Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. leitner

    leitner

    Użytkownik forum


    • Punkty

      28

    • Liczba zawartości

      4 153


  2. MichalR

    MichalR

    Użytkownik forum


    • Punkty

      20

    • Liczba zawartości

      1 092


  3. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      15

    • Liczba zawartości

      7 223


  4. gregor_g4

    gregor_g4

    Użytkownik forum


    • Punkty

      13

    • Liczba zawartości

      1 472


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 23.02.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. W końcu udało mi się napisać relację z soboty. Nadszedł (nie)stety ten dzień – sobota. Z jednej strony dobrze, bo jedziemy na spotkanie forumowe na górze, na której byłem 1/3 życia temu, a z drugiej strony jest to najprawdopodobniej ostatni mój dzień na nartach w tym sezonie. Trzeba wykorzystać go na maxa, ale jednocześnie uważać na siebie. Za oknem pada mokry śnieg. Wyjeżdżamy tak, by przed 8:00 być na Strugach w Korbielowie. Po drodze śnieg zamienia się w deszcz. Mimo tego, pełni wiary w warun na Pilsku, wjeżdżamy do zaśnieżonego Korbielowa. Cały czas padał tam śnieg – nawet droga się zabieliła. Jadąc na miejsce, wspominamy każdy zakątek, każdą restaurację odwiedzoną przez nas w nasze korbielowskie lata. Na miejscu parkujemy nieco ponad wejściem pod kasy. Jako, że dość mocno muszę się oszczędzać, niosę kijki zamiast nart. Wchodzę powoli z krótkimi przerwami. Całe szczęście, że nie ma tu tych tragicznych schodów. Po 10 – minutowym wejściu zdobywam szczyt. No dobra, to tylko kasy, ale czuję się, jakbym wszedł na Pilsko. Kupujemy 3 karnety do 16:00, bo przyjechaliśmy pojeździć na nartach a nie siedzieć po południu na kanapie w domu, w którym śmierdzi na potęgę. Krzesełko jedzie powoli, majestatycznie, a my jesteśmy zasypywani kolejnymi porcjami świeżego śniegu. Na Szczawinach zostawiam przemoczony już plecak i usiłuję zapiąć narty. W tym momencie zjechała się prawie cała ekipa forumowa –@Jasiek,@gregor_g4,@aklim,@johnny_narciarz,@christof,@Piotr_67 i@marcinn. Po kilku zjazdach dołączył@artix. Warun na trasie czerwonej 5 Miziowa - Szczawiny były moim zdaniem bardzo dobre. Sporo świeżego śniegu, nawet twardo, ale pojawiały się niestety grudki zmrożonego śniegu. Do ok. 10:00 po trasach kręcił się ratrak, który na bieżąco ubijał świeży śnieg. Kolejki do wyciągów niewielkie – max 3 min (zazwyczaj jeździło się na bieżąco). Na trasach z Pilska i Kopca nieco lepiej – miałem wrażenie, że zostały słabiej rozjeżdżone. Kolejki do orczyka i do ukochanego przez Jaśka talerzyka na 2-3 minuty. Na długiej niebieskiej „6” Miziowa – Szczawiny leżało trochę kamieni, ale bezproblemowo mogliśmy je omijać. Jako, że jazda po trasach niektórym się nudzi, wyskoczyliśmy na mały freeride – najpierw z Pilska a potem z Kopca na skocznię Czarownicę/Babę Jagę. Jeździło się nieziemsko! Mała przerwa na Szczawinach i po kilku zjazdach wszyscy zjechali w dół do Górala spod Skrzycznego. Obok jest toaleta - jak przystało na ośrodek z europejskimi standardami - bezpłatna. W lesie siedzi przyczajony Ratrac Ja z tatą i bratem śmigaliśmy na górze do 16:00 – ostatnie wejście przez bramkę na Pilsko o 15:59. Trasy z każdą chwilą się degradowały – więcej kamorów, grudek śnieżnych i muld. Po drodze zatrzymaliśmy na Hali Miziowej na naleśniki z grzybami i małe co nieco. Każdy zjazd był dla nas wspomnieniem fantastycznych czasów, kiedy leżało mnóstwo śniegu a na Pilsko wchodziliśmy w pełnym Słońcu zapadając się prawie po pas na nieprzetartym szlaku. Wtem uśmiechnęło się do nas słoneczko . Woohooo! Genialnie. W końcu mamy jakieś widoki. Na końcu zjechaliśmy Buczynką a wcześniej przy kultowych Płajach, spod których obsługa kiedyś zabierała śnieg. Szczerze? Łezka mi się w oku zakręciła. Kiedyś to miejsce tętniło życiem. Na zewnątrz nie raz jedliśmy obiad, zawsze było tutaj głośno. Zamykam oczy i widzę oczami pamięci ten zgiełk, zaludnioną Halę Buczynka, działający talerzyk, słyszę stukot wprzęgów od orczyków na gniotących krążkach linowych… Otwieram oczy i widzę kolej krzesełkową – widmo, oświetlenie, które nie wiadomo kiedy zostanie włączone. Jedziemy na Solisko. Szukamy „zakrętu śmierci”, gdzie za każdym razem toczyła się jednostronna i z góry przegrana walka o bezpieczny zjazd. Teraz w tym miejscu nie ma już ani ostrego zakrętu, ani lasu, którym próbowałem ominąć to miejsce. Czy coś się zmieniło na Pilsku przez ostatnie 6 lat? Tak. Nie działa orczyk na Kopiec, nie działa Buczynka, nie ma naśnieżania poniżej Miziowej, nie ma tłumów… Ciekawe, co z Babą – jedziemy przetestować. To tam stawialiśmy nasze pierwsze kroki na nartach poza oślimi łączkami.
    11 punktów
  2. Na Babie warunki genialne. Nie ma muld, cały czas jest lekko twardo, a muldy są niewielkie. Krzesełko takie co wcześniej – teraz jednak odkrywam jego drugą twarz. Ludzi tylko mało. Kiedyś kolejki do krzesełka dochodziły do 10 minut. Teraz pustki… Wielki plus dla Baby, że w rejonie Gazdówki powstał snowpark. Niestety Gazdówka już nie ta sama, co ostatnio. Kiedyś zawsze zatrzymywaliśmy się tutaj na czekoladę i Wiadomości – codziennie o 19:30 przerwa na 25 minut. Po Wiadomościach mieliśmy jeszcze trochę jazdy. To, co się nie zmieniło, to brakująca latarnia na objeździe lasu – po wyskoczeniu ze skoczni na snowparku nic nie widać – fajne atrakcje ośrodka Pod koniec zawijamy do Bacówki na kolację. Przy wejściu wisi kotwica z wyciągu. W środku tak samo – przyjemnie, ciepło i to samo pyszne jedzenie. Zmęczeni jedziemy na dół – w końcu jeździmy tu prawie 11h a z wyciągami prawie 90km. Najważniejsze, że serducho wytrzymało. Podsumowując, wyjazd bardzo udany, ale przykro się robi, kiedy widzę, jak narciarsko upada Korbielów.
