Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 10 Październik 2026
-
Rok
10 Październik 2025 - 10 Październik 2026
-
Miesiąc
10 Wrzesień 2026 - 10 Październik 2026
-
Tydzień
3 Październik 2026 - 10 Październik 2026
-
Dzisiaj
10 Październik 2026
-
Wprowadź datę
04.11.2023 - 04.11.2023
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 04.11.2023 uwzględniając wszystkie działy
-
6 punktów
-
Mając wiarę w ekipę SCEC i stojąca za tym filozofią : nie bosu, nie cyrkowe ćwiczenia tylko kanon dobrze zaplanowany i dobrze wykonany. To, że na YT lub Insta fajniej wygląda balansowanie na piłce nie oznacza, że na tym polega przygotowanie pod narciarstwo. A niestety atrakcyjne obrazki kształtują (nie)świadomość. Powyższe piszę po tym, jak Curexa oddałem innemu trenerowi na siłkę ("Tata, inaczej to jak powiem ze nie chce to się pokłócimy i nie pojdziemy") a całość kontroluje doskonała fizjoEmi .. I tak sobie skaczą, dźwigają, przysiady robią, martwy ciąg plus dodatki .. cudów nie trzeba - ruszać się trzeba, byle mądrze a nie jak małpa w cyrku. M.2 punkty
-
Czy wiesz, że... [Analiza danych z Lanove-drahy.cz] Link i dane: Czy wiesz, że...? | Twój instruktor (twojinstruktor.blogspot.com) Cytuję: Narciarzu! — Czy wiesz, że...? – Rekordowym czasem - jeśli chodzi o boom inwestycyjny w koleje linowe - był rok 2008. Wybudowano wówczas w Polsce aż 13 nowych kolei linowych, z czego 10 narciarskich (w tym m,in. kolej Soszów) oraz 3 obsługujące skocznie narciarskie. – Rok tenże (2008) podsumowywał boom inwestycyjny, który trwał od mniej więcej 2000 roku. Rok później wybudowano 8 kolei. W całych latach 2000-2009 wybudowano w Polsce 57 kolei linowych. – W latach 2010-2011 mieliśmy 1. lekki zastój - dokończono wcześniej zaczęte inwestycje, w tym m.in. Cieńków. – Lata 2013-2018 to kolejny boom - w tym czasie między innymi nastąpiła modernizacja Szczyrku. – Lata 2019-2021 to czas ewidentnego kryzysu inwestycyjnego. – Ostatnie 2 lata (2022-2023) coś ruszyło, przy czym do inwestycji 2023 r. zaliczają się jeszcze niezrealizowane (Doliny III) lub niedokończone (Siódemka na Jaworzynie Krynickiej). Warto też zauważyć, że ruszyło głównie w... inwestycjach pośrednio państwowych: PKL, COS. Dla mnie, ekonomisty, ciekawe jest to, że inwestycje (lub ich brak) w koleje linowe doskonale oddają stan gospodarki i związany z tym zapał inwestycyjny inwestorów. Narciarstwo bowiem pierwsze konsumuje nadmiar środków na rynku i - niestety - pierwsze też staje się ofiarą ich braku. A inwestorzy szacują: — Ilu narciarzy mogą mieć na stoku i ile na tym mogą zarobić?2 punkty
-
Cześć. Oczywiście masz rację. Nigdy nie pisałem, że nic oprócz narciarstwa nie robię. Odniosłem się tylko do tego fragmentu... Na siłowni nigdy nie byłem i tej terminologi nie kojarzę kompletnie. Na szczęście ruszam się codziennie, choć nie w tak wyszukany sposób jak opisany przez Ciebie. Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego sezonu narciarskiego.🙂2 punkty
-
Może po tych rozstrzygnięciach w Karlikowie coś się ruszy https://nowiny24.pl/wyciag-w-karlikowie-ma-juz-nowego-wlasciciela/ar/c3-18039859 trzymam kciuki, będzie o co zahaczyć wracając ze skiturow w Bieszczadach Pozdrawiam mirekn2 punkty
-
To ja muszę chyba zrezygnować ze sporu w ogóle, bo w zasadzie nic z tego nie robię, a większości ćwiczeń o których piszesz to nie wiem o co chodzi😉 może na stare lata coś zacznę ćwiczyć jednak, jak już nie będę miał innych zajęć.2 punkty
-
Kilka słów podsumowania. Byliśmy w Szklarskiej rok temu, na długi weekend z 11.11.2023. Jak wtedy było? Do knajpek i restauracji kolejki na 30 min i dłużej, między 14 a 18 brak szans na wejście i od razu zajęcie wolnego stołu. Narodu zjechało się wtedy konkretnie, wszędzie tłumy spacerowiczów, korki na uliczkach, sklepy tez miały swoje eldorado. Jak było teraz? Kolejek do knajpek brak. 30% restauracji zamknięta. Na chodnikach raczej pustawo. Cześć sklepów znana z poprzednich wyjazdów zlikwidowana lub zamknięta. Ulica 1 Maja, jedna z głównych, częściowo zamknięta z racji remontu. W jednej z knajpek, mimo niezłej jak na te mizerię frekwencji, połowa lokalu wyłączona z eksploatacji. Tłumaczenie kelnera, ze nie otworzą reszty i trzeba jakby co czekać. Do tego raczej półmrok w środku i wyłączona cześć oświetlenia… Smutno to wyglada i nie napawa optymizmem. W drugiej połowie dnia odwiedziny po 5 latach przerwy Karpacza. Tutaj przeciwieństwo Szklarskiej: dużo turystów i samochodów. Tylko połowa wyszukanych w Google Maps knajp zamknięta…1 punkt
-
Rozgrzewka rano, bo rano jest początek jazdy. Rozgrzewka to też mobilizacja więzadeł, mięśni. Wtedy spada ryzyko kontuzji. Na marginesie, silniejszy mięsień jest mniej podatny na kontuzje, niż słabszy. Ryzyko kontuzji trwa od początku do końca. Ale początek jest na początku🙂.1 punkt
-
Podobnie mam doświadczenia z wyjazdów szkoleniowych, na których rozgrzewka rano i to długa, od głowy do nóg albo odwrotnie, była zawsze. Następne rzecz, jeżeli rano była potrzeba podejścia gdzieś z nartami wyżej, to wszyscy grzecznie człapali (jak na Stubaiu jest mało śniegu, to podchodzi się powyżej orczyka od Eisgrat). Potem na koniec dnia, gdy światło było już płaskie, kontrasty się rozmyły, było odradzane wjeżdżanie na ostro na takie tereny, zwykle po całodziennych tyczkach, chociaż z krzesła wyglądało dobrze. Mądrzejszych się słucha, w końcu tematem tego wątku jest bezpieczeństwo. Teraz, gdy nawet jeżdżę sam, po wjeździe na górę, robię wyuczoną rozgrzewkę zawsze. I prawie zawsze robie to tylko ja, mając nadzieję, że wszyscy inni zrobili to już przed wjazdem.1 punkt
-
Ja bym zwrócił uwagę na jeszcze jeden aspekt. Jeżdżę na narty blisko i daleko, ale zawsze wygląda tak samo. Narciarze jeżdżą często po kilkadziesiąt, czasami kilkaset kilometrów. Najlepiej zaparkować auto najbliżej wyciągu, szybkie przebieranie i na pierwsze krzesło, gondola, oraz koniecznie pierwszy sztruks. Zero rozgrzewki. Jeździłem z wieloma grupami sportowymi, raz więcej tyczek, czasami więcej techniki, naciski na różne elementy narciarskiego szkolenia. Ze wszystkimi grupami początek jednak zawsze taki sam. Wjazd na górę i obowiązkowa rozgrzewka. Rozciąganie, pajacyki, wymachy kończynami dolnymi i górnymi, skłony, skręty, przysiady i takie tam, co najmniej 15 minut. I tak polecam zaczynać każdy dzień narciarski...1 punkt
