Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. keisyzrk

    keisyzrk

    Użytkownik forum


    • Punkty

      36

    • Liczba zawartości

      669


  2. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      19

    • Liczba zawartości

      7 223


  3. leitner

    leitner

    Użytkownik forum


    • Punkty

      13

    • Liczba zawartości

      4 153


  4. sstar

    sstar

    Użytkownik forum


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      5 412


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 28.03.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. Dzisiejszy SMR przywitał mnie zimową aurą, minusowa temperatura i prószący śnieg, ludzi bardzo mało, a przygotowanie tras rewelacyjne, umiarkowanie twardo, dominujący sztruks i zero lodu. Ta sielanka trwała niecałą godzinę, potem zrobiło się zdecydowanie lepiej, pustki na trasach pozostały, zamiast pochmurnego nieba wyszło słońce. Od godziny 13-ej wiosenne nartowanie, ale bez większych odsypów, czy muld, te zaczęły się tworzyć tylko w dolnych odcinkach tras i nie stanowiły żadnego wyzwania. Byłem przekonany, że wynik jaki zrobiliśmy z @johnny_narciarz (59 km, 32 wyjazdy kolejką) jest już maksymalnie wyśrubowany jak na SMR, no cóż, myliłem się…. Na ponad 30 dni nartowania w Szczyrku, biorąc pod uwagę takie czynniki jak: przygotowanie tras, pogoda, czy ilość ludzi na trasach, mogę stwierdzić, że dzisiejszy dzień był najlepszym jaki spędziłem w Szczyrku w tym sezonie.
    16 punktów
  2. SMR - absolutnie: zimowo, pusto, rewelacyjnie [emoji3] Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
    14 punktów
  3. 9 punktów
  4. @JurekByd współczuję i życzę szybkiego powrotu na Stok Będziemy razem kaleczyć pewnie na początku swoją jazdę. Noc mi minęła spokojnie. Przeciwbóle miałem co 4 godziny i spałem jak suseł po tabletkach nasennych. Dzisiaj mnie nie wypuszczą, może jutro. Dwa razy już o kulach śmiałem do kibelka... ...ale z takim ustrojstwem na nodze jest to trudne. Sorry za brutalną fotę. Dzisiaj mają mi to ściągnąć
    8 punktów
  5. Dzisiaj przyszła do domu pewna paczka. A w niej takie cudeńko Abonament narciarski z pierwszego sezonu wyciągu orczykowego Doliny II z 17.01.1968 r. Pamięta ktoś taki bilet?
    6 punktów
  6. Dokładnie, niech pozostanie. Gondola na miziową oznacza koniec tej góry, cokolwiek to znaczy :D:D Powstałaby kolejna tvnowska ślizgawka, mrówkoland, na podrzanej kanapce z jednej strony mister browarek z drugiej pancia seforcia a wszystko to pod oranżu kopułą...koszmar.
    5 punktów
  7. COS dzisiaj - absolutna rewelacja. Czysty odlot (w najbardziej pozytywnym sensie) . Nie działa niestety FIS do dołu, ściągali dziś orczyki z liny. Cóż, nie można mieć wszystkiego. Góra, FIS i Kaskada, po prostu idealne. Puściutko, tylko parę trenujących grupek - akurat do podglądania dobrej jazdy . Działają do 4 kwietnia, potem przeglądy techniczne. Jest szansa że otworzą na weekend majowy.
    4 punkty
  8. Trzeba było zrobić relację LIVE z operacji
    4 punkty
  9. No Krzysztofie idziesz pod prąd:) jak widać kamerkowicze na posterunku:) Tyle to mam rekordu na chopoku Jak coś w piątek będziemy...
    3 punkty
  10. WOW! Szacun! Pięknie! Toś poszalał! Ech, żeby nie ta robota...
    3 punkty
  11. Trzeba by jeszcze coś dodać Foto grupy Mischabel (tak się fachowo nazywa grupa górska która jest nad doliną Saastal) oraz grupy Monte Rosa zrobiona od pd-wsch strony z Włoch.
    3 punkty
  12. Trzymaj się Mariusz - będzie dobrze - w przyszłym sezonie pośmigamy. Ja niestety też już mam sezon z głowy - po 20 latach jazdy na nartach bez kontuzji i na mnie przyszła kolej - zerwałem Achillesa w Saas-Fee - jestem 2 tygodnie po operacji - gips już zdjęty - teraz orteza i rehabilitacja...
    3 punkty
  13. Złoty Groń zakończył dziś sezon. Szkoda bo warunki wyśmienite.
    3 punkty
  14. Wisła Nowa Osada. Zaczynam o 9:00 wiec nie załapałem się na sztruksik. Stok zmrożony ale nie beton. Nowa Osada z południową ekspozycją stoku ma się świetnie, miejscami warstwa śniegu ok 1m. Zapowiadają koniec sezonu na 08.04. Z każdą minutą słońce operuje coraz mocniej co szybko odbija się na degradację stoku. ok 10:30 robi się grząsko. o 13:00 stok mocno "wymęczony" zwłaszcza dolna część ale nie było przetopów czy minerałów.
    3 punkty