    7 punktów
  3. Marcin, czytając Twoją relację dochodzę do wniosku, że pora w Twoim narciarskim życiu zacząć nowy etap... ...alpejski Dzięki za tę pełną nostalgii relację
    6 punktów
  4. 6 punktów
  5. Adrian Solano - Wenezuelczyk, który wystąpił na MŚ w biegach narciarskich w Lahti, został wzięty za terrorystę we Francji, w której miał mieć przesiadkę. Został zatrzymany, ale ostatecznie wszystko potoczyło się dla niego szczęśliwie. Ostatecznie Solano odzyskał wolność, ale samolot do Skandynawii już odleciał, a on sam miał przy sobie zaledwie 28 euro. Na koszt państwa wrócił więc do Wenezueli i wydawało się, że o starcie w Lahti może zapomnieć. Przyjaciele narciarza zrzucili się jednak na kolejny bilet i 22-latek wrócił do Europy, dosłownie w ostatniej chwili przed rozpoczęciem mistrzostw świata. Niestety, przez wydarzenia z Francji stracił szansę na miesiąc przygotowań na śniegu i do Lahti dotarł bez jakichkolwiek treningów, zupełnie nie umiejąc biegać na nartach. http://sportowefakty.wp.pl/biegi-narciarskie/668247/wzieto-go-za-terroryste-ale-do-lahti-jednak-dotarl-adrian-solano-bohaterem-dnia http://wmeritum.pl/terrorysta-nartach-caly-swiat-mowi-o-wystepie-wenezuelczyka-mistrzostw-swiata-lahti-wideo/172968 Prawdziwym hitem stał się jednak jego "przejazd" trasą - zawody w biegach stylem klasycznym były zaplanowane na 10 km, ale Solano "przebiegł" jedynie połowę dystansu. Jako, że w ogóle nie potrafi biegać na nartach, 5 - kilometrowa pętla zajęła mu aż 55 minut. Ciekawe, co by niektórzy pomyśleli, gdyby zamiast w biegach narciarskich Solano wystąpił w biathlonie
    4 punkty
  6. a może i fajnie , że tej komerchy na Pilsku jakby mniej ....... Góra , jak na nasze warunki , ma olbrzymi potencjał narciarski , ale czy i kiedy doczeka normalnego inwestora , tego chyba nawet najstarsi beskidzcy górale nie wiedzą
    4 punkty
  7. Obraz jak najbardziej słuszny, ale uwierz mi, nie ograniczający się do Warszawy. Teraz współdzielili z nami ferie rodacy z zachodnipomorskiego i dolnośląskiego i trochę tej menażerii trafiło też i do Zillertal. "Halinaaaaaaa, gdzie jeeeeedziemy, skręęęęęęęęęęęęęęęęęcaj, tutaaaaaaaaaj..." - nie wiem dlaczego Polacy uważają, że jak będą się drzeć przez pół stoku to "Halina" na pewno się nie zgubi...Kultura kolejkowa też niczego sobie - jak nie po narcie, to z łokcia, wszak my pany w Alpy przyjechali... Ale oprócz Januszy spotkałam też wielu normalnych, ułożonych narciarzy z klasą, były miłe pogawędki, krótka wymiana info o pogodzie i trasach. Nie ma jednej szufladki.
    4 punkty
  8. Nie odnoszę się do konkretnej ustawy tylko do ogólnych tendencji w projektowaniu przestrzeni miejskiej.Drzewa na prywatnych terenach to sprawa ich właścicieli. To co u mnie widzę to drzewa w miastach są wycinane na dużą skale i to od paru już lat. Wszędzie kostka,parkingi ,supermarkiety,hale ,magazyny. Coraz mniej zieleni i terenów wchłaniających wodę z coraz gwałtowniejszych ulew jakie mamy i będziemy mieć w następnych latach. Do tego program regulacji rzek, który nie uwzględnia postępującej nieregularności opadów. Rzeki muszą mieć miejsce żeby się miały gdzie rozlać w czasie wezbrań. Też chyba już był opracowywany kilka razy przez różne rządy. Teraz nawet chcą przywrócić na dużą skale żeglugę na Odrze?!! Dobrze ,że tak ślamazarnie im to idzie. Nikt nie uwzględnia zmian klimatycznych . Dostaniemy wszyscy w d.... i to już wkrótce.
    4 punkty
  9. Znacie zmienione przepisy odnośnie wycinki drzew czy dyskusja rozwija sie na podstawie wiedzy z telewizji? Macie swoją działkę z drzewami, czy pragniecie zarządzać drzewami innych? Mieliście kiedyś zdarzenie , że wasze drzewo wyrządzilo komuś szkodę przez np. odlamanie gałęzi i upadek na auto bądź na osobę która poranilo? Dobrze czasem poznać przynajmniej ogólne zasady aby krytykować.
    4 punkty
  10. Wczoraj w czasie jazdy u naszych południowych sąsiadów knedylków w Severce lokalny goprowiec dał mi namiar jak to określił do nie fungowatego już ośrodka narciarskiego Prelać,tuż przy granicy z Słowacją,który cechują duże opady naturalnego śniegu a co za tym idzie fajne warunki na tury. Dziś to sprawdziłem z samego ranka. Sam dojazd z Cieszyna ok 1 godzinki. Jakieś 5 min przed dojazdem na miejsce klimat zmienia się na bardziej zimowy,dużo więcej śniegu,niższa temperatura. Zimowo,zdecydowanie zimowo Samo wejście na szczyt bez napinki zajmuje ok 45min,zależy od wariantu jaki wybierzemy Ja raz turawałem centralnie pod wyciągiem,zjazd na sam dół,następnie wejście bardziej z lewej strony Pogoda z rana na minusie,ładnie ale jak wyjeżdżałem zaczęło się dziać. Śnieżyca na maksa
    3 punkty
