej już pompa się rozkręcała. Pogoda zadbała, żeby mi Słońce nie spaliło za mocno facjaty. Zakładam pelerynę, spodnie i specjalne ochraniacze na buty, które rok temu świetnie się sprawdziły. Jestem pewien, że tak będzie i teraz. Niestety nie skontrolowałem ich przed startem, a te były już podarte. Pierwszą ulewę jeszcze dały radę, ale potem nadawały się jedynie na śmietnik. To właśnie pierwszy błąd, jaki popełniłem w trakcie przygotowań. Szlag! Jedna z najlepszych rzeczy, jakie posiadałem na stanie do ochrony przed deszczem, właśnie poszła się paść. Miałem dokupić przed startem jeszcze ze 3 takie komplety na wszelki wypadek, bo nie są one drogie, ale to zlekceważyłem. Surowo przyszło mi za to zapłacić... http://mobile.team29er.pl/images/2021/MRDP/0012.jpg Ulewa się rozkręciła na całego i zaczęła walka o utrzymanie komfortu termicznego, bo każda peleryna, kurtka itp. kiedyś zaczyna przeciekać, bądź my się pocimy pod nią. Najbardziej mi brak tych ochraniaczy na buty - w środku już sobie chlupie woda... Wieczorem ulewa zmienia się w mżawkę, ale ciągle jest upierdliwa. Ku mojemu zdziwieniu, doganiam Achoma, jedną z najwspanialszych postaci ultra. Wygląda źle, ale to człowiek z żelaza i na pewno to chwilowy kryzys. Zamieniamy kilka słów, Irek zjeżdża na popas, ja cisnę dalej. Jakość drogi przed Zosinem nie ułatwia życia, puszczam "łacińską" wiązankę za wiązanką, tak na rozładowanie nadmiaru energii... ;) Wiem już też, że trzeba szukać noclegu, bo wychłodzenie mnie zniszczy. Lepiej więcej spać, kiedy pogoda nie sprzyja, a jechać nawet w nocy, wykorzystując lepsze warunki atmosferyczne. No i jest! W Hrubieszowie znajduję znakomity hotel, do tego z otwartą restauracją! Dzięki Ci o Panie za Mapy Google! Muszę tylko zdążyć przed godziną 22:00, co nie było wielkim problemem. Wchodzę do środka zmarznięty na kość i czuję to ciepło! Ach, jak przyjemnie! Zamawiam Schabowego, setkę whisky na rozgrzewkę i piwo na dobranoc. Spotykam też tu dwóch zawodników. Jeden z nich - Piotrek mocno zdziwiony moim menu. Jedząc pizzę na dobranoc dziwił się, że jem Schabowego... Jeszcze bardziej widząc whisky i piwo - "to Ci nie zaszkodzi?". Oczywiście, że nie, wiem co dla mnie dobre. ;) http://mobile.team29er.pl/images/2021/MRDP/23.3.jpg Ponowne wczesne wstawanie i kolejny dzień czas rozpocząć! Wyglądam za okno i już chce mi się wymiotować na widok pogody! Oczywiście jest mokro i pada. "Pysznie!" Liczyłem, że choć pół dnia będzie na sucho. Szybkie pakowanie i ruszam dalej. Niestety nie zaliczam tu śniadanka, bo musiałbym czekać do 7 rano, a to spora strata. Zatrzymuję się gdzieś na stacji benzynowej, a później jeszcze przy sklepie spożywczym. Zatankowany ruszam naprzeciw ciemnym chmurą. Wydawało się, że pogoda będzie dziś dość łaskawa, ale niestety nie. Już nad horyzontem czaiła się olbrzymia, ciemna chmura! Widocznie też się wyspała, bo energii miała w sobie aż nadto! Kiedy pod nią wjechałem, zaczęła się ostra jazda bez trzymanki. Ulewa na całego! Jedyne słowa, jakie się ze mnie wydobywały, to te na "k","ch" itp., których nie zacytuję. ;) Jakby tego było mało, akurat wtedy trafiam na jakieś remonty dróg, wahadła i inne spowalniające jazdę atrakcje. Byłem święcie przekonany, że tak będę jechał do wieczora, nic