Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 09.04.2019 w Odpowiedzi
-
Podsumowując swój wyjazd, pogoda w niedzielę bajka, a sobotę możemy pominąć milczeniem (na górze gęsta mgła, śnieg, śnieg z deszczem a na dole intensywny deszcz). Kilka zdjęć z niedzieli i jedno z soboty. Sobota - pogoda "taka sobie". Za to rano niedziela. Nieco później. Nieco później cd. I kolejne zdjęcie. Spadło trochę śniegu i poprawiły się warunki poza trasami. A wracając do domu zatrzymałem się na chwilkę na TŁ - takie jedno z dołu.6 punktów
-
SUDETY W polskiej części Sudetów to już chyba ostatni weekend gdzie można pojeździć po trasach. Moim zdanie najlepsze warunki dalej są na Szrenicy i mogłaby być jeszcze czynna co najmniej kolejny tydzień ale Ski Arena i Sudety Lift są innego zdania i od poniedziałku konserwacja wyciągów. Wyciągi ponownie ruszają 20 kwietnia, to już raczej dla turystów. Dzisiaj mimo temperatury 9 stopni warunki prawie na wszystkich trasach bardzo dobre lub dobre. Ściana oficjalnie zamknięta ale sporo osób jeszcze tam zjeżdżało. Górna stacja Expressu po 11 godzinie wyglądała wg mnie co najmniej dobrze... W tym samym czasie Świąteczny Kamień jeszcze był twardy Śnieżynka na całej długości w bardzo dobrym stanie za wyjątkiem stacji pośredniej, gdzie śniegu było już mało Ze Śnieżynki wracamy na górę starym krzesłem, które kilka razy się zatrzymuje bo sporo pieszych turystów wjeżdża na Szrenicę. Odnośnie schroniska przypomniało mi się, że o mało co a by go nie było. W drugiej połowie lat 60-tych zostało zamknięte. Do remontu się nie kwapiono i dopiero na początku lat 70 coś ruszyło. Niestety w czasie remontu doszło do pożaru i prawie cały dach spłonął. Remont trwał ponad 20 lat i udało się go dokończyć dopiero po sprzedaży schroniska prywatnej osobie. Do dzisiaj jest to schronisko własnością prywatną. Miałem przyjemność tam dotrzeć właśnie w pierwszych miesiącach po otwarciu. Było to na początku 1993 i wtedy właśnie jeździliśmy też Pod Łabskim Szczytem, nie pamiętam tylko czy wtedy był tam jeszcze orczyk, czy już talerzyk. Na zdjęciu widać też po prawej stronie końcową stację pierwszego wyciągu, która była około 300m wyżej od obecnej 2 sekcji krzesła. Dojeżdżamy z Anią wreszcie na Halę Szrenicką a tam warunki bardzo dobre, żadnych kamieni czy wystającej ziemi, naprawdę szkoda, że od jutra stację wyłączają. Pierwsze co widzimy na hali to, że na ostatnim slalomie w sezonie trenują dzieci z lokalnego klubu Nie pamiętam kiedy po południu panowały tu tak dobre warunki Nie pozostało nam nic innego jak dołączyć do nielicznego towarzystwa i cieszyć się ostatnimi szusami w naszych górach... Koło 15 ruszamy na Świąteczny Kamień, warunki minimalnie gorsze ale jazda dalej sprawia nam radość Jak na taką godzinę jest super. Jeszcze Lolą na dół, ostatni kilometr jest słabszy, 2 razy trzeba odpinać narty i ostatnie 250 m z buta. to jednak żaden problem, warto było bo trasa w 3/4 w stanie bardzo dobrym. W naszym regionie pozostaje kilka stacji w Czechach lub skitury... szkoda, że to już końcówka sezonu, oboje nie jesteśmy wyjeżdżeni... Pozdrawiam!5 punktów
-