  11. Korbielów też jest dużym ON drugim w regionie po Szczyrku i na pewno większym niż pojedyncze ośrodki w Wiśle czy Ustroniu. Pamiętam naście lat temu był na równi z SON o ile nawet go nie wyprzedzał bo miał lepsze warunki naturalne i ilość ludzi w obu ośrodkach była podobna. Gdyby działała Buczynka i było naśnieżanie w części ośrodka strugi-szczawiny-miziowa-pilsko to na pewno dużo ludzi znowu pojechałoby do Korbielowa. A dojazd kiedy większość jeździ samochodami myśle że nie jest problemem kiedyś tak przynajmniej było a teraz nawet są lepsze drogi przynajmniej droga ekspresowa do Żywca
    3 punkty
  12. Fajnie piszesz ,ale jak bym nie wiedział ile masz lat to pomyślałbym,że relację napisał 30-latek.Okres ,,świetności'' Korbielowa to tylko kilka lat. Lepiej nie będzie bo mając bliżej ( z dobrym dojazdem z Aglomeracji śląskiej) duży kompleks narciarski w Szczyrku:BSA, COS, SRS (SON) do Korbielowa tylko zapaleńcy , ski turowcy i frirajdowcy będą jeździć. S.N. Pilsko w Korbielowie czeka regres . W lecie mam zamiar tam pojechać na 2-3 dni bo to piękny zakątek kraju.
    3 punkty
  13. jest to jedna z najważniejszych i najlepszych dla zwykłego Kowalskiego ustaw, przeprowadzonych przez ten rząd. Tak jak Bumer napisał, każdy chciałby prywatnym drzewem zarządzać i zabraniać wycinki. Czekam jeszcze na zmiany w prawie budowlanym, bo tam podobne jeśli nie większe bagno jest.
    3 punkty
  14. Fajny jest też gigant na super trasie nr 3 w Hochfugen, zwłaszcza z rana zanim powstaną rynny wokół bramek. Nawet ja spróbowałam swoich sił
    3 punkty
  15. Istebna-Zagroń Mogło być gorzej bo pogoda z rana nie była optymistyczna W Ustroniu lało jak scebra Ale już przy wyjeżdzie z Wisły bez opadów W Istebnej melduję się ciut przed 8,po karnecik i na wyciąg Godzinkę jeżdżę sam, potem parę osób Warunki określił bym na dobre z minusem,sporo przetarć w górnej części stoku Nie mają tam za dużo śniegu,oj nie mają Temperatura na lekkim plusie Ale jest szybki śnieg tak że można sobie było 2 godzinki całkiem fajnie pohasać
    3 punkty
  16. Kolejny raz protestuję! Na naukę nigdy nie jest za późno! P.S. Gratuluję trofeum.
    3 punkty
  17. 3 punkty
  18. Jak ja zrobię tam wielki powrót. Jak pogrzebe w VHS'ach, poszperam w fotkach i slajdach... to mnie nie poznacie a Pilsko prawie bez zmian.
    2 punkty
  19. Byłem w Breuil-Cervinia rok temu (pierwszy tydzień kwietnia. Problemem jest tam pogoda - wiatr, całkowite zachmurzenie - przez połowę pobytu przejście na szwajcarską stronę było zamknięte, tzn. nie było możliwości powrotu: nie chodziła kolejka na Klein Matterhorn ani orczyk na Plateau Rosa po stronie szwajcarskiej. Karnet włoski faktycznie pozwala na jazdę po stronie włoskiej gdzie tras jest mnóstwo z najdłuższą czerwoną Ventina z Plateau Rosa do Valtournenche ok. 20 km. Jednak te po stronie szwajcarskiej podobały się mojej żonie bardzie, a zjazd z Klein Matterhorn do Zermatt to też dobre 20 kmj. Jeśli jest nadzieja na co najmniej dwa dni dobrej pogody warto kupić karnet internationali, który pozwala na korzystanie ze wszystkich wyciągów, kolei i pociągów (np. z Zermatt na Gornergrat) zarówno po stronie włoskiej jak i szwajcarskiej z zastrzeżeniem, że pierwszy wjazd na górę musi być po stronie włoskiej, ale taki sam karnet szwajcarski jest o ok 100 euros droższy. Do karnetu włoskiego można było dokupić 1 dzień pozwalający na jazdę w Zermatt, ale jak już pisałem przy dwóch dniach 6-dniowy internationali wychodził w tej samej cenie. Dodatkowo od naszych hotelarzy dostaliśmy kartkę, po okazaniu której mieliśmy możliwość zakupu karnetów 7 dni w cenie 6 lub 6 dni w cenie 5. Monte Cevinio (Matterhorn) od strony włoskiej. Schronisko na Plateau Rosa na granicy włosko szwajcarskiej - od jakiegoś czasu można tu przekraczać granicę kursuje potężny wagon z Włoch (żadnej kontroli granicznej nie było). W prawo do Szwajcarii, w lewo do Włoch. Ponieważ zazwyczaj płacę kartą, to cen raczej nie pamiętam, a skoro już wyjechałem to nie liczę, żeby nie było mi przykro, ale pamiętam, że małe piwo na Gornergrat w Szwajcarii kosztowało 5 CHF - płaciłem gotówką przelicznik 5 CH = 5 Euros
    2 punkty
  20. parodia, żeby nie powiedzieć skandal - brak szacunku dla zawodników. Kto go tam wpuśćił?
    2 punkty
  21. dzisiaj dużo gorzej niż wczoraj. W nocy na dole ulewa, na górze sypnęło znowu śniegiem, ale rano temperatura weszła na + i tam również zaczął padać deszcz. Zmoczyło wszystko co nasypało, śnieg siadł. Na trasach tam gdzie nie wyratrakowane było 5 cm mokrego i bardzo wolnego śniegu. Warunki średnie. Od jutra liczę, że będzie lepiej Powyżej Miziowej śniegu jest sporo.
    2 punkty
  22. Aktualnie warunki średnie. Codziennie albo pada deszcz albo przynajmniej kropi. Jeździć można do 12 na spokojnie. Po godzinie 12 trasy widocznie zmęczone. Liczba ludzi widoczna na kamerkach (zahradky) wynika z tego, że na szczycie mgła i duży wiatr, dlatego większość jeździ na dole. Po zjechaniu w kierunku Biela Put nie ma jak wydostać się na górę, od środy kanapy nie chodzą ze względu na pogodę, a "biedronka" - A4 to jedno wielkie nieporozumienie, zabiera mało osob i przemieszcza sie bardzo wolno. Gondola wczoraj chodziła bardzo wolno - wiatr dochodzący do 135 km/h, dzisiaj juz dużo szybciej. Jak ktoś chce pojeździć to da radę, ale warunki oceniam na 3+
    2 punkty
  23. Mówiłeś,że wybierasz się do Zillertal-polecam giganty na Penken. Masz pomiar czasu z tablicą,możesz nawet filmować przejazdy,bo jest w środku idealne miejsce.Jak będziesz z kolegami,tak jak ja to robiłem,potrafiliśmy przez 4 godziny non stop walcować te slalomy i porównywać swoje czasy.Niewykluczone,że się tam spotkamy,ale mój warunek sine qua non to pogoda...
