Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      10

    • Liczba zawartości

      7 223


  2. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      2 774


  3. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      4 038


  4. moruniek

    moruniek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      2 943


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 31.08.2020 uwzględniając wszystkie działy

  1. Słowacka „Orla Perć”, to był nasz kolejny cel, który osiągnęliśmy w zeszły piątek. Ok 27 kilometrów, graniowego szlaku w Tatrach Zachodnich i mniej więcej 2200 metrów przewyższeń, również po łańcuchach, i po mocno eksponowanym terenie skalnym. Całość zajęła nam 13 i pół godziny, a cała trasa w składzie ma 13 dwutysięczników i 3 niższe szczyty. Rakoń 1879 m npm Wołowiec 2064 m npm Ostry Rohacz 2084 m npm Rohacz Płaczliwy 2125 m npm Nohavica 2051 m npm Trzy Kopy, w której skład wchodzą: Przednia Kopa 2150 m npm Drobna Kopa 2090 m npm Szeroka Kopa 2090 m npm I następnie: Hruba Kopa 2166 m npm Banikov 2178 m npm Pachoł 2167 m npm Spalena 2083 m npm Mały Salatyn 2046 m npm Salatyn 2048 m npm Telaciarky 1936 m npm Przedni Salatyn 1624 m npm Zapraszam, do kolejnej, niemałej, ale obfitującej w piękne widoki, tatrzańskiej fotorelacji poniżej Auto zostawiamy na parkingu ośrodka narciarskiego Rohacze, ruszamy na szlak i po krótkim trawersie zielonym szlakiem, wchodzimy na odcinek asfaltowy... ...aż do... jak, to nazwałem "Tatusiowego" Schroniska Tutaj podchodzimy w stronę przełęczy. Jest pusto o poranku, a pogoda zapowiada się bombowa!!! Robimy sporo zdjęć i na każdym z nich znajdują się szczyty, które później będziemy zdobywać 😮 Jesteśmy na przełęczy! Zdobywamy Rakoń. W oddali? Tatry Wysokie - nie tak dawno je eksplorowaliśmy Od lewej Wołowiec, później pojawiają się Rohacze - Ostry i Płaczliwy, a w dalszej części kolejne nasze cele. Zbliżenie na drugą połowę naszej wędrówki: Bojowe nastawienie Pauli! W dole Rohackie jeziora: Wołowiec mamy szybko I idziemy dalej... Ku Rohackiemu Koniowi 😮 Spotykamy Kozice...tym razem w grupie W ogóle się nas nie boją 😮 I jeszcze raz pierwsza ambitna część szlaku przed nami. Ostry...a na dole przyjazne stadko Wchodzimy coraz wyżej. I pojawiają się pierwsze łańcuchy. Widok w dół? Proszę: Charakterystyczna grań na słowackiej "Orlej Perci": Paula walczy! Generalnie ma sporo szacunku dla graniowych fragmentów szlakowych u niej...rozmawiamy potem i okazuje się, że woli te bardziej pionowe wspinaczki Radość z pokonanego, eksponowanego fragmentu: Kolejność zdjęć w fotorelacji jest następująca... najpierw moje z aparatu, a w drugiej części będą Pauli, robione kamerą Kolejny cel - Płaczliwy! Zejście z Ostrego: Gdzieś w oddali kolejne ambitne cele Spojrzenie w tył (przed chwilą tam byliśmy): ...a na Słowacji gdzieś chyba wybuchła mała bomba atomowa...? Oto pozostałość... Zdobywamy Rohacza Płaczliwego Zbliżenie w dal...i zachwyt... ...tak... Pani też to czuje Marboru w charakterystycznym miejscu płaczącej góry: Chwila przerwy i idziemy dalej... W dole ponownie Rohackie Plesa: Nasza dotychczasowa droga... Widok w stronę Słowacji i po lewej stronie, skryty w chmurach