Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
30.04.2019 - 30.04.2019
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 30.04.2019 uwzględniając wszystkie działy
-
No to ruszamy dalej, czwartek był dniem najbardziej słonecznym i zdecydowanie "Day of the Trip" Klasyka, śniadanie -> skibus 7:40 -> Solden Giggijoch 8:05-> jak najszybciej na lodowiec, bo słońce + mróz, idealnie, w końcu. Na rozgrzewkę niebieska trasa "23", zakładam pierwszy ślad na sztruksie Dotarliśmy na lodowiec Rettenbach - pięknie, fantastycznie. Na zdjęciu Szymon - @kazama Trochę wieje, no to zobaczmy co po drugiej stronie góry... Światełko w tunelu... Wyjechałem na Tiefenbach i kopara mi opadła, ale co śmieszne nie mam żadnego zdjęcia z tamtego momentu. Stałem tam zupełnie sam i napawałem się widokami. Czekałem na kolegów, bo Łukasz zostawił kamerkę w gondoli i wracał po nią. Ciężko było wytrzymać te 10 minut, ale mogliśmy się potem nie znaleźć w tych tłumach, hehe. Na Tiefenbachu już nie wiało, słonecznie, małe chmurki chroniły nas przed kompletnym spaleniem twarzy. No to latamy - równo, twardo, lekki mróz, kilometry sztruksu na wyłączność, pełna prędkość po całej szerokości stoku - no dobra nie całej, bo bym wykręcał kółka W tamtych warunkach chciałbym spróbować pojechać na jakiejś gigantce o promieniu +27m Chwila odpoczynku.... ... i ciśniemy dalej (mogłem się jednak bardziej przyłożyć z tą pozycją) Jeździliśmy dwoma niebieskimi trasami na Tiefenbach, nr 38/39 uzaję za osobiste "the Best of Solden", pobliska czerwona "36" miała boczne pochylenie, czego nie lubię. Gdzieś w tzw. międzyczasie zaliczamy jeszcze platformę widokową - niezbyt dobrze znoszę wysokości, konstrukcja oczywiście cała się gibała, ale dałem radę, widok był tego warty. Jednak w dół na tej kratce nie odważyłem się spojrzeć. W dalszej części dnia ruszyliśmy na Rettenbach, troszkę chmur na trasie. Zjazd czarną z PŚ, trasa robi wrażenie, moje umiejętności uniemożliwiały zjazd nią na krawędziach, nie wyobrażam sobie jak Ci zawodnicy tam jadą po bramkach, na takiej prędkości, na takim betonie Aha, wrócę jeszcze do dnia pierwszego. Zjechaliśmy wtedy tą czarną dwa razy. Raz rano, jeszcze nie rozjeżdżeni, także asekuracyjnie, natomiast drugi zjazd był przerażający... podczas wyjazdu gondolą zaszła taka mgła, jakiej jeszcze nie widziałem. Wysiedliśmy wtedy na stacji pośredniej, bo wyżej lepiej to nie wyglądało i postanowiliśmy zjechać (zsunąć się) po czarnej wzdłuż słupków - krótsza droga na dół niż długa okrężna trasa niebieska. Błędnik wariował, prawie się przewracałem, jak wystawiłem kijek do przodu to końcówkę ledwo było widać, serio. @Chrumcia wtedy przypomniałem sobie Twoją relację z Solden z zeszłego roku i zrozumiałem w jakich warunkach jeździłaś. Szacun. Chwilę jeszcze zostaliśmy na Rettenbachu, potem dłuugi zjazd widokową, płaską "30" i bujanie się w okolicach Hochsolden. Jazda była już typowo widokowo - rekreacyjna, tym bardziej że po południu już miękko, może faktycznie lepiej było zostać na górze cały dzień? Postanowiliśmy zebrać się trochę wcześniej, około 14:30 z zamiarem pieszej wycieczki w góry w Langenfeld. Po krótkiej regeneracji wyruszamy łatwym szlakiem, celem był wiszący most, który "odkrył" we wtorek Szymon - tym razem wybraliśmy się całą trójką. Widoki inne niż w górach, ale równie imponujące. Szczególnie podobało mi się połączenie pięknych zielonych łąk z ośnieżonymi szczytami gór, tak jak tutaj: Czy tutaj: Po drodze ciekawe formacje skalne, a także bardzo ładny wodospad, których zresztą w całej dolinie zauważyliśmy kilkanaście - podejrzewam, że to efekty topniejącego śniegu (?) Docieramy w końcu na owy most, z którego nie mam zdjęcia, zasrany lęk wysokości... jak już na niego wszedłem to tylko waliłem marszem na drugą stronę bez patrzenia w dół Powrót inną, stromszą drogą i wyczerpani ale zadowoleni docieramy do apartamentu. Cała wycieczka zajęła nam około dwóch godzin. To był FANTASTYCZNY dzień, rewelacyjny. Dobrze, że mieliśmy chociaż jeden dzień "lampy", inaczej czułbym niedosyt - jadąc w Alpy w kwietniu chyba mam prawo oczekiwać słońca? Wrzucam tutaj mapkę bo będzie trochę opisowo, z numerami tras W piątek zgodnie z prognozami pogoda całkiem się zepsuła, od rana sipiał deszcz, no ale nie poddajemy się, z cukru nie jesteśmy Od razu uprzedzam, że zdjęć z tego dnia nie będzie żadnych. Jakby było mało to wieje, więc od razu lodowiec odpuszczamy, zaliczamy kilka zjazdów po świeżym sztruksie w okolicach Hochsolden trasami 11,12,13,15 i bodajże 18. Chcemy pojechać jeszcze na Gaislachkogl, celem zjazdu świetną trasą nr 1, (nie)stety utknęliśmy, zjeżdżamy pod wyciąg trasą 11, miły Austriak z obsługi informuje że wyciągi nie działają przez wiatr i deszcz i musimy poczekać. Tylko, że niżej nie da się jechać, bo trasy prowadzące do wioski były już pozamykane na 4 spusty. Na szczęście obok była knajpa Wypijamy tam piwko oraz posilamy się Germknodel (tyrolską kluseczką na słodko) i koło 11, po ponownym otwarciu ruszamy w górę. Na szczycie sypie mokry śnieg, kawałek niżej już deszcz, no ale zjeżdżamy tą jedynką i postanawiamy jeszcze przejechać się na niebieską "2" i czarną "3" to jedyne miejsce gdzie nie byliśmy. Przemokliśmy. Odpuszczamy o 12. Może się wydawać, że smutno się kończy, ale nas humory wcale nie opuszczały Mówi się trudno, i tak było zarąbiście - a jak ma być skoro dotychczas latałem praktycznie tylko po Polsce i Słowacji? Czas z tym skończyć! Następny cel - Dolomity! Wieczorem udajemy się do tyrolskiej restauracji by obfitym dwudaniowym regionalnym posiłkiem ukoronować wyjazd. Jeszcze małe zakupy - sznapsik, serek - i w sobotę rano do domu. Trasa bardzo przyjemna, dobrze się jechało, dwa postoje na tankowanie (po 15min) dwa na siku (3 min) a tak to cały czas ogień. O 18 jesteśmy w domu. Fantastyczne zakończenie najdłuższego i najlepszego sezonu w moim życiu. Dużo fajnej jazdy w Szczyrku (tak, tak!), na Chopoku, oprócz tego szybkie wypady na mniejsze stacje typu Cieńków czy Nowa Osada. Nie zliczę teraz dokładnie, ale myślę, że ponad 20 dni w sezonie spędziłem na nartach - wiem, że niektórzy z was jeżdża po 50, 100 dni w roku, dla mnie 20 to dużo i basta. No i w końcu moja córka zaczęła jeździć!! Ma 5 lat, pierwszy sezon, zaczęła w styczniu, 4 lekcje z instruktorem, potem troszkę ze mną, podoba jej się, to najważniejsze. Był to sezon dla mnie przełomowy, doszedłem do wniosku, że w tym momencie narty są na pierwszym planie jeśli chodzi o moje zajawki (sprzedałem motor crossowy na jesień). Na nowy sezon mam zamiar poczynić kilka inwestycji w sprzęcie i jeździć jeszcze więcej! Do zobaczenia pozdrawiam, Lucek12 punktów
-
W tym sezonie, choć nie planowałem aż tylu dni, wyszło 61 dni na nartach. Głównie w Szczyrku, kilka dni na Słowacji, była też Stacja Kazimierz (bardzo klimatyczne miejsce, nie tylko na narty), Białka, Istebna i inne miejsca. Obyło się bez kontuzji, bez strat w sprzęcie, choć niektóre zjazdy były pod znakiem jazdy po resztkach śniegu (np. wiosenny COS). Do głównych pozytywów sezonu, zaliczyłbym jednak uczynienie z mojej córki pełnowartościowej narciarki (wszak w wieku 5 lat zjechała z czarnej ze Skrzycznego, z samej góry aż do METY, przez mostek, ścigała się z Markiem Ogorzałkiem poza trasami, tak intensywnie, że przejechali "Rudego Kota"). Mój syn przełamał swój kryzys, który się u niego pojawił w trakcie sezonu i wrócił na właściwe narciarskie tory. Moja, żona odkryła co to krawędź i zaczęła się bawić intensywnie narciarstwem. I oczywiście dziękuję Wam Wszystkim za wspólną jazdę i spotkania na stoku. Moje odkrycie sezonu. Najfajniejszy zjazd z synem (COS - końcówka warunków). Bawiliśmy się świetnie, choć moja żona popukała się w czoło, że chcemy jechać w dół. Koniec sezonu (ostatni zjazd w tym sezonie). W przyszłym sezonie, Życzę każdemu takich widoków i takiej pogody.6 punktów
-
Cześć Napisałaś tak "po kobiecemu", delikatnie... Prawda jest taka, ze są to sporty dla ludzi wykazujących przynajmniej podstawową sprawność ruchową. Jeżeli ktoś nie umie upadać albo ma kłopoty ze wstawaniem po upadku bo jest: "otyły, sztywny i ogólnie niesportowy" to niech najpierw zadba ogólną sprawność i siłę bo inaczej wcześniej czy później zrobi sobie lub komuś krzywdę. Pozdrowienia6 punktów
-
Ja nie liczę dni. Po prostu staram się korzystać z gór, śniegu, wolnego czasu (którego zawsze za mało) na tyle na ile pozwalają mi okoliczności i zdrowie. Ten sezon jak najbardziej udany, do tego stopnia że na koniec zimy zainwestowałam w zakup nowego sprzętu w stopniu nadprogramowym (szaleństwo: SL + sprzęt skiturowy). Za udany sezon uznaję min. 1 tygodniowy wyjazd w Alpy + lokalne wyjazdy weekendowe w jak największej ilości zima jest piękna!6 punktów
-
drugi rok z rzędu 16 dni. Niby mało ale właściwie mógłbym napisać to co szanowny przedmówca powyżej. Na pytanie czy dostanę dłuższy urlop słyszę: "latem". Tylko,że mnie na Nową Zelandię czy Chile nie stać!!! Pocieszający jest fakt ,że znakomita większość jeździ przez jeden tydzień w roku z czego większość czasu spędza w ski barach6 punktów
-
Sezon był całkiem udany. I choć spędziłam na nartach zaledwie 15 dni , to i tak jest to chyba najwięcej w dotychczasowej „karierze”. Biorąc pod uwagę fakt, że mieszkam daleko od gór i każdy wypad to co najmniej kilka godzin jazdy w jedną stronę, oraz mocno ograniczone możliwości urlopowe w zimie, to jest nieźle, że prawie w każdym zimowym miesiącu udało się zorganizować jakiś wyjazd na narty. Nie wyszło tylko w grudniu – szkoda. Styczeń – cztery dni w Szczyrku z rodziną i spotkanie WZF. Było bardzo miło i cieszę się, że tyle sympatycznych osób z forum mogłam poznać . Luty – rodzinny wyjazd na ferie do Bregenzerwald. Piękna pogoda i intensywne zwiedzanie czterech narciarskich miejscówek w Vorarlbergu Marzec – jeden dzień w Brandnertal i trzy w Sankt Anton, połączone z objazdem Ski Arlberg. Zdecydowanie wartość dodana tego sezonu. Kwiecień – ostatni dzień sezonu w Białce – po prostu wiosenne narty i chillout w słońcu . No i cóż, narty już schowane na strychu i więcej km zrobione na rowerze niż na deskach.6 punktów
-
dla mnie ten sezon zapowiadał sie rewelacyjnie i taki był przez pierwsza połowę, w końcu byłem dobrze przygotowany i z licznymi możliwościami w kalendarzu wyglądało na to, ze wrócę do przebiegów sprzed-tacierzyńskich, już w połowie lutego miałem na liczniku 16 dni niestety dał znać o sobie kręgosłup, przez co straciłem zazwyczaj najmocniejszą wiosenną część sezonu, musiałem odpuścić plany związane z Dolomitami oraz odrzucić propozycje wyjazdu do Alpe dHuez do tego ćwiczenia rehabilitacyjne negatywnie wpłynęły na kolano więc pomimo poprawy kręgosłupa zdecydowałem się odpuścić końcówkę sezonu, by na spokojnie skupić się na wzmocnieniu układu powięziowego niemniej jednak sezon był dobry, świetny Szczyrk podczas opadu roku i klęski żywiołowej, do tego rewelacyjny Zillertal z idealną pogodą oby gorzej nie było a będzie dobrze sezon skończony na 99%,6 punktów
-
IX Rajd rowerowy dookoła Zalewu Szczecińskiego (2) Drugi dzień to objazd wschodniego brzegu Zalewu – od Świnoujścia do Szczecina. Ale rano w niedzielę, jeszcze przed wyruszeniem, był czas na zdjęcia na plaży – i grupowe i prywatne. Przy pięknym słońcu i bezwietrznej pogodzie. Zaplanowany na niedzielę dystans był nieco krótszy, bo około 130 km. I też trochę inna jazda, bo wszyscy poruszali się razem w kolumnie rowerowej pod obstawą policji, drogami samochodowymi – zarówno tymi bocznymi, jak i tymi głównymi. Jazda w takim „kołchozie” ma jednak pewne mankamenty – wymaga większej koncentracji, żeby na siebie nie najechać w szyku, no i też ludzie różnie się zachowują. Niektórzy koniecznie muszą wyprzedzać – nawet ryzykownie, niektórym się nudzi i głośno puszczają muzykę z głośników. Czasem ma się stereo z dwóch różnych. Okropność i wiocha – jak dla mnie. Ale poza takimi wyjątkami to towarzystwo w porządku i sympatyczna atmosfera. Na zakrętach czy estakadach widać niekończący się barwny sznur rowerzystów – super to wygląda. Pierwszy odcinek – nad Jezioro Turkusowe w Wapnicy jedziemy we dwójkę z mężem, potem Darek zawraca do Świnoujścia, a ja jadę dalej z Gryfusami do Szczecina. Etap z Wapnicy do Wolina chyba najbardziej uciążliwy. Nie dość że po S3 (pasem awaryjnym) w smrodku spalin, to jeszcze sporo górek – odezwało się moje kolano i nie była to miła rozmowa. Postój w Wolinie, nad Dziwną – po drugiej stronie skansen Słowian i Wikingów: Potem, na szczęście było bardziej płasko, a kolano się uspokoiło. Jedziemy trasą alternatywną znad morza przez Stepnicę. Ruch samochodowy jest minimalny, wszędzie wiosna i zielono. W Stepnicy dłuższy postój w marinie i obiad. Chmurzy się i spada nawet parę kropli deszczu. Przedostatni przystanek w Lubczynie, nad jeziorem Dąbie – również w marinie. Tutaj trochę więcej łódek. Potem czekamy jeszcze na granicy Szczecina na pozwolenie na wjazd do miasta. Tego dnia w Szczecinie odbywało się kilka imprez, między innymi Marsz dla Życia, więc policja miała pełne ręce roboty i musiała te wszystkie wydarzenia jakoś bezpiecznie skoordynować. Przejeżdżamy przez Szczecin-Dąbie i Trasę Zamkową do centrum. Potem jeszcze rundka honorowa Aleją Fontann i nawrotka na Placu Grunwaldzkim, aby zakończyć rajd tam, gdzie zaczynaliśmy – czyli na Łasztowni. ślad: https://www.traseo.pl/trasa/zalew-szczecinski-z-gryfusem-2-aa9-2-2 Na koniec dostałam nawet medal Pierwszy dzień zdecydowanie ciekawszy krajobrazowo, ale myślę, że gdy skończą zachodniopomorską część Blue Velo, to będzie się jeździć dużo przyjemniej również po polskiej stronie Zalewu. Fajna impreza i naprawdę super zorganizowana. Duży ukłon dla organizatorów, którzy ogarnęli doskonale logistykę dla kilkuset osób i przez cały czas troszczyli się o sympatyczną atmosferę. Impreza miała charakter niekomercyjny, tym bardziej należą się podziękowania Gryfusowi za takie zaangażowanie i świetny rajd.6 punktów
-
4 punkty
-
IX Rajd rowerowy dookoła Zalewu Szczecińskiego (1) Dotychczas nigdy nie uczestniczyłam w zorganizowanych wyprawach rowerowych, zwykle jeżdżę w co najwyżej kilkuosobowej grupce rodzinno-koleżeńskiej. Jednak w tym roku zapisałam się na rajd dookoła Zalewu, organizowany przez Szczeciński Klub Rowerowy Gryfus. To już dziewiąta edycja rajdu i chyba największa masowa impreza rowerowa na Pomorzu Zachodnim, bo zgromadziła ponad 400 osób. Pobudka w sobotę 4.30 – ciemno, zimno i … leje. Aż trudno uwierzyć, że dzień wcześniej – w piątek – było 27 stopni i piękne słońce! No, ale cóż – prognozy są umiarkowanie optymistyczne, przed południem deszcz ma ustać. Mąż podwozi mnie i rower na miejsce zbiórki, na Łasztowni, koło szczecińskich Dźwigozaurów, vis a vis Wałów Chrobrego. Jest 6.00 rano, znajduję swoją grupę, odbieram pakiet startowy i koszulkę, zdaję bagaż do samochodu, który przetransportuje go do Świnoujścia. Czekamy na sygnał do wyjazdu. Około 7.20 wyruszamy, wciąż pada. Przez miasto eskortuje nas policja, sprawnie to idzie. Niestety początek rajdu jest dla mnie trochę pechowy – na przejeździe tramwajowym chwila dekoncentracji i łapię szynę kołem, ślisko, lecę na kolana. Na szczęście tylko lekkie stłuczenie. Szybko się zbieram i jedziemy dalej, przez Dobrą, Buk i Stolec. Dobra wiadomość jest taka, że deszcz już tylko lekko mży, a wkrótce prawie przestaje padać. Na przejściu granicznym w Dobieszczynie, na 34 kilometrze,robimy pierwszy planowany postój. Organizatorzy ustawiają wszystkich do zdjęcia grupowego, a w międzyczasie fotki pstrykają sobie poszczególne kluby, na przykład Górny Śląsk: Generalnie Ślązaków bardzo dużo przyjechało – poza nami, lokalsami, chyba najliczniejsza grupa uczestników, coś koło setki albo i więcej. Jest też „Stargard na Rowery” – prawie trzydzieści osób, lubuskie i pojedyncze osoby z innych regionów. Przez Niemcy jedziemy w grupach w odstępach około kilkuset metrów, do każdej grupy przydzielonych jest dwoje przewodników, funkcjonuje to dobrze. Jedziemy przez Hintersee i Rieth - podobną trasą jak moja poniedziałkowa wycieczka, na chwilkę zatrzymujemy się za Rieth przy punkcie widokowym nad jeziorem Nowowarpnieńskim. Już nie pada. Generalnie zdjęcia robiłam tylko na postojach, bo jednak jazda w takiej ponad trzydziestoosobowej grupie wymusza pewną dyscyplinę. Tempo na tyle turystyczne, że można podziwiać widoki, ale na tyle żwawe, że lepiej nie zostawać w tyle bez wyraźnej konieczności. Ueckermünde: I moja grupa na słynnej ławeczce tamże: W rezerwacie Anklamer Stadtbruch mamy zaplanowany obiad. To piękne rozlewiska i chyba jedno z piękniejszych miejsc na trasie, ale nie wiem, czy miejscowego ptactwa wodnego nie wystraszył taki najazd rowerzystów. A obiadek był taki – rosół i filet z kurczaka. W wersji dla wegetarian była … ryba . Anklam Rozlewiska rzeki Piany (Peene) w pobliżu mostu w Zecherin na wyspę Uznam Następny postój mieliśmy w miasteczku Usedom, na południu wyspy. Tutaj miła niespodzianka – spotkanie z moim ślubnym. Początkowo mieliśmy na cały rajd jechać razem, ale jednak po dwóch tygodniach po zabiegu laparoskopowym nie doszedł do siebie na tyle, aby zrobić całą trasę. Wybrał się więc do Świnoujścia samochodem, swój rower wrzucił do bagażnika i wyjechał mi naprzeciw. Tak więc ostatni odcinek – do Świnoujścia – pokonaliśmy razem, a to ok. 30 km w jedną stronę, po dość mocno pofałdowanym terenie. Wieczorem jeszcze pokręciliśmy się trochę po plaży i promenadzie, ale na wieczorną imprezę integracyjną już nie bardzo mieliśmy siły - 160 km na liczniku i wczesna pobudka zrobiły swoje 😏. ślad: https://www.traseo.pl/trasa/zalew-szczecinski-z-gryfusem-2-aa9-aa-2 [CDN]4 punkty
-
Pogoda, jak każdy widzi za oknem, jest dosyć dynamiczna w ostatnich dniach i niestety miała ona negatywny wpływ na moje decyzje i plany narciarskie na koniec sezonu 2018/2019. Zatem, mogę śmiało napisać, że oficjalnie zakończyłem zimę Ponieważ to był rok, numer 3 z tych najlepszych lat - wypada napisać małe podsumowanie. Łącznie 43 dni na nartach, Endomondo pokazało 2 198,9 przebytych kilometrów... ...ale to nie jest najważniejsze. Najważniejszych było kilka innych rzeczy. Pierwszą, kluczową była walka o odzyskanie formy po przebytej operacji kolana. Najtrudniej było przezwyciężyć strach i blokadę w głowie przed prędkością, trudnościami tras oraz warunkami na stokach - na szczęście aura pomogła, a wrodzona skłonność do podejmowania ryzyka, tym razem nie sprowadziła mnie na manowce. Druga, to spełnienie dwóch marzeń związanych z górami wysokimi i narciarstwem: jazda pod kultowym Matterhornem oraz Mont Blanc Te szczyty są magnetyzujące i mają coś niesamowitego w sobie. Kiedyś, kiedyś może by tak wejść na któryś z nich?... To chyba zbyt ambitne wyzwanie... Trzecia - to trzeci udział we wspaniałej imprezie jaką jest WorldSkiTest. Jazda i przebywanie w gronie gwiazd światowego narciarstwa, to zawsze niesamowite przeżycie. Testowanie nowych produktów czołowych producentów nart - fantastyczne! A na dodatek... zabrać na taką imprezę moją Drugą, Drogą Połowę? Coś niesamowitego! Jeszcze raz dziękuję @JC Czwarta - element podróżniczy... Poznałem w tym sezonie 14 całkiem dla mnie nowych, alpejskich ośrodków narciarskich. WOW!!! Ile jeszcze przede mną?... już przed tym sezonem myślałem, że jest ich niewiele - a tu takie zaskoczenie. Piąta rzecz - moja Miłość do Dolomitów, wydawać się może, że przeżywa swoją renesans! W tym roku, te najbardziej niesamowite Góry jakie widziałem, oczarowały mnie ponownie, nowymi miejscami, swoją potęgą i majestatem... pięknem. Szósta - ujarzmienie nowych GS nart Narty, to też Ludzie. W tym roku miałem olbrzymią przyjemność dzielić swoją pasję i pojeździć, spotkać się z wieloma przyjaciółmi i znajomymi: @JC, @johnny_narciarz, @Bumer, @mifilim, @Góral spod Skrzycznego, @marionen, @Piotr_67, @Annaa, @andy-w, @tanova, @San28, @gregre0, @1mirinda, @elosawa, @ewangelizator, @moruniek, @wielofish, @kmarcin… no i przede wszystkim @Paula była najczęściej przeze mnie spotykanym narciarzem - wybaczcie jeśli kogoś pominąłem - dziękuję Wam za spędzony, wspólny czas! Dwa wspominkowe klipy z tej zimy Dolomity: Dolina Aosty: A dla Was jaki to był sezon? Będzie super jak w tym wątku, dotyczącym mojego podsumowania sezonu, podsumujecie również swój sezon narciarski 2018/20193 punkty
-
Jaki SPORT ? Narciarstwo jakie uprawia obecnie ogromna większość to nie sport tylko rekreacja ruchowa będąca tylko jednym z elementow urlopu zimowego. Piwo, bombardino, leżaczki, zabawa i osypywanie się śniegiem, popołudniowe apres, wieczorna impreza, termy, sauny, kuligi,grille - to jest ważne a narty to tylko dodatek, ze sportem nie ma to wiele wspolnego i wszystko jedno czy to narty, deska, sanki czy inna trajka3 punkty
-
@marboru fajnie Ci się ten sezon ułożył, zwłaszcza biorąc pod uwagę kolano, dużo świetnych miejsc i do tego pogoda. @Piotr_67 początek może i słaby, ale alpejska końcówka super. Ja tej zimy nie zaliczam do rewelacyjnych, raczej przeciętna. Warunki jako takie, śniegu trochę lepiej jak wcześniej, ale bez zachwytów. Od lutego do kwietnia zdecydowanie za ciepło.Sezon narciarski nie uważam jeszcze za zakończony, chociaż nie wiem czy jeszcze będę jeździł (nadzieja umiera ostatnia). Freeridów nie było, treningów nie było, skiturów prawie nie było, trochę zawodów zaliczyłem. Na plus parę fajnych wyjazdów z kumplami (Szczyrk, Karkonosze i zawody). I jeden plus bonus, wszystkie zawody w których brałem udział zakończyłem na pudle... Może w kolejnym sezonie na nartach więcej pojeżdżę... PS no i bez relacji @johnny_narciarz sezon nie może być zakończony⛷️🚴♂️🤤3 punkty
-
No mój sezon ilościowo nie był tak bogaty, pomimo trzech wyjazdów w Alpy. Wpływ na to miała pewnie choroba, która zabrała mi praktycznie cały luty (na szczęście bez żadnych powikłań). W moim przypadku to skromne osiemnaście dni. Ale patrząc na to z innej strony było to osiemnaście cudownych dni w moim życiu i to większość razem z moją cudowną żoną. Dla takich chwil warto żyć i tłuc się po Świecie. A takie widoki potrafią osłodzić nawet najgorsze chwile Pozdrawiam wszystkich i spotykamy się na nartach już za parę miesięcy3 punkty
-
Nie każdy uprawia narciarstwo tak jak Ty, nie mierz wszystkich jedną miarą... Prawie wszystkie osoby które jeżdżą ze mną (albo ja z nimi), a jest to spore grono, podchodzi do narciarstwa zdecydowanie inaczej...2 punkty
-
2 punkty
-
Rozumiem Twój punkt widzenia i trudno się z nim nie zgodzić. Chyba trochę przedstawiasz świat w kolorach czarno - białych, a chyba są jeszcze odcienie szarości. Nobilitacją każdego szybownika jest zdobycie trzech diamentów, a jednym z nich był lot na przewyższenie 5000 metrów, który zazwyczaj robi się w górach - w czasie wiania halnego. Kocham to zjawisko i dlatego parę razy o nim, tu na forum się wypowiadałem. Wbrew pozorom, lot na dużej wysokości nie jest niczym specjalnie trudnym. Problemem jest się dostać w to środowisko, w którym te noszenia występują, więc wpierw trzeba przelecieć przez powietrzne "rodeo", dużo by opowiadać. Faktycznie, mój pasażer nie miał umiejętności aby samemu przebywać w tym bardzo wymagającym środowisku. Od strony meteo to wiedziałem że w środku dnia siła wiatru będzie mniejsza i zjawisku będzie trudne do wykorzystania. I tak się stało, miejscowi koledzy(tubylcy) pospadali jak dojrzałe owoce i byłem przekonany że to samo stanie się z nami, więc dałem stery koledze aby sobie trochę posterował. Zrobił to na tyle dobrze że doczekaliśmy się lepszych warunków i wyszedł wspaniały lot. Działo się to nad Śnieżką, potem przelot nad Szklarską, a skończyło się akrobacją na 3500 i powtórne wlecenie w "kipiel" zakończone szczęśliwym lądowaniem. Tak to od strony technicznej w skrócie wyglądało. A od strony emocjonalnej, byłem tak lataniem na fali(halnym) zachwycony, że chciałem się tymi fajnymi przeżyciami z kimś podzielić. Stąd też loty z kolegami. To nie był lot za kasę, za to mamy wspólne wspaniałe przeżycia i wspomnienia. Czy mój pasażer zrobiłby ten lot samodzielnie? Na pewno nie. Czy chwalił się tym lotem, jako swoim - też nie. Czy wysłał ten lot jako warunek do zdobycia diamentu? Oczywiście nie wysłał. Przeżyliśmy coś fajnego wspólnie i jest o czym pogadać przy dobrym browarku. Ja tu nie widzę żadnej ujmy w sztuce. Raczej same pozytywy. Drugi - najtrudniejszy diament, to jest przelot na odległość 500 km. Trzeba upolować pogodę na dużym obszarze i się w ten rejon wstrzelić z zaplanowaną trasą. Kiedyś szybowce były bardzo prymitywne a i tak nasza znakomitość Tadeusz Góra poleciał z Bieszczad aż do Wilna. Teraz szybowce są dużo doskonalsze, więc to samo jest dużo łatwiej powtórzyć. Więc ważne jest, czym się na tak długą trasę poleci. Piloci wyznające wyższe standardy, wybiorą wariant dużo trudniejszy i polecą na rowerach(szybowce szkolno - treningowe). Chcąc się pochwalić przy piwie, to satysfakcja z takiego wyczynu jest dużo większa. Śmiem twierdzić, że ze zdobywaniem szczytów jest podobnie. Hilary właził na górę gór w ciuchach i wyposażeniu zupełnie nieprzystających do dzisiejszych realiów. Więc poza tym że byli pierwsi, to ich stopień trudności był względem dzisiejszych czasów zupełnie nieporównywalny. Wspomniana himalaistka - pisarka, wprawdzie weszła na górę w wyprawie komercyjnej ale potem dwa ośmiotysięczniki zdobyła już samodzielnie. Więc jeżeli znamy kontekst w jakim dany wyczyn został zrobiony, to z niego też wynika ile on jest wart. Jakby nie patrzeć to wszyscy "zdobywcy" musieli pokonać te kilometry w pionie i jakby coś poszło nie tak, to by na tej górze zostali. Biorąc Twoją miarę, to na prawdziwej wyprawie też jest element komercji, bo jacyś szerpowie coś wnoszą. Z całej ekipy tylko część bierze udział w ataku szczytowym. To reszta spełnia podobną rolę jak obsługa w wyprawie komercyjnej. Więc dużo zależy od kontekstu. Ale ważne aby ten kontekst był wyartykułowany. Zresztą pisarka dobrze to opisała. Ja nie wszedłem nawet na Giewont, więc to co robią ci ludzie w wysokich górch - to pełny szacun. Pewnie zdobycie w ten sposób góry przynosi dużo mniejszą satysfakcję ale za to jest duża szansa że wrócą z wycieczki w jednym kawałku. pozdrowionka2 punkty
-
Chciałbym tutaj przedstawić swoje obserwacje na temat przesiadek i popularności obu sportów. Moda na snowboarding chyba powoli mija. Sam znam.... raz, dwa... 4 osoby, jeśli o nikim nie zapomniałem, które przesiadły się z nart na snowboard podczas boomu na deskę, mniej więcej w latach 2005-2010. Kilka lat temu jeżdżąc i obserwując widziałem proporcję jakieś 60/40 na korzyść narciarzy, to moim zdaniem bardzo dużo. Na ten moment 3 z tych 4 osób wróciły lub są w trakcie powrotu do nart, inni znajomi snowboarderzy również nad tym się zastanawiają, to chyba nie są odosobnione przypadki widząc tendencje na stokach. Bo ilu tych parapeciarzy teraz jeździ? Z tego co zaobserwowałem to będzie jakiś jeden snowboardzista na 10 narciarzy. Ostatnio w Austrii nie było ich widać prawie w ogóle. W PL podczas sezonu też mało. Snowboard jest dla młodych, skoki, snowparki. Mało osób dorosłych zaczyna od monodeski. Wielki + nart w stosunku do dechy to MOBILNOŚĆ, oraz to, że są po prostu szybsze, znaczy szybciej się na nich jeździ. Natomiast + deski to fakt, że da się na jednym sprzęcie jeździć i po twardym i w puchu. Tak, wiem, na nartach też, ale sami przyznacie że jazda na slalomce poza trasą jest irracjonalna. Dość dynamicznie się to zmienia, technika wytwarzania nart szybko idzie do przodu, w snowboardach - nie jestem pewien - tak nie jest. Generalnie narty rządzą i tyle1 punkt
-
Ja z pewnym zdziwieniem stwierdzam,jaki poziom sportowy wśród amatorów reprezentuje parę znanych mi osób z wielkimi brzuchami i nadwagą 20-30 kg.Łączy ich to,że za młodu ścigali się zawodniczo na nartach,potem przeszli na inne sporty-jeden boks,drugi LA,a z młodosci została i technika i motoryka...1 punkt
-
Dla mnie sezon bardzo udany zarówno pod względem zjazdowym jak i skiturowym:). W sumie wyszło 43 dni na nartach pzdr.1 punkt
-
1 punkt
-
Witam Ja nie liczę dni tylko wyjazdy na narty:). Mam karnet roczny 365 dni . W sezonie 2018/2019 łącznie byłem 81 razy na nartach . KTO DA WIĘCEJ.:) Janusz :1 punkt
-
Ale elektryk "pedałuje" za Ciebie, więc to byłby obciach. Chyba większość wypraw wysokogórskich posiłkuje się szerpami, czy nie jest to forma elektryka? Koledzy rozbijają obozy a grupa do ataku szczytowego jest inna - nie jest to forma elektryka? Inni mocują poręczówki i inni po nich wchodzą na szczyt - elektryk? Mackiewicz i nasza narodowa - byli w tym samym czasie, zupełnie inna kasa i wyposażenie. Można by tak mnożyć. Ludzie idą w góry po coś, jeżeli ta forma zdobycia góry, jaką sobie wymyślili ich satysfakcjonuje, to czemu nie mają być usatysfakcjonowani? Przecież na lektyce nikt ich na szczyt nie wniósł. A przecież się zdarzyło, że na tej górze został. Oczywiście waga osiągnięcia jest zdecydowanie mniejsza, ale jak im to daje pełnię szczęścia - to dlaczego im to odbierać? Z tym argumentem - że wolałbyś zaryzykować życie - to byłbym ostrożny. Żaden wyczyn nie jest tego wart - być może właśnie Tomek Mackiewicz poszedł "o jeden most za daleko"? Całkiem niedawno jeden z naszych znakomitych pilotów napisał dający do myślenia artykuł, o całej szufladzie medali i że już nawet nie pamięta który był za co, ale jej zawartość - nigdy nie będzie warta ludzkiego życia. A artykuł był odpowiedzią na tragedię kolegi, który zginął w Tatrach, latając w zawodach. A że była to osoba wyjątkowo sympatyczna, to całe środowisko mocno tą stratę przeżyło. Więc chyba warto postawić sobie granice. "Turystów" wchodzących na górę gór, zawodowcy ubezpieczają i im pomagają. Jest im na pewno dużo łatwiej, ale najważniejsze - mają dużo bezpieczniej. Raczej w annałach himalaizmu się nie zapiszą, ale jak tego potrzebują do pełni szczęścia - to czemu im tego bronić? Pozdrawiam1 punkt
-
To zależy co kto lubi, w czym ktoś jest dobry, na jakiego trafi instruktora. Początki są porównywalne moim zdaniem (jeśli ktoś zaczyna od 0). Natomiast początki na snowboardzie wymagają nieco większej sprawności fizycznej - jak ktoś jest otyły, sztywny, ogólnie typ "niesportowy" to będzie mu trudno wstawać ze stoku stojąc przodem do spadku, a tyłem niektórzy się bardziej boją. Poza tym częste upadki na tyłek (kość ogonową) i kolana powodują urazy, które dla dorosłego mogą być po prostu mało przyjemnym doświadczeniem nie wspominając o ewentualnych problemach medycznych. Tak że warto spróbować i jednego i drugiego, po to żeby w efekcie wybrać narty - takie jest przynajmniej moje doświadczenie jako osoby uczącej się jeździć w wieku >25 lat. Dla dzieci chyba będzie bez różnicy.1 punkt
-
Rzeczywiście ten apel Pracowni jest populistyczny. Trasa o długości 2km i szerokości 30m to jest 6ha, więc rozporządzenie ledwo umożliwi zrobienie jednej nowej trasy albo przebudowę/budowę jednego wyciągu w TPN. Poza parkiem to będzie możliwość budowania małego ośrodka narciarskiego z 3 trasami po 1km, jeszcze trzeba mieć powierzchnię na infrastrukturę. Może by wreszcie Wielka Sowa ruszyła z budową.1 punkt
-
Ha ha nice try. BTW przeczytałem tą petycje i strasznie jest ona populistyczna. Niby jak budowa nowej kolejki na Kasprowy wiązała by się z likwidacją parku narodowego? Czyżby Tatry miały się zawalić od Wołowca aż po Rysy?1 punkt
-
1 punkt
-
Miało być wiosenne nartowanie do końca kwietnia na Chopoku i Łomnicy, ale sprawy w pracy tak się potoczyły, że będą Alpy! 🤩 Drugi wyjazd w życiu, pierwszy samodzielnie zorganizowany. Ekipa dwuosobowa: ja + kolega parapeciarz Wyruszamy samochodem rano w lany poniedziałek 22.04. powrót planowo w sobotni wieczór 27.04 Czyli 5 noclegów, 4 dni rąbania - na wypoczynek typu siedzenie pół dnia w knajpie się nie nastawiam - trzeba zakończyć sezon z przytupem Cel - Dolina Ötztal. Oczywiście Solden ale chcemy też zobaczyć i pojeździć w Obergurgl-Hochgurgl, skipass powyżej 3 dni obejmuje całą dolinę. Zakwaterowanie mamy w Langenfeld w apartamencie Falkner - 12 km na północ od Solden. Pod nosem termy Aquadome i przystanek skibusa. Aktualnie jestem w trakcie kombinowania drugiej pary nart, w razie opadu lub/i cięższych warunków chciałbym mieć coś szerszego niż moja stara gigantka z 67 pod butem. Zastanawiam się, jakich warunków się spodziewać o takiej porze? Nigdy tak 'poźno' nie jeździłem. Dolne stacje są na ok. 1250 m npm, trasy będą czynne czy raczej tylko lodowiec? Na której trasie rozgrywana jest runda PŚ w GS? Chciałbym się przejechać 🤣 Jakieś wskazówki co do ośrodków jak i okolicznych miejscowości? Na pewno ktoś tam był. Które trasy warte polecenia? Bo chyba nie damy rady wszystkiego objeździć w 4 dni. Gdzie tanio i dobrze jeść, gdzie pojechać, co zobaczyć po nartach? Wszelkie rady i wskazówki mile widziane Ujęcie z dzisiejszego popołudnia sprawia, że mimo iż do wyjazdu 3 tygodnie, już mi się mordka cieszy! Relacja będzie na pewno z każdego dnia + może coś ekstra Pozdrawiam1 punkt
-
nie ma nic wspanialszego jak założenie własnej linii na dziewiczym śniegu Fantastyczna relacja - dzięki1 punkt
-
Super. Najważniejsze to aby Tobie się podobało, co myślą inni to jest zupełnie nieistotne. A twoją radochę najbardziej "widać" w opisie. Dzięki. No to co? Teraz czekamy na śnieg Pozdrawiam1 punkt
-
@tanova brawo Magda! Dystans robi wrażenie... Fajnie było Cię śledzić na żywo Dzięki za relację1 punkt
-
Ale pięknie! My planowaliśmy w tym roku zacząć przygodę z nartami, ale nie do końca wyszło tak jakbyśmy chcieli Za to już pewne jest, że od nastopnego sezonu ruszamy z nauką całą rodziną. Trochę zastanawiamy się czy inwestować w sprzęt czy wypożyczać. Jeśli o mnie i żonę chodzi myślimy o tym drugim wariancie, natomiast córce chcemy kupić odpowiedni sprzęt, żeby ćwiczyła. Tylko czy koniecznie musimy wybrać się do sklepu stacjonarnego, żeby wszystko dobrać? Bo mówiąc szczerze znalazłem świetnie wyposażony sklep online https://www.nartywarszawa.pl/ i najchętniej kupiłbym wszystko co potrzeba i tylko czekał, aż komplet dotrze do domu.1 punkt
-