  15. Niedziela, kolejny piękny dzień w Cortinie. Temperatury trochę podskoczyły i na dolnych trasach trochę sie scukrowalo. Przyjęliśmy strategie uciekania do góry wraz z przebiegiem dnia. Bella Italia c.d.
    3 punkty
  16. Czesc, Ladnych pare lat na forum, ale nigdy nie pisalem relacji. Brak zdolnosci literackich, fotograf ze mnie tez zaden, ale coz kiedys musi byc ten pierwszy raz. Tymbardziej ze wybralem kierunek ktory nie jest dosc popularny na forum, coz moze komus sie przyda albo spodoba. Po dwoch wyjazdach w dolomity dosc nieoczekiwanie pojawil sie pomysl kolejnego tygodniowego wypadu. Jako ze sporo kilometrow juz spedzonych za kierwonica to pada propozycja wygodna tj wycieczka zorganizowana i samolot. Kierunek -> Francja. Przygode z powaznymi gorami zaczynalem prawie 10lat temu wlasnie od alp francuskich, wiec jakis sentyment pozostal do tego miejsca, jednak od wielu lat Francja w moim rankingu jest bardzo nisko i tam nie jezdze. Czas zobaczyc co sie zmienilo i czy w ogole sie zmienilo Wybor pada na trzy doliny i miejscowosc Les Menuires. W Val Thorens bylem juz kilka razy, wiec tym razem sobie daruje, a z LM blizej do Meribel i Courchevel, ktore bardzo mi pasuja trasowo. Podroż mija raczej bezproblemowo, samolot, nastepnie transfer z lotniska troche ponad 4h z dluzsza przerwa po drodze. Jako ze sobota to dzien zmiany turnusow nie obylo sie bez korkow jednak bez tragedii. Docieramy przed 20ta do rezydencji i tutaj dla niektorych uczestnikow pierwsze zaskoczenie, wiekszosc recepcji jest zamknietych. Francuzi nie maja w zwyczaju dlugo pracowac, klucze czekaja pozostawione w kopertach wiec z doestepem do pokojow nie ma klopotu, jednak problem maja te osoby ktore chcialyby domowic np reczniki czy dodatkowa posciel itp. Niby szczegol ale dla niektorych to wazne. Pokoje we francuskich rezydencjach to w wieszkosci typowe "szuflandie", miejsca jak na lekarstwo. Mieszkalem juz w roznych standardach 2*, 3* i 4* i roznil je tylko standard wykonczenia, czasem dodatkowe atrakcje typu basen i sauna, jednak metraz zawsze byl mizerny, no coz "elegancja francja" Mimo ze podroz krotsza niz czesci autokarowej to jednak zmeczenie daje sie we znaki takze szybkie "nocne polakow rozmowy" i spac. Pierwsze 3dni beda raczej skrotowe bo nie mialem w planach pisania relacji i dokumentowania mojej wycieczki. Druga czesc bedzie za to duzo bardziej obszerna, przynajmniej w fotografie. czesc I 1go dnia...pogody brak chmury bardzo nisko, mgla dosc gesta, jednak nie odpuszczamy i idziemy na stok. Sprawdzamy czy moze wyzej jest lepiej, wciagamy sie gondola ROC ale niestety widocznosc prawie zerowa. Spore muldy, brak kontrastu wiec zjezdzamy ostroznie co zajmuje nam troche czasu. Druga proba gondolka Bruyeres 1i2 tez nic nie daje. Widocznosc dalej slaba, blednik szaleje, wygladamy jak pijani na stoku Zjezdzamy do miejscowosci i tam troche bujamy sie na krotkich lawkach co by lekko nogi rozruszac. Dzien jednak konczymy szybko, nie ma co ryzykowac kontuzji. Zdjec specjalnie nie bylo...zrobilem tylko jedno.gondola bruyeres ponizej Dzien drugi, niestety powtorka z rozrywki jesli chodzi o pogode, postanawiamy jednak wciagnac sie do Val Thorens gondolka Bruyeres, skad zjezdzamy do centrum miejscowosci. Dalej funitelem Peclet wjezdzamy powyzej VT w nadziei na lepsza aure. Tutaj pierwsze pozytywne zaskoczenie, nowe wagoniki od 2012 roku, dosc pojemne bo mogace pomiescic 24osoby, ladne z duzymi oknami i wygodnymi siedzeniami... powialo nowoczesnoscia. Co do pogody nie ma jednak zaskoczenia, zjazd odbywa sie w totalnej mgle. Warunki do jazdy beznadziejne, muldy, slaba widocznosc, brak kontrastu. Umeczeni docieramy na dol do krzesla "plein sud" ktore zabiera nas do dosc znanej i obleganej knajpki la folie douce, w ktorej odbywaja sie huczne imprezy (mozna sobie znalezc na Youtube). Tutaj kolejne mile zaskoczenie tego dnia, bo zamiast dosc glosnej muzyki house'owej mamy spokojny wystep zespolu w skladzie dj, saxofonista i wokalista, troche jazzu i ogolnie znanych wolniejszych utworow, super popoludnie dla "troszke" starszej mlodziezy. Z Val Thorens zjezdzamy bezposrednio do Les Menuires, fajnie bo dlugooooo jednak wieszkosc trasy to bardziej nartostrada niz typowa trasa. Dzien trzeci...chmury znowu nisko jednak widac ze dzis bedzie sporo slonca, bedzie jezdzone Lawka do gory, znowu lawka i gondolka Bruyeres