-
1 punkt
-
Ogólnie w ostatnich latach obserwujemy raczej zastój w Polsce i Słowacji (z wyjątkiem topowych ośrodków TMR-u: Szczyrku i Chopoka), natomiast ruszyły do przodu Czechy. Ostatnie "nowe" ośrodki narciarskie przyzwoitych rozmiarów powstały u nas dobre 20 lat temu (Jaworzyna Krynicka, Czarna Góra, Dwie Doliny). Pamiętam, że to było jeszcze w czasach, gdy kupowałem jakieś papierowe czasopismo narciarskie i właśnie tam rozrysowane były planowane trasy na Czarnej Górze i Jaworzynie - ostateczny ich kształt różni się minimalnie od projektu (choć mam nadzieję, że to wciąż nie jest ostateczny kształt).1 punkt
-
Wyszło, że jestem jakimś freakiem z Gym. Nie no… odniosłem się do tematu jak bezpiecznie uprawiać aktywności. Nie twierdzę, że osoby nie robiące tych rzeczy są takie czy owakie. Po prostu takie ćwiczenia dużo pomagają w osiągnięciu ogólnej sprawności. Każda codzienna aktywność jest lepsza niż jej brak. Przykład ćwiczeń był randomowy, aczkolwiek nie pozbawiony sensu, bo są polecane dla narciarzy. Chodziło mi tez o to, że sam doświadczam ile one zmieniają. Po latach biegania maratonów pora na zaniedbane dotąd części ciała. A jazda na nartach lubi równomiernie wyćwiczonego kolesia. Bez obrazy🙂1 punkt
-
Nie o parking chodziło tylko drogę z Rościszowa do Potoczka, a dokładniej o podjazd zaraz na końcu Rościszowa za agrafką. Zatrzymało się kilka aut przed nami. Pomagaliśmy wszystkie wepchnąć na wypłaszczenie i zostaliśmy na końcu sami. Nam nikt nie pomógł (wszyscy sobie pojechali), po kilku próbach udało się i nam wjechać. A sam parking był prawie pusty, bo po nas już chyba nikt nie dojechał. Najwięcej napchałem się samochodów (a i autobusy się zdarzało) między Walim, Rzeczka, Sokolec, tam jednak nikt nikogo nie zostawiał bez pomocy, tu kultura społeczności narciarskiej była na innym poziomie. Wracając do tematu Kaunertal, to raz chcieliśmy wcześniej dojechać z dołu, pojechaliśmy autem osobowym wcześniej od reszty grupy (busem) i zabrakło nam paliwa po drodze, auta się nawet zatrzymywały ale kanistra z benzyną nikt nie miał, na szczęście nasz bus nas zabrał. To nie była jedyna przygoda. Powrót opóźnił się o 2.5 godziny bo lawina zablokowała drogę. Na szczęście udało się ruch puścić drugą stroną szutrową drogą i wszyscy zjechali, w oczekiwaniu na odblokowanie drogi spotkaliśmy koleżankę naszych trenerów i pogadaliśmy sporo czasu z Karoliną Riemen (wtedy jeszcze nie Żerebecką) Sam wyjazd niezwykle narciarsko i szkoleniowo udany był😀1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Z psich anegdot ten pies nie jeździł koleją, ale odwiedzał Karpacz z drugiej strony grani, znaczy z Chaty Amor... i jak się nie zakochać... a propos to na nartach wtedy byłem, skitury na rower, buty narciarskie i wio... B75F6E52-BD7A-4877-B8D4-0DBA3839B991.mov1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Nie piszę z punktu widzenia eksperta, tylko, cholera jak to brzmi, praktyka, a w zasadzie gościa, który po 40. zaczął coś robić.1 punkt
-
Ja Scorpio bardzo dobrze wspominam. 2 razy zabrał mnie do Calabrii i Bałkany również 2 razy zaliczyliśmy razem. W Górach Sowich Potoczek zaliczyliśmy, choć nie obeszło się bez pchania po opadach śniegu...1 punkt
-
Podstawą bezpiecznego sportu amatorskiego, rekreacyjnego jest ogólna sprawność. Możliwie najlepiej, była to zróżnicowana aktywność całoroczna (ćwiczenia siłowe, kardio) wykonywana regularnie i prawidłowo (rozgrzewka-mobilizacja, trening zasadniczy, cooldown, stretching itd). Narciarstwo z pewnością ma pewne akcenty szczególne, ale ćwiczenia z Bosu, skrzyniami, przysiady bułgarskie i setka innych możliwości przydaje się przy każdym w zasadzie sporcie. Na poziomie amatorskim dobór konkretnego sprzętu, moim zdaniem, nie ma większego znaczenia dla stopnia obciążenia kolan.1 punkt
-
Ze stacjami benzynowymi to różnie bywa. W górskich miejscowościach wygląda to słabo. W 2014 albo 2013 pojechaliśmy do Val Di Fiemme. Przez cały tydzień pogoda była średnia, a to jakaś mgła, a to mały opad śniegu. Tylko w piątek było piękne słońce. W sobotę rano wyjeżdżaliśmy ze Stava koło Tesero. Padał deszcz ze śniegiem. Przez cały tydzień drogi były czarne. I w ten sobotni poranek też były czarne, choć mokre. I pojechaliśmy na Passo Lavaze, by potem łagodnie zjechać do A22, do Brennero itd. Zanim dojechaliśmy do rozwidlenia (lewo Cavalese, prawo Lavaze) drogi stały się białe- minęło kilkanaście minut. Gęsty padający śnieg zmniejszył widoczność do kilkunastu metrów. Zaczęliśmy się wspinać, koło co jakiś czas buksowały, aż zaczął się dramat. Zniosło mnie na prawą stroną. Tam po lewej jest ściana skalna, po prawej konkretna przepaść. Co prawda były tam drzewa, ale to pociecha niewielka. Próbowałem jakoś obrócić, bo wiedziałem, że droga do góry nie jest już dla mnie dostępna, ale każdy manewr zbliżał mnie do tej przepaści. W końcu zrobiło się tak, że pasażerowie z prawej strony nie mogli już wysiąść, nie mieliby pod stopami gruntu (po kilku latach postawiono tak bariery energochłonne). W środku ja, żona i dwoje dzieci. Telefon- nie ma zasięgu. Szczęśliwie od strony Passo Lavaze ktoś zjeżdżał (na łańcuchach), zobaczył nas, powiadomił służby. Służby w osobie Mauro przyjechały, mój samochód odsunęły znad przepaści, zapięły do swojego pojazdu i pilotowały mnie, aż do Cavalese przy okazji sypiąc drobny żwir. A teraz konkret- jechaliśmy w styczniu nowo odebranym w grudniu Jeepem Grand Cherokee. Ogromne bydlę, oczywiście 4x4, oczywiście na tzw. oponach uniwersalnych. No sorry, nie wierzę niczemu co jest uniwersalne. Nie jest. Samo 4x4 jest dobre osiedlu jak spadnie 1 mm śniegu. Dalszy ciąg historii: Z Cavalese chcieliśmy dostać się inną drogą do A22, ale tym razem służby pilnowały wjazdu i nikt bez łańcuchów na pokładzie nie wjechał. Wobec tego podjechaliśmy na kilka stacji benzynowych, gdzie były dostępne tylko bardzo popularne rozmiary i dość wąskie, a nie potwory na jeśli dobrze pamiętam 265 mm i wysoki profil opony (bardzo nietypowy rozmiar). Btw: mam taki komplet Pewaga nieużywany, jeśli ktoś byłby zainteresowany tanio sprzedam😀. Wracam do historii. Na żadnej stacji nie było niczego, co mogłoby pasować. Rozpaczliwie próbowałem się jeszcze dostać przez Passo Podoi, bez efektu. Tam też się zakopałem powyżej Canazei przy jakimś hotelu. Ostatecznie, to tak dla wiedzy w razie co, wyjechaliśmy z Cavalese bez pokonywania żadnej przełęczy zwykłą drogą przez Molina, Capriana, Segonzano. Drogą prowadzi do Trento i tam można wjechać na A22. Nadrabia się wtedy chyba 100 km, ale można wyjechać. Od tego czasu byłem w Alpach bardzo wiele razy w sezonie. Zawsze miałem łańcuchy, nigdy ich jeszcze nie zakładałem, ale mam! Zakładałem łańcuchy w domu na sucho dla wprawy tylko. Dlatego łańcuchy to fundamentalna podstawa, choćby nigdy nie trzeba było ich zakładać. A na stacji benzynowej to raczej można sobie zamówić epresso i brioche con marmelata.1 punkt
-
W sumie bardzo dziwnie postawiona kwestia. Bo co do zasady to kolana potrzebują aktywności fizycznej i w dodatku tej zmiennej (nie statycznej). Im więcej razy zegniesz i wyprostujesz kolano tym lepiej. Teraz kolano w narciarstwie jest swoistym amortyzatorem miedzy podłożem (nartami z butami) a Twoim środkiem ciężkości. Jeśli na to tak spojrzysz to jakoś bardzo wpływu rodzaju narty nie zobaczysz. Ale używanej techniki już chyba tak (choć nie jestem tego tak 100% pewien) - bo przy jeździe rotacyjnej być może więzadła mogą dostać więcej do pracy. Ale czy to jest źle? Nie wiem bo przecież zasadniczo to wszystkie siły przenoszone są przez mięśnie. Ludzie po zerwaniach więzadeł mogą wykształcić sprawny gorset mięśniowy i całkowicie zastąpić zniszczone części. Sam mam przekonanie, że chodzi o siłę mięśni wokół kolan. Obstawiałbym, że intensywność jazdy, przeciążenia, skoki, praca NWN może mieć istotny wpływ na zmęczenie całego układu (w tym też mięśni czworogłowych) a nie dobór narty. Jak solidnie popracujesz na nogach to poczujesz. Nie rozmawiamy tutaj o urazach kolan (które w przypadku narciarzy, szczególnie kobiet) są najczęściej występującym przypadkiem. Tam długość narty ma kluczowe znaczenie.1 punkt
-
Promil znaczenia. Pozostałe 99,99% to przygotowanie do aktywności fizycznej (ogólne i kierunkowe), pamiętanie o tym, że sens rozgrzewki kończy się, gdy interwał wynikający z infrastruktury potrafi sięgnąć 20 minut, technika i świadomość własnych ograniczeń. Nie jeździsz 4 godziny rekreacyjnie. Jazdy w tym jest może max. godzina (wątpię). Kolana się nie męczą - piszemy raczej o okolicach. Prewencja, rozgrzewka (nie raz na dzień), technika .. a narty jak narty - nie ma co im przeszkadzać. Pozdrawiam M.1 punkt
-
1 punkt
-
Co w telemarku na sportowo piszczy .. Coś tam Młoda się do sezonu szykuje .. w planach 2 starty WC, jeden FiS w sympatycznym Fageralm i Mistrzostwa Świata Juniorów na Słowenii więc delikatnie, to pierwszy sezon ponad U16. A teraz tak się trochę bujamy w przerwach od siłki - za tydzień hala na Litwie. Ściganie zaczynamy w połowie grudnia od Pucharu Świata we Włoszech. Pozdrawiam, M. YouCut_20231103_194950852.mp41 punkt
-
Łańcuchów, po prawdzie, w czasie sezonu praktycznie nie wyciągam z bagażnika. Za dużo widziałem sytuacji. Sam musiałem jedną przeżyć, żeby do tego dojść. Czy napęd na 1 oś, czy 4x4, nieważne. Bierz łańcuchy.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Tak jeszcze w ramach wyjaśnienia - ostatnie zdjęcie Szekli to góra Carosello/Livigno ... Dziewczyna wjechała gondolką - przyznaję, nie weszła - potem robiła za misia z Krupówek (koniec marca, więc gogle dostała) a później w dół, w dolinę .. kto tyle oporowo z 8 metrową smyczą zjechał łącząc pług z ześlizgiem to zrozumie .. bo te 60kg cwałujace skrajem stoku w dół to jednak robi swoje a puścić luzem przy ruchu na stoku było strach ... w pandemii było zabawniej : ja 3 wjazdy krzesłem na Master Ski dziennie ... Szekla 7-8 . W ramach psich anegdot - swojego czasu na uroczej stacji narciarskiej Dombaj (Karaczajo-Czerkiesja) gdzie zdarzało mi się kilka razy bywać był sobie owczarek (coś w sumie jak ałabaj lub z kaukazem pomieszany jak Szekla), którego spotykałem codziennie rano przy dolnej stacji kolejki +-1650 a po kilku zjazdach spotykałem na 3012. Potem schodził na 2500 wyżebrać resztki po doskonałych kurczakach z grilla i jakoś sobie znanym sposobem na dół .. I tak dzień w dzień. Miejscowi "toprowcy" mówili, że on tak dla zdrowotności, bo coś tam z ciśnieniem .. ale to ekipa, która z armaty przeciwlotniczej lawiny wywoływała nie hukowymi a cały zapas przedniej jakości haków wspinaczkowych z tytanu (specyficzne w użyciu ale świetne) poszedł za grosze :). M.1 punkt
-
⁸Z uśmiechem .. O ile Szekla na polskich stokach bywa znana (także wśród obsługi, gdy samodzielnie próbuje wbić się na krzesło) to w tym sezonie swój debiut będzie miał Bruce .. urocza z nich parka - mamy nadzieję, że Szekla mu wytłumaczy co i jak a na razie robimy formę i szukamy puchówki dla mini yorka M.1 punkt
-
Park Śląski "Elka" stacja Planetarium, 2 gi etap inwestycji. https://parkslaski.pl/3-parkslaski-kolej-linowa-elka-stacja-stadion-slaski1 punkt
-
Zakłamaniem jest jak Pan Szafrański ciągle powtarza w relacji, że narciarze jeżdżą na lodowcu Rettenbach. Warto sobie zdać sprawę, że 4/5 trasy to sztuczny śnieg, a nie lodowiec. Tak wygląda trasa pucharu świata, gdy nie ma sztucznego śniegu (to pewnie wrzesień): A to zdjęcie pokazuję linię gdzie na trasie kończy się lodowiec: Ponad pół metra sztucznego śniegu muszą usypać w październiku, aby przykryć trasę na twardo. A mogliby przenieść zawody na wiosnę, wówczas jest sporo śniegu po całej zimie. Obecnie sezon zawodniczy kończy się już 24 marca. Zima w Alpach trwa do kwietnia, więc zawody z listopada można przenieść na kwiecień, na wysokie destynacje.1 punkt
-
raczej odwrotnie bo w ośrodkach narciarskich przykrywa się lodowiec na lato białymi szmatami i zasypuje szczeliny śniegiem z armat. Znacznie szybciej ubywa lodu na lodowcach pozostawionych bez "opieki" człowieka. Można zobaczyć na Meer de Glace we Francj, Aletsch w Szwajcarii albo Pasterze w Austrii.1 punkt
-
A ja w zasadzie nigdy nie ćwiczyłem prze sezonem. Dawniej kilkadziesiąt lat temu w sezonie letnim śmigałem po górkach(Beskidy, Tatry). Lubię majsterkować na wolnym powietrzu, ale czasami była robota wewnątrz. Potrafiłem tak pracować. Po 12, czternaście godzin na dobę. I to na kilku drożdżówkach i owocach plus picie wody mineralnej. I to się zdarzyło nawet w tym roku przez kilka dni z rzędu. Po takim dniu byłem dętka. Ale następnego dnia znowu. Po kilku dniach odpoczynku mogłem "stanąć" na nartach. Zawsze uważałem, że mam dobrą kondycję. Nie jakąś specjalną, jak sportowiec, ale wystarczającą choćby na narty Wystarczająca w różnych porach roku na jakiś ruch na zewnątrz. Każdy intensywniejszy ruch przygotowuje ciało. Rąbanie drew też. Motto - nie ma brzydkiej pogody jest nieodpowiedni ubór. Narty. Tu dbałem strannie o delikatne rozpoczynie sezonu. Dopiero po kilku dniach jazdy zacząłem czuć narty tak, jak na wiosne. Nie robiłem specjalnych ćwiczęń. Co najwyżej kilkadziesiąt wymachów, dziesięć pół przysiadów. Resztę zrobią narty. Nie groził mi początek sezonu, gdzieś na lodowcu. W czasie takiego wyjazdu chce się do maksimum wykorzystać karnet. Jeżdże bardzo lekko. Nastawy 6,5 przód 7,0 tył. Ostatnie wypięcie tyłu nastąpiło na FIS na Skrzycznym. Chyba 15 lat temu. Wałek śniegu, skok kilkumetrowy i narty spadły na tępy śnieg. Wyleciałem jak z katapulty. Przód, nie pamiętam kiedy się wypiął. Zwykle kładłem się na bok i mnie obracało. Ale życie byłoby zbyt piękne. Dwa lat tem na Czarny Groniu na początku sezonu starszy(ale młodszy odemnie) wpakował się, jadąc od góry , na płaskim terenie, prosto we mnie Zobaczyłem go, leżąc nosem w śniegu, dziesięć metrów przede mną. Cholera jeszcze się facetowi coś stało. Zeszły sezon, początek. Białka. Bardzo uważam , gdy skręcam. Po południu luźniej. Jadę z boku przy sznurku. Rozkręcony, parę bardziej dynamicznych i podkręconych skrętów. I nagle strzał. Piętnąście metrów przede leży chłopak. Spogląda dwójka mężczyzn. Jeden z nich ojciec. W obu przypakach wypięły całe Czy ja się nie wywracałem w życiu? Ostatnie dziesięć, dwdzieścia lat to raz, lub dwa w sezonie. I to,gdy postanowiłem pójść "na całość" Ponieważ z boku trasy były bezpańskie tyczki.Raczej rzadko. Zwykle jeździłem jako amator szybko po Kasprowym i w Szczyrku. Raz mi zwrócił uwagę pan (z PZN), że jeźdzę za szybko. Dlatego bardzo dbałem o technikę, ponieważ przy takiej jeździe gleba mogła się źle skończyć. Lata mijały bez przygód i bez "przygotowania". Gdzieś tam zerwałem ACL nie wiedząc o tym. Wyszło przy artroskopii łąkotki( przycięta). Minęło cztery lata. Wyjazd do Chamonii, Lungau, San Anton. Średnio w każdym sezonie ponad dwadzieści dni. Zeszły dwdzieścia. Nigdy nic nie zażywałem na wzmocnienie kolan(chrzątki). Jeżdżę teraz na slalomce Dynastara. Mam też stary COD. Dłuższy od slalomki o 13 cm. To jest moja historia "przygotowań". Nic nie sugeruję. Każdy ma własną. Zagronie1 punkt