Cześć Ciekawa impreza choć zupełnie nie w moim klimacie. Jak rozumiem Wy też pierwszy raz w tak wielkim spędzie uczestniczyliście i bawiliście się fajnie. A jeżeli można wiedzieć to ile kosztowało wpisowe przy takiej pełnej i zapewniającej wszystko organizacji? Pozdrowienia1 punkt
-
Cześć Raczej nie robię zdjęć. Po prostu mi się nie chce i nie bardzo mam "oko". Chwili tak naprawdę nie zatrzymasz. Każda wycieczka jest inna a pamięć i tak pozostaje gdzieś w środku. Rafał cyknął parę fotek, poproszę, żeby przesłał to wstawię. Piękna pogoda tam widzę na Pomorzu... Pozdrowienia serdeczne1 punkt
-
Od wczoraj już w domu, dopiero teraz jest czas by coś napisać Pierwszy dzień jako tako opisałem, podsumowując było to takie rozpoznanie terenu, więc teraz tylko dorzucę trochę fotek: Górna stacja gondoli Giggijoch: Pozostałości po festiwalu Hannibal, który odbył się 12.04.19 Takie tam na słoniu Tu już na lodowcu Tiffenbach Potem przenieśliśmy się w rejon Gaislachkogl, tamtejsze trasy nie podobały mi się tak bardzo jak na lodowcach czy Hochsolden, co nie znaczy, że były słabe. Słynne Ice Q, gdzie w ostatnim filmie o Bondzie stołował się agent 007: Land Rover z planu I kawałek niżej drugi Widoczek na dolinę i Solden W środę byliśmy w ośrodku na końcu doliny - Obergurgl-Hochgurgl, skibus o 7:40 i koło 8:20 meldujemy się pod dolną stacją w Hochgurgl. Prognozy nie były optymistyczne, wyjeżdżamy na górę, właściwie nie na samą górę, bo ostatni wyciąg z piękną platformą widokową nie działa. Wieje, pada śnieg. Po chwili dowiadujemy się, że gondola jeżdżąca wszerz, łącząca oba rejony, nie działa. Kilka innych wyciągów również. Niedobrze. Ale warunki śniegowe świetne, trasy pięknie przygotowane, a na nich kilka cm świeżego śniegu. Ludzi 0, dosłownie, jak zresztą przez cały wypad. btw nie licząc zjazdów do miasteczka po skończonej jeździe, to w ciągu całego wypadu JEDEN raz zdarzyło się, byśmy nie jechali sami w trójkę na wyciągu. Prywatne gondole i krzesła No więc fruwamy Niżej trochę lepsza widoczność i nieśmiało wyłania się słońce Ja, podziwiający efektowny skok Łukasza A tutaj zadowolony po zaliczonej glebie Muzeum motocykli, którego nie zwiedziliśmy... bardzo żałuję... (dlaczego - poniżej) Zamknięto jakieś 3/4 wyciągów, co utrudniło nam dotarcie do muzeum, chcieliśmy jeszcze pojeździć w Obergurgl, gdzie musieliśmy się dostać skibusem. Kiedy chcieliśmy wrócić do muzeum, nie działało już praktycznie całe Hochgurgl... dziwne bo w sąsiednim Solden działały chociażby lodowce, które są wyżej. Czyżby syndrom szczyrkowski? W Obergurgl pogoda trochę inna, więcej słońca, mniej wiatru, ale warunki śniegowe bardzo się pogorszyły - mega ciapa i niżej deszcz. Za to troszkę drzewek, których dotychczas mi wszędzie brakowało. Jazdę na "gurglach" kończymy o 13:30 i jedziemy jeszcze na jakieś półtorej godziny do Solden pobawić się na snowparku, slalomie równoległym i speedtracku. To był taki dziki dzień, ale i tak zaliczony do tych udanych. CDN z dni 3 i 4 jutro, dobranoc1 punkt
-
Cześć Wczoraj z Rafałem - bratem mojej żony pojechaliśmy na planowana od jakiegoś czasu wycieczkę inspirowana Maćkową Wisłą 1200. Trasa wiodła z Warszawy prawym brzegiem Wisły do Nowego Dworu Mazowieckiego gdzie (omijając miasto) dojechaliśmy do Narwi. Tu lewym brzegiem Narwi do Zegrza, ominięcie zalewu przez Nieporęt do ujścia Bugu. Teraz lewym brzegiem Bugu wzdłuż rzeki przez Wyszków do Broku gdzie na działce Rafała zakończyliśmy przy browarach i grillu. Staraliśmy się jechać jak najbliżej rzek drogami i ścieżkami po wałach. W paru miejscach łączniki asfaltowe. Musieliśmy pokonać w bród jedną rzeczkę, dwa odcinki piachu były dość upierdliwe. Przygody zaczęły się już przy starcie gdzie zostawiłem przy drodze plecak i musiałem wracać około 7 km ale dzięki temu przekonałem się, że na moim rowerze MTB mogę przekroczyć na płaskim 40km/h. Później w wyniku błędu w nawigacji musieliśmy pokonać dobre kilkaset metrów dnem nieczynnego kanału w środku lasu a pod koniec drogi zamknięto nam przed nosem knajpę z pierogami i piwek w Kamieńczyku i podobnie w Broku. Rafał jechał na facie ale na asfaltach walił równo 30 na godzinę. Wyszło w sumie trochę ponad 160km. W sumie super wyprawa w świetnym towarzystwie.1 punkt
-
Cześć wszystkim Jesteśmy od wczorajszego popołudnia na miejscu. Droga przebiegła bezproblemowo, 900 km w 10 godzin. Ruszyliśmy jednak we trójkę, dołączył do nas jeden forumowicz z Katowic Spakowanie się do sedana uważam za duży sukces. Na rozgrzewkę coś z trasy Dolina Ötztal piękna, Längenfeld gdzie śpimy też bardzo urokliwe, na dole wiosna w pełni, w górach zima. Zaraz na przeciw apartmentu mamy termy Aqua Dome, do których chcemy wybrać się jutro. Dzisiaj jeździliśmy w Solden, niestety nie mam jeszcze zbyt wielu zdjęć bo robiła je osoba z lepszym aparatem. Także na razie kilka a jutro lepsze i więcej Pogoda była dziś... jak kobieta. Mega zmiennie. Lampy niestety brak Zachmurzenie. Była też mgła, opady śniegu, trochę słońca, wiatr, bezwietrznie i to wszystko w każdej możliwej kombinacji i to jest właściwie jedyny dotychczas minus wyjazdu, bo poza tym, to kopara opada. Za tydzień kończą sezon a wszystko jest przygotowane na tip top. Zaczęliśmy od wyjazdu Gondolą Giggijoch z zamiarem dostania się na lodowiec. Generalnie na początku lekki szok, wszędzie wiosna od dawna, na nartach nie byłem już od 3 tygodni a tutaj zima na pełnej. Około godziny 9 byliśmy na samej górze gdzie cała trójka gorzej się poczuła, a Łukasz bardzo źle. Pierwszy raz byłem na takiej wysokości - 3400 m npm. Czyżby objawy choroby wysokościowej? Ciekawa sprawa. W każdym razie zaliczamy lodówce Tiefenbach i Rettenbach, gdzie przez 1,5h