Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
07.05.2021 - 07.05.2021
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 07.05.2021 uwzględniając wszystkie działy
-
No cóż, my to się chyba nigdy nie dogadamy. Niby obaj mamy pasję do nart, jednak zdecydowanie więcej nas różni w podejściu do białego sportu. Dla Ciebie skitury to nudy, no chyba że puch. Ja się tak teraz zastanawiam i wydaje mi się, że na skiturach nigdy nie jeździłem w puchu. Przetestowałem wszystkie rodzaje śniegu i lodu. Dwa rodzaje śniegu szczególnie mi utkwiły w pamięci bardzo negatywnie i wolałbym więcej ich nie spotkać. W Szwajcarii w Saas Fee i w Austrii w Ischgl miałem wątpliwą przyjemność zjeżdżać po starym, zmrożonym lawinisku, było mega niekomfortowo, prawie nieprzejezdnie. Sporo mnie to nauczyło. Drugi przykład, przeważnie w Polsce (lecz nie tylko) jazda po lodoszreni łamliwej. Moim zdaniem o wiele cięższe obciążenie jak jazda na tyczkach. Za to na skiturach zjechałem najciekawsze "trasy, żleby" trudnością (wystromienie, szerokość i inne przeszkody) nieporównywalnie trudniejsze od najtrudniejszych zawodów czy treningów na tyczkach. I cenię te zjazdy dużo bardziej od największych pucharów jakie zdobyłem na zawodach. W czasach gdy dużo trenowałem, wyniki miałem na przyzwoitym poziomie. Na mecie potrafiłem padać zmęczony po 40 sekundowych przejazdach, a w treningach też nigdy się nie oszczędzałem, czasami kończyło się zażywaniem tramalu, by móc na drugi dzień dalej trenować. Jednak zjazdy pozatrasowe w wielu miejscach, to zupełnie inna bajka, zdecydowanie trudniejsza. Co do jazdy w puchu, to tak jak poranna jazda po wyratrakowanym stoku, zjedzie prawie każdy lekko ogarniający narciarz. W puchu jeżdżę tylko praktycznie freeride, korzystając z wyciągów, bo na skiturach szkoda marnować czas, jak można się najeździć przy wykorzystaniu wyciągów. Poza tym podchodzenie na turach w puchu jest mocno (zwłaszcza na stromym) męczące i dość niebezpieczne. I jeszcze fotka części mojej kolekcji, nie żeby się chwalić (bo jak jest praca, to są i wyniki) tylko by pokazać, że trochę czasu, potu i siniaków zostawiłem na slalomowych i gigantowych trasach podczas treningów oraz zawodach. I pojęcie o jeździe na tyczkach posiadam. Pozdrawiam.4 punkty
-
Jestem zwolennikiem budowania ścieżek rowerowych, w taki sposób, aby jak najbardziej odseparować je od ruchu pieszych, a zbliżyć do ruchu samochodowego - zwłaszcza te ścieżki, które powiedzmy pełnią funkcję głównie transportową/komunikacyjną, czyli wzdłuż ruchliwych arterii. Moje zdanie w tej materii nie zmieniło się od lat, a w dobie rosnącej liczby wszelakich urządzeń transportowych, od jednokółek, przez hulajnogi skończywszy na elektrykach mogących cisnąć po 40 km/h i więcej, nawet się zaostrzyło:-) Ścieżka będąca częścią pasa ruchu powoduje, że rowerzyści są mocno skupieni na jeździe i liczba głupich zachowań IMHO jest znacznie mniejsza niż gdy ścieżka jest mocno odseparowana. Z drugiej strony kierowcy samochodów też znacznie częściej zauważają takich uczestników ruchu. Za przykład podam ulicę Puławską i ścieżkę rowerową wzdłuż niej od Piaseczna do dolinki Służewieckiej. Gdy nie było ścieżki zawsze poruszałem się tam jezdnią i mimo ogromnego ruchu liczbę niebezpiecznych zdarzeń miałem znikomą. Szerokie pasy pozwalały na naprawdę swobodną jazdę. Niestety po wybudowaniu ścieżki liczba niebezpiecznych sytuacji jaką zacząłem mieć znacznie wzrosła, głównie z