kolejny cel naszych wędrówek tatrzańskich. Przedzieramy się dalej... ...i jest adrenalina!!! Są łańcuchy i są ekspozycje 😮 Paula radzi sobie doskonale w takich miejscach! Dochodzimy do "Narciarskiego Szczytu" Kto zgadnie, co to za wierzchołek? Tu czuję się jak u siebie Dalej? Igła... Kolejna graniówka - Paula już w przeciwwietrze oraz w kapturze. Wieje coraz mocniej. Tuż przed kolejną zdobyczą... ...i jest! Najwyższy punkt naszej wyrypy. ...i lecimy dalej! Pachoł!!! Widać od razu... ...i co? I idziemy dalej. Daleko, daleko... Krywań! Piękny jest skubaniec. ...i inne tatrzańskie kolosy. No ale komu w drogę, temu czas... trakt czeka. Niby łatwo, a łatwo nie jest. Pojawiają się łańcuchy i trochę terenu lekko wspinaczkowego. Ważne, że praktycznie sami w okolicy i to, że droga się nam skraca W oddali górna stacja w Rohaczach: Mijamy Salatyny... Serduszko... wiadomo! Schodzimy. Łagodnie, skiturowo. I w dół, i w dół...i kolejne punkty odhaczone na trasie... ...tak!!!! Można się zachwycić tym gdzie byliśmy, jak to wygląda z oddali. Panorama całego naszego szlaku - od Rakonia...aż do Salatyna: Jeszcze ostatni punkt i schodzimy na sam dół. A teraz pora na zdjęcia z GoPro Hero 8. Ręka Pauli Marboru w drodze na Wołowiec: Widok z Wołowca na Rakoń i dalej...po horyzont! W stronę Tatr Wysokich i Polski: Wołowiec i słup graniczny: Walka na Ostrym! Krew płynie wyraźnie szybciej w człowieku. Piękna grań Konia! I jestem na szczycie Teraz zejście. I kolejny wierzchołek... jest radość!!! ...i ponownie w dół ...tym razem w górę Chwila na nawodnienie i sekunda zadumy... I jest pięknie!!! Ja zdecydowanie wolę iść ku niebu, niż ku piekłu, czyli w dół Razem up...!!! Chwila płaskiego: I ponownie up, up!!! Cudownie!!! I lubiane miejsce przez Skiturowców Na koniec mapa naszej wędrówki Dotrwaliście do końca? Nam było kondycyjnie trudno, ale daliśmy radę!!! Cóż? Ponownie nogi bolo!!!! 😮 Kiedy kolejny raz odwiedzimy Tatry? Mam nadzieję, że już we wrześniu. Jesteśmy oczarowani tymi turniami... Pozdrawiam serdecznie marboru PS. Link do galerii zdjęć:
    6 punktów
  2. Jest jednak pozytywna wiadomość - kraj związkowy Meklemburgia-Pomorze Przednie od najbliższego piątku przywraca możliwość jednodniowych wjazdów turystycznych. Wygląda więc na to, że uda się uratować choć końcówkę sezonu rowerowego dla tego kierunku, a może późną jesienią wyskoczyć nawet do hali narciarskiej?
    4 punkty
  3. W tym roku, zachowując zasady dystansu społecznego, spędziłem na wodzie około 30 dni. SUP chodził za mną od jakiegoś czasu (8 lat temu zobaczyłem je pierwszy raz na żywo w Bledzie). W tym roku moje dzieci, za namową żony, postanowiły spróbować widnsurfingu, więc i ja wróciłem na deskę po 20 latach przerwy, kupując sup-a do którego można podpiąć pędnik. Tak to wyglądało. Czasem miałem pomoc na desce. Widoczki na różne jeziora. Ładnie, widokowo. Nieco mniejsze, też były pływane. I takie też. Chyba moje ulubione w tym sezonie. Nawet wodne place zabaw się trafiały.
    3 punkty
  4. Witam po dłuższej nieobecności, trza było zarobić trochę grosza na przyszłe eskapady 😋. Udało się wczoraj pokręcić solidnie rodzinnie🚴‍♂️ przed wypadem w polskie górki rowerowo.