na sam szczyt LM. Krajobraz calkiem przyjemny wiec wykorzystujemy ten moment i robimy zdjecia. Nastepnie zaliczam dosc dlugi czerowno-niebieski zjazd do podnoza Mont Du Vallon podciagam sie troche krzeslem "plan des mains" w strone Les Menuires i stad niebieska trasa do Meribel 1750. Tutaj po raz pierwszy na wyjezdzie moglem sobie porzadnie dac w kosc, trasa pusta, przygotowana perfekcyjnie, zero odsypow czy muld. Reszte dnia spedzam w Meribel od strony Les Menuires, zjezdzajac praktycznie wszystkie niebieskie i czerwone trasy. Widok na strone LM z Meribel 1750... Koncze dzien z ponad 40km na liczniku co jak na "1" dzien normalnej jazdy jest niezla rozgrzewka. czesc II Dzien czwarty Pobudka z samego rana, niebo prawie bezchmurne, na balkonie kilka cm swiezego sniegu, dzien zapowiada sie wysmienicie. Pada pomysl wycieczki do Courchevel. Start tradycyjnie dwoma lawkami w srodku LM zeby przebic sie do gondoli Bruyeres i wjechac na Col de la Chambre, skad ruszam w strone Meribel niebieska trasa. Jako ze dalej do Meribel prowadzi prawie plaski trawers to podciagam sie krzeslem "plan des mains" w gore, po czym kolejna niebieska trasa do Meribel 1750. Warunki prawie idealne, dobrze zmrozony sztruks lekko przysypany puszkiem, ludzi raczej malo wiec mozna swobodnie pojechac cala szerokoscia stoku. Bez zbednego postoju kieruje sie na kolejny szczyt Saulire 2738m, dosc wiekowa gondola "pas du lac 1&2" (ze stacja przesiadkowa). Miejsce przerzutowe wiec ludzi w kolejce troche stoi, ale czas oczekiwania max 5min. widok z Saulire w strone Courchevel. Ruszam bardzo przyjemna i dosc dluga trasa creux w strone najdalej polozonej czesci Courchevel 1650. Docieram do krzesla "roc mugnier"... chwila odpoczynku w pelnym sloncu, czas podziwiac widoki... Kolejna godzinke lub dwie spedzam w czesci 1650, gdzie jezdze nowa (chyba jedyna nowa w courchevel) gondola Ariondaz i eksploruje okoliczne trasy. Ludzi malo, stok rowny, slonce swieci wiec czego chciec wiecej. Kolo poludnia obowiazkowa przerwa na nawodnienie i chwile opalania.. W knajpce ceny typowo francuskie tj kawka i piwko 14ojro. Po odpoczynku postanawiam sie przerzucic na czesc ze slynnym lotniskiem... dojezdzam do krzesla "aiguille du fruit", krotki zjazd do "marmottes" i laduje na samej gorze Courchevel. Mimo chmur widok i tak jest niesamowity.. po prawej czesc 1650 w ktorej przed chwila jezdzilem, na wprost w dole widac pas startowy gdzie przylatuja bogaci rosjanie w bognerach, po lewej ,troche uciete wybaczcie, czesc 1850 z 4ma gondolami, 1 duzym wagonem "zelazkiem" i kilkoma krzeslami. Ruszam w dol, trasa w strone lotniska niestety troche zatloczona poniewaz kazdy chce sobie cyknac fotke, co i ja rowniez czynie a Niestety w czesci 1850 jest dosc spory tlok takze nie zakotwiczam tutaj na dlugo, podciagam sie gondolka Verdons i krzeslem COQS w strone Meribel. Dostrzegam w dole dosc ladnie wygladajaca i pusta trase w strone czesci "La Tania", wiec szybko wlacza mi sie '"ted ligety mode" i mkne ile mam sil w nogach. Moj zapal skutecznie studzi taki oto widok.. momentalnie predkosc spada o polowe i dalej juz spokojnym tempem kieruje sie na dol La Tanii. Ta czesc wyjatkowo przypadla mi do gustu, ladna sceneria, troche drzew, pusto na trasie co przy odpowiednim nachyleniu stokow daje niezla frajde. Dalem sobie porzadnie w nogi i czuje zmeczenie, czas wiec wracac. Wjazd na "Col De La Loze" , fotka Meribel i jade w strone LM. Podoba mi sie ze czesto zmienia sie sceneria, zaczynam bialymi polanami a koncze trasami miedzy drzewami. Na dole Meribel dosc miekko, bardzo wiosennie, ale przy marcowym sloncu i takiej wysokosci nie ma co sie dziwic. Jeszcze jeden wyciag na "Tougnete" i z usmiechem na twarzy zjezdzam pod hotel. Wynik dosc przyzwoity. Co do predkosci to niestety aplikacje w telefonie nie sa najlepszym miernikiem tego. Specjalnie sprawdzilem na mapie przejazd ktory pokazal taka predkosc, okazalo sie ze w pewnym momencie, gps odchylil sie raz po razie o ~8-10m w przeciwne strony, co dalo taki nieprawdziwy efekt. cdn...
    2 punkty