uwagi na to, że wielu kierowców skręcających w prawo na skrzyżowaniach zauważa mnie w ostatniej chwili lub wcale. Nie zawsze jest to do końca wina kierowcy, czasem układ ścieżki jest tak idiotyczny, że wypada się jak przysłowiowy filip z konopii np. zza ekranu, tak jest właśnie w okolicy przecięcia Puławskiej z obwodnicą. Mimo zielonego zwalniam tam na maksa, bo kierowca ma małe szanse zareagować. A dodam, że wzdłuż Puławskiej na tym odcinku ruch pieszych jest bardzo ograniczony i piesi rzadko wchodzą w paradę. Kiedyś jeździłem przez Ursynów ul KEN, ale ilość incydentów z pieszymi mocno mnie zniechęcił do jazdy tamtędy. A żeby trochę w temacie to z rowerami elektrycznymi widzę taki problem, że bardzo wiele z nich ma albo pozdejmowane blokady albo nie miało ich wcale, bo prędkości 35-40 to wcale nie rzadkość. Na zwykłym rowerze, żeby jeździć z takimi prędkościami to już trzeba trochę pojeździć, a nakręcane kilometry wzbogacają doświadczenie, zwiększa się umiejętność przewidywania ruchów innych uczestników itp, itd. Na elektryku spore prędkości są dostępne od razu, również dla osób, które prawie wcale nie poruszały się rowerem po mieście, a to jest dość specyficzna jazda. Uff coś długo wyszło:-)4 punkty
-
Cześć Co to znaczy Twoim zdaniem "szybki dojazd do pracy"? Mieszkam w dużym mieście i transport jest naprawdę OK. Do pracy mam w zależności od wariantu drogi około 20km i niezależnie od środka transportu dojazd jest porównywalny. Rowerem 45minut, samochodem 30 min (jadąc zgodnie z przepisami i bez korków), publiczny 45-50 minut - rzadko jeżdżę więc słabo z danymi. Natomiast już w godzinach szczytu rower zaczyna być górą bo czas jazdy praktycznie się nie zmienia, podobnie publiczny. Samochód jest najmniej przewidywalny i czasami czas może być razy 3. Teraz opcje elektryków: Zakładając, że ktoś ma elektryka zgodnego z przepisami to będzie ode mnie wolniejszy, natomiast gdyby był to pojazd bez ograniczeń ale z obowiązkiem jazdy po jezdni to koleś robi tą drogę dwa razy szybciej i korki praktycznie na niego nie wpływają. Opcja silnikowego transportu jednośladami po drogach jezdnych wygrywa zdecydowanie ale... musisz się orientować - Tobie by się Piotrek podobało. Natomiast co do ograniczeń to jest to Piotrze czysta fikcja. Nikt tego nie sprawdza i nikt nie respektuje. Swego czasu jechałem za gościem, który miał jakiś e-rower przez jakieś 10 km. Jechał wzorowo! W każdym miejscu kolizyjnym zwalniał rozglądał się, widać, że wszystko kontrolował, przepisy respektował w 100% (tylko dzięki temu się za nim utrzymywałem bo trzymały go światła) natomiast na pustej drodze odkręcał tak, że byłem w szoku. W końcu gdzieś go tak zatrzymało, że miałem okazje zagadnąć i okazało się, że sprzęt bez problemu idzie 70km/h. O czym my więc mówimy w sensie po ścieżkach czy po drogach. Gdybym miał pewność, że na elektrykach będą jeździć sami tacy goście jak ten Pan to zapraszam wszędzie ale On był szczytnym wyjątkiem. Klasyka natomiast to młody!, napięty koleś lub koleżanka, który wyciska wszystko ze sprzętu, zachowuje się jakby był absolutnie sam na drodze tylko na zakrętach ma szalone kłopoty bo... nie umie jeździć na jednośladzie. To jest dramat, który trzeba zwalczać jak plagę szarańczy i dlatego uważam, że lepszym rozwiązaniem jest skierowanie silników na jezdnie bo tam naturalna selekcja zrobi swoje. Pozdrowienia4 punkty
-