Zjazd w stronę koprowych przełęczy nie zawodzi. Jeszcze przedłużamy go skręcając w Dolinę Hlińską. Na zdjęciu mamy naszą przyszłą drogę powrotu przez Niższą Koprową Przełęcz. Prawdę powiedziawszy to chciałoby się kontynuować dalej jazdę bo w drugą stronę wygląda to tak Oglądamy też możliwości zjazdu z Koprowego Wierchu wprost do "naszej" dolinki. Z dołu zjazdy nie wydają się oczywiste ale ten żleb na lewo powinien być do zrobienia. Ale jak na niego "wycelować" to nie wiem. Najprościej byłoby podejść od dołu. Na to nie ma czasu ale robimy z Martą dodatkowy kawałek po naszej trasie zjazdu. Było tak przyjemnie, że szkoda odmówić sobie powtórki. Po tym trzeba się wdrapać na przełaczkę z przedprzedostatniej foty. Część ekipy zrobiła to trochę wcześniej. Ale my trafiamy już na zacieniony beton. Jeszcze rzut oka w tył - Dolinka Hlińska prezentuje się tutaj wyjątkowo ładnie. Czerwone Wierchy pięknie zamykają horyzont. Zjazd był czujny (bo twardo i dość stromo) ale bez napinki. Jeszcze mała niepozowana sesyjka na powrocie I dzień drugi można uznać za zamknięty. Wyszło 1150 m vertical i 11 km całość.4 punkty
-
4 punkty
-
Na Leskowiec, czyli po Beskidzie Małym. Część 1. Wszyscy pojechali na wiosenne narty...a ja z Paulą? Nie lubimy mokrego, ciężkiego śniegu bądź cukru - postanowiliśmy ten czas spędzić również w Górach, na pieszej wędrówce. Beskid Mały nie jest nam za bardzo znany - w sumie zrobiliśmy jedynie najwyższy jego szczyt, w trakcie zdobywania Korony Gór Polskich - Czupel 933 m npm. Wczoraj naszym celem był Leskowiec 922 m npm wraz ze znajdującym się nieopodal Schroniskiem. Niewielkie górki, malownicze lasy, wartkie rzeczki i potoki - to była piękna niedziela! Mapa turystyczna pokazała nam wytyczony szlak i odległość do pokonania ok 22 kilometrów - w efekcie zrobiliśmy ponad 30,50 km na pieszo, traktując tą wędrówkę jako rozgrzewkę do poważniejszych wyzwań. Poniżej fotorelacja z tego fajnego dnia Mapka: Startujemy spod Pizzerii przy drodze 28. Idziemy przez wioskę o nazwie Chobot Tutaj trochę folkloru! Koteły… Kozeły… I pierwsze śniadanie w malowniczym schronie przy szlaku żółtym, którym podążamy. Tutaj jest wszystko: dach nad głową, stół, ławki, garnki, kubki, musztarda, drewno na opał, grill... widać, że ktoś bardzo dba o to miejsce My jemy kanapki, pijemy herbatę i na deserek pyszne, kwaśne żelki Idziemy w górę, między drzewami widać Jezioro Mucharskie: Idziemy, idziemy i dochodzimy do Zabytku Przyrodniczego, formacji skalnej... ...dość wysokiej: Która mieści się przy takim oto szczycie Pozytyw - to kosz na śmieci i panująca dookoła czystość. Widać, że ktoś dba o to miejsce - czyżby pracownicy Schroniska, w stronę którego się udajemy? Paula cała w latających liściach 😮 Efekt zrobił kumpel - Jacek Trochę w dół... I dochodzimy do kolejnego punktu widokowego Wędrujemy w czwórkę: marboru, Paula, Jacek i Dorota. Po deszczowo, mglistym poranku z biegiem czasu coraz bardziej się rozpogadza. Robi się pięknie! Jesteśmy już tuż, tuż przy Schronisku. Widoczki są coraz bardziej obiecujące! Kilka chwil i jesteśmy! Ponieważ znajdujemy się niedaleko Wadowic, szlaków tutaj cała masa - to tereny naszego Papieża Jana Pawła II. Dowód na to, że wiosna... Mapka znajdująca się w tym miejscu: Ruszamy dalej - jesteśmy kilka minut od naszego celu. Piechurzy: CDN3 punkty
-
Dzień 2. Koprowy Wierch To klasyk (a szczególnie już klasyk narciarski). Powody są dwa - fantastyczny widok na Tatry Wysokie, Tatry Zachodnie i ścianę Hrubego Szczytu a do tego piękne zjazdy. Jeśli chodzi o widoki to Koprowy sprawia wrażenie dobrze postawionej wieży obserwacyjnej. Ze zjazdami jest też nieźle, obok klasyka czyli tego do Wyżniej Przełęczy Koprowej a dalej do Doliny Hlińskiej można bezpośrednio zjechać ze szczytu żlebami do Doliny Hlińskiej. Są też zdecydowanie bardziej wymagające zjazdy do Doliny Mięguszowieckiej (Dolinki Stawów Hińczowych). Trzecią zaletą szczytu jest szybkie i dość łatwe dojście. Zaczynamy ścieżką wzdłuż Hincowego Potoku. Tego ostatniego