Wujot
Użytkownik forum-
Liczba zawartości
2 888 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
127
Zawartość dodana przez Wujot
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 113
-
Zupełnie tego nie rozumiem. Efektywność ładowania powerbanku to według mnie maks 70% - po co tracić prąd i czas? Wyciągasz ogniwo i przekładasz. W bonusie mniejsza waga całości. Przy dłuższym wyjeździe albo ryzyku, że zabraknie prądu w smartfonie zabierasz powerbank na ogniwach 2x 18650 z opcją ładowania. A jak chcesz mieć bardzo dużo prądu to na 4 akumulatorach. Wszystko wymienne i elastyczne...
- 45 odpowiedzi
-
- 1
-
-
Prawdę powiedziawszy już wieki nie biegałem na nartach - wydawało mi się, ze przypomina jednak dynamiką bardziej zwykły bieg jak skiturowe szuranie...
- 45 odpowiedzi
-
Wszystkie 3 są OK, ale pierwsza jest jednak 2x lżejsza i chyba ciut mniejsza. Kierując się minimalizmem ja bym ją wybrał.
- 45 odpowiedzi
-
- 1
-
-
Zdecydowanie wolę na kierownicy. W toku eksperymentów z wysokością oświetlenia stwierdziłem, że jest to pozycja idealna. Na początku zarysowuje wyraźnie dziury w drodze, a podczas dojazdu do nich bardzo łatwo można ocenić ich głębokość. Światło na głowie zupełnie tego nie daje. Używałem kiedyś czołówki ustawionej na słabszą moc do przepatrywania boków, niespodziewanych odjazdów. To się bardzo dobrze nawet sprawdzało - główne światło na kierze a słabsze głowie. Ale optyka eliptyczna całkiem dobrze wystarcza sama. A tu jest uchwyt na convoya S2 na głowę https://bocialarka.eu/sklep/akcesoria-latarkowe/opaska-na-glowe-uchwyt-latarki-convoy-s6-s8-s2-s2-12004094166/
- 45 odpowiedzi
-
Mam dokładnie tą https://bocialarka.eu/sklep/oswietlenie-rowerowe/lampki-zasilane-akumulatorem-18650/bocialarka-convoy-s2-1000lm-sst-20-5000k-rower-7955376778/ podobne mod-y robił/robi inny użytkownik swiatelka.pl greg (???). Czy dalej sprzedaje nie wiem.
- 45 odpowiedzi
-
7. Bieganie to znów inny temat - jeśli na ogniwach 18650 to rozdzielone zasilanie i głowica świecąca (aby nie bujało) 8. Oprócz tego są latarki taktyczne - jakość dużej głowicy to zupełnie inna bajka jak to co dotychczas napisałem. Mam latarkę taktyczną z szpilą 5 stopniową - można bardzo precyzyjnie przepatrywać teren. Jest na jedno ogniwo 18650 ale waży chyba 3-4x więcej jak czołówka Z jakiegoś powodu jest tyle różnych rozwiązań...
- 45 odpowiedzi
-
1. Ogniwa 18650 wydają mi się najlepszą opcją. Są jednak sporo mniejsze i lżejsze od 20700. Mają oczywiście mniejszą pojemność, ale można po prostu zabrać zapas w dowolnej wielkości. Wymiana co 2 godz. (a w praktyce co 4) jest spoko akceptowalna. Za to waga na głowie czy na kierownicy możliwie mała. 2. Na skitury pierwszą najważniejszą sprawą jest niezawodność i jak najmniejsza waga. Moc wcale nie musi być duża (choć na zjazd czy przepatrywanie drogi warto byłoby mieć zapas mocy). Mam przekonanie, że mimo wszystko nic lepszego od tych kątowych czołówek na wzór pierwszej Zebralight h500 nie ma. Gdyby tam wstawić kolimator eliptyczny to byłoby idealnie (nie wiem czy są takie opcje). Wtedy charakter światła przypominałby Petzl Nao 2 ale przy wadze i rozmiarach Zebry. Ponieważ zjazdu nie ma tak dużo, a na podejściu wcale nie trzeba dużej mocy to czołówka plus 1 akumulator zapasowy wystarczy. Wybraliśmy z MarioJ i Kamilem Nitecore HC 30(?) bo to renomowany producent oświetlenia taktycznego, a jednak był sporo tańszy od pierwowzoru. 