Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
04.01.2017 - 04.01.2017
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 04.01.2017 uwzględniając wszystkie działy
-
Zanim przejdę do opisu 6 i 7 dnia Pozwolę sobie na refleksje, które mi się nasuneły podczas kolejnych dni - w schroniskach były całe rzesze narciarzy i sprzętu więc populacja badawcza była spora. Demografia Parytet damsko-męski ustaliłem na 1:8. Ogólnie towarzystwo... zgredziarskie - łapaliśmy się na średnią wieku. Zdałem sobie sprawę, że bardzo możliwe, że ci wszyscy narciarze to pionierzy skiturów (czyli miksu nordycko-alpejskiego), którzy zakładali pierwsze Silvretty a później TLT. Nikt nie miał kamerek na kasku, długich kurtek i obwisłych spodni za to wszyscy o 7.00 rano byli już na szlaku i w dobrym tempie pokonywali te 1500 m w pionie. A później zjazd, często w pięknym stylu, na przecież jednak kompromisowym sprzęcie. Pomyślałem sobie, że freeride to chyba jednak zjawisko bardziej kulturowe jak narciarskie - bo jak "sprzedać" całą tę niefektowną zbieraninę. Czyli freeride to fun i młodość a skitur - zgredziarstwo (w domyśle). Oczywiście żartuję. Trochę. Pomysł na freeride Po raz pierwszy zobaczyłem, że można w tym narciarstwie wysokogórskim tak zdecydowanie postawić na dobrą jazdę. W Austrii, w której dotąd głównie chodziłem, jest jednak sporo niżej, tutaj były miejsca gdzie po 5 km podejściu miało się 1500 m przewyższenia. Przy mocno zaciekłej ekipie można byłoby zaliczyć dwa zjazdy dziennie (darowując sobie ostatni dolny kawałek pierwszego zjazdu). To zdecydowanie dobra alternatywa dla heliskingu (koszt zero i dwa zjazdy) czy jazdy z wyciągu (tu dla odmiany jakość zjazdu była jednak nieporównywalna z tym co przeważnie da się zrobić). Nocleg w stałym miejscu (np Brance) pozwala zabrać wiecej rzeczy w roli luksusowego zapasu. Według tego wzorca działała para sympatycznych Czechów, którą przydzielono nam do towarzystwa przy stole. Można też zdecydować się na troszkę solidniejsze narty. Sprzęt Po raz kolejny przekonałem się o absolutnej dominacji wiązań Dynafita - stanowiły 2/3 całości, pól na pół radicale i verticale. Z reszty - głównie diamiry, praktycznie nieobecny marker a w szczególności Barony, Diuki. Zaobserwowałem wyraźne "poszerzenie się" nart - moje 72 mm były chyba jednymi z najwęższych (ale wcale nie zamierzam tego zmieniać, nawet przeciwnie jestem coraz bardziej do nich przekonany). Teraz około 82 mm jest chyba nowym standardem, są czasem obecne narty jeszcze szersze - zauważyłem nawet parę UBAC-ów (z TLT). Po raz pierwszy był snowboard (split) - daje to obecność na poziomie 0.1 %. W butach najwięcej było Scarp Maestrale (ale znów nie tak dużo), reszta to wielka różnorodność, w sprzęcie wspinaczkowym było podobnie, mogłem pomacać wszystko co jest oferowane (choć nie znalazłem czekana campa Nanotech). Schroniska Porównując je do austriackich (oczywiście tych które znam) to są sporo brzydsze, także standard pokoi jest gorszy. I zdecydowanie większa dekapitalizacja. Na korzyść Włochów można zapisać kuchnię, mimo, że raczej niewyszukana (czyli makaroni zawsze) to jednak bardzo smaczna. Co prawda śniadania to była lekka porażka (głównie na słodko). Pobyt w schroniskach był tutaj wyraźnie droższy jak w Austrii (co najmniej 5 E). Bardzo niemiłą niespodzianką był praktycznie brak wywieszanych prognoz pogodowych, a ponieważ nie mieliśmy dostępu do netu - utrudniło to podejmowanie optymalnych decyzji. Dzień 6 Zauważyłem, że w moich opisach skiturowych przejść zawsze jest jakiś smrodek dydaktyczny. Coś o szkole pokory jaką łatwo w górach można dostać. I cóż - czy to przyzwyczajenie, czy to tak jakoś jest ale ta dodatkowa 6 i 7 godzina lekcyjna właśnie miała się zacząć. Naszym celem był drugi szczyt grupy Koenig Sp (3851 m). Po ewentualnym wejściu i jeszcze bardziej ewentualnym zjeździe (do rzędnej około 2850 m) mamy przemieścić się do schroniska Rif Guasti, które drobiazg, leży na wysokości 3269 m. Poranek za oknem wyglądał tak Takie psychodeliczne róże i niebieskości znajdziecie zawsze po przeciwnej stronie wschodzącego (i zachodzącego) słońca, które podnosząc się odsłaniało kolejne chmury. Wybiegłem więc przed schronisko z nadzieją, że zdążę złapać Koenig Sp. jeszcze w słońcu. Co rzeczywiście się udało. Po śniadaniu wyglądało już tak Dojście pod żleb podejściowy jest nieoczywiste, mamy różne traki omijające potężną skałę z lewej lub prawej strony. Przy braku rysunku nie możemy za bardzo ocenić optymalnej drogi i nagle stajemy przed perspektywą trawersowania stromego kociołka bądź zjazdu trochę w dół i dodatkowego podejścia. A ponieważ prawdzi faceci się nie wycofują to wybieramy kociołek, poza Kamilem, który ma swoje zdanie w tej kwestii. Idę ostrożnie ale robię zły ruch i jadę komfortowo w dół. Bez żadnej szansy na zatrzymanie, zanim udaje mi się odwrócić kijek i złapać go przy talerzyku i wbić w śnieg to trochę mija. Kamil już dawno odrobił straconą wysokość i ze stoickim spokojem czeka na nas. Pytam się siebie - ile to już razy obiecywałem sobie, że zamiast próbować używać swojej łepetyny prościej popatrzeć co robi Kamil - w 3 przypadkach na 4 znajduje lepsze rozwiązanie. No nic to, żleb wejściowy na Koenig Sp.i strome pole pod nim już widać. Gdzieś w jego środkowej części jest skidepo (pozostawiony sprzęt narciarski - jego właściciele zdecydowali się, na piesze wejście i zejście). Adaś, Darek i Kamil robią to samo a Robert i ja przytraczamy narty do plecaków, wcześniej opróżniając je z części ekwipunku. Raki i czekan, i dalej w górę. W żlebiku, który szybko osiągamy jest koszmarnie twardo i stromo. Nie dość tego lodowe rynny są bardzo nierówne. Przyglądam się bardzo uważnie terenowi, zjazd normalnie byłby w miarę spoko ale teraz wygląda to lekko hardcorowo. Chmury schodzą w dół zaczyna padać śnieg. Dochodzimy do wlotu żlebu - jest na szerokość nart i to nie za długich (to właśnie miejsce zaznaczyłem na zdjęciu w dniu 5) Wychodzimy, już we mgle, na szerokie pole. Obok jest skidepo - wyraźnie mocniejsze zestawy sprzętu, których posiadacze poszli dalej.Tutaj odbywa się dyskusja Robert i Kamil chcą koniecznie wleźć na szczyt, Adaś i ja jesteśmy przeciwni - pogoda się wyraźnie psuje, widoczność spada, czas też nie wygląda dobrze bo do góry jest jeszcze ponad 400 m. Czyli z powrotem, chłopaki schodzą a Robert i ja na narty. W między czasie z góry schodzi ekipa od skidepo - 5 młodych facetów. Dwóch zakłada narty a reszta przytracza je do plecaków i schodzi. Czyli chętnych do zjazdu nie za dużo... Zjazd to dużo powiedziane, praktycznie pojedyncze skręty i zsuwanie. Pocieszam się, że jest duża szansa wyjścia w miarę cało z upadku choć niestety skała na dole od wewnętrznej części żlebu może się znaleźć na torze zsuwu - staram się więc trzymać drugiego brzegu. Na nierównościach Robertowi wypina narta (ląduje ze 300 m dalej) więc ściąga drugą i dalej schodzi. Na dole chłopaki biją mi brawo, dopiero teraz uzmysławiam sobie, że nawet jednej foty nie zrobiłem (zbyt byłem podminowany) więc uwieczniam sam siebie aby mieć pamiątkę. Stok z tyłu, który trochę widać to już zdecydowanie łagodniejsza, "płaska" część zbocza. Dalej