raczej nie widać ale parę razy go słyszę gdzieś pod nogami. Przed podejściem na Wyżną Przełęcz Koprową jest fragment gdzie trzeba zdjąć narty i przejść przez spory skalny próg nad/obok potoku. To doskonały pretekst do sesji foto. kolejnym etapem jest wspomniana przełęcz. Samo podejście jest troszkę uciążliwe bo sporo się wytopiło. Przekształcam to w zaletę bo po wrzuceniu na plecy nart szparko można dać z buta brzegiem letniej ścieżki. Na przełęczy jest tak: W górę kusi takie piękne poletko. A tak wyglądało to poletko trzy lata wcześniej Tuż przed szczytem zrzucamy narty i ostatnie 200 m jest z buta. Na upartego można byłoby przejść to na nartach ale sporo poodsłanianych skał dobrego zjazdu nie wróży. Tutaj mamy ćwiczenia z topografii. Muszę wyjść - CDN3 punkty
-
Na Leskowiec, czyli po Beskidzie Małym. Część 3. Schodzimy na dół szlakiem niebieskim, do miejscowości Ponikiew. Widoczna na dole na poniższym zdjęciu! Naszym celem jest zejście i ponowna wędrówka w górę, na Łysą Górę (nie mylić z tą świętokrzyską). Po drodze malownicze miejsca: Co jakiś czas na drzewach kapliczki Strumyki... Jeden, drugi, trzeci i się łączą... Ostatni popas przy wycince, tuż przed miejscowością. By do niej dojść pokonujemy malowniczą kładkę...a strumienie tworzą już całkiem sporą Ponikiewkę 😮 Z takimi oto budowlami... Idziemy dalej. Szlak niebieski i jego początek, to Droga Krzyżowa biegnąca pod Łysą Górę. Najciekawszy widok w osadzie?... Ten przykuł moją uwagę - drwa przy stodółce: Na przełęczy przechodzimy na szlak żółty i czerwony. Stacja numer XII Idziemy, i powoli kończymy wędrówkę... Nogi dosyć mocno zmęczone. Będąca z nami Dorota bije dzielnie swój życiowy rekord wędrówki - na liczniku blisko 30 kilometrów...a jeszcze mamy trochę do przejścia. Wychodzimy z lasu. Malownicza Skawa! Kręta z bystrzami... ...może na kajak w przyszłości? Chciałbym! Skręcamy na szlak czarny i ponownie przecinamy Ponikiewkę, która wpada właśnie do widocznej u góry Skawy. Endomondo wskazuje 30,57 km - nieźle jak na pieszą rozgrzewkę w 2019! Kolejna wyrypa? Chcielibyśmy Tatry Zachodnie... Oby się czas szybko znalazł i pogoda dopisała! Niedzielę kończymy pizzą i wracamy do domu. Padnięci jesteśmy na miejscu grubo po 22. Pozdrawiamy serdecznie! the end3 punkty
-
Po trzech latach z malutkim okładem mogę powiedzieć: - Przełączka z Wysokiej zaliczona! Przeczytałem, z bananem, powtórnie relację Tomka z naszej wspólnej wyprawy (Tomku czekam z niecierpliwością na kolejne). Proponuję abyście też to zrobili bo będzie to świetne wprowadzenie do mojej "powtórki" (co powtórką do końca nie była). Dzień 0 Dojazd z Wrocławia do Strbskiego Plesa, potem dojście do "noclegowni". Tym razem nie jest to górski hotel "Popradzkie Pleso" tylko Majlathova Chata. Okazało się to bardzo dobrym ruchem. Dla nie znających tych okolic - to jest tuż obok. Ceny znacznie niższe (nocleg 11 vs 16 E), kuchnia lepsza - to akurat nie ma znaczenia bo można stołować się i tu i tu ...ale zniżka 20% na jedzenie dla tam nocujących to już jest argument. I co najważniejsze to malutki obiekt, bardzo kameralny i z klimatem, którego hotel nie ma. Plany i ich realizacja Koprowy Wierch i Rysy miały się powtórzyć, z nowych tematów - Wysoka, Kończysta i Żelazne Wrota (Zachodnie). Wyprzedzając opowieść zamieszczę wizualizację z naszego wyjazdu (no jego głównej części), która pokaże jak fajnym miejscem wypadowym jest jezioro "Popradzkie Pleso". Dzień 1 Wysoka i Żelazne Wrota Dojście nie wróżyło zwrotu akcji ale... byka chwyciliśmy za rogi od razu. Czyli zaczęliśmy od