Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
18.12.2016 - 18.12.2016
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 18.12.2016 uwzględniając wszystkie działy
-
Sobota zapowiadała się piękna, więc bez wahania zapadła jedynie słuszna decyzja: skitoury na Pilsku! Przy okazji tak się złożyło, że kolega właśnie skompletował sprzęt "splittourowy" i chciał go przetestować. Co to za ustrojstwo? To snowboard, który można rozłożyć, doczepić foki i wspinać się jak na nartach. Fajny patent! Widywałem coś takiego w internecie, ale nie na żywo. To teraz była okazja. Skitoury mają tą przewagę nad narciarstwem "przy wyciągowym" , że nigdzie nie trzeba się spieszyć. Normalnie wstaje wcześniej rano, szybko pruję do wybranej stacji, żeby być pierwszym na stoku, zobaczyć sztruks i jak najlepiej wykorzystać karnet. Kiedy wspinam się samemu, mogę nieco zmarudzić i pojawić się u podnóża wybranej górki np. ok. godz. 10, jak dziś. Ale najpierw wspomnę tradycyjnie o drogach - rano mały mrozik, miejscami ślisko, ale bez żadnej ekstremy. Dopiero w Korbielowie nieco śniegu na drodze i paru sparaliżowanych kierowców z tegoż powodu. Ale na szczęście sprawnie docieramy na miejsce i parkujemy pod wyciągiem BABA. Obawiałem się, że tutaj może być zdecydowanie zimniej niż w okolicach Bielska-Białej, więc się poubierałem dość grubo. Kiedy człowiek wysiada z ciepłego auta, to faktycznie odczuwalna temperatura jest niska i myślałem, że dobrze zrobiłem... Czas odpowiednio się spakować, założyć foki i do dzieła! Jeszcze nie ruszyliśmy, a już czuję jak się topię. Wystarczyło wejść do słońca i wszystko jasne: jest o wiele cieplej niż się tego spodziewałem. Już po przejściu 100 metrów zrzucam ciepłą kurtkę, a po przejściu następnych dwustu idę już tylko w jednej cienkiej koszulce bez czapki na głowie.To samo mój kompan. Na szczęście, tym razem zabrałem większy plecak i było gdzie upchnąć nadmiar odzieży. Mimo tego oboje jesteśmy cali mokrzy. Od razu zamarzył mi się mały wiaterek, bo dobre chłodzenie pomaga. Niestety tego u dołu całkowicie brak. Przy okazji przyglądamy się na stok. Ludzi na "babie" szt. kilka, nieco więcej obok na czteroosobowym krzesełku. Warunki określiłbym jako dobre, ale tu i ówdzie można zobaczyć, że śniegu mało. Ale jeździć można bez obaw. humory dopisują do momentu kiedy zobaczymy Buczynkę. Myślałem, że skoro tu już jest dobrze, to tam też choćby jakiś pasek będzie zrobiony, żeby zjeżdżający z góry mogli się dostać do dolnej części tras. Niestety, dół wygląda masakrycznie! Same kamory wymieszane ze śniegiem. Ratrak tamtędy jechał, ale śniegu zdecydowanie za mało, żeby coś to zmieniło. Dopóki idziemy do góry, nie jest to problem, ale jak będziemy zjeżdżać? Pomyślimy nad tym później, teraz trzeba się wspinać i podziwiać widoki. Im wyżej wychodzimy, tym trasa wygląda lepiej. Od mniej więcej połowy Buczynki pojawia się sztruks i tu już jazda będzie możliwa bez obaw. Również wspinaczka jest przyjemniejsza. Ciekaw byłem co z tym wyciągiem na Buczynkę. Widać, że jest gotowy do użycia. Krzesełka wiszą i niby w każdej chwili może być włączony. Oczywiście teraz śniegu mało i jazda byłaby niemożliwa, ale może choć do komunikacji między górą a dołem? Pewnie by się dało,ale... przyjrzyjcie się na zdjęcie: Może temu stoi? Widać, musiał być "ochrzczony" jak niedawno stary orczyk w tym miejscu. Mam nadzieję, że szybko uporają się z tym problemem (i być może innym...) i w końcu krzesełko ruszy. My wspinamy się dalej. Kiedy docieramy do Płaju, zaczyna wiać. Powoli trzeba zacząć myśleć o ubieraniu się, choć dla mnie to dopiero idealny komfort termiczny. Mój kompan woli założyć choć czapkę. Stąd już widać schronisko na Hali Miziowej, więc już tak przyjemniej się robi. Po drodze mijają nas narciarze, kierujący się na Buczynkę. Wszystkim odradzamy ten kierunek, ale tym rozpędzonym nie jesteśmy w stanie. Oj, będą się rysować ślizgi, tępić krawędzie i inne takie. Powinni dać jakieś ostrzeżenie, dużą tablicę, ale niczego takiego nie zauważyłem. Nawet tej słynnej z napisem: "Uwaga, kamienie na trasie!"... Cóż, My dalej do przodu, a tu warunki już fajne. Nie wiem jak końcówka niebieskiej do Hali Szczawiny,ale do Płaju jest dobrze. Jeszcze chwila i osiągamy Halę Miziową. Oprócz pięknych widoków, patrzymy też co tu działa itp. Ludzi bardzo mało. Działa wyciąg na Pilsko i talerzyk na Kopiec. Warunki na trasie bardzo dobre, choć nawet tutaj jakoś obficie nie sypnęło. Kto się uważnie przyglądał, na pewno zobaczył prześwitującą trawę. Na szczęście nic groźnego i na chwilę obecną góra Pilska jak najbardziej godna polecenia. My, będąc rozgrzani, decydujemy się od razu zdobyć szczyt. Przerwę zrobimy sobie w drodze powrotnej. Kierujemy się na niebieską trasę i dalej na Kopiec. Po dotarciu na miejsce, robimy sobie krótki odpoczynek. Kolega zaczął narzekać na obtarcia stóp. Trochę mnie to dziwiło, bo laćki snowboardowe są prawie jak normalne buty. Najwidoczniej "prawie" robi dużą różnicę. Na Kopcu małe zaskoczenie - mija nas kilka skuterów śnieżnych. Wiem, że niektórzy w poważaniu mają wszelkie zakazy, ale skąd ich aż tak dużo? Mały dyskomfort podczas odpoczynku... Szybkie fotki i ciśniemy na szczyt. Widać dość dobrze nie tylko Babią, ale też np. J.