  17. Już jestem po zabiegu. Głupi Jasio przestał działać. Kolano zrobione... Z tego co pamiętam z zabiegu, gadałem z lekarzami, widziałem przeszczep... Zrobiony miałem ACL i łąkotkę szytą dwoma jakimiś metodami, bo nieźle ja rozwaloną miałem. Pierwsze wrażenia, to nieprzyjemne wkłucie w kręgosłup. Druga sprawa ciekawsza, to widziałem zabieg na ekranie. Najfajniejsze było widzieć wiertło w swojej kości. Teraz już leżę na sali. Kolano w jakimś urządzeniu chłodzącym. Bólu nie odczuwam na razie. Pozdrawiam serdecznie Wszystkich. PS. Panie pielęgniarki i rehabilitantki bardzo ładne
    2 punkty
  18. Jaworzyna Krynicka-jak u poprzedników-warunki najlepsze od początku zimy,ludzi nie ma...
    2 punkty
  19. Klimczok działa jak tylko śnieg jest i są w schronisku grupy co chcą pojeździć. W tym roku byłem tam 3 razy w tym dwa razy załapałam się na jazdę. 15 złotych za godzinkę. Cały luty warunki były ok. Najlepiej dzwonić do schroniska i pytać. A z Szyndzielnią to trochę dziwne bo orczyki wisiały, warunki były a w schronisku raczej na frekwencja nie mogą narzekać...Ale przecież się nie opłaca, a moim zdaniem raczej im się nie chce! Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka
    2 punkty
  20. Klimczok działa, jeśli zbierze się grupa. Ja jeździłem w zeszłym roku, a w tym był tam nasz kolega @Mati1981. Natomiast z Szyndzielnią to ciekawa sprawa. Nie słyszałem, żeby choć jeden dzień działała, ale talerzyki są zawieszone!
    2 punkty
  21. Prawie koniec;-) metodycznie i do przodu. Jest i Mythic, fajne. Jest też mgła jak budyń u Kurtyki, czy dżem, lepka;-)
    2 punkty
  22. Byłem w SMR w sobotę i jestem mega zadowolony. Najwazniejsze, że było mało ludzi, bo bałem się, że będzie tłok (gondola bez kolejki, żółta 5 min). Włoska pogoda - bezchmurne niebo i super przygotowane trasy. Za 49zł za cały dzień to naprawdę okazja, mimo ze czynne tylko 4 trasy ( nie liczac COS bo tam nie dotarlem). Szkoda tylko, ze niebieska kanapa nie działa, bo wydaje sie ze sniegu jest tam dosc. Wiesci o smierci Szczyrku sa grubo przesadzone ;-). Trzeba tylko miec szczescie i nie trafic na wiatr (czyli zamkniete wyciagi) tlum ludzi lub zamkniete nie wiadomo czemu trasy. Ja w koncu to szczęście w sobote miałem. A mój 6 letni synek zachwycony Szczyrkiem. To dobrze, bo ja tez sie tam uczyłem jeździć ;-) Najbardziej podobała mu się gondola:-) Aha co do dzieci - rewelacyjne te kanapy - niższe niż gdzie indziej i mają pionową poprzeczkę między nogami ,zapobiegającą zsuwaniu się.Dziecko 100% bezpieczne. Ogólnie to był SUPER dzień na nartach!
    2 punkty
  23. Szczerze - tego nie wiem. Domyślam się, że tak, bo bez dobrej woli Parku nie dałoby się zrobić tam nowego stoku. A właśnie - mogę jeszcze dodać, że w planach związanych z tą inwestycją jest wydłużenie trasy EURO (ma się zaczynać wyżej).
    2 punkty
  24. To dodam jeszcze jedną relację. Zaczęliśmy po prostu nieprzyzwoicie. Z kreta (w połowie) wysiedliśmy z Kamilem sami. Nie dość tego jak popatrzyliśmy w dół ani jednego śladu człowieka. Nic. Pusto. Nawet niezbyt nam to pasowało bo liczyliśmy na jakąś wytyczoną ścieżkę przez lodowiec, a tak, jak tu iść??? Naszym kierunkiem był Strahlhorn - sympatyczny czterotysięcznik co go już znacie ze zdjęć. Z Britani, czy z kreta, idzie się parę kilometrów po połogim polu lodowca. Punktem zwrotnym wycieczki miała być przełęcz. Liczyliśmy tam na piękne widoki na grupę Monte Rosy i Matterhorn. Dalsze wejście na szczyt trochę stało pod znakiem zapytania. Po pierwsze droga nie wydawała nam się całkiem oczywista a dwu osobowy zespół w przypadku wpadnięcia jednego do szczeliny wymaga już mega ogarnięcia. Wyhamować, założyć stanowisko pod obciążeniem i być może jeszcze wyciągać kolegę. To w sytuacji gdy nie ma nikogo w pobliżu (a z łącznością różnie jest). W czwórkę jak ćwiczyliśmy wpadnięcia (i wyciągania) w różnych wariantach i sytuacjach to się czułem pewnie ale dwójka to zupełnie inna para kaloszy. Po drugie czas też nie wyglądał tu specjalnie dobrze bo w styczniu dzień jest jeszcze bardzo krótki. Jak się domyślacie na przełęcz pod Strahlhornem dotarliśmy a widoki były przednie. Samo wyjście na przełęcz jest dość strome a z dołu to nawet wyglądało na trudne - na szczęście z lewej (na podejściu) było zgrabne wejście z którego skorzystaliśmy. Na górze obowiązkowa fota - Kamil i Matterhorn Teraz Wiesiek i Matterhorn Tak wyglądałaby ewentualna dalsza droga na szczyt. Nie bardzo widzę dogodne przejście. Mamy oczywiście tracki innych ale to może być z innego stanu śniegu. Podziwiamy sobie widoki w drugą (czyli tą z której przyszliśmy) stronę jest tak. No koniec