Wysokiej. Niby miało być odwrotnie. Żelazne na początku aby się rozchodzić, rozjeździć. Było jednak bardzo ciepło i ta zmiana kolejności była logiczna. Podejście na Wysoką dostaje dużo słońca a to drugie jest rano w cieniu, więc tam był jeszcze beton (a może nawet lód). Za to tutaj już się topiło - na razie powinno być bezpieczniej. Zmiana planu! Trzeba powiedzieć, że Wysoka robi wrażenie, nawet z bliska, na podejściu. Idziemy z buta. Na początku żlebu jest OK ale im wyżej tym powoli stromieje i pod koniec człowiek zadaje sobie pytanie. Co ja tutaj robię? Poranny beton odpuścił trochę, środkiem żlebu idziemy śladem starej (wczorajszej???) lawiny - wpierw lawinisko, na górze jakby ratrak to wyczyścił. Część ekipy (rozsądniejsza?) odpuszcza sobie wejście po drodze. Na górze jesteśmy w czwórkę. Zjazd z góry (to nie jest odpowiednie słowo) zaczynamy z Robertem. Marta i Tomasz schodzą parę metrów w dół gdzie robią sobie półkę na wpięcie. Pierwsze metry są bardzo ostrożne (nawet zsuwać się nie da bo twardo i bardzo nierówno). Czyli schodkuję. Na lawinisku jest dużo lepiej ale ponieważ wierzchnia warstewka odpuściła to zsuw usiłuje mnie porwać. Skręt i Stop, skręt i Stop, skręt i Stop. Stopniowo zaczynam łączyć skręty. Od połowy robi się znośnie a niżej całkiem fajnie. Po Wysokiej Żelazne Wrota (Zachodnie) wydają się lajtem. Ale w kość trochę dają Jeszcze parę fot na górze. Wiatr przegania kłaki chmur i bardzo zmiennie jest. Na zakończenie jak zawsze wizualizacja. Troszkę ponad 1500 m vertical i 11 km drogi. Całkiem udany początek!3 punkty
-
Zmiany klimatu, to raczej temat dla klimatologów. Bardzo fajne są tabelki, ale okres czasu jest zbyt krótki aby wyciągać daleko idące wnioski. Raczej świadczą o tym że "żyjemy w umiarkowanym klimacie, o nieumiarkowanych zmianach pogodowych". Co tłumacząc na nasze, jaka zima będzie to się dowiemy jak już będzie po...2 punkty
-
Cześć wszystkim, trochę jestem skrępowany licznymi komentarzami, niemniej jednak dziękuję... Miło będzie wspólnie ponartować, zapraszam... z końcem marca czy początkiem kwietnia czas się znajdzie, załatw tylko śnieżną (naprawdę😉) zimę Dzięki, trochę pojechałeś, takie tam zwykłe wiosenne narty, no może gdybym latał (skakał) nad drzewami, to trochę kosmosu by było, Mariusz i Paula zachęcam Was do częstszej jazdy w wiosennych warunkach, można to polubić tylko trochę trzeba poćwiczyć, przy Waszym zaangażowaniu wystarczy kilka treningów... Bałkany to moje klimaty (no może z jednym wyjątkiem), ta Srbija to nie przypadek. Sweter to ostatni prezent pod choinkę od córki. Była wreszcie okazja do wypróbowania😁 Przyznaję, że i w kurtce i swetrze na nartach czułem się doskonale (a był to debiut narciarski obu ubrań) Wydaje mi się, że Chrisowi chodziło o to, że w obu strojach przyzwoicie wyglądałem na stoku...😉 a co do Szrenicy to dobrze jest jechać na pogodę by się nie zrazić. Niestety z pogodą trafić nie jest tak łatwo. Brak widoczności, zimno (choć to już raczej rzadkość) i wiatr często sprawiają kłopoty, ferie też lepiej sobie darować. Na zdjęciach to wygląda ładnie ale... to początek lat 90-tych i moi podopieczni Dzięki Mitek, to efekt tego, że dawno zaczynałem. Długie słabo taliowane narty i przez pierwsze dwadzieścia kilka lat nartowania nie wiedziałem co to ratrak i tak wyszło. Pierwszy ratrak w Polsce widziałem chyba w połowie lat 90 na Szrenicy... ale głowy nie dam. Ostatnie dziesięć, piętnaście lat (pomijając ostatnie 4) to częsta jazda pod okiem doświadczonych trenerów... Jesteś otwarty i życzliwy, jazda w Twoim towarzystwie to sama przyjemność by była, a kamery przeważnie wożę ze sobą dwie, sportową i normalną, tylko zapominam włączyć, przeważnie są w plecaku😱😰2 punkty