    3 punkty
  5. Któż z nas nie czytał Pana Samochodzika Zbigniewa Nienackiego? Dla mnie ta seria książek była niezwykle ważna i towarzyszyła mi w podstawówce, technikum, na studiach...a teraz? dumnie stoi na jednej z moich półek na książki. Te opowieści ukształtowały moją młodość. To również dzięki nim pojawiły się w moim życiu obozy żeglarskie, namioty ze znajomymi, wędkarstwo, zainteresowanie historią, kajaki. Również zamiłowanie do czytania, które zostało do dzisiaj Mimo, że twórca postaci Tomasza i pokracznego auta z silnikiem Ferrari był ORMowcem (podobno tylko w służbie drogowej) trwale zaraził mnie przygodą i szacunkiem do przyrody. Do dzisiaj darzę go sympatią i z sentymentem wracam do czasów, tamtych czasów. Mazury wypełniły całe moje młode życie, a nigdy nie byłem nad Jeziorakiem 😮 I dopiero w tym tygodniu nadrobiłem to Nooo.... a nad tym jeziorem oraz w jego okolicach, autor przecież umiejscowił kilka części powieści - i to nie był przypadek, Nienacki mieszkał właśnie nad brzegami Jezioraka. Dla zainteresowanych polecam: https://www.nienacki.art.pl/w_nowe_przygody_winnetou_niewidzialni_zlota_rekawica_tomekk_2006.html Mój i Pauli wyjazd do Iławy był krótki, więc i czas musieliśmy podzielić na różne aktywności - nie udało się nam chociażby w części zwiedzić miejsc opisanych pod powyższym linkiem To co się udało, to spędzić kilka godzin na wodzie w naszym kajaku Co z resztą? Nadrobimy w przyszłości. Był czas na wiosła, był wiatr i żagiel...było trochę rzeki Iławki, było fajnie! Mapka naszego pływania: Fajnie na wykresie widać kiedy płynęliśmy z wiatrem i na żaglu, a kiedy wiosłowaliśmy nieśpiesznie Na początek postanowiliśmy przepłynąć się Iławką. Przy brzegach łódki, łódeczki...to wszystko własność prywatna okolicznych mieszkańców oraz posiadaczy działek. marboru z wiosłem Bardzo ciekawe kanały i garaże na sprzęt pływający - sporo tego było! 😮 Fajnie mieszkać w takim miejscu i mieć coś takiego Brzydkie kaczątka... bajkowo!!! Niezwykły klimat miejsca Dom, prywatny pomost, łódeczka... w takim klimacie widzę się na emeryturze Rzeczka wije się przez miasto, park...a na niej masę ptactwa. Kaczka: Dwie kaczki 😮 ...eee marboru!!! Znowu niepoprawny politycznie Dopływamy do jazu i...i nawracamy do jeziora. Czemu? Za przeszkodą wodną jest mało wody i teren raczej trudny do pływania - rezygnujemy z dopłynięcia do dwóch jezior (taki był pierwotny plan), bo takie przedsięwzięcie byłoby dość czasochłonne. Relaksujemy się na Jezioraku... Paula wypoczywa, a ja kontempluję miejsce i wspominam młode lata i przygody Pana Tomasza i jego pokracznego, pływającego auta. Ojjj powędkowałbym... nawet miałem wędki...tylko okazji nie było i czasu Zrywa się wiatr! Supppeeerrrr!!!! Rozkładamy żagiel Skiperzy mijających nas łodzi, motorówek biją nam brawo 😮 Wzbudzamy ciekawość jak cytowany już kilka razy wehikuł stworzony na kartach powieści Nienackiego 😮 Płyniemy szybko. Mamy świetną zabawę Gdyby ktoś podążał naszym szlakiem, to chyba jedyne miejsce gdzie blisko wody można coś kupić i zjeść...z daleka, miejsce jest oznaczone takim banerem: Ależ relaks i przyjemność sobie zafundowaliśmy Paula kontroluje nasz mini "spinaker"...a ja robię pamiątkowe selfiki Oj posiwiałem... Z wiatrem płynie się świetnie...ale mając świadomość, że nasz kajak pneumatyczny, pod wiatr zamienia