Żywieckie czy Skrzyczne. Podobnie jak na Buczynce, niepokoi nas widok powyżej trasy narciarskiej z Pilska - sporo ciemnych plam,wystająca ziemia i kamole. Tu też będzie trzeba kombinować przy zjeździe. Na samej kopule Pilska śniegu do zjazdu dość, ale jeszcze go mało, jak na tutejsze standardy. No ale to dopiero połowa grudnia. Najważniejsze, że docieramy do szczytu i mamy zasłużoną nagrodę, czyli widoczki. Dobry nastrój psuje jedynie bardzo silny i mroźny wiatr. Tu już musiałem ubrać drugą, cienką bluzkę, a po dotarciu na szczyt i odpoczynku, ciepłą kurtkę. Pozostaję się "rozfoczyć", zrobić fotki i tradycyjne Selfie. Na szczycie dostrzegliśmy też narciarzy i snowboardzistów jeżdżących przy pomocy latawców. Niektórzy wzbijali się nawet dość wysoko w powietrze! Jeśli jeszcze ktoś się zastanawiał, czemu tak lubię Pilsko, zwłaszcza na tourach, to już chyba wie... Dobra, fotki porobione, czas uciekać, bo tu strasznie zimno. Wiatr daje w kość zwłaszcza moim dłoniom. Rękawiczki nie pomagają za bardzo. Ruszam więc szybko w dół, byle się nieco schować. Po drodze trzeba uważać,bo zdarzają się takie kwiatki: Kopuła Pilska jest praktycznie płaska, co w sporej części uniemożliwia jazdę na snowboardzie. Narciarz odepchnie się kijkami, "zrobi jodełkę" i po problemie. Snowboardzista ma gorzej, no chyba, że ma Splitboarda i kijki... Tak docieramy do bardziej stromego odcinka odcinka, gdzie można już sunąć bez użycia wspomagania. Kolega montuję dechę, a ja zaczynam kombinować, jak pokonać wcześniej wspomniane miejsce. Wbrew pozorom, nie jest źle i szybko docieram do trasy narciarskiej, na której warunki są już dobre. Oczywiście po południu jest już trochę zmęczona, w jednym miejscu zaczęły wyłazić borowiny, ale bez żadnych przykrych niespodzianek. My ciśniemy do schroniska trochę się ogrzać, choć już podczas jazdy zacząłem nabierać właściwej temperatury. Dobry grzaniec nie jest zły, zwłaszcza w takiej sytuacji. Przy okazji wyjaśniło się, skąd wzięły się skutery śnieżne - można je wypożyczyć! Chyba sam kiedyś spróbuję... Ogrzani, napojeni i nakarmieni ruszamy na dół. Trochę się nam zwlekło i zaczął się już robić półmrok. Szybko pokonujemy trasę, a z nami sporo innych narciarzy i snowboardzistów. Biedaki chyba nie wiedzieli na co się piszą... Jeden gość zalicza glebę jeszcze na dobrym odcinku i niestety dość mocno ucierpiał. Pojawili się jego koledzy, więc My jedziemy dalej do Buczynki. Do jej połowy jazda bezstresowa, później co raz więcej kombinacji. Mi udało się dotrzeć na tyle daleko, że jedynie 100, może 200 metrów musiałem przejść. Bez strat, dodam. Dalej, tj. od Soliska, jazda już z przyjemnością, choć pojawiło się trochę lodu. Przeszkadza jedynie słaba widoczność, bo jeszcze nie włączyli oświetlenia. To znaczy "BABA" nie włączyła... Dojeżdżam na nartach do samego parkingu, pakowanko i czas wracać do domu. Kolejny bardzo udany dzień na nartach, a właściwie na tourach. Piękna pogoda, piękne widoki i w dobry towarzystwie.Szkoda, że Góral nie mógł dołączyć, na pewno by nie żałował - szczególne pozdrowienia dla Ciebie! Pozdrawiam, Johnny.17 punktów
-
Sezon narciarski w województwie świętokrzyskim w sezonie 2016/17 rozpoczął ośrodek narciarski Szwajcaria Bałtowska. Pierwszy wyciąg ruszył wczoraj o godzinie 12, dzisiaj działały już wszystkie trasy. Z gronem przyjaciół umówiliśmy się by wypróbować warunki narciarskie w tym miejscu. Po drodze warunki na drodze znowu bardzo trudne - gołoledź. W miejscowości Niedarczów wypadek - tym razem, również na zakręcie 90 stopni kierowca wjechał w ogrodzenie z cegły klinkierowej. Samochód skasowany maksymalnie, ogrodzenie rozwalone. Dookoła pełno cegieł i zniszczonych części - mam nadzieję, że nikomu nic się nie stało. W ośrodku jesteśmy na otwarciu. Kupujemy karnety na 3 godziny za 50 złotych - kaucja 15. Ponieważ wyciągi jeszcze nie działają robimy sobie jedno z pierwszych grupowych fotek. Salomon Team Widoczność z samego rana i kontrast są bardzo słabe. Pada delikatny, marznący deszcz. Temperatura -2. Trasy przy orczykach przygotowane bardzo dobrze. Widok na łagodny stok, który poprowadzony jest wokół lasu. My jeździmy głównie na fragmencie najostrzejszym w ośrodku - tuż przy wyciągach. Jest świetnie! Twardo, szybko i sztruksowo. Dociera do nas Bumer - od tej chwili, już do końca jeździmy razem. Wspólna fota w charakterystycznym miejscu z nazwą ośrodka. Stoimy na najbardziej stromym fragmencie ośrodka. To tutaj przed laty uczyłem się jeździć na krawędziach. Robię rekonesans na łagodniejszej trasie. Tutaj też jest krótka "ścianka". Dołączają do naszej ekipy Expat i Gosia. Gosia jest jedyną, na dodatek początkującą ale bardzo dzielną snowdeskarką. Po godzinie 11 rusza druga część ośrodka oraz krzesło. Warunki tutaj, przygotowanie trasy trwa od rana - mimo to, nie jest tutaj ani zbyt dużo śniegu, ani warunki nie są zbyt dobre. Mam wrażenie, że na siłę puścili tu narciarzy. U góry prześwitująca trawa przez śnieg, na dole pełna nierówności i bruzd ścianka. Do końca naszego czasu jednak jeździmy po tej stronie. Udaje mi się złapać na fotce Bumera. Pod względem pochyłości trasy, jest tutaj nawet ok. Całość tej trasy wygląda tak: Jednogłośnie stwierdzamy rozmawiając na kanapie, że Bałtów to najlepszy ośrodek narciarski na nizinach. Zarówno pod względem tras jak i infrastruktury. Robimy ostatnią fotkę razem z Bumerem, Expatem i Gosią. Udajemy się na pyszną kawę do tutejszej świetnej restauracji. Pyszne jedzenie, miła obsługa, umiarkowane ceny i piękne miejsce z klimatem. Razem z Andrzejem stwierdzamy, że jedzenie, styl, posiłki - to numer jeden w Polsce jeśli chodzi o ośrodki narciarskie w jakich byliśmy. Kończymy ten dzień... ...jeszcze jedno spojrzenie w stronę miniatur zamków - troszkę ich przybyło od ostatniego roku. Ktoś poznaje - co to za budowla? Żegnamy się z Bałtowem. Patrzę na Kamienną i marzy mi się zimowy spływ kajakowy... ...mam nadzieję, że w tym roku zrealizuję wioślarski plan. Do domu docieramy szczęśliwie, zadowoleni z wyjazdu. Pozdrawiam marboru14 punktów