-
Na Leskowiec, czyli po Beskidzie Małym. Część 2. Na upartego amatorzy narciarstwa ekstremalnego dotknęli by tu śniegu 😮 Docieramy na miejsce: Leskowiec 922 m. Tutaj? Przepiękny widok na Babia Górę zwaną Diablakiem oraz Beskid Żywiecki. Podobno jak jest dobra widoczność, widać też Tatry. Z drugiej strony widok na niziny... Romantik Foto I z bliska Diablak - wczoraj wyglądał piekielnie Członkowie wyprawy: Malownicze, tutejsze szlaki są doskonałe dla rowerów MTB - ich po drodze spotkaliśmy bardzo mało. Schodzimy! Po drodze Schronisko - foto z drugiej perspektywy: Kolejny popas Końcówka ciepłej herbaty 😮 Powyżej Schroniska znajduje się GOPRówka: Oraz Groń Jana Pawła II Ślady Papieża? I ostatnie spojrzenie na Babią... ...i jeszcze bliżej Opuszczamy "tereny" Leskowca… ...którego szczyt z bliska wygląda tak: Flaga, Krzyż, szałas i ognisko, przy którym można upiec kiełbaskę! Schodzimy w dół... CDN2 punkty
-
😀😀😀👍❄️☀️⛷️ OK @Mitek! Rozumiem przekaz zawarty w Twojej wypowiedzi. Mam nadzieję, że nikt nie będzie miał mi za złe umieszczenie ponownie tych zdjęć w cytacie. Nie chcę bez potrzeby "przeładowywać" forum ale .... takimi zdjęciami zwyczajnie nie można "przeładować" forum narciarskiego. Oby takich jak najwięcej!!! 👍👍👍 Pozdrawiam.2 punkty
-
Dzień 4 - Wołowa Kotlinka (Wołowy Grzbiet i Wołowcowa Przełęcz) No cóż i tym o to sposobem docieramy do ostatniego dnia naszej fantastycznej 4dniówki :-). Trzeba przyznać, że mieliśmy na prawdę niezłego farta, że trzy poprzednie dni były z tak kapitalną pogodą i prawie cały czas była lampa. Ostatniego dnia znowu wychodzimy ok 9 ze schroniska, ale tego ranka jakieś takie pustki. Standardowo robimy check detektorów, oczywiście wcześniej przy pakowaniu sprawdzaliśmy jeszcze funkcję Check Group i problemy z ustawieniem jej na detektorach Kamila i Wieśka. Tym sposobem wychodząc z schroniska wszyscy już mieli ustawione detektory na nadawanie, ja ustawiłem się parę metrów z przodu, przełączyłem detektor na check group, wystawiłem rękę do przodu i pokazałem chłopakom, że mogą kolejno przechodzić. Najpierw Kamil, beep... beep detektor zaczął pokazywać coraz mniejsza wartość, aż Kamil zbliżył się na 1,1m. Drugi Wiesiek, beep... beep detektor coraz bliżej, wartości lecą w dół i znowu na ok 1,2m. Ostatni Mariusz pro forma, ale nie ma beep... beep, chociaż stoi obok mnie, zerkam na mój detektor i myślę sobie, że może mi się już funkcja check group wyłączyła , Mariusz potwierdza, że przełączał detektor na nadawanie. Ale u mnie funkcja check group dalej włączona, więc Mariusz jeszcze raz wyłącza detektor i włącza, dioda u niego mignęła, a u mnie pojawia się beep... beep i wartość 1,2m - jest! Tym o to sposobem jeden nieaktywny detektor został wyłapany. Celowo się rozpisuje niby o tak błahej sprawie, aby uczulić i zwrócić uwagę. To tylko sprzęt elektroniczny i nie można pomijać żadnego etapu, nawet jeżeli wydaje nam się to nudne i że przecież każdy o sobie pamięta :-) Ruszamy szlakiem jak na Rysy, aż do Żabego Plesa, śnieg ze ścieżki w lesie został w nocy wywiany do gołego lodu lub trawy, co włącza pierwsza lampkę ostrzegawczą :-) Wiatr w lesie nie jest bardzo mocny, jedynie przeszkadzają porywy. Dodatkowo delikatnie sypie, ale to co leci z nieba to delikatne twarde zlodowaciałe kulki. Widać, że padający śnieg jest przewiany, więc pojawia się potwierdzenie tego co wcześniej zauważyliśmy. Dochodzimy do najstromszego