się w pompowany latawiec i będzie trudno wiosłować z powrotem, nawracamy i... teraz pracujemy obydwoje na 200%, a efekt wiosłowania, to powolny powrót. Na koniec postanawiamy opłynąć największą śródlądową wyspę w Polsce - Wielką Żuławę, bądź jak kto woli, Wielki Ostrów. Przesmyk między wyspą a stałym lądem, po przeciwległej stronie od Iławy. Kończymy naszą krótką przygodę z Jeziorakiem...zobaczyliśmy nawet sporo jak na jeden dzień pobytu tutaj...ale jest niedosyt w sumie? Dobrze, że jest! Wrócimy tu na eksplorację północnej jego części. Wysp i połączonych innych jezior. Dobijamy do naszej przystani i naszego lokum. Dzisiaj w strugach deszczu wracamy autem do domu. Przepakowaliśmy się, a jutro jedziemy w Tatry Góry wciągają mocno. Niebawem napiszę o naszych kolejnych eksploracjach. Tym czasem pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
    2 punkty
  6. No szacun! Szczególnie za "Bielską Perć" - to był najtrudniejszy odcinek Waszej wyprawy 😉
    2 punkty
  7. no pięknie L2A jeśli się nie mylę. Trochę denerwujące, jak miałem tam jechać na narty wiosną to zamknęli bo Francja miała ok.1500 zarażonych dziennie, teraz mają ponad 5000, wszystko otwarte i jeszcze wystartowali TDF
    2 punkty
  8. Dobrze radzi. Apartamenty we Wrześniu są tańsze i łatwiej dostępne niż w sezonie. Kilka fotek niewielkiej ilości białego, które zrobiłem 2-3 dni temu:
    2 punkty
  9. 2 punkty
  10. Można i rower i białe - fotka sprzed tygodnia;-)
    2 punkty
  11. Witajcie, To prawdopodobnie wynik skróconego sezonu narciarskiego 2019/20, ale okropnie dłuży mi się okres letni. Nie żebym go zaniedbywał, bo jako biegacz długodystansowy robię co trzeba, chociaż 90% planów startowych nie doszło do skutku, a poza tym odkryty niedawno, bo jakieś 2 lata temu, indoor cycling zajmuje mnie bardzo (poza tradycyjnym rowerem), to jednak wyglądam już tej pory roku, która zwiastuje rychłe nadejście nart. Stąd śledzę rozmaite miejsca w sieci i natrafiłem na taką oto fotkę: Oczywiście, że to gondole. Otóż w Predazzo, tam koło skoczni jeździły takie trochę wiekowe białe kubełki. Teraz będą czerwione jak Ferrari nowiutkie gondole panoramiczne. Osobiście nie darzę wielkim uczuciem gondoli, pod którymi nie ma trasy na przysłowiowy parking, ale mamy sierpień i ... wszystko mi się podoba, Zwykle na Latemar wjeżdżałem od strony Pampeago, ale może tym razem...
    1 punkt
  12. Właśnie rozpoczęłam drugą część urlopu. Krótko przed wyjazdem zapadła decyzja - jedziemy do Austrii! Ryzyko pandemiczne chyba mniejsze niż wysłanie córki do szkoły za dziesięć dni, a o takim tripie marzyłam od dłuższego czasu. Będzie urlop w drodze. Dzisiaj pierwszy dzień i górska wędrówka pętlą szlaków w okolicach Linzu. Już na początku w zaplanowaną wycieczkę wkradł się element zaskoczenia. Mieliśmy rozpoczynać w najniższym punkcie, na parkingu Klammbrückl, niedaleko aktualnej kwatery, ale jeśli wpiszecie w nawigację "Parkplatz Klammbrückl", to pokieruje Was ... na Dolomitenstrasse, na inny parking, pod schronisko. Trochę dalej, sporo wyżej i płatna drogą - ponad 7 km gładkiego asfaltu, prawie 1000 m przewyższenia i cała masa agrafek. Pewnie niektórym szosowcom mocniej zabiją serca. My zostawiamy auto na parkingu i dalej już pieszo idziemy do absolutnie fantastycznie położonego schroniska. Na tarasie z widokiem