nie zapowiadało zmiany, ale nagle cud! Niebo zaczęło się przejaśniać, a deszcz słabnął, aż w końcu całkiem przestał padać. Mogę ściągnąć ciuchy przeciwdeszczowe. Hura! Zjeżdżam pod pierwszą napotkaną wiatę i miła niespodzianka. Spotykam tu kolejną wspaniałą postać ultra - Marka Miłoszewskiego, który właśnie konsumuje sobie śniadanko. Zamieniamy parę słów, zrzucam mokre ciuchy, zakładam suche skarpetki i od razu prosto do foliowych worków, aby ich nie zamoczyć, bo butów na zmianę nie miałem. Ciuchy pod peleryną też nieco namokły, więc może nieco przeschną od wiatru? http://mobile.team29er.pl/images/2021/MRDP/24.1.jpg Powoli zbliżam się do Przemyśla, drogi już niemal suche, często też wychodzi słoneczko zza chmur. Zaczynam liczyć kiedy tam będę. Nie jest źle, choć będzie spóźnienie w stosunku do pierwotnego planu, za to z mniejszym deficytem snu. Nagle wrzasnąłem "ała!" . Dosłownie na kilka km przed Przemyślem łapie mnie silny skurcz łydek! Zatrzymuję się i padam na ziemię. Nie jestem w stanie poruszyć nogami. Do tego jeszcze stoję na poboczu remontowanej drogi, co mi nie ułatwia sprawy. Szlag! Chwilę wcześnie był przystanek autobusowy i szeroka, wygodna ławeczka. Mógłbym w cywilizowanych warunkach doprowadzić się do porządku. Mniejsza już o to, działam! Masuję Łydki, ale bez efektu. Czyżby to koniec? No to inaczej - wypijam duszkiem dwa energetyki i zjadam dwie tabletki przeciwbólowe. Wstaję po chwili i próbuję jechać. Czuję się jak na haju - jakoś tak lekko, miękko, co oni leją do tych puszek??? A może to "odpowiednie" połączenie składników? Najważniejsze, że ból odpuścił i już normalnym tempem dojeżdżam do Przemyśla i do znanego mi od lat Hotelu "Albatros". Tam konsumuję znakomity obiadek w towarzystwie kilku zawodników. Gdybym zrealizował w 100% mój pierwotny plan, dziś rano ruszałbym stąd w dalszą drogę, ale jak już nie raz się przekonałem, plany planami, a rzeczywistość może wyglądać zupełnie inaczej. Jednak nie jest źle - nieco ponad 3 doby na pierwsze 1200 km, ale też dwie treściwie przespane noce. Dobra zaliczka na góry. Jedynie niepokoją mnie łydki przed najtrudniejszą częścią trasy tegoż maratonu. Niby odpuściły, ale na pierwszych podjazdach je wyraźnie czuję... Druga część za kilka dni. Oryginał tutaj (jeśli nie naruszam regulaminu forum): http://mobile.team29er.pl/ultramaratony/3286-maraton-rowerowy-dookola-polski-final#disqus_thread
    2 punkty
  13. Cześć Dzięki uprzejmości Wiesława: "Drodzy koledzy, nie mam zapędów celebryckich i nie jestem osobą aż tak znaczącą abyście wałkowali mój temat. Temat Skionline to dla mnie już historia i nie ma sensu tego rozkminiać. Cieszy mnie, że moja nieobecność wpłynie na rozwój tego szacownego medium i teraz tysiącami uaktywnią się osoby, które ze względu na moją obecność bały się pisać (bezwartościowych głupot...? 🙂 ). Jak ktoś chce pogadać, ze mną, o mnie (to raczej powinno być nierozłączne) to łatwo znajdzie namiary łącznie z adresem i telefonem. Pozdrawiam wszystkich bez wyjątku bardzo serdecznie. Trwajcie w ruchu ! PS W wymianie poglądów z kolegą Artixem, która stała się bezpośrednim powodem mojej czerwonej kartki nie użyłem żadnych słów wulgarnych czy obelżywych - to jest kłamstwo." I koniec. Jestem wdzięczny.