    2 punkty
  24. Święte słowa. Natura się upomni o swoje. Mamy coraz więcej ulew i opadów nawalnych w ciepłej porze roku. Efekt AGW. Miasto zabetonowane i pozbawione zieleni to częstsz3e powodzie błyskawiczne z zalanymi domami w niżej położonych miejscach, tunelami metra, przejazdami pod wiaduktami...
    2 punkty
  25. Z tą plagą wycinania DUŻYCH, ZDROWYCH, PIĘKNYCH drzew w miastach to jest jakaś PARANOJA!!! W Nowym Sączu przez ostatnie lata wyrąbali setki drzew, nic w zamian nie posadzili, miasto wygląda coraz gorzej. Najlepiej wszystko wyciąć, zabetonować i porozjeżdżać autami! U mnie na osiedlu w grudniu wycieli praktycznie wszystko ok 15 dużych zdrowych wierzb. Akurat byłem na nartach i po powrocie doznałem szoku. Teraz wszystko jest porozjeżdżane autami na dziko, błoto po łydki. Oby wszyscy którzy przyczynili się do tego mocno pożałowali!
    2 punkty
  26. Zaczęliśmy od niebieskiej siódemki z Fulseck na sam dół do Dorfgastein. Trasa ma koło 7 km i na rozruch jest naprawdę miła. Z góry rozciągają się zapierające dech widoki na Alpy więc jest co podziwiać. Na górze śnieg nawet niezły, na dole masakra, mokro, ciężko i grząsko. Przez błąd w pomiarach zamiast zjechać do stacji pośredniej gondoli pojechaliśmy na sam dół, niekiedy walcząc o życie na monstrualnej wielkości muldach. Więcej tego błędu nie popełniliśmy. Kolejny wjazd na Fulseck i decyzja że zmieniany górę na Kreuzkogel. Więc do przełęczy i czerwoną w dół, lawirując po nierównym terenie. Ludzi dużo mniej niż w Sportgastein, więc tu też na plus. Końcówka tej czerwonej to znów masakra na muldach ale jak się okazało do pokonania. Młody miał tam najlepszą zabawę, ja mniej bo jeżdżę na twardych nartach które słabo się nadają na taki teren, albo ja nie potrafię ich do tego zmusić, obstawiam to drugie [emoji6] Kolejny kurs do góry i jesteśmy na Kreuzkogel. Tam jeszcze lepsze widoki i bardzo, ale to bardzo fajna niebieska trójka, szeroka i o dziwo równa. I na niej właśnie zamordowaliśmy do końca nogi, jeżdżąc szybko i efektywnie, mając przede wszystkim z tej jazdy przyjemność. Gdzieś pośrodku jest jeszcze snowpark, trochę ramp, fajne hopy, młody miał tam trochę zabawy. Generalnie Dorfgastein fajny, zjeżdżaliśmy jako jedni z ostatnich, po części też z powodu wypadku na niebieskiej i chwilowego zamknięcia trasy żeby śmigłowiec mógł wylądować i zabrać poszkodowanego. To był drugi tego typu wypadek dzisiaj, pierwszego poturbowanego śmigłowiec zabierał przed południem ze Sportgastein. Tak więc podsumowując dzień udany, przede wszystkim dzięki zmianie ośrodka. W nogach kolejne ponad 40 km. Po co walczyć z terenem i tłokiem skoro można pojeździć gdzie indziej w lepszych warunkach. Na piątek jest zapowiadana słaba pogoda więc być może tu wrócimy zakończyć fajnie wyjazd. Jutro Wagrain-Flachau (w końcu). Tapnięte Tapatalkiem z Androida.
    2 punkty
  27. Parę foci z dzisiejszych tur z Czech Pełna fotorelacja tu
    2 punkty
  28. Witajcie, dziś czwarty dzień jazdy, ale zupełnie niezgodny z planem. Mieliśmy jechać do Wagrain ale za późno wstaliśmy, chyba poprzednie dni dały nam w kość. Rano rzut oka na kamery gdzie najlepiej, bo za oknem była totalna mgła i szybka decyzja że wracamy do Sportgastein. Im bliżej byliśmy kompleksu tym bardziej byliśmy pewni że to była dobra decyzja, pogoda tym razem dopisała. Była prawie lampa, z jednym ale - było ciepło, za ciepło. Ruszyliśmy około dziewiątej i już na górze puszczało i były muldy. Nie wiem co prawda skąd, bo jak byliśmy w poniedziałek to wyciąg ruszył właśnie o dziewiątej - chyba dziś puścili wcześniej bo jadąc do góry widzieliśmy że już na dole jeżdżą. Start niebieską nie należał do najlepszych, śnieg bardzo ciężki, mokry, za dużo go było, w nocy musiało mocno padać i ratraki nie dały rady tego ubić. Poza tym mocno na plusie więc siłą rzeczy śnieg nie mógł być dobry. Drugi zjazd czerwoną która w poniedziałek była bajkowa - dziś mordęga, na ściankach muldy po kolana. Pojeździliśmy do dwunastej i decyzja że zjeżdżamy do samochodu na posiłek i zastanowić się co dalej. Nie powiem że to była jazda zupełnie do bani, na bardziej płaskich odcinkach dało się całkiem fajnie pojechać, na ściankach niestety mega muldy. Poza tym dziś chyba wszyscy stwierdzili że warto jechać właśnie do Sportgastein bo był tłum ludzi. No i te zapierające dech w piersiach widoki Alp po horyzont - po prostu bezcenne. Mimo tego zdecydowaliśmy się zjechać, zanim zaczną nas zwozić śmigłowcem. Cdn. Tapnięte Tapatalkiem z Androida.
    2 punkty
  29. Zdjęcia chronologicznie odwrócone [emoji41] Wysłane za pomocą mTalk
    2 punkty
  30. Pozdrowienia z Soliska;) lampa i -2. W sloncu +15. Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
    2 punkty
  31. @Jasiek człowiek z miasta Łodzi nigdy nie zawodzi... To od początku. W środę kicha totalna, wiało na maxa(podobno do 140km/h) to na szczycie czułem się obrzucony żyletkami po twarzy. Krzesła z Jasnej, Otupnego i Rovnej Holi nieczynne. Pier***ona Biedronka to jakiś żart bo czekania na 30 minut, żeby się wydostać z Biela Put. Dla mnie osobiście warun najlepszy na górze bo jedyne miejsce z mrozem i bez deszczu - lodowo ale fajnie. Od Lukovej do Prieheby też całkiem dobrze. Poniżej Prieheby niestety fatalnie przez padający deszcz i sporą liczbę narciarzy - totalna klucha. Kolejki największe na Zahradkach od 5 do 10 minut. Dzisiaj w czwartek mniej wiało, do Lukovej praktycznie brak wiatru i zdziwiony byłem, że znowu krzesło z Jasnej stało w miejscu. Echh kolejne 30 minut do Biedronki...jutro się chyba zastrzelę. Warun jakby lekko lepszy, ale też tylko do Prieheby, niżej kiepsko. Kolejki do wyciągów dużo mniejsze np. do Funitela się wchodziło prosto w wagonik. Deszcz zaczął mocniej padać o 14, więc podziękowałem już za jazdę. Z rańca dużo lepiej. Jutro ma mniej wiać, więc bez ryzyka utraty możliwości powrotu zaczynam rozdziewiczać Południe. Dam znać co i jak. Sorki jak zrobiłem literówki w nazwach, to mój pierwszy raz na Chopoku. Wrażenia oceniam na 4. Brak pełnej oceny to fatalna komunikacja w przypadku wyłączenia kolejki z Jasnej na Lukovą. Ta wolna Biedronka i tylko jedna Biedronka to zdecydowanie jakiś żart jak na taki ośrodek. Spodziewałem się czegoś więcej po właścicielach.
    1 punkt
  32. Nawet film o nim nakręcili..polecam.
    1 punkt
  33. A to przykład co z 200 letnim dębem potrafi zrobić wiatr... Do tej pory przepisy były takie, że po wichurze (trąba powietrzna) by posprzątać działkę z wiatrołomów, drzew powyrywanych z korzeniami - trzeba było czekać na zgodę. Na własnej posesji. Nieważne, że drzewo spadło na dach, na drogę, na cokolwiek. Wystarczyło, że było złamane i wisiało na kilku szczapach - oficjalnie właściciel działki, domu tknąć drzewa nie mógł dopóki na papierze zgody nie było. Chore!
    1 punkt
  34. Powoli nadrabiam zaległości forumowe. Co tu dużo pisać - filmik oczywiście świetnie zmontowany a muzyka idealnie dobrana. Czapka wymiata! Co do scen, to bardzo dobrze, że nie skupiasz się najbardziej na filmowaniu - to pokazuje, że najważniejsza jest dla Ciebie przygoda (kajaki, narty, rower) a nie pokazanie światu, że Ty jesteś tam najważniejszy! Oczywiście nie można też przesadzać też w drugą stronę - film musi mieć sens i odbiorca nie może patrzeć, kiedy w końcu to się skończy.
    1 punkt
  35. Dzięki za info! W zeszłym sezonie jakoś ominęliśmy Penken. Obyśmy się spotkali, 11.03 - 18.03 Ten znam! Jadąc w stronę dolnej kolei Zillertal Shuttle po prawej stronie. Ten weekend narciarsko całkiem odpada. Ostatecznie może uda mi się wyskoczyć w niedzielę na wieczorną jazdę do Kasiny. A co jest w Myślenicach ? Te treningi o których pisał kiedyś Pływak ?
    1 punkt
  36. Enzo, w w tym tygodniu w Myślenicach nie będziesz?
    1 punkt
  37. Niestety, nie jest to jakaś ekoparanoja, jak niektórzy to nazwali w tym wątku. Ja mieszkam co prawda na wsi, na skraju parku krajobrazowego i na razie pił tutaj nie słychać, ale z Warszawy dochodzą zatrważające wieści. Koleżanka z dzielnicy Ursus donosi, że w ostatnich dniach wycięto 70! drzew przy jednej z ulic, a następne 300! jest wyznaczonych do wycinki. 400 niepotrzebnych drzew! W imię czego - wciskania kolejnych klocków betonowej zabudowy w każdy wolny jeszcze metr? Ludzie-mieszkańcy dzielnicy rozważają protesty w różnej formie. Pytanie, czy zdążą...To nie jest ekopanika, tylko troska o przyszłość następnych pokoleń. Jak napisał, pawelb91, wszystko można zrównać z ziemią i zabetonować, ale gdzie choćby próba pozostania w harmonii z naturą i czerpania z jej zasobów... U mnie na działce rosną brzozy,śmieciuchy straszne, mam przy nich co robić od wiosny do późnej jesieni, ale nie ogołocę swojej działki - będą i one-brzozy śmieciuchy i sosny samosiejki...
    1 punkt
  38. Cześć Masz rację tylko... pracowało by to gdyby Ferrari miał trzy latka. Bądźmy realistami. Też życzę mu jak najlepiej. Pozdro
    1 punkt
  39. Według naszej obecnej wiedzy powstanie życia (zatem też jego ewolucja w kierunku form coraz bardziej skomplikowanych) wydaje się być raczej prawidłowością niż wyjątkiem na gruncie praw przyrody. Prawdopodobne jest więc powstawanie inteligentnych form życia. A inteligentne formy życia żyją, żeby jeździć na nartach. Ergo, jeśli kosmici istnieją (a gdzieś przypuszczalnie istnieją), jeżdżą na nartach.
    1 punkt
  40. FerraEnzo nie rozumiem Ciebie. Masz trenera i On Cię prowadzi. Jeśli mu ufasz to robisz co Ci każe, wie najlepiej jakie masz braki i w jakiej kolejności należy je eliminować. Czasami trzeba zrobić krok wstecz, żeby później skoczyć do przodu. Wszystkich błędów nie wyeliminujesz od razu, trzeba pojedynczo systematycznie krok po kroku (no chyba, że jesteś narciarskim geniuszem) i od tego jest dobry trener. On ogarnia całość i wie czego w danym momencie potrzebujesz. Wszystko się zmienia kiedy mu nie ufasz, wtedy najlepiej zmień na innego, bo tracisz tylko jego i swój czas (i swoje pieniądze). Słuchając 5 czy 10 trenerów (instruktorów) niczego nie poprawisz, zrobią Ci tylko mętlik w głowie, a wszystkiego i tak nie ogarniesz. Każdy z nich pojedynczo może być świetny, ale nie wszyscy naraz. Wybierz jednego i z nim pracuj, tak jest najprościej i najszybciej osiągniesz satysfakcjonujące Cię postępy. No chyba, że masz trenera od głowy, motoryki, siły, techniki itp. To możesz mieć ich wielu. Widzę, że chcesz wszystko poprawić od razu, tak się nie da. Spokojnie, wszystko ogarniesz, tylko stopniowo, nie na jeden strzał, to nie boks. To oczywiście tylko moje subiektywne zdanie i mogę się mylić. Jeśli chodzi o tytuł wątku, to w 21 wieku w narciarstwie zjazdowym nie ma pojęcia górna i dolna narta. Zjeżdżamy trawersami, wjeżdżamy na przeciwstoki i są tylko narty zewnętrzne i wewnętrzne skrętu. Górne i dolne narty skończyły się w wieku 20. Sorrki, że się wtrąciłem do wątku, ale ta pogoda... i śnieg w górach się powoli kończy, a ja bym chciał jeszcze na narty, to i zrzędzić zaczynam. Życzę technicznych postępów. Pozdrawiam serdecznie.
    1 punkt
  41. 1 punkt
  42. Witajcie w drugim dniu alpejskich szaleństw [emoji41] Dziś zgodnie z planem byliśmy w Sportgastein i mogę z ręką na sercu powiedzieć że pokochałem tę górę całym sercem. Ale po kolei. Rano pogoda nie napawała optymizmem, szczyty pokryte chmurami, szaro i buro. W nocy spadło trochę świeżego śniegu ale w sumie niewiele. No ale jedziemy, skoro już tu jesteśmy. Sama droga bardzo urokliwa. Najpierw klasyczne austriackie miasteczko Bad Gastein a potem dalej cudownym wąwozem pełnym tuneli, skalistych ścian i lodospadów. Co ciekawe wjazd do Sportgastein odbywa się przez bramkę że szlabanem, gdzie miły pan zadaje pytanie czy na narty. Jak na narty to szlaban się podnosi, nie wiem co się dzieje jak ktoś jedzie w innym celu, chyba coś musi zapłacić, taki folklor [emoji6] Sportgastein jest na końcu drogi, dalej nie ma już nic, tylko góry. Jest się w sercu Alp, co powoduje dodatkowy dreszczyk emocji. Na parkingu spotykamy załogę chyba z Krakowa, zamieniamy dwa zdania na temat pogody. Z dyskusji wynika że jak my jesteśmy w Austrii to rzadko jest dobra pogoda a jak oni to zwykle jest dobra, czyli dziś powinno być coś pośrodku. Rzut oka do góry i na razie jest po naszemu czyli niewiele widać. Zakładamy sprzęt i do kolejki. Na górze totalne mleko, widoczność na 2-3 metry, no ale jak już jesteśmy to jedziemy. Na początek niebieską. Wszystko tonie w chmurach, kompletnie nic nie widać ani w goglach ani bez. Zjeżdżamy trochę niżej i jest lepiej ale wciąż teren się zlewa. W takich warunkach kolejne dwie godziny, bez szaleństw i ostrożnie. Koło jedenastej zaczynają się niemrawe przebłyski lepszej pogody, jakieś kawałki błękitu i słońca, widoczność się poprawia ale to wciąż jest w kratkę, raz coś widać, raz mleko. Dochodzi południe, zaczynamy myśleć żeby zjechać kolejką do samochodu na przerwę, bo dół dla narciarzy zamknięty. Ale jeszcze ostatni wjazd. I tu nagle następuje totalny zwrot akcji, im wyżej jesteśmy tym więcej słońca. Nagle chmury się rozstępują i pojawia się błękit, słońce wali w twarz, z dołu słychać euforyczne krzyki narciarzy którzy właśnie jadą w dół. Wysiadamy z kolejki, szybkie wpięcie w sprzęt i jedziemy. Słońce oświetla trasę, wszystko widać jak na dłoni, jedziemy niebieską do kolejki by następnym razem posmakować czerwonych. Trasy równe jak stół i mega szerokie więc ciśniemy ile fabryka dała raz za razem. Trasy wspaniałe, urozmaicone, raz płasko raz mega stromo. Narciarstwo totalne. I tak do samego końca, bez przerw, tyle co coś przegryźć i popić w gondoli. Nasza cierpliwość zostaje nagrodzona, Alpy widać po horyzont, w nogach ponad 40 km, zmęczeni zjeżdżamy jako jedni z ostatnich z tej pięknej góry. To był wspaniały dzień! Tapnięte Tapatalkiem z Androida.
    1 punkt
  43. Kibelek dla fanatyka skoków narciarskich
    1 punkt
  44. W sobotę mieliśmy małe spotkanie forumowe na Pilsku. Warunki najlepsze nie były choć śniegu nie brakowało. W niedzielę było już dużo lepiej - to co dopadało zostało wyrównane i dobrze się związało. Dzisiaj od rana już pełna lampa i -5, spodziewam się, że będzie idealnie, zaraz lecę na Solisko;) Martwi tylko prognoza, bo niby dzisiaj od wieczora przez 2 dni na dole ma padać deszcz a na Pilsku śnieg. Liczę jednak, że deszcz pójdzie jeszcze niżej i Korbielów otrzyma zasłużoną dostawę puchu;) Szkoda by było, żeby tak piękna zima na koniec ferii uraczyła nas deszczem;) Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
    1 punkt
  45. Mario trochę dłuższa broda, mniej kolorowe ciuchy na nartach i prawie jak Ty A tak na serio - gość jest odjechany Muzyka gitarowa na tych filmikach - to jego muzyka, oprócz tego, że to świetny narciarz, to równie dobry, jak nie lepszy gitarzysta - warto obejrzeć i posłuchać. Poniżej jeszcze dwa jego klipy ze specjalnie stworzoną przez samego siebie muzą A tak w ogóle, to podobnie jak Mitek ćwiczył akrobatykę na nartach Muza? Cudna!!! I SKIROK... ja bym ten filmik nazwał Ski ROCK
    1 punkt
  46. Uwielbiam rajdy i jeżdżę na nie tak samo chętnie jak jeżdżę na narty. Do tej pory jednak nigdy nie udało mi się połączyć dwóch moich pasji razem. Przed wyjazdem na Rajd Monte Carlo nie sądziłem zresztą, że to ma szansę wypalić, ale w sumie trochę przez przypadek okazało się, że nocujemy nie tylko przy samej trasie rajdu, to jeszcze przy trasie narciarskiej ośrodka w miejscowości St Leger Les Melezes. Po zdaniu sobie sprawy z tej niezwykłej koincydencji postanowiliśmy obejrzeć odcinek 5 i 8 rajdu Monte Carlo z nartami u nóg. Na wstępie relacji, dla miłośników szybkich aut zdjęcie rajdówek w parku zamkniętym w porcie w Monte Carlo: Nigdy wcześniej nie jeździłem na nartach we Francji. Zawsze marzyłem o wyprawie do Trzech Dolin, Val d'Isere, czy innego Chamonix, ale moja pierwsza francuska przygoda narciarska zaczęła się zacznie skromniej. Ośrodek St. Leger Les Melezes awizuje, że dysponuje 24 km tras. W znakomitej większości są to trasy łatwe. Sporo tu tras... zielonych. Tu mała konsterna, bo w Polsce trasy zielone kojarzą mi się z trasami zbliżonymi profilem do tras znanych z biegów narciarskich, tu chyba jednak chodzi bardziej o trasy niebieskie, choć raczej z gatunku tych prostszych. Są też trasy niebieskie, które w "normalnej" nomenklaturze oznaczają bardziej ambitną niebieską, może łatwą czerwoną. No i wreszcie trasy czerwone. Na mapie wygląda to tak: dd 9:30 meldujemy się pod wypożyczalnią. Nie jest to typowa alpejska wypożyczalnia, która wypożycza prawie nowe deski topowych producentów. Tu czuje się bardziej jak w przeciętnej polskiej wypożyczalni. Po zmierzeniu dwóch par butów decyduje się na jedną z nich. Do tego dano mi jakiś tam kask i narty Head jakieś tam... Sprzęt już trochę zmęczony, ale nie ma co marudzić, bo przyjechaliśmy przede wszystkim na rajd; narty są niejako w bonusie; a pogoda piękna i trzeba udać się na stok. Idziemy do kasy - tu niestety niemiła niespodzianka. Bardzo miła Pani informuje nas, że wyższe krzesło nie chodzi i w ogóle tamta część ośrodka jest zamknięta. Wielki zawód, bo patrząc na mapę to krzesło wyjeżdżało na ok. 2000 metrów i stamtąd też odchodziła jakaś trasa oznaczona kolorem czerwonym. Z drugiej strony zamiast coś 21 EUR za dzień, karnet kosztował nas 13 EUR. Cena wydaje mi się niezła 70 zł za karnet do 16:30 uznałem za okazję cenową. No dobra lecimy na dolne krzesło, które wraz z nieczynnym wyższym tworzy "kręgosłup" tego miejsca: Krzesło niewyprzęgana 4-ka. Raczej z cyklu tych powolnych pokonuje długość ok. 1300 metrów w nieco ponad 8 minut. Daje ono kilka opcji zjazdu, ale zasadniczo interesujące są trasy niebieska i czerwona. Zaczynają się one w jednym miejscu dość płaską częścią, którą pokonujemy raczej na krechę: Jak widać na powyższym zdjęciu tego pierwszego dość płaskiego odcinka, poza trasami śniegu baaardzo mało, więc jeździmy po sztucznym produkowanym tutaj za pomocą lanc. Trasy przygotowane super. Jest sztruks i jako, że jeździmy w zasadzie sami - poza nami nie wiem, czy przez cały dzień przewinęło się tutaj więcej niż 30 osób - to sztruks utrzyma się do zamknięcia tras. Na pierwszy ogień idzie trasa niebieska, która okazuje się naprawdę całkiem fajna. W dolnej części szeroka, no i kompletnie pusta, więc pozwala na zabawę. Na drugi ogień idzie trasa czerwona, która także okazuje się naprawdę fajna. Jest stroma ścianka. Jest węziej niż na trasie niebieskiej, ale podobnie jak tam kompletnie pusto. Tutaj ze dwa zdjęcia z tej trasy: Pogoda jest bajeczna. Lekko ma minusie. Trasy ekstra przygotowane. Jeździmy góra/dół; góra/dół. Raz czerwoną; raz niebieską. Widoki też niezłe: No, ale przecież przyjechaliśmy tu na rajd przede wszystkim. Zbliża się czas gdy trzeba udać się na trasę rajdu. No to siup jedziemy pod oes: Na dole już widać ludzi stojących przy trasie: I tu już oglądamy rajd z nartami u nóg: Tutaj na orczyku z rajdówką w tle: No więc jak to wszystko podsumować. Dla mnie bajka - jeden z moich ulubionych rajdów w sezonie, a do tego narty w pięknej pogodzie na świetnie przygotowanych trasach. Przed wyjazdem w ogóle nie planowaliśmy takiego połączenia obu naszych pasji. Co można powiedzieć o samym ośrodku. Na pewno na tle tego co jest we Francji, to nie jest ośrodek klasy A; nie jest to nawet ośrodek klasy B. W skali Francji pewnie bardziej ośrodek klasy C. Do tego poziomu trochę dopasowuje się infrastruktura, w tym wypożyczalnia. Bardzo żałuję, że nie dane nam było poznać "górnej" części tego ośrodka, ale może jeżeli rajd wróci na ten oes, to może wraz z nim, znów tu zawitamy. Z tą C-klasowością tego ośrodka jest jednak tak przewrotnie, bo gdybyśmy mieli ten ośrodek w Polsce, to byłaby to absolutna polska czołówka, jeżeli chodzi o ilość tras i ich zróżnicowanie. Ośrodek - pewnie trochę żeby przeżyć - wyraźnie postawił na początkujących, zwłaszcza dzieci. Na dole jest kilka orczyków; bardzo długa taśma; jest część z przedszkolem, gdzie są różne dmuchańce i maskotki. Gdyby nie odległość z Polski, to myślę sobie że można by było polecić tym, którzy chcą zacząć narciarską przygodę. Pewnie nikt do St. Leger nie zaglądnie, tak żeby lecieć/jechać specjalnie z Polski, ale gdyby ktoś był w tzw. pobliżu, to polecam. Całkiem zgrabna mała stacja. Na pewno narty nie kosztują tu fortuny. Za wypożyczenie kompletu sprzętu zapłaciłem 18 EUR; karnet całodziennny gdy chodzi wszystko kosztuje 21 EUR; my płaciliśmy 13 EUR. O 16-tej oddaliśmy narty. Poszliśmy oglądnąć drugi przejazd odcinka i wreszcie udaliśmy się na jedzonko. W trakcie obiadu jeden z kumpli zorientował się, że ok. 2h jazdy od nas odbywa się impreza cyklu Andros Trophee. Jeżeli ktoś nie wie o co chodzi, to spieszę wyjaśnić, że chodzi o auta ścigające się po specjalnie zbudowanym torze lodowym. Zawsze chciałem to obejrzeć. Kiedyś na Eurosport były relacje z tego cyklu. Tory znajdują się zwykle w ośrodkach narciarskich (m.in. Isola 2000, Val Thorens, Alpe D'Huez). Nie zastanawiając się wiele, wsiadamy do auta i udajemy się do ośrodka Lans en Vercors. Klimat wyścigów bardzo fajny. Można chodzić wokół całego toru. Można wejść do strefy serwisowej. Kierowców ma się na wyciągnięcie ręki. Jest też grzane wino. Samochody napędzane na 4 koła; z czterema skręcanymi kołami; kolcowanymi oponami. Mocy też im raczej nie brakuje. Oglądamy finały przez ok. 2h. Jeżeli ktoś lubi motorsport, to śmiało polecam przy okazji jakiegoś wypadu na narty: Po całym dniu wrażeń - rajd - narty - trophee andros - zmęczęni, ale szczęśliwi kładziemy się spać. Rano dylemat - jedziemy na narty, czy na rajd? Niestety w tym dniu nie da się połączyć jednego z drugim. Ostatecznie uznajemy, że ponieważ przyjechaliśmy tutaj na rajd, to ta opcja przeważa. Tym razem rajdy górą.
    1 punkt
  47. http://korbielow.net/pilsko-kamera-online/index.php nowa kamerka na Pilsku, póki co zdjęcia aktualizowane co 5 min, ale już nie długo ma być obraz online.
    1 punkt
  48. Kolejna porcja fotek. Niestety, mimo, że trasy były naprawdę dobrze utrzymane, opady śniegu narastały, na dodatek pojawiła się mgła. Kolo 15ej zjechałem do hotelu na krótki odpoczynek przed wieczorną jazdą.
    1 punkt
  49. Sabat Krajno - 07.01.2017 Plany planami i w dniu dzisiejszym kilka rzeczy uległo zmianie - po pierwsze: ekipa się wykruszyła, po drugie: chęć odwiedzenia stoku w Bodzentynie nie powiodła się - stok uruchomili długo po tym jak tam zajechaliśmy - pojechaliśmy do leżącego nieopodal Krajna. Paulina poszła niestety do pracy na pierwszą zmianę, expat i Gosia postanowili pospać dłużej... A ja? Postanowiłem jechać, tak czy inaczej. Z samego rana kilka esemesów i jest towarzystwo - niektórym na forum, osobiście znany Marek (Bumer - szkoda, że tym razem nie wypaliło). Wyruszamy z Radomia dosyć wcześnie bo o 8:30, termometr w aucie wskazuje -15. Pędzimy krajową 7demką, skręcamy w stronę Suchedniowa i Bodzentyna. Wjeżdżamy do Świętokrzyskiego Parku Krajobrazowego i naszym oczom ukazuje się panorama Gór Świętokrzyskich. Pogoda jest piękna mimo mrozu. Świeci słoneczko a dookoła przepiękne błękitne niebo. Docieramy do Baby Jagi w Bodzentynie i niestety klops - ośrodek dopiero jest ratrakowany, nie ma obsługi, wszystko w powijakach Jesteśmy źli, bo w internecie godzina otwarcia od 9. Trudno - czekać nie zamierzaliśmy i decyzja była szybka - jedziemy do Krajna i Sabatu oddalonego ok 5 kilometrów. Docieramy dosyć szybko mimo tego, że drogi śliskie, białe i pełne litego lodu po nawiewach z pól. Jesteśmy na miejscu - szybko się przebieramy i o punkt 10 na otwarciu jesteśmy przy kasie. W ośrodku witają nas miotły wiedźm świętokrzyskich... Cennik na ten sezon wygląda następująco: Karczma, park linowy i park miniatur wyglądają dzisiaj bombowo. Gdyby nie aż tak niska temperatura można by rzec, że dzisiejszy dzień był idealnym do uprawiania narciarstwa. We wnętrzu tej knajpy czai się egzotyka... Stok wygląda na bardzo dobrze przygotowany - pod butami śnieg w bardzo miły dla ucha sposób skrzypi Jedziemy w górę działającym na początku dnia jednym talerzykiem. Fota dla kochającego tego typu wyciągi Marcina, Leitnera. Rzut oka na dolną stację wraz z zabudowaniami ośrodka: Na górze? Pięknie! Stok idealnie przygotowany - nic, tylko jeździć. Nie jest zbyt twardo - widocznie w nocy było jeszcze śnieżone a ratrak przejechał i wyrównał trasę rano. Na tym płaskim stoku jest to istotne ponieważ trudno tu nabrać prędkości początkowej ze względu na bardzo łagodny początek zjazdu. Odbijamy się kijami, kilka kroków łyżwowych, pozycja zjazdowa - krecha przez 100 metrów i pozostałe 700 metrów tej górki można zjechać kręcąc na krawędziach dosyć przyzwoite slalomy. Pierwsze półtorej godziny jeździmy bez kolejek, a na górce jest bardzo mała liczba narciarzy. Później przybywa ich na tyle, że minutkę trzeba odstać, a na stoku obecnych - mijać jak tyczki w zawodach PŚ. Przeważają uczący się rzemiosła narciarskiego adepci tego sportu. Najstromszy fragment zjazdu wygląda tak: Po godzinie Marek proponuje zawody w zjeździe na krechę - z samej góry, na sam dół. Pojedynek nie tylko zawodników ale również marek narciarskich Podejmuję wyzwanie, czekamy kilka chwil na totalnie wolną przestrzeń i startujemy... Zawody wygrywa? Salomon hahaha, czy posiadacze nart marki Head z charakterystycznym czerwonym kolorem podejmą podobne wyzwanie w przyszłości na którymś ze stoków? Artix, Marcin, może ktoś inny? hahaha zapraszam do rywalizacji! Mija czas a my nadal jeździmy sobie w cieniu Góry, Gór Świętokrzyskich - Łysicy. Jest piękna i nie tak dawno, w porze letniej, robiąc Koronę Gór Polskich miałem olbrzymią przyjemność na nią wejść z Johnnym Narciarzem Zimą, Łysica, z wyciągu narciarskiego w Krajnie wygląda tak: Oprócz klimatu najniższego pasma górskiego w Polsce, można w ośrodku narciarskim Sabat zaobserwować nieistniejące bliźniacze wieże WTC i inne znane na świecie budowle... ...park miniatur znajduje się przy oślej łączce dla uczących się, przy wyciągu taśmowym. Szusujemy dalej. Górna stacja talerzyków z widokiem na Łysicę i jej pasmo: Najostrzejszy fragment trasy zjazdowej widziany z wyciągu: Sprzęt do naśnieżania stoi grupami w kilku miejscach, przy stoku. Dzień mija beztrosko - kolejny ośrodek z długiego weekendu 3 Króli zaliczony! Banan na twarzy jest! Kończymy jazdę, a palce u stóp wołają bardzo wyraźnie: "Do Domu!!!". Pozdrawiamy serdecznie w dniu dzisiejszym, tym razem... Mariusz "marboru" i bezforumowy Marek CDN jutro.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...