fragmentu z podejścia doliną. Tutaj również widać, że śnieg jest mocno wywiany, zakładamy harszle i powoli zakosami pniemy się do góry. Podmuchy wiatru wzmagają się, w pewnym momencie wieje tak mocno, że zatrzymuje się i zapieram na kijkach. Mariusz, który był przede mną z 15-20m niknie mi z oczu, po kilkunastu sekundach pojawia się jego postać. Łapię szybko za aparat i pstrykam fotkę.. Po około 1,5h docieramy do stawów. Szlak na Rysy... pusto, ale grupa ok 5os, Słowaków idzie na próg Wołowej kotlinki. Zastanawiamy się czy podejść od tej strony co oni, czy uderzyć bardziej z prawej, więc kawałek podchodzimy w stronę stawów, ale ostatecznie odbijamy tak jak oni. Wiatr co jakiś czas mocniej wieje, a zmrożony śnieg kłuje po twarzy niczym akupunktura. Podchodzimy jeszcze kawałek, Słowacy robią postój na ok 1950m, wygląda tak jakby się szykowali do zjazdu i rezygnowali z wycieczki. Podchodzimy bliżej i jest dylemat czy iść z lewej czy z prawej... tutaj i tutaj stromo (ok 35-38st). Mariusz decyduje się wrócić do schroniska i poczekać na nas. Ja idę w prawo robiąc dłuższy trawers dochodzę prawie na przełączkę/grzędę, zatrzymując się na wypłaszczeniu przy kamieniu. Mówię chłopakom, żeby uważali przy trawersie bo jest trochę nawianego śniegu, niby nie dużo, ale lepiej przejść ten fragment pojedynczo. W tym momencie grupa Słowaków, przytracza narty i ruszają jeden za drugim gęsiego stokiem do góry, bez odstępów! Niby stoję przy kamieniu, ale teren nade mną jest jeszcze stromy tz. wypłaszacza się (strefa naprężeń), a to wcale nie oznacza super bezpiecznego miejsca. Więc podchodzę jeszcze jednym krótkim zakosem do góry na grzędę i stamtąd obserwuję Kamila i Wieśka. Wiatr w porywach staje się coraz mocniejszy, dociera do mnie Kamil i rozmawiamy o swoich spostrzeżeniach. Wiatr z kierunku N i NE powoduje, że w tych warunkach powinniśmy odpuścić sobie Wołowy Grzbiet, więc proponuje podejść wyżej, aby przejść próg kotlinki i zobaczyć jak wyglądają warunki w stronę Wołowcowej Przełęczy. Zostaje nam jeszcze mozolne robienie zakosów na grzędzie, co nie jest łatwym zadaniem, bo sporo skał, śnieg jest albo wywiany, albo nawiany niezwiązany więc warstwa 10-20cm się obsypuje. W końcu powoli docieramy do Wołowej Kotlinki, gdzie rzucają się nam w oczy nasze dwa cele, Wołowcowa Przełęcz, która jeszcze jest całkiem dobrze widoczna i Wołowy Grzbiet, gdzie wystają tylko dolne skały (nie widać przełączek) Jeszcze raz rozmawiamy z Kamilem o warunkach i ustalamy, że definitywnie odpuszczamy Wołowy Grzbiet, ale spróbujemy podejść na Wołowcową Przełęcz bo jak coś to tam raczej będzie wywiane. Jednak czekając na Wieśka, który ma problem z fokami, wiatr coraz bardziej zmaga się na sile, momentami trzeba kucnąć więc w porywach będzie max 70-80km/h (przy okazji mam małą przygodę z uciekającym kaskiem, muszę za nim biec na nartach z fokami i harszlami bez kijków :-P, ale na szczęście zlatuje do Wołowej Kotlinki kilkadziesiąt metrów niżej, a nie przez próg do Żabiego Plesa). Po chwili dociera Wieśiek, przedstawiamy mu plan, ale w tym momencie Wołowcowa Przełęcz niknie nam w chmurach i spada widoczność. Chmury z każdą minutą obniżają wysokość wpływając do doliny, a wiatr jeszcze mocniej wieje. Przy każdym szkwale przytrzymujemy swoje rzeczy. Spoglądamy na nasz cel, którego nie widać, potem na siebie i pada decyzja, że odpuszczamy. Znowu trzeba schować swoje męskie ego i dumę :-), 3dni lampy, ale góry musiały się przypomnieć... kto tutaj jest tylko gościem, a kto gospodarzem. Szybki przepak i zjeżdżamy... byleby tylko