    1 punkt
  14. Cześć. Nie za często na forum piszę, bo choć jazda na nartach to moja największa pasja, to zbyt dobrze nie jeżdżąc, uważam, że na forum narciarskim należy pozwolić przede wszystkim mówić fachowcom. Na pewno Mitek jest fachowcem - w zakresie bezpieczeństwa i szkolenia, sądzę że to jeden z najlepszych speców. Po jego informacjach zamieszczanych na właśnie tym forum myślę, że wiem więcej, rozumiem i umiem wiecej. Naprawdę szkoda tracić cennych forumowiczów. Moja osobista opinia - JC przegiąłeś. Mnie też często wkurza maniera Mitka, ale to FORUM a nie prokuratura obecbych czasów. Różnimy się, mamy różne zdania i niechaj tak będzie. Pzdr A.
    1 punkt
  15. Sam spierałem się z Mitkiem i cisnął mi ostro ale nienawidzę całym sercem tego typu banowania i coraz powszechniejszej cenzury jaka tu ma miejsce. Tym to gorsze, że dotyczy w tym właściciela forum nazwijmy to starych chłopów. Czytałem konwersację między oboma Panami i jak za takie coś wywala się kogoś takiego to szczerze mam coraz mniej chęci zabierania tu głosu. Szkoda a Mitkowi wyrazy szacunku za poglądy i niech się realizuje w przyjaźniejszej atmosferze konkurencyjnego forum. Moim zdaniem to forum kogoś istotnego straciło a inne zyskało.
    1 punkt
  16. Daj mi pare dni 😄😄😄
    1 punkt
  17. Konie ? .. były ! - blisko ujścia całe stado.
    1 punkt
  18. Wybieram się za chwilę w dolinki podkrakowskie. Żona ich nigdy nie widziała. Na koniec obejrzymy Maczugę Herkulesa. Zobaczę, czy jeszcze skałki istnieją, czy też pomału są demontowane, na wapno budowlane. Opowiem żonie, jak tu w skałkach rodziło się polskie "Taternictwo". I że stąd wyszli zdobywcy ośmiotysięczników. Mam sklerozę i pomyliłem tematy. Więc wracam do właściwego. Czyli do banów, stosowanych przez Administratora, którego darzę wielkim szacunkiem, za próby ujarzmienia niektórych zbyt szczerych języków. Staram się też często być szczerym. Ale zbytnią szczerość owijam w tzw. aluzje. To jest zawsze dobre rozwiązanie. Stąd mam propozycję, aby autorów postów, którzy są przecież nieraz wartościowi, szczególnie dla zaczynających sie ślizgać po stokach, jakoś dalej udostępnić. Na szybko pomyślałem o jakimś kodzie. Dla tych co chcą sobie ich czytać. Szczegóły technicznie podadzą liczni na tym forum informatycy.
    1 punkt
  19. Ja Radomkę, zapamiętałem z tymi końmi, które nam przebiegły przed kajakami.
    1 punkt
  20. A najwięcej wypadków jest na niebieskich. PS. Ta trasa z Buczynki jest świetna, jest bardzo ciekawa, ma zakręty, jest nietypowa. A że łagodna? Przeżyję...
    1 punkt
  21. No nie wiem, nie wiem. Wydaje mi się, że hulajnoga ma szansę zaspokoić szersze spektrum zaszczepionych
    1 punkt
  22. Ostatnio na rowerze jechałem wzdłuż Olzy do ujścia do Odry, rzeka wygląda na całkiem ciekawie do spływu Olza Spływ kajakowy https://pl.mapy.cz/s/fejazejuse Ostatni odcinek Olzy 15km został udostępniony kajakarzom, ale tylko wytrawnym. Rzeka płynie co prawda szerokim korytem, ale napotykane jazy zaliczają się do bardzo niebezpiecznych; konieczne są przenoski. Spływ można rozpocząć już w okolicach Dziećmorowic. Po kilku kilometrach dopływa się do granicy - tutaj z prawej strony Olzę zasilają wody Piotrówki. Po 7,5 km od punktu startu osiągamy czeską wieś (a w niej przystań) Wierzniowice, gdzie najczęściej rozpoczyna się spływ Olzą. Do pokonania został ostatni, plus minus 7-kilometrowy odcinek spływu. Rzeka wpada do Odry w Zabełkowie, w którym kajakarze znajdą wygodną przystań. Długość spływu wynosi około 15 km. https://beskidy.slaskie.travel/poi/15570/splyw-kajakowy-olza-aktywnie
    1 punkt
  23. Nie wiem, ale myślę że forumowicze podpowiedzą Jadąc z południa PL na narty często zahaczamy o Wiedeń i w tym upatruję szansę na rabat, ale muszę przyznać że Wiedeńczycy przebili naszą hulajnogę
    1 punkt
  24. A na którym lodowcu jest dom publiczny?
    1 punkt
  25. Jedzie ktoś na lodowiec? Rabat w zamian za szczepienie przeciw COVID-19, w Wiedniu została zorganizowana akcja w ramach której każda zaszczepiona osoba otrzymuje 30 euro zniżki na usługi świadczone w domu publicznym Wiener Bordell bietet "Lange Nacht der Impfung"
    1 punkt
  26. Nadal odrabiam zaległości i nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się dojść do momentu, kiedy będę na bieżąco z wycieczkami i filmami. Była relacja z Łopienia, szkoda by zabrakło relacji z najwyższego szczytu Beskidu Wyspowego czyli Mogielicy. Z niej jeszcze ładniejsze widoki, bo otwiera się panorama na Gorce. Były wpisy odnośnie E-bike'ów w tym temacie. Na filmie możecie zobaczyć, że nie zawsze jest z nim po drodze - np. wyjście z Hali Stumorgowej na Mogielice z ebike'iem - zapomnij. Wiem, że znajdą się tacy co udowodnia, że się mylę, ale ogólnie rzecz biorąc, to nie ma żadnego sensu. A z manualem się da . No i jeszcze, kamienne głazy na zielonym szlaku tuż przy wyjściu na szczyt. Zapraszam jak macie wolną chwilę.
    1 punkt
  27. Cześć Mam dokładnie tak samo. Jedyną aktywnością, która w tym momencie sprawia mi przyjemność również samotnie jest jazda na rowerze, choć jak jadę z żoną (Rybelkiem) czy jeżdżącymi kolegami to TO JEST TO, ale kajaków czy nart już sobie chyba nie wyobrażam samotnie. Pozdrowienia
    1 punkt
  28. Dawno temu natrafiłem na książkową relację Marka Kamińskiego traktującą pośrednio o samotnym spływie Wisłą, miałem po tej lekturze pewne wątpliwości. Dotyczyły one głównie skali nagłaśniania wydarzenia oraz pozoru spływu samotnego, tymczasem z samotnością nie miało to wiele wspólnego. Każdego roku sporo osób spływa Wisłę nie robiąc z tego wielkiego "halo". Oni rzadko rozpoczynają pod Krakowem, najczęściej w Goczałkowicach czyli jeszcze sporo przed "0" kilometrem Wisły. W gronie znajomych tez jest kilku którzy ją całą spłynęli, jeden zbierał w ten sposób pieniądze na rzecz bardziej potrzebujących. Sam spotykałem na wodzie kajakarzy w trakcie takiego płynięcia. Podziwiam wszystkich którzy przepłynęli Wisłę zimą, całkiem samotnie, nie zmógł ich wiatr. Na Wiśle przeważają przeciwne wiatry, teren jest otwarty więc przy wietrze spora przeciwna fala. Trudno się pływa na długim dystansie samotnie, ja tego nie potrafię i nie lubię. Człowiek mimo wszystko jest zwierzęciem stadnym i potrzebuje człowieczego kontaktu. Wisłę poznałem i poznaję kawałkami, wtedy mam czas na jej obserwowanie, zadumę, refleksję. Pływam dla przyjemności przebywania z innymi na wodzie, w otoczeniu pięknej natury, nie dla samorealizacji czy notowania kolejnych dystansów. Dlatego liczę chwile czyli dni a nie kilometry. ... Uświadomiłem sobie teraz że od początku roku spędziłem na wodzie 25 dni, .. mam nadzieję na jeszcze kilka kolejnych. 😉
    1 punkt
  29. Podczas samego czytania mi tętno skacze
    1 punkt
  30. Proszę bardzo Magda. Ale po prawdzie to głównie zasługa Ani, ja czekałem jak towarzystwo bardziej rowerowe się uaktywni. Oboje obserwowaliśmy wyczyny Maćka od startu, a w zasadzie nawet wcześniej, bo początek wyścigu był w 2018 roku. Miśka jednak stwierdziła, że dłużej czekać nie będzie i ruszyła z relacją. Później było łatwo, Ania sprawdzała co z Maćkiem do 2 - 3 w nocy ja od 3. I tak dzionki uciekały do newralgicznego 10 dnia. No i Maciek pokazał pełną moc w momencie najbardziej odpowiednim. Pozdrawiam serdecznie.