Odbiegacie mocno od problemów elektryków. To już jest albo inaczej mleko się rozlało. Dyskutujecie na poziomie wiedzy z przed 5 lat. To co dziś jest największym problemem to jak w najbliższej przyszłości pogodzić wszystko na tych zatłoczonych szlakach. Raczej to będzie kłopotem a nie definiowanie co jest rowerem a co nie. Wielu patrzy na elektryki przez pryzmat prostackiej jazdy wszędzie na max. A wiele elektryków dziś poprzez również wybór samego użytkownika w zasadzie wspomaga na tyle by zniwelować różnicę w masie. Sam sprzęt jako taki to tylko narzędzie jak zwykły młotek. Co z nim zrobimy to już osobny temat. Natomiast zapędzanie się w osądach jakie to złe czy wręcz używanie słów by z tym walczyć to już powoli zaczyna być jakaś jednostka chorobowa. Tym gorzej, że wielu jak widzę nawet nie wie czym te elektryki się je. Nie jechali ale się powypowiadali.4 punkty
-
Masz całkowitą rację, być może się troszkę zagalopowałem w swoich porównaniach. Natomiast niewątpliwie należy rozgraniczyć sport od rekreacji. Zdecydowana większość wątków narciarskich na forum dotyczy rekreacji ruchowej jaką jest narciarstwo a podpinanie niektórej zaawansowanej aktywności pod sport jest nieuprawnione. Ktoś pewnie zarzuci że równam w dół - nie jest to prawdą (sam szkoląc stawiam tyczki nawet dla osób w technikach kątowych). Polecam i jeszcze uraz polecam wszelkiego rodzaju szkolenia na tyczkach ale Panie i Panowie to nie jest wymiernik - ktoś kto nie jeździ na tyczkach nie jest gorszy.3 punkty
-
Chodziło mi o "kowalskiego" - to zawsze będzie wyzwanie. Nie nie prowadzi - prowadzi wtedy kiedy naszym zamiarem jest udział w zawodach lub przynajmniej w przyjacielskiej rywalizacji z udziałem fotoceli. Jazda skrętem wymuszonym nigdy nie jest nudna i bez sensu wręcz przeciwnie - powinna być obowiązkowym elementem szkoleń na każdym poziomie zaawansowania. Jeszcze troszkę o turach które chyba nieświadomie zdegradowałeś - jazda terenowa to najwyższy stopień zaawansowania narciarskiego. Średnio zaawansowany narciarz w podstawie opanuje prosty GS w 1h SL - 2-3, zjazd z Skrzycznego do Zimnika będzie ćwiczył lata3 punkty
-
Idąc dalej tym tokiem myślenia, można by sądzić, że najlepiej jeździć na nartach z kijami pod pachami (koniecznie gięte) w pozycji na "jajo" koniecznie w wersji niskiej i pełna dzida. Moim zdaniem w narciarstwie nie o to chodzi. Niedawno słyszałem, że dla dziadków to są skitury. Obie opinie tak samo trafne (jak kulą w płot). Ja jeżdżę na narty pojeździć, nie wybieram sobie warunków, korzystam z takich jakie zastanę. Ważne by się ruszać, wiek z tym nie ma nic wspólnego, tak samo jak waga, płeć czy umiejętności... To porównanie z autem do mnie nie dociera, nie dostrzegam związku. Ale to już Twój wybór i nie mój ogródek. Pozdrawiam.3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Dla mnie to przykład przyjemnego spaceru. Jeśli nie jest robiony na czas, nie ma żadnego wymiaru sportowego. Trening tyczkowy zawsze prowadzi do rywalizacji czasowej. Nawet jak nie ma fotoceli, ani konkurentów. Jego istotą jest przejechanie odcinka, najszybciej jak to możliwe. Rywalizować można z samym sobą. No chyba, że ktoś jeździ na tyczkach od niechcenia, ale takie osoby bardzo szybko rezygnują z "treningów". Taka jazda jest wtedy nudna i bez sensu.2 punkty
-
I dobrze. Kiedyś łaziłem z pewnym harpaganem i z dziewczynami no i od razu na ostro, wg mnie zupełnie niepotrzebnie. Dobrze, ze nic się wtedy nie stało. Zawrat, Szpiglas, Kozi, Mały Koscielec. ps z innej karkonoskiej bajki historia lawinowa i nie tylko, np trasa giganta, coś jak u nas na slalomowy m https://www.alpy4000.cz/lavinova-historie2 punkty
-
2 punkty
-
Jeśli rowerzyści jeżdżą po chodnikach, to jest to tymczasowa patologia. Systemowe rozwiązywanie tej sytuacji jest jednak długie: budowanie nowych DDR albo ograniczenie prędkości na jezdni do 30 km/h. Generalnie wg mnie słuszną drogą podąża Wrocław: przerzucić więcej ludzi z aut do komunikacji publicznej i na rowery. Sposób wykonania tego celu nie zawsze jest na odpowiednim poziomie jakości, ale to już inna i długa dyskusja. Z tego co wiem to w kierunku Bielan Wrocławskich jest budowana nowa trasa DDR tak aby zapewnić ciągłość przejazdu z centrum na południe. To jest obecny stan: https://www.wroclaw.pl/files/cumulus/mapa_rowerowa_wroclawia_wer_elektroniczna.pdf Możesz sobie kupić elektryczny rower i jeździć po DDR z prędkością 25km/h oraz po jezdni. To jest legalna i dostępna opcja.2 punkty
-
Właśnie dlatego nie ma możliwości jeździć elektrykiem po chodniku, bo piesi nie mają być rozjeżdżani przez ciche pojazdy. Chodnik jest dla pieszych i mają się czuć tam swobodnie i w miarę bezpiecznie! Koniec kropka. Transport tylko wtedy dobrze działa, jeśli na danym pasie znajdują się obiekty poruszające się ze zbliżoną prędkością. To samo dotyczy chodnika, gdzie obiektami są ludzie. A jak chcesz szybki transport, to poproś Prezydenta o metro.2 punkty
-
Trochę szkoda, bo liczyłem że pojeżdżę wyciągami. Trudno, musi mnie zadowolić siła własnych mięśni. Na plus - PKL nie dostanie ode mnie tych 110 zł.2 punkty
-
Ja natomiast uważam że rower elektryczny jako dojazd do pracy jak najbardziej. Mam trochę za duża odległość ale do pracy jeździł bym takim rowerem z przyjemnością.2 punkty
-
Zacząłem czytać początek tematu i mi wystarczy. Rower elektryczny jest fajną rzeczą. Jak ktoś nie może, albo może, to dobra rzecz. Nie warczy, nie smrodzi. Można jechać do lasu. Ale osobiście narazie nie kupię. Nie kupię dlatego, by siebie nie kusić. To jak fajna rzecz w lodówce, a odmawiam sobie wszystkiego, by spuścić parę cm w pasie. Pusta lodówka, nie ma pokusy. Mam z napędem na własne mięśnie, drugi stoi przy komputerze. Na dalsze kilometry mam auto. Można w zimie i w deszczu.2 punkty
-
Dziadostwo jest dobre dla dziadków. Takie warunki można porównać do jazdy autem po zniszczonej drodze. Niezależnie jak dobrze jeździsz samochodem, wolisz gdy asfalt/szuter jest równy. (hopki to nie dziury) Dziury na drodze to też nie off road, który mógłby stanowić wyzwanie.2 punkty
-
Ja zakupiłem dodatkową ładowarkę, bo oryginał zajmuje pół sakwy Wprawdzie ładowarka w trasie nigdy się nie przydała bo damka Giant Twist ma zasięg ponad 100km (dwa akumulatory) ale lepiej mieć jak dużo jest podjazdów bo stare konstrukcje szybko zużywają baterie w terenie górzystym. Dalej Giant daje takie kolosy ?1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Czasem nawet siodełko w dobrym rozmiarze może dawać dolegliwości, jeżeli jest źle ustawione (pochylenie, przesunięcie przód-tył). Warto najpierw trochę popróbować z istniejącym, a jak to nie pomoże, to dopiero wtedy wymienić. @cyniczny spróbuj przed takimi przejażdżkami profilaktycznie posmarować Sudocremem (ten mam sprawdzony), albo innym środkiem na odparzenia.1 punkt
-
Jestem Wrocławianinem z urodzenia, setka to tylko nad rzekami... https://gazetawroclawska.pl/ile-mostow-ma-wroclaw-nikt-tego-nie-wie-policzmy-je/ar/4215051 punkt
-
Spiochu - cieszę się że mogę prowadzić dyskusję z Tobą (oczywiście także z innymi użytkownikami) jako bardzo doświadczonym narciarzem. Nie moją rolą jest oceniać i nie moją rolą jest analizować ścieżki prowadzące do Twojego "sukcesu" zwłaszcza, iż niejednokrotnie pokrywają się z moimi. Martwi mnie jednak brak kompromisu z twojej strony - ciężko mi w tej chwili analizować powody tego stanu ale jestem całkowicie pewien że cokolwiek będziemy mieli pod nogami Ty, ja jak i wielu naszych kolegów damy radę.......1 punkt
-
Cześć No to chociaż raz mogę Ci napisać, że jest słabo. Ale zapewniam Cię, że jakbyś jeździł regularnie - wystarczy do pracy i z powrotem - po roku nie czujesz takiej jazdy. Pozdrowienia1 punkt
-
W moim odczuciu wszystko zależy od warunków. Zarówno w tej wycieczce na Kasprowy, która może zamienić się w wyprawę, jak i jeździe na tyczkach, gdy lodowej rynny brak. Obydwie działalności mogą być rekreacyjne, a także mogą stać się sportowe, choć to inny sport. Nie porównywałbym chyba. Coś jak himalaizm vs ścianka.1 punkt
-
Myślę, że takie ograniczenie powstało, bo przy 25km/h raczej nikogo nie zabijesz. Dla mnie to też szybka jazda na zwykłym rowerze. Spacerowo to ludzie jeżdżą 10-15km/h. Czasem doganiałem takich rowerzystów przy bieganiu.1 punkt
-
Wydaje mi się, ale to jedynie i wyłącznie moja subiektywna ocena, iż tworzymy wokół siebie obraz rzeczywistości która w istocie nie ma miejsca. Jedni wolą przyjść rano na basen mając tor wyłącznie dla siebie - zrobić 20-30 długości na maksimum swoich możliwość z zachowaniem plus minus nienagannego stylu czerpiąc tym samym niewątpliwą przyjemność, drogim wystarczy zrobić to samo na miarę swoich technicznych możliwości, jeszcze inni tak też potrafią ale większą przyjemność sprawia im pływanie w Bałtyku - dopłynięcie do pierwszej lub drugiej rewy i nurkowanie po dnie złocistego dna, kolejni uwielbiają pływanie w jeziorze, jeszcze inni nurkowanie z osprzętem - jednakże to wszystko ma wymiar jedynie rekreacyjny dopóki dopóty nie wniknie w to wymiar rywalizacji czy to z samym sobą czy też z innymi osobami wówczas możemy mówić o sporcie. Można zrobić setki km MTB ale jeżeli nie staniemy w szranki z innymi zawodnikami to jest to jedynie rekreacja, być może na wyższym poziomie ale zawsze rekreacja. W mojej ocenie dla większości Nas narciarzy trasowych prosta tura Kuźnice, Boczań, H. Gasienicowa, Liliowe, Beskid, Goryczkowy Kocioł Kuźnice ma znacznie większy wymiar "sportowy" niż 2-3 h trening tyczkowy nie prowadzący do rywalizacji czasowej. Podziwiam ludzi którzy mają tyle siły i ochoty aby amatorsko na tyczkach dawać z siebie maksa ale z równym zapałem podziwiam też tych którzy rodzinnie są w stanie spędzić od dzwona do dzwona czas na wyciągu1 punkt
-
Chodziłem trochę z buta i trochę na nartach. Dla dziewczyny był to pierwszy raz w górach w zimie, więc takie raczej lajtowe trasy. 2x na Kasprowym, na Hali, w Piątce, na Nosalu, Ścieżką nad Reglami.1 punkt
-
1 punkt
-
To są jest bardzo dobre ustalenie. Problem że respektowanie jest różne.1 punkt
-
Całkiem rozsądne co więcej tego życzyłby sobie Kowalski, tylko rzeczywistość budowniczych jest zupełnie inna ... debilna i to już norma . Poniżej dam przykład zdjęcia drogi rowerowej osiedlowej ...na której prędkości elektryków są nieograniczone a co za tym idzie, tez i wypadkowe czego miejsce miało rok temu-mianowicie złamany obojczyk dziecka grającego w piłkę pod garażem ... .... od lewej tory tramwajowe,parking ,ulica,pas zieleni ,droga rowerowa,chodnik i tereny prywatne . Totalny debilizm inżyniera który został zatwierdzony i wdrożony w modernizacje kilka lat temu. A czy nie łatwiej było by zrobić ; tory tramwajowe,ulica ,parking,ścieżka rowerowa i dopiero pas zieleni a następnie chodnik ? To oczym napisałeś ?!Oczywiście ze taki projekt byłby bezpieczniejszy ale rzeczywistośc jest zupełnie inna ...i jak odnieść się do elektryków pędzących 50kmh?1 punkt
-
W rejonie Studicni Hory w stronę Modry Dul bywało ongiś kilkanaście metrów https://www.kudyznudy.cz/aktuality/vite-jaka-nej-maji-nase-hory opowiadał Jiri Holecek, który obecnie mierzy pokrywe http://krkonose.krnap.cz/apex/f?p=104:4:::NO:RP,4:P4_ID,P4_CP:2020-03-12,7 byl gospodarzem w Lucni teraz pod Snezkou. Japonia bezkonkurencyjna https://www.nasvah.cz/clanky/snehove-rekordy-kde-napadlo-nejvice-snehu/1 punkt
-
1 punkt
-
Trochę rozumiem dlaczego nie znosisz elektrycznych wynalazków. Duże miasto, wszędzie korki, mnóstwo skrzyżowań, pełno świateł, gęsty tłum i widok nieodpowiedzialnego gościa na elektryku pędzącego między pieszymi a rowerzystami. Ja unikam miast jak ognia, chodzę i jeżdżę tam gdzie zazwyczaj mogę być sam. Może dlatego nigdy mi e-wynalazki nie przeszkadzały.1 punkt
-
1 punkt
-
Cratoni wypada bardzo słabo w kwestii zabezpieczeń. Jekkyl jest chyba najtańszym kaskiem z odpinaną szczęką i dającym już jakieś zabezpieczenie. Aleeee... Jakość tego Uvexa jest do bani, system regulacji bardzo przeszkadza w zakładaniu go na głowę. Zrezygnowałem z zakupu. Chcesz bezpiecznie? Nie masz wyboru, pozostaje któryś z Bell (3r, super air), Met parachute mcr albo leatt 4.0. Niestety to wszystko 1 tysiąc lub więcej.1 punkt
-
Wirtualni "twardziele" podobno najpotulniejsi w realnym świecie... a w necie realizują swoje ukryte pragnienie bycia jak Brudny Harry.. 😉 A co do rozważań - z tlenem czy bez tlenu to u mnie cała wieś bez tlenu funkcjonuje od listopada do kwietnia i nikt nam nie mówi że jakieś dokonanie .... najwyżej że węgiel kiepskiej jakości1 punkt
-
@Spiochu ciekawe co kupisz jako pierwsze - rower, czy kask #najdluzszyzakuproweruwhistoriinowozytnejeuropy1 punkt
-
Często się jeździ, choć zwykle jest to zabronione. Szeroki chodnik, to dobre miejsce dla rowerów. Jazda po drogach, jeśli są wąskie nie jest bezpieczna, mimo że dozwolona. Powoduje też, że jeden rower zajmuje tyle miejsca co kilka samochodów. (tyle samo miejsca + kilkakrotnie dłuższy czas przejazdu). Jest to ekologiczny absurd.1 punkt
-
A wiesz skąd pisze? Cały czas się boje. Wole jednak miekkiszon. Twardzieli już kilku poznałem, częstokroć wirtualnych.1 punkt
-
Ja póki co też nie lecę i nie kupuję, choć potrafię sobie wyobrazić siebie jako dziarską siedemdziesięciolatkę pedałującą żwawo na elektryku. Wolę to, niż sobie całkiem odpuścić i myśleć tylko o urnie. A co do pracy nad sobą - to tak, jak najbardziej. Choć zauważam, że w naszym przedziale wiekowym konsekwentna aktywność fizyczna nie tyle prowadzi do tego, że jest spektakularnie coraz lepiej z osiągnięciami, tylko że się tak nie pogarsza, albo że to gorzej następuje zdecydowanie wolniej, niż jakby się nic nie robiło, albo za mało robiło.1 punkt
-
Pytanie co jest priorytetem(zakładając oczywiście wariant, że kasa na auto jest)? My rodzinnie przegłosowaliśmy, że zamiast zakupu nowego auta, inwestujemy w to co lubimy 🤷♂️ co w pierwszej myśli wydawało się szaleństwem a teraz weekendy w górach na Mtb to standard i cieszą dużo bardziej niż nowa fura pod domem. Co do wagi. Owszem na dach auta ciężko wtargać. Trzeba inwestować w platformę. To tyle minusów w kwestii wagi.1 punkt
-
Poziom cen rowerów enduro osiągnął już tak absurdalne wartości, że nawet przebił snobistyczne narciarstwo. Nie wiem czy to kwestia mody, czy pandemii, ale dla przeciętnego kowalskiego, ten sport jest poza zasięgiem.1 punkt
-
W ostatnią sobotę podobnie jak @tanova mieliśmy plany na trasę około 100km. Celem ponownie padło województwo świętokrzyskie, a dokładniej tereny pomiędzy Bodzentynem, a Sieradowickim Parkiem Krajobrazowym. Do naszej dwójki ponownie dołącza Sylwek, chcąc wypróbować nowy nabytek, czyli gravelowego Fuji. Startujemy z miejscowości Wzdół, jest tam wygodny parking przy cmentarzu. Pogoda jest jaka jest, pochmurno i dość chłodno (około 8 C) - grunt, że nie pada, a jeszcze 10 km przed startem lało całkiem nieźle. Wreszcie w komplecie:-)Pakowałem się dość szybko i nie zabrałem okularów, na zjazdach trochę ich brakowało. Pierwszy podjazd na Górę Sieradowską idzie gładko, na szczycie krótka fotopauza. I zaraz szybki zjazd Za Radkowicami chwilę odpoczywamy, a właściwie czekamy na przeschnięcie drogi po deszczu. Marcin szlifuje technikę na podjazdach. Powoli zbliżamy się do zalewu Wióry utworzonego na rzeczce Świślinie, będącej lewym dopływem Kamiennej. Trasa prowadzi mało uczęszczanymi asfaltami z większości znakomitą nawierzchnią. Zalew objeżdżamy od południa... ...by w końcu dotrzeć na zaporę. Zapora wraz ze zbiornikiem budowana przez cirka 25 lat. Rozpoczęcie w latach 80-tych, ale w międzyczasie kilkukrotnie zawieszano budowę i odwieszano. W 2001 w wyniku powodzi został przerwany tymczasowy wał, co spowodowało zalanie m.in. Ostrowca Świętokrzyskiego. Zapewne to zdarzenie miało wpływ na znaczne przyśpieszenie prac i w 2005 nastąpiło otwarcie zbiornika. Po kilku fotkach ciśniemy dalej. Koło Sarniej Zwoli ponownie robimy krótki postój, tym razem wyraźnie regeneracyjny. Wcinamy batony, banany, Sylwek nawet kanapki zajada:-) A miejsce całkiem ładne zaraz obok stadniny koni. Kawałek do Bodzentyna jedziemy drogą wojewódzką, ale za miastem ponownie zjeżdżamy na wąskie asfalty. I koniec, pierwsza stówka w roku 2021 zrobiona. Wycieczka/trasa bardzo fajna, mało ruchliwe asfalty o bardzo dobrej jakości. Z minusów to sporo psów uganiających się za nami oraz pobolewające mnie prawe kolano od 20km. I jeszcze krótkie statsy i mapka1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Karkonosze ostatnio dały popalić, z czego skwapliwie skorzystałem czy raczej skorzystaliśmy. Wczoraj było super bo padało, a dzisiaj bo można już było spędzić dzień nie tylko w doskonałych warunkach śniegowych ale i widoczność mimo czasami pełnego zachmurzenia była prawie doskonała. Operowaliśmy dzisiaj w rejonie Karpacza, Wang, Samotni, Strzechy Akademickiej i najbliższych okolic. Weekendowe zmęczenie ze mnie wychodzi więc zamiast ględzić (pisać) wolę wstawić trochę zdjęć... 20210503_115004_99.mp4 20210503_115004_99.mp4 20210503_131020_01.mp4 20210503_115004_99.mp41 punkt
-
Trudno powiedzieć - na razie sytuacja w Austrii jest gorsza niż w Niemczech, tymczasem Austriacy zapowiadają luzowanie, a Niemcy właśnie zaostrzają lockdown. Może drugą połowę maja chcą przeznaczyć na adaptację własnych przepisów do funkcjonowania zapowiadanego unijnego zielonego paszportu? A może po prostu - bo tak.1 punkt