przestało wiać. Podjeżdżamy na skraj progu i ustalamy że zjeżdżamy pojedynczo, bardziej z prawej strony, aby nie jechać przy skałach Wiesiek na koniec spogląda na linię zjazdu, cóż spodziewaliśmy się więcej szreni, lub sprasowanego śniego... a tutaj zjazd był całkiem przyjemny, chociaż bardzo czujny bo w kilku miejscach jednak nawiane. Dalej szukamy zjazdów między kosówkami, aby nie wracać bo betonowych śladach podejścia. I o dziwo udaje się znaleźć wśród kosówek i mikrożlebików trochę nawianego śniegu, który jest bardzo przyjemny Docieramy do schroniska, przepak do plecaków szybki obiad i powoli żegnamy się z wspaniałą Doliną Mięguszowiecką. Tym razem chcemy sprawdzić zjazd asfaltem więc wracamy niebieskim szlakiem Udało się zjechać ok 4,5km :-) I jak "prawdziwi freerajderzy" kolejne 1,5km wracamy tak jak to "u nas" się śmiga... czyli z buta :-) Mapa trasy: https://www.endomondo.com/routes/695849463 To koniec tej wspaniałej dla nas przygody. Mam nadzieję, że tak jak ja kiedyś znajdywałem inspirację czytając cudze relacje, które spowodowały u mnie obranie właśnie takiej "drogi narciarskiej". To, być może ta relacja spowoduje, że ktoś... kiedyś... powie, że chcę coś podobnego przeżyć. I jeżeli Ty jesteś tą osobą, ale z jakiegoś powodu się wahasz... to jedyne co mogę Ci napisać to Just do it! :-) Dziękuję również chłopakom, Kamilowi, Wieśkowi i Mariuszowi za świetne towarzystwo i wspólnie spędzony czas :-) Pozdrawiam :-) Tomek2 punkty
-
2 punkty
-
Ocieplenie o 1,1 st.C klimatu w Zakopanem w ciągu 38 lat (1980-2018) to nie kaprysy pogody ,ale efekt AGW. Oprócz dużej wiedzy dysponujesz dużą dozą zarozumiałości objawiającej się w prawie wszystkich Twoich postach.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@johnny_narciarz A to nie Ciebie złapali (Solisko Arena Facebook) na wypadzie z @JC??? To zdjęcie @JC A to z Solisko Areny1 punkt
-
Cześć Wyciąg na Leskowcu to cała historia. W tym roku w Czarnym kolega poznany na stoku opowiadał i nim. Pierwotnie miał on napęd spalinowy i jak chłopaki odpalali to na dole było wiadomo, że chodzi. Dojść trzeba było spory kawałek, ubić stok i jazda. Ślady wyciągów jeszcze są a szlaki którymi podchodziliście swego czasu służyły jako nartostrady. Pozdrowienia1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Na Leskowcu działała jeszcze jakieś 10 lat temu bodajże ostatnia "wyrwirączka" w Polsce...1 punkt
-
1 punkt
-
Piękna wycieczka. Również ekscytujące byłoby zrobienie takiej trasy na rowerze. Pomyślcie o tym, zdaje się, że pierwsze górskie próby już za Wami.1 punkt
-
1 punkt
-
Ja jakoś w takich przypadkach zawsze jednak zakładam, że ktoś zwyczajnie chce jak najlepiej dla swojego dziecka. Sam pamiętam to jeszcze ze swojego postępowania. To, że czasami nie warto przesadzać, to inna historia - niekoniecznie już na forum narciarskie.1 punkt
-
Rohacze Spalena w przyszłym tygodniu tylko od piątku do niedzieli. Pozdrawiam mirekn1 punkt
-
A mój syn z moją małżonką jeszcze raz pojechali na rowery. Znów ta sama trasa. (Teraz będzie pisał syn Mopsa - Mopsik😀). Było fajnie słońce i ciepło bardzo ciepło. Wędkarzy już nie było ogólnie pusto. Bardzo przyjemnie. Znów zaliczone 2 Bażanty. A z ciekawostek Pojechaliśmy po pieczywo do pewnej piekarni. Tam jest takie okienko drive jak w McDonald's. Tam czekaliśmy z autami na zakup pieczywa. To jedyna piekarnia drive w miescie. I jeszcze dużo psów nawet w rzece1 punkt
-