rozczulanek, bleblania itd. Trzeba twardym nie miętkim być! Czyli zjazd. Tu fota na dowód, że oprócz nas nikogo nie było. I jeszcze takie zdjęcie okoliczności. Po jakimś czasie dojeżdżamy do bardziej cywilizowanych miejsc - trafiamy na ślady poprzedników. I tak, tak - macie rację zbliżamy się do wariantu II. A tutaj jazda się dopiero zaczyna! Jezioro w dole, stromizna konkretna ale bez horroru. Było nieprzyzwoicie, orgiastycznie. Cudownie miękko, zmiennie. Falowanie i spadanie, falowanie i spadanie. Był ruch, magnetycznie ale była też ściana przy ścianie. Mokro w gaciach, z głową w chmurach. Tako było. Na końcu tylko człowiek mógł powiedzieć (za nieocenioną androgeniczną Alice z pingwinów z "Madagaskaru") - czemu to ja się tak głupio uśmiecham! Na dowód fota Kamila Pozdro Wiesiek
    2 punkty
  25. Dziś rano w Kazimierzu warunki bardzo dobre,twardo szybko i lampa.Z czasem zaczęło delikatnie puszczać.Ludzi sporo ale cały czas jazda płynna. Przed 8 na parkingu powtarzane bylo zdanie "miałem nadzieję że będzie mało osób bo wszyscy zaspia, a tu widać nie tylko ja tak myślałem",a zapala tylko obsługa ktura uruchomiala bramki i rozstawiala siatki już po uruchomieniu wyciągów,tak że pierwsze zjazdy gratis
    2 punkty
  26. W dniu dzisiejszym zawitaliśmy znowu do SMR warunki do południa bardzo dobre. Śnieg twardy idealny do szybkich zjazdów ludzi mało. Dopiero po 10 więcej osób ale po 13 znowu coraz luźniej. Warunki od 11 do końca naszej jazdy coraz bardziej rozmiękły śnieg ale fun i szusy w dół fajne. Warunki jak na koniec marca ok. Ponad 40 km dziś przejechane po trasach SMR. Byliśmy rano na COS ale Kaskada bardzo bardzo twarda i przejechaliśmy do SMR 3a na której piękne widoki i dość zimny wiatr który miejscami również hulał na trasach SMR w ciągu dnia. Ogólnie weekend bardzo udany. Świąteczne szusowanie albo SMR albo BSA zobaczymy co pogoda nam pokaże w tygodniu.
    2 punkty
  27. W dniu dzisiejszym zawitaliśmy jak co tydzień do SMR. Warunki do 11 bardzo dobre. Później lekkie odsypy i śnieg rozmiękły. Ogólnie wyjazd jak zwykle udany. Nawet 5 min kolejka do kanapy nas nie odstraszyła. Doceniamy inwestycje jakie wykonał TMR i na pewno będziemy wizytować w tym ośrodku gdyż to już nasz hmm 11 wyjazd w tym sezonie do SMR. Mamy wykupiona sprytną sezonówkę i na pewno będziemy w pełni z niej korzystać. Pozdrowienia od Jarka i Tadka i Młodego "Wojciecha". Jutro kolejny dzionek narciarski COS i SMR. Kilka fot. z dzisiejszego dnia dla forumowiczów.
    2 punkty
  28. Cześć Na imię mam Damian jestem czytelnikiem skionline od dawna oraz aktywnym członkiem :-D Skiforum w temacie ACL będzie dobrze czytam twoje relacje i widzę że jeździsz a się nie woźisz, najważniejszy cel i motywacja! A teraz płynę do brzegu ;-) 7 miesięcy temu przeszedłem taki sam zabieg jak ty ACL łąkotki chrząstki i dokładne tydzień temu wróciłem z wyjazdu w Alpy 5 dni z Gajowym. Tak że kolego cierpliwości w rehabilitacji! motywacji wiem że ci nie brakuje :-D Szybkiego powrotu na białe życzę! Pozdro
    1 punkt
  29. Ludzi bywa dużo, zależy od pogody i pory roku, w weekendy w lecie pewnie mnóstwo. W zimie frekwencja nieco mniejsza, ale jazda na wyciągu bez kolejek. Jak mają grupę to jeździ z 15, 20 osób i tyle[emoji5] Także ja poturowałem na Klimczok w lutym x3 specjalnie żeby sobie trochę pojeździć na wyciągu i przypomnieć właśnie wspomnienia z dzieciństwa... Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
  30. Widzę, że w pełni korzystacie z dóbr szpitalnych jakimi są liczne kontakty Pozdrowienia i zdrowiejcie oboje jak najszybciej!
    1 punkt
  31. Dzięki lewostronnie kontuzjowanym za pozdrowienia. Cos wiadomo gdzie i kiedy zaczynacie rehabilitacje?
    1 punkt
  32. Jak właściciel uruchomi Buczynkę i dostałby pozwolenie na system naśnieżenia tras na Pilsku to orczyki wystarczą ( ale wszystkie by działały). Gondola ma to do siebie, że zarabiałaby nie tylko okresie zimowym.
    1 punkt
  33. Ile tych narodowych centrum ma powstać ? Ostatnio była gadka chyba o tym w Brennej ? Jak słyszę "narodowe" to już widzę jak to będzie wyglądać i jak będzie zarządzane
    1 punkt
  34. Zachciało mi się na przerwie pójść do sklepu i przełączyłem buty na " walk" - potem zapomniałem ustawić na " ski" i przy upadku nie wypięło mi pięty i strzelił Achilles - mój błąd....
    1 punkt