jeździmy SAMI. Banan od ucha do ucha,aż mnie szczęka bolała. Kilometry sztruksu praktycznie tylko dla nas. ❤️ Powyżej 2500m twardo, wręcz lodowo, niżej miękko się robiło dopiero po południu. Fotka ze szczytu, niezbyt widokowo. Dolna stacja wyciągu na lodowcu Tieffenbach Bardzo surowo, jak w środku zimy. Pogoda dawała się we znaki, więc ruszyliśmy kontynuować zwiedzanie. Restauracja w której jadał sam agent 007, Land rovery z filmu na stoku, fajny bajer, ale nic więcej, przerost formy nad treścią bo reklamują to w całej dolinie jak Kaczyński 500+ a efektu powalającego nie było. Ot ładny oszklony budynek. Nie wiem jak w środku bo trzeba mieć rezerwacje a obiad kosztuje 100 euro, także dla mnie odpada Aha, w gondoli na Gaislachkogl leci muzyka z filmów o Bondzie Mgła od czasu do czasu dawała o sobie znać, na szczęście nie tak gęsto i szybko przechodziła. Po południu zakotwiczyliśmy w Hochsolden, gdzie było lepiej z pogodą, pobawiliśmy się na slalomie równoległym na czas, stestowaliśmy kamapy (jest ich tam chyba z 5 obok siebie w tym rejonie) i odpoczęliśmy w knajpie. Większość ośrodka zwiedzone, marzy mi się więcej słońca, ale i tak jest rewelacja. Jutro Gurgle, będzie więcej zdjęć. kładę się spać, Dobranoc1 punkt
-
Pierwsza setka w tym roku i pierwsza solo. Zaniosło mnie dzisiaj nad wodę, na niemiecką stronę - nad Jezioro Nowowarpnieńskie do Altwarp i nad Zalew do Ueckermünde. Po dojechaniu do granicy w Dobieszczynie skierowałam się do Hintersee, a stamtąd szlakiem rowerowym do Rieth, trasą dawnej kolejki wąskotorowej. Pierwszy przystanek na przystani w Rieth i drobna przekąska - babeczki brownie, upieczone przez moją córkę na święta . Kościółek w Rieth Bardzo malowniczą trasą brzegiem Jeziora Nowowarpnieńskiego pojechałam do Warsin. Zazwyczaj jeżdżę stamtąd do Altwarp asfaltową ścieżką rowerową wzdłuż szosy, a wracam starą (ale w miarę równą) drogą brukowaną przez Dolinę Jałowców (Wacholdertal), południową stroną półwyspu, ale zachciało mi się dzisiaj odwrotnie. Niestety pomyliłam drogę, zwiedziona niezbyt precyzyjnym drogowskazem i zamiast na twardym trakcie znalazłam się na leśnej drodze, coraz bardziej piaszczystej. Gdy dojechałam do skrzyżowania, gdzie odchodziło sześć (!) dróg, poczułam się trochę niepewnie i nie chcąc ryzykować pobłądzenia w lesie wybrałam w miarę przejezdną trawiastą drogę, po której spodziewałam się, że wrócę do szosy i tak się rzeczywiście stało. Pokręciłam się trochę po Altwarp, w którym dzisiaj sporo gości - głównie Niemców, zwabionych piękną pogodą i urokami rybackiej, sielskiej wioski. W starym porcie chwilę odpoczęłam i zjadłam kanapkę na ławeczce z widokiem na Nowe Warpno: Wiosna w Altwarp ... W nowym porcie przy kei stał akurat kuter Lütt Matten (czyli "Mały Marcinek" w plattdeutsch), który regularnie kursuje między Nowym Warpnem i Altwarp i zabiera pieszych oraz rowerzystów: Z Altwarp już bez przygód wróciłam do Warsin i dalej na zachód pojechałam do Ueckermünde. Zajrzałam na plażę - zrobiło się trochę wietrznie: Nad Wkrą (Uecker) niektórzy poczuli powiew lata Za to czaple chyba oswojone - w ogóle nie bały się ludzi, skubane 😏 Pokręciłam się trochę po starówce: Skorzystałam z okazji i wybrałam trochę gotówki z bankomatu - przydała się, gdy naszła mnie ochota na lody w Eggesin Powrót szosą do Hintersee i Dobieszczyna - niestety bardziej ruchliwą, niż się spodziewałam w ten świąteczny dzień. Jazdę bardzo utrudniał też coraz silniejszy wiatr południowo-wschodni, czasem gwałtowne podmuchy wręcz spychały na środek jezdni i bardzo hamowały - niekiedy ledwie do 14-15 km/h. Niestety cały dzień "świrowało" mi endomondo - przy każdym nieco dłuższym postoju i robieniu zdjęć zatrzymywało trening, więc na koniec miałam chyba 8 zapisów i to jeszcze urwało około kilometra niedaleko od domu. Dopiero po powrocie udało się scalić te kawałki w miarę kompletny zapis. W sumie przejechałam 107,5 km, setka w 6 godzin na rowerze trekingowym, głównie po asfalcie, ale było też trochę szutru i terenu - to chyba całkiem przyzwoite turystyczne tempo.1 punkt
-
Ponieważ dzisiaj na Eurosporcie (do mety 50 kilometrów), a przede wszystkim we Francji, rozgrywany jest kultowy klasyk po brukach Paryż - Roubaix postanowiliśmy trochę pokręcić Rano temperatura -1...o godzinie 10:00 było już +6, ruszyliśmy. Cel: Łęg Drożdżanki na obrzeżach Puszczy Kozienickiej. Wiatr dzisiaj był okrutny i trochę dostaliśmy w kość 😮 Starałem się robić zdjęcia w taki sposób by nie było widać wszechobecnych śmieci Niestety wędkarze i okoliczni mieszkańcy kompletnie nie dbają o to miejsce... Oprócz puszek po piwie, butelek po wódce...opakowań po robakach, folii od zanęty i innych... Stwierdziliśmy, że strasznie ubogie w kulturę jest nasze społeczeństwo Paula Na brzegu. Selfiak My toasty wznosimy wodą z cytryną Chwila pozowania... Wiosny nad wodą jeszcze niewiele... Łącznie przekręciliśmy dzisiaj 55 kilometrów. Trzeba formę szlifować, bo słabiutko na razie z nami Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula1 punkt
-
Skibus do centrum Solden dociera najwcześniej około 8:30 + dotarcie na lodowiec to pewnie godzina + rozgrzewka = początek jazdy o 10? 🙁 Słabo. Chyba lepiej podjechać autem. Podobno można zaparkować pod lodowcem Ciekawe czy droga będzie przejezdna, bo mam RWD 🤧 A Gurgle? Może ktoś to porównać do Solden? Lepiej, gorzej? Warto to podzielić po równo, czy może 3+1? Wydaje mi się, że 4 dni jazdy to za mało, żeby pośmigać wszędzie.1 punkt
-
Na mapce czarna trasa nr 31. Start zawodów jest trochę wyżej na uboczu z usypanej górki startowej pod koniec niebieskiej trasy 32.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
0 punktów