3. Średnio widzę połączenie funkcji rowerowej z skiturową w jednej lampce. Światełko rowerowe dłużej pracuje, waga ma tam mniejsze znaczenie. Choć w terenie podczas dynamicznego zjazdu na uchwycie powstają spore siły, nawet od nie tak dużej lampki. Dlatego nie jestem miłośnikiem cięższych światełek a dodatkowo zrobiłem sobie bardzo dobrze trzymający uchwyt. Na jazdę nocną zabieram wtedy 3 zapasowe akumulatory (choć nie zawsze). Mam bocialarkę której charakterystyka przypomina światła mijania w aucie. Nie oślepiam innych użytkowników i bardzo dobrze (znakomicie) widzę boki co przy głębokich skrętach jest bardzo ważne. Jak pisałem używałem też tego na zjazdach narciarskich i sprawdzało się nieźle (a jakość światła świetna) ale mimo wszystko nierównomierne obciążenie głowy i zauważalnie większa waga były wadami. Na tygodniowe skitury zabrałbym Nitecore. 4. Power banki - oczywiście na 18650 - wbrew pozorom wcale niełatwo jest kupić na 2 ogniwa. Koniecznie z opcją ładowania. 5. Używanie światła - mądrze. Gdy mamy otwarty teren i księżyc wybieramy możliwie małą moc aby wykorzystać adaptację wzroku do światła zastanego. W prostym terenie nawet bez światła zewnętrznego nie trzeba zbyt dużo - obniżamy moc. Nie ma co smażyć elektroniki, a poza tym oszczędzamy prąd. W trudnym terenie za to można włączyć turbo. 6. Co do ogniw to różowe Samsungi i zielone Panasonic. Szkoda kasy na inne.
- 45 odpowiedzi
-
1. Wszystkie te latarki/czołówki o których rozmawiamy są na bardzo dobrych korpusach. Ale zawartość środka może być diametralnie różna. Takim dobrym przykładem jest convoy S2 - światełko bardzo popularne u rowerzystów mtb. Na bazie chińskiego produktu powstały mody (na przykład kultowa bocialarka), które przeniosły ten półprodukt do innej ligi. Poczytaj sobie opis co zostało zmienione (wszystko) https://allegro.pl/oferta/bocialarka-convoy-s21a-1800lm-sst-40-5000k-ref-op-9015014371 Jak widać wszystko ma znaczenie - rozwiązanie chłodzenia, rodzaj sprężyny. Oddzielnym rozdziałem jest dowolnie wybierana optyka TIR. Taki mod jest 2x droższy od "oryginału" ale też 2x lepszy. Chcę przez to powiedzieć, że różnica w cenie częstokroć pokazuję różnicę w jakości. Jeśli nie masz specjalnych wymagań są światełko może być trochę lepsze od smartfona to można brać te tańsze. 2. Pojęcie czołówki przeważnie kojarzy się centralnym ułożeniem na czole - tak jak wspomniane przez Mariusza nasze Nitecore. To skrajnie minimalistyczna koncepcja gdzie głowica świecąca jest dużo mniejsza od akumulatora. Ale to nie jest jedyna możliwość. Można na przykład wspomnianą bocialarkę założyć na bocznym uchwycie i też używać w roli czołówki. Na czapce jest to dość irytujące ale na kasku (na zatrzaskach do pasków) jak najbardziej OK. Jeżdżę tak z moją bocialarką korzystając z dobrodziejstwa kolimatora eliptycznego. 3. Trudno Ci coś sensownego doradzać bo to jest pytanie tego typu - hej, zepsuł mi się samochód, jaki kupić nowy? Czujesz absurd? Nie wiemy do czego i jaki jest budżet.
- 45 odpowiedzi
-
Jeśli obok drineczka postawisz butelkę z konkretną marką to łamiesz ustawę. Przeczytaj a nie kombinuj.
-
Jedynie piwo można reklamować - wszystko powyżej jest wysokoprocentowe.
-
Może książkę przeczytać. Albo zrobić coś dla organizmu. Najważniejsze jest jednak, że promowanie (też w mediach społecznościowych) alkoholi wysokoprocentowych jest w Polsce całkowicie zakazane i zagrożone karą od 10 000 do 500 000 zł. Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi dokładnie to precyzuje. Radzę Ci usunąć wszystkie te zdjęcia - bo za chwilę możesz bardzo się zdziwić.
-
Kalkalpen dz5 Rosnące temperatury zdecydowanie wskazywały aby szukać jazdy w lasach, może nawet gdzieś blisko rzek i potoków. Czyli w obszarze Alp Wapiennych (Kalkalpen). Był jednak z naszego "punktu siedzenia" dość poważny problem - ten Park Narodowy jest dostępny wygodnie od północy. Zielone kropki to początki tras - jak widać południe odcięte jest wysokim grzbietem. Dojazd w te "oficjalne" punkty dostępowe zająłby nam autem 1,5 godz. - niezbyt nam się uśmiechało. Przestudiowałem mapę i znalazłem hipotetyczny wjazd z Unterlassa drogą na północ. OSM i satelita wskazywały, że znajdziemy tam parkingi. Wyznaczyłem pętlę, Locus wskazał mi 1500 m vericalu. Profil trasy był dość dziwny. Teren z mapy wyglądał bardzo, ale to bardzo interesująco. Dojazd samochodem 40 min - do wytrzymania. Jeszcze uwaga ogólna - w Austrii można jeździć tam gdzie są wyznaczone drogi dla rowerów. Praktyka jest taka, że ludzie jadą jednak gdzie chcą. Tutaj byliśmy jednak na terenie PN, bardzo dużo dróg miało wielkie zakazy jazdy (rowerów). Austria to kraj dość restrykcyjny, dlatego plany jazdy opierać najbezpieczniej na tych oficjalnych (tutaj niebieskich) pętlach. Szczególnie, że ktoś to jednak przemyślał i przejechał, więc można się od tego odbijać. Nasz ślad zaznaczyłem na jasnoczerwono. Dojeżdżamy do Unterlassa, droga na północ miejscami wąska. Gdy kończy się asfalt (w Mosshohe) parkujemy. I teraz zdziwko - wielka tablica z zaznaczonymi trasami rowerowymi. Szkoda, ze tego nie ma w necie (albo gdzieś głęboko zakopane). Znajduję od razu połowę "naszej trasy". Żółta pinezka to nasz parking i start. Trasa była zgodna z tym co odczytaliśmy na mapie. Czyli stromo wcięta, wzdłuż sporego potoku. Pewnym (dla mnie niemiłym) zaskoczeniem to standard. Szeroka, gładka i wyszutrowana. Ten szuter na górze ostry, luźny a ponieważ stale góra, dół to na zjazdach ostrożnie. Po dwóch godzinach osiągamy punkt zwrotny i zaczyna się clou programu. Na początku niewinnie. Przejazdem kolejowym. Akcentów tunelowych jest coraz więcej. Najlepsze, że te tunele robią się coraz dłuższe i wyprowadzają na wprost bajkowe okoliczności. Wszystko się kończy, ostatni tunel. Było ich chyba z 10. W środku przyjemnie chłodno, w dodatku z kapiącymi mroźnymi prysznicami. Ta turystyczna trasa to pozostałość po linii kolejowej do przewozu pozyskiwanego drewna. Cudeńko. Całość była luzacka 44 km i 900 m verical. Mój locus nieźle nakłamał - chyba nie miał informacji o tunelach i policzył "po wierzchu" - prognoza to 1500 m. Gdybym to wyłapał to pewnie byśmy coś dołożyli (pewnie wjazd do schroniska Anlaufalm)
-
Dzień czwarty Spieszeni rowerzyści czyli bike & hike Jazda na rowerze jest fajna ale... patrząc na wyniosłe szczyty Kleiner i Grosser Pyhrgas nad naszymi głowami trochę mi było szkoda, że nas tam nie ma. Udało mi się namówić Kamila na połączenie jazdy z wejściem per pedes na któryś a nich. Plan był taki aby dotrzeć na kole do schroniska Gowilalalmhutte. Końcówka to miał być już ostry wpych (z mapy). Życie trochę zweryfikowało plan, bo spory kawałek niżej był zakaz jazdy rowerem oraz... tablica, że jest to jeden z pomysłów Bike @ Hike. Trochę szkoda, że nie znaleźliśmy tego wcześniej na jakiejś stronce. W każdym razie faza 1 to było 7,7 km podjazdu (620 m vertical i do 15%). Na końcówce nawet stromiej. Po spieszeniu było tylko 2,7 km drogi na szczyt ale też 800 m (lub 1000 m) w pionie. Rowery przypinamy do jakiegoś znaku. Przebieramy buty, składamy kije (jechaliśmy od razu z plecakami, gdzie teraz wrzucamy bidony). Od początku jest bardzo efektownie. Przy schronisku trzeba się zdecydować na co idziemy. Z analizy czasu Grosser Pyhrgas dość słabo wychodzi. Poza tym przykleiła się do niego jakaś chmura (jak często do Krywania) i boimy się, że na górze możemy nic nie zobaczyć. Czyli Kleiner będzie naszym celem. Szlak szybko nabiera górskiego charakteru, jest zmienny, czasem z sporą powietrznością. Tygryski to lubią najbardziej. Na górze jest bardzo ciekawie - chmura na Grosser Pyhrgas dalej przyklejona (i tak było do zejścia). Czyli dobrze obstawiliśmy... Robimy popas, foty i po prostu lampimy się w tych okolicznościach. Pora na zejście. Po drodze ostatnie kadry. Powrót na rowerze to była po prostu wypłata. 15 km oglądania krajobrazów. To robi różnicę. Domykamy pętelkę jadąc przez miasto. Po drodze jeszcze zakupy. Razem wyszło 30 km i 1530 m vertical. Z buta dość ciężko byłoby to zrobić (przynajmniej w te 4:25 godz efektywnego ruchu).
-
Dzień trzeci Wykorzystujemy pociąg (podjazd 4 przystanki). Pierwsze 20 -30 km nic specjalnego, wycacane wszystko na maksa, asfalt i niestety słabo z przydrożnymi drzewami. Od wjazdu do PN (Kalkalpen) jest lepiej. Choć dupy nie urywa. Ale nagle droga zmienia się w ścieżkę i jesteśmy w zupełnie innych okolicznościach! W jednej chwili wybaczamy nudny początek. A dalej jest jak zawsze na piętrze pośrednim, gdy stopniowo zanurzamy się w austriacki ordnung (musi być) Razem 54 km i 1200 m przewyższeń
-
a do tego jeszcze dać link do Twoich zdjęć i komentarz jak to Polacy chętnie kupują pamiątki po Hitlerze. Spójny przekaz. Zajmujesz się rozpaczliwym rozmydlaniem tematu, który jest prosty - propagujesz mordercę i kata Polaków. Lepiej uderzyć się w pierś i przeprosić za głupotę (lub co tam wymyślisz) i po sensacji. Zawsze idziesz tak w zaparte?
-
i dlatego promujesz Hitlera? Trudno pojąć Twoją logikę.
-
To jest promocja treści zarówno alkoholowych jak i nazistowskich. O ile z propagowania alkoholu (piwa) raczej się wykręcisz, chociaż niekoniecznie (poczytaj orzecznictwo) to zupełnie inaczej jest z symbolami nazistowskimi. Są z urzędu ścigane. Ale dla mnie co innego jest szokujące - wspierasz parszywy interesik jakiegoś cwaniaka lub zgoła neonazisty, żyjąc w kraju gdzie z decyzji Hitlera zniszczono do cna Warszawę i pozabijano jej ludność. A to tylko jedna z licznych zbrodni tego człowieka. Masz bardzo specyficzne poczucie humoru. I kompletny brak wyczucia społecznego, w kraju gdzie Twoi rodzice/dziadkowie żyli pod nazistowskim butem. Na lekcjach historii też nie uważałeś. Skąd się tu wziąłeś?
-
Nieznajomość prawa szkodzi. Pomijając elementarne wyczucie sytuacji, w kraju gdzie zabito miliony ludzi przez system nazistowski.
-
Dzień 2 Mountainbike-Tour Langfirst - Windischgarsten - Nationalpark Kalkalpen MTB5. Jechaliśmy zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Trasa "zahacza" o PN Kalkalpen. Na początku sporo wspinaczki nawet z podjazdami do 24%. Zmienne nawierzchnie (wyżej to jednak raczej szutry), zmienne widoki. Czyli przyjemność jazdy. Zdjęcia nie kłamią. Poniżej Krzysztof pokazuje jak rasowo się podjeżdża 24% na szutrze Razem 40 km i niecały kilometr verticalu.
-
Kupiłeś?