  35. W tym roku sobie darowałem Szczyrk; chciałem uniknąć ferii i weekendów (coby się mocno wyjeździć), a w tygodniu nie bardzo było jak wyrwać się z Warszawy na krótki wypad. Co nie zmienia faktu, że na widok zdjęć ślinka cieknie, mimo że w czwartek obieram azymut na Zillertal. No chyba że w połowie kwietnia jeszcze będzie/spadnie śnieg, to na zakończenie sezonu wpadłbym na Skrzyczne, miast na Kasprowy A jak nie, to liczę przynajmniej na śnieżny grudzień! Natomiast, patrząc po ilość ludzi na zdjęciach, odnoszę wrażenie, że przez najbliższych kilka(naście?) lat czeka nas w Szczyrku jeden wielki plac budowy. TMR/SMR ma swoją politykę, więc krok po kroku będą zagęszczać wyciągi (i miejmy nadzieję trasy) i nie zdziwię się, jak, po dopracowaniu systemu naśnieżania, porwą się na zagospodarowanie południowych stoków Skrzycznego. Analogiczne możliwości ma zresztą COS na stokach wschodnich. Lawina (ludzi -> popytu) ruszyła, technika naśnieżania idzie do przodu, jestem ciekaw jak to się rozwinie. Geomorfologicznie góra jest wręcz idealna na duży ON
    1 punkt
  36. Nie do końca sie mogę zgodzić z tym, ze najgorsze za Tobą - pogadamy za kilka dni, jak będziesz po paru seansach rehabilitacji. Głowa do gory bo zaczynasz zjazd ku lepszemu
    1 punkt
  37. Cześć No i bardzo fajnie. Widać dużą poprawę w porównaniu z filmami z Austrii gdzie kontrola kończyła się na 3 skręcie (no może poza ostatnim). Ważne, żeby przy doskonaleniu techniki nie zgubił pędu do prędkości, który ma jak ja to mówię wrodzony. Konieczne ćwiczenia jazdy pełnym skrętem z dbałością o wykończenie. Zwróć uwagę jak Michał skupia się na odciążeniu - bo to mu pokazali - kosztem prowadzenia nart. Kto go uczy bezpośrednio w WKN Michał? Tu masz Kacpra w tym wieku: Pozdro serdeczne i sukcesów
    1 punkt
  38. Dziś ostatni dzień jazdy w Cortinie. Wróciliśmy na Falorie i Monte Cristallo. Ludzi jakaś zupełna garstka, na Cristallo byliśmy całkiem sami. Trasy twarde. Pogoda do 13:30 piękna, potem sie trochę zachmurzyło, co nas nie powstrzymało przed jazda do ostatniego wagonika. Suma sumarum - Cortina nam sie super podobała. Pogoda siadła, śnieg świetny, ludzi brak. Patent z lotem do Wenecji i albo podróż Flixbusem, Cortina Expressem albo rent a car’em tez dobry. Ciekawy jestem nowości infraatruktralnych przed MS za 3 lata. W tym roku skrócili sezon do bodaj 3 kwietnia, bo podobno maja duża pracy przy wyciągach. My jeszcze mamy przed sobą miły wieczór w Cortinie i jutro powrot do KRK.
    1 punkt
  39. Dalej szalejemy na niektórych stokach zrzeszonych w Wiślańskim Skipassie ➡️Klepki ➡️Siglany ➡️Nowa Osada ➡️Poniwiec w godz. 17:00 - 21:00 ➡️Cieńków ➡️A już wkrótce ponownie swoje trasy otworzy Stożek SKIPASS WISŁA
    1 punkt
  40. Cudnie. Masz fotki 35? Najlepiej z perspektywy, please. Ja zamglone mam wspomnienia. Poznani Szwedzi na początek, dzień wcześniej skitourowali. Potem kanapą na szczyt i dwie gleby (jedyne tego dnia nomen omen) we mgle, błędnik wariuje. Narty niepotrzebnie carvingowe jeszcze, więc ewakuacja przez 35, w stronę słońca, czytaj widoczności. Po dwóch godzinach zmiana nart. Wszak możliwości free nieograniczone. Np. na lewo od 35 lub też na lewo od trasy FIS między skałami. Ubezpieczenie obejmowało takową działalność;-)
    1 punkt
  41. Białka. Rano twardo, po zachodzie twardo. W dzień dość twardo pod spodem a na górze wszystkie rodzaje śniegu. Ludzi tak sobie. Śniegu dużo i bardzo dużo. Warunki bdb. Niestety ja dalej na piechotę... dopiero przyszły sezon będzie na nartach
    1 punkt
  42. Ostatni dzień zakończyliśmy CUDOWNYM zjazdem ze schroniska Britannia do Saas Almagell. Dojście do tego schroniska jest obecnie po wyratrakowanej trasie idącej po trawersie. Startujemy z górnej stacji orczyka i kierujemy się trasą oznaczoną nr 21 na mapce. Ponad połowę tej trasy jedzie się po płaskim lub lekko w dół, ale ostatnie około 500m trzeba lekko podejść do góry. W schronisku na koniec wyjazdu pijemy jedyne piwo szwajcarskie w górach (drogo) Czeka nas zjazd o przewyższeniu 1000m i długości 3500m. Nie liczę płaskiej drogi na końcu, lecz tylko część freerajdową. Po zakończeniu stromszej części wpada się na wyratrakowaną trasę na biegówki, gdzie cały czas jedzie się lekko w dół przez 4km. Trasa ta doprowadza do przystanku skibusa, który wraca do Saas Grund lub z przesiadką do Saas Fee. Jak Wujot opowiadał nam, jeszcze jest lepsza wersja zjazdu ze startem na środkowej stacji metra. Bilety dostępne u przewodnika Saas-Wujot Widoczek 180 st Proszę bardzo oto ten cudowny terenowy zjazd.
    1 punkt
  43. Kolejne dni spędziliśmy na freeride w ośrodku Saas-Fee oraz trochę z boku. Dokładnie to kolejne dwa dni oraz trzeci ostatni. W tych dniach znawcą tras offpiste i naszym przewodnikiem był Wujot. Do ekipy dołączyła jeszcze para snowboardzistów, znajomi Wujota, którzy całkiem nieźle pomykali poza trasą. Na poniższej mapce zaznaczyłem kolorem różowym rejony, które objeżdżaliśmy. Ciemniejsze różowy to obszary trudniejsze, z ewentualnym zagrożeniem lawinowym. Tam mogą występować również klify, na które trzeba uważać albo szczeliny lodowcowe. Jaśniejszy różowy to generalnie mniejsze nachylenie i raczej brak dużych niespodzianek terenowych, ale oczywiście nadal to jest teren offpiste z różnymi niespodziankami. W sumie nie ma za bardzo o czym opowiadać, zdjęcia mówią za siebie. Jazda była przednia, bajkowa, cudowna itd. Przez dwa dni padał cały czas śnieg i systematycznie dosypywało. Jednak jego konsystencja była tak piękna, że utrzymywała się nadal 2-ka. Zacznę od kilku fotek z rejonu Langfluh i Spielboden. Następny w kolejności był kocioł koło wyciągu Felskin, dość stromo, dużo przestrzeni do jazdy i sporo chętnych narciarzy. Na zdjęciach tego nie widać, ale zbocze ma kształt pięknego kotła, który zwieńczony jest ścieżką wiodącą do schroniska Britannia. Przechodząc kawałek tą ścieżką od stacji wyciągu można znaleźć kolejne czyste linie. Ja wraz z Robertem wjechaliśmy raz orczykiem na Egginerjoch, gdzie zjechaliśmy sobie z jego boku. Również przyjemna jazda i fajny klimat, ale troszkę wąsko. Teraz najpiękniejsza część ośrodka Saas-Fee osiąganego bezpośrednio z wyciągów, a konkretnie z metra. Przejazd jest osiągany z górnej stacji metra, trzeba przejść za okrągłą restauracje do miejsca, gdzie są znaczki zakaz jazdy. Mieliśmy dużo puchu, do tego fajne nastromienie. Bajka. Pierwsza część jest bez niespodzianek terenowych, trzeba tylko uważać aby nie zjechać za bardzo w prawo, gdzie jest chyba szczelina. Następnie jest trawers do drugiej części, która jest najwspanialsza. Tam trzeba uważać na kilka szczelin oraz uskoki skałkowe. Najlepiej obejrzeć sobie wcześniej zbocze z dołu z poziomu trasy narciarskiej.
    1 punkt
  44. Koncpecja rozbudowy dolnego budynku na warszawskiej Górce Szczęśliwickiej. W środku będzie m.in. panoramiczna restauracja, spa, fitness, wypożyczalnia i serwis nart i wiele innych. Być może będę miał niewielki wkład w rozwój tego miejsca Przy okazji modernizacji zostanie wymieniona mata - zastąpiona będzie nową, ale tej samej produkcji.
    1 punkt
  45. No i na zakończenie tradycyjnie nudny filmik Pozdrawiam PS: nie wiem jak z prawami autorskimi więc może nie działać z dźwiękiem na komorach (choć na mojej działa)
    1 punkt
  46. Zaczynam relację z pierwszego dnia. Rano dojeżdżamy busem Jurka do Saas-Grund, tam wchodzimy na kwaterę, szybko się wypakowywujemy i od razu pakujemy plecaki na wyjście. Wybieramy się wysoko w obszar lodowca, więc zabieramy cały szpej lodowcowy oraz dwie liny, jedną 30m i drugą zapasową 20m, do tego raki, czekan, harszle, ABC. Aha, chciałem jeszcze przedstawić drużynę: Kamil, Robert, Wujot i Mario niżej podpisany. Wszyscy z Wrocławia. W busie został ustalony plan, że chcemy wejść na szczyt Weissmies o wysokości 4023m. Jak na pierwszy dzień działalności oraz niezbyt dobrze przespaną noc (jak to w busie), plan dość ambitny, chyba nawet zbyt ambitny . Droga na szczyt rozpoczyna się na trasie narciarskiej w ośrodku Saas-Grund, więc blisko kwatery. Możemy działać do zmroku i prawie prosto z tras wjechać na kwaterę bez używania dodatkowego transportu. Wjeżdżamy kilkoma odcinkami kolej do najwyższego punkt ośrodka, do miejsca o nazwie Hohsaas na wysokość 3200m. Do szczytu pozostaje 800m vertical, niby nie dużo ... Stajemy na śniegu, spoglądamy na naszą drogę i jesteśmy trochę przerażeni. Lodowiec ma dużo szczelin i seraków i jest bardzo stromy, trudno to stwierdzić z daleka ale wygląda powyżej 40st, może dochodzić do 50st. Na zdjęciach historycznych wyglądało to bardziej przyjaźnie. Dyskutujemy o ramach czasowych. Ustalamy że pochodzimy max do 16:00, tak aby zostawić sobie godzinę na zjazd i godzinę bufora, zmrok zaczyna się o 18:00. Ruszamy na nartach o godzinie 11:30, trochę słabo jak się później okaże. Ale w pierwszy dzień wcześniej się nie dało. Mapa zdjęciowa historyczna, na której czerwonymi kropkami jest zaznaczona "droga normalna": Stan obecny: Zbliżamy się do lodowca i szukamy bardziej przyjaznej drogi podejścia. Kawałek zjeżdżamy w dół trasą narciarską, szukamy punktu z którego można już ruszyć do góry na fokach. Decydujemy się w końcu zjechać z trasy, oglądamy krajobraz i wychodzi że już zaraz widać szczeliny. Więc postanawiamy się uzbroić do końca, czyli zakładamy uprzęże, sprzęt asekuracyjny wpinamy do szpejarek i wiążemy się dłuższą liną. Przy bliższym oglądzie sytuacji wypatrujemy dość szeroki żleb, który ma cały czas ciągłość pokrywy śnieżnej, przynajmniej w obszarze w którym go widzimy. Trochę trawersujemy lodowiec, trochę zjeżdżamy w dół i stajemy u podstawy żlebu. Tam okazuje się że szczelin nie widać i po krótkiej próbie podejścia do góry decydujemy rozwiązać się z liny, którą Kamil bierze na swój plecak. Robi się coraz stromiej, regularnie około 35-40 st. I tak generalnie podchodzimy do góry. Wszystko byłoby fajnie, ale jesteśmy na wysokości ponad 3000m i nie mamy aklimatyzacji. Okazuje się że nasze tempo jest tragicznie wolne. W połowie żlebu zaczynamy się orientować że do szczytu nie dojdziemy. Pojawiają się głosy żeby może zawrócić, ale większość tego nie podchwytuje, więc przemy do góry. Powoli wykrystalizowywuje się że chcemy dojść do końca żlebu, do linii horyzontu. Mamy nadzieję że tam będzie jakaś miła przełęcz z ładnymi widokami, gdzie zrobimy piknik Gdzieś w połowie żlebu mamy skałę na drodze i przejście śnieżne jest 90 st w prawo po bardziej stromym kawałku (może 50st nachylenia) z nawianym śniegiem. Rozważamy jak to pokonać (harszle, raki, na wprost czy zakosami) i zastanawiamy się czy nie poleci. Pierwszy idzie Robert, który wybiera przejście z buta i z czekanem w ręku. Przechodzi uskok bez problemu, więc ja decyduje się na podobny sposób, narty na plecy, czekan i kijek w ręce. Po przejście tego krytycznego fragmentu żleb znowu idzie w górę. Jednak po jakimś czasie nastromienie rośnie, a śnieg w miejscach nasłonecznionych jest coraz mniej stabilny. Przy nachyleniu 45st już bardzo trudno robi się zakosy na fokach, więc zapada decyzja że chowamy się w cień i przechodzimy na podejście w rakach. Ten kawałek prowadzi Kamil, który toruje monotonnie drogę w kopnym śniegu. Jest bardzo ciężko, wysokość nas coraz bardziej zwalnia. Chociaż widoki coraz lepsze. Na szczęście ściana żlebu kiedyś się kończy i dochodzimy do wypłaszczenia. Z tego co pamiętam mamy godzinę około 15:30. Ale robi się cudowna pogoda, wychodzi pełne słońce, a poziom chmur jest zdecydowanie pod nami. Mamy widoki 360st, jest pięknie. Dalej już nam się nie chce iść, do szczytu nie ma szans dojść. Mnie boli głowa, później w czasie zjazdu będzie boleć jeszcze bardziej. Ale cóż zagryzam zęby i cieszę się chwilą. W ciągu 4h przeszliśmy 400m w górę, czylu 100m na godzinę. Tempo tragicznie wolne. Doszliśmy na wysokość 3500m. Na zdjęciach powyżej nasza droga jest zaznaczona na niebiesko. Podziwiamy widoki, coś szamamy w stylu kanapka z Polski, suszona wołowina, czekolada, orzechy i gorąca herbata. Pełen wypas Szykujemy się do zjazdu. Troszkę jesteśmy stremowani, w końcu nachylenie poważne, ale śnieg powinien być sprzyjający. Dla mnie osobiście to mój rekord stromego stoku, więc mam wyzwanie. Postanawiamy zjeżdżać w dużych odstępach i spotykać się tylko na fragmentach mniej stromych koło siebie. Dotychczasowe zdjęcia nie pokazywały zagrożenia, później dostaliśmy zdjęcie od kolegi Jacka który zrobił nam fotkę gdzieś z trasy. Dzięki Dowiedzieliśmy się też że dużo ludzi przez cały dzień nas obserwowało w żlebie, bo z tras byliśmy widoczni jak na patelni. Pracownicy kolej oglądali nas przez lornetki. Zjazd okazał się bardzo fajny. Śnieg był miękki, nietrzymający, nie robiły się zsuwy, jechaliśmy troszkę ostrożnie, bez pełnego pieca. Leciały w dół tylko standardowe kuleczki. Cały nasz zjazd: Po skończeniu żlebu wjechaliśmy na trasy, którymi już bez przygód zjechaliśmy na sam dół do wioski Saas-Grund. P.S. Opisana działalność narciarska jest niebezpieczna i nie ponosimy żadnej odpowiedzialności za branie przykładu z nas.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...