na Spitzkofel 2718 m: Dalej wędrujemy doliną Laserz Poniżej po lewej widać Große Sandspitze - najwyższy szczyt Alp Gailtalskich 2770 m: Słońce wynurza się zza gór, będzie nam dogrzewać cały dzień W oddali widać pasaż Kerschbaumtörl, na który wkrótce będziemy się wspinać, a na pierwszym planie tablica upamiętniająca jednego z przewodników-pionierów turystyki górskiej: Wędrujemy w stronę schroniska Karlsbader Hütte: Za nim schowały się dwa urokliwe jeziorka - Laserzseen. Pięknie jak nad Morskim Okiem, ale na szczęście niewiele osób. Dalej czeka nas wspinaczka na przełęcz: Po drodze fantastyczne widoki na grupę Großvenedigera - to te ośnieżone trzytysięczniki na horyzoncie Droga na przełęcz szybko się kończy. Jesteśmy! Obok nas głową Szymona - Simonskopf 2687 m Dalej schodzimy w dolinę Kerschbaumtal i schronisko Kerschbaumeralm: W schronisku - lokalne po powitanie i obiadek z widokiem na kapliczkę Schodzimy w dół doliną Kerschbaum wzdłuż potoku ... w stronę Klammbrückl - mostu nad głębokim na 33 m kanionem, wydrążonym przez potok w skale. A potem - najpierw malowniczą, a potem już tylko stromą ścieżką przez las do Dolomitenhütte, gdzie stoi nasze auto. Zbocze w słońcu, wiatru ani krztyny. Strasznie gorąco i pot zalewa twarz. Dzień kończymy na tarasie przy szklaneczce radlera. Za nami ponad 22 km szlaku i blisko 1500 m przewyższenia. Warto było!
    1 punkt
  13. Ukraina 28 sierpnia i Węgry 1 września zamykają całkowicie granice dla obcokrajowców. Teraz czekać na efekt domino aż reszta krajów zrobi tak samo.
    1 punkt
  14. Zapraszam na kolejną tatrzańską wędrówkę na moim blogu, pod linkiem: marboru
    1 punkt
  15. Ja też dokładnie tak pamiętam warunki tam panujące. Byłem tam chyba 5 lat temu. p.s. W samych Druskiennikach: tanie kwatery, masa ścieżek rowerowych, kolej gondolowa, super park linowy i swego czasu fajny aqua park.
    1 punkt
  16. Nie dość że przepadły 2 miesiące zeszłego sezonu narciarskiego to bardzo niepewny jest najbliższy. Ehhh co za czasy.
    1 punkt
  17. Byłem, widziałem, szkoda tylko, że to fotka z 2018, ale chociaż z sierpnia
    1 punkt
  18. 1 punkt
  19. Dokładnie to imadło polecił mi Cosworth240 gdy na forum pytałem o imadła. Kupiłem je, to był mój pierwszy zakup na Aliexpress, minus był taki, że na imadło czekałem dwa miesiące. Samo imadło jest ok, jakością wykonania odbiega od skimana lub toko, ale jest w pełni funkcjonalne, dobrze trzyma, można je ustawiać pod kątem w obie strony, no i mieści w środkowych szczękach szerokie narty, za tą cenę było warto. Ja niedawno zacząłem sam serwisować swoje narty i te głosy odradzające są moim zdaniem przesadzone. Ja zaczynałem od ostrzałki TOKO do bocznych krawędzi z założeniem że to tylko do podostrzenia po kilku dniach jazdy a raz na jakiś czas i tak serwis.Ale efekty nawet takiego podostrzania były na tyle dobre, że poszedłem dalej i obecnie sam już robię wszystko. Zestaw uzupełniłem o prawidła do krawędzi dolnej, szczotki nylonową i miedzianą, cykliny, pazur (z tym było najtrudniej, bo ciężko było go ustawić żeby nie zbierać za dużo - radzę na starych nartach próbować). Imadło to konieczność, ja kupiłem je na końcu jak już zdecydowałem się na dobre sam serwisować, ale radzę nie zwlekać. Oczywiście jeszcze pilniki no i żelazko ale jak już ktoś wspomniał może być zwykłe stare byle ze sprawnym termostatem żeby ślizgów nie przegrzać (ja smaruję prawie na minimum). Ja kupowałem z kilku źródeł, więc konkretnego zestawu nie polecę ale nie widzę problemu w kupowaniu osobno. Z tym doktoryzowaniem się z obróbki skrawaniem to też trochę przesada. Mi coś podpowiedział pewien serwisant, poza tym tu na skionline był bardzo fajny cykl wideo o serwisowaniu. Trzeba pamiętać, żeby pilniki prowadzić lekko i równo bez zbędnego siłowego dociskania. Ja bałem się, że zepsuję narty, ale kilku samodzielnych ostrzeniach i tak oddałem narty do serwisu i powiedzieli, że krawędzie są w świetnym stanie. Jedyne co to trzeba mieć miejsce, bo trochę się brudzi, szczególnie po usuwaniu nadmiaru smaru. Ja po zimie wycieram do sucha zabezpieczam ślizgi i pełny serwis robię na początku lata na podwórku, jak coś muszę zimą to garaż. A no i porządny stół jest potrzebny żeby imadło przymocować. Ja zdecydowanie polecam samodzielne serwisowanie, mam włącznie z nartami żony i córki 8 par, z czego w sezonie użytkujemy 4 pary, ktoś pisał, że trzeba mieć 10-15 par żeby się opłaciło, wydaje mi się że już przy 4 może być opłacalne. Za szczotki TOKO płaciłem po 40 zł a nie po 63 EUR. Poza tym, mi to sprawia przyjemność, rozstawiam sobie w wolny dzień cały ten majdan i dobrze się bawię. Pozdrawiam
    1 punkt
  20. Nad Bałtykiem tłum, byliśmy zmuszeni chodzić boso bo zabrali nam rowery, a samochody ze Śląska są wrzucane do Bałtyku w celu dezynfekcji widok w drugą stronę Udany krótki pobyt, nogi bolo.
    1 punkt
  21. Po całonocnym i porannym deszczu zapowiadało się okno pogodowe. Wybraliśmy się na wycieczkę do wąwozu Garnitzenklamm, w okolicach Hermagoru. 4,5 kilometra szlaku podzielone jest na 4 odcinki, można robić krótsze pętle albo przejść cały wąwóz. Na szlaku 9 mostków, liny, klamry, drabinki i wspaniały spektakl, tworzony przez wodę, skały i alpejską roślinność. Zresztą słowa nie oddadzą tego tak jak obrazy: Na koniec Darek wymyślił "skrót" innym szlakiem i zamiast 5 godzin wędrowaliśmy 7. Ale nawet było ładnie i pogoda - wbrew zapowiedziom - poprawiła się. Wyszło nam prawie 17 km. Bacówka Kühweger Alm: Widok na ośrodek narciarski w Tröpolach: Pod wieczór jeszcze zajrzeliśmy do Hermagoru - zakupy, bankomat, takie tam. Miasteczko ładne, ale jakoś nie wybitnie. Jest jedna główna ulica Hauptstraße i tyle. Dzisiaj ruszamy dalej rowerami. Pozdrawiam
    1 punkt
  22. Wczesną pobudka w niedzielę i już parę minut po ósmej ruszamy rowerami spakowani z sakwami. Drawa po sobotnich opadach ma kolor kawy z mlekiem, jesteśmy też pod wrażeniem, jak potężną rzeką zrobiła się na przestrzeni ok. 50 km. Poranne widoczki z przedmieści Lienzu: Trafiłamy też na cmentarz kozacki w dzielnicy Peggetz i tablicę upamiętniającą tragedię Kozaków z Lienzu (masowe samobójstwa i brutalną deportację do ZSRR). Na moście w Nikolsdorfie opuszczmy Tyrol Wschodni i wjeżdżamy do Karyntii. Chwilę zatrzymujemy się w Oberdrauburgu, aby odpocząć na historycznej starówce przed długim podjazdem. Przed nami Gailbergsattel - 6,5 kilometra wspinaczki na 982 m npm, aby przedostać się przez przełęcz z Doliny Drawy do doliny Gail. Ruch jest średni, sporo motocyklistów w słoneczną niedzielę, ale na szczęście nie jest upalnie, a droga jest szeroka i co jakiś czas można złapać oddech w zatoczkach. Z pełnym obciążeniem z sakwami jest to wyzwanie, ale dałam radę. Na górze zasłużony odpoczynek przy pysznym, jeszcze ciepłym apfelstrudlu: Teraz już tylko długi zjazd z górki do Kötschach-Mauthen. Na tutejszym kempingu zaopatrujemy się w kartę turystyczną Kärnten Card , dzięki której będziemy korzystać ze zniżek i gratisów przy różnych, czekających nas atrakcjach. Teraz będziemy jechać szlakiem R3 (Karnischer Radweg), wzdłuż Gail. Most na rzece Gail: I ciekawe miejsce tuż za Mauthen, gdzie do Gail wpływa potok o zupełnie innej barwie wody. Zrobiło się tak ... patriotycznie 😉 Po lewej stronie mamy Reißkofel (2371 m), a wokół szeroką dolinę. Mijamy karynckie wioski, czasem coś nas zadziwi. Na przykład taka rzeźba w ogródku - robi wrażenie! Gonią nas niestety czarne chmury. Po prawej rozpoznaję Tropölach i ośrodek narciarski Nassfeld-Hermagor. Przed deszczem chronimy się w barze dla rowerzystów, ale jest już późne popołudnie, a pogoda wcale nie chce się poprawiać. Kończymy po 76 km w sympatycznym pensjonacie w Watschig - to mała wioska kilka km od Hermagor. Padało całą noc i prognozy nie są na dziś zbyt optymistyczne. Zobaczymy, czy uda się dzisiaj jednak gdzieś ruszyć. Pozdrawiam.
    1 punkt
  23. Pozdrowienia z nad Jezioraka Pływamy tropem Pana Samochodzika marboru i Paula
    1 punkt
  24. Wczorajszy spływ rzeką Maas w okolicach Maasmechelen granica miedzy NL a BE , Bardzo niski poziom wody, kilka razy trzeba było przeprawiać się na nogach,często w takich miejscach robiły się zatory ze względu na spore grupy płynących,aczkolwiek wyprawa rewelacyjna.
    1 punkt
  25. Cześć Musisz poczekać na poziom wody z czwartego zdjęcia. Z pewnością nie będzie nudno i monotonnie. Pozdrowienia
    1 punkt
  26. Czy nikt nie jeździ MTB w Świętokrzyskim ostatnio ? 🙂 Właśnie odkryłem dwie trasy, i o jednej z nich nie ma nigdzie za bardzo informacji. Sam ułożyłem pętlę MTB, opartą na Baraniej Górze w pobliżu słynnego Muzeum Sienkiewicza w Oblęgorku. Można zacząć w okolicach właśnie muzeum, można też w okolicach Porzecza. Wjazd polecam wąskimi i mało ruchliwymi asfaltami, gdzie są piękne widoki na okolice. Od punktu 2 do 3 (na mapie) jest szutrówka, później droga leśna. Sednem pętli jest zjazd czarnym szlakiem (turystycznym), oczywiście pierwszeństwo ma pieszy. Zjazd jest wyśmienity, zmienne nachylenie, na początku droga z koleinami, później ścieżka, wąwóz, korzenie, zakręty. Przepiękne MTB w długości prawie 2km. Trudność w kategorii niebieski mtb na trailforks. Pętla nie jest długa, do niej można dołączyć przejazd całym czerwonym szlakiem po okolicy, asfalty, Chełmce, itp. Dla mnie to był podjazd z pobliskiej Ciosowej. Zapomniałem się ubrać na MTB, bo pojechałem z rodziną na lekkie wałęsanie się i zostałem ciut dłużej.
    1 punkt
  27. Cześć Poważnie tak jest?? Zaskoczyłeś mnie tym stwierdzeniem. Ja nie robię relacji bo po prostu nie mam do tego głowy, nie robię zdjęć, nie myślę o tym gdzieś będąc , nie pamiętam nazw itd. Ale żeby hejt był blokadą... Chyba się kiedyś przełamię na złość różnym ....m. Pozdrowienia serdeczne
    1 punkt
  28. Na Rodos pustki jak w maju otwarte morze 10% hoteli i usług, na lotnisku spokojnie i bez tłoku bo z Katowic samoloty latają co godzinę, zdjęcia z plaży dzisiejsze temperatura 32C wiatr 5do6B
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...