jest jeszcze trochę zjazdu a później po założeniu fok długi trawers do rozległego kotła. W kotle zastajemy radykalną zmianę warunków - wierzchnia sypka warstwa śniegu co chwila ustępuje pod nartami grożąc upadkiem. K... lecą co chwila ale nie to jest najbardziej niepokojące - kocioł jest olbrzymi o lekko rosnącym spadzie bez jakichkolwiek garbów. Czuję się jak mucha zaglądająca do wnętrza armaty - kiedy odpali? Reszta też straciła humor, rozciągamy się i najkrótszą droga idziemy na śnieżno-skalną grzędę stanowiącą bok kotła. Wejście na skały jest lekko kłopotliwe (szczególnie dla mnie bo szedłem ostatni i została mi najstromsza część zbocza). Ale dalej, już z nartami na plecach i w rakach jest komfortowo bo bezpiecznie. Idziemy szybko podpierając się kijami o zredukowanej długości - jedyna znana mi (poza transportem) sytuacja gdy przydają się regulowane kije. Kolejne skalne grzędy wyprowadzają nas na grań. Jesteśmy daleko od szlaku ale na szczęście mamy traki letniego szlaku turystycznego więc nimi się kierujemy. Od pewnego czasu słyszymy wycie syreny alarmowej - podejrzewamy, że to ze schroniska, nie jesteśmy jednak pewni kierunku, gdyż dźwięk może się odbijać gdzieś po drodze. Nagle we mgle dostrzegamy bryłę schroniska. Z bliska jest olbrzymia. Wchodzimy w rozdzierającym hałasie. Schronisko jest gigantyczne (a obok jest jeszcze drugie) - oceniam je na minimum 250 miejsc. Narciarzy jest 12 (razem z nami) gospodarzy tutaj Słowak. Noc mam wyjątkowo kiepską - podczas snu brakuje mi ciągle powietrza (i to mnie wybudza) - jest to o tyle dziwne, że spałem w sporo wyżej położonych schroniskach i schronach, chodziłem też wyżej i nigdy nie miałem kłopotów oddechowych. Cały czas sypie śnieg i ostro wieje. Nie jest to dobry prognostyk na jutro. dzień 7 - powrót Potężny wiatr, nawiane zaspy i mgła wita nas przy wyjściu ze schroniska. Przewidująco założyłem solidniejsze spodnie z membraną. W takich warunkach nie powinno się wyżej po górach chodzić ale ponieważ jutro jest Wielkanoc więc nikomu nie uśmiecha się czekanie w górach. Droga powinna być bezpieczna a najbardziej obawiamy się kiepskiej widoczności. Bo tak to (nie) wygląda. Początkowo traki prowadzą dość płasko - śniegu spadło tyle, że bez kijów trudno jechać. Idzie to bardzo powoli bo bez przerwy kontrolujemy położenie. Po jakimś czasie dojeżdżamy do najstromszego odcinka. I tutaj zaczynają się schody nie wiadomo co dalej - bo robi się mocno stromo a dalej nic nie widać. Robert bardzo ostrożnie penetruje zbocze ale ponieważ śnieg ma ochotę zjeżdżać to wraca. Być może to krótka ścianka zakończona wypłaszczeniem ale równie dobrze może być podcięta. Tak zajmuje to nam pewnie z 30 min. wreszcie znajdujemy obejście, lekko się przejaśnia i jedziemy dnem szerokiej doliny. Spad jest w sam raz i na tym puchu robi się naprawdę miło. Zjazd trwa, coraz wiecęj widać Gdzieś na rzędnej 2500 m spotykamy pierwsze grupy idące w górę. Temperatura rośnie, zaczyna padać deszcz i puch zamienia się w paskudną masę trudna do jazdy. Mijamy z żalem schronisko Zufallhutte (chcieliśmy pożegnać się z "naszą" ekipą i napić kawy ale mamy co najmniej godzinę opóźnienia. Teren jest bardzo zróżnicowany, warunki też bo co jakiś czas kłaki mgły odbierają oczy. Zabawa jest przednia bo musimy jechać wąziutkim szlakiem podejściowym (bo obok się nie da). Na zakończenie wypadamy na polance obok parkingu. samochód wygląda tak: Przebieramy się w opadzie A gdy za pół godziny (w Austrii) jest tak pytamy się - o co tu chodzi? Podsumowanie Pierwsze 5 dni było naprawdę rewelacyjne (mimo wygwizdowa). Zrobiliśmy 100% planu maksimum. Trochę szkoda Koenig Sp. ale w tych warunkach nie miało to sensu a nawet było zgoła nierealne. Brak prognozy pogodowej uniemożliwił nam podjęcie optymalnej decyzji jaką był zjazd w dół w 6 dniu (warunki były jednak lepsze jak po nocy) i awaryjny nocleg w Zufallhutte. Jak zawsze sporo innych wniosków (szczególnie w zakresie prognoz pogody). Pozostał mi pewien "narciarski niedosyt" - postanowiłem go zmniejszyć. I wszystko wskazuje, że pod koniec czerwca (w trochę zmienionym składzie) będę mógł "dopchać się" na maksa - zaatakujemy gniazdo wysokich czterotysięczników - masyw Monte Rosy. Pozdro Wiesiek10 punktów
-
Szczyrkowski Ośrodek Narciarski 31.12.2016 Od dosyć dawna planowałem, wraz z Pauliną wyjazd do Szczyrku – w miniony weekend, udało się. Udało dzięki temu, że nie mieliśmy żadnych planów sylwestrowych w tym roku, udało się dzięki forum i Johnnemu Narciarzowi, który zamieścił gdzieś wpis, że planuje spędzić „północną” imprezę gdzieś na stoku. Udało się po dwukroć, bo w trakcie telefonu do Maćka uzyskaliśmy zaproszenie do odwiedzin Bestwiny i spędzenia wspólnie z nim tego czasu - Iza dla Ciebie, naszej Gospodyni, szczególne podziękowania już tutaj, na wstępie tej relacji za tą wspaniałą gościnę. Wyjechaliśmy w piątek po pracy i na miejscu, pod Bielskiem jesteśmy wieczorem. Miłe przywitanie, symboliczna lampka winka i plany. Rano zdecydowaliśmy się na odwiedziny SON, krótka informacja dla Piotra_67 i Górala spod Skrzycznego gdzie i o której będziemy (od początku i po kilku moich wpisach na forum wyrażali chęć wspólnego spotkania a my mieliśmy nadzieję, że się spotkamy). O swoich planach poinformowaliśmy również JC, który to zawsze podkreśla, że koniecznie trzeba dawać mu znać o tego typu forumowych przedsięwzięciach. Pobudka z samego rana i niestety, mimo, że się śpieszymy, to na stoku, pod Golgotą jesteśmy z małym poślizgiem czasowym. Kupujemy karnet 4 godzinny (60 zł + 10 zł + 1 zł za toaletę na dole) i zdzwaniamy się z Piotrem. On, wraz z towarzystwem zięcia, są już i jeżdżą. Łapiemy ich i spotykamy się w miejscu dla nas, nizinnych narciarzy egzotycznym – na Julianach. Pogodę mamy wyśmienitą, jest niewielki mróz, na niebie praktycznie zero chmur, a słoneczko wstaje szybko i zaczyna intensywnie świecić. Zaczynamy jeździć. Na trasach, rano warunki są w miarę ok. Im dłużej szusujemy, to z spod cienkiej warstwy sypkiego śniegu zaczynają wystawać coraz większe pola litego lodu. Cóż? Niedawna odwilż sprawiła, że warunki są takie, a nie inne. To nie jest ważne. Ważne jest towarzystwo - bardzo się cieszymy, że ponownie wspólnie się spotykamy. Po kilkunastu minutach niespodzianka na trasie – poznaje nas jeden z forumowiczów, który będzie z nami jeździł już do końca – Gregor. Grzegorz, jak to podsumowała Paulina, to kolejny bardzo miły, uśmiechnięty i bardzo fajny człowiek zakręcony na punkcie nart, którego dzięki internetowi poznajemy osobiście Podzielam tą opinię – kolejny „Tubylec” kochający narciarstwo. Bardzo ciekawy, uprzejmy, otwarty i sympatyczny Kolega! Podobnie jak ja ze śnieżnymi włosami na głowie Pozdrawiamy Grzesiu serdecznie Dla nas jesteś kolejną osobą, poznaną dzięki Skionline, którą strasznie polubiliśmy. Super, że się do nas odezwałeś, postanowiłeś zmienić swoje plany i towarzyszyć nam na nartach dwa dni. Szacun! Jeździmy... Piotr przed zjazdem: Trasa: Po kliku zjazdach dostaję telefon… …mówi Darek, Góral spod Skrzycznego. Krótka informacja: jestem u Was za chwilę z nartami. Umawiamy się w tutejszej knajpce „Iglo”. Jesteśmy w szoku, bo jak wiecie Darek przebywał nie tak dawno, przebywa w dalszym ciągu dosyć poważną chorobę serca. Chęć spotkania z nami wyciągnęła go z domu Jeszcze nie zdążyliśmy zjeść pysznych zapiekanek, poleconych w tym miejscu przez Grzegorza i zjawia się na stoku nasz „Twardziel”. Jesteśmy w szoku, jednocześnie bardzo się cieszymy z towarzystwa Przyjaciela, z drugiej strony martwimy – bo Darek nie wygląda dobrze. Widać, że jest chory, słaby i niestety bardzo bladziutki na twarzy. Serce się kraje, jak człowiek patrzy na Przyjaciela, który kocha Góry zimą, jest niezwykle towarzyski, uśmiechnięty, sympatyczny i niestety tak bardzo się męczy i nie może normalnie pośmigać na nartach w naszym tempie. Po wspólnym małym piwie i po jedzonku, wciągamy się na samą górę, zjeżdżamy Golgotą na dół i przedzieramy w stronę Małego Skrzycznego. Darek postanawia zostać przy leżaczkach i poczekać jak nam się skończą karnety czasowe. My śmigamy nadal w grupie poznając trasa, po trasie cały ośrodek. Niestety część tras jest zamknięta. Z ust Pauliny padają niezwykłe komplementy… ktoś, kto ją zna wie, że to, w jej wydaniu bardzo ciepłe i bardzo pozytywne, aczkolwiek niecodzienne pozytywne sformułowania. A wyraziła się następująco: „nawet fajne te pagórki…”, „tu jest prawie jak w Alpach…”, „…stado orczyków mi nie przeszkadza”. Po tym jak dotarliśmy na górną stację orczyka wykonaliśmy krótkie podejście. Wychodzimy kilkanaście metrów z drugiej strony góry, po to, by zaobserwować piękny widok na Tatry. Chwilę pokontemplowaliśmy piękno gór, po czym ponowny zachwyt nad widokiem po drugiej stronie. Tego dnia była inwersja i przestrzeń, przejrzystość powietrza była niezwykła. Gdzieś na wprost, z odchyleniem w lewo, na linii horyzontu, naszym oczom pokazał się widok zaśnieżonej oddalonej o bardzo, bardzo dużo kilometrów góry. Co to za szczyt, co to za masyw? Zbliżenie zrobił Johnny swoim aparatem i długo potem rozmawialiśmy, co to może być? Podejrzenie padło na masyw Śnieżnika, bądź Góry Opawskie. Analizując mapy już po powrocie, biorąc pod uwagę, że widoczny na linii horyzontu szczyt był bezdrzewny i całkowicie ośnieżony podtrzymuję nasze przypuszczenie, że był to Śnieżnik. Pięknie! Ile to kilometrów? Kilka ostatnich fotografii, ciepłe pożegnanie najpierw z Piotrem, a potem z Grzegorzem i przystajemy na propozycję Darka i obiad u niego w domu. Paula: Marboru To niezwykłe zaproszenie i olbrzymim nietaktem byłoby odmówić. Jest cudownie, nasz Gospodarz nie tylko niezwykle gotuje – jego pizza z boczkiem jest wyśmienita, to jeszcze serwuje swoim gościom (poza kierowcą) wyśmienite trunki. Rozmowa jest ciepła i rodzinna. Czujemy się mega wyróżnieni, i jest nam niezwykle miło. To cudowne, w jaki sposób łączy wspólna pasja i Skionline. Dziękujemy Ci Darku za wspaniałe przyjęcie i Gościnę – oczywiście ponawiamy swoje własne zaproszenie, do nas – na nizinne stoki, w nizinne klimaty naszych stron, pod nasz dach. Zbliża się 16sta i wyruszamy w dalszą trasę, do Maćka. Po drodze zabieramy Izę, jego żonę z pracy i zaczynamy z kolei gościć się u Państwa J i I narciarzy. Atmosfera ponownie – świetna, ciepła i rodzinna. Już w drodze do domu stwierdziliśmy, że nie ma sensu jechać na narty na imprezę sylwestrową, że spędzimy ten czas razem. Byliśmy na tyle zmęczeni, że takiego maratonu z pewnością byśmy nie przetrwali. Tym bardziej, że… wstyd się przyznać, że ja razem z Paulą nie wytrwaliśmy do północy – usnęliśmy, zmęczeni, jak dzieci na kanapie do rana. Wstyd! Koniec dnia pierwszego - CDN9 punktów
-
Beskid Sport Arena – Nowy Rok 2017 Wstaliśmy wyspani (przynajmniej ja z Paulą) i po śniadaniu kontynuujemy naszą szczyrkowską przygodę. Niestety nie będzie z nami w tym dniu Izy, która niestety źle się czuje i rezygnuje z nart Jedziemy na BSA. Po drodze dzwonimy do JC i wiemy, że za chwilę się spotkamy. Podjeżdżamy na parking przy ośrodku – jeden, drugi jest już pełny samochodów, jesteśmy skierowani na parking numer 3. Za przyjemność parkowania nie płacimy nic, przy każdym z wydzielonych miejsc są pracownicy, którzy sprawnie kierują auta do wolnych miejsc. Przebieramy się i podjeżdża Jacek. Witamy się serdecznie i podążamy w stronę kas. Kupujemy karnet 4 godzinny za 68 zł. Nie płacimy kaucji, sam bilet jest w formie kartonowej. Idziemy do bramek – ludzi umiarkowana ilość. Już na wstępie spotykamy ponownie Grzegorza, poznajemy również Andrzeja, który nas rozpoznaje i mamy przyjemność poznać kolejnego z Forumowiczy. Świetnie – „grupa wzajemnej adoracji się powiększa” Nowy Kolega okazuje się nie tylko świetnym narciarzem, ale również bardzo miłym, sympatycznym i komunikatywnym, równym facetem. No i jest oczywiście kolejnym tubylcem – tym razem z Bielska. Grono naszych Przyjaciół się powiększa a my z tego bardzo, bardzo się cieszymy! Super Andrzeju, że podszedłeś do nas, że się poznaliśmy i mam nadzieję, że jeszcze nie raz razem będzie dane nam pojeździć i na nartach, i na kanapie – pogadać, pośmiać się , wymienić doświadczenia. Teraz może o ośrodku trochę. Po bardzo dobrej recenzji Johnnego – bardzo podobne spojrzenie narciarza nizinnego. BSA – topowy Ośrodek Narciarski pod względem infrastruktury, jakości obsługi, zaplecza i podejścia do klienta. Posiada w tej chwili dwie trasy – łatwiejszą niebieską i nieco trudniejszą, czerwoną. Obie bardzo przypadły nam do gustu. W trakcie budowania, pod krzesłem, jest trasa czarna, której poniekąd parametry techniczne będą podobne jak górny fragment trasy czerwonej, ścianki przy orczyku. Jak ta trasa powstanie – ośrodek będzie kompletny i nie będzie z całą pewnością problemu „korkowania” na wąskim gardle części wspólnej trasy czerwonej i niebieskiej – ruch narciarzy się rozłoży. W tym momencie, w dniu wolnym od pracy i przy dużym natężeniu odwiedzających niestety jest fragment trasy gdzie należy jechać ostrożnie a oczy mieć dookoła głowy z powodu sporej ilości ludzi – problem pewnie nie jest istotny przy mniejszej liczbie gości w ośrodku. Swoją drogą – oprócz krzesła jest tutaj dwa orczyki w górnej części – na polanie szczytowej: łagodny stok dla uczących się, ścianka: orczyk, który idealnie wpasowałby się na potrzeby np. imprezy sportowej i ustawionego na trasie krótkiego slalomu. Wystarczy wydzielić i zamknąć połowę tej części ośrodka i można zorganizować świetne ściganie na nartach. Mam nadzieję, że może w przyszłości coś podobnego się tutaj urodzi… kto wie? W dolnej części ośrodka jest krótka łączka do nauki jazdy dla dzieci, z taśmą i tunelem chroniącym przed opadami śniegu. Bardzo fajne, kolorowe miejsce. Trasy w BSA może nie są imponujące pod względem długości, ale bardzo przyjemne pod względem przewyższenia – można tutaj zmęczyć nogi porządnie. Problemy z wyciągiem opisywane przez innych narciarzy, którzy jeździli po BSA są wg mojej opinii wyimaginowane – ludzie naprawdę nie mają się czego czepić, to czepiają się bez sensu. Myślę, że Ci krytykanci zwyczajnie nie mają doświadczenia i objeżdżenia na nartach skoro wymyślają jakieś niestworzone historie. Sorry może zabrzmiało to nieco ostro – ale taka jest brutalna rzeczywistość. Co do samego przygotowania tras – byliśmy prawie godzinę po otwarciu i kilka pierwszych zjazdów zaliczyliśmy w bardzo dobrych warunkach. Później – niestety zaczął przebijać się lód, zaczęły się robić odsypy. To nie wina włodarzy ośrodka, ale niestety pogody jaka była tuż przed naszym przyjazdem – odwilż, a potem mróz. Powstały beton i lód na trasach… ale przecież nie tylko w Szczyrku, ale również w ośrodkach świętokrzyskich, czy lubelskich - to niestety efekt pogodowy dotyczący całej Polski. W takich warunkach niestety na części trasy pojawiły się małe kamyczki – i tutaj olbrzymi plus dla właścicieli ośrodka, pojawili się ludzie, którzy zbierali te kamyczki i wynosili ze stoku. W naszym pięknym kraju tylko tutaj widziałem tą dobrą praktykę. Co do knajpki i atmosfery w BSA, to mega alpejsko. Świetnie! Mija ponad godzina i na stoku pojawia się ponownie Góral. Tym razem bez nart, ale za to ze śliczną i piękną narciarką, żoną Iwonką. Iwonkę mieliśmy przyjemność poznać na szlaku na Babią Górę, w trakcie zdobywania przez nas Korony Gór Polski. Strasznie się ucieszyliśmy z ponownego spotkania, bardzo miło było porozmawiać i popodziwiać nowy sprzęt: narty i świetny strój narciarski Góralki spod Skrzycznego. Od tego momentu jeździmy całą ekipą aż do przerwy kawowej, gdzie wszyscy zasiadamy do stołu i w bardzo miłej i przyjemnej atmosferze rozmawiamy. Słuchajcie – to cudowne, że nasza narciarska ekipa Skionlinowa stale się powiększa, a większość z nas poznaje się osobiście. Okazuje się bowiem, że wspólna pasja bardzo łączy i otwiera przed nami nowe możliwości towarzyskie. Bo przecież oprócz nart, w narciarstwie również ważne jest wspólne towarzystwo i miłe spędzanie czasu. Telefon JC robi zdjęcie grupowe, a po kilku chwilach Grzesio i Andrzej opuszczają nas. Chłopaki – jeszcze raz: bardzo z Paulą się cieszymy, że Was poznaliśmy. Pamiętajcie jednak, że od teraz będziecie postrzegani jako „wzajemne kółko adoracji” Dojeżdżamy karnet do końca. Darek z Żoną czekają na nas w restauracji, po to, by wspólnie posiedzieć i potowarzyszyć nam do końca naszej szczyrkowskiej „wyrypy” – jesteście cudowni i już nie możemy się doczekać kolejnego spotkania. Żegnamy się ciepło i jedziemy do Izy, do Maćka. Tutaj wypijamy wspólną kawę, pakujemy się i umawiamy na kolejne spotkanie – tym razem w naszych okolicach. Dziękujemy Wam - Maćku i Izo, dziękujemy za wspaniałe, ciepłe i rodzinne przyjęcie. Jesteście dla nas jak rodzina i gościć u Was, to zawsze dla nas olbrzymi zaszczyt. Jesteście mega, mega super! Na koniec również podziękowania dla JC – Jacka. Skionline nas łączy, Ty i dzięki Tobie, to wszystko się dzieje – to jest świetne, że Ty w tym życiu forum uczestniczysz za każdym razem, kiedy tylko możesz. Tak pozytywnego i uśmiechniętego, otwartego na ludzi „Wodza” dał nam Internet I chwała mu za to! Do zobaczenia na szlaku. Pozdrawiamy: marboru i Paula.9 punktów
-
Ponieważ od pewnego czasu nasza skiturowa grupka zdecydowała się na większą obecność na tutejszym forum to w ramach eksperymentu postanowiłem poprzenosić moje relacje z odbytych już wojaży. Na początek relacja z trawersu Ortlera z 2014 roku "Ukoronowaniem" (choć to jeszcze niekoniecznie) naszego sezonu narciarskiego miał być trawers masywu Ortler - Cevedale - rozległej grupy położonej w południowym Tyrolu i znanej "normalnym" narciarzom z takich stacji jak Sulda, passo dello Stelvia, Santa Caterina Valfurva, blisko leży też Bormio. Po dokładniejszym przyjrzeniu się obszarowi trawers zamienił się w trochę "gwiaździstą" eksploatację terenu. Zaplanowaliśmy 7 noclegów w czterech schroniskach. Ponieważ w pierwszym schronisku były dwa noclegi a w drugim trzy można było zabrać więcej żarcia z myślą, że je zutylizujemy przed końcem tury i nie będziemy codzienne musieli targać. W kwestii plecaków już kiedyś pisałem więc krótko; mieliśmy sprzęt narciarski (narty, foki, buty, harszle, kije, gogle, rękawice), ratunkowy (ABC), wspinaczkowy (2 liny na pięciu, szpej, raki, czekan), ciuchy (razem po trzy warstwy) okulary IV kategorii no i kapcie, wkład do śpiwora, apteczka, zestaw naprawczy. Na zespól była też jedna zapasowa foka. Oprócz tego zabrałem czapkę z wielkim daszkiem i ochroną karku a także kominiarkę, która lepiej sprawdza się od buffa i lekkie rękawiczki. Wspomnianego na początku szturm żarcia zabrałem około kilograma - minimalnie za dużo. Nie wziąłem termosu tylko butelkę PET (i tabletki musujące z magnezem). Razem dało to normalny plecak bez nart i butów pewnie z 12-13 kg. Dojazd z Wro zajął 12 godzin - około 18.30 dotarliśmy do końca drogi w dolinie Martell. Przed 20.00 zameldowaliśmy się w schronisku Zufallhutte pytamy: - sprechen sie deutsch? - ja naturlich, i po włosku i po polsku też! Szczęka nam opada - ekipa w schronisku jest głównie polska, trzy dziewczyny (no wstydu to one nam nie przynoszą) z Anetą na czele, kucharz też Polak, Włoch właściciel i Rosjanka to chyba cała reszta ekipy. Wybiegają na chwilę aby nas obejrzeć - okazuje sie, że jesteśmy pierwszą polską grupą od 3 lat! Chyba brakuje miejsc noclegowych bo dostajemy 2,5 dwójki (a zamawialiśmy zbiorówki). Ja z Kamilem mamy nawet pojedyncze łóżka, umywalkę w pokoju i jest - szok - pościel. w kranach ciepła woda. Dzień 1 Śniadanie o 6.30 trochę po 7.15 wychodzimy, jak zawsze, raczej jako jedni z ostatnich - aby iść po śladach tubylców. Wysokość schroniska to 2265 m.n.p.m. Naszym celem jest kollkuppe (3330). Rano jest mglisto, wietrznie i w takich warunkach lądujemy na przełęczy pod szczytem (3306). Razem z nami jest pewnie kilkunastu narciarzy. Do szczytu brakuje tylko 30 m ale uznajemy, że w tym wygwizdowie i mgle nie ma sensu tam włazić, podobnie myśli większość. Zakładamy narty i jazda. Widoczność jest mocno ograniczona ale stopniowo rozwiewa się i przy schronisku jest już tak. Pora jest mocno wczesna koło 13.00 jesteśmy obok schroniska (2265 m) więc co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem? Proponuję aby spróbować wleźć na Madritsch spitz (3255). Dobra widoczność się stopniowo kiepści i gdzieś pod przełęczą na wysokości pod 3000 ściągamy foki i jazda w dół. Stopniowo coraz więcej widać, początkowe strome ścianki kończą się rozległymi dolinami i jedziemy sobie jak Pany. Budynek po lewej to hotel przed którym parkujemy a ten po prawej schronisko. Bilans dnia to 1700 m w pionie, w sumie 20 km podejścia i zjazdy. W schronisku przeparkowują nas do 6-ki (dodając nam Austriaka do kompletu). Warto wspomnieć, że kuchnia tutaj jest naprawdę dobra i w wielkiej obfitości. Dzień 2 Następnego dnia czeka nas zmiana miejscówki ale zanim to nastąpi to jest kawałek drogi. Plan jest następujący. Wpierw na Monte Cevedale (3769 m) później krótki zjazd w dolinę Vedretta di Cadec a nastepnie przez przełęcz pod Pasquale (3431 m) i na końcu zjazd do schroniska Branca. Dyskutujemy drogę podejścia i ustalamy dość długą linię łagodnie okrążająca ZufallSpitze (szczyt leżący tuż obok naszego celu) i wchodząca na Monte Cevedale od północy. Wydaje się, że to zdecydowanie dłuższa droga niż wejście od wschodu ale zagęszczenie poziomic pokazuje, ze byłoby tam dużo trawersowania a tak wygląda, że będzie można rozpędzić jak pociąg i może to być szybsza a co ważniejsze przyjemniejsza droga. Ta kalkulacja okazuje się trafna. Za to cały czas wzmaga się wiatr i po bardzo wrednym końcowym podejściu lądując na szczycie dosłownie telepiemy się z zimna. Za granią na szczęście nie wieje i udaje się powoli dojść do siebie. Zjazd wzdłuż seraków jest bardzo urokliwy a później po przezbrojeniu nart wchodzimy na przełęcz pod Pasqualle. Ściagamy foki, na początku jest stromo i w dodatku jedziemy po starym lawinisku ale z czasem się wypłaszcza i robi się pięknie. Wypatrujemy jakiegoś przytulniejszego miejsca aby zrobić sobie przerwę bo czasu do obiadokolacji jeszcze sporo. No wygląda, że wiatr wieje wszędzie i z różnych kierunków W Brance (2487) dostajemy sympatyczną 6-kę więc mamy dodatkowe łóżko na bety. Karmią tutaj też świetnie. Bilans dnia to 1700 m w pionie Dzień 3 Położenie Brancy jest genialne, w okolicy roi się od szczytów 3500-3700. Za pierwszy cel obieramy Matteo (3678), dzień wita nas sporym zachmurzeniem, zjeżdżamy kawałek i ubieramy foki. Miła niespodzianka - szybko przejaśnia się - "nasz szczyt" tkwi gdzieś w chmurach na końcu doliny. Początkowo idziemy za niewielką grupką ale później decydujemy się na "własną" drogę podejścia - wykorzystując długi, wysoki i wygodny grzbiet moreny bocznej, która komfortowo przeprowadza nas przez pofałdowany teren lodowca. Za nami podążają inne grupy. Szybko zdobywamy wysokość i robi się coraz piękniej. Podziwiamy olbrzymie seraki. Na grani jest już bardzo twardo a miejscami dla odmiany drobniutki sypki i nietrzymający śnieg. Trzeba uważać. Na szczycie jest nas kilkunastu, wiatr przywiał chmury i zjazd nie jest już taki oczywisty. Na szczęście obok szykuje sie grupa z przewodnikem wiec postanawiamy zasępić się. Miejscowy dobrze zna teren prowadząc przez interesujace, często przyjazne narciarzom ścianki. I już wiem bedzie to jeden z najsympatyczniejszych zjazdów w życiu. Słońce też sympatycznie wylazło zza chmur. Delektujemy sie widokami, zjazdami - teren cudownie pokręcony. Znów jesteśmy na morenie bocznej i zaglądamy w oczy lodowca. Obok szczelin prowadzi zjazd z Tresero - widać, że 20 m odchyłki od szlaku może skończyć się w lodowym grobie. A to chyba maksymalna dokładność z jaką da się w praktyce nawigować w terenie przy pomocy GPS-ów... Podziwiamy jak w amfiteatrze szczyty dookoła dyskutując gdzie by tu jeszcze jutro wleźć a przede wszystkim zjechać. W schronisku, do którego trzeba trochę podejść, jesteśmy dużo przed czasem obiadu więc myjemy się i piwkujemy. Obiad jest nagrodą za nasz znój i trzeba powiedzieć, że kuchnia włoska w schroniskach bije na głowę austriacką (jakkolwiek i tam kalorii nie brakowało). dzień 4 - cdn7 punktów
-
Udało mi się (tzn informatykowi) odzyskać dane z karty Gopro, ale po skitourowych relacjach Wujota, aż strach cokolwiek zamieścić teraz na forum. Porównanie grafomana z Sienkiewiczem, czy amatora z zawodowcem jest oczywiste. Ale żeby dostrzec piękno gór trzeba je porównać z nizinami i oddzielić ziarno od plew... Wujot z Ulą jak zwykle z przodu nie ma to jak w tyrolu znana dla wszystkich (tambylców) knajpa... co tu robi Wujot....wiadomo marnuje czas, bo musi na nas czekać nasze SPA ostatni dzień a wokoło tylko błękit jak postrzegają świat moje narty (ale kogo to obchodzi?) czy one widzą coś ciekawego? świat oglądają też narty Wujota... (chyba muszę iść do lekarza, jeśli psychiatra to lekarz) a co widzi zakuty w hełm mój... pora do domu... a może nie, jakby tak w drugą stronę Pozdrawiam serdecznie.7 punktów
-
Jak Mitek słusznie zauważył nie przedstawiłem bohaterów relacji. Ekipa jest w zasadzie wrocławska choć Robert jedną nogą (tę większą) żyje w Jeleniej Górze. Chodzimy razem na tury od paru lat - w całej grupie lub czasem w podgrupach. Wiekowo jesteśmy mocno jednolici i jednak już troszkę przechodzeni - łapiąc się na wątek "narty po 50-ce". Robert (czerwona kurtka) będący naszym guru to starszy ratownik GOPR, instruktor GOPR, narciarski, skiturowy, skialpinistyczny. Jako jeden z pierwszych w Polsce zajął się narciarstwem wysokogórskim - pewnie ze 25 lat temu. Kamil (czarna kurtka - forumowy nick - kskuski) to narciarz z odzysku (porzucił snowboard), nasz grupowy nawigator i logistyk (opracował plan tego wyjazdu), do tego kiedyś wspinacz a teraz maratończyk. Adaś (z brodą w zielonej kurtce lub czerwonej puchówce), część forumowiczów powinna go znać, oprócz narciarskiej pasji ma wspinaczkową a konkretnie to włażenie na wielkie drzewa. Darek (zielona kurtka) to (mam nadzieję, że reszta mi to wybaczy) najsympatyczniejsza, najpogodniejsza i najbardziej pozytywna postać naszej ekipy - teraz bardzo mocno zajęty i wyjazd z nami był jego jedyną tegoroczną przygodą z nartami. Co do mnie to jestem fotografem (samozwańczym) grupy, z tej racji przeważnie zasuwam z przodu, torując drogę reszcie i uwieczniając ich w "pięknych okolicznościach' lub czasem dla odmiany snuję się z tyłu, zatrzymując co kawałek. Myślę, że z całej ekipy jestem zdecydowanie nastawiony najbardziej pronarciarsko - mogę wleźć na każdy szczyt pod warunkiem, że da sie z niego zjechać. Ale nadmiernie długą wspinaczkę uważam za stratę czasu i niezbyt lubię mocną ekspozycję. Dla utrzymania kondycji przez cały rok jeżdżę na rowerze. dzień 4 Dzisiaj w planie mamy wejście (i zjazd) na Palon de la Mare (3708 m). Schronisko, czego dotąd nie napisałem to 2487 m n.p.m. - tylko 12 m niżej jak Rysy... Przewyższenia jest więc do przejścia troszkę powyżej 1200 m. Nie bardzo łączy sie to z czymś innym czyli zapowiada się przyjemny, troszkę lajtowy dzień. Po krótkim zjeżdzie zaczyna się podejście - od razu widac, że to konkret. Ekipa przed nami praktycznie od razu zakłada harszle bo jest twardo i stromo. I rzeczywiście wysokość zdobywamy w ekspresowym tempie i zanim się spostrzegłem jest tak. Niestety solidny wiatr z wysokością tężeje i idziemy w niskiej zamieci i na zmianę jest tak i tak Imponujące pióropusze przyozdabiające granie i szczyty pokazują, że na górze milej nie będzie. Przypominamy sobie wczorajszy (czerwona strzałka) zjazd (i banany nam zakwitają) a ja bezwarunkowo zakochuję się w zjeździe z Tresero (niebieska strzałka)) i usilnie przekonuję moich kompanów, żeby go jutro zrobić. Wiatr, który wieje już parę dni, przy ujemnej temperaturze (-12 stopni na 3000 m) potworzył twarde struktury - po czymś takim przyjdzie nam jechać... Ostatni odcinek to stopniowo pokonywane łagodne kopuły z których każda wydaje się ostatnią. Ścieżka dojściowa mocno kręci wśród skał. Na górze jesteśmy w 8 osób. Zjazd obok kamieni wydaje się kłopotliwy ale Robert z Kamilem są niezawodni, zamiast kombinować wzdłuż drogi podejściowej, schodzimy kawałek po skałach i docieramy do pięknego podszczytowego pola gdzie czeka śnieg do zepsucia. Dalej jest już bajka więc "w tych pięknych okolicznosciach przyrody" zatrzymujemy się na popas. Znów zjeżdżamy a ponieważ mamy multum czasu postanawiamy wejść na niewielką grań gdzie podczas podejścia przyuważyliśmy coś co wyglądało na jakąś budowlę. I rzeczywiście znajdujemy tam dość rozbudowane stanowisko ogniowe a po drugiej stronie doliny spostrzegamy analogicznegy zespół. Jak pomyślę sobie, że na tej wysokości (powyżej 3000 m) ktoś kazał siedzieć tu i tam chłopakom w różnych mundurach i celować do siebie to robi mi się dziwnie. Zjazd, zjazd, zjazd - to kolejne pola śnieżne, żlebiki i "piękne okoliczności przyrody". Tym razem do schroniska nie musimy podchodzić, trawers brzegiem zbocza plus mostek wyprowadzają nas na taras Brancy. Dzień 5 To dzień przejścia do kolejnego schroniska. Moi koledzy nie dali się przekonać na lekko forsowny plan wejścia na Tresero a później po zjeździe do Brancy, przejścia dołem doliny do naszego nowego punktu. Mamy więc dość lekki plan wejścia na Pasquale (3558 m) i zjazd do Rifugio Pizzini - Fratolla (2706 m). Na początku powtarzamy (w drugą stronę) trasę z dnia 2. Wygląda, że będzie to kolejny piąty dzień pod znakiem Kielc. Monstrualnych Kielc. No bo popatrzcie sami, na focie poniżej, grań wznosi się spokojnie z 500 m powyżej terenu - wychodzi więc, że pióropusze porwanego śniegu mają po 100 m wysokości. I to tak lekko. Aż dziw, ze jeszcze coś tam zostało. Ta wichura jest już troszkę wkurzająca, nie przypominam sobie turów w których bym cały dzień (dzień w dzień) był w w dwóch warstwach, miał zawsze naciągniętą kominiarkę, czapkę i kaptur i mimo tego czasem trząsł się z zimna. Grubsze rękawice narciarskie które zawsze mam awaryjnie na wypadek kibla i do zjazdu też mam cały czas na rękach a i tak musiałem parę razy je rozcierać aby przywrócić krążenie. Przy podchodzeniu wiatr też nie pomaga bo nie wiem czemu ale zawsze jest w twarz a czasem to nawet trzeba było poczekać w czasie trawersowania aż się uspokoi. Ten wiatr też przetwarza silnie podłoże - jest twardo jak na zawodniczej trasie, niestety ale trochę nierówno. W nawianiach śnieg zgipsiały, ciężki do jazdy, w zasadzie zmianę kierunku jazdy trzeba przeprowadzić w powietrzu. Choć na zjazdy trudno narzekać - jak zawsze gdy coś widać. Co do podejścia to końcowy odcinek przed przełęczą jest na tyle stromy, że nie opłaca się iść na nartach i podchodzimy go na husara. Później zakładamy narty i lądujemy (sami) na Pasquale. Tutaj mogę przyjrzeć się naszemu kolejnemu celowi - Koenig Spitze 3851 m. Sterczy wprost z dużo niższego ciągu szczytów.To już jest bardzo wymagający szczyt. Zjazd jest sklasyfikowany jako ekstremalny. Szczególnie środkowa jego część wygląda niezachęcająco. Wykadrowałem część zdjęcia abyście mogli sobie obejrzeć to lepiej. Strzałką zaznaczyłem - no właśnie o tym napiszę w 6 dniu. Na razie jest tak Ale po chwili W kotlince w którą zjechaliśmy jest przytulnie jak pod babciną pierzynką, robimy popas a ja z Kamilem postanawiamy powtórnie podejść w stronę przełęczy pod Pasquale i ponownie sobie zjechać. Sprawę traktujemy oczywiście ambicjonalnie i na górze doganiamy parkę, która była w połowie stoku jak zaczynaliśmy. Po zjeździe reszta zapina narty i w drogę. Wkrótce widzimy nasz cel. Schronisko na tyle ile paskudne z zewnątrz jest przytulne w środku, widok z okna - bardzo przyzwoity. CDN Pozdro Wiesiek7 punktów
-
Z małym poślizgiem - wieczorne jeżdżenie na Skolnitym w Wiśle. Warun - puchar świata - także pewnie dlatego na Skolnitym w piątkowy wieczór trenowało kilka osób, które mają w sumie: - 15 medali Mistrzostw Polski seniorów (w tym aż 12 złotych) - dwa tytuły Mistrza Polski Amatorów - kilka medali Akademickich Mistrzostw Polski Przypadek? Nie sądzę Trasa czerwona spełnia wszystkie warunki trasy na Puchar Świata kobiet, więc nie dziwię się, ze jest oblegana Wreszcie udało się ją uruchomić i jest dobrze. No i najwazniejsze - na Skolnitym jak zwykle niewiele ludzi.6 punktów
-
5 punktów
-
Byłem dzisiaj pojeździć na Słotwiny Arena, odczucia takie że spłaszczyli główny stok (ok połowę szerokości przy nowym krześle) Te dwa garby z mocniejszym nachyleniem są teraz bardziej płaskie, a drugiego to w ogóle mało co czuć. Druga połowa szerokości w stronę lasu wygląda na taką jaka była. Ktoś kto jeździł tam ostatnio ma podobne odczucia? Kompletna porażka z tym, widać że po wymianie krzesełka idą w stronę Białki również z trasami... A warunki narciarskie bardzo dobre, zmrożony wyratrakowany stok a na nim 2-3cm świeżego nocnego opadu, w dzień trochę prószyło. Rano ludzi mało, największy ruch w okolicach godz 12 ale bez kolejek, na stoku też swoboda. 40 zjazdów w 4h zrobione.5 punktów
-
Ma sens. Juz piszę dlaczego. Wiele osób ( prxypuszczam ze zdecydowana większość na stoku) ma w głębokim poważaniu doskonalenie jazdy, postępy, ogólnie coraz lepsza jazdę. Chcą pojeździć max 3 dni Białce, 3 dni w Malym Cichym i do tego 6 dni w Alpach -na niebieskich, koniecznie długich. ... i mieć z tego fajna zabawę na świeżym powietrzu. Doradzanie im najlepszych nart to kasa dla sprzedawców a dla nich kłopot, bo to dzioby czepiają sie śniegu a to krawedz prowadzi gdzieś gdzie nie powinna a do tego ciężkie toto i niewygodne. Niech jezdza na tym co im odpowiada. Jsk wybiora przypadkowo- bo akurat byl mieciutki sztruks na stoku i jechało die super, to nie problem. Przez 'testowanie' nabyli nieco doswiadczenia na roznych nartach a to juz duzo. Można polecić im przyzwoite narty (wg Twojego nazewnictwa -lekko popsute, np trochę drewna i bez blachy, promien 14-15m) i niech sie bawia do woli. Ale Oni zwykle z rzadka docierają na forum. Znam przynajmniej kilkadziesiat osob z takim zacieciem narciarskim. Niby chcą jeździć lepiej ale niekoniecznie..... ;-) Jezdza jakos tam w miase skutecznie i dobrze im z tym. Co innego osoba która chce naprawdę podnosić umiejetnosci Moim zdaniem zanim cos sie doradzi należy umiejscowić pytajacego w odpowiedniej grupie docelowej. Może nie do końca na temat -sorry... acha...gregre juz mnie wyprzedził. ... ;-)5 punktów
-
Rozumiem Twoje wątpliwości, ale robisz jedno założenie które niekoniecznie jest słuszne. Mianowicie zakładasz, że narciarz faktycznie chce podnosić swoje umiejętności, że postępy są jego głównym celem. Z rozmów z wieloma znajomymi odnoszę wrażenie, że każdy chciałby jeździć lepiej, ale niekoniecznie jest zainteresowany w realnych działaniach w tym kierunku. Podstawowy cel to jest miłe spędzanie czasu na stoku! Niby to cel nasz wszystkich, ale nie wszyscy tak samo go pojmują. W tym kontekście testowanie nart, to sposób na szukanie takich które pozwolą na maksimum przyjemności. Żeby dawały odczucie, że same jadą – pomagały, zamiast czegoś wymagać. To droga do stanu zadowolenia z posiadanego sprzętu. Wiem, powiesz że jeśli narta nie pasuje, to nie wina narty ale braku umiejętności – i w większości będziesz miał rację (no chyba że ktoś uwielbia kręcenie ciasnych skrętów a ma gigantkę – niezgodność preferencji). Czy nie lepiej żeby taki przeciętny narciarz miał deski pozwalające mu spokojne zjechać, miło spędzić czas i przy okazji nie stwarzać zagrożenia dla innych kiedy walczy ze sprzętem? .5 punktów
-
Mialem pisac o tym wczesniej, jak zobaczylem fotke z drona, ale mi umknelo. Przypomnialem sobie jak zobaczylem dzisiaj na FB reklame osrodka: To sa wg opisu osrodka 2 trasy, a przybedzie jeszcze 3 ktora w polowie pokrywa sie z tymi 2... Ehhh ten marketing, no ale 3 trasy zawsze lepiej brzmia niz 1... Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk4 punkty
-
4 punkty
-
"Inwestor" nie ma pieniędzy, zimy były liche i przyniosły straty. Baba zadłużona na granicy upadłości, zalega/ła (?) z płatnościami na rzecz Jontka, właściciele gruntów nie popuszczają z kosztami dzierżawy ani o milimetr. Bez nowego inwestora z dużymi pieniędzmi i bardzo twardą ręką, nartostrady zarosną lasem.3 punkty
-
Tatralift niestety obowiązuje tajemnica handlowa, nic nie mogą powiedzień, rozmawiałem z jednym z ich pracowników. Jedyne co powiedział, to że inwestor nie wywiązał się z umowy, czyli najprawdopodobniej za krzesło nie zapłacił. Co do pozwoleia na krzesło szczawiny- miziowa to pozwolenie nadal jest ważne, w 2015 wkopali kable elektryczne, które miałyby doprowadzać prąd do stacji górnej.3 punkty
-
3 punkty
-
Jeżeli uważasz że testowanie nie ma sensu to przy pierwszej okazji, gdy ktoś zapyta Cie jakie narty, wtedy daj mu pierwsze lepsze z brzegu, właściwie bez znaczenia jakie GS, SL, Am, i powiedz tak: To jest dobra narta dla ciebie! Ty jeszcze o tym nie wiesz! I nie kombinuj z testami bo ci to nic nie powie i guzik poczujesz która lepiej skręca i na której Ci się lepiej jeździ. Nie ma złej narty! To ty jeszcze nie ogarniasz!3 punkty
-
3 punkty
-
No tak taki standard Szczyrkowski, w sumie nie powinienem być zdziwiony, a mianowicie zostałem orżnięty, o 1825 sprzedano mi karnet 2 godzinny(byłem przekonany że stacja działa od 21, jakież było moje zdziwienie jak o 20 podziękowano mi za współpracę. Z wrodzonej ciekawości chciałem się dowiedzieć co jest powodem że ktoś mnie kroi i sprzedaje karnet którego nie mogę w pełni wykorzystać, 2003 byłem pod okienkami kasowymi ale tam już ciemno. Dodam że nawet za pełne 2 godziny to nie jest tania zabawa, a za 1,5 godz, to się już robi drożej jak w Szwajcarii3 punkty
-
Zamieszczam fragment naszej korespondencji co wszystko wyjaśnia Ponieważ Mariusz się zdecydował to mamy zamkniętą ekipę - MajorSki, MarioJ, Marionen, Kamil i Wujot. Ale schronisko (inne pokoje) i góry obok są wolne!!! Może komuś z Was uda się skompletować drugą ekipę to połazimy razem. Pozdro Wiesiek2 punkty
-
Pojechałeś w twojej skali to zdecydowanie tak .... na Pitztalu na górze wszyscy są pod wrażeniem i po wyjsciu z gondoli ostroznie udają się się w lewo .... ty mijasz siatki i jedziesz w prawo pod gondolę ...... więc fakt w tym ośrodku patrząc twoją miarką są nudy.... Jak ktoś chce pojeżdzić w fajnym kameralnym ośrodku bez kolejek i nie jest typowym stachanowcem (100km dziennie / 30km przewyższenia) to jest to doskonały wybór na fajny wyjazd , tam nie ma tylko oślich łączek ,wogóle się dziwie jest sporo dynamicznych tras ....dodając do tego ceny karnetów ..... ja bym polecił ten ośrodek dla ludzi którym się znudziła białka i jest za płasko oraz denerwuje ich lód na chopoku czy orczyki w szczyrku ....2 punkty
-
Nie było we wtorek rewelacji,gigant bardzo wykręcony,miękkie podłoże.Jutro decyzja,czy jechać na czwartkowy ,czy piątek rano z klubem na stare Słotwiny... Choć jak jeszcze popatrzyłem na Accuweather,piątek rano Krynica,RealFeel -25st.C... Brrr...2 punkty
-
No i to genialne zdjęcie zimy za oknem schroniska z linami na parapecie- jak dla mnie YOUR PERSONAL BEST.2 punkty
-
Dzisiaj drugi trening. Było elegancko! Głównie ćwiczyliśmy czucie głębokie (jak to brzmi) i dalej stanie na nartach. Jest malutki kroczek do przodu.2 punkty
-
Info o tym, że pozwolenie padło podał mi jeden z pracowników ośrodka. Jako, że sam nie do końca uznaje to za najbardziej wiarygodne źródło świata, napisałem, że podobno pozwolenie padło. Pamiętam, że na forum była mowa o tym, że coś tam zaczęto kopać, żeby był wpis do dziennika budowy że budowa ruszyła, co miało utrzymać w mocy ten dokument. Może to powinien być jakiś impuls dla JC aby przeprowadzić jakiś mocno szczery wywiad z kimś w tym ośrodku, kto powie jak z punktu widzenia ON Pilsko wygląda sprawa wyciągu na Buczynkę, pozwolenia na budowę tego krzesła i w ogóle przyszłości ośrodka. Dla rzetelności dziennikarskiej dopytałbym się w Tatralift o ich wersję, co do krzesła.2 punkty
-
No właśnie, pisanie, że ktoś ma badziewie jest słabe i skutecznie zniechęca do wypowiadania się w temacie doboru sprzętu. Najwięcej do powiedzenia w kwestii odczuć kobiet mają jak zwykle mężczyźni, doprawdy zazdroszczę tej przenikliwości. Może napiszcie, że do DLA WAS jest to badziewie i sobie byście takiej narty nie kupili, a nie rościcie sobie prawo do ocen ostatecznych. No więc ja oświadczam, że od 3 sezonów jeżdżę na tym badziewiu i robię postępy, biorę sobie jazdy doszkalające, mam frajdę i dobrze mi z tym. Nie zależy mi na jeździe sportowej, moim celem jest poprawne i bezpieczne zjeżdżanie z każdego stoku, w każdych warunkach, jazda dla przyjemności, kontaktu z naturą i towarzystwa przyjaciów i konsekwentnie do tego celu dążę. Co więcej, na tym badziewiu przejechał się dobrze jeżdżący mężczyzna i też pochwalił, widać kolejny nabity w butelkę taniego marketingu. Piszecie, że nie należy nikomu nic doradzać, ale działa to tylko w jedną stronę. Ja za każdym razem piszę, że są to tylko i wyłącznie moje odczucia i dziwnym trafem pokrywają się one z odczuciami innych, bardzo nielicznie reprezentowanych tu kobiet. No ale przecież najważniejsza jest ta jedyna prawa objawiona, że narta damska bleeeeee, że nowe technologie bleeee. Ludzie, trochę więcej otwartości!2 punkty
-
http://pilsko.org/trasy-i-wyciagi/mapa-tras/ Z mapki została usunięta kolej na Buczynkę. Myślę, że to już definitywny koniec tej kolejki i po sezonie można spodziewać się ludzi z Tatralift, którzy zdemontują wyciąg i sprzedadzą w inne miejsce. Pozostaje błagać o porządnego inwestora z bardzo dużymi pieniędzmi i dobrymi układami, który ostatni raz zawalczy o rozwój Pilska. Do głowy przychodzi mi jedynie PKL...2 punkty
-
Na tak postawiony problem nie znajduję argumentów. Może tylko zwrócenie uwagi, że alternatywą jest udzielanie porady na podstawie bardzo nieprecyzyjnych określeń jak dynamicznie/rekreacyjnie/krórkim skrętem itp. Nawet obecna forum’owa skala opiera się na takich określeniach co sprawia, że nie potrafię się w niej umieścić. Atrix ma chyba rację. Z psychologicznego punktu widzenia, lepiej poradzić testowanie, jak tłumaczyć „ślepemu że nie widzi”. Do zalet testowania dodam jeszcze zdobycie wiedzy (poczucie tego) na czym polegają różnice pomiędzy typami nart – jednak to dla tych co je poczują.2 punkty
-
Dla osób, które chcą zrobić sobie Antiboty to zamiast szarej taśmy można zastosować inny patent DIY Antibot http://www.gipfeltreffen.at/group.php?gmid=924&do=discuss2 punkty
-
Śnieg jest naturalny i sztuczny. W ciągu ostatnich dwóch dni spadło prawie 40cm śniegu. Otwierają niebieskie trasy - 2 i 32 punkty
-
Wujot jest baaaardzo krytyczny wobec tego ośrodka. Ja tam z nim byłem jeden dzień i bardzo miło wspominam ośrodek, bo akurat był świeży opad. Ze szczytu Steinplatte są dwie trasy czerwone i jedna czarna. Przy krześle Schwarzlofer mamy dwie fajne trasy czerwone. Reszta to rzeczywiście bardzo łatwe niebieskie. Tak że 2 dni można tam pojeździć2 punkty
-
2 punkty
-
Ostatni dzień na nartach we wtorek, zaczynamy od jazdy w kierunku Leogang. Jedziemy zobaczyć jeden z najwspanialszych bike parków w Europie. Gorąco polecam, niestety na zdjęciach widać tylko niewielki fragment, reszta ukryta w lesie... Jest pięknie, czyste niebo, księżyc, bezwietrznie, leciutki mrozik i niemalże pusto na trasach, nic więcej nie potrzeba Widok na Leogang Las slalomowych kijków może oznaczać tylko jedno, gdzieś są zawody, tym razem ścigają się dzieci i juniorzy Moje klimaty... zaraz rozpoczną się zawody, sędziowie się rozstawiają Po Leogangu udajemy się jeszcze do Saalbach i Hinterglemm, na więcej nie starcza nam już czasu Są miejsca, że w zimę się nie uwierzy Ja w wiadomych celach muszę jeszcze odwiedzić Saalbach, tracę jednak 1.5 godziny, co zrobić, ważne - zadanie wykonane, prędko z powrotem na trasy. Trafiam na kultową dla nas "gondolówkę pięciokabinówkę" Robi się bardzo ciepło, wydaje mi się, że jest kilkanaście stopni w słońcu, śnieg robi się ciapowaty niczym w kwietniu, jest fantastycznie, ale trzeba powoli kończyć. Nie pamiętam w grudniu w Alpach takiej pogody... Wujot nie wstydź się i nie chowaj za Ulą Tak zdecydowanie lepiej... Przy Ani z Wujotem nie marzniemy Czerwony bus już jednak czeka, kolejna narciarska wyprawa z Jurkiem dobiega końca. Było wspaniale, dziękuję wszystkim uczestnikom i oczywiście Jurkowi za perfekcyjną organizację (to norma). Podziękowania dla Uli, te zdjęcia w normalnej rozdzielczości otrzymałem przed chwilą od Niej. Skicircus świetny i zapewne tu wrócę, bo wiele tras jeszcze muszę tu zaliczyć, potencjał ten ośrodek ma na poziomie, no i offpiste do zbadania. Pozdrawiam serdecznie.2 punkty
-
1 punkt
-
I w Tyliczu sporo takich leżaków porostawianych było - przy słonecznej pogodzie jaką mieliśmy to fajna sprawa1 punkt
-
Biela Put to chyba jedyne miejsce na pierwsze kroki, najlepiej zamieszkać tam w hotelu Junior na trasie albo SNP kilkadziesiąt metrów obok1 punkt
-
Czuć. Pozycja bardziej pochylona do przodu, a ja dodatkowo mam bardzo "wąskie" łydki więc dzięki spojlerom but znacznie lepiej trzyma w górnej części.1 punkt
-
Tak naprawdę to nawet nie wiadomo gdzie nas zaprowadzi taka a nie inna droga narciarska. Ja np jeżdżę na nartach bez rockera. Wynika to po prostu z ekonomii - niszczę narty w takim tempie, że szkoda byłoby mi wydać np 2000 zł za tegoroczne nówki jak w tej cenie mam ca 5 par (nowych lub prawie nowych) ale bez tego cudownego wynalazku. Nawet zakładając, że jest to troszkę mniej wygodne w ciężkich śniegach (bo tylko tam jest pewna istotna różnica) to co z tego? Kiedyś będę miał nówki z rockerem i tylko łatwiej mi się na nich będzie jeździło. Nawet zastanawiałem się czy nie zabrać sobie ołówków na off piste i zobaczyć czy dam radę - inni jakoś dawali. Najtrudniejsze zjazdy w życiu jeździłem na narcie -5 cm od wzrostu, 72 mm i z 14 kg plecakiem. Nie widzę żadnej korzyści wobec tego z szukania najłatwiejszej drogi. Nie wiadomo jakie zjazdy nas czekają. Do tego testowania mam więc stosunek taki - przesiadam się na różne narty najczęściej jak się tylko da. Okazji nie brakuje bo dużo jeżdżę i w sporych grupach. Potrafię szybko zidentyfikować różnice między nartami. Ale służyć to ma wyłącznie temu abym dokładnie wiedział co jest moje a co nie. Każda narta ma jakieś plusy i można to wykorzystać. Ogólnie uważam, że dzielenie nadmiernie narciarskiego włosa na cztery to strata czasu. Jak komuś coś nie wychodzi to znaczy, że nie umie jeździć i zamiast szukać przyczyny na zewnątrz powinien wziąć się do roboty. Nie dotyczy to oczywiście sportowców, ekspertów itd. Ale to zupełnie inna, nie moja, półka. Wiesz, że bawię się fotografią - tam też jest dzielenie włosa na czworo (i czasem ma to uzasadnienie większe jak tutaj). Nie mniej to jednak wrażliwość fotografa decyduje o wyniku. W narciarstwie co niektórzy uwierzyli, że od nart zależy poziom ich jazdy. Nie mówię oczywiście o jakimś produkcie nartopodobnym co trafi na twardy warun. Jeśli coś ma znaczenie to przygotowanie narty (krawędzie, ślizg) i to jak bardzo jest wyeksploatowana. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Jeżeli zaczynasz a chcesz mieć mało ludzi i szerokie trasy plus krzesło to zajrzyj do ośrodka Orava Snow na Słowacji. Jakieś 10km od granicy. Przy krześle dwie trasy 1,2km i 1,5km, szerokie na około 50-100m, na opisie oznaczone jako niebieska i czerwona a w rzeczywistości to zielona i niebieska. Ludzi w niedzielę zero - brak kolejki do wyciągu. Na 100% będziesz zadowolona.1 punkt
-
Ja jednak posłucham paypala i Jaśka W tym sezonie podziękuję, może jak będę lepiej jeździła to się tam wybiorę w przyszłości1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Nie mialem zamiaru traktowac Cie jak idiote. Chodzi mi raczeej o reakcje pytajacego na takie doradztwo1 punkt
-
Przy dzisiejszych warunkach atmosferycznych, ja osobiście wróciłbym na Cieszyn, i dalej na Frydek Mistek1 punkt
-
1 punkt
-
To są bardzo dobre wieści Góralu Jak wszystko dobrze pójdzie pod koniec sezonu będziesz śmigał na deskach Cała przyjemność po naszej stronie Wszystko zależy od mojej roboty i pogody - nie wcześniej jednak niż luty. Dam znać No i na Pilsku koniecznie jeszcze z Marionenem i Anią1 punkt
-
Mnie obie te "górki" smakują zawsze. Byle było biało....choć latem też piękne. Pozdrawiam. PS: Sławek, sam sobie jesteś winny. Chciałeś na dwie godziny i ci sprzedali. Nasz klient nasz Pan...1 punkt
-
No i żal poślady ściska, że ostatni raz dzisiaj diechy przyszło założyć w Krynicy Zanim ruszyliśmy w drogę na Zachód zatrzymaliśmy się znowu na Słotwinach. Ja wybrałem Arenę, dziewczyny kompleks obok, bo uznały, że tam za stromo. Na stronie rano stało, że tylko dwie główne czerwone trasy są otwarte (1 i 3), ale i niebieska-spacerowo-widokowa 2a była przejezdna więc szkoda, że musieliśmy wybrać różne warianty . Zwłaszcza, że ta kanapa przypadłaby moim laskom do gustu Stok fajny, przygotowany dobrze, ludzi niewielu, można było i cisnąć na dół i ciąć od boku do boku Mroźno. Słońce czasami próbowało przebić się przez chmury, ale z mizernym skutkiem. Skutkowało to kompletnym brakiem kontrastów na stoku i było powodem kilku fajnych zaskoczeń - kolejne ciekawe doświadczenie . Nic, urlop jak najbardziej udany. Będę miał teraz dylemat, czy odwiedzając Polskę próbować kolejne nowe stoki, czy wracać na Jaworzynę i okolice W lutym Grandvalira Jadąc w kierunku Zgorzelca współczułem tym, co utknęli na Zakopiance, a potem sam sobie, bo jak zaczęli wjeżdżać na A4 a jeszcze nadeszła jakaś śnieżyca, to pod Krakowem utknęliśmy na dobre 2 godziny @FerraEnzo, Maciek, mi wydawało się, że 1 czy 6 na Jaworzynie bardziej strome są niż 2a. Może to tak z dołu wyglądało. Fajnie, że te odcinki obsługują kanapy. A cukier zaczęli dostarczać tak pod wieczór dnia poprzedniego1 punkt
-
Widok....brak słów.Tylko stać i patrzeć....chwilo trwaj. pozdrawiam.1 punkt
-
Velka Raca 16.12.16. Dzisiaj rozpocząłem sezon i padło na VR. Jeżeli chodzi o warunki to trasy przygotowane są dobrze (te otwarte) Dzisiaj otwarta była: 1, 3, 4, 5, 7 i 12. Czarna 9 niby była zamknięta ale dało się jeździć (przygotowanie jej jednak było do bani). Dzisiaj czynne wyciągi to Dedovka, Laliki i Hrebenova. Marguskę włączyli około 10. Za 15 jurków wyjeździłem się setnie. Ludzi było niewielu. Jutro zapowiadają czynne wszystkie wyciągi i dodatkowo trasy 10b, 2 i wszystkie łączniki. Tu parę fotek: Pozdrawiam.1 punkt