Nawiązując jeszcze do mojej piątkowej wizyty w Szczyrbskim Plesie. TMR naprawdę jedzie po bandzie z cenami. O cenach karnetów w sezonie było już nie raz pisane. Bywały dni, że na Chopoku za jeden dzień jazdy życzyli sobie ponad 40 euro. Ale ja nie o cenach karnetów. Zwykle niespecjalnie zwracam uwagę na ceny jedzenia. Jeżeli nie jestem na nartach z rodziną, to jeżdżę na maksa 4-6 godzin, z jedną małą przerwą, gdy wrzucam na ruszt w jakiejś karczmie czy bistro szybką przekąskę. W piątek miałem zrobić to samo, ale totalne pustki w Szczyrbskim bistro zlokalizowanym przy stacji dolnej Solisko Expres zachęciły mnie do zamówienia zestawu obiadowego. Za smażony hermelin (mrożonka) plus frytki plus sos tatarski plus Kofola 0,3l zapłaciłem ponad 12 euro. Przy piątkowym kursie wychodzi 52 złote:). Sam ser był zresztą słabej jakości nawet jak na mrożonkę. Mocna rzecz. TMR swoją polityką cenową chce chyba wszystkich zachęcić do kupna sezonówek i jeżdżenia na nartach z plecakami wypchanymi kanapkami i termosami:)1 punkt
-
Myślę, że niestety nam, Polakom, generalnie brak życzliwości i przykro mi z tego powodu. Pierwszą reakcją na nietypowe pytanie jest nieufność i kpiny. A przecież nawet mając wątpliwości można je wyrazić w sposób, który nie jest niesympatyczny. Życzę córce powodzenia - i dobrych nart!1 punkt
-
Ta dyskusja chyba obrazuje różnicę w podejściu do sprawy rodziców talentów ze Szwecji i w Polsce.Ci drudzy,znani mi w dużej ilości,o nic nie pytają,bo sami wszystko wiedzą najlepiej,i po początkowym okresie szkolenia klubowego zabierają dziecko i sami je trenują,bo niepowodzenia zwalają na trenera lub kolejnych trenerów.I stąd pewnie niedowierzanie niektórych kolegów,że ktoś może na poważnie zadawać takie pytania,bo ich wiedza o polskich rodzicach jest taka jak moja...1 punkt
-
Nie ma tak Panowie:). W Szczyrbskim byłem dzisiaj i ja i niestety będę sławił ten ośrodek na tym forum:). Jako że była to pierwsza wizyta, kilka zdań o moich wrażeniach. Jestem zachwycony:). Do relacji zdjęciowej @moruniek w zasadzie nie ma co do dodawać, bo wyczerpał temat. Jak na 5 kwietnia, śniegu bardzo dużo, trasy przygotowane świetnie, frekwencja niewielka, czyli ideał. Jadąc tam zastanawiałem się jaka jest trudność czerwonych tras, które zdecydowanie tam dominują. Jak dla mnie to są to czerwone trasy w wersji light. Trudniej jest może na 2-3, nazwijmy to ściankach, poza tym każdy sobie poradzi. Bardzo podobała mi się infrastruktura. Niby kanapy starszego typu od Pomy, ale szybkie i wyprzęgane. Konkret i wszystko co potrzeba, bez żadnych wodotrysków w stylu grzania tyłków itp. Jak talerzyk to długi i szybki. Nie ma się czego przyczepić. Stacja długością tras jest chyba podobna do Jaworzyny, nawet z deklarowanymi kolorami tras jest podobnie. Jednak u Słowaków jeździło mi się lepiej, bo wyciągi są tam po prostu szybsze. Na wielki plus również stan tras po kilku godzinach jeżdżenia. Wiadomo, że było dzisiaj ciepło. Nawet w Tatrach temperatura kręciła się około 10C. Tymczasem stoki trzymały się świetnie nawet ok. 13 gdy wyjeżdżałem. Oczywiście pomogła w tym mała ilość narciarzy. Podsumowując - zostałem dzisiaj szalikowcem tej stacji. Żeby nie dublować zamieszczonych już dzisiaj zdjęć, tylko trzy z mojej strony. To w zasadzie najlepsze podsumowanie dzisiejszych warunków. Przebijające się słońce, pustki, piękne widoki i świetnie przygotowane trasy. Takich widoków nie ma ani na Chopoku, ani w żadnej polskiej stacji poza Kasprowym. Tutaj jednak można zaparkować 200 metrów od wyciągu. I nikt nie domaga się demontażu kolejki:) A to z pozdrowieniami dla zwolenników niehandlowych niedziel;)1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt







