Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      15

    • Liczba zawartości

      2 774


  2. marionen

    marionen

    Użytkownik forum


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      4 615


  3. cyniczny

    cyniczny

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      551


  4. pawelb91

    pawelb91

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      4 008


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 16.09.2022 uwzględniając wszystkie działy

  1. Na razie Alcaraz jest mega obiecującym tenistą, który jako najmłodszy w historii wygrał jeden turniej wielkoszlemowy. Do miana GOAT to jeszcze cholernie daleka droga, zwłaszcza, że Djokovic i Nadal mają tych tytułów ponad 20 każdy. Może niech Alcaraz wygra powiedzmy z 15 wtedy będzie można się zastanawiać. Generalnie co chwilę wyskakuje się z określeniami drugi Federer, Nadal, Djokovic, a potem przychodzą spadki formy, kontuzje, problemy z psychiką, czasem nawet przyśpieszony koniec kariery. Absolutnie nie życzę tego Alcrazowi, ale tak jak napisałem do bycia graczem wszechczasów to jeszcze baaardzo długa droga przed nim.
    5 punktów
  2. Udało Nam się wygospodarować kilka dni na objechanie kilku tras tu i ówdzie 😋, pogoda w kratkę ale jeździć trzeba 😘
    4 punkty
  3. Niestety masz rację, np Hintertux wygląda dużo gorzej od Dachsteinu. Na szczęście jutro ma tam spaść wreszcie sporo śniegu. Przez ostatnie tygodnie dzienna sprzedaż karnetów na lodowcu to kilka maksymalnie kilkanaście sztuk.
    2 punkty
  4. Operatorem wyciągów na Dachsteinie jest właściciel kolei linowych Planaibahnen, więc ... może decyzja o nieopłacalności inwestycji na lodowcu i zamknięciu tamtejszych orczyków miała dodatkowe powody, niż przedstawione oficjalnie.
    2 punkty
  5. Szklarska rządzi jak maja otwarte Lole na całej długości oraz Hale, plus FIS przejezdny.
    2 punkty
  6. Raz byłem w ty okresie i było ok. Większe na to szanse niż w Szczyrku
    2 punkty
  7. Tak, podają że trasy biegowe będą czynne. https://planetski.eu/2022/09/15/dachstein-glacier-to-remain-shut-this-season-as-climate-change-takes-its-toll/
    2 punkty
  8. Cześć Tak dla przypomnienia w wielllllllkim skrócie. Osobiście uważam, że w obecnym siłowym tenisie już takiego finezyjnego zawodnika jakim był pan Roger Federer nie będzie. Szkoda. pozdrawiam
    2 punkty
  9. Taka myśl: Kryzys? Mniejsze stacje będą szczególnie narażone na ryzyko! Które już nie przetrwały? Stożek. Zdjęcie z 2005 r. Nierówność trasy czerwonej została parę lat później zniwelowana Mimo czasowo tłumów na trasach w Polsce (przełom roku, ferie) małe stacje są narażone na szczególne ryzyko. Wzrost kosztów pracy, drastyczny wzrost ceny prądu, wzrost innych kosztów – to czynniki, które mogą dobić małe stacje, takie programowo nastawione na nieco mniej bogatego klienta. Na wstępie przypomnę, że wiele stacji w ostatnich latach już padło. Wymienię raptem kilka, skupiając się tylko na najnowszych deinwestycjach narciarskich: Przyłęków; właśnie w tym roku zdemontowano pozostałości (krótkich) wyciągów w Mesznej; padło prawie wszystko w Brennej; same się sypią nieczynne od paru lat wyciągi na stoku Rówienki w Wiśle; nie działa od paru lat Palenica w Ustroniu, ani Mała Palenica; przestała być eksploatowana Ochodzita w Koniakowie; od paru lat nieczynne są wyciągi w Szczawniku, choć tu burmistrz walczy o przywrócenie nart; padła zupełnie Malinka w Zgierzu. Oczywiście w znakomitej większości przypadków mowa o stacjach, które nie miały szans konkurować na rynku z nowoczesnymi gondolami i krzesłami, może poza Szczawnikiem – gdzie wyciąg był bardzo szybki i w miarę nowoczesny. Co będzie dalej? Jakie stacje są szczególnie narażone na ryzyko? Tego nie wiemy, wszystko zależy od tego, w jakim kierunku pójdzie narciarstwo w kryzysie (nie da się już go chyba uniknąć)? Wersje tego kierunku są dwie, obie równie prawdopodobne: Wariant A – stacje zostaną opuszczone przez przypadkowych klientów, zostaną tylko ci wytrwali, którzy nie wyobrażają sobie zimy bez nart. Ci, zwłaszcza młodzi (w nich kryzys uderzy najmocniej), dla których narty były tylko opcją, jedną z wielu, odpadną. Jeśli zrealizuje się ten wariant, wówczas nabiorą znaczenia trudne i wymagające, acz słynne trasy. Wiem, to niemal herezja, ale... chciałbym zwrócić uwagę, że w materiale dostępnym o inwestycjach w Szczyrku, mówi się o przywróceniu znaczenia Golgoty i Bieńkuli. Wówczas kryzys przeżyją stacje, jak to się mówi, gdzie zamiast trasy jest polana, a wysokość stacji górnej niespecjalnie różni się od wysokości stacji dolnej, vide: Małe Ciche albo Klepki. Wariant B – stacje zostaną opuszczone nie tyle przez przypadkowych klientów, tylko przez biednych klientów, także wspomnianych zapaleńców. Pozostanie bogata warszafka (jako typ klienta), jeżdżąca nie tyle na narty, co do SPA and wellness. Wówczas przetrwają stacje w tzw. kurortach (Białka, Krynica, Czarna Góra, Szczyrk), reszta może mieć drobny problemik, zwłaszcza stacje na uboczu, vide: Stożek, Soszów, czy Mosorny Groń. Więcej, link: Kryzys? Mniejsze stacje będą szczególnie narażone na ryzyko! Które już nie przetrwały? | Blog o nartach
    2 punkty
  10. Serfaus Fiss Ladis od 07-12-2022 do 23-12-2022 promocyjne ceny skipasów jak co roku. W tym roku sześciodniowy skipas w tym okresie z kartą gościa kosztował będzie 180 Eu. Pozdrawiam.
    2 punkty
  11. Witam w tygodniu i poza feriami jest bardzo dobrze pod względem ilości ludzi na stoku (Czarną Górę odwiedzam kilka, kilkanaście razy do roku od ponad 20 lat). Oby tylko warunki było dobre. A cena karnetów w przedsprzedaży według mnie bardzo dobra. Karnet 6 dniowy już zakupiony:)
    2 punkty
  12. Wiadomość dnia w świecie tenisa, Roger Federer ogłosił zakończenie sportowej kariery. Ostatni raz wystąpi za tydzień podczas turnieju Laver Cup. Generalnie gra jest między Europą, a resztą Świata. Do tej pory wszystkie edycje tej ciekawej i jedynej w swoim rodzaju imprezy tenisowej padały łupem Europy. Po raz pierwszy i jedyny w jednej drużynie zagrają Novak Djokovič, Rafael Nadal i Roger Federer. Lepszego pożegnania nie może Szwajcar sobie wymarzyć. Roger oddaje pola i o miano największego tenisisty GOAT pozostali idący na prawie jednakowym poziomie Novak Djokovič i Rafael Nadal...
    2 punkty
  13. Obserwując regularnie latem kamerki na lodowcach zauważyłem że właśnie na lodowcu Dachstein nie było aż takiego topnienia w tym roku jak na innych lodowcach (porównując zdjęcia z poprzednich lat). Co nie oznacza że mało się wytopiło, jak widać wystarczająco do decyzji o zamknięciu na sezon zimowy.
    1 punkt
  14. A tak strona wyświetla się w Austrii Ale brawo dla Ciebie za bystre oko.
    1 punkt
  15. Dzięki za wszystkie opinie. Nad marcem jeszcze się zastanowię bo planuje wtedy objechać kilka ośrodków na Słowacji - nie tych "topowych".
    1 punkt
  16. To ja mam wyjątkowego pecha do tego ośrodka, zawsze tłok, a czasami bywałem w tygodniu... widocznie to jakaś niechęć obopólna😉 wolę Szklarską, Karpacz, Zieleniec czy jakieś mniejsze stacje Dolnośląskie
    1 punkt
  17. widzewiak jest na skiforum, tutaj nie ma konta.
    1 punkt
  18. Ciekawa jestem, czy będą utrzymywane trasy biegowe - ośrodek szczycił się posiadaniem całorocznych "loip", na wysokości 2700 m. npm.
    1 punkt
  19. W marcu w tygodniu ja nie spotkałem tłumów. Można się najeździć.
    1 punkt
  20. Lodowiec Dachstein w tym sezonie nie będzie czynny. Jest tak zdegradowany przez okres letni, że nie ma szans na otwarcie... https://www.servustv.com/aktuelles/v/AAE8LSW6FY10YX862GFK/?fbclid=IwAR3qCgJWhDOnbnNFdvYlc3sIUetGXYRpMe2OzhLGDkrl7d6wPWAqGBtEDYg
    1 punkt
  21. Witam Zieleniec z przedsprzedażą rusza 24 września. https://zieleniec.pl/gotowi-na-nowy-sezon/
    1 punkt
  22. Film jest tylko o nowej gondoli. Co do pytań, to na większość znacie odpowiedź - czarna trasa, nowy - stary orczyk po południowej stronie, naśnieżanie. Były napisane przez Was powyżej. Co do pytań związanych z profitami z akcji nie uzyskałem odpowiedzi.
    1 punkt
  23. od kilku lat bywam w CG właśnie w tygodniu przedferyjnym. Sytuację tegoroczną nakreślił kolega powyżej i... z reguły tak bywa co roku . Niestety wszystko zależy od pogody a marzy mi się taka jaką miałem przez dwa tygodnie marcowe , również CG. BTW 8-14 01. już miejscówka zarezerwowana a karnet kupiony
    1 punkt
  24. Byłem w tym rok temu właśnie po 3 królach, z tego co pamiętam to był dzień że nie działała C a drugiego D, A i B otwarte cały czas. Dla mnie każdy dzień wyglądał z grubsza tak samo, rano kilka zjazdów po A/B i ewakuacja na Żmije. Na Luxtorpedzie już się robiły kolejki, a przez tłok obie trasy szybko się degradowały w newralgicznych miejscach.
    1 punkt
  25. Lato się kończy, parę moich ulubionych zdjęć.
    1 punkt
  26. Juliany wyjątkowo przeskalowane z dwoma wyciągami. Polityka maksymalnego skubania rynku. Będzie tam ciasno, więc niebezpiecznie. Białka bis.
    1 punkt
  27. Albis - Labe - Elbe - Łaba. Na krótkim odcinku w Szwajcarii Czesko-Saksońskiej jest rzeką graniczną, ale ponad dwie trzecie jej długości (blisko 800 km) przypada na odcinek niemiecki. Po relacji z Czech zapraszam na drugą część bloga z Elberadweg - szlaku w granicach Republiki Federalnej Niemiec, a przynajmniej tej jego części, którą udało się nam przejechać w sierpniu tego roku. Niedziela, 21 sierpnia W niedzielę rano ciężkie chmury wisiały jeszcze nad doliną Łaby, ale przestało już padać. Wkrótce po wyjeździe z Dečina docieramy do granicy. Trochę się dziwimy, że opuszczamy terytorium ... Czechosłowacji : Jadąc po niemieckiej stronie mamy widok na Hřensko - bramę do najciekawszych szlaków Szwajcarii Czeskiej. Ciekawostka: Hřensko jest najniżej położoną miejscowością Czech - 115 m npm. Po niedawnych pożarach w obydwu parkach narodowych wznowiono już ruch promów na Łabie i otwarto szosę łączącą Hřensko z niemieckim Bad Schandau oraz część szlaków turystycznych. Do odwołania nieczynny jest szlak do Pravcickiej Bramy i wąwóz Kamienicy, gdzie pożar był najstraszniejszy. Znad rzeki nie widać szlaków pożogi - niestety okolica zmaga się również z plagą kornika-drukarza, który spustoszył świerkowe lasy i to już bardzo widać. Pijemy pierwszą niemiecką kawę i podziwiamy panoramę Bad Schandau: Przełom Łaby - część niemiecka: Twierdza Königstein - podziwiamy z dołu: Z lewego brzegu przeprawiamy się promem na prawy, do uroczego Kurort Rathen, skąd zaczyna się szlak pieszy do skalnych baszt (Bastei), górujących nad Łabą: Sakwy zostawiamy w jednej z restauracji, rowery przypinamy na zewnątrz i ruszamy na wędrówkę. Widoki? Sami zobaczcie! A to już pobliska Pirna: Na wieczór zajeżdżamy do Drezna - okazuje się, że zarezerwowany przez booking apartament jest w bardzo alternatywnej dzielnicy Nordstadt - pełnej knajpek, klubów, graffiti itp. Ciekawa okolica i pełna życia, choć w nocy było nawet spokojnie.
    1 punkt
  28. Nareszcie doczekałam się tegorocznego urlopu - dwa tygodnie rowerowej laby! Wróć - nie laby, tylko Łaby. Jak było? Świetny i urozmaicony szlak, zarówno dla miłośników zwiedzania jak i pięknych krajobrazów. Cała trasa ma blisko 1300 km długości, z czego 370 km przypada na Czechy, a pozostała część na Niemcy. Na jedną wyprawę to dużo, ale rzeka jest na tyle blisko Polski, że można trasę podzielić na odcinki, albo wybrać jej fragment. Tak właśnie zrobiliśmy i my tego lata. Niedziela, 14 sierpnia Jest niedzielny poranek, szósta rano, w środku długiego, sierpniowego weekendu. Piękny wschód słońca. Zaspana córka podwozi mnie i moją drugą połówkę na dworzec, na Intercity "Matejko". Szczecin-Przemyśl to prawie najdłuższa trasa kolejowa w Polsce. My jednak jedziemy nim tylko do Wrocławia, gdzie mamy przesiadkę. W tym roku urlop będzie "eko" - auto zostaje w domu, a my dojedziemy do Łaby pociągiem i rowerami. Benzyna droga, inflacja i kryzys paliwowy szaleją, więc cena za bilety kolejowe dla dwóch osób z rowerami (przezornie kupione z miesięcznym wyprzedzeniem) - jedyne 74,20 zł - cieszy. Jakaś ekstra promocja weekendowo-grupowa, bo cena bazowa była dwa razy wyższa. W pociągu haki na rowery (obok stojaków na narty!) i półki na sakwy. We Wrocławiu okazuje się, że TLK z Warszawy ma półtorej godziny opóźnienia, które dalej rośnie. Udaje nam się przebukować bilety na pociąg Kolei Dolnośląskich, ale w Sędzisławiu - gdzie mieliśmy spotkać się z zaprzyjaźnioną parą z Krakowa, będziemy godzinę później. Umawiamy się więc ze znajomymi w Kamiennej Górze, gdzie można coś zjeść przed dalszą drogą. Polregio KD nabity ludźmi i rowerami, dobrze, że jedziemy niedaleko. Okazuje się, że nasi przyjaciele mają awarię roweru - dosłownie rozsypała się sztyca siodełka. A tutaj niedziela i żaden serwis nie pracuje. Co za pech! Na miejscu, w Kamiennej Górze zastanawiamy się, czy uda się zablokować sztycę, która wpada do rury podsiodłowej. Wpadam na pomysł, aby wykorzystać butelkę Cisowianki do redukcji średnicy, oklejamy sztycę taśmą - i proszę! Prowizorka, bo prowizorka, ale dało się dojechać przynajmniej na nocleg w Czechach, a następnego dnia poszukać czynnego sklepu rowerowego z serwisem. Z Kamiennej Góry jedziemy do Krzeszowa bardzo wygodną i widokową DDR-ką. Góry na razie mamy tylko na horyzoncie. W Krzeszowie, w opactwie benedyktynek, trwają przygotowania do odpustu 15 sierpnia. Oglądamy zespół klasztorny i barokowy kościół: Dalej kierujemy się w stronę Chełmska Śląskiego. To urokliwe, nieco senne miasteczko, zdecydowanie na uboczu. Warto obejrzeć zabytkowy rynek i bardzo ciekawe, drewniane Domy Tkaczy z XVII wieku: Za Chełmskiem zaczyna się podjazd w stronę granicy. Ale nie jest ani bardzo stromy, ani szczególnie długi, więc jedzie się dobrze, nawet z sakwami. Ostatnia wioska po polskiej stronie to Okrzeszyn. Tutaj kończy się asfalt, a granicę pokonujemy szutrową drogą. Po czeskiej stronie dojeżdżamy do szosy, która na szczęście okazuje się niezbyt ruchliwa i spektakularnym zjazdem - mijając ośrodek narciarski Petrzikowice - dojeżdżamy do przedmieść Trutnova, gdzie mamy zarezerwowany nocleg. Do Łaby coraz bliżej. [cdn.]
    1 punkt
  29. Piątek, 27 sierpnia Powrót pociągiem zaplanowaliśmy na piątek, w godzinach przedpołudniowych - aby uniknąć weekendowego tłoku w Deutsche Bahn. Wiadomo - bilet za 9 euro cieszy się popularnością, a jeden z pociągów naszego połączenia jedzie do Stralsundu, czyli nad morze. Rano mamy jeszcze trochę czasu, żeby pokręcić się po Magdeburgu, bo poprzedniego dnia już było za późno. Ostatnia fotka nad Łabą: Katedra - podobnie jak w Dreźnie - odbudowana z gruzów po wojnie. Udaje się wejść do środka przed nabożeństwem, choć oficjalnie nie ma o tej porze zwiedzania. A po przeciwnej stronie placu - Zielona Cytadela. Ostatni projekt Friedensreicha Hundertwassera, wzniesiony w 2005 roku. Gdy byłam w Magdeburgu w 2008 roku, cytadela była dużo bardziej różowa - przez kilkanaście lat drzewa urosły i coraz bardziej korespondują z nazwą obiektu: Pora zbierać się na dworzec. W pociągu dość tłoczno i duszno - cały przedział rowerowy zawalony sprzętem i kłótnie, kto i dlaczego ma wstać. Tłumy również na dworcu Berlin Hauptbahnhof i oblężone windy. Czterdzieści minut na przesiadkę okazuje się zapasem w sam raz, zanim przeniesiemy się z górnego poziomu na dolny i na właściwy peron. W składzie do Stralsundu już luźniej i więcej miejsca na rowery. Wysiadamy w Pasewalku, a ponieważ jest jeszcze "młoda" godzina, to zamiast jechać kolejnym pociągiem do przygranicznego Tantow, ostatnie 50 km pokonujemy rowerami - przy okazji pokazując naszym znajomym z Krakowa, gdzie jeździmy na co dzień. Robimy sobie postój w Krugsdorfie, żeby obejrzeć pałac i odpocząć trochę nad jeziorkiem Kiessee. Granicę przekraczamy w Dobieszczynie. Na liczniku ponad 900 km. Wyprawę kończymy następnego dnia rundką honorową i pamiątkowym zdjęciem w Szczecinie. Mam nadzieję, że dane mi będzie kiedyś dokończyć szlak Łaby odcinkiem w północnych Niemczech, aż do ujścia w Cuxhaven. A może w odwrotnym kierunku? O ile w Czechach, zasadniczo do okolic Pragi jedzie się "z górki", to w Niemczech jechaliśmy ... pod wiatr, czasem naprawdę silny i uciążliwy. Dlatego też większość niemieckich sakwiarzy spotykaliśmy jadących z naprzeciwka. I generalnie ten niemiecki odcinek jest bardziej popularny - od wielu lat wybierany jest przez ADFC jako najlepszy długodystansowy szlak rowerowy. Choć nam bardzo podobało się również w Czechach i ten czeski odcinek też polecamy. Z noclegami na trasie nie ma problemu, o ile nie traficie na jakiś festiwal czy inną masową imprezę. Ceny - od 900 do 2000 koron za dwójkę w Czechach i analogicznie od 52 do 72 euro w Niemczech, w zależności od standardu oraz opcji zjedzenia śniadania. Cała trasa zasadniczo jest dobrze skomunikowana koleją, więc można kombinować z odcinkami według własnej koncepcji i możliwości. Polecam też stronę: https://www.elberadweg.de/ - są różne wersje językowe, niestety polskiej brak. I niezawodną radreise-wiki z roadbookiem (po niemiecku): https://radreise-wiki.de/Elbe
    1 punkt
  30. Czwartek, 25 sierpnia Ostatni dzień naszej wyprawy wzdłuż Łaby i najdłuższy dystans, bo ponad 100 km. Początek nawet fajny, druga część dnia - nieco mniej. Taka trochę monotonna jazda wałami przeciwpowodziowymi przez średnio ciekawy krajobraz. Ale od początku: Zaraz rano przeprawiliśmy się w Coswig na drugi brzeg. Szlak niby zasadniczo prowadzi obydwoma brzegami, ale w praktyce często jednak ten "drugi" wariant to nieatrakcyjne objazdy, słabo oznakowane. A że mostów na naszym odcinku jest niewiele, to pozostają promy. Trzy razy przeprawialiśmy się tego dnia w ten sposób. Cena? 1.50-2.00 euro za osobę i rower. Widok z promu na panoramę Coswig: Niedaleko zatrzymujemy się w pięknych ogrodach w Wörlitz - na drugie śniadanie i na zrobienie porządku z rowerem Mai, której schodzi powietrze i to z obu kół: Kolejny przystanek to Dessau - w sumie ciekawe miasto z licznymi obiektami architektury nurtu Bauhaus. Patrząc na te nowoczesne budowle, aż trudno uwierzyć, że powstały sto lat temu. Most na Łabie - już współczesny, ale pasuje do kolorytu miasta: Kolejny prom w Breitenhagen i ostatni - w Barby: Jeszcze parę obrazków z trasy: Pod wieczór zatrzymujemy się na kolację w Schönebeck, a do Magdeburga docieramy już o zmierzchu: "Z tak daleka, aż tutaj" - głosi napis na moście. To dobre podsumowanie naszej wyprawy. [cdn.]
    1 punkt
  31. Środa, 24 sierpnia Szlak rowerowy Łaby na północnych krańcach Saksonii i w Saksonii-Anhalt prowadzi głównie przez tereny rolnicze i wały powodziowe - niekiedy oddalone od rzeki o kilka kilometrów. Mało mam zdjęć z "terenu" z tego dnia, bo i co tu fotografować? Czasem zbliżamy się do rzeki - wtedy widoki są ładniejsze: Naszym celem tego dnia jest miasto Marcina Lutra i reformacji - Wittenberga. W Elster (niedaleko ujścia Elstery do Łaby) zmieniamy lewy brzeg na prawy, korzystając z jednego z promów. Mostów na Łabie na tym odcinku nie ma zbyt wiele i są czasem oddalone od siebie o wiele kilometrów: Sama Witenberga jest przepiękna i bardzo niemiecka. To wręcz esencja protestanckiego ducha środkowych Niemiec, a świetnie zachowana renesansowa zabudowa i liczne tablice pamiątkowe działają na wyobraźnię. Łatwo poczuć się tutaj jak w burzliwych czasach XVI wieku, kiedy mieszkali w mieście Marcin Luter, Lukas Cranach, Filip Melanchton czy Thomas Müntzer. W Wittenberdze jesteśmy w dniu, który jest świętem narodowym Ukrainy. Tutejsza społeczność uchodźców zbiera się właśnie na rynku, pod pomnikiem Lutra. Trochę abstrakcyjnie brzmi w tej scenerii odśpiewana gromko "Czerwona Kalyna", ale w sumie - czemu, nie? Żal mi trochę opuszczać to miasto i mam odczucie niedosytu. Ale chcąc dojechać następnego dnia do Magdeburga, musimy podciągnąć jeszcze przynajmniej kilkanaście kilometrów. Nocujemy w Coswig - dość nijakim i prowincjonalnym miasteczku, w pensjonacie "Pod złotym winogronem". [cdn.]
    1 punkt
  32. Wtorek, 23 sierpnia We wtorek rano przekropił nas jeszcze lekko deszcz - ostatni w trakcie naszej wyprawy. Przeczekaliśmy pod wiatką i ruszyliśmy dalej przez saksońską krainę pałaców i winnic. Opactwo cysterek Marienstein w Mühlberg/Elbe. Tutaj zahaczamy nawet o skrawek Brandenburgii. Belgern: Torgau z pięknym zamkiem, w którego fosie mieszkają ... trzy niedźwiedzie: Nocleg znajdujemy kilka kilometrów za Torgau, na kwaterze prywatnej u miłej, starszej pani. [cdn.]
    1 punkt
  33. Poniedziałek, 22 sierpnia Tego dnia było więcej zwiedzania, niż jeżdżenia, dlatego kilometraż (53 km) niezbyt imponujący. Apartament w Dreźnie mogliśmy zatrzymać do godziny 13.00, było więc sporo czasu, aby objechać atrakcje, choć oczywiście bez zwiedzania licznych muzeów. Te mam zresztą już zobaczone, gdy byłam w Dreźnie dziesięć lat temu. Drezno, to takie nietypowa metropolia, w którym tzw. Nowe Miasto (Dresden Neustadt), w którym nocowaliśmy, jest starsze niż starówka - Altstadt, zbombardowana w czasie wojny. Wszystkie zabytki to rekonstrukcje - niektóre całkiem nowe, bo odbudowę Katedry zakończono ledwie kilkanaście lat temu. Neustadt, przed fasadą naszego hostelu: Fantazji nie brakuje również właścicielom samochodów - pardon, trabancików: Na drezdeńskiej starówce - katedra (katolicka) pw. Świętej Trójcy (po lewej) i zamek Wettynów (po prawej): Gmach opery: Zwinger - z rozgrzebanym remontem, ale dało się znaleźć fotogeniczne zakamarki: Katedra luterańska pw. Marii Panny (Frauenkirche) Z widokiem na jedną z uliczek: Orszak książęcy z miśnieńskiej ceramiki - bardzo znane miejsce w Dreźnie: Akcent rowerowy - można i tak zwiedzać Drezno: Łaba w Dreźnie: I panoramka na "do widzenia": Ruszamy na północny zachód - w stronę Miśni: Otóż i ona. Miśnia - Meißen. Uniknęła losu Drezna i zachowała swoją historyczną zabudowę. A co za Miśnią? Za Miśnią zaczyna się najmniejszy region winiarski Niemiec - nawet nie wiedziałam, że Saksonia ma takie tradycje. Mijamy winnice na zboczach wzgórz, a nocleg wypada nam w pensjonacie "końskim", z własną ujeżdżalnią, świetną kuchnią i cudnym zachodem słońca. [cdn.]
    1 punkt
  34. Sobota, 20 sierpnia Prognozy się sprawdziły - faktycznie leje deszcz. Do popołudnia nieprzerwanie i intensywnie, więc nudzimy się trochę w pokoju. Ale po szesnastej deszcz słabnie, więc idziemy się trochę przejść na Łabskie Piaskowce nad miasteczkiem i po samym Děčínie. [cdn.]
    1 punkt
  35. Piątek, 19 sierpnia Rysujące się od rana na horyzoncie sylwetki gór zdradzają, co nas czeka tego dnia. Wjeżdżamy w najładniejszy krajobrazowo odcinek szlaku nad Łabą - Średniogórze Czeskie, które następnie przechodzi w pasmo Szwajcarii Czesko-Saksońskiej. Litomierzyce: Nie da się ukryć, że powoli zbliżamy się do niemieckiej granicy: Odpoczynek z pięknym widokiem na Czeską Bramę - Porta Bohemica: Dalej jest jeszcze lepiej, bo wjeżdżamy w głęboki, skalny kanion: Dojeżdżamy do elektrowni Střekov pod Usti nad Labem. Generalnie na czeskim odcinku Łaba jest uregulowana poprzez liczne zapory i stopnie wodne. Nie ma ich za to wcale już później w Niemczech, gdzie rzeka odzyskuje nieco bardziej pierwotny charakter. Nad konstrukcją hydroelektrowni wznosi się efektownie warowny zamek: Po cukierkowych czeskich miasteczkach, które mijaliśmy w ostatnich dniach, Usti nad Labem nas rozczarowało - po wojennych bombardowaniach śródmieście odbudowano nieciekawie, a jedynym atrakcyjnym i fotogenicznym miejscem jest chyba most ma Łabie: Dalej też ładnie, czasem jakiś bunkier się trafi: Kapliczka przypominająca o niedawnych powodziach: Wkrótce dojeżdżamy do Děčína - ostatniego miasta po czeskiej stronie. Tutaj mamy nocleg, a nawet dwa, bo w sobotę zaplanowaliśmy sobie dzień "postojowy", zwłaszcza, że prognozy są nieciekawe - ma lać. Jeszcze kilka zdjęć z Děčína: Zamek, w którym ponoć nocował między innymi Fryderyk Chopin: Jest tutaj również - praktycznie w samym mieście - via ferrata: Pastyrska stena: [cdn.]
    1 punkt
  36. Środa, 17 sierpnia Z czym kojarzy się Kraj Pardubicki? Oczywiście - Wielka Pardubicka! Wyścigi konne wśród pól i siwe konie rasy kladrubskiej. Do do Kladrub nad Łabą i cesarskiej stajni Franciszka Józefa wiedzie nas łabski szlak w środowy ranek. I Łaba tutaj taka dzika ... Wkrótce szlak wspina się na wzgórze w Tyńcu nad Łabą, gdzie odłączamy się na czas jakiś od rzeki. Dziesięć kilometrów drogi po słonecznych pagórkach dzieli nas od Kutnej Hory ze wspaniałymi zabytkami, wpisanymi na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Słońce praży niemiłosiernie i temperatura rośnie do ponad trzydziestu stopni, a my mozolnie robimy kolejne metry przewyższenia. Wreszcie rysują się na horyzoncie dostojne sylwetki kościelnych wież Kutnej Hory. Najpierw Sedlec i trochę makabryczna Kaplica Czaszek z XVIII wieku. W samej krypcie ossuarium - z gigantycznym żyrandolem z ludzkich kości - nie można robić zdjęć. Jedynie przez szybkę, kondygnację wyżej. Vanitas ... Bardziej niż memento mori przemawia do nas jednak carpe diem, jedziemy więc podziwiać dalsze skarby Kutnej Hory. Po drodze nostalgiczne stare skody: W najwyższym punkcie miasta stoi przepiękny kościół św. Barbary: Zjeżdżamy z Kutnej Hory z powrotem w stronę doliny Łaby. To nie Chorwacja, to Kolin (choć temperatury - jak nad Śródziemnym ☀️😞 Przy mrożonej kawie i tostach na kolińskim rynku rezerwujemy kolejny nocleg. Wyboru za bardzo nie ma - ale wolny jest apartament w czterogwiazdkowym hotelu w Nymburku. Trochę drogo, lecz cóż zrobić. Po drodze mijamy bokiem Podiebrady, z lekkim żalem i refrenem piosenki Jaromira Nohavicy z tyłu głowy ("A schody jadą, choć mogłyby stać, na stacji Jerzego z Poděbradu"). Może kiedyś wrócimy pozwiedzać. Ale Nymburk wieczorem też jest cudny ... [cdn.]
    1 punkt
  37. Wtorek, 16 sierpnia Rano wyjaśniła się zagadka, dlaczego nie mogliśmy znaleźć w okolicy noclegu. Otóż właśnie skończył się wielki festiwal muzyczny "Brutal Assault" w Josefovie, organizowany co roku w sierpniu pod murami twierdzy. Jaka muza? Death metal ☠️ Chyba fani już jednak wyjechali, bo na terenie koncertów trwał demontaż i sprzątanie, a w miasteczku już tylko gdzie nie gdzie powiewały smętnie ostatnie banery. Josefov bardzo różni się od pocztówkowych czeskich miasteczek, mijanych przez nas nad Łabą. Zachował niezmieniony układ urbanistyczny osiemnastowiecznej twierdzy, choć nigdy jako twierdza nie był wykorzystywany - pełnił funkcję więzienia i koszar dla różnych wojsk. Ostatnio, do lat 90-tych XX wieku, stacjonowały tutaj garnizony radzieckie. Teraz większość budynków to pustostany, mocno nadgryzione zębem czasu. Niektóre pełnią ponoć rolę scenografii do filmów. Na paradnym i ogromnym placu centralnym, stoi kościół garnizonowy z wieeeelkimi wrotami: Pokręciliśmy się trochę po klimatycznych uliczkach - niestety brakło czasu, aby zwiedzić kazamaty. Jedziemy dalej przez Kotlinę Czeską - w stronę królewskiego miasta Hradec Kralove: I kolejny most na Łabie - już przy wjeździe do miasta: W Hradec Kralove kolorowe kamieniczki starego miasta przyciągają wzrok, szkoda tylko, że rynek zamieniono na wielki parking. Pomiędzy wieżami kościelnymi przycupnęła skromnie kamieniczka siedziby rektoratu tamtejszego uniwersytetu. I jeszcze secesyjna elektrownia wodna z początku XX wieku: Za miastem - na trasie do Pardubic: Same Pardubice są chyba najbardziej eleganckim miastem, przez które przejeżdżaliśmy. A może to wrażenie to też zasługa wspaniałej pogody? Zamek: Pernštejnské náměstí w historycznym centrum miasta - na pierwszym zdjęciu ratusz, na drugim w tle - Zielona Brama: Nie ujechaliśmy tego dnia zbyt daleko - jedynie 65 kilometrów, ale jak tu minąć takie cuda i nie zatrzymać się? Nocleg wypadł nam w Přelouč - hotel był kiepski i blisko dworca, ale miasteczko całkiem ładne: [cdn.]
    1 punkt
  38. Poniedziałek, 15 sierpnia Pierwszą sprawą do załatwienia tego dnia było znalezienie serwisu rowerowego w Trutnovie i naprawa sztycy w krossie koleżanki. Kawałka sztycy, który wpadł do rury podsiodłowej i się zaklinował, nie udało się wyciągnąć, ale nowa sztyca została docięta flexem na wymiar i zamocowana. Można jechać dalej. Warto zatrzymać się w Trutnovie na chwilę przy jednym z mostów na Upie i na starówce - obejrzeć ładnie położony rynek z wielkim smokiem na fasadzie ratusza. Już od rana miasto tętni życiem i przyciąga turystów. Pierwsze skojarzenie - fontanna Neptuna. Ale co robiłby Neptun w Trutnovie? Przy bliższym poznaniu okazało się, że to nie Neptun, lecz Karkonosz - Duch Gór, a w ręku trzyma nie trójząb, ale kij wędrowca. Przy dworcu kolejowym znajdujemy ciekawy, wielopoziomowy parking rowerowy z automatyczną windą. A z dworca można dostać się pociągiem na początek Labskiej stezky we Vrchlabi, albo jeszcze wyżej - do Szpindlerowego Młyna (podobno jeżdżą w lecie cyklobusy z Vrchlabi). Dla chętnych jest jeszcze opcja wtaszczenia roweru wyciągiem na Medvedin i dojechanie do schroniska - Labskiej Boudy, a stamtąd dojście do źródeł Łaby. U źródeł Łaby byliśmy już w lipcu, podczas naszej wędrówki Głównym Szlakiem Sudeckim. Pozostaje nam więc teraz "odhaczyć" po kolei miasta, których herby tworzą mozaikę. Opcja z dojazdem pociągiem do Vrchlabi niestety jakoś mi umknęła na etapie planowania trasy, bo skupiłam się nad możliwościami dotarcia nad Łabę rowerem. Z Trutnova do Vrchlabi raczej słabo, bo nie da się ominąć głównych dróg - a chcieliśmy uniknąć jazdy z sakwami w dużym ruchu samochodowym. Ale jest fajna trasa nr 4300 do następnego miasteczka - Hostinne. Po drodze wioska Vlčice, w której pomieszkiwał Jan Amos Komeński i nawet ponoć pracował w bibliotece tamtejszego zamku nad swoją "Didactica magna". Na horyzoncie widoki na stoki narciarskie Černej Hory w Jańskich Łaźniach: W Hostinnem zjeźdżamy nad Łabę, na ok. 50-tym kilometrze biegu rzeki. Od tego momentu będą nas prowadzić drogowskazy Labskiej cyklotrasy nr 2. Generalnie oznakowanie tras rowerowych w Czechach jest bardzo dobre. Szlaki - lokalne i długodystansowe - są ponumerowane, porządnie opisane i łatwo odnaleźć ich przebieg w terenie. Jakość nawierzchni jest natomiast bardzo różna. Prowadzą w większości bocznymi, mało uczęszczanymi drogami asfaltowymi, ale sporo jest fragmentów z brukiem, gruntowych czy szutrowych, zdecydowanie mniej jest typowych ścieżek dla rowerów. Poza krótkim fragmentem w granicach miasteczka Hostinnne szlak odchodzi od rzeki, albo biegnie asfaltową szosą wysoko nad zalesionym wąwozem i dopiero w okolicach zapory wodnej Les Kralovstvi ponownie prowadzi przy korycie Łaby. Na rynku w Dvůr Králové nad Labem (znanego z ogrodu zoologicznego) Bardziej terenowy fragment trasy przed Kuks: Samo Kuks to barokowa perełka - kurort-rezydencja, w którym mieścił się okazały szpital sanatoryjny z ogrodem, Kuks było też ważnym ośrodkiem sztuki drukarskiej w XVII w. Widok na szpital i jego ogrody: I na muzeum starodruków (prywatne): Po muzeum oprowadzał nas jego kustosz - emerytowany profesor muzyki i historii. Człowiek wielkiej pasji i erudycji. To była prawdziwa przyjemność. Miło się spacerowało po Kuks i jego zabytkach, ale czas upływał i trzeba było coś postanowić w sprawie noclegu, szczególnie, że na wieczór zapowiadane były burze i ulewy. Postanowiliśmy dojechać do miasteczka Jaromeř i tam coś poszukać. Niestety odbiliśmy się od jednych, drugich, trzecich drzwi ... W końcu udało się w pobliskim Josefovie. Akurat wolny był na jedną noc apartament w dawnej oberży z XVIII wieku, z czasów, gdy - na polecenie wspomnianego już w tym wpisie cesarza Józefa II - powstawała twierdza. Dzisiaj pensjonat Wunsch prowadzi potomek mistrza kamieniarskiego, który budował fortyfikacje i sam budynek. Bardzo sympatyczny właściciel i bardzo sympatyczne miejsce - jeśli będziecie w pobliżu, to szczerze polecam. A więcej o twierdzy Josefov - w kolejnym wpisie. [cdn.]
    1 punkt
  39. Nie wiem na ile to wiarygodna informacja, ale na słowackim skiforum zamieszczono wykaz ośrodków, które mają być czynne - i nieciekawie to wygląda. Większość ośrodków z tzw. II ligi (czyli poza TMR) albo ma nie być czynna, albo czynna bez naśnieżania (Rużomberok, Donovaly, Kubinska Hola, Salamandra, Skalka...). Wyszłoby na to, że autor wątku miał jednak rację.
    0 punktów
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...