-
Dzisiaj w niedzielę jakże inne warunki pogodowe niż wczoraj. Temp. na lekkim minusie, mgła i mżawka zamarzająca na goglach. Na Golgocie i Solisku widoczność jako taka. Powyżej obu tych stoków prawie mleko. Mimo to dało się pojeździć. Stoki przygotowane bardzo dobrze czyli gładkie, wylizane, bez uskoków i umiarkowanie twarde. Śnieg szybki. Narciarzy mało, często żadnego narciarza przede mną do wyciągu. Po 10 godz pojawiło się kilka grup szkolonych więc czasem robili sztuczny tłok na Solisku gdzie widoczność była jeszcze znośna. Mimo nie sprzyjającej aury wyjeździłem się.11 punktów
-
No dobra, dziś na Chopoku razem ze swoim młodym zainaugurowaliśmy nowy sezon narciarski. O 8:40 meldujemy się na parkingu w Luckach, gdzie jest już dość dużo samochodów, ale dwa rzędy zostały jeszcze do upchania, tak że jest ok. Rozpakowanie, przebieranie i czas napocząć Sprytną Sezonovkę. Na początku temp. ok -8'c, a pogoda zapowiada się elegancko. Na dzień dobry taka niespodzianka na parkingu. Czyżby Petra przyjechała sobie pojeździć na nartach? A mnie kusi mnie sprawdzenie od razu nowego nabytku Headów Titan, ale kocham swoje Salomony 3V i one wygrały na start, choć po serwisie kilka pierwszych skrętów było że tak powiem zaskakujących. Kolejnym miłym zaskoczeniem, był brak kolejki do wyciągu, co zresztą jak się potem okazało było normą przez cały dzień. Jedynie raz na Zahradkach było może ze 3 minuty czekania. Kilka pierwszych zjazdów to niebieskie trasy 5 i 14 oraz czerwona FIS 11. Do wyciągów kolejek praktycznie brak, a na trasach umiarkowana liczba narciarzy, choć momentami robiło się gęsto. Co mnie zaskoczyło to szybko pojawiające się odsypy, a te trasy same w sobie były przygotowane całkiem dobrze. Kilka zdjęć z w/w tras. A w międzyczasie widoczki na Liptovski Mikulasz i okolice spowite chmurami: Na trasę nr 1 z Priehyby na Zahradki (równoległa 12 była zamknięta, choć ślady nart były tam wszędzie): I turowców, których było naprawdę dużo i byli wszędzie: No dobra, kilka rozgrzewających zjazdów odbytych, więc czas zjechać do Lucek, zabrać z samochodu banany i zamienić narty. Co mogę o nich powiedzieć? Zaskoczyły mnie dynamiką przy przejściu ze skrętu w skręt, a to 80mm w talii, zaskoczyły mnie tak fajnym wycinaniem skrętów, a nie zaskoczyły mnie stabilnością i pewnością jazdy w odsypach, głębszym śniegu, bo w sumie tego się spodziewałem po nich i po to je kupiłem jako drugą nartę na gorsze warunki. Tylko, że jazda na nich bardzo mi się spodobała no i teraz dylemat, bo różnica w lubieniu no1 i no2 stała się pomijalna. No dobra, czas wspiąć się trochę do góry, a konkretnie na szczyt. No to z Zahradek na Prihybę i w gondolkę na szczyt. A co do trasy 1c, 1b, 1a, czyli ze szczytu na Priehybę, to czasem była ona otwarta, potem fragmentami zamykana pewnie ze względu na wychodzący lód. A na szczycie nawet mocno nie wieje, temp. ok -1'c i jest po prostu pięknie. No dobra, zjeżdżamy niebieską Turisticką 34c na południową stronę w dół. Nie jechaliśmy jeszcze tą trasą, ot taka wąska objazdówka czarnej 33a, ale widoki z niej są przepiękne. Wszystko byłoby super gdyby nie pojawiające się na niej wystające kamienie i luźne kamyki, a po kilkuset metrach duże fragmenty lodu zwłaszcza przed zakrętami, które słabiej jeżdżących w tym mojego młodego wprawiały w konkretny stres. Widok na czarną 33a z dołu: I na nową gondolę Krupovej do Kosodreviny. Kiedy dojeżdżaliśmy do Kosodreviny to wagoniki jeździły, więc pomyślałem, że uruchomili ją i decyzja, że jedziemy na sam dół. Zjazd z niebieskiej 34b przed Kosodreviną w kierunku Srdiecka oblodzony i stromo, więc widząc kłopoty Bartka na lodzie postanowiliśmy objechać niebieską za hotelem. A tam na odcinku może ze 200 metrów naniesione przez ratrak kamienie, żwir, ziemia, które ciągnęły się jeszcze już w mniejszej ilości na czerwonej 31. No nic, te 200 metrów trzeba było przejść z nartami w rękach. A na 31 na ściance przed rozwidleniem na Srdiecko i Krupovą żywy lód i odsypy. Objazdu niebieską nie ma, więc wiele osób zaliczało gleby, w tym Bartek, ale jazda ze ścianki na boku była jak się okazało całkiem niezłą frajdą. Myśląc, że gondola normalnie działa zjechaliśmy na dół wzdłuż orczyków czerwoną 31a, a tam niemiła niespodzianka, bo nie działa, a to że chodziła to tylko testy były. No to na orczyk i za drugim razem udało się wjechać. No to kierujemy się już na górę i na stronę północną coś zjeść w miejscu, które w marcu pokazał mi Tadek z Johnnym. Potem jeszcze tylko jeszcze emocje na oblodzonej 2 i można jeść. A po obiedzie mega wolnym krzesłem B4 na Lukovą, gdzie już solidnie wiało, a potem objazdówką 5a, 5 i 14 na parking. Wg iSki Trackera zrobione 44km, więc jest ok jak na rozpoczęcie sezonu. A jutro kolejny dzień. A na koniec dnia taki widok z okna kwatery w Pavcinej Lihocie.11 punktów
-
Ja zaliczyłem Pilsko wczoraj. Tryhard na początek sezonu 100km (licze wyciągi bo orczyki mi dały w d... bardziej niz zjazdy:))) Z Pilska na Miziową dobre warunki jedynie ostatnie 50-100 m lepiej jechać bokami bo na środku trochę kamieni - do pominięcia. Z Miziowej na Szczwiny podobnie fajnie tyle ze kamienie sa w górnej części rasy. Trasa 5 do parkingu ze Szczawin zamknięta.... potwierdzam nie da sie zjechać - próbowałem, kamiory straszne. nie wiem jak 6 na buczynkę ale chyba tez zamknięta. Ludzi malutko max przy kolejce to okolu 10 osób. Zdziwił mnie brak orczyków na wyciągu na kopiec - czyżby nie planowali go uruchomić? Chodził talerzyk ale nie testowałem.10 punktów
-
W ten weekend udałem się do Jurgowa,by wystartować w zawodach masters,organizowanych razem przez Polaków i Słowaków,którzy przysłali znacznie więcej zawodników. W sobotę piękna pogoda,nienaganny stok i bardzo długi slalom. W niedzielę miał być gigant,który natrafił na spore przeszkody.Okazało się rano,że stacja nie ma prądu,bo w nocy ktoś przekopał kabel zasilający całą okolicę.Czekaliśmy godzinę na agregat,który miał przywieźć Tauron,ale że mu się nie spieszyło,zdecydowano wywozić nas ratrakiem.A że na ratraku mieściło się mało ludzi,by nie czekać,niektórzy,w tej liczbie niżej podpisany skonstruowali z linek holowniczych wynalazki przypominające orczyk i za każdym razem czepiało się z tyłu. Za chwilę zeszła gęsta mgła,która spowiła stok.Preferowało to zawodników starszych jak niżej podpisany,bo w pewnym wieku człowiek nie wie już,co to strach ,co to zmęczenie-nie wie nic... Obie konkurencje ukończył pan Otto Krajnak z Keżmarku,jeden z 2 słynnych braci.Kilka lat temu jego brat Vlado zabił sie w Bachledovej,uderzając z dużą prędkością w drzewo w wieku 87 lat.A Otto,który za dwa tygodnie zaczyna 92 rok życia,z łatwością zjechał minutowy slalom po lodzie i długi gigant we mgle... Zasłużył zatem,by tylko jego zdjęcia dołączyć do tego postu,niestety usytuowanie miejsca rozdawania medali nie sprzyjało jakości zdjęć...9 punktów
-
Nie wiem od czego zacząć. Trudno jest mi pozbierać myśli po wczorajszym dniu. Emocje negatywne mieszają się z euforią. Nigdy bym nie pomyślał, że 2h jazdy na nartach mogą przynieść tyle wrażeń (a właściwie nie sama jazda, tylko dążenie do niej). Uprzedzam, że jeśli ktoś chce się dowiedzieć z tej relacji czegoś o warunkach, to musi przewinąć trochę w dół. Jednak zachęcam do przeczytania całości, żeby mieć pełen obraz sobotniej jazdy. Jako, że nie wiem od czego zacząć, zacznę od początku. Wszystko zaczęło się dwa tygodnie temu, kiedy w centralnej Polsce pojawiły się mrozy i spadł śnieg. Codzienne przeglądanie kamer na lubelskich stokach zaowocowało pomysłem jednodniowego wypadu na narty. Do tego pomysłu namówił mnie też Marboru. Mieliśmy już pewien plan - Kazimierz/Rąblów albo Chrzanów. Jednak wszystko zmieniło się w ciągu ułamku sekund. Szedłem oblodzonym chodnikiem i nagle ŁUP! Upadek. Jako, że ledwo wstałem, oznaczać mogło to jedno - narty, na które miałem pojechać w przyszłym tygodniu stanęły pod wielkim znakiem zapytania. W szpitalu okazało się, że to tylko stłuczenie (lewego kolana). Przez to "tylko stłuczenie" przez 3 dni chodziłem wyłącznie o kulach. Miałem jednak ogromną motywację - zbliżający się wyjazd narciarski. Starałem się ze wszystkich sił ćwiczyć tak, aby móc za kilka dni zrobić pierwsze szusy na śniegu w tym sezonie. Lekarz powiedział, że mogę jechać. Jednak im bliżej wyjazdu, tym bardziej obawiałem się niego. Wątpliwości rozwiał telefon Mariusza (marboru) - okazało się, że jedyny lubelski ośrodek zostanie zamknięty przez panującą odwilż. Trudno. Przynajmniej udało się kupić nowe Heady. Kolejny tydzień to kolejne plany i mnożące się pytania, na które nie mogliśmy odpowiedzieć - co ruszy? Ile tras? Kiedy??? Mimo tego pojawił się zalążek pomysłu wspólnego nartowania - sobotni Rąblów. Zalążek rósł - i wyrósł z niego spory owoc - jak się okazało "ciężki orzech do zgryzienia". Ale co tu dużo pisać. W końcu kupiłem bilet na Polski Bus do Radomia na 6:15. Wszystko przygotowane - jeszcze tylko ostateczne ustalenia z Mariuszem (chcieliśmy się jak najlepiej spiknąć) - i można zaczynać właściwą relację... Pobudka 5:30, szybkie śniadanko i hop do samochodu. Tata podrzucił mnie pod autokar, więc niedługo później siedziałem już wygodnie z myślą, że za 4h będę śmigał z Mariuszem, z którym chciałem spotkać się już rok temu. Myśli są jednak błędne i kruche... Po 40min jazdy zrobiliśmy nieplanowany postój. Okazało się, że dalej NIE POJEDZIEMY. Zapasowy autokar miał przyjechać za pół godziny. Przyjechał po 1h 10. minutach. W Radomiu zamiast o 8 byłem o 9. Całe szczęście Mariusz mnie szybko znalazł i mogliśmy już jechać prosto na narty. No właśnie. Szybko i prosto. ZA szybko i ZA prosto... Gadało nam się bardzo przyjemnie. Nic nie zapowiadało nadchodzącego zdarzenia… Aaaa! Droga się kończy. Słup, drzewo i ŁUP! W tym momencie na prawdę nie wiem co napisać. Ciężko jest o tym cokolwiek pisać. Krótko mówiąc, nie mogliśmy się ruszyć. Nieoceniony okazał się Piotrek (expat) oraz Tata Mariusza. Po godzinie od wypadku byliśmy już w drodze do... salonu Toyoty! Po załatwieniu wszystkich formalności wyjechaliśmy nowiutkim samochodem. Tym razem wszystko już poszło zgodnie z planem. Powiem tyle, że z Mariuszem bardzo przyjemnie się jedzie - cały czas rozmawialiśmy o wszystkim w miłej atmosferze. Jeśli chodzi o nasz cel, to zmieniliśmy go na Kazimierz. Okazało się, że jest mało ludzi, więc 2h będą bardzo intensywne. Na miejsce docieramy o 13:30. (Taka ciekawostka - do Kazimierza jechałem tyle, co zwykle na Słowację). Idziemy pod kasy i kupujemy 2 godzinki za 40 zł. Robimy jeszcze pamiątkowe fotki naszych nart... ... I hop na stok! Trzeba przetestować nowy nabytek - Head Supershape i.Rally 163 16/17 (dzięki wszystkim za pomoc w doborze nart). Czynna była trasa niebieska (590m) oraz przedszkole narciarskie (110m) z wyciągiem zaczepowym. Dzięki temu, że w ośrodku jest kilkanaście najnowocześniejszych armat Supersnow (jest też kilka innych firm) stok udało się naśnieżyć w krótkim czasie. Trasa czerwona nie została do końca naśnieżona. Wąwóz (snowpark) też potrzebuje jeszcze dostawy białego. Nie ma tłoku na stoku - na wyciąg wchodzimy praktycznie bez kolejki. Na nartach jeździ się świetnie! Pięknie wcinają się w każdy lód, który gdzieniegdzie nieopatrznie pojawił się na stoku. Według mnie te narty są idealne do jazdy dla średniozaawansowanych osób, które chcą przeskoczyć kilka szczebli wyżej. Mariusz dał mi się raz przejechać na swoich Salomonach. Czułem się, jakbym tratował każdą napotkaną nierówność! Do 15:55 czynny był tylko jeden wyciąg – dowiedziałem się od obsługi, że drugi ma awarię. Jednak jak widać panowie cały czas coś dłubali. Kiedy skończyliśmy jazdę, wyciąg ruszył. Jazdę kończymy przy klimatycznym świetle. Na koniec zaczepił nas Piotrek, który często odwiedzał forum „incognito”. Z tego, co widzę, zalogował się już jako@broom. Mam nadzieję, że uda nam się kiedyś razem pośmigać i dłużej pogadać. Po dwóch godzinach intensywnej jazdy idziemy na pizzę – jest naprawdę świetna! Potem wracamy, żegnamy się i hop do busa. Udało mi się wskoczyć do niego na dwie minuty przed odjazdem. Całe szczęście już bez przygód dotarłem do Warszawy. Moja podróż zajęła prawie 15h. Jazdy na nartach było tylko 2h. Powiecie, że to nie miało sensu? Zapytacie czy żałuję (bo przecież w tym czasie mogłem obrócić do Szczyrku i pośmigać tam nawet 5h)? Odpowiedź to NIE! Narty to jedno, ale towarzystwo, w którym się jedzie, jest najważniejsze. I nie ważne czy się jeździ po ośrodkach, które mają kilkadziesiąt km tras, czy po trasie 600m. Pod koniec napiszę, że planowałem ten wyjazd 2 tygodnie. Dzięki takiemu oczekiwaniu i wielu przeciwnościom doceniłem to, że mogłem pośmigać chociaż te 2h. Na koniec – jeszcze raz Wielkie Dzięki Mariusz! Gdyby nie Ty, siedziałbym cały dzień z myślą „kiedy w końcu rozpocznę śnieżny sezon?”. Fajnie było pogadać i razem spędzić ten wyjątkowy narciarski dzień w fantastycznym miejscu. Pozdrawiam Marcin ~leitner6 punktów
-
Dzis na jaworzynie byla marna pogoda pochmurno \ okresami padal snieg ,lekki minus przez caly dzien ,twardo ,duzo kamieni i bez kolejek Wysłane z mojego myPhone Q-Smart LTE przy użyciu Tapatalka6 punktów
-
Teraz na jaworzynie ....widocznosci brak ,twardo fajnie ,kamienie Jest moc Wysłane z mojego myPhone Q-Smart LTE przy użyciu Tapatalka6 punktów
-
Trochę zapędziłem się z tym Tyrolem. Saalbach, Hinterglemm, Leogang, to ON leżące w Salzburger Landzie. Tylko Fieberbrunn jest położony na terenie Tyrolu. Jednak karnet tyrolski pozwala na jazdę w całym połączonym ON. Wczoraj do Fieberbrunn nawet nie dotarliśmy. Dzisiaj to nasz główny punkt programu. Słońca brak, lekki mróz i mniej ludzi niż wczoraj. Start tradycyjnie z Vorderglemm. Trasy równe i twarde. Wszystkie fajne bez wyjątku. Mimo, że połączony ON ma do dyspozycji 270 km tras, chwilowo czynne tylko 150 km, strasznie mało i zero freeridu.Dobra to żart, ale jak dojdą do tego dodatkowe 120 km i off piste. To będzie czołówka europejskich ośrodków narciarskich. Dla mnie jest w moim top ten. Docieramy wreszcie do Tyrolu Znajdujemy tutaj jeden z ostatnich orczyków Ponieważ brak śniegu na freeride, Wiesiek może sprawdzić Swój wzrost, a nie ilość śniegu na off piste. Oczami wyobraźni widzi przyszłe piękne linie freeridowych zjazdów Oczywisty symbol stacji narciarskiej Fieberbrunn - pinezka Google Z Tyrolu udajemy się jeszcze do Leogang i lądujemy w kultowej Alte Schmiede. O 16 kończymy w punkcie startu. W niedzielę mi jeździło się wybornie. Jurek zrobił dziś przewyższenie ponad 20 km.5 punktów
-
5 punktów
-
Tutaj jeszcze przejazd Buczynką. Na razie bez telemetrii, choć nagrałem filmik z uruchomionym GPS. Może ktoś już to robił i może pomóc?4 punkty
-
Johny bardzo żałuję, muszę chyba jednak mniej się nakręcać przed sezonym bo później nic z tego nie wychodzi. Obiecałem sobie nawet, że pogotuję trochę przez weekendy i właśnie to robię, obejrzałem Łotra jednego w kinie, rodzinkę wysłałem na Pilsko. Rosołek się warzy, zajrzałem tu i już po mnie wciąga mnie na nowo. A w dodatku góraleczki wrócili z Pilska, mam nadzieję, że zdjęcia mają. Dziękuję za pozdrowienia. Marne ale dowód jest że Górale się nie poddawają.4 punkty
-
4 punkty
-
Mariusz, brawura nie odwaga... nowe auto... i jeszcze Prezes na pokładzie... Tak poważnie, to dobrze, że na drobnych otarciach auta się skończyło. Oby nigdy więcej takich historii! Wolę czytać o nartach.3 punkty
-
Witam Z SONu pojawiło się sporo zdjęć więc nie będę zapodawał swoich tylko krótki komentarz. Nie udało nam się z żona dojechać na 8. Byliśmy na bramkach dopiero o 10:21. Parkowanie na Pośrednim, ale nie tuż przy stoku tylko przy drodze(całkem dobrze odśnieżone). Nie ogarniam polityki SONu(TMRu) w temacie przygotowania tras. Moim zdaniem na Pośrednim na spokojnie można by przygotować trasę 13. Na moje oko trasy obok to wyłacznie naturalny śnieg(trasa nr 9). Podobnie wydaje mi się że trasa 4 z wariantem 4A to też na naturalnym śniegu(jak coś to proszę mnie poprawić). Więc skoro tam się dało to dlaczego reszta zamknieta. Jasne jest, że na takiej Bieńkuli tyle śniegu nie wystarczy, ale na takim Małym Skrzycznem nawet jak trochę wywiało śniegu(na górze to się zdarza) to dosypać armatką i wszyscy zadowoleni. Rozumiem, że Słowacy umieją liczyć a diesel do ratraka kosztuje, ale akoś nie chce mi sie wierzyć, że za rok będa fantastyczne kanapy i wszystko będzie hulało tak, że będzie się można zajeździć na śmierć. Chyba, że kombinują że z 60zł/4h się zrobi 60euro. Na plus to co widziało ratrak czyli 4, 7, 8, 10, 11. Golgota, ktora jest dla mnie za trudna jeszcze ok 12 moim zdaniem była bardzo ok. Poza powyższymi problemami na minus 9, która nie była w żaden sposób oznaczona, że zamknięta(tarsy do Czyrnej mają takie znaki) a ratraka to to nie widziało. Pogoda ideał. Warun dobry. Do świąt się można spokojnie najeździć szkoda, że nie na całości. PS. Byliśmy w piątek.3 punkty
-
Dzień do południa dość spokojny, później nabrał tempa . Zaliczamy wiele tras, jeszcze nie ogarniam całego ośrodka. Trzeba kilku dni, żeby to wszystko zjeździć. Nasi (nasze) Jurek że Swoim najnowszym nabytkiem. Jutro go poproszę, to może pozwoli ich dotknąć. Tego budynku nikt nie rozpoznaje, na tej wysokości (około 2000 m). Piwosze co z Wami?3 punkty
-
Nie można mieć wszystkiego, trzeba cieszyć się tym co mamy, chciałbym powiedzieć PS Oglądałem dzisiaj zdjęcia z Dolomitów, tam to dopiero wygląda...2 punkty
-
Również jeździłem w weekend w Szczyrku. Nawet w niedzielę jeździło mi się lepiej niż w sobotę. Ten ułamek świeżego śniegu znakomicie poprawił warunki jazdy. Powstały naprawdę fajne mikro-odsypy na łagodnych czerwonych trasach i na niebieskich. Fakt, że Golgota przez to się szybciej zmuldziła, ale nie cała. Moim zdaniem całe dwa dni była super, i do tego różne. Niezła zima w Szczyrku, nie tylko śnieg na trasach, ale do tego zimowa atmosfera dookoła. Warunki lepsze niż w niejednym Tyrolu W niedzielę w kość dzieciom dał stan torów pod orczykami. Rodzice jadący z dziećmi się wywracali w tych torach. Ja jeździłem z córką i po pierwszym przejeździe orczykiem zaczęliśmy jeździć w pojedynku. Trochę to nie fajnie, ale było znacznie bezpieczniej, i nikt z nas się nie wywrócił. I taki komentarz skiturowy: czwórką dzisiaj wchodziły tabuny na fokach. Myślę że nawet z 50 mogło ich być w sumie. Sobota Niedziela - moja ulubiona trasa 7 dzisiaj na dolnej części do Soliska2 punkty
-
Dziękuję Wchodziliśmy ponad 3 godziny. Mówię może mało dokładnie,ale też nie spieszyliśmy się. Nie mamy ochoty bić rekordów, toczenia jakiejś rywalizacji... Dla nas to była rekreacyjna wycieczka i tak właśnie będą wyglądać kolejne wyprawy. PS. Jak Ci sie podobają jakieś zdjęcia, bierz śmiało!2 punkty
-
2 punkty
-
Piękne widoczki,aż przykro patrzeć.... jak mawiał klasyk. Johnny,ile czasu zajęło Wam wejście z Korbielowa na Pilsko?2 punkty
-
Cześć Czytałem i współczuję przygody. Skrzyżowane narty na stoku to ogólnie znany sygnał wypadku lub innego nieprzyjemnego zdarzenia. Unikajmy wbijania nart w ten sposób nawet przypadkiem. Pozdrowienia2 punkty
-
Piękne fotki - super wyprawa, zresztą jak zwykle Maćku Dzięki! Pilsko planuję w tym roku... od dwóch lat się wybieram. Oby w tym sezonie mocno sypnęło śniegiem jeszcze. Pozdrowienia.2 punkty
-
Powiem tyle, że warunki z Pilska do Miziowej dobre! Ale śniegu tam mało,więc do Szczawin pewnie to samo...2 punkty
-
Witam, Stare konto gdzieś przepadło , no to melduję się na nowym. Dzięki bardzo za te ciepłe słowa. Aż się zaczerwieniłem . Mnie również było bardzo miło Was poznać. Szkoda, że musiałem już wracać i nie mogliśmy uciąć dłuższej pogawędki. Ale co się odwlecze, to ... Fajnie jest poznać takich zapaleńców, co to ich żadne przeciwności losu nie odwiodą od nartowania, ... nawet poranne przygody samochodowe. Całe szczęście, że nikomu nic się nie stało, a zderzak się wyklepie, czy jakoś tak ... To do następnego razu. Pozdrawiam Piotr2 punkty
-
Cóż. Najważniejsze że wszyscy są cali i zdrowi. Sapient, gdyby Mariusz zaczął skręcać trochę później, to moglibyśmy skończyć na drzewie albo betonowym słupie. Różnie mogłoby to się skończyć.2 punkty
-
2 punkty
-
W Ischgl było na tyle atrakcyjnie, że pozwolę sobie na krótkie (jak na mnie) resume... Jeździłem w Alpy w różnych grupach. Z rodziną, przyjaciółmi, obozy sportowe, sam i układy mieszane. Od zeszłego sezonu doszły do tego wyjazdy z grupą narciarskich zapaleńców. Wyjazd taki to czysty relaks, nic mnie nie obchodzi, wszystko gotowe, trzeba tylko jeździć na nartach. Jak ktoś chce poszaleć tylko na nartach, to nie ma chyba lepszej opcji, 4 dni i wyjechany jestem na maksa. Do tego w grupie tacy narciarze jak Jurek czy Wiesiek i po 4 dniach wracasz z chęcią do domu (tak mi się wydawało przez 2 dni, później znowu ciągnie na alpejskie trasy). Podobny efekt dają tylko obozy sportowe, ale koszty są wtedy jak 1 do 3. Sam Ischgl nie powala cenowo. Jak nie śpisz w samej miejscowości, nie lądujesz po nartach w licznych knajpach (np Schatzi Bar i oczywiście w narciarach tylko do 20) to ceny absolutnie akceptowalne. Coś na ciepło, niedaleko Schatzi w Billi cały kurczak za 5 euro, czy frikadelle z bułką, sałatą, sosem chyba 2-3 euro, lub wielka pizza w ristorante za 10-12, takimi cenami mnie nie powaliło. Do tego świetne, zróżnicowane trasy i ogromne możliwości freeridowe. Jak na koniec listopada to prawdziwa bajka. Jeszcze muszę dodać do plusów ilość narciarzy na trasach. Wtorek to już były prawdziwe pustki. No i pełne słońce w poniedziałek i wtorek. Zresztą niech przemówią za mnie zdjęcia. Trochę dziwne uczucie, pełne słońce, a co jakiś czas trzeba przecierać gogle bo całe zaszronione. Poniedziałek i wtorek prawie wszystkie armaty i lance śnieżyły (lodziły). Po kilku godzinach jednak się przyzwyczaiłem. Przecież wiedziałem, że śnieżą dla Artixa. Dzięki działającym armatkom na niebie zrobiło się ciekawie, może nie było 3 słońc jak nam pokazał Jodek w Soelden, ale 2 tęcze też ciekawie wyglądały A ta, to mi przypominała Schladming i konstrukcję do obsługi kamer na mecie W poniedziałek zjazd do Ischgl 1 był dosyć ekstremalny, ostatni odcinek to praktycznie lód Generalnie mogę powiedzieć trasy "całe tylko moje" Tłumy pod knajpami na Idalpie Do kanap kolejki Ciekawe zjawisko geologiczne, między Szwajcarią, a Austrią kamienne piargi, rozległość i wielkość skał odpadających przez wieki od góry skalnej zrobiło na mnie wrażenie W samym mieście ruchomy tunel dla leniwych lub zmęczonych (nie dotyczy Jurka i Wieśka, Oni robili za przewodników) Widać, że w ośrodku przygotowują kolejne trasy, tutaj w Alp Trida (dla Artixa oczywiście) Podziękowania dla wszystkich, za pomoc w szukaniu magnesów, mimo zmęczenia z ochotą rzucili w miasto, co było niezwykle dla mnie ważne... Wybudowali nową kolejkę gondolową, mogącą pomieścić 28 osób, mnie by wystarczyła 4 osobowa. Głupio się jeździło 4 razy z rzędu samemu, dodatkowo przede mną i za mną puste gondle. Podczas ostatniego wjazdu zostało ze mnie tyle co na tym zdjęciu... Do dzisiaj zastanawiam się jak Jurek to czasowo ogarnia. Po powrocie na kwaterę, zdążę się tylko przebrać, a obiad już podany, sztućce, talerze i gorący posiłek gotowy w kilka minut, to samo rano, nawet w wojsku nie było takiego tempa! A byłem to wiem (w wojsku) Pozdrawiam serdecznie!2 punkty
-
1 punkt
-
Dokładnie tak! Lepiej cieszyć się z tego co mamy,niż płakać za marzeniami... my ślę, że ta zima będzie fajna!1 punkt
-
Co to za forum? Wszyscy o jakimś samochodzie w rowie, gołoledzi, itp. A bo to jeden leżał wczoraj czy dziś w rowie? Takie życie niestety, dobrze że chłopakom nic się nie stało, a samochód nie szklanka, wyklepie się. A gdzie choć słowo o narciarstwie? Aaaa było, faktycznie, Heady Marcina podobają się no i pewnie do tego fajnie jeżdżą Stacja Kazimierz to pewnie jedna z tych, do których nigdy specjalnie nie pojadę, ale i tak fajnie jest czytać relacje i oglądać zdjęcia z takich stacji, a przy okazji podziwiać wytrwałość ludzi uzależnionych Od narciarstwa oczywiście, bo po takich przygodach jechać jeszcze kilkadziesiąt km do Kazimierza na jedną czynną trasę, to inaczej tego nie można nazwać jak uzależnieniem Ćpuny narciarskie jesteście1 punkt
-
Pięknie! Choć fakt, że ze śniegiem szału nie ma. Ale to grudzień i jeszcze sporo czasu jest na uzupełnienie braków...1 punkt
-
Chopok - Lukova zamknięta. W piątek próbowałem nią zjechać - sama góra, gdzie jeszcze śnieżyli warun super - oczywiście pomijając sztuczny śnieg z lanc, który uderzał w twarz - twarde podłoże i świeży sztuczny śnieg, naprawdę świetna zabawa. Po ominięciu "puszczonych" lanc lodowisko, dosłownie, nie było nawet na czym krawędzi przyłożyć. Ludzie sypią się jak cholera, ale to jakieś 50 - 80 m. Potem na zmianę lód z trochę lepszymi warunkami i kamienie, ale ogólnie zjazd z Chopoka na Lukovą było wyzwaniem. Oczywiście trzeba było omijać lub skakać na usypany śnieg W sobotę próbowałem 12 - prawie w ogóle lodu, ale trzeba było uważać na kamienie - było ich sporo, trzeba było uważać - ale trasa tylko na początku trochę wyratrakowana - na szerokość jednego ratraka - pozostała większość sztuczny "puch" - oczy szeroko otwarte, ale ogólnie jazda przyjemna. I jeszcze 11 - otwarta też w sobotę, jeździłem już na niej w piątek, ale nie do końca dobrze przygotowana, dużo średnich i większych grudek lodu, który tak naprawdę w ogóle nart nie trzymał - taka jazda mało przyjemna - choć uwielbiam do trasę na Chopoku ... A ... jeśli chodzi o spanie - nie polecam Penzion Squash w Liptovskim ... same minusy ...1 punkt
-
Hehe, zameczek wygląda jak ten w Malborku (akurat latem mieliśmy okazję zwiedzić). Kurcze, fajny ośrodek. Wygląda jakby dobry kilometr trasy było. Na lubelsczyźnie mieli gdzieś stawiać pierwszą kanapę, ale chyba ani widu ani słychu...1 punkt
-
Również dziękuję! Było świetnie i mam nadzieję, że niebawem powtórzymy... ...zabiorę Cię na stok, gdzieś w świętokrzyskie1 punkt
-
Dzisiaj po drodze do Bałtowa podobna sytuacja na drodze - tym razem, to nie ja miałem wypadek. W miejscowości Niedarczów - gołoledź i czołowy wypadek samochodu z ceglanym ogrodzeniem. Auto do kasacji a w płocie potężna dziura - mam nadzieję, że nic nikomu się nie stało, my przejeżdżaliśmy jak już sprzątali z drogi rozbite części. Gołoledź i marznący deszcz Bardzo się cieszę, że zalogowałeś się ponownie - w razie czego, gdy będziesz się wybierał pojeździć, daj znać na priv - może uda się umówić Pozdrawiam serdecznie marboru1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Jestem na miejscu. Wszystkie kolejki otwarte, trasy też prawie wszystkie i warunki zacne. Przy kolejce Laliky czynna czarna trasa. Kolejek do wyciagów nie ma w ogóle. Frekwencja na jazdach wieczornych znikoma i w zasadzie cała trasa dla siebie.1 punkt
-
1 punkt
-
Zawsze można i tak nakręcić SWÓJ filmik narciarski i zostać gwiazdą youtube'a:1 punkt
-
Velka Raca 16.12.16. Dzisiaj rozpocząłem sezon i padło na VR. Jeżeli chodzi o warunki to trasy przygotowane są dobrze (te otwarte) Dzisiaj otwarta była: 1, 3, 4, 5, 7 i 12. Czarna 9 niby była zamknięta ale dało się jeździć (przygotowanie jej jednak było do bani). Dzisiaj czynne wyciągi to Dedovka, Laliki i Hrebenova. Marguskę włączyli około 10. Za 15 jurków wyjeździłem się setnie. Ludzi było niewielu. Jutro zapowiadają czynne wszystkie wyciągi i dodatkowo trasy 10b, 2 i wszystkie łączniki. Tu parę fotek: Pozdrawiam.1 punkt
-
1 punkt
-
Udało mi się wczoraj wreszcie rozpocząć nowy sezon .Ze względu że na V.R. mam kamieniem dociepnąć (112km ) a warunki zapowiadały się rewelacyjne nawet się nie zastanawiałem . 8.30 zameldowałem się na Dedovce pod kasą .Ludzi mimo że to piątek bardzo mało( w godzinach szczytu na stoku naliczyłem aż 7 osób ;)).Trasy otwarte wszystkie,z wyciągów nie kursowała jedynie kanapa na Marguśce.Na laikach w górnej części czarnej trasy śnieg przemieszany z ziemią i to by była jedyna rzecz do której można się przyczepić reszta przygotowania tras bardzo dobra1 punkt
-
Dlaczego uwielbiam Ischgl. Nie dlatego, że są imprezy, żarcie świetne, striptizy, w butach nie wolno chodzić.... uwielbiam Ischgl bo ma praktycznie nieograniczone możliwości freeridowe. Nawet jak nie ma warunków - to są warunki (trzeba tylko jeździć z Wujotem) W minionym tygodniu śniegu poza trasami niewiele, ale jak tam się jeździło... z Palinkopf okolice 80 Jest zabawa, radość, latanie, jest fun Wiesiek nie był "miły" nie wybierał łatwizny, trzeba było przedzierać się przez lawiniska, ale radość z przejazdów tym większa pod D2 przy 21 również zabawa przednia, prawie całą ekipą E4 koło 40 brak mi słów Wujot odkrywa kolejne tereny Wiesiek pod armatnim gejzerem W Alp Trida też się da Na koniec znowu koło 80, wszystkie ślady nasze Końcowy ostatni zjazd, ale jeszcze tu wrócimy.... Pozdrawiam serdecznie.1 punkt
-
Wprawdzie nie była dzisiaj w planach V.R. ale dostałem póżnym wieczorem informację że bardzo dobre warunki panują w wyżej wymienionym ośrodku i wszystko hula Tak więc organoleptycznie,rodzinnie postanowiliśmy to sprawdzić Meldujemy się po 8,przebieranko i po karnety Pogoda trafiła się w dechę,no może mróz mógł by być jednocyfrowy,ale mała wilgotność i brak wiatru dobrze wróżył Przygotowanie tras przez Slowaków naprawdę na duży plus.Przez pierwsze 2-3 godzinki praktycznie brak przetarć,drobne kamyczki Pożniej coraz więcej osób więc i na stromszych fragmentach pojawiały się lekkie przetarcia,ale spokojnie do objechania Tak więc powiem szczerze że jestem miło zaskoczony podejście gestorów ośrodka do klienta Ps.Chyba faktycznie przed sezonem obsługa ostro ryła na trasach,bo kamieniorów jakby brak1 punkt
-
Marionen, super relacja. Fajnie sobie przypomnieć znajome tereny, kiedyś też ujeżdżany Ten fragment, który opisujesz jako najcięższy na Tuxie- jak mi tam puściły na twardym to sporo poleciałem, a zatrzymać się nie było łatwo Dla mnie najfajniejszy na Tuxie był ten obszar: zbocze widoczne w centrum zdjecia, pole snieżne zakończone żlebem. Dojazd trawersem ze szczytu orczyka koło snowparku (wysiada się w lewo), ale trzeba uważać na szczeliny. Pitztal dużo lepszy wg mnie, łatwiej dostępne tereny i jest ich więcej. Jak tam byłem to ta gondola, obok której przeskakiwaliście przez płot była przed remontem - ja wyskakiwałem od razu z platformy górnej stacji, chociaż obsłudze niezbyt się to podobało potem zjazd prosto granią i odbijałem w prawo do żlebów, które na czarnej trasie sie kończyły. Super tereny, trzeba kiedyś tam wrócić. Pozdrawiam1 punkt
-
JurekByd, Wujot i reszta towarzystwa śmiga sobie teraz (jak zwykle nie wiem gdzie) gdzieś w Alpach, może Ischgl, może jakiś lodowiec. Gdzie by to nie było, warun najlepszy z możliwych mają (nie jeżdżą przecież w innych - lata doświadczeń!). A ja dzisiaj komputer i telewizor do wyboru. Zerwać się dzisiaj nie mogłem z przyczyn niezależnych. Przeglądam zdjęcia z przed tygodnia, wracam myślami do chłopaków i tych pięknych miejsc w których razem byliśmy. Jakoś tak się składa, że zawsze z nimi są sami narciarscy napaleńcy, zadowoleni i nie narzekający. Wujot pewnie katuje kolejne łąki i obszary białego nietknięte "ludzką nartą czy snowboardem", a ja wspominam... pierwsza kolejka na Pitztalu, Juras, MarioJ, Wujot, Robert, Kamil, Bartek, Filip, i gdzieś zagubiony między autami Fikol. W sobotę na trasach tłok, ale nas to nie dotyczy, mamy przecież offpiściaków z Wrocławia Kiedy zrobiło się monotonnie Wujot przechodzi przez płot Razem z MarioJ deliberują, damy radę czy nie W tym samym czasie zbiera się grupa gapiów, niektórzy z aparatami i myślą zjadą, nie zjadą, przeżyją, nie przeżyją, najczęściej powtarzane słowo crazy, my jednak wiemy, spoko to trasa dla nas Dzień minął, pora wracać Pozdrawiam serdecznie.1 punkt