    1 punkt
  31. I znów czas pozwolił by relacje ze Starych Wierchów ⛰️ zamienić na filmową opowieść o trasie. Tylko 17 km, ale w spokoju i bez pośpiechu a i tak można było nacieszyć oko widokami , zjeść zupę rydzową i zmęczyć się pod górę - jadąc i idąc. A i najważniejsze na tym forum - (2) stare i zapomniane małe stacje narciarskie -⛷️ Rdzawka i Obidowa ⛷️ - dajcie znać czy ktoś jeździł. Zapraszam.
    1 punkt
  32. Na przejechanie pierwszgo tysiąca Maciek potrzebował 2 dni i 7 godzin. Jedną z nocy Johnny spał. Tempo bardzo dobre, a do tego warunki atmosferyczne nie pomagają. Silny wiatr, deszcz i zimno. Teraz najtrudniejszy odcinek, ze wschodu na zachód przez góry. Po drodze możliwy śnieg. 3200 km w maksymalnie 10 dni. Ci co startują to nie są normalni ludzie. @johnny_narciarz powodzenia, oby sił mentalnych i fizycznych nie brakło.
    1 punkt
  33. Wiele razy prosiłem, żeby trzymać się tematu wątku. Nie mam czasu, każdego wieczoru rozkminiać, kto i kogo obraził. Ja dostaję każdego dnia kilka zgłoszeń od WAS, że ktoś kogoś obraził, że ktoś napisał coś, co komuś nie pasuje. Więc skoro użytkownik, piszący na forum, nie rozumie, nie szanuje i nie akceptuje mojej prośby, o to aby pisać na temat, nie obrażać innych, nie wchodzić na tematy polityczne religijne itd... to nie będę kolejny n-ty raz prosił. Napisałem jakiś czas temu, że tego typu wypowiedzi będą kasowane, a wątki nad którymi nie można zapanować zamykane. W ostateczności użytkownicy, którzy zasady te będą notorycznie naruszać będą banowani. I jeszcze na koniec. Ciekawe, że w wątkach dot. tematów narciarskie, nie ma tak zażartych dyskusji. Jeżeli ktoś ma potrzebę wyrażenia swoich poglądów politycznych, religijnych, koronawirusowych, to jest w sieci tysiące stron gdzie można to zrobić.
    1 punkt
  34. Jak tam ostatnio byłem, styczen 2018, to była zima, wiało, ale skitury były przednie!
    1 punkt
  35. Bieszczady szlak Wołosate- Tarnica na 100%
    1 punkt
  36. A wredna dlatego, że idąc na tę górkę od wsi Izby na początku jest sielankowo. Spacer kończy się stromą wspinaczką...Zejście jest najgorsze. Mimo wszystko Beskid Niski jest uroczy
    1 punkt
  37. Zostajemy w polskich górach... Jak nazywa się ta góra i dlaczego kojarzona jest z jedną ze służb mundurowych PL.?
    1 punkt
  38. Tak. Grań Baszt. Poniżej Brama Wolnego Królestwa Rysów
    1 punkt
  39. Widok na grań Mała Basta, Prednia Basta,Satana w oddali widać Kriwń na na dole Mięguszowiecka Dolina . Zdjęcie poniżej Chaty pod Rysami (ze szlaku)
    1 punkt
  40. Miałem okazję jechać tym wyciągiem na Koenigsleiten
    1 punkt
  41. 1 To są Kouty w Czechach (zbiornik elektrowni szczytowo pompowej widziany jest także z Cervonohorskego Sedla)
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...