-
Parę dni w Alpach Region Totes Gebirge i Kalkalpen (Parki Narodowe). Czyli "dolna" Austria Górna. Punkt wypadowy - kamping w Pyhrn-Priel, tuż przy autostradzie A09. Po części wybór był podyktowany zimowymi wspomnieniami z Hinterstoder i Wurzeralm. Choć rower to zupełnie inne możliwości eksploracji terenu. Zebraliśmy dużo traków z okolicy, przejrzeliśmy oficjalne strony organizacji turystycznych (tutaj gpx nie uświadczysz). Po dokładnej analizie wyszło, że na tydzień powinno tego styknąć. Pewnym problemem było, że byliśmy zainteresowani MTB i jazdą po szutrach i drogach gruntowych (tych prawie nie ma). Bo szosowo można robić tam duże pętle. Ale w ruchu samochodowym. W podsumowaniu na mapie, to co wyszło (mi, bo koledzy mieli jedną trasę więcej) Dzień 1 Na początek obowiązkowy klasyk Hinterstoder Hoss Mountainbike Tour MTB3. Bardzo sensowna pętla, pod warunkiem, że się jedzie się przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Zaczynamy na parkingu znanym mi z zimy. Na rozgrzewkę czeka nas ponad 800 m vertical podjazdu, luksusowym asfaltowym podjazdem 10-15%. Mijamy pierwsze piętro stacji razem z hotelami, restauracjami, kwiatkami, wystrzyżonymi pastwiskami. Słowem nieprzyzwoicie wycacane. Zbliżamy się do przekroczenia linii grzbietu. Wcześniej mówiłem kolegom, że to z mapy wygląda dość powietrznie. Ale usłyszałem: - eee tam, tam jest droga. Będzie spoko. Wjazd na odcinek już tego nie zapowiadał. Trzeba było przenieść rower i wielka tablica z informacją, że to jest dla rowerzystów mtb. Ogólnie to zjazd był szeroki ale położony na pionowej ścianie. I wyłożony fatalnymi wielkimi kamulcami łamańca. Strasznie niewdzięczne do jazdy, no chyba, że na pełnej pycie. >20% daje tu duże pole do popisu. U nas popisów nie było zjechaliśmy to spokojnie, mijając tych co prowadzili rowery. Dalej było spokojnie z pięknym górskim charakterem od okolic Vorderstoder dużo asfaltów. Razem około 1100 m vertical i 31 km.
-
Obergugl czy Cervinia w połowie marca.
Wujot odpowiedział Robek321 → na temat → Warunki narciarskie - pogoda
Oba ON, które wymieniłeś są w tym terminie OK. Ale dodałbym trzeci, w którym spędziłem dużo czasu i dosłownie nigdy się nie zawiodłem (ani na początku ani na końcu sezonu) - Ischgl. Są tam obecne wszystkie kierunki (można dopasować się do warunków) i wielka dbałość w przygotowaniu tras. Nie zagwarantuje oczywiście, że nie będzie ciapy w jakiś okolicznościach. Potencjał systemu jest rewelacyjny - oceniam go zdecydowanie wyżej jak Gurgle, Zermatt jest specyficzny, połączenie nie zawsze działa - w sumie za słabo ten ośrodek znam aby kusić się na jakieś uogólnienia. -
Zanim coś napiszesz sprawdź proszę do czego się odnosiłem. Konkretnie do tego, że "Narciarz ze Śląska" napisał, że w Austrii da się budować na terenie PN. I po pierwsze tam się nie da. A po drugie tam też jest potężny opór społeczny aby coś budować w nowych nawet teoretycznie możliwych lokalizacjach. Patrz na przykład na kompromis w Ischgl. Nie szukałem żadnych analogii, nie komentowałem sytuacji w Polsce. Sprostowałem błędną wypowiedź, że w Austrii "można wszystko" (nawet na terenie PN). Nie można. I to jest wszystko co mam do powiedzenia w tym temacie.
- 7 389 odpowiedzi
-
- nowe inwestycje
- polska
-
(i 5 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Coś mi się nie zgadzało i postanowiłem to sprawdzić. I: - Matrei i Kals nie leżą na terenie PN Wysokich Taurów (a bardzo dokładnie to dwa wyciągi w Kals przecinają nieznacznie ten teren) - Ankogel - nie leży - Heilligenblutt - nie leży - Moeltaler Gletscher... trudno uwierzyć ale... nie leży Podobnie, niedawno zamknięty WeisseGletscherWelt Warto czasem troszkę dokładniej sprawdzić informacje... https://www.bergfex.pl/sommer/nationalparkregion-hohe-tauern/ Bardzo dokładnie widać na OSM - tam tylko trudniej wyłapać linię granic PN
- 7 389 odpowiedzi
-
- 2
-
-
-
- nowe inwestycje
- polska
-
(i 5 więcej)
Oznaczone tagami:
-
U nas też masz ON w PN (na przykład Goryczkową, Sudety Lift, czy Karpacz). Ja się pytałem o nowe inwestycje - analogicznie do rozbudowy Goryczkowej. Da się czy nie da?
- 7 389 odpowiedzi
-
- nowe inwestycje
- polska
-
(i 5 więcej)
Oznaczone tagami:
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 113







